Tylko nie on (t.1) - Kennedy Fox - ebook + audiobook

Tylko nie on (t.1) ebook i audiobook

Fox Kennedy

4,0

Opis

Gdy świat ogarnia pandemia, w kwarantannie rodzi się miłość.

Cameron to dwudziestodwulatka z wyższych sfer, wychowana w posiadłości St. Jamesów, dziedziczka imperium modowego wartego miliard dolarów. Gdy wybucha epidemia i zostaje ogłoszony lockdown, opuszcza Nowy Jork i zaszywa się eleganckiej górskiej willi, by zdalnie dokończyć ostatni semestr uniwersyteckich studiów. Za kilka dni ma do niej dołączyć jej chłopak Zane. Tymczasem jednak, ku swojemu zaskoczeniu, Cameron na miejscu zastaje Elijaha, dawnego znajomego z dzieciństwa. Chłopak z biednej rodziny chce w tym ustroniu całkowicie poświęcić się zdalnej pracy, by zasłużyć na awans. A klucze do rezydencji w górach dostał od swojego kumpla Ryana, brata dziewczyny – znał zresztą wszystkich St. Jamesów, bo jego matka była u nich gosposią.

Cameron jako dziecko skrycie podkochiwała się w Elim, a on durzył się w niej bez pamięci. Nigdy jednak sobie tego nie wyjawili. Później, gdy dorastali, wręcz się nie znosili, były spięcia, kłótnie, ciągła wymiana złośliwości.

Teraz są zdani tylko na siebie. Ona – rozpieszczona młoda kobieta, właśnie porzucona, bo Zane nie dojechał, okazał się dupkiem i zerwał z nią esemesowo! I on – ledwo wiążący koniec z końcem, młody, ambitny mężczyzna marzący o karierze. Wspólne wieczory, spędzane przy kominku i obficie podlewane alkoholem, zbliżają ich do siebie. Skrywane uczucia sprzed lat odżywają ze zdwojoną siłą. I choć tak wiele ich różni, Cameron i Elijah lgną do siebie coraz bardziej. Czy z tych skrajności uda się zbudować związek? Czy śmiercionośny wirus nie pokrzyżuje im planów?

“Tylko nie on” to romantyczna opowieść o miłości, nadziei i przełamywaniu stereotypów osadzona we współczesnych pandemicznych realiach.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 337

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 8 godz. 38 min

Lektor: Kennedy Fox

Oceny
4,0 (348 ocen)
168
77
62
27
14
Sortuj według:
lucy_fer

Nie polecam

infantylna i bez polotu. za dużo dziwnych zwrotów akcji i zbyt cukierkowa.
41
KarolinaCinkowska

Nie polecam

Szkoda czasu..gniot
20
kokarda665

Dobrze spędzony czas

spoko
00
kuleczka1983

Nie oderwiesz się od lektury

super ksiazka czekam na dalsze czesci
00
Klaudiq123

Nie polecam

Zmęczyła mnie ta książka, nie chciało się po sięgać i czytać co dalej. Romans w czasie pandemii ale za dużo pandemii na początku i bardzo się wszystko dłużyło
00

Popularność




Tytuł oryginału: The Two of Us

Projekt okładki: Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN

Redaktor prowadzący: Mariola Hajnus

Redakcja: Paulina Płatkowska/Słowne Babki

Redakcja techniczna i skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Dorota Marcinkowska, Lena Marciniak-Cąkała/Słowne Babki

Fotografia wykorzystana na okładce

© FxQuadro/iStock by Getty Images

Element graficzny w tekście: „scenic beauty” by Souvik Bhattacharjee from the Noun Project

Copyright © 2020 THE TWO OF US by Kennedy Fox© for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2021

© for the Polish translation by Karolina Stańczyk

ISBN 978-83-287-1772-5

MUZA SA

Wydanie I

Warszawa 2021

fragment

Nie ma miejsca, gdzie musimy być, nie, nie, nie.

Poznam cię lepiej.

Mam nadzieję, że zostaniemy tu na zawsze.

Nie ma nikogo na ulicach.

Jeśli powiedziałabyś, że świat się kończy,

nie chciałbym spędzić reszty czasu inaczej.

Stuck with U Ariana Grande, Justin Bieber

ROZDZIAŁ PIERWSZYCAMERON

DZIEŃ 1.

Przemierzam swój penthouse, zbierając zewsząd ubrania i książki i pakując je do walizek Louis Vuitton, a serce bije mi jak oszalałe. To mój ostatni rok na Uniwersytecie Nowojorskim. Dziś kampus został zamknięty do odwołania. Od przyszłego tygodnia dokończę semestr online.

