Udawaj, że mnie kochasz - Whitney G. - ebook + audiobook + książka
NOWOŚĆ

Udawaj, że mnie kochasz ebook i audiobook

G Whitney

4,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

570 osób interesuje się tą książką

Opis

Silny. Arogancki. Zbyt czarujący, żeby mu się oprzeć.

Tatiana Brave potrafi zachować równowagę na lodzie, ale w życiu idzie jej znacznie gorzej. Kiedy jej kariera chwieje się w posadach, a finanse i relacje rodzinne rozsypują się jak domek z kart, ostatnią osobą, której chce w swoim życiu, jest arogancki zawodnik MMA – Travis Carter. Zwłaszcza że to brat jej największej rywalki.

Travis jest pewny siebie, przystojny i przyzwyczajony do wygrywania. Ale za blaskiem sławy i rzeszą fanek kryje się mężczyzna, który od lat dźwiga ciężar rodzinnych długów i samotności. Gdy jego kariera staje na krawędzi, Travis wpada na desperacki pomysł – fałszywe zaręczyny z kobietą, która go nienawidzi.

Dziewięćdziesiąt dni pod jednym dachem.

Zero uczuć. Zero dotyku. Tylko układ.

Tyle że między nim a Tatianą iskrzy od pierwszego spojrzenia. A ich relacja szybko przestaje być tylko grą. Bo kiedy serce zaczyna bić szybciej, granica między pozorami a prawdą całkowicie się zaciera.

Ta historia jest naprawdę SPICY. Sugerowany wiek: 18+

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 374

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 10 godz. 7 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Yukari SolMarcin Władyniak

Oceny
4,0 (7 ocen)
3
1
3
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
u1703
(edytowany)

Całkiem niezła

Gdyby wydarzenia były chronologicznie to byłoby całkiem, całkiem . a tak to poplątanie z pomieszaniem , chaos . bałagan
00



TYTUŁ ORYGINAŁU:Pretend It’s Real for Me

Redaktorka prowadząca: Ewelina Czajkowska Wydawczyni: Olga Gorczyca-Popławska Redakcja: Jolanta Olejniczak-Kulan Korekta: Małgorzata Denys Projekt okładki: Łukasz Werpachowski Ilustracje na okładce: © mchlskhrv; © faber14; © hesti12 / Stock.Adobe.com

Copyright © 2023. PRETEND IT’S REAL, FOR ME by Whitney G.

Copyright © 2026 for the Polish edition by Papierowe Serca an imprint of Wydawnictwo Kobiece Agnieszka Stankiewicz-Kierus sp.k.

Copyright © for the Polish translation by Joanna Lato, 2026

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2026

ISBN 978-83-8417-573-6

Grupa Wydawnictwo Kobiece | www.WydawnictwoKobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Ossowska

Dla czytelników, którzy pokochali Rzuć go dla mnie.Mieliście rację. Travisa i Tatianę zdecydowanie coś łączy.♥ ♥ ♥ ♥

PROLOG

40 dni po powiedzeniu „tak”

Tatiana

Czy słowa „póki śmierć nas nie rozłączy” dają mi wolną rękę, by zamordować męża?

Wygooglowałam to pytanie z milion razy, odkąd „poślubiłam” seksownego drania, który jest na niemal każdym billboardzie w Las Vegas, i odpowiedzi są zawsze te same: „Nie, to wcale tego nie oznacza” i „Przygotuj się na spędzenie reszty życia w więzieniu”.

Próbowałam nawet dopytywać: „A co, jeśli moim mężem jest Travis Dante Carter?” – ale na to odpowiedzi są jeszcze gorsze.

Wyskakują jedynie linki do stron fanów, przepełnionych historiami kobiet, które próbowały mu wysłać pocztą swoje majtki, albo do forów, na których opisują, jak dobrze by było, gdyby ktoś mnie zamordował, a wtedy one mogłyby zająć moje miejsce.

Już dłużej nie wytrzymam w tym układzie, od tygodni planuję swoją wielką ucieczkę.

Teraz albo nigdy.

– Mademoiselle! Mademoiselle! – wrzeszczy w moim kierunku kobieta. – Proszę natychmiast wracać!

Chwytam za rączkę walizki i pędzę korytarzem najszybciej jak mogę.

– Proszę pani, proszę! – nie przestaje za mną wołać. – Pani mąż nie będzie tym zachwycony.

Och, jestem pewna, że nie będzie.

– No dawaj, dawaj, dawaj… – Dźgam przycisk windy ze strzałką w dół. – Pospiesz się.

Numery na wyświetlaczu rosną i się mienią, a ja wstrzymuję oddech, gdy winda jest coraz bliżej. Kiedy drzwi wreszcie się rozsuwają, wciągam walizkę do środka i z ulgą wypuszczam powietrze.

Odbijam kartę wstępu i niemal czuję nikły smak wolności. Jest zbyt słodko, brakuje goryczy, której już nigdy nie będę musiała znosić.

Nigdy więcej sesji zdjęciowych z moim fikcyjnym mężem i jego ustami przyciśniętymi do moich. Nigdy więcej gęstniejącej atmosfery wypełniającej wszystkie pokoje, które byliśmy zmuszeni dzielić. I nigdy więcej długich, ciężkich nocy pełnych odrzucenia. (Nawiasem mówiąc, to ja byłam odrzucana, a nie on).

– Znajdujesz się w prywatnym garażu – pada z głośnika. – Proszę, uważaj na przejeżdżające samochody.

Drzwi windy się otwierają, a przede mną stoi mój mąż i natychmiast przerywa ciąg moich myśli.

Seksowny jak zawsze, ma na sobie wyjściową czarną koszulę, która jest rozpięta i eksponuje jego perfekcyjny sześciopak z twardymi jak kamienie mięśniami wyrzeźbionymi w kształcie litery V.

Jego szmaragdowozielone oczy spotykają się z moimi, a jego usta układają się w uśmieszek, od którego robi mi się mokro w majtkach i któremu nigdy nie mogę się oprzeć.

Powiedz: „Do widzenia, Travisie Carter”.

Powiedz: „Wal się i do widzenia”.

– Wybiera się pani dokądś, pani Carter? – pyta, zerkając na moją walizkę.

– Od teraz panno Brave.

Ściągam obrączkę z palca i wyciągam ją w jego stronę.

– Mam ją dla ciebie dopasować czy o co chodzi?

– Tak się składa, że wolałabym, żebyś ją sobie wziął – odpowiadam. – Już jej nie chcę.

Idzie w moją stronę, a z jego ust wyrywa się niski śmiech.

– Mógłbym przysiąc, że mieliśmy dziewięćdziesięciodniowy układ – stwierdza. – Mylę się?

– Mylisz się w wielu sprawach. – Wzruszam ramionami. – Pozwij mnie za złamanie umowy, ale mam dość bycia twoją żoną.

Uśmiech, który pojawia się na jego twarzy, szybko znika.

– Dokąd się wybierasz?

– Tam, gdzie cię nie ma.

