Until You. Aż pojawiłaś się ty. Off-Limits. Tom 1 - Catharina Maura - ebook + audiobook
BESTSELLER

Until You. Aż pojawiłaś się ty. Off-Limits. Tom 1 ebook i audiobook

Maura Catharina

4,1

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

134 osoby interesują się tą książką

Opis

Jego życie nie było pełne. Do czasu, aż pojawiła się ona... Aria od zawsze marzyła o normalności: bezpiecznej pracy, kochającym chłopaku i pełnym ciepła domu. Pewnego dnia traci jednak wszystko: zostaje zwolniona, a następnie wraca do mieszkania i odkrywa niewierność swojego ukochanego. Pozbawiona pracy i niemająca gdzie się podziać przyjmuje ofertę pracy złożoną przez najlepszego przyjaciela jej brata. Na szczęście okazuje się, że chodzi o programowanie – coś, na czym Aria świetnie się zna.

Grayson ma za sobą traumatyczną przeszłość, a jego jedyną, przybraną rodziną jest najlepszy przyjaciel Noah, brat Arii. Chłopak po zobaczeniu dziewczyny w akcji oferuje jej zatrudnienie oraz zamieszkanie w swoim penthousie w Dolinie Krzemowej. Współpracownicy będą musieli poradzić sobie z nowo odkrytą bliskością i niezaprzeczalnym przyciąganiem, chociaż ich związek to zakazany owoc.

Ze względu na przeszłe trudne doświadczenia współtworzą tajną platformę internetową, która pomaga ludziom w potrzebie. Nie wiedzą, że znają się w realnym świecie. Zaczynają być sobie bliscy także online…

„Until You. Aż pojawiłaś się ty” Cathariny Maury to pierwszy tom serii Off-Limits.

Ta historia jest naprawdę SPICY. Sugerowany wiek: 18+

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 414

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 11 godz. 6 min

Lektor: Agata Skórska, Tomasz Urbański

Oceny
4,1 (206 ocen)
97
51
40
14
4
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Madzia20lo

Z braku laku…

Pomyśl spoko ale trochę brakuje składu i ładu, ledwo dobrnęłam do końca przeskakując co parę stron…
40
Carola9786

Nie polecam

Nie była to książka, która w jakikolwiek sposób mnie porwała. Bohaterowie byli nudni, jednowymiarowi i wyidealizowani - a przynajmniej Grayson. Aria ze swoimi ciągłymi wątpliwościami, zamiast wzbudzać sympatię, to irytowała. Akcja wlokła się jak flaki z olejem, między bohaterami była ZEROWA chemia, dialogi sztywne. Dawno żadna książka mnie tak nie rozczarowała.
30
klaudiaciacho

Całkiem niezła

Przyjemna, komfortowa, jednak niczym szczególnym mnie nie zaskoczyła, ani nie wywołała we mnie emocji. Do przeczytania w jeden wieczór i zapomnienia jak dla mnie.
30
GypsyGirlRecenzuje

Nie polecam

A miało być tak pięknie, czyli zapraszam was na #szybkaopinia na temat książki Until You, Aż pojawiłaś się Ty od Catharina Maura i Wydawnictwo Papierowe Serca Cóż... Początek mnie zaciekawił, zaintrygował i sprawił, że miałam ochotę na tę powieść. Lecz im dalej w las tym gorzej. Chemia pomiędzy bohaterami na poziomie minusowym. Sceny seksu...jakby to napisać. Nie wywołały we mnie emocji. Bez finezji, bez polotu. Takie na odwal się. Aria też się autorce nie udała. Niby inteligentna, mądra itd, ale miałam wrażenie, że emocjonalnie to była ona na poziomie pantofelka. Grayson już lepiej. Bardziej wyrazisty. Jego zachowanie, uczucie do Arii było wytłumaczalne. A rozdziały z jego perspektywy jakoś bardziej do mnie przemawiały. Chociaż i tak szału nie było. A ,,drama", no bo przecież nie ma romansu bez dramatu i rozstania bohaterów....Nawet nie chcę tego komentować. Dla mnie bez sensu. Bez ładu i składu. Z książki z mega potencjałem, dostałam marne romansidło, które nie powala na k...
20
ElzMan

Dobrze spędzony czas

Cukierkowa ale mnie bardzo się podobała, idealna na ponury wieczór :) jestem bardzo ciekawa kolejnej części :)
10

Popularność




TYTUŁ ORYGINAŁU:

Until You

Off Limits #1

Redaktorka prowadząca: Marta Budnik

Wydawczyni: Maria Mazurowska

Redakcja: Justyna Yiğitler

Korekta: Katarzyna Kusojć

Projekt okładki: Ewa Popławska

Zdjęcie na okładce: © RinaM, © Gilles Lougassi, © Anja Kaiser / Stock.Adobe.com

Zdjęcie na stronach rozdziałowych: © SHOTPRIME STUDIO / Stock.Adobe.com

Until You Copyright © 2021 by Catharina Maura

Copyright © 2024 for the Polish edition by Papierowe Serca an imprint of Wydawnictwo Kobiece Agnieszka Stankiewicz-Kierus sp.k.

Copyright © for the Polish translation by Regina Mościcka, 2024

Wszelkie prawa do polskiego przekładu i publikacji zastrzeżone. Powielanie i rozpowszechnianie z wykorzystaniem jakiejkolwiek techniki całości bądź fragmentów niniejszego dzieła bez uprzedniego uzyskania pisemnej zgody posiadacza tych praw jest zabronione.

Wydanie elektroniczne

Białystok 2024

ISBN 978-83-8371-125-6

Grupa Wydawnictwo Kobiece | www.WydawnictwoKobiece.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotował Jan Żaborowski

Rozdział 1

GRAYSON

Zerkam na zegarek, po czym podnoszę głowę i wpatruję się w mijane po drodze, dobrze mi znane charakterystyczne punkty miasta. Postukuję niecierpliwie stopą. Dojeżdżamy już prawie na miejsce – okolica wydaje się coraz bardziej znajoma – ale wciąż mam poczucie, że nie jedziemy wystarczająco szybko.

Cholerne opóźnienie na lotnisku. Przez cały miesiąc robiłem wszystko, byle tylko móc wziąć tydzień wolnego i dotrzeć na miejsce na czas. Podróż z Kalifornii do Miami nie powinna była zająć mi więcej niż sześć godzin, a skończyło się na tym, że zmarnowałem prawie cały dzień.

Moja cierpliwość jest już na wyczerpaniu, gdy nareszcie podjeżdżamy pod dom Noaha. Jesteśmy z Noahem bardzo do siebie podobni. Żaden z nas nie ma zbyt wielu przyjaciół. A dosadniej mówiąc, chyba jesteśmy dla siebie jedynymi przyjaciółmi. Nie mogę znieść myśli, że każę mu na siebie czekać, i to jeszcze w dniu jego urodzin.

Stawiam walizkę przed drzwiami frontowymi i naciskam dzwonek, a potem sięgam do kieszeni po dwa karnety na mecze, które kupiłem dla Noaha w prezencie. Nie przepadam za futbolem, ale mój przyjaciel ma prawdziwą obsesję na jego punkcie. Jeszcze kilka lat temu takie bilety pozostawały dla nas tylko w sferze marzeń, a teraz? Dziś nie ma zbyt wielu rzeczy, na które nie byłoby mnie stać.

Noah otwiera drzwi z promiennym uśmiechem na twarzy. Wygląda na uszczęśliwionego, a mnie niezmiennie dziwi, że ktoś może tak szczerze się cieszyć na mój widok.

– Najlepszego z okazji urodzin, stary – mówię i podnoszę dłoń, w której trzymam przeznaczony dla niego prezent. – Przepraszam za spóźnienie.

Noah robi okrągłe oczy i wyrywa mi z ręki karnety. Ucieszył się z mojego przyjazdu, ale nie da się ukryć, że bilety uszczęśliwiły go jeszcze bardziej. Przyglądam mu się z zadowoleniem, kręcąc głową.

– Serio? – dziwi się, oglądając swój prezent. – Są prawdziwe?

– Jasne, że tak. – Wybucham śmiechem. – Możesz zatrzymać oba i zabierać kogoś ze sobą na mecze. Wiem, że masz napięty harmonogram, dlatego uznałem, że karnety to najlepszy wybór. Stary, ty chyba jesteś bardziej zarobiony niż ja!

Zerka zadowolony na bilety, a potem kiwa na mnie głową, odkładając je na bok.

– Już się nie mogę doczekać, żeby cię wyciągnąć na najbliższy mecz – oznajmia, wprowadzając mnie do środka. – W końcu kiedyś się do tego przekonasz.

