Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
109 osób interesuje się tą książką
Pocałowałam mężczyznę w hokejowej masce i… spodobało mi się to.
Mój brat bliźniak przysięga, że mężczyzna spod maski to jeden z jego trzech najlepszych przyjaciół.
Ale nie chce zdradzić który.
Mówi tylko, że każdy z nich byłby dla mnie idealny.
Ma zasadę idealnego chłopaka. Zasadę trzech szóstek.
Metr osiemdziesiąt wzrostu.
Sześciocyfrowe konto.
Piętnaście centymetrów… tam, gdzie się liczy.
Ma rację.
Jego najlepsi przyjaciele to najpopularniejsi faceci na kampusie i wszyscy dają mi jasno do zrozumienia, że nie jestem tu mile widziana.
Tyle że nie mam dokąd pójść.
Moja przeszłość to jedno wielkie pobojowisko — zostawiłam byłego przed ołtarzem, uciekłam z internetowej sekty mojego ojca i wciąż uciekam przed swoimi „fanami” i… prześladowcą w hokejowej masce.
Właśnie gdy myślałam, że jestem wolna, moje życie staje się zagrożone.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 388
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Nie przegap kolejnych premier: w Klubie Romansu Cowper Publishing piszemy o nowych romansach po polsku — a na powitanie dostaniesz darmowy e-book.
cowperpublishing.pl/romans
Zasada trzech szóstek
Tom 1
Melissa Adams
Tytuł oryginału: Ice Me Out
Wydanie oryginalne: 2025, Melissa Adams, Wielka Brytania
Przekład: Ingolby International
© 2026 Cowper Publishing
Wydawca: Cowper Publishing, Stallschreiberstrasse 28, Berlin 10179
ISBN 978-3-69477-084-8
Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana ani rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie bez zgody wydawcy i autora.
Bex
Wszyscy na mnie patrzą.
Jeśli chciałam przemknąć niezauważona, chyba powinnam była po drodze gdzieś się zatrzymać i zamienić suknię ślubną na coś innego.
Gdy zamykają się za mną drzwi baru, wszyscy w środku odwracają głowy w moją stronę.
Gra muzyka, ale słyszę tylko ogłuszające łomotanie własnego serca.
Nawet się im nie dziwię. W tej absurdalnie bufiastej białej sukni wyglądam jak gigantyczna beza. Całe, kurwa, szczęście, że wystarczyło mi rozumu, żeby zerwać welon z tiary, kiedy wymknęłam się z kościoła i wsiadłam do taksówki, by pojechać z Bridgeport do Star Cove.
Bywalcy barów mają tę zaletę, że z każdym wypitym drinkiem coraz trudniej im się na czymś skupić.
Kiedy znów zajmują się swoimi szklankami i butelkami, znajomymi i rozmowami, oddycham z ulgą i próbuję ukoić zszargane nerwy.
Omiatam wzrokiem podłużną salę. Ani śladu Luke’a. Ślinka mi cieknie od zapachu smażonego jedzenia, który uderzył mnie już w progu, ale nie zwracam na to uwagi i podchodzę do długiego drewnianego kontuaru na drugim końcu sali.
Za kontuarem brunetka w rozpiętej flanelowej koszuli w różowo-niebieską kratę, narzuconej na biały top na ramiączkach, napełnia szklankę piwem z beczki.
– W czym mogę pomóc? – pyta z uśmiechem.
Parę osób czeka na obsługę, ale barmanka chyba nie potrafi oprzeć się ciekawości. Nikt z kolejki nie protestuje, więc odrobinę się rozluźniam.
– Yyy, szukam Luke’a Harpera – mówię, znów rozglądając się po barze.
Barmanka się uśmiecha.
– Widziałam go wcześniej. Jest na zewnątrz z kolegami z drużyny. Wyjdź tamtędy, powinni być na molo.
– Dziękuję. – Jestem tak wdzięczna, że mogłabym ją uściskać.
Tylne drzwi tego rozległego lokalu prowadzą prosto na najbardziej obleganą część mola w Star Cove.
Wydzielona linkami przestrzeń z wysokimi stolikami wyraźnie należy do baru, ale jego goście imprezują, gdzie popadnie.
Widzę rząd stoisk ciągnący się aż na koniec mola, nad którym góruje wysoki diabelski młyn.
Jezu, ale dziś tłumy. Nie będzie łatwo znaleźć Luke’a.
To, że w tym monstrum tak rzucam się w oczy, ma jednak swoje plusy.
Mój brat dostrzega mnie od razu.
– Hej, Bex. – Macha do mnie od stolika na samym końcu wydzielonej strefy. – Tutaj.
Biegnę do niego – a przynajmniej poruszam się najszybciej, jak to możliwe w tej olbrzymiej sukni. Nie widziałam Luke’a od ponad trzech lat. Dziwię się, że w ogóle odpowiedział na mojego SMS-a.
– Hej – mówię cicho, stając przy jego stoliku.
W pierwszym odruchu chcę mu się rzucić w ramiona, ale się powstrzymuję.
Luke przez dłuższą chwilę mierzy mnie spojrzeniem zielonych oczu. Na jego miejscu zignorowałabym tę wiadomość.
Ale Luke jest nie tylko bardziej towarzyski ode mnie. Z nas dwojga to on jest też tym mądrzejszym bliźniakiem.
– Chodź tu. – Rozkłada ramiona, a ja tym razem się nie powstrzymuję – wtulam się w niego.
Przygarnia mnie do szerokiej, umięśnionej piersi. Kiedy mocno mnie ściska, słyszę, że serce bije mu równie szybko jak moje.
– Myślałem, że już nigdy cię nie zobaczę, Bexie-Boo.
Powstrzymuję łzy, słysząc smutek w jego głosie. Tak bardzo tęskniłam za tym pieszczotliwym przezwiskiem z dzieciństwa. Nikt inny nigdy mnie tak nie nazywał. Po raz pierwszy od lat czuję się jak w domu.
Gdybym nie przejrzała na oczy po praniu mózgu, jakie zafundował mi nasz ojciec, nigdy więcej byśmy się nie zobaczyli.
Po długiej chwili Luke odsuwa mnie od siebie. Trzyma mnie za ramiona, żeby lepiej mi się przyjrzeć.
– Pięknie wyglądasz. Jak zawsze.
Przyciskam wierzch dłoni do nosa, próbując powstrzymać łzy zbierające mi się w oczach.
– Wyglądam jak siedem nieszczęść. Powinnam była po drodze gdzieś się zatrzymać i przebrać, ale chciałam po prostu jak najszybciej uciec z Bridgeport. Teraz wszyscy na mnie patrzą, a ja nie mogę tego znieść.
Jeśli Luke myśli, że zasługuję na całe zło, które mnie spotkało, nawet mu się nie dziwię. Kiedy wspominam, co robiłam przez ostatnie kilka lat, nawet mnie samej trudno to pojąć.
O mało nie popełniłam największego błędu w życiu. Uciekłam dosłownie tak, jak stałam.
Tyle że kiedy wyrywasz się z koszmaru, zostają po nim ostre odłamki.
W tej chwili czuję je wszędzie wokół i nie wiem, czy zdołam się nie pokaleczyć, próbując przebrnąć przez ruiny własnego życia.
– No tak – mruczy Luke, pocierając brodę i mierząc mnie wzrokiem od stóp do głów. – Nie powiem, żebym wybrał akurat tę suknię, siostra. Poza tym pewnie ciężko się w niej chodzi.
– Ciężko – wzdycham z rezygnacją.
Luke jeszcze przez chwilę mi się przygląda, po czym kiwa głową i chwyta mnie za rękę.
– Bez obaw. Na szczęście twój brat bliźniak studiuje projektowanie mody i chyba da się coś z tym zrobić. Chodź za mną.
Ciągnie mnie za rękę z powrotem tam, skąd właśnie przyszłam.
