The Wrong Candidate - Daria Wieczorek - ebook
NOWOŚĆ

The Wrong Candidate ebook

Daria Wieczorek

0,0

292 osoby interesują się tą książką

Opis

Układ ze znienawidzonym szefem miał być prosty. 

Dla dwudziestopięcioletniej Avy Perez praca w renomowanej agencji marketingowej stanowiła spełnienie marzeń. Do czasu, kiedy się okazało, że jej nowym szefem został starszy od niej o dziesięć lat Caden Prescott – ten sam arogancki mężczyzna, z którym kilka tygodni wcześniej wdała się w ostrą sprzeczkę… i wylała na niego drinka.

Mimo fatalnego pierwszego wrażenia i wzajemnych uprzedzeń podejmują współpracę, dostrzegając w tej sytuacji przeważające nad niechęcią korzyści. Przez kolejne lata ich relacja przypomina nieustanną wojnę pełną emocji, napięcia i żarliwych kłótni.

Wszystko jednak zmienia wyjazd służbowy do Portugalii oraz zaskakująca prośba znienawidzonego szefa. Ava ma pomóc Cadenowi znaleźć odpowiednią kandydatkę, którą mógłby przedstawić rodzinie podczas wesela siostry. 

Tylko co może pójść nie tak? 

Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia. 

Opis pochodzi od Wydawcy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 374

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Copyright © for the text by Daria Wieczorek

Copyright © for this edition by Wydawnictwo NieZwykłe, Oświęcim 2026

All rights reserved • Wszystkie prawa zastrzeżone

Redakcja: Anna Łakuta-Rudzka

Korekta: Angelika Oleszczuk, Karina Przybylik, Kamila Grotowska, Emilia Ziarnik

Oprawa graficzna książki: Paulina Klimek

Ilustracje: Aleksandra Monasterska

ISBN 978-83-8418-896-5 • Wydawnictwo NieZwykłe • Oświęcim 2026

Grupa Wydawnicza Dariusz Marszałek

Prolog

Ava

Drogi pamiętniczku,

dziś zabiję swojego szefa.

Rozdział 1

Speed dating

Ava

3 lata wcześniej…

Wylegiwałam się w ulubionym rozciągniętym dresie na kanapie i oglądałam kolejny odcinek jakiegoś dennego reality show, w którym pary testowały wierność, poddając się wykrywaczowi kłamstw. Obserwując kolejną dramę, zaczęłam się zastanawiać, co pokierowało tymi ludźmi, że zdecydowali się wystawić swoje życie miłosne na publiczne ośmieszanie przed milionami widzów.

– Co za kutas! – wykrzyknęłam oburzona, a mama okrasiła to karcącym spojrzeniem, kiedy wychyliła się zza winkla. – No ale on ją właśnie zdradza na oczach całego świata! Jak inaczej mam go nazwać?

– W bardziej elokwentny sposób, kochanie! – zawołała.

– Na to nie ma lepszego określenia – burknęłam. – Gatunek męski na każdym kroku udowadnia, że jest tą słabszą płcią. Wystarczył kawałek gołego ciała, a facet, mimo że ma narzeczoną, poleciał z wyciągniętym jęzorem do obcej baby…

Zapiłam przechodzące mnie dreszcze żenady wiśniową colą.

Rozbrzmiewający stukot szpilek odciągnął moją uwagę od ekranu. Przeniosłam zaciekawione spojrzenie na rodzicielkę, która z uśmiechem na połyskujących czerwoną pomadką ustach wkroczyła do salonu.

– I jak wyglądam?

Okręciła się wokół własnej osi, a granatowa, elegancka kreacja zatańczyła u jej stóp. Krótkie blond włosy wystylizowała tak, by układały się w miękkie fale, które okalały rozpromienioną twarz.

– Jak zawsze przepięknie, mamuś – przyznałam szczerze. – Skradniesz uwagę wszystkich!

Kobieta w odpowiedzi posłała mi w powietrzu całusa.

– Zbieram się, skarbie, wrócę przed północą – powiedziała, wkładając na ramiona wełniany płaszcz, i chwyciła za spoczywającą na krześle kopertówkę.

– Jasne, baw się dobrze!

Każdy miał jakieś plany czternastego lutego. Mama wychodziła świętować urodziny swojej koleżanki z pracy. Za to Flo – moja najlepsza przyjaciółka – umówiła się na kolejną randkę z Tindera. Młodsze rodzeństwo też już dawno zmyło się z domu. Liz spędzała ten dzień u swojej dziewczyny Mel, a Brandon zapewne znalazł kolejną miłość życia, z którą wytrzyma nie dłużej niż tydzień. Nawet mój dziadek szykował się na wieczorną potańcówkę. A Bailey…

W momencie, gdy pomyślałam o najstarszej siostrze, połączenie od niej rozświetliło ekran mojego telefonu. Leniwie powiodłam ręką do pilota i zatrzymałam program, po czym nacisnęłam zieloną słuchawkę, a już po sekundzie przywitała mnie żywiołowa tyrada słowna dziewczyny.

– Ava! Jakie masz plany na wieczór? W końcu dziś walentynki! – ekscytowała się, jakby co najmniej wygrała na loterii.

Na litość boską, dzień jak co dzień…

Z racji tego, że moje życie uczuciowe w zasadzie nie istniało, postanowiłam spędzić to wyolbrzymione święto zakochanych w swoich czterech ścianach.

– Chcę w końcu się wyspać…

– To świetnie, że nic nie robisz! – wtrąciła zadowolona. – W takim razie znalazłam nam rozrywkę!

Z wrażenia aż uniosłam się do siadu.

– Co? Jaką? Od razu zaznaczam, że nie mam zamiaru ruszyć się z kana…

– Idziemy na speed dating!

– Nie. – Natychmiast hardo zaprzeczyłam.

Ostatnim, czego w tej chwili chciałam, było poznawanie nowych osób i prowadzenie z nimi kilkuminutowych small talków, z których i tak nic nie wyniknie, a ja stracę tylko czas.

Takie atrakcje zdecydowanie nie były dla mnie.

– No weeeź – przekonywała dalej siostra, niezrażona moją kategoryczną odmową. – Pójdziemy dla fabuły, będzie fajnie!