Rozglądam się dookoła, mimowolnie się uśmiechając. Za każdym razem, kiedy odwiedzam Noaha, czuję się, jakbym wracał do rodzinnego domu, choć przecież nigdy u niego nie mieszkałem.

To miejsce jest przepełnione ciepłem. Zawsze takie było. To prawdziwy dom, w każdym znaczeniu tego słowa. Noah i jego młodsza siostra o to zadbali.

Mój własny penthouse w apartamentowcu nawet się do niego nie umywa. Bez względu na to, jak dużo za niego zapłaciłem i ile wydałem na jego urządzenie, i tak nigdy nie będę się w nim czuł tak jak u Noaha.

Marszczę czoło, uświadamiając sobie nagle, że w domu jest podejrzanie cicho.

– Gdzie Aria? – wyrywa mi się odruchowo.

Stawiam walizkę przy schodach i podnoszę wzrok na zawieszone na ścianie rodzinne fotografie. Noah i jego siostra, tak samo jak ja, dorastali bez rodziców. Choć patrząc z boku na nich dwoje, nikt by się tego nie domyślił. Nigdy nie pozwolili sobie na to, by pogrążać się w smutkach czy żalu. Ciężko pracowali, aby zdobyć wykształcenie i pracę, a także odnaleźć szczęście i zbudować życie, z którego mogliby być dumni.

Zawsze się zastanawiałem, czy nie udało im się to dlatego, że jednak mieli szansę spędzić z rodzicami kilka wspólnych lat, zanim w tak brutalny sposób zostali ich pozbawieni. To, jakimi stali się są ludźmi… Czyżby była w tym zasługa ich rodziców?

Sam już nie wiem, co gorsze: nigdy nie poznać własnych rodziców ani powodu, dla którego cię porzucili, czy stracić ich w taki sposób jak Aria i Noah.

– Wyprowadziła się – wyjaśnia, krzywiąc się, Noah. – Mieszka teraz ze swoim chłopakiem. Facet wydaje się w porządku i cieszę się, że Aria ma w końcu własne życie, ale brakuje mi jej, wiesz?

Noah podejrzanie się rozgadał, co w jego przypadku oznacza, że musiał w którymś miejscu skłamać. Pewnie wtedy, gdy chciał mi dać do zrozumienia, że lubi chłopaka Arii.

Przeczesuje palcami włosy i się uśmiecha, ale z jego oczu wyziera smutek.

– Kiedy zamordowano naszych rodziców… – dodaje z grymasem bólu, po czym bierze drżący oddech i zaciska powieki. – Nadal z trudem przechodzi mi to przez gardło. Minęło już piętnaście lat, a dla mnie to nadal koszmar. Odkąd oni… odkąd ich straciliśmy… cały czas bałem się spuścić Arię z oczu. Ta wyprowadzka wyjdzie jej na dobre. Brad jest dla niej dobry.

Brad? Co za jakiś Brad? Przez te wszystkie lata, odkąd poznałem Arię, nigdy z nikim się nie spotykała. Ciekawe, co to za facet. Szczerze wątpię, żeby był dla niej odpowiedni.

Chociaż tyle w życiu przeszli, Aria nadal pozostaje światełkiem w życiu Noaha. Nigdy nie opowiadał mi szczegółów tamtej tragedii, ale ze strzępków informacji, które udało mi się zgromadzić przez lata, wiem, że przeżyli prawdziwe piekło. Nie potrafię zrozumieć, jak to możliwe, że wciąż są w stanie się uśmiechać. Do dziś uważam się za wielkiego szczęściarza, ponieważ Aria zawsze się starała, żebyśmy byli ze sobą blisko i żebym czuł się u nich jak w rodzinie.

– Od kiedy z nim jest? Widziałem się z wami niecały rok temu i nie przypominam sobie, żeby Aria wtedy kogoś miała. Czy to dla niej nie za wcześnie wprowadzać się do faceta?

Noah się uśmiecha, ale jego oczy pozostają poważne.

– Nie mogę dłużej zachowywać się wobec niej jak nadopiekuńczy brat, ty też nie. Aria ma dwadzieścia sześć lat, muszę jej pozwolić żyć po swojemu. Nie chcę, żeby przeze mnie tkwiła uwięziona w przeszłości. Nie mogę jej chronić przed prawdziwym życiem.

Uśmiecham się z przekąsem.

– Jakbym słyszał Arię.

Mogę z łatwością wyobrazić sobie jej minę, kiedy oznajmia Noahowi słowo w słowo to samo, co właśnie od niego usłyszałem. Z błyszczącymi gniewem czekoladowymi oczami i zaróżowionymi policzkami.

Przyjaciel potrząsa głową z ironiczną miną.

– Jak ty nas dobrze znasz, stary. Kurde, ale ją poniosło, kiedy zabroniłem się jej przeprowadzić.

Wzdrygam się na te słowa. Aria nigdy nie pozwoliłaby, żeby ktoś mówił jej, co ma robić. Zakazywanie jej czegokolwiek to czysta głupota – już pierwsza tego próba z miejsca popchnęłaby ją w ramiona tego jej faceta.

– Niedługo do nas przyjdą – oznajmia Noah, wchodząc do kuchni. – Mam nadzieję, że dogadasz się z Bradem. Lepiej mu odpuść, bo inaczej Aria tobie też urwie głowę.

Mam przeczucie, że raczej nie spodoba mi się ten cały Brad, ale udaje mi się ugryźć w język. Jak zawsze.

Noah wręcza mi puszkę piwa i włącza telewizor.

– Zostaw na chwilę – proszę, zanim zdąży przełączyć na inny kanał.

Siadam obok niego i uśmiecham się pod nosem, przysłuchując się słowom reportera informującego, że znany polityk został skazany na piętnaście lat więzienia za sprawą licznych przypadków molestowania, których się dopuścił. Moja twarz jeszcze bardziej się rozpromienia, gdy kamera pokazuje zbliżenie jego twarzy, na której maluje się wyraźne niedowierzanie. Był przekonany, że się wywinie, że nie poniesie żadnej kary za to, co zrobił, i pewnie tak by się stało. Jeszcze kilka godzin temu byłoby to całkiem możliwe.

Rozbrzmiewa sygnał mojego telefonu. Prostuję się na widok logo platformy Nemesis na ekranie i czuję przebiegający mi po plecach dreszczyk podniecenia.

Nyks: To twoja zasługa?

Zerkam ponownie na ekran telewizora, czując zalewającą mnie falę satysfakcji. Ten popaprany drań wykorzystywał swoje pieniądze i wpływy przeciwko słabszym od siebie. Od dawna mu się należało.

Ash: Tak.

Nyks: Zajrzyj na forum. Jego ofiara jest tak wdzięczna, że obiecała ci nagrodę.

Uśmiecham się pod nosem, wystukując odpowiedź. Nyks i ja nigdy dotąd się nie spotkaliśmy. Nawet nie wiem, czy faktycznie jest kobietą, bo nigdy wyraźnie tego nie potwierdziła. Zakładam, że to prawda, bo nazwała się jak grecka bogini. Wiem tylko tyle, że założyła w sieci platformę Nemesis, by dać zawiedzionym przez wymiar sprawiedliwości ofiarom przestępstw szansę opowiedzieć swoje historie i poprosić o pomoc.

Każdy z użytkowników platformy może zająć się danym przypadkiem i spróbować przechylić szalę sprawiedliwości, tak jak udało się to mnie. Zdarza się nam ze sobą współpracować, jeśli sprawa jest wyjątkowo złożona. Większość z nas, podobnie jak ja i Nyks, woli pozostać anonimowa, ponieważ metody, którymi się posługujemy, czasami nie są do końca zgodne z prawem. Ale na platformie jest również obecnych sporo prawników i pracowników socjalnych, którzy oferują porady prawne pro bono i wsparcie emocjonalne dla ofiar. Nyks zgadza się na oferowanie nagród finansowych za rozwiązanie spraw, ale nie pozwala oficjalnie nikomu płacić. Jestem przekonany, że to główny powód, dla którego platforma cieszy się aż tak dużą popularnością. Jej założycielka bardzo pilnuje, żeby nikt nie próbował oszukać czy zranić tych, którzy już wystarczająco dużo w życiu wycierpieli.

Ash: Nie chcę od niej nagrody, ale chętnie przyjmę ją od ciebie. Opowiedz mi coś o sobie.

