47,99 zł
Piper Mitchell wie wszystko o hokeju. Od lat pracuje jako koordynatorka medialna i reporterka dla jednej z najlepszych drużyn NHL, walcząc o szacunek w świecie, w którym kobiety muszą nieustannie udowadniać swoją wartość. Po bolesnym rozwodzie próbuje na nowo poukładać sobie życie, ale samotność coraz częściej daje jej się we znaki.
Liam Sullivan nie potrzebuje nikogo. Jest gwiazdą ligi i jednym z najlepszych bramkarzy w historii. To człowiek, który podporządkował wszystko hokejowi. Unika mediów, nie angażuje się w związki i nie pozwala, by cokolwiek odciągało go od osiągnięcia zamierzonego celu.
Ich relacja miała być niezobowiązująca. Jednak wszystko zmieniło się podczas wyjazdu do Las Vegas, gdy obudzili się w jednym łóżku po nocy, której nie pamiętają, z obrączkami na palcach. Postanawiają wykorzystać sytuację i sprawdzić, jak daleko mogą się posunąć w roli męża i żony.
To tymczasowy układ. Wyłącznie na czas sezonu hokejowego. Nic poważnego. Ale gdy zbliża się moment zakończenia fikcyjnego małżeństwa, Piper i Liam zaczynają się zastanawiać, czy to, co miało być jedynie grą, nie przerodziło się w coś znacznie poważniejszego. Czy ich uczucie przetrwa poza lodowiskiem i blaskiem fleszy, czy może okaże się ryzykownym zagraniem prowadzącym do katastrofy?
___________________________________________________________________________
Chelsea Curto – autorka bestsellerowych romansów o silnych kobietach i zafascynowanych nimi mężczyznach. Kiedy nie tworzy zabawnych historii miłosnych, spędza czas, podróżując między północnym wschodem Stanów a Florydą, i zastanawia się, którą książkę przeczytać jako następną.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 565
Data ważności licencji: 4/2/2030
Tytuł oryginału: Power Play
Copyright © 2024 by Chelsea Curto
Copyright © for this edition by Wydawnictwo Otwarte 2026
Copyright © for the translation by Marta Piotrowicz-Kendzia
Opieka wydawnicza: Julita Gębska
Opieka redakcyjna: Anna Małocha, Dagmara Małysza
Przyjęcie tłumaczenia: Julita Gębska
Adiustacja i korekta: d2d.pl
W makiecie wykorzystano elementy grafiki z serwisu Shutterstock, której autorem jest DenysHolovatiuk
Promocja i marketing: Anna Tarnowska
Projekt okładki: Chloe Quinn
Adaptacja okładki na potrzeby polskiego wydania: Maria Miłoś
ISBN 978-83-8399-596-0
www.uniesienia.pl
Dystrybucja: SIW Znak. Zapraszamy na www.znak.com.pl
Kraków 2026
Na zlecenie Woblink
woblink.com
plik przygotował Jan Żaborowski
Tym z Was, które sądzą, że nie znajdą już miłości – obiecuję, że warto poczekać.
(Do Czytelniczek, które wpadną w zachwyt na widok mierzącego prawie dwa metry hokeisty NHL klękającego na lodzie po upuszczoną obrączkę – Liam jest właśnie dla Was).
Doris Burke, doświadczona komentatorka NBA, jako pierwsza kobieta w historii analizowała finał mistrzostw jednej z czterech największych profesjonalnych lig sportowych w USA transmitowany w telewizji.
W 2024 roku.
Doris współpracuje z ESPN* od 1991 roku, a w 2017 jako pierwszej kobiecie powierzono jej rolę analityczki meczów NBA w sezonie regularnym.
Widzimy tu jakiś wzorzec?
Przewaga opowiada o hokeju, nie o koszykówce, ale w gruncie rzeczy to historia o kobietach w sporcie. I o tym, jak muszą pracować dwa razy ciężej, by osiągnąć to, co mężczyznom przychodzi jakby mimochodem.
Zabierając się do pisania tej książki, wiedziałam, że historia kariery Piper w świecie mediów sportowych musi pokazać nie tylko jej oddanie hokejowi, ale też zawierać prawdziwe poniżające dla niej wypowiedzi mężczyzn o kobietach obecnych w przestrzeni zawodowego sportu.
Wystarczy spojrzeć na jakikolwiek post ESPN dotyczący WNBA*, o zatrudnieniu Jessiki Campbell przez Krakenów czy o jakimkolwiek fakcie związanym z kobietami w sporcie – znajdziecie pod nim setki poniżających komentarzy. Przeczytacie o „niekompetencji” i zdania w stylu „Wracaj do kuchni” czy „Nikogo nie obchodzi, co masz do powiedzenia”.
Od dawna kocham sport. Na pierwszy mecz NBA poszłam jako kilkuletnia dziewczynka i chodzę na nie do dziś. Tym bardziej boli mnie pogarda, jaką niektórzy mężczyźni okazują dla naszego – kobiecego – zainteresowania sportem.
Chciałabym, żebyście wiedziały, że nie potrafię pisać o kobietach w sporcie, nie przemycając do fikcji literackiej gorzkiej nuty rzeczywistości. Dlatego niektóre elementy gry w hokeja zostały celowo zmienione, by lepiej pasowały do fabularnej konwencji i były po prostu przyjemniejsze w odbiorze. Czy bramkarz naprawdę może ustanowić rekord ligi w liczbie obronionych strzałów w jednym meczu? Nie. Ale w tej książce może. Czy sportowcy naprawdę upijają się i biorą ślub w Vegas po wygranym meczu? Też nie. Ale tu jak najbardziej.
Sezon hokejowy trwa osiemdziesiąt dwa mecze, a akcja Przewagi rozgrywa się w trakcie całego sezonu. Nie mogłam opisać każdego dnia i każdego meczu, ponieważ książka byłaby zwyczajnie za długa, więc pojawiają się drobne przeskoki w czasie, miesiąc po miesiącu, by opowieść toczyła się płynnie. Niektóre nazwy drużyn przypominają nazwy istniejących zespołów NHL. Żeby jednak uniknąć problemów prawnych, pozmieniałam lokalizacje. Wiem, że Lightning nie grają w Vegas, ale tak napisałam, bo nie chcę tłumaczyć się z naruszenia praw autorskich. Rozumiecie, znaki towarowe i te sprawy.
Jednym z głównych wątków tej książki jest seksualna podróż Piper. Może się to wydać głupie: przecież przez kilka lat była mężatką, a nadal nie wie, jak dobrze zrobić loda? Jest po prostu niedoświadczona. Takie rzeczy się zdarzają. I chociaż to chyba najbardziej pikantna książka, jaką do tej pory napisałam, uważam, że każda scena ma w sobie również emocje i głębię, dzięki czemu będziecie świadkami rozwoju i dojrzewania obu postaci.
Jeśli chcecie pogadać, czekam na wasze wiadomości na Instagramie. Uwielbiam wszystkie wariackie komentarze Czytelniczek!
Miłej lektury!
Xoxo
Chelsea
* Objaśnienia terminów sportowych oznaczonych gwiazdką znajdziesz na końcu książki w słowniczku.
Przewaga to romantyczna, zabawna historia pełna pikanterii i wzruszeń. Niektóre Czytelniczki mogą być uwrażliwione na poruszane w niej tematy, więc chcę uprzedzić, że w książce znajdą:
– dosadne, wulgarne słownictwo
– wiele szczegółowo opisanych scen seksu
– sceny przedstawiające spożywanie alkoholu
– sytuacje przemocy fizycznej (krótkie i nie między głównymi bohaterami)
– seksistowskie komentarze wygłoszone przez postać drugoplanową (wśród nich także wzmiankę, która sugeruje brak zgody w kontekście seksualnym)
– wzmiankę o zdradzie
– wzmiankę o rozwodzie
– wzmiankę o chorobie nowotworowej (krótką)
– wzmiankę o ciąży (nie dotyczy głównej bohaterki).
Jak zawsze: dbajcie o siebie i chrońcie swoje serca. Jeśli macie jakiekolwiek pytania co do wymienionych kwestii, pamiętajcie, że możecie napisać do mnie na Instagramie (@authorchelseacurto).
Maverick Miller – prawy skrzydłowy
Finn Adams – lewy skrzydłowy
Liam Sullivan – bramkarz
Hudson Hayes – obrońca
Riley Mitchell – obrońca
Ethan Richardson – środkowy
Grant Everett – prawy skrzydłowy
Connor McKenzie – środkowy
Ryan Seymour – obrońca
Brody Saunders – główny trener
Każda z moich powieści to osobna historia, ale przewijają się w nich postaci z innych książek. Jeśli to Twoje pierwsze spotkanie z moją twórczością – WITAJ! Cieszę się, że tu jesteś.
Maverick Miller i Emmy Hartwell mają własną historię w Zderzeniu, pierwszym tomie serii D. C. Stars. To opowieść z cyklu „od antypatii do miłości” (dislike to lovers), o rywalach, których łączy łóżko (rivals with benefits), o czarnym kocie i golden retrieverze – pełna ciętych dialogów i pikantnych scen. Maverick i Emmy to chyba moja ukochana para w całym uniwersum; w Przewadze – której akcja rozgrywa się po epilogu Zderzenia – pojawiają się całkiem często (uwaga, spoiler: nadal są szczęśliwi!).
Maven Lansfield, jedna z przyjaciółek Piper, także zostaje wspomniana tu kilkukrotnie. Ona również ma swoją historię: Behind the Camera to romans o samotnym ojcu i niani, współlokatorach i NFL*. Tych dwoje też uwielbiam!
Nie zdradzę nic więcej na temat postaci i tego, kto z kim i gdzie, ale podpowiem: w tej książce ukryłam wiele tropów prowadzących do przyszłych projektów. Serię D. C. Stars od początku zaplanowałam jako cykl, więc po prostu nie mogłam się powstrzymać przed porozrzucaniem w niej wielu literackich jajek niespodzianek. Nie wszystkie jednak prowadzą do romansów sportowych. Tylko niektóre. Pozostałe to zupełnie inna bajka.
Miłego tropienia!
PIPER
Jeśli jeszcze jeden facet powie mi, że powinnam się uśmiechnąć, to przywalę mu prosto w szczękę i nie będę się przejmować konsekwencjami.
