Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
15 osób interesuje się tą książką
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 509
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Nie przegap kolejnych premier: w Klubie Romansu Cowper Publishing piszemy o nowych romansach po polsku — a na powitanie dostaniesz darmowy e-book.
cowperpublishing.pl/romans
Nie twoja hokejowa króliczka
Tom 4
Melissa Adams
Tytuł oryginału: The Friend Zone
Wydanie oryginalne: 2025, Melissa Adams, Wielka Brytania
Przekład: Ingolby International
© 2026 Cowper Publishing
Wydawca: Cowper Publishing, Stallschreiberstrasse 28, Berlin 10179
ISBN 978-3-69477-081-7
Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana ani rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie bez zgody wydawcy i autora.
Bay
Kula wyburzeniowa uderza w fasadę domu Zety, a ja się wzdrygam.
Oczy same mi się zamykają. Serce tego nie wytrzymuje – nie mogę patrzeć, jak burzą miejsce, które od dwóch lat nazywam domem.
Cios za ciosem spada na białe ściany tego, co zostało z przeznaczonego do rozbiórki domu naszego bractwa. Z każdym uderzeniem serce pęka mi coraz bardziej.
– Pamiętaj tylko. – Tami pocieszająco obejmuje mnie ramieniem. – To konieczne, żebyśmy mogły go odbudować. Nowy będzie większy i lepszy od starego.
Kiwam głową bez przekonania. Z całych sił powstrzymuję łzy.
To nie tylko koniec pewnej epoki. Nie, to moja spuścizna. Właśnie tak moja kadencja zapisze się w annałach.
Jestem Bay Woods, przewodniczącą Zeta Theta Beta, która dopuściła do tego, żeby dom jej bractwa spłonął.
Za mną i moimi siostrami, tuż przy krawężniku przed tym, co kiedyś było naszym trawnikiem, stoi tylu ludzi, że chyba cała uczelnia przyszła oglądać to widowisko.
Ulica bractw jeszcze nigdy nie była tak zatłoczona, nawet podczas targów w tygodniu rekrutacyjnym.
Nie muszę się nawet odwracać, żeby wiedzieć, że ludzie nagrywają, jak nasz dom znika cegła po cegle.
W mediach społecznościowych będzie o tym huczeć, a ja nie mogę sobie pozwolić, żeby do nich nie zaglądać. Moje influencerskie imperium opłaca mi studia, a kiedy już je skończę, pozwoli mi założyć własną firmę kosmetyczną.
Odwracam się od ruin. Więcej już nie zniosę.
W naszą stronę biegnie wysoki chłopak w czerwonych sportowych szortach i obcisłej czarnej bokserce.
To Cole. Wszędzie rozpoznałabym tę blond czuprynę.
Zalewa mnie ulga. Czekam, aż do nas dobiegnie i się zatrzyma. Teraz, kiedy Lakyn jest w Bridgeport, trzy godziny drogi stąd, tylko mój najlepszy przyjaciel może mnie pocieszyć.
Nikt nie przytula tak jak Cole. Nawet jeśli jest spocony po biegu, zupełnie mi to nie przeszkadza.
Nigdy nie przyznałabym się do tego na głos, bo brzmi to dość żałośnie, ale pot Cole’a wcale mnie nie odrzuca. Pachnie cynamonem, trochę słodko, trochę korzennie.
Nie zatrzymuje się.
Cole przebiega obok, nawet nie patrząc w moją stronę.
– Hm. – Przygryzam dolną wargę tak mocno, że czuję smak krwi. – Dziwne.
Tami wzrusza ramionami, wyraźnie zakłopotana.
– Może cię nie zauważył.
Jasne.
Zebrała się tu połowa studentów. Nie ma mowy, żeby tego nie zauważył. Cole zna mnie lepiej niż ktokolwiek inny. Nawet jeśli mnie nie widział, musiał wiedzieć, że tu będę.
– Chodźmy – wzdycham, starając się opanować drżenie głosu. – Nigdy nie myślałam, że nasze pierwsze oficjalne zebranie odbędzie się w bibliotece, a jednak.
Dwadzieścia minut później moje siostry z Zety tłoczą się w jednej z największych sal do nauki w bibliotece.
Ogarnia mnie nostalgia na myśl o tym, że musiałam zarezerwować tę salę już parę tygodni temu, zaraz po pożarze naszego domu. Rok temu miałabym tu znajomości – Lakyn pracowała wtedy jako asystentka biblioteczna.
Tak. Rok potrafi naprawdę wiele zmienić w życiu.
– Siostry. – Podnoszę głos, żeby przebić się przez gwar wypełniający salę. – Musimy omówić kilka ważnych spraw. Ale przede wszystkim chcę wam powiedzieć, jak miło widzieć was tu wszystkie. Co u was? Zadomowiłyście się już w swoich tymczasowych mieszkaniach?
Kilka dziewczyn mruczy, że jakoś sobie radzą. Po tym, co właśnie widziałyśmy, nastroje są ponure.
– Zabawne, że nazywasz to tymczasowymi mieszkaniami – prycha Bianca. – Przecież w tym roku nie przeprowadzimy się do nowego domu bractwa. I nie, wcale nie jest nam tam dobrze. Przez katastrofę, którą ty spowodowałaś, musiałam wrócić do rodziców. Wiesz, jak mnie wkurza, że znowu mieszkam z ojcem? Nie tak miało wyglądać moje życie na studiach i to wszystko twoja wina, Bay.
Choćbym nie wiem jak nienawidziła Bianki, córka dziekana ma rację. Przynajmniej co do tego, że obecne warunki mieszkaniowe już się nie zmienią.
Ma też rację, że formalnie, jako przewodnicząca, odpowiadam za to, co stało się z naszym domem.
– Rozumiem twoją frustrację – mówię powoli, starając się zachować jak najspokojniejszy ton. – I zgadzam się, że formalnie to ja odpowiadałam za znalezienie wam dachu nad głową. Uważam jednak, że obwinianie mnie o to, co się stało, jest trochę niesprawiedliwe.
Bianca unosi cienką brew i krzyżuje ręce na piersi.
– Czyżby? Pożar wywołało jedno z twoich tanich urządzeń do układania włosów.
Liv staje w mojej obronie.
– Może i tak – zauważa. – Ale tę lokówkę ktoś zostawił podłączoną do prądu we wspólnej łazience. Wszystkie wiemy, że przewodnicząca ma własną łazienkę przy pokoju. Więc nie sugeruj, że Bay osobiście podłożyła ogień.
Viv ją popiera.
– Właśnie. Zresztą zastanawiałam się nad tym i ta, która zostawiła lokówkę podłączoną do prądu, powinna się przyznać.
Dziewczyny zaczynają mniej lub bardziej stanowczo odpierać zarzuty, a do mnie dociera, że zebranie wymyka się spod kontroli, zanim w ogóle zdążymy omówić najważniejsze sprawy.
– Siostry! – wołam, żeby przekrzyczeć gwar. – Tak, byłoby honorowo, gdyby osoba, która zostawiła lokówkę podłączoną do prądu, przyznała się do tego. Ale nie po to zwołałam to zebranie. W Zeta Theta Beta nie szukamy winnych i nie zaczniemy teraz wytykać się nawzajem palcami. Chyba nie muszę wam przypominać, że członkinię Zety powinny cechować przede wszystkim klasa i empatia? Jeśli nie potrafimy traktować się z klasą i okazywać sobie empatii, to może nie zasługujemy na to, żeby należeć do Zety.
Usta Bianki wykrzywia okrutny uśmiech.
– Jest tu tylko jedna osoba, która na to nie zasługuje. Przejdziesz do historii jako przewodnicząca, przez którą Zeta straciła dom. A wiecie co? – Spogląda na pozostałe siostry zgromadzone w sali. – Bez domu bractwa nie wolno nam przyjmować kandydatek. Dzięki Bay w przyszłym roku nasze szeregi się przerzedzą. Skoro nie przyjmiemy nikogo nowego, a część sióstr kończy w tym roku studia, zostanie nas ledwie tuzin. Bez domu może to i lepiej, ale przecież byłyśmy najbardziej prestiżowym żeńskim bractwem na kampusie. Mam nadzieję, że wszystkie zapamiętacie, za czyjej kadencji straciłyśmy wszystko.
Zamykam oczy i próbuję wziąć się w garść. Bianca nie myli się we wszystkim.
– Wiem i przepraszam. Najlepsze, co możemy zrobić dla naszych przyszłych sióstr, to dopilnować, żeby odbudowa domu ruszyła jak najszybciej. Ja—
Kylie, przyboczna Bianki, wchodzi mi w słowo.
– „Wiem i przepraszam”? Tylko mnie się wydaje, że takie przeprosiny to za mało? Ja nie czuję, żeby Bay jako przewodnicząca reprezentowała moje interesy. Tylko ja tak mam?
Tami mruży oczy, od razu nabierając podejrzeń.
– Gdyby to nie było tak absurdalne i kompletnie nie na miejscu, pomyślałabym, że szykujecie jakiś zamach stanu.
Spojrzenie, które wymieniają Bianca i Kylie, potwierdza, że Tami ma rację.
– Zamach stanu? Nie dramatyzuj, Tami. Ale tak, nie chcę już Bay na stanowisku przewodniczącej. Mogłaby teraz wykazać się tą klasą, o której tyle gada, i zrezygnować. Albo możemy to przegłosować.
Bianca wstaje.
– Wnoszę o głosowanie nad wotum nieufności. Zgadzam się z Kylie. Ja też nie czuję, żeby Bay Woods mnie reprezentowała.
– Chwileczkę – wtrąca się Viv. – Na tym etapie roku akademickiego nie możecie ot tak zarządzić głosowania nad zmianą przewodniczącej bez uzasadnionego powodu. Chyba że sama zrezygnuje.
Córka dziekana prycha.
– Jeśli spalenie domu nie jest uzasadnionym powodem, to już nie wiem, co nim jest.
Liv nie daje się zastraszyć nowej „mistrzyni ceremonii”.