Postukuję stopą, czekając na jej odpowiedź. Cieszę się sławą jednego z najlepszych programistów na świecie, ale chociaż bardzo się staram, nie potrafię dowiedzieć się niczego na temat Nyks. Jej platforma jest tak genialnie zaszyfrowana, że jak dotąd nie zdołałem znaleźć ani jednej luki w jej zabezpieczeniach. Nie ma możliwości, żeby włamać się do systemu Nemesis i dowiedzieć się, kim jest Nyks. Może i jestem dobry w tym, co robię, ale ona jest ode mnie lepsza. O wiele lepsza.

Nyks: Próbuję zapuścić brodę, żeby ją zapleść w warkocz. Jak Roszpunka, kojarzysz? Albo Roszbródka? Nie, to nie brzmi dobrze. Brodzianka. Tak, nazwę się Brodzianką.

Z trudem tłumię uśmiech, kręcąc z rezygnacją głową. Niczego się od niej nie dowiem.

Ash: No pięknie, teraz mnie trochę zmartwiłaś, że może fantazjuję o jakimś zarośniętym świeżaku. Zlituj się, Nyks. Przynajmniej potwierdź, że jesteś kobietą, choćby nawet z brodą.

Zaciskam mocniej palce na komórce, czekając na jej odpowiedź. Nie zdziwiłbym się, gdyby wcale mi nie odpisała, ale mam nadzieję, że tak tego nie zostawi.

Przyjaźnimy się z Nyks od miesięcy, ale dopiero od niedawna lekko z nią flirtuję w wiadomościach. Nie zareagowała na to jak dotąd i nie wiem, czy jest mną niezainteresowana, czy zwyczajnie niedomyślna.

Nyks: Tak, jestem kobietą, Ash. Masz swoją nagrodę.

Uśmiecham się do siebie wpatrzony w ekran telefonu. Ta dziewczyna potrafi zrobić na mnie wrażenie jak dotąd żadna inna, a przecież nawet jej nie znam. Poza tym co to, kurde, za nagroda? I tak się domyślałem, że jest kobietą. A mimo to potrafi sprawić, że szczerzę zęby jak idiota.

– U, la, la! Nie wierzę – dobiega mnie głos Noaha, który bacznie mi się przygląda. – Piszesz z kobietą.

Sztywnieję, podnosząc na niego oczy. Zupełnie zapomniałem, gdzie jestem. Całkiem mi umknęło, że obok mnie siedzi Noah. Ostatnimi czasy właśnie tak działa na mnie Nyks. Nawet nie wiem, jak wygląda, a jednak kompletnie mnie zauroczyła.

– Kto to?

Potrząsam głową.

– Nie wiem, stary. Nie mam pojęcia, kim jest. To skomplikowane.

Noah uśmiecha się i odchyla na kanapie. Wzdycham ciężko, zbierając się na odwagę, żeby opowiedzieć mu o Nyks. Przynajmniej tyle, ile o niej wiem.

Rozdział 2

ARIA

Wstrzymuję oddech i ręką drżącą ze strachu, żeby nic nie zniszczyć, kończę dekorować polewą urodzinowy tort dla Noaha. Chcę, żeby wyglądał perfekcyjnie, ale najwyraźniej boginie polewy jak co roku znów sprzysięgły się przeciwko mnie.

Kiedy jest już po wszystkim, wypuszczam z ulgą wstrzymywane powietrze i cofam się ostrożnie o krok, czując, jak kąciki moich ust unoszą się w uśmiechu. Tort wygląda prawie identycznie jak na zdjęciu, na którym się wzorowałam.

W tym roku zdecydowałam się na motyw medyczny, bo wraz z urodzinami Noaha świętujemy ukończenie jego stażu lekarskiego po kilku latach wytężonej pracy. Zawsze powtarzał, że zostanie lekarzem przed trzydziestką, i tak się stało. Nie powinnam być tym ani trochę zaskoczona, bo mój brat to najbardziej pracowity człowiek, jakiego znam. Przygryzam wargę, z wysiłkiem tłumiąc chęć, by nieco poprawić ulepiony z lukru stetoskop. Jeśli teraz go dotknę, na pewno cały popsuję.

– Wow! Rewelacja! – Głos Brada rozlega się tak nagle, że aż prawie podskakuję i o mało nie zrzucam tortu ze stołu. Odwracam się, ściągając z irytacją brwi. Brad unosi rękę w przepraszającym geście.

– Sorki, laleczko, nie chciałem cię przestraszyć.

Kręcąc głową, kładę dłoń na piersiach i czuję, jak mocno bije mi serce. Brad podchodzi bliżej, obejmuje mnie wpół i przyciąga do pocałunku. Wtulam się w niego i rozluźniam, a kiedy się odsuwa, na moje usta mimowolnie wypływa uśmiech.

– Jak ci minął dzień? – szepcze. – Musiałaś spędzić nad tym tortem parę godzin.

Zerkam na swoje dzieło i uśmiecham się do siebie z satysfakcją. Faktycznie, ładnych parę godzin. Wzięłam w pracy pół dnia urlopu, żeby go przygotować, ale było warto. Już sobie wyobrażam, jak Noah się ucieszy na jego widok. Przez ostatnie dwanaście lat co roku piekę dla niego tort na urodziny i wiem, jak bardzo na niego czeka.

– Dobrze – odpowiadam, niechętnie odrywając wzrok od tortu. – A co u ciebie? Jak poszła prezentacja?

Brad z zadowoleniem zaciska mocniej ręce wokół mojej talii.

– Bardzo dobrze. Rany, laleczko, gdybyś mi nie pomogła pozbyć się tamtych ostatnich błędów w systemie, wyszedłbym dziś na durnia. Klient poprosił o wprowadzenie kilku końcowych poprawek, ale ogólnie wyszło bardzo w porządku. Pokażę ci później, jakich zmian sobie zażyczył. Nie mogę się już doczekać, co tym razem wymyśli twoja genialna główka. – Wzdycha z zadowoleniem i cmoka mnie w czoło. – Jesteś niesamowita, wiesz o tym, prawda? Nie rozumiem, co ty robisz w dziale sprzedaży. Sprzedawać oprogramowanie to nie to samo, co je tworzyć.

Uśmiech schodzi mi z twarzy i odsuwam się od Brada. Wie równie dobrze jak ja, że firma ciągle odrzuca moje wnioski o zmianę działu.

– Już niedługo – oświadczam, chwytając się tych słów resztkami nadziei, które mi jeszcze pozostały.

Odwracam się ze ściśniętym sercem i na krótką chwilę ogarnia mnie przygnębienie. Zawsze marzyłam o takiej pracy, jaką ma Brad. Tworzyć programy, które mogą kształtować przyszłość… Właśnie to chciałabym robić w życiu.

Zatopiona w myślach pakuję tort do pudełka. Czuję na sobie spojrzenie Brada, ale na szczęście się nie odzywa. Nie mam siły odpowiadać na jego słowa zachęty, choć wiem, że ma dobre intencje.

Tak jak on zrobiłam dyplom z programowania, ale chociaż staram się, jak mogę, żeby zmienić stanowisko, ciągle słyszę, że jestem bardziej potrzebna w dziale sprzedaży. Podobno „przystępna” kobieta, która naprawdę rozumie zawiłości techniczne naszych produktów, to rzadkość. Na dodatek to wcale nie jest kłamstwo, niestety. Jestem jedną z nielicznych dziewczyn zatrudnionych w naszej firmie, a jedyna babka w dziale programowania jest tak zamknięta w sobie, że nie zamieniłam z nią dotąd więcej niż dwa słowa.

Najchętniej zmieniłabym firmę, ale teraz już na to za późno. Zbyt długo pracuję w sprzedaży. Nie mam doświadczenia jako programistka i czy mi się to podoba, czy nie, bycie kobietą niestety nie działa na moją korzyść. Gdybym mogła cofnąć czas, nigdy nie podjęłabym pracy w sprzedaży zaraz po studiach. Byłam głupia, sądząc, że najważniejsze to zaczepić się gdziekolwiek w firmie informatycznej, że wystarczy tylko się do niej dostać. To nie jest takie proste.

Te myśli nadal nie dają mi spokoju, kiedy docieramy do domu brata, mimo że staram się z nich otrząsnąć. To głupie, wiem, ale nic na to nie poradzę. Im więcej mija czasu, tym silniejsze mam poczucie, że moje marzenia stają się coraz bardziej nierealne.

– Wszystko w porządku? – pyta Brad, gdy stajemy przed drzwiami. – Nie chciałem cię zdenerwować.

Odwracam ku niemu głowę i wpatruję w jego jasnozielone oczy i zatroskany wyraz twarzy. Potem potrząsam głową, zmuszając się do uśmiechu.

