Aukcja - Melissa Adams - ebook

Aukcja ebook

Melissa Adams

3,0

Opis

 

 

Trzej gorący hokeiści mają zabierać mnie na randki.

 

To recept mojej siostry na pozbieranie się po złamanym sercu.

 

Haczyk? Kupiła te randki dla mnie na aukcji.

 

Jest lewoskrzydłowy, playboy i książę, za którym wszędzie ciągną stada rozkochanych puck bunny.

 

Bramkarz na stypendium, który ma tyle samo ambicji, co mięśni.

 

I sympatyczny enforcer, groźny na lodzie, a poza taflą dusza towarzystwa.

 

Ci elitarni sportowcy są gorący i bardzo ambitni, a ja jestem nową nagrodą, którą są zdeterminowani zdobyć.

 

Wpadam w wir gorących randek, gdy staje się jasne, że stawka jest znacznie wyższa niż tylko ich duma.

 

Nie jestem żadną puck bunny i to ja rozdaję karty w tej grze.

 

Czy w ogóle zdołam wybrać tylko jednego?

 

Początek sezonu tuż-tuż, a walka trwa: o miejsce w drafcie i o moje serce.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
lub macOS

Liczba stron: 452

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,0 (3 oceny)
1
0
1
0
1
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Katarzyna_O78

Całkiem niezła

No cóż, akcja rozwija się w ciekawą stronę….
00
2323aga

Nie polecam

Nie przebrnęłam. Nie potrafię o tej książce powiedzieć nic dobrego.
00



AUKCJA

NIE TWOJA HOKEJOWA KRÓLICZKA

CZĘŚĆ JEDEN

MELISSA ADAMS

Aukcja

Tytuł oryginalny: The Auction

Autor: Melissa Adams

Korekta: Cowper Author Services

© Copyright by Melissa Adams, US 2024

© Copyright for the Polish edition by Wydawnictwo Cowper Publishing, Berlin 2026

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana bez pisemnej zgody właściciela praw.

Wydanie I Berlin 2026

Wydawnictwo Cowper Publishing

ISBN 978-3-69477-051-0

KTO DA WIĘCEJ

Luca

– Numer trzynaście: Cash Hanbury – ogłasza dziekan z dumnym uśmiechem.

Widzę, jak mój kolega z drużyny wchodzi na scenę, i zgodnie z przewidywaniami dziewczyny na widowni dostają szału.

Wilcze gwizdy i gromkie brawa niemal zagłuszają dziekana, choć przemawia przez mikrofon.

Ledwie powstrzymuję parsknięcie śmiechu na widok Casha, który pociera kark, wyraźnie speszony hałasem, jaki robi widownia.

– Cash jest na trzecim roku, od początku studiów należy do Gamma Delta Tau i jest podstawowym bramkarzem naszej drużyny hokejowej, która występuje w I dywizji rozgrywek akademickich. Urodził się i wychował w Star Cove, a w Star Cove College studiuje dzięki stypendium hokejowemu. Szczęśliwa dama, która da za Casha najwięcej, pójdzie z nim na randkę na molo, by skorzystać ze wszystkich atrakcji, jakie nasze miasteczko oferuje zarówno turystom, jak i mieszkańcom. Licytację zaczynamy od dwustu pięćdziesięciu dolarów.

Nie dziwi mnie ani trochę, gdy jedna z dziewczyn natychmiast unosi tabliczkę z numerem licytacyjnym, wyciętą w kształt kija hokejowego, i woła:

– Dwieście pięćdziesiąt!

Czego nie zrozumiała w określeniu „cicha aukcja”? Założę się o cały fundusz powierniczy, że to laska z Zety.

Dzisiejsza aukcja jest otwarta dla wszystkich studentów, a pod młotek trafiają randki nie tylko z hokeistami, lecz także z zawodnikami futbolu amerykańskiego i pływakami. Jest tu nawet kilku chłopaków z uczelnianej drużyny spadochroniarskiej.

Star Cove College należy do Ivy League, a dziedziców firm z listy Fortune 500, dzieci celebrytów, którym rodzinne nazwisko otwiera wszystkie drzwi, i przedstawicieli rodzin od pokoleń opływających w pieniądze jest tu tylu, co na Yale czy Harvardzie. Pomysł dziekana, żeby część funduszy na nowe centrum sportowe zebrać dzięki aukcji dla studentów, nie jest więc tak durny, jak mógłby się wydawać.

Nawet dzisiejszy wieczór ocieka przepychem – większość kobiet na sali ma na sobie kreacje warte pięciocyfrowe sumy.

Oczywiście najseksowniejsze i najbardziej rozwrzeszczane na widowni są dziewczyny z Zeta Theta Beta.

Robią się niesamowicie zaborcze, gdy chodzi o drużynę hokejową. Oficjalnie tłumaczą to tym, że większość z nas należy też do Gamma Delta Tau, bractwa stowarzyszonego z Zetą. Mocno bym się zdziwił, gdyby pozwoliły komuś innemu wygrać choć jedną licytację o któregoś z nas.

Nie mam nic przeciwko randce z dziewczyną z Zety, bo większość z nich to niezłe laski, a ja jestem tu nowy. Przeniosłem się z Yale. Wychowywałem się głównie we Włoszech, więc zimy w Connecticut okazały się dla mnie zbyt przygnębiające.

Na studia chciałem wrócić do rodzinnych Stanów, bo we Włoszech w hokeja właściwie się nie gra.

Zakochałem się w hokeju stosunkowo niedawno. Zacząłem grać w ostatniej klasie liceum, kiedy byłem na wymianie w Seattle. Od razu poczułem się jak ryba w wodzie i przepadłem bez reszty. Odkąd po raz pierwszy stanąłem na tafli, jem, śpię i oddycham hokejem, a od czasu do czasu pozwalam sobie na numerek, żeby rozładować napięcie.

Do Star Cove Knights dołączyłem bez trudu. Sztab szkoleniowy ani chwili nie zwlekał z rekrutacją, gdy dowiedział się, że w New Haven nie jestem szczęśliwy.

Dołączenie do Gamma Delta Tau było formalnością – należałem już do oddziału bractwa na Yale, a członkostwo w Gammie było u nas rodzinną tradycją.

– Trzysta! – wrzeszczy kolejna dziewczyna.

Parskam śmiechem, gdy licytacja się rozkręca, a dziewczyny robią się coraz bardziej zaciekłe. Ładne mi „siostry”.

Moją uwagę przykuwa jedyna dziewczyna, która nie wygląda, jakby zamierzała włączyć się do wojny licytacyjnej.

Nie znam jej zbyt dobrze, ale wszyscy na kampusie wiedzą, kim jest: to prezeska Zeta Theta Beta.

Bay Woods siedzi dokładnie pośrodku pierwszego rzędu, z tabliczką licytacyjną na kolanach i spokojem wypisanym na ładnej twarzy.

Zauważyłem ją od razu, bo jest cholernie seksowna, ale ma chłopaka. Spotyka się z jednym z moich braci z Gammy, który gra ze mną w drużynie, więc nie wchodzi w grę.

Krzyżujemy spojrzenia. Kiedy Bay się uśmiecha, odpowiadam tym samym. Przyłapała mnie na gapieniu się.

Wtedy nagle unosi tabliczkę.

– Trzy tysiące.

Hm. Dziwne.

Ciekawe, co na to Topher, skoro jego dziewczyna licytuje randkę z innym facetem. Stoi tuż obok mnie, a Bay zapewniła już sobie randkę z nim za cenę wywoławczą. Nikt na kampusie, a już zwłaszcza żadna dziewczyna z Zety, nie odważyłby się licytować randki z chłopakiem prezeski.

Inna dziewczyna dorzuca pięćset dolarów, a wtedy Bay mierzy swoją „siostrę” morderczym spojrzeniem.

– Pięć tysięcy.

Dziekan daje publiczności szansę na przebicie oferty Bay, a potem uderzeniem młotka przyznaje jej randkę z Cashem.

Dwie inne Zety „kupują” kolejnych dwóch moich kolegów z drużyny i braci z Gammy.

Nie mogę oderwać wzroku od Bay, która siedzi spokojnie, dopóki na scenę nie wychodzi Blaze, nasz egzekutor.

– Numer szesnaście: Blaze Dunne, student trzeciego roku ze wspaniałego stanu Michigan. Waleczny na lodzie, Blaze jest duszą towarzystwa, gdy tylko zdejmuje łyżwy. Jako konferansjer prowadzi imprezy swojego bractwa. Nasz zawodnik z numerem czterdzieści dwa uwielbia wypady na łono natury i spacery po plaży…

Słysząc ten opis zainteresowań Blaze’a, o mało nie parskam śmiechem. Ten koleś to urodzony dowcipniś i jestem pewien, że te żałosne hobby podał dziekanatowi z czystej ironii. Wiem na pewno, że poza porządną bójką na lodzie lubi też cipki. To akurat mamy wspólne, a ja szanuję gościa, który zalicza tyle lasek co ja.

Znów spoglądam na widownię. Historia się powtarza: o Blaze’a rozpętuje się równie zażarta licytacja jak wcześniej o Casha.

Co, do cholery, kombinuje Bay Woods? Znów daje pięć tysięcy za randkę z Blaze’em.

Patrzę na Tophera, a on kręci głową, cicho się śmiejąc.

