Wydawca: Harlequin Polska Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2017

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Wymarzona kobieta - Leanne Banks

Magnat prasowy, Patrick Elliott, zaskakuje rodzinę decyzją o przejściu na emeryturę. Stanowisko prezesa koncernu przejmie po nim to z jego dzieci, którego czasopismo osiągnie w ciągu roku największy sukces finansowy. W rodzinnej firmie rozpoczyna się rywalizacja. Gannon Elliott, wnuk Patricka, postanawia zatrudnić w redakcji „Pulsu” świetną dziennikarkę, Erikę Layven, swoją dawną pracownicę, z którą miał romans. Erika stawia jednak pewien warunek...

Opinie o ebooku Wymarzona kobieta - Leanne Banks

Fragment ebooka Wymarzona kobieta - Leanne Banks

Leanne Banks

Wymarzona kobieta

Tłumaczenie: Ala

ROZDZIAŁ PIERWSZY

– Chciałbym coś ogłosić – oświadczył niespodziewanie Patrick Elliott, przerywając gwarne rozmowy zebranych na noworocznym przyjęciu krewnych. Wcześniej dopilnował, aby wśród zaproszonych gości znaleźli się wyłącznie przedstawiciele rodziny Elliottów z małżonkami.

Zaraz pewnie nas zaskoczy jakąś wielką nowiną, pomyślał Gannon. Zaciekawiony wbił uważne spojrzenie w twarz dziadka, który wyszedł na środek salonu rodzinnego domu w Hamptons.

Jutro znikną stąd wszystkie dekoracje świąteczne, dziś jednak cała kondygnacja kamienicy z przełomu wieków, o powierzchni ponad siedmiuset metrów, rozświetlona była wesoło mrugającymi lampkami choinkowymi. Urządzona przez babkę z sercem i oddaniem rezydencja była rajem dla wszystkich Elliottów, miejscem wielu radości i nieszczęść, świadkiem narodzin i śmierci, a także pomnikiem stale rosnącej potęgi i bogactwa Patricka Elliotta i jego spadkobierców.

Dziadek Gannona, irlandzki emigrant, pomimo skończonych siedemdziesięciu siedmiu lat zachował niespotykaną witalność i wyjątkową bystrość umysłu. W latach młodości stworzył wielkie imperium wydawnicze, z zaskakującą łatwością zdobywając czołowe miejsce na rynku prasowym, począwszy od poważnych czasopism informacyjnych, przez kolorowe tygodniki, a skończywszy na poradnikach i miesięcznikach poświęconych modzie.

– Jeszcze nie wybiła północ – zawołała Bridget, młodsza siostra Gannona. – Dziś masz, dziadku, wolne. Jest sylwester, pamiętasz?

Oczy Patricka zaiskrzyły i pogroził wnuczce palcem.

– Przy tobie trudno o czymkolwiek zapomnieć – odkrzyknął.

Dziewczyna uśmiechnęła się wesoło, skinęła głową i uniosła do góry kieliszek. Gannon sięgnął po szklaneczkę i pociągnął z niej łyk whisky. Jego nieznośna siostra uwielbiała prowokować dziadka i droczyć się z nim.

Patrick zrobił pauzę, spojrzał na swoją żonę, drobniutką siedemdziesięciolatkę o imieniu Maeve. Choć był pracoholikiem i prawdziwym rekinem biznesu, ta kobieta była jedyną osobą, która potrafiła poskromić w nim dziką bestię.

Emanujące z nich wzajemna miłość i oddanie kiedy na siebie patrzyli, zawsze poruszały Gannona i budziły w nim lekki niepokój, którego przyczyny nie chciał zgłębiać. Zignorował miotające nim uczucia i przeniósł spojrzenie na babkę, która czule skinęła głową do dziadka.

– Postanowiłem przejść na emeryturę – powiedział Patrick, przebiegając wzrokiem po zebranych członkach rodziny.

Gannon o mało nie wypuścił z ręki szklanki. Był przekonany, że staruszek był tak przywiązany do firmy, że nawet ostatnie minuty życia spędzi, ubijając kolejny interes. Salon wypełnił się szeptami i wyrażającymi zdziwienie pomrukami.

