Spokornieję dla Ciebie - Ewa Majkusiak - ebook + książka

Spokornieję dla Ciebie ebook

Majkusiak Ewa

0,0

Opis

Na ile sposobów idol nastolatek, wokalista zespołu rockowego i narzeczony pięknej kobiety może zniszczyć sobie życie?

Ksawery dla pewności wybrał wszystkie.

Sonia dzieliła czas między uporządkowaną karierę w korporacji i nieuporządkowanego narzeczonego. Pozornie jej życie było idealne. Ale czy sama miłość gwarantuje szczęśliwe zakończenie?

Ksawery jeszcze niedawno miał wszystko – piękną narzeczoną, świetnych przyjaciół i karierę. Osiągał sukcesy każdego dnia i wracał w ciepłe objęcia Soni. I co mu w tym przeszkadzało?

Czy niewybaczalny błąd, który popełnił przekreśli wszystko?

Na szczęście miał plan

Krok pierwszy: nabrać pokory

Krok drugi: odzyskać Sonię

Krok trzeci: nie zepsuć kroku drugiego

Tylko czy to wystarczy?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 240

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



WYDAWNICTWO DLACZEMU

www.dlaczemu.pl

Redaktor prowadzący: Anna Nowicka-Bala

Redakcja: Zaczaruj słowa | Sara Szulc-Przewodowska

Korekta: napisane.online

Skład i łamanie: Anna Nachowska | PracowniaKsiazki.pl

Projekt okładki: Anna Nachowska

WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE

Warszawa 2025

Wydanie I

ISBN papier: 978-83-67852-61-6

ISBN e-book: 978-83-67852-62-3

Zapraszamy księgarnie i biblioteki

do składania zamówień hurtowych z atrakcyjnymi rabatami.

Dodatkowe informacje dostępne pod adresem:

[email protected]

Prolog

Wiecie, jak to jest przejebać sobie życie? Na własne życzenie, w pełni świadomie zniszczyć to, co najważniejsze? W dodatku na tyle skutecznie, że nie ma nawet minimalnej szansy na naprawę?

Pewnie nie, bo jesteście kobietami i nie macie fiuta. Ale, moje drogie panie, ja mam. I właśnie dlatego trafiłem do tego miejsca. Potocznie nazywają je łóżkiem we własnej sypialni, ale ja nazywam je piekłem.

Czy miałem wszystko? Sławę, pieniądze, najlepszą narzeczoną na świecie? Owszem.

Czy całkowicie i spektakularnie to wszystko zniszczyłem? Nie wierzycie, że spektakularnie? Wszystko filmowały kamery, nagranie trafiło na YouTube i Pudelka. Dokładnie. W jeden wieczór udało mi się stracić narzeczoną, przyjaciół i połowę fanów. Tę ładniejszą połowę.

Dwadzieścia dni i pół godziny temu grałem koncert zamykający najlepszą trasę w moim kurewsko szczęśliwym życiu.

Dwadzieścia dni temu Sonia, światło mojego życia i najbardziej gorąca laska po tej stronie równika, rzuciła mi w twarz pierścionkiem. Dosłownie i w przenośni. Sądzę, iż żałowała, że nie udało jej się rozciąć mi tego głupiego ryja czarnym diamentem. Mam wrażenie, że dałoby jej to trochę radości.

Miałem też fantastycznych kumpli. Każdy oddałby życie za każdego. To też zjebałem. Poważnie, jak już się za coś biorę, to jestem cholernie skrupulatny. Zaczyna być wam mnie żal? Choć odrobinę? Leżę właśnie w ciuchach w pościeli i wypłakuję sobie oczy, pijąc z gwinta.

Nie? No nawet się wam nie dziwię, też siebie nie żałuję. Zasłużyłem na każdą obelgę, którą usłyszałem. A usłyszałem ich dużo, moja narzeczona jest zajebiście inteligentna i zna mnóstwo słów. W kilku językach.

Moja była narzeczona. Kurwa. Nigdy się nie przyzwyczaję. Sonia już nie jest moja. Nie mogę wsunąć dłoni w jej niesamowite włosy. Nie mogę ścisnąć jej wąskiej tali. Nigdy nie poczuję jej ud owiniętych wokół mnie. A wiecie, co jest najgorsze?

Nigdy nie zobaczę jej szczerego uśmiechu. Tego słodkiego, czułego uśmiechu zarezerwowanego tylko dla mnie. Nie zobaczę jej szczęśliwego spojrzenia, bo zachowałem się jak kompletny chuj.

Zdradziłem ją na oczach całego świata. Dosłownie. A teraz ona poszła dalej, a ja nie mam siły nawet wstać z łóżka.

Chcecie się dowiedzieć, jak dotarłem do najgorszego dnia w moim życiu? Zapraszam. Poznajcie moją historię. Weźcie wino, przypomnijcie sobie wszystkich byłych, których chcecie zobaczyć na kolanach. I cieszcie się moim czołganiem.

Rozdział 1

Pięć lat temu miałem idealne życie.

Było wybitnie, wszystko się układało.

Uznałem, że to zajebisty moment na zaręczyny.

I wiecie co? Sonia zgodziła się za mnie wyjść.

– Okej, dasz sobie radę. Jesteś zajebisty. Wszystko ci wychodzi. – Ksawery mamrotał nieskładnie, chodząc po mieszkaniu swojego dobrego kumpla i gitarzysty, Amadeusza.

– Stary, odbija ci. – Julian, ich basista, siedział przy stole i obserwował, jak przyjaciel miota się od ściany do ściany.