– Dopóki przewodnicząca nie zostanie odwołana w trybie dyscyplinarnym, zawieszona w prawach studentki albo objęta nadzorem z powodu słabych wyników w nauce, nic nie możecie zrobić. Procedurę odwołania regulują bardzo konkretne przepisy i żaden z nich nie ma tu zastosowania. Mogłybyście wystąpić o zastąpienie Bay wbrew jej woli tylko wtedy, gdybyście miały dowód, że celowo wznieciła pożar.
Bianca nie odpuszcza.
– Na jedno wychodzi. Na tej lokówce było jej pieprzone imię.
Kilka dziewczyn głośno jej przytakuje.
Bianca nie pierwszy raz próbuje zrzucić mnie ze stołka. Już raz zwołała za moimi plecami zebranie, na które przyszło tylko tyle osób, ile potrzeba, by głosowanie było ważne.
– Niech zgadnę – mówię i wstaję, żeby stanąć z nią twarzą w twarz. – Jeśli przegłosujecie wotum nieufności, kto oprócz ciebie będzie kandydował na moje miejsce? Ktoś chętny? – Rozglądam się po sali, ale nikt więcej się nie zgłasza.
– No to sprawa załatwiona – mówi Liv. – Jeśli nie macie dowodów, nie możecie głosować, dopóki przewodnicząca nie złoży rezygnacji.
Tak dalej być nie może. I bez tego czeka nas dość wyzwań: musimy mieszkać osobno i odbudować dom.
– Siostry. – Rozglądam się po sali. – Nie chcę wami kierować, jeśli nie mam waszego poparcia. Bardzo chciałabym pomóc naszemu bractwu wkroczyć w nowy etap i zapewnić kolejnemu pokoleniu większy, lepszy dom. Ale nie wtedy, gdy uważacie, że nie jestem odpowiednią osobą, by przeprowadzić nas przez ten trudny czas. Dobrze, Bianco. Niech będzie głosowanie. To oczywiste, że sama chcesz zostać przewodniczącą. Siostry, zagłosujmy przez podniesienie ręki. Kto chce, żeby Bianca zastąpiła mnie na stanowisku przewodniczącej, niech teraz podniesie rękę.
– Ej, zaraz – protestuje Bianca. – Nie możemy tak głosować. Głosowanie powinno być tajne.
Uśmiecham się.
– Skoro tak dobrze znasz nasz regulamin, powinnaś wiedzieć, że w tej sytuacji głosowanie przez podniesienie ręki jest całkowicie zgodne z przepisami. Nie możecie mnie odwołać w trybie dyscyplinarnym, a ja nie zamierzam rezygnować. Głosowanie nad wotum nieufności może się odbyć tylko za moją zgodą. A to, zgodnie z naszym statutem, daje przewodniczącej prawo zażądać głosowania jawnego. Jeśli siostry nie chcą, żebym pozostała przewodniczącą, chcę, żeby powiedziały mi to prosto w twarz.
Wiem, że ryzykuję, ale w tej chwili nie mam już nic do stracenia. Chociaż to nie ja zostawiłam lokówkę podłączoną do prądu, czuję się odpowiedzialna. Nie dlatego, że widnieje na niej moja marka, ale dlatego, że Bianca ma rację: pozwoliłam, by problemy osobiste przeszkodziły mi w wypełnianiu obowiązków. Ma rację, że zniknęłam na całe wakacje bez uprzedzenia i że skupiałam się na czymś innym.
– Siostry – mówię, wodząc wzrokiem po dziewczynach przy stole. – Należą wam się ode mnie przeprosiny. Nie jest tajemnicą, że przyłapanie chłopaka na zdradzie w moim własnym łóżku mnie przerosło. – Patrzę na Biancę. Nie piorunuję jej wzrokiem. Po prostu patrzę jej prosto w oczy.
Ma na tyle przyzwoitości, żeby odwrócić wzrok, a ja mówię dalej.
– Przepraszam, że tak nagle wyjechałam, i przepraszam za to, co się stało w noc targów rekrutacyjnych. Nie mam pojęcia, kto zostawił lokówkę podłączoną do prądu, ale teraz to już nie ma znaczenia. Wiem, że niezależnie od tego, co się wydarzyło, zawiodłam was. Jeśli przez to nie ufacie mi już jako przewodniczącej, poniosę tego konsekwencje. Ale jeśli znajdziecie w sobie dość wyrozumiałości, żeby dać mi drugą szansę, obiecuję, że zrobię wszystko, by ten rok był wspaniały, nawet jeśli nie mamy domu. Nie mogę wam obiecać nowego domu przed końcem roku, ale zrobię, co w mojej mocy, żeby budowa skończyła się przed rozdaniem dyplomów. Klasa i empatia to nie jedyne cechy kobiety z Zety. Jedną z naszych najważniejszych wartości jest wytrwałość w obliczu przeciwności. Jeśli pozwolicie mi dalej być waszą przewodniczącą, obiecuję, że pokażemy całej uczelni, na co stać kobiety z Zeta Theta Beta w Star Cove.
Przez chwilę panuje cisza. Kilka dziewczyn ma w oczach łzy.
Nie tylko ja przeżyłam rozstanie, a my, siostry, zawsze się w takich sytuacjach wspierałyśmy.
– Bianco – odzywam się, patrząc na kobietę, która leżała w moim łóżku z moim byłym chłopakiem. – Chciałabyś zabrać głos przed głosowaniem? Zakładam, że jeśli mnie odwołają, zamierzasz kandydować na przewodniczącą?
Liv wtrąca się, zanim Bianca zdąży wstać.
– To nie są wybory. Nie musisz dawać jej głosu. Już wystarczająco się nagadała o tym, dlaczego jej zdaniem należy cię odwołać. Według mnie ma szczęście, że nie zażądałam głosowania nad wyrzuceniem jej z naszego bractwa. Gdyby ktoś zapomniał, kto leżał w łóżku Bay z Topherem, chciałabym przypomnieć każdej z was przy tym stole, że nie sypiamy z chłopakiem siostry. Pod żadnym pozorem.
Tym razem Bianca wstaje.
Zrywa się tak gwałtownie, że przewraca krzesło.
– Hej, chwileczkę. Powiedział, że on i Bay już ze sobą nie są. Nie wiedziałam—
Nie wiem, w co wierzyć. Nie zdziwiłabym się, gdyby Topher skłamał, żeby kogoś przelecieć.
Ale to bez znaczenia. Do tanga trzeba dwojga, a Biance powinna była się przynajmniej zapalić lampka ostrzegawcza, kiedy Topher zabrał ją do mojego łóżka.
Wokół stołu rozlegają się pełne zażenowania szepty. Kilka sióstr patrzy na Biancę i kręci głowami.
– Bianco? – pytam. – Chciałaś coś powiedzieć?
Córka dziekana nie patrzy na mnie.
– Nie. Fakty mówią same za siebie. Nie sądzę, żeby Bay nadawała się na naszą przewodniczącą. Zasługujemy na więcej. Zasługujemy na kogoś, dla kogo Zeta będzie najważniejsza.
– Dziękuję, Bianco. – Muszę się zdobyć na ogromny wysiłek, żeby zachować uprzejmość. Wiem jednak, że Bianca uwielbia konfrontacje, a gdybyśmy teraz zaczęły się przekrzykiwać, skończyłoby się tylko tym, że wyrzuciliby nas z biblioteki. – Niech każda siostra, która chce odwołania obecnej przewodniczącej Zety, podniesie rękę.
Wygrywam dwoma głosami. Niewielka przewaga, ale dobre i to.
Dziewczyny z ostatniego roku stoją po mojej stronie, chociaż to one tracą na tym, że nie mogą mieszkać w domu Zety.
Bianca najwyraźniej prowadziła przeciwko mnie kampanię i udało jej się przeciągnąć na swoją stronę część dziewczyn z drugiego roku oraz kilka z trzeciego.
Dziękuję wszystkim za udział w głosowaniu.
– Porozmawiam z radą bractw studenckich i dowiem się, czy możemy dostać jakieś lepsze miejsce na nasze zebrania. Dam wam znać, czy nasze następne spotkanie za dwa tygodnie odbędzie się tutaj, czy gdzie indziej. Na wszelki wypadek mam zarezerwowaną tę salę na cały rok. Do następnego spotkania powinnam już mieć jakieś wieści w sprawie planów odbudowy. Gdyby w międzyczasie któraś z was czegoś ode mnie potrzebowała, macie moje dane kontaktowe. Odzywajcie się śmiało o każdej porze. Zamykam zebranie.
Zwykle zostałabym, żeby posiedzieć ze wszystkimi. Ale zwykle byłybyśmy w naszym domu, a Tami czekałaby na nas w kuchni z dzbankiem margarity.
Teraz po prostu muszę się stąd wyrwać. Może i dziś wygrałam, ale niewiele brakowało. Jestem pewna, że Bianca nie pogodzi się tak łatwo z porażką.
Jagger
– Nie, proszę pana – wzdycham. Dobrze, że skaut Hartford Heroes, z którym rozmawiam przez telefon, nie widzi, jak zaciskam pięści. – Tak, jestem pewien. Dziękuję, że pan o mnie pomyślał.
Na koniec rozmowy prosi, żebym się odezwał, jeśli przed ukończeniem studiów zmienię zdanie.
– Kurwa. – Zamykam oczy, pochylam się i walę głową w kuchenny stół.
– Hej. – Na dźwięk głosu Cole’a aż podskakuję. – Wszystko gra?
Kręcę głową i patrzę na najlepszego przyjaciela.
– Nie. Gorzej czuć się już nie da.
Cole wyciąga z lodówki dwa piwa i jedno mi podaje.
– Muszę wziąć prysznic, ale parę minut mnie nie zbawi. Wal śmiało, co jest?
– Nic – prycham. – Myślałem, że skoro nie zgłosiłem się do draftu, to jasno dałem do zrozumienia, że nie chcę grać zawodowo. Najwyraźniej jednak nie.
Przechyla głowę.
