Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
208 osób interesuje się tą książką
Alison wie o Nathanie wszystko. Nathan nie wie o niej nic.
Nieśmiała i wycofana od lat pozostaje w firmie niemal niewidzialna. Ma już dość bycia tylko tłem. Chce wreszcie zwrócić na siebie uwagę Nathana, mężczyzny, który od dawna nie wychodzi jej z głowy. Problem w tym, że zupełnie nie wie, jak się do tego zabrać.
Wtedy z pomocą przychodzi Damien Brooks.
Damien jest wszystkim, czego Alison powinna unikać. Pewny siebie, bezczelnie przystojny i znany w firmie z kolejnych miłosnych podbojów. Tym razem jednak jego reputacja może pokrzyżować mu plany. Jeśli chce dostać wymarzony awans, musi przekonać szefostwo, że potrafi stworzyć poważny związek.
Dlatego proponuje układ.
On nauczy ją pewności siebie, flirtu i tego, jak przyciągnąć uwagę Nathana. Ona pomoże mu udowodnić, że potrafi być w związku na serio.
Wystarczy tylko udawać, że są razem.
Wspólne wyjścia, pocałunki na pokaz i coraz śmielsze gesty miały być częścią planu. Tyle że z czasem coraz trudniej odróżnić grę od prawdziwych emocji.
Alison miała nauczyć się przy Damienie, jak zdobyć mężczyznę swoich marzeń. Nikt jej nie uprzedził, że największym problemem może okazać się nauczyciel.
Nowelka z Kolekcji komfortowych romansów Inanny
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 134
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Too close to leave
Pamela Nickel
Wydawnictwo Inanna
ROZDZIAŁ 1
Copyright
📖 Informacja o wersji demo
– Alison… Alison!
Dziewczyna usłyszała swoje imię dopiero za drugim razem. Wcześniej wszystko zlewało się w jedno, nie miało znaczenia, czy był to dźwięk podkręconej na maksa klimatyzacji, czy szum nigdy niemilknącego biura. Jej myśli, jej wzrok, jej cała świadomość skupiały się tylko na jednym. Na plecach Nathana Millera. Widocznych przez oszklone ściany jego gabinetu, opiętych przez idealnie skrojoną marynarkę. Spokojny, pewny ruch, w jakim odkładał teczkę na biurko, hipnotyzował ją każdego dnia.
– Alison? – głos z biurka obok w końcu przebił się przez szkło i myśli.
– Przepraszam, zamyśliłam się. – Alison uśmiechnęła się zakłopotana, mając świadomość, że prawie dała się przyłapać. – Właśnie skończyłam raport, już ci wysyłam.
Od pierwszego dnia pracy starała się przetrwać chociaż jeden dzień w pełnym skupieniu. A jednak wystarczył tylko jego poranny spacer do biura, a ona już łamała wszystkie obietnice, które złożyła sobie poprzedniego wieczora. Zadurzyła się w nim, gdy tylko po raz pierwszy ich dłonie zetknęły się ze sobą.
Pamiętała tę chwilę, jakby to było wczoraj. Jej pierwszy dzień w Northway Group, a ona właśnie kończyła rundkę zapoznawczą. Zaszła do kuchni, by zrobić sobie kawę i wziąć głęboki oddech, a chwilę później wszedł on. Szeroki uśmiech, oczy, w których lśniła pewność siebie. Rozmawiał przez telefon, ale delikatnie skinął jej głową.
– Jasne, dopniemy to jeszcze dziś – powiedział do słuchawki, po czym sięgnął po kubek stojący obok ekspresu. Podał go jej odruchowo, bez zastanowienia. Ich palce musnęły się ledwie przez moment, a Alison poczuła, jak serce podchodzi jej do gardła.
To było głupie. Kompletnie nieadekwatne do sytuacji. A jednak w jednej chwili wszystko stało się wyraźniejsze, bardziej intensywne. Zapach kawy stał się uderzający, a ona… przez chwilę zapomniała, jak się oddycha.
– Udanego pierwszego dnia. – Dopiero te słowa przywróciły ją do rzeczywistości.