– W jak najlepszym – zapewniam go i dokładnie w tym samym momencie otwierają się drzwi.

– Aria! – woła rozpromieniony Noah, a w jego głosie słychać radosne podniecenie. Wtedy momentalnie ulatnia się każde moje zmartwienie, każdy żal, każdy cień smutku. – Dawaj tort!

Śmieję się, kiedy z szeroko otwartymi oczami odbiera ode mnie pudełko. Jego radość jest wręcz namacalna, od razu robi mi się cieplej na sercu. I to jest to. Właśnie z tego powodu chce mi się ślęczeć przez długie godziny nad tortem, który zostanie pochłonięty w kilkanaście minut.

– Też się cieszę, że cię widzę – mówię z udawanym niesmakiem. – A tak swoją drogą to wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.

Noah mruczy pod nosem jakieś podziękowanie, nie spuszczając wzroku z pudełka z tortem. Niesie je do kuchni z takim pietyzmem, że nie mogę się powstrzymać od uśmiechu. Zareagował dokładnie tak, jak się spodziewałam. Kiedy byliśmy dziećmi, mama sama piekła nam torty urodzinowe, co roku z innym motywem. Za każdym razem udawało się jej zaskoczyć nas czymś wyjątkowym, zależnie od tego, czym akurat się interesowaliśmy w danym wieku. To zawsze był żelazny punkt naszych urodzin.

Kiedy straciliśmy rodziców, urodziny stały się okazją raczej do wspomnień niż prawdziwego świętowania, jakiego chcieliby dla swoich dzieci. Było mi z tym ciężko, ale Noah znosił to jeszcze gorzej. Kiedy miałam czternaście lat, nie mogłam już dłużej patrzeć, jaki jest przygnębiony w swoje urodziny, i postanowiłam upiec dla niego tort. Wyszedł prawie niejadalny, ale kiedy Noah go zobaczył, w jego oczach pojawił się ten sam entuzjazm, który widywałam w nich dawniej. Od tamtego czasu co roku robię dla niego tort urodzinowy i to jedna z moich ulubionych rodzinnych tradycji.

Noah przyciska kurczowo pudełko z tortem do piersi i idzie z nim tak ostrożnie, że nie mogę się nie roześmiać. Kiedy znika mi z oczu, niosąc swój cenny prezent do kuchni, zerkam na Brada, spodziewając się, że podziela moje rozbawienie, ale zamiast tego dostrzegam, że jest rozzłoszczony. Unoszę pytająco brwi, a on zaciska zęby.

– Zawsze tak robi – mówi Brad z błyskiem gniewu w oczach. – W ogóle mnie nie zauważa. Stałem obok, ale przywitał się tylko z tobą. Nie znosi mnie, to oczywiste. Nie wiem, czym sobie zasłużyłem, żeby tak mną pomiatać. Mogłem sobie darować i w ogóle tu nie przychodzić. Wątpię, żeby Noah się przejął, że mnie nie ma.

Przystaję w przedpokoju i dotykam dłonią ramienia Brada.

– Nie miał nic złego na myśli – zapewniam go delikatnym głosem. – Tylko się cieszy, że upiekłam mu tort. To… taka nasza tradycja. I ta tradycja to dla nas świętość.

Brad odwraca wzrok i głośno wzdycha, żeby dać mi do zrozumienia, jak bardzo jest poirytowany.

– Aha, czyli nawet nie zaprzeczasz, że mnie nie znosi, co?

Wzdycham zrezygnowana, że kolejny raz musimy przez to przechodzić. Od początku wbił sobie do głowy, że Noah go nie cierpi, choć mój brat nie zrobił niczego, żeby Brad miał powody tak myśleć. Kiedy go wypytuję, skąd to poczucie, nie potrafi podać mi konkretnych przykładów, a ja nie mam pojęcia, co na to poradzić.

– Już tyle razy ci mówiłam, że Noah nic do ciebie nie ma – tłumaczę mu przyciszonym głosem. – Nie zaprosiłby cię dzisiaj, gdyby było inaczej.

Chyba jednak wiem, skąd biorą się uprzedzenia Brada. Noah nie okazuje wylewnie uczuć i zwykle zajmuje mu trochę czasu, zanim przekona się do obcych, a właśnie za kogoś takiego uważa Brada. Przed nim nie przyprowadzałam do domu żadnego faceta. Na dodatek Noah jest wiecznie zajęty, więc nie miał jak dotąd szansy lepiej poznać Brada i się przekonać, jak zmieniła się dynamika w naszej rodzinie, odkąd pojawił się w niej mój chłopak. Noah nie lubi zmian, a pojawienie się Brada to największa rewolucja w naszym życiu od lat… Odkąd straciliśmy rodziców.

Wzdycham i wspinam się na palce, żeby pocałować Brada i spróbować w ten sposób na chwilę złagodzić jego obawy. Ale on, ku mojemu zdumieniu, cofa się o krok i robi wielkie oczy.

Mrugam kilka razy z zaskoczenia, a potem podążam za jego wzrokiem i napotykam spojrzenie chmurnych ciemnobrązowych oczu, które znam aż za dobrze.

– Grayson – szepczę.

Rozdział 3

GRAYSON

Oparty o framugę drzwi mierzę wzrokiem Arię i towarzyszącego jej faceta. Włożyła dziś absurdalnie wysokie szpilki, dzięki którym prawie dorównuje mu wzrostem. Jej długie, ciemne włosy opadają falami na plecy, a niesamowite, czekoladowej barwy oczy błyszczą jak gwiazdy.

Widzę, jak rzednie jej mina po jego słowach, ale splatam ręce na piersi i zmuszam się do pozostania w miejscu. Aria zawsze się uśmiecha. Znam tę dziewczynę i wiem, że będzie to robić nawet przez łzy i nie da po sobie poznać, że dusi w środku ból. To jedna z najsilniejszych kobiet, jakie znam, więc kim, do cholery, jest ten dupek, przez którego tak nagle posmutniała?!

Przyglądam się, jak kładzie dłonie na jego ramionach i spogląda mu w oczy. Mówi coś tak cichym głosem, że nie rozróżniam słów, ale z jej miny domyślam się, że stara się go uspokoić. Jakby chciała go ugłaskać, więc musieli się o coś pokłócić. Nie podoba mi się błysk gniewu w jego oczach, kiedy Aria próbuje przemówić mu do rozumu. W ich wymianie zdań jest coś, czego nie mogę ścierpieć. Aria wspina się na palce, jakby zamierzała go pocałować, a ja na ten widok cały się spinam. Zanim dosięga wargami jego ust, jej facet dostrzega mnie stojącego w przedpokoju. Cofa się pośpiesznie o krok, otwierając szerzej oczy, w których pojawia się błysk świadczący o tym, że mnie rozpoznał.

Aria podąża za jego wzrokiem i gdy napotyka mnie spojrzeniem, kąciki jej ust unoszą się doskonale mi znanym uśmiechu.

– Grayson – szepcze.

Potem rusza w moją stronę, stukając obcasami na drewnianej podłodze. Zatrzymuje się tuż przede mną i dopiero wtedy widać, że czubkiem głowy ledwo sięga mi do ramienia.

– Aria – odzywam się prawie szeptem. Za każdym razem, gdy wymawiam jej imię, odnoszę wrażenie, jakbym miał na ustach grzech.

Przechyla głowę na bok i się rozpromienia, spoglądając na mnie błyszczącymi oczami. Wtedy oddycham z ulgą, bo to Aria, jaką znam – zawsze miała w spojrzeniu coś szelmowskiego.

– Nie wiedziałam, że tu będziesz – dziwi się swoim jak zawsze uroczym głosem.

Kiwam głową w odpowiedzi, na co ona jeszcze bardziej się rozpromienia.

– Jak zawsze niesamowicie elokwentny – dodaje z rozbawieniem w oczach. – Miło cię widzieć. Noah chyba nigdy się nie przyzwyczai, że nie ma cię blisko na co dzień.

Minęło pięć lat, odkąd przeprowadziłem się do Kalifornii, ale sam nie wiem, czy kiedyś do tego przywyknę. Na czas studiów Miami stało się dla mnie drugim domem i z różnych względów nadal tak o nim myślę. W końcu tutaj mieszkają Noah i Aria.

