Zderzenie - Chelsea Curto - ebook + audiobook

Zderzenie audiobook

Chelsea Curto

0,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Marzenie Emerson Hartwell w końcu się spełniło. Jest pierwszą kobietą w historii, która dostała się do zespołu NHL i zagra u boku największych gwiazd hokeja. Jako zawodniczka D.C. Stars musi dogadać się z innymi hokeistami, ale przede wszystkim zdobyć uznanie Mavericka Millera, wymagającego kapitana drużyny. Mav ma swoje priorytety – chce, by to był sezon, w którym D.C. Stars nareszcie wygra play-offy i zdobędzie Puchar Stanleya. Jednak kapitan ma problem ze skupieniem się na grze. Piekielnie utalentowana, seksowna i wygadana Emmy zaprząta wszystkie jego myśli. I choć ciągle się sprzeczają, chemia między nimi jest… odurzająca. Gdy emocje sięgają zenitu, Emmy i Mav lądują w łóżku. To ma być jednorazowa przygoda: ona przecież nie spotyka się z hokeistami, a on jest znanym playboyem i nie angażuje się w poważne związki. Pierwszy raz prowadzi do drugiego, drugi do kolejnego… Pożądanie i czułość będą jednak musiały zderzyć się z bezwzględnymi wymogami sportowej rywalizacji.

Zanurz się w pełną namiętności opowieść o spełnianiu marzeń, lojalności i pasji.

___________________________________________________________________________

Chelsea Curto - Autorka bestsellerowych romansów o silnych kobietach i zafascynowanych nimi mężczyznach. Kiedy nie tworzy zabawnych historii miłosnych, spędza czas, podróżując między północnym wschodem Stanów a Florydą, i zastanawia się, którą książkę przeczytać jako następną.

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 12 godz. 59 min

Lektor: Chelsea Curto

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Tytuł oryginału: Face Off

Copyright © 2024 by Chelsea Curto

Copyright © for this edition by Wydawnictwo Otwarte 2026

Copyright © for the translation by Marta Piotrowicz-Kendzia

Opieka wydawnicza: Julita Gębska

Opieka redakcyjna: Anna Małocha, Dagmara Małysza

Adiustacja i korekta: d2d.pl

Opracowanie typograficzne książki: Daniel Malak

W makiecie wykorzystano elementy grafiki z serwisu Shutterstock, której autorem jest DenysHolovatiuk

Promocja i marketing: Gaja Grochocka

Projekt okładki: Chloe Quinn

Adaptacja okładki na potrzeby polskiego wydania: Maria Miłoś

Fotografia autorki: Trayce Gregoire Photography

ISBN 978-83-8399-569-4

www.uniesienia.pl

Dystrybucja: SIW Znak. Zapraszamy na www.znak.com.pl

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotował Jan Żaborowski

Dla dziewczyn, które lubią nie tylko czytać o sporcie, ale też go uprawiać.

(I dla tych, które uwielbiają patrzeć, jak mierzący metr dziewięćdziesiąt trzy kapitan NHL klęka i błaga jak grzeczny chłopczyk – Maverick Miller jest właśnie dla Was).

Od autorki

Jako osoba, która całe życie uprawiała sport, z radością obserwuję rosnące zainteresowanie sportem kobiecym. Jeszcze dziesięć lat temu ten entuzjazm wobec kobiet w sporcie w ogóle nie istniał, a żyć w czasach, gdy finał kobiecej koszykówki NCAA* miał większą oglądalność niż finał męski, to coś niebywałego.

Jestem teraz w swojej sportowo-romansowej erze – i kiedy zaczęłam planować serię o hokeju, wiedziałam, że chcę napisać historię z niespodziewanym zwrotem akcji.

Gdy po raz pierwszy zaczęłam marzyć o Zderzeniu i historii kobiety grającej zawodowo w hokeja, liga PWHL* jeszcze w pełni nie istniała. Zamiast więc tworzyć dla Emmy fikcyjną ligę, postanowiłam pozwolić jej grać z chłopakami.

Zaufajcie mi.

Wiem, że kobiety nie grają w NHL* (z wyjątkiem Manon Rhé­aume, która wystąpiła w meczu pokazowym w barwach Tampa Bay Lightning).

Ta książka to fikcja. Świadomie naciąga granice realizmu, żeby historia miała sens, ale reprezentacja kobiet w sporcie jest dla mnie ważna – stąd kobieta w NHL.

Tak, wiem również, że drużyny hokejowe mają więcej niż dziewięciu zawodników. Dla lepszej przejrzystości ograniczyłam liczbę postaci, by łatwiej było się w tym wszystkim połapać (dołączyłam także skład drużyny, żeby było wiadomo, kto jest kim)!

Na koniec: niektóre postacie przewijające się w Zderzeniu pojawiają się też w moich książkach z innej serii. Dallas, Maven i June to bohaterowie Behind the Camera (romansu sportowego o samotnym ojcu i niani). Reid to kolejna postać, która dostanie własną historię w tamtej serii. Zderzenie napisałam w taki sposób, żeby można było czytać ją niezależnie (mam taką nadzieję!), ale jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało na Instagramie: @authorchelseacurto.

Ostrzeżenia dotyczące treści

Zderzenie to komedia romantyczna pełna śmiechu, pikanterii i wzruszeń, ale chcę Was uprzedzić, że w książce pojawiają się treści, o których część z Was pewnie wolałaby wiedzieć:

– wulgarny język

– wiele scen seksu między dwiema świadomymi osobami, wyrażającymi na to chęć (w tym delikatne duszenie – za zgodą)

– spożywanie alkoholu

– zreformowany playboy z przeszłością kobieciarza (NIEMA tu żadnych zdrad czy seksu z innymi osobami po poznaniu głównej bohaterki)

– bójki na lodowisku (w tym krew i ciosy)

– wzmianka o kontuzji hokejowej

– wzmianka o porzuceniu przez rodziców (krótka)

– wzmianka o życiu w rodzinie zastępczej (krótka)

– wzmianka o dziecięcym nowotworze (krótka)

– seksistowskie komentarze wygłaszane przez postacie poboczne (krótkie, w tym jeden niestosowny, którego nie wypowiada żadna z głównych postaci)

Dbajcie o siebie i chrońcie swoje serca. Jeśli macie jakiekolwiek pytania dotyczące wymienionych kwestii, pamiętajcie, że zawsze możecie do mnie napisać na Instagramie: @authorchelseacurto.

Skład drużyny hokejowej D.C. STARS

Maverick Miller – prawy skrzydłowy

Emerson Hartwell – lewa skrzydłowa

Liam Sullivan – bramkarz

Hudson Hayes – obrońca

Riley Mitchell – obrońca

Ethan Richardson – środkowy

Grant Everett – prawy skrzydłowy

Connor McKenzie – środkowy

Ryan Seymour – obrońca

Brody Saunders – główny trener

Rozdział 1

Emmy

Widziałam w swoim życiu sporo penisów, ale ten, oddalony o kilkanaście centymetrów od mojej twarzy, to ostatni, jaki chciałabym oglądać.

– Grady. – Zakrywam oczy ramieniem w desperackiej próbie osłonięcia się przed jego dyndającym interesem. – Udało nam się wytrzymać przez dwa sezony, nie wchodząc z tą przyjaźnią na dziwne terytoria, a ty akurat dziś, na odchodne, postanawiasz zachować się jak zbok? I to jeszcze w świętym miejscu, jakim jest nasza szatnia?!

– Ktoś mi ukradł bokserki. – Grady Whitlock to mój najlepszy przyjaciel. Tylko dzięki niemu przetrwałam grę na lewym skrzydle w San Diego Iguanas, drużynie ECHL*, lidze AANHL. Nigdy nie należał do wstydliwych. – Wiesz, że nie jestem taki.

