Gawędy, od których nawet duchom cierpnie skóra - Jarosław Kończak - ebook

Gawędy, od których nawet duchom cierpnie skóra ebook

Kończak Jarosław

0,0

Opis

OD LAT 16 - PRZEMOC, KREW, WULGARNY JĘZYK

Czarny humor - sałatka z makabreski i humoreski podlana cynicznym sosem. Proszę się częstować.

 

DOSTĘPNE RÓWNIEŻ JAKO CZĘŚĆ ZBIORU OPOWIADAŃ "NOWELKI NA DESER - CZARNY HUMOR"

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 23

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Szalejąca nad Jodłową Puszczą burza urządziła sobie nocne party iluminowane błyskawicami przy dźwiękach piorunowej orkiestry z Jowiszem w roli dyrygenta. Tak rozgniewanego boga piorunów nie pamiętał nawet emerytowany gajowy Wojtaszek, choć był już tak stary że wypadło mu prawe oko i przednie zęby, a spać musiał z podkurczonymi nogami, gdyż w takiej niewygodnej pozycji zaskoczyło go zwapnienie kości. Nad rozstajnymi drogami nocne niebo zasnuły czarne chmury z których bezlitośnie siekł deszcz tak rzęsisty, że nie dostrzegłeś nawet własnych myśli. Każdy człowiek z odrobiną rozumu we łbie siedział w taki niespokojny czas w swojej chałupie i nie wychylał nosa za próg. A jednak… posłuchajcie wraz ze mną przez chwilę… tak, uszy mnie nie zawodzą. Znalazł się zapóźniony wędrowiec, który wyrzekając na los brnie przez błoto, ze złością rozchlapuje kałuże i rozgląda się za suchym miejscem, by przeczekać nawałnicę .

- Wrrr… futro mi całkiem zamoknie i będę śmierrdział jak nasiąknięty dywan-

żalił się gderliwy głos - dla żab i rrropuch dobrra taka pogoda, nie dla uczciwego

wilkołaka! Och, ale cóż to? Czy mnie oczy nie mylą? Błyskawica rozświetliła na moment nocne niebo, ukazując ożywionym nagłą nadzieją wilczym ślepiom otwór w skale, prowadzący do niewielkiej jaskini.

- Jeśli w tej jaskini siedzi niedźwiedź, to niech wie że nie mam dzisiaj ochoty na

żarrty! - zawołał groźnie wilkołak i nasłuchiwał czujnie, gotów w każdej chwili do

ucieczki - nie ma nikogo? Ostatnia szansa! Wchodzę! Jaskinia była niewielka, ale przytulna i zupełnie niezaniedźwiedziona. Nieumarły westchnął z ulgą i usiadł przy wejściu opierając łeb o zimne kamienie.