– O rany…

– A niech to…

– Sądzisz, że jest chory?

Patrick pokręcił przecząco głową i podniósł do góry dłoń, prosząc o ciszę.

– Ze mną wszystko w porządku. Po prostu już pora. Muszę teraz wyznaczyć następcę, a ponieważ wszyscy doskonale sobie radzicie, wybór jest bardzo trudny. Doszedłem więc do wniosku, że będzie najsprawiedliwiej, jeśli każdemu z was dam szansę, aby udowodnił, na co go stać.

– Do czego on, do licha, zmierza? – mruknęła Bridget.

– Wiedziałeś o tym? – spytał Gannon Liama, który pracował w zarządzie koncernu i ze wszystkich członków rodziny był najbardziej z dziadkiem związany.

– Nie miałem pojęcia. – Z wyrazu jego twarzy można było wyczytać, że był nie mniej zaskoczony niż pozostali zebrani.

Szefami czterech najbardziej poczytnych tytułów wydawanych w koncernie byli trzej synowie i córka Patricka. Ojciec Gannona, Michael, był redaktorem naczelnym Pulsu, poważnego tygodnika o charakterze informacyjnym, znanego z ciętego i nowoczesnego stylu dziennikarstwa.

– Na mojego następcę i prezesa Elliott Publication Holdings wybiorę tego z redaktorów naczelnych, którego czasopismo osiągnie największe zyski.

W salonie zapanowała martwa cisza. Wybuch bomby nie wywołałby takiego wrażenia. Mijały minuty, na twarzach wszystkich krewnych malował się wyraz szoku. Gannon spojrzał na ojca, który wyglądał, jakby dostał obuchem.

– To jest naprawdę chore – mruknęła Bridget z niesmakiem. – Nic dobrego z tego nie wyniknie. Pracuję w Charismie, co oznacza, że będę musiała rywalizować z własnym ojcem, zdajecie sobie z tego sprawę?

– Sądzisz, że to gorzej niż walka brata z bratem lub siostrą? – Liam wzruszył ramionami.

– Shane przeciwko Finoli? – mruknęła z niedowierzaniem. – Przecież są bliźniętami. Ktoś powinien porozmawiać z dziadkiem i uświadomić mu, co robi.

– Nie zmieni zdania – powiedziała Finola, podchodząc do dziewczyny. – Prędzej mu kaktus na dłoni wyrośnie. Znam go – dodała gorzko.

– To nie w porządku.

– On ma własną definicję sprawiedliwości – wyjaśniła Finola z nieobecnym wyrazem oczu. Błyskawicznie jednak otrząsnęła się z zadumy i dodała: – Cieszę się, że będziesz w mojej drużynie.

Gannon nigdy nie unikał sytuacji, które zmuszały do ostrej, zaciętej walki. Teraz też nie zamierzał.

– Niech zwycięży najlepszy z Elliottów – zwrócił się do ciotki. Zdawał sobie doskonale sprawę, że gra idzie o najwyższą stawkę. – Pogadamy później – powiedział do siostry i ruszył w kierunku ojca, zdecydowany, że zrobi wszystko, by Puls znalazł się na pierwszym miejscu rankingu korporacji wydawniczej Elliottów.

Był Elliottem. Urodził się i został wychowany, aby podejmować wyzwania, osiągać sukces i zwyciężać. Wszyscy zebrani tu krewni mieli geny protoplasty rodu i wielkie aspiracje. Mieli we krwi walkę i zwycięstwo. Bystry i sprytny dziadek, rzucając wyzwanie, doskonale o tym wiedział. Niezależnie od tego, kto zostanie zwycięzcą, a Gannon z determinacją postanowił, że będzie nim jego ojciec, Patrick podstępem zapewnił rekordowe zyski każdemu z czterech czołowych czasopism, a tym samym i Elliott Publication Holdings.

Kiedy przechodził obok wuja Daniela, ten zatrzymał go.

– Wyglądasz, jakbyś ruszał na front.

