Between Us Silence - Pamela Nickel - ebook
NOWOŚĆ

Between Us Silence ebook

Pamela Nickel

5,0

179 osób interesuje się tą książką

Opis

Ana od lat żyje według prostych zasad: nie przywiązuj się, nie angażuj, znikaj. Jako fotografka nauczyła się być niewidoczna, obserwować cudze emocje i nigdy nie ujawniać własnych. Kontrakt życia w Seulu wydaje się spełnieniem marzeń. Świat k-popu, ekskluzywny dostęp i zero miejsca na uczucia.

Cha Chanmin ma wszystko, o czym inni mogą tylko śnić. Jako lider jednego z najpopularniejszych zespołów k-popowych perfekcyjnie odgrywa swoją rolę, na scenie i poza nią. W świecie pełnym blasku i kontroli nie ma miejsca na słabość ani na prawdziwą bliskość. Aż do momentu, gdy spotyka ją.

Między nimi rodzi się coś, czego nie da się uchwycić w kadrze ani ukryć za maską. Wspólna przestrzeń, niedopowiedziane spojrzenia i emocje, które nigdy nie miały prawa się pojawić. Bo w ich świecie obowiązuje jedna zasada: to tylko praca. Tyle że niektóre historie zaczynają się właśnie tam, gdzie kończą się zasady. Bo to, co najważniejsze, często kryje się pomiędzy.

„Between Us. Silence” to romans o zakazanych uczuciach, samotności w blasku reflektorów i odwadze, by w końcu usłyszeć własny głos. Idealna dla czytelniczek kochających emocjonalne historie, slow burn i k-pop.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 328

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
5,0 (1 ocena)
1
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
kitajec9

Nie oderwiesz się od lektury

Wrzucilam na polke jadac pociagiem i juz nie moglam sie oderwac. zaskakujaco mi sie spodobala chociaz totalnie nie moj swiat jezeli chodzi o muzyke. mysle ze slow burn dotyczy relacji ktora rozgrywa sie z boku, nie z tym liderem wiec jestem ciekawa czy bedzie kolejna czssc
00



Between Us Silence

Pamela Nickel

Wydawnictwo Inanna

Spis treści

Prolog

Rozdział 1

Rozdział 2

Copyright

📖 Informacja o wersji demo

Prolog

Cha Chanmin przemierzał puste korytarze galerii, ukryty pod daszkiem czapki. Luźne, sportowe ubrania pozwalały mu zachować anonimowość.

Fotografie pozwalały Chanminowi zajrzeć do życia, które wydawało mu się nieosiągalne. Nieważne, kto trzymał aparat, ważne, że mógł zobaczyć wszystko to, czego tak pragnął. Życie, które go ominęło. Dzięki podglądaniu rzeczywistości tak odmiennej od jego własnej, był lepszym artystą, ale też właśnie to pozwoliło zachować mu w sobie coś z normalnego człowieka… Zrozumiał to już dawno temu. A ta świadomość ciążyła mu niczym kamień.

Z roku na rok presja narastała coraz bardziej i chociaż starał się sobie z nią poradzić, czuł, że zbliża się do granicy. Poświęcił wszystko, by stać się idolem – trenował, odkąd skończył dziewięć lat, tylko po to, by dostać się do największej wytwórni k-popowej w Seulu. Nie znał innego życia. Nigdy by nie przypuszczał, że w podążaniu za marzeniem to właśnie szarej codzienności zacznie brakować mu najbardziej. Im wyżej wspinali się podopieczni wytwórni, tym więcej od nich wymagano, a on, by chronić pozostałych, brał na swoje barki wciąż o wiele za dużo. Coraz częściej brakowało mu tchu, jednak… nie umiał zwolnić. Nie po to tak ciężko pracował.

Dlatego najbardziej na świecie bał się dwóch rzeczy – tego, że zawiedzie innych, i tego, że kiedyś dojdzie do kresu swoich możliwości. Sztuka pozwalała znaleźć oddech, odzyskać równowagę i kraść cudze fragmenty normalności. Dlatego wciąż szukał nowych miejsc, kolekcjonował je niczym własne wspomnienia.

Pewnie nigdy nie dowiedziałby się o istnieniu tej konkretnej galerii, gdyby wczoraj podczas wieczornego joggingu nie przebiegał w okolicy. To właśnie wtedy, na wystawie zamkniętego już lokalu, zobaczył proste, utrzymane w odcieniach ciemnej szarości zdjęcie. Zdjęcie, o którym myślał całą noc i przez które od razu po przebudzeniu postanowił udać się tam, gdzie wypatrzył ten tak interesujący go przedmiot.

Nie chodziło nawet o to, że dziewczyna na fotografii była piękna. Chanmin właściwie nie zwrócił nawet uwagi na jej wygląd. Widział tylko wielkie oczy, przepełnione taką mieszanką emocji, że musiał zobaczyć je jeszcze raz.

To zdjęcie miało jakieś ukryte znaczenie, przyciągało go niczym ogień ćmę. Chciał móc je ujrzeć w odpowiednim formacie i sam nie rozumiał dlaczego. Dotarł do galerii, a wtedy rozejrzał się wokół po zdjęciach, które ewidentnie wyszły spod tej samej ręki. Fotografie na wystawie – portrety w odcieniach szarości lub sceny uchwycone z dystansu – wyglądały jak zatrzymane w czasie wspomnienia. Proste, ale przepełnione emocjami. Tuż obok każdej fotografii wisiało mniejsze, które było zbliżeniem na to, co artysta chciał podkreślić. Dłoń zaciskająca się na karku. Zmarszczki wywołane uśmiechem, okalające oko starszego mężczyzny. Rozwiane kobiece włosy, w których grają promienie zachodzącego słońca. Te zdjęcia były już w kolorze, ale przez delikatność barw i subtelność chwili, Chanmin czuł, że stanowią jedność z całością ekspozycji.

Cha przesuwał się powoli, podziwiał prostotę, brak zbędnej obróbki, ale… jednocześnie zdawał sobie sprawę, że swędzenie z tyłu jego głowy nie ustąpi, dopóki nie stanie przed fotografią, która ściągnęła go do galerii. Dopiero gdy dotarł do celu, uświadomił sobie trzy rzeczy.

Po pierwsze, to właśnie to zdjęcie było najciemniejsze ze wszystkich. Szarość z łatwością można było pomylić z czernią. Dziewczyna potraktowała obiektyw jak lustro. Przejeżdżała po wargach wacikiem, zmywając makijaż, a ruch ten sprawił, że resztki pomadki roztarły się i stworzyły delikatną smugę. Usta z jednej strony były uniesione w subtelnym uśmiechu, z drugiej zaś lekko opadły, jakby pociągnięte ciężarem szminki. Jednak nawet ten specyficzny półuśmiech nie mógł przyćmić tego, co kryło się w jej oczach. Bo gościły w nich żal, smutek i rezygnacja. Jeżeli to prawda, że oczy są zwierciadłem duszy, to reszta była tylko pozorem, który modelka próbowała zetrzeć. I właśnie to go tak przyciągnęło. Fakt, że tak dobrze ją rozumiał. Nie był w stanie zliczyć, ile razy wraz z makijażem ścierał z siebie maskę, którą nosił przez cały dzień. Jak bardzo bolało go wtedy patrzenie na własne oblicze w lustrze.