– Bliskość twoich jaj przy moich ustach sugeruje co innego. Chyba będę miała koszmary.

– Poczekaj.

Słychać serię mamrotanych przekleństw, po których następuje dźwięk zamka rozpinanej torby sportowej i szelest ubrań.

– Dobra. Już możesz patrzeć.

Otwieram jedno oko i z ulgą stwierdzam, że patrzę na ciemne dżinsy, a nie na mosznę.

– Dziękibogu. Kto ukradł ci bokserki?

– Pewnie Andrew – burczy Grady. – Ten gnojek uwziął się na mnie, odkąd pokonałem go w zeszłotygodniowym konkursie rzutów karnych. Przepraszam, Em.

– Wybaczam ci, ale tylko pod warunkiem że nigdy więcej nie pokażesz mi swoich klejnotów – odpowiadam.

– Może hipnozą uda nam się wymazać ci ten obraz z pamięci.

– Albo przywalę sobie młotkiem w łeb. Tak czy siak, będziesz musiał znaleźć kogoś innego, przed kim mógłbyś się obnażać, stary. Mam lot za trzy godziny i wtedy znikam stąd na dobre.

Grady marszczy brwi.

– Bez ciebie to miejsce już nigdy nie będzie takie samo, Emmy.

– Powołanie do pierwszej ligi było ostatnią rzeczą, jakiej się spodziewałam w tym roku, i niewiele brakuje mi do ataku paniki. – Ściskam kciuk z palcem wskazującym, pokazując, jak blisko jestem załamania. – W sumie… możesz mi jeszcze raz pokazać swojego fiuta? Jest żylasty, ale i tak o wiele mniej przerażający niż myślenie o przyszłości. Ja? Zawodniczką NHL? Czy oni się niepomylili?

– Aha. – Pociera szczękę i się uśmiecha. – Widzę, że wkraczamy na etap odwracania uwagi. To, co przeżywasz, nazywa się emocjami, Emmy. Powinnaś je zaakceptować. To nie sprawia, że stajesz się słaba.

– Wiem o tym. – Macham ręką, ale gdzieś w środku coś mnie ściska, gdy na niego patrzę. – To wszystko wydarzyło się tak nagle.

Podchodzi do mnie. Kiedy jest już blisko, delikatnie obejmuje moją twarz ciepłymi palcami i szorstkimi dłońmi.

– Dasz radę, Em. Ta zmiana nie będzie łatwa, ale to szansa, która zdarza się raz w życiu.

„Niech to szlag”.

Naprawdę miałam nadzieję, że uda mi się stąd wymknąć bez wdawania się w głębszą rozmowę. Grady potrafi wyciągać ze mnie wielkie, przerażające emocje i zmuszać, żebym mówiła wprost o tym, co czuję, a dzisiaj to ponad moje siły.

Skubię nitkę zwisającą z szortów. Dłonie mi się pocą. Nerwowo szarpię za długie, postrzępione pasemka dżinsu i biorę głęboki oddech.

– Czy oszalałam, że przyjmuję tę ofertę? Że zrezygnowałam z tego, co tu mam pewnego? Wiesz, że nienawidzę tkwić w miejscu, ale czuję się, jakbym skakała do oceanu bez kamizelki ratunkowej.

– Pomyśl o tym jak o kolejnym etapie. O przekierowaniu – mówi Grady, który zawsze jest głosem rozsądku w naszej szatni. – Bardzo ciężko na to pracowałaś. To była tylko kwestia czasu, kiedy pojawi się jakaś okazja.

Nazwijcie mnie egoistką, alenaprawdę ciężko na to pracowałam.

Cholernie ciężko, a teraz mam szansę grać dla D.C. Stars, naszej drużyny partnerskiej NHL.

Starsi byli kiedyś potęgą – przez rekordowe dwadzieścia cztery lata z rzędu awansowali do play-offów. Teraz są w dołku i nie potrafią się z niego wydostać.

To będzie ich kolejny, ósmy przegrany sezon. Od piętnastu lat nie odsłonięto banneru Mistrza Pucharu Stanleya*, a ten rok również nie zaczął się dla nich najlepiej.

Na początku sezonu kontuzja wykluczyła ich elitarnego debiutującego skrzydłowego z powodu zerwania więzadła krzyżowego i od tej pory zawodnicy z AHL byli rotowani, aby wypełnić puste miejsce w składzie. Ale bez skutku.

Dowiedziałam się tego wszystkiego podczas rozmowy ze swoim agentem i głównym trenerem Starsów. Po niemal półgodzinie komplementów i wyliczania moich osiągnięć sięgających ­jeszcze czasów liceum trener Saunders zaproponował mi kontrakt, bo spodobał mu się mój styl gry i podziwiał moją determinację.

Cały czas czekałam, aż ktoś powie mi, że to żart. Że doszło do wielkiego nieporozumienia, że to wszystko powinno się przytrafić innej Emerson Hartwell, ale to nigdy nie nastąpiło.

I oto jestem, ze spakowanymi walizkami i z sercem podchodzącym do gardła. Przytulam się do kumpla, który stał się dla mnie jak brat.

Nigdy nie byłam beksą, jednak teraz szczypie mnie w nosie i mam łzy w oczach, gdy Grady mocno mnie obejmuje. Czuć, że jest po całym dniu treningu, ale mam to gdzieś. Nie wiem, kiedy znowu go zobaczę, więc chcę się nacieszyć tą chwilą.

Odsuwa się i rzuca mi poważne spojrzenie, które mówi, że odpala tryb starszego brata.

– Pamiętasz naszą zasadę?

– Żadnego seksu z kolegami z drużyny. – Śmieję się. – Nie masz powodów do zmartwień. Już się nauczyłam na własnych błędach.

– To dotyczy też Mavericka Millera. On nie uznaje żadnych zasad. Ma dziewczynę w każdym mieście i co chwila pojawia się na zdjęciach z różnymi modelkami i aktorkami. Krąży plotka, że jakiś popularny randkowy reality show oferował mu główną rolę, ale ją odrzucił.

Przewracam oczami.

– Przez całą karierę miałam do czynienia z takimi typami. Nie obchodzi mnie, jak bardzo jest przystojny czy sławny. Nie tknę go nawet kijem z izolacją.

– Dobrze. – Grady całuje mnie w czubek głowy i mierzwi mi włosy. Gdy go odganiam, jego wzrok pada na moją szafkę. – Nigdy nie myślałem, że zobaczę ją pustą. Gdzie podziały się wszystkie twoje graty? Kiedyś miałaś tam z dziewiętnaście szczotek do włosów i tyle roślin, że mogłyby zapewnić tlen całemu miastu.

– Wal się. – Opieram ręce na biodrach. – Nie obrażaj Pani Paprotki i Freddiego Fikusa.

– Ich liście wchodziły na moją przestrzeń. Cieszę się, że zniknęły. – Grady wyciąga z przedniej kieszeni dżinsów złożoną kartkę. – To do twojej nowej szafki, o ile znajdziesz tam trochę miejsca.

Rozkładam pogniecioną kartkę i parskam śmiechem. To zdjęcie nas dwojga, które zrobiliśmy pierwszego dnia mojego pobytu w Iguanas, dwa lata temu. Obejmuje mnie ramieniem. Ja wtulam się w niego. Uśmiechamy się identycznie i mamy na sobie takie same koszulki. Pamiętam ten moment, jakby to było wczoraj.

– Spójrz na nas – mówię. – Byliśmy dzieciakami. Miałeś jeszcze wszystkie zęby.

– A ty myślałaś, że ta grzywka to dobry pomysł.

– Nigdy więcej. – Przygryzam dolną wargę. – Myślisz, że Starsi powołali mnie z powodu równości płci? Żeby mogli być pierwszą drużyną z kobietą w składzie?

