Untied by Lancaster - Karolina Rowińska - ebook
NOWOŚĆ

Untied by Lancaster ebook

Karolina Rowińska

5,0

48 osób interesuje się tą książką

Opis

Sequel pełnego emocji dark romansu Tied with Lancaster!
Veronica stoi nad grobem ukochanego i próbuje zrozumieć znaczenie słów docierających do niej z oddali, że jej ukochany jednak żyje. Orientuje się, że coś jest nie tak, jak być powinno. Czy to tylko sen?
Kobieta wraca do rzeczywistości, w której jej ukochany znajduje się dokładnie tam, gdzie się poznali. Za kratami Harp Prison. To właśnie tam dawniej odbywała swoje praktyki. Mężczyzna odsiaduje resztę wyroku, ale wkrótce ma nadejść dzień, kiedy ponownie się zobaczą. 
Kiedy długie dni i godziny oczekiwania dobiegają końca, Veronica zjawia się pod zakładem karnym, mając nadzieję, że niedługo zobaczy kogoś, kto mimo mrocznego oblicza skradł jej serce. 
Alessandro jednak się nie pojawia. 
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
Powyższy opis pochodzi od Wydawcy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 163

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
5,0 (1 ocena)
1
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Copyright © for the text by Karolina Rowińska

Copyright © for this edition by Wydawnictwo NieZwykłe, Oświęcim 2026

All rights reserved • Wszystkie prawa zastrzeżone

Redakcja: Katarzyna Moch

Korekta: Katarzyna Chybińska, Dominika Kalisz-Sosnowska, Emilia Ziarnik

Oprawa graficzna książki: Weronika Szulecka

ISBN 978-83-8418-937-5 • Wydawnictwo NieZwykłe • Oświęcim 2026

Grupa Wydawnicza Dariusz Marszałek

OD AUTORKI

Drodzy Czytelnicy!

Jest mi niezmiernie miło, że zdecydowaliście się sięgnąć po dodatek do Tied with Lancaster. Dzięki niemu jeszcze raz spotkacie się ze swoimi ulubionymi bohaterami i poznacie ich dalsze losy.

Książka podzielona jest na dwie części. Stworzyłam je w taki sposób, byście mogli czytać wedle własnych preferencji. Dla tych, którzy nie mogą się doczekać kontynuacji głównej historii, napisałam część pierwszą. Natomiast Czytelnicy, którzy wolą wpaść w wir nowych wydarzeń, dziejących się jakiś czas po wiodącym wątku Tied with Lancaster, niech rozpoczną lekturę od części drugiej i pozwolą, by początek książki stał się późniejszą niespodzianką.

Nowelka ta zawiera kilka „smaczków”, które, mam nadzieję, wywołają uśmiechy na Waszych twarzach.

Dziękuję, że ze mną jesteście,

Karola

Dla tych, którzy pytali, co dalej z Lancasterem – witam Was z powrotem

PLAYLISTA

Piosenka przewodnia:Ari Abdul, Thomas LaRosa – Sinners

Pozostałe utwory:

Elvis Drew – Focus

Bury, Zandros – Say My Name

Beneld, Bury – Do It

Omido – When He Holds U Close

Omido, Mandrazo, Rick Jansen – I Want it All

Vice Monröe – Just in Case I Die

Elvis Drew – Sacrifice

Massive Attack, Horace Andy – Angel

Beneld, Cheyanne, Omido – Her Name

Ex Habit, Omido – All I Wanted Was U

Limi – Dangerous

Elvis Drew – Make Me Feel

Migrant Motel – Keep it Down

2Wei, Edda Hayes – Burn

Meryl Streep– The Winner Takes it All

Ex Habit – Abuse Me

Cała playlista dostępna na Spotify.

ROZDZIAŁ 1ODLICZANIE

Veronica

– A jednak. – Alessandro przerwał tym zdaniem pustą ciszę, jaka zapanowała po słowach, wypowiadanych przeze mnie niczym mantrę.