– Cóż, chciałbym pójść z tobą, żebyśmy mogli omówić to, co sobie zaplanowałaś.

– Rozwodzę się z tobą. – Mówiąc to, wciskam obrączkę do jego kieszeni. – Nieoficjalnie.

– Dlaczego?

– Ponieważ jesteś zarozumiałym, aroganckim dupkiem, któremu się wydaje, że słońce wschodzi i zachodzi, kiedy tylko sobie tego zażyczysz.

– Tak właśnie jest, więc chciałbym, żebyś wymyśliła jakiś lepszy powód.

– Dobrze. Już nie chcę z tobą być.

– Jakiś wiarygodny powód.

– Co powiesz na to, że cię nienawidzę?

– Nie sądzę. – Uśmiecha się z wyższością. – Próbuj dalej.

– Nigdy nie byłeś dobry w radzeniu sobie z odrzuceniem… – Kiedy podchodzi bliżej, wstrzymuję oddech. – Szczerze, wolałabym już dłużej nie być poślubiona Travisowi Punisherowi Carterowi. To jest dla mnie nie do zniesienia.

– I właśnie dlatego tylko udajesz, że z nim jesteś… – Zmniejsza dystans między nami, a jego oczy wpatrują się we mnie. Odbiera mi mowę. – Dotarliśmy niemal do połowy naszego układu, Tatiana. Wyznaj mi prawdę.

– Właśnie to zrobiłam. Ta rola staje się coraz trudniejsza do odegrania.

– Pozwól zatem, że obsadzę cię w nieco łatwiejszej. – Jego usta ocierają się o moje.

Serce trzepocze mi w piersi.

– Udawaj, że jestem tym facetem, na myśl o którym codziennie cicho pojękujesz, dotykając się pod prysznicem. Ten facet to nie ja, prawda?

– Prawda. – Patrzę mu głęboko w oczy, mając nadzieję, że nie odgadnie, że kłamię. – Nie jesteś nim.

– Zatem dobrze. – Odgarnia niesforny kosmyk z mojego czoła i delikatnie zakłada mi go za ucho. – Po prostu udawaj, że jestem tym facetem, aż to się skończy i będziemy mogli zapomnieć, że kiedykolwiek się znaliśmy. Ponownie.

Cisza.

Rozciąga się między nami przez kilka sekund, rozwijając długą nić smutku i bólu. Niewypowiedziane od lat słowa wciąż tkwią pod językiem, tragicznie uwięzione pod szwami sekretów, które oboje próbowaliśmy zignorować. Wygląda tak, jakby miał mnie za chwilę do siebie przyciągnąć i pocałować, ale nagle młoda para wchodzi za nami do windy.

Ubrani są w jednakowe szare stroje z klubu sportów walki, a kiedy zauważają Travisa, ich oczy rozszerzają się w zachwycie.

– O mój Boże! – krzyczy kobieta. – Ty jesteś Travis Carter!

– Punisher. – Koleś się uśmiecha. – Czy moglibyśmy cyknąć sobie kilka fotek z tobą? To znaczy, jeśli twoja żona nie ma nic przeciwko.

– Pani Carter, nie masz nic przeciwko? – dopytuje Travis.

– Nie… – Zanim dotrze do mnie mój własny głos, koleś już wciska mi swój telefon.

Robię kilka fotek, a oni zasypują go pytaniami.

Podczas gdy on produkuje się i odstawia perfekcyjne przedstawienie, ja odtwarzam w głowie to, co wypowiedział.

Możemy spokojnie wrócić do udawania, że nigdy się nie znaliśmy. Ponownie.

Im bardziej próbowałam przekonać samą siebie, że ten mężczyzna nie zostawił w moim sercu niezmywalnego śladu, tym bardziej prawda stawała się niezaprzeczalna.

Dawno, dawno temu byliśmy przyjaciółmi, którzy stali się kochankami, a potem obcymi, by stać się… czymkolwiek, do diabła, teraz jesteśmy.

Ding!

Winda zatrzymuje się gwałtownie na piątym piętrze, a para posyła jeszcze jeden uśmiech i „dziękuję” w stronę Travisa, zanim wysiada.

Patrzę przed siebie, kiedy drzwi się zamykają, i obserwuję, jak Travis spogląda na mnie w lustrze.

– Jedziemy do mnie na górę czy na dół, do garażu? – pyta.

Nie odpowiadam.

– Tatiana – odzywa się niskim głosem. – Dokąd jedziemy?

– Odchodzę.

– Nie wcześniej niż za pięćdziesiąt dni. – Patrzy na mnie z irytacją. – Do tego czasu w górę czy w dół?

– Zabrałam już wszystkie swoje rzeczy z twojego mieszkania.

– Moi pracownicy z radością się tym zajmą.

– Okej, słuchaj. – Staram się brzmieć stanowczo. – Powiem to w najdelikatniejszy z możliwych sposobów. Nawet w najmniejszym stopniu mnie już nie pociągasz, a przebywanie w twoim towarzystwie jest męczące.

– Jeśli więc wsadziłbym ci teraz rękę pod sukienkę, to twoja cipka nie zrobiłaby się mokra?

Odbiera mi mowę i natychmiast odwracam od niego wzrok.

– Jedziemy na górę…

– Tak myślałem.

Wbija kod do swojego penthouse’u i resztę drogi pokonujemy w ciszy. Nie rozmawiamy o tym, o czym powinniśmy byli porozmawiać pierwszego dnia naszego układu.

Może gdybyśmy byli szczerzy, nie stałabym tu, a nasza sekretna historia pozostałaby słodko-gorzkim wspomnieniem. Nie musielibyśmy kłamać wszystkim dookoła, że poznaliśmy się dopiero niedawno.

Z drugiej strony, nawet jeśli nie bylibyśmy uwikłani w tę pokręconą grę, dwa fakty czyniłyby nasze małżeństwo dziesięć razy trudniejszym dla mnie.

Bo Travis Carter jest nie tylko moim fikcyjnym mężem czy przelotnym romansem, o którym nie mogę zapomnieć.

Był moim pierwszym we wszystkim.

Jest także starszym bratem mojej najlepszej przyjaciółki…

KILKA TYGODNI TEMU

Nie, czekaj.

Nie chcę teraz do tego wracać.

Nie jestem jeszcze gotowa, by się zmierzyć

z tą częścią opowieści.

KILKA *LAT* TEMU

Tak jest dużo lepiej.

Pozwól, że podzielę się moją okropną historią znajomości z tym mężczyzną, zaczynając od tego miejsca…

AKT 1

Chłopak spotyka dziewczynę

Travis

Reno, Nevada

Uch! Nienawidzę Tatiany Brave – jęczy moja młodsza siostra Penelope w chaotycznym nagraniu w telefonie. – Nie rozumiem, dlaczego musiała zmienić jazdę w parach na solową i dlaczego mi to robi. Oddzwoń, jak tylko to odsłuchasz. Natychmiast!

Piiip!