– Tobie też by odbijało – warknął Ksawery. Ćwiczył ten moment wiele razy, w głowie jeszcze więcej. Wszystko miał przygotowane. Buty wyczyszczone, koszula uprasowana, kwiaty i kolacja zamówione. Pierścionek w…

– Jezu, kurwa! – Poczuł, że serce na chwilę przestało mu pracować. – Gdzie jest pierścionek? Zostawiłem go w domu? U jubilera? Czy ja go w ogóle zabrałem ze sklepu? – zaczął chaotycznie przetrząsać kieszenie.

Julian chrząknął znacząco, wskazując na stół. Zero reakcji.

– Yhm, Ksawery – zawołał, chcąc przedrzeć się przez panikę tego cymbała.

– Czego?

– Milej proszę. Pierścionek leży przed tobą na stole. W czarnym pudełeczku. Niezmiennie od wczoraj. Nie rozumiem, dlaczego tak się denerwujesz. Jesteście ze sobą od liceum, macie wybrane imiona dla dzieci i wiesz, jakie podpaski lubi. Nie ma szans, żeby odmówiła.

– Skąd ta pewność? A może w tej Warszawie znalazła sobie kogoś lepszego?

– Niby kiedy? Na wszystkie weekendy przyjeżdża, ty do niej jeździsz w każdej wolnej chwili. Ma masę zajęć. Gdyby chciała kogoś ruchać, toby chyba musiała zrezygnować ze spania.

– Jezu, myślisz, że ma kochanka ze studiów? – Błędny wzrok Ksawerego przesunął się po twarzy Juliana.

– Nie pomagasz w ten sposób. – Amadeusz wyszedł spod prysznica i zbliżył się do Ksawerego. – Spójrz na mnie, stary. – Gdy ten na sekundę skupił wzrok na twarzy kumpla, Amadeusz strzelił mu z liścia.

– Pojebało cię? – Ksawery potrząsnął głową.

– Ogarnij się, bo jak będziesz tak szczał w gacie, to rzeczywiście się nie zgodzi. A teraz ubieraj się i spadaj. Za godzinę macie rezerwację, pamiętasz?

– Pamiętam. Wszystko już pamiętam. Dzięki, chłopaki! – Uśmiechnął się rozmarzony i nieprzytomny.

– No to po chłopie – westchnął Amadeusz i usiadł na kanapie.

– Po nim to już było dawno. Upewnijmy się tylko, że dotrze bezpiecznie na miejsce.

– Już mu zamówiłem taksówkę. W życiu bym go nie puścił motorem. I tak idzie zniszczyć sobie życie, to niech chociaż tego dożyje.

– Och, nie pierdol. Sonia jest świetna i każdy z nas oddałby lewe jajko za taką pannę. – Na to Amadeusz nie miał kontrargumentów.

Ksawery wypadł z mieszkania, jakby goniło go stado indyków. Ledwo się wyrobił na taksówkę, tak trzęsły mu się ręce, kiedy sznurował glany. Może nie powinien ubierać się na czarno na kolację zaręczynową, ale jeśli założyłby garnitur, Sonia jak nic by się domyśliła, że coś planuje. Gdyby jeszcze mógł być bardziej opanowany, to już w ogóle byłoby idealnie.

Usiadł przy stoliku w ich ulubionej włoskiej restauracji, która serwowała najlepsze makarony, domowe wino i mnóstwo tiramisu. Chodzili tam zawsze na rocznice i świętować swoje sukcesy.

Sonia przyszła idealnie o czasie, ubrana w dopasowaną, czarną sukienkę. Przełknął ciężko, ale wstał i pocałował ją na powitanie. Uśmiechnęła się, starła lekki ślad szminki z jego ust i usiadła. Do tego momentu wszystko szło zgodnie z jego planem. Romantyczna muzyka, miła atmosfera i gluten.

Ale oczywiście, że nie mogło być tak przez cały czas. Denerwował się tak, że wszystko wypadało mu z rąk. Nie mógł się skupić na tym, co mówi Sonia. I co chwila chodził do łazienki, żeby sprawdzić, czy nie ma nic na zębach. Wycierając spocone ręce, pogratulował sobie przezorności i ubrania się na czarno. W każdym innym kolorze wyglądałby jak spocona mysz.

– Na pewno dobrze się czujesz? – Sonia miała zmartwiony wyraz twarzy. Dopiero zamówili, a Ksawery zachowywał się, jakby o niczym tak nie marzył, jak o wyjściu.

– Oczywiście, słońce. Jesteś tu ze mną, wszystko jest dobrze. – Uśmiechnął się łagodnie, przełykając ciężko. – Ale teraz muszę cię na moment przeprosić.

Pobiegł… to znaczy – oddalił się z godnością w kierunku toalety. Przetarł twarz zimną wodą i wziął kilka głębokich oddechów. Uda mu się.

Oczywiście, że mu się nie uda. Uświadomił to sobie bardzo szybko i bardzo gwałtownie. Przebrnął jakimś cudem przez przystawki, ale nieustanne komentarze i dziwne spojrzenia, jakie rzucała mu Sonia, stanowczo nie pomagały.

– Sonia – warknął. – Uspokój się. Nic się nie stało, nikt nie umarł. – Czuł, że zaczyna się coraz bardziej pocić. Jeszcze chwila i zwymiotuje. A był już w łazience cztery razy, jeszcze jeden i kelner wezwie pogotowie.

– To dlaczego wyglądasz, jakbyś chciał jednocześnie rzygać i mieć sraczkę? – Uniosła idealnie wyregulowaną brew. – Zachowujesz się podejrzanie.

– Wiem – wymamrotał. Nic już nie szło po jego myśli. Zastanawiał się, czy nie przełożyć tego na inny termin.

– Mhm, wiem, ale nie powiem, o co chodzi. – Przewróciła oczami. – Faceci to lubią sobie utrudniać życie. Chodź, zapłaćmy i zmywajmy się stąd.