– Nie ma nawet takiej opcji, Bailey, wybij to sobie z głowy – prychnęłam.

Ponownie ułożyłam się wygodnie na sofie i przymknęłam powieki.

– No ale nie mam z kim iść!

Jakby to jeszcze był mój problem.

– Trudno, weź ze sobą Brandona czy coś – rzuciłam.

– Zwariowałaś, on ma dopiero szesnaście lat!

– To mu nie przeszkadzało w wyrywaniu nauczycielki od biologii – mruknęłam pod nosem.

– Avaaaa, no proszę. – Uraczyła mnie najsłodszym tonem.

Oczami wyobraźni widziałam, jak trzepocze rzęsami, robiąc typową minę zbitego szczeniaczka. Każdy się zawsze na to nabierał.

Ale nie tym razem, siostrzyczko – dodałam w myślach.

– Nie przekonasz mnie, choćby…

– Ej, chociaż właśnie! – Znów mi przerwała podniesionym głosem, jakby ją nagle olśniło. – Zdajesz sobie sprawę, że wciąż wisisz mi przysługę za zdobycie numeru Olliego?

Prawie się zapowietrzyłam, gdy siostra wytoczyła cięższe działo. Ollie był baristą, którego Bailey jakiś czas temu zatrudniła w swojej kawiarni. Chłopak od razu wpadł mi w oko, a rozmowa między nami kleiła się zaskakująco dobrze. Dlatego niewiele myśląc, poprosiłam siostrę, żeby zdobyła dla mnie jakiś kontakt do niego. Zrobiła to bez wahania. Szybko się jednak okazało, że przy bliższym poznaniu zdecydowanie nie nadawaliśmy na tych samych falach, więc zgodnie ustaliliśmy, że najlepiej będzie zostać po prostu dobrymi znajomymi.

Tylko ta cholerna przysługa pozostała!

– Tak nie można! – oburzyłam się.

– A właśnie że można. – Zachichotała niewinnie. – Będę po ciebie o ósmej, szykuj się, pa!

– Bailey Perez, jesteś najgorszą siostrą we wszechświecie! – wykrzyknęłam rozeźlona.

Ostatnim, co usłyszałam, zanim się rozłączyła, był jej triumfalny śmiech.

Nici ze spokojnego wieczoru…

– Nienawidzę cię za to, że perfidnie wrobiłaś mnie w ten cyrk, rozumiesz? – wysyczałam konspiracyjnym szeptem, gdy przekraczałyśmy próg baru, w którym odbywała się impreza dla singli.

– Zobaczysz, że będziesz się świetnie bawiła, a na końcu jeszcze mi podziękujesz, że cię ze sobą wzięłam.

Przewróciłam ostentacyjnie oczami, na co ta rozciągnęła wargi w szerokim uśmiechu i mrugnęła zalotnie okiem.

– Tak, i może jeszcze padnę ci do stóp, by całować ziemię, po której chodzisz – prychnęłam sarkastycznie.

Obsługa odebrała nasze płaszcze, a my ruszyłyśmy do głównej sali. Wygładziłam pobieżnie dłonią materiał czarnej, przylegającej sukienki.

– To brzmi jak ty po kilku drinkach – odgryzła się żartobliwie.

Zerknęłam na nią złowrogo.

– Przypomnij mi, żebym już nigdy cię o nic nie prosiła…

Gdy wkroczyłyśmy do środka, wokół już krążyło sporo osób. Rozejrzałam się dyskretnie; dostrzegłam rząd stolików, każdy z nich udekorowany świecami, które migotały ciepłym światłem, i walentynkowymi bibelotami. Cicha muzyka płynęła z głośników, miękko wypełniając przestrzeń między rozmowami. Mimo to atmosfera była dziwnie dusząca, ale to może już tylko mi się zdawało…

Po kilku minutach zostaliśmy poproszeni, by zająć miejsca. Co rusz rzucałam w kierunku siedzącej nieopodal Bailey piorunujące spojrzenia. Ta jednak udawała, że wcale mnie nie widzi i wciąż tylko chichotała pod nosem.

W końcu Hallie – organizatorka tego całego przedsięwzięcia – zabrała głos. Co oznaczało wyłącznie jedno… Zaczynały się moje katusze. Zacisnęłam dłoń na zamówionym wcześniej kieliszku margarity.

Kobieta przywitała się ze wszystkimi zebranymi i po krótkim wstępie zaczęła objaśniać zasady:

– Każda rozmowa potrwa pięć minut. Dźwięk dzwonka oznacza koniec rundy, wtedy panowie będą przesuwać się do kolejnego stolika zgodnie z numeracją, panie zostają na swoich miejscach.

Upiłam mały łyk alkoholu, a jedyne, co krążyło w mojej głowie, to myśl, aby jak najszybciej się stąd ulotnić.

– Przed wami znajdują się karty z imionami i numery stolików – oznajmiła, prezentując nam wspomnianą ankietę. – Po każdej rozmowie zaznaczcie, czy dana osoba zwróciła waszą szczególną uwagę i czy widzicie szansę na bliższe poznanie! Jeśli wybór okaże się wzajemny, otrzymacie od nas wiadomość z kontaktem – skwitowała uprzejmym tonem.

Byłam pewna, że na mojej karteczce przy żadnym kandydacie nie pojawi się ani jedna notka.

– Udanej i owocnej zabawy!

Po tych słowach rozpoczęła się pierwsza runda. Mężczyzna, który podszedł do mojego stolika, bardzo się stresował. Biedaczek.

– Hej, jestem Miles. – Wyciągnął rękę, a głos mu nieco drżał.

Również się przedstawiłam i szybko przeszliśmy do przyziemnych pytań o ulubioną kuchnię, knajpę w mieście czy ostatni obejrzany serial. W miarę upływających minut chłopak wciąż pozostawał spięty, a sama rozmowa przebiegała dość sztywno. Aż wreszcie dotarliśmy do końca. Podziękowaliśmy sobie i ten zaraz podążył do kobiety siedzącej obok.

Tym sposobem odbyłam krótkie pogawędki z kolejnymi czterema kandydatami, którzy w żadnym stopniu nie ujęli mnie swoją osobowością.