– Kurwa, nie. Powołali cię, bo jesteś najlepszą hokeistką w ECHL i AHL. Bo możesz równać się z każdym gościem w tych trzech ligach. Kogo obchodzi, że masz cycki i nosisz sportowy stanik?

– Chciałabym, żeby wszyscy mieli takie podejście jak ty. Zobacz, ile czasu zajęło mi przekonanie do siebie chłopaków tutaj. Cały sezon.

– To dlatego, że jesteś zadziorna, a nie dlatego, że jesteś kobietą. Jesteś moim małym kaktusem. – Grady szczypie mnie w policzek, a ja rzucam mu mordercze spojrzenie. – Jeśli twoi nowi koledzy z drużyny będą pieprzyć głupoty, udowodnij im na treningu, że się mylą. Skop im tyłki, a potem skromnie się tym pochwal. A jeśli będziesz chciała im wyjątkowo dowalić, przypomnij im, gdzie stoją w tabeli. – Patrzy na mnie, a jego twarz łagodnieje. – Pewnego dnia nakręcą o tobie film.

– Zaczyna się robić dziwnie. Nigdy nikt nie powiedział mi naraz tylu miłych rzeczy, nie próbując przy tym mnie przelecieć – żartuję.

– Tak, tak. Musisz się nauczyć od czasu do czasu przyjmować komplementy. – Cmoka z dezaprobatą. – Opowiedz mi o tej osobie, u której będziesz mieszkać. Można jej ufać?

– Piper Mitchell nie skrzywdziłaby nawet pszczoły, gdyby ją użądliła. Przyjaźniłyśmy się w liceum. Teraz pracuje dla Starsów w dziale mediów.

– Miałaś przyjaciół jako nastolatka? – pyta, a ja znów wybucham śmiechem. – To musiał być niezły widok.

Pokazuję mu środkowy palec i rozglądam się po szatni, którą przez ostatnie dwa lata nazywałam domem, a serce wali mi jak młotem.

– To koniec pewnej ery, prawda? – pytam.

– I początek nowej. – Grady wskazuje podbródkiem drzwi. – Wiesz, że nienawidzę pożegnań. Wynoś się stąd, zanim posiekam twoje rośliny i nakarmię nimi ptaki.

– Nigdy byś tego nie zrobił. – Przytulam go ponownie i jakaś cząstka mnie zostaje z nim na zawsze w tym uścisku. – Bądź grzeczny, Whitlock. Trzymaj kutasa w spodniach.

– Pewność siebie spada mi dziś na łeb na szyję. Naprawdę jest aż tak źle? Kurczę, może dlatego Sabrina nie oddzwoniła do mnie po sobotniej nocy w barze.

– Bo twój penis skręca w lewo? Wątpię. Pewnie dlatego, że ma na imię Samantha, a nie Sabrina. – Klepię go po ramieniu. – Popatrz tylko, jak się zmieniasz w typowego lowelasa.

– Do cholery. – Odchyla głowę do tyłu i wpatruje się w sufit. – Naprawdę mi się podobała. W barze było za głośno. Nie mogłem nic usłyszeć. To moja wina, że nie poprosiłem jej, by powtórzyła.

– Zawsze jest następny raz. – Podnoszę torbę z podłogi. – Trzymam za ciebie kciuki.

– Hej. Żadnego spania z kolegami z drużyny tylko dlatego, że jest ci zimno, nudzisz się i cierpisz na środkowoatlantycką depresję sezonową.

– Obiecuję, że będę grzeczna. – Telefon wibruje mi w kieszeni, więc sprawdzam powiadomienia. – Muszę lecieć. Mój transport już czeka.

– Kocham cię, Emmy. Baw się najlepiej, jak potrafisz – mówi Grady.

– Ja ciebie też, głąbie. – Szturcham go w bok i się odsuwam. – Jeśli zdecydujesz się przylecieć na wschód, będzie na ciebie czekać bilet.

Zmierzam w stronę drzwi prowadzących do lobby hali treningowej i rzucam ostatnie spojrzenie przez ramię. To największy krok, jaki kiedykolwiek zrobiłam w swojej karierze, a gdy Grady uśmiecha się do mnie, już wiem, że dam sobie radę.

Rozdział 2

Emmy

W drodze z lotniska do mieszkania Piper Mitchell towarzyszy mi monsun. Kiedy docieram do wejścia luksusowego apartamentowca, jestem przemoczona do suchej nitki.

Podróż na jedenaste piętro mija szybko. Taszczę walizki korytarzem pod drzwi Piper i pukam dwa razy. Drzwi otwierają się z impetem. Wita mnie mierząca nie więcej niż metr sześćdziesiąt blondynka o niebieskich oczach. Rzuca się na mnie, a potem tak ściska, że tracę dech. Uśmiecham się po raz pierwszy, odkąd wylądowałam na lotnisku Reagana.

Nigdy nie miałam wielu przyjaciółek. Ciągnęło mnie do sportu i za cel obrałam sobie dostanie się do chłopięcych drużyn. Cały wolny czas spędzałam na treningach, podporządkowywałam wszystko harmonogramowi ćwiczeń i nieustannie próbowałam udowodnić swoją wartość. To było wykańczające.

„Nie jesteś jak inne dziewczyny”, mówili chłopcy z mojej amatorskiej drużyny hokejowej, gdy oberwałam łokciem w twarz podczas meczu. „Jedna z nas”, wiwatowali, gdy wycierałam krew z nosa.

Śmiałam się wtedy z tego, ale w głębi duszypragnęłam być taka jak inne dziewczyny.

Chciałam mieć kogoś, z kim mogłabym pogadać o pierwszych pocałunkach i nieudanych randkach. O bolesnych okresach i seksownych nauczycielach, którzy przychodzili na zastępstwo.

Trudno w dorosłym życiu nadrobić to całe „dziewczyństwo”, skoro nigdy wcześniej tego nie zaznałam. Ludzie często mówią mi, że niełatwo się ze mną dogadać. Że jestem zamknięta w ­sobie i zgryźliwa. Ale taka byłam od zawsze. Nie jestem zła, tylko ­niespokojna, dlatego zawsze gonię za kolejną wielką szansą. Dla­tego ciągle szukam kolejnego miejsca, do którego mogłabym uciec.

To zazwyczaj kończy się tak samo – znikam, zanim zdążą się nawiązać prawdziwe przyjaźnie. I cykl się powtarza.

Piper była inna.

Wkradła się do mojego życia, kiedy przydzielono nas do pary na zajęciach z literatury angielskiej w drugiej klasie liceum. I tak już zostało.

Jeśli ona jest promykiem słońca, to ja jestem burzową chmurą.

Jedna z nas garnie się do ludzi, a druga unika ich jak ognia. Dwa całkowicie skrajne bieguny, a jednak znalazłyśmy przyjaźń, która działa.

Straciłyśmy kontakt na studiach. Ja byłam zajęta poprawianiem ocen, by nie stracić stypendium sportowego. Ona studiowała dziennikarstwo radiowo-telewizyjne i podkochiwała się w potomku bogatej rodziny, który ze studenta przeistoczył się w dyrek­tora generalnego firmy technologicznej i, jak się okazało, był kompletnym dupkiem.

Rozstali się w zeszłym roku, a my odnowiłyśmy kontakt na Insta, który z czasem przerodził się w cotygodniowe rozmowy na FaceTimie.

Nie wierzę w te całe bratnie dusze… ale Piper chyba naprawdę nią jest.

Pojawiła się, gdy najbardziej jej potrzebowałam, i sprawiła, że poczułam się kochana. Odzyskałam wiarę w siebie.

Kiedy zadzwoniłam do niej i powiedziałam, że przyjeżdżam grać dla Starsów, od razu zaproponowała, żebym zatrzymała się u niej. Była tak podekscytowana, jakby toona dostała się do drużyny, a w naszej przyjaźni nic się nie zmieniło.