Po drugie, to nie była modelka. A przynajmniej nie tylko.

Prawda o Tobie.

Ana Kowalsky

Autoportret

Dopiero przeczytawszy informacje na tabliczce, Cha Chanmin zorientował się, że nie patrzy na anonimową modelkę. Nie, miał przed sobą autorkę tych wszystkich zdjęć. Rozejrzał się jeszcze raz po galerii, przyglądając się każdej fotografii ponownie. Czuł, jak prawda i prostota zdjęć przenikają go na wskroś, a pomysł pojawił się w jego głowie, jakby czekał tam już od dawna.

Przyglądając się ponownie zdjęciu przed sobą, wyciągnął powoli telefon i wybrał numer, nie wahając się nawet chwili.

– Szefie, mam sprawę – rzucił po koreańsku do słuchawki, gdy po czterech sygnałach usłyszał głos rozmówcy. – Tak, wszystko w porządku. Tak, występy idą zgodnie z planem. Wrócimy do Korei zgodnie z harmonogramem, za półtora tygodnia. Dzwonię w innej sprawie – powiedział, nie przestając wpatrywać się w oczy dziewczynie. – Ostatnio rozmawialiśmy o sposobach na zmianę naszego wizerunku. Myślę, że właśnie wpadłem na coś, co może podkreślić nasze indywidualne osobowości, pokazać, kim jesteśmy poza sceną. Udowodnić, że jesteśmy ludźmi. – Chanmin słuchał przez moment, kilka razy kiwając głową. – Tak, myślę, że tak. Wyślę szczegóły jeszcze dzisiaj.

Zakończył rozmowę, jednak nie schował telefonu do kieszeni spodni. Przeszedł się raz jeszcze wzdłuż wystawy, by sfotografować każde zdjęcie, nie pomijając tabliczki informacyjnej z nazwiskiem artystki.

Wychodząc z galerii, miał świadomość, że spędził w niej kilka chwil za długo. W środku było już kilkoro zwiedzających, a ruch na ulicy znacznie się zwiększył. Tak jak szansa, że ktoś go rozpozna. Odruchowo jeszcze bardziej naciągnął czapeczkę na oczy i ruszył przed siebie, garbiąc lekko sylwetkę.

Skupiony na swoich myślach prawie zderzył się z dziewczyną, która podążała w przeciwnym niż on kierunku.

Czarne, przetarte w kolanach jeansy oraz białe trampki i dopasowany do nich kolorem t-shirt sprawiały, że dziewczyna przemykała wśród ludzi równie niezauważenie co Cha w swojej bluzie i bejsbolówce. Tylko jeden akcent mógł zwrócić uwagę, ale Chanmin był za bardzo pochłonięty kiełkującym w głowie pomysłem, by zauważył aparat fotograficzny, który dziewczyna trzymała w ręce.

Bo wreszcie po trzecie, zrobi wszystko, by się udało. I chociaż nie chciał tego przed sobą przyznać, to te wielkie oczy, które tak go zaintrygowały, były jednym z powodów, przez które nie był w stanie odpuścić. Musiał przekonać do swojej koncepcji wszystkich pozostałych, i to przekonać ich jak najszybciej.

Wiedział nawet, z kim będzie problem – ale nie zamierzał się poddać.

Rozdział 1

Życie nauczyło Anę jednego – pewnych telefonów się nie ignoruje. Nawet jeśli brzmią jak kiepski żart. Spotkanie w najlepszym hotelu w mieście, bez podania szczegółów, wyglądało niczym prowokacja. Dopóki nie sprawdziła w Google, że Rubikon Entertainment naprawdę istnieje. Potęga w Korei i USA. K-popowy potentat. Kontrakty warte fortunę. Setki nagród. Dlaczego więc oni – a właściwie ich przedstawiciel – zadzwonili właśnie do niej?

Właśnie to pytanie krążyło po jej głowie, gdy zmierzała w stronę hotelowej sali konferencyjnej dzień po tym, jak odebrała telefon. Dręczyła ją też myśl, że kompletnie nie pasuje do tego miejsca. Podążając za piękną, czarnowłosą kobietą, która prowadziła ją na miejsce spotkania, Ana pogratulowała sobie w duchu porzucenia swojego codziennego stroju na rzecz czegoś bardziej… reprezentacyjnego. Miała na sobie najdroższe ubrania, jakie znalazła w swojej skromnej szafie, a mimo to odnosiła wrażenie, że każdy element dekoracyjny w tym dyskretnie urządzonym korytarzu jest więcej wart niż ona cała. Nawet zapach, który poczuła od razu po przekroczeniu progu hotelu, przypominał jej dobitnie – to nie jej liga. To nie jej świat. Ani to jej nie napawało optymizmem, ani nie dodawało pewności siebie.

Ana bezwiednie poprawiła swoją oversizową marynarkę w kolorze butelkowej zieleni i rzuciła okiem na swoje odbicie w mijanym właśnie lustrze. Przygładziła nieposłuszny brązowy kosmyk i odetchnęła głęboko, starając się uspokoić coraz szybciej bijące serce. Rzadko miała okazję tak wyglądać. Na co dzień wybierała dresy i jeansy, bo za ich sprawą stawała się niewidoczna w tłumie. Zależało jej na tym. Chodziło o to, by zniknąć, by nikt nie zwracał na nią uwagi. Dzięki temu robiła takie zdjęcia. Prawdziwe zdjęcia.

Podążała posłusznie za wręcz zbyt idealnym stukotem obcasów swojej przewodniczki, zupełnie nieświadoma burzy, która w tym samym czasie rozpętała się w sali konferencyjnej.

– Jeżeli wydaje się wam, że z własnej woli będę chodził z fotoreporterem na karku, to chyba do reszty zwariowaliście! – Nam Hojin uderzył pięścią w stół, straciwszy cierpliwość. Jednak to przekrzywiona głowa i zmrużone po kociemu oczy świadczyły o jego mocno nadszarpniętych nerwach. – Nie będę brał w tym udziału.

– Zgadzam się z hyungiem – odezwał się z przekonaniem różowowłosy mężczyzna. – Nie chcę, by ktoś bez przerwy śledził mnie z aparatem. Wystarczy, żepodczas sesji i spotkań z fanami muszę się zastanawiać, czy mam dobrze ułożony podbródek. – Mówiąc to, Lee Sangho odruchowo pogładził się po szyi.

– Rzecz w tym, że nie będziesz musiał się zastanawiać. – Chanmin przetarł ze zmęczeniem oczy, których nie skrywał już pod daszkiem czapeczki. – To nie mają być zdjęcia pozowane, jak na przykład dla programów telewizyjnych. Te fotografie mają pokazywać rzeczywistych nas. Chcieliście, żeby ludzie zobaczyli, kim jesteśmy naprawdę, żeby w końcu zaczęli widzieć w nas osoby z krwi i kości, a nie jakieś sztuczne wytwory. Więc znalazłem sposób. Widzieliście zdjęcia autorstwa tej dziewczyny – o takie właśnie fotografie mi chodzi.

– Rozumiem zamysł, hyung, serio… – wtrącił się nieśmiało Chunyeon, który nerwowo bawił się swoim kolczykiem w języku. – Ale czy nie możemy umówić się z nią na sesję zdjęciową? Tak jak zawsze?

