Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
21 osób interesuje się tą książką
Randkuję z trzema najgorętszymi hokeistami na kampusie.
Każdy z nich jest wyjątkowy na swój sposób i wprost nie mogę uwierzyć w swoje szczęście.
Teraz ci trzej hokejowi bogowie chcą, żebym wybrała. Ale jak mam to zrobić? Nie potrafię.
Jako sportowcy traktują to jak rywalizację — a jeśli w czymś są dobrzy, to w wygrywaniu. Gdy walczą o to, by mnie zdobyć, staje się jasne, że stawka dla zwycięzcy jest znacznie wyższa niż tylko moje serce.
Jestem uwięziona w mieszance rywalizacji i sportu o najwyższą stawkę. Wszyscy wokół mnie zdają się mieć własne plany, a ja nie wiem, komu mogę zaufać.
Czy miłość zwycięży — czy ulegniemy sławie, pieniądzom i plotkom?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 507
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Nie przegap kolejnych premier: w Klubie Romansu Cowper Publishing piszemy o nowych romansach po polsku — a na powitanie dostaniesz darmowy e-book.
cowperpublishing.pl/romans
Nie twoja hokejowa króliczka
Tom 2
Melissa Adams
Tytuł oryginału: The Trophy
Wydanie oryginalne: 2024, Melissa Adams, USA
Przekład: Ingolby International
© 2026 Cowper Publishing
Wydawca: Cowper Publishing, Stallschreiberstrasse 28, Berlin 10179
ISBN 978-3-69477-074-9
Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być powielana ani rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie bez zgody wydawcy i autora.
Blaze
Na lodzie jestem od bicia się.
I tyle.
Gram na lewym skrzydle – i jestem w tym cholernie dobry – ale kiedy wybucha bójka, to ja mam bronić chłopaków. I na tym się nie kończy. Nękam rywali i od pierwszych minut daję im do zrozumienia, że jeśli potraktują któregoś z moich chłopaków z Knights zbyt ostro, słono za to zapłacą.
Czasem nawet sam zaczynam bójkę właśnie po to, żeby zastraszyć przeciwników. Mają grać czysto albo ponieść konsekwencje.
Doskonale wiem, że hokej uniwersytecki to zupełnie inna bajka niż zawodowy. Tutaj bójki są zakazane, a w zawodowym hokeju to normalna część gry. W granicach rozsądku, rzecz jasna.
Jako drużynowy twardziel będę o wiele bardziej ceniony za umiejętność walki, kiedy już wyjadę na taflę NHL.
Powtarzam to sobie w kółko, kiedy na porannym sparingu dzielimy się na dwie drużyny.
Skoro bić się nie wolno nawet w meczu, to na treningu jest to absolutnie wykluczone.
Kolegów z drużyny nie wolno obijać. I nie chodzi tylko o to, że nikt nie chce złapać kontuzji na treningu. Jesteśmy drużyną. Mamy stać za sobą murem, na lodzie i poza nim. Powinniśmy się przynajmniej szanować, nawet jeśli nie wszyscy się przyjaźnimy.
Na papierze brzmi to bardzo sensownie.
To czemu za każdym razem, gdy widzę Tophera, świerzbią mnie ręce?
To przez niego tu jesteśmy i trenujemy dzień po wygranym meczu wyjazdowym. Gdyby Topher nie odstawił wczoraj tego idiotycznego numeru i nie wbił mnie bodiczekiem w bandę, żeby przechwycić krążek, który Luca właśnie mu podał, nie byłoby nas tutaj. Nie dość, że przez niego USC strzeliło nam jedyną bramkę, to jeszcze przez niego wszyscy mamy karny trening.
Mógłbym teraz czekać ze śniadaniem pod domem Lakyn zamiast męczyć się na dodatkowym treningu.
Szkoda, że przewodniczący bractwa nie jest moim jedynym problemem.
Topher nie jest jedynym, komu chętnie skopałbym dupę. Przyjmuję podanie od Luki, posyłając mu wściekłe spojrzenie, i pędzę na złamanie karku prosto na Casha.
Oddaję tak potężny strzał z klepki, że nie zdziwiłbym się, gdyby krążek rozerwał siatkę bramki.
Hokej zwykle pozwala mi oderwać się od codzienności. To świetny sposób, żeby wyładować nagromadzoną agresję, ale dzisiaj?
Dzisiaj mam ochotę skopać tyłki większości kolegów z drużyny. Topherowi – za to, że w ogóle wpadł na ten durny zakład.
Pierwszorocznym, kandydatom do bractwa i paru chłopakom z ostatniego roku grającym w drugiej i trzeciej formacji – za to, że go poparli.
Co my, banda dupków z bractwa rodem ze sprośnej komedii studenckiej z lat osiemdziesiątych? Gamma Delta Tau ma w sobie kilka cech typowego bractwa, ale myślałem, że stać nas na więcej.
No i są jeszcze Cash i Luca.
Praktycznie podali Topherowi tę okazję na tacy. Powinni byli trzymać gęby na kłódkę w sprawie wczorajszej nocy. Luce wymsknęło się, że wszyscy trzej przespaliśmy się z Lakyn – jak mógł być tak naiwny? A może po prostu się przechwalał? Nie znam naszego nowego kolegi z drużyny zbyt długo, więc kto wie. Muszę jednak przyznać, że nie miałem go za takiego typa. Luca zalicza więcej lasek niż większość z nas razem wziętych, a do dzisiejszego ranka ani razu nie słyszałem, żeby się tym chwalił.
Tak po prawdzie chyba wcale nie chciał się chwalić. Po prostu kłócił się z Cashem, kiedy ten próbował zaklepać sobie Lakyn.
Więc nasz bramkarz jest tak samo winny, bo roztrząsał w szatni to, co nas łączy z Lakyn.
Sam się do tego chętnie przyłączyłeś. Wcale nie unikałeś tej rozmowy – tak ci się spieszyło, żeby zaklepać sobie Lakyn.
Cholera.
Najchętniej zignorowałbym głos w głowie, który przypomina mi, że sam też nie jestem bez winy. Słowo daję, sumienie to przerąbana sprawa.
Po treningu nie spieszę się pod prysznicem. Stoję pod strumieniem ciepłej wody i pozwalam jej ukoić obolałe mięśnie.
Szczególnie uważam na obity bok – to nim wczoraj uderzyłem o bandę po ataku Tophera. Siniak, który już wczoraj zaczynał wychodzić, w świetle dnia wygląda jeszcze gorzej.
Szatnia szybko pustoszeje. Wszyscy są zmęczeni po wczorajszym meczu, skacowani po wieczornym wyjściu i wykończeni trzygodzinną jazdą autokarem z powrotem do Star Cove oraz dodatkowym treningiem.
Najwyraźniej nie tylko mnie coś gryzie, bo kiedy otwieram szafkę, ubierają się jeszcze tylko Cash i Luca.
Wychodzimy z hali niemal równocześnie. Powinienem pewnie po prostu zamówić Ubera i spieprzać stąd, ale zamiast tego pytam Lucę, czy przyjedzie po niego kierowca. W końcu wszyscy jedziemy do domu Gammy.
– Nie, Luigi dopiero co wrócił do miasta. Zaraz wysadzi Lakyn pod domem – dorzuca.
– Super – rzucam, zerkając na godzinę w telefonie. – Na śniadanie już za późno, ale może zapytam, czy nie skoczyłaby ze mną na lunch.
Luca i Cash reagują na moje plany podobnie, a zarazem zupełnie odwrotnie.
– Ach, bravo. – Luca parska śmiechem. – Widzę, że nie marnujesz czasu, Dunne.
– Chcesz się z nią zobaczyć przede mną? Wiesz, że dopiero co zaprosiłem ją na kolację, a ty się wpychasz i zabierasz ją na lunch. Tak to teraz będzie wyglądać?
Ton Casha sprawia, że się wzdrygam.
– Gówno mnie obchodzi, jakie plany próbujesz z nią układać. Wczoraj było świetnie i chcę zobaczyć swoją dziewczynę. Tęsknię za nią.
Luca wciąż się uśmiecha, ale w jego oczach nie ma już wesołości.
– Jak już mówiłem, ja też poprosiłem ją, żeby spędziła ze mną noc. Zobaczymy, z kim zechce być dziś wieczorem. To nam może coś powiedzieć o tym, którego z nas dwóch woli – zwraca się do Casha.
– Mnie to nie pasuje – warczy nasz bramkarz. – To ja zaprosiłem ją pierwszy i to ja pierwszy zabrałem ją na randkę.
Wszyscy jesteśmy wysocy i napakowani, ale Cash nie bez powodu nosi na lodzie ksywę Mur. Jako ostatnia linia obrony w polu bramkowym jest niemal nie do przejścia, a do tego przewyższa każdego z nas o dobre pięć centymetrów i waży co najmniej pięć i pół kilo więcej.
Luca jednak nie należy do tych, których łatwo zastraszyć.
– To ja byłem jej pierwszym – oponuje. – A może zapomniałeś, kto wczoraj miał Lakyn jako pierwszy? Z kim przeżyła swój pierwszy raz? To chyba coś znaczy.
Cash marszczy brwi i choć raz przyznaję mu rację.
– Powiedz, że tego nie powiedziałeś, Książę. Nie sądziłem, że potrafisz być aż takim dupkiem.
Luca jest oburzony oskarżeniem Casha.
– Nie to, kurwa, miałem na myśli. Planowaliśmy z Lakyn, że zeszłej nocy pójdziemy razem do łóżka. Powiedziała mi, że to będzie jej pierwszy raz i że chce przeżyć tę chwilę ze mną. Rozmawialiśmy o tym przez cały tydzień.
– Gówno prawda – syczy Cash. – Nie obchodzi mnie, o czym gadaliście we dwoje. Gdyby chciała być tylko z tobą, nie napisałaby wczoraj do mnie i do Blaze’a, żebyśmy też wpadli do jej pokoju.
