Herbaciarnia uczuć - Klaudia Świerczewska - ebook
NOWOŚĆ

Herbaciarnia uczuć ebook

Klaudia Świerczewska

0,0

49 osób interesuje się tą książką

Opis

W Willowridge magia nie błyska zaklęciami, lecz parzy się powoli, filiżanka po filiżance.

Gdy życie Eleny w wielkim mieście zaczyna się rozpadać, los prowadzi ją z powrotem do miejsca, gdzie wszystko miało swój rytm, zapach i sens. Do miasteczka, w którym jej babcia wierzyła, że odpowiednio dobrana herbata potrafi ukoić myśli, uleczyć serce i poprowadzić człowieka we właściwym kierunku.

Wśród starych receptur, ziół i intuicyjnie tworzonych mieszanek Elena odkrywa, że magia nie zawsze wymaga różdżki. Czasem objawia się jako ciche przeczucie, nagła ulga po pierwszym łyku naparu… albo spotkanie, które zmienia więcej, niż powinno. Granica między zwyczajnością a czymś nadnaturalnym zaczyna się zacierać, a uczucia, tak jak herbaty, nabierają mocy, gdy się je traktuje z należytą dbałością.

„Herbaciarnia uczuć” to ciepła, nastrojowa opowieść o codziennej magii, powrotach do korzeni i miłości, która rodzi się właśnie tam, gdzie powinna.

Nowelka z Kolekcji cosy romantasy Inanny

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 128

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Herbaciarnia uczuć

Klaudia Świerczewska

Wydawnictwo Inanna

Spis treści

I.

II.

Copyright

📖 Informacja o wersji demo

Lista stron

Strona 1

Strona 2

Strona 3

Strona 4

Strona 5

Strona 6

Strona 7

Strona 8

Strona 9

I.

Budzik jak zawsze zadzwonił wtedy, kiedy nie powinien. Przez chwilę miałam nawet wrażenie, że jest środek nocy i źle ustawiłam alarm, jednak parę sekund później przypomniałam sobie o zasłoniętych oknach. Jęknęłam, przewracając się na plecy, i spojrzałam na sufit. Nie miałam najmniejszej ochoty wstawać po wydarzeniach z minionego weekendu, ale wiedziałam, że nie mam innego wyjścia. Przez chwilę zastanawiałam się jeszcze nad wzięciem urlopu na żądanie czy zgłoszeniem choroby, jednak z tyłu głowy świtało mi, że zawalanie obowiązków nie było najlepszym sposobem na rozpoczęcie tygodnia. Szefowa od razu zaczęłaby do mnie wydzwaniać i marudzić, jak to zawodzę jej zaufanie. I chociaż mój humor, gdyby go zwizualizować, przypominałby minę smutnego klauna, musiałam wstać i jakoś żyć. Zapomnieć o kiepskim weekendzie.

Zerwałam z chłopakiem. Tak. I wcale nie czułam się z tym lepiej.

Miniony weekend miał być przełomowy, oczami wyobraźni widziałam, jak siedzimy razem na kanapie i planujemy wspólną przyszłość. Byliśmy razem już cztery lata, wydawało mi się, że traktujemy się poważnie. Przekonałam się jednak, że tylko ja tak to postrzegałam.

Colin nie był zbyt zainteresowany rozmową. Przyszedł, jak to on, wyluzowany i roześmiany, jakby dopiero co skończył imprezę z kolegami. Kilkukrotnie próbowałam sprowadzać rozmowę na ważne tematy, jednak on rzucał jakąś anegdotkę, zupełnie nie w temacie, i cała otoczka powagi pryskała jak bańka mydlana. W końcu nie wytrzymałam i uderzyłam dłonią w stół.

– Colin, do cholery jasnej, w ogóle mnie nie słuchasz!

– Bo smęcisz, mała. Ja miałem świetny piątek, impreza prima sort. Dzisiaj też lecę z kumplami w miasto.

– Mieliśmy spędzić dzisiejszy wieczór razem – przypomniałam mu, czując rosnącą irytację, gdy wyciągnął telefon i zaczął wypisywać do kogoś.

– Och, nie marudź, jeszcze się nasiedzimy razem w domu na stare lata. Teraz trzeba korzystać!

– Przecież korzystasz niemal codziennie! Nie pracujesz, imprezujesz. Ja chcę poważnego związku, chcę założyć rodzinę. Nie chcę się wiecznie bawić.