No kurwa, skoro nie jest zazdrosny, gdy jego dziewczyna licytuje randki z jego kolegami z drużyny i braćmi z Gammy, to kim ja jestem, żeby go oceniać?

Znów skupiam się na aukcji, gdy dziekan wywołuje mnie.

– Numer siedemnaście: Luca Leighton-Rossi, lewoskrzydłowy naszej drużyny hokejowej. Luca przeniósł się do nas z Yale, gdzie w zeszłym roku zdobył mistrzostwo kraju. Poza hokejem i imprezami z braćmi z Gammy studiuje dwa kierunki: filmoznawstwo i astronomię. Zwyciężczyni zyska przywilej randki z Lucą podczas zbliżającego się festiwalu „Kino pod gwiazdami”, organizowanego przez Star Cove Country Club. Licytację zaczynamy od dwustu pięćdziesięciu dolarów. Czy ktoś da dwieście pięćdziesiąt?

Nie zrozumcie mnie źle – oczywiście spodziewałem się wojny licytacyjnej. Do Star Cove trafiłem dopiero latem, na przedsezonowy obóz treningowy, ale cóż mogę powiedzieć?

Dziewczyny na kampusie i poza nim mnie uwielbiają. Nie próbuję wyjść na dupka. Po prostu wierzę w szczerość.

Jednego nie przewidziałem: powtórki scenariusza z Cashem i Blaze’em.

Bay Woods za kolejne pięć tysięcy wylicytowuje także randkę ze mną, a kiedy spoglądam na Tophera, ten śmieje się pod nosem, jakbyśmy robili na scenie stand-up.

Patrzę na Blaze’a i Casha. Obaj są równie zbici z tropu jak ja.

Bay wstaje, posyła w stronę sceny zadowolony uśmiech, po czym wychodzi z auli na niebotycznych szpilkach.

Aukcja jeszcze się nie skończyła, ale jestem pewien, że moi dwaj koledzy z drużyny, a zarazem bracia z Gammy, myślą teraz dokładnie to samo.

Co jest, kurwa?

SZARA MYSZKA W DOŁKU

Lakyn

W piątkowy wieczór biblioteka świeci pustkami.

Zajęcia dopiero się zaczęły i założę się, że wszyscy bawią się dziś na jakiejś imprezie. Nie żebym sama była wielką imprezowiczką, ale teraz po prostu nie mam ochoty na tłumy.

Samotność w bibliotece traktuję jak mały dar od losu.

Za jakieś dwadzieścia minut kończę zmianę, a czekają na mnie tylko dobra książka i łóżko.

Brzmi jak idealny plan na weekend, przynajmniej moim zdaniem. Jedyny minus tego, że jestem sama? Nic nie powstrzyma mnie przed sprawdzaniem telefonu i jego profili w mediach społecznościowych.

Właśnie teraz walczę z pokusą, żeby to zrobić.

Otwieram Instagram w telefonie i pierwsze, co widzę, to uśmiechnięta twarz Jonathana. Obejmuje ramieniem seksowną dziewczynę o lśniących, ciemnorudych włosach. Są na jakiejś imprezie, oboje trzymają kubki Solo i stoją zdecydowanie zbyt blisko siebie jak na zwykłych przyjaciół. Wygląda znajomo, ale to pewnie wyobraźnia płata mi figle, bo gdyby Jon przedstawił mi kiedyś jakąś dziewczynę, na pewno bym ją zapamiętała.

Zamykam oczy, na próżno próbując powstrzymać łzy. Gorące strużki spływają mi po policzkach.

Przecież nie mogą być kimś więcej niż przyjaciółmi, prawda? Jon zerwał ze mną dwa tygodnie temu, a byliśmy razem od ostatniej klasy liceum.

Wiem, że związki na odległość nie są łatwe, ale byliśmy dla siebie najlepszymi przyjaciółmi. Nie mieści mi się w głowie, że mógłby tak szybko znaleźć sobie kogoś innego.

Ja na pewno się nie pozbierałam. Ani trochę.

Od nocy, kiedy po wakacjach wróciłam na kampus, a on zadzwonił, żeby powiedzieć mi, że to koniec, ledwie funkcjonuję. Jedyne, co jestem w stanie zrobić, to zawlec się na zajęcia i do pracy. Prawie nie widuję nawet Bay.

Ostatnio, gdy tylko mam wolną chwilę, wracam do mieszkania tuż przy kampusie i zamykam się w pokoju na klucz.

Twarz Jona na zdjęciu rozmywa mi się przez łzy. Drżącym palcem obrysowuję ją na ekranie. Tak strasznie za nim tęsknię. Kurwa!

Nie, nie, nie, nie.

Przypadkiem polubiłam zdjęcie. Ale ze mnie idiotka.

Dotykam małego serduszka i cofam polubienie, próbując uspokoić serce, które wali mi jak po maratonie nowojorskim. A przecież to Jon biega, nie ja.

Dobra, Lakyn. To nie koniec świata. Spokojnie.

Jakie są szanse, że zobaczył moje polubienie w ciągu tych dwóch sekund, zanim je cofnęłam?

Wypuszczam drżący oddech. Jon jest na imprezie z inną dziewczyną. Na pewno nie sprawdza co chwila Instagrama jak pewna żałosna stalkerka, która zgłosiła się dziś na ochotnika do zamykania biblioteki, żeby nie wychodzić z siostrą i jej „siostrami”.

Odrobinę się rozluźniam.

Kryzys zażegnany.

Do zamknięcia zostało już niewiele czasu i szczerze mówiąc, nie mogę się doczekać gorącego prysznica, tosta z serem i wpełznięcia do łóżka z czytnikiem.

Odblokowuję telefon, żeby się upewnić, że moje grube paluchy nie narobiły żadnych szkód, i od razu marszczę brwi.

Przed chwilą w aplikacji miałam otwarty profil Jona, a teraz nie mogę go znaleźć.

Czy on mnie właśnie zablokował?

O nie. Niemożliwe. Co ja teraz, kurwa, zrobię?

Może powinnam do niego napisać i wymyślić jakąś wymówkę, która nie zdradzi, że śledziłam jego profil.

Mówił, że lepiej przez jakiś czas nie rozmawiać, żeby oswoić się z rozstaniem, ale chyba powinnam do niego napisać.

Gdy tylko otwieram naszą rozmowę, pojawiają się trzy kropki. Ktoś pisze.

Cholera.

To może znaczyć tylko jedno: zobaczył polubienie i naprawdę mnie zablokował.

Co powinnam zrobić?

Mogłabym napisać mu, że zrobiłam to przez przypadek i wcale nie zamierzałam polubić zdjęcia – to byłaby prawda, bo nie ma absolutnie nic przyjemnego w patrzeniu, jak bawi się z inną dziewczyną – albo poczekać, aż odezwie się pierwszy. Może tak będzie lepiej.

Zanim zdążę dokończyć tę myśl, trzy kropki znikają.

Z trudem przełykam ślinę, czując w gardle lodowatą gulę strachu.

Chyba powinnam do niego napisać. Wszystko wyjaśnić.

Ja: Przepraszam, skarbie Jonie, ja tylko⁠—

– Co ty, kurwa, wyprawiasz, Lake? Lepiej, żebyś nie pisała do tego, o kim myślę, ani nie śledziła go w sieci.

Telefon z hukiem ląduje na ladzie bibliotecznej. Po tym odgłosie nie mam pewności, czy ekran nie pękł.

– Bay, co jest, kurwa? Wystraszyłaś mnie na śmierć. Co ty tu robisz? Myślałam, że jesteś na imprezie.

Moja siostra bliźniaczka kręci głową i opiera dłonie na biodrach.

– Byłam na imprezie, na którą ciebie też zaproszono, ale nie raczyłaś przyjść – mówi z wyraźną dezaprobatą.

Przysięgam na Boga, że brzmi dokładnie jak mama, kiedy coś nie idzie po jej myśli.

– Przepraszam, Bay, ale mówiłam ci, że muszę pracować, a jak widzisz⁠—

Wstaję, żeby zebrać torebkę i klucze, obserwując, jak komputer się wyłącza.

– Co ty, kurwa, masz na sobie? – Bay otwiera szeroko oczy z przerażenia. – O ja pierdolę. Tylko mi nie mów, że przyszłaś do pracy w dresach, Lake. Powiedz mi, że tak naprawdę jestem pijana i mam halucynacje.

Przewracam oczami na jej teatralne popisy.

– Tak. Dziś był dzień prania i nie miałam nic innego do włożenia.

– Gówno prawda – rzuca. – Lake, jak niby masz znaleźć sobie nowego chłopaka, skoro wychodzisz z domu, wyglądając jak bezdomna? Nie obrażając bezdomnych, ale⁠—

Jej głos łagodnieje, kiedy na mnie patrzy.

Czasem wyczuwamy nawzajem swoje emocje, więc pewnie wie, jak mi teraz źle.

– Może to bez znaczenia, bo nie szukam nowego chłopaka.

Nawet ja słyszę, jak obronnie to zabrzmiało.

Bay krzyżuje ramiona na piersi.

– A powinnaś. Jon to frajer i dobrze wiesz, że nigdy go nie lubiłam. Następnym razem, kiedy nie będziesz miała co włożyć, pożycz coś z mojej szafy.

Prycham.

– No jasne.

Bay robi urażoną minę.

– Co? Nosimy ten sam rozmiar, a przecież wiesz, że to, co moje, jest twoje, Lakyn.