– Co? Kto dzwonił?
– Skaut Hartford Heroes. Podobno chcą ze mną podpisać kontrakt.
Znów podskakuję, kiedy Cole wali pięścią w stół.
– Zajebiście! Stary, czemu nie? Wiesz przecież, że po studiach jadę do Hartford. W NHL byłoby jeszcze lepiej tylko pod jednym warunkiem: gdybyś grał tam ze mną.
Upijam duży łyk. Rozczarowanie ściska mi gardło, ale zimne, orzeźwiające piwo przynosi ulgę.
– Wiesz, że nie mogę. Rodzina oczekuje, że będę pracował u boku ojca i dziadka, żeby kiedyś przejąć całą firmę.
Cole długo mi się przygląda. Czyta we mnie jak w otwartej książce.
– Ale czy ty tego chcesz?
Śmieję się bez cienia wesołości.
– To, czego ja chcę, nie ma znaczenia. Tak jest od pokoleń. Było tak na długo, zanim przeszliśmy z branży kolejowej do technologicznej. Pierworodnego syna pierworodnego syna, kurwa, pierworodnego syna szykuje się na kolejnego prezesa firmy.
Nie wygląda na przekonanego.
– Rozumiem, tradycja, ale czasem tradycje są po to, żeby je łamać. Próbowałeś pogadać z rodzicami o swoich marzeniach? Twój ojciec nie jest dupkiem.
Odrywam skrawek etykiety i drę go na drobne kawałeczki.
– Właśnie w tym problem. Nie mogę go zawieść. Zresztą przed studiami próbowałem rozmawiać z nim i z dziadkiem o zawodowej grze. Nie poszło najlepiej.
W głosie Cole’a słychać współczucie.
– Źle to przyjęli?
Kręcę głową i znów śmieję się gorzko.
– Gorzej. Roześmiali się. Myśleli, że żartuję. Ojciec nazwał to takim tam fajnym hobby.
Cole nie odpuszcza. Między innymi dlatego jest tak świetnym obrońcą.
– Może w liceum to jeszcze było hobby, ale na studiach sprawy wyglądają inaczej. Zawodowi hokeiści zarabiają miliony. A do ciebie odezwał się skaut z NHL, który chce ci zaproponować prawdziwy kontrakt. To nie żart ani hobby.
Nie dziwię się, że nie rozumie.
Odkąd go znam, Cole chce grać zawodowo.
– Może zabrzmię jak dupek, ale dla mojej rodziny to drobne. Connelly Tech jest na liście Fortune 500. Mówimy o setkach miliardów. Moja rodzina nigdy by nie zrozumiała, jak mogę odrzucić dziedzictwo, żeby sobie pograć.
Jeśli czuje się urażony, nie daje tego po sobie poznać. Ale dalej obstaje przy swoim, jak na upartego skurwiela przystało.
– Tyle że za to granie płacą miliony. Poza tym kariera hokeisty nie trwa wiecznie. To ciężki sport, łatwo o kontuzję. Niektórzy grają dłużej, ale wielu w wieku trzydziestu lat jest już na sportowej emeryturze. Może pogadaj z rodzicami? Sprawdź, czy nie daliby ci kilku lat, żebyś się wyszalał.
Wzdycham.
– Ta, nigdy się na to nie zgodzą, uwierz mi. Już dawno pogodziłem się ze swoim losem. Po prostu tym bardziej mnie boli, że akurat Heroes chcą podpisać ze mną kontrakt. Byłoby zajebiście dalej grać z tobą i Rykerem.
Cole kiwa głową.
– Byłoby. Lepiej pójdę pod prysznic – mówi i wstaje z krzesła.
– Nawet się nie spociłeś – droczę się z nim. – Ostatnio strasznie dużo biegasz poza treningami.
Unika mojego wzroku.
– Muszę trzymać formę. Kontrakt mam podpisany, ale dalej muszę pokazać Heroes, na co mnie stać, żeby dostać obiecane miejsce w wyjściowym składzie w przyszłym sezonie.
Ta, jasne. Nie kupuję tego.
– I tylko dlatego? Zacząłeś tyle biegać w zeszłym tygodniu.
Nie muszę mówić tego, co obaj wiemy.
Cole biega o każdej porze dnia i nocy, odkąd Topher zwołał to nadzwyczajne zebranie i powołał się na ten durny bro-code.
Cole
Wpatruję się w do połowy pustą butelkę piwa, jakbym w życiu nie widział nic ciekawszego.
Wszystko, byle nie poruszać tego niewygodnego tematu.
– Cole – nie odpuszcza Jagger. – Nie wyglądasz najlepiej.
Bo nie jest ze mną najlepiej.
– Jest, jak jest – burczę. Czuję na sobie świdrujący wzrok najlepszego przyjaciela i aż cierpnie mi skóra. – Bay nie jest głupia. Na własne oczy widziała, jaki naprawdę jest Topher. Za nic nie pozwoli, żeby znowu wślizgnął się do jej życia.
Jagger kiwa głową.
– Wiem, że Bay nie jest głupia. Nie o to mi chodziło. Chyba obaj wiemy, że od tamtego spotkania jej unikamy.
Pierwsze słyszę.
– Unikasz jej? – rzucam ostro, czując, że z każdą sekundą coraz trudniej mi nad sobą zapanować. – Niby dlaczego?
Na policzki występują mu rumieńce. Sięga dłonią do karku.
– Bo nie wiem, co jej powiedzieć. Nie możemy jej wyjawić, co zrobił Topher. Gdyby się dowiedział, że na niego nakablowaliśmy, zareagowałby tak, jakbyśmy złamali bro-code. A jeśli powiem jej, że chcę zakończyć nasz układ bez zobowiązań, zranię ją. Jestem między młotem a kowadłem.
Kurwa. Ma rację.
– Ale nie możemy unikać Bay w nieskończoność. Musisz więc jakoś trzymać go w spodniach, a przy tym nie zachowywać się jak dupek, bo inaczej Topher będzie twoim najmniejszym zmartwieniem.
Odpycha butelkę piwa. Drga mu mięsień w policzku – znak, że zaraz puszczą mu nerwy.
– Co to ma, kurwa, znaczyć? To dotyczy ciebie tak samo jak mnie. Biegasz po kampusie jak jakiś palant, żeby nie mieć już siły się z nią widywać. Myślisz, że nikt tego nie zauważy? Poza tym jesteś w niej zakochany.
Przeczesuję dłonią włosy. Frustracja sięga zenitu.
– Tak, ale Bay o tym nie wie. Może Topher wyświadczył mi przysługę, powołując się na ten bro-code. A co, jeśli powiem jej, co czuję, a ona roześmieje mi się w twarz?
Ledwie wypowiadam te słowa, już wiem, że to gówno prawda. Ale Jagger i tak mi nie odpuszcza.
– Wiesz lepiej ode mnie, że Bay nigdy by tego nie zrobiła.
Serce mi pęka – jak za każdym razem, kiedy dopuszczam do siebie myśl, że mogłaby nie odwzajemniać moich uczuć.
– To moja najlepsza przyjaciółka na świecie. Gdybym jej powiedział, a ona nie czuła tego samego, straciłbym ją. Nie mogę tak ryzykować.
Jagger kręci głową.
– Nigdy byś jej nie stracił. Nawet gdyby jej do ciebie nie ciągnęło, przecież cię kocha.
Ma rację. Ale pewnie tak ucierpiałaby moja duma, że nie umiałbym dalej przyjaźnić się z nią tak jak dotąd.
– Od kiedy tak dobrze znasz Bay? – warczę, bo nagle zżera mnie zazdrość, że Jaggerowi tak błyszczą oczy, kiedy o niej mówi.
Odkąd poznaliśmy się na pierwszym roku, widziałem już, jak Jagger znosi najprymitywniejsze żarty chłopaków z drużyny i wszelkie upokorzenia pod przykrywką kawałów. Zwykle sprawia wrażenie, jakby nic go nie ruszało, ale tym razem czuje się urażony.
– Bay i ja też się przyjaźnimy. Kiedy jesteśmy razem, nie tylko się pieprzymy. Dużo rozmawiamy.
O to jestem jeszcze bardziej zazdrosny niż o ich łóżkowe zabawy.
– To i tak bez znaczenia – cedzę. – Nawet gdybym chciał jej powiedzieć, nie mógłbym. Topher wywaliłby mnie z domu, a po pożarze domu Zety w całym mieście nie ma ani jednego wolnego pokoju. Nawet gdyby było mnie stać na wynajem. A tak się składa, że mnie nie stać.
Wyraz twarzy Jaggera łagodnieje.
– Pomógłbym ci z kasą. Wiesz, że dla mnie to żaden problem.
Nie wiem, co mnie tak odpala.
Może chodzi o to, jak to mówi. A może o to, że zawsze radziłem sobie sam, bez niczyjej pomocy. Tak czy inaczej, szlag mnie trafia.
– Pierdol się, Jagger. Znasz mnie od prawie czterech lat. Powinieneś wiedzieć, że nigdy nie przyjąłbym jałmużny.
Zachowuje spokój, przez co po tym wybuchu czuję się jak jeszcze większy dupek.
– To nie byłaby jałmużna, tylko pożyczka. Będziesz grał zawodowo, więc oddasz mi, jak tylko będziesz mógł.
Wzdycham.
– I tak nie ma o czym gadać. Na tym etapie roku akademickiego jedyna szansa, żeby coś wynająć, to przeprowadzka do Shell Cove. Przy naszym grafiku to niemożliwe.
Jagger przytakuje.
– Wiem. A ze względu na stypendium nie możesz sobie pozwolić na gorsze oceny.
Dopijam piwo i się krzywię.
Zdążyło się zrobić ciepłe. Jak Boga kocham, nie ma nic gorszego od ciepłego piwa. Zostawia gorycz w ustach, ale to i tak nic w porównaniu z tym, co czuję.