– Nie zjadłaś tiramisu.

– Jak byłeś w łazience, poprosiłam o zapakowanie na wynos. Zwłaszcza że byłeś tam trzeci raz w ciągu piętnastu minut. Wolę zjeść je w domu, mając cię na oku. Jeśli poczujesz się lepiej, mogę rozważyć zjedzenie go nago – powiedziała to zupełnie zwyczajnym tonem, ale wystarczająco głośno, żeby siedzące obok małżeństwo zmarszczyło się z niesmakiem. Zaśmiał się pod nosem i podał Soni płaszcz. Może jeszcze nie wszystko stracone.

Poprowadził ją w stronę parku. Chciał zafundować jej romantyczny spacer po zaręczynach, pewnie chciałaby zrobić ładne zdjęcia i rozesłać je koleżankom. Ale skoro to się nie udało, pozostawał jak ta trzcina. Ugięty, ale elastyczny. Czy coś w tym rodzaju. Był piękny, zimowy wieczór. Cały Gdańsk był zasypany śniegiem, wszędzie widniały już dekoracje świąteczne. Sceneria jak z bajki. Może nie jak z komedii romantycznej, ale też się nada. Prawda? Proszę, niech ktoś powie, że tak…

Nie wiedział, czy oświadczyny w najbardziej śnieżny dzień tego roku były dobrym pomysłem. Wszyscy romantycy z Instagrama zabierali swoje kobiety na Malediwy, na Bali albo chociaż do Ustki. Poczuł się jak cymbał, ale wiedział, że musi zrobić to dzisiaj. To idealny dzień, całe miasto było pełne światełek, Sonia jest najedzona makaronem i nawet jeśli jest na niego wkurwiona, to tylko trochę. Nic ponad normę.

Szli, trzymając się za ręce, a Sonia cały czas opowiadała, co mu zrobi na poprawę humoru po powrocie do domu. Gdyby nie był tak dramatycznie spięty i zestresowany, może nawet by się ucieszył, zainteresował albo autorytatywnie stwierdził, że to chyba on zrobi jej te wszystkie brudne i niegrzeczne rzeczy. Ale nie.

– Jesteś jakiś blady. Na pewno dobrze się czujesz? Może przesadziłeś z tą carbonarą? – Zmarszczyła ciemne brwi i spojrzała na niego z troską. Martwiła się o niego od kilku dni, wydawał się rozkojarzony i nieobecny. A teraz wyglądał, jakby się czymś ciężko zatruł.

– Nic mi nie jest, słońce, naprawdę. – Spróbował uśmiechnąć się swobodnie, ignorując nerwowy uścisk w żołądku. – Jestem po prostu trochę zmęczony, ale odpocznę chwilę w domu i wszystko wróci do normy. – Złapał ją mocniej za rękę i ruszyli dalej. Doszli właśnie do zaśnieżonego parku. Sonia zawsze go lubiła, chodzili tam na licealne randki i spacery. To było ich miejsce, nawet jeśli nigdy tak o tym nie mówili. Wziął głęboki oddech. Najchętniej wytarłby spocone dłonie o spodnie, ale nie chciał wyglądać jak jeszcze większy kretyn niż dotychczas. Teraz albo nigdy. Zatrzymał się i odsunął lekko Sonię, nie chcąc, żeby jacyś zbłąkani spacerowicze w nich wpadli. Odwrócił się na moment i sięgnął po pierścionek do kieszeni płaszcza. Stali po kostki w śniegu, ale miał nadzieję, że jej to nie przeszkadza. Ani że pod spodem nie ma dorodnej psiej kupy.

– Soniu – zaczął ze ściśniętym gardłem – znamy się od kilku lat, chociaż nie jestem w stanie przypomnieć sobie życia bez ciebie. – Odwrócił się w jej stronę, chcąc dokładnie zapamiętać jej minę, gdy wypowie to jedno kluczowe zdanie. Sądził, że będzie wzruszona, poruszona, zaskoczona albo cokolwiek jeszcze. Ale nie spodziewał się, że w chwili, gdy podejmie decyzję o uklęknięciu w tym mokrym śniegu, dostanie śnieżką prosto w twarz.

– Co jest? – wypluł, potrząsając głową. Przetarł oczy i strzepnął śnieg z włosów. Jak tylko odzyskał ostrość widzenia, zauważył absolutnie przerażoną minę Soni. Trzymała dłonie przy ustach i miała najszerzej otworzone oczy.

– Czy ty… – wyjąkała. – Czy ty właśnie…

– Możesz mi łaskawie wyjaśnić, dlaczego mnie zaatakowałaś? – Uśmiechnął się radośnie. Może nic nie szło zgodnie z jego planem, ale z pewnością żadne z nich nie zapomni tego momentu.

– Stałeś tyłem! – odparła z pretensją. – Skąd miałam wiedzieć, że akurat w tym momencie się odwrócisz! – prychnęła, odzyskując na moment rezon.

– Oczywiście, to moja wina. – Podszedł do niej i położył jej dłonie na ramionach. – Moja piękna, czy teraz dasz mi dojść do słowa?

– Dam – zgodziła się, tracąc oddech.

– Kocham cię. – Pocałował ją w policzek. – Chcę być z tobą we wszystkich ważnych i nieważnych momentach. – Musnął ustami drugi policzek. – Wiem, jak uroczo wyglądasz rano i pięknie wieczorem. – Ucałował kącik ust. – Chcę, żeby ten widok towarzyszył mi do końca życia. – Przesunął wargi, składając delikatne pocałunki na jej ośnieżonych rzęsach. – Jesteś moją muzyką i moim powietrzem. Dzisiaj pragnę też, żebyś została moją żoną. Wyjdziesz za mnie, piękna? – Spojrzał jej w oczy i zobaczył wzbierającą w nich wilgoć. Łzy spłynęły również po jego policzkach w chwili, gdy entuzjastycznie kiwnęła głową.

