Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Po zakończeniu wojny z Tytanami Zeus, Posejdon i Hades dzielą między sobą władzę nad światem. Ku zdumieniu braci Hades dobrowolnie wybiera Podziemie, pragnąc jedynie spokoju z dala od olimpijskiego chaosu.
W Komnacie Początku, gdzie świat otrzymuje swoich nowych opiekunów, Hades dostrzega spóźnioną, zdeterminowaną i odważną na przekór woli swojej matki Korę. To właśnie tam młoda bogini zostaje mianowana Opiekunką Pór Roku i to tam po raz pierwszy spotykają się ich spojrzenia.
On – bóg ciemności, milczący i wycofany.
Ona – bogini życia, niosąca światło i odrodzenie.
Dwa przeciwieństwa, które nie powinny się do siebie zbliżyć, a jednak przyciągają się z siłą, której nie sposób zignorować.
To historia o światłości i mroku. O początku i końcu.
O miłości, która pojawia się nagle, nieproszona, nieplanowana, ale tak silna, że potrafi zmienić bieg mitów.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 98
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Serce Podziemia
Klaudia Świerczewska
Wydawnictwo Inanna
Od autorki
Rozdział I
Rozdział II
NOTA COPYRIGHT
📖 Informacja o wersji demo
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5
Strona 6
Strona 7
Strona 8
Strona 9
Ta opowieść to moje własne spojrzenie na historię Hadesa i Persefony. Mocno różni się ona od znanego nam wszystkim mitu. Proszę, miejcie to na uwadze podczas czytania.
Hades
Komnata Początku.
Ogromne pomieszczenie, które wydawało się nie mieć ani początku, ani końca. Białoniebieskie ściany zdawały się jakoś zamykać przestrzeń, a na samym środku stały złoty stół i krzesła w tym samym kolorze, których bogactwo aż raziło w oczy. Na jego krańcu, bo takowy posiadał, kilkadziesiąt centymetrów nad jasną posadzką unosiła się olbrzymia kula, w której wnętrzu rywalizowały ze sobą różne rodzaje mgły: od niebieskiej, przez zieloną, aż do czerni, z której najprawdopodobniej stworzone zostało moje serce.
Walka z Tytanami naprawdę nas zmęczyła. Wszyscy bogowie, z Zeusem na czele oczywiście, stanęli na wysokości zadania, by te parszywe potwory zniknęły z ziemskiego padołu. Trwało to zdecydowanie zbyt długo, a skutki okazały się opłakane. Zginęli ludzie, zniszczone zostały miasta i wsie. Byliśmy wyczerpani, a jednak Zeus ściągnął mnie i Posejdona do Komnaty, bo, jak stwierdził, miał nam coś bardzo ważnego do powiedzenia. Nie chciałem nawet myśleć, o czym mieliśmy rozmawiać, wolałem być w tym momencie z dala od tych krzykaczy. Pragnąłem zaszyć się gdzieś, gdzie będę miał czas dla siebie.
I tylko dla siebie.
– Zwołałem was tu, drodzy bracia, gdyż Tytani polegli, ale skutki tej straszliwej wojny są tragiczne. Zginęło mnóstwo ludzi, a ci, co zostali na świecie, potrzebują bogów, by odzyskać jakkolwiek wiarę w cokolwiek – powiedział Zeus, oparty o stół. Jego długa, biała broda nie dodawała mu lat, lecz surowości. Był najmłodszy, a jednak wyglądał, jakby pojawił się na świecie przed nami. Posejdon z uśmiechem zajął swoje miejsce na krześle i zarzucił nogi na blat stołu. Skrzyżował ramiona na umięśnionym torsie i spokojnie przyglądał się najmłodszemu z braci.
– Niegłupi pomysł. Już są nam wdzięczni za uratowanie swoich żyć. Będą nas wielbić po wsze czasy!
Milczałem. Nie czułem potrzeby odzywania się i brania udziału w tym cyrku. Chciałem do końca wysłuchać ich iście genialnych planów, po czym spokojnie się wycofać.
– Właśnie dlatego tu jesteśmy. Musimy podzielić się obszarami, którymi będziemy władać! Żeby nie skakać sobie do gardeł, każdy z nas weźmie to, co mu najbardziej odpowiada. Ja pragnę Nieba! – zaznaczył od razu Zeus. Posejdon poprawił się na krześle, jakby gotów rzucić się na brata i go wyśmiać.
– Dlaczego akurat ty masz dostać w posiadanie Niebo?
