50,00 zł
Trzymający w napięciu kryminał o najtrudniejszych bitwach, jakie można stoczyć Pewnego letniego wieczoru Amanda Sundin znika bez śladu. Dokładnie rok później jej mąż Johan zostaje napadnięty we własnym domu. Kto i dlaczego chciał ich skrzywdzić? Jakie tajemnice z przeszłości ktoś usilnie próbuje zataić? Śledcza Maia Bohm przenosi się z rodziną do Motali, by rozpocząć nowe życie. Ich spokój jest jednak złudny. Głowę Mai zaprząta niepokój o trzynastoletniego syna Tima, który w szpitalu czeka na nowe serce. Z każdym dniem ryzyko, że Tim nie przeżyje, wzrasta. Wraz z partnerem z wydziału, Gregiem Wallinem, Maia bierze na siebie odpowiedzialność za rozwiązanie sprawy Sundinów. Kiedy uświadamia sobie, że los syna zależy od tego, jak potoczy się śledztwo, nic nie jest w stanie jej powstrzymać. Rozpoczyna się rozpaczliwa walka… na śmierć i życie. Sto dni w lipcuto emocjonalna powieść o zbrodni, nieskończonej miłości i poświęceniu. To historia, od której nie można się oderwać.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 447
Rok wydania: 2025
Hundra dagar i juli
© 2024 Emelie Schepp
First published by Norstedts, Sweden
Published by arrangement with Nordin Agency AB, Sweden
Copyright © 2025 for the Polish edition by Wydawnictwo Sonia Draga
Copyright © 2025 for the Polish translation by Anna Kicka
(under exclusive license to Wydawnictwo Sonia Draga)
Projekt graficzny okładki: Mariusz Banachowicz
Zdjęcie autorki: © Thron Ullberg
Redakcja: Mariusz Kulan
Korekta: Joanna Habiera, Marta Chmarzyńska, Aneta Drdzeń
ISBN: 978-83-68541-88-5
Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentu niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci jest zabronione i wiąże się z sankcjami karnymi.
Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórców i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.
Szanujmy cudzą własność i prawo!
Polska Izba Książki
Więcej o prawie autorskim na www.legalnakultura.pl
WYDAWNICTWO SONIA DRAGA Sp. z o.o.
ul. Fitelberga 1, 40-588 Katowice
tel. 32 782 64 77, e-mail: [email protected]
www.soniadraga.pl
www.facebook.com/WydawnictwoSoniaDraga
E-wydanie 2025
Mamie
Ciemne chmury wisiały nad gęstym lasem w okolicy Ombergu. Johan Sundin szedł wolno ścieżką, coraz bardziej czując ciężar plecaka. Z tyłu dobiegały ciche rozmowy pozostałych uczestników kursu. Był chłodny lipcowy wieczór, na szczęście od hotelu dzieliło ich jeszcze tylko kilkaset metrów. Zajęcia na strzelnicy go zmęczyły. Nie na tyle, żeby nie siąść za kierownicą, ale wystarczająco, by po powrocie do domu w Motali od razu rzucić się na kanapę.
Sięgnął po telefon i wybrał numer Amandy. Długo czekał na ten czterodniowy intensywny kurs łowiecki, po którym mógł uzyskać kartę myśliwską. Amanda zachęcała go do wyjazdu, miał więc nadzieję, że ucieszy się z wiadomości od niego. Jednak gdy odebrała połączenie, nie zapytała, jak mu poszedł egzamin, rzuciła jedynie zdawkowe „cześć”, a potem ciężko westchnęła.
– Co cię tak wkurza?
– Drzwi garażowe. Jak to możliwe, że otwierają się tak wolno?
Przemierzając ciemną ścieżkę, Johan uśmiechnął się na słowa żony. Oczami wyobraźni widział ją w samochodzie, z posępną miną niespokojnie oplatającą wokół palca kosmyk kręconych jasnobrązowych włosów.
– Już jesteś w domu? – zapytał, poprawiając plecak na ramieniu.
– Jakoś nie miałam ochoty zostać dłużej u ojca – odparła.
– Dawno nie odwiedzałaś rodziny.
– Niby tak, ale się za tobą stęskniłam.
Nie zabrzmiało to szczególnie przekonująco i Johanowi przyszło do głowy, że pewnie Markus znów był nie do wytrzymania. W sylwestra pół roku temu szeroko rozwodził się nad tym, jak pięknie wygląda w cekinowej sukience. Początkowo Amanda się zarumieniła, ale gdy Markus odchylił jej włosy i pogłaskał ją po policzku, odtrąciła jego dłoń, wyraźnie dając mu do zrozumienia, że zachowuje się niestosownie. Johan również zwrócił mu uwagę, ale Markus jedynie się zaśmiał. Najprawdopodobniej był już zbyt pijany, by coś do niego dotarło.
– Kiedy wrócisz? – zapytała Amanda, przerywając jego rozmyślania.
– Nie zapytasz, jak mi poszedł egzamin łowiecki? – zdziwił się, odsuwając jednocześnie gałąź zagradzającą ścieżkę.
– Przepraszam, kochanie. Jak ci poszło?
– Zdałem. I zaraz wyjeżdżam z Ombergu. Możesz więc założyć, że za godzinę będę w domu.
– Super, w takim razie zdążę coś przygotować.
– Przygotować?
Amanda się zaśmiała.
– Dziś są twoje urodziny, zapomniałeś?
– Dwadzieścia siedem lat to żaden powód do świętowania – zaprotestował Johan.
– Mam dla ciebie niespodziankę.
Z telefonu dobiegł cichy zgrzyt i Johan od razu rozpoznał, że drzwi garażowe w końcu się otworzyły.
– Halo?
– Jestem, jestem – odparła po chwili. – Tylko przez chwilę wydawało mi się, że coś się rusza z przodu. Przy takiej pogodzie prawie nic nie widać.
Umilkła i wzięła głęboki wdech.
– Johan?
– Tak?
– Oświetlenie na zewnątrz nie działa.
Johan się zaśmiał.
– Jakoś mnie to nie dziwi.
– Mówię serio – rzuciła wzburzona Amanda.
Usłyszał odgłos łamanej gałęzi, a potem znów zapadła cisza. Z daleka dochodziły do niego strzępy rozmów pozostałych uczestników kursu, były jednak na tyle ciche, że nie docierało do niego, o czym mówią.
– Kochanie, nie ma czym się emocjonować – zaczął spokojnie. – To zapewne tylko kot sąsiada, a lampy już od jakiegoś czasu się psuły.
– Zgadza się i mówiłam ci przecież, żebyś je naprawił.
Dobiegł go warkot silnika, pewnie wjechała do garażu. Chwilę później rozległ się dobrze mu znany dźwięk zamykających się za nią drzwi.
– Obiecuję, że je naprawię.
– Koniecznie – nalegała Amanda. – Nie możemy mieć zepsutych, zwłaszcza po włamaniu u sąsiadów.
Johan usłyszał, jak wyłączyła silnik i otworzyła drzwi samochodu.
Znów głośno westchnęła.
– Co się stało? – zapytał. – Powiedziałem przecież, że naprawię te lampy.
– Te pieprzone grabie spadły na mnie, gdy wysiadałam.
Kawałek dalej za drzewami dostrzegł hotelowy parking. Ruszył w jego kierunku, ale nagle zatrzymał się w pół kroku, słysząc stłumiony krzyk. Odwrócił się i zdezorientowany spojrzał na pozostałych kursantów idących za nim. Dopiero wtedy dotarło do niego, że krzyczała Amanda.
– Kochanie? Co się dzieje?
– Johan… – Jej głos drżał. – Ktoś jest w garażu.
Włosy stanęły mu dęba.
– Co? – zapytał. – Kto?
– Nie wiem, ale ktoś stoi za samochodem – szepnęła. – Widzę go we wstecznym lusterku.
Johan desperacko próbował znaleźć wyjaśnienie, dlaczego ktoś miałby się tam znajdować, ale do głowy przychodził mu jedynie włamywacz. Obleciał go strach, gdy usłyszał ciężkie uderzenie drzwi garażowych o podjazd. Amanda została sam na sam z napastnikiem.
– Boję się, Johan. Nie wiem, co robić.
– Zamknij się od środka w samochodzie, słyszysz?! Możesz to zrobić?! – zawołał Johan, biegnąc do hotelu.
Przeciskał się między powyginanymi gałęziami z plecakiem miarowo uderzającym go w lędźwie. Skręcił za sporej wielkości kamieniem.
– O nie… Ruszył się, idzie w moją stronę!
Głos Amandy drżał jeszcze bardziej.
– Amanda, musisz się zamknąć od środka. Słyszysz, co do ciebie mówię? – wysapał do słuchawki Johan.
– Nie mogę – jęknęła. – Grabie utknęły w drzwiach…
Usłyszał jej spanikowany oddech. Na parkingu kawałek dalej dostrzegł swój samochód.
– Musisz się zamknąć od środka! – powtórzył. – Wciśnij guzik i zamknij drzwi!
– Przecież próbuję!
Biegł dalej między drzewami.