– Jak wszyscy tu zebrani – odparł cierpko Gannon i poklepał krewnego po ramieniu. – Ogłaszając taką wiadomość, mógł przynajmniej rozdać roczny zapas gazu rozweselającego.

Daniel roześmiał się.

– Powodzenia.

– Tobie również – odpowiedział bratanek, oddalając się w kierunku stojących razem rodziców.

Spojrzenia ojca i syna spotkały się.

– Powinienem był przewidzieć nadejście trzęsienia ziemi – mruknął, mieszając brandy w szklaneczce.

– Nikt się tego nie spodziewał – zauważyła matka, najbardziej bezpośrednia i tolerancyjna osoba, jaką znał. Spojrzała na Gannona i uśmiechnęła się.

– Widzę, że tobie już minął pierwszy szok i jesteś gotów do gry.

– Mam to w genach. – Wskazał ruchem głowy na ojca.

– Jakiś plan, pomysł? – spytał z nieukrywanym zadowoleniem ojciec.

– Jasne. – Gannon wiedział jedno: pierwszą osobą, którą ściągnie do zespołu Pulsu, będzie Erika Layven, kobieta, z którą ponad rok temu miał romans.

Erika, pociągając z kubka gorącą czekoladę, przeglądała właśnie krytycznym okiem projekt opracowania graficznego nowego numeru Domu i Stylu. Kiwając pod biurkiem stopami w skarpetkach, wybierała zdjęcia wiosennych kompozycji kwiatowych, wielokolorowych róż, bukietów lawendy i fiołków. Spory kontrast z widokiem z piętnastego piętra wieżowca na Manhattanie w szary, lodowaty, zimowy wieczór.

Pogoda sprawiła, że było jej zimno i czuła się stara. Wyniki badań, które właśnie otrzymała od swojego lekarza, nie poprawiły jej nastroju. Jeśli dodać do tego sylwestrowe przyjęcie, na które poszła z nieodpowiednim mężczyzną, oraz niewart zapamiętania pocałunek o północy, miała powody, żeby czuć się podle.

Gdyby nie fiołki… pomyślała, prostując się w krześle. Prawdę mówiąc, miała więcej powodów do dobrego samopoczucia. Będąc redaktorem naczelnym nowego czasopisma Dom i Styl, wydawanego przez korporację Elliott Publications Holdings, miała możliwość kreowania nowych wizji i urzeczywistniania ich. Miała władzę i wpływy. Wymarzoną pracę. Wprawdzie często tęskniła za pośpiechem i napięciem, które towarzyszyły jej, kiedy pracowała w Pulsie, ale to była przeszłość, o której należało zapomnieć. Teraz jest lepiej, powtarzała sobie nieustannie. W tym świecie ona rządziła.

Usłyszała pukanie do drzwi i spojrzała na stojący na stole zegar w kształcie żaby. Był czwartkowy wieczór, właśnie minęło wpół do szóstej. Większość pracowników wyszła już z biura na wieczornego drinka.

– Tak?

– Gannon – rozległ się męski głos, po czym niepotrzebnie dodał: – Gannon Elliott.

Serce Eriki podskoczyło do gardła. Przez chwilę nie mogła złapać oddechu. Czego tu chciał? Odgarnęła opadające na twarz loki, starając się odzyskać panowanie nad sobą.

– Wejdź – przyzwoliła najchłodniejszym tonem, na jaki potrafiła się zdobyć.

Drzwi się otworzyły i do gabinetu wkroczył mężczyzna o czarnych włosach, zielonych oczach, wzroście metr dziewięćdziesiąt i wysportowanej sylwetce. Erika resztkami siły woli przybrała obojętną pozę, nakazując hormonom opanowanie i zakazując dłoniom pocenia się, a sercu bicia jak oszalałe.

Żałowała, że zaskoczył ją w skarpetkach. Gdyby włożyła pantofle, mogłaby stanąć z nim oko w oko, zyskując przewagę.

– Cóż za niespodzianka. Co cię tu sprowadza?

– Dawno się nie widzieliśmy.

To był twój wybór, pomyślała ze złością.

– Ostatnio byłam bardzo zajęta pracą w Domu i Stylu – poinformowała, przyjmując nową taktykę.