Przyglądam się siostrze. Owszem, jesteśmy identycznymi bliźniaczkami, ale nie mogłybyśmy się od siebie bardziej różnić.

Bay ma perfekcyjny makijaż, a wysoko związany kucyk podkreśla smukłą szyję i wysokie kości policzkowe, które obie mamy.

Wygląda olśniewająco w cekinowej minisukience i dopasowanych do niej szpilkach.

Co za kontrast z moimi dresami i obszerną bluzą z kapturem.

Miętoszę końcówki włosów. Moje przyklapnięte, lekko puszące się kosmyki mają się nijak do gładkiego kucyka Bay.

Jej spojrzenie łagodnieje. Jestem pewna, że dokładnie wie, o czym myślę.

– Lakey-Lake – mówi łagodnie, używając przezwiska, które wymyśliła dla mnie, kiedy byłyśmy dziećmi. – Przyniosłam ci kolację. Skrzydełka bez kości i górę frytek z twojej ulubionej knajpki w mieście. Chodź, mam tyle, że obie się nażremy.

Spoglądam podejrzliwie na jej wyciągniętą dłoń.

– Nie chcę wyjść na niewdzięczną, ale chyba nie dam teraz rady iść do domu Zety. Wiem, że ci się to nie spodoba, ale wydarzyło się coś z Jonem na Instagramie i⁠—

Uśmiech ani na chwilę nie znika jej z twarzy, a mnie robi się ciepło na sercu. Właśnie tego rozpaczliwie potrzebuję.

– Cokolwiek się wydarzyło z tym dupkiem, na pewno nie jest tak źle, jak myślisz, Lakyn. Nie zamierzałam zabierać cię do domu Zety. Wiem, że teraz się nad sobą użalasz, więc kupiłam nam tłuste żarcie. Poużalamy się razem.

To z jej strony wyjątkowo miłe, zwłaszcza że od zawsze nie znosi Jonathana.

– Nie chciałabym, żebyś zachlapała sosem buffalo tę śliczną sukienkę.

Bay wzrusza ramionami i wskazuje głową drzwi biblioteki.

– Na pewno masz u siebie jeszcze jakieś dresy i bluzy. Chodź. Mówiłam już, że kupiłam nam frytki z serem i boczkiem?

Śmieję się po raz pierwszy od ponad dwóch tygodni, a żołądek burczy z aprobatą.

– Wielkie dzięki. Wiem, że wyglądam równie fatalnie, jak się czuję, ale nie musisz mi o tym przypominać.

Łapie mnie za rękę i prowadzi do drzwi.

– No chodź, Lakyn. Napchamy się skrzydełkami i frytkami pod korek, a ty opowiesz mi wszystko o instagramowym dramacie z tym dupkiem. Do tego obejrzymy jakieś komedie romantyczne.

Idę za nią i zatrzymuję się tylko po to, żeby zamknąć główne drzwi biblioteki.

– Dziś nie mam nastroju na komedie romantyczne – mówię. – Ten dupek był na imprezie i obejmował inną dziewczynę. Potrzebuję krwi, flaków i całego tego gówna, więc dziś użalamy się nad sobą przy Pulp Fiction i Kill Bill.

ROZWIĄZANIE

Lakyn

– O ja pierdolę, uwielbiam skrzydełka bez kości – jęczy moja siostra i wgryza się w chrupiący kawałek pysznego smażonego kurczaka. Sos buffalo spływa jej po brodzie, aż w końcu kapie na bluzę, w którą się przebrała.

Bay nawet nie przestaje jeść, tylko przeżuwa dalej, wciąż jęcząc nieco nieprzyzwoicie.

– Co? – W końcu zatrzymuje kolejne skrzydełko w połowie drogi do otwartych ust.

Uśmiecham się.

– Nic. Dzięki, że to robisz, Bay.

W odpowiedzi tylko wzrusza ramionami, przez co obszerna bluza zsuwa jej się z jednego ramienia.

– Nie ma sprawy. Od tego są siostry, nie? Wiesz, chodzi o coś więcej niż tylko o wzajemne wsparcie. Jesteś moją drugą połówką, Lakyn.

I rzeczywiście jest.

Bay jest moją starszą siostrą. O całe siedem minut. Kiedy byłyśmy małe, mówiła o tych siedmiu minutach tak, jakby dzieliło nas siedem lat.

Może powtarzam się jak zdarta płyta, ale jesteśmy identyczne, a jednak różne. Taka jest prawda.

Różnimy się nie tylko ubiorem. Choćby w kwestii sosów do skrzydełek.

Obie zdecydowanie wolimy skrzydełka bez kości, ale na tym podobieństwa się kończą. Bay uwielbia sos buffalo, bo przepada za ostrym jedzeniem. Kiedy ma ochotę zaszaleć, zamawia nawet sos habanero, a raz spróbowała maczać skrzydełka w majonezie z papryczką ghost pepper.

Ja stawiam na skrzydełka z czosnkiem i parmezanem, a do maczania wybieram sos ranch.

Bay kilka razy nazwała mnie tchórzliwym kurczakiem. Ha, ha. Ale nie zamierzam wypalać sobie kubków smakowych najostrzejszym sosem świata.

– No to opowiesz mi, co tym razem odwalił ten dupek?

Przewracam oczami.

– Chciałabym, żebyś przestała go tak nazywać.

Bay wciska pauzę w filmie Kill Bill, akurat na ujęciu z „zakrwawioną panną młodą”. Patrząc na plamy sosu buffalo na mojej białej bluzie Star Cove College, muszę przyznać, że Bay niewiele różni się od panny młodej na ekranie.

– Ja… eee… – Waham się, bo nie chcę, żeby miała o Jonie jeszcze gorsze zdanie.

No wiecie, na wypadek, gdybyśmy do siebie wrócili.

A właściwie nie „gdyby”. Kiedy zrozumie swój błąd i wróci, błagając, żebym dała mu jeszcze jedną szansę.

Żeby było jasne: z nas obu to ja jestem cierpliwą bliźniaczką.

– Lake! – warczy. – Bardziej już nim gardzić nie mogę. No, wylej z siebie wszystko, siostro.

– No tak, skoro ty wylałaś cały sos – prycham.

Bay pokazuje mi środkowy palec.

– Za tę bezczelność zjem resztę frytek, a przy okazji posłucham, na jakie kolejne wyżyny dupkowatości wspiął się twój były.

Skoro już mowa o kościach, Bay przypomina psa, który dorwał kość.

Teraz, kiedy wyczuła, że coś się stało, nie ma sensu próbować odwracać jej uwagi.

Opowiadam jej o zdjęciu i o tym, że polubiłam je przez przypadek.

Przysuwa się do mnie na kanapie i tłustymi palcami chwyta mnie za nadgarstek.

– Zablokował cię? Kiedy w końcu zrozumiesz, że Jonathan jest dupkiem? Zamiast ryczeć, że tak bardzo za nim tęsknisz, powinnaś dziękować losowi. Teraz, kiedy jesteś wolna od tego nudnego związku na odległość, możesz się wreszcie zabawić. Znajdź sobie kogoś na pocieszenie. Zaszalej na całego.

Wycieram usta papierowym ręcznikiem po zjedzeniu ostatniego skrzydełka. W koszyku zostały jeszcze słupki marchewki i selera naciowego, ale patrzę na nie podejrzliwie i żałuję, że Bay nie przyniosła lodów rocky road.

Już mam jej powiedzieć, że skoro Jon jest dupkiem, Bay powinna przyjrzeć się własnemu chłopakowi, bo twarz Tophera powinna ilustrować w słowniku hasło „dupek do kwadratu”.

– Nie chcę szukać sobie nikogo na pocieszenie, Bay – protestuję. – Wciąż kocham Jona. Ja⁠—

– No błagam cię! – prycha. – Jak możesz kochać faceta, który nawet cię nie przeleciał?

Czuję, jak gorąco uderza mi do twarzy, i chciałabym móc zwalić to na sos habanero, ale przecież go nie jadłam.

– Nigdy nie powinnam była ci tego mówić.

Bay przewraca oczami.

– Wcale mi, kurwa, nie powiedziałaś! Pamiętasz? Wyczułam to.

Rzeczywiście wyczuła.

To ten bliźniaczy szósty zmysł. Obie go mamy, ale u Bay jest tak silny, że niemal zahacza o jasnowidzenie.

– No tak, ale wiesz, że Jon nie wierzy w seks przed ślubem.

Bay aż się gotuje.

– Pierdolenie. – Otwiera profil Jona na Instagramie i podtyka mi telefon pod nos niczym broń. – Mnie ten dupek nie zablokował. Na bank rżnie tę dziewczynę. Możesz mi wierzyć.

Nie chcę jej wierzyć.

– Nie możesz tego wiedzieć.

Wzdycha.

– Uwierz mi, mój szósty zmysł nie ogranicza się do naszej bliźniaczej więzi. On rżnie tę dziewczynę. Czuję to.

Może i mam ochotę schować głowę w piasek, ale w głębi duszy wiem, że Bay ma rację.

– Tak bardzo za nim tęsknię. Jest moim najlepszym przyjacielem. Ja⁠—

– Natychmiast to odszczekaj – warczy Bay. – To ja jestem twoją najlepszą przyjaciółką. Chodź tu, Lakey-Lake.