– Amanda? Słyszysz mnie? – wołał do telefonu.
– Nie dam rady! – zaszlochała zrozpaczona.
Nagle usłyszał uderzenie, a potem cichy jęk.
– Amanda? Amanda!
Johan stanął w miejscu i wstrzymał oddech. Przez chwilę słyszał jedynie bicie własnego serca. Zaraz potem z aparatu dobiegł go jeszcze jeden dźwięk. Drzwi garażowe ponownie się otworzyły.
Maia Bohm szybkim krokiem weszła do budynku szpitala i wbiegła po schodach prosto na oddział intensywnej terapii dla dzieci. Z ładowarką do komórki w ręku przemknęła obok recepcji, witając się po drodze z pielęgniarkami, i ruszyła prosto do pokoju Tima. Sweter przykleił się jej do pleców. Minęła dopiero ósma rano, ale w Motali od tygodnia panował dokuczliwy upał i miał się utrzymać jeszcze przez kilka kolejnych lipcowych dni.
Jej trzynastoletni syn Tim leżał w łóżku z telefonem w dłoni. Miał na sobie T-shirt i pasiaste spodnie od piżamy. Jego jasne włosy wisiały w strąkach, palce przesuwały się nerwowo po ekranie, a klatka piersiowa unosiła i opadała w szybkim tempie. Obok leżał jeż Pigge, którego Tim dostał na piąte urodziny. Ulubiona maskotka była już tak wyprzytulana, że prawie zniknęło z niej całe wypełnienie.
– Cześć, chłopaku – przywitała się Maia, podchodząc do syna.
Ostre promienie słońca przebijały przez szpary w żaluzjach, rozlewając się na gościnnym łóżku, na którym Maia spędzała każdą noc i z którego podniosła się również dzisiejszego ranka.
– Masz ładowarkę? – zapytał od razu Tim.
Uniósł nieco wychodzącą z brzucha rurkę pompy wspomagającej prawidłową pracę serca, podpiętej do zewnętrznej stacji ładowania. Pompa stanowiła jedynie tymczasowe rozwiązanie w oczekiwaniu na właściwego dawcę organów.
– Na szczęście babcia miała w domu dodatkową – powiedziała Maia. – A co się stało z twoją?
– Nie wiem, telefon nie ładował się w nocy, więc teraz może paść w każdej chwili. Zauważyłem to dopiero wtedy, jak wyszłaś.
Maia uśmiechnęła się lekko, słysząc panikę w głosie syna. Odkąd poznał Wilmera, nie wypuszczał telefonu z dłoni. Razem grali i pisali na Snapchacie do późnych godzin wieczornych, a w nocy aparat leżał tuż obok jego poduszki.
– No to spróbuj ją złapać – rzuciła, machając kablem przed nim.
– Mamo, no daj…
– W życiu.
Tim złapał kabelek, ale Maia nie odpuściła. Pochyliła się i zaczęła się z nim siłować. Natychmiast przestała, gdy usłyszała, jak dyszy.
– Wszystko w porządku? – zapytała zaniepokojona. – Zawołać pielęgniarkę?
– Nic się nie stało – zapewnił zduszonym głosem Tim.
Aż ścisnęło ją w żołądku, gdy zobaczyła jego obolałą minę. Syn zbladł, a na szyi pojawiła mu się wyraźnie pulsująca tętnica.
– To tylko serce…
– Wiem – rzuciła pocieszająco. – Chodź tu.
Usiadła obok niego i tuliła go, aż jego oddech się uspokoił. Potem włożyła ładowarkę do kontaktu obok łóżka i podała mu kabelek.
– Muszę już iść, bo Ella czeka w samochodzie. Ale babcia przyjdzie, jak tylko wróci od dentysty – oznajmiła i pocałowała go w piegowaty policzek. – Widzimy się wieczorem. Dzwoń, gdybyś czegoś potrzebował. Okej?
– Okej.
– Kocham cię – rzuciła jeszcze przez ramię, wychodząc z pokoju.
Zbiegła ze schodów i ruszyła do wyjścia. Chociaż dobrze wiedziała, że nie może zostać, ciężko jej było go tak zostawić. Przełknęła ślinę, próbując zagłuszyć wyrzuty sumienia. Z powodu wady serca Tim wciąż miał zadyszkę, czasem taką, że aż się bała. Dziś jednak sprawiał wrażenie ożywionego. I tego postanowiła się trzymać, bo na samą myśl o tym, jak bardzo jest chory, prawie wybuchała jej głowa.
Jej podrdzewiały Ford pick-up stał za dwiema taksówkami. Gdy tylko wsiadła do środka, zadzwonił telefon. Wyjęła go z kieszeni i lekko się skrzywiła.
– Kto to? – zapytała Ella.
Córka patrzyła na nią szeroko otwartymi oczami. Siedziała w fotelu pasażera, ubrana w koszulkę w kwiatki i szorty. Jej włosy były jak zwykle zmierzwione, a na kolanach trzymała czarny plecak.
– Greg, mój nowy kolega z pracy. Powinnam już siedzieć za biurkiem na komendzie, więc pewnie dzwoni, żeby się dowiedzieć, gdzie jestem.
Maia westchnęła i wsunęła telefon do kieszeni. Została włączona do niewielkiego zespołu śledczego w Motali i niezbyt dobrze to wyglądało, że już pierwszego dnia spóźnia się do pracy.
Szybko zakręciła, żeby wyjechać sprzed szpitala, i zaraz gwałtownie zahamowała, by uniknąć zderzenia ze śmieciarką. Potem ruszyła już sprawnie i minąwszy kilka żółtych bloków, wydostała się na Storgatan, a potem skierowała się do Mariebergsskolan.
Budynek z szarobrązowej cegły przeszedł niedawno remont. Tuż obok szkoły znajdowało się przedszkole, wokół którego zwykle o tej porze biegały bawiące się dzieci. Latem jednak ogrodzony teren świecił pustkami.
Maia zatrzymała się przed furtką prowadzącą na szkolne podwórko. Na pobliskiej latarni wisiało ogłoszenie: „Czy ktoś widział Amandę? Zniknęła z domu 19 lipca. Prosimy o kontakt z policją lub Johanem”. Czarno-białe zdjęcie już nieco wyblakło, ale nadal widniała na nim ładna kobieta z kręconymi włosami, znamieniem na policzku i uśmiechem na twarzy.
Kawałek dalej za szkołą, częściowo zasłonięta wysokimi sosnami i brzozami, rozciągała się plaża Varamon. Parking obok niej był już pełen samochodów. Jeszcze zanim się tu przeprowadzili, Maia wiedziała, że płytka zatoka to popularne kąpielisko, ale nie spodziewała się, że jedno z najpiękniejszych w Szwecji.
– No chodź, idziemy.
Ella nadal siedziała przypięta pasami i oplatała rękami plecak. Zmarszczyła czoło i mocno zacisnęła usta. Zwykle do przedszkola odwoziła ją babcia. Jednak tego dnia, gdy Maia się tym zajmowała, wszystko było nie tak. Nie dość, że musiała podrzucić ładowarkę do szpitala, to jeszcze rano samochód nie chciał zapalić. Dzisiejsza podwózka nie należała do najprzyjemniejszych. Choć nie pierwszy raz przydarzyła jej się taka sytuacja, to jeszcze nigdy nie widziała córki tak złej jak teraz.
– Kiedy znów przeprowadzimy się do domu?
Maia westchnęła ciężko.
– Ella, naprawdę nie ma teraz czasu na takie dyskusje…
– Ale ja chcę wiedzieć – upierała się córka.
– A ja nie umiem ci na to odpowiedzieć. Przecież poznałaś całą masę nowych kolegów, prawda?
Maia wyłączyła silnik i wysiadła. W piekącym słońcu obeszła samochód i otworzyła drzwi po stronie Elli.
– Nie chcę iść do świetlicy.
– Nie masz wyboru. Babcia jest cały dzień z Timem, a ja muszę pracować.
– Więc zostaniemy tu na bardzo długo? – zapytała córka, ściskając jeszcze mocniej plecak.
– Przynajmniej dopóki twój brat nie wyzdrowieje.
Po co to powiedziała? Przecież tutaj teraz mieszkali, nie miała w planach powrotu do Ljungdalen.
– A kiedy Tim wyzdrowieje?
Maia powoli traciła cierpliwość.
– Na to też nie mam odpowiedzi. Ale zajmuje się nim najlepszy kardiochirurg w szpitalu i to jest najważniejsze. Prawda? – wyjaśniła, wyciągając do Elli rękę.
Córka odpięła pasy, zignorowała pomocną dłoń matki i w bojowym nastroju podreptała przez puste szkolne podwórko.
– Odbiorę cię po południu! – zawołała za nią Maia.
Ella nawet nie odpowiedziała. Maia westchnęła ciężko. Nie tak wyobrażała sobie ten poranek. Z drugiej strony nie spodziewała się, że zostanie samotną matką w obcym mieście, ale cóż, stało się.
Wsiadła do rozgrzanego pick-upa. Przekręciła kluczyk w stacyjce, ale silnik nie odpalił.