Przez opadniętą dolną wargę pojedyncze krople deszczu spływały mi do ust. Płynęły po mojej nieobecnej twarzy, szybko mocząc mi włosy, ubrania i buty.

Czas zdawał się wariować, dokładnie tak jak ja. W jednej chwili jakby zwalniał swój bieg i zawieszał drobiny ulewy w powietrzu niczym niezwykłe ozdoby choinkowe. W kolejnej zaś przyspieszał i szedł łeb w łeb z biciem mojego serca, bliskiego wyrwania się z piersi.

Czułam, jak ciasna pętla zaciska mi się na gardle. Nie było na nim jednak żadnego sznura, którego pociągnięcie mogłoby mnie uwolnić i pozwolić na nowo złapać oddech. Koszmarnie kręciło mi się w głowie, a wirujący świat w połączeniu ze wszystkimi zewnętrznymi bodźcami sprawiał, że z każdą sekundą czułam się coraz bardziej ociężała. Jakby ziemia pod moimi stopami miała się znienacka rozstąpić i pochłonąć mnie żywcem.

Chciałam wyciągnąć ręce w stronę Alessandra i dotknąć jego twarzy, lecz coś blokowało mnie od środka. Całkowicie straciłam kontrolę nad własnym ciałem. Nie ja w tej chwili decydowałam o tym, kiedy mogę wziąć wdech, ruszyć się czy nawet mrugnąć. Mogłam tylko stać i pozwolić, żeby ktoś lub coś zrobiło to za mnie.

Stałam się niewolnikiem własnego ciała i jedynym, na co jeszcze miałam jakikolwiek wpływ, była mowa. I to właśnie języka najbardziej potrzebowałam użyć.

– Myślałam, że… – W połowie zdania jednak słowa ugrzęzły mi w opuchniętym gardle. – Że już cię nie ma, że ty… – Walczyłam o każdą wypowiedzianą głoskę. Nie wiedziałam już, czy po policzkach lecą mi łzy, czy może to tylko deszcz naznaczający ten moment. – Myślałam, że cię zamordowali – wydusiłam z siebie na jednym wdechu. – Upadłeś. Krwawiłeś. Życie uszło ci z oczu. T-ty, ty…

Kolejno wymieniałam wszystko dokładnie tak, jak zapamiętałam. A pamiętałam każdy, nawet najmniejszy szczegół z tamtego dnia.

Nie miałam odwagi spojrzeć Alessandrowi w oczy. Wbiłam spojrzenie w brzuch mężczyzny i choć bardzo dobrze zdawałam sobie sprawę z jego obecności, rozmawiałam z nim tak, jakby wcale go tam nie było.

– Aless, ty umarłeś.

Nogi zrobiły mi się jak z waty. Zalała mnie fala bólu i ujrzałam to straszne wspomnienie, uchwycone dzięki fotograficznej wręcz pamięci. Dźwięk wystrzału, mój krzyk pomieszany ze słowami policji i strażników, choć nic z tego w ogóle do mnie nie docierało. Wbiłam palce w siatkę ochronną tak mocno, że krew chyba opuszczała nasze ciała w tym samym momencie. Różnica była jednak taka, że mnie kosztowało to lekkie draśnięcie na dłoniach, a jego – życie.

Przełknęłam ślinę, czując, jak niemiłosiernie boli mnie zdarte od płaczu gardło. Oczy piekły mnie żywym ogniem od tego, jak bardzo starałam się ich nie zamknąć. Zupełnie tak, jakbym miała tylko tę jedną, jedyną szansę widzieć Alessa żywego, a każde mrugnięcie miało zrujnować wszystko, sprawiając, że on zniknie.

– Lo so, mia Rossa1. – Jego głos przeszył mój umysł, drażniąc każdy nerw ukryty pod skórą.