– Talia, skarbie – zagaduje śliczną barmankę. – Możemy z Bex skorzystać na chwilę z waszego pokoju socjalnego?
Kobieta patrzy na mnie z jeszcze większą ciekawością niż poprzednio.
– Jasne, złotko. Wiesz, gdzie jest. – Unosi fragment blatu, żeby nas wpuścić za bar.
Luke prowadzi mnie za kontuar, a potem przez drzwi w głębi baru.
Trafiamy do wąskiego, ciemnego korytarza z kilkorgiem drzwi po obu stronach.
Brat otwiera te z tabliczką „Pokój socjalny”.
– Tutaj.
Zapala światło, jakby dobrze znał to miejsce. Potem podchodzi do starych szafek kuchennych stojących pod jedną ze ścian i wysuwa szufladę.
– Idealnie. Na pokaz mody się nie nada, ale przynajmniej będzie ci łatwiej chodzić.
Staje przy mnie z nożyczkami w dłoni.
Nie zdążam nawet zapytać, co robi, gdy chłodne powietrze owiewa mi nogi, a gruba satyna i koronka mojej sukni ślubnej opadają wokół mnie na wykładzinę.
Biała suknia sięga teraz do połowy uda. Luke wyciął też wszystkie warstwy tiulu pod spodem, dzięki czemu materiał opada swobodnie i już się tak nie puszy. Góra z wiązaniem na karku i zwiewna, krótka spódnica z jedwabiu i koronki sprawiają, że suknia wygląda niemal tak, jakby od początku miała ten fason. O ślubie przypominają już tylko kolor i misterne zdobienia z kryształków i pereł na górnej części sukni.
– Powinni mieć zestaw do szycia, jeśli chcesz, żebym ci podłożył dół – mówi, podziwiając swoje dzieło.
Kręcę głową.
– Nie, dziękuję.
Tak naprawdę nie mogę się doczekać, aż zdejmę tę suknię, ale z tym muszę poczekać do…
Ta myśl uderza we mnie tak mocno, że aż odbiera mi dech. Nie mam dokąd pójść. Wychodząc z pokoju dla panny młodej w kościele, w którym lada chwila miał się odbyć mój ślub, spaliłam wszystkie mosty łączące mnie z dawnym życiem. Wszystko, czym byłam, wszystko, co posiadałam, wiązało się z nim i z Pure Shine.
Odchodząc, zostawiłam za sobą absolutnie wszystko. Dopiero teraz czuję cały ciężar tej decyzji. Aż mnie przygniata.
– Luke, ja—
Luke po raz drugi tego wieczoru bierze mnie w ramiona, a ja pozwalam, by jego ciepło przeniknęło mnie na wskroś. Nie zasługuję na nic z tego. Nie zasługuję na niego.
– Ciii – uspokaja mnie, całując w czubek głowy.
Może i jesteśmy bliźniakami, ale Luke ma ponad metr osiemdziesiąt, a ja ledwie metr sześćdziesiąt.
Stoimy tak przez dłuższą chwilę i jest mi dobrze. Czuję się bezpiecznie. Jestem w domu.
Wiem jednak, że muszę wiele wyjaśnić i wiele naprawić. Nie wiem nawet, czy kiedykolwiek da się wypełnić pustkę, która z mojej winy zajęła miejsce dawnej bliskości z Luke’em. Nie mogłabym go winić, gdyby nie potrafił mi wybaczyć.
– Nie wiem, dokąd pójść – szepczę. – Zrozumiem, jeśli nie chcesz—
– Zostaniesz u mnie – przerywa mi.
Uświadamiam sobie, że nawet nie wiem, jak mieszka.
– Naprawdę? Mieszkasz sam?
Kręci głową.
– Mam trzech współlokatorów. Chłopaków z drużyny. W zeszłym roku mieszkaliśmy w domu bractwa Gamma, ale paru naszych absolwentów wybudowało nowe domy akademickie dla sportowców z uczelni. W bractwie było fajnie, tylko strasznie tłoczno. Jako studentom ostatniego roku przysługiwałyby nam tam teraz własne pokoje, ale łatwiej dogadać się z trzema współlokatorami niż użerać z dwudziestoma czy trzydziestoma innymi facetami.
No tak, to logiczne.
– Luke, skoro to akademik, nie chcę, żebyś miał przeze mnie kłopoty.
Zakłada mi kosmyk włosów za ucho.
– To akademiki z osobnymi mieszkaniami. Salon i kuchnię mamy wspólne, ale każdy ma własny pokój z łazienką. Mamy nawet mały taras. Jeśli nie urządzisz jakiejś grubej imprezy i dasz nam w nocy spać, chłopaki nie będą mieli nic przeciwko.
Chciałabym być tego równie pewna. Przywykłam do mieszkania z innymi, ale tutaj mowa o trzech obcych facetach. Czterech, jeśli liczyć Luke’a. Ostatnio widzieliśmy się tuż przed osiemnastymi urodzinami. Nie mam pojęcia, kim jest teraz ani jakim mężczyzną stał się przez te trzy lata studiów.
– Nie zostanę długo – mówię. – Tylko dopóki nie wymyślę, co dalej.
Długo mi się przygląda. Jego zielone oczy, identyczne jak moje, przewiercają mnie na wylot, jakby próbował zajrzeć w głąb mojej duszy.
– Możesz zostać, ile potrzebujesz, siostra. Współlokatorami ja się zajmę. Muszę tylko wiedzieć dwie rzeczy.
Niepokój ściska mnie za gardło. Przełykam ślinę. Wiem, że czeka mnie mnóstwo wyjaśnień. Że będę musiała przyznać się do wielu rzeczy, które zrobiłam.
– Pytaj.
Luke kładzie mi dłoń na ramieniu. Ściska je z zaskakującą delikatnością jak na kogoś o tak wielkich, silnych dłoniach.
– Cokolwiek to było, to już koniec? – pyta, wskazując moją suknię ślubną. – Czy wrócisz do tego, za kogo miałaś wyjść?
Zamykam oczy, tłumiąc dreszcz na myśl o moim narzeczonym – chyba już byłym – Kurcie.
– To koniec.
Dzięki Bogu i wszystkim świętym, że wybrałam suknię z wiązaniem na karku i zabudowanym dekoltem, a nie tę z dekoltem w serce, który odsłoniłby siniaki na szyi.
Luke kiwa głową.
– Dobra. A druga sprawa… Powiem wprost. Mam chłopaka. Jesteśmy razem już prawie rok. Bardzo chciałbym, żebyś poznała Shane’a, o ile nie masz z tym problemu.
Z tym, czyli z jego orientacją.
Spuszczam głowę ze wstydu.
– Nie, Luke. Nie mam problemu z tym, kogo kochasz. Ani z tym, kim jesteś. Wiem, że powinnam była stanąć po twojej stronie, kiedy Byron wyrzucił cię z domu. Nic nie usprawiedliwia tego, że zostałam, ani tego, jak zachowywałam się przez ostatnie trzy lata. Nawet nie wiem, dlaczego mi pomagasz. Zrozumiałabym, gdybyś nie chciał mieć ze mną nic wspólnego.
– Nigdy, Bexie-Boo.
Znów przyciąga mnie do siebie, tym razem tylko na moment.
– Słuchaj, mamy o czym rozmawiać. Mnóstwo rzeczy do poukładania. Jutro. Na razie wiedz, że rozumiem. Mieliśmy dopiero po siedemnaście lat. Gdybyś próbowała odejść razem ze mną, ruszyłby za tobą.
Luke ma rację, ale to nie usprawiedliwia mojego zachowania ani żadnej z decyzji, które podjęłam po tym, jak Byron – tata – się go wyrzekł.