– I co? I zapozować tak jak zawsze? Dać się przebrać tak jak zawsze?! Za co tym razem?! Może za piratów? Od sześciu lat nie sięgaliśmy po ten koncept. – Chanmin podniósł głos, rozgoryczony postawą reszty zespołu. Był liderem, nie pierwszy raz musiał przeforsowywać jakieś rozwiązanie, jednak dziś bał się przegranej. Liczył się ze sprzeciwem Hojina, w końcu raper znany był z trudnego charakteru. Zakładał też, że skryty Sangho może nie być zadowolony. Ale reszta z reguły po krótkiej dyskusji zgadzała się z jego pomysłami. Kierowanie sześcioosobowym zespołem złożonym z zupełnie różnych osobowości nigdy nie było łatwe, ale teraz… Zależało mu bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. – Jaka byłaby w tym autentyczność? Pomyślcie! To coś naprawdę innowacyjnego, coś, czym możemy…

Nagle otworzyły się drzwi, przerywając liderowi w pół zdania. Do sali weszła młoda kobieta o lekko falowanych, brązowych włosach sięgających do ramion. Butelkowozielona marynarka idealnie pasowała do czarnych, garniturowych spodni. Mężczyźni obecni w pokoju spojrzeli po sobie dyskretnie i jednocześnie wstali, by przywitać gościa. Jedynie krótkowłosy Jaemin zatrzymał dłużej zaciekawiony wzrok na Chanminie, którego znał lepiej niż siebie samego.

Ana rozejrzała się niepewnie. Spodziewała się kameralnego spotkania, a tymczasem w pomieszczeniu poza nią znajdowało się około piętnastu osób. W tym sześciu powalająco przystojnych mężczyzn. By ukryć zdenerwowanie, dziewczyna mocniej zacisnęła dłoń na pasku wypchanej torebki.

– Dzień dobry, Ana Kowalsky – przerwała ciszę, która zapadła w sali. Kiwnęła lekko głową i zmusiła się do uśmiechu. – Mam nadzieję, że się nie spóźniłam?

– Nie, skądże. Jest pani idealnie o czasie. Nazywam się Cha Chanmin. – Lider automatycznie dostosował się do rozmówczyni, przechodząc z koreańskiego na angielski. – Może przedstawię najpierw resztę zespołu, a później wyjaśnię szczegóły projektu. To członkowie staffu. – Wskazał na ludzi siedzących po jego prawej stronie, po czym wymienił imiona i nazwiska każdego z nich. – Są po to, by odnotować nasze ustalenia i dopilnować, by wszystko miało odpowiednią moc prawną. Dodatkowo ochrona… No to po prostu ochrona. – Odchrząknął, straciwszy na chwilę rezon, co wywołało uśmiech na twarzy mężczyzny siedzącego po jego lewej ręce. – Zacznijmy po kolei. – Wskazał na wciąż uśmiechającego się młodzieńca, którego twarz zdobiły delikatne piegi, idealnie pasujące do brązowych włosów skręconych w subtelne loki. Jego głęboko osadzone oczy patrzyły oceniająco na dziewczynę. – To Min Dohyun, wokal i świetny kompozytor. Obok niego siedzi Choi Chunyeon, tancerz i wokalista znany jako Yeon. – Dłuższe, rozczochrane w nieładzie włosy nie były w stanie zasłonić jego dużych oczu, tak samo jak luźna koszulka nie ukryła jego dobrze zbudowanego ciała. Bez ustanku stukał palcami w stół, najwyraźniej kompletnie nieświadomy tego gestu. – Dalej jest Nam Hojin, raper występujący na scenie jako Dirt. – Wspomniany mężczyzna kiwnął uprzejmie głową, jednak to nie zmieniło jego twardego wzroku. Zimny i zachowujący dystans. Blada cera i włosy tak jasne, że praktycznie białe, kontrastowały ostro z ubraniami czarnymi jak jego tęczówki. – Następnie Kim Jaemin, dla fanów po prostu Jae. – Smukły, wysoki mężczyzna uśmiechnął się do niej ciepło. Ana zwróciła uwagę na tatuaże przedstawiające kolory kart, które ozdabiały palce jego prawej ręki. – Ostatni przy stole jest Lee Sangho. – Olśniewająco przystojny, różowowłosy mężczyzna otaksował ją spojrzeniem. W jego źrenicach igrały ogniki.

– Możesz mi mówić Ho. – mężczyzna się uśmiechnął, unosząc prawy kącik ust. – Jeżeli oczywiście chcesz.

Ana, oniemiała, potaknęła, starając się spamiętać chociaż część usłyszanych przed chwilą informacji. Wiedziała jednak, że przez ich nagromadzenie nie uda jej się tego dnia.Po kilku uprzejmościach i obowiązkowym small talku Chanmin rozejrzał się i kiwnął głową menedżerowi, który miał przedstawić szczegóły projektu.

– Jesteśmy zachwyceni pani zdjęciami. To właśnie one zainspirowały nas do tego przedsięwzięcia. Chcielibyśmy, by sfotografowała pani członków zespołu, jednak… to nie ma być typowa sesja zdjęciowa. – Podał Anie plik dokumentów. – Widzimy to tak, że fotografowałaby pani każdego z nich w przeróżnych warunkach. W pracy, podczas koncertów i oficjalnych aktywności, ale też w domu i czasie prywatnym. Kontrakt podpisalibyśmy na rok, w tym czasie towarzyszyłaby pani zespołowi praktycznie bez przerwy. Oczywiście z zachowaniem dni wolnych w każdym tygodniu, jak nakazuje prawo. Gwarantujemy również zakwaterowanie oraz opłacenie kosztów przeprowadzki i przelotu. Kwota wynagrodzenia podana jest w umowie wstępnej.

– Moment… Czy dobrze zrozumiałam? – Ana uniosła brwi w totalnym szoku. – Projekt zakłada przeprowadzkę do Korei Południowej na rok? Domyślam się, że wynagrodzenie jest adekwatne, ale… – Zerknęła na umowę i gdy zobaczyła kwotę, na jaką opiewa, uniosła brwi jeszcze wyżej. – Bardzo adekwatne, jednak nie ukrywam, że nie spodziewałam się tego rodzaju propozycji. W jaki sposób miałabym towarzyszyć sześciu osobom w ich domach? Czy opracowaliście jakiś grafik lub plan działania, tak, by to jakoś zsynchronizować? To… dość skomplikowane.

– Projekt zakłada, że… – Chanmin wtrącił się do rozmowy, niepewny reakcji pozostałych. Do tego momentu bał się najbardziej, a przecież już sam zarys pomysłu wywołał sprzeciw większości. – Zamieszkamy wszyscy razem. – Podniósł dłoń, by uciszyć pierwsze protesty. Wiedział, że prawdziwa awantura zacznie się dopiero za chwilę. – Wytwórnia jest w posiadaniu odpowiedniej nieruchomości, by pomieścić nas wszystkich. To sprawi, że będzie pani mogła robić zdjęcia w komfortowych warunkach i że zachowają one naturalny charakter.