– Słyszałem. Podobno świetnie sobie radzisz.

– Nie narzekam – odpowiedziała, nie potrafiąc ukryć satysfakcji.

Gannon był surowy. Nigdy nie dawał się zwieść pochlebstwami.

– Praca w Pulsie pewnie jak zwykle nerwowa? – spytała.

Elliott przytaknął ruchem głowy.

– Podobał ci się cykl artykułów na temat walki z wirusami internetowymi?

– Był świetny. Szczególnie fragment o policji internetowej. Naprawdę fascynujący. Dodałabym jednak kilka ciekawostek, żeby zainteresować czytelnika.

– To mi się zawsze w tobie podobało – oświadczył z uśmiechem. – Potrafisz odnaleźć mocne punkty artykułu, a jednocześnie zawsze chciałabyś coś poprawić.

– Dziękuję – odparła lekko zaskoczona. – Nadal jednak nie powiedziałeś, po co tu przyszedłeś.

Gannon przeniósł wzrok na biblioteczkę i przechylił lekko głowę, wczytując się w tytuły stojących na półkach książek. Następnie zbliżył się do jej biurka i wziął do ręki zegar-żabę.

– Zadowolona jesteś z nowej pracy? – rzucił.

Zdezorientowana jego zachowaniem obrzuciła go uważnym spojrzeniem. To nie było normalne. Nie miała jednak pewności, co dla niego było normalne. Nie potrafiła patrzeć na niego inaczej niż przez pryzmat ich dawnego związku, co zniekształcało realny obraz.

– A co mogłoby mi się nie podobać? Sama o wszystkim decyduję i dobrze mi za to płacą.

Podniósł głowę i spojrzał jej prosto w oczy. Erika poczuła, jakby coś w niej eksplodowało.

– Można i tak na to spojrzeć – powiedział, uśmiechając się. Odstawił zegar na stół, podniósł kubek i przysunął do nosa. – Gorąca czekolada. Zamierzasz iść wcześnie spać?

Erikę ścisnęło w żołądku. Nagle opuściło ją poczucie humoru. W czasach kiedy byli kochankami, Gannon poznał wiele jej małych sekretów. Od roku starała się wyrzucić z pamięci tamten okres swojego życia.

– Kiedy jestem wyspana, mam bystrzejszy umysł.

Pokiwał ze zrozumieniem głową i na moment zatopił się w myślach.

– Nie tęsknisz trochę za Pulsem?

Jego szczere pytanie zaskoczyło ją.

– Oczywiście, że tak. Ostre tempo, zawsze w czołówce, torowanie nowych dróg. Adrenalina i codzienny wyścig z czasem.

– Tu tego nie masz! – podchwycił z zadowoleniem.

– Dom i Styl dostarcza innego rodzaju satysfakcji.

– Co byś powiedziała, gdyby otworzyła się przed tobą szansa powrotu do Pulsu na wyższe stanowisko i za znacznie atrakcyjniejsze wynagrodzenie niż przed odejściem? – spytał.

Kolejne zaskoczenie. Perspektywa współtworzenia najlepszego tygodnika informacyjnego na świecie stanowiła trudną do odparcia pokusę. Tam nie było słabych punktów. Praca w czasopiśmie wymagała ogromnego wysiłku intelektualnego oraz kreatywności. Zmuszała do ciągłego rozwoju. Było się otoczonym ciekawymi, błyskotliwymi i ambitnymi ludźmi.

Założyła włosy za uszy i wyjrzała przez okno, starając się wymyślić sensowną odpowiedź.

– Kuszące – przyznała.

– Chcę, żebyś wróciła doPulsu – oświadczył Gannon. – Powiedz tylko, czego chcesz, a dostaniesz to.

Erika spojrzała na niego zaszokowana. Kiedy pojawiły się pierwsze plotki o ich związku, natychmiast zerwał z nią bez większych sentymentów i zaczął traktować jak jedną z koleżanek z zespołu. Nie spodziewała się, że tak ją potraktuje, i ogromnie ją to zabolało. Uznała, że nie może dalej z nim pracować. Posada w Domu i Stylu stała się dla niej schronieniem. Powoli leczyła się z uczuć do niego.