– Wiem, ale—
– Jutro. – Ton Luke’a nie dopuszcza sprzeciwu. – Tak się składa, że trafiłaś na festyn w Star Cove. To już ostatni weekend w tym roku, kiedy się odbywa. Całe molo jest otwarte. Są gry, nagradzane smażone pikle i szoty. Mnóstwo szotów. Trzy dni temu skończyliśmy dwadzieścia jeden lat, więc dziś imprezujemy. Jutro rano nawet nie mam treningu, więc jebać kaca. Chodź, na ten wieczór zapominamy o ostatnich trzech latach, a o reszcie pogadamy jutro.
I po prostu pozwalam bratu bliźniakowi poprowadzić się z powrotem na molo.
Wracamy do jego stolika, przy którym siedzą teraz dwaj wysocy faceci. Przed nimi stoją ogromne kufle piwa.
– Hej, skarbie. – Luke całuje w usta chłopaka o kruczoczarnych włosach i ciemnobrązowych oczach. – To moja siostra bliźniaczka, Rebecca. Wszyscy mówią na nią Bex. Bex, to mój chłopak, Shane.
Przez moment nie wiadomo, co dalej.
Shane i Luke wymieniają spojrzenia, toczą całą rozmowę bez słów. Cokolwiek sobie w ten sposób przekazują, już po paru sekundach najwyraźniej dochodzą do zgody i Shane uśmiecha się promiennie.
– Bex, tak się cieszę, że cię poznaję. Dużo o tobie słyszałem.
Wyciąga rękę na powitanie, ale kiedy podaję mu swoją, przyciąga mnie do siebie i przytula.
Wątpię, żeby słyszał o mnie cokolwiek dobrego, ale jestem wdzięczna za tak serdeczne przyjęcie.
– Shane gra na prawym skrzydle w naszej drugiej formacji – mówi Luke. – A to mój współlokator, Connor. Gra w obronie.
Napotykam spojrzenie jego szmaragdowozielonych oczu. Wystarczy, że Connor kiwa mi głową na powitanie, a już czuję, jak płoną mi policzki.
Uśmiecha się ciepło i zachęcająco, przez co jest jeszcze przystojniejszy.
– Hej, Bex.
Jestem rozczarowana. Nie przytula mnie, nie podaje ręki, nawet nie przybija żółwika.
Jestem bardzo zmysłowa i nagle mam wrażenie, że moje ciało wręcz umiera z głodu dotyku, którego odmawiano mi przez ostatnie trzy lata. Zwłaszcza dotyku kogoś tak cholernie seksownego.
– Hej, Connor. – Też kiwam mu głową.
– Gdzie reszta? – pyta Luke.
Connor wzrusza ramionami.
– Chuj wie. Jamie zniknął z dwiema laskami. Keene chyba poszedł do domu. Dziwię się, że w ogóle z nami wyszedł.
Connor
Jeśli Keene wrócił do domu, to, kurwa, zazdroszczę mu. Powinienem był wziąć z niego przykład i też się pożegnać.
Tylko głupio mi było, bo wyszliśmy świętować urodziny z opóźnieniem. We wtorek Luke skończył dwadzieścia jeden lat, ale mieliśmy zajęcia jedne po drugich i dwa treningi, bo dzisiaj graliśmy pierwszy mecz w tym sezonie. Niby tylko sparing, ale trener Harrison to zamordysta. A po zeszłorocznej katastrofie, kiedy nawet nie zakwalifikowaliśmy się do play-offów, w tym roku nie zamierza niczego zostawiać przypadkowi. Będzie nas cisnął jak zawsze.
Pomysł, żeby wyskoczyć na miasto i trochę się rozerwać, wcale nie był zły, a kiedy Shane nas zaprosił, nie miałem serca odmówić.
Prawda jest taka, że aż do ostatniej wiosennej przerwy w zajęciach życie było zajebiste i cieszyłbym się na każdą okazję, żeby wyjść z chłopakami z drużyny i poimprezować.
A potem dziewczyna, z którą byłem od ponad roku, ze mną zerwała. Kompletnie mnie tym zaskoczyła. Kiedy kilku kumpli z drużyny zaczęło gadać, że takie zerwania mogą oznaczać tylko jedno, nie chciałem tego słuchać.
Ale faktycznie, Fiona pieprzyła się z jednym z asystentów prowadzących jej ćwiczenia.
Może powinienem był się domyślić. Te wszystkie późne wieczory w laboratorium i dodatkowe spotkania na wspólne zakuwanie powinny dać mi do myślenia. Ale jej ufałem.
Jaki sens ma związek, jeśli nie ufasz drugiej osobie?
Właśnie dlatego już nigdy nie zamierzam się z nikim wiązać. Przelotny seks? Jasne. Ale kiedy prezerwatywa ląduje w koszu, dla mnie na tym koniec. Finito.
Dziś wieczorem Shane zagrał na moim poczuciu winy i w końcu dałem się namówić na świętowanie urodzin Luke’a. Tłumaczyłem mu, że na festyn zleciało się całe miasto, a ja nie chcę wpaść na byłą i jej nowego faceta.
Jamie też namówił mnie na wyjście, obiecując, że będziemy sobie nawzajem pomagać w podrywie. Świetnie na tym wyszliśmy. A przynajmniej on. Zniknął z dwiema miejscowymi dziewczynami i nie widziałem go od blisko godziny.
Oczywiście ledwie Jamie i reszta chłopaków z drużyny się ulotnili, dostrzegłem ją.
Fiona, odstawiona jak na galę, trzyma pod ramię tego samego faceta, z którym mnie zdradzała. Ten chuj powinien był wylecieć z roboty. Ale jako magistrant albo doktorant formalnie nie należał do kadry akademickiej, więc wszystko uszło mu na sucho. Na związki ze studentkami patrzy się krzywo, ale kiedy ich romans wyszedł na jaw, Fiona i tak nie chodziła już na jego zajęcia.
Teraz siedzi w barze ze swoim nowym facetem i kilkoma koleżankami ze stowarzyszenia. A właściwie siedziała.
Bo ledwie zerkam na drzwi, którymi przed chwilą wyszli Luke i jego siostra, a moja była już paraduje na zewnątrz, ciągnąc za sobą nowego kochasia.
Całe szczęście, że spytałem Talię, czy mogę kupić od razu całą butelkę, zamiast zamawiać po jednym kieliszku.
– Napijmy się – proponuję, kiedy jej nowy facet przyciąga ją do siebie i całuje, a potem ruszają dalej wzdłuż mola. – Za urodziny Luke’a i nową znajomą.
– Bex też miała urodziny. Jesteśmy bliźniakami.
Daję znak jednej z kelnerek, która po chwili wraca z kilkoma kieliszkami.
Jak najlepiej zapomnieć o byłej, która cię zdradziła? Pijąc tequilę, oczywiście. A jeśli nie pijesz sam, przynajmniej nie wyglądasz na kompletnego przegrywa.
Każdemu nalewam podwójną porcję.
– Sto lat! – rzucamy wszyscy i wychylamy kieliszki.
Z tą różnicą, że pozostali zlizują z dłoni sól i sięgają po kawałek limonki. Ja po prostu wychylam kieliszek palącego alkoholu, od razu nalewam sobie drugi i też wypijam duszkiem.
Odzywa się tylko nowa.
– Aż tak źle? – pyta cicho Bex.
– Nawet nie masz pojęcia – prycham, nalewając sobie następną porcję. Przechylam butelkę w stronę jej pustego kieliszka, proponując dolewkę.
– A co mi tam – wzdycha. – Lej.
Stukamy się kieliszkami i tym razem idzie za moim przykładem, odpuszczając sól i limonkę.
– Cholera. – Wzdryga się. – Pali w gardle.
Dziś już nie mam ochoty na przygodny seks. A nawet gdybym miał, siostra kolegi z drużyny byłaby ostatnią dziewczyną w mieście, z którą powinienem się przespać. Chociaż jest ładna.
Nie, poprawka. Jest cholernie seksowna.
Jej długie blond włosy wydają się tak miękkie, że aż świerzbią mnie palce, żeby ich dotknąć. Ma intensywnie zielone oczy, seksowne cycki i nogi, które mimowolnie wyobrażam sobie oplecione wokół moich bioder, kiedy ostro ją posuwam.