Skinęła głową, zbyt zaskoczona, by odpowiedzieć od razu. Gdy uniosła wzrok, był już odwrócony plecami, wychodził z kuchni pochłonięty rozmową, jakby ten drobny moment nie miał żadnego znaczenia. Jakby nie zauważył jej rumieńca ani tego, jak mocniej zacisnęła palce na porcelanie. Jakby jej życie właśnie nie stanęło na głowie.
Od tamtego dnia wszystko w jej życiu się zmieniło. Nowa praca miała przynieść ogromne możliwości, a ona od dwóch lat tkwiła przy tym samym biurku, z tym samym zakresem obowiązków. Nie potrafiła awansować nie dlatego, że była kiepskim pracownikiem. Była po prostu… bardzo rozproszona. Na spotkaniach nie przedstawiała wniosków tak dobrze, jak powinna, w ciągu dnia odpływała myślami, a niektóre zadania umykały jej aż do ostatniej chwili, gdy ktoś upomniał się o przesłanie raportu czy podsumowania. Wszystko przez to, że gdy tylko jej szef pojawiał się w biurze, ona automatycznie traciła rozum. Była w nim bezgranicznie, bezsensownie i bezkreśnie wręcz zakochana.
Jakimś cudem udawało jej się ukrywać swoje uczucia przed współpracownikami, wiedziała zresztą, że nie tylko ona zerka na oszklone ściany gabinetu i wzdycha pod nosem. Jednak tylko jej utrudniało to pracę do tego stopnia, że nie potrafiła skupić myśli zupełnie na niczym. Może poza grą mięśni widoczną przez delikatny materiał białej koszuli.
Odkąd rozpoczęła tu pracę, nie umówiła się z nikim. Nikt przecież nie mógł się równać z Nathanem, po co więc tracić czas? Nie żeby wcześniej miała jakieś szalone życie uczuciowe, ale nie była też dziewicą. Była wysoka i szczupła, a swoje długie blond włosy spinała z reguły w kucyk, by nie tracić czasu na układanie wymyślnych fryzur. Była… Przeciętna. Nie brzydka, ale też nie powalała urodą. Jednak nie to sprawiało, że najczęściej stała z boku. Jej babcia powtarzała, że brakuje jej iskry. Tego czegoś, co sprawia, że przestaje się być statystą w swoim własnym filmie, tego, co sprawia, że ludzie nagle zaczynają cię dostrzegać i łaknąć twojej obecności. Ponoć kobieta albo się z tym rodzi, albo to coś iskrzy dopiero w towarzystwie odpowiedniego mężczyzny.
Alison lubiła myśleć, że to właśnie Nathan będzie tym, kto wyzwoli w niej jej iskrę. Często wyobrażała sobie ich życie razem. Jak wychodzą z pracy i roześmiani wsiadają do jego auta. On jednak nie skręca w kierunku ich uroczego domku na przedmieściach, ale ze śmiechem mówi jej, że ma dla niej niespodziankę. Wjeżdżają na lotnisko, gdzie czeka na nich samolot i…
– Przepraszam! – Dopiero zderzenie wyrwało Alison z pętli myśli, w której grzęzła najczęściej.
Podniosła lekko głowę, by spojrzeć, na kogo wpadła tym razem. Damien Brooks pracował w innym dziale, ale jego reputacja sprawiła, że znał go tu dosłownie każdy. Rzadko zdarza się, by kierownik do spraw strategii i rozwoju wyglądał jak on. Mógłby być modelem czy aktorem, ale on wolał łamać serca w garniturze. Czarne włosy zaczesane do tyłu, z tym jednym idealnie opadającym na czoło pasmem, podkreślały ciemną oprawę oczu. Wzrostem górował nad większością osób, a żaden garnitur nie dał rady ukryć godzin, które spędził na siłowni. Jednak to nie tylko przez taki wygląd był znany wszystkim w całym budynku – jego podboje były ulubionym tematem międzydziałowych plotek.
Damien spojrzał na nią z góry, najpierw na rozsypane kartki, dopiero potem na jej twarz. Ten uśmiech pojawił się niemal automatycznie – wyćwiczony, lekko krzywy, dokładnie taki, o jakim krążyły legendy po całym biurze. Uśmiech mężczyzny, który wiedział, jak wygląda i co może osiągnąć jednym spojrzeniem.
– Spokojnie – powiedział miękko. – W Northway jeszcze nikt nikogo nie zwolnił za coś takiego. Przynajmniej nie przed trzecim kwartałem.