– Muszę to przemyśleć – wyjąkała w końcu z trudem.

Elliott, najwyraźniej zaskoczony, zamrugał powiekami. Widząc jego reakcję, Erika poczuła w duszy satysfakcję. Był przyzwyczajony zawsze słyszeć „tak”, a nie „zastanowię się”. Spostrzegła, jak zaciska zęby, i po raz kolejny zdziwiła się. O co tu chodziło?

– No dobrze. Wpadnę jutro po pracy i porozmawiamy.

– Przepraszam, ale to niemożliwe. Mam spotkanie na mieście o czwartej trzydzieści i nie wracam już potem do biura.

Skinął powoli głową, jakby testował poziom swojej cierpliwości.

– Pracujesz w ten weekend?

– Tak, w domu – odrzekła i spoglądając na kalendarz, dodała: – Może być wtorek.

– Poniedziałek wieczorem – zaoponował szorstkim tonem, którym przeraził już niejednego stażystę.

– Niech będzie – zgodziła się poirytowana, nie chcąc przeciągać struny.

– Doskonale, to do zobaczenia – powiedział, wpatrując się głęboko w jej oczy o kilka sekund za długo. Przez tę krótką chwilę, zanim odwrócił się i wyszedł, uleciało z niej całe powietrze.

Erika opadła na fotel i zakryła twarz dłońmi.

– Do diabła z nim! – wyszeptała. Nadal ją obezwładniał. Zmarszczyła z niesmakiem brwi. Nie podobało jej się to, co czuła. Ani trochę.

Z drugiej strony taka reakcja była po części uzasadniona, usprawiedliwiła się w duchu. Bez przygotowania nie powinna stawać twarzą w twarz z Gannonem. Przy tym mężczyźnie nie mogła sobie pozwolić na improwizację.

Po dziesięciu setach jeden na jeden Erika zaczęła rozcierać kolana, po czym zarządziła przerwę na złapanie oddechu.

– Z uwagi na mój wiek mogłabyś mi okazać choć trochę współczucia. – Pokręciła głową i zaśmiała się, spoglądając na czternastolatkę, która przed chwilą dała jej prawdziwy wycisk.

Tia Rogres, ładna, chuda dziewczynka o czekoladowych oczach, wzruszyła tylko ramionami i zeszła z boiska do koszykówki, które zarezerwowała jej mentorka. Erika wraz z awansem otrzymała karnet wstępu na salę gimnastyczną klubu sportowego.

– Nie jesteś jeszcze próchnem. Zwyczajnie za dużo siedzisz na tyłku w tym swoim wymuskanym gabinecie na czubku wieżowca.

– Mówi się: nie jesteś taka stara – poprawiła automatycznie dziennikarka, choć przy swoich trzydziestu dwóch latach zaczynała czuć, że jej życie powoli toczy się już z górki. – Skoro mi za to płacą, to nie jest tak źle. A tak na marginesie to wcale nie siedzę na tyłku – dodała i zmieniła temat. – Jak matematyka?

Tia wykrzywiła usta.

– Nie lubię matmy.

– Co dostałaś z ostatniego testu?

– Czwórę z minusem.

– Coraz lepiej. Zmierzasz w dobrym kierunku. – Erika poklepała podopieczną po ramieniu i sięgnęła do wieszaka po kurtki. Grupka mężczyzn natychmiast zajęła zwolnione boisko. Ruszyły do windy. Kiedy zjeżdżały w dół, Tia milczała.

– Muszę mieć piątkę – odezwała się w końcu smutnym głosem. – Jeśli chcę dostać stypendium na uczelni, muszę mieć piątki ze wszystkich przedmiotów.

– Na pewno je dostaniesz – powiedziała Erika i pokiwała dłonią do ochroniarza, zanim zdążył wychylić się ze stróżówki.

Wychodząc na dwór, dziewczyna zaklęła i splunęła na ziemię.

– Skąd wiesz?