Sprawdzam zegarek i zastanawiam się, jakie mam możliwości działania. W ciągu ostatniej godziny zostawiła siedemnaście innych wiadomości i wątpię, czy któraś z nich wymaga natychmiastowej reakcji.

Mógłbym przysiąc, że właśnie o tym rozmawialiśmy…

Wbrew zdrowemu rozsądkowi włączam kolejne nagranie.

– W zeszłym tygodniu musiałam patrzeć, jak wygrywa, i słuchać, jak wszyscy zachwycają się tym, że jest „oszałamiająco piękna”, a przecież to przeciętniara. Jej umiejętności łyżwiarskie są przeciętne. Przeciętne.

Piiip!

– Zanim powiesz, że przesadzam albo że jestem emocjonalnie niestabilna, ponieważ porzuciłeś mnie tu, w Seattle, ze swoim okropnym kumplem, który jest twoim najlepszym przyjacielem, to wiedz, że nazwała mnie „przereklamowaną dziwką”, kiedy stałyśmy w kolejce w…

Nie mogę słuchać dalej, więc wyłączam. Następnie kasuję pozostałe wiadomości, ponieważ nie muszę ich odtwarzać, żeby wiedzieć, czego dotyczą.

Mimo że Penelope jest na pierwszym miejscu w rankingu łyżwiarek figurowych na świecie, to zawsze mocno się skupia przez kilka tygodni na swojej największej przeciwniczce – kimkolwiek ona jest. Z jakiegoś dziwnego powodu ta, jak jej tam, „Tatiana Brave” to całkowicie inna historia. Od roku Penelope nie może wyrzucić jej z głowy, a ja przestałem próbować ją z niej wyeksmitować.

Choć jej wiadomości bywają irytujące, część mnie jest wdzięczna, że nie siedzimy już w ciszy, wpatrując się w telefony. Że żadne z nas nie ma trudności ze znalezieniem właściwych słów, by wypełnić ziejącą pustkę, którą pozostawiła po sobie niedawna śmierć rodziców.

Wspomnienia o ich tragicznym wypadku samochodowym wciąż pojawiają się w moich koszmarach, za każdym razem, kiedy zamykam oczy i nie jestem w stanie wybaczyć pijanemu nastolatkowi, który w ułamku sekundy zniszczył nasze życie.

Wiele razy chciałem wyjaśnić Penelope powód, dla którego zostawiłem ją w domu, w Seattle, aby przyjechać tutaj i realizować karierę związaną z walką, ale nigdy nie byłem w stanie tego zrobić.

Gdyby wiedziała, jak wielkie długi pozostawili rodzice albo jak blisko firma hipoteczna jest przejęcia ich – teraz naszego – domu, prawdopodobnie rzuciłaby łyżwy w kąt i próbowała pomóc mi spłacać te zobowiązania.

Wtedy oboje bylibyśmy zmuszeni wieść gówniane życie…

Puk! Puk! Puk!

– Panie Carter, proszę otworzyć. – Menedżer hotelu zjawia się nagle za drzwiami mojego pokoju. – Wiem, że tam jesteś!

Milczę.

– Otwieraj albo zobaczysz! – Wali w drzwi raz jeszcze, ale nawet się nie ruszam.

– W niedzielę wrócę po tygodniowy czynsz! – wrzeszczy. – Jeśli nie będziesz go miał, to lepiej, żeby cię nie było w tym kurewskim miejscu. – Odgłos jego ciężkich butów odbija się od betonu, a ja ciężko wzdycham.

Wyciągam portfel i liczę pieniądze, które mi zostały: sto osiemdziesiąt dolarów i pięćdziesiąt osiem centów.

Ledwo starczy na pokrycie kosztów wynajmu tej nory, która udaje pokój, a co dopiero na benzynę i jedzenie.

Na domiar złego obiecałem Penelope, że w przyszłym miesiącu kupię jej nowy kostium, taki za tysiąc dolarów.

Kurwa…

Chwytam swoją torbę na siłownię i wychodzę na zewnątrz w poszukiwaniu oddechu i zapomnienia. W oddali dumnie połyskuje billboard „Multi-SportsPlex. Otwarte dwadzieścia cztery godziny na dobę”.

Idę ulicą, wyciągam telefon i wybieram ten sam numer, na który dzwonię o tej samej porze raz w tygodniu. Robię to w tajemnicy, by dodatkowo pomagać Penelope, a nie tylko wysyłać jej pieniądze i być jej opiekunem z daleka.

Sygnał rozbrzmiewa raz. Potem drugi.

– Dodzwoniłeś się do Tatiany Brave – odzywa się miękki głos. – Nie mogę teraz odebrać, zostaw wiadomość po sygnale.

Piiip!

– Tu znowu brat Penelope, Travis Carter – mówię. – Przestań nazywać moją młodszą siostrę dziwką i przyzwyczaj się do tego, że będziesz druga do końca swojej kariery. – Robię pauzę. – A tak w ogóle, twoja jazda na łyżwach jest co najwyżej przeciętna.

Po zakończeniu rozmowy szybko wbiegam po schodach SportsPlexu.

Przeciągam skradzioną kartą członkowską po czytniku i szarpię za drzwi, ale te nie ustępują. Próbuję z innymi i kolejnymi, ale rezultat jest ten sam.

To musi być jakaś pomyłka.

Nie chcąc się poddać, idę na drugą stronę budynku i zatrzymuję się nagle, gdy widzę kobietę o kręconych włosach trzymającą się ogrodzenia.

Co, do diabła…

– Uchh! – Podskakuje, a potem próbuje wyważyć drzwi. – No, dawaj!

Obserwuję, jak jeszcze pięć razy powtarza nieudaną próbę, i odchrząkam.

– Rozumiem, że ty także masz problem z dostaniem się do sali dziś wieczorem?

Łapie gwałtownie oddech i nieruchomieje.

– Nie, ja… ja… – jąka się, unikając mojego spojrzenia. – Ja tylko próbuję odzyskać swoje rzeczy. Przez przypadek go tam zostawiłam. Widzisz?

Wskazuje na szary plecak po drugiej stronie bramy i staje się jasne, że nie dostał się tam przez przypadek.

– Jak dla mnie – mówię – wygląda to tak, jakbyś chciała tam wtargnąć.

– Uznajmy więc, że nikt nie pyta cię o zdanie, więc możesz się oddalić i zająć swoimi sprawami.

– W takim razie muszę cię zgłosić. – Podchodzę bliżej i staram się złapać jej spojrzenie. – Jeśli nie masz karty członkowskiej, to będąc tu, łamiesz prawo.

– Serio? – Odwraca się, by spojrzeć mi w twarz, a ja zapominam, co, do cholery, chciałem powiedzieć.

Zmuszam się do mrugnięcia kilka razy, aby się przekonać, że nie śnię.

Mógłbym latami na ciebie patrzeć…

Oczarowany, spoglądam w jej intensywnie piwne oczy, zauważam także jej wydęte różowe wargi. Beżowy dres, który ma na sobie, podkreśla jej opaloną na cynamonowo skórę i opina jej krągłości. Mimo że patrzy na mnie rozzłoszczona, jest najseksowniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek widziałem.