Dzwonek znów wydał dźwięk, zapowiadając zamianę miejsc. Znużona chwyciłam za kieliszek i nieco zwilżyłam usta w oczekiwaniu na następną rundę.

– Liczę, że ja aż tak bardzo cię nie zanudzę – usłyszałam zachrypnięty męski głos, a zaraz miejsce naprzeciwko mnie zajął postawny brunet. – Cześć, jestem Caden.

– Ava. – Wyciągnęłam dłoń, a on na jej wierzchu złożył krótki pocałunek. – Skąd takie obawy? – Z nieskrywanym zainteresowaniem zlustrowałam jego przystojną twarz.

– Nie jestem pewien, czy wiesz, ale w twojej twarzy można czytać jak w otwartej księdze, a nie ukrywam, że od początku ci się przyglądałem… Więc jak się bawisz?

Przyglądał mi się od początku?

Udałam, że wcale nie ruszyły mnie jego słowa, ale na tę wiadomość jakoś nagle dziwnie zaschło mi w gardle…

– Mam być szczera czy miła?

– Tylko szczera do bólu – skwitował z sarkastycznym uśmieszkiem.

Kąciki moich warg mimowolnie powędrowały w górę.

– Tak naprawdę wcale nie chciałam tu przyjść i w dalszym ciągu nie pałam optymizmem co do tego pomysłu. Siostra mnie zaciągnęła pod pretekstem oddania jej przysługi.

Położył łokcie na stoliku i nieco się przybliżył, nawet na moment nie spuszczając ze mnie intensywnego wzroku.

– W sumie zabawne, bo mam podobną historię – oznajmił z delikatnym śmiechem. – Tylko że to przyjaciel zwabił mnie podstępem. To miało być niewinne wyjście na piwo, a wylądowaliśmy… tu.

– Piwo brzmi o niebo lepiej – przyznałam.

– Trudno się nie zgodzić, ale skoro już nas na to skazali, nie widzę przeciwwskazań, byś coś więcej mi o sobie opowiedziała, Avo – zachęcił głębokim tonem, a mnie jakby na moment odebrano dostęp do powietrza.

Cholera, ten facet miał w sobie coś hipnotyzującego, a zarazem tajemniczego i przyciągającego, co z każdą chwilą sprawiało, że sama aż zanadto stawałam się chętna, aby go poznać.

Już nie byłam taka pewna, czy żaden mężczyzna faktycznie nie zdobędzie ode mnie notki…

Onieśmielającym wzrokiem sunął po mojej zapewne już zarumienionej twarzy, następnie powędrował na szyję, na której zatrzymał się trochę dłużej.

Odchrząknęłam.

– A co chciałbyś wiedzieć, Cadenie?

– Na dobry początek… – Zrobił krótką pauzę. – Czym się zajmujesz?

– W maju skończyłam studia i teraz w zasadzie szukam swojej drogi – wyjaśniłam, nie wchodząc w szczegóły.

Prawdą jednak było to, że odkąd zakończyłam naukę, intensywnie poszukiwałam stałej pracy w swojej branży. Rzeczywistość okazała się dla mnie lodowatym prysznicem, bo trudno znaleźć cokolwiek wartego uwagi, gdy się nie posiada odpowiedniego doświadczenia, które stanowi priorytet dla pracodawców.

Kiedy miesiąc temu w końcu pozytywnie przeszłam rekrutację na stanowisko asystentki, myślałam, że los się do mnie uśmiechnął. To wszystko okazało się jednak za piękne, by mogło być prawdziwe. Natrafiłam na szefa zboczeńca z piekła rodem. Tak szybko, jak się zatrudniłam, tak też odeszłam…

– O, jaki kierunek? – zapytał widocznie zaintrygowany.

– Marketing.

W jego oczach dostrzegłam tajemniczy błysk, chociaż w sumie mogło mi się tylko wydawać…

– Interesująco – przyznał. – I co takiego w tym obszarze chciałabyś robić?

Przygryzłam wargę i cichutko westchnęłam.

Odkąd rozpoczęłam studia, w mojej głowie kiełkował plan stworzenia autorskiej aplikacji wspierającej strategiczny marketing marek. Przez lata konsekwentnie obserwowałam rynek, rozwijałam różne koncepcje, które poddawałam analizie, i zbierałam potrzebne materiały, a marzenie powoli we mnie dojrzewało. Zdawałam sobie sprawę, że przede mną bardzo długa przeprawa, bym w ogóle mogła dosięgnąć jego spełnienia. Ale nadzieja umierała ostatnia, a ja nie zamierzałam się tak łatwo poddać w dążeniu do celu.

Wiedza, kontakty i dostęp do tajników branży były niezbędne, żebym ruszyła naprzód. I największą szansę na zdobycie tego dałoby mi zatrudnienie się w firmie ściśle powiązanej z marketingiem…

Przez chwilę się wahałam, czy zdradzić nowo poznanemu mężczyźnie choć sam zamysł mojego projektu, lecz ostatecznie zebrałam się na odwagę, by to zrobić, bo cholera… naprawdę byłam z niego dumna.

– W przyszłości chciałabym stworzyć aplikację pomagającą agencjom i indywidualnym twórcom sprawdzić, które komunikaty marketingowe faktycznie działają i jakie wywołują emocje, zanim… – Urwałam w połowie zdania. Albo mi się wydawało, albo z ust Cadena wyrwało się ciche parsknięcie. – Przepraszam, bawi cię to? – Zmarszczyłam brwi nieco zbita z tropu.

– Nie, absolutnie – przekonywał, ale rozciągający jego wargi uśmiech mówił coś zupełnie innego.

Przez chwilę mierzyliśmy się w ciszy nieprzychylnymi spojrzeniami.

– Wydaje mi się, że jednak tak – odparłam chłodno.

– Okej, będę szczery. – Rozsiadł się wygodniej na krześle. – Po prostu mam wrażenie, że wam, młodym, się zdaje, że każdą wizję da się sprzedać. Wszelkie aplikacje, unowocześnienia czy obiecujące prezentacje na temat strategii… Tylko że rynek weryfikuje to szybciej, niż myślisz. Niestety to piękna i naiwna droga do bankructwa – zakpił.