Sala pogrążyła się w chaosie. Członkowie zespołu przekrzykiwali się wzajemnie, a lawina wywrzaskiwanych po koreańsku, kompletnie nieznanych Anie słów zalała pomieszczenie. Każdy miał coś do powiedzenia i nie przejmował się tym, że równocześnie mówi ktoś jeszcze. Dziewczyna zignorowała ten harmider, odchyliła się nieco na krześle, wycofując się z pola widzenia, i zaczęła robić to, w czym była najlepsza. Obserwowała.

Chanmin pokazywał piegowatemu Dohyunowi jej zdjęcia, tłumacząc coś zawzięcie, a jednocześnie starał się przekonać mężczyznę z tatuażami na dłoniach. Ana zauważyła, że cokolwiek lider właśnie mówił, zaczynało odnosić skutek. Obaj słuchacze kiwnęli w skupieniu głowami, a kręconowłosy nachylił się w stronę tego, który nerwowo bawił się kolczykiem w języku.

Zapomniana przez wszystkich dziewczyna spojrzała jeszcze raz na umowę, a właściwie na kwotę, która na niej widniała. Nigdy wcześniej nie miała okazji zarobić tak ogromnej ilości pieniędzy. Nie w rok. To zlecenie mogło zmienić całe jej życie. Zresztą sam wyjazd do Korei wydawał się całkiem interesujący, szczególnie że podróże nie były jej obce – przez dwadzieścia pięć lat, a tyle sobie liczyła, zdążyła już kilkukrotnie zmienić państwo, w którym mieszkała. Nic nie trzymało jej w Nowym Jorku; miał być tylko przystankiem. Jednak założenia projektu… To było coś, z czym się dotąd nie spotkała. Przez rok mieszkać z szóstką obcych osób. Przenieść się do kraju o nieznanej jej kulturze i języku. Fotografować kogoś nie przez chwilę, a bez ustanku, w różnych okolicznościach. Widzieć nie tylko mocne strony swoich modeli, ale też słabości, nawet gdy nie będą chcieli ich pokazać. Do tej pory wyłapywała urywki życia różnych osób… Nigdy jednak nie stawała się jego częścią.

– Przepraszam. – Mijały minuty, a dyskusja wciąż nie dobiegła końca. – Przepraszam, ale kompletnie nie rozumiem waszej… rozmowy – dodała, gdy głosy zamilkły i wszyscy spojrzeli się na nią, jakby dopiero przypominając sobie o jej obecności. – Nie znam koreańskiego. Jednak widzę, że nie tylko ja jestem zaskoczona projektem. Nie chcę fotografować osoby, która jest temu przeciwna. To się nie uda w ten sposób.

– Niektórzy członkowie mają pewne… wątpliwości – przyznał Chanmin niechętnie.

– Nigdy nie chcieliśmy dzielić się za bardzo swoim prywatnym życiem. – Jae spojrzał na dziewczynę, a ta w jego uśmiechniętych oczach dostrzegła twardą nutę. – Teraz mamy zamieszkać z obcą osobą. – Zawahał się na chwilę, wodząc palcami po tatuażach zdobiących jego paliczki. – Z obcą kobietą – poprawił się – która ma robić nam zdjęcia w dziwnych sytuacjach. Boimy się o swoją prywatność. O to, że ktoś będzie z nami w każdej chwili, nawet kiedy schodzimy ze sceny i możemy pokazać większą… paletę emocji. Przywykliśmy do kamer i obiektywów, ale w bardziej… kontrolowany sposób.

– Rozumiem. Doskonale rozumiem. Mam nadzieję, że nikogo nie obrażę, ale czy możemy przejść wszyscy na „ty”? Jeżeli rozważamy wspólne mieszkanie, czułabym się o wiele swobodniej. Jeżeli projekt dojdzie do skutku… Jestem pewna, że wtedy poniekąd naruszę waszą prywatność. – Kiwnęła głową. – Ale myślę, że możemy ustalić granice, których ani ja, ani mój aparat nie przekroczymy. Nie będę przecież wchodziła wam pod prysznic ani fotografowała was w łóżku. – Na ustach Ho wykwitł szeroki uśmiech. – Mimo że wasz język brzmi pięknie, nie zrozumiałam ani słowa z waszej rozmowy. Ale znam się na ludziach. Potrafię obserwować i wiele widzę. Wiem, że Chanmin, który jest zapewne autorem pomysłu, skoro tylko on broni tej koncepcji, zdołał przekonać dwóch z was – wskazała ręką w stronę Dohyuna i Jae – a ten pierwszy namówił mężczyzny siedzącego po jego lewej stronie… Yeon, tak? Przepraszam, dużo imion, mało czasu. – Na twarzy większości obecnych odmalowało się zdziwienie, a Dirt wymienił spojrzenia z Jae. – Wiem, że macie wątpliwości, sama mam ich pełno. Jednak im dłużej to rozważam, tym bardziej podoba mi się ten projekt.

– Dlaczego? – Białowłosy Hojin przyciągnął uwagę wszystkich tym jednym zaledwie słowem.

– Skoro widzę kogoś przez sekundę i jestem w stanie uchwycić część jego duszy, to ile waszych fragmentów uda mi się uzyskać przez rok? – Nachyliła się w ich stronę, opierając ręce na stole. – To nie będą po prostu zdjęcia, to będzie bardziej eksperyment społeczny… – Rozejrzała się po wszystkich, szukając odpowiednich słów. – Nie wiem, jak to wytłumaczyć… Kocham to, co robię. Jeżeli mogę powiedzieć, że jestem w czymś dobra, to w dwóch rzeczach. W byciu niewidoczną i w widzeniu ludzi. – Mężczyźni przyjrzeli się jej uważnie. Chanmin zmarszczył odrobinę brwi, gdy usłyszał pierwszą część zdania. – Nie ustawiam skomplikowanych scen. Zamrażam chwilę. Jestem jak złodziej. Kradnę kawałek duszy. Często ten, którego nikt nie chce pokazać. – Wskazała jedną z fotografii leżących na stole. – Ten mężczyzna siedzący na ławce. Wokół oczu ma zmarszczki, które, gdy się uśmiecha, sprawiają, że jego twarz staje się tak łagodna i delikatna. Siedział tam przez ponad dwie godziny w kompletnym bezruchu, nie drgnął nawet o centymetr. Ten uśmiech ozdobił jego twarz, kiedy stado gołębi zerwało się do lotu. Co jest jego prawdziwym obliczem? Uśmiech, który widzicie na zdjęciu, czy surowe, pozbawione wyrazu i nawet odrobiny ciepła oblicze, które nosił w każdej sekundzie poza tą jedną krótką chwilą? – Urwała na moment, by zebrać myśli. – Zastanawiam się, ile waszych twarzy uchwyciłabym, mając do dyspozycji taką ilość czasu i możliwości… – dodała bardziej do siebie niż do nich.

W sali zapadła cisza. Ana, lekko zawstydzona swoim przemówieniem i uwagą, którą przyciągnęła, opuściła głowę i zaczęła bawić się długopisem, który leżał na stole koło jej kopii umowy. Zawsze starała się stać w cieniu, jednak czasami dawała się ponieść emocjom.

– To właśnie zobaczyłem w pani… – Chanmin odchrząknął i się poprawił – w twoich zdjęciach. Dostrzegasz prawdę w ludziach. A ja chciałbym, żeby naszą prawdę w końcu zobaczyli inni.