Poczułam go całą sobą, tak samo jak jego palce, którymi lekko pociągnął mnie za włosy, bym uniosła głowę i spojrzała mu w oczy.

Tak bardzo brakowało mi tego, jak mnie nazywał. Coś w środku mnie się rozpływało, gdy słyszałam to pieszczotliwe określenie.

– Ti sono mancato2? – odezwał się ponownie, bo przez to wszystko nie ani słowem.

Kąciki ust mi drgnęły, jakbym chciała coś odpowiedzieć, ale równie szybko ogarnęła mnie dezorientacja. Poczułam na karku dziwny chłód, zmarszczyłam brwi.

– Che succede3? – zapytał Alessandro, a to zdanie odbiło się wyimaginowanym echem w mojej głowie.

Instynktownie popatrzyłam w dół, na ręce i obejrzałam je z każdej strony. Policzyłam palce, ale wszystkie zdawały się być na swoim miejscu. Nie docierało do mnie nawet to, że nagle zostałam uwolniona i znowu mogłam się swobodnie poruszać.

Coś – jakaś dziwna, wewnętrzna siła – ciągle próbowało mnie pchnąć do spojrzenia mu w twarz. W końcu postanowiłam się z tym zmierzyć. Podniosłam głowę, choć wzrok nadal wbijałam w jego tors.

– Nic nie rozumiem… – szepnęłam, próbując skupić się na jednej z setek myśli, gnających przez moją głowę.

Dreszcz przebiegł mi wzdłuż kręgosłupa, od szyi aż po same stopy. Napływ adrenaliny dosłownie zmusił mnie do podjęcia konfrontacji, a zdecydowanie nie byłam na nią gotowa.

Jeden wdech później patrzyłam Alessandrowi prosto w oczy – tak samo tajemnicze i głębokie jak kiedyś, lecz zarazem trochę nieobecne. Prawie takie same, jak je zapamiętałam.

Pokręciłam delikatnie głową, nie zważając na to, że on przecież też widzi ten ruch. Bacznie śledziłam wzrokiem rysy jego twarzy. Szukałam blizny przy ustach i ciemniejszej plamki tuż pod lewą brwią, kilkudniowego zarostu, którego nigdy w pełni się nie pozbywał goleniem i tych paru pojedynczych włosków, sprawiających, że jedna brew osiadała mu trochę niżej niż druga.

Szukałam czegokolwiek, co mogłoby mi pomóc poukładać jakoś to wszystko, co wirowało wokół nas.

– Cosa non capisci4? – odezwał się po dłuższej chwili jak gdyby nigdy nic.

Włosy zjeżyły mi się na całym ciele.

– N-nie rozumiem cię, Aless – stwierdziłam zgodnie z prawdą.

Zacisnęłam dłonie w pięści tak mocno, że paznokciami prawie przebiłam skórę. Nie kontrolowałam już oddechu, który szalał, jakby naśladował fale deszczu pomieszane z mrożącymi krew w żyłach grzmotami.

– Come mai5? – Alessandro wygiął usta w zniesmaczeniu, co przyprawiło moje serce o jeszcze szybsze bicie.

Byłam na skraju omdlenia, bo mimo chłodnej pogody robiło mi się coraz goręcej. Wszystko w moim organizmie po kolei wysiadało, ponownie pozostawiało mnie w bezruchu.

– Nie rozumiem… – powtórzyłam, choć tym razem mówiłam już bardziej do siebie niż do niego.

Rzeczywiście nie rozumiałam, choć powinnam. Nie miałam pojęcia, co takiego chce mi przekazać, a przecież…

– Veronica? – Złapał mnie za podbródek i uniósł moją głowę. – Jesteś tu ze mną?

Moje imię w jego ustach brzmiało jak najgorszy grzech, który miał się odbić na nas obojgu.

– Tak mi przykro, Aless – odparłam jeszcze ciszej.

– Teraz to ja nie rozumiem ciebie… – przyznał, na co skinęłam głową.