– Rany, jaka ty się nudna zrobiłaś. – Colin przewrócił oczami. Westchnęłam ciężko, wiedząc, że to już nie ma sensu. Wstałam z kanapy i spojrzałam na swojego chłopaka z góry.

– Dobra, to prowadzi donikąd. Wynoś się.

– Co? – Colin spojrzał na mnie zdezorientowany.

– Wynoś się. Nie chcę mieć już z tobą nic wspólnego. Skoro nie widzisz problemu w swoim zachowaniu, serio, wyjdź. Nie potrzebuję wolnego ducha, tylko odpowiedzialnego mężczyzny.

– Rzucasz mnie?! – Mój prawie były chłopak zerwał się z kanapy. Jego ciemnozielone oczy ciskały błyskawice, ale na mnie nie robiło to już wrażenia.

– Tak. Rzucam cię, mam dość. Zyskasz teraz jeszcze więcej czasu na spotkania z kolegami – powiedziałam, siląc się na spokój, jednak w środku trzęsłam się z nadmiaru emocji.

– Pożałujesz tego, zobaczysz! Będziesz sama do końca życia!

– Wiesz co? Mam wrażenie, że już od półtora roku jestem sama.

Colin, marudząc pod nosem i ciskając w moją stronę przekleństwa, skierował się do wyjścia, po czym mocno trzasnął drzwiami. Chwilę po jego wyjściu czułam się spokojna. Jakby ktoś ściągnął ze mnie kamień, który od dawna ciążył mi na piersi. Teraz mogłam swobodnie oddychać. Ale po upływie zaledwie dwóch godzin rozkleiłam się i płakałam w poduszkę pół nocy. Niedzielę spędziłam w łóżku, wstawałam tylko do łazienki. Kilkukrotnie sprawdzałam telefon, jednak poza reklamami od okolicznych sklepów nie było tam nic. Miałam szczerą nadzieję, że Colin przemyślał sprawę, że będzie chciał wszystko naprawić, wrócić do mnie, może przeprosić.

Ale się przeliczyłam.

Milczał, więc i ja milczałam.

I nastał poniedziałek.

W końcu jednak się podniosłam i poszłam pod prysznic. Musiałam się doprowadzić do porządku, by jakoś wyglądać w pracy. Szefowa stawiała na nasz wygląd i mimo że nie wyściubiłyśmy nosa z biura, to musiałyśmy prezentować się elegancko. Nie rozumiałam tej pokrętnej logiki, ale nie płacili mi za to. Po prysznicu czułam się jakoś tak świeża, ale nadal doskwierał mi ból w sercu. Malując się i ogarniając, zastanawiałam się, co mogłoby mi przynieść ulgę. Moje rozmyślania przerwał telefon:

– Tak?

– Hej, laska, gotowa na podbój tego tygodnia? – Głos Amber, niezwykle piskliwy i przesłodzony, przeciął ciszę mojego mieszkania. Odetchnęłam cicho i ściszyłam trochę telefon, bo włączyłam głośnomówiący i nie chciałam obudzić sąsiadów.

– Można tak powiedzieć. Nie jestem w nastroju na żadne podboje.

– Oho! Co się stało?

– Trudny weekend. – Wzruszyłam ramionami, chociaż nie mogła tego zobaczyć. Nie chciałam się też rozwodzić nad tym, co się wydarzyło, ale kolejne słowa Amber zmusiły mnie jednak do wytłumaczenia sytuacji.

– Stara, to tak jak u mnie! Z piątku na sobotę i z soboty na niedzielę byłam na takich imprezach, że ledwo pamiętam, jak wróciłam do domu. Na szczęście, i w sumie nieszczęście, sama. Nie pogardziłabym, gdyby jakiś cudowny chłopak towarzyszył mi przy śniadaniu.

– Amber – przerwałam jej – ja nie byłam na żadnej imprezie w ten weekend. Zerwałam z Colinem, dlatego miałam trudny weekend.

Po drugiej stronie słuchawki zapadła dwusekundowa cisza.

– O rany, Elena. Bardzo mi przykro. Ale co się stało? Myślałam, że jesteście zgraną parą. Często przecież o nim opowiadałaś – zauważyła moja koleżanka z pracy, a ja już wiedziałam, że moje narzekanie na Colina i jego podejście do mnie i naszego życia przez ostatnie tygodnie były wpuszczane jednym uchem, a wypuszczane drugim.