Mamroczę pod nosem o bezczelności męskiego gatunku, idąc korytarzem United Airlines Arena, siedziby drużyny hokejowej D. C. Stars, krokiem na tyle zdecydowanym, na ile pozwala mi moja mierząca metr pięćdziesiąt osiem sylwetka.
Drużyna ma dziś zasłużony dzień wolny po wczorajszym wyczerpującym treningu, a w budynku – bez ich krzyków i żartów – panuje głucha cisza. Rozkoszuję się tą rzadką chwilą spokoju, wiedząc, że za trzydzieści godzin, gdy zmierzymy się z jednym z naszych największych rywali, to miejsce pogrąży się w istnym chaosie.
Całe napięcie, które nosiłam w sobie od rana, znika w momencie, kiedy otwieram drzwi do gabinetu fizjoterapii i ciężko opadam na krzesło.
– Nienawidzę facetów – rzucam w kierunku Lexi Armstrong, jednej z moich najlepszych przyjaciółek i głównej fizjoterapeutki drużyny. – Możemy ich usunąć z powierzchni ziemi? Myślę o jakiejś wyjątkowo agresywnej odmianie grypy. To by ich wszystkich wybiło w pień, a życie stałoby się nieporównywalnie lepsze.
– Cóż – odzywa się głęboki głos, a ja niemal podskakuję na krześle – to trochę niezręczne.
Rozglądam się po gabinecie. Liam Sullivan, nasz bramkarz, leży z gołą klatą na stole zabiegowym.
Biodra ma zasłonięte ręcznikiem. Małym białym kawałkiem tkaniny frotté, który na jego postawnym ciele mierzącym metr dziewięćdziesiąt wygląda niemal obscenicznie. Mój wzrok mimowolnie wędruje ku jego tatuażom, o których istnieniu nie miałam pojęcia.
Na klatce piersiowej dostrzegam parę wróbli i misternie wykonane kwiaty, a na przedramionach liście paproci. Widok tych niespodziewanych dzieł sztuki jest tak cholernie seksowny, że aż zahacza o granicę przyzwoitości.
Gdy orientuję się, że bezwstydnie się na niego gapię, wyrywa mi się niekontrolowany pisk i zakrywam oczy dłonią.
– O rany! Przepraszam. Nie wiedziałam, że tu będziesz. A co dopiero, że będziesz tu nago.
– Cześć, Piper.
– Cześć. Tak. Dobra, to ja pójdę. Ty jesteś… no, tam. A ja zdecydowanie nie powinnam tu być, kiedy twoje klejnoty są niemal na wierzchu. To totalnie nieprofesjonalne.
– Mam ręcznik.
– Ten ręcznik to raczej skarpetka.
– Doceniam komplement.
Zerkam przez palce i widzę, że uśmiecha się do mnie przekornie. Wzdycham i opuszczam ręce, starając się patrzeć gdziekolwiek indziej, byle nie na jego ciało przypominające rzeźbę z marmuru, gotową do podziwiania.
– Przyszłam do Lexi, ale najwyraźniej jest zajęta.
– Poszła po lód. – Wskazuje na drzwi po swojej lewej stronie.
– Mówiła, jak długo jej nie będzie?
– Nie.
– Coś ci się stało?
– Dwugłowy uda.
– To czemu nie masz na sobie koszulki?
– Bo jestem cały obolały i chcę jakoś się zregenerować.
– Naciągnąłeś mięsień w meczu w poniedziałek?
– Uwielbiam zabawę w dwadzieścia pytań. – Zasłania twarz ramieniem.
Ewidentnie go irytuję. Choć szczerze mówiąc, zdaje się, że wszyscy go irytują.
– Ta szopka ciągnie się już od tygodnia. Kiepski sposób na rozpoczęcie sezonu – dodaje.
Mruczę coś w odpowiedzi, jakbym naprawdę wiedziała, jak to jest być hokeistą z obolałymi mięśniami. Liam podnosi nogę i chwyta się za tył uda, wydając z siebie odgłos, który przypomina rozruch starego traktora.
Wykorzystuję jego chwilowe roztargnienie, żeby lepiej mu się przyjrzeć.
Linia jego szczęki jest tak wyraźna i kanciasta, że można by nią ciąć szkło, ciemne włosy ma nieco dłuższe niż pod koniec ostatniego sezonu. Tuż nad brwią widnieje ledwie dostrzegalna blizna – pamiątka po ostrzu łyżwy, które zraniło go, gdy był jeszcze dzieciakiem.
Wiem o tym tylko dlatego, że w moim pierwszym roku w drużynie, podczas Dnia Mediów, zawarliśmy układ. Odmówił wtedy rozmów z dziennikarzami – czego, nawiasem mówiąc, trzyma się do dziś – a ja potrzebowałam kogoś, kto zapełniłby czas przed tym, jak nowy zawodnik z draftu przejmie mikrofon i zacznie odpowiadać na pytania reporterów.
Liam i ja poszliśmy na kompromis: on zdradzi mi jeden szczegół ze swojego hokejowego życia, a ja nie zmuszę go do ani jednej wypowiedzi dla prasy przez pierwszą połowę sezonu.
Zdecydował się wprawdzie na drastyczną opowieść o szwach, ale to zdziałało cuda.
Bycie rezerwową reporterką meczową przy tafli i koordynatorką medialną zespołu to spełnienie marzeń. To szansa zawodowa, do której dążyłam przez lata: od pracy w kasie biletowej, gdy byłam studentką w Syracuse, przez dziennikarstwo sportowe, potem staż w drużynie ECHL* w Nowym Jorku, po cztery lata w AHL w Filadelfii. Aż w końcu trafiłam do Starsów w Waszyngtonie.
To stanowisko wymaga jednak dużej elastyczności. Trzeba umieć szybko reagować i dostosowywać pytania, jeśli zawodnik nie ma czasu po meczu albo zwyczajnie nie chce rozmawiać.
A Liam Sullivan to chodząca definicja wyrażenia „nie mam ochoty gadać”.
Znaczną część mojego czasu pracy dla Starsów pochłonęło gonienie go po korytarzach, szarpanie za koszulkę i błaganie, by poświęcił kamerze choćby kilka sekund.
Bez skutku. I zaczynam podejrzewać, że on naprawdę lubi płacić grzywny*, które nakłada na niego liga za unikanie mediów.
Albo po prostu czerpie radość z doprowadzania mnie do szału.
– Gapisz się – mamrocze, nie otwierając oczu.
– Wcale nie – kłamię bez zająknięcia.
– Codziennie obserwuje mnie dwadzieścia tysięcy ludzi, Piper. Wiem, kiedy ktoś to robi.
– W innej branży byłoby to cholernie niepokojące. – Wygładzam spódnicę i zmieniam temat: – Jeśli ktoś ma cię postawić na nogi, to tylko Lexi. Jest najlepsza w lidze. Widziałeś tę statuetkę za jej biurkiem? „Najlepsza trenerka świata”.
– Wow. Nawet nie musiałam ci za to płacić. – Lexi śmieje się, wchodząc z torebką lodu w dłoni. – Jesteś mistrzynią motywacji i wsparcia.
– Cała przyjemność po mojej stronie. – Odsuwam się, aby zrobić jej miejsce. – Przepraszam, że tak wpadłam bez zapowiedzi. Pomyślałam, że skoro drużyna ma dziś wolne, to może wyskoczymy na lunch.
– Sullivan został dopisany do mojego grafiku w ostatniej chwili. – Stuka go w ramię. – Połóż się, proszę, na brzuchu.
– Żebyś mogła mnie torturować? – Liam pilnuje ręcznika i zmienia pozycję, racząc nas wiązanką przekleństw. – Zadowolona?
– Czyż nie jest uroczy? – Lexi układa lód na jego udzie i uśmiecha się, gdy ten znów rzuca mięsem. – Prawdziwy promyczek słońca.
– Zajmę ci tylko minutę. No, góra pięć – rzuca Liam.
– Tak, jasne. – Lexi podkłada poduszkę pod jego nogę. – Co najmniej dwadzieścia, ty cholerna marudo. A jeśli spróbujesz zejść z tego stołu, to cię przywiążę.
– Wow. – Unoszę brew, bo jestem pod wrażeniem. – Rządzisz tu twardą ręką, Lex.
– Muszę. Ci goście marzą o Pucharze Stanleya*, a jedyny sposób, żeby to osiągnąć, to być w życiowej formie. Kuśtykanie z kontuzją ścięgna nie pomoże naszemu bramkarzowi w poprawieniu skuteczności obrony.
– Moja skuteczność jest zajebiście dobra – obrusza się Liam. – Trzecie miejsce w lidze w zeszłym sezonie.
– Ale nie pierwsze. Robisz te ćwiczenia, które ci zaleciłam?
– Rano i wieczorem.
Liam stoi w bramce nie bez powodu: jego oddanie hokejowi graniczy niemal z obsesją. Żyje i oddycha tym sportem, więc jestem pewna, że jeśli Lexi zleciła mu dodatkowy trening, robi to niemal z nabożną dokładnością.
– Grzeczny chłopczyk. – Głaszcze go po głowie, a ja powstrzymuję śmiech, widząc błysk irytacji w jego oczach. – Nie będzie ci przeszkadzać, jeśli Piper i ja pogadamy, czy wolisz tu leżeć i dumać w ciszy?
– Nie mam nic przeciwko temu. Będę mógł myśleć o czymś innym niż o tym, jakie to gówno jest kurewsko zimne.
– Jak zawsze elokwentny. – Lexi siada na krześle, które zwolniłam, i klepie miejsce obok siebie. – Wszystko gra?
– Głupio mi odciągać cię od pracy. – Siadam jednak i wzdycham. – Masz ważniejsze sprawy. Noga Liama pewnie jest warta z osiem milionów dolarów. Nie powinnaś się skupić na rozciąganiu go?
– Często tak robisz? – wtrąca się Liam.
– Co niby robię?
– Udajesz, że twoje problemy nie są tak ważne jak innych ludzi.
Patrzę na niego zaskoczona, nie wiedząc, jak odpowiedzieć na to pytanie.
Tak? Nie? Chyba tak.