– Dziękuję, bardzo to doceniam. Podobnie jak zaufanie. Może… Widzę, że nie każdy jest pewien, co zrobić z tą sytuacją. Porozmawiajcie na spokojnie, we własnym gronie. Ja zapoznam się w domu z kontraktem i jeżeli nie będzie tam zapisów, które w jakiś sposób nie będą mi odpowiadać, to… jestem na tak. Zgadzam się – podniosła się powoli z miejsca, a pozostali uczestnicy spotkania zrobili automatycznie to samo. – Na wizytówce jest mój adres mailowy. Będę czekać na wiadomość od was. Przedyskutujcie sprawę, uzgodnijcie szczegóły. Jeżeli każdy, bez wyjątku – spojrzała prosto w oczy Hojina, na co ten lekko przekrzywił głowę – wyrazi zgodę na udział w projekcie, napiszcie do mnie. Och, jeszcze jedno. – przygryzła wargę, nagle straciwszy rezon. – Jak właściwie nazywa się wasz zespół?

Mężczyźni spojrzeli po sobie w kompletnym zdumieniu. Chanmin przedstawił ich tak naprawdę z grzeczności. Po blisko dziesięciu latach działalności grupy cieszyli się popularnością na całym świecie. Dawno już stracili anonimowość. Lider przyjrzał się dziewczynie raz jeszcze, w zupełnie nowy sposób.

– Nazywamy się White Stars – odpowiedział, z uśmiechem skłaniając lekko głowę.

*

Ana całą drogę do domu analizowała to, co właśnie się wydarzyło. Z początku chodziło głównie o pieniądze. Nie zamierzała oszukiwać samej siebie, że było inaczej. Miała jednak wrażenie, że za każdym razem, gdy myślami wracała do projektu, zaczynała skupiać się na zupełnie innych aspektach niż stan jej konta po upływie roku.

Po powrocie ze spotkania wytrzymała tylko kilka godzin, zanim otworzyła butelkę wina, usiadła na kanapie w malutkiej kawalerce, której użyczył jej znajomy fotograf pod swoją nieobecność, i zrobiła to, co zrobiłaby na jej miejscu każda współczesna kobieta. Zaczęła googlować.

Najjaśniejsze gwiazdy znów lśnią na scenie

White Stars znów udowodnili, że zasłużyli na swoją pozycję. Już trzy miesiące po zakończonej trasie koncertowej powrócili z nową płytą, „Gwiazda Polarna”. Comeback wywołał szok wśród fanów, nie tylko przez wysoki poziom muzyczny, do którego topowy gracz światowej sceny k-popu zdążył nas przyzwyczaić, ale i przez słowa lidera zespołu: „Podczas naszego debiutu ogłosiliśmy, że od nas rozpoczyna się XI generacja. Zarzucano nam pychę i zbyt dużą pewność siebie. Przyjęliśmy to z pokorą, bo wiedzieliśmy, na co nas stać. Dziś mówimy wam jedno – tak jak Gwiazda Polarna wyznacza kierunek, tak my, White Stars, pokażemy naszym fanom i innym zespołom, w którą stronę powinni podążać. Proszę, patrzcie z nami w niebo i kibicujcie nam tak jak wcześniej”. Cha Chanmin, znany wśród miłośników k-popu po prostu jako Chan, nie chciał zdradzić szczegółów, jednak fani na całym świecie nie przestają snuć domysłów. (…)

Artykułów na ich temat było tak wiele, że po jakimś czasie nagłówki zaczęły zlewać się jej w jedno. Wniosek był jednak jasny – Ana żyła pod największym kamieniem świata, skoro nigdy o nich nie słyszała. Z początku porównywani do innych topowych zespołów k-popowych, bardzo szybko wyrobili sobie swoją własną markę i wspięli się na sam szczyt. Jeżeli pojawiały się jeszcze jakieś porównania, to tylko wtedy, gdy prasa zestawiała liczbę nagród, które dana grupa otrzymała. Być może Ana nie rozumiała jeszcze w pełni koreańskiego przemysłu muzycznego, ale jedno było dla niej oczywiste – White Stars stali się legendą za życia.

Ana wahała się przez chwilę, zanim wpisała w wyszukiwarkę kolejne hasło. Czy to było uczciwe? Czuła się jak jakiś stalker, jednak pierwszy raz miała styczność z kimś tak sławnym. To nie jej wina, że chciała sprawdzić, z kim prawdopodobnie będzie mieszkać przez kolejny rok. Nie miała też wpływu na to, że w internecie było o nich dosłownie wszystko. Przeraziła ją myśl, że w ciągu godziny była w stanie dowiedzieć się o nich tak dużo.

Pierwszy wyskoczył Chanmin. Lider. O nim pisano najwięcej. „Wzór Koreańczyka” – odpowiedzialny, pracowity, urodzony w biedzie i wspinający się na szczyt wyłącznie własną determinacją. Historia jak z podręcznika: od zera do milionera. Wpatrywała się w jego zdjęcia trochę dłużej niż powinna. Zbyt długo, by udawać, że to tylko badawcze spojrzenie fotografa.

Nam Hojin, sceniczny Dirt. Główny raper i… buntownik. Sam pseudonim był manifestem – „dirt” znaczyło w slangu „brud”, „skandal”. Pasowało to do jego historii – bogata i wpływowa rodzina się go wyrzekła, gdy wybrał muzykę. Kiedy z fotografii patrzyły na nią jego lodowate oczy, Ana miała wrażenie, że to człowiek, który spalił za sobą mosty i już nigdy nie obejrzał się za siebie. Nosił wyłącznie czerń.

Chunyeon, czyli Yeon – przeciwieństwo Hojina. Wyglądał jak młody bóg, a jednocześnie na każdym filmiku przypominał wielkie dziecko. Fani śmiali się z jego nieśmiałości i niezdarności, ale to dzięki niemu ogromne sumy płynęły na konta fundacji. Wystarczyło, że pokazał się na zdjęciu z logo jakiejś akcji, a dane stowarzyszenie zalewała fala datków.

W pewnym momencie złapała się na tym, że zachowywała się jak typowa fanka z internetowego forum. Szpera, szuka, nie umie przestać. Westchnęła sama do siebie, ale nie przestała scrollować.

Jae – Kim Jaemin. Wesołek, dusza towarzystwa, dla wszystkich miał zawsze dobre słowo. Kiedy jednak Ana patrzyła na fotografie jego dłoni ozdobionych tatuażami, przypominała sobie ostrą nutę ukrytą w jego uśmiechu. Było w nim coś więcej niż tylko lekkość.

Min Dohyun – typowy marzyciel. O jego francuskich korzeniach świadczyły jaśniejsze włosy oraz piegi, które sprawiały wrażenie, jakby ktoś rozsypał je celowo. Syn pianisty i koreańskiej malarki, którzy dla siebie nawzajem porzucili własne światy. Na większości zdjęć wyglądał tak, jakby zaraz miał oderwać się od ziemi.

I wreszcie Ho – czyli Lee Sangho. Uroczy, zmieniający fryzury szybciej, niż inni zmieniali kurtki. Sam o sobie mówił, że chce być jasnością w mroku – brzmiało to odrobinę patetycznie, ale może właśnie dlatego ludzie go lubili. Wydawał się lekki, uwodzicielski, a przy tym zaskakująco czysty, wolny od jakichkolwiek skandali.