Żadnej ceremonii ukończenia studiów.

Żadnego pożegnania z kolegami i koleżankami z roku, z którymi widywałam się codziennie przez ostatnie cztery lata.

Żadnych mądrych słów od moich wykładowców.

Jestem załamana.

Ze średnią cztery zero nie mogę ryzykować, by zostać w tyle i stracić okazję do wygłoszenia mowy podczas rozdania dyplomów. Mam nadzieję, że aktualna sytuacja nie wpłynie na termin zakończenia studiów, gdyż zostałam przyjęta na podyplomowe MBA, które zaczynają się jesienią.

Choć denerwuję się, że nie będę mogła uczęszczać dłużej na zajęcia i przegapię kilka końcowych miesięcy na ostatnim roku, to dużo bardziej niepokoję się tym, co się dzieje w kraju i mieście, w którym się urodziłam i wychowałam.

Nowy Jork właśnie został ogłoszony obszarem poważnej katastrofy. Niebezpieczna epidemia wirusa opanowała świat. Nakazano nam izolację, by spowolnić jego rozprzestrzenianie się, ale szpitale już są przepełnione.

Kiedy wiadomość obiegła kraj, rodzice błagali mnie, bym wróciła do domu, ale ja znam moją matkę. Clara St. James nie może funkcjonować bez gosposi i osobistych szefów kuchni – a jeśli nadal będzie korzystać z ich pomocy, złamie wszystkie podstawowe zasady dotyczące kwarantanny. Jeżeli pracownicy nie wprowadzą się do domu na stałe, rodzice będą narażeni na kontakty z ludźmi, którzy mogą przynosić zarazki z zewnątrz. Kocham mamę, ale jest ona klasycznym przykładem bogaczki z Upper East Side, która nie przestrzega reguł, bo uważa, że jej nie dotyczą.

Moja rodzina posiada modowe imperium warte miliard dolarów, więc nie znam innego życia. Odkąd zaczęłam chodzić, matka angażowała mnie w sprawy firmy. Jestem księżniczką z wyższych sfer, wychowaną w posiadłości St. Jamesów, toteż oczekuje się ode mnie przejęcia i poprowadzenia firmy, kiedy rodzice przejdą na emeryturę. Kocham rodzinę, ale poza mediami społecznościowymi i atrakcyjnym wizerunkiem wykreowanym przez prasę i telewizję, jesteśmy dysfunkcyjni przez duże D.

Mój o cztery lata starszy brat Ryan skończył w zeszłym roku medycynę. Teraz odbywa rezydenturę w jednym z najlepszych nowojorskich szpitali i będzie pracować bezpośrednio z pacjentami zarażonymi wirusem. Przeraża mnie ta perspektywa, on jednak jest zdeterminowany, by za wszelką cenę pomagać ludziom i ratować życie. Jestem z niego dumna, ale bardzo boję się o jego bezpieczeństwo.

– Cameron, to absurd – narzeka mama przez telefon. – Rodrick po ciebie przyjedzie i przywiezie cię do nas.

– Zatrzymam się w górskiej chacie, muszę się skupić na zajęciach – powtarzam to samo, co mówiłam wczoraj. Pomijam fakt, że mój chłopak Zane dołączy do mnie za kilka dni. Mama za nim nie przepada, bo się jeszcze nie oświadczył, ale ja wcale się nie spieszę do małżeństwa. Mam dopiero dwadzieścia dwa lata i najpierw chcę skończyć studia. W tym roku oboje będziemy się bronić i latem planujemy zamieszkać razem, na próbę, więc jak na razie mama musi się pogodzić z tym, że nie zorganizuje wesela swoich marzeń.

Mogłam zabrać się razem z nim, ale byłam zbyt zdenerwowana, by czekać, i szybko przygotowałam się do opuszczenia miasta. Zane potrzebował czasu, by zrobić pranie, spakować się i kupić najpotrzebniejsze rzeczy. Nie mieszka w kampusie, ale często u mnie nocował, więc lepiej żebyśmy odizolowali się wspólnie.

– Poza tym mogłam mieć kontakt z kimś zarażonym na roku. Tak naprawdę nikt nie wie, ile jest przypadków, i lepiej, żebyśmy zachowali dystans. Tym samym nie narażę żadnego z was.

Tata ma wysokie ciśnienie, a mama pali papierosy. Wprawdzie twierdzi, że rzuciła, ale ja wiem, że to nieprawda.