– Tak, tak, oczywiście, że tak. Ty matole, cały czas to planowałeś, a ja myślałam, że to zatrucie! – Pocałował ją mocno, śmiejąc się w duchu.

– To chyba pierwsze zaręczyny w historii, gdzie przyszła panna młoda spodziewała się sraczki, a nie pierścionka. – Sonia zaśmiała się głośno i objęła go szczelnie, wsuwając palce w jego włosy. Ksawery potrzebował jedynie kilku minut, żeby się zorientować, że zapomniał o pierścionku.

– Kurwa, słońce! – Odsunął się od niej gwałtownie i zaczął przeszukiwać kieszenie. – Pierścionek!

– Co z nim? – spytała, gdy rozbawiona patrzyła, jak jej świeżo upieczony narzeczony miota się w śniegu.

– Nie dałem ci go! – Poziom niepokoju wzrósł gwałtownie, gdy się zorientował, że musiał go upuścić, kiedy oberwał śnieżką. Upadł na kolana i wsunął dłonie w wilgotny śnieg. Na szczęście pudełeczko było dość spore i czarne. Znalazł je po kilku bardzo długich sekundach i otworzył. Wyjął wiktoriański pierścionek z czarnym diamentem. Nie wstając, sięgnął po rękę Soni. Pocałował delikatnie knykcie i wsunął pierścionek na palec serdeczny.

– Nigdy go nie zdejmuj. – Uśmiechnęła się wzruszona, ale kiwnęła głową. Pociągnęła go do góry i sięgnęła do jego twarzy. Pogładziła szorstkie, zmarznięte policzki.

– Od dzisiaj jesteś mój – wyszeptała.

– Zawsze byłem, piękna. – Pocałował ją delikatnie.

– Ale teraz każdy będzie to widział. – Przygryzła wargę i dodała: – Wracajmy do domu, kochanie.

Od razu zamówili taksówkę i pojechali prosto do mieszkania Soni. W windzie Ksawery nie mógł się już powstrzymać i rozpiął jej płaszcz. Wsunął dłonie pod rąbek sukienki, przesuwając zimnymi palcami po rozgrzanym udzie.

– Na pewno nie jesteś zła? – wymamrotał, całując łuk jej szyi.

– Chyba oszalałeś – jęknęła, gdy poczuła, jak jego palce zahaczają o brzeg pończoch.

– Kurwa, chciałem być romantyczny – wyszeptał sfrustrowany, nie przestając jej całować. –Wszystko miało być idealnie.

– Było o wiele lepiej. – Szarpnęła guziki jego koszuli. – My jesteśmy zbyt idealni, żeby jeszcze zaręczyny takie były. – Odpięła mu pasek.

– Nie tak szybko, piękna. – Przytrzymał jej dłoń i poprowadził do mieszkania, nie chcąc, żeby sąsiedzi zaczęli robić im zdjęcia. – Ja chciałem się tobą zająć – mruknął, po czym zjechał ustami w dół jej szyi i oparł ją o drzwi. Wyjął klucz, drugą ręką gładząc talię i łagodną krzywiznę piersi dziewczyny. Pchnął ciężkie drzwi i podniósł ją lekko. Owinęła nogi wokół jego pasa i wplotła palce w jego mokre od śniegu włosy. Zaniósł narzeczoną do sypialni, ściągając po drodze tylko buty. Odłożył ją delikatnie na czystą pościel i zrzucił kurtkę. Uklęknął przy łóżku i zaczął rozwiązywać wysokie buty Soni. Zaśmiała się cicho, ale pozwoliła mu się metodycznie rozbierać. Odsłaniając każdy kawałek nagiej skóry lub czarnej bielizny, całował ją i powtarzał, że jest najważniejszym cudem w jego życiu.

– Kochanie, zamierzasz do mnie dołączyć? – spytała rozbawiona po dłuższej chwili. Siedziała na środku łóżka jedynie w skrawkach satyny, a on patrzył na nią wygłodniałym wzrokiem, lecz pozostawał w pełni ubrany.

– Chcę zapamiętać ten obraz – mruknął i przesunął wzrokiem po jej nogach, płaskim brzuchu i uniesionych piersiach. Poczuła, że sztywnieją jej sutki na skutek tego taksującego spojrzenia i mimowolnie zacisnęła uda.

– Widzę, że moja dziewczynka poczuła się zaniedbana. – Wspiął się na nią i zawisł na wysokości jej pępka. Schylił głowę i złożył mokry pocałunek na jej podbrzuszu. Jęknęła cicho.

– Przy tobie nigdy nie czuję się zaniedbana – wydyszała, wijąc się pod naciskiem jego ust i dłoni. Zerwał cienką koronkę i pogładził delikatnie gładkie ciało.

– Należysz do mnie, słoneczko – wyszeptał i przeciągnął językiem wzdłuż jej szparki. Został nagrodzony głębokim westchnieniem i drżącymi udami. – Prawda? – Pocałował ją, muskając nosem łechtaczkę. Była śliska i napięta, wiedział, że nie potrzebuje wiele.

– Tak – jęknęła i spojrzała mu prosto w oczy. – Na zawsze. – Uśmiechnął się szeroko i wspiął się wyżej, znacząc mokrymi pocałunkami całe jej ciało.