Tu muszę przyznać Cashowi rację.
– Fakt.
Nic dziwnego, że Luca wygrywa na lodzie większość wznowień, do których staje – to uparty skurwiel.
– Nieważne. W zeszłym tygodniu kilka razy wyraźnie mówiła, że chce, żebym to ja był jej pierwszym. Więc najwyraźniej woli mnie od was obu.
– Chuja tam woli. – Cash naciera na Lucę. Szczękę ma tak zaciśniętą, że zaraz coś trzaśnie, a pięści trzyma przy bokach, zaciśnięte aż do zbielenia kostek. – Nie było cię na naszej randce. Między mną a Lakyn naprawdę iskrzy i jeszcze nigdy żadna kobieta nie podobała mi się tak jak ona. Więc idź przeleć dwie czy trzy puck bunny. To przecież lubisz, co, Książę? Im więcej, tym weselej – to chyba twoje pieprzone motto w sypialni.
Luca nie daje się zastraszyć Cashowi i nie ustępuje ani na krok.
– Co to ma znaczyć?
– To, co stało się wczoraj w nocy, było, kurwa, totalnie szalone – mówi Cash. – A przynajmniej dla mnie. Dopiero teraz do mnie dotarło, że to ty namówiłeś nas, żebyśmy zostali. Dla ciebie to było zwykłe pieprzenie po meczu, co?
Po minie Luki widzę, że poczuł się urażony.
– Co to ma znaczyć? – powtarza.
– Mówię, jak to widzę – upiera się Cash. – A może mi powiesz, że odkąd pojawiłeś się na kampusie, nie ruchałeś puck bunny po dwie naraz?
Kącik ust Luki unosi się w drwiącym uśmiechu.
– Prowadzisz rejestr moich podbojów, bramkarzu?
Cash nie odpuszcza.
– Gówno mnie obchodzi, z kim się bzykasz. Zwracam tylko uwagę, że orgie to twój znak firmowy. Ale jeśli Lakyn jest dla ciebie tylko kolejnym podbojem, którym można się pochwalić w szatni, to ja nie—
– O czym ty, kurwa, gadasz? – Tym razem to Luca robi groźny krok w stronę Casha. – Lakyn nie jest żadną puck bunny, a ty gówno o mnie wiesz. Kiedy nigdy nie masz pewności, dlaczego dziewczyna chce pójść z tobą do domu i czy nie sprzeda potem prasie historii o waszym numerku, robisz, co musisz, żeby się chronić. Nawet jeśli w tym celu musisz zabierać do siebie po dwie czy trzy naraz. Dopiero kiedy poznałem Lakyn, zrozumiałem, że przez ostatnie lata uciekałem od jakiejkolwiek bliskości. Mówisz o moich podbojach? A jak myślisz, jak ja się czuję, kiedy kobiety pchają mi się do łóżka tylko po to, żeby potem się chwalić, że przeleciały prawdziwego księcia? Lakyn jest inna. Ma totalnie gdzieś moje nazwisko i tytuły. Lubi mnie za to, kim jestem. Mówisz, że między wami iskrzy? Dokładnie tak samo było między mną a Lake. Nie chciałem tam wczoraj ani ciebie, ani Blaze’a, ale Lakyn chciała, a ja wolę być z nią razem z wami dwoma niż wcale.
Po tej tyradzie Cash milknie, osłupiały.
Mnie jednak nie do końca to przekonuje.
– Wszystko pięknie, ale skoro tak ci zależy na Lake, to po co wcześniej otworzyłeś tę wielką gębę przy Topherze? Jeśli nie była dla ciebie tylko numerkiem, to po co przechwalać się w szatni?
Po reakcji Luki widzę, że trafiłem w czuły punkt.
– Perché sono una testa di cazzo, ok? (Bo jestem chujem, jasne?) Poniósł mnie ten mój pieprzony włoski temperament. Wkurzało mnie, że obaj próbowaliście ją sobie zaklepać, a potem Topher wyskoczył z tym obrzydliwym zakładem i krew mnie zalała. Myślałem, że jak mu powiem, że wszyscy trzej z nią spaliśmy, to jego zakład straci sens. Nigdy bym nie pomyślał, że postawi taki warunek: kapitanem zostanie ten, którego ona wybierze.
Wierzę mu.
Ale się, kurwa, porobiło.
– Mnie też zależy na Lake – przyznaję. – Mówiliście, że między wami a nią iskrzy? Ja też to poczułem. Tylko że dla mnie to coś więcej. Mamy z Lakyn mnóstwo wspólnego. Lubimy te same książki, naprawdę się rozumiemy. Nie chodzi mi tylko o to, żeby ją przelecieć. Mogłaby też zostać moją najlepszą przyjaciółką.
Cash przeciera twarz dłonią. W jego głosie słychać to samo zmęczenie, które czuję aż w kościach.
– Czyli nie przestaniesz się o nią starać?
Kręcę głową.
– Wiem, że to brzmi jak wariactwo, ale myślę, że może być tą jedyną.
Luca i Cash kiwają głowami, a zrozumienie w ich oczach to ostatnia rzecz, jaką chciałem zobaczyć.
Cash zadaje kolejne trudne pytanie.
– A kapitanem też obaj chcecie zostać?
I znów obaj potakujemy.
– Kurwa – cedzi Cash z taką samą frustracją, jaką sam czuję. – Czyli każdy z nas chce, żeby wybrała właśnie jego. Wszyscy jej pragniemy, a teraz kto zdobędzie dziewczynę, ten zostanie kapitanem.
Luca parska śmiechem.
– Che situazione di merda (ale gówniana sytuacja). No to co robimy? Rywalizujemy o nią? Umawiamy się z nią, aż któregoś z nas wybierze? Bo tutaj nie można sobie nikogo zaklepać. – Mówiąc to, patrzy prosto na Casha.
Nasz bramkarz wzrusza ramionami.
– Chyba nie ma innego wyjścia, skoro żaden z nas nie chce zrezygnować ani z Lake, ani z funkcji kapitana.
– No to gramy – mówi Luca. – Dobra. Czyli to Lakyn wybierze swojego faceta. Musimy więc wymyślić, jak to rozegrać uczciwie. Starać się o nią, nie wchodząc sobie w drogę. Umawiać się z nią i pozwolić, żeby każda z tych relacji się rozwijała, dopóki nie dokona wyboru.
Cash rozważa jego słowa.
– I jak chcesz to zrobić, żeby było uczciwie? Rozpiszemy grafik i podzielimy jej czas między nas trzech? Kto pierwszy, ten lepszy? Czy o wszystkim ma decydować ona?
– Ostatecznie to jej wybór—
Śledzę tę wymianę jak mecz tenisa, przenosząc wzrok z jednego na drugiego, ale pora sprowadzić kolegów z drużyny na ziemię.
– Masz rację, że ostatecznie to Lake decyduje, ale zapominacie o czymś bardzo ważnym.
Obaj odwracają się do mnie. Teraz słuchają.
– O czym? – pytają chórem.
– Musimy jej powiedzieć o zakładzie.
Dla odmiany Cash i Luca są zgodni. Reagują na moje słowa prawie identycznie.
– Sei impazzito? (Zwariowałeś?) – wykrztusza Luca.
– Do reszty ci, do cholery, odbiło? – Cash marszczy brwi. – Po co mielibyśmy to robić? Gdyby się dowiedziała o tym durnym zakładzie, pogoniłaby nas wszystkich trzech.
Luca kiwa głową i krzyżuje ręce na piersi.
– Cash ma rację. Nie ma powodu jej mówić. Ona i tak wie, że jej chcemy. Przecież nie założyliśmy się, zanim zaczęliśmy się z nią spotykać.
Wzdycham.
– Nie łapiecie. Jasne, wszyscy lecieliśmy na nią przed zakładem. Ale naczytałem się zbyt wielu takich historii w romansach. Jak to wyjdzie na jaw, nie będzie jej obchodziło, że podobała nam się wcześniej. Pomyśli, że od początku to zaplanowaliśmy. Albo że najpierw coś zaiskrzyło, a potem dalej się o nią staraliśmy tylko po to, żeby wygrać zakład.
Wiem, że trafiłem, bo Cash i Luca patrzą na mnie w zamyśleniu.
– Jeśli nie chcemy, żeby to wszystko obróciło się przeciwko nam – ciągnę – musimy od razu przyznać się do zakładu. Jeśli powiemy jej teraz, później nie będzie miała powodu, żeby nam nie ufać.
Cash kręci głową.
– Nie podoba mi się to. A jak się teraz wkurzy? Nie ma gwarancji, że doceni naszą szczerość. Nie podoba mi się, że mielibyśmy ją okłamywać, ale wszyscy wiemy, że nie chcemy jej tylko ze względu na zakład. Wiemy, że mamy czyste intencje. Ja mówię: trzymamy gęby na kłódkę i po prostu o nią walczymy.
Już mam się z nim spierać, ale wtrąca się Luca.
– Blaze nie gada od rzeczy – mówi w zamyśleniu. – Masz rację, zawsze ryzykujemy, że się wkurzy, jeśli powiemy jej teraz. Ale im dłużej będziemy grać w tę grę, tym gorzej wypadniemy, jeśli to wyjdzie na jaw. Poza tym nie wiem, jak wy, ale jeśli Lakyn wybierze mnie, nie chcę budować naszego związku na kłamstwie.
Casha nie tak łatwo przekonać.
– Źle na to patrzycie. Jak jej powiemy, będzie się doszukiwać ukrytych intencji we wszystkim, co odtąd zrobimy. Wszystko spieprzymy. Za bardzo mi na niej zależy, żeby ryzykować, że ją stracę, zanim w ogóle będę miał szansę z nią być.
Kładę mu dłoń na ramieniu.
– Rozumiem cię. Ja też się boję, że nas rzuci. Ale pomyśl, Cash – mówię, ściskając go za ramię, żeby do niego dotarło. – Twój pomysł może się wydawać najbezpieczniejszy, dopóki ona się nie dowie. Ale co, jeśli się dowie?
