Portret Damy w Czerwieni - Jarosław Kończak - ebook

Portret Damy w Czerwieni ebook

Kończak Jarosław

0,0

Opis

16+ W domu popadającego w paranoję po odejściu żony pisarza i poety pojawia się tajemniczy portret. Czy Dama w Czerwieni jest jedynie wytworem chorej wyobraźni Szymona Rysia, czy też istnieje naprawdę? Klasyczny horror inspirowany "Portretem Doriana Graya" z domieszką romansu, komedii i szczyptą poezji. 

DOSTĘPNE TAKŻE JAKO CZĘŚĆ ZBIORU OPOWIADAŃ "NOWELKI NA DESER - CZARNY HUMOR".

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 79

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Nieubłaganie mijały godziny pozostałe do wieczora.

Tik - tak, tik - tak…

Szymon stał przed lustrem i bez końca poprawiał nienagannie ułożoną fryzurę. Kiedy już był pewny że skończył na dobre i siadał przy biurku, przygładzał włosy dłonią i ponownie zrywał się, by przyczesać wydumany niesforny kosmyk. Zapomniał o niezapiętym guziku przy marynarce, zapomniał o krzywo zawiązanym krawacie - liczyła się tylko fryzura. “Jestem szalony. Kto o zdrowych zmysłach ubiera się w garnitur, aby spojrzeć na portret?” - ganił się w myślach, po czym oblizywał spierzchnięte wargi i… wracał przed zwierciadło, by poprawić fryzurę.

***

Agnieszka… Agnieszka… - powtarzał, a nie wiadomo do kogo należące imię odbijało się echem w jego głowie. Powtarzając to imię czuł ból. Intensywny ból, który starał się zagłuszyć choć odrobinę, chroniąc się za jedyną tarczą jaką znał - fantazją poety. Wyczarował z niczego na pół realne wspomnienie Ewy i wpatrzył się w jej bladą, uroczą twarz. Nagle wszystkie wspomnienia bez żadnego ostrzeżenia powróciły toksyczną falą. Poeta krzyknął, gdyż nieproszony powrót rzeczywistości na swoje miejsce sprawił mu fizyczny ból. Nie chciał znowu pamiętać, nie chciał cierpieć. Uniósł twarz ku niebu i tworzył… stwarzał w głowie własny świat, w którym zdradliwe żony batożono na śmierć, ćpający synowie wynosili się z domu do wszystkich diabłów, a wredni wydawcy płacili w terminie uczciwe pieniądze. Świat, w którym sierżant York poczułby się jak u siebie. Świat rzeczywisty, do którego klucze posiadałby tylko on, bezpieczny azyl gdzie mógłby przespać najgorsze chwile życia. Pierwsze krople deszczu ochłodziły jego rozgorączkowane czoło. Na ramieniu wylądował mu wielki kruk.

- Co nowego, Grip? - zapytał Szymon i poczęstował ptaka własnym palcem.

- Jestem diabeł! - odparła fantastyczna postać z dickensowskiego świata, kalecząc

mały palec Szymona do krwi ostro zakończonym dziobem.

- Kto cię przysłał tym razem?

- Jestem diabeł! Jestem imbryk! - odparł czarny ptak, wyszarpując pisarzowi kawałek

żywego mięsa.

Szymon czekał cierpliwie, pewny że dalszy ciąg nastąpi. I rzeczywiście, kiedy Grip ogryzł mu już palec do kości, z zadowoleniem wydał kilka odgłosów naśladujących odkorkowywanie butelek od szampana.

- Wracaj do domu Szymonie - zakrakał, przejęty rolą diabelskiego posłańca -

Czerwona Dama nie jest z ciebie zadowolona.

Rozpostarł wielkie skrzydła i odleciał, pozostawiając poetę samego, ze łzami rozpaczy ściekającymi po policzkach.

***

Chłopcy trzymając się za ręce ze strachem podeszli do obrazu. Dama powróciła na płótno, ale twarz ukryła w dłoniach, a po policzkach ciekły jej łzy.

- Jej rozpacz to dla nas dobry omen - odezwał się Julian do brata - ale całkiem pozbyć

się demona może tylko ojciec, bo to on go powołał do życia. Jeśli ktoś inny spali obraz, bestia powróci w innej formie, silniejsza. Tak przynajmniej wyczytałem w necie.

- Tata znowu nas zostawił - smętnie odezwał się Janek - chyba już nas nie kocha.

- Tak, to niezły kutas, co braciszku? - zgodził się z nim brat, ale zaraz dodał

pospiesznie: - tylko mnie nie cytuj.

- Nie wiem co to „cytuj” - odparł Janek - nie będę cię cytać, ale mama zawsze

wiedziała co robić. Dałbym się jej sprać pasem, byle tylko wróciła - dodał mężnie.

- Mama nie wróci, ale potrzebujemy pomocy fachowca - pokiwał głową Julian - w

internecie co strona, to inny przepis na wygnanie demona. Jutro idziemy po księdza, to jego pieprzona dziedzina. Dzisiaj śpisz ze mną i nie gasimy światła.

Tym razem Julian nie zaprotestował, kiedy młodszy braciszek przytulił się ufnie i ukrył na jego piersi zapłakaną twarz

***

Sierżant York ostrożnie przestąpił kolejne rozszarpane ciało. „To już chyba dziesiąte, tracę rachubę” - pomyślał ocierając bawełnianą chusteczką pot z czoła. Tym razem młody pacjent leżał twarzą do podłogi, a strumyk wypływającej spod niego krwi rozlewał się w małe jeziorko niedaleko toalety dla szpitalnego personelu. Głośne „brrrooom” ostrzegło policjanta przed nadchodzącym rozstrojem żołądka, więc czym prędzej zasłonił chustką nos i usta. Złagodziło to odrobinę niemożliwie ohydny, słodko - surowy smród świeżo wyprutych trzewi. York nie chciał puścić pawia w obecności nowicjusza Spencera, ale obawiał się że dobre chęci to zbyt mało. Kurwa mać, takiej rzeźni nie dało się porównać nawet z pamiętnym dniem, gdy zalany w trupa kombajnista staranował ogrodzenie wolnego wybiegu dla kur. Tragiczną śmiercią od zębów hedera poległo wówczas kilka tysięcy tych niewiarygodnie głupich stworzeń. York doskonale pamiętał kurczaki dziobiące ziarno ze stoickim spokojem, gdy tuż obok odbywał się najprawdziwszy holocaust ich sióstr i braci, a wyrwane z dupy pióra i ucięte głowy latały niczym konfetti w obłokach krwi i przy akompaniamencie histerycznego kud-kudak.