Erika wzdrygnęła się ze wstrętem. Miała pomagać podopiecznej, zainspirować ją do zmiany życia, wygładzić maniery, nauczyć kultury.

Tia mieszkała z ciotką. Jej matka siedziała w więzieniu za używanie narkotyków i handel nimi. Dziewczynka została wybrana do programu resocjalizacji, ponieważ była zdolna i pracowała w szkolnej gazetce.

– Nie możesz pluć i przeklinać.

– Wszyscy to robią – oświadczyła zaczepnie.

– Nie jesteś jak wszyscy, jesteś inna. Masz talent, sporo zdrowego rozsądku, jesteś bystra i, co najważniejsze, masz zapał.

Ich spojrzenia spotkały się. W brązowych oczach dziewczynki rozbłysła nadzieja, natychmiast jednak zgaszona przez życiowy sceptycyzm. Zadaniem Eriki było wszczepienie w Tię entuzjazmu, rozbudzenie w niej wiary, chęci do walki o lepszą przyszłość.

– To dzięki temu, o czym mi mówisz, dostałaś pracę w tym biurze, które pokazałaś mi kilka tygodni temu? Z tego co słyszałam, żeby dostać taką posadę, trzeba zwyczajnie mieć plecy.

Erika westchnęła ciężko, wypuszczając z ust mgiełkę pary.

– Pracuję w koncernie, w którym większość pracowników jest spokrewniona. Ja jednak nie należę do rodziny.

– Czyli musiałaś skopać komuś tyłek, żeby się tam dostać – zaśmiała się Tia.

– Można by użyć takiej przenośni – odparła dziennikarka, widząc oczami wyobraźni Gannona.

Zatrzymała taksówkę.

– Ciotka ciągle mnie pyta, dlaczego nie masz chłopa?

– Mężczyzny – poprawiła odruchowo Erika.

– No a co mówię? – obruszyła się Tia i wskoczyła do taksówki, która właśnie zatrzymała się przy krawężniku. Erika wsiadła za nią i podała kierowcy adres dziewczynki.

– Nie mam mężczyzny… – zaczęła i przerwała w pół zdania. No właśnie, dlaczego nie miała mężczyzny? Dlatego, że Gannon tak ją zawiódł. – Ponieważ związałam się z kimś, kto mnie zostawił.

– Uu… – mruknęła Tia. – Dlaczego to zrobił? Jak na staruszkę, jesteś jeszcze całkiem ładna. Masz wszystko co trzeba.

Erika jęknęła, słysząc uwagę na temat swojego wieku.

– Dzięki. Rzucił mnie, ponieważ uznał, że nie jestem dla niego odpowiednią kobietą.

Tia zaklęła.

– Powinnaś dać mu nauczkę. Znajdź sobie innego faceta, lepszego.

– Jasne.

Godzinę później Erika była już w domu. Mieszkała w eleganckiej kamienicy z piaskowca na Park Slope. Zrzuciła buty i nałożyła kapcie-króliczki. Spojrzała w dół na zabawne, różowe, kudłate łapcie i roześmiała się. Ich widok zawsze ją rozbrajał.

Obiecując sobie, że upierze rzeczy, które miała w torbie sportowej, postawiła ją w holu i skierowała się do kuchni, przeglądając po drodze pocztę. Rachunki, rachunki… Zatrzymała się przy kartce z Karaibów i rozmarzyła. Tak bardzo pragnęła ciepła, słońca, margarity z lodem i grającej gdzieś w tle złotych plaż muzyki bębnowej.

Westchnęła, odegnała fantazje, włączyła pilotem muzykę Alicii Keys i nalała sobie lampkę czerwonego wina. Podeszła do telefonu i włączyła odsłuchiwanie wiadomości.

W tym momencie rozległ się dzwonek sygnalizujący nadejście rozmowy.

– Słucham. – Podniosła automatycznie słuchawkę.

– A już się zastanawiałam, czy kiedykolwiek usłyszę jeszcze twój głos. Wszystko w porządku, kochanie?

Telefonowała matka. Erika wzdrygnęła się.