– A kto jej powie, jeśli wszyscy się umówimy, że zakład zostaje między nami? – odbija piłeczkę.
Luca mówi to, co ciśnie mi się na usta.
– Ufasz Topherowi na tyle, żeby wierzyć, że nie powie jej tylko po to, żeby nas wydymać?
W oczach Casha przemyka cień wątpliwości.
– Myślicie, że byłby do tego zdolny?
– A czy słońce jest, kurwa, gorące? – parskam. – Słuchajcie, przewodniczący naszego bractwa ewidentnie ma o coś pretensje. Nie wiem, co mu, kurwa, odbiło, ale gdyby nie on, w ogóle by nas tu dzisiaj nie było. Po tym jego wczorajszym numerze cały lewy bok mam w siniakach.
Luca przyznaje mi rację.
– No, a na mnie to już na pewno się uwziął. Wygarnąłem mu, że gnębi Bay, trener nas usłyszał i uznał, że jednak Topher nie nadaje się na kapitana.
To by się zgadzało.
– Aha, czyli to jest prawdziwy powód, dla którego Topher nie walczy już o funkcję kapitana? Trener mu powiedział, że brak mu cech charakteru potrzebnych kapitanowi?
Luca kiwa głową.
– No.
Patrzę na obu kolegów z drużyny.
– To wiele tłumaczy w tym, jak się ostatnio zachowuje. A jeśli przez Lucę stracił szansę na bycie kapitanem?
Cash kończy za mnie.
– Kurwa. To on naprawdę może powiedzieć Lakyn o zakładzie, żeby nam wszystko spieprzyć.
Zapada chwila ciszy. Każdy z nas przetrawia sytuację.
– Czyli co, chcesz po prostu powiedzieć Lake o wszystkim? – pyta Luca.
– No, to jedyny sposób, żeby nam się to później nie odbiło czkawką. Uwierzcie mi. Mogę wam pożyczyć od cholery książek, w których jest jakiś zakład i przez niego dochodzi do rozstania w trzecim akcie.
Cash i Luca patrzą na mnie skołowani.
– Rozstania w trzecim akcie?
– No, to jest wtedy, kiedy coś się grubo sypie – na przykład ona dowiaduje się, że się założyli i że ten, kto zdobędzie jej serce, zostanie kapitanem – i para się rozstaje. Zwykle mniej więcej w trzech czwartych książki. Ale potem, wiadomo, wszystko się układa i para doczekuje się swojego HEA.
Cash patrzy na mnie pustym wzrokiem.
– HEA? Stary, mów po ludzku, do kurwy nędzy.
– Happily Ever After, czyli „żyli długo i szczęśliwie” – mówię ze śmiechem.
– To w każdym romansie jest to całe gówno z trzecim aktem? – pyta Luca. – Moja siostra i mama czytają romanse, ale ja nigdy nawet nie próbowałem.
Nie dziwi mnie to. Właśnie dlatego nie rozgłaszam, że romans to mój ulubiony gatunek – niektórzy faceci, na przykład Topher, uznaliby, że to niemęskie. Cieszę się jednak, że Luca i Cash najwyraźniej nie martwią się o moją męskość.
– Nie, nie w każdym. Szczerze mówiąc, wolę te bez rozstania. Nienawidzę rozstań.
Luca się ze mną zgadza.
– No, ja też. Dobra, kupuję to. Mówimy jej.
Spoglądam na Casha.
– Wchodzisz w to, Hanbury? Siedzimy w tym razem.
Cash wciąż nie wygląda na przekonanego.
– Ani trochę mi się to nie podoba. Boję się, że i tak nas rzuci. Były dopiero co zdradził Lake. Trudno jej teraz komukolwiek zaufać. Ale chyba nie mamy wyjścia. Obaj macie rację, Topher pewnie poczeka, aż ona dokona wyboru, a potem rozwali jej chłopakowi związek za to, że sprzątnął mu sprzed nosa funkcję kapitana. Bo jestem pewien, że Topher uważa to za swoje święte prawo. Chętnie utarłbym nosa temu dupkowi.
Wypuszczam powietrze. Nawet nie zdawałem sobie sprawy, że wstrzymuję oddech.
– No to postanowione. Mówimy jej wszystko.
– Kiedy? – pyta Cash.
Zgadzamy się, że im szybciej, tym lepiej, a po porównaniu planów ustalamy, że najlepiej będzie jutro przed treningiem, bo wszyscy mamy wtedy wolne.
– Lake ma jutro po południu zmianę w bibliotece – mówię. – Spotkajmy się z nią tam i pogadajmy. Razem. Do tego czasu możemy do niej dzwonić i z nią rozmawiać, ale żadnych randek. Dopóki nie powiemy jej wszystkiego.
Przy wejściu do centrum sportowego zatrzymuje się samochód.
– To mój Uber – mówi Luca. – Podrzucić was? Wszyscy wracamy do domu, nie?
Przyjmuję propozycję.
– Dzięki, Luca.
Książę zerka na Casha.
– A ty?
Nasz bramkarz kręci głową.
– Nie, dzięki. Przejdę się. Muszę przewietrzyć głowę.
– Myślisz, że pójdzie do Lakyn za naszymi plecami? – pyta Luca, kiedy już siedzimy w aucie, a wysoka sylwetka Casha maleje w oddali.
– Nie wiem – odpowiadam, pocierając w zamyśleniu podbródek. – Raczej nie. Cash zwykle dotrzymuje słowa. Można na nim polegać.
Luca się waha, jakby chciał powiedzieć coś jeszcze.
– No co? – zachęcam go.
– Pożyczyłbyś mi parę tych romansów, o których mówiłeś?
Nie mogę powstrzymać śmiechu.
– Jasne. Jak pikantne romanse lubisz?
Wzrusza ramionami.
– Nie wiem. A co, są tam jakieś dosadne opisy?
– Stary – parskam. – Dam ci kilka moich ulubionych romansów RH – padniesz z wrażenia.
Powinienem się chyba spodziewać jego następnego pytania.
– RH?
Kiedy wyjaśniam Luce, czym jest reverse harem, czyli odwrócony harem, przychodzi mi do głowy szalony pomysł.
A gdyby Lakyn nie musiała wybierać między nami trzema?
Kręcę głową, żeby odgonić tę absurdalną myśl. Jesteśmy stanowczo zbyt zaborczy, żeby na dłuższą metę dzielić się dziewczyną.
Zwłaszcza Cash. Wczoraj w nocy omal nie wyszedł z apartamentu hotelowego, więc wątpię, żeby chciał powtórki.
Ale pomysł już zakiełkował i nie daje mi spokoju.
Wczorajsza noc była gorąca, a gdybyśmy wszyscy chodzili z Lakyn, żaden z nas nie skończyłby ze złamanym sercem, kiedy dokona wyboru.
Tylko że to nigdy nie wypali, prawda?
Po pierwsze, jest zakład.
Gdyby Lakyn nie dokonała wyboru, kto zostałby nowym kapitanem Star Cove Knights?
Poza tym jeśli wszystkich nas wybiorą w drafcie, pewnie wylądujemy daleko od siebie. Na Wschodnim Wybrzeżu, a nawet w Kanadzie.
Może jednak tata ma rację i czytam za dużo babskich książek.
Lakyn
– Naprawdę nie zamierzasz ani potwierdzić, ani zaprzeczyć? – Bay piorunuje mnie wzrokiem i przesuwa na czubek głowy ciemne okulary zasłaniające jej twarz. – No weź, Lakey-Lake! Oddałaś wczoraj cnotę? I któremu z tych trzech ciach? Jesteś mi to winna. – Wydyma usta, opuszcza okulary z powrotem na nos i krzyżuje ręce na piersi.
Tak naprawdę aż mnie korci, żeby opowiedzieć jej o szalonej nocy z chłopakami, ale dręczenie jej sprawia mi zbyt wiele frajdy, żeby sobie odpuścić.
– Nic ci nie jestem winna – mówię, udając obojętność. – Zresztą powinnaś już wszystko wiedzieć. Użyj swoich bliźniaczych supermocy – rzucam jej wyzwanie.
– Oj, weź, Lake! – Wyrzuca ręce w górę, aż dzwoni milion cienkich bransoletek na jednym nadgarstku. – Przecież wiesz, że mój bliźniaczy szósty zmysł nie działa, kiedy jestem pijana. Topher był wczoraj w jakimś dziwnym nastroju i ciągle stawiał mi shoty. Nikt z jego drużyny nawet się do nas nie odezwał, a jedynym sposobem, żeby przetrwać ten wieczór, było upić się do nieprzytomności. Więc nie mam pojęcia, jak ci minęła noc. Bądź dla mnie miła, czuję się i wyglądam dziś rano jak gówno. – Znowu unosi okulary. – Widzisz? Mam wory pod oczami. Całe szczęście, że nie wracamy samolotem, bo z takim kompletem worów kazaliby mi dopłacić za nadbagaż.
Nie mogę powstrzymać śmiechu, patrząc na jej wygłupy.
Gdyby którejś z nas zamarzyła się kariera aktorska, obie wiemy, która na pewno zostałaby gwiazdą Hollywood. W końcu lituję się nad nią i nawet nie podważam tej jej rzekomej bliźniaczej więzi.
– Masz perfekcyjny makijaż, siostra – zauważam. – Więc daruj sobie to przedstawienie.
Bay nie zamierza ustąpić.
– No raczej. Mam perfekcyjny makijaż, bo to moja robota. Ale bez niego byłoby widać te cienie pod oczami. Przysięgam, są tam, pod tymi wszystkimi warstwami korektora.
Wreszcie się nad nią lituję.
– Zrobiłam to. – Wypuszczam powietrze. Na wspomnienie zeszłej nocy policzki zalewa mi gorąco, a między nogami czuję jakby echo tamtego pulsowania.