– Topher trzyma mnie za jaja. Ale nie rozumiem, dlaczego ty musisz przestać widywać się z Bay. Masz kasę. Nie zależysz od stypendium i nie przechodzisz na zawodowstwo. Mieszkanie w Shell Cove byłoby trudne, ale dałbyś radę, gdyby przyszło co do czego. Może po prostu uważasz, że niezobowiązujący seks nie jest wart aż takiego zachodu?
Jagger nagle wygląda, jakby miał na nogach łyżwy o dwa numery za małe.
– Mam w dupie, czy Topher wywali mnie z domu. Jeśli trzeba, mogę spać w szatni. Tylko że… nie mogę ryzykować, że opublikuje nagranie z moich otrzęsin.
W noc otrzęsin każdy z nas odstawiał numery, których wstydzi się jak cholera. Ówczesny przewodniczący albo jego „funkcyjni” nagrywali nasze wyczyny. To głupia, przestarzała tradycja, ale nasze bractwo wciąż ją pielęgnuje, żeby zapewnić sobie dozgonną lojalność wszystkich członków.
– Nie wierzę, że ten skurwiel ma nielegalne kopie nagrań z naszych otrzęsin. Przewodniczącego i każdego, kto pomaga mu filmować otrzęsiny, obowiązuje tajemnica. Nagrania są przechowywane w archiwum centrali bractwa i niszczone, kiedy kończymy studia. Gdybyśmy skontaktowali się z centralą i powiedzieli, co odwala Topher, wyleciałby z Gamma Delta Tau.
Głos Jaggera aż drży z napięcia.
– Tak jak po zawieszeniu nie wrócił do drużyny hokejowej? Obaj wiemy, że przy jego znajomościach pewnie skończyłoby się na pogrożeniu palcem, o ile w ogóle. I obaj wiemy, że gdyby się dowiedział, że na niego donieśliśmy, w odwecie puściłby film w obieg.
Ma rację. Patrzę mu prosto w oczy.
– Stary, każdy z nas zrobił na otrzęsinach coś, z czego nie jest dumny. Daj Boże, żeby nikt nigdy nie zobaczył, co ja musiałem zrobić. Ale gdyby tak się stało, przez kilka dni paliłbym się ze wstydu, a potem by mi przeszło. Co ty takiego mogłeś odwalić, że pozwalasz Topherowi się tym szantażować?
– Nie chcę o tym rozmawiać – mówi tonem nieznoszącym sprzeciwu.
– Nie musisz mi mówić – uspokajam go. – Chodzi mi tylko o to, że chyba nie może być aż tak źle, co? Zrobiłeś coś nielegalnego?
Zasłania twarz dłońmi.
– Gorzej. To po prostu… Uwierz mi na słowo: gdyby moi rodzice to zobaczyli, umarłbym, kurwa, ze wstydu.
Zaciskam dłoń na jego ramieniu.
– Jak już mówiłem, w końcu by ci przeszło, prawda?
Nigdy nie widziałem go tak przybitego.
– To nie takie proste – wzdycha. – Moja rodzina często jest na świeczniku. Zwłaszcza po tej ogromnej fuzji w zeszłym roku, dzięki której Connelly Tech to dziś największa firma technologiczna na świecie. Gdyby to nagranie zaczęło krążyć, mocno ucierpiałby nasz wizerunek. Rodzice nigdy by mi nie wybaczyli.
Skłamałbym, mówiąc, że tylko mu współczuję. Z jednej strony nie chcę, żeby Bay cierpiała, jeśli on zakończy ich układ bez zobowiązań. Z drugiej trochę się cieszę, że musi to zrobić. Jagger zaklina się na wszystkie świętości, że to tylko sposób na pocieszenie się po rozstaniu, ale wiem, że mu na niej zależy. A jeśli ona też coś do niego czuje i zostaną parą? Wiem, że to egoistyczne, ale dopóki Bay jest singielką, mogę mieć nadzieję, że pewnego dnia będziemy razem.
Bay nieraz mi mówiła, że w tym roku zamierza skupić się na nauce i swoim imperium w mediach społecznościowych. Tym bardziej ryzykowałbym, mówiąc jej, co czuję, ale przynajmniej zyskuję na czasie.
Mógłbym jej powiedzieć, kiedy skończymy studia. Jeśli czuje to samo co ja, znajdziemy sposób, żeby być blisko siebie. Jeśli nie, nie będę musiał codziennie jej widywać i przypominać sobie, czego nigdy nie będę miał.
– Przykro mi, stary – mówię, czując się trochę jak hipokryta. – Tylko powiedz jej to delikatnie. Co jej powiesz?
Wpatruje się w stół.
– Nie zamierzałem nic mówić. Ja tylko— Myślałem, że jak będę jej dość długo unikał, to się domyśli.
To nie przejdzie.
– Zranisz ją w ten sposób. Pomyśli, że coś z nią nie tak. Poza tym nie możesz jej unikać. Ja już jej unikam.
Jagger pokazuje mi środkowy palec.
– Ty też nie możesz jej unikać w nieskończoność. Przynajmniej Bay i ja dopiero zaczęliśmy się poznawać. Jesteś jej najlepszym przyjacielem. Nie możesz udawać, że nie istnieje, i jej przy tym nie zranić.
Wiem, że ma rację.
A gdybym miał wybierać, wolałbym sam cierpieć niż patrzeć, jak ona znowu cierpi.
– Wiem. Będę musiał zacisnąć zęby i pilnować, żeby nadal łączyła nas tylko przyjaźń. Co jej powiesz?
Wzrusza ramionami.
– Coś wymyślę.
– Jagger, jeśli ją skrzywdzisz… – grożę mu.
– Nie skrzywdzę, przysięgam.
Wstaję, żeby iść pod prysznic, ale zatrzymuję się w pół kroku, bo coś przychodzi mi do głowy.
– A co z twoim lodzikiem na szczęście?
– Topher mówił, że strajk puck bunnies się skończył. Chyba znów będę musiał umawiać się na loda z kolejnymi puck bunnies.
Jeszcze nigdy nie widziałem faceta, który opowiadałby o tym, że co dwa tygodnie inna seksowna laska będzie mu robić loda, i wyglądałby przy tym na tak nieszczęśliwego. Ma minę, jakby szedł na szubienicę.
Znów przychodzi mi do głowy, że gdybym sam nie mógł być z Bay, wolałbym widzieć ją z kimś porządnym, takim jak Jagger. Szkoda tylko, że dzięki Topherowi obaj utknęliśmy w roli kumpli na czas nieokreślony.
Bay
Przysięgam, nie jestem złym człowiekiem.
Jestem dobrą córką i siostrą, lojalną przyjaciółką. Ciężko pracuję, pilnie się uczę, płacę podatki i przepuszczam w kolejce do kasy ludzi, którzy mają w koszyku tylko jedną rzecz.
Moja karma powinna więc być przynajmniej w miarę dobra. Nie oczekuję wygranej na loterii ani innych cudów, ale czy za wiele wymagam, chcąc, żeby wszystko, czego dotknę, przestało zamieniać się w gówno?
Wczoraj o włos ocaliłam stanowisko w głosowaniu nad wotum nieufności, a dziś los postanawia zadać mi kolejny cios.
Najpierw zadzwonili z ubezpieczalni z informacją, że nie mogą wypłacić odszkodowania za pożar domu, dopóki nie przeprowadzą własnego dochodzenia.
Strażacy znaleźli przedmiot, od którego zaczął się pożar, ale nie byli w stanie jednoznacznie ustalić, czy ktoś majstrował przy lokówce.
Ubezpieczyciel chce wykluczyć celowe działanie, bo gdyby uznał, że dom został podpalony, oczywiście nie wypłaciłby nam ani centa.
Może powinnam była dać sobie spokój i wrócić do łóżka. Jeśli zwinę się pod kołdrą i przeczekam burzę, nic złego nie może mi się stać, prawda?
Niestety życie, a już zwłaszcza moje, tak nie działa.
Moja wykładowczyni od zaawansowanej chemii organicznej dopuszcza tylko jedną nieobecność w całym roku. Opuścisz zajęcia dwa razy i nie pozwoli ci podejść do egzaminu końcowego. Bez wyjątków. Nie miałam więc wyboru: musiałam stawić czoła światu. Wolę zachować tę jedną nieobecność jako kartę „Wyjdź z więzienia” na wypadek choroby, uderzenia asteroidy w Star Cove albo jakiejś równie wielkiej katastrofy.
Skoro idę na zajęcia, nie mam też żadnego sensownego powodu, żeby odwołać spotkanie z dziekanem Williamsem w sprawie planów odbudowy domu Zeta Theta Beta.
I właśnie wtedy spada na mnie drugi cios, z taką samą siłą, z jaką kula wyburzeniowa uderzyła w pozostałości naszego domu.
– Pani Woods. – Dziekan wskazuje mi krzesło. – Uzyskałem już w odpowiednim urzędzie oryginalny projekt domu Zeta Theta Beta. Dzięki temu nie będzie pani musiała tam chodzić ani długo czekać.
Uśmiecham się z wdzięcznością, kiedy rozwija rulon z projektem domu i planami poszczególnych pięter.
– Dziękuję, panie dziekanie.
Nie odwzajemnia uśmiechu. Rozwija na biurku drugi komplet dokumentów.
– Od lat osiemdziesiątych, kiedy zbudowano ten dom, zmieniły się zarówno przepisy stanu Kalifornia, jak i regulacje budowlane obowiązujące na naszym kampusie. Pozwoliłem sobie uzyskać zaktualizowaną dokumentację techniczną, zgodną z obecnymi wymogami.
Pochylam się nad nowym planem, już z kolejnym podziękowaniem na ustach.
– Widzę tu parę zmian.
Dziekan kiwa głową.
– Zdaję sobie z tego sprawę, pani Woods. Chodzi głównie o materiały budowlane i kilka istotnych zmian w instalacjach energetycznych. Wszystkie nowe budynki muszą spełniać nowe normy, które kładą nacisk na efektywność energetyczną i niską emisję.
Nie zamierzam z tym dyskutować, ale nie jestem w ciemię bita.