– No tak wyszło – westchnęłam. – Przyjedziesz po mnie? Opowiesz o tej swojej imprezce weekendowej.

– No pewnie! Będę za pół godziny – obiecała i rozłączyła się, zanim zdążyłam rzucić pożegnanie.

Odłożyłam telefon i spojrzałam w lustro. Amber była dobrą koleżanką, ale tylko do plotkowania i śmiania się podczas przerwy. Gdy pojawiały się problemy, traciła zainteresowanie, chociaż starała się – przynajmniej jakkolwiek – pomóc.

Myślami na chwilę wróciłam do czasów dzieciństwa i bycia nastolatką, gdy mieszkałam w Willowridge. Malutkie miasteczko w takiej samej odległości i do jeziora, i górskich szlaków. Stary dom, w którym mieszkała moja babcia, Rosaline. Zawsze pachniało tam herbatą i ciastem czekoladowym. Tam mogłam być sobą i podzielić się każdym problemem. Ale wtedy tego nie doceniałam. Uważałam, że moje miejsce jest w mieście, wśród szarych bloków i wyzutych z uczuć ludzi, którzy pędzą za pieniędzmi i sukcesem, rzadko zwracając uwagę na bliskich wokół.

W Willowridge miałam dwoje przyjaciół, którzy byli dla mnie jak rodzeństwo, którego nigdy nie miałam. Evan i June. Żałowałam, że po mojej przeprowadzce nasz kontakt się urwał. Ja wyjechałam, oni tam zostali, by przejąć rodzinne interesy. Nie widzieliśmy się blisko pięć lat…

Z karuzeli wspomnień wyrwał mnie dźwięk SMS-a. Odblokowałam telefon i moim oczom ukazała się wiadomość od Amber, że wychodzi już z domu. Szybkim ruchem złapałam białą koszulę i czarną spódnicę i pospiesznie się w nie ubrałam. Ostatni raz spojrzałam w lustro i przeczesałam palcami swoje czarne włosy.

– Dzisiaj lepiej nie będzie – mruknęłam sama do siebie i wsunęłam stopy w niewygodne szpilki. Coraz więcej rzeczy mi przeszkadzało, a serce wyrywało się do wspomnień z rodzinnego miasteczka. Tylko czy te chwilowe problemy były aż tak poważne, by rozważać powrót?

Amber czekała na dole w samochodzie z opuszczonymi oknami i nuciła piosenkę puszczaną w radiu. Skrzywiłam się, bo skoczna melodia to ostatnie, czego miałam ochotę słuchać, ale nie ja byłam kierowcą. Spokojnie wypuściłam powietrze z płuc i przykleiłam do twarzy uśmiech, wsiadając do samochodu.

– Cześć, Amber.

– Elena, cześć! Miło cię widzieć. Kurczę, bardzo dobrze wyglądasz! Rozpuszczone włosy ci pasują, powinnaś zacząć tak chodzić do pracy.

– Skoro tak mówisz – zgodziłam się z nią, zapinając pasy, a Amber ruszyła spod mojego mieszkania. Praktycznie od razu zaczęła opowiadać o swoim weekendzie, nie potrzebowała do tego zachęty. Oparłam się wygodnie i wbiłam wzrok w niespecjalnie zmieniający się za oknem krajobraz. Wysokie budynki, kolorowe sklepy, spieszący się do pracy dorośli i biegnące na szkolny autobus dzieci. Łapałam się na tym, że coraz mniej chciałam tu być. Tylko czy powrót do mojego miasteczka miał sens? Co w ogóle miałabym tam robić?

– Jesteśmy na miejscu – zaświergotała Amber, gdy już zaparkowała pod biurowcem. Odpięłam pasy, ruszając za koleżanką. W windzie czekało już parę dziewczyn, tak jak Amber podekscytowane minionym weekendem. Słuchałam ich jednym uchem, uśmiechając się co jakiś czas, by myślały, że skupiam na nich całą swoją uwagę.

– Gotowe na nowy tydzień? – spytała jedna z dziewczyn, gdy wysiadałyśmy z windy. Dziewczyny pokiwały głowami, zaśmiewając się wesoło i życząc sobie miłego dnia. Uśmiechnęłam się lekko i ruszyłam za Amber do naszego gabinetu.

II.

– Idę zrobić kawę. Też chcesz? – spytała Amber, gdy zamknęły się za nami drzwi od gabinetu.