– Nie…
Spróbowała jeszcze kilkukrotnie. Za każdym razem słyszała kliknięcie, ale nic poza tym.
Rozejrzała się pospiesznie w poszukiwaniu kogoś, kto mógłby jej pomóc. Dostrzegła jedynie dwie dziewczynki na hulajnogach. Zaklęła cicho i po chwili wahania sięgnęła po telefon.
Aspirant Greg Wallin nalał kawy do termosu i sięgnął po papierową torbę z bułeczkami leżącą na blacie. Spojrzał na zegarek. Maia Bohm miała być na komendzie już kwadrans temu, ale nadal nie dostał od niej żadnej wiadomości.
– Bardzo proszę – zwrócił się do Noomi Sandström, wykładając bułeczki na półmisek. – Przerwa na kawę.
Niska dwudziestodziewięciolatka z fryzurą „od garnka” nie odpowiedziała. Już nie raz zadziwiała Grega swoimi umiejętnościami komputerowymi, ale miała też irytujący nawyk znikania w telefonie. Nie podniosła znad niego wzroku, nawet gdy do pokoju socjalnego wszedł Peppe Norlén.
– Przepraszam – rzucił Peppe z zatroskaną miną. – Musiałem pogadać z dziennikarzem, który domagał się komentarza w sprawie Amandy.
Widać było, że śledztwo dotyczące zaginionej rok temu Amandy Sundin leży mu na sercu. Zmarszczki na jego czole zrobiły się jeszcze bardziej widoczne niż wcześniej, cienie pod oczami większe, a wyostrzony do tej pory wzrok stał się niespokojny. Peppe miał pięćdziesiąt pięć lat, od ponad trzydziestu pracował w policji, w tym od dwóch jako przełożony Grega. Jednak po pewnym siebie szefie zespołu śledczego, który kocha swoją pracę, nie został już ślad.
– Powiedziałeś mu, że śledztwo zostało zamknięte? – zapytała Noomi, nie odrywając oczu od ekranu telefonu.
– Nie zamknięte, tylko odłożone na bok.
– Wspomniałeś o tym temu dziennikarzowi?
– Nie. Nie odpowiedziałem również na pytania, dlaczego nie znaleźliśmy jej ciała i czy jest jeszcze szansa na to, że Amanda żyje – przyznał przybitym głosem Peppe. – Wyjaśniłem jedynie, że damy im znać, jak tylko pojawi się coś nowego. A wtedy on zaczął narzekać na wiarygodność policji.
Noomi odsunęła błyszczące czarne włosy wpadające jej do oczu i odwróciła telefon w ich stronę.
– W tym momencie nasza wiarygodność równa się zeru – oznajmiła, pokazując im nagranie z porannego wydania wiadomości.
Dotyczyło Amandy i rocznicy jej zaginięcia. Gdy na ekranie pojawiła się jej starsza siostra i z płaczem wyznała, że policja już nic nie robi, by znaleźć sprawcę porwania, Peppe wziął telefon z ręki Noomi.
– Co robisz? – oburzyła się.
– Nie mam siły tego więcej słuchać – odparł podniesionym głosem przełożony, po czym wyłączył nagranie i odłożył aparat na stół.
W pokoju socjalnym zapadła cisza. Greg zauważył, że Noomi próbuje złapać jego spojrzenie, on jednak uparcie wpatrywał się w półmisek z bułeczkami. Śledztwo w sprawie zaginięcia Amandy we wszystkich wzbudzało wiele emocji. To była też pierwsza tak duża sprawa Grega. Pracował jako śledczy od około roku i żadne z dotychczasowych dochodzeń nie mogło się z nią równać.
W domu na Dynudden panowały ciemności i cisza, gdy Greg razem ze swoim partnerem z pracy, Sebastianem Ekmanen, przyjechali na miejsce po telefonie alarmowym męża Amandy, Johana. Garaż świecił pustkami, jej Volkswagen zniknął. Należąca do niej komórka była wyłączona i nie mogli jej znaleźć.
Po powrocie z kursu łowieckiego w Ombergu, podczas którego odebrał telefon od żony, Johan był tak zdenerwowany, że ledwie rozumieli, co do nich mówi.
– Na pewno jest na to jakieś dobre wytłumaczenie. – Sebastian próbował go uspokoić. – Może po prostu potrzebowała chwili dla siebie, z pewnością niedługo wróci.
Johan podniósł głos:
– Musicie mi uwierzyć, ktoś ją porwał. Zniknęła!
Trudno było spokojnie patrzeć na ogarniętego paniką mężczyznę. Greg niewiele wtedy powiedział, ale wkrótce zarówno on, jak i pozostali członkowie zespołu śledczego doszli do jednego wniosku. Amanda nie odeszła z domu, ktoś był wtedy w garażu. Skontaktowali się z jej krewnymi i rozszerzyli poszukiwania na media społecznościowe. Nikt jednak nie wiedział, co się jej przydarzyło. Ludzie zaczęli spekulować. Dziennikarze rozpisywali się o prywatnym życiu małżeństwa Sundinów. W końcu burza medialna ucichła. Nie było już w czym grzebać. Dzisiaj jednak, w rocznicę zaginięcia, znów odkopano całą historię.
Noomi sięgnęła po telefon i ponownie włączyła nagranie.
– Prosiłem, żebyś to wyłączyła – rzucił wzburzony Peppe.
– Zamknijcie mnie za to, przynajmniej k t o ś w tej sprawie t r a f i z a k r a t k i – mruknęła Noomi.
– Słucham? – zapytał ostro Peppe.
– Nic – odparła Noomi, chowając telefon.
Peppe westchnął i rzucił okiem na złotego rolexa.
– Gdzie jest ta nowa, Maia Bohm? – zapytał Grega.
– Nie mam pojęcia.
– Ale już jedzie?
– Nie wiem, skoro jednak od miesiąca czekaliśmy na dodatkowe wsparcie, możemy poczekać jeszcze chwilę – odparł Greg, próbując rozładować atmosferę.
– Minął już miesiąc od odejścia Sebastiana? – zdziwiła się Noomi.
– Tak – odparł Greg.
Właśnie do niego dotarło, że od tamtej pory ze sobą nie rozmawiali. Sebastian dzwonił do niego dwukrotnie, ale Greg nie odebrał, choć wiedział, że prędzej czy później i tak na siebie wpadną. Nie mógł przeboleć decyzji partnera o odejściu ze służby. Odebrał to jako zdradę? Być może.
– Słyszałam, że Maia musiała zrezygnować z poprzedniej pracy ze względu na jakieś osobiste sprawy. Wiecie, o co chodziło? – zapytała Noomi.
Greg pokręcił głową.
– Wiem tylko, że przez wiele lat pracowała w policji w Härjedalen i jest porządną śledczą – odparł.
– Jest dobra – przyznał Peppe. – Poza przychodzeniem na czas do pracy.
Zadzwonił telefon Grega. Podniósł go i odebrał:
– Aspirant Greg Wallin.
– Cześć, tu Maia. Twoja nowa partnerka.
– Dzwoniłem do ciebie wcześniej. Jesteś już na miejscu?
– Nie, zepsuł mi się samochód. Mógłbyś mnie zgarnąć?
– Może to rzeczywiście akumulator – stwierdziła Maia, patrząc, jak laweta z jej pick-upem znika za Marienbergsskolan.
Stojący obok niej Greg nic nie powiedział.
Maia spotkała go dziś po raz pierwszy. Nie wyglądał tak, jak się spodziewała. Był wysoki i szczupły, miał przedziałek na modłę lat dziewięćdziesiątych i niepewne spojrzenie. Jasnoniebieską koszulę zapiął aż pod samą brodę i włożył do spodni.
– Przynajmniej tak mi się wydaje – mówiła dalej. – Nie znam się na samochodach, wiem jedynie, że ta kupa złomu ma prawie tyle lat co ja.
– To znaczy ile? – zapytał nieco skrępowany Greg.
Uniosła brew.
– Czterdzieści dwa. Myślałam, że już mnie sprawdziłeś.
– Nie. Szef dał nam tylko znać, że zaczynasz od dzisiaj jako śledcza – odpowiedział Greg, poprawiając koszulę.
– Peppe Norlén, prawda?
Skinął głową.
– Czeka w komendzie razem z Noomi – dodał i ruszył w stronę Volva zaparkowanego kawałek dalej w cieniu.
– Nic więcej nie mówił? – upewniła się Maia, idąc za nim.
– Nie bardzo, może poza tym, że twój poprzedni pracodawca uważał cię za pozytywnego i zaangażowanego pracownika.
– Taak, przekupiłam go nieco – odparła.
Jej komentarz wywołał uśmiech na twarzy Grega. Teraz zauważyła, że mimo tej swojej niepewności jest naprawdę przystojny.
– Jak myślisz, ile zajmie im naprawa samochodu?
Greg wzruszył ramionami.
– Nie mam pojęcia, ale Nicklas z warsztatu zwykle załatwia wszystko szybko.
– Znasz go?
Ponownie skinął głową.
– Znam większość mieszkańców, tak to już jest…
– …gdy się pracuje w policji – dopowiedziała Maia.