Schylił się i podniósł jedną z kartek, zerkając na nią tylko na sekundę. Wystarczająco długo, by zauważyć nagłówek, ale też wystarczająco krótko, by pokazać, że nic go to nie interesuje.
– Analiza operacyjna… – mruknął. – Czyli jednak czasami wychodzicie ze swojej jaskini.
Podał jej dokument, ale ich palce nawet się nie zbliżyły. Zero przypadkowego dotyku, zero przytrzymania kartki zbyt długo. Alison poczuła lekkie ukłucie żalu, ale nie wydarzyło się przecież nic, do czego nie zdążyła się już przyzwyczaić.
– Alison, prawda? – rzucił, choć zabrzmiało to raczej jak stwierdzenie niż pytanie. – White?
Skinęła głową, zaskoczona, że w ogóle kojarzy jej imię.
– Brooks – dodał, jakby dla równowagi. – Ale to pewnie już wiesz.
Znów się uśmiechnął. Tym razem chłodniej. Bardziej ironicznie.
– Uważaj następnym razem. W tym budynku łatwo wpaść na kogoś mniej przyjemnego.
Przez ułamek sekundy pomyślała, że to flirt. Że właśnie tak się zaczyna – od niedopowiedzeń, od spojrzeń, od tej dziwnej energii, która sprawia, że serce przyspiesza. Ale potem Damien zerknął ponad jej ramieniem. Na zegarek. Na kogoś za nią. Na cokolwiek, co nie było nią.
– Miłego dnia – dodał już bez tej miękkości. – I powodzenia z raportami.
Minął ją, zostawiając za sobą zapach delikatnej bergamotki z cięższą, mocniejszą nutą. On jej nie odrzucił. On po prostu… Nie zauważył jej na tyle, by miała jakieś znaczenie.
Alison stała jeszcze chwilę nieruchomo, z kartkami przyciśniętymi do piersi. Dopiero po kilku sekundach dotarło do niej, że oddycha zbyt płytko. Damien Brooks był dokładnie taki, jak mówili. Uwodzicielski jak diabeł, ale tylko wtedy, gdy chciał. I zupełnie bezlitosny w swojej obojętności wobec tych, którzy nie pasowali do jego gry.
*
Alison wróciła do swojego biurka, ale myślami wciąż była kilka metrów dalej. Może gdyby udała, że potrzebuje jakichś dodatkowych danych albo że ma problem z analizą… Mogłaby podejść do gabinetu i poprosić o chwilę rozmowy, a wtedy on z tym swoim ciepłym uśmiechem zaprosiłby ją, by usiadła i wtedy… Gdy podniosła wzrok, zobaczyła, że gabinet Nathana nie jest już pusty.
Damien stał przy jego biurku, nachylony lekko, z jedną dłonią opartą o blat. Jego napięte mięśnie przedramion były widoczne nawet z daleka. Nathan coś mu pokazywał na ekranie laptopa, mówiąc szybko, gestykulując w ten swój spokojny, uporządkowany sposób. Szkło nie tłumiło obrazu, Nathan nie zdecydował się na zasunięcie zasłon, jak czasami, gdy miał jakąś ważną rozmowę.
Alison znów patrzyła za długo. Czuła to, jednak nie mogła przestać. Na profil Nathana, skupiony, lekko pochylony. Na linię jego ramion. Na sposób, w jaki marszczył brwi, gdy tłumaczył coś ważnego. Znała te gesty już za dobrze.
Damien uniósł wzrok pierwszy.
Jego spojrzenie przecięło przestrzeń gabinetu i zatrzymało się dokładnie tam, gdzie siedziała Alison. Patrzył uważnie. Krótko, ale wystarczająco długo, by zauważyć nieruchomość jej sylwetki, sposób, w jaki zapomniała o całym świecie poza szklanymi ścianami.
Ona tego nie zauważyła. Widziała tylko Nathana. Ruch Brooksa nie miał dla niej znaczenia.
Damien zerknął jeszcze raz na przyjaciela, potem znów na Alison. Kącik jego ust uniósł się ledwie dostrzegalnie, w uśmiechu, który nie miał w sobie ani rozbawienia, ani ciepła. Raczej satysfakcję kogoś, kto właśnie połączył brakujący element układanki.