I tyle by było z trzymania się z daleka od siostry kumpla z drużyny. Dobrze, kurwa, że Luke nie słyszy moich myśli.
– Jeszcze jednego? – proponuję, bo czemu, kurwa, nie? Jeśli wystarczająco się zaleję, kutas odmówi współpracy i nie będzie mnie kusiło, żeby złamać wszystkie zasady kumplowskiej lojalności, próbując przelecieć siostrę współlokatora.
Zwykle nie znoszę, kiedy ktoś odpowiada pytaniem na pytanie.
– Co próbujemy utopić w tej butelce tequili? A może raczej powinnam spytać: kogo?
Skoro ona może, to ja też, więc odbijam piłeczkę.
– Aż tak to po mnie widać?
Bex wzrusza ramionami.
– Jedno złamane serce rozpozna drugie.
Przyglądam się jej uważniej i nagle mnie olśniewa.
– Kurwa. To suknia ślubna?
Śmieje się.
Z jakiegoś powodu na dźwięk tego śmiechu kutas od razu daje o sobie znać.
– Była, zanim Luke mi ją przerobił. Uwierz, zwykle się tak nie ubieram. Zresztą jaka psycholka zakłada tiarę na zwykłe piątkowe wyjście?
Coś w jej głosie podpowiada mi, że za tymi żartami kryje się prawdziwy ból.
– Czyli byłaś na własnym ślubie i… co? Wyszłaś?
Uśmiech znika jej z twarzy.
– Nie wyszłam. Raczej wymknęłam się z kościoła, wskoczyłam do taksówki i uciekłam, ratując własną skórę.
Nie mieści mi się to w głowie. Czy wszystkie kobiety są kapryśne, nieobliczalne i nie zasługują na choćby odrobinę zaufania? Keene na pewno odpowiedziałby, że tak, ale Bex zrobiła na mnie dobre pierwsze wrażenie.
– Tak po prostu zostawiłaś faceta przed ołtarzem?
Twarz Bex tężeje.
– Zrobiłam to, co musiałam, żeby być bezpieczna. Zresztą i tak się nie kochaliśmy. To długa historia, ale uwierz mi, nie złamałam mu serca ani nic z tych rzeczy. On po prostu—
Odciąga materiał sukienki przy szyi, jakby koronka była zbyt ciasna i nie pozwalała jej oddychać. Robi to odruchowo, ale chyba coś dostrzegam.
Fioletowy siniak na kremowej skórze jej szyi.
Dopiero ją poznałem, ale tego widoku już nie wymażę z pamięci.
– Bex, czy ty—
– Co jest, kurwa, stary? – Jamie wybiera właśnie tę chwilę, żeby wrócić. Jest sam, bez dwóch dziewczyn, które wcześniej podrywał. – Wystarczy cię zostawić na dwadzieścia minut, a ty już, kurwa, szykujesz się do ślubu?
Oczywiście tylko się ze mnie nabija. Gdziekolwiek się pojawi, Jamie przyciąga wzrok każdej kobiety. Bex nie jest wyjątkiem.
Siostra Luke’a wpatruje się w Jamiego Harta, jakby zabłądziła na pustyni, a on był wielką szklanką lodowatej wody.
Bex
Connor jest obłędnie seksowny.
Więc kiedy przy butelce taniej tequili jestem o włos od wyśpiewania mu historii swojego życia, zupełnie nie spodziewam się zobaczyć drugiego równie obłędnie seksownego faceta na tej planecie.
Nowo przybyły jest równie wysoki i postawny jak Connor. Ma złociste blond włosy i oczy tak intensywnie niebieskie, że takich jeszcze nigdy nie widziałam.
Podchodzi do naszego stolika swobodnym krokiem, a pewny siebie uśmiech zdradza, że doskonale wie, jak dobrze wygląda. Mało tego: sprawia wrażenie, jakby oczekiwał, że wszyscy na molo obejrzą się za nim.
Mój ojciec stanąłby na głowie, żeby ściągnąć go do Pure Shine.
Connor właśnie pytał mnie, dlaczego mam na sobie suknię ślubną.
Kiedy odciągam od skóry drapiącą koronkę, Connor zerka na moją szyję. Coś zmienia się w jego spojrzeniu – chyba widzę w nim niepokój.
– Bex, czy ty— – zaczyna.
– Co jest, kurwa, stary? – przerywa mu nowy zaczepnym tonem. – Wystarczy cię zostawić na dwadzieścia minut, a ty już, kurwa, szykujesz się do ślubu?
Zarzuca Connorowi ramię na kark i przyciąga go do siebie, przytrzymując mu głowę pod pachą.
Nie ma w tym agresji. Od razu widać, że są kumplami, a nowy tylko się z nim droczy.
– Oczywiście, że nie. – Connorowi udaje się wyrwać z uścisku kolegi.
– To dobrze. – Nowy się śmieje. – Brać ślub w wieku dwudziestu jeden lat? To już trzeba mieć, kurwa, nierówno pod sufitem.
No tak, trudno się z tym nie zgodzić.
– Skoro więc nie jesteś oblubienicą Connora, to skąd ten strój? – dalej sobie żartuje. – Czekaj, nie mów. Na Halloween za wcześnie, więc albo jesteś modelką od sukien ślubnych, albo striptizerką i wzięłaś nas za ekipę z wieczoru kawalerskiego. To jak?
Otwieram usta, nie bardzo wiedząc, co odpowiedzieć, ale Luke zjawia się z odsieczą.
– Ej, Hart. – Klepie go po plecach. – Przestań dobierać się mojej siostrze do majtek. Już. Bex, nie wierz ani jednemu słowu tego gościa. Cokolwiek Jamie mówi albo robi, ma w tym jeden cel.
Pytanie wyrywa mi się, zanim zdążę ugryźć się w język.
– A jaki?
Mój brat przewraca oczami, patrząc na Jamiego. Mówi rozbawionym tonem, ale jego oczy się nie śmieją.
– Dobrać się do majtek każdej kobiety na kampusie, a może i w mieście.
Jamie wcale nie wygląda na speszonego tym, jak przedstawia go mój brat.
– E tam. – Śmieje się pod nosem. – Nie każdej. Ale pochlebia mi, że tak we mnie wierzysz, kapitanie.
Luke kręci głową.
– Mnie jakoś nie przekonałeś. Chcesz mi powiedzieć, że zniknąłeś z tymi dwiema dziewczynami na pół godziny i rozmawialiście o twoich hokejowych statystykach?
Jamie uśmiecha się jeszcze szerzej.
– Dokładnie to chcę ci powiedzieć. Nie zdradzam łóżkowych sekretów.
– Jasne. – Spojrzenie Luke’a twardnieje. – Nie obchodzi mnie, gdzie wsadzasz kutasa, Hart. Byle nie w moją siostrę bliźniaczkę.
– Przyjąłem. – Jamie puszcza oko.
Już mam powiedzieć bratu, że sama potrafię zdecydować, komu pozwolę dobrać mi się do majtek – choć moje dotychczasowe wybory dowodzą czegoś wręcz przeciwnego – ale akurat wtedy z baru wraca Shane.
– Dobra, chłopaki i Bex. – Uśmiecha się do mnie. – Rozliczyłem się z Talią. To co, przejdziemy się po stoiskach z grami i żarciem? Obiecałem Luke’owi lany chrust. Connor, zabierz tę tequilę. Nie bądź sknera, podziel się z drużyną.
– Jasne, stary. Ale to nie ty miałeś nas dzisiaj odwieźć? – pyta Connor.
– Miałem, ale co tam. Jutro nie mamy treningu, więc mogę wrócić po samochód. Do domu możemy pojechać Uberem.
Odchodzimy od stolika przed barem. Luke i Shane idą po obu moich stronach, a Connor z Jamiem tuż za nami. Przez następną godzinę włóczymy się po molo w Star Cove.