Greg podszedł do samochodu, otworzył drzwi i usiadł za kierownicą. Maia zajęła fotel pasażera, usilnie starając się odgadnąć wiek partnera. Był znacznie młodszy od niej, pewnie miał około dwudziestu pięciu lat, i nawet jeśli sprawiał wrażenie nieśmiałego, a może nawet nieco nieporadnego, to wyglądało na to, że mu zależy.
– Jesteś stąd? – zapytała.
– Tak, mieszkam w mieście, to znaczy w c e n t r u m.
Maia się zaśmiała.
– Sam czy z kimś? Masz dziewczynę?
– Nie mam nawet kwiatków.
Greg znów się uśmiechnął, ale jego oczy pozostały nieco przygaszone, tak jakby nosił w sobie jakiś szczególny smutek.
– Nigdy nie myślałeś o tym, żeby się stąd wyrwać? – zapytała. – To znaczy, jesteś przecież młody.
Policjant spuścił wzrok i pokręcił głową.
– Dobrze mi tu.
– Motala jest i tak większa od Ljungdalen – odparła Maia.
Greg spojrzał na nią.
– A więc to z tego powodu – rzucił rzeczowo.
– To znaczy?
– Z tego powodu tu przyjechałaś.
W jego głosie pobrzmiewała ciekawość. Zapewne się zastanawiał, dlaczego kobieta w średnim wieku zdecydowała się na przeprowadzkę do nowego miasta, w którym nikogo nie zna. Tak jakby zmuszono ją do ucieczki.
Albo tylko tak jej się wydawało. Może po prostu chciał sobie o niej wyrobić jakieś zdanie. Zwykle nie zwracała na siebie uwagi. Nie uważała się za brzydką, ale też trudno było ją nazwać ładną. Ani szczególnie szczupłą, skoro już o wyglądzie mowa.
– Nie, nie dlatego, że Motala jest większa – odparła.
– Dlaczego więc? – Greg nie dawał za wygraną.
– Po prostu musiałam się tu przeprowadzić – ucięła Maia.
Co miała powiedzieć? Znali się dziesięć minut i nie miała ochoty wpuszczać go tak od razu do swojego życia. Nie chciała mu opowiadać, że były mąż urządził jej i dzieciom piekło, że po części właśnie przez niego upchnęła kartony z ich rzeczami w domu matki w Kärsby pod Motalą. Stary letni dom matka przerobiła na całoroczny i z jakiegoś niewyjaśnionego powodu pomalowała na różowo.
Greg właśnie miał coś powiedzieć, gdy nagle zadzwonił telefon. Na ekranie mignęło nazwisko przełożonego i natychmiast włączył tryb głośnomówiący.
– Cześć, Peppe – przywitał się. – Dobrze, że dzwonisz, właśnie odebrałem Maię Bohm.
– W takim razie natychmiast jedźcie do Dynudden.
Greg zmarszczył czoło.
– Po co?
– Sąsiadka zgłosiła, że słyszała strzał dochodzący z domu Johana Sundina. Brzmiała na wystraszoną. Porządnie wystraszoną.
Greg przejechał szybko przez Motalabron, most wiodący do Dynudden. Maia siedziała obok, mrużąc oczy przed ostrym słońcem. Jej północny dialekt go fascynował, tak samo jak styl ubierania. Miała na sobie pomięty podkoszulek, znoszone dżinsy i przybrudzone już, ale kiedyś zapewne białe adidasy. Wyglądała na zmęczoną, tak jakby od dawna się nie wysypiała. Gdy podszedł do niej przed szkołą, przywitała go szerokim uśmiechem i przedstawiła się jako Bohm.
Ze znaczną prędkością skręcił w prawo i wjechał w niewielkie osiedle pełne niedawno wybudowanych domów z trampolinami na trawnikach. Przez cały czas próbował sobie jeszcze wmówić, że zgłoszenie sąsiadki nic nie znaczy, pewnie się przesłyszała. Zbliżali się do ostatniego budynku przy ulicy. Jego niepokój się nasilał. Co tam się wydarzyło?
To samo pytanie zadawał sobie, gdy razem z Sebastianem kierowali się do tego domu dokładnie rok temu. Starszy od niego o pięć lat partner dowodził. Obaj byli wówczas święcie przekonani, że szybko wyjaśnią sprawę, ale Amanda nie odnalazła się do tej pory.
Początkowo jej mąż zachowywał się histerycznie. Greg nadal pamiętał wszystkie wiadomości pozostawione przez niego w poczcie głosowej. Johan wydzwaniał do nich raz za razem, by się dowiedzieć, czy pojawiło się coś nowego w śledztwie. Zawsze miał przy sobie zdjęcie Amandy i pokazywał je każdemu, kogo napotkał na swojej drodze. Nikt jednak nie miał nic sensownego do powiedzenia, gdy pełen desperacji prosił o pomoc w poszukiwaniach żony. W końcu ludzie stracili zainteresowanie tą sprawą, niektórzy nawet omijali go z daleka, by uniknąć rozmowy na ten temat. Z czasem Johan coraz rzadziej dzwonił na policję, aż całkiem przestał.
– Dojechaliśmy na miejsce? – zapytała Maia, gdy Greg zwolnił i zatrzymał samochód przed dużym domem z czarnym dachem i oknami w stylu angielskim.
– Tak – potwierdził Greg i od razu poczuł, że zaciska mu się żołądek. – To dom Johana Sundina.
– Coś cię powstrzymuje?
Spojrzał na nią. Chciał coś powiedzieć, ale przecież Maia nie wiedziała nic o sprawie Amandy, a teraz nie było czasu na wyjaśnienia. Potrząsnął tylko głową.
– Potem ci opowiem – obiecał i rozpiął pasy bezpieczeństwa.
Ruszyli w stronę domu. Greg nacisnął dzwonek i odczekał, aż wybrzmiał jego delikatny sygnał, a potem nacisnął klamkę. Zamknięte na klucz. Przysunął ucho do drzwi. W środku panowała cisza.
– Jest tu jakieś inne wejście? – zapytała Maia.
Greg skinął głową. Zeszli z ganku i skuleni ruszyli na tyły domu. Dziwne przeczucie nie opuszczało Grega, ale nie odezwał się ani słowem. Przebiegł obok pozostawionego na wysuszonej trawie węża ogrodowego i skierował się na taras.
Maia nacisnęła klamkę.
– Też zamknięte – stwierdziła.
– Co robimy? – zapytał ściszonym głosem Greg.
Maia nie odpowiedziała, tylko podniosła pustą doniczkę i rzuciła nią w jedno z okien. Szyba rozbiła się i kawałki szkła rozprysły się na kuchennej podłodze. Wsunęła dłoń i otworzyła okno.
– Policja! – zawołała. – Wchodzimy do środka!
Greg sięgnął po pistolet i wszedł przez otwarte okno do sporej wielkości kuchni. Pomieszczenie z białymi frontami szafek i ogromną wyspą kuchenną z marmuru wyglądało mniej więcej tak, jak je zapamiętał. W całkowitej ciszy ruszyli dalej w głąb domu. W korytarzu minęli zawieszony na ścianie obraz przedstawiający naturę, przeszli przez szeroki próg i wkroczyli do ciepłego salonu.
Gregowi żołądek podszedł do gardła, gdy zobaczył panujący w pomieszczeniu chaos. Telewizor wisiał nierówno na ścianie, stolik kawowy był wywrócony do góry nogami, a wszędzie na podłodze leżały pozrzucane z półek książki.
Ostrożnie wycofali się z pokoju i wolno przeszli obok schodów prowadzących na górę. Sprawdzili przedpokój i garderobę z podwójnymi drzwiami.
W tym momencie dobiegł ich jakiś dźwięk.
Greg przystanął i nasłuchiwał.
Przypominało to cichy jęk.
Maia również go usłyszała. Dała mu znak i ruszyli w głąb domu.
Drzwi do pralni stały otworem. W środku nie było nikogo, ale na końcu pomieszczenia znajdowały się kolejne drzwi, które, o czym Greg dobrze wiedział, prowadziły do garażu. Serce biło mu jak szalone. Dotarło do niego, że dźwięk pochodzi właśnie stamtąd.
Powoli zbliżyli się do wejścia do garażu.
Greg nacisnął ostrożnie klamkę, otworzył drzwi i zamarł w bezruchu.
– O Boże…
Pod ścianą siedział skulony mężczyzna. Obok niego leżała myśliwska strzelba.
To był Johan.
Połowa jego twarzy wyglądała tak, jakby ktoś ją odstrzelił. Ubrania i ściana za nim spływały krwią. Ręce zwisały mu bezwładnie, a wokół niego utworzyła się sporej wielkości ciemna kałuża, cienką strużką ściekająca do studzienki odpływowej.
Znów usłyszeli jęk, z ust Johana wydobyła się czerwona bańka krwi.
– Żyje!
Maia rzuciła się do niego i przyklękła obok.
– Pomóż mi go położyć.
– Nie wiem, czy dam radę…
– Musisz.