Chyba mam tendencję do stawiania innych na pierwszym miejscu, bo wolę pomagać im rozwiązywać ich problemy, niż zamartwiać się własnymi. Zawsze znajdzie się ktoś, kto ma gorzej, kto uznałby moje powody do zmartwień za luksusowe. Wydaje mi się niewłaściwe narzekać na stojącą w miejscu karierę i totalny chaos w sprawach sercowych, gdy facet przede mną zmaga się z kontuzją, która może sprawić, że straci źródło utrzymania.
– Czasami – odpowiadam w końcu, zerkając na Lexi. – To osobiste sprawy.
– Co tym razem zrobił Steven? – pyta Lexi, mając na myśli mojego byłego męża. – Przysięgam na wszelkie świętości, że obetnę mu jaja i powieszę na sygnalizacji świetlnej.
– Chyba będę się zwijać. Kastracja to dla mnie już przesada. Tak, będę dalej okładał lodem. Nie, nie zostanę. – Liam spuszcza nogi z krawędzi stołu, trzyma ręcznik na biodrach, ale niewiele to pomaga w zakryciu wyraźnie zarysowanych mięśni brzucha ciągnących się wzdłuż tułowia. – Lexi. Kruszynko. Do jutra.
Znika za drzwiami szatni, a Lexi patrzy na mnie.
– Kruszynko? To coś nowego.
– Dopiero drugi raz mnie tak nazwał. Nie ma się czym przejmować – mówię, rumieniąc się.
– Nigdy nie słyszałam, żeby ten facet wydusił z siebie choć jedno słowo, które brzmiałoby przyjaźnie. A tu jeszcze taka ksywka?
– To nieprawda. W zeszłym tygodniu złożył Hudsonowi życzenia urodzinowe i nawet nie przewrócił oczami.
Lexi sięga po moją dłoń.
– Wszystko w porządku?
To kolejne pytanie, na które nie umiem odpowiedzieć. Wciąż mogę oddychać. Mam pieniądze na koncie. Wiem, skąd wezmę kolejny posiłek, w domu czeka na mnie ciepłe łóżko, do którego mogę się położyć co wieczór.
Ogólnie radzę sobie całkiem nieźle. W porównaniu z innymi wręcz świetnie.
Ale też jest mi smutno.
Utknęłam w martwym punkcie i nie mam pojęcia, jak się z niego wyrwać. Czuję się przytłoczona, mimo że moje życie jest raczej nijakie. Zmęczona, choć śpię wystarczająco długo. Zagubiona, choć nie zboczyłam z żadnej wytyczonej ścieżki. Mam trzydzieści dwa lata, rozwód za sobą i usiłuję zacząć od nowa.
– Steven wciąż próbuje renegocjować podział majątku, na który zgodziliśmy się po rozwodzie. Nagle interesują go rzeczy, których wcześniej nie chciał, bo był zajęty sypianiem ze swoją sekretarką. A na dodatek mój szef podczas naszego comiesięcznego spotkania w cztery oczy rzucił tak obleśny komentarz, że poważnie zastanawiam się nad złożeniem wypowiedzenia. – Wzdrygam się. – Niech to szlag. Przepraszam. Wiem, to sporo jak na jedną rozmowę.
– Zacznijmy od początku. Czy ostatnio mówiłam ci, jak bardzo nienawidzę twojego byłego? – pyta.
Mówiła. Bardzo szczegółowo, kilka razy dziennie. Nie zdziwiłabym się, gdyby gdzieś w swoim biurze na końcu korytarza miała tarczę do rzutek z jego twarzą.
– Nie – odpowiadam z sarkazmem. – Przypomnisz mi?
– Ten facet jest pieprzonym milionerem. Czego od ciebie chce? Masz coś, czego nie może sobie po prostu sam kupić?
– Mieszkania, które dostałam po rozwodzie. Spędziłam dziś rano godzinę, słuchając, jak jego prawnik mówi do mojego, że naturalne światło w salonie wspiera kreatywność i…
Lexi pokazuje oba środkowe palce, a ja wybucham śmiechem.
– Tę bitwę na pewno przegra – dopowiadam.
– Wciąż jestem zła, że nie pozwoliłaś nam porysować mu auta kluczami. Ale cóż, to chyba minus bycia dojrzałymi, eleganckimi kobietami z klasą.
– To i tak nie miałoby sensu. Ten jego Cybertruck już jest wystarczająco paskudny, nie ma co dokładać sobie problemów prawnych za uszkodzenie mienia.
– Nie martw się o Stevena. Pewnie niedługo się odpieprzy i wróci do nory, z której wypełzł. A jeśli nie, daj mi znać. Chętnie zamienię parę słów z tym dupkiem.
– Dzięki, Lex.
– A teraz przejdźmy do drugiego dupka. Co powiedział Charlie?
Wie doskonale, że mój szef jest jednym z najmniej lubianych przeze mnie ludzi na świecie. Wpadanie do jej biura i narzekanie na niego stało się naszym cotygodniowym rytuałem. Zwykle dołączają do nas moje pozostałe najlepsze przyjaciółki: Maven Lansfield oraz Emerson Hartwell, i razem użalamy się nad urokami pracy kobiet w branży zdominowanej przez testosteron.
– Skomentował moją koszulę. – Wskazuję na bluzkę, którą włożyłam dziś rano, zanim ten dzień totalnie się posypał. – Powiedział, że dobrze mi zrobi, jeśli rozepnę jeszcze jeden guzik. A na odchodne rzucił, że powinnam się częściej uśmiechać.
Lexi aż się krzywi.
– Musisz iść z tym do kadr. Na pewno nie będziesz pierwsza, która składa skargę na tego złamasa. Obiecaj mi, że zrobisz to w przyszłym tygodniu.
– Obiecuję.
– Dobrze. A teraz czas na pozytywy. Czy w piątek spotykamy się z dziewczynami? Mecz zaczyna się późno w sobotę, więc aż się prosi o porządną kolację.
– Jasne. – Uśmiecham się. – Zrobiłam rezerwację w tej nowej włoskiej knajpce w centrum. Będzie miło oderwać myśli od tego wszystkiego.
– Wiesz, że jesteśmy przy tobie, Piper. Ostatnie lata były do kitu, ale mam przeczucie, że wkrótce spotka cię coś dobrego.
– Okej, wróżko. Skoro jesteś taką jasnowidzką, to powiedz tej przyszłości, żeby się pospieszyła. Bo zaczynam się niecierpliwić.
– Jasna sprawa. Rzucę kilka zaklęć i zadzwonię, gdzie trzeba.
– Jesteś najlepsza, Lex. Masz chwilę na lunch, prawda? Żaden inny zawodnik cię nie potrzebuje?
– Jestem wolna jak ptak. – Uśmiecha się i wstaje. – Może po drodze obrzucimy biuro Charliego papierem toaletowym. Albo lepiej! Wyślemy mu bombę z brokatem, która eksploduje prosto w tę jego szczurzą gębę. Dajmy temu bucowi nauczkę.
– Serio? Twoja zemsta to brokatowa bomba?
– A czemu nie?
Biorę ją pod ramię, wdzięczna, że mam u boku taką wojowniczkę.
– No dobra. Ale tylko dlatego, że to skończony dupek i przyda mi się trochę zabawy.
* Zgodnie z polityką ligi zawodnicy zobowiązani są do współpracy z mediami, co jest zapisane w ich kontraktach zawodowych. Odmowa może skutkować grzywną w wysokości do pięćdziesięciu procent dziennego wynagrodzenia, maksymalnie dziesięć tysięcy dolarów za pierwsze naruszenie, do piętnastu tysięcy dolarów za każde kolejne w ciągu dwunastu miesięcy – źródło: nhl.com (wszystkie przypisy pochodzą od tłumaczki).
LIAM
– Jak trudno wywalić kogoś z roboty?
Maverick Miller, najlepszy prawoskrzydłowy, jaki kiedykolwiek pojawił się w NHL, podnosi wzrok znad sznurowania łyżew.
– Kurczę, Liam. Chcesz mnie pozbawić funkcji kapitana?
– Wierz lub nie, ale uważam, że jesteś najlepszym kapitanem, jakiego ta drużyna miała.
Uśmiecha się szeroko i przeczesuje dłonią swoje ciemnobrązowe włosy.
– Och, kurde, Szogunie Bramki. Zaraz się zarumienię.
– Nienawidzę tej jebanej ksywki.
Widziałem te TikToki. Chłopaki mają ubaw, podsyłając mi kompilacje z tagami typu „#thirsttrap” czy „#daddymaterial” w podpisach.
Niestety, ksywka przylgnęła na dobre.
– Przestań robić rzeczy, które internet uważa za seksowne, to może przestanę się tak do ciebie zwracać.
– Gryzienie koszulki nie jest seksowne – odpowiadam sucho.
– Ja też nie widzę w tym nic pociągającego. Nie ruszają mnie ten twój mroczny, naburmuszony styl i rytuały przed meczem, które obejmują konsumpcję garderoby… ale cóż, niektórzy mają dziwne upodobania.
– Nie jem swoich ubrań.
– Jak zwał tak zwał. Co kto lubi. Niech żyją koszulkożercy! – woła, a ja się krzywię. – Kogo chcesz wywalić?
– Kogoś, kto nie zasługuje, by mieć władzę.
– Zaczynasz osobistą vendettę? – Maverick robi wielkie oczy. – O cholera. Poczekaj chwilę. Chodzi o to, że dział gastronomiczny zlikwidował budkę z hot dogami? Bo mnie też to wkurza.
– Nie, ale musimy do tego wrócić. Kto, do diabła, likwiduje budkę z hot dogami?
– Barbarzyńcy! – wrzeszczy Grant Everett, zmiennik Mavericka. – Pieprzeni barbarzyńcy, właśnie oni!
– Robimy jutro pikietę! – wtóruje mu Ethan Richardson, nasz środkowy. – Oddajcie nam z powrotem buły z parówami!
– Zobacz, co narobiłeś, Miller – mówię. – Ethan wkręcił się w te gastronomiczne tematy, jakby nie było nic ważniejszego.
– Wiesz, że lubię dramatyzować. – Maverick się szczerzy. – Tylko nie mów mi, że chcesz wywalić trenera Saundersa. Wiem, że przegraliśmy finał, ale znaleźliśmy swój rytm w przerwie między sezonami. W pierwszych kilku meczach byliśmy nie do zatrzymania.