Nawet nie wiem, czy znam kogokolwiek, kto mógłby zająć drugie miejsce. Albo trzecie…

– Nie wchodziłam ci w drogę – odzywa się, pokazując rząd idealnie białych zębów. – Sądząc po tej koszulce na ramiączkach, którą masz na sobie, nie jesteś ochroniarzem ani policjantem, więc proszę, idź nękać kogoś innego.

Nie przestając się w nią wpatrywać, dostrzegam mały pieprzyk nad górną wargą i dołeczki w policzkach.

– Poczekaj… Jesteś ochroniarzem? – Wygląda, jakby straciła czujność. – Mam kartę członkowską, a tu powinno być otwarte dwadzieścia cztery godziny na dobę, więc najwyraźniej ktoś z obsługi popełnił błąd i zamknął…

– Jeśli pomogę ci przejść przez bramę – przerywam jej – czy otworzysz mi zachodnie drzwi?

– Ale, ja… – waha się. – Muszę to przemyśleć.

– Przepraszam?

– Powiedziałam dokładnie to, co miałam na myśli. – Patrzy na mnie z największą powagą. – Nie znam cię i nie chcę być inspiracją do nowego odcinka Prawa i porządku: sekcja specjalna na tym etapie mojej kariery.

– Jestem tu, żeby skorzystać z siłowni i powyciskać ciężary. – Wyciągam skradzioną kartę członkowską. – Ja także nie chcę wystąpić w Prawie i porządku.

Wpatruje się we mnie, rozważając ofertę. Z sekundy na sekundę wygląda coraz seksowniej.

– Bez trudu mógłbym przeskoczyć tę bramę – mówię. – Jeśli nie usłyszę „tak” w ciągu następnej minuty, zrobię to i zostawię cię tu.

– Uhh, dobra. – Przeplata palce przez druty i spogląda przez ramię. – Pomagasz mi czy nie?

– Najpierw sobie popodziwiam.

Przewraca oczami i odpuszcza, a ja delikatnie chwytam jej nadgarstki.

– Żartuję – mówię. – Podniosę cię na trzy, złap się bramy.

Spełnia moją prośbę, a ja natychmiast chwytam ją wpół.

– Jeden, dwa… – przeciągam – …trzy.

Podnoszę ją wyżej, a ona łapie się najwyższego szczebla, przerzuca się przez niego jak gimnastyczka, po czym zeskakuje.

Bierze swój plecak i spogląda na mnie.

– Bardzo dziękuję. Spotkamy się tam, gdzie mówiłeś.

– Dzięki.

Zdeterminowany, by zdobyć jej numer, podążam na umówione miejsce, zastanawiając się, dlaczego nigdy wcześniej jej tu nie widziałem.

To musi być jej pierwsza noc tutaj.

Kiedy tam docieram, ona trzyma otwarte dla mnie drzwi. Z jakiegoś powodu jest jeszcze bardziej pociągająca w jasnym świetle.

– Więc, ee… – czerwieni się. – Dziękuję raz jeszcze za pomoc.

– Proszę. Jak masz na imię?

– Tatiana – mówi. – Tatiana Brave.

– Co?

– Dla rodziny i tych, którzy mnie znają, po prostu Tati. Tatiana Brave, jeśli chodzi o formalności i obcych, bez obrazy. A ty?

Jestem totalnie zaskoczony.

– Travis Carter.

– Miło cię poznać, Trav. – Mruży oczy i cofa się o krok. – Tak jak starszy brat Penelope Carter, dupek, który zostawia złośliwe wiadomości głosowe na mojej poczcie co drugi weekend?

– Zostawiam ci wiadomości w każdy weekend. Wierzę w konsekwencję.

Wydaje z siebie okrzyk zdziwienia.

– Przyszedłeś tu, żeby wykonać akcję w stylu Tonyi Harding*?

– Co?

– Najpierw zostawiasz wiadomości głosowe, a teraz jesteś tutaj, w moim rodzinnym mieście, by połamać mi kolana, zanim znowu zmierzę się z twoją siostrą, prawda? – nie mówi do mnie, tylko do siebie. – Do czego jeszcze się posunie? Nie wystarczy jej, że jest na pierwszym miejscu w klasyfikacji świata?

– Tatiana…

– Wiem, że jest kilka lat młodsza ode mnie, co uwielbia podkreślać, ale nie myślałam, że jest do tego stopnia niedojrzała, by wymyślić tego typu plan. Powinieneś się wstydzić, że dałeś się w to wciągnąć, a ja z całą pewnością dzwonię po policję.

– Po pierwsze, nigdy nie dotknąłbym kobiety. – Przyglądam się jej ponownie. – Tak czy inaczej nie w sposób, jaki sugerujesz. Po drugie, mieszkam w tym mieście i nic ci nie zrobię. W przeciwieństwie do tego, co myślisz, aż do teraz nie miałem pojęcia, jak wyglądasz. Od dawna nie było mnie na żadnych zawodach łyżwiarskich.

– Bo ci uwierzę. – Przewraca oczami. – Ale jakoś udało ci się zdobyć mój numer, żeby mnie nękać?

– Penelope nie ma pojęcia, że mam twój numer – przyznaję. – Poprosiłem swojego najlepszego przyjaciela, żeby go dla mnie zhakował.

– Tia, ten scenariusz brzmi dużo lepiej. – Robi kolejny krok w tył. – Jaaaasne. Chcesz wyznać coś jeszcze?

– Jesteś najseksowniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek spotkałem.

– Okej. Cześć. – Zbiega po schodach w stronę lodowiska.

Urzeczony podążam za nią wzrokiem, aż znika.

Wchodząc na salę treningową, wyciągam telefon i wystukuję „Tatiana Brave” w wyszukiwarce. Nigdy wcześniej nie sprawdzałem konkurentek Penelope, ponieważ ona zdradza mi dużo więcej, niż kiedykolwiek chciałbym wiedzieć. Nie wspominając o tym, że nie chcę być hipokrytą, skoro zawsze ją pouczam, żeby skupiała się na sobie, a nie na kimś innym.

Nie chcę też ryzykować, że natknę się na jakieś negatywne opinie o niej, po których zechcę odwiedzić dziennikarza z pięściami.

Kiedy rozsiadam się na ławce, zdjęcia Tatiany pojawiają się na moim telefonie.

Piękna z każdej możliwej strony, stoi na różnych podiach – na niektórych na samym szczycie, na innych na drugim miejscu. Kręci się na środku lodowiska, trzymając bukiet czerwonych róż, albo wykonuje piruety i skoki pod nagłówkami, które głoszą: Absolutnie zapierające dech w piersiach: Brave to cud, Wykuwa swoje miejsce w historii łyżwiarstwa figurowego oraz Brave zajmuje pierwszą lokatę przed Penelope Carter w Utah. Czy nastąpi zamiana miejsc?