– Jesteś wreszcie! – wykrzykuje Piper.

– Jestem. Przemoczona do suchej nitki. Zniszczę ci podłogi – odpowiadam.

– Kto by się tam przejmował podłogą! – Odsuwa się i gestem zaprasza mnie do środka. – Jak minął lot? Chcesz wziąć prysznic, zanim oprowadzę cię po mieszkaniu i pomogę ci się rozpakować? Jesteś głodna?

Mówi jak karabin maszynowy. Spowolniona przez jet lag, ledwie za nią nadążam.

– Nie będziesz mieć nic przeciwko temu, jeśli najpierw się opłuczę? – Patrzę na kałużę tworzącą się u moich stóp. – Facet na środkowym siedzeniu jadł kanapkę z cebulą i mam wrażenie, że przesiąkłam tym smrodem.

– Kanapkę z cebulą? – Piper pochyla się i wącha moją koszulę. – To obrzydliwe. Co się w ogóle daje do takiej kanapki?

– Chleb i cebulę. To wszystko – mówię. – Kierowca Ubera, który mnie tu wiózł, miał cofkę przez całą drogę, więc na pewno stracę swoje pięć gwiazdek.

– Podróżujący ludzie zupełnie zapomnieli, co to dobre maniery. Całe szczęście, że my latamy czarterami. Gdybym zobaczyła kogoś, kto wchodzi boso do toalety w samolocie, od razu zakułabym go w kajdanki i zgarnęłabym do aresztu. – Ciągnie mnie za ramię i prowadzi korytarzem. – Pokażę ci twój pokój, odświeżysz się, a potem zrobimy pełną rundkę po mieszkaniu.

– Ocholera, Piper. Wysłałaś mi zdjęcia, ale dopiero teraz widzę, że to miejsce jest ogromne. – Zerkam na okna od podłogi do sufitu w salonie. Panorama Waszyngtonu mruga do mnie zza szyb i jestem naprawdę pod wrażeniem. – W Kalifornii kosztowałoby to kilka milionów.

– Nieźle, co? – Piper uśmiecha się do mnie przez ramię. – Skoro ten złamas zdradził mnie ze swoją sekretarką, a potem śmiał twierdzić, że rozwód to moja wina, możesz być pewna, że zrobiłam wszystko, by puścić go z torbami.

– Jak się trzymasz? – pytam.

– W porządku – mówi, ale ledwie się uśmiecha. – Nie miałam pojęcia, jak bardzo mnie ograniczał, dopóki się od niego nie uwolniłam, wiesz?

Wiem i nie mogę ścierpieć tego, że moja urocza przyjaciółka też się tego dowiedziała.

– Przykro mi, że musiałaś przez to przejść, i przykro mi, że nie było mnie przy tobie.

– Nie przejmuj się. Mam to już za sobą i wszystko idzie dobrze. – Jej olśniewający uśmiech wraca na swoje miejsce i zatrzymujemy się przed drzwiami. – To twój pokój. Jest tam łazienka, przygotowałam też dla ciebie ręczniki. Jest nawet do nich podgrzewacz.

– No proszę, co za luksus. – Waham się, po czym znów ją przytulam. – Dziękuję, że mnie przygarnęłaś.

– Nie musisz mi dziękować. Będziemy się świetnie bawić. I nie spiesz się. Poczekam w salonie.

Macha ręką, odrzuca włosy i rusza korytarzem, nucąc melodię, która podejrzanie przypomina Goodbye Earl.

Pół godziny później siadam obok Piper na kanapie i przyjmuję piwo, które mi podaje. Stukamy się butelkami, wznosząc radosny toast, rozsiadamy się wygodnie i relaksujemy.

– Nie mogę uwierzyć, że tu jesteś, Em. I nie tylko tu jesteś… podpisujesz kontrakt ze Starsami!

– Dużo osób o tym wie? Poszedł jakiś komunikat?

– Nie. Sama dowiedziałam się dopiero wtedy, gdy zespół od mediów dostał twoje statystyki, żebyśmy mogli trochę o tobie poczytać. Ale mam przeczucie, że niedługo wypłynie to do mediów. Zawsze znajdzie się ktoś, kto powie komuś, kto powie komuś jeszcze, i zanim się obejrzysz, będzie o tym wszędzie, nawet na ESPN. Maverick już oczywiście wie, więc gdy to wycieknie, możemy zrzucić winę na niego.

„Maverick Miller”.

Widziałam jego najlepsze akcje i wiem, że to niesamowity hokeista.

Był najlepszym debiutantem NHL. Przez pięć sezonów z rzędu wybierany do First Team All-Star1. Niedawno zdobył też Nagrodę Teda Lindsaya* przyznawaną przez NHLPA* dla najwybitniejszego gracza.

Może i jest sportowym fenomenem, tym numerem jeden w drafcie, na którego stawia się wszystko, bo wiadomo, że pewnego dnia zdobędzie dla drużyny Puchar Stanleya, ale jego media społecznościowe są pełne postów, które aż krzyczą: „Patrzcie na mnie!”.

Podczas lotu zrobiłam na jego temat małe śledztwo… i żałuję.

Ma tam zdjęcia z loży dla VIP-ów w klubach, z tandeciarskim srebrnym łańcuchem na szyi. Inne pokazują go w ekskluzywnej loży na stadionie podczas meczu futbolowego D.C. Titans albo jak rzuca pierwszą piłkę na meczu bejsbolowym D.C. ­Dolphins.

Nie mam nic przeciwko temu, by obnosić się ze swoim bogactwem czy pokazywać to, na co samemu się zapracowało, ale on jest złotym chłopcem ligi. Tym, który pozuje na rozkładówkach magazynów w garniturach za osiem tysięcy dolarów i ma wszystko podane na tacy.

Słyszałam historię, że chciał skorzystać z publicznej siłki, kiedy liga jest na pauzie i nie ma meczów, więc zamknięto cały budynek na pełne dwie godziny, żeby mógł spokojnie potrenować.

Założę się, że nikt nigdy mu nie odmówił.

Z takimi ludźmi trudno się gra. Dla nich liczy się ego, podejście „ja”, a nie „my”, które wprowadza napiętą i mało komfortową atmosferę w szatni.

Widziałam to na własne oczy i nie zamierzam znów być częścią takiego środowiska. Jeśli tak właśnie działają Starsi, nie wytrzymam tu nawet tygodnia.

– Miller – mówię, maskując ciekawość łykiem piwa. – Mamy w tym tygodniu poranny trening. Nie chcę iść tam kompletnie zielona, jeśli chodzi o to, jaki jest poza lodowiskiem. Mój przyjaciel mówi, że to klasyczny jebaka. To prawda?

Piper się rumieni.

– Nie wiem tego z pierwszej ręki, ale ponoć podczas wyjazdów zdarza mu się przemycać kogoś do pokoju hotelowego po ciszy nocnej. Te kobiety zawsze wyglądają na zachwycone.

– Czyli jednak jest dupkiem, prawda? Kimś, kto nie ma ustalonych priorytetów.

– Wcale nie. Maverick jest trochę jak szczeniak. Wulkan energii, pełno go wszędzie. Wszyscy go uwielbiają, a to, co robi dla organizacji charytatywnych, naprawdę jest godne podziwu. No i dobrze sprawdza się w roli kapitana. To dlatego wciąż tu jest mimo wszystkich porażek: wierzy w chłopaków i kocha Waszyngton.

„Interesujące”.

Nie bardzo widzę go w roli kogoś, kto zajmuje się działalnością charytatywną, ale zostawiam to sobie na później.

– Dlaczego Starsi przegrali tyle meczów? Odkąd Miller został powołany, nie mieli ani jednego zwycięskiego sezonu. Taki zawodnik powinien odmienić losy całej drużyny.