Bay zapomina o dramatycznym występie sprzed sekundy i dosłownie się na mnie rzuca.
– Serio? Przespałaś się z którymś z chłopaków?
– Bay, puść mnie. – Na wpół chichoczę, na wpół kaszlę w jej duszącym uścisku. – Przysięgam na Boga, w poprzednim życiu musiałaś być boa dusicielem. Nie mogę oddychać.
W końcu siostra mnie puszcza.
– Dobra, dobra, sorry. Ale serio? Uprawiałaś wczoraj seks? No weź, daj mi chociaż przeżyć to w wyobraźni. Ja byłam nieźle wstawiona, ale mój chłopak pod koniec wieczoru był tak nawalony, że musiałam prosić o pomoc, żeby dotaszczyć go do hotelu i do naszego pokoju. Ani razu się nie obudził. Nie było szans, żeby mu stanął, choćbym nie wiem co robiła.
Wydaję z siebie odgłos, jakby zbierało mi się na wymioty. Wiem, że to dziecinne, ale naprawdę nie rozumiem, jak moja siostra może uważać Tophera za atrakcyjnego. Nie żeby był brzydki, ale jego charakter skutecznie mnie odrzuca.
Nigdy nie robiłam tajemnicy z tego, co myślę o jej chłopaku, więc Bay tylko przewraca oczami z irytacją.
– Wierz mi, ten jeden raz się z tobą zgadzam. Topher ma sporo do wyjaśnienia po tym, jak się zachowywał na wczorajszym meczu. Ale dość o moim związku i dość o hokeju. Kogo wczoraj przeleciałaś i jak było? Chcę znać wszystkie sprośne szczegóły twojego pierwszego razu.
– Lucę, ale…
Zalewają mnie wspomnienia z zeszłej nocy.
To, jak Luca i Blaze przygotowywali mnie do seksu z nimi, rozciągając mnie palcami, żeby mniej bolało. Duży kutas Luki z kolczykiem, tak ciasno wypełniający moje wnętrze. Cash pieprzący moje usta, jego seksowne szare oczy przez cały czas wpatrzone w moje. Rozpalone pieszczoty Blaze’a i jego ramiona oplatające mnie, kiedy siedziałam na nim okrakiem. Palec Luki drażniący mój tyłek.
Opowiadam Bay wszystko. Pomijam jedynie kolczyk Luki. Wiem, że Bay zachowa w ścisłej tajemnicy wszystko, co jej powiem, ale prywatność jest dla Luki ważna. Wyjawienie czegoś tak intymnego wydaje mi się zdradą – zwłaszcza że mi zaufał i nigdy nie prosił mnie o podpisanie żadnej umowy o poufności.
Ale już te szczegóły wystarczają, żeby Bay zaniemówiła.
– Bay? – pytam cicho, zaniepokojona tym, jak na mnie patrzy. – Wszystko w porządku? Powiedz coś, proszę.
Kręci głową, a jej charakterystyczny wysoki kucyk kołysze się przy tym na boki.
– O. Kurwa. Mać. Kim jesteś i co zrobiłaś z moją słodką, niewinną bliźniaczką? Przespałaś się z całą trójką?
Wzdycham.
– Tak. I było obłędnie. Sprawili, że czułam się taka seksowna i piękna. Powiedziałam im, że pragnę wszystkich trzech i nie potrafię wybrać.
Bay chwilę trawi moje słowa, po czym kiwa głową.
– A, pieprzyć to. Jestem z ciebie dumna, siostra. Skoro każdy z nich cię kręci, potrzebujesz czasu, żeby ich poznać i podjąć decyzję. A jeśli w międzyczasie skorzystasz ze wszystkiego, co ta trójka seksownych sportowców ma do zaoferowania, nie będę cię za to winić. Ale mam jedno ważne pytanie. Doprowadzili cię do orgazmu?
Na samo pytanie czuję pulsowanie między nogami. Bay nie potrzebuje żadnej nadprzyrodzonej więzi między bliźniaczkami, żeby odgadnąć odpowiedź – wystarczy, że widzi, jak wiercę się na skórzanym siedzeniu limuzyny Luki.
Znów przyciąga mnie do siebie i przytula.
– Cieszę się, że zadbali o to, żeby było ci dobrze, mała. Mój pierwszy raz był z Chrisem, w przedostatniej klasie liceum. Byliśmy dla siebie pierwszymi partnerami. Powiedzmy, że nie miał bladego pojęcia, co robi, i na tym poprzestańmy.
Nie miałam nic przeciwko licealnemu chłopakowi Bay. Chris był dla niej dobry. Moja siostra miała złamane serce, kiedy przyjął stypendium sportowe na Uniwersytecie Florydy i postanowili się rozstać, zamiast próbować związku na odległość.
Przyznaję, że przez chwilę czułam się lepsza, bo nam z Jonem miało się udać. Ale wszyscy wiemy, jak to się skończyło.
Limuzyna płynnie się zatrzymuje, a Luigi oznajmia, że jesteśmy w domu.
– Signorine, siamo arrivati (proszę pań, jesteśmy na miejscu). Pozwolą panie, że wniosę bagaże i—
Obie z Bay upieramy się, że każda z nas ma tylko małą torbę na jedną noc, więc Luigi nie musi się już więcej fatygować.
Kierowca Luki podaje nam bagaże.
– Czy na pewno nie mogę już w niczym paniom pomóc? Jego Wysokość polecił mi być do pań dyspozycji tak długo, jak będzie trzeba. Mogę odwieźć pannę Bay na kampus—
Zapewniamy Luigiego, że świetnie sobie poradzimy.
– Niech pan korzysta z wolnego dnia, Luigi. – Uśmiecham się. – Bay i ja trochę razem posiedzimy, może skoczymy na późny lunch. Bardzo dziękuję, że opiekował się pan nami przez te dwa dni. Jest pan najlepszy.
Przytulam starszego Włocha, a kiedy odjeżdża, macham mu na pożegnanie.
– Luigi aż się przez ciebie zarumienił, siostra – chichocze Bay. – Jestem prawie pewna, że królewska etykieta nie przewiduje przytulania pracowników.
– Na pewno masz rację. Ale on jest taki miły. – Uśmiecham się szeroko. – Gdybyśmy poprosiły, zostałby z nami bez słowa skargi. Luca mówił mi, że daje Luigiemu dzień wolny po każdym wyjeździe z noclegiem, więc nie chciałam zabierać mu jeszcze więcej wolnego czasu. Dasz radę wrócić później Uberem na kampus?
Idziemy z Bay obok siebie do mojego mieszkania na parterze.
– Jasne, żaden problem. Zrobiłam już wszystkie zadania na zajęcia, więc chcę po prostu pobyć z tobą. Może zamówimy jakieś jedzenie i odpoczniemy. Kocham moje siostry z Zety, ale czasem miło jest wyrwać się z tego ciągłego młyna w naszym domu.
Doskonale to rozumiem.
To jeden z powodów, dla których nie zdecydowałam się wstąpić do Zeta Theta Beta, choć Bay tego chciała.
Cieszę się też, że w tym roku razem z Tashą wyprowadziłyśmy się z kampusu. Akademiki w Star Cove College są lepsze niż na większości uczelni, ale zmiana otoczenia i rytmu życia dobrze robi. Kiedy mieszkałam na kampusie, czasem miałam wrażenie, że nauka i czas wolny zupełnie się ze sobą zlewają.
– Lake, stój!
Bay kładzie mi dłoń na piersi, gdy tylko wyjmuję klucz z torebki.
– Patrz – mówi. – Nie zamknęłaś drzwi na klucz, kiedy wczoraj wychodziłyśmy?
Dopiero wtedy zauważam, że drzwi do mojego mieszkania są lekko uchylone.
Lakyn
– Wyciągnij telefon – szepcze Bay, próbując zajrzeć do mieszkania przez wąską szparę między drzwiami a futryną. – Dzwoń na 911, tylko mów cicho. Jeśli ten, kto się włamał, nadal tam jest, lepiej, żeby się nie zorientował, że tu jesteśmy.
Rozgląda się i kuli, jakby dzięki temu mogła ukryć swoją szczupłą sylwetkę na otwartej przestrzeni.
– Na zewnątrz nikogo nie ma – jęczy. – Jak ktoś stamtąd wyjdzie i będzie chciał nam zrobić krzywdę, to mamy przejebane.
Co ja mówiłam wcześniej? Bay uwielbia dramatyzować.
– Nie sądzę, żeby ktoś właśnie plądrował nam mieszkanie, Bay – uspokajam ją. – Zobacz, nie ma żadnych śladów włamania. Drzwi ani nic wokół nich nie są uszkodzone, okna całe, nawet listki są na swoim miejscu. – Pokazuję jej zadbane krzewy rosnące wokół budynku.
To wcale nie przekonuje Bay.
– To jak w takim razie wytłumaczysz, że drzwi są otwarte? Zapomniałaś je wczoraj zamknąć na klucz, jak wychodziłaś?
Zastanawiam się przez chwilę. Byłam przejęta meczem i denerwowałam się rozmową z chłopakami o tym, co jest między nami, ale czy naprawdę mogłam być aż tak rozkojarzona, żeby zostawić otwarte drzwi?
– Nie – stwierdzam w końcu. – Na pewno zamknęłam na klucz. Ale może to Tasha wróciła z zawodów tanecznych. Jej drużyna imprezuje jeszcze ostrzej niż hokeiści. W zeszłym roku, rano po zawodach, była tak padnięta, że zasnęła z twarzą w owsiance. Założę się, że to ona i że pewnie znajdziemy ją śpiącą przy kuchennym stole albo na kanapie.
Łapię za klamkę, nie zwracając uwagi na ciche przekleństwa siostry za moimi plecami.
– Żeby było jasne, Lake – syczy, wchodząc za mną do mieszkania. – To jest koszmarnie zły pomysł. Powinnyśmy zadzwonić po gliny i zaczekać na zewnątrz. Jeśli nas dzisiaj obie zabiją, zwalę całą winę na ciebie.