Ana westchnęła. Nie znalazła żadnych brudów. Ani afer, ani byłych partnerek, ani awantur w klubach. Perfekcyjni. Bez skazy. Jakby ktoś naprawdę wyrzeźbił ich z marmuru i postawił na piedestale. „Bogowie stąpający po ziemi” – pomyślała, a ciarki przebiegły jej po plecach. Czy naprawdę tacy byli, czy tylko tak świetnie zarządzano ich wizerunkiem?

Zdjęcia, które znalazła… Nie myliła się. Te przystojne twarze wychodzą na fotografiach rewelacyjnie, jednak na tych robionych poza sesjami mają w sobie jeszcze większą głębię. Intrygowali ją coraz bardziej.

Myśl o kadrach, które mogłabym im skraść, przyprawiała ją o gęsią skórkę.

*

Mijał już trzeci dzień od spotkania, a telefon wciąż milczał. Sprawdzanie poczty nie przynosiło żadnego efektu. Dziewczyna wiedziała, że zespół nie dojdzie do porozumienia zbyt szybko, jednak uciekający czas mocno ją niepokoił.

Ana była zajęta pracą, jak zawsze. Z samej fotografii nie dałaby rady utrzymać się w Nowym Jorku. Naprawdę starała się funkcjonować normalnie – aktualizowała swój profil na Instagramie, obserwowany przez tę garstkę osób, które w jej życiu zostały na dłużej niż chwilę, wzięła nawet dodatkową zmianę w restauracji, w której pracowała jako kelnerka. W końcu musiała mieć za co jeść i jak płacić rachunki. Jednak pomimo ciągłego pędu i nieustających zajęć jej myśli i tak bez ustanku wracały do umowy, którą podpisała i powiesiła na lodówce.

– Kowalsky! Zasnęłaś tam?! – Mark, kierownik sali, wydarł się na pół kuchni. – Trójka czeka na danie główne, a ta hałaśliwa rodzina obok nie dostała nawet jeszcze napojów! Obudź się, dziewczyno, albo więcej już tu nie wrócisz!

Ana wsunęła telefon do kieszeni, ostatni raz rzuciwszy okiem na zdjęcie Chanmina, które znalazła przed momentem. Wmawiała samej sobie, że przegląda fotografie, szykując się do potencjalnej pracy, i robiła to tylko po to, by wiedzieć, jak zespół czuje się w towarzystwie obiektywu, jednak… dziwnym trafem to właśnie Cha pojawiał się na jej ekranie najczęściej. Uświadomiła sobie, że przez ostatnie dni telefon służył jej tylko do szukania informacji o White Stars. Później były zdjęcia, filmiki, muzyka, wywiady… A przecież tak naprawdę chciała tylko zapamiętać ich imiona.

Dziewczyna bez słowa ruszyła przed siebie, po drodze zgarniając na tacę wszystkie czekające na nią talerze. Słowa „więcej już tu nie wrócisz” brzmiały dziś bardziej motywująco niż kiedykolwiek wcześniej. Jednak to, co miało się dalej wydarzyć, nie zależało od niej, jak niemal wszystko dotąd w jej życiu. Przecież już się do tego przyzwyczaiła.

Wróciła do mieszkania zmęczona po wieczornej zmianie i opadła bezwładnie na kanapę. Ściągnęła ze stóp buty i cisnęła je gdzieś między drzwiami a kanapą, która służyła jej również jako łóżko. Nie miała teraz siły ani ochoty przejmować się porządkiem. Po dwunastu godzinach w restauracji energii nie wystarczało jej nawet na szybki prysznic, a co dopiero na martwienie się bałaganem. Przecierając ze zmęczenia oczy, sięgnęła po telefon, chcąc sprawdzić pocztę, tak po prostu, w imię zasad. Co z tego, że robiła to dosłownie dziesięć minut temu, gdy wysiadała z nocnego autobusu. Przecież to nie tak, że zależy jej za bardzo, prawda?

W głębi ducha nie spodziewała się żadnej odpowiedzi, dlatego gdy zobaczyła treść najnowszego maila, usiadła na łóżku prosta jak struna, zapominając o całym zmęczeniu.

Szanowna Pani,

chciałbym z radością poinformować, że cały zespół wyraził zgodę na nasz wspólny projekt. Jeżeli w dalszym ciągu jest Pani zainteresowana udziałem, a żaden z zapisów umowy nie stanowi problemu, to chciałbym uzgodnić szczegóły wyjazdu. W razie jakichkolwiek zmian proszę kontaktować się z naszym menedżerem, którego dane kontaktowe umieszczone zostały w pierwszym załączniku. Muszę jednak zaznaczyć, że zarówno wytwórnia, jak i zespół nie przystaną na negocjacje warunków poufności.

W załączniku drugim został umieszczony kwestionariusz osobowy, konieczny do zabukowania biletów lotniczych i skonstruowania prawomocnej umowy między Panią a Rubikon Entertainment. Dodatkowo znajdzie się tam część poświęcona preferencjom osobistym oraz pytania dotyczące stanu zdrowia, tak abyśmy mogli zagwarantować jak najlepszy komfort pobytu w Korei Południowej.

Zależy nam na czasie, dlatego jeżeli to nie problem, chcielibyśmy zacząć jak najszybciej. Potrzebujemy dwóch tygodni, żeby przygotować wszystko w Seulu. Bylibyśmy wdzięczni, gdyby w tym czasie zamknęła Pani wszystkie niezbędne sprawy i była gotowa do wylotu. Dokonaliśmy wstępnej rezerwacji biletu w klasie biznesowej na pierwszy dzień kolejnego miesiąca. Dane lotu umieszczono w trzecim załączniku.

Po dostarczeniu wszystkich informacji zostanie do Pani przesłana gotowa umowa. Od momentu jej podpisania obowiązuje klauzula poufności.

Dziękuję za wyrażoną chęć współpracy.

Z wyrazami szacunku

Cha Chanmin

PS

Bardzo cieszę się na nasz wspólny projekt. Obiecuję, że to ostatni raz, gdy zwracam się do Ciebie tak formalnie. Czekamy w Seulu!

Ana czuła, jak jej serce przyśpiesza wraz z każdym kolejnym czytanym słowem. Rozejrzała się po pomieszczeniu, które było dla niej kolejnym schronieniem, ale nigdy nie stało się domem. Malutka kuchnia z szafkami kompletowanymi na wyprzedażach garażowych, stara zapadająca się kanapa i kartony z rzeczami prawowitego lokatora zajmowały większość jej trzydziestometrowej kawalerki.

– Dwa tygodnie? – mruknęła do siebie, uśmiechając się szeroko. – Dajcie mi dwa dni i już mnie tu nie ma.

Rozdział 2

Ponad czternaście godzin na pokładzie samolotu potrafi zmęczyć człowieka, nawet w biznes klasie. Zwiększona przestrzeń na nogi czy zdecydowanie smaczniejsze jedzenie nie sprawiały, że podróż stawała się krótsza, szczególnie gdy nie umie się zasnąć podczas lotu. Jednak dostęp do darmowego alkoholu zdecydowanie umila czas oczekiwania.