– Jestem tu dopiero kilka lat, więc nie znam całej historii, ale słyszałam plotki o toksycznym trenerze. Wygląda na to, że Miller nie był w pełni wykorzystywany w pierwszych kilku sezonach. W trzecich tercjach zostawiano go na ławce rezerwowych i się frustrował. Był też liderem ligi pod względem czasu spędzonego na ławce kar w swoich pierwszych dwóch latach u nas.

– Czyli ma temperament?

– To nie kwestia temperamentu, nie skrzywdziłby muchy. Jest bardzo lojalny i nie lubi, gdy jego kumple z drużyny są wyzyskiwani. Potem przyszedł trener Saunders i się pozmieniało. Ma autorytet i trzyma wszystko mocną ręką, ale potrafi dogadać się z zawodnikami. Chłopaki w końcu uwierzyły, że mają to, czego potrzeba, aby odnieść sukces, po tym, jak przez długi czas mówiono im, że nie są wystarczająco dobrzy – wyjaśnia Piper.

– I do tego te kontuzje – dodaję, a ona kiwa głową.

– Tak. Szkoda tego Finna Adamsa. Miał świetny okres przedsezonowy. On i Maverick naprawdę świetnie się dogadywali. Ale wypadki się zdarzają, a to oznacza, że teraz ty dostajesz swoją życiową szansę, Emmy. Jesteś podekscytowana?

– Bycie pierwszą kobietą, która zagra w meczu regularnego sezonu w NHL, będzie… – Zawieszam głos, przesuwając kciukiem po szyjce butelki. – Brakuje mi słów. Jestem z siebie bardzo dumna, ale też przerażona. Presja, jaka wiąże się z byciem profesjonalną sportowczynią, jest przytłaczająca. Zwłaszcza gdy uprawiasz sport zdominowany przez mężczyzn, a nie masz penisa.

Piper zaczyna się śmiać.

– Boże. Wkurzysz tylu ludzi. Hejterzy odlecą.

– To nie byłby pierwszy raz, kiedy kazaliby mi wracać do kuchni – mówię z przekąsem. – Ale dość o mnie. Kiedy w końcu dostaniesz stałą posadę w zespole komentatorskim Starsów? Wiem, że już teraz okazjonalnie miałaś jakieś zastępstwa.

Piper wzrusza ramionami.

– Może w przyszłym sezonie. Ktoś myśli o przejściu na emeryturę, a ja jestem następna w kolejce. To gra na zwłokę, ale jestem zadowolona z tego, co robię teraz. Zbieram informacje o zawodnikach i związane z rozwojem drużyny. Analizuję najlepsze osiągnięcia wszystkich graczy. Znam statystyki każdego zawodnika lepiej niż hasło do własnej komórki.

– Nienawidzę wywiadów, ale dla ciebie zrobiłabym wyjątek.

– Gdy tylko dostanę mikrofon do ręki, będziesz pierwszą osobą, z którą porozmawiam. Nie uciekniesz przede mną, Emmy ­Hartwell.

– Nawet do głowy by mi to nie przyszło.

Siedzimy do późna w nocy, gadając o drużynie, zawodnikach i wszystkim, co wydarzyło się, odkąd widziałyśmy się ostatni raz. W towarzystwie Piper czuję ten sam spokój co przy Gradym. Pewność, że nawet kiedy wszystko przytłacza, wciąż są ludzie, którzy naprawdę we mnie wierzą.

1 Honorowe wyróżnienie przyznawane najlepszym zawodnikom uniwersyteckim w USA w różnych dyscyplinach sportowych. Jeśli ktoś jest określany jako All-American, to znaczy, że należy do ścisłej czołówki graczy w całym kraju na poziomie akademickim (wszystkie przypisy pochodzą od tłumaczki).

Rozdział 3

Maverick

Coś dotyka mojego tyłka.

Dziwne. Myślałem, że wczoraj zasnąłem sam.

Otwieram oko i jęczę na widok słońca, które zalewa sypialnię. Jest za wcześnie. Za jasno. I głowa mi pęka.

– Chryste – mamroczę w poduszkę. – Nigdy więcej alkoholu. Jestem za stary na takie gówno.

– Nie to mówiłeś wczoraj wieczorem.

Za plecami słyszę czyjś wysoki głos i krzyczę. Na całego. Jakbym był w jednym z tych nawiedzonych domów w parku rozrywki, a za mną biegł Michael Myers z nożem.

„Co, do cholery?”

Moje wspomnienia z ostatnich dwunastu godzin są, delikatnie mówiąc, mgliste. Pamiętam, że poszliśmy do klubu po tym, jak pokonaliśmy Nowy Jork 3 : 0. Stroboskopowe światła i alkohol lejący się strumieniami. Wygłupy z kilkoma kumplami z drużyny i brunetkę ocierającą się o mnie w rytm klubowej muzyki. Podnoszę głowę i patrzę przez ramię. Jakaś blondynka uśmiecha się do mnie, zdecydowanie zbyt radośnie jak na tak wczesną porę, a na jej szyi widać ślady ugryzień.

– Która godzina? – pytam, bo nie pamiętam, żebym zapraszałją do siebie.

– Dziesiąta. – Pochyla się i przeciąga językiem po moim uchu. Łapie mnie za tyłek, a kiedy wsuwa palec między moje pośladki, z hukiem staczam się z łóżka, ściągając kołdrę.

– O matko. – Pocieram łokieć. – To moja lepsza ręka.

– Dlaczego uciekasz? Wczoraj wieczorem chciałeś się bawić – stwierdza blondynka.

– Słuchaj, generalnie jestem otwarty na różne akcje, ale wczoraj to była ewidentnie zasługa alkoholu. I to, co się mówi po pijaku, nie obowiązuje rano. Zwłaszcza gdy dotyczy mojego tyłka.

– To nie jest zabawne. Wracaj do łóżka – nakazuje.

– W tej chwili jestem trochę zajęty.

Gdy leżę na podłodze pod stertą absurdalnie drogiego jedwabiu, świat wokół mnie nieco wiruje. Tutaj, na dole, jest przyjemniej i myślę, że tak właśnie umrę: z tequilą w żyłach, zamglonym wzrokiem i gruntownie obmacanym tyłkiem.

Biorę głęboki oddech i spoglądam na blondynę. Czas rozpocząć standardową gadkę:

„Nie chodzi o ciebie, ale o mnie.

To nigdy by nie wyszło – prawie nie ma mnie w domu.

Zasługujesz na mężczyznę, który może rzucić wszystko i być przy tobie.

Seks był świetny, ale wczorajszy wieczór to wszystko, co kiedy­kolwiek między nami się wydarzy”.

– Słuchaj, Bailey. Świetnie się z tobą bawiłem, ale…

– Mam na imię Bethany – oznajmia i krzyżuje ramiona na nagich piersiach.

Kwękam na widok jej dekoltu i teraz przypominam sobie, dlaczego pozwoliłem jej obmacywać się przez dżinsy w drodze do domu. Jej cycki są zajebiście fantastyczne.

– Dobrze, przepraszam. Bethany. – Wzdycham, jakby to było najcięższe rozstanie w historii. W sumie trochę jest. Mam wrażenie, że zaraz pęknie mi głowa i żeby jakoś przetrwać ten dzień, będę potrzebować trzech ibuprofenów. – Za godzinę mam spotkanie z trenerem i muszę się otrząsnąć z tego kaca.

To nie jest całkowite kłamstwo. Kac tofakt, a z trenerem Saundersemnaprawdę mam się widzieć, ale chcę też, żeby Bethany stąd wyszła. Im szybciej, tym lepiej.

