Primum lucrum - Jarosław Kończak - ebook

Primum lucrum ebook

Kończak Jarosław

0,0

Opis

18+ TYLKO DLA DOROSŁYCH! [brutalność, przemoc, krew, masochizm, realistyczne operacje] Pod płaszczykiem szpitala kryje się coś mrocznego, ponurego, jeżącego włosy na głowie... Fantazja (czy na pewno?) na temat podwójnego życia elit - tylko dla ludzi o mocnych nerwach i stalowych żołądkach. Delikatne nawiązania do afery Epsteina.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 51

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



-A co chłopcy robili pod wiaduktem? - spytał zaciekawiony policjant i pochylił się, by lepiej słyszeć.

-Załatwiali potrzeby fizjologiczne - odparła wyniośle polonistka.

Policjant z pewnym rozczarowaniem opadł z powrotem na oparcie krzesła.

-No tak… cóż, znaleziony przedmiot został przekazany w depozyt. Policja dziękuje za współpracę. Poproszę tylko o telefon kontaktowy i może pani wracać do domu. To wszystko.

-Co takiego? - pani Felicja próbowała zerwać się na równe nogi zapominając, że krzesło ma zakleszczone na pośladkach - Nawet pan mnie nie przesłucha, ani chłopców? - zapytała, kiedy już pozbyła się kłopotliwego ciężaru.

-Nie ma takiej potrzeby. Śledztwo jest w toku, a żadne z was, o ile mi wiadomo, nie należy do podejrzanych - uśmiechnął się krzywo Miszczak, skrobiąc paznokciem nieogolony policzek

-To naprawdę bardzo dziwny komisariat - oświadczyła nauczycielka, najwyraźniej nie zabierając się jeszcze do wyjścia - nie spyta pan nawet o godzinę odnalezienia tego… tej okropności? Niepotrzebny jest mój podpis pod zeznaniem?

Komendant popatrzył na nią spod oka. Oprócz chudej, pociągłej, bladej twarzy i niechlujnego uczesania cechowały go okrutne, nieruchome jak u ryby oczy.

-Proszę nie próbować uczyć mnie obowiązków. Proszę stąd wyjść i wracać do domu - wycedził, wpatrując się surowo w nauczycielkę - której sylaby pani nie zrozumiała?

Profesorka zadarła dumnie głowę i z godnością wymaszerowała z komisariatu.

Zastępca komendanta siedział ze zmarszczonym czołem, najwyraźniej ważąc w sobie jakieś postanowienie. W końcu uderzył w biurko otwartą dłonią, wstał i podszedł do wzmocnionych okuciami drzwi, które znajdowały się za jego plecami. Do otwarcia posłużył klucz zdjęty z kółka przyczepionego do służbowego pasa.

W środku Miszczak włączył sufitowy kinkiet z mocną żarówką i starannie zamknął od wewnątrz drzwi na klucz. Wyjrzał ostrożnie przez okno, a nie widząc nic podejrzanego zasunął wszystkie rolety.

W końcu stękając z cicha schylił się po leżący na podłodze owalny przedmiot owinięty w czarną, foliową torbę. Sięgnął do środka i wyciągnął za włosy odciętą kobiecą głowę, po czym obracając za ucho obejrzał ją uważnie ze wszystkich stron. Zeszklone śmiercią oko odwdzięczyło się beznamiętnym spojrzeniem na jego końską szczękę.

Głowa nie zaczęła jeszcze się psuć, ale wcale nie wyglądała przez to mniej odrażająco niż ciało leżące dwa tygodnie w ziemi. Wychodzące z orbit zmętniałe oczy zdawały się podążać za tobą przez pokój niczym spojrzenie legendarnej Mony Lisy, pewnie pragnęły zapamiętać jak najwięcej obrazków ze świata nim grabarz przysypie je łopatą.