Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Trzy humorystyczne nowele fantasy z motywem przewodnim krasnoludów i postaci krasnoludopodobnych.
1."Maciupasy ruszają w świat" opowiada historię plemienia malutkich amatorów bimbru i placka jagodowego, którym grozi zagłada z powodu braku partnerek do... no, sami wiecie.
2."Kuflem, zębem i toporem" - satyryczna saga o krasnoludzie Zacharze, mocno inspirowana twórczością T. Pratchetta.
3."Rowerek bez łańcucha" - klimatyczna, mroczna baśń o sporze ludzi z plemieniem Upodląt z Puszczy Jodłowej. Gwarantowana dobra zabawa.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 327
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
KUFLEM, ZĘBEM I TOPOREM Salcesjusz ocknął się z niejasnym wspomnieniem łaciatej krowy, pieśni przy ognisku i odoru niemytych nóg. Ziewnął potężnie i iskrą z palca zapalił porannego papierosa. Zaciągnąwszy się kilkukrotnie z rozkoszą, zmarszczył nos gdyż poranny bukiet zapachów wydał mu się uboższy o ważny składnik, witający go zawsze po przebudzeniu jako pierwszy i pchający się do nosa jak nielubiany kuzyn na wesele brata. Uniósł ramię i nieufnie niuchnął swoje pachy, ale śmierdziały jak zawsze. Kilka kroków dalej wampir chrapał śliniąc się jak niemowlę, ale nieumarli przecież nie pachną, prawda? Rozkładają się kiedy wyciągną kopyta po raz drugi i dopiero wtedy śmierdzą jak cholera, ciekną i zielenieją. Salcesjusz Jorge rozglądał się nie wiedząc co myśleć, gdy nagle wzrok jego padł na rozgrzebane posłanie Zachara i rozjaśniło mu się nagle w głowie. No jasne, czego mogłoby brakować w obozie, jeśli nie czyszczącego zatoki i roztapiającego woskowinę w uszach gęstego, pełnego niespodzianek zapachu stóp krasnoluda? Lecz gdzież on się podział? Czarodziej nie mógł wypatrzeć jego topora, butów, onuc ani hełmu. Zdawało się, że nawet smród wywędrował za właścicielem.
- Wstawaj mordercza pijawo! - wrzasnął wściekły czarodziej szarpiąc Pieczarę - coś
zrobił ze starym Zacharem? Udało ci się go pokąsać? Nie do wiary wprost! Gadasz wreszcie?
- Nie wiem gdzie jest Zachar, droga Gorgonzollo - mruknął przez sen wampir i
przewrócił się na drugi bok, naciągając płaszcz na ramię - odszukam go jednak dla ciebie bezzwłocznie. Czy Zachar to rodzaj kwiatu?
Salcesjusz zrezygnował i nie tracąc czasu ruszył na poszukiwania, wołając przyjaciela przez złożone dłonie.
Nie używał czaru przywołania, gdyż krasnoludy odporne były na bezpośrednio rzucaną magię. Podobnie zresztą jak na dowcipy, piękno przyrody, przepisy kodeksu karnego i zalecenia lekarzy odnośnie chorej wątroby. Czar rzucony na Zachara mógłby odbić się od jego kolczugi i powrócić bumerangiem, poważnie uszkadzając mózg rzucającego maga. Nagle z pobliskich zarośli do Salcesjusza dobiegły bolesne jęki i bojowe okrzyki, musiała toczyć się tam sroga i bezlitosna walka.
Mag rzucił na swoje stopy hybrydowy czar Palczatelli Tupateo**, a na całą osobę niskoemisyjne Chameleo da Grasso*** i cicho jak myszka podszedł do zarośli. Rozpoznając w jękach chrapliwy bas Zachara Salcesjusz zaniepokoił się nie na żarty, skonstruował naprędce z mchu Kulę Ognia i rozsunął gałęzie. Widok był zaiste nie do opisania. Krasnolud cierpiał w boleściach, zgięty wpół wytrzeszczał na przyjaciela oczy, a po jego czerwonych jak wiśnie policzkach spływał wielkimi kroplami tłusty pot.
- Bracie! - krzyknął przejęty czarodziej - przybywam z odsieczą! Madonna! Ale kto cię
atakuje, bo nie widzę wroga?
- Zatwardzenie - odparł ze złością krasnolud, nie przerywając ważnej czynności -
zmiataj do obozu, imbecylu. Nawet w lesie krasnolud nie ma już odrobiny prywatności. O, tempora! O, mores!
MACIUPASY RUSZAJĄ W ŚWIAT
W wiosce maciupasów, nazywanej przez mieszkańców po prostu Wioską, nadchodziła pora obiadu. Z nielicznych kominów unosił się dym w jagodowym kolorze, na farmie Kajtasa porykiwały głodne gąsienice, a znajomy jeżyk Bogusław węszył, do kogo może wprosić się na posiłek.
Na jedynej ulicy Wioski, w pobliżu porośniętej gęstą trawą piwniczki z koniczyną, rozprawiały dwa uczone skrzaty.