– Jasne, może być – zgodziłam się, włączając od razu swój komputer. Pozostałe trzy miejsca, które zajmowały nasze współtowarzyszki, były puste. – A dziewczyn dzisiaj nie będzie? – spytałam, nim Amber wyszła. Wzruszyła jednak ramionami.

– Nie wiem. Pewnie szefowa da nam znać, jeśli miałoby ich nie być, ale mam nadzieję, że się zjawią. Nie bardzo mi się widzi robienie ich roboty – prychnęła Amber i poszła do pracowniczej kuchni.

Skrzywiłam się, w duchu dziękując samej sobie, że jednak zdecydowałam się dzisiaj przyjść. Jeśli Vera, Kathy i Maria wzięły wolne, to szefowa zapewne już była wściekła jak osa, a ich projekty faktycznie mogły spaść na nas. Usiadłam przy biurku i włączyłam odpowiednie programy. Lepiej, by Anastasia podczas porannego obchodu widziała mnie zajętą, a nie obijającą się. Chwilę później wróciła Amber, podała mi kubek i szybko zajęła miejsce przy swoim biurku.

– Pewnie już chodzi po biurach, więc niedługo będzie u nas i dowiemy się, co z dziewczynami – szepnęła, pospiesznie uruchamiając swój komputer.

Potaknęłam głową, biorąc łyk kawy.

– No to na razie koniec plotek – powiedziałam, odstawiając kubek na bok. Spokojnie przeglądałam ostatnie raporty, gdy drzwi biura się otworzyły i stanęła w nich wysoka blondynka w dopasowanym czarnym kombinezonie, z zimnym spojrzeniem niebieskich oczu. Zlustrowała nasze pomieszczenie i odetchnęła.

– Dobrze, że chociaż wy się pojawiłyście – powiedziała Anastasia Drayton.

– A co z dziewczynami, pani Drayton? Właśnie się zastanawiałyśmy z Eleną, dlaczego ich nie ma. – Amber nie potrafiła się ugryźć w język i oczywiście wciągnęła mnie w swoją zagrywkę do szefowej, by dowiedzieć się jak najwięcej. Zyskałaby nowy temat do plotkowania podczas przerwy na lunch.

Anastasia przyjrzała się jej i skierowała swoje spojrzenie na mnie, jednak ja zdążyłam wbić swój wzrok w monitor komputera, udając, że jestem bardzo zajęta.

– W takim razie, panno Royce, już nie musi pani o tym myśleć. Maria i Kathy przesłały wypowiedzenia, Vera jest na zwolnieniu. Dzisiaj do waszego pokoju przyjdą dwie nowe dziewczyny. Jeśli się sprawdzą, to zostaną na stałe. Pokażecie im stanowiska Marii i Kathy, Vera będzie swoją pracę wykonywać w domu.

– Będąc na zwolnieniu? – spytałam nieco zaskoczona, odrywając wzrok od linijki, którą podczas wywodu szefowej przeczytałam chyba z pięć razy.

– Sama się zadeklarowała – odparła szefowa – więc obiecałam to umożliwić, ma wysłać dziś męża po jej służbowy laptop. Jeśli pojawi się, gdy jeszcze będziecie w pracy, wydacie go i weźmiecie od niego podpis na druku, który wam wyśle mailowo moja sekretarka. Jest to potwierdzenie wydania sprzętu, żeby później nie było problemów.

Obie z Amber pokiwałyśmy głowami, a Anastasia opuściła nasze biuro. Gdy zamknęły się za nią drzwi, odetchnęłam ciężko i opadłam z ulgą na oparcie fotela.

– Rany, z każdym jej przyjściem temperatura w tym pomieszczeniu spada o kilka stopni – zażartowała Amber, patrząc na mnie. Kiwnęłam głową, obserwując, jak splata w kucyk swoje jasnobrązowe włosy. – Ciekawe jakie będą te nowe…

– Pewnie zaraz się przekonamy – powiedziałam. – Ale zastanawia mnie, czemu Maria i Kathy się zwolniły. Nic nie wspominały, że tak ważna decyzja chodzi im po głowach.

– Ja tam myślę, że to szpilka wbita przez naszą szefową. Ale spoko, daj mi parę godzin. Myślę, że po lunchu będę już wszystko wiedziała.

– Niby jak? Maria i Kathy trzymały tylko ze sobą, z nami gadały rzadko – zauważyłam, sięgając po kubek z kawą.