Cały sztywnieję, gdy Brad obejmuje Arię ramieniem w talii, i zerkam na niego ukradkiem, próbując ocenić faceta, który, jak wiele wskazuje, skradł jej serce. Co ona w nim widzi? Chyba decydujące znaczenie ma jego charakter, bo Aria raczej nie gustuje w tego typu mężczyznach. Jego włosy sprawiają wrażenie o wiele bardziej wypielęgnowanych niż jej własne, a zęby są absurdalnie białe. Wygląda tak nienaturalnie, że aż mnie odrzuca.

– Kochanie, nie przedstawisz nas sobie? – pyta głosem, w którym nie ma już śladu niedawnej irytacji.

Arii jaśnieje twarz i to mnie z miejsca złości. Nie mogę patrzeć, jak się przy nim rozpromienia.

– Grayson, poznaj mojego chłopaka, Brada.

Brad wyciąga do mnie rękę, a ja opuszczam oczy i mam wielką ochotę zostawić ją w powietrzu. Unoszę jednak rękę i ściskam mu dłoń o wiele mocniej, niż to konieczne. Brad cofa się i wsuwa rękę do kieszeni, starając się stłumić grymas bólu.

– Miło cię poznać, Graysonie.

Ton jego głosu z miejsca działa mi na nerwy. Widzę w jego oczach gorliwość i dostrzegam charakterystyczny irytujący uśmieszek. Znam ten typ ludzi i ich nie cierpię. Śliski typek. Co Aria w nim widzi?

Taksuję go wzrokiem, notując w pamięci mocno, zbyt mocno obcisłą koszulę i kretyńską fryzurę. Musiał na nią zużyć tonę żelu. Ciekawe, czy jego włosy ugięłyby się choć odrobinę, gdybym położył mu na głowie piłkę tenisową? Szczerze wątpię. Pewnie przykleiłaby się do nich, zamiast sturlać się w dół.

Brad odwraca głowę ku Arii i przytula ją mocnej.

– Kochanie, nigdy mi nie mówiłaś, że znasz Graysona Callahana.

Wypowiada te słowa sztucznie podekscytowanym tonem, który niesamowicie mnie drażni. Aria uśmiecha się z przymusem i ucieka wzrokiem w bok, jakby znajomość ze mną była dla niej krępująca.

– To najlepszy kumpel mojego brata – wyjaśnia cicho.

Najlepszy kumpel brata, serio? Owszem, to prawda, ale do tej pory zawsze uznawała mnie również za swojego przyjaciela i traktowała jak członka rodziny.

Brad spogląda na nią z wysoko uniesionymi brwiami.

– Prezes jednego z największych koncernów programistycznych na świecie przyjaźni się z twoim bratem, a ty pracujesz w jakiejś małej firemce?

Aria udaje, że go nie słyszy, i przechodzi do jadalni, gdzie Noah ustawił już na honorowym miejscu swój tort urodzinowy.

Obserwuję z daleka, jak Aria przywołuje na twarz swój zwyczajowy promienny uśmiech, ale nie zwiedzie nim ani Noaha, ani mnie. Jej brat spogląda na mnie z uniesionymi brwiami, a ja w odpowiedzi tylko nieznacznie potrząsam głową.

Brad idzie za nią, a potem bezceremonialne zagląda jej prosto w twarz. Złości mnie, że tak natrętnie domaga się od niej odpowiedzi.

– Nie każdy się nadaje do pracy w Aequitas – odzywa się w końcu Aria spokojnym tonem. – Poza tym nie pracuję jako programistka. Nie mam wymaganego doświadczenia. Dobrze o tym wiesz.

Aria siada przy stole z chmurną miną i zaczyna nerwowo poprawiać ułożone na nim talerze i sztućce. Brad zajmuje miejsce obok niej i opiera rękę na oparciu jej krzesła, a ja niechętnie odwracam od nich wzrok. Co za niedomyślny kretyn! Zupełnie jakby wcale nie zdawał sobie sprawy, że jego dziewczyna jest nie w humorze.

Noah chrząka z zakłopotaniem i posyła mi uśmiech.

– Aria i Brad razem pracują – wyjaśnia, przerywając niezręczną ciszę. – W małej firmie, która specjalizuje się głównie w programach do komunikacji. Wiadomo, że nie może się równać z twoją, ale chyba macie podobny profil działalności.

Spoglądam na Arię i serce mi się kraje na widok jej zbolałej miny. Nie wiem, o co w tym wszystkim chodzi, ale wyraźnie widzę, że jej przygnębienie ma związek z pracą, a Brad tylko rozdrapuje jej rany.

– Ty tak – mówię, na co Aria podnosi głowę i posyła mi pytające spojrzenie. – Nadajesz się do pracy w Aequitas.

Mruga kilkakrotnie, a jej policzki lekko różowieją. Udało mi się wytrącić ją z równowagi. Domyślam się po tym, jak otwiera szerzej oczy i lekko rozchyla wargi, jakby chciała coś powiedzieć, ale nie wie co.

– Masz dyplom z informatyki, tak?

Potwierdza, kiwając powoli głową.

– Robiłam specjalizację z programowania.

Spogląda mi przeciągle w oczy, ale nie potrafię odgadnąć, co kryje się w jej spojrzeniu. Czyżby podziw? Przelatuje mi przez głowę, że może to ja ją zainspirowałem, że poszła w moje ślady, ale zaraz potrząsam głową i uśmiecham się do siebie. Oczywiście, że nie.

– Zawsze będziesz mile widziana w mojej firmie, Ario.

Wbija wzrok w swój talerz, oblewając się rumieńcem. Sprawia wrażenie, jakby nie wiedziała, co powiedzieć, a ja uwielbiam tę jej zakłopotaną minę. Rzadko kiedy brakuje jej słów, a jednak zdołałem sprawić, że zaniemówiła. I to z powodu czegoś tak oczywistego. Przecież to jasne, że zawsze będzie dla niej miejsce u mojego boku. Noah prostuje się na krześle i szczerzy zęby, wyraźnie podekscytowany.

– Doskonały pomysł – zwraca się do Arii. – Powinnaś się nad tym zastanowić. Nie znam lepszej firmy, szczególnie dla kogoś o twojej specjalizacji.

Brad potwierdza.

– Zgadzam się – mówi, spoglądając mi w oczy. – Bardzo chciałbym u ciebie pracować. Masz przy sobie wizytówkę? Może zdzwonilibyśmy się kiedyś w przyszłym tygodniu?

Podnoszę kieliszek z winem do ust i pociągam łyk, a potem odstawiam go na stół, z całych sił starając się stłumić irytację.

– Ty nie.

Brad mruga pośpiesznie, wyraźnie skonsternowany, a Noah ledwo tłumi uśmiech.

– Przepraszam za jego bezpośredniość – mówi wcale nie przepraszającym tonem. – Gray chciał powiedzieć, że jego propozycja dotyczy tylko Arii.

Potrząsam głową. Noah robi to od zawsze: tłumaczy moje oszczędne słowa na pełne zdania. Nigdy nie rozumiałem dlaczego – przecież zawsze wyrażam się jasno. Po prostu nie widzę powodu, dla którego miałbym marnować słowa, skoro i tak nie zostaną wysłuchane.

Aria rzuca mi spojrzenie, od którego robi mi się dziwnie na sercu. Ma w oczach tyle nadziei, jakby wizja pracy w mojej firmie faktycznie bardzo dużo dla niej znaczyła. Ciekawe, czy kiedyś starała się u nas o pracę… Cholera! A co, jeśli tak było i nie została przyjęta? Powinienem był uczulić moich ludzi na jej nazwisko.

Noah odchrząkuje i prostuje się na krześle.

– Może pokroimy w końcu tort – proponuje z uśmiechem. – Czekałem na to cały dzień.

Widzę, jak odwraca głowę ku ustawionym nad kominkiem fotografiom, i spodziewam się, że zaraz wstanie, zdejmie jedno ze zdjęć rodziców i postawi je między nami na stole. Aria i Noah mają swoją rodzinną tradycję wspominania rodziców podczas ważnych okazji. Robią tak od lat, dlatego jestem mocno zdziwiony, kiedy Noah odwraca wzrok od fotografii. Potem zerka na Brada i sięga po nóż do krojenia tortu.

– Czekaj chwilę – proszę, podnosząc się z krzesła. Podchodzę do kominka i zdejmuję z półki jedną z ramek, a potem ostrożnie zanoszę ją na stół. Noah spogląda na mnie z tak wielką wdzięcznością w oczach, aż przychodzi mi do głowy, że być może zrezygnował z ich wieloletniej rodzinnej tradycji ze względu na Brada. Przepraszam, to jakiś żart?