– Nie chodzi o trenera. Ani nikogo z drużyny. Chodzi o kogoś z innego działu.
Podsłuchanie wczorajszej rozmowy Piper i Lexi było czystym przypadkiem. Nie miałem zamiaru przysłuchiwać się im z szatni, będąc kompletnie nago. Nie planowałem przyciskania ucha do ściany, żeby lepiej słyszeć, ale kiedy już zacząłem… nie mogłem przestać.
Gdy Piper wspomniała o chamskich tekstach swojego szefa, miałem ochotę natychmiast pójść do biura redakcji, żeby wygarnąć temu dupkowi.
Już na początku sezonu zapłaciłem wystarczająco dużo grzywien za odmowę rozmów z mediami. Fizyczne zaatakowanie gościa, który uważa się za ważnego, bo decyduje, kto może trzymać mikrofon na meczach hokeja, wydaje się jednak prostym sposobem, żeby skończyć na ławce kar.
Muszę więc kombinować inaczej, a z pomocą Mavericka Millera zawsze można coś wskórać.
Kiedy on czegoś chce, załatwia to od ręki.
Za słabe ciśnienie pod prysznicami? Naprawione następnego ranka.
Gówniane jedzenie po meczach w strefie dla bliskich i przyjaciół? Nowe menu już na kolejne spotkanie.
Potrzebna damska szatnia dla Emerson Hartwell – jego narzeczonej, byłej koleżanki z drużyny i pierwszej kobiety w NHL? Dostała przestrzeń lepszą niż nasza.
Nie bez powodu to złoty chłopiec drużyny – ma wielkie serce i jest naprawdę świetnym gościem.
– Od kiedy wszyscy tutaj mówią takimi ogólnikami? – Maverick naciąga koszulkę na ochraniacze. – Nie rozumiem, o czym rozmawiacie przez połowę czasu.
– Bo to cię nie dotyczy, kapitanie – rzuca Hudson Hayes, podstawowy obrońca. – Pilnuj swego nosa.
– Bo jesteś stary – dorzuca Grant.
– Bo wolisz siedzieć w domu z dziewczyną, niż wychodzić z nami jak dawniej – dodaje Ethan. – Nie jesteś już zabawny.
– Banda dupków – burczy Maverick. – Wszystko gra, GK?
Golkiper. Bramkarz.
O wiele lepsza ksywka niż „Szogun Bramki”.
– Co byś zrobił, gdyby ktoś rzucił nieprzyzwoity tekst do Emmy? – pytam, choć doskonale znam odpowiedź.
Maverick spaliłby temu komuś dom i dopiero potem zadawał pytania.
Kiedy graliśmy przeciwko jej byłemu facetowi, Maverick zrobił z niego miazgę. Uśmiechał się, gdy został wyrzucony z meczu i odprowadzano go z lodu, a potem zamieścił na Instagramie zdjęcie jego zakrwawionej gęby i swojego środkowego palca, podpisując to: „lekcja pokory”.
Nic, co robi, nie jest subtelne.
– Kto jej coś powiedział? – Wstaje i chwyta kij. – To ten nowy asystent trenera? Od razu wiedziałem, że to palant, kiedy…
– Pantoflarz – przerywa mu Riley Mitchell, drugi obrońca.
– Tak, pantoflarz, pierdolcie się – mówi Maverick. – Jeśli zadzierasz z moją dziewczyną, zadzierasz ze mną. A teraz zamknijcie się, bo każę wam robić dodatkowe okrążenia. – To ucisza wszystkich, a on znów patrzy na mnie. – Kto jej coś powiedział?
– Nikt nic nie powiedział o Emmy, dzięki, że przypomniałeś, by nigdy cię nie wkurzać. Chodzi o kogoś innego.
– Ach. – Rozluźnia się i uśmiecha. – Inna bajka. W takim razie najlepiej iść do źródła i się skonfrontować. Zwykle to działa najlepiej.
Zrywam koszulkę z wieszaka i wkładam ją przez głowę.
– Dzięki za radę.
W szatni pojawia się trener Saunders.
– Dziesięć minut! – krzyczy i wszyscy zaczynają zbierać sprzęt.
Wstaję, by rozciągnąć się przed wejściem na lód. Właśnie jestem w trakcie ćwiczenia z rotacją bioder, gdy w mojej szafce zaczyna wibrować telefon. Wyjmuję go i widzę imię mojej siostry migające na ekranie.
Jeśli nie odbiorę, będzie dzwonić do skutku.
Walić, czy mam mecz, czy nie.
Opieram telefon o torbę i odbieram na FaceTimie.
– Mam czterdzieści sekund – uprzedzam ją.
– Jesteś w szatni? Obróć kamerę, chcę zobaczyć tych przystojnych hokeistów – mówi Alana.
– Za cztery miesiące wychodzisz za mąż.
– To jak oglądanie wystaw sklepowych. Nie dotykam. Tylko patrzę.
– Ohyda. Połowa z nich to jebaki, a druga połowa jest w stałych związkach… z tego, co wiem, ty też. I żaden z nich nie jest wystarczająco dobry dla mojej młodszej siostry.
– Ojej. – Uśmiecha się i opiera brodę na dłoni. – Mój ulubiony brat.
– Jestem twoim jedynym bratem.
– Ale i tak ciebie kocham najbardziej, dlatego dzwonię. Odpowiedzi na zaproszenia miały dotrzeć w zeszłym tygodniu, ale twojej nie dostałam. – Alana mierzy mnie wzrokiem. – O co chodzi, Li? Nie chcesz spędzić czterech dni w luksusowym hotelu w Hiszpanii? Wiem, że cię na to stać, ty bogaty dupku.
– I mówi to kobieta, która stworzyła aplikację randkową wartą tyle kasy, że jej prawnuki będą żyły w luksusie.
– Nie porównujmy teraz naszych kont bankowych. Kontrakt, który podpisałeś latem, jest absurdalny.
No bo jest absurdalny.
Osiem lat, osiemdziesiąt cztery miliony dolarów. Najwyższa kwota, jaką kiedykolwiek dostał bramkarz w historii NHL. I zamierzam udowodnić, że warto było we mnie zainwestować, zwłaszcza po kiepskim zakończeniu finałów Pucharu Stanleya kilka miesięcy temu.
– Czekałem na nasz harmonogram treningów – kłamię, gryząc kołnierzyk koszulki.
„Cholera”.
Może Miller ma rację.
– Gówno prawda – oznajmia. – Rozmawiałam z trenerem Saundersem: właśnie wtedy odbędzie się turniej 4 Nations Face-Off*. Masz wolne przez te dwa tygodnie w lutym, a to idealnie pokrywa się z datą mojego ślubu.
– Rozmawiałaś z trenerem Saundersem?
– Wymieniliśmy kilka maili. A co z nim? Przystojniak jak diabli.
– Samotny ojciec, który równie dobrze mógłby być mnichem. Od lat nie widziałem go z żadną kobietą. A może nawet nigdy.
– Może woli facetów.
– Może. – Wzdycham zirytowany. – Czekałem, żeby odesłać potwierdzenie zaproszenia.
– Czekałeś? Na co? Na znak od losu?
Każdy inny na tej planecie może mnie strasznie wkurzać, ale swoją rodzinę kocham.
Rodzice poświęcili ogrom czasu i energii, gdy jako dziecko uczyłem się jeździć na łyżwach. Mama woziła mnie na lodowisko sześć dni w tygodniu. Tata nigdy nie opuścił ani jednego meczu, nawet tych wyjazdowych w Ottawie, w samym środku zimy.
Im jestem starszy, tym większa presja pojawia się z ich strony, ale już innego rodzaju. Już nie chodzi o moje sukcesy sportowe. Nie interesuje ich, czy wygram Puchar Stanleya, czy do końca kariery będę grzać ławkę.
Liczy się to, co poza lodem: kiedy się wreszcie ustatkuję, ożenię, zakończę karierę i założę rodzinę.
To temat każdego rodzinnego spotkania. Świąt, urodzin. Raz, gdy przyleciałem do domu na Dzień Matki, dostałem dwugodzinny wykład o tym, że w moim życiu nie ma żadnej kobiety.
Jedynym momentem, kiedy potrafię odciąć się od tego wszystkiego, jest czas na lodzie. Kiedy jestem w bramce i przez sześćdziesiąt minut śledzę krążek. To moja bezpieczna przestrzeń, choć wiem, że moja pozycja nigdy nie jest pewna.
Jeden zły ruch i mogę stracić wszystko, na co tak ciężko pracowałem. Więc nie pozwalam sobie na rozproszenie.
W sezonie trzymam się sztywnych zasad:
Zero seksu.
Zero kobiet.
Jeden drink tygodniowo i chodzenie spać o dziesiątej.
Nie obchodzi mnie blask fleszy, uwaga mediów ani imprezy w klubach. Wolę zajmować się swoim życiem. Pojawić się na arenie, zagrać dobry mecz, wrócić do swojego cichego mieszkania i kota.
Jest w tym coś neurotycznego, wręcz obsesyjnego. Chłopaki mówią, że jestem nudny. Że coś mnie omija. Ale u mnie to działa. Całe życie podporządkowałem tej dyscyplinie. To hokejowi dałem tak wiele z siebie. I to mi odpowiada. No i co z tego, że nie mam ochoty na przelotny romans z przypadkową osobą, poznawanie kogoś ani zakochanie się po uszy?
Jestem na tyle szczęśliwy, że nie chcę zawracać sobie głowy wszystkimi tymi dodatkowymi rzeczami. Ale szlag mnie trafi, jeśli jeszcze raz usłyszę pytanie: „Czemu znowu podróżujesz sam?”.
– Przyjadę – mówię. – Nie mógłbym tego przegapić.
– Weźmiesz kogoś ze sobą? – pyta siostra. – Może jakąś dziewczynę, która skusi się na darmowy wyjazd ze sportowcem i nawet nie ma pojęcia, że masz na drugie imię Fredrick? Potrzebuję dokładnej liczby gości ze względu na catering.
Może mam już po dziurki w nosie tego współczucia, które słyszę w tonie ludzi, gdy dowiadują się, że jestem singlem.