– Zdziwiłabyś się, moja droga. Chodzą plotki, już przynajmniej od kilku tygodni, że Maria flirtowała z Casperem z działu technicznego.

– A Casper nie jest żonaty? – zmarszczyłam brwi.

– No właśnie! Mówię ci, daj mi parę godzin. Po lunchu wszystko ci opowiem – obiecała Amber, obracając się na swoim fotelu. Nie bardzo wiedziałam, czy chcę cokolwiek wiedzieć, ale skoro Amber już tak bardzo się nakręciła, by zdobyć informacje i później mi je opowiedzieć, zgodziłam się ją wysłuchać.

Nowe dziewczyny, które do nas przyszły, oprócz powitania nie wyjawiły o sobie nic więcej. Jedna nazywała się Charlie, druga przedstawiła się jako Ana. Amber próbowała spojrzeniem przekazać mi, co o nich myśli, ja jednak wzruszyłam ramionami. Nie chciały o sobie mówić – nie musiały. Nie wszyscy szukali przyjaciół w miejscu pracy, ale dla mojej koleżanki ktoś, kto nie otwierał się przed innymi, musiał być co najmniej podejrzany.

W końcu nastała pora lunchu i nasze biuro opustoszało. Amber próbowała wyrwać mnie na przerwę, ale ja odmówiłam, chcąc spędzić trochę czasu w samotności. Nowe dziewczyny wyszły i nie byłam pewna, czy same chciały to zrobić, bo gdzieś się umówiły na posiłek, czy słyszały moją rozmowę z Amber i nie chciały sobie na dzień dobry robić wrogów w pracy. Wzięłam kubek po kawie i poszłam do kuchni go przemyć, po czym zalałam go wrzątkiem i wróciłam do biura. Przeszukałam kilka szuflad w swoim biurku, aż znalazłam to, co chciałam. Moją twarz rozświetlił delikatny uśmiech, gdy w ręce mi wpadła mieszanka herbatę, którą kiedyś dostałam od mojej babci. Wrzuciłam ją do wrzątku, a w biurze od razu rozniósł się zapach owoców, jakbym wpadła w sam środek krzaków w ogródku babci Rosaline. Sięgnęłam po telefon i odblokowałam go. Niesiona impulsem, postanowiłam sprawdzić, co u mojej przyjaciółki June. Wpisałam jej nazwisko i od razu wyskoczył mi odpowiedni profil w mediach społecznościowych. Uśmiechnęłam się, widząc, że niewiele się zmieniła. Jej nosek nadal usiany był piegami, zielone oczy iskrzyły się radością, a rude włosy pozostawały w nieładzie. Mój ulubiony rudzielec, jak ją nazywałam w dzieciństwie. Postanowiłam więc do niej napisać, dowiedzieć się, co robiła przez ostatnie lata.

Cześć June, kopę lat! Nic się nie zmieniłaś. Opowiadaj, co tam u Ciebie.

Odłożyłam telefon, będąc pewna, że napisze do mnie za dłuższą chwilę, jednak jej odpowiedź przyszła po jakiejś minucie.

Elena, ja Cię chyba ściągnęłam myślami! Przysięgam, jakieś pięć minut temu pomyślałam o Tobie, zastanawiałam się, co tam u Ciebie… I proszę! Napisałaś! Niesamowite. U mnie jakoś leci, praca, dom, przygotowania do ślubu, wychodzę za mąż na początku jesieni, oczywiście wyślę Ci zaproszenie, jak mi napiszesz, gdzie mieszkasz. A co tam u ciebie? Mam nadzieję, że wszystko dobrze się układa. Koniecznie musimy się spotkać albo chociaż zgadać przez telefon! Na pewno mamy sobie wiele do opowiedzenia.

Rany, tak długa wiadomość w dosłownie chwilę. Byłam pod wrażeniem, ale zaraz sobie przypomniałam, że June uwielbiała dużo mówić. Wcale bym się nie zdziwiła, gdyby podyktowała tę wiadomość, żeby było szybciej. Raz jeszcze przeczytałam, co napisała. Praca, dom, przygotowania do ślubu. Poczułam w sercu lekki ukłucie zazdrości. Też chciałam założyć rodzinę, ale póki co nie było mi to dane.

Wiesz, mogę do Ciebie zadzwonić wieczorem, jak będę po pracy. Pogadamy, opowiesz mi dokładnie, co tam się dzieje w naszym miasteczku. Ja Ci zdradzę, co u mnie… Co Ty na to?