Jest tak normalnie, że wydaje mi się to wręcz nierealne. Tak mogłoby wyglądać moje życie, gdybym zdecydowała się odejść z Luke’em, zamiast zostać z ojcem.
Może jeszcze nie jest za późno. Może nadal mogę tak żyć, jeśli Luke mi wybaczy.
Odsuwam od siebie tę myśl i biorę papierowy talerzyk z obłędnie pysznym lanym chrustem. Nigdy w życiu nie jadłam lepszego.
Dziś wieczorem nie chcę myśleć o przyszłości. Mam całe życie, żeby się nią martwić.
Dziś wieczorem chcę żyć tu i teraz. Chcę być zwyczajną dwudziestojednolatką, która nie ma żadnych zmartwień. Chcę świętować urodziny z bratem bliźniakiem i nie myśleć ani o przeszłości, ani o przyszłości.
Bex
Skoro już mowa o przyszłości, powinnam wiedzieć, że unikanie myśli o niej wymaga wysiłku.
Właśnie zajadam się pysznościami, chłonę atmosferę i słucham muzyki płynącej z głośników rozstawionych na całej długości mola, kiedy Luke i Shane dostrzegają namiot wróżki.
– O, ale super! – piszczy mój brat. – Madame Svetlana wróciła.
– Kto to jest Madame Svetlana?
Luke zniża głos i mówi konspiracyjnym tonem.
– Najlepsza, kurwa, wróżka na świecie. Wszystko, co mówi, się sprawdza. Tak się cieszę, że wróciła. Przez jakiś czas zamiast niej stała tu strasznie badziewna kopia Ust Prawdy, która przepowiadała przyszłość. Wiesz, ta potworna kamienna twarz w Rzymie, co odgryza rękę każdemu, kto włoży ją do środka i skłamie?
Widziałam ten zabytek w filmie dokumentalnym o Włoszech.
– Chyba kojarzę. Ale nieważne, czy to Usta Prawdy, czy wróżka – wątpię, żeby ktokolwiek potrafił przewidzieć przyszłość.
Luke wytrzeszcza oczy.
– Bex, jak śmiesz! Masz szczęście, że Madame Svetlana jest dziś zajęta i cię nie słyszała – mówi, wskazując ludzi stojących w kolejce przed ciemnofioletowym namiotem. – Jak Boga kocham, ta kobieta naprawdę ma dar. Wszystko, co przepowie, się spełnia.
– Skoro tak twierdzisz… – Powstrzymuję się od przewrócenia oczami.
Shane staje w obronie mojego brata.
– Luke ma rację, Bex. Przepowiedziała, że się w sobie zakochamy.
Nie przekonuje mnie to.
– Nie chcę obrażać waszej wróżki, ale założę się, że zobaczyła was na randce, a chemii między wami po prostu nie da się przeoczyć.
Luke spogląda na swojego chłopaka i jego wzrok od razu łagodnieje.
– Wręcz przeciwnie, siostra. Na początku nie mogliśmy ze Shane’em na siebie patrzeć.
– Serio? – pytam, wciąż sceptyczna.
– Przysięgam, nie znosiłem go – przyznaje Shane. – To właściwie nie była jego wina, ale jesteśmy jedynymi gejami w drużynie hokejowej. A przynajmniej jedynymi, którzy się ujawnili. I już od pierwszego treningu koledzy próbowali nas zeswatać. No jak tak można?
Rozumiem, o co mu chodzi.
– Właśnie – przytakuje mój brat. – Co oni sobie w ogóle wyobrażali? Przecież na kampusie i w mieście są też inni geje. Postanowiłem, że nic z tego nie będzie, tylko po to, żeby udowodnić im, że się mylą.
Shane parska śmiechem.
– Ja też. Ale w zeszłym roku, kiedy nie weszliśmy do fazy play-off, przyjechaliśmy tu z resztą drużyny.
Luke kiwa głową.
– Tak. I kilku z nas wylądowało w namiocie Madame Svetlany. Chcieliśmy wiedzieć, jak pójdzie nam w tegorocznych mistrzostwach.
Tak się wkręcili w tę opowieść, że nie mam serca psuć im zabawy.
– I co powiedziała? Dostaniecie się w tym roku do Frozen Four?
Shane wzrusza ramionami.
– Svetlana nie potrafiła nam nic powiedzieć o sezonie hokejowym. Za to stwierdziła, że dwaj mężczyźni w jej namiocie są sobie przeznaczeni.
Ha. Wiedziałam, że to jakaś ogólnikowa przepowiednia, którą uznali za znak, kiedy coś się między nimi zmieniło.
– Jasne, a skoro tylko wy dwaj nie lecicie na dziewczyny…
– Nie – przerywa mi Luke. – Powiedziała, że ich imiona zaczynają się na L i S. A potem dodała, że za sprawą koła nienawiść zmieni się w miłość.
Zjadam ostatni kawałek lanego chrustu i wyrzucam papierowy talerzyk do kosza stojącego tuż za mną.
– Koła?
Shane podejmuje opowieść.
– Tak, na początku tylko się z tego śmialiśmy. Prawie się wtedy do siebie nie odzywaliśmy. Ale jakiś tydzień później wracałem do domu bractwa Gamma w strugach deszczu. Siedziałem do późna w bibliotece, zakuwałem. Kilka przecznic przed domami bractw zauważyłem kogoś, komu zepsuł się samochód.
– To byłem ja! – Luke promienieje. – Shane zatrzymał się, żeby pomóc mi zmienić koło, ale żaden z nas nie miał lewarka. Musiałem więc wezwać pomoc drogową, a on zaprosił mnie do swojego samochodu, żebym nie czekał na deszczu. Zaczęliśmy rozmawiać, tak naprawdę rozmawiać. Po raz pierwszy, choć graliśmy już wtedy w jednej drużynie od prawie trzech lat.
Shane bierze swojego chłopaka za rękę i czule ją ściska.
– Zanim przyjechała pomoc, już świetnie nam się gadało. Głupio mi było, że wcześniej nawet nie próbowałem poznać Luke’a, bo chciałem tylko udowodnić chłopakom z drużyny, że się mylą. Więc zaprosiłem go na piwo do domu Gammy.
– A reszta, jak to mówią, to już historia. – Mój brat obejmuje Shane’a ramieniem i przyciąga do siebie.
Nie wiem, jakiej reakcji się po mnie spodziewają, ale wcale mnie nie przekonali.
– Dobra. Zgadła jedną rzecz. Też mi coś. Przypadki się zdarzają.
Shane i Luke upierają się, że to coś więcej niż przypadek.
– Skąd mogła znać nasze inicjały? I skąd wiedziała, że w jej namiocie siedzi dwóch gejów?
Tu muszę przyznać im trochę racji. Jedyne, co mogłoby choć trochę zdradzać orientację Shane’a i Luke’a, to ich świetne ciuchy i nienaganny wygląd. Poza tym mówią, ubierają się i zachowują jak wszyscy heteroseksualni faceci, których znam. Właściwie ich wzrost, umięśnione sylwetki i sport, który uprawiają, sugerowałyby raczej coś przeciwnego.
Ale nadal nie jestem przekonana.
– Może ktoś jej coś powiedział albo widziała któregoś z was wcześniej na molo na randce. Musi być jakieś rozsądne wyjaśnienie. Nikt nie potrafi przewidywać przyszłości.
Zupełnie się nie spodziewam, że Connor ich poprze.
– Nie chce mi to przejść przez gardło, ale tym razem mają rację – mówi. – Ale ta stara jędza wiedziała, że ktoś złamał mi serce, i powiedziała, że mój rywal to ktoś, kto ma władzę. Powiedziała też, że będę samotny i nieszczęśliwy.
Cholera.
– Pieprzyć to. – Kręcę głową. – Wróżki chyba nie powinny przepowiadać złych rzeczy?