Przyciąga mnie do siebie i wcale mi nie przeszkadza, że pachnie sosem buffalo. Oczy zachodzą mi łzami i płaczę na jej ramieniu.

– Jesteś po prostu w szoku, skarbie – uspokaja mnie. – Nie tęsknisz za nim aż tak bardzo. Przynajmniej nie za nim jako za chłopakiem. No weź, nie możesz tęsknić za kimś, kogo nawet nie lubiłaś całować.

Natychmiast żałuję, że w zeszłym tygodniu mi się to wymsknęło.

– Nie był aż taki zły – mówię bez przekonania.

Bay prycha.

– O ile dobrze pamiętam, mówiłaś, że po każdym jego pocałunku powinnaś mieć pod ręką ręcznik, żeby wytrzeć twarz. I że gdy wsuwał ci język do ust, miałaś wrażenie, jakby nagle pęczniał i zmieniał się w ogromną, oślizgłą breję. Jak wtedy, gdy miałyśmy po siedem lat i podpuściłam cię, żebyś dotknęła ślimaka bez skorupy w ogródku. Nie tak to ujęłaś?

Tak właśnie powiedziałam, a Bay na pewno tego nie zapomni.

– Ale całowanie i seks to nie wszystko. Ja⁠—

Wiem, że powiedziałam coś nie tak, kiedy odsuwa mnie od siebie i mruży oczy.

– Uwierz mi, seks jest bardzo ważny w związku. A jeśli ten dupek tak beznadziejnie całuje, mogę sobie tylko wyobrazić, jak marnie wypadnie w łóżku z tym swoim pewnie malutkim fiutem.

Nie żebym cokolwiek wiedziała o rozmiarze jego fiuta. Jestem z siebie dumna, że udaje mi się nie powiedzieć tego na głos, ale Bay jest zbyt spostrzegawcza, żeby to przeoczyć.

– No chyba żartujesz! – wykrzykuje i patrzy na mnie, jakbym to ja była cała umazana sosem buffalo. – Nawet nie widziałaś jego mini-fiuta?

Nie mogę już temu zaprzeczyć.

– Nie, nie widziałam, ale jestem pewna, że z jego fiutem wszystko jest w porządku.

– Taa, na pewno – prycha Bay. – Słuchaj, Lakyn, mówię poważnie. Ten związek od początku był skazany na porażkę, a ty – jeśli chcesz znać moje zdanie – uniknęłaś niezłej katastrofy. Jakim cudem zamierzałaś kupić samochód bez jazdy próbnej?

Ma na myśli mój pięcioletni plan, który zakładał ślub po studiach. Nie mam na to odpowiedzi, bo ten plan i tak już nie wypali.

– Uwierz mi, Lakyn. Zrywając z tobą, oszczędził ci dożywocia z kiepskim seksem.

Wypuszczam powietrze i zastanawiam się nad jej słowami.

– Chciałabym tylko, żeby to tak nie bolało.

Z nas obu to Bay zdecydowanie jest bardziej uparta, a dziś wieczorem za wszelką cenę chce mi pomóc pozbierać się po rozstaniu.

– Przez ponad dwa lata byliście w związku na odległość. Odkąd poszłyśmy na studia, prawie nie spędzaliście razem czasu. Nie tęsknisz za nim, tylko za wspomnieniem o nim.

Jest tak pewna swego, że zaczynam się zastanawiać, czy aby nie ma trochę racji.

– Może. Ale teraz nie potrafię myśleć o niczym innym. Wszystko mi go przypomina. Jak mam zapomnieć o jedynym chłopaku, którego kiedykolwiek kochałam?

Mogłam się domyślić, że Bay ma na to odpowiedź. Zawsze ma.

– Jest tylko jeden sposób, żeby zapomnieć o facecie – oznajmia.

Przechylam głowę, ciekawa, jak zamierza rozwiązać moje problemy.

– Na czym polega?

– Żeby zapomnieć o jednym facecie, najlepiej znaleźć się pod drugim.

Mrugam kilka razy, bo nie jestem pewna, czy dobrze ją zrozumiałam.

– Jak—

– Zacznij chodzić na randki, Lakyn. Przebieraj w facetach i znajdź kogoś seksowniejszego – choć znaleźć kogoś seksowniejszego od tego dupka to żaden wyczyn – żeby pomógł ci zapomnieć o byłym.

Taa, łatwiej powiedzieć niż zrobić.

– Nie wiem, Bay. To ty jesteś tą towarzyską bliźniaczką. Ja czuję się niezręcznie w takich sytuacjach i nawet nie umiem flirtować. Wiesz przecież, że na pierwszą randkę poszłam dopiero w ostatniej klasie liceum, kiedy Jon zaprosił mnie na szkolny bal Homecoming. Przy natłoku zajęć i pracy prawie nie mam wolnego czasu, więc nawet nie proponuj randek przez internet.

Powinnam się domyślić, że coś się święci, kiedy obdarza mnie niewinnym uśmiechem.

Zresztą nie ma w nim nic niewinnego, chociaż Bay wygląda jak uosobienie siostrzanego wsparcia.

– Chyba masz rację. Randki przez internet odpadają. Potrzebujesz kogoś na już i kogoś seksownego, żeby Jona zżarła zazdrość. A ja mam coś w sam raz.

Szykuję się na kolejny szalony pomysł Bay, ale przyznaję, że nawet ja nie przewidziałabym tego, co mówi dalej.

– Umów się z hokeistą.

Przewracam oczami.

– Wiem, że twój chłopak gra w drużynie hokejowej, ale nie sądzę⁠—

Nie słucha moich sprzeciwów, tylko grzebie w torebce i wyciąga kopertę.

– Proszę. Otwórz. A tak przy okazji, nie ma za co.

Zaglądam do środka. W kopercie są trzy kartki, a na każdej zdjęcie seksownego faceta w koszulce hokejowej. Ich twarze wydają mi się znajome. Widywałam ich na kampusie i w bibliotece. Nie znam ich tak naprawdę, ale na uczelni wszyscy wiedzą, kim są.

– Nie rozumiem, Bay. Nie znam tych facetów. Jeśli oczekujesz, że zaproszę któregoś z nich na randkę, to jesteś nie tylko tą bardziej towarzyską z nas obu, ale też tą stukniętą. Ci faceci są popularni i założę się, że wszyscy należą do Gamma Delta Tau albo innego bractwa. Seksowni sportowcy i faceci z bractw to nie moja bajka.

W typowym dla Bay stylu ignoruje wszystkie moje rozsądne zastrzeżenia i słyszy tylko to, co chce usłyszeć.

– Czyli przyznajesz, że są seksowni.

Przewracam oczami.

– No raczej. Nie jestem ślepa. Jasne, że są seksowni, ale nie ma szans, żeby tacy popularni faceci w ogóle mnie zauważyli. Dzięki za pomoc, ale⁠—

Uśmiecha się coraz szerzej. Gdy zaczyna chichotać, powinnam już wiedzieć, że mam kłopoty.

– Lake, Lake, Lake. Nie musisz się tym martwić, bo pójdziesz na randkę z każdym z nich. Pierwszą masz już jutro wieczorem.

Chwila. Co?

– Bay, proszę cię – jęczę, czując, jak strach ściska mi żołądek i zbiera mi się na mdłości. – Nie mów, że ich błagałaś albo podstępem namówiłaś na randkę w ciemno ze mną.

Ma tupet udawać oburzoną.

– Co? Oczywiście, że nie. Nie musiałam nikogo błagać ani podstępem do niczego skłaniać. Kupiłam ci trzy randki na dzisiejszej aukcji charytatywnej. A technicznie rzecz biorąc, nie będą to randki w ciemno, bo oni wiedzą, jak wyglądam, a ty jakimś cudem odziedziczyłaś olśniewającą urodę po starszej siostrze.

Wpatruję się w nią, przez dłuższą chwilę zbyt zszokowana, żeby cokolwiek powiedzieć.

– Co zrobiłaś? Kupiłaś mi randkę?

Kręci głową.

– Nie jedną. Trzy. Byłaś z tym dupkiem tak długo i poza nim nie byłaś z nikim, więc pewnie nawet nie wiesz, jaki typ faceta ci się podoba. Możesz wypróbować każdego i wybrać tego, który spodoba ci się najbardziej.

To tak szalone, że nie mieści mi się w głowie.

– Kupiłaś mi randkę? – powtarzam jak zacięta płyta.

– Na pierwszą idziesz jutro wieczorem z Cashem Hanburym. Spędzicie fajny wieczór na molo.

To już oficjalne: moja siostra oszalała.

– Nie idę na randkę z Cashem Hanburym! – warczę.

Zgodnie z przewidywaniami Bay rozumie to po swojemu.

– A, okej, czyli wielki ponurak nie jest w twoim typie? Dobra, masz jeszcze dwie opcje. Właśnie dlatego licytowałam trzech różnych facetów.

– Nie. Nie pójdę na żadną z tych randek! – Wstaję z kanapy i podnoszę głos, dziękując Bogu, że mojej współlokatorki nie ma dziś w domu. Nie chcę, żeby ktokolwiek był świadkiem mojego upokorzenia.

– A niby dlaczego, kurwa, nie? – rzuca Bay. – Wydałam piętnaście tysięcy dolarów, żeby kupić ci te randki!

Ja pierdolę.

– Co zrobiłaś? Oszalałaś? Dlaczego wydałaś ciężko zarobione pieniądze na coś tak głupiego?