Odwracam głowę i zerkam na nią przez ramię.
– Przyjęłam do wiadomości. Ale twoja złość jakoś mnie nie przeraża. Jeśli nas obie zabiją, będziemy martwe, więc nie bardzo będziesz mogła wiercić mi dziury w brzuchu.
Napawam się swoją błyskotliwą ripostą, ale ta satysfakcja nie trwa długo. Powinnam już wiedzieć, że przy Bay nie ma szans na ostatnie słowo. To zdecydowanie ona jest tą pyskatą bliźniaczką.
– Och, uwierz mi – krzyczy szeptem. – Będę ci wiercić dziurę w brzuchu przez całą wieczność. Będę cię nawiedzać, a wiesz, że potrafię chować urazę przez całą, kurwa, wieczność.
Otwieram usta, żeby jej powiedzieć, że musiałabym żyć, żeby mogła mnie nawiedzać, bo wątpię, by duch mógł nawiedzać innego ducha. Ale kiedy przechodzimy przez pusty salon, stopa mi się ślizga i zamiast tego wydaję z siebie zaskoczony pisk.
Gdyby nie mocny uścisk Bay, rąbnęłabym tyłkiem o drewnianą podłogę.
– Co jest, kurwa—? – cedzę. – Coś leży na podłodze.
Bay podnosi czerwony płatek róży i trzyma go w dwóch palcach.
– Hmm. – Pokazuje mi płatek, który omal mnie nie zabił. – Albo mamy wyjątkowo romantycznego włamywacza, albo masz rację i to nie jest włamanie.
Przewracam oczami.
– A nie mówiłam? – Zaraz jednak ciekawość bierze górę. – Patrz, tu jest cała ścieżka z płatków róż. I zanim zapytasz: jestem absolutnie pewna, że wczoraj, kiedy wychodziłam, żadnych płatków na podłodze nie było.
Bay podskakuje w miejscu, nie umiejąc ukryć ekscytacji.
– Kto mógł to zrobić? KOCHAM takie rzeczy. Właśnie przez to zakochałam się w Topherze. Kiedy dopiero zaczynaliśmy się spotykać, ciągle robił dla mnie takie romantyczne rzeczy.
Gryzę się w język.
Nie jest tajemnicą, że w najbliższym czasie nie zapiszę się do fanklubu Tophera, ale nawet na pierwszym roku, kiedy ten dupek odstawiał te wszystkie szopki, żeby zdobyć serce Bay, nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia.
– Ktokolwiek to zrobił – mówię, mrużąc oczy na widok tych nieszczęsnych płatków – niech się lepiej przygotuje na późniejsze sprzątanie. On czy ona. Nie ma nic romantycznego w robieniu bałaganu, który potem ja muszę sprzątać.
Teraz to Bay przewraca oczami.
– Do cholery, siostra, od kiedy masz takie serce z lodu? Jeśli to któryś z twoich facetów, to też mu zarzucisz bombardowanie miłością, tak jak wtedy, kiedy Topher się do mnie zalecał?
Nie patrzę na nią, bo wiem, że jeśli powiem jej, co czuję, oskarży mnie o podwójne standardy.
Jeśli to sprawka Casha, Blaze’a albo Luki, nie uznam tego za bombardowanie miłością. Od początku są wobec mnie po prostu wspaniali i szczerzy. Topher robił te wszystkie wielkie gesty, żeby przekonać Bay do randki, ale kiedy moja siostra nie patrzyła, był dupkiem dla całej reszty świata.
– Sama nie wiem, Bay – wzdycham. – Przy wielkich gestach czuję się nieswojo. Zawsze mam wrażenie, że jak ktoś musi aż tak przesadzać, to ma coś do ukrycia. Albo próbuje w ten sposób namieszać komuś w głowie, żeby ten przestał ufać własnemu osądowi, albo błaga o przebaczenie.
W tej kwestii nigdy się z siostrą nie zgodzimy.
– Albo – upiera się Bay – ktoś po prostu chce ci pokazać, co do ciebie czuje, i stara się, żeby to było wyjątkowe. A tak w ogóle, powiedziałaś, że ma to posprzątać on czy ona? Kto inny mógłby to zrobić, jeśli nie któryś z twoich adoratorów?
Zastanawiam się przez chwilę.
– Tasha z kimś sypia. Nie chce mi powiedzieć z kim. To wszystko może być dla niej.
– Jest tylko jeden sposób, żeby się przekonać – oznajmia Bay z właściwą sobie żelazną determinacją. – Pójdźmy tą ścieżką i zobaczmy, dokąd nas zaprowadzi.
– A, pieprzyć to. – Wzruszam ramionami. – Przynajmniej się dowiem, kto potem będzie sprzątał.
Idziemy śladem płatków przez korytarz. Czerwony szlak kończy się pod drzwiami mojej sypialni.
– No cóż. – Bay promienieje, jakby właśnie dostała Nobla w kategorii „Mądrala roku”. – Chyba możemy śmiało założyć, że to nie dla Tashy.
Mam ochotę pokazać jej środkowy palec, ale się powstrzymuję, bo wiem, że naprawdę cieszy się moim szczęściem. Jasne, że przypisze sobie całą zasługę za tę niespodziankę, ktokolwiek ją przygotował – w końcu to ona kupiła mi te trzy randki i miała rację, że zaiskrzy między mną a każdym z trzech chłopaków, których wybrała. Prawda jest taka, że choć na romantyczne gesty reagujemy zupełnie inaczej, Bay chce mojego szczęścia i zawsze miała na względzie moje dobro.
Robię krok w stronę drzwi. Ręka mi drży, kiedy chwytam klamkę.
W głębi duszy wiem, dlaczego nieszczególnie mnie cieszy, że któryś z chłopaków rozsypał czerwone płatki róż po całym moim mieszkaniu i czeka na mnie w sypialni. Powiedziałam im jasno, że lubię ich wszystkich tak samo i że nie potrafię wybrać tylko jednego. To oczywista próba zmuszenia mnie do decyzji.
Po wczorajszej nocy jestem jeszcze bardziej rozdarta. Zamiast pomóc mi wybrać, noc z całą trójką w moim łóżku pokazała mi tylko, co bym straciła, gdybym zerwała z dwoma z nich.
– No dalej, Lake – zachęca mnie Bay zza pleców. – Otwórz te cholerne drzwi.
Ma rację. Trzeba zerwać plaster jednym szarpnięciem i zobaczyć, co jest grane.
A skoro o graniu mowa: kiedy otwieram drzwi i zamieram w miejscu, jako pierwsza dociera do mnie muzyka.
Wcześniej jej nie słyszałyśmy, bo gra cicho w tle, tylko dla nastroju.
– Co jest, kurwa? – Mrugam parę razy, wodząc wzrokiem po ścieżkach z róż prowadzących aż do mojego dwuosobowego łóżka. – Jon?
Gwałtownie wciągam powietrze, kiedy staję twarzą w twarz z byłym.
Ale to nie widok mojego nagiego eksa, rozwalonego na kołdrze pośrodku serca z kolejnych czerwonych płatków, przykuwa moją uwagę.
– No ja pierdolę – Bay wypowiada na głos moje myśli, stojąc tuż za mną, i szturcha mnie, żeby lepiej się przyjrzeć. – Wiedziałam, kurwa! To byłeś ty.
Jon ma przynajmniej tyle przyzwoitości, żeby gwałtownie wciągnąć powietrze i zasłonić klejnoty, ale mleko już się rozlało.
Tego, co zobaczyłam, nie da się odzobaczyć.
Obraz jego małego, na wpół sztywnego penisa otoczonego wielkim, zapuszczonym krzakiem brązowych włosów na zawsze wypala mi się w pamięci.
Nie żebym zdążyła o nim zapomnieć po tamtej fotce kutasa, ale na żywo jest sto razy gorzej.
– Jon, co ty tu robisz? – pytam, zaskoczona, że na jego widok wcale nie chce mi się płakać, a jeszcze miesiąc temu bym się rozryczała.
No dobra, kurwa, to, że leży nagi na moim łóżku i ewidentnie ma najmniejszego fiuta, jakiego w życiu widziałam, bardzo pomaga.
Zaskakuje mnie nie tylko świadomość, że w porę uniknęłam kłopotów. Jasne, gdybym czekała do ślubu i dopiero wtedy odkryła, że resztę życia spędzę z naprawdę, ale to naprawdę malutkim fiutkiem, byłabym rozczarowana.
Najbardziej szokuje mnie to, że nie czuję absolutnie nic do faceta, z którym chodziłam ponad trzy lata.
Dobra, może nie nic. Czuję całkiem sporo. Tylko że nie to, czego się spodziewałam, kiedy w pierwszych dniach po zerwaniu wyobrażałam sobie, że zmienia zdanie. Serce nie wyskakuje mi z piersi, nie rzucam mu się w ramiona jak w komediach romantycznych, kiedy bohater zdobywa się na wielki gest i para do siebie wraca.
Fakt, zwykle bohater jest dużo przystojniejszy od Jonathana. I dba o owłosienie tam na dole.
Dopadają mnie wyrzuty sumienia, kiedy gapię się na byłego, który zamarł jak sarna w światłach reflektorów.
Od kiedy jestem taka wredna i oceniam faceta po rozmiarze fiuta i po tym, jak zadbany jest tam na dole?
Może od kiedy w końcu przejrzałaś na oczy i zaczęłaś spotykać się nie z jednym, nie z dwoma, tylko z trzema prawdziwymi ciachami. Ciachami, które mają mięśnie na mięśniach i golą tam na dole każdy nieestetyczny włosek.
Głos w mojej głowie brzmi podejrzanie jak Bay, więc odwracam się i piorunuję ją wzrokiem.
– Co? – Wzrusza niewinnie ramionami, ale po tym, jak wykrzywia usta, widzę, że ledwo powstrzymuje uśmieszek.