Zdradziłam mu jedynie ułamek, a on już wysnuł własne teorie, jawnie ze mnie szydząc. Dosłownie czułam, jak w reakcji na jego słowa całe moje ciało spowił żar, a złość zaczęła płynąć w żyłach.

– To, co powiedziałam, to zaledwie zarys – oznajmiłam hardo. – A takie narzędzie ma realną szansę zredukować ryzyko kampanii przed jej rozpoczęciem. To nie fanaberia, tylko przewaga, która…

Nawet nie pozwolił mi dokończyć.

– Tyle wystarczyło, abym wiedział, że twój pomysł to marzenie świeżaka, który dopiero wyruszył po studiach w świat i chwyta się nierealnych sprzedażowo projektów. Uważasz, że odkryłaś coś, czego rynek nie zna, tylko że jesteś w błędzie. Uwierz mi, ja mam większą wiedzę na ten temat, a ty opierasz swój pomysł na wyidealizowanych teoriach, które zdążyłaś przeczytać w podręcznikach.

Naprawdę zrozumiałabym jego krytykę, gdyby faktycznie zapoznał się z każdym aspektem i dopiero wtedy wyraził swoje niepochlebne zdanie. Ale to lekceważące podejście w tej sytuacji było dla mnie czystym absurdem i chamstwem.

Żaden cholerny facet nie powinien traktować mnie w ten sposób.

– Nie dając mi dojść do słowa, tylko pokazałeś, jaki poziom, a raczej jego brak, sobą reprezentujesz – wytknęłam mu, ledwie trzymając emocje na wodzy. – Widzisz cokolwiek innego poza rozmiarem swojego rozbuchanego ego?

Pierwsze wrażenie bywa tak okropnie mylące… A on stał się tego idealnym przykładem.

Uniósł wyzywająco brew.

– Zauważyłem ciebie, więc chyba nie jest aż tak źle – zironizował. – I już się tak nie denerwuj, złośnico.

To niewybredne określenie przelało czarę goryczy, a wściekłość odebrała mi zdolność logicznego myślenia. Zaskakując tym ruchem nawet samą siebie, mechanicznie poderwałam dłoń ze stołu i po prostu chlusnęłam mężczyźnie drinkiem prosto w rozświetloną triumfalnym uśmieszkiem twarz. W mig zadowolenie zmieniło się w zdumiony grymas. W pomieszczeniu rozległy się zaskoczone westchnienia.

– Pieprz się, panie wszystkowiedzący – wysyczałam.

Następnie po prostu wstałam i wyszłam.

Rozdział 2

Znajdę ci asystentkę

Caden

Co, do cholery?!

Oniemiały zamrugałem kilka razy, wpatrując się w drzwi, za którymi zniknęła rozwścieczona kobieta. Zaraz za nią salę w biegu opuściła druga blondynka. Atmosfera wyraźnie zgęstniała, wszystkie rozmowy ucichły, a ja niemal czułem na sobie palące spojrzenia innych zaciekawionych uczestników tej cholernej farsy.

Z każdą mijającą sekundą zaskoczenie ustępowało, a gniew przejmował nade mną kontrolę. Chwyciłem garść czerwonych serwetek w kiczowate walentynkowe wzory i przetarłem nimi mokrą twarz, po czym cisnąłem zużyty papier na stolik. Gwałtownie wstałem na równe nogi, aż po sali rozszedł się nieprzyjemny dźwięk przesuwania krzesła po podłodze, i po prostu ruszyłem do wyjścia. Wnet usłyszałem za sobą ciężkie kroki. Byłem pewien, że przyjaciel podąża tuż za mną. W ciszy odebraliśmy od obsługi swoje płaszcze i wyszliśmy na zewnątrz. Nieprzyjemne chłodne powietrze owiało moje wilgotne włosy i koszulę.

– Co tam się, do cholery, wydarzyło, Caden? – zapytał Tristan, gdy znaleźliśmy się przed budynkiem.

– Mówiłem, kurwa, że przyjście tu to debilny pomysł, a ty jak zawsze mnie nie posłuchałeś – wysyczałem zirytowany, na co ten posłał mi tylko kpiące spojrzenie.

Przejechałem koniuszkiem języka po dolnej wardze i od razu się skrzywiłem, czując lekko kwaskowy posmak drinka tej niezrównoważonej furiatki.

Kiedy przekroczyliśmy próg baru, czułem, że coś się święci. Planowaliśmy tylko skoczyć na miasto na jedno, góra dwa piwa po wymagającym tygodniu pracy. Tymczasem mój wspaniałomyślny przyjaciel postanowił zarezerwować nam miejsca na pieprzonym speed datingu, o czym nie zamierzał mnie poinformować aż do ostatniej chwili. Miał świadomość, że w takim celu moja noga w życiu nie przekroczyłaby progu tego lokalu. Od początku byłem negatywnie nastawiony, czego nie omieszkałem mu bardzo dosadnie przekazać. W zasadzie to pozostawałem gotowy do wyjścia w każdej chwili, aż zauważyłem ją, a diabeł siedzący na moim ramieniu podkusił mnie, bym jednak został…

Rozmowy z dziewczynami przebiegały sztampowo, dopóki w końcu nie dosiadłem się do – jak wtedy jeszcze myślałem – czarującej blondynki o magnetyzującym spojrzeniu; tej samej, która przykuła moją uwagę na początku. Już pierwsza wymiana zdań zapowiadała się obiecująco, a niezobowiązujący flirt, który się między nami wywiązał, dawał nadzieję na udany koniec wieczoru.

Dawał – to słowo klucz… a nadzieja bywa bardzo ulotna.

– Skoro tak cię potraktowała, musiałeś sobie zasłużyć i palnąć jakąś głupotę. Za dobrze cię znam, stary – wyartykułował i założył ramiona na piersi.