Może mam po prostu serdecznie dość odpowiadania w kółko na to samo pytanie.
A może w głębi duszy czuję się po prostu kurewsko samotny. Przerażony, że nikt nigdy mnie nie pokocha, bo jestem zbyt zamknięty, zbyt szorstki, zbyt oddany swojej pracy. I wiem, że unikanie trudnej rozmowy jest łatwiejsze niż zmierzenie się z prawdą i nazwanie rzeczy po imieniu.
Cokolwiek za tym stoi, sprawia, że mówię coś, czego już sekundę później żałuję.
– Tak.
– Serio? Nie wiedziałam, że się z kimś spotykasz. – Alana się ożywia. – Opowiesz mi o niej? Jak ma na imię? Jaki ma znak zodiaku? Muszę sprawdzić, czy do siebie pasujecie.
Wzruszam ramionami.
– To świeża sprawa.
– Żartujesz sobie? Liam, jak mam ją wyśledzić w sieci, jeśli nie powiesz mi, jak się nazywa?
– To kobieta. – Mówienie ogólnikami to dobra taktyka. Pozwala ogarnąć ten cały pierdolnik. Albo udawać, że nigdy tego nie powiedziałem. – Miła kobieta.
– Trzeba być świętym, żeby znosić twoje zachowanie.
– Muszę iść. Czas na rozgrzewkę.
– Kup mi przynajmniej porządny prezent! – woła jeszcze Alana, ale rozłączam się, zanim zdąży dodać coś więcej.
Wrzucam telefon pod zapasową koszulkę i sięgam po kask. Kłamanie o dziewczynie było po prostu głupie, ale tym zajmę się później. Serio, mam ważniejsze sprawy na głowie niż rozkminianie, czy spotykam się z kimś, czy nie. Teraz liczy się tylko jedno – wygrać dzisiejszy mecz.
Hokej to priorytet.
Zawsze nim będzie.
A dziewczyna – prawdziwa czy zmyślona – nigdy tego nie zmieni.
PIPER
– Muszę wam coś powiedzieć – oznajmiam przyjaciółkom, kiedy już rozsiadłyśmy się wygodnie w boksie w Mama Melrose w piątkowy wieczór. – Przydałaby mi się rada. – Totalnie wychodzę ze swojej strefy komfortu, przyznając się do tego.
– O co chodzi? – Emerson, a właściwie Emmy, bo tak wszyscy ją nazywamy, opiera łokcie na stole i patrzy na mnie tymi swoimi dużymi zielonymi oczami.
Miała takie samo spojrzenie, gdy poznałyśmy się w liceum. I chociaż po ukończeniu szkoły na jakiś czas straciłyśmy kontakt, a każda z nas zajęła się swoim życiem i gonieniem za marzeniami, to i tak niesamowite, jak długo się znamy.
– Czy to sprawa dotycząca… seksu? Jakiegoś fetysza? Widziałam w życiu parę dziwnych rzeczy, Piper. Możesz nam zaufać.
– Nie. Nie. To coś nudniejszego. I chyba jeszcze bardziej żenującego. – Uśmiecham się pod nosem. – Ale przypomnij mi, żebym zapytała cię o te historie po kilku kieliszkach wina.
– Hej. – Maven, fotografka drużyny Starsów, odsuwa butelkę włoskiego chardonnay na bok. – Nie musisz się niczego wstydzić. To strefa wolna od osądów.
– Pamiętacie, jak prowadziłam zajęcia z pilatesu i legginsy pękły mi na tyłku, kiedy pokazywałam ćwiczenie na reformerze? – pyta Lexi, a my wybuchamy śmiechem. – Emmy przyniosła mi nową parę na następne zajęcia, a wy obie powiedziałyście, że to dlatego, że mam tyłek nie do zdarcia.
– I dalej to podtrzymuję – dodaję. – Ale to, o czym chcę powiedzieć, jest bardziej osobiste.
– Bardziej osobiste niż pokazywanie stringów nieśmiałemu samotnemu ojcu z pierwszego rzędu? – Wzdycha. – Już nigdy nie przyszedł. A szkoda. Był słodki.
– Chodzi o moje żałosne życie uczuciowe. Po rozwodzie wszystko wydawało się przerażające. Rozmawianie z facetami, poznawanie ich, wystawianie się na ocenę, pozwolenie komuś nowemu zobaczyć te części mnie, które sama jeszcze uczę się akceptować. Tak dużą część dorosłego życia spędziłam w związku, że myśl o zaczynaniu wszystkiego od nowa była po prostu przytłaczająca. – Przesuwam palcem po nóżce kieliszka, zbierając się na odwagę. – Zrobiłam krok w tył, żeby nacieszyć się byciem singielką, robić to, na co mam ochotę i kiedy mam ochotę. Ale ostatnio zaczęłam czuć się samotna. – Milknę na moment i biorę łyk wina. – Naprawdę samotna, skoro rozmawiamy szczerze. Widzę, jak wy wszystkie jesteście zakochane, i zaczynam czuć, że coś mnie omija. Że jestem w tyle. Wiem, że moje serce już raz zostało złamane, ale chciałabym wierzyć, że mogę jeszcze kiedyś znaleźć miłość.
– Ona mówi o was, zakochane gołąbeczki. – Lexi zwraca się do Maven i Emmy. – Nie o mnie, wiecznej singielce.
Śmieję się i pocieram ramiona, ale wciąż czuję się spięta.
Dzieląc się tym z dziewczynami, mam wrażenie, że odsłaniam przed nimi całą siebie. Wiem, że nigdy by mnie nie oceniły, przez te lata przyjaźni dzieliłyśmy się wszystkim, od koszmarnych randek po dramy w pracy, ale zwierzanie się z najgłębszych lęków… to inna bajka. To tak cholernie ludzkie, że aż trudno oddychać. Wypowiedzieć swoje obawy na głos. Spojrzeć im prosto w oczy.
– To normalne, że czujesz się samotna – mówi łagodnie Maven. – Społeczeństwo wmawia kobietom, że w określonym wieku muszą osiągać jakieś kamienie milowe, bo w przeciwnym razie będzie na to za późno. Na przykład jeśli nie ustatkujemy się przed trzydziestką, to już po nas. Nigdy nie znajdziemy miłości ani nie będziemy miały czasu na dzieci. I to jest totalna bzdura.
– Uwielbiam, gdy wychodzi z niej ta feministyczna wściekłość na patriarchat. – Emmy się uśmiecha. – A wracając do tematu: to naprawdę bzdura. Spójrz na mnie i Mavericka. Jesteśmy po trzydziestce. Jasne, zaręczyliśmy się, ale nie jesteśmy małżeństwem. Gdyby to były lata czterdzieste, już dawno by nas potępiono.
– Nie jesteś w tyle, Piper. Po prostu czekasz, aż pojawi się właściwy facet – dodaje Maven.
– Tylko jak mam go znaleźć, skoro nie ogarniam tego całego nowoczesnego randkowania? Steven i ja poznaliśmy się na pierwszym roku studiów w stołówce, kiedy telefony nie miały jeszcze ekranów dotykowych. – Wpatruję się w zdjęcie Krzywej Wieży w Pizie wiszące na ścianie za plecami Maven i przechylam głowę. – Nie musiałam wypełniać profilu randkowego, wpisywać pięciu miejsc, które chcę odwiedzić przed śmiercią. On po prostu na mnie wpadł. Upuściłam naleśniki. I tak się zaczęło. Historia miłosna jak z filmu aż do momentu, gdy wszystko się posypało. A teraz muszę nauczyć się randkować od nowa. Dałam tym aplikacjom szansę w zeszłym roku. Wytrzymałam pięć minut, zanim się poddałam.
– Jeśli będziesz chciała znowu spróbować randkowania online, mogę sprawdzać tych typów, by upewnić się, że są warci twojego czasu. Żadnych nieproszonych zdjęć fiutów – mówi Lexi.
– Dzięki za fiutoprzesiew. – Klepię ją po udzie. – Ale co z seksem? Właśnie tego boję się najbardziej. Ze Stevenem prawie się nie kochaliśmy, a te nieliczne razy… no cóż, bez szału. Zakładam, że w najlepszym wypadku było przeciętnie. Nie mam żadnego punktu odniesienia, bo to jedyny facet, z którym byłam. I szczerze? Nie sprawiało mi to większej przyjemności. Po prostu nie sądzę, żebym była w tym dobra. Nie mogę tak zwyczajnie wrócić do randkowania, skoro nawet nie wiem, jak zadowolić faceta. Czy podczas robienia loda powinnam używać dużo języka? I co, do cholery, zrobić z rękami?
I dokładnie w tym momencie przy stoliku pojawia się nasza kelnerka. Stawia grissini na stole i posyła nam niepewny uśmiech.
– Przepraszam, że przeszkadzam. Jesteście panie gotowe złożyć zamówienie?
– Mogłaby dać nam pani jeszcze kilka minut? – Maven odwraca menu. – Chyba nie zdecydowałyśmy.
– Oczywiście. – Kelnerka odwraca się w stronę kuchni. Patrząc na jej czerwone policzki, mam wrażenie, że już nigdy do nas nie wróci. – Proszę się nie spieszyć.
– No świetnie. – Wzdycham. – Pewnie ją straumatyzowałam. Raczej nie zaczynała zmiany z myślą, że ludzie zamawiający makaron za trzy dychy będą debatować nad technikami robienia loda.
– Skoro o tym mowa, myślałaś kiedyś o trenerze seksu? – pyta Lexi.
– Kim, do cholery, jest trener seksu?
– To ktoś, kto pomaga uporać się z wątpliwościami związanymi z intymnością i seksem. Moja kumpela z uczelni ma papiery. Pracuje z parami i singlami.
– Naprawdę są ludzie od takich rzeczy? – pyta Emmy.
– W dzisiejszych czasach są ludzie od wszystkiego – stwierdza Maven.
– Układa ci plan. Techniki, zadania domowe, żebyś mogła poćwiczyć – wyjaśnia Lexi.
– Zadania domowe? – powtarzam. – Mam sypiać z przypadkowymi facetami… w imię nauki?
– Czy to nie jest właśnie urok bycia singielką? Robisz, co chcesz i z kim chcesz. – Lexi przerzuca ciemnobrązowe włosy przez ramię i wzrusza ramionami. – To seksualna wolność i eksploracja. Brzmi fantastycznie.