– Nic – mówię, zastanawiając się, czy to odzywa się moja podświadomość, czy Bay jakimś cudem odkryła sposób na telepatyczną łączność między nami. Jeśli chodzi o moją bliźniaczkę, nic by mnie nie zdziwiło. Od dawna twierdzi, że gdybyśmy nad tym popracowały, mogłybyśmy rozmawiać telepatycznie.
– Jon. – Łapię bluzę Star Cove Knights i rzucam ją w niego. – Po pierwsze, proszę cię, zakryj się. A jak już będziesz wyglądał trochę przyzwoiciej, masz mi sporo do wyjaśnienia.
Wypadam z pokoju i niemal biegiem uciekam do salonu, byle dalej od byłego.
Bay depcze mi po piętach.
– Wszystko okej, Lakey-Lake? – pyta cicho.
Kręcę głową.
– Nie wiem. Ja… ja nie spodziewałam się, że tak szybko znowu zobaczę Jona. A już na pewno nie aż tyle Jona – piszczę.
– Albo aż tak mało – parska Bay. – Bo umówmy się, siostra. Na żywo ten fiut wygląda na jeszcze mniejszego.
Z trudem powstrzymuję wybuch śmiechu.
– Zamknij się. – Lekko uderzam ją pięścią w ramię. – Nie wierzę, że wysłał mi to zdjęcie fiuta, o które wcale nie prosiłam. To zupełnie do niego niepodobne.
Bay już nawet nie próbuje ukrywać rozbawienia.
– Może się powtarzam, ale na jego miejscu ukradłabym z internetu zdjęcie jakiegoś fiuta, zamiast wysyłać fotkę tego żałosnego ołówka. Albo nie, czekaj. Ogryzka ołówka. Zwykły ołówek jest o wiele dłuższy niż kutas twojego eksa.
Nie myli się.
– Bay, przestań. Serio, myślałam, że znam Jona. Praktycznie razem dorastaliśmy. On nie jest typem, który kończy trzyletni związek ni z gruszki, ni z pietruszki. Nie zdradza i nie wysyła zdjęć fiuta.
Bay jakoś się opanowuje. Ledwo, ledwo.
– Pozwolę sobie się nie zgodzić, siostra. Może nie znałaś swojego eksa tak dobrze, jak ci się wydawało.
Nie zgadzam się.
– Mówiliśmy sobie z Jonem wszystko. Był moim najlepszym przyjacielem.
Też uderza mnie pięścią w ramię, tyle że jej cios boli.
– Auć – jęczę. – Co ci, do cholery, odbiło?
– Odwołaj to, Lakyn. – Piorunuje mnie wzrokiem. – To ja jestem twoją najlepszą przyjaciółką. A Debil? Najwyraźniej w ogóle go nie znałaś, skoro zakończył wasz związek ni z gruszki, ni z pietruszki, zdradził cię i przysłał ci fotkę fiuta.
Kurwa.
Nienawidzę, kiedy ma rację. Nie zamierzam nawet myśleć o tym, że ostatnio Bay ma rację o wiele częściej, niż bym sobie życzyła.
– Masz rację – przyznaję. – I przepraszam. Nie nazywam cię najlepszą przyjaciółką tylko dlatego, że jesteś dla mnie kimś o wiele ważniejszym, Bay. Jesteś moją siostrą, ale to coś więcej. Jesteś częścią mnie.
Niebieskie oczy Bay wypełniają się łzami.
– Och, Lakey. – Przyciąga mnie do siebie i przytula. – Czuję to samo. Ty też jesteś częścią mnie. Tak bardzo, że wiem, że nie zamierzasz wracać do Debila. Prawda?
– Co? Jasne, że nie. – Gwałtownie wciągam powietrze, kiedy mnie puszcza. – Ale myślisz, że przyszedł tu, żeby spróbować do mnie wrócić?
Odpowiada mi mój były chłopak, który właśnie wchodzi do salonu – tym razem, dzięki Bogu, kompletnie ubrany.
– No jasne, że przyszedłem, żebyśmy do siebie wrócili – mówi. – Po co niby miałbym to wszystko robić? – Wskazuje porozdeptywane płatki róż zaśmiecające całe mieszkanie.
– A skąd mam wiedzieć? – Mój ton jest ostrzejszy, niż zamierzałam, ale wiecie co? Pierwszy szok na widok Jona – i to jeszcze w stroju Adama – już mija. Kiedy wyobrażałam sobie tę chwilę, rycząc przy jakiejś przesłodzonej komedii romantycznej, spodziewałam się zupełnie innych uczuć. Teraz jestem po prostu wkurwiona.
– Kotku – mówi Jon, mając przynajmniej tyle przyzwoitości, żeby wyglądać na zawstydzonego. – Jestem tu, bo popełniłem błąd. Miałaś rację. Jesteśmy dla siebie stworzeni. Nigdy nie powinienem był z tobą zrywać. Po prostu się pogubiłem, bo związek na odległość jest trudny. Przepraszam. Kocham cię, Lakyn.
Kurwa.
Jeszcze miesiąc temu dałabym sobie uciąć rękę, byle tylko usłyszeć od Jonathana te słowa. Ale teraz?
Nie czuję kompletnie nic.
Właściwie nie, cofam to. Jest pora lunchu, z głodu robię się coraz bardziej wściekła i chcę tylko, żeby sobie poszedł.
– Nie miałam – mruczę.
Jon i Bay zadają mi dokładnie to samo pytanie:
– Czego nie miałaś?
– Nie miałam racji – prycham sfrustrowana. – To ty ją miałeś, Jon. Aż trudno uwierzyć, że dostrzegłam to dopiero, kiedy ze mną zerwałeś, ale miałeś rację. Nie pasowaliśmy do siebie. Myślałam, że jestem w tobie zakochana, ale okłamywałam samą siebie.
Bay kiwa głową, z wyraźną satysfakcją patrząc na zszokowaną, zdruzgotaną minę Jona.
– No jasne.
– Zamknij się, Bay! – warczy Jonathan. – A w ogóle, co ty tu, kurwa, robisz? Rozmawiam ze swoją dziewczyną i chcielibyśmy mieć trochę prywatności.
Ten jeden raz Bay zachowuje się o wiele dojrzalej, niż bym się po niej spodziewała.
– Mam sobie iść, siostra?
– Nie – błagam. – Zostań, proszę. Nie mam Jonowi nic do powiedzenia, czego nie omówiłam już z tobą.
Nie chodzi o to, że nie czuję się przy Jonie bezpiecznie. Żadne jego słowa nie przekonają mnie też do powrotu. Tyle że mój eks potrafi być nieustępliwy, kiedy czegoś chce. Niezliczone razy kłóciliśmy się godzinami, do późnej nocy. Przy Bay nie będzie tu tkwił w nadziei, że w końcu mnie zamęczy i wymusi drugą szansę.
Biorę głęboki oddech i zbieram się w sobie przed nieprzyjemną rozmową, która mnie czeka. Nie znoszę konfrontacji, a Jonathan to wykorzystywał, wymuszając na mnie rzeczy, których nigdy bym nie zrobiła, gdyby nie jego naciski. Choćby rezygnację z mięsa albo wyjazdy na Wschodnie Wybrzeże w długie weekendy i podczas przerw w nauce – zawsze to ja musiałam jeździć do niego.
– Jon – zaczynam, zmuszając się, żeby spojrzeć eksowi w brązowe oczy. – Przykro mi, że przyjechałeś aż z Princeton tylko po to, żeby dostać kosza. Ale wiesz, co myślę o niespodziankach. Gdybyś mi powiedział, że chcesz przyjechać, oszczędziłabym ci czasu i wstydu. Kiedy ze mną zerwałeś, byłam zdruzgotana. Mówiłeś, że się od siebie oddaliliśmy, a ja tego nie widziałam. Myślałam, że jesteśmy sobie przeznaczeni, ale się myliłam.
Próbuje złapać mnie za rękę, ale cofam się o krok.
– Lake – teraz to on błaga. – Nie, to ja się myliłem. Nie wiem, co we mnie wstąpiło, ja—
– Zdradziłeś mnie, Jon.
Wzdryga się, słysząc mój ton.
– Nieprawda. Mogę to wyjaśnić.
Powstrzymuję go uniesioną dłonią.
– Proszę cię, Jon, nie. Już samo to, że mnie zdradziłeś, jest wystarczająco podłe. Jeśli kiedykolwiek ci na mnie zależało, miej chociaż tyle przyzwoitości, żeby nie obrażać mojej inteligencji. Kiedy ostatnio rozmawialiśmy, zadzwoniłeś do mnie po tym, jak mnie zablokowałeś, bo przypadkiem polubiłam jedno z twoich zdjęć w mediach społecznościowych. Widziałam wtedy fotkę, na której całujesz się ze swoją nową dziewczyną. Nawet nie próbuj mi wciskać kitu, że zrobiliście ją po naszym rozstaniu. Miałeś na sobie swoją ulubioną pamiątkową koszulkę z ostatniej klasy liceum. Tę, którą twoja mama zniszczyła w praniu w zeszłym roku podczas przerwy zimowej. Czyli zdradzałeś mnie od miesięcy.
Zwiesza głowę, ale nie na długo.
Znam go zbyt dobrze, żeby wierzyć, że przyzna się do błędu.
Jon nigdy tak naprawdę nie dopuszcza myśli, że może nie mieć racji. To zawsze było jedną z głównych przyczyn naszych kłótni. To także dlatego Bay go nie znosi. Moja siostra jest najbardziej upartą osobą, jaką znam, ale kiedy coś spieprzy, przyznaje się do tego i robi wszystko, co w jej mocy, żeby to naprawić. Za to Jon będzie się kłócił do upadłego, przekręcając prawdę i cudze słowa, byle tylko postawić na swoim.