Zawsze mówiłem to, co myślałem, nie owijając tego w bawełnę ani nie lukrując. A już w szczególności jeśli chodziło o biznes. Kiedy tylko usłyszałem początkowy zarys wizji Avy na innowacyjną aplikację, która w jej mniemaniu miała szansę na powodzenie, wiedziałem, że to jeden z tych eksperymentów nieprzynoszących żadnego realnego zysku. Rynek był bezwzględny, a bankructwo pozostawało przykrym faktem, który takim jak Ava wydawał się zwykłą bujdą. Patrzyłem na to chłodno, mając odpowiednie doświadczenie i potrzebną wiedzę w tej dziedzinie, bo sam od wielu lat zgłębiałem świat marketingu. I to właśnie dyscyplina, otwartość na krytykę oraz rady starszych stażem zaprowadziły mnie do miejsca, w którym teraz się znajdowałem. A niestety pięknej blondynce zdecydowanie brakowało pokory…

Razem z moim wspólnikiem i jednocześnie najlepszym przyjacielem Tristanem doszliśmy do momentu, w którym aktualnie mogliśmy pochwalić się prowadzeniem jednej z najlepiej prosperujących agencji zajmujących się szeroko pojętym marketingiem – od PR-u i zarządzania wizerunkiem marek aż po działania kryzysowe – w Nowym Jorku.

– Przecież to jakaś niestabilna emocjonalnie histeryczka. – Wyrzuciłem ręce w górę, wyraźnie podminowany. – I tak dla jasności, powiedziałem jej czystą prawdę, a to, że ona postanowiła zachować się jak rozkapryszona księżniczka, to już nie moja pieprzona wina – powiedziałem protekcjonalnie. – Ta koszula kosztowała krocie.

Tristan uniósł brew, patrząc na mnie z politowaniem.

– Już ja wiem, jak wygląda ta twoja czysta prawda. – Zrobił palcami cudzysłów w powietrzu. – Przez twój niewyparzony jęzor uciekła mi kobieta moich marzeń – fuknął oburzony i wyciągnął z kieszeni płaszcza paczkę papierosów, którą najpierw podsunął w moją stronę. – Nie zdążyłem wziąć do niej żadnego kontaktu.

– Co ty nie powiesz. – Przewróciłem oczami i wziąłem jedną fajkę, a następnie ją odpaliłem.

Powoli się zaciągnąłem, przymykając na moment powieki, a moje płuca wypełnił duszący dym.

Zwykle nie sięgałem po tego typu używki, ale dziś wyjątkowo miałem na to ochotę, a raczej potrzebę, co przyjaciel doskonale wyczuł.

– Stary, mówię serio, po rozstaniu z Veronicą jeszcze nie spotkałem żadnej kobiety, która dosłownie w sekundę mnie oczarowała – oznajmił z fascynacją, błądząc wzrokiem gdzieś w oddali. – No i na dodatek jest cukierniczką i ma własną kawiarnię – dodał rozmarzony.

Tristan nieco ponad rok temu zakończył prawie dziewięcioletni związek z narzeczoną, która – na jego nieszczęście – okazała się kłamliwą… osobą. Delikatnie rzecz ujmując.

Zupełnym przypadkiem wyszło na jaw, że kobieta, z którą planował ślub, od lat regularnie go zdradzała. Kiedy jeden z jej kochanków dowiedział się o byciu tym drugim, postanowił odpłacić się pięknym za nadobne i zaczął ją szantażować. Gdy ze wspólnego konta Veroniki i Tristana zaczęły znikać duże sumy pieniędzy, on w końcu zaczął drążyć sprawę. Wtedy wszystko wyszło na jaw, a jej nagłe, niewyjaśnione delegacje i późne powroty do domu znalazły wytłumaczenie.

Mężczyzna wycierpiał swoje i na długie miesiące zamknął się na cały świat. Dopiero stosunkowo niedawno wrócił na rynek matrymonialny w poszukiwaniu wybranki serca.

– Powiedz jeszcze, że zostanie twoją żoną, to już w ogóle uznam, że całkiem postradałeś zmysły.

– A żebyś wiedział, i matką moich dzieci! – oznajmił stanowczo. – Będziesz łaził ze mną do każdej cholernej kawiarni w Nowym Jorku, bo nie spocznę, dopóki jej nie znajdę.

W poniedziałkowy wczesny poranek przekroczyłem próg windy, a ona zawiozła mnie na ostatnie piętro, gdzie mieściło się moje biuro.

Miniony weekend zdecydowanie nie należał do najlepszych, ale, nie wiedzieć czemu, blondynka z sobotniego wieczoru wciąż nie opuściła moich myśli. A to wydawało mi się jeszcze bardziej frustrujące i zdecydowanie psuło nastrój na cały nadchodzący tydzień.

Powolnym krokiem przemierzyłem korytarz, aż dotarłem do celu. Nacisnąłem klamkę i wszedłem do gabinetu asystentki, bym mógł przejść do własnego.

– Zwalniam się. – Tymi słowami mnie przywitała.

Selena nawet nie spojrzała w moją stronę, bo właśnie intensywnie uprzątała swoje biurko i co rusz ciskała przedmiotami do pudełka, które znajdowało się u jej stóp.

– W porządku – zareagowałem ze stoickim spokojem i już byłem gotów ruszyć w dalszą drogę.

Kobieta jednak nagle zaprzestała swoich działań i uniosła na mnie iście piorunujący wzrok.

– Naprawdę tylko „w porządku”?! – Jej głos stał się nieco piskliwy.

– A czego oczekujesz? Że będę błagał, byś została? Albo ocierał łzy z powodu twojego odejścia? – zapytałem wciąż niewzruszony. – Jeśli taka jest twoja decyzja, nie zamierzam stawać ci na przeszkodzie.

– Jest pan bezczelnym i emocjonalnie niedostępnym… – Przerwała raptownie tyradę i zdumiona zamrugała kilka razy, jakby straciła śmiałość.

– Emocjonalnie niedostępnym… – powtórzyłem po niej.

– S-słucham?

– No skoro już zaczęłaś, to dokończ. – Wzruszyłem ramionami.

– Nie, nieważne – odparła szybko i pokręciła energicznie głową.

Szkoda, liczyłem, że uraczy mnie dalszym ciągiem swojej pasjonującej przemowy.

Kobieta wrzuciła jeszcze kilka bibelotów do pudła i nałożyła na nie pokrywę, a następnie zdecydowanie złapała je w dłonie i ruszyła do drzwi.

– Żegnam – warknęła, mijając mnie.