– Doceniam twoje pozytywne podejście do seksu i serio cieszę się, że są ludzie, którzy mogą pomóc w takich sprawach, ale rozmowa z profesjonalistą o moim braku doświadczenia to dla mnie za dużo. Nie wiem, jak mam powiedzieć facetowi, że przez ponad dziesięć lat małżeństwa mój były mąż doprowadził mnie do orgazmu jedynie pięć razy. Przecież to tylko dowód na to, że jestem w tym kompletnie zielona. A kto chciałby sypiać z kimś, kto nie ma pojęcia, co robić?
– Potrzebujemy więcej alkoholu. – Lexi dolewa mi wina. – Dobrym punktem wyjścia byłoby poświęcenie czasu na odkrycie tego, co lubisz, a czego nie lubisz w łóżku. Internet jest pełen artykułów, więc możesz sobie poczytać, jeśli rozmowa z kimś cię stresuje. A jeśli mam być szczera, nauczyłam się sporo o sobie dzięki romansom. – Rumieni się przy tym, a ja przypominam sobie, jak bardzo kocham swoje przyjaciółki za ich szczerość i wrażliwość. – Zdałam sobie sprawę, że podobają mi się rzeczy, o których myślałam, że mogą nie być dla mnie. Czytałam o nich i poznawałam siebie przez fikcyjne postaci. Brzmi może śmiesznie, ale teraz jestem szczęśliwa jak nigdy, jeśli chodzi o seks.
Śmieję się i biorę kolejny łyk wina.
– Zazdroszczę ci tej pewności siebie. Tego, że możesz podejść do faceta, powiedzieć, czego chcesz, i to dostać. W zeszły weekend po prostu zagadałaś do tego gościa przy barze, jakby to była najprostsza rzecz na świecie. A potem skończyliście u ciebie. Chciałabym mieć taką umiejętność.
Lexi zawsze taka była: pewna siebie, świadoma swojej seksualności. Zawsze wiedziała, czego chce, i nie bała się o tym mówić. Spała z wieloma facetami i uważa, że skoro oni mogą robić to bez skrupułów, dla własnej przyjemności, ona też ma do tego prawo.
– Musisz się do tego przyzwyczaić, kochanie. Jeszcze nie czujesz się z tym komfortowo, bo nigdy tego nie robiłaś. To wymaga czasu. I to jest okej – mówi spokojnie.
– Zawsze możesz zapytać nas – dodaje Maven. – Mogę ci opowiedzieć o wszystkim, co robimy z Dallasem w sypialni. Może coś ci się spodoba.
Dallas Lansfield to mąż Maven i najlepszy kopacz, jaki kiedykolwiek grał w NFL.
Przeżyli burzliwy romans i zakochali się w sobie, gdy była nianią jego – a teraz już ich wspólnej – córeczki June. Nie potrafili trzymać się od siebie z daleka i do dziś są nierozłączni.
Czasem, gdy patrzę na nich razem – albo na Emmy i Mavericka – czuję takie lekkie, bolesne ukłucie w piersi. Jakby coś mnie ściskało od środka. Nie dlatego, że pociągają mnie ich faceci, ale dlatego, że mój poprzedni związek nigdy, nawet w najlepszych dniach, nie przypominał ich miłości.
Im dalej jestem od rozwodu, tym bardziej mnie to wszystko boli. Czuję złość i żal. A przecież całe życie byłam osobą, która woli kochać, niż walczyć. Tą, która dawała trzecie i czwarte szanse, nawet kiedy nie powinna była dawać drugiej. To tak potwornie męczące nienawidzić Stevena z całego serca.
Noszę w sobie tyle żalu z powodu zmarnowanego czasu. Tyle rozczarowań po latach spędzonych z mężczyzną, który nigdy nie patrzył na mnie tak, jak partnerzy moich przyjaciółek patrzą na nie: jakby były ich całym światem. Jakby sam fakt, że mogą oddychać tym samym powietrzem, był darem.
Zastanawiam się, czy nie jest już za późno, żeby przeżyć coś takiego.
Czy mam jeszcze szansę na swoje własne „żyli długo i szczęśliwie”?
Przez cały swój poprzedni związek byłam spychana na drugi plan – za jego pracą, za firmą i inwestorami, którzy pomagali mu budować markę w bezwzględnej branży technologicznej. Byłam mniej ważna niż jego pieniądze, tytuły, zawodowe ambicje.
I mniej ważna niż jego dwudziestotrzyletnia sekretarka Julia, z którą spędzał każdą wolną chwilę i którą, najwyraźniej, uważał za nieskończenie ciekawszą ode mnie.
To na pewno cudowne uczucie być czyimś priorytetem. Spełnieniem czyichś marzeń i obiektem całej uwagi.
Jak by to było tak się czuć?
– Czasami każę Maverickowi włożyć moją koszulkę, kiedy się kochamy, żeby pamiętał, do kogo należy – mówi Emmy, przywracając mnie do teraźniejszości i odsuwając przeszłość na bok.
– Bo przecież tatuaż z napisem „przystojniaczek Emmy” na jego klacie wcale nie zdradza, że jest szczęśliwie zajęty – droczy się Maven. – Musiałam go prosić, żeby wkładał koszulę do oficjalnych zdjęć, bo lubi chodzić z gołą klatą i się z nim obnosić.
Emmy wzdycha i nawija pasmo rudych włosów na palec.
– Kocham tego faceta.
– Wy zaczęliście chyba od seksu, prawda? – pyta Lexi, a Emmy kiwa głową. – Piper, a może spróbujesz czegoś takiego? Luźna relacja, czysto fizyczna. Jeden partner, ale do zabawy, eksperymentowania i testowania granic.
– A gdzie się takiego znajduje? Na eBayu?
– Tylko jeśli chcesz zostać zamordowana w podejrzanych okolicznościach. – Lexi przewraca oczami i patrzy, jakby szczerze wierzyła, że żartuję. – Randkowe apki to świetne miejsce na znalezienie partnera do… treningów. Jeśli zaznaczysz w opisie, że nie szukasz niczego poważnego, faceci będą walić drzwiami i oknami.
– Bez dwóch zdań – przytakuje Maven. – A my pomożemy ci wszystko ustawić.
Uśmiecham się i zerkam na przyjaciółki. Moje policzki są ciepłe, a serce przepełnione wdzięcznością. I choć jako singielka wracam do pustego mieszkania, czuję się otoczona miłością jak nigdy.
– Dziękuję wam. Kochałyście mnie, kiedy ja sama nie potrafiłam. Pokazałyście mi, że prawdziwa miłość, ta, która cię podnosi, kiedy leżysz na dnie, naprawdę istnieje. I że warto na nią czekać, zamiast zadowalać się przeciętnością. – Ocieram łzę. – Przepraszam. Nie wiem, dlaczego płaczę. Po prostu… dziękuję. Dziękuję, że jesteście. I że wierzycie we mnie nawet wtedy, gdy ja w siebie nie wierzę.
– Wznieśmy toast. – Maven unosi kieliszek i wszystkie idziemy za jej przykładem. – Za kobiety, które upadają, ale wstają jeszcze silniejsze.
– Za przyjaźń, która opiera się nie na rywalizacji, lecz na wsparciu – dodaje Emmy i po raz pierwszy widzę u niej takie wzruszenie: pochyla głowę i bierze głęboki oddech. – Niektórzy przez całe życie nie spotkają choćby jednej osoby tak wyjątkowej jak wy, a ja mam trzy takie skarby.
– Dobra, skoro już powiedziałyście te wszystkie słodkie bzdury, to ja powiem tak: by kolejne kutasy były warte zachodu! – rzuca ze śmiechem Lexi. – Nie zadowalamy się już facetami, którzy przez dziesięć lat potrafią dać nam pięć orgazmów. Mamy nowe standardy!
Wiwatujemy i pijemy, a ja śmieję się tak, że aż boli mnie brzuch. Łzy spływają mi po policzkach – nie ze smutku, ale z radości. Bo w końcu czuję, że jestem naprawdę cholernie szczęśliwa. Że wreszcie widzę ścieżkę, którą chcę podążać. I wiem, że nie będę kroczyć nią sama.
LIAM
KRÓLOWIE KRĄŻKA
MAVERICK
Liga naprawdę nas wydymała, ustawiając większość naszych meczów we wtorki wieczorem. Czy oni w ogóle wiedzą, że mamy swoje tradycje?
HUDSON
Jakby kompletnie mieli gdzieś Twoje życie prywatne.
MAVERICK
Z tego, co wiem, nie tylko moje życie prywatne wchodzi tu w grę. Kolacje drużynowe dotyczą nas wszystkich i w tym sezonie nie zamierzam z nich rezygnować. Zwłaszcza że odkąd spotykamy się raz w tygodniu poza lodowiskiem, nasza forma tylko idzie w górę. Poniedziałki to nasz nowy stały termin.
RILEY
Nienawidzę poniedziałków.
MAVERICK
To się zmieni, bo od teraz spędzasz je ze mną.
MAVERICK
Ależ Ci się poszczęściło, co?
JA
Czy jest jakiś sposób, aby trwale usunąć mnie z czatu grupowego?
EMMY
Gdy już to rozgryziesz, daj mi znać.
G-MONEY
Emmy znów tu jest? Bez jaj!
G-MONEY
Chyba musimy z powrotem zmienić nazwę na Profesjonalni Operatorzy Kija. To brzmi inkluzywnie, nie?
EMMY
Nie zmieniajcie nazwy z mojego powodu, Grant. Nie wiem, czemu wciąż mnie dodajecie do tych wiadomości. Zaraz i tak usunę się z tej rozmowy. Nie cierpię tego. Już z Wami nie gram. W zasadzie obecnie jestem w obozie wroga.
MAVERICK
Spokojnie, Ruda. Najpierw niech Twoja drużyna coś wygra, zanim zaczniesz się nazywać wrogiem. Jak tam Wasze 1 : 6 na starcie sezonu?
EMMY
Dzisiaj śpisz na kanapie.
G-MONEY
Ooo, Miller ma przesrane.
RILEY
Serio, nie przy ludziach.