– Ponieważ mimo że jestem najmłodszy, jestem najpotężniejszy! To ja najwięcej zrobiłem podczas walki z Tytanami!
– Przecież nie jesteśmy w stanie tego jakkolwiek zmierzyć – obruszył się Posejdon. Westchnąłem zrezygnowany, czułem, jak cała ta sytuacja zaczyna mnie męczyć.
– Co zostało jeszcze do podziału? – spytałem, czym zwróciłem na siebie uwagę obu bogów. Zeus spojrzał na mnie, jakby właśnie sobie przypomniał, że też tu jestem, po czym wskazał na unoszącą się nad posadzką kulę.
– Niebo to ta biel. Morza i Oceany są niebieskie. Zieleń symbolizuje Ziemię, a czerń… to Podziemie.
– I nad czym tu debatować? Zeusie, skoro chcesz tak bardzo to swoje Niebo, weź je sobie. Posejdonie, dla ciebie są Morza i Oceany. Będziesz dbał o to, by woda nigdy nie zalała mieszkańców ziemi oraz o stan ryb, by nie chodzili głodni. Ja z przyjemnością wezmę Podziemie.
– Dlaczego sam z siebie chcesz Podziemie? – spytał ostrożnie Posejdon, co skomentowałem tylko wzruszeniem ramionami. Dzięki temu mogłem być daleko od nich i mieć względny spokój. Nie musiałem jednak uświadamiać tego moim braciom.
– Została do obsadzenia jeszcze Ziemia, którą proponuję dać Demeter – rzuciłem. Moi bracia spojrzeli na mnie, po czym Zeus powoli pokiwał głową. Przyglądał mi się razem ze średnim bratem. Za wszelką cenę chcieli się dowiedzieć, dlaczego bez żadnej awantury czy kłótni godziłem się przejąć Podziemie. Ale ja nie zamierzałem się z nimi dzielić swoimi przemyśleniami.
– Dobry pomysł. Demeter sprawdzi się w roli Opiekunki Ziemi. Jutro będziemy mogli przekazać wszystkim te uzgodnienia i przydzielić bogów zgodnie z ich zainteresowaniami czy mocami, jakimi dysponują. A dziś Niebo, Morza i Oceany oraz Podziemie muszą się na powrót uformować, zyskać nowe granice.
– Idealnie. A więc możemy się żegnać i do zobaczenia jutro – powiedziałem i podniosłem się ze zdobionego krzesła. Nie miałem najmniejszej ochoty spędzać czasu z moimi młodszymi braćmi, którzy, mimo iż byli bogami, za punkt honoru postawili sobie to, by mnie po prostu zmęczyć swoimi przekomarzaniami czy głośnymi wymianami zdań. Chociaż musiałem przyznać, że byłem z siebie niesamowicie dumny, iż udało mi się przekonać ich bez większych awantur do tego, żeby Zeus wziął Niebo, a Posejdon Morza. Wiedziałem, że żaden z nich nie wyciągnie łapy po Podziemie, a co za tym idzie, tylko w ostateczności będą się tam zapuszczać. Miałem więc zyskać swoją samotnię, miejsce zupełnie pozbawione niezapowiedzianych gości. Po wielu miesiącach walki z Tytanami brzmiało to dla mnie jak spełnione marzenie. Jedyne, co należało jeszcze zrobić, to przyjść jutro na spotkanie z pozostałymi bogami, by wysłuchać, kto i czym się zajmie. Wiedziałem, że będzie to dotyczyć głównie Ziemi i co najwyżej bożków Zeusa, bo Podziemie zostało już przydzielone. W moich Zaświatach miały mieszkać Mojry i różnego rodzaju demony, a tych nie trzeba było obsadzać w żadnych rolach.
Z zadowoleniem opuściłem Komnatę Początku i spokojnie zszedłem do Podziemia, nie rzucając się za bardzo w oczy ludziom. Ci i tak byli zajęci odgrzebywaniem swoich najbliższych i tych zupełnie obcych, którzy podczas starcia z Tytanami zginęli. Żal mi było tych udręczonych dusz, ich ból i cierpienie stały się wręcz namacalne. Jednak współczucie im nie należało teraz do moich zadań. Musiałem zobaczyć, jak wykreowały się moje Podziemie, sprawdzić, kogo zastanę w tym smutnym, ale dla mnie idealnym miejscu.