Greg zabezpieczył broń. Drżącymi rękami, powstrzymując odruch wymiotny, złapał Johana i wraz z Maią położył go na podłodze. Mężczyzna nie był potężnej postury, ale jego ciało zrobiło się już ciężkie i bezwładne.
– Pogotowie! – zawołała Maia. – Dzwoń po karetkę!
Greg sięgnął po telefon i wybrał numer alarmowy. Podczas rozmowy z dyspozytorem przyglądał się Mai, która położyła dłonie na klatce piersiowej rannego i naciskała ją w równych odstępach czasowych.
– No dawaj – mamrotała.
– Karetka już jedzie – powiedział Greg, odkładając telefon.
Maia sprawiała wrażenie, jakby go nie słyszała, desperacko naciskając raz po raz pierś rannego. Przez cały czas powtarzała, że Johan musi walczyć, że nie może się poddać.
Maia wrzuciła dwie kostki cukru do kubka, upiła łyk kawy i rozejrzała się dookoła. Sala konferencyjna domagała się remontu. Podwieszany sufit pękł w kilku miejscach, na stole dostrzegła sporo zarysowań, a ze ścieralnej tablicy na ścianie nie dało się już zmazać niektórych słów i strzałek. Greg siedział obok niej, ze wzrokiem wbitym w blat. Milczał. Miał rozczochrane włosy i wyschnięte plamki krwi na koszuli, po tym jak oboje walczyli, by utrzymać przy życiu Johana Sundina. Ciężko rannego mężczyznę odwieziono do szpitala, a zespół śledczy zebrał się w komendzie policji na pierwszej odprawie.
– Johan Sundin został postrzelony w swoim własnym domu w Dynudden – zaczął Peppe Norlén, odchylając się na krześle. – Jego stan jest krytyczny, konieczna była natychmiastowa operacja.
Szef zespołu śledczego sprawiał wrażenie nieobecnego, tak jakby myślami był gdzieś indziej. Kilka siwych pasm lśniło w jego ciemnych włosach, zmarszczki w kącikach oczu wydawały się głębsze niż wcześniej. Na przegubie połyskiwał złoty zegarek. Przy stole siedziała również policyjna informatyczka Noomi Sandström. Za każdym razem gdy się uśmiechała, jej oczy zamieniały się w wąskie szparki. Miała na sobie koszulkę w kratkę w odcieniu przypominającym kolor budynku komendy policji, wzniesionego zapewne w latach siedemdziesiątych. W tamtych czasach kombinacja rdzawego i różowego cieszyła się sporą popularnością, pomyślała Maia. Sala konferencyjna znajdowała się na drugim piętrze, za oknem widniały stacja kolejowa, sąd rejonowy i niewielki park z wyschniętą fontanną i kilkoma rabatkami, pełnymi przywiędłych od gorąca kwiatów.
– Znaleźliście jakieś ślady świadczące o włamaniu? – zapytała Noomi.
– Nie. Sprawdziliśmy drzwi i okna – odparł Peppe.
– A komputer, telewizor i komórka?
– Nic nie zginęło.
– Możemy więc założyć, że mamy do czynienia z próbą morderstwa? – zapytała Noomi.
Maia skinęła głową.
– Ewentualnie z próbą samobójstwa – zaczęła. – Ale wygląda na to, że wcześniej w salonie doszło do bójki. Biorąc pod uwagę, że Johan Sundin został postrzelony w twarz, jestem wręcz przekonana, że ktoś próbował go zabić. Na podłodze w garażu znaleźliśmy broń, niestety nadal nie wiemy, czy należy do sprawcy, czy do ofiary.
Noomi ponownie zwróciła się do Peppego.
– Jakieś inne tropy?
– Jeszcze nie – stwierdził przełożony. – Ale technicy kryminalistyczni nadal pracują na miejscu zdarzenia. Bronią i ewentualnymi odciskami palców, które tam znajdziemy, zajmie się Narodowe Centrum Kryminalistyczne.
Maia upiła kolejny łyk kawy. Przesunęła wzrokiem od Peppego do Noomi, a potem do Grega. A więc to w tym zespole miała teraz pracować. Czy to się uda? Czy będzie miała siłę, żeby budować wszystko od początku? Zacząć całkiem nowe życie? I po co w ogóle o tym rozmyśla? Przecież nie ma wyboru, musi dać sobie radę. Czyżby zapomniała, jakim niesamowitym szczęściem było już tylko to, że dostała tę pracę?
– A motyw? – dociekała Noomi.
– Dobre pytanie – przyznał Peppe. – Przypuszczalnie jakaś kłótnia, która wymknęła się spod kontroli, a ponieważ całe zdarzenie rozegrało się w domu ofiary, możemy z dużym prawdopodobieństwem założyć, że sprawca to ktoś z najbliższego otoczenia Johana.
– Co wiemy o jego rodzinie? – zapytała Maia.
– Nie ma rodzeństwa, rodzice już nie żyją – wyjaśnił siedzący do tej pory cicho Greg.
Nadal wyglądał na przejętego. Pojawienie się jako pierwszy na miejscu przestępstwa zawsze było sporym wyzwaniem. Może potrzebuje jeszcze trochę czasu?
W końcu się otrząśnie i będzie mógł o tym rozmawiać.
– A jego partnerka czy żona? – zapytała Maia.
– Żona, Amanda, zniknęła z domu wieczorem dziewiętnastego lipca zeszłego roku – powiedział Greg.
– To dokładnie…
– Tak, dokładnie rok temu – przerwał jej Greg, patrząc na nią. – To właśnie miałem ci powiedzieć, zanim weszliśmy do nich do domu.
Na chwilę przed oczami Mai pojawiło się powiewające na wietrze ogłoszenie przed szkołą córki. Czyżby dotyczyło właśnie jej?
– Jego jedynymi krewnymi są siostra Amandy z rodziną i jej ojciec – dodał Greg.
– Co się stało? – zapytała Maia i od razu zauważyła, że atmosfera w pomieszczeniu zgęstniała.
– Chciałbym móc odpowiedzieć na to pytanie, ale niestety, nadal nie wiemy, kto ją zamordował – przyznał cicho Greg.
– Mówiłeś przecież, że zaginęła bez śladu. W takim razie nie mamy stuprocentowej pewności, że ktoś ją zabił.
Greg poprawił się na krześle.
– Są tacy, którzy nadal twierdzą, że sama odeszła i przez cały ten rok gdzieś się ukrywała, jednak policja wychodzi z założenia, że Amanda jest ofiarą przestępstwa.
– Jak do tego doszliście?
Peppe odchrząknął i przejął pałeczkę.
– Chwilę przed zaginięciem Amanda wróciła z obiadu, na którym była z ojcem i rodziną siostry. Jej czarnego Volkswagena znaleziono porzuconego na obrzeżach miasta, na wąskiej leśnej drodze prowadzącej do kąpieliska Lilla Hals. Na ziemi wokół pojazdu odkryliśmy ślady krwi świadczące o tym, że została postrzelona. A sam Johan twierdził, że ktoś dostał się do ich garażu, napadł na nią i ją porwał.
– Skąd miał taką pewność? – zapytała Maia.
– Rozmawiali wtedy przez telefon – wyjaśnił Greg.
– Podczas napaści?
Greg skinął głową.
– Amanda się bała, mówiła, że ktoś jest w garażu. Nie wiedziała kto, więc od początku założyliśmy, że nie znała sprawcy.
– Masz na myśli, że była przypadkową ofiarą?
Klimatyzator zabuczał i w pomieszczeniu zapadła cisza. Po chwili agregat znów się uruchomił.
Peppe pochylił się na stołem.
– Dwa tygodnie przez zaginięciem Amandy pobito i obrabowano kobietę. Mieszkała w okolicy i była sama w domu, gdy napastnik dostał się do środka przez okno. Kobieta nie potrafiła go opisać, stwierdziła jedynie, że widziała zamaskowanego mężczyznę, który groził, że odstrzeli jej głowę, jeśli zacznie wzywać pomoc. Kilka miesięcy później najprawdopodobniej ten sam sprawca dostał się do mojego domu. Na szczęście ani mnie, ani żony nie było wtedy na miejscu. Próbowaliśmy zabezpieczyć DNA, ale niestety włamywacz nie pozostawił żadnych śladów. A skradzionej biżuterii i komputera nigdy nie odzyskaliśmy.
– Innymi słowy założyliście, że Amanda padła ofiarą tego samego sprawcy – podsumowała Maia.
– Odnoszę wrażenie, że nasze wnioski wydają ci się niedorzeczne – powiedział nieco ostrym tonem Peppe.
– Nie, nie – zaprzeczyła Maia. – Oczywiście, że mogło chodzić o nieudaną próbę rabunku. Nie bardzo tylko rozumiem, dlaczego sprawca miałby porwać Amandę, zamordować ją, a potem jeszcze ukryć ciało.
– Też nam to nie pasowało, więc odpuściliśmy tę teorię – przyznał szybko Greg. – Zaczęliśmy podejrzewać, że sprawca należał do kręgu jej znajomych, i wtedy wszystko skupiło się na Johanie.
Maia uniosła brew.