– Wy też powinniście wyjechać na kilka tygodni – sugeruję. – Wasi współpracownicy pracują zdalnie, nic was nie trzyma w mieście. Jedźcie do domu w Hampton albo do jednego z kurortów w Tennessee.

– I miałabym wszystko tak zostawić? – Mama wzdycha. – Nic nam nie będzie, kochanie. Z twoim ojcem na co dzień zachowujemy dwumetrowy dystans. Służba będzie nosić maseczki i rękawiczki. Naprawdę powinnaś przyjechać, żebyśmy byli razem.

Przewracam oczami, gdy słyszę jej nalegania. Od piętnastu lat moi rodzice udają przed kamerami szaleńczo w sobie zakochanych i dementują wszelkie plotki, jakoby mój ojciec nadużywał alkoholu. Chcą, żeby cały świat miał ich za idealne małżeństwo, ale to tylko gra. Ponownie odmawiam i próbuję jej wytłumaczyć, że moje zajęcia online będą bardzo czasochłonne. Dodaję, że muszę się skupić na skończeniu semestru z dobrymi wynikami. Mama chyba wreszcie kupuje moje wyjaśnienia i przypomina, bym codziennie się jej meldowała. Proszę, aby obiecała trzymać się z daleka od innych, bo choć dba o zdrowie, to palenie kwalifikuje ją do grupy wysokiego ryzyka, więc się martwię.

Rozłączam się, biorę resztę niezbędnych rzeczy i pakuję je do mojego range rovera. W bagażniku znajduje się zapas jedzenia i wody na kilka tygodni. Zrobiłam gigantyczne zakupy spożywcze online i dziś zamówienie zostało dostarczone, więc przez jakiś czas nie będę musiała chodzić do sklepu. Na samą myśl o tym, że miałabym przebywać w miejscu publicznym, dostaję wysypki. Mama nigdy nie dawała wiary moim lękom i nie pozwoliła mi zgłosić się po pomoc czy lekarstwa. W zeszłym roku, w tajemnicy przed nią, poszłam do terapeuty, który przepisał mi środki, dzięki którym zaczęłam sobie radzić z tym problemem.

Na samym końcu zabieram transporter Chanel i jej jedzenie. To kolejny powód, dla którego wolę nie jechać do domu rodziców. Chanel jest rasową kotką, sfinksem, a york mojej mamy ciągle na nią szczeka, więc większość czasu spędzałabym, próbując utrzymać dwumetrowy dystans także między nimi.

Chowam kotkę do transportera, po raz ostatni rzucam okiem na pokój, by się upewnić, czy niczego nie zapomniałam, i wychodzę. Nasza górska chata znajduje się w Roxbury, trzy godziny jazdy od Nowego Jorku, ale przy takim natężeniu ruchu jak dzisiaj dojazd pewnie zajmie mi znacznie więcej czasu.

Słucham radia i obserwuję ludzi spieszących po chodnikach. Co za szaleństwo! Wracam myślami do wydarzeń ostatnich dni. Szkoły i większość sklepów zostały zamknięte. Odwołano wszystkie międzynarodowe połączenia lotnicze. Zamknięto parki narodowe i Disneyworld. Wprowadzono zakaz zgromadzeń i zaleca się utrzymywanie dwumetrowego dystansu od obcych. Nie wspominając o maseczce, którą każdy ma obowiązek nosić. Wszystko stało się tak szybko, że to aż surrealistyczne. Istny szok kulturowy.

Miniony tydzień był jednym wielkim chaosem. Między doniesieniami prasowymi a postami w mediach społecznościowych trudno było zdecydować, w co wierzyć, i chyba każdy zadawał sobie pytanie, czy nasz rząd jest naprawdę przygotowany na taką sytuację. Mam świadomość spuścizny mojej rodziny i tego, co mi ona zapewniła. Media widzą we mnie uprzywilejowaną białą dziewczynę, która nie musi pracować, ma wszystko podstawione pod nos na srebrnej tacy, a wykształcenie i karierę będzie zawdzięczać rodzinnemu biznesowi.

Jestem introwertyczką, trzymam się wąskiego grona przyjaciół, którym ufam. To, jak postrzega mnie prasa, jest niesprawiedliwe i krzywdzące, ale dzięki temu gazety lepiej się sprzedają i mają więcej odsłon w internecie. Prawda nie byłaby tak zabawna.