Connor wzrusza ramionami.
– No cóż. Widocznie mam takie szczęście.
Luke staje w obronie wróżki.
– Ale zapominasz o ostatniej części przepowiedni. Powiedziała, że będziesz samotny i nieszczęśliwy, dopóki będziesz chował urazę do byłej za zdradę. Nie powiedziała, że zostaniesz sam na zawsze.
Connor chmurnieje i rzuca gniewne spojrzenie w stronę namiotu.
– Wątpię, żebym kiedykolwiek pogodził się z tym, co zrobiła Fiona. Więc pewnie zostanę sam na zawsze.
Smutek w jego oczach ściska mnie za serce. Gdybyśmy się przyjaźnili, objęłabym go i mocno do siebie przytuliła. Ale powstrzymuję ten odruch.
Prawda jest taka, że gdyby Connor należał do moich przyjaciół z Bridgeport, obowiązywałby nas wprowadzony przez ojca zakaz niepotrzebnego kontaktu fizycznego.
Jamie najwyraźniej nie ma żadnego problemu z kontaktem fizycznym. Obejmuje jednym ramieniem mnie, a drugim Connora.
– Wybaczcie, chłopaki. – Uśmiecha się szeroko do Luke’a i Shane’a. – Tu muszę stanąć po stronie Bex. Nie wierzę, że ktokolwiek potrafi przewidywać przyszłość. Ale gdyby się dało, nie chciałbym wiedzieć, że zbliża się coś złego. Jebać to.
Luke nie ustępuje.
– Nie powiedziała nic złego, Connor. To było raczej ostrzeżenie.
– Nie, dzięki – odpowiada Connor. – Jedna przepowiednia w zupełności mi wystarczy.
Mój brat robi nadąsaną minę. W dzieciństwie robił tak za każdym razem, kiedy chciał mnie wciągnąć w jedną ze swoich „przygód”, które zawsze kończyły się szlabanem dla nas obojga.
– Czyli nikt nie idzie ze mną i Shane’em posłuchać wróżby?
Jamie się śmieje.
– Na nas nie licz, kapitanie. My idziemy pograć na molo. Może wygramy dla tej ślicznotki wielkiego pluszowego misia czy coś.
– Dobra – mówi Luke i dołącza do swojego chłopaka na końcu kolejki do wróżki. – To widzimy się później.
Bex
– No, kurwa, bez jaj! – pomstuje Jamie, kiedy jego rzutka znowu mija balon. – Ta gra jest, kurwa, ustawiona.
Connor mu przytakuje.
– No właśnie. Żaden z nas nic nie wygrał.
Nie mogę powstrzymać śmiechu na widok ich zszokowanych min.
– Moim zdaniem z grami wszystko w porządku. To wy musicie poćwiczyć celność. Dziwne, skoro obaj gracie w hokeja. Mam nadzieję, że na lodzie strzelacie celniej, bo inaczej waszego trenera czeka mnóstwo roboty.
Te ich skołowane miny to najzabawniejszy widok od miesięcy. Może nawet lat.
– Trafianie rzutkami w balony to nie to samo co strzelanie krążkiem – marudzi Jamie.
– Właśnie. Strącanie puszek z wiatrówki też nie – wtóruje mu Connor, nawiązując do kolejnej gry, w której polegli.
– Albo wrzucanie piłeczki do puszki – droczę się z nimi. – Bo z tym też macie problem.
Connor się obrusza.
– Tak? Jestem jednym z najlepiej punktujących obrońców w naszej konferencji. Więc z moją celnością wszystko w porządku. Skoro jesteś taka pewna, że te gry nie są ustawione, to może sama spróbujesz? – Krzyżuje ręce na piersi, a moją uwagę od razu przyciąga jego napięty biceps.
Patrzę też, jak koszulka opina jego umięśnioną klatkę piersiową. Mogę sobie tylko wyobrażać, jak wygląda bez niej.
Chyba gapiłam się na niego z otwartymi ustami, bo dalej mnie podpuszcza.
– Tak myślałem, Pannozillo. Łatwo się mądrzyć, jak nie trzeba niczego udowodnić.
Nie no, chyba się przesłyszałam.
– Jak mnie nazwałeś? – pytam z oburzeniem.
Connor się śmieje.
– Słyszałaś.
– Dobra – cedzę i dźgam go palcem wskazującym w pierś. – Zaraz odszczekasz te słowa. A jeśli wygram, masz mnie przeprosić za tę Pannozillę.
– Jasne – odpowiada. – A jeśli przegrasz, przeprosisz za to, że zwątpiłaś w moją celność na lodzie. I za parę tygodni przyjdziesz na nasz pierwszy oficjalny mecz w barwach Star Cove.
Ciekawe, czy Luke coś im o mnie powiedział. Czy wiedzą, że jeszcze wczoraj byłam studentką uniwersytetu w Bridgeport, największego rywala Star Cove w ich konferencji hokejowej?
Ojciec chyba by mnie zabił, gdyby zobaczył mnie w koszulce innej drużyny. Zwłaszcza w koszulce Luke’a. Pozostaje mi mieć nadzieję, że nie będzie mnie tutaj szukał. Z tego, co wie, z bratem nie utrzymujemy już żadnego kontaktu.
Na myśl, że pozwoliłam mu decydować o całym moim życiu, aż skręca mnie z poczucia winy. Wiedział, że nigdy nie zerwę kontaktu z bratem z powodu jego orientacji seksualnej, więc uciekł się do bardziej podstępnego sposobu. Postawił warunek: jeśli chcę odnieść sukces, muszę „odciąć zbędny tłuszcz” – pozrywać wszystkie więzi, które są dla nas kulą u nogi. A kiedy każdy mój filmik zaczął podbijać internet, uwierzyłam, że ma rację. Nie zdawałam sobie sprawy, jak wielką władzę zyskał nade mną i każdym ze swoich „klientów”, dopóki nie zostałam narzeczoną kogoś, kogo sam wybrał. Dopóki o mało nie wyszłam za—
– Umowa stoi – mówię do Connora. – Ale jeśli wygram, do końca wieczoru będziesz nosił moją tiarę.
Uśmiecha się jeszcze szerzej, a jego zielone oczy lśnią w jaskrawych światłach mola.
– No to pokaż, co potrafisz.
Po raz pierwszy tego wieczoru Connor uśmiecha się także oczami, a ja robię, co mogę, żeby nie zwracać uwagi na to, jak ten uśmiech na mnie działa.
– Tak dobrze nie bawiłem się jeszcze w tym roku – wtrąca Jamie, wyciągając portfel z tylnej kieszeni dżinsów. – Jeśli wygrasz, dam ci sto dolarów.
Byłoby cudownie. Jestem prawie bez grosza. Chociaż moje taneczne filmiki robią furorę w mediach społecznościowych, lwia część moich zarobków trafiła do Pure Shine i przepastnych kieszeni ojca.
– Trochę u mnie krucho z kasą – przyznaję. – Nie mam przy sobie stówy, żeby ci zapłacić, jeśli przegram.
Jamie wzrusza ramionami.
– Nie szkodzi. Jeśli wygram, zatańczysz ze mną. – Wskazuje parkiet na końcu mola, niedaleko diabelskiego młyna.
Są gorsze rzeczy niż taniec z seksownym hokeistą, więc kiwam głową.
– Dobra. Ale lepiej już pożegnaj się z tą kasą. Bo mówię wam, z grami wszystko jest w porządku. Tylko wy beznadziejnie celujecie.
Ci hokeiści mają więcej mięśni niż rozumu. Wiem, co mówię, bo mój brat gra w hokeja, odkąd tylko mógł założyć łyżwy, a z jednym hokeistą byłam zaręczona.
Myślami wracam do mojego byłego, Kurta. Co teraz robi? Gdybym jednak wzięła z nim ślub, pewnie bawilibyśmy się właśnie na naszym weselu. Potem przyszłaby pora na noc poślubną. Na samą myśl tłumię dreszcz. Jeśli mam na to jakikolwiek wpływ, Kurt nigdy więcej mnie nie tknie, póki żyję.