– Czyli stał się podejrzanym?
– Naszym nie, ale wielu innych oskarżało go o to, że zamordował Amandę. Tyle że w czasie porwania żony Johan przebywał na obozie łowieckim za miastem. Nie mógł jej więc zabić.
– Brzmisz, jakbyś nie miał żadnych wątpliwości – zauważyła Maia. – Znasz go?
Greg przesunął palcem po oparciu krzesła.
– Od końca podstawówki. Johan jest dwa lata starszy ode mnie, Amanda też. Chodzili do równoległych klas. Niedługo później zostali parą.
– Ją też znałeś?
– Nie tak dobrze jak Johana, ale wiem, jak bardzo ją kochał i jak bardzo się cieszył, że zostanie ojcem.
– Amanda była w ciąży, gdy ją porwano?
Greg skinął głową, nawet na nią nie patrząc.
– W żaden sposób nie dało się go pocieszyć – dodał cicho.
W pomieszczeniu zapadła cisza. Noomi odchrząknęła.
– Gdy znaleźliśmy jej samochód, rozpoczęliśmy zakrojone na szeroką skalę poszukiwania – powiedziała. – No wiesz, z psami, przeczesywaniem terenu, helikopterem i całym tym kramem. Wiedzieliśmy, że Amanda miała na sobie czarną wiązaną bluzkę, czarne spodnie i buty na obcasie. Całe ubranie znaleźliśmy na plaży, jakieś pięćset metrów od samochodu. Przeszukaliśmy też jezioro za pomocą sonarów, ale bez skutku.
– Gdzie w takim razie zniknęła? I to bez ubrania? – zapytała Maia.
Noomi wbiła wzrok w stół.
– Nie wiemy. Jak do tej pory, wszystkie informacje i zgłoszenia od mieszkańców prowadziły donikąd. W dniu zaginięcia Amandy jeden z sąsiadów widział w okolicy jakiś nieznany samochód, ale nie był pewien co do marki i numeru rejestracyjnego. Nie mogliśmy przecież przesłuchać każdego posiadacza niebieskiego pojazdu, tak więc ten trop się urwał.
– Nie ma nic innego, na czym moglibyśmy się skupić? – zapytała Maia.
Greg poprawił się na krześle.
– Hmm… sprawdziliśmy już chyba wszystko, co się dało – wyjaśnił. – Co dziwne, to Amanda prowadziła samochód po porwaniu. Razem ze sprawcą zostali uchwyceni przez kamery na Motalabron. Niestety porywacz miał na głowie kaptur, co uniemożliwiło identyfikację.
– A więc albo sprawca zmusił ją do tego siłą, albo go znała – skwitowała Maia.
– Zgadza się. Problematyczny pozostaje jednak sam motyw. Może jeśli na niego wpadniemy, dowiemy się też, co tam się naprawdę stało.
Peppe kiwnął głową.
– Jak wspomniał Greg, zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, żeby znaleźć Amandę. Nikt jednak nic nie widział ani nic nie wie. Zapewne ktoś ją zastrzelił, a potem po prostu pozbył się ciała.
– A teraz postrzelony został również sam Johan – powiedziała nieco zamyślona Maia. – Można więc uznać, że z dwoma ofiarami śledztwo rozrosło się do niespodziewanych rozmiarów?
– Myślisz, że między tymi sprawami jest jakiś związek? – wymsknęło się Noomi.
Maia odstawiła kubek i oparła łokcie na blacie.
– Mamy małżeństwo i dwa poważne przestępstwa, które wydarzyły się w odstępie dokładnie roku. No więc tak, myślę, że to może mieć jakiś związek. Dlatego też najlepiej zacząć od sprawdzenia, co łączy sprawcę zarówno z Amandą, jak i z Johanem.
– Na razie nic nie wskazuje, że to ten sam sprawca – zaoponował Peppe. – Wolałbym, żebyśmy tego typu spekulacje zostawili dla siebie. Na pewno się domyślacie, że zaraz zrobi się z tego niezła jatka. Tak więc nikt poza mną nie rozmawia z mediami, jasne? Poza tym Johan mimo wszystko nadal żyje.
– Jest ciężko ranny – zauważyła Maia. – Tak się zastanawiam, czy jest ktoś, kto mógłby wiedzieć, co się tam wydarzyło.
– Zażądałam już od operatora wyciągu rozmów z jego numeru – powiedziała Noomi. – Zobaczymy też, co jeszcze uda się technikom wyciągnąć z telefonu.
– Dobrze, ale chyba mamy jakichś świadków, prawda? To znaczy, Sundinowie mieszkają przecież na osiedlu domów jednorodzinnych, może ktoś z sąsiadów zauważył jakąś osobę albo samochód zmierzający do miejsca zdarzenia lub stamtąd wracający – zauważyła Maia.
Peppe pokręcił głową.
– Nie zgłosił się jeszcze żaden świadek, ale wysłaliśmy już funkcjonariuszy, by porozmawiali z sąsiadami. Miejmy nadzieję, że to coś da.
– A sąsiadka, która zgłosiła całe zdarzenie? – ciągnęła Maia.
– Inga Björklund. Usłyszała strzał, była jednak zbyt wstrząśnięta, by dało się ją od razu przesłuchać.
– W takim razie najlepiej będzie, jak razem z Gregiem pojedziemy do niej teraz. Musimy się przecież dowiedzieć, czy coś widziała.
– Racja – zgodził się Peppe. – Zacznijmy od sąsiadki.
– Chcielibyśmy porozmawiać z panią o Johanie Sundinie.
Greg przyglądał się kobiecie w okrągłych okularach, która żylastymi rękami zdejmowała kolejne ubrania z wieszaków w szafie.
– Jak on się czuje? – zapytała Inga Björklund, ostrożnie wkładając stroje do małej walizki leżącej na starannie zaścielonym łóżku.
Znajdowali się w niewielkiej sypialni, której okno, ozdobione dwiema pelargoniami, wychodziło na ulicę. W pomieszczeniu rozbrzmiewało głośne tykanie ściennego zegara. Greg lubił ten dźwięk, przypominał mu lata spędzone w domu rodzinnym, teraz jednak stanowczo wolałby być gdzieś indziej niż tu. Z miejsca, w którym stał, dokładnie widział dom Johana Sundina po drugiej stronie. Teren został już odgrodzony, a dwaj funkcjonariusze próbowali właśnie powstrzymać ciekawskich letników przed fotografowaniem i filmowaniem posesji, na której dopiero co doszło do tak okropnego przestępstwa.
– Niestety Johan został postrzelony i znajduje się teraz w szpitalu – wyjaśnił, spoglądając szybko na Maię, stojącą obok niego w drzwiach.
– Co się stało? Jak do tego doszło?
– Tego jeszcze nie wiemy, ale właśnie dlatego potrzebujemy pani pomocy. Po pierwsze chcielibyśmy pani ogromnie podziękować za to, że zawiadomiła nas pani o tej strzelaninie.
Inga wytarła nos i poprawiła brązową bluzkę, tak cienką, że prześwitywała przez nią koszulka na ramiączkach.
– To wszystko jest… takie okropne. Znów musimy tu oglądać tyle policji – powiedziała kobieta, odwracając się do szafy.
Greg całkowicie się z nią zgadzał. Poraniona twarz Johana nie chciała zniknąć z jego pamięci, mimo że za wszelką cenę starał się o niej nie myśleć. Wciąż zastanawiał się nad tym, co mógł zrobić inaczej, by mu pomóc, ale nic nie przychodziło mu do głowy. Pozostawało tylko mieć nadzieję, że uda się go uratować.
– Wie pani może, kto chciał mu zaszkodzić? – zapytała Maia.
Gdy Greg na nią spojrzał, poprawiała kaburę służbowego pistoletu, który odebrała, zanim tu przyjechali. Po odprawie w komendzie zrozumiał, że różniła się od typowych mieszkańców północnej części kraju, zamyślonych i spokojnych. Była bezpośrednia, energiczna i pewna siebie, co bardzo mu odpowiadało. On sam poza policją nie miał wiele. No dobra, miał najlepszą kumpelę, Jill. Ale poza nią nikogo.
– Niestety nie mam pojęcia, kto to mógł być – powiedziała Inga, bez najmniejszego skrępowania wyjmując z szafy kilka kolorowych par majtek, które włożyła do walizki.
– Jak długo mieszkacie państwo po sąsiedzku? – zapytała Maia.
– Z Johanem? Pan Wallin przecież już to wie.
Inga spojrzała na Grega błyszczącymi oczami. Od razu zrozumiał, o co jej chodzi. Dokładnie rok temu wypytywał ją przecież o Amandę. Teraz znów tu jest i zadaje jej te same pytanie, tyle że o Johana.
– Johan i Amanda wprowadzili się do domu naprzeciwko przed pięcioma laty – wyjaśnił Mai.
– Ja natomiast mieszkam tu o wiele dłużej – dodała Inga. – Zdaje się, że to już siedemnaście lat. Teraz jednak zaczynam się bać. Moja przyjaciółka zaraz po mnie przyjedzie, przez jakiś czas zostanę u niej w Mjölby.