– Grzeczna dziewczynka. – Kiedy spostrzegł jej przekorne spojrzenie, wiedział, że pożałuje tych słów. Ale póki była zadowolona, mógł gadać największe głupoty. A potem z radością znosić jej zemstę. Szybko zrzucił ubrania i dał się wciągnąć w jej ramiona. Pocałowała go mocno, gryząc i ssąc.

– Już wystarczy. Nie chcę dłużej czekać – wydyszała i odsunęła jego dłonie, gdy chciał ją dalej dotykać.

– Jesteś bardzo niecierpliwa, to moja rola – mruknął i zacisnął palce na gładkim pośladku. – Kocham twój tyłeczek. – Przesunął dłoń na jej talię i w górę w kierunku pełnych piersi. – Je też kocham. Nie wiem, czy moje serce zniesie tyle miłości – wymamrotał, całując chaotycznie jej sutki.

– Jakoś sobie poradzisz. – Brakowało jej tchu, miała wrażenie, że dojdzie od samego słuchania jego głosu.

– Ale wiesz, co kocham najbardziej? – Spojrzał jej prosto w oczy. Pokręciła głową. – O tu – musnął lekko jej skroń – tu jest moje ulubione miejsce. Twoje myśli – wyszeptał głosem nabrzmiałym od wzruszenia. Miał szkliste spojrzenie, gdy wreszcie nakierował się na jej wnętrze. Wsunął się delikatnie i zajęczał, kiedy poczuł, jak gorące ścianki się na nim zaciskają. – Jesteś tak cholernie doskonała. – Pocałował ją, poruszając się płynnie. Oparł się, by nie stracić równowagi, i sięgnął po jej prawą dłoń. Pocałował jej knykcie i palec serdeczny. Przygryzł lekko czubek i uśmiechnął się szeroko.

– Kocham cię, Ksawery. – To jedyne, co była w stanie powiedzieć. Była niewyobrażalnie szczęśliwa i przepełniona miłością.

– Ja kocham cię bardziej, moja piękna.

Rozdział 2

Cztery lata temu było jeszcze lepiej.

Miałem najlepszą narzeczoną na świecie, a kariera muzyczna stała przede mną otworem.

I to nawet nie był ten otwór, o którym pomyślałyście!

Sonia spojrzała spod grzywki na opiekuna stażu i policzyła w myślach do dziesięciu. Góra piętnastu. Naprawdę zależało jej na tej pracy i nie mogła jej stracić tylko dlatego, że typ, który miał ją uczyć, był jakieś milion razy głupszy od przeciętnego słupa oświetleniowego.

– Czy rozumie pani mechanikę tego procesu? To naprawdę ważne, aby w pełni pani zrozumiała. To podstawa pani obowiązków podczas półrocznego stażu w naszym dziale. – Facet miał dziewiczy wąs, nie wymawiał poprawnie „r”, przez co opluwał lekko rozmówców, i sądził, że jest co najmniej genialny. A bliźniaczo podobne nazwisko do nazwiska dyrektora marketingu było tylko złudzeniem.

– Tak, panie Albercie, wszystko jest jasne. Jeśli to nie problem, pójdę się tym zająć. – Zabierając z jego rąk dwa wypchane segregatory, uśmiechnęła się perfekcyjnym uśmiechem, który w ogóle nie był ironiczny, i odeszła do swojego boksu. W duchu przewracała oczami, ale ten staż to tylko etap przejściowy. Na szczęście był piątek i za dwie godziny mogła wyjść z tego cholernego szklanego więzienia. Jej narzeczony kończył nagrywać singiel w warszawskim studiu i powinien wieczorem być w domu. Po tym tygodniu marzyła o tym, żeby ją porządnie przeleciał.

Bycie narzeczoną wokalisty rockowego miało masę wad. Trasy koncertowe, życie w rozjazdach, fanki. Mnóstwo fanek. Nic z tego nie było zabawne i Sonia potrzebowała ogromnych pokładów cierpliwości, żeby to znieść. Ale dawała sobie radę, bo zawsze jak tylko mógł przyjechać do Gdańska, był wspaniały. Kochał ją jak wariat od lat. Spotykali się od liceum i absolutnie nic nie było w stanie ich rozdzielić. Ani odległość, ani nadmiar pracy czy nastolatki piszczące na jego widok.

No i był naprawdę utalentowany w łóżku, a po pięciu dniach rozłąki i ośmiu godzinach codziennego niezabijania ludzi w pracy naprawdę potrzebowała poczuć go w sobie. Spojrzała szybko na telefon, by sprawdzić godzinę i spojrzeć, czy nie ma jakiejś wiadomości od Ksawerego.

K: Zamów coś na wynos, będę wieczorem.

Ale potrzebuję, żebyś miała dużo energii, nie będziemy dzisiaj spali. Chcę całować każdy centymetr twojego ciała, bardzo długo i bardzo powoli. Mam nadzieję,

że mi pozwolisz, piękna.

S: Dzisiaj chcę szybko, gwiazdo rocka.

K: Innym razem, nie czułem twojego smaku od zbyt wielu godzin, żeby zadowolić się szybkim numerkiem. Ale przysięgam, nie będziesz żałowała. Miałem dużo czasu, żeby wymyślić, co z tobą zrobię, jak wrócę.

Poczuła ciepło między nogami i obawiała się, czy rumieniec na twarzy nie zdradza jej myśli. Była pewna, że nie będzie żałowała, nieważne, co Ksawery wymyślił. Nigdy nie żałowała.

Był jej pierwszym i będzie ostatnim, ale na pewno nie był to powód do rozpaczy. Całe życie wszyscy brali ją za grzeczną dziewczynkę, przestrzegającą wszystkich zasad. Dopiero Ksawery zauważył, że to tylko wygodnie wybrane pozory. Prywatnie można było o niej powiedzieć wiele rzeczy, ale z pewnością nie była grzeczna.