– Powodzenia, Seleno! – krzyknąłem za nią, jednak skwitowała to tylko niepochlebnym prychnięciem i z impetem zatrzasnęła za sobą drzwi.

Znakomicie, po raz… Już nie liczyłem, który raz zostałem bez asystentki.

Zostawiłem rzeczy w biurze i prędko udałem się do Tristana.

– Selena się zwolniła – rzuciłem, wchodząc do środka.

Przyjaciel gwałtownie uniósł głowę znad laptopa, a dłonie zatrzymał nad klawiaturą.

– Kolejna? – zapytał z niedowierzaniem. – Kurwa, Caden, to już trzecia w ciągu półtora miesiąca!

Zanim jeszcze tu przyszedłem, mentalnie przygotowałem się na jego reprymendę.

Z naszej dwójki to Tristan od samego początku był tym opanowanym i dobrodusznym szefem. Zawsze podejmował decyzje z rozwagą, miał wszystko pod kontrolą i najpierw rozmyślał o konsekwencjach swoich działań, a ja, cóż… Czasem bywałem nieco impulsywny, bezmyślny i przede wszystkim oczekiwałem najwyższego profesjonalizmu i staranności.

Może właśnie te różnice sprawiły, że pewnego dnia, kiedy przypadkiem trafiliśmy do jednej grupy przy projekcie z podstaw marketingu, okazało się, że idealnie się dopełniamy. W momencie, gdy ja ryzykowałem zbyt wiele, on wiedział, kiedy mnie zatrzymać, i potrafił wszystko jeszcze raz spokojnie przemyśleć. Nim się obejrzałem, Tristan Callahan stał się najbliższą osobą w moim życiu, a więź, która nas połączyła, przerodziła się w przyjaźń trwającą aż do dziś.

– Ja wymagam od nich tylko rzetelnego wykonywania swoich obowiązków. To nie moja wina, że żadna z nich nie przykładała się nale…

– Ty masz wymagania z kosmosu, Prescott – wtrącił ostro. – Przestań w końcu być takim chujem. Ja współpracuję z Lindą, odkąd w ogóle powstała Prescott & Callahan Agency i patrz, jakoś potrafimy się dogadać.

Ale to zupełnie inna historia. Linda była prawdziwym aniołem w ludzkiej skórze – skrupulatna, niesamowicie zorganizowana i przy tym niezwykle zabawna. Choć różnica wieku między nami wynosiła dobre dwadzieścia lat, nigdy nie czuliśmy tej przepaści. A jej żarty i błyskotliwe komentarze jak nic innego potrafiły rozładować napięcie.

– O! Linda to osoba, której potrzebuję! Możemy zrobić podmianę: ja przygotuję jej atrakcyjną umowę, a ty zatrudnisz sobie kogoś nowego – zaproponowałem i rozciągnąłem wargi w łobuzerskim uśmieszku. – Tak będzie prościej, masz zdecydowanie niższe standardy.

– W życiu – parsknął. – Ale opracowałem już dobry plan…

– Ty? Dobry plan? – zakpiłem. – Sobotni incydent pokazał, w jaki sposób kończą się twoje pomysły. Podziękuję.

– Chyba raczej pokazał, jaki z ciebie cham – mruknął złośliwie. – Ale nieważne. – Machnął pobłażliwie ręką. – Tym razem to ja znajdę ci asystentkę.

Wyszczerzył się, a mi od razu zrzedła mina.

– Nie. Już ja wiem, że sprowadzisz mi tu babę z piekła rodem. Nie ma takiej opcji, nie zgadzam się. Wychodzę, zanim zdążysz wymyślić coś jeszcze.

– Ty tu nie masz nic do gadania, przyjacielu – odparł z rozbawieniem. – A poza tym właśnie ktoś taki jest ci potrzebny. I pamiętaj, że w przerwie na lunch idziemy odwiedzić kolejne kawiarnie! – krzyknął, gdy zacząłem się oddalać.

– Już pędzę – mruknąłem pod nosem.

Rozdział 3

Wspólnik Tristana szuka asystentki!

Ava

– Bardzo dziękujemy za rozmowę, panno Perez. – Krępy, siwowłosy mężczyzna wstał zza stołu i zapiął guzik marynarki, po czym wysunął w moją stronę dłoń, którą uścisnęłam. – Skontaktujemy się, jeśli na dalszych etapach rekrutacji będziemy zainteresowani pani kandydaturą.

Co w prostym tłumaczeniu oznaczało: nawet się nie łudź, że zadzwonimy. Na to stanowisko czeka już milion lepszych kandydatów z doświadczeniem.

Przerabiałam tę gadkę kilkadziesiąt razy. Żadna cholerna nowość.

Pokiwałam tylko głową i zdobyłam się na nieco wymuszony uśmiech, co zapewne i tak bardziej przypominało grymas. Szybkim tempem pokonałam drogę korytarzem do windy. Gdy opuściłam mury agencji reklamowej, z moich płuc uleciało ciężkie, bolesne westchnienie.

Naprawdę pokładałam ogromne nadzieje w tym spotkaniu. Przygotowałam się najlepiej, jak umiałam. Odpowiadałam z sensem i potrafiłam wyrazić opinię na każdy omawiany temat. Tylko brakowało mi jednej fundamentalnej rzeczy: doświadczenia. Ale jak, do cholery, mogłabym je zdobyć, skoro ledwie skończyłam studia, a firmy unikały młodych pracowników niczym ognia?!

Sfrustrowana wsiadłam do samochodu mamy, który wyjątkowo mi pożyczyła, abym nie musiała tłuc się na drugi koniec miasta komunikacją miejską. Cisnęłam torebkę na siedzenie pasażera, wyciągając z niej telefon. Wystukałam wiadomość do rodzicielki, bo wiedziałam, że zapewne jak na szpilkach czekała na rezultat rozmowy.

Ja:

Raczej nic z tego:/

Odpowiedź nadeszła ekspresowo.

Mama:

To nic, następnym razem na pewno się uda. Nie łam się, skarbie! <3

Kąciki moich warg odrobinę się uniosły.