– Lake, przepraszam. Przyznaję, spieprzyłem. Ale tęskniłem za tobą, a ty ciągle byłaś zajęta nauką i pracą na niepełny etat. Całymi miesiącami się nie widywaliśmy i—
– Słabe – wtrąca się moja siostra. – No, jakżeby inaczej. Cały ty, Debilu: zdradziłeś Lakyn, a teraz próbujesz jej wmówić, że to jej wina, bo była zbyt zajęta.
Zrozpaczona mina Jona znika.
– Nie wtrącaj się, Bay – warczy. – Nigdy nie rozumiałem, jaki ty masz, kurwa, ze mną problem.
O Boże.
Jon powinien znać Bay na tyle dobrze, żeby nie zadawać jej pytań, jeśli nie jest gotowy na szczerą odpowiedź.
– Mój problem z tobą – cedzi Bay z rękami skrzyżowanymi na piersi – poza tym, że zdradziłeś moją siostrę i złamałeś jej serce, polega na tym, że Lake nie była z tobą szczęśliwa.
Cofa się gwałtownie, jakby Bay wymierzyła mu policzek.
– Nic nie wiesz o naszym związku, Bay.
Uwierzcie mi, gdyby znał moją siostrę tak dobrze jak ja, wiedziałby, że niewiele jej brakuje do rękoczynów.
Bay to zazwyczaj najsłodsza osoba na świecie – chyba że ktoś mnie skrzywdzi. Wtedy włącza tryb starszej siostry, daje ci popalić i wykorzystuje każdą sekundę z tych siedmiu minut, o które wcześniej przyszła na świat. Jak dotąd uderzyła kogoś tylko raz: w pierwszej klasie, gdy pewien chłopak powiedział, że mam zarazki i nie mogę bawić się z nim i jego kolegami na przerwie.
Znakiem ostrzegawczym było wtedy wściekłe stukanie stopą tuż przed tym, jak kopnęła dzieciaka w jaja. Teraz robi to samo, piorunując Jona wzrokiem.
– Wiem o waszym związku wystarczająco dużo, żeby wiedzieć, że nigdy ci na Lake nie zależało. Chciałeś tylko przerobić ją tak, żeby pasowała do twojego wyobrażenia o niej.
Jon kręci głową, jak zawsze, kiedy szykuje się do udowadniania swoich racji.
– To nieprawda, ja—
– Bay ma rację – wtrącam się. – Nie interesuje mnie, jak zamierzasz to wszystko przekręcić, Jon. To nie jest klub debat. Zawsze wszystko we mnie krytykowałeś. Co jadłam, jak się ubierałam, co czytałam, czego chciałam. Marudziłeś i jęczałeś, dopóki nie postawiłeś na swoim, a ja zmieniałam się, żeby sprostać twoim oczekiwaniom. Myślałam, że jestem szczęśliwa, ale nie byłam. W naszym związku liczyłeś się tylko ty i to, czego chciałeś. Począwszy od tego, że zawsze to ja musiałam jeździć do ciebie do Princeton, żeby było ci wygodniej, a skończywszy na tym, że w ogóle nie uprawialiśmy seksu, bo chciałeś zachować czystość do ślubu.
Powinnam była wiedzieć, że tak naprawdę nie przyzna się do błędu.
– Czyli dlatego nie byłaś szczęśliwa? Bo miałem prawdziwe wartości?
– Nie, Jon. – Wzruszam ramionami. – Szanowałam twoje wartości, ale ich nie podzielałam. Kiedy to sobie uświadomiłam, powinnam była to zakończyć, ale manipulowałeś mną, żeby postawić na swoim. Zresztą twoje wartości najwyraźniej już się zmieniły. Nawet mnie nie obchodzi, czy przespałeś się z tą dziewczyną ze zdjęć.
Wiem, że tak, bo spuszcza wzrok.
– Gdy tylko uznałeś, że seks jest w porządku, przysłałeś mi fotkę fiuta, o którą wcale nie prosiłam. Nawet nie próbowałeś najpierw ze mną porozmawiać po tym, jak mnie zablokowałeś. Nie obchodziło cię, czego chcę ani jak to, co robisz, na mnie wpłynie. Skończyłam z tobą, Jon. Mam to już za sobą.
Ogarnia mnie euforia, kiedy dociera do mnie, że mówię prawdę. Bez względu na to, jak się sprawy potoczą z Cashem, Blaze’em i Lucą, zależy mi na nich i chcę zobaczyć, jak rozwinie się moja relacja z każdym z nich.
– Masz to już za sobą? – prycha Jon. – Błagam cię, Lake, nie oszukuj się, że jesteś kimś więcej niż puck bunny. Mogłabyś tak mówić, gdybyś miała chłopaka, a ty pieprzysz się z co najmniej trzema gośćmi z drużyny hokejowej Star Cove. Może i nie jestem sportowcem, ale dość się wśród nich obracałem, żeby wiedzieć, że pewnie wymieniają się tobą i obgadują cię w szatni. A może myślałaś, że jak zaczniesz się ubierać jak Bay, to od razu będziesz fajna?
Jego słowa uderzają we mnie z siłą kuli burzącej. Wiem, o co mu chodzi. Potępia mnie, żebym poczuła się brudna.
– Chwileczkę – mówię, kiedy otrząsam się z pierwszego szoku po jego pełnych jadu słowach. – Skąd wiesz, że spotykam się z trzema chłopakami z drużyny hokejowej?
Jestem prawie pewna, że podczas naszej ostatniej rozmowy telefonicznej, kiedy postanowiłam przystać na szalony plan Bay, powiedziałam Jonowi, że spotykam się z jednym hokeistą. Nigdy nie wspominałam mu o aukcji ani o tym, że Bay kupiła mi trzy randki.
– Oj, daj spokój, Lake – prycha. – Jakbyś nie chwaliła się na Instagramie tym, jak się puszczasz.
– Naćpałeś się? – Marszczę brwi. – Nie zaglądałam na Instagram od naszej ostatniej rozmowy. Od kiedy przez przypadek polubiłam to zdjęcie, a ty mnie zablokowałeś.
– Gówno prawda. – Krzywi się ze złością, wyciąga z kieszeni telefon i pokazuje mi konto, które wygląda jak moje, ale ewidentnie moje nie jest.
– Co jest—
Na jednym zdjęciu jesteśmy z Cashem na naszej pierwszej randce. Stoimy przed moim mieszkaniem, a on otwiera mi drzwi od strony pasażera w swoim pikapie. Patrzymy sobie w oczy tak, jakbyśmy byli sobie bliżsi niż dwoje ludzi, którzy dopiero co się poznali.
Są zdjęcia z imprezy w domu Gammy, na którą poszłam z Blaze’em.
Na jednym tańczymy, na drugim spijamy alkohol z ciała.
Potem jest zdjęcie z Lucą, też z pierwszej randki. Wręcza mi bukiet róż i tulipanów.
Są też zdjęcia z wczorajszego meczu, na których w koszulce Star Cove Knights dopinguję chłopaków.
Nawet gdybym miała wątpliwości, kto za tym stoi, hasztagi pod zdjęciami i tak zdradziłyby moją siostrę.
– Serio, Bay? – cedzę przez zęby. – #randkizKnights, #płonędlaBlaze, #prawdziwaksiężniczka, #konieczcałowaniemżab?
Zgodnie z przewidywaniami Bay nie okazuje ani krzty skruchy.
– No co? Debil grzebał na moich profilach, żeby mieć cię na oku, to pomyślałam, że mu pomogę.
Jon reaguje szybciej niż ja.
– Powinienem był się domyślić, że to ty! Lake nigdy nie zaczęłaby mnie obserwować z innego konta po tym, jak ją zablokowałem. Psycholka.
Zamiast okazać choć trochę skruchy, Bay triumfuje.
– Swój swego pozna. To ty przesiadywałeś na moim koncie, żeby szpiegować swoją byłą. Dałam ci tylko to, czego chciałeś. Poza tym moje zdjęcia są w dobrym guście. Ktoś powinien cię nauczyć, jak robić zdjęcia fiuta, ty fiucie. Nie żeby istniał filtr, który dodałby ci trzynaście centymetrów, żebyś dobił chociaż do średniej, ale hej, technologia idzie do przodu. Może jednak jest dla ciebie nadzieja.
Nie mam nawet szansy powiedzieć Bay, że przesadza.
– Powinienem był posłuchać rodziców, kiedy mówili, żebym nie wiązał się z Lakyn – cedzi Jon. – Ostrzegali mnie, że jesteście jednojajowymi bliźniaczkami, więc pewnie jest taką samą dziwką jak ty.
O nie, kurwa. Chyba tego nie powiedział.
– Jak śmiesz nazywać moją siostrę dziwką? – Staję w obronie Bay, chociaż ona wcale tego nie potrzebuje.
– Ojej, myślisz, że obchodzi mnie, co o mnie sądzisz? – Bay się śmieje. – Jesteś narcystycznym socjopatą z obsesją kontroli i kompleksem małego fiuta. Moja siostra miała szczęście, że się od ciebie uwolniła. Spadaj, Jon. Lake to dla ciebie zdecydowanie za wysokie progi i cieszę się, że w końcu to zrozumiała.
Oczy mojego byłego chłopaka płoną nienawiścią, kiedy patrzy na mnie i na Bay.
– Moi rodzice mieli rację. Mówili, żebym tego nie robił, a ja nie posłuchałem. Teraz mogę winić tylko siebie.
Zbija mnie z tropu gorycz w jego głosie.
– O czym ty mówisz?
Zawsze we wszystkim radzi się rodziców. Boże, oby nie pokazał im tego zdjęcia swojego fiuta.
– O tym, że przyjechałem tu, żeby cię odzyskać, a teraz na darmo zrujnowałem sobie życie.
Zawsze tak dramatyzuje.
– Nie wrócimy do siebie i przykro mi, że przyjechałeś taki kawał drogi. Nie będę cię okłamywać, Jon. Nadal mnie boli, że mnie zdradziłeś, ale mówiłam serio, że mam to już za sobą. Jeśli martwisz się, że zdjęcie twojego fiuta gdzieś wycieknie, to nie musisz. Zaraz je usunę.