A Alison wciąż patrzyła. Nie wiedząc, że właśnie została zauważona po raz pierwszy.
*
Taras był pusty, pora lunchu już minęła, większość osób siedziała więc grzecznie przy swoich biurkach albo pędziła na kolejne spotkania. Alison wymknęła się tu bez planu, bardziej z potrzeby złapania świeżego powietrza niż z faktycznej chęci zapalenia. Dzisiaj nie było Nathana, miał jakąś konferencję, w jej dziale zapanowało więc praktycznie świąteczne rozluźnienie. Tylko ona czuła się, jakby czegoś jej brakowało.
Z westchnięciem wyciągnęła zapalniczkę i przyłożyła ją do końcówki papierosa. Tyle razy miała już rzucić. Iskra zapaliła się i zgasła. Potem znów. I znów. Przeklęła pod nosem i sfrustrowana pomachała zapalniczką, licząc, że to coś zmieni. Nie sądziła, że nie jest już sama.
Dopiero ciche prychnięcie za jej plecami sprawiło, że zesztywniała. Zanim zdążyła się odwrócić, w jej polu widzenia pojawiła się obca dłoń. Pewna. Spokojna. Z zapaloną zapalniczką.
– Proszę – powiedział Damien, jakby proponował cukier do kawy.
Drgnęła.
– Dziękuję – mruknęła, nachylając się, żeby odpalić papierosa.
W tej samej chwili jej własna zapalniczka wysunęła się z palców i z cichym stuknięciem uderzyła o beton. Alison zaklęła w myślach, schylając się po nią zbyt gwałtownie. Poczuła, jak policzki zaczynają jej płonąć.
Damien nic nie powiedział. Oparł się tylko o barierkę obok, zapalniczkę schował do kieszeni i obserwował ją z nieukrywaną uwagą. Przesuwał po niej wzrokiem bez pośpiechu i litości, a jego usta rozciągnęły się w uśmiechu.
– To ci się nigdy nie uda – rzucił w końcu, tonem tak neutralnym, jakby komentował pogodę.
Zamarła.
– Słucham? – Wyprostowała się gwałtownie, papieros wciąż tkwił niezapalony w jej palcach. – Nie wiem, o czym mówisz.
Oczywiście, że wiedziała.
– Wiesz – odpowiedział spokojnie. – Ale to niczego nie zmienia.
Oparł bark mocniej o barierkę, skrzyżował ręce.
– Po pierwsze – jeśli twoje uwodzenie jest równie nieporadne jak to, co właśnie widziałem, nie poderwałabyś nawet czterdziestoletniego prawiczka z kryzysem wieku średniego.
Poczuła, jak rumieniec wzbiera szybciej, niż zdążyła go powstrzymać.
– To… to obraźliwe – wyrzuciła z siebie, unosząc podbródek. – I totalnie nie na miejscu.
– Być może. – Wzruszył ramionami. – Ale prawdziwe.
Zaciągnął się własnym papierosem.
– Po drugie – ciągnął dalej – nie jesteś w kręgu jego zainteresowań.
– To nieprawda – zaprzeczyła natychmiast, zanim zdążyła pomyśleć. – I nie masz prawa…
Damien prychnął krótko. Bez śmiechu, ale wystarczająco głośno, by przerwać zdziwionej Alison. Zgasił papierosa o metalową popielniczkę i ruszył w stronę drzwi.
– Rób, co chcesz, White – rzucił przez ramię. – Ale marnujesz czas.
Był już niemal przy wyjściu, gdy zebrała w sobie resztkę odwagi.
– Dlaczego? – zapytała cicho. – Dlaczego nie jestem w jego kręgu zainteresowań?
Zatrzymał się.
Odwrócił się powoli, a na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech – ten prawdziwy, niećwiczony, z nutą rozbawienia. Może nawet odrobiną uznania, że dziewczyna zdobyła się na to pytanie. Było w niej odrobinę więcej odwagi, niż zakładał.
– Bo Nathana nie interesują króliczki, które same wpadają w sidła – powiedział miękko. – A już na pewno nie takie, których nie można komuś odebrać.
Spojrzał na nią jeszcze raz, od stóp do czubka głowy, jakby właśnie potwierdził własną teorię.
– Miłego dnia, Alison.