Z nich dwojga to on miał większe opory i skrupuły. Sonia miała tylko jedną granicę – wierność. Była absolutnie monogamiczna i nawet jak czasem fantazjowała o gorących trójkątach w każdej możliwej konfiguracji, wiedziała, że nigdy do tego nie dojdzie.

– Sonia, wszystko w porządku? – Angelika, dość sympatyczna, choć niewyróżniająca się stażystka mająca biurko obok Soni, wydawała się zmartwiona.

– Tak, czemu pytasz? – odchrząknęła lekko i wyprostowała się na tanim krześle biurowym.

– Miałaś nieobecne spojrzenie i wydajesz się dość rozgorączkowana.

Kurwa. Nie mogła myśleć o szorstkich dłoniach Ksawerego przesuwających się po jej udach, siedząc przy biurku w pracy.

– Wszystko w porządku, jestem trochę zmęczona. – Uśmiechnęła się przepraszająco.

– Nic dziwnego, ten fagas jest ostatnio okropny. – Mrugnęła do niej i odwróciła się do swojego komputera. Sonia spojrzała na zegarek. Jeszcze półtorej godziny.

Po pracy kupiła słodkie wino i zamówiła chińszczyznę. Nie miała dużo czasu, a chciała wziąć prysznic i przebrać się z korporacyjnego mundurka. Lubiła ołówkowe spódnice i wysokie obcasy, ale w domu mogła cieszyć się porwanymi dżinsami i topami odsłaniającymi wielobarwne tatuaże na przedramionach. W pracy zawsze nosiła kryjące koszule i żakiety, nawet postępowe firmy nie byłyby zachwycone rękawem.

Nakremowała wilgotne ciało jaśminowym balsamem i włożyła jedwabną koszulkę i dżinsy. Pod spodem miała czarne stringi, ale szukaniem stanika nie zawracała sobie głowy. Lubiła, gdy ciepłe dłonie Ksawerego mogły szybko dostać się do jej stwardniałych sutków. Właśnie otwierała wino i wyjmowała pałeczki, gdy usłyszała dźwięk klucza w zamku. Przeczesała dłonią brązowe włosy i podeszła do drzwi.

Ksawery zrzucił plecak na podłogę i ściągnął czarne trampki.

– Witaj, słoneczko – mruknął niskim głosem, uśmiechając się łagodnie. Miał zmęczone oczy, ale od razu do niej podszedł. Potrzebował napełnić dłonie jej ciepłym ciałem. Pocałował ją głęboko, jedną dłoń zanurzając w jej gładkich włosach, a drugą przesuwając zdecydowanie wzdłuż boku. Chwycił pośladek narzeczonej, pieszcząc go delikatnie przez cienki dżins.

– Tęskniłem – wymruczał, przesuwając usta na jej żuchwę.

– Nie tylko ty – jęknęła. Ksawery podniósł ją, a ona owinęła nogi wokół jego talii i objęła go mocniej. Wsunęła palce w długie blond włosy i przyciągnęła jego usta do swoich. Kochała go całować, to, co wyczyniał językiem z jej ciałem, było niesamowite. I nie była to tylko zasługa kolczyków jakby stworzonych do dawania kobiecie przyjemności. Znała smak jego ust na długo, zanim przekłuł język. Miękki i pewny, w zależności od nastroju zdecydowany albo całkowicie uległy. Był odpowiedzią na jej potrzeby i fantazje.

– Jesteś głodna? – Oparł ją o ścianę, dociskając twardą erekcję do jej cipki. Poruszyła biodrami, drażniąc go. Jęknął, ale czekał, aż odpowie. Wiedział, że miała ciężki tydzień, i jeśli wolała najpierw zjeść obiad, wystarczyło słowo, a przerwie. Spojrzała w jego granatowe oczy z niesprawiedliwie długimi rzęsami i mocniej ścisnęła go udami.

– Nie na jedzenie. – Nachyliła się i przeciągnęła językiem od obojczyka do mocno zarysowanej szczęki. Nie ogolił się rano i zamruczała, gdy poczuła szorstką skórę.

– Chwała Bogu – westchnął i zaniósł ją do sypialni. Po drodze zaczęła gwałtownie szarpać guziki jego czarnej koszuli. Gdy udało jej się dostać do nagiej skóry, Ksawery warknął i mocniej wpił się w jej usta.

– Miałeś być spokojny – wydyszała, gdy ułożył ją na granatowej pościeli. Kącik ust drgnął mu niebezpiecznie, a Sonia poczuła wilgoć między nogami.

– Źle mnie zrozumiałaś, słoneczko. – Ściągnął koszulę przez głowę, napinając mięśnie brzucha i ramion. – Nie będę spokojny, będę powolny. – Uniósł skraj jej koszulki, odsłaniając miękką skórę brzucha. – I bardzo… – Pocałował ją tuż pod piersiami. – Bardzo… – Zsunął delikatnie koszulkę, tak że nic nie oddzielało jego utalentowanych ust od jej ciała. – Skrupulatny – wymruczał, całując jej sutek. Polizał powoli jej pierś, trącając wrażliwe miejsca kolczykiem. Sonia zajęczała, podkulając palce u stóp. Podniosła ręce w kierunku jego twarzy, ale pokręcił głową. Pocałował wnętrze jej dłoni i docisnął jej nadgarstki do materaca.

Znaczył wilgotnymi ustami linię jej żuchwy i łuk szyi. Przygryzał wrażliwą skórę, aż zaczęła się gwałtownie wić w jego uścisku. Czuła jego nacisk na całym ciele, a nawet nie zdjęli jeszcze spodni.

– To nie fair – mruknęła, czując, jak jego usta wyciskają pocałunek tuż nad linią jej koronkowych majtek.