Przejście w olbrzymim kamieniu otworzyło się niemal natychmiast, gdy przyłożyłem do niego dłoń, i znalazłem się w moim odosobnieniu. Zastanawiałem się tylko, jak szybko poznam kogoś, kto, póki co, sprawuje tutaj władzę. Kiedy schodziłem coraz głębiej, minąłem kilka dusz, które snuły się wolne po Podziemiu, dokuczały sobie wzajemnie, płakały po kątach lub po prostu ignorowały wszystko i wszystkich. Zmarszczyłem lekko brwi, dostrzegłszy chaos, jaki zapanował wraz z powstaniem nowych granic. Spojrzałem w górę, na krwistoczerwone niebo zawieszone nad naszymi głowami. Brakowało tu słońca czy księżyca, więc nie mieliśmy też dni i nocy. Bezczas.
– Hej, kim ty jesteś?! – Usłyszałem krzyk dochodzący od strony grupki mogłoby się wydawać młodych chłopaków. Uniosłem lekko brew i podążyłem ku nim. Gdy byłem już blisko, jeden z nich poderwał się i zdzielił swojego kompana w tył głowy. Mogłem się domyślić, że ten, który oberwał, musiał krzyknąć w moim kierunku. Lekko przekrzywiłem głowę. Cała czwórka ubrana była dość elegancko, jak na warunki Podziemia.
– Ślepy jesteś czy co, Mekaron? – syknął chłopak do czerwonookiego, który, jak mi się wydawało, krzyknął do mnie kilka sekund wcześniej, i podszedł do mnie, uśmiechnąwszy się lekko. Skłonił się, czym, muszę przyznać, zaimponował mi.
– Witaj, Hadesie. Jestem Charon, Przewoźnik główny i praktycznie jedyny, który przeprowadzi cię przez rzekę Styks. Tamci czasem mnie zastępują, gdy muszę zająć się czymś pilnym dla Podziemia. Mekarona już znasz, a pozostali to Thesion, ten z zielonymi oczami, Thamiron, z brązowymi i Arothes z niebieskimi. Witaj, panie, w Podziemiu – powiedział i wyprostował się, wciąż uśmiechnięty. Jego oczy były stalowe i tak jak u innych Przewoźników zdawały się świecić groźnie. Kiwnąłem głową, przyjrzałem się jemu i jego kompanom.
– A więc to ty będziesz mniej więcej wiedział, co tu się dzieje i kto jest od czego? – spytałem z cichą nadzieją. Ów Charon wydawał mi się najbardziej rozgarnięty.
– Owszem – potwierdził moje przypuszczenia.
– Świetnie. Chodź więc ze mną, będę miał do ciebie na pewno sporo pytań.
Obaj ruszyliśmy na jego łódź, którą zacumował blisko miejsca posiedzenia z innymi Przewoźnikami. Zająłem wolne miejsce, a Charon stanął przy sterze. Ruszyliśmy powoli po ciemnych wodach rzeki.
– To Styks? – upewniłem się. Charon odpowiedział lekkim skinięciem głowy. – A czemu tylko ty po niej pływasz?
– Inni też pływają, ale głównie robię to ja. Powiedzmy, że Styks nie akceptuje nikogo poza mną. Tutaj nawet rzeki bywają kapryśne. Chłopaki opiekują się pozostałymi rzekami, a kiedy czasem muszą płynąć po Styksie, to biorą moją łódź. Mniejsza szansa na podtopienie.
Hades
Czułem się dobrze. Miałem wrażenie, że Podziemie to przestrzeń, której potrzebowałem. Dochodziły mnie słuchy, iż w ciągu tych niespełna dwudziestu czterech godzin, czyli odkąd podzieliliśmy się krainami, Posejdon co rusz gości u siebie Zeusa i na odwrót. Do mnie nikt nie chciał zejść i traktowałem to jak przywilej, a nie karę. Jednak zbliżał się czas ponownego odwiedzenia Komnaty Początku, by wraz ze wszystkimi boskimi bytami uzgodnić, kto i czym będzie się zajmował, dla świętego spokoju.
– Nie zazdroszczę ci tego spotkania na szczycie – skomentował Charon, szwendający się ze mną po czymś, co niegdyś musiało być ogrodem wokół zamku.
– Sam sobie nie zazdroszczę – mruknąłem. Chodziłem spokojnie wśród uschniętych krzewów. Obecność Przewoźnika mi nie przeszkadzała, mógłbym zaryzykować stwierdzenie, że polubiłem tego chłopaka. Był wygadany, szczery i przede wszystkim znał się na swojej robocie. Tu, gdzie przebywaliśmy, było to cenniejsze niż złoto w ludzkim świecie.