Ana poprawiła się na siedzeniu, które po tylu godzinach zaczynało sprawiać wrażenie coraz mniej wygodnego. Niedługo powinna lądować w Incheon, a tymczasem oglądając świat przez bąbelki w lampce szampana, zastanawiała się tylko nad jednym – jak właściwie powinna się czuć. Jej życie właśnie się zmieniało. Po raz kolejny. Gdy przenosiła się do Nowego Jorku, przynajmniej znała język, w którym mieszkańcy miasta porozumiewają się na co dzień. Tym razem udało jej się nauczyć tylko kilku podstawowych słów i przeczytać co nieco o kulturze kraju, ale nie zamierzała się oszukiwać – to nie będzie proste. Ale przecież jej życie nigdy takie nie było.

Czy kiedykolwiek coś faktycznie zależało tylko od niej? Ana uświadomiła sobie, że nawet to, że siedziała właśnie w samolocie i leciała na drugi koniec świata, nie było w pełni jej decyzją. Jasne, powiedziała „tak”, jednak to, czy dostanie tę pracę, zależało od wyroku sześciu obcych jej osób. Zamknęła oczy i wpasowała się w fotel najlepiej, jak się dało, ale to, co zobaczyła, gdy pozwoliła swoim myślom dryfować bez celu, nie pomogło w zapanowaniu nad stresem. Przenikliwe spojrzenie Chanmina, które nie wiadomo dlaczego nagle wypłynęło na wierzch jej umysłu, sprawiło, że poczuła przyjemny dreszcz, choć dosłownie sekundę później przerodził się on w niepokój.

– Nie – powiedziała, wzdrygając się, czym zaskarbiła sobie zdziwione spojrzenie kobiety obok. – „Przynajmniej nad tym będę miała kontrolę” – dodała już w myślach, po czym zgarnęła swoje rzeczy i udała się w stronę łazienki.

Dziewczyna opłukała twarz zimną wodą, by przywrócić równowagę umysłu i odgonić zmęczenie. W sztucznym świetle jej twarz wyglądała jeszcze gorzej, niż Ana zakładała. Szara ze zmęczenia skóra była pozbawiona blasku, a lekko podpuchnięte oczy pozwalały domyślać się, że podczas lotu nie skończyło się tylko na jednej lampce szampana.

Może i podczas pracy nie lubiła rzucać się w oczy i wolała niknąć w tłumie, ale to nie znaczyło, że była kompletnie pozbawiona próżności. Lubiła dobrze wyglądać, gdy sytuacja tego wymagała, i zdecydowanie nie chciała zaczynać kolejnego rozdziału swojego życia, wyglądając w taki sposób. Delikatny błyszczyk oraz trochę cienia i korektora przywróciły jej trochę świeżości, jednak wystarczyło dobrze się przyjrzeć, by dostrzec to, co dziewczyna właśnie próbowała zatuszować kosmetykami. Przed wyjściem z domu zaplotła sobie dwa dobierane warkocze, ale nawet one nie przetrwały długiej podróży. Kiedy je rozpuściła, jej naturalnie falowane włosy nabrały naprawdę przyzwoitej objętości i Ana w końcu uśmiechnęła się do swojego odbicia.

– Nie jest tak źle – stwierdziła, poprawiając biały t-shirt, który wysunął się już całkowicie z jasnych jeansów o jej ulubionym, luźnym kroju. – Nie jest tak źle – powtórzyła, chcąc dodać sobie odwagi.

*

Wcześniej ustalono, że z lotniska odbierze ją kierowca, który następnie zawiezie Anę bezpośrednio do jej nowego domu, tak by mogła wypocząć i rozpakować się przed rozpoczęciem pracy. Było piątkowe popołudnie, miała więc trochę czasu na aklimatyzację, zanim w poniedziałek wszystko się zacznie.

Ciągnąc za sobą dwie duże walizki, rozglądała się dookoła za osobą odpowiedzialną za transfer. Na szczęście nawet w tak ogromnym tłumie nie dało się przegapić postawnego mężczyzny w czarnym garniturze, który trzymał karteczkę z jej nazwiskiem. Gdy tylko się zbliżyła, ukłonił się grzecznie i bez słowa przejął jej bagaże, co sprawiło, że poczuła do niego bezgraniczną wdzięczność. Feminizm feminizmem, ale po tylu godzinach lotu przyjęłaby z chęcią każdą pomoc.

Wsiadając do samolotu, nie oglądała się za siebie. Nigdy tego nie robiła. Poza garstką znajomych nie miała niczego, za czym mogłaby prawdziwie tęsknić. Dlatego kiedy stawiała pierwsze kroki w Korei Południowej, nie liczyła na to, że jej życie może się w jakiś sposób zmienić. Oczywiście, czuła podenerwowanie i już w samolocie przyznała to przed samą sobą otwarcie. W końcu była tylko człowiekiem. Miała spędzić rok czasu w obcym dla niej kraju, o którym zaczęła szukać informacji ledwo dwa tygodnie temu, ale… dawno już przestała żyć marzeniami. To nie miała być przygoda, to miał być środek do osiągnięcia celu. Zwykła praca, która miała zaowocować pokaźnym stanem konta i sprawieniem, że jej nazwisko zyska rozgłos. Niczego nie wymagała, na nic się nie nastawiała. Tak żyła do tej pory i nic tego nie zmieni.

Dlatego na jej twarzy odmalowało się zdziwienie, gdy w aucie, do którego właśnie planowała wsiąść, zobaczyła dwóch mężczyzn uśmiechających się do niej uprzejmie.

– Dzień dobry. – Cha Chanmin pokłonił się uprzejmie i gestem zaprosił dziewczynę do środka. Bał się, że jeżeli drzwi zostaną otwarte zbyt długo, ktoś ich dostrzeże i rozpozna. – Chcieliśmy cię odpowiednio przywitać na lotnisku, jednak nasza obecność tam mogłaby… wywołać za dużo zamieszania. – Cha uśmiechnął się lekko zakłopotany. – Liczę, że nie masz nam tego za złe. Będziemy ci z Jae towarzyszyć w samochodzie, chociaż tyle mogliśmy zrobić. Reszta czeka już na nas w dormie.

– Nie, nie mam, to… bardzo miłe. – Ana zdała sobie sprawę, że nie musi silić się na sztuczną grzeczność. To naprawdę było miłe. A jego oczy znów przyciągnęły całą jej uwagę. – I dość niespodziewane. Zastanawiałam się, jak będzie wyglądać nasza relacja, szczególnie że, delikatnie mówiąc, część grupy wyglądała na mało entuzjastycznie nastawioną.

– Ekhm… – Jae podrapał się po głowie uśmiechając się szeroko. – Niektórzy dalej mają… mieszane uczucia. Dlatego dobrze będzie, jeżeli przed rozpoczęciem pracy poznamy się chociaż odrobinę. Będzie nam łatwiej.

Ana kiwnęła głową ze zrozumieniem. Jae wydawał się inny, niż go zapamiętała. Twarda nuta zniknęła z jego spojrzenia, zamieniając się w coś bardziej miękkiego i opiekuńczego. Teraz przypominał postać, którą widywała na zdjęciach. Która z jego twarzy była prawdziwa?

– Skróciłeś włosy – powiedziała Ana, nim zdążyła zbesztać się w duchu za to, że przygląda mu się zdecydowanie zbyt długo. – Pasują ci… – dodała, jednocześnie w myślach powtarzając w kółko: „idiotka, idiotka, idiotka”.