Nim skończę przeglądać piątą stronę wyników, jestem przekonany, że nigdy w życiu nie miała złego zdjęcia. I wbrew temu, co twierdzi moja siostra, jest „oszałamiająco piękna”.

To coś więcej.

Włączam swoją playlistę do ćwiczeń i obiecuję sobie, że gdy skończę, będę kontynuował swój research.

Dwieście powtórzeń później odkładam hantle na stojak i jadę na dół, na lodowisko.

Z głośników sączy się muzyka klasyczna. Charakterystyczny dźwięk łyżew sunących po lodzie przyciąga mnie.

Przeciskam się między pustymi siedzeniami na trybunach i obserwuję Tatianę, która jeździ samotnie z zamkniętymi oczami.

Ubrana w błyszczący czerwony kostium porusza się tak, jakby od tego zależało jej życie, i wbrew temu, co mówiła moja siostra, jej jazda jest daleka od przeciętności.

Nigdy wcześniej nie byłem zauroczony układem wykonywanym przez kogoś innego niż Penelope, ale od tej kobiety nie mogę oderwać oczu.

Z każdym podskokiem i lądowaniem wydaje się, jakby to lodowisko należało do niej. Jakby jeździła na łyżwach od pierwszego dnia swojego życia.

Tatiana trzyma głowę wysoko, podczas gdy struny skrzypiec wydają nagły, ostatni dźwięk.

Otwiera oczy i macha do niewidzialnej publiczności, aż jej wzrok spotyka mój.

Przez chwilę wygląda tak, jakby i mnie miała zamachać, ale zamiast tego wyciąga środkowy palec w moją stronę.

– Pieprz się, Travisie Carter.

Mrugam do niej i wybucham śmiechem.

A potem wracam do swojego motelu.

Zadzwonię do niej w przyszły weekend.

* Tonya Harding była utalentowaną amerykańską łyżwiarką figurową, pierwszą Amerykanką, która wykonała potrójnego axla w zawodach. Znana jest jednak głównie z kontrowersji związanych z jej udziałem w ataku na rywalkę, Nancy Kerrigan, przed Zimowymi Igrzyskami Olimpijskimi w 1994 roku (przyp. tłum.).

AKT 2

Dziewczyna nienawidzi chłopaka

Tatiana

Wtedy

100 mil od Reno

Następny weekend

W sprawiedliwym i idealnym świecie nie siedziałabym dzisiaj na tej arenie. Zamiast tego istniałabym w jakiejś alternatywnej rzeczywistości i grała u boku moich ulubionych postaci z anime Czarodziejka z Księżyca.

Moje problemy zostałyby zapisane w scenariuszu, tak by prowadziły do szczęśliwego rozwiązania, a wszystko byłoby zupełnym przeciwieństwem tego pożaru śmietnika, jakim jest teraz moje życie.

Jak dotąd jedynym jasnym punkcikiem całego roku życia było spotkanie seksownego gościa w zeszłym tygodniu w SportPlexie. Cóż, póki się nie okazało, że jest spokrewniony z najbardziej znienawidzoną przeze mnie osobą na tej planecie. Zarozumiałą dziewczyną, która przy każdej okazji nazywa mnie „przereklamowaną dziwką” i myśli, że jest darem Boga dla tego sportu.

Jej jazda na łyżwach jest przeciętna.

Spotkanie twarzą w twarz z jej seksownym bratem to okrutny żart wszechświata, którego już nigdy w życiu nie chciałabym doświadczyć.

Z drugiej strony nie mogę przestać myśleć o jego oczach, uśmiechu, ustach. O tym, jak moje ciało zareagowało, gdy stanął za mną i złapał mnie w talii, a ja poczułam jego oddech na mojej…

– Halo! – wysoki ton głosu przerywa moje myśli. – Ziemia do panny Brave!

– Co?

– No właśnie. – Moja trenerka, panna Price, pstryka palcami. – Jest czas na zajęcie miejsca, a ty stoisz tu jak widły w oborniku. Skup się.

Wewnątrz areny migają światła. To znak, że zaczynają się Targi Zachodniego Wybrzeża.

Zajmuję miejsce, próbując otrząsnąć się z resztek myśli o Travisie, ale jego słowa od kilku dni dominują moje myśli.

„Jesteś najseksowniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek spotkałem”.

Scenę, w której pomaga mi przejść przez ogrodzenie, odtwarzałam w myślach tak wiele razy, że nie dałoby się tego policzyć, marząc o tym, żeby był kimś innym – kimkolwiek innym poza moją trenerką i moją okropną rodziną, z kim mogłabym porozmawiać poza lodowiskiem.

Najwyraźniej nie jest mi pisane znalezienie przyjaciela w tym życiu…

– Zanim to się zacznie, pozwól, że coś powiem. – Panna Price łapie mnie za ramiona. – Wiem, że to twoje najmniej lubiane wydarzenie, ale te złe wydarzenia są już za tobą, a twoja przyszłość błyszczy bardziej niż kiedykolwiek. Pisane ci było zostać solistką i jesteś najlepsza na świecie.

– Dziękuję, panno Price. – Zdobywam się na uśmiech, mimo że wcale się z nią nie zgadzam.

Targi Zachodniego Wybrzeża nie są tylko moim najmniej ulubionym wydarzeniem, to otwarta rana, która jeszcze się nie zagoiła. Za każdym razem, kiedy tutaj przychodzę, jestem zmuszana, by zmierzyć się z tym, co mogło się wydarzyć, co powinno się wydarzyć.

Moją prawdziwą specjalnością było łyżwiarstwo w parach, a los zesłał mi idealnego partnera, Tristana Chamberlaina. Razem wygraliśmy wszystkie konkursy, w których wzięliśmy udział, i zdobyliśmy uznanie sędziów naszym perfekcyjnym stylem.

Nie przydarzył nam się upadek, nawet raz się nie zawahaliśmy.

Ale kiedy skończyłam siedemnaście lat, on postawił mi okrutne i wypaczone ultimatum: miałam zostać jego partnerką także w łóżku, inaczej koniec.

Ponieważ nie lubiłam go na tyle, by został moim pierwszym, zaczął tańczyć z kimś nowym. Ja zostałam sama i musiałam odbudować wszystko w pojedynkę.

Przejście do roli solistki było diabelnym wyzwaniem i mimo że dziennikarze określają mnie jako „prawdziwą potęgę”, nie jestem tak „fenomenalna” jak byłam w parach.

Albo „całkowicie urzekająca” jak Penelope Carter…

– Panie i panowie…– wybrzmiewa z głośników areny miękki głos, przerywając moje myśli. – Powitajcie, proszę, Tristana Chamberlaina i Monicę Taylor, którzy w programie krótkim zatańczą do My Sweet and Tender Beast.

Nie chciałam spędzić nawet sekundy na oglądaniu ich układu tanecznego, więc wyciągnęłam telefon. Niestety, los nie wysłał mi oferty na lepsze życie. Dostałam tylko wiadomości od mojej przyrodniej siostry, Harlow.