– Masz rację. – Rozpiął bardzo powoli jej dżinsy i zaczął zsuwać je z bioder. – To cholernie nie fair, że jesteś obłędnie seksowna.

Poczuła jego gorące usta tuż nad bardzo potrzebującą cipką. Szarpnęła się w jego kierunku, a on wreszcie dał jej to, czego potrzebowała. Rozerwał cienką koronkę i zaczął doprowadzać ją do szaleństwa. Wsuwał rytmicznie język do jej wnętrza, trącając za każdym razem łechtaczkę kolczykiem.

Zacisnęła dłonie na pościeli, ale Ksawery spojrzał na nią spomiędzy jej ud, po czym przesunął jej ręce na swoje włosy.

– Ciągnij, kochanie, steruj mną. – Uśmiechnął się łobuzersko i polizał ją przeciągle, sprawiając, że na moment zapomniała, jak się oddycha. Zanurzyła palce w jego włosach, dokładnie w tym samym momencie, w którym on wsunął sprawne palce chłopca ze szkoły muzycznej do jej wnętrza.

Sonia poczuła, jak nadchodzący orgazm pulsuje przy jego ustach.

– Och, kurwa, szybciej – jęknęła, tracąc panowanie nad ciałem. – Proszę, Ksawery.

Zassał jej łechtaczkę i zwiększył tempo. Poczuł pierwsze skurcze wokół palców i utrzymał równy rytm, doprowadzając ją do szaleństwa. Po chwili dostał najlepszą nagrodę, jaką każdy facet może otrzymać. Sonia zaszlochała, cicho mamrocząc jego imię. Pocałował kilka razy jej cipkę, czekając, aż się rozluźni. Zostawił wilgotny ślad na jej biodrach, zanim dotarł do ust.

– Kurewsko cię kocham, słoneczko. – Zanurzył język w jej rozchylonych ustach. Sonia poczuła swój smak na wargach Ksawerego, którego desperacko zapragnęła poczuć w sobie. Uwielbiała czuć zapach seksu na narzeczonym. Miała poczucie, że jest naznaczony i tylko jej. W takich chwilach miała w dupie wszystkie fanki, które tapetowały sobie pokój jego zdjęciami. Kogo może to obchodzić, skoro w każdej wolnej chwili zanurzał się między jej udami?

– Też cię kocham, gwiazdo rocka, ale teraz moja kolej na nadawanie tempa. – Obróciła się, tak że teraz to ona była na górze. Rozpięła mu spodnie i ściągnęła razem ze skarpetkami. Rzadko nosił bieliznę, dlatego od razu mogła podziwiać pełną erekcję. Był napięty i wilgotny. Zawsze nakręcał się przy lizaniu. Usiadła okrakiem na jego udach i zagryzając wargę, spojrzała na niego wyzywająco.

– Więc mówisz, że za mną tęskniłeś? – Przesunęła bardzo delikatnie dwoma palcami po jego długości. Zajęczał desperacko, ale wiedział, że lepiej wyjdzie na nieprzeszkadzaniu. To była ich stała gra w dominację, która nigdy mu się nie nudziła.

Uwielbiał patrzeć na nią w tej pozycji. Miała potargane włosy, opuchnięte usta i sztywne sutki. Tylko on widział ją w takim stanie. Kiedy zaczęli się spotykać, była dziewicą i nawet jeśli nie był z tego dumny, neandertalczyk w nim był zachwycony tym uczuciem posiadania. Tylko on wiedział, jak wygląda i smakuje, gdy dochodzi. I choćby miał pobić każdego faceta w tym mieście, to się nigdy nie zmieni.

– Tęskniłem w każdej sekundzie. – Uniósł dłonie, chcąc dotknąć jej cycków, ale dała mu po łapach.

– Złap się wezgłowia – powiedziała twardo, tonem zarezerwowanym na spotkania biznesowe. Oczywiście, że to zrobił. Czuł jej wilgotną cipkę milimetry od swojego kutasa, każdy by się słuchał. – Dzisiaj nie dotykamy, dzisiaj tylko patrzymy. – Nakierowała go na swoje wejście i opadła, zanurzając od razu całą długość. Zajęczeli jednocześnie.

– Nigdzie nie mogę cię dotykać? – zajęczał, mocniej zaciskając dłonie na drewnianej ramie. Obawiał się, że zanim skończy, to złamie kruchy mebel.

– Nigdzie. – Unosiła się i opadała w idealnie gładkich, ale cholernie wolnych ruchach.

– Nie chciałaś wolno – przypomniał jej, usilnie próbując zachować skupienie.

– Nie zniesiesz szybko bez dotykania. – Oparła dłonie na swoich piersiach i zaczęła je pieścić, co jakiś czas szczypiąc się w sutki. Nie przerywała powolnego, sukcesywnego torturowania jego sztywnego fiuta. Ksawery zaskomlał, uderzając tyłem głowy o materac. Zacisnął powieki i spróbował ustabilizować oddech.

– Spójrz na mnie. – Oddychała coraz szybciej, ale ani na moment nie wypadła z rytmu. Ksawery posłusznie otworzył oczy i poczuł, jak jego penis drgnął w jej wnętrzu. Była idealnie zaróżowiona na całym ciele, a jedna drobna dłoń o czerwonych paznokciach bawiła się zręcznie lśniącą cipką.

– To za dużo – jęknął i zasłonił sobie oczy przedramieniem.

– Możesz mnie zerżnąć w każdej chwili, gwiazdo rocka – powiedziała miękko. Sekundę później jej nogi znalazły się w górze, a Ksawery pieprzył ją głęboko. Całował jej twarz, szyję i wszystkie miejsca, do których mógł dostać. Mamrotał nieskładnie, że jest wspaniała.