Napotykam spojrzenie Arii, ale nie potrafię odgadnąć, co wyraża jej mina. Coś na kształt bezsilności przemieszanej z wdzięcznością? Zrywa się z krzesła, żeby odśpiewać Noahowi Sto lat, a ja zajmuję swoje miejsce za stołem i podnoszę na nią oczy. Jej głos jak zawsze zapiera mi dech, równie piękny i uroczy jak ona sama.

Niechętnie odrywam od niej wzrok i spoglądam na tort, który upiekła dla Noaha. Widać wyraźnie, że w tym roku włożyła mnóstwo wysiłku w jego dekorację, i kiedy to sobie uświadamiam, nie mogę się oprzeć zazdrości. Jak to jest mieć kogoś, komu tak na tobie zależy… Kto własnoręcznie upiecze dla ciebie tort urodzinowy… Jakie to uczucie?

Przenoszę spojrzenie na Brada i wbrew sobie natychmiast cały się spinam. Lepiej, żeby doceniał Arię i traktował ją jak królową, bo nikt bardziej na to nie zasługuje niż ona. Niszczyłem już znacznie ważniejszych i wpływowych ludzi i nie zawaham się zrobić z nim tego samego, gdyby kiedykolwiek ją zranił. Mam nadzieję, że nigdy się do tego nie posunie, dla własnego dobra.

Rozdział 4

ARIA

– Jest jeszcze bardziej zasadniczy, niż sobie wyobrażałem. Przeczytałem tyle artykułów na jego temat… Wiedziałaś, że to mój idol, i nie przyszło ci do głowy wspomnieć, że znasz go osobiście? – mówi Brad, strzelając słowami jak serią z karabinu. – Jest małomówny, ale władczy, i jeszcze wyższy i szerszy w barkach, niż wygląda na zdjęciach. Jakim cudem taki facet w ogóle znajduje czas, żeby ćwiczyć? Nie sądzisz, że wszyscy ludzie sukcesu są tacy? Dbają o zdrowie na wszelkie sposoby, o wiele bardziej niż my.

Od wczorajszego wieczoru Brad bez ustanku nawija o Graysonie i chociaż powinno mi być z tego powodu miło, czuję się jakoś niezręcznie. Nie wiem właściwie dlaczego, ale tak jest.

Być może chodzi o to, że zawsze troszczyłam się o Graya, a przecież wiem, że Brad chce wykorzystać naszą znajomość do własnych celów. Traktuję Graya w taki sam sposób jak Noaha, a żaden z nich ewidentnie nie zdaje sobie sprawy ze swojej wyjątkowości. Noaha bez przerwy ktoś męczy o darmową poradę lekarską czy receptę, chociaż on i tak już ledwo znajduje czas na sen. Z kolei koło Graya ludzie kręcą się wiecznie, bo ma pieniądze i znajomości. Nie chcę być kolejną osobą, która mu się narzuca, tym bardziej że jako przyjaciółka powinnam go wspierać.

Zarówno Noah, jak i Gray sprawiają wrażenie zasadniczych, ale obaj mają złote serce. Nie potrafią odmówić, kiedy ktoś prosi o pomoc, bo doskonale wiedzą, jak to jest wpaść w tarapaty i nie mieć za co żyć.

Słyszę wibracje komórki, więc spoglądam na ekran i z zadowoleniem stwierdzam, że to powiadomienie z apki Nemesis. Zerkam ukradkiem na Brada, ale jest pochłonięty swoją tyradą na temat Graysona i wcale nie zwraca uwagi, że prawie go nie słucham.

Ash: Udało ci się zapleść tę twoją brodę? Puść fotki.

Tłumię uśmiech, rozbawiona nieustannymi podchodami Asha, żeby się dowiedzieć, kim jestem. Nigdy się nie spotkaliśmy, ale od jakiegoś czasu uważam go za przyjaciela.

Nyks: Zaplotłam ją w warkocz francuski. Pięknie wygląda.

Ash: Okej, Brodarello. Widziałaś nową sprawę, która właśnie wypłynęła? Daję nam maksymalnie tydzień. Założysz się?

Klikam na ikonę aktualnych spraw i widzę nowe zapytanie. Apelacja od wyroku śmierci. Serce zamiera mi na samą myśl, że ktoś mógłby stracić życie ukarany za zbrodnię, której nie popełnił. Jak czytam, osoba ta została skazana za morderstwo jedynie na podstawie zeznania świadka.

Nyks: Nie będzie łatwo, ale ja obstawiam pięć dni. Musimy szybko brać się do pracy.

Ash: O co się zakładamy?

Nyks: O przysługę.

Ash: Przysługa od wybitnej Nyks? Wchodzę w to.

– Aria? – pyta Brad, wyrywając mnie z zamyślenia. Wygląda na rozdrażnionego, więc uśmiecham się do niego z zawstydzeniem i odkładam telefon. – Myślisz, że mogłabyś mi załatwić u niego rozmowę o pracę? – dodaje, obejmując mnie rękami w talii.

Przyciąga mnie bliżej, aż nasze ciała ciasno do siebie przylegają.

– Proszę, kochanie – szepcze, pochylając usta do moich warg. Wzdycham z przyjemności, a moje serce drży jak nigdy dotąd. Kiedy całuje mnie w taki sposób, zupełnie przestaję myśleć. Doznania, jakie wywołuje we mnie Brad… Nigdy wcześniej czegoś podobnego nie czułam. Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek będę miała choćby jedną z tych rzeczy: normalne życie, chłopaka, dobrze płatną pracę.

Brad cofa głowę i spogląda na mnie błagalnym wzrokiem.

– Czy nie byłoby cudownie, gdybyśmy oboje pracowali w Aequitas? Wiem, że nie jesteś zadowolona z obecnej pracy. To dla nas idealne rozwiązanie. Nowy start w życiu.

Na te słowa sztywnieję i czując, jak mocno bije mi serce, ostrożnie pozwalam sobie na odrobinę nadziei.

– Moglibyśmy razem przeprowadzić się do Kalifornii – szepczę z głową wypełnioną myślami o tym, co teraz jest dla mnie nieosiągalne. O pracy, w której wreszcie robiłabym to, co naprawdę kocham, o ludziach, którzy mogliby mnie zmotywować i nauczyć więcej, niż jestem w stanie zrobić sama… A przede wszystkim o tym, że mogłabym pracować razem z Bradem.

Brad kiwa potakująco głową.

– No właśnie. Najwyższa pora pomyśleć o naszej przyszłości. Nie możemy zostać tu na zawsze. Jeśli chcemy do czegoś dojść, musimy się przenieść do Doliny Krzemowej.

Nasza przyszłość… Podoba mi się, jak to brzmi. Jesteśmy razem od roku i bardzo mnie cieszy, że najwyraźniej mamy podobne zapatrywania na nasze wspólne życie. Brad wie, że od dwóch lat próbuję zmienić pracę, ale nic nie mogę znaleźć, bo brakuje mi wymaganego doświadczenia. Chciałabym piąć się wyżej po szczeblach kariery, a nie da się ukryć, że praca u Graysona to spełnienie moich marzeń.

– Dobrze – szepczę. – Kiedy Gray przyjeżdża do nas z wizytą, zawsze zostaje u mojego brata na cały tydzień, żeby trochę z nim pobyć. Powinien tu zostać jeszcze przez parę dni.

Brad uśmiecha się promiennie.

– Myślisz, że zgodziłby się zjeść z nami kolację?

Potwierdzam. Gray ani razu mi nie odmówił, kiedy zapraszałam go na kolację. Podobnie jak na Noaha zawsze mogłam na niego liczyć, i w drobnych, i w ważnych sprawach.

Brad wręcza mi pośpiesznie komórkę, a ja kręcę głową z niedowierzaniem i przeglądam listę kontaktów, rozbawiona jego podekscytowaniem.

Jestem dziwnie nerwowa, kiedy podnoszę telefon do ucha. Gray nigdy mnie nie zawiódł, kiedy o coś go prosiłam, a jednak czuję się z tym… źle. Nie uśmiecha mi się go do nas zapraszać, skoro nie mam czystych intencji. Nie chcę być kolejną osobą, która próbuje go wykorzystać. Przygryzam wargę zła na samą siebie. Już prawie się rozmyślam i postanawiam, że jednak tego nie zrobię, gdy Gray odbiera telefon.

– Aria – odzywa się głębokim głosem, jak zwykle nieśpiesznym tonem. Sposób, w jaki wymawia moje imię, zawsze wydawał mi się wyjątkowy, a wręcz intymny.

– Gray – szepczę, a potem odchrząkuję. – Cześć.

Parska w słuchawce, a ja czuję rozlewające się po policzkach ciepło. Brad wpatruje się we mnie z miną, w której dostrzegam lekkie zniecierpliwienie.