Złośliwa Sucz: Hej. Czy mogę po prostu przyjechać po ciebie, jak wszystko się skończy? Jesteś już duża i chyba nie potrzebujesz, żeby ktoś cię dopingował, prawda?

Złośliwa Sucz: Dobra, moment… Wiem, że to wszystko jest dla ciebie ważne. Czy jeśli przyjadę, będziemy mogły zwinąć się szybciej?

Rozważam wyciszenie jej na resztę dnia, kiedy dzwoni nieznany numer.

– Halo? – odbieram.

– A więc zablokowałaś mój poprzedni numer? – Głęboki głos Travisa dociera do mnie.

– Masz na myśli te dwadzieścia numerów, z których próbowałeś dzwonić w tym tygodniu?

– Dwadzieścia sześć, ale nie musimy ich wszystkich liczyć.

– Tak, zablokowałam cię – przyznałam. – Ale to chyba oczywiste.

– To mnie rani, Tati. – Wyczuwam w jego głosie rozbawienie. – Czułem się z tego powodu bardzo źle.

– Nigdy mnie tak nie nazywaj – szydzę. – Nie jesteśmy przyjaciółmi, a jeśli choć trochę cię zraniłam, to dobrze, bo na to zasługujesz.

– Dlaczego cię nie widziałem w tym tygodniu w SportPlexie?

– Rozłącz się, żebym mogła dodać ten numer do zablokowanych.

– Miałem nadzieję, że pozwolisz mi wreszcie przeprosić.

– Za co?

– Za cokolwiek, co zrobiłem, by cię zdenerwować w zeszły weekend. Bardzo przepraszam.

– Nie przyjmuję przeprosin.

– W porządku. – Wyczuwam, że wciąż się uśmiecha. – Zacznijmy od nowa i udawajmy, że ty i moja siostra nie jesteście wrogami.

– Co? Nigdy.

– Okej, okej. – Wydobywa z siebie niski, cichy śmiech. – Załóżmy, że spotykasz mnie, nie mając żadnych powiązań z nią. – Więc będziesz po prostu tym dupkiem, który zostawiał mi wiadomości o tym, że nigdy nie pokonam mojej największej konkurentki?

– Powinnaś o nich myśleć jak o motywacyjnych mantrach albo złotych myślach. – Robi pauzę. – Możesz także odsłuchać je ponownie podczas samotnych nocy. Słyszałem, że mój głos jest podniecający.

Kończę rozmowę i znowu blokuję jego numer.

Godzinę później

Kręcę się na środku lodowiska, a melodia Czajkowskiego unosi się wokół mnie.

Moja rubinowoczerwona sukienka trzepocze na wietrze. Jestem pewna, że przez ostatnie dwie minuty nie popełniłam ani jednego błędu.

Gdy unoszę ręce nad głowę, aby wykonać przedostatni piruet w pozycji wagi, otwieram oczy i zauważam, że publiczność wstała z miejsc. Ostatnia nuta unosi się w powietrzu, a moje ciało nieruchomieje.

Cała arena wybucha oklaskami.

– TA-TIA-NA! TA-TIA-NA! – krzyczą moje imię, rzucają róże oraz pluszowe misie na lód.

Uśmiechając się, spoglądam tam, gdzie powinni być moja przyrodnia siostra i ojciec – tam, gdzie kiedyś siadała moja mama, gdy jeszcze żyła – ale ich krzesła są puste.

A to niespodzianka.

Przełykam gulę w gardle i macham do wszystkich innych, którzy rzeczywiście mnie wspierają.

Po zebraniu tylu bukietów róż, ile mogę unieść, podjeżdżam na skraj lodowiska i zakładam osłony na ostrza. Następnie kieruję się do strefy oczekiwania.

– Byłaś doskonała, Tati! – Panna Price ściska mnie tak mocno, że wypuszczam kilka kwiatów. – Kurewsko perfekcyjna. Nie mogłam znaleźć żadnego błędu w twoim występie.

– Jestem pewna, że sędziowie coś znajdą. – Spoglądam na tablicę z wynikami. – Założę się, że czekają na występ „sama wiesz kogo”.

– Ona nie wystąpi. – Bierze mnie pod rękę. – Słyszałam, że jej opłata rejestracyjna nie została zatwierdzona na czas i nie widziałam jej tutaj dzisiaj.

CO?

Zanim zdążę zapytać, skąd te plotki, moje noty pojawiają się na tablicy.

10.0 10.0 10.0 10.0 10.0

Doskonały wynik?

Wpatruję się w cyfry nie dowierzając temu, co widzę.

Podczas gdy panna Price piszczy z radości, wsuwam rękę pod rękaw, aby uszczypnąć się i upewnić, że to nie sen.

Łzy spływają mi po policzkach, a moja twarz pojawia się na telebimie.

Jak na dany znak, tłum nagradza mnie po raz drugi owacjami na stojąco, klaszczą nawet głośniej niż za pierwszym razem.

Kamerzysta z reporterem stają przede mną, gotowi do wywiadu po występie.

Ale słowa utknęły mi w gardle.

Bez względu na to, jak bardzo się staram, nie mogę nic z siebie wydusić.

Najlepiej, żeby wszyscy myśleli, że płaczę z powodu tego pierwszego zwycięstwa, a nie dlatego, że to wszystko wydaje się tak cholernie niepełne.

Nie ma tu mojej mamy, która dopingowałaby mnie i powiedziała, że jest ze mnie dumna.

Moja nemezis nie jest świadkiem tego, jak zbliżam się o krok do zdetronizowania jej z pierwszego miejsca na podium.

Nie mam przyjaciół, z którymi mogłabym świętować tę chwilę, kiedy zgasną światła.

Chyba lepiej, żeby to wszystko było tylko snem.

AKT 2,5

Chłopak oczarowuje dziewczynę

Tatiana

Wtedy

100 mil od Reno

Później tej samej nocy

Stoję na opustoszałym parkingu areny, fantazjując o dniu, w którym będę miała własny samochód i nie będę musiała czekać na podwózkę po zawodach. Wsuwam medal pod bluzę i przysięgam poczekać jeszcze tylko pięć minut, zanim zamówię Ubera

W ostatniej chwili honda Harlow przecina parking i z piskiem opon zatrzymuje się przede mną.

– Pospiesz się, Tati. – Harlow opuszcza okno samochodu. – Jesteśmy już spóźnione!

– Spóźnione na co, Harlow? – Wślizguję się do samochodu i zapinam pas.

– Wszystko ci wyjaśnię, kiedy tam dotrzemy. Przyniosłam zapasowy strój, na wypadek gdybyś nie chciała się wyróżniać w tłumie.

Zerkam na nią, przyglądając się głębokiemu dekoltowi w jej błyszczącej różowej sukience na przyjęcie. To wyjątkowa kreacja od Chanel, która do niej nie należy.

– To była jedna z ulubionych sukienek mojej mamy, nosiła ją na wybiegu, Harlow.

– Wiem o tym. – Wzrusza ramionami, wjeżdżając na drogę. – Udało mi się gwizdnąć jeden z jej kombinezów Givenchy dla ciebie.