Na odpowiedź znowu nie czekałam długo.

No jasne, chętnie! Stęskniłam się za Twoim głosem, ciekawe, czy się zmienił. Wysyłam Ci swoją wizytówkę i do usłyszenia pod wieczór!

Gdy June wysłała mi swój numer, zapisałam go od razu. Zapowiadał się przyjemny wieczór, w towarzystwie ciepłego głosu przyjaciółki sprzed lat.

– No i ja już wszystko wiem! – ogłosiła Amber, gdy wróciła z lunchu. – A ty co, przerzuciłaś się na herbatę? – zdziwiła się, widząc kubek w moich dłoniach. Założyłam, że owocowy zapach nadal unosił się w naszym biurze, chociaż dla mnie był już ledwo wyczuwalny.

– Wiesz, to specjalna herbata mojej babci, parzyła mi ją w dzieciństwie. Mówiła, że herbata jest dobra na wszystko: ukojenie nerwów, stresy, zawody miłosne…

– Och, fajnie. Babcine zabobony z wiejskich okolic – zażartowała Amber. Nie zauważyła, że nawet się nie uśmiechnęłam. – Mniejsza z tym, słuchaj tego! Maria faktycznie flirtowała z Casperem i dowiedziała się o tym jego żona. A ta ma podobno zakład kosmetyczny i nasza szefowa chodzi do niej na paznokcie. Więc się zgadały po starej znajomości i Anastasia wzięła Marię na rozmowę. Dla jej dobra rozstały się za porozumieniem stron.

– To legalne? – spytałam, unosząc brwi, ale Amber wzruszyła ramionami.

– Pewnie nie, ale myślę, że Anastasia przedstawiła Marii całą sytuację tak, że dziewczyna wybrała mniejsze zło. Odejście z pracy za porozumieniem stron to lepsza opcja niż jakieś utrudnienia albo dyscyplinarka.

– Masz rację – przyznałam, upijając łyk herbaty. Przymknęłam oczy, czując, jak jej ciepło rozlewa się po moim ciele, a owocowy smak delikatnie mnie uspokaja. I chociaż przed chwilą byłam zła na koleżankę z pracy, po łyku herbaty złość wyparowała. Czy herbatki mojej babci naprawdę były magiczne?

– A jeśli chodzi o Kathy, to tu już bez szaleństw. Znalazła lepszą pracę, bliżej swojego domu i postanowiła się pożegnać. Mówią, że Anastasia próbowała ją zatrzymać, obiecywała awans i lepszą kasę, ale gdy Kathy rzuciła, że myśli o dziecku, szefowa życzyła jej powodzenia i podpisała wypowiedzenie – zakończyła Amber z triumfalnym uśmiechem. Widać było po jej minie, jak bardzo jest z siebie dumna, że tyle udało jej się dowiedzieć.

Kiwnęłam głową, obracając się do monitora.

– No to niezła historia, faktycznie.

– Zobaczysz, o tych naszych dwóch nowych ptaszynkach z jednej klatki też się wszystkiego dowiem – wyszeptała, zajmując miejsce przy swoim biurku, naprzeciw mojego. Spojrzałam jej w oczy uważnie, zastanawiając się, jakich sztuczek używa, by wiedzieć wszystko o wszystkich.

– Zatem powodzenia.

Copyright

Herbaciarnia uczuć

Copyright © Klaudia Świerczewska

Copyright © Wydawnictwo Inanna

Copyright © MORGANA Katarzyna Wolszczak

Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.

Wydanie pierwsze, Bydgoszcz 2026 r.

ebook ISBN 978-83-7995-913-6

Redaktor prowadzący: Marcin A. Dobkowski

Redakcja: Agata Milewska

Korekta: Agata Nowak |

Projekt i adiustacja autorska wydania: Marcin A. Dobkowski

Projekt okładki: Ewelina Nawara |

Skład i typografia:

Przygotowanie ebooka:

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

MORGANA Katarzyna Wolszczak

ul. Kormoranów 126/31

85-432 Bydgoszcz

[email protected]

www.inanna.pl

Książkę i ebook najtaniej kupisz w

📖 Informacja o wersji demo

📖 Wersja demonstracyjna

To jest wersja demonstracyjna zawierająca 10% treści książki.

Aby przeczytać pełną treść, skorzystaj z pełnej wersji EPUB.

Konwersja i przygotowanie ebooka Bookiatryk.pl