Jestem jednocześnie wściekła i wzruszona niemal do łez tym, że siostra wydała pięciocyfrową sumę, by pomóc mi dojść do siebie po tym, jak mnie rzucił.

W przeciwieństwie do wielu studentów Star Cove College nie pochodzimy z bogatej rodziny. Bay stać na taki wydatek tylko dlatego, że jej kanał o makijażu i urodzie cieszy się ogromną popularnością. Jako influencerka zarabia tyle, że opłaca czesne za nas obie.

Właśnie dlatego podjęłam pracę w bibliotece. Bay twierdzi, że zwrotem pieniędzy w ogóle nie muszę się przejmować. Ilekroć próbuję się z nią o to spierać, przypomina mi, że kocha mnie najbardziej na świecie i że zrobiłabym dla niej to samo, gdybyśmy zamieniły się miejscami.

Odpowiedź Bay nie powinna mnie dziwić.

– Po pierwsze, Lakyn, wydaję swoje pieniądze, jak chcę. Poza tym odkąd ten dupek cię rzucił, jesteś tak smutna, że zaczęłam się martwić. Musiałam coś zrobić, żeby wyrwać cię z tego dołka.

Wiem, że ma dobre intencje, ale tym razem chyba przesadziła.

– I twoim rozwiązaniem było zapłacić komuś – nie, trzem facetom – żeby się ze mną umówili?

Wcale nie wygląda na skruszoną. Wręcz jest z siebie dumna.

– Nie zapłaciłam im, żeby się z tobą umówili. Na aukcji sprzedawano ich czas – i to w szczytnym celu, dodam – a ja skorzystałam z okazji. Sama nigdy nie zdobyłabyś się na odwagę, żeby zagadać do któregoś z nich, prawda? A poza tym wybrałam dla ciebie najlepszych z najlepszych.

Zaczynam się irytować.

– Powinnaś poprosić o zwrot pieniędzy.

Kręci głową.

– Nie ma zwrotów. Masz miesiąc, żeby na nie pójść. Albo idziesz, albo przepadają. Niestety.

Boże, co za koszmar.

– To zrób niespodziankę trzem swoim siostrom z Zety i wyślij je zamiast mnie. Jestem pewna, że każda singielka w twoim stowarzyszeniu byłaby zachwycona randką z hokeistą.

Chyba dziś wieczorem ciągle mówię nie to, co trzeba.

Bay uśmiecha się triumfalnie.

– Masz rację. Każda singielka zapłaciłaby za randki z trzema przystojniakami, których dla ciebie wybrałam, a ty dostajesz je za darmo dzięki swojej ulubionej siostrze bliźniaczce.

Dlaczego ona jest taka uparta?

Przeczesuję palcami włosy, które – przyznaję – są nieźle przetłuszczone.

– Ile razy mam ci powtarzać, że nie pójdę na randki z trzema sportowcami, którym zapłaciłaś, żeby się ze mną umówili? Nawet gdybym nie czuła się tak do dupy przez to rozstanie, i tak nie zamierzam⁠—

Pierwsze takty „Before He Cheats” Carrie Underwood przyspieszają mi puls. Ustawiłam ten utwór jako dzwonek dla Jonathana po tym, jak zadzwonił do mnie przez FaceTime, żeby powiedzieć, że jego uczucia się zmieniły i chce spotykać się z innymi.

Nie sądziłam, że tak szybko zacznie się z kimś spotykać.

Przesuwam drżącym palcem po ekranie. To nie wideorozmowa. Muzyka i gwar dudnią mi w uszach, więc wiem, że Jon nadal jest na imprezie, na której wcześniej zrobiono tamto zdjęcie.

– Cześć, skarbie – mówię, próbując zabrzmieć wesoło. No dobra. Wesoło nie zabrzmię, teraz to niemożliwe. Ale może przynajmniej nie aż tak smutno, jak się ostatnio czuję.

Nie jak ktoś, kto przed chwilą pochłonął kilogramy skrzydełek bez kości i frytek i kłócił się z siostrą o „randki”, które kupiła na aukcji charytatywnej.

Jeśli miałam nadzieję, że Jon dzwoni, bo za mną tęskni, to jestem jeszcze większą idiotką, niż myślałam.

– Nie mów do mnie „skarbie”, Lakyn!

Wzdrygam się, słysząc jego ton.

Brzmi na wściekłego i lekko pijanego.

– Dlaczego, kurwa, polubiłaś zdjęcie Ann? Śledziłaś mnie czy co?

Kręcę głową, choć mnie nie widzi.

– Nie. Po prostu otworzyłam aplikację, a jej zdjęcie wyświetliło się jako pierwsze.

Jasne, że podglądałam jego profile, ale lajk był przypadkowy. Nie zamierzałam się z nim kontaktować. Jon wyraźnie powiedział, że przez jakiś czas nie chce ze mną rozmawiać, a ja naprawdę zamierzałam uszanować jego prośbę.

– Przestań pieprzyć, Lakyn! – warczy. – Pewnie siedziałaś sama w pokoju i obczajałaś moje profile jak jakaś żałosna nieudacznica.

Po policzku spływa mi łza, ale nie ze smutku – ten pewnie dopadnie mnie później – tylko z kipiącego oburzenia.

– Tak się składa, Jon, że grubo się mylisz. Byłam na randce. Telefon trzymałam w dłoni, ale nawet na niego nie patrzyłam. To tak, jakbym przypadkiem zadzwoniła do kogoś tyłkiem.

Głos Jona obniża się o oktawę, a pobrzmiewające w nim zaskoczenie uraża mnie bardziej, niż chciałabym przyznać.

– Byłaś na randce?

– Tak, Jon. Technicznie rzecz biorąc, nadal na niej jestem, a ty właśnie mi w niej przeszkadzasz. Bardzo niegrzecznie z twojej strony. Myślałam, że zgodziliśmy się przez jakiś czas nie rozmawiać, żeby ruszyć dalej i spotykać się z innymi.

– Ja… ja… – jąka się.

– Mogę wrócić na randkę czy jeszcze czegoś potrzebujesz?

Jestem dumna z tego, jak chłodno brzmi mój głos.

– Jesteś pewna, że mówisz prawdę, Lake? Naprawdę jesteś na randce czy siedzisz w mieszkaniu z siostrą?

O nie. Tego już za wiele.

– Bay wyszła z Topherem, a ja siedzę w mieszkaniu z jednym z hokeistów. A teraz, jeśli pozwolisz, chętnie do niego wrócę. Wiesz, jak bardzo nie lubię być niegrzeczna. Dobranoc.

Nie daję mu szansy na odpowiedź. Rozłączam się.

Kiedy adrenalina ze mnie uchodzi, opadają mi ramiona i dosłownie cała się trzęsę.

– Wow, Lakyn – mówi Bay z podziwem. – Nie sądziłam, że masz taki pazur, ale jeszcze nigdy w życiu nie byłam tak dumna z młodszej siostry. Co się stało? Pięć minut temu płakałaś, że za nim tęsknisz.

Wypuszczam drżący oddech.

– Właśnie coś zrozumiałam. Ta dziewczyna na zdjęciu z Jonem? Wiedziałam, że skądś ją kojarzę, i miałam rację. Przez całe wakacje bez przerwy do niego dzwoniła i pisała. Kiedy o nią pytałam, twierdził, że to tylko koleżanka. Ale podczas tej rozmowy zauważyłam, że ustawił jako profilowe to samo zdjęcie, które przypadkiem polubiłam. Znam Jona lepiej niż samą siebie. Nie zrobiłby tego, gdyby się z nią nie spotykał. I nagle dotarło do mnie, że kiedy panikowałam przez ten lajk, kątem oka dostrzegłam zdjęcie tuż pod tamtym. Całowali się na nim, a Jon miał na sobie białą koszulkę redakcji szkolnego rocznika. Jego mama zniszczyła ją, piorąc z czymś czerwonym tuż przed moim powrotem na uczelnię. Czyli zdjęcie pochodzi sprzed wakacji.

Bay patrzy z obrzydzeniem.

– Ten skurwysyn! Nienawidzę ludzi, którzy zdradzają. Co teraz zrobisz?

Sama nie wierzę we własne słowa.

– Chyba jednak pójdę na te trzy randki, na które moja wredna bliźniaczka wydała absurdalną sumę.

FACECI NA POCIESZENIE

Cash

Dlaczego mój budzik jęczy?

Jest sobotni poranek, a w soboty mamy trening trochę później niż zwykle.

Drażniący dźwięk znów rozbrzmiewa mi w uszach, więc z jękiem zwlekam się z łóżka.

To oczywiście nie budzik. Jęki dobiegają z innego pokoju, a to może oznaczać tylko jedno: któryś z moich braci z Gammy miał szczęście zeszłej nocy po aukcji charytatywnej.

Raczej już nie zasnę, bo jęki dziewczyny przechodzą we wrzask. Ktokolwiek z nią jest, musi ją naprawdę porządnie posuwać.

Bezwiednie przesuwam dłonią po twardym kutasie, ziewając i zastanawiając się, czy zająć się porannym wzwodem, czy po prostu zejść do kuchni i coś zjeść.

Żołądek wygrywa z kutasem, więc schodzę na dół, nawet nie zawracając sobie głowy koszulką.