Potrząsam głową, żeby przepędzić niechciane myśli, i skupiam się na czekającym mnie wyzwaniu.
– Proszę bardzo. – Chłopak obsługujący stoisko podaje mi trzy rzutki. – Żeby wygrać nagrodę, trzeba przebić co najmniej dwa balony. Proszę stanąć przy tej linii na podłodze, żeby rzuty się liczyły.
– Bułka z masłem. – Uśmiecham się pewnie i odwracam się do stojących za mną Jamiego i Connora.
Kiedy przymierzam się do pierwszego rzutu, z głośników nad nami zaczyna lecieć Lady Marmalade w wersji Christiny i Pink.
Pozwalam, by muzyka przeniknęła mnie całą. Myślami znów wracam do wczorajszego wieczoru, kiedy oddałam Kurtowi wszystko, a on…
Nie. Ta piosenka wcale nie przedstawia Lady Marmalade w złym świetle. Jest radosna. Taka powinna była być też wczorajsza noc. Gdybym tylko nie była z niewłaściwym facetem.
Nabieram tchu i rzucam pierwszą rzutką.
Pyk.
Uśmiech sam ciśnie mi się na usta. Nie muszę nawet się odwracać, żeby zobaczyć zszokowane miny Jamiego i Connora. Wystarczy, że słyszę ich jęki, a już mam ten obraz przed oczami.
– Szczęście początkującej – droczy się ze mną Jamie.
– Nie ma szans, żebyś trafiła w następny balon – mówi Connor.
Tym razem zerkam na niego przez ramię.
– Szykuj się, księżniczko. Zaraz założysz moją tiarę.
Nie zastanawiając się zbyt długo, odwracam się i rzucam drugą rzutką.
Pyk.
– O, kurwa! – jęczą chłopaki chórem.
Uśmiecham się szerzej.
– Ostatni, chłopcy.
Pyk.
Odwracam się do nich, podskakując i kołysząc biodrami w rytm Lady Marmalade.
Jamie kręci głową ze śmiechem.
– No, kurwa. Miałaś rację. Z tymi grami wszystko jest w porządku. To my z Connorem jesteśmy do dupy. – Wyjmuje z portfela nowiutki studolarowy banknot i mi go podaje.
Przez chwilę myślę, że nie powinnam go brać. Ale na koncie mam zaledwie dwucyfrową kwotę. Muszę wymyślić, z czego się utrzymać, skoro nie mieszkam już w wielkiej rezydencji Pure Shine na kampusie w Bridgeport.
– Proszę bardzo, Connor. – Zdejmuję tiarę.
Connor zakłada ją na piaskowoblond włosy i opiera dłoń na biodrze.
– Jak wyglądam?
Seksownie. Odpowiedź mam na końcu języka. Connor chyba zawsze wygląda zabójczo przystojnie. Tego jednak nie mówię na głos.
– Wybacz brutalną szczerość, stary. – Jamie się śmieje. – Ale Bex było w niej o wiele bardziej do twarzy.
Connor uśmiecha się półgębkiem.
– Ta, jakoś nietrudno mi w to uwierzyć.
– Gratulacje – mówi facet za ladą stoiska. – Wygrała pani nagrodę.
Podchodzę bliżej, a on odwraca się, żeby po nią sięgnąć.
– Co do— Co to jest? – wyrywa mi się, kiedy wręcza mi przezroczysty woreczek z wodą. W środku pływa złota rybka o czerwonych łuskach.
– Nagroda za przebicie wszystkich trzech balonów, proszę pani.
Kilka razy otwieram i zamykam usta. Pewnie wyglądam zupełnie jak ta rybka, która patrzy na mnie przez folię swojego tymczasowego lokum. Przynajmniej ona – albo on – ma gdzie mieszkać. O mnie nie da się tego powiedzieć.
– Nie chcę jej. Myślałam, że dostanę pluszaka albo jakąś zabawkę antystresową. Nawet talia kart miałaby więcej sensu niż ryba. Poza tym czy w ogóle wolno rozdawać żywe stworzenia jako nagrody?
Facet wzrusza ramionami, wyraźnie niezainteresowany dyskusją.
– Nie mam pojęcia, proszę pani. Ja tu tylko pracuję w weekendy. Jeśli ma pani jakieś zastrzeżenia, musi pani porozmawiać z właścicielem stoiska.
Cały entuzjazm ze mnie ulatuje. Odchodzę z woreczkiem, w którym pływa moja nowa przyjaciółka.
– Co ja mam z tobą zrobić? – pytam śliczną złotą rybkę.
Stworzonko podpływa do samej ścianki woreczka i patrzy na mnie błagalnie. O ile ryba może mieć błagalne spojrzenie. Może po prostu przypisuję jej własne uczucia.
– Chyba na razie muszę się tobą zaopiekować, co?
– Musisz jej wymyślić jakieś imię – sugeruje idący obok mnie Jamie.
Connor idzie z drugiej strony.
– Racja. I może znaleźć jej jakieś lepsze lokum niż plastikowy woreczek.
Obaj mają rację. Ale ani jedno, ani drugie nie jest łatwe.
– Jak by cię tu nazwać? – zastanawiam się na głos. – Nawet nie wiem, czy jesteś chłopcem, czy dziewczynką. Jak myślicie?
Connor wzrusza ramionami.
– Może po prostu Ryba?
– Stary – prycha Jamie. – Dałoby się wymyślić coś jeszcze mniej oryginalnego? Może nazwiemy ją Connor.
Connor pokazuje mu środkowy palec.
– Ha, ha. Aleś ty, kurwa, zabawny.
Zatrzymuję się na środku promenady.
– Chyba jesteś dziewczynką. – Nie mam pojęcia, ale gdybym miała wybierać zwierzaka, chciałabym samiczkę, więc niech tak będzie. – Lady Marmalade. Tak, to idealne imię dla ciebie.
Jamie się uśmiecha.
– Podoba mi się. Jest urocze.
– Teraz musimy ci już tylko znaleźć lepszy dom niż ten woreczek – mówię.
Connor wpada na pomysł.
– Na stałe to się nie nada, ale na ten wieczór możemy jej chyba trochę poprawić warunki. Zaczekajcie tu.
Razem z Jamiem patrzymy, jak wbiega do baru, od którego zaczęliśmy wieczór.
Po kilku minutach wraca i podaje mi szklany dzbanek ze złoto-niebieskim napisem Star Cove.
– Nie jest idealny, ale chyba trochę lepszy niż plastikowy woreczek. Wziąłem też butelkę wody, gdyby trzeba było jej dolać.
Znów stoimy przed tym samym barem.
– Mam nadzieję, że nie potrzebuje jakiejś specjalnej wody – mówię, znajdując jedyny wolny stolik na zewnątrz. Stoi na nim kilka do połowy opróżnionych szklanek i parę talerzy z resztkami jedzenia, ale mi to nie przeszkadza. Nie zostajemy. Potrzebuję tylko płaskiej powierzchni, żeby spróbować przenieść Lady Marmalade do jej nowego tymczasowego domu.
Jamie
Nie wierzę, że kapitan naszej drużyny ma taką seksowną siostrę.
Gdzie ją ukrywał? Mieszkamy z Luke’em pod jednym dachem od ponad roku, a ja nawet nie wiedziałem, że ma siostrę. W dodatku bliźniaczkę. Widzę rodzinne podobieństwo: ten sam kolor włosów i oczu, ta sama karnacja, nieco podobne rysy twarzy. Ale na tym koniec.
Luke jest mojego wzrostu i, jak większość hokeistów, musi codziennie pracować nad formą. Efekt? Wielkie, twarde mięśnie.
Bex jest o wiele drobniejsza. Musi być co najmniej trzydzieści centymetrów niższa od brata bliźniaka. I chociaż nie powinienem pożerać wzrokiem siostry kapitana, nic na to nie poradzę.