– Myślę, że wezwiemy kilka demonów, żeby uporządkowały trochę ten ogród. Wyschnięty, bo wyschnięty, słońca tutaj nie ma, ale można o niego jakoś zadbać. Król, sorry, Władca Podziemia musi mieć okazały zamek i ogród niczego sobie. – Charon wyszczerzył zęby w uśmiechu i zobaczywszy moje lekkie, przyzwalające kiwnięcie głową, od razu zaczął to załatwiać.
– Jest coś, czego nie dasz rady zorganizować?
– Hmm… Raczej nie.
Tuż przed spotkaniem z braćmi i pozostałymi przekazałem Charonowi, żeby zebrał wszystkie ważne demony i inne osobistości z Podziemia, po czym poinformował je, jak wygląda plan usprawnienia działań. Przewoźnik, zadowolony ze zleconego zadania, od razu wziął się do roboty, ja zaś mogłem udać się na Powierzchnię, a stamtąd prosto do Komnaty Początku. Każdy z nas miał na sobie pelerynę zapewniającą kamuflaż przed ludzkimi spojrzeniami. Jednak nasze oczy dostrzegały siebie wzajemnie nawet przez ten materiał.
– Demeter – przywitałem się i kiwnąłem głową w stronę bogini, która spojrzała na mnie i lekko się uśmiechnęła.
– Hadesie. Witaj. Słyszałam, że to ty zaproponowałeś, bym zaopiekowała się Ziemią.
– Owszem. Myślę, że będziesz się do tego najlepiej nadawać – powiedziałem, spojrzawszy na wianek z pszenicy zdobiący jej jasne włosy. Bogini uśmiechnęła się do mnie delikatnie i popatrzyła na pozostałych, którzy zebrali się przed drzwiami do komnaty.
– Zeus nikogo nie wpuszcza? – spytałem z uniesioną brwią. Demeter potaknęła i wypuściła powietrze z głośnym westchnieniem.
– Tak. Słyszałam, iż stwierdził, że skoro on jest teraz wielkim Zeusem, bogiem wszystkiego i wszystkich, to będzie decydował o każdym kroku każdego z nas – wyjaśniła. Jej twarz wyrażała zażenowanie tą sytuacją, ale moja zapewne wcale nie była lepsza. Nagle poczułem, że jednak źle zrobiłem, zaproponowawszy Zeusowi Niebo, a Posejdonowi Morza i Oceany. Teraz jednak było za późno na zmiany, Zeus na pewno by się na to nie zgodził, ja w sumie miałem spokój w swoim Podziemiu. A to, że czasem mu odbijało… Nic nadzwyczajnego. Byleby te spotkania odbywały się jak najrzadziej.
Drzwi od Komnaty Początku nagle się otworzyły i stanął w nich mój najmłodszy brat. Zdawało mi się, czy bił od niego niemalże złoty blask? Ubrany w białe szaty, uśmiechał się do nas z wyższością.
– Zapraszam wszystkich do środka, miejsca macie podpisane, każdy będzie wiedział, gdzie usiąść. – Mówiąc to, odwrócił się do nas plecami, by wejść do Komnaty. Spojrzałem na kilku bogów, najwyraźniej również zaskoczonych słowami mojego brata, jednak weszliśmy do pomieszczenia w milczeniu. Byłem ciekaw, gdzie usadził każdego z nas. Już po chwili, poczuwszy jednocześnie ulgę i zmęczenie, odkryłem, że posadził mnie po swojej lewej stronie. Po prawej od Zeusa, a naprzeciw mnie, miejsce zajął Posejdon. W Komnacie panował lekki gwar rozmów, każdy szeptem podziwiał jej wygląd, gdyż były to ich pierwsze odwiedziny w tym miejscu.
– Proszę o ciszę – powiedział w końcu Zeus, stanąwszy przy swoim krześle u szczytu stołu. Wszyscy natychmiast zamilkli i skupili na nim wzrok. Musiałem mu przyznać, że miał siłę przebicia, idealnie nadawał się na przywódcę. Oby tylko woda sodowa nie uderzyła mu do głowy.
– Cieszę się, że tak tłumnie się zjawiliście. Wiem, że ostatnie miesiące były dla nas niezwykle męczące, z uwagi na walkę z Tytanami. Dziękuję wam za udział w niej, bo tylko za sprawą wspólnej pomocy i zaangażowaniu udało nam się wygrać – powiedział Zeus z lekko uniesioną brodą. Obserwowałem go uważnie, nie odzywając się. Po takiej pochwale nad stołem przeszedł podniecony szmer połechtanych boskich ego.