JA
Czy można dostać dożywotni ban na ten czat? Na miłość boską, niech ktoś mnie zablokuje. Błagam.
EASY E
To nic nie da, Szogunie Bramki. I tak Cię znajdziemy.
HUDSON
Ethan, Ty naprawdę rozmawiasz z kobietami w ten sposób?
JA
Nie. On się ślini i używa prawej ręki.
G-MONEY
Niech to szlag. I właśnie dlatego zostaniesz tu z nami na zawsze. Twoje teksty to złoto.
MAVERICK
Nie spóźnij się jutro.
EASY E
Przyniosę hot dogi ku pamięci Dave’s Dogs. Spoczywaj w pokoju, królu bułki i parówki.
HUDSON
Przecież on nie umarł.
EASY E
Równie dobrze mógłby umrzeć. Bo te nowe hot dogi na arenie to jakaś tragedia. Frank’s Franks to parówkowe ścierwo.
*G-Money zmienił nazwę czatu na Profesjonalni Operatorzy Kija Ponieważ Królowie Krążka Nie Są Inkluzywni Spoczywaj w Pokoju Dave’s Dog*
G-MONEY
Trochę przydługie, ale damy radę.
JA
Nienawidzę tego miejsca.
EMMY
Chcesz uciec ze mną gdzieś daleko, Liam?
JA
Tak.
MAVERICK
Wiecie co? Nawet się nie obrażam. Życzę Wam szczęścia. Macie moje błogosławieństwo.
*Emmy Hartwell opuściła czat*
*Opuściłeś czat*
– Przyniosłem sałatkę. – Stawiam miskę na wyspie kuchennej w apartamencie Mavericka i Emmy, po czym opieram się o blat. – I sos.
Maverick uśmiecha się promiennie i przesuwa inne potrawy, żeby zrobić miejsce dla sałatki Cezar.
– Cieszę się, że jednak przyszedłeś. Co sprawiło, że zmieniłeś zdanie?
Wzruszam ramionami.
– Sam nie wiem. Chyba nie miałem ochoty siedzieć w domu.
– Wiedziałem, że za nami tęsknisz. – Szczypie mnie w policzek, a ja odganiam jego rękę. – Wszystko gra? Na porannym treningu wyglądałeś, jakbyś połknął kij.
– Dwugłowy uda. Mam trochę za dużo na głowie. To nic takiego – burczę, myśląc o popołudniowym telefonie od mamy.
Wkurzyła się, że nie powiedziałem im, kogo zabieram na ślub Alany, a potem przez pół godziny przepytywała mnie na temat kobiety, która nie istnieje. Już zacząłem wymyślać wymówki, dlaczego pojawię się sam. Nieważny paszport wydaje się najbardziej logicznym wytłumaczeniem. Jestem skłonny zapłacić komuś za fałszywy dokument, byle zatrzeć ślady.
– Cholera. Noga nadal ci dokucza? Myślałem, że jest już lepiej.
– Jest okej.
– Powiedz to bez skrzywionej miny.
– Wal się.
– Na to czekałem! – Maverick znów się szczerzy, otwiera piekarnik, wyciąga żaroodporne naczynie i stawia je na kuchence. – Dobrze, że się nie rozklejasz, Sullivan.
– Mówiłem, że wszystko gra. – Sięgam po papierowy talerz z góry stosu i idę po lasagne, które przygotował osobisty kucharz Hudsona. – Dzięki, że mnie dziś wyciągnęliście. Wiem, że zawsze wam marudzę, ale skoro już muszę spędzać z kimś czas, to cieszę się, że akurat z wami.
– Wow. – Obejmuje mnie w pasie, a ja przewracam oczami. – To najmilsza rzecz, jaką kiedykolwiek mi powiedziałeś. Jesteś ostatnio w niezłej formie, Szogunie Bramki.
– Niech ci to nie uderzy do głowy. – Wyrywam się z jego uścisku i przechodzę do purée ziemniaczanego, które Grant zrobił swoim nowym mikserem.
Wysyłał nam zdjęcia, na których pozuje w fartuchu i czapce kucharskiej, więc wścieknę się, jeśli to będzie smakowało jak karton.
– To jednorazowa sprawa – kończę.
– Jednorazowa czy nie, zapamiętam to na zawsze. Kolacja gotowa! – krzyczy, a po podłodze niesie się tupot stóp. – Głośni są, co?
– I to jak. – Dorzucam na talerz dwa kawałki grillowanego kurczaka i czosnkową bułkę, po czym przesuwam wszystko, żeby zrobić miejsce na kawałek pizzy. – Banda dzikusów.
Zgiełk podnosi się o dobre dziesięć decybeli, gdy moi koledzy z drużyny wpadają do kuchni. Niektórzy przyprowadzili swoje drugie połówki, niektórzy przyszli solo. Ale są wszyscy. I panuje tu totalny chaos.
Ktoś się przepycha, ktoś inny rzuca widelcem, który wbija się w ścianę. Serwetki fruwają po pomieszczeniu. Z prawdziwych talerzy zrezygnowaliśmy już trzy lata temu – Starsi potrafią stłuc absolutnie wszystko.
Zwłaszcza gdy w grę wchodzi jedzenie.
– Cześć, Liam.
Zerkam przez ramię i widzę uśmiechającą się do mnie Piper. Niebieski sweter, który ma na sobie, podkreśla kolor jej oczu.
– No proszę, dziś w ubraniu i w pionie. Podoba mi się ta zmiana.
– Piper. Miło nie widzieć twojego przerażenia na widok mojej gołej klaty.
– W ubraniu wyglądasz lepiej.
– Tak podejrzewałem. Jak poszła kastracja?
– Wow. – Ethan patrzy na nas szeroko otwartymi oczami.
– Kręci cię kastracja, Mała P.?
– Nie. – Rumieni się i zakłada kosmyk blond włosów za ucho, a ja czuję się jak kretyn, że wprawiłem ją w zakłopotanie. – To żart.
– Nie wiedziałem, że Szogun Bramki potrafi żartować, ale podoba mi się to. – Ethan trąca mnie łokciem w żebra. – Posuń się, klocu. Chcę dostać się do sosu marinara, a ty zajmujesz za dużo miejsca.
– Przepraszam – mamroczę. – Już idę.
– Daj znać, jak ten kurczak. – Piper uśmiecha się nieśmiało, unosząc podbródek. – Po raz pierwszy używałam grilla, który mam od lat, więc to może nie nadawać się do jedzenia.
Przeciskam się między wyspą a kolegami z drużyny.
– Jeśli poczęstujesz mnie salmonellą, wyślę ci rachunek ze szpitala.
– Szczerze mówiąc, nie wiem, czy mnie na to stać. W najlepszym razie mogę ci przynieść wodę i krakersy.
Odgryzam kawałek czosnkowej bułki.
– Uczciwa wymiana.
– Jeszcze raz przepraszam, że przerwałam ci wtedy z Lexi. Mam nadzieję, że nie pomyślałeś, że to było nieprofesjonalne.
– Mam wrażenie, że jesteś najbardziej profesjonalną osobą w tym pomieszczeniu, Kruszynko – mówię w tym samym momencie, gdy Lexi obejmuje Piper ramieniem.
– To prawda – przytakuje Lexi, po czym zerka na przyjaciółkę. – To w tym idziesz potem na randkę?
– Tak. – Piper wygładza dżinsy dłońmi. Gdy poprawia naszyjnik, jej dekolt lekko się odsłania.
Czuję się nieswojo, patrząc, więc odwracam wzrok.
– Myślisz, że może być?
– Jest idealnie – stwierdza Lexi i pstryka palcami. – Sullivan. Jesteś facetem.
– Co mnie zdradziło?
– Co sądzisz o stroju Piper?
Zaciskam palce na brzegu talerza i lustruję ją wzrokiem od góry do dołu.
Jej długie blond włosy są lekko potargane, przez co zastanawiam się, czy przed wejściem przeczesała je palcami. Na ustach ma subtelny uśmiech – jakby znała jakąś tajemnicę, której nikomu nie zdradzi. Sweter podkreśla krągłość piersi, dżinsy wydłużają nogi, a ja łapię się na tym, że gapię się na fragment jej skóry między bluzką a dżinsami.
Piper Mitchell to słońce w ludzkiej postaci, ale bycie tak nieprzerwanie radosną musi być pewnie strasznie męczące.
Jest w niej coś takiego, co każe mi myśleć, że albo uratuje świat, albo zginie, próbując. Od chwili, kiedy się poznaliśmy i przywitała mnie tym swoim promiennym uśmiechem, mam do niej głupią słabość. Durne zauroczenie, ale zawsze trzymałem się na dystans.
Na jej palcu błyszczał wtedy pierścionek.
Może i nie nosi już diamentu, ale to nadal nie znaczy, że chcę, by ktoś zajmował mój czas. Nie mogę jednak zaprzeczyć: jest absolutnie zjawiskowa.
I wiem, że nie tylko ja tak myślę.
Widziałem, jak moi koledzy z drużyny gapią się na nią, gdy pojawia się na treningach lub stoi za szybą podczas meczów. Jak flirtują z nią i próbują przyciągnąć jej uwagę.
Nigdy nie przekroczyliby granicy, ale to nie znaczy, że nie patrzą.
– Jest okej – wyduszam w końcu. – Ładnie.
Lexi marszczy brwi.
– Ładnie? Nie chodzi nam o to, żeby wyglądała ładnie. Ma wyglądać jak milion dolarów.
– Nie słuchaj tego marudy – wtrąca Ethan. – Wyglądasz seksownie jak diabli, Mała P. Jeśli miałabyś ochotę olać dzisiejszą randkę i naprawdę się zabawić, to masz mój numer.
– Dzięki, Ethan. Hokeiści nie do końca są w moim typie, ale doceniam ofertę. – Piper się śmieje. – I dziękuję, Liam. „Ładnie” to wciąż komplement, a ja uwielbiam komplementy.
– Nie ma sprawy – odpowiadam, wychodząc z kuchni i niemal wpadając na Emmy.
– Ej! – Kładzie dłoń na mojej klatce piersiowej. – Spokojnie, Sullivan.
– Przepraszam. Zamyśliłem się.
– Nad czym?
Wzruszam ramionami.
– Nieważne.