– Mogę dać ci swój numer telefonu? Może kiedyś wyskoczymy na lunch? Albo na kolację? Och! Moja siostra wychodzi za mąż w przyszłym miesiącu. Możesz pójść ze mną jako osoba towarzysząca? Jej narzeczony jest wielkim fanem hokeja.

– Nie szukam teraz nikogo – odrzucam jej propozycję, możliwie delikatnie.

Jebany ślub?

Przechodzimy do etapu, na którym panna staje się zbyt natarczywa i muszę ją stąd wyekspediować.

– Ale…

– Ustaliliśmy, że to tylko ta noc, prawda? – Widzę jej obrażoną minę.

Naburmuszyłasię, jej dolna warga wysunęła się jak u dziec­ka, które nie dostało tego, czego chciało.

– Myślałam, że może zmienisz zdanie. Mówiłeś wczoraj, jak bardzo ci się podobało, gdy…

– Mav? – Czyjś głos dobiega z salonu i znów jęczę. Zbyt wiele głośnych dźwięków. – Gdzie jesteś? Przyniosłem śniadanie.

– To była świetna zabawa, ale czas, żebyś już poszła… – ­Zawieszam się. Co ze mną nie tak, że nie pamiętam jej imienia? – …Becky. – Wkładam całą pewność siebie w to, że dobrze zgadłem.

– Bethany– prycha.

„Pudło. Jak jasna cholera”.

– Bethany – powtarzam, udając, że staram się, by to imię zapadło mi w pamięć.

– Dobra. Idę.

Zgarnia z podłogi sukienkę i parę niebotycznie wysokich szpilek i wściekła wychodzi z pokoju całkowicie nago. Słyszę stłumione głosy w salonie, a potem drzwi do mieszkania zatrzaskują się z hukiem.

– Załatwione – oznajmia Hudson Hayes, kolega z drużyny i jeden z moich najlepszych przyjaciół, wchodząc do pokoju. – Urocza dziewczyna. Ale chyba już cię nie lubi.

– Przepraszam, stary. Nie chciałem, żebyś musiał robić za sprzątacza po moich nocnych przygodach.

Dłonią przeczesuje blond włosy. Na jego twarzy pojawia się nieśmiały uśmiech i wzrusza ramionami.

– Od czego są przyjaciele?

– Mówiłeś coś o śniadaniu?

– Zgadza się. Naleśniki z tej knajpy na rogu. Pomyślałem, że wpadnę i zobaczę, czy jesteś głodny.

– Kurwa– jęczę i próbuję wstać. Nogi plączą mi się w prześcieradłach i ląduję na ziemi. – Kocham cię.

Hudson śmieje się i kieruje wzrok na łóżko, na którym brakuje połowy poduszek. Na stoliku nocnym leży pudełko z prezerwatywami i bielizna, którą zostawiłaBethany.

Japierdolę, robię się w tym coraz lepszy.

– Naprawdę musisz znaleźć sobie jakieś nowe hobby, Mav.

– Jestem młody, Hud. Mam jeszcze mnóstwo czasu na hobby. – Wyciągam rękę. – Pomożesz mi wstać?

– Przysięgam na boga, że jeśli upuścisz to prześcieradło i znowu zobaczę twojego malutkiego wacka, to się wkurwię.

Sprawdzam, czy mam na sobie bokserki. Mogą być włożone na odwrót i na lewą stronę, ale jestem zakryty.

– Malutkiego? Weź linijkę. Załatwmy to teraz. Wiesz, że mam największego w całej drużynie.

– Nie noszę przy sobie linijki. A ty nosisz?

– Nie. Chyba muszę zacząć, żeby raz na zawsze zakończyć te dyskusje o długości. Przegrałbyś z kretesem, Hayes.

Przewraca oczami i pomaga mi wstać, po czym kieruje się do kuchni. Tutaj jest jeszcze jaśniej i żałuję, że wczoraj wieczorem nie zaciągnąłem rolet. Siadam okrakiem na jednym ze stołków barowych przy wyspie. Ślinka mi cieknie, gdy stawia przede mną talerz naleśników.

– Idziesz później do Seymoura? Urządza imprezę przy basenie i będzie grillował burgery, żeby uczcić nasz wolny weekend. A jego dziewczyna zrobi brownie – mówi Hudson, siadając obok mnie.

Przysięgam, że w kąciku ust ma kroplę śliny… Ten facet kocha żarcie bardziej niż hokej.

– Zapowiada się nieźle.

– Nie mogę. – Wpycham sobie do ust połowę naleśnika. Czuję, jak węglowodany pochłaniają resztki procentów z mojego krwiobiegu. – Dzisiaj spotykam się z trenerem. Chce, żebym pojeździł na łyżwach z tym nowym gościem.

– Którym?

– Jakimś typem z Zachodniego Wybrzeża. Trener wysłał mi jego nagrania, ale nie miałem kiedy ich obejrzeć. Byłem zajęty nadrabianiem zaległości.

Chłopaki wiedzą, że spędziłem lato, trenując juniorów Starsów na obozie hokejowym. Wiele bym dał, żeby spędzić pierwszy wolny weekend od miesięcy, pijąc piwo i jedząc burgery, ale jesteśmy już dwa tygodnie po rozpoczęciu sezonu, a ja ledwie wyrabiam.

– To Emerson Hartwell?

Przewracam solniczkę i sięgam po telefon. Ignoruję wiadomości prywatne na Instagramie zalewające moją skrzynkę i otwieram mail od trenera. Dwukrotnie sprawdzam nazwisko.

– Tak. Hartwell. Wiesz coś?

Hudson mruczy i bierze kęs naleśnika, a następnie odpowiada:

– Myślę, że Emerson Hartwell to dokładnie ta osoba, której potrzebujemy w tym sezonie. Nadaje się bardziej niż wszyscy inni zawodnicy razem wzięci, których wymienialiśmy przez ostatnie kilka tygodni.

– Naprawdę sądziłem, że to będzie nasz rok. – Przecieram oczy i wzdycham. – Chłopaki w szatni w końcu są dumne z noszenia swoich koszulek, a trener coraz lepiej ogarnia taktykę na lodzie. I co? Adams zrywa sobie więzadło krzyżowe przednie na tych pieprzonych Bahamach i nasze marzenia o play-offach idą w pizdu. Świeżaków nie powinno się nigdzie puszczać bez opiekuna, choćby tylko na weekend. Zawsze muszą mieć dorosłego do nadzoru.

– Głowa do góry, kapitanie. – Hudson kładzie mi dłoń na ramieniu. – Przeszliśmy przez gorsze rzeczy, damy radę i z tym. Młodsi zawodnicy patrzą na nas jak na wzór, szczególnie teraz. Musimy im pokazać, że cierpliwość popłaca. Wszystko się ułoży.

Hudson został powołany przez Starsów rok po mnie. Od razu się zgraliśmy, a świadomość, że przeżywam całą tę cholerną złą passę z kimś, kto to rozumie, daje mi pewien komfort.

– Chciałbym, żebyś mógł zajrzeć w szklaną kulę i wyczytać z niej przyszłość. To znacznie obniżyłoby mi kortyzol – mówię.

– Patrz na to tak: gorzej już być nie może. Wszystko, co lepsze niż ostatnie miejsce w tabeli ligowej, to progres.

– Wow. Naprawdę chwytamy się brzytwy, prawda?

– Szklanka do połowy pusta, do połowy pełna. Nasza psycholożka drużyny byłaby dumna – mówi.

– Przynajmniej z ciebie. Ja bym dostał kolejny wykład o tym, że moje mechanizmy radzenia sobie to kompletna porażka.

– Bo to jest kompletna porażka.

– Zawsze mogło być gorzej, Hud, mógłbym sięgnąć po dragi. Dobrowolny seks jeszcze nikomu nie zaszkodził. – Spoglądam na zegarek i wzdycham. – Kurwa. Muszę lecieć. Trener mnie zjedzie za spóźnienie.