Większość braci z Gammy i tak widziała już w szatni wszystko, co mam do zaoferowania. Do Gamma Delta Tau należą nie tylko hokeiści. Mamy sporo futbolistów, po paru pływaków i windsurferów, a nawet kilku skoczków spadochronowych.

Większość z nas reprezentuje uczelnię w jakiejś dyscyplinie, więc widok innych nagich sportowców to dla nas codzienność.

Po drodze na dół zawsze mogę się natknąć na jakąś hokejową groupie albo inną dziewczynę polującą na sportowców, ale nie martwię się, że zgorszy je mój półnagi widok.

Hokejowe groupie lecą na nagich sportowców. Bez wyjątku.

Cudowny zapach bekonu dociera do mnie, zanim jeszcze widzę drzwi do kuchni. Przyspieszam, licząc na to, że ten, kto przygotował śniadanie, zechce się podzielić.

Nie potrafię powstrzymać śmiechu na widok domowej sielanki, która czeka na mnie w kuchni.

Nasz prezes bractwa, Topher, siedzi przy stole ze swoją dziewczyną na kolanach.

To nie z kuchenki dolatuje zapach bekonu, tylko z wielkiej torby z jedzeniem na wynos stojącej na środku stołu.

– Hej, Cash. – Bay się uśmiecha. – W torbie jest śniadanie, wzięłam też kawę. Częstuj się i siadaj z nami. Jesteś jednym z chłopaków, których przyszłam zobaczyć.

Nie trzeba mi dwa razy powtarzać. Wysuwam krzesło spod stołu, siadam i sięgam do torby po kanapkę z kiełbasą, bekonem i jajkiem oraz paczkę miniplacków ziemniaczanych.

– Ooo, skarbie! – protestuje Topher, wtulając twarz w jej szyję. – Ranisz mnie. Myślałem, że przyszłaś do mnie.

Zawsze lubiłem Bay, choć nie znam jej szczególnie dobrze. Oczywiście jest cholernie seksowna i to jej wygląd najpierw przykuł moją uwagę. Znamy się jednak głównie dlatego, że jej stowarzyszenie, Zeta Theta Beta, i nasze bractwo od zawsze działają w parze. Regularnie zapraszamy się na swoje imprezy.

Bay chichocze, kiedy Topher z nią flirtuje, a ja po raz kolejny zastanawiam się, czy wie, że mój kolega z drużyny i brat z Gammy regularnie skacze w bok.

Patrzę z odrobiną zazdrości, jak się całują, i zaczynam podejrzewać, że może mają otwarty związek. To by wyjaśniało, dlaczego zeszłej nocy Bay licytowała Lucę, Blaze’a i mnie, a do tego własnego chłopaka.

Tłumaczyłoby też ten niekończący się sznur hokejowych groupie, z którymi Topher sypia, ilekroć Bay nie ma w pobliżu.

Już mam ją zapytać o wczorajszą aukcję, ale piskliwy chichot odwraca uwagę nas wszystkich.

– Dzięki za wczoraj, Joanno. Odprowadzę cię do drzwi.

Blaze zatrzymuje się w drzwiach kuchni w spodniach dresowych i bez koszulki. Najwyraźniej to dziś nieoficjalny strój domowy – Topher ma na sobie dokładnie to samo. U boku Blaze’a stoi chuda ruda dziewczyna w skąpej sukience.

– Na pewno nie chcesz, żebym zrobiła ci śniadanie, misiaczku? – skomli udawanym dziecięcym głosikiem, który działa mi na nerwy jeszcze bardziej niż jej pisk, kiedy Blaze klepie ją po tyłku.

– Nie, dzięki. Mam dziś sporo na głowie. – Niemal wypycha ją w stronę drzwi wejściowych i znika nam z oczu. – Do zobaczenia. Tylko nie narozrabiaj za bardzo.

Słyszymy, jak zamykają się drzwi wejściowe, a chwilę później Blaze wraca bez hokejowej groupie.

– Kurwa, Blaze. – Topher się śmieje. – Ta laska ma najbardziej irytujący głos, jaki w życiu słyszałem. Jak z nią wytrzymałeś przez całą noc?

– Jej głos mi nie przeszkadzał, póki miała usta zapchane kutasem – odpowiada nasz drużynowy twardziel z szerokim uśmiechem, podchodząc do stołu. – Wybacz, Bay – mamrocze i pociera kark, gdy zauważa, że mamy dziś rano damskie towarzystwo.

– Żaden problem, Blaze. Nie dziwię się, że chciałeś ją uciszyć. Przyniosłam śniadanie. Może się dosiądziesz?

Blaze zajmuje miejsce obok mnie.

– Dzięki, Bay. Jesteś najlepsza.

To prawda. Od półtora roku Bay jest stałą bywalczynią domu Gammy.

Nie będę kłamał: większość z nas uwielbia przelotne numerki, a przez dom bez przerwy przewijają się dziewczyny.

To jednak przelotne znajomości. Mamy też niepisaną zasadę: hokejowym groupie ani dziewczynom polującym na sportowców nie pozwalamy zostawać na śniadanie.

Z Bay jest inaczej. To dziewczyna jednego z nas, a w Gammie cenimy i szanujemy partnerki braci, zwłaszcza jeśli, tak jak Bay, same należą do żeńskiego stowarzyszenia.

Ponieważ jest dziewczyną Tophera, reszta z nas traktuje ją trochę jak młodszą siostrę. Żaden brat z Gammy pod żadnym pozorem nie może do niej startować, nawet gdyby kiedyś rozstała się z Topherem.

Dlatego nie rozumiem, po co Bay licytowała wczoraj Blaze’a, Lucę i mnie. Nie mogłaby pójść z nami na te randki, chyba że Topher otwarcie by się na to zgodził.

Próbuję wymyślić, jak o to zapytać, żeby nie wyjść na kompletnego palanta, ale gdy wreszcie znajduję właściwe słowa, z miejsca, w którym przed chwilą stał Blaze, dobiegają kolejne dziewczęce śmiechy i chichoty.

– Z tobą miałam najlepszy seks w życiu! – woła z zachwytem jedna z dziewczyn.

– Ciągle mi mało twojego kutasa. Jest taki cholernie wielki! – mruczy inna dziewczyna.

Wyciągam szyję, żeby zobaczyć, nad kim tak się rozpływają. Bez skojarzeń. Ciekawość bierze górę, bo rozpoznaję głos tej, która właśnie pochwaliła rozmiar kutasa faceta, z którym spędziła noc. To jej jęki nie tak dawno wyrwały mnie ze snu.

– Zabierzesz nas na śniadanie? – znów marudzi ten sam głos.

Muszę przyznać, że jęki były znacznie mniej irytujące.

– Wybaczcie, dziewczyny, tym razem nie dam rady. – Widzę plecy Luki, gdy wysoką sylwetką zagradza wejście do kuchni. – Mam dziś urwanie głowy, inaczej z przyjemnością bym was zabrał. Zarezerwowałem wam jednak stolik w restauracji klubu jachtowego, a rachunek jest na mnie. Podają przepyszny brunch bez limitu, fantastico.

Przewracam oczami, słysząc tę jego gładką gadkę.

Luca jest moim całkowitym przeciwieństwem. Bogatszy od Midasa i tak pewny siebie, że kiedy poznałem go na początku zgrupowania, naprawdę chciałem go znienawidzić. Bardziej, niż chciałbym przyznać.

Szybko jednak zrozumiałem, że ta jego wytworna i pretensjonalna poza to tylko maska, która pozwala mu trzymać na dystans ludzi, których nie chce do siebie dopuścić.

Z początku wydaje się irytującym, nadętym dupkiem. Potem okazuje się, że Luca jest porządnym gościem. Na lodzie i poza nim.

Odprowadza obie dziewczyny do drzwi, po czym chwilę później wraca do kuchni.

– Uff – wzdycha, zdmuchując z czoła kosmyk włosów. – Myślałem, że bzykanie się z dwiema naraz to niezawodny sposób, żeby uniknąć lasek, które potem nie dają się odczepić, ale najwyraźniej wcześniej nie trafiłem na tę dwójkę. Teraz nie mogę nawet pójść na śniadanie do klubu jachtowego. Mają najlepszy bufet.

Musi być miło móc jadać śniadania w miejscu, gdzie sam burger kosztuje czterdzieści dolców.

Od razu robi mi się głupio, że mu zazdroszczę. To przecież nie wina Luki, że urodził się ze srebrną łyżeczką w ustach. Właściwie srebrna to za mało. W jego przypadku była platynowa i wysadzana diamentami.

– Jeśli jesteście głodni, to macie szczęście. – Bay się uśmiecha. – Przyniosłam wam śniadanie. Częstuj się, panie Ogromny.

Wszyscy śmiejemy się z docinka Bay, nawet Luca.

– Nie mam pojęcia, co ty, kurwa, zrobiłeś, żeby zasłużyć na tak idealną dziewczynę, Topher, ale skoro dzięki temu dostaję darmowe śniadanie, nie zamierzam wnikać.

Luca siada między mną a Bay i pochłania kanapkę, jakby od kilku dni nic nie jadł.

Przez chwilę jemy w milczeniu. Nie ma w tym nic niezręcznego.

Kończę pierwszy, odpycham krzesło i wstaję. Biorę pustą torbę po jedzeniu na wynos i zaczynam zbierać do niej wszystkie nasze śmieci.