Ta kobieta pozostawała wieczną optymistką i moim największym wsparciem. W chwilach gdy ja już całkowicie traciłam wiarę w siebie, ona miała jej dość za nas obie i bez wahania dźwigała moje troski na barkach. Przez lata robiła to sama dla całej naszej czwórki.

Już chciałam odłożyć komórkę, kiedy nagle na ekranie pojawiło się kilka nowych powiadomień ze stworzonego dla rodzeństwa czatu o jakże oryginalnej, wymyślonej przez naszego brata nazwie: Toxic place.

Normalnie olałabym je i odczytała potem, bo ostatnie, na co miałam teraz ochotę, to ich wygłupy. Ale odniosłam wrażenie, że przed oczami mignęło mi kilka niepokojących słów… a gdy weszłam w konwersację, wszystko ułożyło się w całość.

Brandon:

Czy ty naprawdę oblałaś jakiegoś obcego typa drinkiem?!!!!!!

Cholerna, nietrzymająca języka za zębami Bailey!

Bailey:

Brandon, do cholery, tobie powiedzieć coś w tajemnicy!

Brandon:

No co? Muszę się dowiedzieć…

Od niefortunnego wydarzenia na szybkich randkach upłynął niespełna miesiąc i już prawie zapomniałam o tym występku… No dobra, może trochę mijałam się z prawdą.

Gdzieś w zakamarkach mojego umysłu miejsce zajął dupkowaty Caden i jego parszywy, fałszywy uśmieszek. Na samą myśl o aroganckim facecie wstrząsnęły mną dreszcze obrzydzenia.

W międzyczasie jednak Bailey zaczęła spotykać się z poznanym tam mężczyzną. Jakimś cudem udało im się odnaleźć, co akurat działało na moją korzyść, chociaż w tym momencie chciałam ją udusić… Siostra dosłownie dzień w dzień suszyła mi głowę, że przez moje impulsywne zachowanie straciła szansę na udaną kolację ze śniadaniem. Tristan, bo chyba tak miał na imię chłopak, zadał sobie trochę trudu, by ją odnaleźć. Od tamtej pory bowiem odwiedzał kawiarnie w okolicy z nadzieją na ponowne spotkanie i tak w końcu natrafił na Solpresso – ukochane miejsce Bailey i jej pierwsze dziecko.

Liz:

Jesteś taką plotkarą…

Brandon:

Teraz nagle udajecie niewiniątka, a same plotkujecie gorzej ode mnie!

I tak długo wytrzymałem.

Xoxo, gossip girl:*

Ava, widzę, że odczytujesz, tłumacz się!

Ja:

Bailey, już nie żyjesz, a ty zajmij się sobą, gówniarzu.

Bailey:

To przez przypadek!!!

Brandon:

Wypraszam sobie!

Liz:

Ja nie dopytuję (chociaż też jestem ciekawa), czy to oznacza, że awansuję w rankingu ulubionego rodzeństwa?:D

Brandon:

Pff, chciałabyś, na zawsze pozostanę ulubieńcem;p

Ja:

MAM WAS DOŚĆ.

Banda idiotów.

W irytacji wzniosłam oczy ku górze, a następnie wyciszyłam grupę. Zanim jednak opuściłam parking, wybrałam numer przyjaciółki.

– Wyskoczymy na kawę? – zapytałam na przywitanie.

Florence od razu wyczuła mój kiepski nastrój, dlatego bez ceregieli rzuciła:

– Za piętnaście minut w Cove?

– Już jadę, kocham cię.

Wpisałam w nawigację adres kawiarni znajdującej się nieopodal firmy, w której Flo pracowała jako projektantka wnętrz.

Dotarłam na miejsce przed przyjaciółką. Zajęłam nasz ulubiony stolik na uboczu, przy oknie, i zamówiłam dwie duże karmelowe latte. Zanim kelnerka zdążyła je dostarczyć, próg lokalu energicznie przekroczyła drobna dziewczyna. Długie włosy w charakterystycznym wiśniowym kolorze kołysały się na boki przy każdym jej ruchu. Kiedy tylko pojawiła się u mojego boku, objęła mnie mocno.

– Hej, kochana – wymamrotała. – Co tam się dzieje? I nawet nie próbuj się wymigiwać, już słyszałam po głosie, że coś się wydarzyło. Za dobrze cię znam.

Usiadła naprzeciwko, wpatrując się we mnie uważnie przeszywającymi ciemnozielonymi oczami.

Przed Flo nigdy nie zdołałabym niczego ukryć, zresztą tak jak ona przede mną. Znałyśmy się całe życie. I to w dosłownym tego słowa znaczeniu. Przyszłyśmy na świat dwunastego grudnia z godzinnym odstępem jako drugie córki dwóch najlepszych przyjaciółek. Biorąc przykład z naszych rodzicielek, od najmłodszych lat tworzyłyśmy silną, nierozerwalną więź łączącą nas do dziś.

– Kolejna rozmowa i kolejna porażka, żadna nowość – streściłam zdołowana. – Już nawet nie liczę która, poprzestałam na jakiejś dwudziestej trzeciej…

– Och… – Chwyciła moją dłoń i w geście otuchy i troski przesunęła kciukiem po knykciach. – Wiem, że jest trudno. Zresztą sama widziałaś, jak to u mnie wyglądało, aż w końcu jakimś cudem natrafiłam na Caldwella. Do ciebie los też się wkrótce uśmiechnie.

– Na to liczę – mruknęłam. – Chociaż zapewne nie będę miała na tyle szczęścia, by magicznie spotkać drugiego Caldwella.

Parsknęłyśmy śmiechem.

Florence poznała swojego szefa w klubie… ze striptizem. Do tej pory nikt – w tym ona sama – nie wiedział, jak się tam znalazła ani co skłoniło ją do tego, by właśnie tam wypłakiwać żale po rozstaniu z chłopakiem.

Tym razem oszczędzę epitetów, którymi mogłabym opisać tego… żałosnego człowieka.