– Wiem. – Kąciki ust mi drgnęły mimo bólu, rozrywającego moje serce. – Ale to nic.

Alessandro świdrował mnie wzrokiem pełnym niepokoju. Jego twarz nabrała takiego wyrazu, że zburzył kolejny odgradzający mnie od niego mur.

Połączone fakty nie pozostawiały cienia wątpliwości. Układający się z nich obraz tylko podkreślił moje najgorsze przypuszczenia.

– Veronica… – Kolejny cios w moje i tak już obolałe serce.

– To nic, bo ty nie jesteś prawdziwy, Aless – przerwałam mu i zrobiłam to bez wahania w głosie.

Mężczyzna odsunął się o krok. Wyglądał na zranionego, jakby ból rozlewał się po całym jego ciele, zaczynając od twarzy. Wyraźnie cierpiał, zupełnie nieświadomy, że to wszystko – w tym on – niedługo rozpłynie się w powietrzu i już nigdy nie wróci. A ja przeżywałam to razem z nim mimo świadomości, że to tak naprawdę wcale nie jest prawdziwy Alessandro.

Że to nie jest mój Alessandro.

Wiedziałam, że mój Alessandro nigdy nie wypowiedziałby mojego pełnego imienia. Wiedziałam też, że to niemożliwe, bym zapomniała wszystkich lekcji języka włoskiego, na które uczęszczałam, i dzięki nim bez trudu bym pojęła, co do mnie mówi. I co najważniejsze, znałam Alessa na wylot i przysięgłabym, że nigdy nie zdradziłby swojej pokerowej twarzy.

Nie w taki sposób.

Haust połkniętego powietrza prawie całkowicie odebrał mi oddech. Poderwałam się do siadu, odpychając się rękami od materaca. Koszula nocna przykleiła mi się do mokrych od potu pleców. Oddychałam równie niestabilnie, co jeszcze przed chwilą, gdy stałam przed rosłą sylwetką Alessandra. Z całych sił przetarłam powieki palcami, sprawiając tym sobie fizyczny ból.

Wszystko stało się jasne dopiero, gdy w pełni otworzyłam oczy i pobieżnie rozejrzałam się po sypialni. Otrzeźwienie nadeszło równie szybko, jak wpadające przez niedomknięte żaluzje promienie słońca, które raziły mnie w oczy, przywracając do rzeczywistości.

Znów miałam koszmar.

Kolejny raz śniła mi się ta sama scena. Strzał, krew i wrzask niemal odbierający mi głos – to była jedyna sytuacja, która naprawdę się wtedy wydarzyła. Potem wszystko się rozmywało, a ja czułam się już tylko gorzej. Samotne wieczory przepełnione płaczem i nienawiścią, obłęd czający się w oczach, zamknięcie się w domu, wywróconym do góry nogami.

Następnie ja, kaptur bluzy i puszka sprayu w dłoni, która jakby sama dopuściła się bluźnierstwa na murach Harp Prison. Każda z tych scen była tak realistyczna, że mimo powtórzeń, jakich w trakcie snu mój mózg nie był w pełni świadomy, docierałam do samego końca. Do momentu, aż nadchodził czas na cmentarz i ten cholerny grób z imieniem i nazwiskiem ukochanego człowieka. Aż Alessandro Lancaster stawał przede mną, z każdą minutą coraz mniej przypominając prawdziwego siebie.

A to wszystko było tylko pieprzonym snem. Koszmarem, nawiedzającym mnie praktycznie co noc, odkąd odliczałam dni do jego powrotu.

Dni do jego wyjścia.

1 Wiem, moja rudowłosa (z wł.) (przyp. aut.).

2 Tęskniłaś za mną? (z wł.) (przyp. aut.).

3 Co się dzieje? (z wł.) (przyp. aut.).

4 Czego nie rozumiesz? (z wł.) (przyp. aut.).

5 Jak to możliwe? (z wł.) (przyp. aut.).