– Czas, byśmy podzielili się rolami, by każdy z was miał na świecie obszar do opieki. Jak wiecie, mnie przypadło Niebo, mój brat Posejdon zajął się Morzami i Oceanami, najstarszy z nas, Hades, objął swoimi rządami Podziemie, natomiast Demeter dostała Ziemię. Pozostało jeszcze wiele obszarów i myślę, że dla każdego znajdziemy coś dobrego. – Zeus kiwnął głową, spoglądał na każdego z nas. Byłem ciekaw, kto dostanie jaką rolę. Zeus po kolei wymieniał mniej ciekawe zadania, gdy nagle drzwi od komnaty zaskrzypiały. Wszyscy spojrzeliśmy w tamtą stronę, zachodząc w głowę, kto mógł wejść do środka.
Kiedy drzwi stanęły otworem, poczułem zapach kwiatów.
Stokrotek. Zapach ten coś mi przypominał, ale nie umiałem z niczym go powiązać.
– Kora! – Demeter podniosła się z miejsca i popatrzyła w kierunku nowo przybyłej postaci. – Co ty tu robisz? Prosiłam, byś nie przychodziła, to nie miejsce dla ciebie.
– Wojna też nie była dla mnie, mamo. – Głos, delikatny jak dzwoneczki, które poruszają się na wietrze, rozbrzmiał w komnacie. Eteryczne stworzenie, z zaróżowionymi policzkami i nieco potarganymi od wiatru blond włosami, zatrzymało się przy krześle matki i spojrzało na Zeusa. Dziewczę skłoniło lekko głowę.
– Przepraszam za spóźnienie. Matka nie chciała, bym się tu pojawiła, ale… Czułam, że muszę tu być – powiedziała, uniósłszy wzrok na mojego najmłodszego brata. Były w nich równocześnie łagodność i determinacja. Wiedziała, czego chciała.
– Przemówiła Córka Ziemi. Wykazałaś się odwagą i zaangażowaniem w nasze sprawy. Dostaniesz więc dar zmiany. Zaopiekujesz się porami roku, bożkami, które przemieniać będą ciepłe dni w chłodne, a chłodne w ciepłe. Pozostaną na każde twoje wezwanie.
– Nie, Zeusie! Ona jest za młoda, to jeszcze dziecko! – zagrzmiała Demeter, patrząca na mojego brata z udręczeniem. Kora jednak wpatrywała się w Boga Nieba z iskierkami podekscytowania w zielonych oczach.
– Dziękuję! Dziękuję za szansę! – wykrzyknęła. Niemal podskakiwała w miejscu, a każdy jej ruch rozprowadzał zapach kwiatów po komnacie. To była zdecydowanie jedna z najlepszych decyzji mojego brata. Zeus uśmiechnął się lekko i położył dłoń na ramieniu młodej dziewczyny, która nabrała dużo powietrza do płuc. Gdy je wypuściła, nie wyglądała już jak dziewczynka, która jeszcze przed momentem wpadła spóźniona na spotkanie. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki stała się dostojną boginią. Jej wzrok się zmienił, nie przypominała tego dziecka sprzed chwili.
W Komnacie zrobiło się gwarno, wszyscy żywo komentowali tę decyzję, a Demeter nie kryła swojego oburzenia. Ale to nie przeszkadzało Korze w uśmiechaniu się z wdzięcznością do Zeusa. Nowa Opiekunka Pór Roku rozejrzała się po komnacie, przyjrzała się wszystkim… i wtedy jej wzrok padł na mnie. Radość i podekscytowanie ustąpiły, pojawiło się zdezorientowanie, może nawet lęk? Aż w końcu dostrzegłem coś, czego spodziewałem się najmniej. Ciekawość?
Nie. Nie mogła być mnie ciekawa, chociaż pewnie nadal nie zdawała sobie sprawy z tego, co jest pod moją opieką, bo kim jestem, wiedziała bardzo dobrze. Pamiętałem ją jeszcze jako bardzo młodziutką boginię, która wraz z nimfami bawiła się na łąkach i zbierała stokrotki.
Stąd ten zapach, gdy weszła do środka. Wiedziałem, że skądś go kojarzę.