– Rozumiem. To jednak oznacza znacznie wyższe koszty. Czy są jakieś dotacje federalne albo choćby uczelniane? Na przykład na panele słoneczne i tym podobne?
Dziekan wreszcie się uśmiecha.
Może to tylko moja bujna wyobraźnia, ale wygląda, jakby napawał się kłopotami, jakich przysporzą nam nowe wymogi budowlane.
– Obawiam się, że na wszystkie większe dotacje tego rodzaju spóźniła się pani o parę lat. Władze na każdym szczeblu i nasza uczelnia oferowały bardzo hojne dofinansowanie budowy z wykorzystaniem nowych, energooszczędnych materiałów i rozwiązań technicznych. Było to w okresie, kiedy nowe przepisy wchodziły w życie. Niestety po tej pierwszej fali wsparcia środki się wyczerpały. Każdy budynek na kampusie musi być ubezpieczony. Czy odszkodowanie nie pokryje lwiej części kosztów odbudowy?
W jego głosie jest coś dziwnego. Zupełnie jakby wiedział, że ubezpieczyciel zwleka z wypłatą naszego odszkodowania.
– Pojawiło się drobne opóźnienie… – Wyjaśniam mu, że trwa dochodzenie. – Ale nawet z odszkodowaniem przez te nowe wymogi chyba znacznie przekroczymy budżet.
Dziekan uśmiecha się szerzej.
– Sądzę, że płynie z tego pewna nauka, pani Woods. Następnym razem proszę spróbować nie podpalać domu swojego stowarzyszenia. Moim zdaniem to niezbyt chlubna spuścizna na koniec studiów.
Wiedziałam.
Zdecydowanie się tym napawa. Zaczynam się zastanawiać, czy sam nie namówił córki, żeby spróbowała mnie odwołać i przejąć stanowisko przewodniczącej.
– Skoro nie ma dotacji – wzdycham – to może jakiś sponsor pomógłby nam załatać dziurę w budżecie i ruszyć z pracami, zanim dostaniemy czek od ubezpieczyciela.
Dziekan Williams kiwa głową.
– Świetny pomysł. A poszukiwania sponsora radziłbym zacząć jak najszybciej. Czasu ma pani naprawdę niewiele.
O czym on mówi?
– Dziękuję za radę, panie dziekanie – mówię ugodowo. – Niczego nie pragnę bardziej niż tego, żeby w dniu ukończenia studiów przekazać klucze do nowego domu kolejnemu pokoleniu członkiń Zety. Ale bez hojnego sponsora i pieniędzy z ubezpieczenia moje nadzieje na odbudowę do końca tego roku akademickiego mogą się okazać nierealne.
Jego uśmiech zmienia się w okrutny grymas satysfakcji, który potwierdza moje podejrzenia: nasz dziekan mnie nie lubi.
– Obawiam się, że będzie pani musiała dotrzymać tego terminu. Inaczej zostawi pani po sobie znacznie gorszą spuściznę niż ten nieszczęsny pożar. Jestem pewien, że nie chciałaby pani zostać zapamiętana jako przewodnicząca, przez którą rozwiązano oddział Zeta Theta Beta w Star Cove.
Mrugam raz po raz, jakby wyostrzenie wzroku mogło zetrzeć ten zadufany uśmieszek z twarzy dziekana Williamsa.
– Rozwiązanie? Co pan ma na myśli? – pytam zdezorientowana.
– Widzę, że nie zna pani paragrafu trzydziestego siódmego B, ustępu piątego naszego statutu, dotyczącego działalności stowarzyszeń studenckich na kampusie. Stowarzyszenie żeńskie lub męskie może prowadzić oddział w Star Cove College pod warunkiem posiadania odpowiedniego domu na terenie kampusu. Wspomniany dom musi zapewniać zakwaterowanie co najmniej dwóm trzecim członków oddziału. Jeśli wskutek nieprzewidzianych okoliczności lub klęski żywiołowej istniejący dom zostanie wyłączony z użytkowania, stowarzyszenie ma maksymalnie dwanaście miesięcy na jego odbudowę. Nowy budynek musi oczywiście spełniać…
Przestaję słuchać.
Tylko tego nam brakowało. Dwanaście miesięcy? Od pożaru minęło już ponad sześć tygodni. Przy opóźnieniach z wypłatą odszkodowania i nowych wymogach nie ma szans, żebyśmy zdążyły z odbudową w tym absurdalnym terminie.
Ogarnia mnie odrętwienie. Czuję się niemal tak, jakbym wyszła z własnego ciała. Jakbym patrzyła z boku na siebie siedzącą naprzeciwko dziekana w jego przestronnym, gustownie urządzonym gabinecie. Z pozoru aktywnie uczestniczę w rozmowie, ale w rzeczywistości? Nie mam pojęcia, co jeszcze mówi dziekan.
Myślę tylko o tym, że może Bianca ma rację i nie zasługuję na to, by być przewodniczącą.
Może powinnam zrezygnować, póki jeszcze mogę ograniczyć straty. I tak już nie zapiszę się dobrze w historii naszego stowarzyszenia. Wystarczy, że zostanę zapamiętana jako przewodnicząca, za której kadencji spłonął nasz dom. Nie sądzę, żebym zniosła jeszcze to, że zapamiętają mnie jako przewodniczącą, przez którą zamknięto oddział Zeta Theta Beta w Star Cove.
Wiem, że sama nie podłożyłam ognia, ale odpowiadałam za wszystko, co działo się w domu Zety.
Za odbudowę też odpowiadam ja.
Nawet nie wiem, jak docieram z powrotem do domu Gammy. W jednej chwili ściskam dłoń dziekana Williamsa, a w następnej już wchodzę do domu bractwa.
Dla odmiany czuję ulgę, że w środku jest pusto i cicho. Większość chłopaków z Gammy gra w drużynie hokejowej, więc o tej porze po południu pewnie są na treningu.
Normalnie zwierzyłabym się Cole’owi, ale jestem niemal pewna, że mnie unika.
Kiedy się nad tym zastanowić, od zeszłotygodniowej imprezy po meczu zarówno Cole, jak i Jagger trzymają się ode mnie z daleka.
Czyżby to miało coś wspólnego z moją kłótnią z Rykerem na oczach wszystkich?
Kręcę głową, próbując rozproszyć mgłę, która nie pozwala mi jasno myśleć.
Coś tu się nie zgadza. Tamtej nocy, po moim spacerze wstydu do domu, Cole spał ze mną w łóżku.
Na wspomnienie tego, jak obejmował mnie silnymi ramionami, przepełnia mnie miłość. Przy nim było mi ciepło i bezpiecznie. Jego mocne ciało i świeży zapach przypominały mi, że z nim u boku nic złego tak naprawdę mnie nie dosięgnie. Gdyby Cole potępiał to, co zrobiłam z Jaggerem, nie przyszedłby mnie pocieszać.
Jagger.
Na samą myśl o tym uwodzicielskim obrońcy Cove Knights robi mi się gorąco, a serce przyspiesza. Między udami czuję wilgotne ciepło i pulsujące pragnienie.
Czyżby Jagger już się mną znudził? A może te wszystkie jego gadki o tym, że mężczyźni i kobiety mają takie samo prawo do niezobowiązującego seksu, to zwykłe pierdolenie, a ja jestem dla niego tylko puck bunny?
Nie.
To niedorzeczne. Gdyby tak było, nie przyprowadziłby Rykera do mojego pokoju, żeby zmusić go do przeprosin.
Prawda?
Cholera. Na wspomnienie tego, jak Ryker mnie przepraszał i jak razem z Jaggerem zadbali, żebym poczuła się lepiej, serce wcale nie chce zwolnić.
Ale skoro Jagger się mną nie znudził, to dlaczego on też mnie unika?
Bay
Cole’a nigdzie nie ma, więc zostaje tylko jedna osoba, która może mi pomóc połapać się w bałaganie, w jaki zmieniło się moje życie od powrotu na kampus.
Ledwie zamykam za sobą drzwi sypialni, dzwonię do siostry przez FaceTime.
– Hej, Bay – wita mnie uśmiechnięta Lakyn. – Co u ciebie, skarbie?
Jej uśmiech rozgrzewa mnie od środka. Kiedy patrzę na Lake, czuję się, jakbym patrzyła w lustro.
– Hej, Lakey-Lake. – Zmuszam się do uśmiechu. – Nie przeszkadzam?
Jest w ogromnej łazience. Otulona różowym, puszystym szlafrokiem robi sobie makijaż.
– Nie, chłopaki zabierają mnie na kolację, właśnie się szykuję. Ale dla ciebie zawsze mam czas.
– Idziecie w jakieś eleganckie miejsce? – pytam na widok jej perfekcyjnego makijażu.
W zeszłym roku nauczyłam Lakyn malować kocie kreski eyelinerem i jestem dumna, że tak dobrze jej wychodzą.
– W kompleksie wypoczynkowym Pleasure Beach jest taki hotel. Parę lat temu spłonął, a teraz wreszcie otwierają go na nowo. Z tej okazji urządzają wielką galę. Warriors oczywiście dostali zaproszenie.
Lakyn wygląda na szczęśliwą, a ja, słowo daję, nie jestem zazdrosna. Ani odrobinę. Jeśli ktokolwiek zasługuje na całe szczęście świata, to właśnie moja siostra.
Nie wiem, czy to dlatego, że ona ma takie poukładane życie, podczas gdy moje dosłownie poszło z dymem, czy dlatego, że wspomniała o pożarze, ale wybucham płaczem.
– Bay. – Lakyn natychmiast się niepokoi. – Kochana, co się dzieje? Proszę, powiedz, co się stało, bo inaczej poproszę Luigiego, żeby zamiast do centrum Bridgeport zawiózł mnie do Star Cove. Mogę u ciebie być za trzy godziny.
Słysząc szczerą troskę w jej głosie, płaczę jeszcze mocniej. Kręcę głową, zawstydzona, ale nie potrafię się opanować. Z trudem łapię oddech, a z ust wyrywa mi się jeden rozpaczliwy szloch za drugim.