– Nie obejrzysz najpierw nagrań?

– Nie mam czasu. Będzie okej. – Zeskakuję ze stołka i pokazuję mu kciuk do góry. – Dzięki za śniadanko, tato.

Śmieje się i pokazuje mi środkowy palec.

– Od teraz sam będziesz odprowadzał swoje jednonocne przygody do drzwi. I koniec z naleśnikami.

Uśmiecham się, idąc do sypialni, żeby przebrać się na arenę.

W ciągu całej swojej kariery grałem z tysiącami gości i nie lubię być pesymistą, zwłaszcza że Hud jest tak pełen nadziei, ale wątpię, żeby Emerson Hartwell był tym, kto odmieni losy naszej drużyny.

No nichuja.

Rozdział 4

Maverick

Uwielbiam być na lodowisku. Ale w taki piątek jak dziś, kiedy świeci słońce, na niebie nie ma ani jednej chmurki, a temperatura oscyluje wokół dwudziestu siedmiu stopni, zdecydowanie wolałbym siedzieć z chłopakami przy basenie, ciesząc się ostatnimi chwilami ciepła przed nadejściem jesiennej szarówki.

Parkuję swojego mercedesa w garażu areny i kręcę kluczykami na palcach. Nadal pulsuje mi głowa. Mam nadzieję, że ta sesja będzie szybka. Mała prezentacja i parę kółek na lodzie wystarczą, żeby poznać tego nowego gościa i zadowolić trenera.

– Co tu robisz, Mav? – Bill, ochroniarz, który pracuje dla Starsów od prawie dwóch dekad, zamyka gazetę i patrzy na mnie. – Myślałem, że wy, dzieciaki, macie dzisiaj wolne.

– Obowiązki kapitana – wyjaśniam. – Sprowadzamy kolejnego gościa, który ma próbować wypełnić pozycję lewego skrzydłowego. Mam się z nim zaraz spotkać.

– Mam nadzieję, że ten sezon będzie punktem zwrotnym. – Bill kręci głową, a ja w jego reakcji wyczuwam lata rozczarowań. – Szkoda Adamsa. Ten chłopak naprawdę ma przed sobą przyszłość.

– Mnie też, Bill. Może będziemy mieli szansę w przyszłym roku.

– Szanuję cię, chłopie – mówi. – Inni na twoim miejscu już dawno poprosiliby o transfer, a ty wciąż tu jesteś. Ty i trener Saunders zmieniacie mentalność drużyny. Może jeszcze będzie z tego złoto.

– Dzięki za dobre słowo. – Wyciągam rękę i ściskamy sobie dłonie. – Muszę lecieć, już mam obsuwę.

Bill macha do mnie i wraca do czytania gazety, a ja kieruję się w stronę wejścia dla zawodników. To takie boczne drzwi, z dala od fanów, żebyśmy mogli niepostrzeżenie wślizgnąć się do szatni.

Skręcam za róg i staję jak wryty na widok jakiejś dziewczyny przy stanowisku kontroli bezpieczeństwa, w miejscu, do którego nie mają wstępu osoby postronne. Opiera łokcie o metalową poręcz i patrzy gdzieś w sufit, jakby zgubiła się w myślach.

Nigdy wcześniej jej nie widziałem.

To nie jest partnerka żadnego z chłopaków ani ktoś, z kim spałem, co oznacza, że musiała się tu przemknąć niezauważona przez nikogo.

Uśmiecham się szeroko.

Zawsze miałem słabość do tych, którzy łamią zasady.

Ma zamknięte oczy, a rude włosy związane w wysoki koński ogon sięgają połowy pleców. Czarne spodnie doskonale podkreślają jej kształty, nie zostawiając niczego wyobraźni – widzę dosłownie każdą linię jej ciała.

„Niech to szlag”.

Laska jak marzenie.

Dokładnie taki typ kobiety, przez który można się wpakować w niezłe tarapaty. Gapię się, ale trudno mi oderwać wzrok. Jest w niej jakaś energia, która sprawia, że pocą mi się dłonie, a serce wali w piersi, jakbym przebiegł wiele kilometrów.

To nie wina kaca.

Toona.

Uśmiecham się szeroko.

– Hej! – wołam, a dziewczyna kieruje na mnie spojrzenie.

Oczy ma jasnozielone i tak niebezpieczne, że czuję się jak ofiara drapieżnika.

– Mogę ci w czymś pomóc, skarbie?!

Podnosi torbę sportową z podłogi i zarzuca ją sobie na ramię, jakby była lekka jak piórko. Jej biodra kołyszą się, gdy idzie w moją stronę, musi mieć z metr siedemdziesiąt osiem. Dół jej koszulki unosi się nad pępek i widzę na jej brzuchu zarys mięśni.

„Ja pierdolę”.

Chyba teraz wyświetlają mi się w oczach kreskówkowe serduszka. Wysportowane kobiety to mój cholerny kryptonit, a ta ewidentnie wie, co robi na siłowni.

– Właściwie to tak – mówi. – Szukam ciebie, Mavericku Millerze.

No i zajebiście. To mój szczęśliwy dzień.

Błyskam szerokim uśmiechem, który pozwala mi zdobyć każdy pożądany numer telefonu.

– Oto ja w całej krasie. Tylko wiesz, fanki nie mają tu wstępu, ale jeśli zechcesz poczekać godzinę, po moim spotkaniu możemy pójść do mnie.

Zatrzymuje się przede mną i unosi doskonale wyprofilowaną brew. Czekam na zgodę, co zwykle następuje, ale ona nic nie mówi. Po prostu się gapi. A potem posyła mi uśmieszek, który sprawia, że robi mi się gorąco.

Bogini kładzie mi rękę na klatce piersiowej. Przyglądam się dokładniej.

Jej nos i policzki są usiane piegami. Wyglądają jak małe konstelacje, skupiska gwiazd, które chciałbym ułożyć w piękne wzory. Ma wyrzeźbione ramiona, a usta pomalowane szminką w ciemnym odcieniu czerwieni, który pasuje do koloru jej włosów.

Przeciąga paznokciami po przodzie mojej koszuli w najokrutniejszej formie tortur, jakiej kiedykolwiek doświadczyłem. Wypuszczam zduszony oddech, a w gardle robi mi się sucho.

– Ten tekst zazwyczaj działa? – pyta zmysłowym, niskim głosem.

Zaraz padnę.

– Stuprocentowa skuteczność – chrypię.

– Nawet gdy masz malinki na szyi?

Dotykam skóry pod srebrnym łańcuszkiem i wzruszam ramionami.

– Jasne.

Staje na palcach i zbliża usta do mojego ucha. Czuję zapach wanilii i czegoś kwiatowego. Jej oddech jest ciepły. Zastanawiam się, jak by to było, gdyby leżała pode mną.

– Szkoda, że teraz skuteczność spadnie do dziewięćdziesięciu dziewięciu procent. Jedyne, co chcę z tobą zrobić, przystojniaczku, to skopać ci tyłek na lodzie – szepcze.

Przełykam ślinę i próbuję się ogarnąć. Jest tak blisko i cholernie mi się to podoba.

– Uważasz, że jestem przystojniakiem?

– Tylko to do ciebie dotarło, prawda?

– A ta cała zabawa na lodzie to jakiś twój fetysz?

– Boże, nie. – Robi krok w tył, a ja mam ochotę, żeby wróciła. – Nie wiem, czy powinnam czuć się miło połechtana, czy obrażona, że próbujesz mnie poderwać.

– Połechtana! – wykrzykuję. – Zdecydowanie miło połechtana!

Śmieje się, ale nie wygląda na rozbawioną.

– Myślałam, że jako kapitan drużyny NHL zrobiłeś rozeznanie.

„Co to, do cholery, znaczy?”