– Mogłaś mnie przynajmniej zapytać, czy to jest w porządku…

– Nie miałam czasu – wyjękuje. – Miałam wyjątkowo stresujący dzień i uciekły mi godziny. A poza tym podczas mojej wizyty u manikiurzystki widziałam najseksowniejszego faceta pod słońcem. Nigdy nie zgadniesz, co do mnie powiedział…

Zaciskam pięści, kiedy ona papla, czekając na darmo, żeby zapytała mnie o coś – cokolwiek – o dzisiejszych zawodach.

Podczas gdy ona nie przestaje powtarzać, jak bardzo „trudno” było jej wybrać między lakierem do paznokci Bubblegum Pink a Freakum Dress Poppy, zdaję sobie sprawę, że nie mogę już dłużej znieść jej gadania.

– Czy możesz mnie podrzucić pod dom? – pytam.

– Chyba śnisz. – W jej głosie słychać pogardę. – To nie jest po drodze.

– Z całym szacunkiem, którego za wiele nie mam…

– Zatem „z całym brakiem szacunku” – przerywa mi. – Mam dość tego, że moje życie towarzyskie kręci się wokół twojej żałosnej kariery, która nie przynosi niczego więcej poza zapełnianiem szafki na medale zamiast konta bankowego. Przepraszam, że twoja mama nie żyje, ale życie toczy się dalej. Nie możesz wiecznie jeździć na łyżwach, a ja też nie będę cię wiecznie wozić. Więc dzisiaj robimy to, co ja chcę, a potem wracamy do domu. – Przyspiesza na żółtym świetle. – Jeśli chcesz zabulić za Ubera dziś wieczorem, to droga wolna, ale ja nie zrezygnuję z tego dla ciebie. Zrozumiano?

Siedzę na rękach, żeby powstrzymać się przed uduszeniem jej.

– Tak myślałam.

Włącza radio, a ja patrzę przez okno, w myślach obliczając swoje szanse na przeżycie, gdybym wyskoczyła z samochodu. Ma szczęście, że są nikłe.

Czterdzieści pięć minut później parkujemy przed ogromnym magazynem z przyciemnianymi czarnymi oknami. Na dachu widnieje rzucający się w oczy czerwony szyld z sześcioma podświetlonymi literami widocznymi nocą.

PIEKŁO.

Przy bocznej ścianie ciągnie się kolejka prowadząca do drzwi z migającym napisem „Tylko dla VIP-ów”.

– Co to za miejsce? – pytam.

– Nie zawracałabym sobie tym głowy. – Harlow opuszcza osłonę przeciwsłoneczną i zdejmuje osłonkę ze szminki. – Dużo bardziej powinno cię martwić to, że musisz się pozbyć tego szmirowatego swetra.

– Mnie się podoba.

– Jak sobie chcesz. – Wzrusza ramionami, wysiadając z samochodu. – Nie ufam ci na tyle, by pozwolić ci zostać w aucie. Zamawiasz Ubera czy idziesz ze mną?

– Idę… – Powstrzymuję się od jęknięcia i podążam za nią na początek kolejki.

Ochroniarz skanuje jej telefon, zanim wręczy nam czarno-złote opaski na nadgarstki. Jest na nich napisane: „Witamy w The Underground: Nigdy nie mówimy o tym miejscu. Nigdy”.

Przewracam oczami i się zastanawiam, czy jednak nie zamówić tego Ubera.

– Tędy. – Harlow prowadzi mnie w stronę następnych drzwi.

Ochroniarz otwiera je, zapraszając nas do świata ogłuszającego ryku i oklasków. To hala sportowa, z metalowymi trybunami otaczającymi coś, czego nie mogę dokładnie rozpoznać.

Harlow ściska moją dłoń i ciągnie mnie przez tłum. Zatrzymujemy się przed ogromną metalową klatką. Wewnątrz mężczyzna z siwiejącymi włosami wyciera krew z białej maty, podczas gdy mocno poturbowany blondyn opatruje swoje rany.

– Okej, świetnie. – Potrząsam głową. – Dokąd, do cholery, mnie zabrałaś, Harlow?

– Jesteśmy w klubie walki. – Uśmiecha się szeroko. – To najlepsze miejsce, żeby poznać gorących facetów i przyszłe gwiazdy światowego MMA.

– MMA?

– Mieszane sztuki walki. – Patrzy na mnie tak, jakbym powinna już to wiedzieć. – To zapasy, boks, karate, jiu-jitsu, wszystko w jednym. Wszystkie chwyty dozwolone.

– Eee…– Kaszlę, gdy facet przechodzi obok nas, paląc marihuanę. – Czy to miejsce jest legalne?

– Oczywiście, że nie.

– Panie i panowie! – Mężczyzna cały ubrany na czarno wchodzi do klatki, trzymając mikrofon w ręku. – Przygotujcie się na pierwszy pojedynek, przedsmak tego, co nas czeka!

Krzyki tłumu są głośniejsze niż te, które słyszę podczas swoich występów na lodzie.

– W czerwonym narożniku zawalczy: Mad Max Jones!

Seksowna blondynka w szarych spodenkach podbiega w stronę klatki. Zawodnik całuje swoją owiniętą pięść i unosi ją przed wiwatującym tłumem, a następnie wchodzi do klatki.

– Naprawdę nazywa się Connor Masters – tłumaczy Harlow. – W zeszłe lato prawie udało mi się go przelecieć. Musiałam się zadowolić zrobieniem mu loda.

Niekoniecznie chciałam to wiedzieć.

– W niebieskim narożniku zawalczy, no cóż, wciąż nie chce przyjąć pseudonimu, ale ponieważ jest z Seattle, to nazywamy go: „Skromnym chłopakiem ze szmaragdowego miasta”.

Poziom decybeli wzrasta tak bardzo, że czuję ból w uszach. Trybuny trzęsą się, gdy wszyscy w tłumie skaczą w górę i w dół.

Niezainteresowana dołączeniem do sekty jego wielbicieli, otwieram aplikację Ubera, ale widok Travisa wchodzącego na ring w ciemnoczerwonych szortach sprawia, że zamieram.

Przełykam ślinę, gdy ostre światło areny podkreśla każdy centymetr jego idealnie wyrzeźbionego ciała. Jego mięśnie brzucha błyszczą, a on niezbyt subtelnie napina muskuły na plecach.

Zawiła sieć atramentowych tatuaży rozlewa się na jego ramiona, spływając swoimi znakami na oba barki i łącząc się w herb po lewej stronie jego klatki piersiowej.

– Chcę, żeby mnie przeleciał! – krzyczy Harlow.

– Ja też! – Dziewczyna przed nami odwraca się i przybija Harlow piątkę.

Travis udaje się do swojego narożnika, a ja nie mogę się zmusić, żeby odwrócić wzrok.

– Dobrze, obaj znacie zasady – mówi prowadzący. – Trzy rundy po dwie minuty, wszystko dozwolone, chyba że nastąpi techniczny nokaut. Nagroda to pięć tysięcy. Podejdźcie do sędziego i dotknijcie się rękawicami na powitanie, jeśli chcecie.