– Cześć – odpowiada Grayson.

Śmieję się nerwowo, potrząsając głową. Cały Gray. Mój Gray. Ten sam, którego znam od lat i który traktuje mnie jak młodszą siostrę. Noah zawsze mi powtarzał, że my troje jesteśmy jak rodzina i że razem z Grayem zawsze będą mnie wspierać. Dlatego nie powinnam aż tak bardzo się stresować, prosząc go o niewielką przysługę.

– Ja… ekhm… – Plącze mi się język. – Czy… Noah późno dziś wraca? Ostatnio zawsze tak jest, wiesz? Orzą nim jak wołem. Pewnie jesteś sam w domu, co? To chyba niezbyt przyjemne. A może nie? Może lubisz samotność? Nie wiem. Tylko co ty będziesz jadł? Masz tam coś do jedzenia?

Zaciskam powieki z rezygnacją. To by było na tyle, jeśli chodzi o prośbę o przysługę. Wszystko zepsułam. Grayson wybucha śmiechem, a Brad spogląda na mnie z uniesionymi brwiami i skonsternowaną miną.

– Czego tak naprawdę ode mnie chcesz, Aria? – pyta Gray kpiącym tonem.

Wzdycham ciężko, potrząsając głową.

– Przejrzałeś mnie, co?

– Zawsze gadasz bez ładu i składu, kiedy się denerwujesz, Ari. Więc albo coś się stało, albo czegoś chcesz. Które z tych dwóch?

Kiedy słyszę w jego ustach moje zdrobniałe imię, robi mi się ciepło na sercu i od razu się rozluźniam.

– No dobra, masz rację – przyznaję. – Chodzi o kolację. Nie masz w domu nic do jedzenia, prawda?

Gray waha się przez chwilę z odpowiedzią.

– Nie mam. A co?

– Może zjadłbyś dziś ze mną? Kolacja… ty i ja?

Zerkam na Brada, zaciskając usta, i waham się przez chwilę speszona.

– l Brad – dodaję cichym głosem.

Gray milczy, a ja przełykam ciężko ślinę, czekając na odpowiedź. Serce podchodzi mi do gardła i przez chwilę jestem prawie pewna, że odmówi. W zasadzie mam taką cichą nadzieję. Dzięki temu miałabym trochę mniejsze wyrzuty sumienia.

– To twój pomysł czy jego?

Jak… jak się domyślił?

– Gray, przecież zawsze się spotykamy i spędzamy ze sobą czas, kiedy przyjeżdżasz z wizytą. Teraz nie chcesz?

Wzdycha, a mnie ściska w żołądku z poczucia winy.

– Wykręcasz się od odpowiedzi, Aria. To twój pomysł?

– Ja… Nie, Gray.

– A zależy ci, żebym z wami zjadł kolację?

Waham się z odpowiedzią. Z jednej strony mam ochotę zaprzeczyć. Nie chcę, żeby Gray robił cokolwiek na siłę, a wiem, że przyjdzie do nas, jeśli go o to poproszę. Przyjdzie, ale wątpię, żeby był z tego powodu zadowolony. Spoglądam na Brada i widząc malującą się w jego oczach nadzieję, daję za wygraną. Kolacja z Grayem może odmienić nasze życie. Zdobędę wymarzoną pracę i Brad przeprowadzi się ze mną do Kalifornii. Zatrudnienie w firmie Graya będzie sporym awansem również i dla niego.

– Tak, Gray – odpowiadam głosem niewiele mocniejszym od szeptu.

Wzdycha i przez chwilę milczy.

– Ugotujesz coś dla mnie?

– Zrobię twoje ulubione danie.

– Nadal pamiętasz, co to?

Uśmiecham się. Jak mogłabym zapomnieć?

– Jasne, Gray.

– Hm… Przynajmniej nakarmisz mnie domowym jedzeniem, kiedy twój chłopak będzie mnie karmił głodnymi kawałkami. Zgoda. Widzimy się o siódmej?

Z trudem powstrzymuję uśmiech.

– Tak, do zobaczenia o siódmej, Gray.

Brad wyrzuca pięść w powietrze i mówi bezgłośnie „tak”, a ja się rozłączam. Powinnam być zadowolona, że Gray się zgodził, ale z jakiegoś powodu wolałabym, żeby było inaczej.

Rozdział 5

GRAYSON

Przystaję przed drzwiami mieszkania Arii niezbyt zachwycony perspektywą kolacji, przez którą muszę jakoś przebrnąć. Chociaż minęło już tyle lat, nadal nie jestem w stanie niczego jej odmówić. Nie jest już nastolatką jak w czasach, gdy się poznaliśmy, ale i tak zrobiłbym wszystko, czego tylko sobie zażyczy. Nawet jeśli to oznacza, że będę musiał przez cały wieczór wysłuchiwać, jak Pan Śliski włazi mi tyłek.

Biorę głęboki oddech i podnoszę rękę, żeby zapukać. Sekundę potem drzwi się otwierają i sam już nie wiem, czy bawi mnie, czy jednak drażni widok stojącego w progu Brada. Zerkam na jego fryzurę, walcząc ze sobą, żeby się nie skrzywić. Jak, no jak on to robi, że jego włosy tak wyglądają? Naprawdę nie żartuję. Co on w nie wciera?

– Grayson, przyjacielu – odzywa się i robi krok w moją stronę. Cofam się odruchowo. Co, do cholery, zamierza zrobić? Uściskać mnie? Przecież prawie w ogóle faceta nie znam.

Bradowi rzednie mina, prostuje się niezgrabnie i otwiera szerzej drzwi.

– Proszę, wejdź.

Kiwam głową na powitanie i wchodzę do środka, notując w pamięci każdy szczegół wnętrza. Mieszkanie jest ciasne i stare, ale ma w sobie to coś. Na każdym kroku widać tu rękę Arii. Królują w nim kolory, dużo kolorów, które udało się jej umiejętnie połączyć. Podczas gdy u mnie wszystko jest czarno-białe, Aria preferuje to, co pomiędzy. Zawsze taka była.

– Ekhm, pewnie nie jesteś przyzwyczajony do takich dziupli jak ta – stwierdza Brad. – Mówiłem Arii, że powinniśmy zjeść na mieście, ale się uparła. Przepraszam. Obawiam się, że będziesz musiał jakoś ścierpieć gotowanie Arii.

Zaciskam zęby. Co to, do cholery, ma znaczyć? Czy ten facet nie wie, jakie ma szczęście, że ona dla niego gotuje? Poświęca mu czas i się dla niego stara, wkłada uczucie i troskę w każdy posiłek? I że to dla niego zaszczyt, że może jeść to, co mu poda na stół? Pieprzony dupek.

– Nalegałem.

Brad mruga kilkakrotnie wyraźnie skonsternowany, a ja ciężko wzdycham. No jasne, ten cymbał nie jest w stanie zrozumieć najprostszego zdania.

Zalewa mnie fala ulgi, kiedy do moich uszu dobiega śmiech Arii. Odwracam się i widzę, że stoi w drzwiach kuchni przepasana fartuchem, z włosami spiętymi niedbale w kok i bosymi stopami. Wygląda uroczo, a w jej oczach pojawia się ten charakterystyczny dla niej błysk – szelmowski i prowokacyjny.

– Gray – upomina mnie karcącym tonem – pełnymi zdaniami proszę.

Potem rusza w moją stronę, a ja wyciągam do niej rękę. Kiedy wpada w moje objęcia, unoszę ją nad podłogę jedną ręką, przyciskając do swego boku. Jest bardzo drobna, co zawsze diabelnie mi się w niej podobało. Aria chichocze, kiedy stawiam ją z powrotem na podłodze, a jej śmiech momentalnie mnie rozluźnia. Łagodzi rozdrażnienie, jakie ogarnęło mnie na widok Pana Śliskiego.

– Gray chciał powiedzieć, że nalegał, żebym sama coś dla niego przyrządziła – wyjaśnia Aria, a ja tylko potrząsam głową. Ciągle traktuje mnie, jakbym nie umiał mówić, ale to nieprawda. Mówię, ale nie do ludzi, którzy marnują mój czas. Z Arią i Noahem potrafię rozmawiać normalnie.

Brad kiwa głową z pełną rezerwy miną. Ma w sobie coś, co mi się wybitnie nie podoba, i nie chodzi tylko o tę jego kretyńską fryzurę. Powinienem był posłuchać tego, co podpowiada mi intuicja, i włamać mu się do telefonu. W końcu jego system operacyjny prawie na bank został stworzony przez moją firmę. Ale go nie zhakowałem, bo Aria nigdy by mi tego nie wybaczyła, gdyby się dowiedziała, a poza tym nie chcę w ten sposób naruszać jej prywatności.