Może i mieszkamy w domu bractwa, które opłaca sprzątaczkę, ale lubimy porządek. Poza kilkoma wyjątkami – jak Topher – każdy z nas sprząta po sobie, żeby dom wyglądał przyzwoicie między jej cotygodniowymi wizytami.

– Cash, spieszy ci się gdzieś?

Na pytanie Bay zamieram w miejscu.

– Niespecjalnie. Trening mamy dopiero w południe, ale chciałem dorzucić trochę rozciągania i zajrzeć do naszego fizjoterapeuty. Ostatnio czuję, że mięśnie są bardziej spięte, niż bym chciał. A co?

Wzrok Bay przenosi się ze mnie na Blaze’a, a potem na Lucę.

– Przyniosłam śniadanie, bo chciałam porozmawiać z wami trzema.

Siadam z powrotem i skupiam na Bay całą uwagę. Obaj koledzy z drużyny robią to samo. Luca odkłada telefon, a Blaze krzyżuje ręce na piersi.

– W czym możemy pomóc? – pyta Blaze.

Bay upija łyk kawy.

– Jak wiecie, wczoraj wylicytowałam randkę z każdym z was.

Blaze i ja kiwamy głowami, a Luca puszcza do niej oko.

– No tak, zdziwiłem się, że stary, dobry Topher pozwala ci grać na kilku frontach. Na początku nie byłem pewien, czy wypada mi iść na randkę z dziewczyną kolegi z drużyny, a zarazem brata z Gammy, ale skoro on się zgadza⁠—

– Zamknij się, kurwa, Książę. – Topher parska śmiechem i pokazuje mu środkowy palec, używając jego hokejowego przezwiska. – Nie ma mowy, żebyś poszedł na randkę z moją dziewczyną.

Skłamałbym, gdybym powiedział, że ani trochę mnie to nie rozczarowuje.

– Nie?

Bay kręci głową, a promień słońca pada na jej długie blond włosy, przez co wyglądają jak utkane ze złota.

– Nie. Kupiłam te randki, żeby podarować je komuś innemu.

Blaze stęka.

– To do bani. A mamy coś do powiedzenia w sprawie tego, komu je podarujesz? Co innego randka z tobą, bo jesteś seksowna, ale⁠—

– W tej kwestii zgadzam się z Blaze’em – wtrąca Luca.

Czuję dokładnie to samo, ale trzymam język za zębami, bo już przeczuwam, co Bay zaraz powie.

Może to bramkarski szósty zmysł. Działa jak na lodzie: zawsze wiem, skąd nadleci krążek.

– Ach tak? – Bay uśmiecha się zadziornie. – To ciekawe, bo nie przypominam sobie, żebyście mieli wczoraj prawo weta w kwestii tego, kto mógł licytować randki z wami.

Parskam śmiechem.

– Niechętnie to przyznaję, chłopaki, ale Bay ma rację. Każdy, kto dostał zaproszenie na wczorajszą aukcję, mógł wygrać licytację o randkę z dowolnym z nas.

– Lizus – prychają obaj, ale wiedzą, że mam rację.

– Dobra, skoro nie ty, to z kim właściwie idziemy na randki? – pytam, bo pierwszy wolny termin, jaki podałem, to właśnie dzisiejszy wieczór i pewnie dlatego Bay tu jest.

Odpowiedź mnie zaskakuje.

– Z moją siostrą bliźniaczką.

– Masz siostrę bliźniaczkę? – pytam, bo pierwsze słyszę. Gdyby po kampusie chodziła kopia Bay, na pewno bym zauważył. Ciągle organizujemy coś z Zetami, więc wiedziałbym, że w domu Zet są dwie seksowne blondynki.

– Lakyn jest moją siostrą bliźniaczką – wyjaśnia – i wyglądamy identycznie, ale obracamy się w innych kręgach. Nie chciała nawet ubiegać się o przyjęcie do Zeta Theta Beta, a do tego każda z nas ma inny styl. Rzadko wychodzi z domu. Do niedawna całymi dniami siedziała w pokoju i czekała, aż zadzwoni ten dupek, jej beznadziejny eks. Zdradził ją i rzucił, a ona jest od tamtej pory strasznie przybita. Właśnie dlatego kupiłam jej te randki. Chcę, żebyście zadbali, by dobrze się bawiła, pokazali jej, że istnieją faceci lepsi od jej byłego i że przez jakiś czas może po prostu korzystać z życia – bez zobowiązań.

Ostatnia uwaga trochę mnie uwiera. Czy Bay naprawdę uważa nas za imprezowiczów niezdolnych do zaangażowania? Jasne, imprezujemy i zawsze kręci się wokół nas mnóstwo hokejowych groupie oraz dziewczyn polujących na sportowców. Nie mamy też oporów, by korzystać z przywilejów gwiazd sportu, ale każdy z nas ma do zaoferowania coś więcej niż imprezy i przelotne numerki. Żeby grać w hokeja na naszym poziomie, trzeba wyjątkowego zaangażowania i dyscypliny. Gramy w pierwszej dywizji, a dostać się do Star Cove Knights – zwłaszcza do podstawowego składu – było niemal tak trudno jak zostać wybranym w drafcie.

Nie biorę jednak tych słów do siebie. Naprawdę doceniam, że chce pomóc siostrze. Doskonale to rozumiem, bo nie ma niczego, czego nie zrobiłbym dla dwojga młodszego rodzeństwa i mamy.

Właśnie dlatego tu jestem i dlatego dostanę się do NHL. Kiedy zostanę zawodowcem, zadbam o to, żeby mojej rodzinie niczego nie brakowało.

– Piszę się na to – mówię, zaciskając pięść na kuchennym stole. – Zaznaczyłem, że mam wolny ten weekend. Jak mogę się z nią skontaktować, żeby ustalić szczegóły?

Bay się uśmiecha.

– Spodziewa się, że odbierzesz ją dziś o siódmej. Zaraz wyślę ci jej adres. Wynajmuje mieszkanie tuż przy kampusie.

Cholera, Bay działa błyskawicznie. Wie, jak dopiąć swego. Właśnie dlatego jest świetną przewodniczącą Zet.

– Spoko. – Wstaję z krzesła. – Pójdę jeszcze zrobić trochę cardio i zajrzę do fizjoterapeuty przed treningiem. Dzięki za śniadanie, Bay.

Pytanie Luki zatrzymuje mnie, zanim zdążę odejść.

– To jak to właściwie ma wyglądać? Każdy z nas ma ją zabrać na randkę?

Bay chichocze.

– Właśnie o to chodzi. Chcę, żeby umawiała się z różnymi facetami, tak jak sam wcześniej powiedziałeś. Doskonale wiem, że kupiłam po jednej randce z każdym z was, więc nie oczekuję niczego więcej. Lakyn też nie. Dotąd spotykała się tylko ze swoim byłym, a ja chcę, żeby wreszcie trochę pożyła. To od was zależy, czy w ogóle będziecie chcieli się z nią jeszcze spotkać. Proszę tylko o jedno: cokolwiek się wydarzy, bądźcie z nią szczerzy.

Patrzymy po sobie.

– W porządku – jako pierwszy odzywa się Blaze. – Mogę dostać jej numer, żeby coś z nią ustalić?

Luca kiwa głową.

– Tak, mnie też się przyda. Niedługo treningi nabiorą tempa, a ja zawsze mam napięty grafik. Nadal nie mogę uwierzyć, że masz siostrę bliźniaczkę, a nigdy jej nie zauważyłem.

Bay wysyła każdemu z nas kontakt do siostry.

– Pracuje w bibliotece. Może ją tam widzieliście.

Luca w zamyśleniu pociera brodę.

– Nadal nie przypominam sobie, żebym widział w bibliotece kogoś podobnego do ciebie, chociaż odkąd tu jestem, często tam bywam.

– Serio? – Bay przekrzywia głowę. – Nie sądziłam, że z ciebie taki kujon. Zajęcia dopiero się zaczęły.

Luca śmieje się łobuzersko, ale spuszcza wzrok, wyraźnie speszony.

– Nie zawsze chodzę tam po to, żeby się uczyć.

Wszyscy wybuchamy śmiechem. Odkąd przyjechał na kampus, chwali się, że zaliczył w bibliotece kilka numerków. Twierdzi, że to niezawodny sposób, żeby dziewczyna po wszystkim nie próbowała zostać na dłużej.

Jego zasada jest prosta: do pokoju zabiera się co najmniej dwie laski naraz.

Zostawiam ich pogrążonych w dyskusji o etykiecie przelotnych numerków.

Wkładam słuchawki do uszu i truchtem wybiegam z domu bractwa. Zastanawiam się, co Bay miała na myśli, mówiąc, że tak bardzo różni się od swojej bliźniaczki.

SEKSOWNY RYTUAŁ PRZED RANDKĄ

Lakyn

Zajęcia oficjalnie zaczęły się parę tygodni temu, ale plan mam morderczy. Kiedy w sobotę wracam do mieszkania, jest już piąta po południu.

Miałam spotkanie organizacyjne z wykładowczynią literatury europejskiej.

Do tej pory zwlekałam z tym kursem, licząc, że uda mi się dostać na inne zajęcia u innego wykładowcy.

Literatura europejska uchodzi za jeden z najtrudniejszych przedmiotów na Star Cove College. A wszystko przez profesor Federicę Mass.