Widząc, jak Kora nadal mi się przygląda, uniosłem lekko kącik ust i kiwnąłem głową na znak aprobaty. Pasowała idealnie do powierzonej jej roli. Kora odwzajemniła uśmiech, a jej policzki na nowo zaróżowiły się niczym płatki dopiero rozkwitającej róży.
Zeus machnął ręką i znikąd pojawiło się kolejne krzesło, tuż obok Demeter, by Kora mogła na nim spocząć. Matka złapała mocno córkę za rękę i pociągnęła ją na siedzisko, i nakazała jej gorączkowym szeptem, by je zajęła. Gdy dziewczyna to zrobiła, Zeus uniósł dłoń na znak ciszy, a ja nadal przyglądałem się Demeter i Korze. Starsza z nich ignorowała rozkaz Zeusa i coś przekazywała swojej córce. Po wyrazie twarzy obu bogiń mogłem się domyślić, że nie była to miła rozmowa.
– Dobrze już, proszę o ciszę. Zostało nam jeszcze parę ról do przydzielenia, a później zostanie wam przekazana jeszcze jedna ważna informacja, a propos najbliższych dni – oznajmił Zeus. I jak powiedział, tak zrobił, powierzywszy obowiązki pozostałym bogom i bożkom. I tak na przykład Afrodyta została Boginią Miłości, do której zadań należało wręcz szerzenie tego uczucia na całej kuli ziemskiej. Byłem pod ogromnym wrażeniem, gdy się zgodziła, chociaż mogłem spodziewać się tego od dawna: to jedna z tych bogiń, które zdawały się zamiast źrenic mieć serduszka i w kółko opowiadały, jaki to świat jest romantyczny. Nawet w trakcie wojny i kataklizmów.
Kiedy w końcu ostatnia z ról została obsadzona, a była to opieka nad lasami zlecona nimfom, Zeus odchrząknął, by zwrócić na siebie uwagę tych bogów, którzy zaaferowani nowymi przydziałami oddali się żywej dyskusji.
– W porządku, wiemy już, kto kim jest. Na zakończenie dzisiejszego spotkania chciałbym was wszystkich zaprosić na Boski Bal, który odbędzie się za pięć dni. Będzie to niesamowita okazja, by bliżej się poznać i porozmawiać, a termin współgra idealnie z tym, byście w czasie oczekiwania na to wydarzenie mogli już zacząć spełniać się w swoich rolach. – Zeus niemal podskoczył po wypowiedzeniu tych słów, najwyraźniej niesamowicie dumny ze swojego pomysłu. Spojrzałem na Herę, która dosłownie zaczęła klaskać, a za jej przykładem poszło kilku bogów. Pokręciłem lekko głową z niedowierzaniem na absurd tej sytuacji. Hera od dawna próbowała wkupić się w łaski Zeusa, ale na spotkaniu przechodziła samą siebie, aprobując każdą jego decyzję.
– Cóż za wspaniała myśl, Zeusie! Idealnie nadajesz się na Władcę Nieba i naszego przewodnika – powiedziała Hera, wdzięcząc się do Zeusa, a jemu było to bardzo na rękę. Zakaszlałem, przyłożywszy pięść do ust, by zamaskować śmiech, czym przykułem uwagę Kory. Młoda bogini uśmiechnęła się do mnie, chyba rozumiała, co wprawiło mnie w rozbawienie.
– W porządku więc! Widzimy się za pięć dni! – zagrzmiał z uśmiechem Zeus i zakończył spotkanie.
Serce Podziemia
Copyright © Klaudia Świerczewska
Copyright © Wydawnictwo Inanna
Copyright © MORGANA Katarzyna Wolszczak
Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Wydanie pierwsze, Bydgoszcz 2025 r.
ebook ISBN 978-83-7995-881-8
Redaktor prowadzący: Marcin A. Dobkowski
Redakcja: Paulina Kalinowska | proAutor.pl
Korekta: Agata Nowak | proAutor.pl
Projekt i adiustacja autorska wydania: Marcin A. Dobkowski
Projekt okładki: Ewelina Nawara | proAutor.pl
Skład i typografia: Bookiatryk.pl
Przygotowanie ebooka: Bookiatryk.pl
Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.
MORGANA Katarzyna Wolszczak
ul. Kormoranów 126/31
85-432 Bydgoszcz
www.inanna.pl
Najtaniej kupisz na www.madbooks.pl
To jest wersja demonstracyjna zawierająca 10% treści książki.
Aby przeczytać pełną treść, skorzystaj z pełnej wersji EPUB.
Konwersja i przygotowanie ebooka Bookiatryk.pl