Zerka do kuchni, gdzie zostawiłem swoje rozmówczynie, i wydaje z siebie ciche „hmm”.
– Nie upuść jedzenia na mój nowy dywan.
– Nawet bym się nie ośmielił.
– Ale jeśli masz ochotę zaszaleć, możesz pobrudzić jedzeniem nowy garnitur Mavericka. Wisi w sypialni. Nie przestaje o nim gadać, a jeśli jeszcze raz usłyszę coś o tej aksamitnej podszewce, to zacznę krzyczeć.
Parskam śmiechem.
– To okropne, że nie ma cię już w drużynie, Hartwell. Zdecydowanie wolę ciebie niż twoją drugą połówkę.
Emmy śmieje się razem ze mną i ściska mnie za ramię.
Zbliżyliśmy się do siebie, kiedy jeszcze grała w naszej drużynie. Spędziliśmy razem niemal cały sezon, zanim pod koniec roku została wymieniona i trafiła do Toronto. Niedługo potem Baltimore Sea Crabs, nasz rywal z dywizji*, skusił ją lukratywnym kontraktem.
Wciąż się widujemy, ale to co innego, niż grać razem. Zwłaszcza gdy ktoś staje się częścią rodziny. Wskoczyłbym w ogień za Emerson Hartwell, tak jak każdy z chłopaków. I wiem, że ona zrobiłaby to samo dla nas.
– Jest nieznośny, prawda? Ale i tak nie da się go nie kochać.
– I to właśnie nasz wspólny dramat. – Mierzwię jej włosy, a ona lekko uderza mnie w brzuch. – Idź w końcu coś zjeść.
Przechodzi obok mnie.
– Cieszę się, że tu jesteś, Liam.
Wypuszczam oddech.
– Ja też, Ruda.
Na balkonie jest znacznie spokojniej niż w środku. Kurwa mać, nareszcie.
Potrzebuję przerwy. Chwili, żeby odetchnąć. Minuty bez gier wideo, wrzasków i chłopaków z drużyny, którzy doprowadzają się nawzajem do szału.
Biorę głęboki oddech i delektuję się ciszą, która trwa dosłownie kilka sekund, bo za moimi plecami otwierają się drzwi balkonowe. Odwracam się – w progu stoi Piper, obejmując się ramionami. Marszczę brwi na jej widok.
– Och. – Mruga szybko, gdy jej wzrok spotyka się z moim. – Przepraszam. Myślałam, że nikogo tu nie ma.
– Wszystko w porządku?
– Prawie nic dziś nie jadłam ani nie piłam, a to zazwyczaj kończy się migreną. Czuję, że się zbliża, więc pomyślałam, że świeże powietrze pomoże. Ojej, jak tu przyjemnie. W środku jest za gorąco, a ja uwielbiam jesień w mieście.
Wskazuję głową na leżak przy ścianie.
– Usiądź.
Piper bez protestów podchodzi i ciężko siada. Zajmuję miejsce obok niej, bo głupio byłoby utrzymywać tak duży dystans. Zapada długa cisza. W końcu Piper parska cichym śmiechem i jako pierwsza przerywa milczenie:
– Kurczak był do dupy, no nie?
Nie mam serca, by jej powiedzieć, że był okropny. Niedopieczony i w zasadzie niejadalny. Najwyraźniej pierwszy raz w życiu używała grilla, ale tylko wzruszam ramionami i mówię:
– Jadłem gorsze.
– Jesteś zbyt uprzejmy.
– Dobra. Był do dupy. Ale serio, jadłem gorsze.
– Pocieszające. – Przymyka powieki i cicho wzdycha. – A ty co tu robisz?
– Dostałem dziś telefon, którego się obawiałem, i muszę ogarnąć kilka spraw – przyznaję, choć nie mam pojęcia, dlaczego jej to wszystko opowiadam. Przecież i tak jej to nie obchodzi, nie może też mi pomóc. – Nie da się myśleć w tym harmidrze.
Piper otwiera oczy i bacznie mi się przygląda.
– Umierasz? Twoja noga boli bardziej, niż mówisz? Czy istnieje coś takiego jak rak dwugłowego?
– Po jaką cholerę pytasz, czy umieram?
– Nie wiem. – Gestem wskazuje na mnie w górę i w dół. – Jesteś jeszcze bardziej ponury niż zwykle.
– Jestem ponury?
– Pomyślałam, że to jakaś sprawa życia i śmierci. Dlaczego niby miałbyś się tak snuć i strzelać focha w samotności?
– Ja nie… nie snuję się.
– Cicho też się nie poruszasz.
– Czy „snucie się” to dla ciebie przeciwieństwo słowa „cicho”?
– Nie wiem. Mam kupić słownik antonimów?
Moje usta drgają w zalążku uśmiechu.
– Zadzwoniła do mnie mama.
– Umiera?
– Nie.
– Ktoś umiera?
– A czy my wszyscy nie umieramy?
– Ależ egzystencjalnie. I chyba zbyt głęboko jak na balkonowe pogawędki. Skoro nikt nie umiera, to czemu wyglądasz, jakby ktoś ci nasikał do płatków śniadaniowych?
– Myślałem, że jestem „ponury”. To chyba wystarczający powód?
Piper śmieje się lekko i miękko. To taki dźwięk, który przypomina późne lato i leniwe poranki w łóżku. Spokojny. Przyjemny. Mógłbym go słuchać bez przerwy.
– Ale naprawdę wyglądasz bardziej ponuro niż zwykle – dodaje.
– Powiedziałem mamie, że zabiorę kogoś na ślub swojej siostry w lutym.
– To jeszcze nie tragedia. Zdecydowanie lepsze niż śmierć. Czemu jej to powiedziałeś?
– Bo nie chciało mi się tłumaczyć, dlaczego lecę sam do Hiszpanii. Lubię być sam. Serio. Właściwie to wolę. Ale jeśli jeszcze jedna osoba zapyta mnie, kiedy w końcu się ożenię, to chyba oszaleję.
– To może zabierz kogoś ze sobą? – sugeruje Piper.
– Wszyscy mnie irytują.
– No to mnie akurat nie dziwi. Masz jakąś znajomą? Kogoś, kto nie miałby nic przeciwko temu, żeby poudawać twoją dziewczynę przez kilka dni?
– Poudawać? – Krzywię się, nie do końca rozumiejąc. – Jak aktorka?
– Naprawdę powinieneś dołączyć do klubu miłośników romansów, w którym są chłopaki. To się nazywa udawany związek. Ktoś gra twoją dziewczynę na tym ślubie, a po powrocie oboje wracacie do swojego życia.
– Mówisz mi, że ludzie proszą inne osoby, żeby poudawali ich partnerów na imprezie? Takie akcje to chyba tylko w książkach.
– Udawana dziewczyna. Sama nigdy tego nie robiłam, ale słyszałam, że to się zdarza.
– Nie będę udawał, że mam dziewczynę. Wolę być dupkiem i po prostu skłamać.
– A co zamierzasz wymyślić? Takie kłamstwo musi być dobre.
– Nieaktualny paszport. Ze strażą graniczną się nie dyskutuje.
– Nieźle, Sullivan. Zdecydowanie lepszy pomysł, niż odstawiać Weekend u Berniego, co pewnie próbowaliby przeforsować niektórzy twoi koledzy z drużyny.
– Brzmi, jakby wymagało za dużo zachodu.
– Więc ślub twojej siostry, co? Nie wiedziałam, że masz jakieś rodzeństwo, a przecież moim zadaniem jest wiedzieć o drużynie i zawodnikach wszystko. Starsza czy młodsza?
– Młodsza o cztery lata. Doprowadzała mnie do szału, gdy byliśmy dzieciakami, ale ją kocham. Poznała swojego narzeczonego w Kalifornii, gdzie się przeprowadziła, żeby stworzyć aplikację randkową. Tam się zakochała, następnie mu się oświadczyła, a teraz organizuje ślub.
– Wydaje się, że jesteście całkowicie różni.
– Bo to prawda. Ten ślub na pewno będzie przesadzony i ekstrawagancki. Zawsze była towarzyska, uwielbiała być w centrum uwagi. Ja? Niespecjalnie.
– No tak, jesteś jednym z topowych bramkarzy w NHL… Zawód wprost stworzony dla kogoś, kto woli trzymać się z dala od reflektorów.
– Dobra, starczy, Kruszynko – rzucam bez cienia złości, a ona znów się śmieje. – Kiedy masz tę swoją randkę?
– Zaraz. Pewnie powinnam już się zbierać. – Zwiesza nogi z krawędzi leżaka. – Zamierzasz zostać tu dłużej ze swoimi ponurymi myślami?
– Nie. Zaraz idę do domu. Mam dość patrzenia, jak chłopaki grają w GTA. Starczy mi tego na resztę życia. Poza tym jestem padnięty. Jak głowa?
– Lepiej. Niesamowite, co może zdziałać trochę świeżego powietrza.
Kiedy odwraca się w stronę drzwi, mój wzrok zatrzymuje się na jej dżinsach.
– A tak przy okazji, twój strój wcale nie jest „ładny”. Jest… – Urywam, waham się, próbując znaleźć słowo, które nie zabrzmi, jakbym był jakimś pieprzonym zboczeńcem. – Śliczny. Naprawdę śliczny.
– Serio tak myślisz?
– Tak.
– Dziękuję. – Piper obdarza mnie uśmiechem, który rozpromienia jej twarz. Marszczy jej się nos, w kącikach oczu pojawiają się drobne zmarszczki, a na policzku pół dołeczka.
Nie miałem pojęcia, że jeden komplement może kogoś tak uszczęśliwić. Mam dziwne przeczucie, że nie słyszy ich zbyt często.
– Miłego wieczoru, Liam. Widzimy się za kilka dni w samolocie do Teksasu.
Drzwi balkonowe zamykają się z trzaskiem. Zamiast myśleć o tym, że po raz pierwszy od dawna naprawdę nienawidzę być sam, patrzę na Biały Dom i Kapitol w oddali.
Dalsza część w wersji pełnej
Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
Spis treści
Od autorki
Ostrzeżenia dotyczące treści
Skład drużyny hokejowej D. C. Stars
Kto jest kim
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Spis treści
Dedykacja
Wstęp
Meritum publikacji