Drzwi zamknęły się za nim cicho, zostawiając ją samą na tarasie. Spojrzała na nieodpalonego papierosa, ale nagle straciła ochotę na cokolwiek. Wyrzuciła go do popielniczki i oparła głowę na zimnej barierce. Nie wiedziała, dlaczego, ale była niemal pewna, że Damien Brooks mówi prawdę.
*
– No pomyśl sama, po co miałby cię okłamywać? – Lucy, jej najlepsza przyjaciółka, rozsiadła się na kanapie, dmuchając zawzięcie w swoją zbyt gorącą herbatę. – Ale w sumie nie rozumiem też, po co mówiłby ci prawdę.
Alison opadła na kanapę obok niej, oparła głowę mocniej na oparciu i wpatrywała się w sufit, jakby miał przynieść jej odpowiedzi. Roztrząsały sytuację z tarasu bez ustanku, najpierw w wiadomościach, później jakby bez chwili wytchnienia, gdy tylko Lucy przekroczyła próg jej mieszkania. Skąd wiedział? Dlaczego jej to powiedział? Czy wie ktoś jeszcze? Co na to Nathan? Czy ma po co wracać do biura, czy stanie się pośmiewiskiem całej firmy? Tak wiele pytań i do tej pory absolutnie żadnej odpowiedzi.
– A skąd ja mam wiedzieć? – Alison wrzuciła w siebie garść chipsów, przez co mówiła lekko niewyraźnie. – Przecież do tego tygodnia nie zamieniłam z nim nawet słowa. Boże, co za wstyd… – ostatnie słowa wypowiedziała w poduszkę, w którą wtuliła całą twarz.
– Już przestań z tym wstydem, gdyby chciał, to zamiast rozmawiać z tobą, obśmiałby cię przy kimś z biura. – Lucy uśmiechnęła się szeroko, by dodać przyjaciółce odwagi. Jej usta były równie idealne co cała ona. Alison zawsze zastanawiała się, jakim cudem ta czarnoskóra piękność jest sama. Jeżeli ona nie potrafiła znaleźć miłości, to jakie szanse ma taki szaraczek jak ona?
– Dobra, koniec tego, wstawaj – White poczuła stuknięcie w bok, gdy przyjaciółka zauważyła, że ta znowu odpłynęła myślami za bardzo. – Nie przyszłam tu po to, żeby patrzeć, jak się zapętlasz i snujesz te swoje domysły. Chodź, zrobimy z ciebie człowieka.
Alison jęknęła i nakryła się mocniej poduszką. Już wcześniej nie chciała tam iść, a teraz po tej rozmowie na tarasie? Impreza służbowa była ostatnią rzeczą, o jakiej w ogóle mogłaby pomyśleć. Wiedziała jednak, że nie ma wyjścia: obecność na rocznicy przeniesienia biura była corocznym obowiązkiem każdego pracownika. Northway Group piętnaście lat temu zaczynało jako niepozorna firma z niewielkim kapitałem, by stać się naprawdę znaczącym graczem na rynku. Oficjalnie była to druga rocznica przeniesienia centrali do nowej siedziby. Nieoficjalnie – pretekst, żeby świętować fakt, że firma dorobiła się własnego wieżowca. Wszyscy stroili się od stóp do głów, zaczynali wspólną kolacją na ogromnej sali konferencyjnej, by potem tańczyć i upijać się powoli. Ludzie znikali w grupkach, zaszywając się w różnych częściach budynku, by później część z nich wracała z włosami w lekkim nieładzie. Każda taka impreza kończyła się niezliczoną ilością plotek – o przyszłych awansach i bieżących romansach. Biuro żyło tym następne miesiące.
– Wiesz, że gdybyś poświęciła dziennie dosłownie dziesięć minut, wyglądałabyś o wiele lepiej? – Lucy kręciła jej włosy w lekkie fale z precyzją zawodowego fryzjera. – Serio, spójrz na siebie. Odpuść ten wieczny kucyk, dorzuć konkretniejszy makijaż i proszę, może przestałabyś każdy weekend wzdychać tylko do własnych marzeń.
– Wychodzi na to, że nawet jeżeli wyglądałabym tak każdego dnia, to Nathan i tak nawet by nie spojrzał w moim kierunku. – Dziewczyna uśmiechnęła się do przyjaciółki smutno. – Nie rozumiem, o co chodzi z tym odbijaniem zajętych kobiet. Dlaczego nie interesuje go nikt inny?