– Przepraszam, mamo. Byłam ostatnio bardzo zajęta. Zaangażowałam się dodatkowo w projekt resocjalizacji dziewczynki ze slamsów. A co u ciebie? Jak było na brydżu?

– Zajęliśmy z ojcem drugie miejsce. Jutro gramy u nas. Co to za pomysł z tą opieką nad dzieckiem z dzielnicy nędzy? Zdajesz sobie sprawę, że to nie zastąpi ci posiadania własnego?

– Wiem, ale przynajmniej mogę teraz spożytkować energię w słusznej sprawie – wyjaśniła, czując przykre ukłucie w piersi.

– Kochanie, gdybyś się tylko trochę postarała i otworzyła na świat, na pewno znalazłabyś odpowiedniego mężczyznę. Możesz mieć męża i dziecko, którego pragniesz.

Erika przyłożyła dłoń do czoła.

– Dobijmy targu. W przyszłym tygodniu umówię się na dwie randki, za to ty przez kolejne siedem dni nie będziesz mnie wypytywać o te sprawy.

– Ja się tylko o ciebie martwię. Zawsze chciałaś mieć dzieci.

– Wiem.

– I ciągle to odkładasz – dodała.

– Mamo! – krzyknęła Erika do słuchawki, przyjmując ostrzegawczy ton głosu.

– No dobrze – westchnęła. – Dwie randki z dwoma mężczyznami w przyszłym tygodniu. Będę się modlić i wypowiem życzenie, jak zobaczę spadającą gwiazdę.

Serce Eriki zmiękło. Matka bardzo ją kochała. Po prostu czasem nie potrafiła się powstrzymać i musiała się wtrącić.

– Kocham cię. Baw się dobrze jutro wieczorem – powiedziała.

Odłożyła słuchawkę i usiadła, uśmiechając się pod nosem. Wyobraziła sobie rodziców w domu w Indianie, z którego się wyprowadziła, wyjeżdżając na studia na wschód.

Miasteczko, w którym się wychowała, zawsze wydawało jej się nieco senne. Życie toczyło się tam w zwolnionym tempie, a Erika potrzebowała nowych wrażeń. Była stworzona do działania, uwielbiała wyzwania.

Przypomniała sobie zapach bogatego w cholesterol, ale za to przepysznego domowego jedzenia, które czekało na nią za każdym razem, kiedy przyjeżdżała do rodziców, i aromat czekoladowych ciasteczek, które dostawała przed wyjazdem.

Pamiętała też, jak w deszczowe dni robiła z mamą ozdoby i jak ciągle siedziały razem przy lekcjach. Ojciec nauczył ją grać w koszykówkę i cieszyć się wysokim wzrostem, zamiast się go wstydzić.

Miała najlepszych rodziców pod słońcem. Nie zmieniało to faktu, że musiała opuścić rodzinne gniazdo, żeby rozwinąć skrzydła. I powiodło jej się. Przynajmniej zawodowo. Dawno temu ułożyła sobie w głowie plan: skończy studia, wejdzie na ścieżkę kariery, która zaprowadzi ją na szczyt, a gdzieś po drodze, w międzyczasie, znajdzie męża i urodzi dziecko.

Erika marzyła o dziecku, jeszcze zanim ukończyła college, ale obiecała sobie, że nie da się zwieść w małżeńską pułapkę, dopóki nie zdobędzie odpowiedniej pozycji zawodowej. Wystarczy samodyscyplina, powtarzała sobie. Często jednak w smutne deszczowe wieczory czuła nieodparte pragnienie przytulania kogoś i kochania. Marzyła, żeby doświadczyć cudu wychowania małej istotki na mądrego, dobrego człowieka.

Miała fascynującą, dającą satysfakcję pracę, mimo tego w środku czuła się po części pusta. Jakaś jej część tęskniła za tym, czego nie mogła jej dać kariera.

Westchnęła, otworzyła oczy i wyciągnęła kartkę z drewnianej kasetki, w której przechowywała pocztę. Przeczytała opis wyniku badania. Endometrioza. To dlatego często miała tak silne skurcze i wkrótce mogła się stać bezpłodna. Zaczęła rozważać możliwość urodzenia dziecka bez męża.