– Pieprzyć to – mówi Lakyn. – Tylko się ubiorę i zadzwonię do Luigiego. Po drodze dam chłopakom znać o zmianie planów.
– Nie – udaje mi się wydusić przez łzy. – Nie musisz przeze mnie odwoływać planów. Nic mi nie będzie. Po prostu—
Lakyn wie o pożarze domu Zety. Trąbili o nim w lokalnych wiadomościach i w mediach społecznościowych, więc nie dałoby się tego przed nią ukryć.
Nie powiedziałam jej jednak, gdzie mnie zakwaterowano po tamtej feralnej nocy.
Teraz wyznaję jej wszystko przez łzy. Niczego nie pomijam. Opowiadam o przeprowadzce do domu Gammy, do dawnego pokoju Tophera, i o moim układzie z Jaggerem. Kończę na tym, co się stało po kłótni z Rykerem.
Nigdy nie sądziłam, że zdołam odebrać Lakyn mowę takim wyznaniem, ale moja bliźniaczka wpatruje się we mnie szeroko otwartymi oczami. Otwiera i zamyka usta niczym ryba wyjęta z wody.
– Nawet nie wiem, co powiedzieć, Bay – odzywa się w końcu, kręcąc głową z niedowierzaniem. – Zamieszkałaś z drużyną hokejową? W domu bractwa? A to nawet nie jest w tym wszystkim najbardziej szokujące. No bo co to, kurwa, ma być?
Wzdycham.
– Wiem, wiem. Może propozycja, że będę obciągać Jaggerowi przed każdym meczem u nas, nie była najgenialniejszym pomysłem w moim życiu, ale—
– Nie oceniam cię za to – przerywa mi.
– Nie? – pytam zaskoczona.
– Oczywiście, że nie. – Przewraca oczami. – Jesteś singielką, do tego przepiękną. Świetna z ciebie partia. Jeśli masz ochotę na przyjaźń z seksem w pakiecie, a on też jest singlem i do tego cholernie seksownym hokeistą, to kim ja jestem, żeby cię oceniać? Po prostu nie mogę uwierzyć, że tak jechałaś po moim związku z Jonem, kiedy twoja sytuacja wcale nie była lepsza.
Spuszczam głowę, pokonana.
– Wiem i należą ci się ode mnie przeprosiny, Lake. Ja po prostu—
– Tak naprawdę nie jestem na ciebie zła – przerywa mi Lakyn. – Miałaś rację. Wszystko, co mówiłaś i robiłaś w zeszłym roku, pomogło mi znaleźć Casha, Blaze’a i Lucę. To tobie zawdzięczam, że jestem szczęśliwsza, niż kiedykolwiek śmiałam marzyć. Nie dziwi mnie, że twój były jest zbyt cholernie samolubny, żeby być dobry w łóżku. W końcu to Topher.
Wzdycham.
– Tak, masz rację. Ale nie zawsze był skończonym dupkiem. Kiedy się poznaliśmy, był taki kochany, taki romantyczny. Troskliwy i dobry, a ja kazałam mu czekać całymi miesiącami, zanim poszliśmy do łóżka. Wiesz, że nie sypiam z kim popadnie. Chcę, żeby seks znaczył coś więcej niż sam seks. Kiedy w końcu przespałam się z Topherem, byłam już w nim zakochana. Tak się przechwalał swoim doświadczeniem, że gdy nie dochodziłam podczas seksu, myślałam, że to ze mną musi być coś nie tak.
Lakyn kiwa głową.
– Możesz wierzyć lub nie, ale to rozumiem. Nie pojmuję tylko, dlaczego nigdy mi nie powiedziałaś. Myślałam, że nie mamy przed sobą tajemnic.
Poczucie winy ciąży mi w piersi niczym bryła ołowiu.
– Bo ja… Tak naprawdę nawet przed sobą nie przyznawałam się do tego, dopóki nie zobaczyłam, kim naprawdę jest Topher. Wmawiałam sobie, że pocałunki i przytulanie mi wystarczają, a wielkie O to chyba jakaś miejska legenda. Na początku Topher stawiał mnie na piedestale, a ja nie zauważałam, jak podle traktuje wszystkich innych. Tak bardzo zależało mi na tym, żebyśmy byli idealną parą, z którą wszyscy się liczą. Wmówiłam więc sobie, że to nic takiego, jeśli nasz seks nie jest rewelacyjny. W końcu z Bradem też nigdy nie mogłam dojść, a w liceum chodziliśmy ze sobą przez trzy lata. Topher strasznie się niecierpliwił, kiedy jego sztuczki na mnie nie działały. Przez niego myślałam, że coś jest ze mną nie tak.
Lakyn wygląda na wściekłą.
– Boże, jeszcze nigdy nie miałam takiej ochoty kopnąć twojego byłego w jaja. A uwierz mi, po tych wszystkich świństwach, które zrobił mnie i chłopakom w zeszłym roku, to już o czymś świadczy.
Już mi się wydaje, że nie mogłabym bardziej kochać Lakyn, a ona znów mnie zaskakuje. Jej zrozumienie i wsparcie znaczą dla mnie wszystko.
– Dzięki, Lakey – mówię i znów łzy napływają mi do oczu, bo poza nią zwierzyłam się tylko Jaggerowi. – Nie wiem, co robić – przyznaję. – Dziekan najwyraźniej mnie nienawidzi. Podejrzewam, że Bianca już go do mnie uprzedziła, i boję się, że będzie mi utrudniał odbudowę domu, jak tylko się da.
Wszyscy, którzy dobrze nas znają, zawsze uważali, że to ja jestem silniejsza. Ale się mylą. Jestem tylko bardziej przebojowa, za to Lakyn ma w sobie cichą siłę, którą podziwiam od dzieciństwa.
– Tak, jestem pewna, że Bianca naopowiadała tatusiowi od cholery kłamstw, żeby zrobić z ciebie czarny charakter. My wszyscy znamy prawdę, ale jej ojciec może nie mieć powodu, żeby jej nie wierzyć.
Ma rację.
– No tak, ale co mam zrobić? Odejść z Zety i oddać jej stanowisko przewodniczącej? Nie było cię tam wczoraj. Mam wrażenie, że niektóre siostry naprawdę obwiniają mnie o pożar.
Lakyn aż kipi ze złości.
– Absolutnie nie. Nawet się nie waż pozwolić Biance wygrać. Nie mam dowodów, ale jestem przekonana, że to ona stała za tymi okropnymi postami o mnie w zeszłym roku.
Zgadzam się z nią, ale to niczego nie zmienia.
– Nawet jeśli ubezpieczyciel wypłaci nam odszkodowanie, a w tej chwili wcale nie jest to pewne, przez te wszystkie nowe przepisy odbudowa będzie droższa, niż myślałam. A musimy się z nią uporać do końca przyszłego lata. W tym tempie jeszcze przez wiele miesięcy nie zdołamy nawet ruszyć z pracami. Choćbym przeznaczyła na zaliczkę wszystkie swoje pieniądze, i tak chyba by nie wystarczyło.
– Powiem Luce – rzuca przez zaciśnięte zęby Lake. – Może porozmawiać z dziekanem i pożyczyć ci pieniądze, dopóki nie dostaniesz odszkodowania.
Kręcę głową, zanim jeszcze skończy mówić.
– Absolutnie nie. Nie wezmę od Luki pieniędzy. A co zrobię, jeśli ubezpieczyciel uzna, że to było podpalenie, i nie wypłaci odszkodowania? Nie mogę być winna Luce takiej sumy – mówię najbardziej stanowczym tonem, na jaki mnie stać, zanim siostra choćby spróbuje mnie przekonać, że Luca z przyjemnością pomoże.
– Mogę chociaż z nim porozmawiać? – prosi Lakyn. – Może Luca ci doradzi, co robić?
Już i tak mam u niego dług wdzięczności za to, że pozwolił mi spędzić całe lato na królewskim jachcie.
– Nie. Wiem, jak bardzo ten facet cię kocha. Jeśli mu powiesz, znajdzie sposób, żeby w jedną noc postawić dom spełniający te absurdalne wymogi dziekana.
Moja siostra jest strasznie uparta. To akurat nas łączy.
– I co by w tym było złego?
Patrzę na nią z najwyższą powagą.
– Lake. Musisz mi obiecać.
– Dobra. – W końcu ustępuje. – Ale w przyszłym tygodniu sama możesz mu powiedzieć. Przyjeżdżasz na mecz Knights w Bridgeport, prawda? Pomyśleć, że miał się odbyć dwa tygodnie temu, ale go przełożyli. Coś się zepsuło w układzie chłodzenia lodowiska i musieli zamknąć halę do czasu naprawy. Nie mogłam uwierzyć, że pozmieniali terminy wszystkich meczów u siebie. Tak strasznie chciałam już cię zobaczyć.
Wzdycham z poczuciem winy.
– Wiem. Dzielą nas tylko trzy godziny jazdy. Powinnam była spróbować przyjechać do Bridgeport, niezależnie od meczu.
Na te słowa spojrzenie Lakyn łagodnieje.
– Dużo się u ciebie działo, kochana. Pożar domu, przystojny kumpel, z którym się zabawiasz – nie winię cię za to, że nie miałaś czasu odwiedzić młodszej siostry.
Chichoczę.
– Przestań się ze mnie nabijać, Lake. Obie wiemy, jak nie znosisz, kiedy mówię, że jestem twoją starszą siostrą.
– No bo jesteś starsza o całe siedem minut. A tak serio, ja jeździłam z chłopakami na mecze wyjazdowe, a ty przeżywałaś te wszystkie odlotowe orgazmy.
Na wzmiankę o orgazmach od razu widzę przed oczami seksowny uśmiech Jaggera i ściska mi się serce.
– No właśnie. Skoro już o tym mowa, może będę miała mnóstwo czasu, żeby cię odwiedzać, Lake. Mam okropne wrażenie, że Jagger mnie unika. Przez cały tydzień ledwie go widziałam.