Travis i blondyn spełniają życzenie, wprawiając tłum w kolejny szaleńczy, pełen pożądania stan histerii. Prezenter znika, a głośny dzwonek rozbrzmiewa nad klatką.

Travis bez wahania podchodzi do blondyna i uderza go prosto w twarz. Jakby opętały go demony, jego oczy ciemnieją, dwa szybkie ciosy spadają na twarz blondyna.

Jego przeciwnik odpowiada ciosem, ale nie trafia.

Wykorzystując sytuację, Travis unosi nogę i kopie w lewą stronę głowy blondyna, powalając go na ziemię.

Z jakiegoś dziwnego powodu sędzia nie interweniuje.

Travis pochyla się i zaciekle atakuje mężczyznę, okłada go cios za ciosem, krew leje się ku uciesze tłumu. Zanim sędzia odciąga go od leżącego, Travis kończy, serwując przeciwnikowi jeszcze cztery krwawe ciosy.

Travis staje w pozycji zwycięzcy, trzymając pięści w górze, podczas gdy trybuny trzęsą się jeszcze mocniej.

Oszołomiona tym, co właśnie zobaczyłam, czuję nagłą potrzebę ochłonięcia.

– Gdzie jest łazienka, Harlow? – pytam.

– Teraz nie jest najlepszy czas na łazienkę – wyśmiewa mnie. – Nie stracimy tych miejsc, skoro jest szansa, żeby zobaczyć więcej.

– Będzie znowu walczył?

– Nie, ale zawsze wybiera dziewczynę z widowni, z którą wraca do domu. To muszę być ja. – Obciąga sukienkę, eksponując wypukłość swoich piersi w rozmiarze D.

Rozglądam się i widzę, że inne dziewczyny zachowują się podobnie. Poprawiają szminkę na ustach, prostują się na swoich szpilkach i przeczesują palcami włosy.

Moje loki w nieładzie i jasnoszara bluza z napisem „Na zawsze fanka Czarodziejki z Księżyca” wyróżniają mnie teraz z tłumu bardziej niż zwykle.

Travis wychodzi z klatki i ściska dłonie swoich wyznawców w pierwszym rzędzie. Dziewczyny przykładają ręce do jego błyszczącej klatki piersiowej, gdy je mija.

– Teraz lepiej rozumiem jego obecność w SportPlexie – mówię.

– Spotkałaś go już wcześniej? – Harlow wygląda tak, jakby miała jej zacząć ciec ślina. – Możesz mi go przedstawić?

– Harlow, wpadłam na niego raz. Wiem tylko, jak ma na imię.

Kiedy Travis ściska kolejne dłonie, jego spojrzenie spotyka się z moim.

Mój żołądek zaskakuje mnie nagłym uczuciem trzepoczących motyli.

Travis układa usta w powolny uśmiech, szepcze coś do garniaka obok i zmierza w moim kierunku.

Próbuję wyglądać na niewzruszoną, gdy przeciska się przez tłum i wskakuje na trybuny, ale to niemożliwe.

– Witaj, Tatiano Brave. – Staje naprzeciw mnie i przemawia swoim głębokim głosem.

– Witaj Osobo, Z Którą Nie Mam Żadnej Potrzeby Kiedykolwiek Znowu Rozmawiać.

– Uroczo. – Śmieje się. – Postanowiłaś przyjść po tym, jak odsłuchałaś moją wiadomość?

– Jaką wiadomość?

– Tę z rana – kontynuuje. – Żeby móc się nagrać, musiałem zadzwonić do ciebie z budki telefonicznej na starej stacji benzynowej.

– Nie miałam pojęcia, że mnie tutaj zaprosiłeś. – Robię w myślach notatkę, żeby potem sprawdzić swoje wiadomości, a później wskazuję na Harlow. – To moja siostra przyrodnia, Harlow. Przyjście tutaj było jej pomysłem.

– Cześć, Harlow. – Uśmiecha się do niej.

Ona prawie mdleje, a po chwili kładzie mu dłoń na klacie.

Fuj. Ogarnij się, dziewczyno.

– Jestem przekonana, że kiedyś zostaniesz gwiazdą MMA – uśmiecha się Harlow. – Twoich pięć ostatnich walk było wspaniałych.

– Dzięki, że je obejrzałaś. – Zaraz po wypowiedzeniu tych słów skupia całą uwagę na mnie. – Podoba mi się twoja bluza. Chociaż chyba pomijasz pozostałych bohaterów.

– Znasz Czarodziejkę z Księżyca?

– Chętnie obejrzę, jeśli mnie zaprosisz.

Przewracam oczami.

– Obejdzie się.

– Po ostatniej walce jest prywatne afterparty – mówi niewzruszony. – Powinnaś przyjść i zatańczyć na mnie.

– Na tobie?

– Ze mną. – Na jego twarzy pojawia się uśmieszek. – To to samo.

– Może ci umknęło, dlaczego już zawsze będę nienawidzić ciebie i twojej siostry? Zawsze – podkreślam. – Jak długo jeszcze ci zajmie zaakceptowanie tego?

– Nigdy dobrze nie radziłem sobie z odrzuceniem.

– Czy ty powiedziałeś afterparty? – Oczy Harlow wychodzą z orbit. – Gdzie i o której się zaczyna?

– Zapiszę ci adres – mówi, biorąc do ręki jej telefon.

Nie spuszczając wzroku ze mnie, wpisuje lokalizację, do której się nie wybieram, po czym oddaje telefon Harlow.

– Powiedz facetowi przy drzwiach, żeby do mnie zadzwonił, wtedy nie będziesz musiała płacić za wejście – dodaje. Potem ścisza głos i pochyla się bliżej mnie. – Możesz pojechać tam ze mną, jeśli chcesz. Po prostu daj znać.

– Hej, skromny dzieciaku! – woła jakiś chłopak, zanim zdążę mu odpowiedzieć. – Potrzebujemy cię tutaj! Pospiesz się!

– Do zobaczenia na imprezie – mówi, mierząc mnie wzrokiem z góry na dół, zanim znika w tłumie.

– O-mój-Boże, o-mój-Boże, o-mój-Boże! – Harlow chwyta moje ręce, jakbyśmy były najlepszymi przyjaciółkami. – Musisz mi powiedzieć wszystko, co o nim wiesz, żebym mogła zaplanować mój podryw na imprezie.

– Z przyjemnością – odpowiadam. – Pod jednym warunkiem.

– Jakimkolwiek.

– Musisz mnie odwieźć do domu i znaleźć kogoś innego, żeby poszedł z tobą.

– Ha! I tak miałam to w planach.

KILKA LAT PÓŹNIEJ

Dostępne w wersji pełnej

WRACAJĄC DO TERAŹNIEJSZOŚCI…

Dostępne w wersji pełnej

MIESIĄCE PÓŹNIEJ

Dostępne w wersji pełnej

OD AUTORKI

Dostępne w wersji pełnej