W szkole dawałam z siebie wszystko. Uwielbiam się uczyć i kręci mnie biznes. Nie przeczę, moja szafa jest wypchana markowymi ciuchami i butami, ale nikt się nie spodziewa, że będzie inaczej. Noszę ubrania z rodzinnej kolekcji i od projektantów, których lansują moi rodzice. Wychowywały mnie nianie, miałam służbę i osobistych kierowców i wydawało mi się to normalne, dopóki się nie przekonałam, jak wygląda świat zewnętrzny. Życie jest inne, gdy twoja rodzina mieści się w jednym procencie najbogatszych ludzi na Ziemi. Łatwo stajesz się obiektem drwin, trudno o prawdziwych przyjaciół i czasami doskwiera ci samotność.

Gdy dojeżdżam do miasteczka, podziwiam krajobraz za oknem. Za kilka tygodni nadejdzie wiosna. Drzewa nadal są nagie, a powietrze chłodne nawet jak na połowę lutego. Skręcam w prywatną drogę dojazdową i na widok domu oddycham z ulgą, że wreszcie dojechałam na miejsce. Ta willa to jedna z naszych ulubionych posiadłości, choć mama za nią nie przepada. Nie jest wystarczająco luksusowa i znajduje się z dala od jej przyjaciół z wyższych sfer. Ja właśnie za to kocham to miejsce.

Półotwarty układ domu jest rustykalny, ale nowoczesny. Dzięki dużym oknom i panoramicznemu tarasowi rozciągającemu się wokół budynku można oglądać zarówno wschody, jak i zachody słońca. Dwupiętrowa willa leży na terenie o powierzchni czterech tysięcy metrów kwadratowych. Rozciąga się z niej widok na dwa stawy i góry. Nie ma lepszego miejsca na Ziemi. Może tutaj uda mi się odpędzić myśli o końcu świata? A jeśli to nie pomoże, mam wódkę.

– Chanel, jesteśmy na miejscu – nucę pod nosem, parkując w garażu na trzy samochody. – Tu będziemy bezpieczne, skarbie.

Wadą podróżowania bez Zane’a jest to, że będę musiała sama rozładować zawartość bagażnika. Na szczęście dwa tygodnie temu mama przysłała tu ekipę sprzątającą, więc w środku nadal powinno być względnie przyzwoicie. Raz na jakiś czas wynajmujemy dom dalszej rodzinie lub przyjaciołom, więc cała posiadłość o powierzchni półtora tysiąca metrów kwadratowych jest przez okrągły rok w stanie permanentnej gotowości.

Stawiam transporter na podłodze i otwieram go, by kotka mogła wyjść i obwąchać nowe miejsce. Ostatni raz była tu rok temu, więc zajmie jej trochę czasu, zanim sobie wszystko przypomni. Natychmiast zaczyna węszyć i zdenerwowana macha ogonem.

– Spodoba ci się tu – zapewniam i pochylam się, by ją pogłaskać, a ona mruczy z zadowolenia. – Zaraz wrócę z twoją kuwetą i miseczkami.

Wnoszę walizki do środka, a potem robię jeszcze trzy kursy, aż wreszcie wszystkie siatki z zakupami stoją na kuchennym blacie. Chowam jedzenie do lodówki i spiżarni. Rozpakowuję swoje ubrania i wieszam je w szafie w głównej sypialni. To jedyny pokój na drugim piętrze, z wielkim oknem, z którego rozciąga się widok na całą posiadłość. Pozostałe dwie sypialnie są na pierwszym piętrze.

– Jestem wykończona. – Padam na łóżko z szeroko rozpostartymi ramionami. Chwilę później wskakuje Chanel i układa się w moich nogach. – Jak się masz? – Patrzę, jak zwija się w kłębek do snu. – Oj tak, drzemka dobrze nam zrobi.

Piszę szybkiego esemesa do Zane’a, by dać mu znać, że dojechałam, i kładę się spać.

Cameron: DOJECHAŁYŚMY Z CHANEL BEZPIECZNIE NA MIEJSCE. ROZPAKOWAŁAM WSZYSTKO I CZEKAM NA CIEBIE. IDĘ SPAĆ. KOCHAM CIĘ!

Odkładam telefon na szafkę nocną i idę do łazienki. Wanna z hydromasażem wygląda bardzo kusząco, jutro będę jednak miała cały dzień, by z niej skorzystać. Wskakuję w pidżamę, myję zęby i twarz. Kładę się do łóżka i sprawdzam komórkę, ale nie mam żadnej odpowiedzi od Zane’a. Może jest w drodze, chce mi zrobić niespodziankę i nie może pisać, bo prowadzi. Zanim zacznę się nad tym zastanawiać, moje powieki stają się ciężkie i zapadam w sen z Chanel wtuloną w mój bok.

Siadam na łóżku i mrugam, starając się przypomnieć sobie, gdzie jestem.