– Kiedy zaczyna się sezon hokejowy, chłopaki mają strasznie napięty grafik. Nie zapominaj, że do tego dochodzą zajęcia, kolokwia i egzaminy. W zeszłym roku nieraz już mi się wydawało, że Cash chce ze mną zerwać, a on po prostu był potwornie zajęty. Założę się, że z Jaggerem jest tak samo. – Lakyn mówi spokojnie i rozsądnie, a mnie skręca w żołądku z paniki, gdy przypominam sobie, że Jagger przez cały tydzień nawet się ze mną nie przywitał.
No tak. Przecież to, co mówi, brzmi całkiem rozsądnie. Dlaczego więc nie mogę pozbyć się wrażenia, że za zmianą zachowania Jaggera kryje się coś więcej niż nawał obowiązków? Mieszka tuż za ścianą. Nawet gdyby był zbyt zmęczony, żeby spędzać ze mną czas, SMS-a wysyła się w sekundę.
Cole też ostatnio zachowuje się tak samo i nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jedno z drugim ma coś wspólnego.
Zamiast roztrząsać, dlaczego przyjaciele przestali się do mnie odzywać, postanawiam odpłacić Lakyn za jej docinki.
– Sama nie wiem, Lake. Ostatnio mam wrażenie, że wszystkie ważne dla mnie więzi jakoś się rozluźniają. Weźmy na przykład nas dwie. Kiedy miałaś swój pierwszy orgazm, ja go poczułam. Więc jak to możliwe, że ty nie wiedziałaś od razu, kiedy zabawiłam się z Jaggerem?
Lakyn tak mocno przewraca oczami, że aż dziw, że nie wypadają jej z orbit.
– O Boże, Bay – jęczy. – Dalej trzymasz się tej teorii o bliźniaczej więzi? Moim zdaniem to gówno prawda. Jak niby mogłaś poczuć mój orgazm, skoro właśnie przyznałaś, że sama żadnego nie miałaś, dopóki nie zabawiłaś się z Jaggerem?
Na to pytanie mam gotową odpowiedź.
– Nie miałam orgazmu jako takiego, ale serce nagle zaczęło mi bić szybciej bez żadnego powodu i poczułam takie ciepłe mrowienie, które rozchodziło się po całym ciele—
– Przestań – mówi ze śmiechem, rumieniąc się pod cienką warstwą perfekcyjnie nałożonego podkładu. – Teraz już sobie robisz ze mnie jaja.
Robię, ale nie do końca. Nie czułam tego wszystkiego, co właśnie opisałam, ale miałam przeczucie. Trudno to wyjaśnić. Nagle pomyślałam o Lakyn i zrobiło mi się tak ciepło na sercu. Wiedziałam, że spotkało ją coś dobrego.
– Wcale nie – upieram się. – Zawsze wiem, kiedy przytrafia ci się coś dobrego albo złego. Może ty nie poczułaś, co się u mnie wydarzyło, bo jesteś w Bridgeport?
– Twierdzisz, że ten bliźniaczy szósty zmysł ma ograniczony zasięg? – Lakyn parska śmiechem.
– Może? – Uśmiecham się szeroko. – Ale szkoda, że nic nie poczułaś, bo Jagger jest…
Nie potrafię znaleźć odpowiednich słów. Cokolwiek bym powiedziała, nie odda tego, jak bardzo nas do siebie ciągnie. Kiedy jesteśmy w jednym pokoju, w powietrzu aż iskrzy.
Ale może tylko sobie to ubzdurałam, a dla niego jestem zwykłą, niezobowiązującą przygodą.
– Cieszę się, że było wam z Jaggerem dobrze – mówi Lake.
– Ale? – Po jej tonie poznaję, że jest jakieś „ale”.
– Nie ma żadnego „ale”. – Wzrusza ramionami. – Po prostu zawsze myślałam, że w końcu będziesz z Cole’em, jeśli wreszcie pójdziesz po rozum do głowy i rzucisz Tophera. Moim zdaniem idealnie do siebie pasujecie.
Wzruszenie ściska mnie za gardło. Próbuję powstrzymać łzy, które nagle napływają mi do oczu.
– Wiesz – przyznaję. – Chyba od zawsze jestem w nim zakochana. Tylko strasznie długo nie chciałam się do tego przyznać, bo miałam chłopaka. Ale przysięgam ci, Lake, on nie czuje do mnie tego samego. Chyba fizycznie go odstręczam.
Lakyn reaguje natychmiast.
– No chyba sobie żartujesz. Nie chcę zabrzmieć zarozumiale, ale widziałaś ty siebie? Jesteś obłędnie piękna, Bay. Jedenaście na dziesięć. A do tego jeszcze ta inteligencja, wielkie serce i cięty dowcip.
Jej słowa rozgrzewają mi serce. Gardło mnie piecze, a łzy szczypią w oczy i coraz trudniej je powstrzymać.
– Zabawne, że to mówisz, skoro jesteśmy identyczne – żartuję, żeby ukryć wzruszenie.
– No przecież – odpowiada. – Właśnie dlatego zaznaczyłam, że nie chcę zabrzmieć zarozumiale, Bay. Może i wyglądamy identycznie, kiedy się odstawię, ale ty nie potrzebujesz nawet makijażu, żeby wyglądać olśniewająco. Nie bez powodu wszyscy zawsze mówili, że jesteś tą ładniejszą bliźniaczką.
Nie ma racji.
– Nie, Lake. To ty jesteś tą ładniejszą. I jeszcze wytrzymujesz ze mną, wariatką—
– Próbuję ci powiedzieć – przerywa mi – że jesteś piękna. Cole kocha cię jak przyjaciółkę, ale nie ma szans, żeby nie zauważył, że mogłabyś zagrać w hollywoodzkim hicie i nikt by nawet nie mrugnął okiem.
– Jakoś tego nie widać. – Nie potrafię ukryć goryczy w głosie. – Szkoda, że nie widziałaś jego miny, kiedy Topher dał mu ten żeton i rzucił wyzwanie, żeby mnie pocałował. Chyba byłby mniej zniesmaczony, gdyby kazali mu zjeść świerszcze czy inne dziadostwo.
Lakyn nie daje się przekonać.
– Może poczuł się przyparty do muru i nie chciał całować cię po raz pierwszy na oczach połowy uczelni?
– Nie wiem, może – mówię, wspominając, jak tańczył ze mną na ostatniej imprezie w domu Gammy. Przez chwilę myślałam, że mnie pocałuje, ale wtedy wparował Topher. – Tylko że przyszedł na tę imprezę z dziewczyną. Zawsze ma jakąś u boku, a czasem nawet dwie. Więc raczej nie widzi we mnie kobiety.
Czy już wspominałam, że moja siostra jest uparta?
– Jasne, tylko że jeszcze pięć minut temu miałaś chłopaka, Bay. Nie widziałaś, jak on na ciebie patrzy, kiedy myśli, że nikt go nie obserwuje.
Chciałabym jej uwierzyć.
– No tak. Z tym bym polemizowała. Zresztą może to, że chce się tylko przyjaźnić, wyjdzie mi na dobre. Gdyby chciał czegoś więcej, musiałabym skończyć z Jaggerem, a nie jestem na to gotowa. Chyba że to Jagger już ze mną skończył.
W niebieskich oczach Lakyn pojawiają się figlarne błyski.
– A Jagger i Cole nie są przypadkiem dobrymi przyjaciółmi?
Nie wiem, co to ma do rzeczy.
– No tak. Poza mną Jagger jest najlepszym przyjacielem Cole’a. Czemu pytasz?
Siostra uśmiecha się szerzej.
– Może mogłabyś dalej spotykać się z obydwoma. Grają w jednej drużynie. Wyobrażasz sobie, jak by to było, gdyby połączyli siły, żeby sprawić ci przyjemność?
Na wspomnienie przeprosin Rykera twarz oblewa mi rumieniec. W głowie odtwarza mi się film porno: ja między nim a Jaggerem. To było tak podniecające.
– Bay? – Lakyn podejrzliwie mruży oczy. – Jest coś, o czym mi nie mówisz? Gadaj.
Teraz ja przewracam oczami.
– No proszę. Akurat teraz postanowił się odezwać twój bliźniaczy szósty zmysł, co?
– Może jest wybiórczy, kto wie? – droczy się ze mną.
Opowiadam jej o chyba najgorętszej godzinie mojego życia. Jak zwykle nie pomijam żadnych szczegółów. Nigdy nie miałyśmy z Lakyn przed sobą tajemnic.
– O kurwa. – Robi oczy jak spodki. – Może tak ci jest pisane. Może będziesz z trzema niesamowitymi facetami, tak jak ja.
Pomarzyć zawsze można.
– Albo wszystko skończy się dla mnie katastrofą – mówię, myśląc o tym, że Jagger i Cole zaczęli mnie olewać zaraz po przeprosinach Rykera. – Może Jagger ma o mnie złe zdanie, bo pozwoliłam Rykerowi do nas dołączyć? A jeśli powiedział Cole’owi, to może dlatego Cole się do mnie nie odzywa?
Lakyn wygląda na wściekłą.
– Serio? Myślisz, że traktują cię jak puszczalską?
– Nie sądzę, żeby tak było – cedzę.
A przynajmniej byliby hipokrytami, gdyby tak robili, bo o ich przygodach z różnymi dziewczynami krążą legendy po całym kampusie.
Po prostu nie wiem już, co myśleć, a z takim wyjaśnieniem łatwiej byłoby mi się pogodzić niż z drugą możliwością. Dużo bardziej by bolało, gdyby się okazało, że odstręczam Cole’a, a Jagger zwyczajnie się mną znudził. Z Rykerem to zupełnie inna sprawa. Myślę, że mu się podobam, i to od chwili, gdy poznaliśmy się na lotnisku, ale z jakiegoś powodu się hamuje.