– Z uwagi na to, że dobrze zna pani okolicę, chciałabym jeszcze dopytać, czy zwróciła pani uwagę na coś szczególnego dzisiejszego ranka? W związku ze strzelaniną. Jakiś obcy samochód albo osobę w pobliżu domu Johana? – zapytała Maia.
– Nie, nic nie zauważyłam – odparła Inga. – Właśnie szłam na zewnątrz po poranną gazetę. Wszędzie panowała cisza, jak zwykle, aż tu nagle coś wystrzeliło.
– Co pani wtedy zrobiła? – zapytała Maia.
– Okropnie się przestraszyłam. Chwyciłam za telefon i zadzwoniłam pod sto dwanaście.
Inga zamilkła, zdjęła okulary i niezbyt starannie przetarła je bluzką. Za oknem przemknęły trzy dziewczynki na rowerach z ręcznikami przypiętymi na tylnych bagażnikach. Rzuciły szybkie spojrzenia w stronę odgrodzonego domu Sundinów, a potem trajkocząc, ruszyły dalej, jakby nic się nie wydarzyło. Greg zazdrościł im tej obojętności. Sam nie mógł przestać myśleć o Johanie. Nie rozmawiali od zimy. Już nie pamiętał, czy to pod koniec stycznia, czy na początku wpadł na niego po wyjściu ze sklepu. To było tuż przed zamknięciem i na parkingu zostali już tylko oni. Johan, wcześniej zawsze drobny i szczupły, znacznie przytył. Mechanicznym ruchem ręki zdjął przemoczone od śniegu stare ogłoszenie z uśmiechniętą Amandą i zawiesił nowe.
Greg zapytał, czy może mu w czymś pomóc, ale ten tylko spojrzał na niego tępo.
– To wszystko moja wina – wymamrotał.
– To znaczy?
– Że zaginęła. Mogłem wtedy nie wyjeżdżać. I zostać w domu. – Jego ciężki oddech tworzył chmurę pary w mroźnym powietrzu. – Przecież ktoś musiał coś widzieć, prawda? Musieliście coś przegapić.
– Johan – zaczął błagalnym tonem Greg. – Zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy. Gdybyśmy tylko wiedzieli, gdzie jest, już dawno byśmy po nią pojechali. Ale obiecuję ci, znajdziemy ją.
Johan kiwnął głową bez przekonania. A potem sobie poszedł. Mimo szeroko zakrojonej akcji poszukiwawczej i działań policji trwających od porwania Amandy nie znaleziono żadnych śladów. Jej konto bankowe pozostało nienaruszone, nikt nie użył jej telefonu, a pojawiające się od czasu do czasu informacje i spostrzeżenia donikąd nie prowadziły. Albo nie zgadzał się rysopis, albo coś innego, za każdym razem kończyli na błędnym tropie. Johan cały czas szukał jej na własną rękę. Jednak w maju, dziesięć miesięcy po zaginięciu żony się poddał i wrócił do pracy jako nauczyciel w liceum. Greg nie dopuszczał do siebie tej myśli, ale dobrze wiedział, co to oznaczało. Johan stracił nadzieję, że kiedykolwiek odnajdzie Amandę. A teraz leżał w szpitalu i walczył o życie.
– Kiedy ostatni raz widziała pani Johana?
Maia przerwała jego rozmyślania i spojrzała pytająco na Ingę.
– Rozmawialiśmy chwilę przed domem w zeszłym tygodniu, widziałam, jak niósł z samochodu skórzaną torebkę. Mówił, że ma tam trochę rzeczy Amandy. Wydawało mi się to nieco dziwne – odparła sąsiadka.
Greg się zamyślił.
– Dlaczego dziwne? – zapytał.
– Bo pół roku temu sama pomagałam mu wszystko sprzątnąć.
Maia zrobiła krok w jej stronę.
– Wie pani, co to były za rzeczy? – zapytała.
Inga przykucnęła, żeby wyjąć z szafy parę sandałów.
– Nie mam pojęcia – odpowiedziała po chwili. – Johan nic nie mówił na ten temat. Był cichy, taki nieco odludek i tak bardzo… tak, zrobiło mi się go żal. Mój mąż zmarł na zawał dwa lata temu i zostawił po sobie wiele rzeczy, które wymagały posegregowania. To dlatego zaproponowałam Johanowi, że mu pomogę.
Inga zamilkła i poprawiła okulary na nosie.
– Często rozmawiacie? – pytała dalej Maia.
– Czasami, ale on stroni od ludzi. Niekiedy pojawia się tu jego teść, ale jego nie znam osobiście.
Inga wstała, położyła sandały na kupce z ubraniami w walizce i domknęła ją starannie.
– Jak się nazywa? – zapytała Maia.
– Kent Söderberg, jeśli mnie pamięć nie myli.
Dobiegł ich odgłos zatrzymującego się na zewnątrz samochodu.
– To moja przyjaciółka – wyjaśniła Inga, stawiając walizkę na podłodze. – Muszę już iść.
– To dobry pomysł, żeby na chwilę wyjechać, dopóki sprawy się tu nie wyjaśnią – powiedziała Maia. – Na koniec mam jeszcze jedno pytanie. Czy ostatnio widziała pani kogoś obok domu Johana?
– Nie, ale…
Inga zmilkła.
– Ale? – ciągnęła Maia.
– Wiem, że jakiś czas temu Johana odwiedził Markus Lidzell.
– Kto to?
– Mąż starszej siostry Amandy, Petry – wyjaśnił Greg.
– Tak, widziałam go u nich w ogrodzie. Był strasznie zły, okropnie się wydzierał.
– Dlaczego? Johan mówił coś pani na ten temat? – zapytała Maia.
Inga pokręciła głową.
– Nie, a ja nie chciałam się wtrącać.
Greg zauważył jej niepokój.
– Kiedy to się wydarzyło? – zapytał.
– Kilka miesięcy temu – odpowiedziała Inga, patrząc mu prosto w oczy. – To musiało być coś poważnego.
– Dlaczego pani tak myśli? – zaciekawił się Greg.
– Wyglądało na to, że Johan się go boi.
– Wiedziałeś, że Johan Sundin jest skonfliktowany z tym Markusem Lidzellem? – zapytała Maia Grega.
Dochodziło wpół do jedenastej, a oni wyszli właśnie od Ingi Björklund i kierowali się do samochodu zaparkowanego kawałek dalej pod drzewem. Tuż obok rozciągał się trawiasty skwer z wydeptaną pośrodku ścieżką prowadzącą zapewne nad jezioro Vättern. Do Mai w końcu zaczynało docierać, że cała Motala otoczona jest wodą.
– Powiedzmy, że mnie to nie dziwi – odparł Greg.
– Co masz na myśli? Znasz tego Markusa?
Na szyi Grega pojawiły się czerwone plamy.
– Osobiście nie, ale wszyscy pamiętają, co razem z Antonem wyprawiali jako nastolatkowie.
Maia osłoniła dłonią twarz przed słońcem.
– Kim jest Anton?
– To młodszy brat Markusa. Zamiast walić pięściami, wolał kopać swoimi żółtymi martensami.
Maia spojrzała na niego zdziwiona.
– Kopać Johana?
– Jego nie, ale innych już tak – odparł Greg, odwracając wzrok.
Maia zdążyła zauważyć, że jej nowego współpracownika czasem trudno rozgryźć. Nieśmiały i uprzejmy, zachowywał dystans i raczej nie należał do osób, które prosto z mostu mówią, co myślą i czują. Zdradziła go jednak zaczerwieniona szyja. Wyraźnie nie lubił Markusa i Antona. Chciała się dowiedzieć więcej, ale zamilkł, tak jakby powiedział już wystarczająco dużo.
I w sumie tak było. Postanowiła na chwilę odpuścić ten temat.
– Markus bezsprzecznie ma związek zarówno z Johanem, jak i Amandą – stwierdziła.
Greg skinął głową i spojrzał na nią.
– Sprawdziliśmy go z Sebastianem po zaginięciu Amandy.
– Jakim Sebastianem?
– Ekmanem. Prowadził to śledztwo i pracował u nas przed tobą.
Może po prostu jej się wydawało, ale odniosła wrażenie, że w głosie Grega pobrzmiewała gorycz.
– Podejrzewaliście go? – zapytała.
W tym momencie zabrzęczał jej telefon. Nie znała tego numeru, odrzuciła więc połączenie.
– Po zaginięciu Amandy Johan opowiedział mi, że szwagier parę razy się do niej przystawiał. Markus oczywiście wszystkiemu zaprzeczył, mieliśmy więc słowo przeciwko słowu. Poza tym Petra potwierdziła, że mąż był z nią cały czas od momentu, jak Amanda pojechała do domu po obiedzie u ojca, aż do czasu, gdy znaleziono jej porzucony samochód. Tak więc od razu mogliśmy go wykluczyć z kręgu podejrzanych.
– Wiesz może, czy Johan i Markus kiedyś się ścięli? Fizycznie?
– Nie, nie wiem też, o co mogliby się kłócić teraz.