– Dziękuję – odpowiedział lekko zakłopotany tym nagłym spostrzeżeniem. – Wyglądasz na zmęczoną, a przed nami jeszcze długa jazda autem. Może jednak dam znać reszcie, żeby nie czekali, a ty odpoczniesz w pokoju? Zjemy coś razem jutro. – Spojrzał na lidera, szukając jego potwierdzenia.

– Spokojnie, myślę, że dam radę. Podróż była strasznie długa, ale na jedzenie zawsze znajdę siły. – Dziewczyna uśmiechnęła się, chcąc nadać swojej wypowiedzi więcej pewności, niż faktycznie czuła. Gdy zamknęły się za nią drzwi samochodu, stres i napięcie zaczęły ustępować miejsca zmęczeniu. Może właśnie dlatego nie zauważyła wymiany spojrzeń między Jae a Chanminem, którzy ewidentnie jej nie uwierzyli.

Po tylu latach spędzonych razem ci mężczyźni nie potrzebowali słów, by zrozumieć nawzajem swoje intencje. Wystarczyły lekko uniesione brwi Jaemina, żeby lider wiedział, że ten myśli dokładnie to samo co on. Cha sięgnął po telefon i napisał prędko krótką wiadomość, nie zastanawiając się nad nią ani sekundy. Przywykł do szybkiego podejmowania decyzji.

Ana przez większość drogi obserwowała widoki migające za oknem samochodu. Na pierwszy rzut oka miasto nie przypominało żadnego z tych, które poznała do tej pory. Ludzie, architektura, energia… To było tak nowe i ekscytujące zarazem. Po raz pierwszy od dawna dała się tak czymś oczarować, że nawet nie zwracała uwagi na swoich współtowarzyszy podróży.

Za to dwójka mężczyzn zdecydowanie mniejszą uwagę poświęcała widokom za oknem. Zamiast tego co jakiś czas skupiali swoje spojrzenia na kobiecie siedzącej naprzeciwko. Chanmin, walczący sam ze sobą, by nie wpatrywać się w dziewczynę zbyt ostentacyjnie, nawet nie zauważył, że Jae co jakiś czas zerka również na niego, a w jego oczach zaczyna tańczyć coraz więcej wesołych ogników.

– Myślałem, że prawdziwi fotografowie gardzą telefonami – roześmiał się Cha, widząc, że Ana z komórką w ręce szuka odpowiedniego kadru, gdy samochód zatrzymał się na światłach.

– W takim wypadku dobrze, że w umowie był zapis o wypłacie pełnego wynagrodzenia niezależnie od okoliczności – odpowiedziała dziewczyna, nawet na niego nie spoglądając. Chanmin uniósł brwi jeszcze wyżej niż wcześniej, a Jae roześmiał się pod nosem. – Spokojnie, aparatem też wiem, jak się posługiwać. To po prostu na mój Instagram – dodała, zerkając wreszcie na rozmówcę kątem oka. – Zresztą zdarza mi się robić portrety komórką, jeżeli nie mam pod ręką aparatu. To lepsze niż pozwolić, by chwila minęła. – Ana schowała telefon do plecaka i wróciła do podziwiania zmieniających się za szybą widoków.

Zbliżali się do centrum, zabudowa zagęszczała się coraz bardziej, a ruch na drodze stawał się mniej płynny. Jej powieki zaczynały robić się cięższe i cięższe.

– Odpocznij. – Cichy głos Chanmina dotarł do niej jak przez mgłę. – Mamy jeszcze ponad godzinę jazdy, a miasto się korkuje. – Poczuła, jak ktoś przykrywa ją czymś ciepłym. – Obudzimy cię, gdy będziemy już na miejscu – usłyszała, zanim postanowiła przestać walczyć z sennością. Czy tylko jej się wydawało, czy faktycznie poczuła, że Cha pochyla się nad nią odrobinę zbyt długo?

– Ana… – Ktoś wypowiedział jej imię, jednak jej umysł, zamglony długim lotem i krótką drzemką, nie odzyskał jeszcze pełnej przytomności. – Ana, jesteśmy już na miejscu.

Ta krótka chwila snu była zbyt piękna, by tak łatwo z niej rezygnować. Ana dryfowała między snem a jawą, czując jednocześnie czyjąś obecność… Obecność, która nie wywoływała w niej tak dobrze znajomego niepokoju, a dawała pewien rodzaj dziwnego komfortu, który był dla niej kompletną nowością. Jej myśli zaczęły krążyć sprawniej, kiedy tylko dotarło do niej, gdzie i z kim się znajdował.

Sama nie rozumiała, dlaczego nie otworzyła od razu oczu, mimo że poczuła, jak ktoś delikatnie zakłada jej kosmyk włosów za ucho. Ten łagodny gest sprawił, że jej serce zaczęło bić szybciej, a ona doświadczyła czegoś, czego nie przeżywała od wielu lat.

– Przepraszam – powiedział cicho Chanmin, widząc, że dziewczyna otwiera powoli powieki. Zdawał sobie sprawę, że znajdował się zdecydowanie zbyt blisko niej, ale nie był w stanie się powstrzymać. – Myślałem, że jesteś zbyt zmęczona, i chciałem cię zanieść do mieszkania. – Wciąż się nad nią nachylał i, by zrobić cokolwiek, wyciągnął rękę i odpiął pas dziewczyny. Poczuł przy tym, że jej włosy pachną mandarynką, i nie wiedział dlaczego, ale ta informacja wydała mu się istotna. – Jae wyciąga już twoje walizki, ale jeżeli potrzebujesz odrobiny więcej czasu…

– Nie – odparła pospiesznie dziewczyna, nagle uświadamiając sobie, że od jakiegoś czasu wstrzymuje oddech i że żadne z nich nie odsunęło się od drugiego. Powietrze w aucie wypełniło się dziwnym napięciem, dziewczyna wiedziała, że musi wysiąść jak najszybciej. – Nie, wszystko okej. Możemy iść, przepraszam, że na chwilę odpłynęłam.

Copyright

Between Us: Silence

Copyright © Pamela Nickel

Copyright © Wydawnictwo Inanna

Copyright © MORGANA Katarzyna Wolszczak

Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.

Wydanie pierwsze, Bydgoszcz 2026 r.

książka ISBN 978-83-7995-648-7

ebook ISBN 978-83-7995-649-4

Redaktor prowadzący: Marcin A. Dobkowski

Redakcja: Paulina Kalinowska

Korekta: Agata Nowak | proAutor.pl

Projekt i adiustacja autorska wydania: Marcin A. Dobkowski

Projekt okładki: Ewelina Nawara | proAutor.pl

Skład i typografia: Bookiatryk.pl

Przygotowanie ebooka: Bookiatryk.pl

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

MORGANA Katarzyna Wolszczak

ul. Kormoranów 126/31

85-432 Bydgoszcz

[email protected]

www.inanna.pl

Książkę i ebook najtaniej kupisz w MadBooks.pl

📖 Informacja o wersji demo

📖 Wersja demonstracyjna

To jest wersja demonstracyjna zawierająca 10% treści książki.

Aby przeczytać pełną treść, skorzystaj z pełnej wersji EPUB.

Konwersja i przygotowanie ebooka Bookiatryk.pl