Traf chciał, że tuż obok niej usiadł mężczyzna, który od razu zainteresował się jej melancholijnym stanem. A jak to z Flo już bywało, gdy w grę wchodziły rozpacz i alkohol, rozwiązywała język wyjątkowo szybko. Tym sposobem w kilka godzin opowiedziała nowemu znajomemu o całym swoim życiu, wliczając w to upadek z konia i stratę dwóch przednich zębów w wieku ośmiu lat. Napomknęła również o wizycie na komisariacie, kiedy niepełnoletnia zdążyła upić się tylko jednym piwem w parku. Caldwella jednak nie zraziły jej emocjonujące opowieści, wręcz przeciwnie – zapewniły mu jeden z bardziej interesujących wieczorów. Gdy się dowiedział, że Flo potrzebuje pracy, jakby nigdy nic wręczył jej swoją wizytówkę.

Dotąd uważałam, że to była najlepsza historia pod tytułem: Jak poznałam swojego szefa.

Do stolika podeszła uśmiechnięta kelnerka w uroczym błękitnym uniformie i postawiła przed nami nasze kawy. Podziękowałyśmy jej krótko i wróciłyśmy do rozmowy.

– Jeszcze Bailey już chyba każdemu zdążyła się wygadać o tym cholernym speed datingu. Przed chwilą na grupie uruchomił się Brandon, jestem pewna, że za kilka minut dostanę telefon od dziadka! – gderałam oburzona i założyłam ramiona na piersi, z nietęgą miną opierając się o krzesło.

– I tak długo wytrzymała. – Zachichotała.

– Flo! – Posłałam jej karcące spojrzenie.

– No co? – Zamrugała kilkukrotnie, robiąc minę niewiniątka. – Gdyby nie ona, sama nie dowiedziałabym się tych pikantnych szczegółów z twojej intrygującej randki.

Jej perlisty śmiech poniósł się po całej kawiarni, czym zwróciła uwagę siedzących obok nas ludzi.

– Zadaję się z samymi plotkarami.

– Pamiętaj: z kim przystajesz, takim się stajesz, kochana. – Błysnęła szeregiem śnieżnobiałych zębów, po czym upiła łyk kawy.

Rozstałyśmy się z Florence po niespełna trzydziestu minutach, gdyż przyjaciółka musiała wracać do pracy. Po spotkaniu od razu udałam się do domu. Miałam dwie opcje do wyboru: położyć się na kanapie z pudełkiem lodów i opłakiwać kolejną porażkę lub wysprzątać mieszkanie na błysk. To skuteczne sposoby na rozładowanie napięcia.

Decyzja zapadła szybciej, niż się spodziewałam. Gdy zdejmowałam ołówkową spódnicę, a materiał złośliwie zatrzymał się na krągłych biodrach, zrozumiałam sugestię, że w ostatnim czasie pozwalałam sobie na zbyt duże porcje słodkich przekąsek…

Pochłonięta porządkami nawet się nie spostrzegłam, kiedy nastał późny wieczór. Muzyka dudniła w salonie, a ja segregowałam albumy z rodzinnymi zdjęciami. Dzięki temu, że nikogo jeszcze nie było w domu, mogłam sobie pozwolić na głośność, która niemal rozsadzała bębenki.

Mój błogi stan odseparowania się od wszystkich problemów został przerwany przez stłumiony dźwięk dzwoniącego telefonu. Na ekranie pojawiło się zdjęcie kontaktowe Bailey. Z westchnieniem zastopowałam płynącą z głośników piosenkę.

– Nie rozmawiam z plotkarami – burknęłam na wstępie.

– Oj, już się tak nie bocz. – Zaśmiała się. – Wynagrodzę ci to, bo mam dla ciebie coś ekstra!

– Coś, co znowu skończy się katastrofalnie? – prychnęłam. – Nie, dzięki.

– Ej! Tym razem nie! – zapewniła głośno, wciąż rozbawiona. Ostatnio dobry humor nie opuszczał jej na krok. – Jestem właśnie z Tristanem.

– Okeeej, i co w związku z tym? – Nie za bardzo wiedziałam, w jakim celu przekazała mi tę informację i co mam z nią począć.

– Mama powiedziała, że znowu nie udało ci się na rozmowie…

Wzniosłam oczy ku sufitowi i z cichym jękiem opadłam płasko na dywan.

– Czy w tej rodzinie chociaż jedna osoba potrafi trzymać gębę na kłódkę? Wszyscy jesteście cholernymi plotkarzami!

– Przepraszam bardzo, czy powinnam ci przypomnieć, jak wypaplałaś mamie, że zrobiłam sobie kolczyk w brwi?! – wytknęła mi oburzona.

Niekontrolowanie parsknęłam na to wspomnienie.

– Sama by się domyśliła – broniłam się. – Wiecznie nie mogłabyś jej oszukiwać, że masz rozcięty łuk brwiowy, dlatego nosisz ten śmieszny plaster.

– Opóźniłabym to, a ty postanowiłaś stać się nastoletnią donosicielką!

Jesteśmy kochającym się rodzeństwem, to widać, prawda?

– Nieważne. – Pokręciłam głową, czego nie mogła zauważyć. – O co chodzi?

– Wspólnik Tristana szuka asystentki!

– O…

Nawet nie dała mi chwili, bym bardziej zareagowała na jej wieści, bo natychmiast rozpoczęła tyradę i sprawiła, że prawie dostałam wylewu.

– I to na cito! W dodatku to świetna agencja marketingowa, coś, o czym od początku marzyłaś – tłumaczyła jak najęta. – A że opowiedziałam o tobie w samych superlatywach, Tris stwierdził, że idealnie nadajesz się na to stanowisko! Już jutro masz dzień próbny!

Poderwałam się gwałtownie do siadu i wybałuszyłam oczy, całkowicie zszokowana słowami siostry.

Co, do cholery…?

– Boże, Bailey, zwolnij – poprosiłam, próbując przetworzyć wszystkie informacje. – Co to w ogóle za firma? O której mam się stawić? I czy…

Przerwałam, gdy w tle usłyszałam… cmoknięcia? Na litość boską, co ona właśnie wyprawiała?

– Wiem, że się cieszysz! – odparła rozanielona. – Bądź o dziewiątej i ładnie się ubierz, adres podeślę ci później SMS-em! Muszę kończyć, pa!

Do moich uszu zdążyły jeszcze dotrzeć męski głos i jej chichot, następnie połączenie się urwało. A ja pozostałam oniemiała, zastanawiając się, co ona znowu wymyśliła.