Dziewczyna odwraca się i wchodzi do hali, jakby była tu już tysiąc razy. Osłupiały stoję w miejscu i gapię się na nią, próbując pozbierać się po porażce.

Potrzebuję chwili, by zrozumieć, co się właśnie wydarzyło. Kiedy wracam na ziemię, zdaję sobie sprawę, że chyba powinienem za nią pobiec i zapytać, o co chodzi. Przelatuję przez kontrolę bezpieczeństwa i pędzę w stronę biur administracyjnych drużyny.

Kiedy wpadam do sali konferencyjnej, ona już siedzi przy długim owalnym stole. Poranne naleśniki w moim żołądku zmieniają się w cegły. Trener zajmuje miejsce naprzeciwko niej, szczerząc się od ucha do ucha.

Nigdy wcześniej nie widziałem, żeby ten skurwiel wyglądał na tak szczęśliwego.

– Spóźniłeś się, Miller – mówi, nawet nie patrząc w moją stronę. – Siadaj.

– Przepraszam. – Padam na krzesło najbliżej drzwi. – Co się tu dzieje?

– Jak to co? – Trener Saunders marszczy czoło. – Czemu nie masz włożonych łyżew?

– Łyżew? Ja po prostu… – Moje spojrzenie przeskakuje na rudą. Obserwuje mnie, a uśmieszek nie znika jej z twarzy. – Byłoby świetnie, gdyby ktoś mógł wprowadzić mnie w temat.

– Żartujesz? – pyta trener. – Nie obejrzałeś filmików, które ci wysłałem?

Zaciskam palce.

– Tych nagrań z Emersonem Hartwellem? Nie, nie obejrzałem.

– Kto mu powie? – pyta kobieta trenera.

– Proszę, niech ktoś mi wyjaśni, o co chodzi – niemal jęczę, a on gestem daje jej znak, żeby kontynuowała.

– Jestem Emerson Hartwell – oznajmia, a ja wybucham śmiechem.

Kiedy w końcu się uspokajam, muszę wytrzeć łzę z policzka.

– Tak, okej – mówię. Zalewa mnie kolejna fala śmiechu i zastanawiam się, czy nadal jestem pijany. – A ja mam nadmorską posiadłość w Iowa.

– Wow. – Kobieta spogląda na trenera niewzruszona. – Ten facet prowadzi pańską drużynę?

– Ty jesteś Emerson Hartwell? – pytam. – Ale przecież ty jesteś…

Patrzy na mnie spod przymrużonych powiek, a za zielenią jej spojrzenia migocze żar. Wygląda, jakby była gotowa do walki, jakby za moment miała wysunąć szpony.

– Proszę, dokończ.

– Myślałem, że Emerson Hartwell to facet – wyjaśniam, i to jest mójbłąd. Grymas na jej twarzy mówi mi, że za chwilę naprawdę pożre mnie żywcem. – A ty…nie jesteś facetem.

– Nie jestem też fanką, która chce wbić do ciebie na chatę – ripostuje.

Czuję, jak palą mnie policzki. Nienawidzę być zawstydzany, a teraz najchętniej zapadłbym się pod ziemię.

– Po prostu tak założyłem – odpowiadam. – Wielka mi sprawa. Zwykle, gdy jakaś kobieta mnie szuka, robi to, żeby dać mi swój numer albo… no cóż, żeby przyjść do mojego pokoju hotelowego. I nie zdarza się, żeby była zawodową hokeistką.

– Pokazujesz klasę – komentuje Emerson.

– Miller – mówi trener, a ja gwałtownie odwracam głowę w jego kierunku. – Do mojego biura. Teraz.

Gdyby ten facet kazał mi podskoczyć, zapytałbym tylko: „Jak wysoko?”. Więc od razu zbieram się i idę za nim korytarzem.

Brody Saunders nie jest o wiele starszy ode mnie.

To facet pod czterdziestkę, który na początku swojej kariery hokejowej doznał kontuzji i wykorzystał ten pech, by zdobyć solidne doświadczenie w skautingu i asystenturze trenerskiej, a kilka sezonów temu objął stanowisko głównego trenera w Starsach.

Szanujemy się wzajemnie – był świetnym zawodnikiem na lodzie, gdy grał jako środkowy, i zna się na rzeczy. Często pyta mnie o zdanie przy ustawieniach czy zagrywkach i zawsze bez problemu się dogadywaliśmy. Ale sądząc po tym, jak teraz na mnie patrzy, myślę, że mógłby mnie zamordować, a potem zostawić moje ciało na pożarcie sępom.

– Co się dzieje, trenerze? – pytam. Opieram się o drzwi i podciągam nogę. – Czy ona mówi serio, czy robicie sobie ze mnie jaja? To jeden z tych programów z ukrytą kamerą?

– Dzieje się to, że nie widzisz niczego poza czubkiem własnego nosa. Powinienem odebrać ci tytuł kapitana. Co, do cholery, robiłeś przez ten tydzień, Miller?

– Byłem zajęty – przyznaję, a skóra na karku zaczyna mnie swędzieć. – Nie byłem w stanie…

– …poświęcić mi pięciu minut. Mam rację? Ale na balowanie w klubie miałeś czas? – dopytuje trener, a ja się garbię.

– Trener wie, że byliśmy w klubie? – pytam, udając, że nie słyszałem tych przytyków pod moim adresem.

– Trudno nie wiedzieć, kiedy tabloidy publikują zdjęcia, na których trzymasz łapy na każdej kobiecie w tym cholernym stanie. Jesteś odpowiedzialny za tę drużynę, Maverick, ale nie zachowujesz się jak jej kapitan. Zachowujesz się jak nowicjusz, który nie ogarnia, że ma obowiązki, a nie jak trzydziestoletni mężczyzna.

Spuszczam głowę.

– Przepraszam, trenerze – mamroczę. – To się więcej nie powtórzy.

– To nie mnie powinieneś przepraszać. Zlekceważyłeś Emerson i marnujesz nasz czas. Czas, który powinniście spędzić na lodzie, poznając się i ucząc współpracy. Zamiast tego robię za rozjemcę, jakbym miał do czynienia z przedszkolakami.

– Mówi trener poważnie? – patrzę na niego spod byka. – Nie zamierzam jej przepraszać. To ona pierwsza była dla mnie niemiła i zrobiła ze mnie idiotę, chociaż mogła od razu powiedzieć, kim jest.

– Nie obchodzi mnie, kto zaczął. Jeśli nie zamierzasz zachowywać się jak dorosły, to potrącę ci z wynagrodzenia za każdą minutę, którą tu tracisz, zachowując się jak dzieciak. – Trener Saunders wskazuje na mnie. – Piłka jest po twojej stronie, Miller.

– Zmarnowana okazja. Powinien był trener powiedzieć: „Krążek jest przy twoim kiju”.

– Nie zaczynaj ze mną.

Zgrzytam zębami. Nie ma szans, żebym wygrał tę dyskusję. On jest upartym sukinsynem. Jak coś sobie wbije do głowy, to koniec tematu.

– W porządku.

– Dobrze. Lepiej, żebyś był z nią na lodzie za dziesięć minut – rzuca i przechodzi obok, zostawiając mnie w swoim biurze, wściek­łego jak diabli.

Powiedział mi, że mam z nią jeździć.

Nie powiedział, że muszę być dla niejmiły.

Jeśli ona będzie mi dokopywać, na pewno oddam jej to z nawiązką.

Dalsza część w wersji pełnej

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Spis treści

Od autorki

Ostrzeżenia dotyczące treści

Skład drużyny hokejowej D.C. STARS

Rozdział 1. Emmy

Rozdział 2. Emmy

Rozdział 3. Maverick

Rozdział 4. Maverick

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Spis treści

Dedykacja

Ostrzeżenie

Meritum publikacji