– Chodzi o to – odzywam się w końcu do Lakyn – że mam zbyt wiele na głowie, żeby jeszcze zadręczać się facetami, którzy bez powodu raz okazują mi zainteresowanie, a raz mnie olewają albo na zawsze skazali mnie na rolę kumpeli. W każdym razie jutro Cove Knights grają u siebie. Więc jeśli Jagger chce wygrać, nie powinien mnie ignorować.
Lakyn jest w szoku.
– Nadal zamierzasz zrobić mu loda, chociaż przestał się do ciebie odzywać?
Kiwam głową. Już postanowiłam.
– Mamy umowę, prawda?
Siostra kręci głową.
– Już się nie mogę doczekać relacji. W ten weekend będę z chłopakami w Seattle, a potem w Vancouver. Chcesz ustalić, kiedy zadzwonisz?
– Nie, kochana – wzdycham. – W tym tygodniu mam pełne ręce roboty. Kilka naprawdę trudnych zajęć, niezapowiedzianą kartkówkę, a do tego muszę dokładniej przyjrzeć się tym planom od dziekana, jeśli mam mieć choć cień szansy, żeby wymyślić, jak ocalić oddział Zety w Star Cove. Widzimy się w przyszły weekend?
Lakyn się uśmiecha.
– No jasne. Możesz postawić na to swój śliczny tyłeczek. Zostajesz na noc, bo mecz jest w sobotę. Chłopaki tego wieczoru nie grają, więc wszyscy przyjdą kibicować swojej dawnej drużynie. Nie mogę się doczekać, aż cię wyściskam, siostrzyczko.
Tak bardzo za nią tęsknię, że aż boli mnie serce.
– Kiedy już cię dorwę, Lakey-Lake, tak łatwo cię z objęć nie wypuszczę. Kocham cię.
Jagger
Podobno w niedoli raźniej we dwóch, ale ten, kto to wymyślił, nigdy nie spotkał mnie i Cole’a.
Nigdy jeszcze nie byliśmy tak przybici. Przeżyliśmy zabłąkane krążki pędzące nam prosto na głowy z zawrotną prędkością, agresywnych przeciwników wgniatających nas w bandy i co tylko chcecie.
A tu się okazuje, że ostatecznie może nas złamać bro-code Tophera.
– Hej, idziesz na lodowisko?
Podskakuję, kiedy Cole wychodzi z kuchni z koktajlem białkowym w ręku. Do meczu zostało parę godzin.
Odpowiadam mu krótkim skinieniem głowy.
– Tak. Kurwa, ale mnie wystraszyłeś. Myślałem, że to Bay.
Jej imię wypowiadam szeptem, bo boję się, że wystarczy je wymówić, a zaraz się zjawi i wpakuje mnie w jeszcze większe gówno niż to, w którym już siedzę.
Marszczy brwi.
– A, tak. Obciąganie. Jak przyjęła to, że już nie chcesz, żeby ci robiła loda?
Szkoda, że Cole musi wszędzie wtykać nos.
– Dobrze. Chyba – mamroczę, wpatrując się w buty, jakbym w życiu nie widział nic ciekawszego.
Cole jest jednym z moich najbliższych przyjaciół. Najbliższym w drużynie, jeśli nie liczyć Rykera. Nie dość, że jest kurewsko wścibski, to jeszcze zna mnie lepiej niż moi rodzice, bo mieszka ze mną od czterech lat.
– Jagger? – Unosi brew i robi krok w bok, zagradzając mi wyjście z korytarza. – Co to znaczy „dobrze”? I jakie „chyba”? Bay nie zabawia się z przypadkowymi kolesiami. Jeśli zabawiała się z tobą, to znaczy, że jej się podobasz. Jeśli przez ciebie płakała, jak Boga kocham—
– Nie, nie. Starałem się być jak najmilszy, kiedy pisałem do niej SMS-a.
Kurwa, ja i mój niewyparzony jęzor. Nie zamierzałem aż tyle zdradzać.
Cole wytrzeszcza oczy ze zdumienia.
– Napisałeś do niej SMS-a?
– Tak – przyznaję. – Słuchaj, nie wiedziałem, co jej powiedzieć. Obaj wiemy, że nie mogę jej wyznać prawdy, a nie chciałem jej okłamywać. Unikałem jej, bo za każdym razem, gdy zostajemy z Bay sam na sam, sytuacja wymyka się spod kontroli i kończymy nago. Więc po prostu—
Gdyby wzrok mógł zabijać, w jednej chwili byłoby po moich problemach, a ja zamieniłbym się w kupkę popiołu na drewnianej podłodze korytarza w domu Gammy.
– Zerwałeś z Bay pieprzonym SMS-em? – Ton Cole’a jest jeszcze bardziej morderczy niż jego spojrzenie.
– Nie, ja—
Zachowałem się jak ostatni tchórz i przez cały tydzień unikałem Bay, bo nie miałem serca powiedzieć jej, że musimy skończyć z naszym układem.
Potem spanikowałem, bo bałem się, że zacznie zadawać pytania, na które nie będę umiał odpowiedzieć. W końcu postanowiłem wysłać jej SMS-a, doskonale wiedząc, że zajęcia laboratoryjne z chemii organicznej kończą jej się mniej więcej teraz, a prowadząca surowo zabrania korzystania tam z telefonów i smartwatchy.
Jeśli dopisze mi szczęście, kiedy przeczyta wiadomość, będę już w szatni, a bez identyfikatora działu sportowego nie wejdzie do tej części hali.
Nic z tego nie mówię Cole’owi. Zaciska zęby tak mocno, że chyba zaraz pokruszy je sobie wszystkie albo, co gorsza, odgryzie mi łeb.
– Chcę to zobaczyć – żąda. Wyciąga do mnie rękę wnętrzem dłoni do góry.
Mrugam, zbity z tropu.
– Słucham?
– SMS-a – syczy. – Pokaż, co jej napisałeś.
Kurwa.
Podaję mu telefon i zastanawiam się, czy wiadomość, nad którą męczyłem się przez cały ranek, zanim ją wysłałem, jest tak żałosna, jak mi się wydaje.
Sądząc po minie Cole’a, kiedy ją czyta, jest jeszcze gorzej.
– Ty sobie, kurwa, jaja robisz? – Gromi mnie wzrokiem. Zasłużyłem sobie.
Przebiegam wzrokiem wiadomość, jakby samo patrzenie mogło poprawić jej treść i sprawić, że wyjdę na mniejszego dupka.
Ja: Hej, Bay, wybacz, że piszę w ostatniej chwili, ale chyba jednak lodzik nie przynosi mi szczęścia. Jeśli masz jakieś pytania, odezwij się później. Zresztą od teraz pewnie łatwiej będzie nam gadać przez SMS-y, bo jestem tak zawalony, że ledwie starcza mi czasu na cokolwiek poza zajęciami i hokejem. Mam nadzieję, że rozumiesz. To nie twoja wina, tylko moja. Obiecuję.
Ta, jest gorzej, niż myślałem. Czytam wiadomość jeszcze raz i brzmię jak facet, który zamoczył i ulotnił się, gdy tylko dostał, czego chciał.
Na tę myśl czuję tępy ból w piersi. Powinienem pobiec do budynku wydziału nauk ścisłych, zaczekać na Bay pod salą i liczyć, że uwierzy w bajeczkę o chwilowej niepoczytalności.
Ale nie mogę. Nie mam wątpliwości, że jeśli dalej będę się z nią widywał, Topher spełni groźbę i upubliczni nagranie z moich otrzęsin.
Za nic nie mogę do tego dopuścić. Wystarczy myśl, że zobaczyłaby je moja mama, żebym nie ugiął się pod wściekłym spojrzeniem Cole’a.
– Jagger – warczy. – Powiesz coś, kurwa?
Wzruszam ramionami i odwracam wzrok. Wiem, że ma rację, ale nic nie mogę zrobić, chyba że chcę zrujnować sobie życie i zszargać reputację rodziny.
– Nie jest tak źle, stary. Nie byliśmy z Bay parą ani nic, więc to nie tak, że zrywam z nią przez SMS-a. To był luźny układ. Dziesiątki razy kończyłem takie układy przez SMS-a i zazwyczaj żadna z dziewczyn się tym nie przejmowała.
Widziałem już, jak Cole bije ludzi na lodzie. Zaciska pięści tak mocno, że bieleją mu knykcie. Jakaś część mnie – ta pojebana – chciałaby, żeby mi przywalił, bo na to zasługuję.
– Kiedy dowiedziałem się o waszym układzie i chciałem skopać ci dupę, powiedziałeś, że jej nie skrzywdzisz – rzuca oskarżycielsko.
– I nie krzywdzę – kłamię. – Uwierz mi, stary, Bay na nic nie liczy. Powiedziałem jej jasno i wyraźnie, że nie jesteśmy parą. Jak już mówiłem, w ten sposób kończyłem wszystkie niezobowiązujące znajomości.
Jeśli myślałem, że dzięki temu Cole się odczepi, byłem w błędzie.
– Ta, bo zwykle sypiasz z imprezowiczkami i puck bunnies. Nie oceniam cię, kurwa, bo sam kiedyś robiłem to samo. Ale Bay nie jest puck bunny. To dziewczyna od stałych związków. Przez prawie trzy lata chodziła z Szatanem, do kurwy nędzy. To – dźga palcem mój telefon tak mocno, że aż dziw, że nie pęka ani ekran, ani jego palec – to złamie jej, kurwa, serce, a ona jeszcze nie pozbierała się po zerwaniu z Topherem.
Wiem.
Gdybym tylko miał wybór. Nikt nigdy nie podobał mi się tak jak Bay Woods. I nie chodzi tylko o tę wybuchową chemię między nami. Jest piękna, mądra, zabawna, kochana, niesamowicie ambitna i seksowna jak diabli.
Po naszym pierwszym pocałunku pociągała mnie fizycznie, ale to przez jej osobowość nie mogłem przestać o niej myśleć.
Prawda jest taka, że muszę sprawić, by Bay mnie znienawidziła. Gdybym powiedział jej prawdę, na pewno nie zdradziłaby mojego sekretu i nie narobiła mi tym kłopotów z Topherem.