– Biorąc pod uwagę ich konflikt, powinniśmy jeszcze raz sprawdzić tego Markusa – powiedziała Maia.
Sięgnęła po telefon, poprosiła Grega o podanie numeru do Noomi i od razu włączyła tryb głośnomówiący. Informatyczka odebrała po dwóch sygnałach.
– Noomi.
– Cześć, tu Maia. Właśnie się dowiedzieliśmy, że Johan Sundin pokłócił się ostatnio ze swoim krewnym, Markusem Lidzellem. Mamy o nim jakieś info w systemie?
– Poczekaj chwilę, muszę się zalogować.
Dobiegł ich odgłos stukania w klawiaturę.
– Przy okazji: wpłynęły może jakieś nowe informacje od okolicznych świadków? – zapytała Maia.
Noomi mlasnęła, jakby miała w ustach cukierka.
– Sąsiadka nic nie zauważyła?
– Babka była zbyt zestresowana wystrzałami, żeby coś zobaczyć. Miejmy nadzieję, że znajdzie się jeszcze ktoś, kto widział albo słyszał coś, co pomoże nam dalej w sprawie.
– Obchód okolicznych domów nadal trwa. Niestety są wakacje, więc wielu mieszkańców wyjechało – wyjaśniła Noomi.
Maia podrapała się po nosie.
– Okej, a udało ci się coś znaleźć na Markusa?
– Tak, mam już jego akta przed sobą. Trzydzieści lat, firma zajmująca się instalacją basenów, dom na Väster, w którym mieszka razem z żoną, Petrą Lidzell, i jej córką z poprzedniego małżeństwa. Został skazany za groźby karalne, po tym jak postraszył jednego klienta, że wybije mu zęby, jeśli ten nie zapłaci zaległej faktury.
Maia zmarszczyła brwi.
– Innymi słowy: typ z trudnym usposobieniem. Możesz mi dać jego adres?
– Högerkroken siedemdziesiąt dwa – wyrecytowała Noomi. – Greg jest z tobą, prawda?
– Tak.
– To dobrze, on wie, jak tam dojechać.
Greg niechętnie wysiadł z samochodu zaparkowanego wśród ciasno stojących domów na Högerkroken.
Wszystkie budynki miały użytkowe poddasza i strome dachy. Różniły się jedynie kolorem elewacji. Dom Markusa Lidzella był brązowy z prążkowanymi markizami. Trawnik przed posesją starannie przystrzyżono, a na podjeździe stał biały mercedes. Greg rzucił szybkie spojrzenie na Maię i ruszył do drzwi. Kark spocił mu się jak po treningu. Głównie od gorąca, ale również dlatego, że Greg doskonale wiedział, iż ta rozmowa nie będzie należała do przyjemnych.
Z domu dobiegły ich podniesione głosy. Najwyraźniej toczyła się tam jakaś kłótnia.
Gdy tylko Greg nacisnął dzwonek, nastała cisza, a po kilku sekundach otworzyły się drzwi. Markus wbił w niego wzrok. Miał poważną minę, T-shirt z dekoltem w kształcie litery V opinał mu się na szerokiej klatce piersiowej.
– Cześć, Markus. Chcielibyśmy z tobą porozmawiać.
Chwilę później za plecami Markusa pojawiła się zaczerwieniona od płaczu twarz jego żony. Kobieta miała długie kręcone włosy i Gregowi przeszło przez myśl, że coraz bardziej przypomina młodszą siostrę. Petra złapała torebkę i przecisnęła się obok nich w przejściu.
– Wszystko w porządku? – zapytał policjant.
– Nie teraz, Greg! – rzuciła krótko.
Szybkim krokiem ruszyła do samochodu, wsiadła, wycofała z podjazdu i z piskiem opon odjechała.
– Chyba przyszliśmy w złym momencie – zauważyła Maia.
Markus pokręcił głową.
– Nie ma problemu, proszę wejść.
Otworzył drzwi i wpuścił ich do środka. Ruszyli przez salon do przeszklonego tarasu z meblami rattanowymi i grzejnikiem na podczerwień. Przestrzeń za domem zajmowały dwie czereśnie i balia ogrodowa. Pod krzakiem różanym leżał różowy rowerek, a za żywopłotem rozciągały się dwa niewielkie, porośnięte trawą wzniesienia i plac zabaw.
– Nie widziałem pani wcześniej, jest pani nowa w policji? – zapytał Markus, gdy już usiedli.
– Pracuję w policji od dwudziestu lat – odparła Maia.
– To moja nowa partnerka – zaczął Greg.
– Ale słyszę, że nie jest pani stąd? – przerwał mu arogancko i wyniośle Markus.
– Zgadza się, właściwie dopiero co się tu przeprowadziłam – przyznała Maia. – Ale moja matka tu dorastała. Eva Bohm.
Markus zmrużył oczy i przez chwilę się zastanawiał.
– Nie znam.
– Zna pan za to Johana Sundina, prawda? – zauważyła Maia.
– Oczywiście, że tak. Wolałbym jednak, żebyście mnie w nic nie mieszali.
Greg poprawił się na krześle. Słońce wisiało wysoko na niebie, pot lał mu się spod pach, w dodatku na tarasie zrobiło się jakoś klaustrofobicznie gorąco.
– Wiesz więc, co się wydarzyło? – zapytał.
Markus uśmiechnął się lekko.
– Ktoś dał znać Petrze o strzelaninie w Dynudden, a potem, gdy przejeżdżała tamtędy, zobaczyła, że jego dom ogrodzono taśmami. Przestraszyła się i zapytała obecnych na miejscu policjantów, co się stało, ale nikt nie chciał jej nic powiedzieć.
– Skąd więc się dowiedziała? – zapytała Maia.
– Jest dziennikarką, jak jej ojciec – wyjaśnił Greg.
W tym momencie przez otwarte drzwi do salonu zauważył mniej więcej dziesięcioletnią dziewczynkę w okularach. Córka Petry miała na sobie różową piżamę, była boso i trzymała w rękach szklankę i duży dzbanek z sokiem. Z nieśmiałym uśmiechem usiadła na kanapie, poprawiła na nosie masywne oprawki i włączyła telewizor na cały regulator.
– Przepraszam – rzucił Markus, próbując przekrzyczeć hałas. – Nie wiem, co się z nią dzieje. Dawniej spędzała lato na obozach, teraz chce tylko siedzieć w domu. Nie mam już siły wymyślać jej co rusz nowych zabaw, sam mam pełne ręce roboty podczas urlopu. Petra się wkurzyła, kiedy zaproponowałem, żeby wzięła ją ze sobą do pracy. Nie rozumiem tej kobiety, przecież to jej dziecko.
Greg zauważył, że Maia się pochyliła. Spojrzała na Markusa z powagą.
– Wie pan może, kto chciał zrobić krzywdę Johanowi? – zapytała spokojnym głosem.
– Nie – odparł Markus, zamykając z hukiem drzwi do salonu. Potem znów usiadł na krześle.
– Zachowywał się ostatnio jakoś dziwnie? Wydawał się zmartwiony albo zestresowany?
– Wydaje się, że wszystko z nim było w porządku, chociaż trudno powiedzieć, bo dawno się nie widzieliśmy. I dla jasności, nie mam z tą strzelaniną nic wspólnego. Greg, do cholery, przecież mnie znasz.
Greg najchętniej odpowiedziałby: tak, znam cię i wiem dokładnie, jakim jesteś idiotą. Przez lata zdążył się już o tym wielokrotnie przekonać, lądując za tą pieprzoną wiatą rowerową pod szkołą, gdzie za każdym razem chciał mu przywalić. Ale pomimo wszystkich wyzwisk i ostrych ciosów nigdy tego nie zrobił. Nie był taki jak oni, nie miał skłonności do przemocy, zawsze wolał nic nie robić i nic nie mówić. Niektóre rzeczy zatrzymuje się dla siebie, jak by to powiedział jego ojciec.
– Ja z kolei w ogóle pana nie znam – wtrąciła się Maia. – Ale odnoszę wrażenie, że ma pan totalnie gdzieś, co się wydarzyło.
Markus rozłożył ręce.
– Wręcz przeciwnie. Jednak po tym, co się stało Amandzie, nasze drogi z Johanem nieco się rozeszły.
– Z tego, co słyszałam, lubił pan szwagierkę.
Greg zauważył, że wzrok Markusa spochmurniał.
– Nie mieliśmy przypadkiem rozmawiać o Johanie?
– Zgadza się – przytaknęła Maia. – Dlatego też chcielibyśmy wiedzieć, gdzie pan przebywał dziś rano około godziny ósmej.
– W domu, jeszcze spałem – odpowiedział Markus. – Jak to zwykle na urlopie. Nie rozumiem, czemu to panią dziwi. Nie wierzy mi pani?
– Czy ktoś może to potwierdzić?
– Zapewne Petra – odparł Markus. – Ale serio, jestem całkowicie niewinny.
– To pan tak mówi – rzuciła Maia. – Z tego, co nam wiadomo, pokłóciliście się z Johanem. O co?
Markus odchylił się na krześle, a rattan zaskrzypiał pod jego ciężarem.