No tak, dom w Roxbury.

Wtedy także uzmysławiam sobie, co mnie obudziło. Głośny huk.

Chanel też nie śpi, co znaczy, że i ona coś usłyszała.

Sięgam po telefon, sprawdzam godzinę oraz czy są jakieś wiadomości od Zane’a. Jest wpół do pierwszej i czuję się wykończona. Gdyby Zane postanowił zjawić się wcześniej, zadzwoniłby do mnie albo wysłał esemesa.

Na dźwięk kolejnego ogłuszającego hałasu aż podskakuję na łóżku.

– O mój Boże… – Mój oddech przyspiesza i wpadam w panikę.

Ktoś jest w domu!

Rozglądam się po sypialni. Mój wzrok pada na marmurowy posążek stojący na komodzie. Jest bardzo ciężki i pewnie mogłabym nim rozwalić komuś czaszkę. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, chwytam figurkę i na palcach podchodzę do drzwi. Z dołu dochodzą hałasy. To pewnie jacyś gówniarze liczą na to, że znajdą tu coś, co będą mogli gwizdnąć i sprzedać. Zdziwią się, bo moi rodzice nigdy nie trzymają tutaj drogich przedmiotów. Przykładam ucho do drewna i nasłuchuję odgłosu kroków. Gdy kolejny przeraźliwy łoskot rozlega się po całym domu, serce zamiera mi w piersi. Mogłabym wezwać gliny, ale zanim by przyjechali, morderca zdążyłby poćwiartować moje ciało na kawałki i wrzucić je do stawu.

Powoli otwieram drzwi i wyglądam na zewnątrz, trzymając mocno w ręku posążek. W korytarzu świeci się światło. Spoglądam w lewo i w prawo. Ruszam w stronę schodów. Gdy Chanel niespodziewanie ociera się o moje nogi, z moich ust wydobywa się krzyk.

– Chanel, nie! Wracaj do środka! – syczę, mając nadzieję, że mnie posłucha. Niestety, kotka rusza w dół po schodach, a ja za nią, najciszej, jak potrafię. – Chanel!

Biegnę za nią i rozglądam się wokół za potencjalnym zabójcą. Jeśli kotka zdradzi moją obecność i obie zostaniemy złapane, chyba ją uduszę. Z pierwszego piętra widzę, że w kuchni pali się światło, a pamiętam, że je gasiłam. Ściskam mocniej marmurową figurkę, gotowa walczyć o własne życie, i schodzę na parter. Na kuchennym blacie leży duży marynarski worek, a lodówka jest otwarta. Czyżby ktoś włamał się do willi wartej kilka milionów dolarów, żeby ukraść jedzenie? Bacznie przyglądam się pomieszczeniom na parterze. Jedynym dźwiękiem, który słyszę, jest mój przyspieszony oddech. Nagle Chanel traci panowanie nad sobą i wtedy rozpętuje się piekło.

Moja kotka z sykiem wskakuje najpierw na kuchenną wys­pę, a potem na blat, uciekając przed wielkim dobermanem, który rzuca się za nią. Przed lodówką stoi pochylony mężczyzna. Gdy próbuje się wyprostować, wpada na niego rozpędzony pies. Mężczyzna usiłuje utrzymać równowagę. Kiedy odwraca się w moją stronę, niewiele myśląc, uderzam go posążkiem w twarz. Upada na podłogę z hukiem, ale o dziwo, nie traci przytomności.

– Co jest, kurwa? – klnie głębokim głosem i przykłada dłoń do policzka.

Próbuję złapać Chanel, ale ona wpada w histerię. Do tego pies zaczyna na mnie warczeć i ujadać, jakbym miała być jego następnym posiłkiem. Kotka syczy i ucieka do salonu, a w ślad za nią na pełnym gazie pędzi pies.

– Chanel! – krzyczę spanikowana. – Zabierz swojego cholernego psa od mojej kotki! – zwracam się do napastnika. – Zapłacę ci, ile chcesz, tylko nie pozwól mu jej zjeść!

– Cami? – Jego głęboki głos przykuwa moją uwagę. Zamieram. Spoglądam na niego, on patrzy na mnie spod wpół przymkniętych powiek. Przełykam głośno ślinę i wpatruję się w mężczyznę, który włamał się do mojego domu i właśnie zwrócił się do mnie zdrobnieniem, którego nie słyszałam od lat.

– Eli?! Co ty tu robisz, do diabła? – syczę przez zaciśnięte zęby.

* * *

koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji

Warszawskie Wydawnictwo Literackie

MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: [email protected]

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF s.c., Bydgoszcz