– Kurwa, słońce – warknął w jej ramię. Poczuł, jak jej paznokcie wbijają się w jego plecy i był pewien, że będzie miał czerwone ślady. Gdy słyszał jej nieregularny oddech i głośne jęki, wiedział, że jest blisko. Z pełnym uwolnieniem dla siebie poczekał, aż poczuje pierwsze skurcze jej orgazmu.

Drżący opadł na nią. Pocałował ją miękko w policzek i czoło.

– Witaj w domu, kochanie. – Oddała mu zmęczony, wilgotny pocałunek i przesunęła dłonią po jego spoconych włosach.

– Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że tu jesteś – wymamrotał na granicy snu.

Rozdział 3

Dwa lata temu byłem największym farciarzem na świecie. Zespół stawał się coraz bardziej popularny, zamieszkałem na stałe z najlepszą kobietą i nic nie mogło pójść źle. A przynajmniej wtedy tak myślałem, bo jeszcze używałem mózgu. Stwierdziłem, że to zbędny organ, dużo później. Na razie byłem szalenie romantyczny i nawet całkiem kreatywny.

K: Spotkajmy się w parku za szkołą o osiemnastej. Poznasz mnie po czarnej koszulce :)

Sonia przewróciła oczami, ale uśmiechnęła się do telefonu. Miała bardzo męczący dzień w pracy, a była dopiero pora lunchu. Nie tak wyobrażała sobie swoje ostatnie dni jako dwudziestopięciolatki. Nigdy się nie spodziewała, że urodziny w prima aprilis są nie tylko dobrym żartem, ale przypadają też tuż po zamknięciu kwartału w księgowości.

Na szczęście udało jej się jakoś doczołgać do siedemnastej i pojechała do domu wziąć prysznic. Czuła się lepka, przepocona i nieatrakcyjna. Słoneczny marzec nie współgra z zimowym płaszczem, który nieopatrznie włożyła rano. Nie miała ochoty na spacery po parku, ale Ksawery wrócił z nagrywania singla i nie mieli zbyt wiele okazji do wspólnego spędzania czasu. Ubrała się w wełnianą sukienkę i skórzaną marynarkę. Po przeanalizowaniu zamiłowania Ksawerego do chodzenia po trawie wzięła jeszcze skórzane botki zamiast lżejszych butów. Nalała kawy do dwóch kubków termicznych i wrzuciła je do torby. Kiedy wychodziła rano, Ksawery jeszcze spał, ale zwykle mija kilka dni, aż odzyska energię po koncercie albo nagraniach.

K: Kiedy będziesz, moja piękna?

S: Już wychodzę, daj mi chwilkę :)

Podjechała pod szkołę i zostawiła samochód na parkingu. Była ciekawa, po co ją tu wyciągnął. Przesiadywali w tym parku bardzo często, gdy jeszcze chodzili do liceum. Ale od kilku lat woleli pojechać do lasu albo na plażę. Zresztą nie musieli się już kryć ani z piciem wina, ani z całowaniem, więc co to za atrakcja siedzieć w krzakach?

– O cholera – wyjąkała, minąwszy budynek. Cały plac za ich dawnym liceum był zastawiony świecami i lampionami. Na jego środku stał mały namiot, również cały wypełniony światełkami.

– Cześć, moja piękna. – Ksawery podszedł do niej i pewnym ruchem objął ją w talii. Przesunął dłonie wzdłuż jej kręgosłupa, po czym wsunął we włosy.

– Cześć – odparła zduszonym głosem.

– Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin, piękna – wyszeptał tuż przed tym, jak złączył ich usta w niespiesznym, namiętnym pocałunku. Jedną ręką gładził jej talię i muskał linię piersi, a drugą sunął po policzku i skroni.

– Przecież nie mam dzisiaj urodzin – wymruczała, odsuwając się na sekundę.

– Wiem – uśmiechnął się szelmowsko – ale tak miałaś większą niespodziankę. A w urodziny spotkamy się z przyjaciółmi i też będziemy świętować. Dzisiaj chciałem być samolubny i mieć cię tylko dla siebie. Co ty na to? – spytał, przesuwając szorstkim kciukiem po jej dolnej wardze.

– To wspaniały pomysł. – Zaświeciły jej się oczy i wtuliła się w niego mocniej.

– Jesteś głodna? – zapytał i poprowadził ją do oświetlonego namiotu. Zdziwiła się, że w środku było tak ciepło, ale zauważyła, że koło zastawionego stołu ktoś zadbał o ogrzewacz.

– Bardzo – odparła zaskoczona. Ksawery odsunął jej krzesło i sięgnął po talerz. W gorących naczyniach był sos, pieczone warzywa, kluseczki i ciasto czekoladowe. Wszystko wyglądało fantastycznie i obłędnie pachniało.

– W takim razie cieszę się, że mogę cię nakarmić. – Pocałował ją w czubek głowy.

– Jak udało ci się to wszystko zorganizować? Powiedz, że dyrekcja wie, że tu siedzimy, i żaden woźny nie będzie nas ganiał. – Uśmiechnęła się szeroko, kiedy przypomniała sobie kilka takich sytuacji. Zanurzyła kluseczkę w sosie i spróbowała. Gdy jęknęła z przyjemności, oczy Ksawerego pociemniały niebezpiecznie.

– Mógłbym ci powiedzieć, że jestem takim łobuzem, że wszystko przygotowałem nielegalnie – odparł chrapliwie – ale nie będę oszukiwał. Obiecałem dyrektorowi, że spotkam się z dzieciakami i poopowiadam im o karierze muzyka.

– To licealistki będą zachwycone. – Mrugnęła do niego.