Dowód? Jako jedyna zwołała spotkanie przed rozpoczęciem kursu – i to w sobotnie popołudnie – żeby omówić sylabus i swoje wymagania. Inni wykładowcy robią to na pierwszych zajęciach w roku akademickim, ale profesor Mass upiera się, że materiału jest tyle, iż nie wolno zmarnować ani minuty, jeśli chcemy mieć choć cień szansy na zdanie egzaminów.

Dlatego jej kurs jako jedyny z literatury nie zapełnił się od razu – ludzie omijają ją jak zarazę.

Sprawdza nawet obecność, a jeśli w semestrze opuścisz więcej niż dwa spotkania, nie dopuści cię do egzaminów końcowych.

Wrzucam klucz do miseczki na stoliku przy drzwiach i z westchnieniem patrzę na swoje odbicie w wiszącym nad nim lustrze.

Wyglądam jak ktoś, kto nie spał od kilku dni.

Może dlatego, że naprawdę od kilku dni nie śpię. Odkąd Jon zerwał ze mną zaraz po moim powrocie na kampus z wakacji, niełatwo mi zasnąć.

Nocami przewracam się z boku na bok i myślę o tym, jak bardzo za nim tęsknię. Kiedy w końcu udaje mi się zamknąć oczy, dręczą mnie sny o nim.

Zawsze budzę się zlana potem i z jeszcze dotkliwszym poczuciem straty niż przed zaśnięciem.

Jestem przybita. Wykończona. Ostatnią rzeczą, na jaką mam ochotę, jest szykowanie się na randkę z facetem, którego w ogóle nie znam.

No dobrze, wiem, kim jest. Kto nie zna Casha Hanbury’ego? Bramkarz Star Cove Knights jest gwiazdą kampusu i, podobnie jak większość kolegów z drużyny, bogiem w oczach studentów.

Dopadł mnie kac zakupowy. Tyle że to nie ja kupiłam tę randkę – mnie samej taki pomysł nie przyszedłby do głowy, choćbym żyła milion lat.

Wiem, że Bay chciała dobrze, ale wolałabym, żeby nie próbowała pomagać.

Złamane serce to skomplikowana sprawa, a każdy dochodzi do siebie we własnym tempie.

Bay nie może mierzyć mnie swoją miarą. Chciałabym być jak ona i umieć otrząsnąć się po rozstaniu w tydzień – tak jak wtedy, gdy zerwała z licealnym chłopakiem, rozgrywającym naszej szkolnej drużyny futbolowej.

Wczoraj zgodziłam się na trzy randki, bo byłam wściekła. Kiedy dotarło do mnie, że Jon zdradzał mnie od miesięcy, a potem zadzwonił, żeby zwyzywać mnie za polubienie tamtego zdjęcia, zapragnęłam zemsty.

Tyle że nie jestem mściwa. A może po prostu nie jestem jeszcze gotowa, żeby ruszyć dalej.

Czy mogę się wymigać od dzisiejszej randki?

Wzdycham z rezygnacją.

Bay powiedziała, że Cash odbierze mnie stąd o siódmej, ale nie podała mi nawet jego numeru.

Czyli jestem ugotowana i nie mam jak się z tego wywinąć. Nigdy też nikogo bym nie wystawiła do wiatru, więc chyba jednak idę na molo z zupełnie obcym facetem.

– Hej, skarbie. – Tasha wychodzi z naszej maleńkiej kuchni. – Zabierasz się do szykowania na randkę?

Opowiedziałam jej rano o wszystkim i, ku mojemu zdziwieniu, wcale nie uznała pomysłu Bay za taki zły.

– Nie.

Przechyla głowę, pociągając za sznurek bluzy.

– No weź. Zaszalej trochę. Twój eks najwyraźniej nie próżnował i już spotyka się z inną. Chodź, poszukamy ci czegoś fajnego do ubrania.

Spuszczam wzrok na obszerną dżinsową spódnicę i znoszone tenisówki, po czym wygładzam zagniecenia na koszuli.

– Myślałam, że pójdę tak.

Usta Tashy układają się w małe, zdziwione „o”.

– Chyba żartujesz. Nie możesz iść na randkę ubrana jak moja babcia.

– Ej! – wołam, trochę urażona. – To jedna z moich ulubionych koszul. Jest cała w małe różyczki. Kwiatowe wzory świetnie pasują na randkę.

Prawda?

Zanim jeszcze odpowie, już wiem, że się mylę.

– Nie pójdziesz na randkę z takim ciachem w tej koszuli. Spódnica jest jeszcze gorsza. Jest za duża i zupełnie zakrywa ci tyłek. Chodź, poszukamy ci czegoś na dzisiaj – mówi, chwytając mnie za rękę i ciągnąc w głąb korytarza. – Na pewno masz coś lepszego. Jeśli nie, możesz pożyczyć coś z mojej szafy.

Idę za nią, powłócząc nogami.

– No weź, Tash. Cash Hanbury i tak nie zaprosi mnie na drugą randkę. Zresztą wcale bym tego nie chciała. Hokeiści podobają się Bay, nie mnie. Ja⁠—

Jakby samo wypowiedzenie jej imienia ją przywołało – chociaż imię Beetlejuice’a trzeba wypowiedzieć trzy razy – moja bliźniaczka wpada do mieszkania, a za nią Liv i Viv, dwie jej ulubione siostry z Zety.

– Cześć, Lakey-Lake – ćwierka, brzmiąc o wiele radośniej, niż bym sobie życzyła. – Gotowa, żeby się szykować na randkę?

Cofam się odruchowo i zatrzymuję dopiero, gdy wpadam plecami na Tashę.

– Bay, jak się tu dostałaś? Nie zamknęłam drzwi?

Moje pytanie brzmi ostrzej, niż zamierzałam, ale mówię poważnie. Jeszcze w zeszłym roku dzieliłyśmy z Tashą pokój w akademiku. Oszczędzałyśmy, żeby wynająć coś tylko dla siebie, i wprowadziłyśmy się do tego mieszkania parę tygodni temu. Zamierzałam dać Bay zapasowy klucz na wypadek nagłej potrzeby, ale jeszcze nie zdążyłam.

Moja bliźniaczka uśmiecha się jak wcielenie niewinności.

– Wczoraj, kiedy otwierałaś mi drzwi, a ja niosłam jedzenie, zauważyłam, że masz dwa identyczne klucze na kółku. Zabrałam jeden, gdy byłaś w łazience. I tak był dla mnie, prawda?

Przewracam oczami. Przysięgam na Boga, gdyby Bay nie była moją drugą połówką, powiedziałabym jej dokładnie, gdzie może sobie ten zapasowy klucz wsadzić.

– Klucz rzeczywiście był dla ciebie – przyznaję niechętnie. – Ale następnym razem miło by było, gdybyś zapytała, zamiast po prostu go kraść.

Kręci głową.

– Nie da się ukraść czegoś, co od początku było przeznaczone dla mnie. W każdym razie czas leci. Jestem tu, żeby pomóc ci przygotować się na randkę z Cashem. Dziewczyny – mówi, wskazując mój pokój – rozłóżcie wszystko.

Patrzę zdumiona, jak Liv i Viv wnoszą do mieszkania kilka toreb i parę pokrowców na ubrania.

– Co… co wy, kurwa, wyprawiacie? Miałam się zaraz szykować, a Tasha miała mi pomóc. Nie potrzebuję tu ani ciebie, ani tym bardziej twoich przybocznych. Bez urazy.

– Spoko – ćwierka któraś z nich, Liv albo Viv, stojąc w progu mojego pokoju.

Nie mam nic przeciwko siostrom Bay z Zety, ale nie są z mojej bajki – tak samo jak hokeiści nie są facetami, z którymi się umawiam.

Większość z nich za bardzo skupia się na tym, żeby mieć najmodniejszą torebkę sezonu i umawiać się z facetem, który akurat jest na topie, zwłaszcza jeśli jest sportowcem z Gammy.

Jestem tu po to, żeby się uczyć, zdobyć dyplom z bibliotekoznawstwa i dodatkowo studiować literaturę obcą, a nie chodzić na randki i imprezować. Z siostrami z Zety nie bardzo mi po drodze.

Rzecz w tym, że od nich mogę się trzymać z dala, ale od Bay nie potrafię – i wcale nie chcę.

Chyba że maszeruje w moją stronę, wyraźnie biorąc mnie na cel.

– Chodź ze mną, Lakyn. – Zaciska wypielęgnowane palce na moim przedramieniu, więc nie mam wyboru: idę za nią do swojego pokoju.

Bay wygląda na wyjątkowo zadowoloną z siebie, kiedy pokazuje mi wybór strojów i butów oraz tyle kosmetyków, że wystarczyłoby ich do umalowania całej obsady hollywoodzkiego filmu.

– Najpierw wybierzmy odpowiedni strój, a potem dopasujemy fryzurę i makijaż.

Kręcę głową, nim zdążę się nad tym zastanowić.

– Bay, serio, dzięki, ale podziękuję. Miałam się szykować z Tashą i⁠—

– Bzdura! – Bay uśmiecha się szeroko. – Rocznie zarabiam sześciocyfrową sumę na swoim kanale oraz blogach o fryzurach i makijażu. To tak, jakbyś miała w rodzinie pilota linii lotniczych, a mimo to uparła się płynąć statkiem.

Błagalnie spoglądam na współlokatorkę.

– Ale my z Tashą⁠—