Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
14 osób interesuje się tą książką
Policjanci z Ostrobotni wciąż poszukują nieuchwytnego mordercy. Ostatnie wypadki sprawiają, że wiosenne miesiące są dla mieszkańców regionu koszmarem z najgorszego snu. Na domiar złego dwie kolejne ofiary przepadają jak kamień w wodę. Czy uda się wreszcie rozwiązać tę mrożącą krew w żyłach sprawę?
„Polowanie na czarownice” to trzyczęściowa seria Sary Önnebo, autorki bestsellerowych kryminałów „Wszyscy jesteśmy martwi” i „Kiedy zapada zmierzch”.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 203
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tytuł oryginału: Häxjakten 3
Przekład z języka szwedzkiego: Karolina Skiba
Copyright © Sara Önnebo, 2026
This edition: © Gyldendal Astra/Gyldendal A/S, Copenhagen 2026
Projekt okładki: Damian Niewczyński
Redakcja: Maria Zając
Korekta: Anna Nowak
ISBN 978-91-8076-875-7
Opracowanie e-booka:Marcin Słociński / www.monikaimarcin.com
Gyldendal Astra /Gyldendal A/SKlareboderne 3 | DK-1115 Copenhagen K
www.gyldendal.dk
www.gyldendalastra.pl
Czwartek, 2 maja 2024 roku
GISELA
Technicy kryminalistyki przybyli do domu rodziny Thelanderów wczesnym rankiem.
‒ Nie mogę uwierzyć, że Dan nie żyje – powiedziała Carina, stojąc obok Giseli przy kuchennym oknie i patrząc na zaparkowane przy ulicy radiowozy.
Wielu sąsiadów wyszło na schody i z zaciekawieniem obserwowało wydarzenia rozgrywające się w tej zazwyczaj spokojnej dzielnicy.
Carina zwróciła się do Giseli:
‒ Zniknął z mojego życia raz na zawsze. – Na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, który zniknął, gdy zobaczyła poważną minę siostry.
‒ Technicy przeszukają cały dom, żeby znaleźć dowody, które wyjaśnią okoliczności śmierci Dana, kto go zamordował i dlaczego – zauważyła Gisela.
‒ Ale przecież zamordowano go na plaży – zdziwiła się Carina.
‒ To nic. Policja i tak będzie szukać śladów w domu, a już na pewno przejrzą jego komputer. Wtedy znajdą mojego pendrive’a, więc będą próbowali znaleźć odciski palców i DNA u niego w gabinecie i w innych pokojach, o ile już tego nie zrobili.
Carina wzruszyła ramionami.
‒ Włamanie to nie to samo co morderstwo – stwierdziła.
Gisela starała się nie denerwować. Siostra nie była policjantką. Nie miała pojęcia, w jaki sposób pracuje policja.
‒ Rozumowanie policji będzie wyglądać następująco – zaczęła tłumaczyć. ‒ Osoba, która włamała się do Thelanderów, żeby wgrać zdjęcia pornograficzne na komputer Dana, mogła mieć powód, żeby go zabić.
Carina zakryła usta dłonią.
‒ Myślisz, że będą cię podejrzewać o zabójstwo Dana?
‒ Tego się właśnie boję. Muszę coś szybko wymyślić.
‒ Tylko co? – spytała zrezygnowana Carina.
Gisela wpatrywała się w okno. Technicy włożyli kombinezony.
Podjechał kolejny radiowóz i zaparkował przed domem Thelanderów. Z samochodu wysiadł Joakim Borgström, dawny kolega Giseli ze szkoły. Podszedł do techników i zamienił z nimi kilka słów. Włożył ochraniacze na buty i gumowe rękawiczki. Następnie wszedł do środka.
Gisela musiała odzyskać pendrive’a. I to jak najprędzej.
‒ Już wiem – rzuciła, po czym wybiegła na zewnątrz.
Mignęła legitymacją policyjną technikom stojącym przy bramie.
‒ Pracuję z inspektorem Joakimem Borgströmem – powiedziała.
Zerknęli przelotnie w jej stronę, nie zwracając uwagi, że legitymacja nie była wydana w Szwecji.
‒ Jest w środku – odparł jeden z nich.