Od chwili, gdy ją zobaczyłem, walczę z pokusą, żeby zacząć z nią flirtować.
Nie chcę wyjść na zarozumialca, ale mam powodzenie u kobiet i na uczelni, i poza nią. Zresztą czemu miałbym go nie mieć? Wiem, że daleko mi do brzydala. Dzięki hokejowi jestem w formie, o jakiej można tylko marzyć, i w pełni korzystam z zainteresowania, jakie wzbudzam w dziewczynach. Jasno i otwarcie mówię, co oferuję. Świetną zabawę w łóżku i tyle orgazmów, ile dziewczyna zapragnie. I tyle. Na tym etapie życia nie interesuje mnie związek.
Zajęcia i hokej wypełniają mi kalendarz po brzegi, więc na niewiele więcej starcza mi czasu. Wolę niczego nie komplikować i cieszyć się tym, co ma do zaoferowania Star Cove, niż być chujowym chłopakiem, który rzadko może poświęcić swojej dziewczynie tyle uwagi, na ile zasługuje.
Connor i Keene, dwaj z moich współlokatorów, są żywym dowodem na to, że związek wymaga czasu i troski. Obaj zapłacili za napięty grafik: partnerki najpierw ich zdradziły, a w końcu rzuciły. Luke jest w naszym domu jedynym wyjątkiem, ale tylko dlatego, że Shane też gra w drużynie i ma te same obowiązki.
Nie mogę oderwać oczu od Bex, która czule szczebiocze do nowego zwierzaka. Ale pozostaje mi tylko patrzeć i wyobrażać sobie te miękkie usta zaciśnięte na moim kutasie. Mogę jedynie pomarzyć o tych wszystkich rozkosznie nieprzyzwoitych rzeczach, które zrobiłbym jej w tej sukni ślubnej, gdybym tylko mógł. Ale kumplowskie zasady są po coś. Nie dobierasz się do siostry kolegi z drużyny. Pod żadnym pozorem. Jedynym wyjątkiem mogłaby być prawdziwa miłość, ale tego akurat nie szukam.
– Tobie też musimy znaleźć coś do jedzenia – mówi Bex do rybki. – Co jedzą złote rybki? Muszę poczytać. Może na razie masz ochotę na trochę okruszków? Pójdę zapytać, czy dadzą nam trochę chleba albo… Ej! Łapy precz!
Do naszego stolika właśnie podeszło trzech nieznajomych kolesi. Jeden przyciągnął Bex do siebie i teraz ją obmacuje.
Krew zamarza mi w żyłach, kiedy widzę, jak jego łapa zaciska się na jednej z jej idealnych piersi.
– Puść ją i spadaj. – Patrzę mu prosto w oczy. Mówię cicho, groźnym tonem.
Ten skurwiel i jego kumple chyba mają dość życia, bo zamiast posłuchać ostrzeżenia, wybuchają śmiechem.
– Nie, wolę trzymać ręce tam, gdzie są – warczy. – To był nasz stolik. Widzisz? Nasze drinki nadal tu stoją. Odeszliśmy tylko na parę minut. Zajmowanie cudzego stolika jest bardzo niegrzeczne. Ten stolik dalej jest nasz, a moim zdaniem mamy prawo spróbować wszystkiego, co się na nim podaje. Pewnie już wiesz, ale twoja laska ma niezłe cycki. Duże, miękkie, a przy tym jędrne. Chyba nawet prawdziwe.
Ściska pierś Bex. Dziewczyna piszczy z bólu i szarpie się, próbując się wyrwać.
Zaciskam pięści. Facet i jego kumple są wysocy i napakowani. Wyglądają jak kulturyści. Jest ich trzech, nas dwóch, ale mogę się założyć, że razem z Connorem damy im radę. Tacy jak oni zazwyczaj są silni, ale powolni, a na lodzie szybkość jest dla nas pierwszym przykazaniem. Poza lodem też nieźle sobie radzimy.
Ponad ramieniem tego dupka napotykam spojrzenie Connora. Przytakuje mi nieznacznie.
– Puść ją, jeśli nie chcesz spędzić reszty nocy na szukaniu zębów na promenadzie.
To moje ostatnie ostrzeżenie, ale gość postanawia je zignorować i jeszcze podbić stawkę.
– Nic z tego. Chłopaki, zajmijcie się tymi dwoma lalusiami – rzuca ze śmiechem. – Zabiorę to śliczne mięsko do kibla i rozgrzeję je dla was. – Wymownie porusza biodrami, ocierając się o tyłek Bex.
Wiem, że nie mam na uczelni najlepszej opinii. Wiem, że na niektórych uczelnianych stronach plotkarskich piszą o mnie mało pochlebnie. Ludzie mogą sobie pierdolić, co chcą. Nigdy nie składam obietnic, których nie zamierzam dotrzymać, a przede wszystkim szanuję słowo „nie”.
Zgoda kobiety to dla mnie warunek bezwzględny. Gdy tylko kobieta mówi „nie”, odpuszczam – bez dyskusji.
Kiedy widzę, że ktoś traktuje kobietę jak kawał mięsa i jeszcze tak ją nazywa, ogarnia mnie pieprzona furia.
Ruszam tak szybko, że jeden z dwóch kolesi stojących za tym, który obmacuje Bex, nawet nie wie, co go trafiło.
Wczepiam palce w jego tłusty kucyk tuż przy głowie i walę mu łbem o blat stołu, do którego on i jego kumple roszczą sobie prawo.
Chrzęst łamanego nosa daje mi większą satysfakcję niż wbicie przeciwnika w bandę podczas meczu.
Na moment unoszę jego głowę, żeby obejrzeć swoje dzieło. Z nosa leci mu krew, ale mam wrażenie, że przekaz nie był dość jasny. Z całej siły znów walę go łbem o blat. Oby przy okazji nawbijał sobie drzazg, skurwiel.
Kiedy zajmuję się tym typem, mam pewność, że Connor bierze w obroty jego kumpla.
Gramy razem w hokeja od trzech lat i wiem, że zawsze mogę na niego liczyć.
Puszczam tłusty kucyk. Facet osuwa się na ziemię, zakrwawiony i skomlący. Żyje. To o wiele więcej, niż mu się należy.
Tak jak przewidywałem, Connor musiał przywalić drugiemu w twarz, bo gdy tylko się odwracam, widzę, jak dupek trzyma się oburącz za nos. Między palcami sączy mu się krew.
Ból tak zaprząta uwagę tego śmiecia, że zupełnie się odsłania. Prawy sierpowy Connora trafia go prosto w najmiększe miejsce na brzuchu.
Dwa problemy mamy z głowy, więc odwracamy się do skurwysyna, który nadal przyciska Bex do piersi.
Drań już wie, że powinien był trzymać brudne łapska przy sobie. Jest blady jak ściana i gdy tylko nasze spojrzenia się spotykają, cofa się o krok, puszczając Bex.
Wpada w moje otwarte ramiona i może powinienem się skupić na tym, żeby ją uspokoić. W oczach ma łzy i cała się trzęsie.
– Już dobrze, skarbie, nic ci nie grozi – mówię, stając między nią a tym typem.
Zalewa mnie furia. Rzucam się na tego gnoja. Po tym, co zrobił, nie wyjdzie stąd w jednym kawałku.
Connor jest tuż za nim i zakłada mu duszenie.
Po pierwszym ciosie w szczękę z ust typa tryska krew zmieszana ze śliną.
Robię sobie z jego łba worek treningowy. Dwa szybkie ciosy. Głowa mu opada i Connor go puszcza.
Głuchy łomot, z jakim pada na deski promenady, powinien dać mi satysfakcję, ale jeszcze z nim nie skończyłem.
Rzucam się na niego, siadam okrakiem na jego tułowiu i policzkuję go, żeby przywrócić mu przytomność.