Wyjmuję komórkę z zamiarem usunięcia zdjęcia na jego oczach, ale on kręci głową.
– Nie martwię się, że to zdjęcie wycieknie. Zrobiłem coś jeszcze głupszego.
– Głupszego niż popisywanie się tym ołówkiem zamiast fiuta? – chichocze Bay.
Szturcham ją łokciem, żeby się zamknęła. Nadal jestem wściekła na Jona, ale jakaś część mnie się o niego martwi. Moją odmowę znosi o wiele gorzej, niż się spodziewałam. Zwłaszcza że to on ze mną zerwał.
– Co zrobiłeś? – pytam.
Nic nie mogło mnie przygotować na jego odpowiedź.
– Przeniosłem się do Star Cove.
Musiałam się przesłyszeć.
– Co zrobiłeś?
– Przeniosłem się do Star Cove, żebyśmy mogli razem skończyć studia.
Kurwa.
Nigdy nie sądziłam, że to powiem, ale rodzice Jona mieli rację. Nie powinien był robić czegoś tak głupiego.
– Przykro mi, Jon – mówię, wściekła, że czuję potrzebę przepraszania, skoro sam jest sobie winien. – Mam nadzieję, że uda ci się cofnąć to przeniesienie, bo jeśli zrobiłeś to dla mnie, to niczego nie zmienia. Zdradziłeś mnie, złamałeś mi serce i nie zostało we mnie nic z tego, co myślałam, że do ciebie czuję.
Kręci głową i patrzy na mnie z zaciśniętą szczęką.
– To jeszcze nie koniec. Odzyskam cię.
– Proszę, wyjdź.
Bay potrafi być upierdliwa, ale po raz enty się mną opiekuje.
– No dalej, Debilu. Czas się zbierać.
Prowadzi go do drzwi wejściowych.
– Masz się gdzie zatrzymać? – upewnia się. Jest zbyt dobra nawet dla kogoś, kim gardzi.
– Zostało kilka wolnych pokoi w koedukacyjnym akademiku. Dostałem dwuosobowy, ale myślałem, że i tak będę spędzał tu większość czasu.
Nie widzę twarzy Bay, ale słyszę w jej głosie złośliwą radość.
– No to dziś dostałeś od życia dwie lekcje. Nie traktuj ludzi jak śmieci, jeśli nie chcesz wylecieć za drzwi.
– A druga lekcja? – pyta Jon.
– Zanim wyślesz zdjęcie fiuta, zawsze zapytaj kogoś jeszcze o zdanie. A oto ta druga opinia: nigdy więcej tego nie rób, stary. Wysyłanie takich zdjęć bez pytania byłoby kurewsko obleśne, nawet gdybyś miał ładnego fiuta. A ty, bez dwóch zdań, nie masz.
Trzaska mu drzwiami przed nosem.
– Wszystko okej, Lakey-Lake? – pyta i obejmuje mnie, żeby dodać mi otuchy.
– Tak. Nie. Nie wiem – wzdycham. – Ostatnio mało myślałam o Jonie i właśnie coś do mnie dotarło.
– Co takiego, siostrzyczko?
Patrzę Bay w oczy, identyczne jak moje.
– Mam kłopoty.
Bay przytula mnie mocniej.
– Nie przejmuj się Debilem. Jeśli jeszcze raz będzie cię nachodził, to—
– Nie przejmuję się Jonem – przyznaję. – Ale kiedy znowu go zobaczyłam, coś zrozumiałam.
Bay wypuszcza mnie z objęć i zakłada mi kosmyk długich włosów za ucho.
– Co takiego?
Wzdycham.
– Myślałam, że kocham Jona, ale się myliłam. I to mnie strasznie przeraża, bo wszystko, co myślałam, że do niego czuję, to nic w porównaniu z…
Kończy to zdanie za mnie.
– Z tym, co zaczynasz czuć do Casha, Blaze’a i Luki.
Lakyn
Niektóre dni są do dupy.
Znacie to? Taki dzień, kiedy marzycie tylko o tym, żeby wrócić do łóżka i schować się przed całym światem?
Kiedy wszystko, czego dotkniecie, zamienia się w gówno, jak u Midasa, tylko na odwrót?
Dzisiaj mam właśnie taki dzień, bez dwóch zdań.
Po pierwsze: budzik nie zadzwonił, a ja mam zajęcia z samego rana, po których czeka mnie podwójna zmiana w bibliotece.
Wczoraj tak się nakręciłam całą akcją z Jonem, że do późna w nocy roztrząsałam wszystko z Bay.
Musiałyśmy zasnąć w trakcie gadania i może w ogóle zapomniałam nastawić budzik. Jedno wiem na pewno: zapomniałam wyjąć soczewki. I to jest druga rzecz, która idzie koncertowo nie tak.
Próbowaliście kiedyś otworzyć oczy po całej nocy przespanej w soczewkach?
Powieki miałam praktycznie sklejone, a kiedy w końcu zdołałam je otworzyć, bolało jak cholera.
Soczewki musiały mi kompletnie wysuszyć oczy. Teraz bolą tak bardzo, że ledwo mogę utrzymać je otwarte.
Wyjęcie tych skurczybyków to była istna przeprawa. Kiedy oko jest suche, soczewka ani myśli się ruszyć i trudno ją nawet chwycić.
O tym, jak czerwone i przekrwione miałam oczy, kiedy spojrzałam w lustro, lepiej nie mówić. Wyglądam jak statystka z filmu o wampirach.
Nie ma mowy, żebym dziś założyła soczewki, więc sięgam po okulary i wsadzam je na nos.
Chłopaki grają dziś wieczorem u siebie z USC, a ja chciałam ładnie wyglądać na meczu. Sądząc po odbiciu w lustrze, kiepsko się na to zanosi.
Chyba się przekonamy, czy nadal im się podobam, kiedy przypominam dawną siebie. Choć może później poproszę Bay, żeby pomogła mi z włosami i makijażem.
Czy to płytkie? Może. Nie sądzę, żeby dla Casha, Blaze’a i Luki naprawdę miało znaczenie, czy noszę okulary albo się maluję. Tyle że zaczęli mnie zauważać dopiero po metamorfozie, którą zafundowała mi Bay, chociaż wcześniej widzieli mnie w bibliotece niezliczone razy.
W sumie, jeśli mój dawny wygląd ich odstraszy, to powinno mi ułatwić wybór, prawda?
Chciałoby mi się płakać, gdyby nie to, że oczy mam suchsze niż Sahara.
Potykając się, wracam do sypialni. Po ciuchy idę na palcach, żeby nie obudzić Bay.
Moja bliźniaczka zasnęła obok mnie. Przez dłuższą chwilę przyglądam się śpiącej siostrze.
Bay i ja jesteśmy identyczne, z kilkoma wyjątkami. Wiadomo, ona jest o wiele bardziej towarzyska i kręcą ją makijaż, ciuchy i sport, a ja jestem bardziej zamknięta w sobie i wolę książki. Do tego dochodzi jej szalona obsesja na punkcie ostrego jedzenia – ja dużo ostrożniej wybieram to, co biorę do ust. Trzecia różnica: śpimy w zupełnie innych pozycjach. Ja śpię na brzuchu, z rękami pod poduszką i jedną nogą zgiętą pod dziwnym kątem. Często budzę się z plamą śliny na poszewce.
A Bay? Tłumię parsknięcie, patrząc na siostrę, która leży na plecach z wypielęgnowanymi dłońmi skrzyżowanymi pod biustem. Długie blond włosy rozsypały się wachlarzem po poduszce, a twarz ma we śnie spokojną i pogodną.
Nawet przez sen wygląda jak pieprzona księżniczka Disneya.
Gdyby Bay nie była najkochańszą osobą na świecie, pewnie zazdrościłabym jej tej perfekcji, ale nie potrafię.
Jasne, kłócimy się jak każde rodzeństwo, ale w głębi duszy obie wiemy, że zawsze możemy na siebie liczyć, cokolwiek się stanie.
Nie ma rzeczy, której byśmy dla siebie nie zrobiły. Do tego stopnia, że wydała absurdalną kasę, żeby kupić mi te trzy randki na aukcji charytatywnej.
Dociera do mnie, że jeszcze porządnie jej nie podziękowałam. Byłam zbyt zajęta kłótniami o to, czy w ogóle pójdę na te randki, i zbyt uparta, żeby przyznać, że ona zna mnie lepiej niż ktokolwiek inny. Czasem nawet lepiej niż ja sama.
– Przestań się na mnie gapić, jak śpię – burczy Bay, po czym przewraca się na brzuch i chowa głowę pod poduszkę. – To przerażające.
Rano jest strasznie marudna. Ja tam zaraz po przebudzeniu jestem o niebo milsza, nawet przed kawą.
– Przepraszam – mówię, siadając na brzegu łóżka i bawiąc się jej jedwabistymi kosmykami. – Zaraz lecę na poranne zajęcia. Zanim wyjdę, zaparzę ci kawę, dobra?
– Nie chcę kawy – jęczy, siadając. – Chcę, żebyś mniej hałasowała i mnie nie budziła. Ale wehikułu czasu jeszcze nie wynaleziono, więc wygląda na to, że mam przechlapane— Zaraz, ty tak idziesz na zajęcia?
Poprawiam okulary na nosie.
– No, niestety. Zasnęłam w soczewkach i oczy bolą mnie jak cholera. Mam nadzieję, że wieczorem uda mi się je znowu założyć.
Bay przygląda mi się uważnie.
– Okulary nie są takie złe. Chociaż jeśli chcesz je nosić, powinnyśmy ci poszukać oprawek, które lepiej pasują do kształtu twarzy. Te są o wiele za duże. Daj się umalować. Na razie jakoś sobie poradzimy z tymi oprawkami.