Aria ciągnie mnie za rękaw i prowadzi do stołu, na którym czeka już na mnie smakowity posiłek.

– Tadam! – woła rozpromieniona, wskazując na talerz. Jej oczy emanują ciepłem, a na wargach błąka się porozumiewawczy uśmiech.

Brad robi przerażoną minę i zaciskając szczęki, odwraca się do Arii.

– Kochanie – cedzi przez zęby – podałaś na kolację jajecznicę? Jako główne danie?

Poklepuję Arię po czubku głowy, a potem zsuwam dłoń po jej szyi i zatrzymuję ją na ramieniu.

– Dzięki, Ari – mówię zadowolony.

Ale ona wcale nie patrzy na mnie, lecz spogląda na Brada ze smutkiem przemieszanym ze wstydem. Przyciągam ją bliżej do siebie, aż dotyka czubkiem głowy mojego bicepsa. Wtedy podnosi na mnie oczy, a ja nie mogę znieść widocznego w nich przygnębienia.

– Dzięki, że zrobiłaś moje ulubione danie.

Aria spogląda mi przeciągle w oczy i czuję, jak jej napięte ramiona powoli, lecz odczuwalnie się rozluźniają. Kiedy nareszcie się uśmiecha, oddycham z ulgą.

– Nie ma sprawy, Gray – odpowiada, jeszcze bardziej się rozpromieniając.

Na pierwszym roku studiów, kiedy poznaliśmy się z Noahem, jajka były najbardziej pożywnym i sycącym produktem, na jaki mogliśmy sobie wtedy pozwolić. Obaj studiowaliśmy na uczelni, na którą tak naprawdę nie było nas stać ze względu na wysokie czesne. Noah na dodatek musiał opiekować się Arią, a większość pieniędzy z odszkodowania za śmierć rodziców przeznaczyli zapewne na spłatę hipoteki domu i koszty związane z procesem wytoczonym zabójcy rodziców.

Podobnie było ze mną – harowałem jak dziki osioł, żeby opłacić czesne za studia i czynsz za mikroskopijne, wynajmowane na spółkę mieszkanko. Najczęściej nie zostawało nam zbyt wiele na jedzenie, dlatego razem z Noahem kupowaliśmy je wspólnie i żywiliśmy się razem. Uratowała nas pomysłowość Arii. Nauczyła się przyrządzać jajka na dziesięć różnych sposobów, dzięki czemu mieliśmy poczucie, że codziennie jemy coś innego. Ale w moim przypadku nie chodziło tylko o to. Wątpię, żeby Aria zdawała sobie z tego sprawę, ale była pierwszą osobą w moim życiu, której chciało się dla mnie gotować. Jej jajecznica była pierwszym posiłkiem, który ktoś dla mnie przyrządził, wkładając w to serce i troskę. Od tamtej pory stała się moim ulubionym daniem i zawsze, kiedy jem jajka, przypomina mi się Aria.

– No, siadaj – prosi miękkim głosem. Potem odsuwa dla mnie krzesło od stołu, a ja parskam śmiechem i kręcę przecząco głową.

– Nie ma mowy, Ari – protestuję, kładąc dłoń na jej ramieniu. – Ty siadaj.

Wzdycha z udawaną irytacją, ale widzę w jej oczach wdzięczność, co mi się bardzo nie podoba. Istnieje tylko jedno wytłumaczenie, dlaczego spogląda na mnie w ten sposób: nie jest traktowana z szacunkiem i przyzwyczajona do szarmanckich gestów.

Brad odchrząkuje niezręcznie, kiedy zajmuję miejsce obok Arii.

– Nie wiedziałem, że tak lubisz jajecznicę – stwierdza.

Rzucam mu ciężkie spojrzenie, kiedy Aria nakłada porcję na mój talerz.

– Niby skąd miałbyś wiedzieć? – pytam.

Brad mruga kilka razy skonsternowany, a Aria klepie mnie pod stołem w udo, posyłając mi błagalne spojrzenie, po czym prędko cofa rękę.

Wzdycham i nakazuję sobie w duchu być miłym dla Brada, chociaż mogę myśleć tylko o jednym: co by się stało, gdybym rozbił mu jajko na głowie? Czy przykleiłoby się do żelu na jego włosach, czy spłynęło po głowie jak u każdego normalnego człowieka? Nie mam pojęcia, a bardzo mnie to nurtuje.

– Wiesz, Aria powiedziała mi, że na poważnie zastanawia się nad twoją ofertą pracy.

Widzę kątem oka, jak Aria się napina, z czego wnioskuję, że nic takiego mu nie powiedziała. Odchylam się na krześle i spoglądam na Brada ciekaw, jakie jeszcze bzdury padną z jego ust.

– Chcielibyśmy się razem przenieść do Kali, bo szczerze mówiąc, oboje marzymy o pracy w Aequitas. Gdybyś mógłbyś nam jakoś w tym pomóc, bylibyśmy ci bardzo wdzięczni.

Jest bystry. Próbuje wykorzystać moje przywiązanie do Arii. Zerkam na nią i widzę, że siedzi ze wzrokiem wbitym w talerz, cała spięta. Widać, że czuje się niezręcznie, ale nie wiem, co sądzić o całej tej sytuacji. Brad ją wykorzystuje, a ona, jak widać, zdaje sobie z tego sprawę, a jednak mu na to pozwala.

– Ona już ma tę pracę – odpowiadam Bradowi, wskazując głową na Arię. – Ale ty… ty musiałbyś się sprawdzić.

Brad prostuje się na krześle z determinacją w oczach.

– Możesz mnie sprawdzać, jak tylko zechcesz. Jestem świetnym programistą. Powiedz, czego ci potrzeba, potrafię napisać każdy program.

Uśmiecham się do niego. Kretyn.

– Słyszałeś o Nemesis?

Spogląda na mnie ze zmarszczonym czołem i to mi wystarczy za odpowiedź. Cholerny świeżak. Pracuje w IT i nie słyszał o Nemesis? Nie ma czego szukać w mojej firmie. Pewnie nawet nie przebrnąłby przez pierwszy etap rozmowy kwalifikacyjnej.

– To taka platforma, ogólnie mówiąc. Moi programiści mają hopla na jej punkcie. Znajdź lukę w ich systemie. Jeśli ci się powiedzie, od razu cię zatrudnię.

Brad wydaje się podekscytowany, ale Aria sprawia wrażenie zawiedzionej. Pewnie wie równie dobrze jak ja, że właśnie dałem Bradowi niewykonalne zadanie, i już sam fakt, że on kompletnie nie zdaje sobie z tego sprawy, nie wróży mu dobrze.

Przez resztę kolacji na jej twarzy cały czas maluje się smutek, a ja czuję się paskudnie z tego powodu. To moja wina. Sam do tego doprowadziłem. Czy to dla mnie naprawdę aż taki problem zatrudnić Pana Śliskiego? Pewnie i tak nie zagrzałby u nas długo miejsca. Wyleciałby po pierwszej ocenie wyników. A mimo to nie zamierzam ustąpić. Nie mogę pozwolić, żeby żerował na mojej sympatii dla Arii i ją wykorzystywał. Jeśli chce starać się o pracę w mojej firmie, proszę bardzo, ale nie dostanie jej ode mnie po znajomości.

Atmosfera między mną a Arią gęstnieje, kiedy odprowadza mnie do drzwi, ale Brad wydaje się w ogóle tego nie zauważać. Zdążył już otworzyć laptop, gotowy podjąć wyzwanie, które przed nim postawiłem.

– Dlaczego? – pyta Aria z błyskiem bólu w oczach, kiedy stajemy przed drzwiami.

Odwracam się ku niej i delikatnie odgarniam jej długie włosy z twarzy.

– Bo on na ciebie nie zasługuje. Nie powinnaś pozwalać, żeby jakiś facet cię ograniczał i utrudniał ci realizowanie wizji. Ani Noah, ani ja, a już na pewno nie Brad. Spełniaj marzenia, a jeśli Brad to ten jedyny, podąży za tobą.

Aria przygląda mi się przez dłuższą chwilę, a potem przytakuje z przygnębioną miną.

Wyraz jej oczu prześladuje mnie przez całą drogę do domu, aż ogarniają mnie wątpliwości. Czy to możliwe, że właśnie podjąłem złą decyzję?

Dalsza część w wersji pełnej