– Słyszałam kiedyś, że są ludzie, którzy tak mają, ale szczerze nie sądziłam z twoich opowieści, że Pan Idealny też taki jest. – Wygięła usta w zniesmaczonym grymasie. – Wiesz, tu z reguły chodzi o to, by pokazać sobie i innym, że jest się lepszym od pozostałych. To raczej mało pozytywna cecha.
– Nie, to nie to – Alison zaprzeczyła stanowczo. – Nawet jeżeli to prawda, to musi chodzić o coś innego… Może ktoś go kiedyś skrzywdził i teraz się czegoś boi? Albo to po prostu były zbiegi okoliczności, a tamte związki i tak już się rozpadały…
Lucy spojrzała na przyjaciółkę, nie skrywając wątpliwości w swoich oczach. Wiedziała, że cokolwiek by się nie wydarzyło, to i tak nie sprawi, by Alison przestała go tak idealizować i podziwiać. Była w nim tak ślepo i bezgranicznie zakochana, że nie zwracała uwagi na nic i nikogo. Odrzuciła przez ten czas kilku całkiem sympatycznych chłopaków, czasami nawet nie zauważając, że są nią zainteresowani. Jej spojrzenie było skupione tylko i wyłącznie na jej szefie, który kompletnie ignorował jej obecność. Jednak jej to nie przeszkadzało w wyłapywaniu zupełnie niewinnych zachowań, by potem godzinami interpretować je na swój sposób. Mimo to… Nie dało się jej nie lubić. Poza tym jednym dziwactwem była naprawdę zabawną i sympatyczną osobą.
– Gotowe. – Dziewczyny uśmiechnęły się do siebie w odbiciu. – Jesteś gotowa na podbój świata, kochana.
Alison obracała się w różne strony, nie mogąc się nadziwić temu, co widzi. Jej długie blond włosy układały się w zgrabne fale, a zielone cekiny w wieczorowej sukni podkreślały identyczny kolor jej oczu. Obcas był dość wysoki, ale stabilny, miała więc większe szanse, że nie potknie się o własne nogi.
– Myślisz, że teraz mnie zauważy?
Lucy wzruszyła ramionami. Nie musiała nawet pytać, o kogo chodzi. Przecież Alison nie była w stanie myśleć o nikim innym.
– Nie wiem. Ale wiem jedno. Jeżeli dziś przejdziesz obok niego tak jak zawsze, ze spuszczoną głową i kubkiem kawy w ręku… to na pewno nic się nie zmieni.
Słowa przyjaciółki zawisły w powietrzu. Alison jeszcze raz spojrzała w lustro. Przez chwilę próbowała zobaczyć w odbiciu kogoś innego niż tę samą dziewczynę, która każdego dnia siedziała przy biurku kilka metrów od szklanego gabinetu Nathana i udawała, że wcale na niego nie patrzy.
Poczuła, jak dłonie zaczynają jej się pocić.
Jeśli dziś mnie nie zauważy…
Przełknęła ślinę.
Too close to leave
Copyright © Pamela Nickel
Copyright © Wydawnictwo Inanna
Copyright © MORGANA Katarzyna Wolszczak
Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Wydanie pierwsze, Bydgoszcz 2026 r.
ebook ISBN 978-83-7995-728-6
Redaktor prowadzący: Marcin A. Dobkowski
Redakcja: Grażyna Wesołowska | proAutor.pl
Korekta: Agata Nowak | proAutor.pl
Projekt i adiustacja autorska wydania: Marcin A. Dobkowski
Projekt okładki: Ewelina Nawara | proAutor.pl
Skład i typografia: Bookiatryk.pl
Przygotowanie ebooka: Bookiatryk.pl
Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.
MORGANA Katarzyna Wolszczak
ul. Kormoranów 126/31
85-432 Bydgoszcz
www.inanna.pl
Książkę i ebook najtaniej kupisz w MadBooks.pl
To jest wersja demonstracyjna zawierająca około 10% głównej treści książki oraz wybraną treść końcową.
Aby przeczytać pełną treść, skorzystaj z pełnej wersji EPUB.
Konwersja i przygotowanie ebooka Bookiatryk.pl