- Wódz ma sporo racji - mówił zafrasowany Szkrabała - potrzebna nam dyscyplina, nie
możemy sobie pozwolić na kolejne trupki bo wyginiemy. Czy przeglądałeś stare księgi, Konusjuszu? Zdaje się że tylko my dwaj potrafimy czytać.
- E tam, komu by się chciało - ziewnął szalony uczykłapas - a ty?
- To niefortunne, ale też nie. Nie miałem czasu, bo szlifowałem szkła dla wilka
Tymoteusza. Wrócił z Pogórza Zwariowanego Trzonowca z kryształami i przy okazji stadem pająków, które powłaziły mu do uszu. Miałem przy nim sporo roboty.
- Hehehe! - zarechotał Konusjusz i z radości wsadził Szkrabale palec do nosa.
- Do muszej trąby! Odbiło ci do reszty, stary safanduło? - zdenerwował się nie na żarty
uczony maciupas - a masz, to cię oduczy kretyńskich dowcipów!
Konusjusz oberwał fangę w nos i został chwilowo wyłączony. Uwagę Szkrabały przykuło za to przedziwne zachowanie wioskowego siłacza Krępka, który rozciągnął spodnie z przodu i w głębokiej zadumie studiował zawartość.
- Co ci, Krępku? - zapytał Szkrabała zmarszczywszy brew i zajrzał do spodni z drugiej
strony - czyżbyś dostał wysypki?
- Ech.
- O co chodzi? Dyndas jak dyndas.
Krępek jakby się ocknął i nieprzytomnie spojrzał na uczykłapasa.
- To ty, Szkrabała? Myśle se tak i myśle… no bo niby co to takiego?
- Chodzi ci o dyndasa²? - zdziwił się uczony - zapomniałeś do czego służy czy masz
kryzys tożsamości?
- No… sikam nim.
- No widzisz… - odetchnął Szkrabała. Wygląda na to, że Krępek zachował resztki
rozumu i nie trzeba będzie zszywać mu z tyłu wylotów kaftana.
Do debatujących nad spodniami ciekawie zbliżył się rudy Zaprożec.
- Chłopaki, a co wy robicie?
Szkrabała zmarszczył gniewnie brwi. Nie znosił przemądrzałego maciupasa, który nie znał się na niczym a na każdy temat miał najwięcej do powiedzenia.
- Podziwiamy matkę naturę. Poszedł won.
Obrażony Zaprożec poczerwieniał, popukał się w czapkę i oddalił dumnym krokiem. Krępek od wysiłku umysłowego zaczynał puszczać dym uszami i Szkrabała poczuł się zaniepokojony.
- No po co on tak dynda? Tyś uczony. Ja się boję. Ze mną chyba coś nie tak.
- Weź się w garść, chłopie!
- Wystarczyłaby jaka dziurka, nie? A tu cała aparatura. Rurki, gruszki, worki, jakieś
żołędzie…
Szkrabała otworzył usta, by rzucić przekleństwem, gdy nagła myśl rozjaśniła jego uczone zwoje i mrugnęła złotą iskierką w głębi źrenicy.
- Krępku! Jesteś genialny! - krzyknął, podskoczył trzaskając o siebie obcasami i co sił
w nogach pognał do ratusza - natura jest skąpa, a ty jesteś genialny! Wiosna nasza, w garnku kasza! I-ha!
Krępek stał i mrugał powiekami, nic nie rozumiejąc.
ROWEREK BEZ ŁAŃCUCHA
Podąża więc szereg za szeregiem: sine wampiry, za dnia chroniące się w stylowych trumnach, potrafiące zmieniać się w szczury czy nietoperze. I wcale nie wyglądają szlachetnie jak hrabia Drakula, brrr… Ruchy u nich nieskoordynowane, a w marszu wyginają się niczym paralitycy z padaczką, przekrwione oczy nieruchome jak u ryby błyszczą głodem. Niektórzy wcale nie przypominają ludzi i syczą jak węże, inni ryją w ziemi niby dziki. Nawet ich sławne wampirze zęby żółte i popsute, choć ostre jak u piranii i sterczą z dziąseł niczym orzechy z roztopionej w słońcu czekolady.
Nieco szlachetniej prezentuje się wilkołacze plemię, chociaż niesie się od nich potworny fetor, jakby skisłej spermy zmieszanej z długo powstrzymywanym moczem. Świecące na czerwono ślepia mają utkwione we frunących książkach, wycie i warczenie świadczą o nerwach ledwo trzymanych na wodzy.
Nikt nie śmie jednak póki co zaatakować trzymających szyk czarownic, ogień i święcona woda są bowiem śmiertelne dla każdego nieumarłego.
Wędrują chłepcące krew i wyżerające wnętrzności strzygi, mlaskające upiory, które duszą ofiary siadając nocą na ich piersi, nieochrzczone sysuny.
Ciągną śladem czystej poświaty watahy strachów wszelkiej maści miesiącami zwoływane przez Dida z całych Gór Świętokrzyskich…