Gisela weszła do domu Dana Thelandera. Słyszała, jak Joakim rozmawia z kimś w kuchni. Szybko wślizgnęła się do gabinetu zamordowanego. Komputer wciąż tam był. Całe szczęście jeszcze go nie zabrali. Zrobiła parę długich kroków i znalazła się przy dysku twardym. Pochyliła się i wyjęła pendrive’a. Ręce drżały jej tak bardzo, że niemal go upuściła. Jednak się udało. Odzyskała go, zanim Joakim i jego funkcjonariusze zabrali sprzęt do laboratorium. Z ulgą ścisnęła mały nośnik pamięci w dłoni. Wzięła kilka wdechów, by uspokoić rozszalałe bicie serca.
Następnie zdecydowanie ruszyła w stronę kuchni. Zapukała we framugę drzwi, by zwrócić uwagę Joakima.
‒ Gisela?! Co tu robisz?
Joakim spojrzał na nią, nie ukrywając zdziwienia.
‒ Szukałam cię.
‒ Jak widzisz, jesteśmy w trakcie rewizji, więc nie możesz tu być. Nie muszę chyba tego mówić tak doświadczonej śledczej jak ty.
‒ Oczywiście, że nie. Po prostu Carina się martwi, że ona i jej rodzina też mogą być w niebezpieczeństwie. Obiecałam, że zrobię, co w mojej mocy, i dowiem się jak najwięcej.
‒ Czy ma powody, żeby się martwić? – spytał Joakim.
‒ Nie, skąd. Ale wiesz, jaka ona jest.
Twarz inspektora złagodniała.
‒ Powiedz siostrze, że może być spokojna. Traktujemy to jako odosobniony przypadek. Morderca Dana nie stanowi raczej zagrożenia dla kogokolwiek innego.
‒ Skąd ta pewność? – dociekała Gisela.
Joakim uśmiechnął się krzywo.
‒ Nie mogę ci powiedzieć. Dobrze o tym wiesz. Zachowujesz się jak nachalna reporterka. Idź już do domu. Mamy tu robotę do wykonania.
‒ Dobra, w porządku. Daj znać, jeśli będę mogła w czymś pomóc.
W drodze do wyjścia Gisela schowała pendrive’a do kieszeni spodni.
Miała jedynie nadzieję, że Dan Thelander nie zdążył uruchomić komputera, gdy nośnik pamięci był podłączony. Freddy twierdził, że nie da się powiązać pliku z nią. Ale czy na pewno?
CHRYSTAL
Chrystal Fisher jeszcze się nie przyzwyczaiła do jasnych nocy w Finlandii. Ani do życia z rodziną Ingvesów w Kråklundzie, które tak bardzo różniło się od jej codzienności w Sydney. Choć przecież właśnie po to tu przyjechała ‒ żeby doświadczyć czegoś nowego.
Wstała z łóżka i rozsunęła zasłony. Wyjrzała przez okno i się cofnęła.
W ogrodzie stał mężczyzna. Patrzył w górę, w stronę jej sypialni.
Szybko zaciągnęła zasłony i zrobiła duży krok do tyłu. Przez dłuższą chwilę stała pośrodku pokoju, nie wiedząc, co robić. Czy to ten sam człowiek, który stał na drodze przed domem tydzień wcześniej? Nie miała pewności. Wtedy widziała go niewyraźnie w gęstej mgle. A teraz tylko przelotnie na niego zerknęła. Powoli podkradła się z powrotem do okna. Wsunęła palce wskazujące pomiędzy materiał i wyjrzała na zewnątrz przez niewielką szparę.
Nieznajomy nadal tam stał.
Miał na sobie czarną bluzę z kapturem naciągniętym na głowę, rzucającym ciemny cień na twarz. Budził w niej strach. Ciężko oddychała. Serce waliło jej w piersi jak oszalałe. Czy powinna powiedzieć Ingvesom, że w ogrodzie jest obcy mężczyzna? Czy ją wyśmieją? Może miał prawo tam być? Na przykład przyszedł, żeby umyć okna lub przyciąć żywopłot. Chrystal nie chciała wyjść na bojaźliwą. Była w Finlandii dopiero od niecałych dwóch tygodni i nie znała zbyt dobrze Ingvesów ani okolicy.
Zawsze uważała, że warto byłoby zobaczyć, jak wygląda życie w innej części świata. Dlatego po ukończeniu studiów zgłosiła się do agencji au pair i wybrała Finlandię, ponieważ ten kraj od wielu lat uznawano za najszczęśliwszy na świecie. Jak dotąd nadal nie potrafiła zrozumieć, dlaczego tak uważano. Było tu zimno, a pogoda co chwilę się zmieniała. Mieszkańcy Kråklundy wydawali się ponurzy i małomówni, choć mogło to mieć coś wspólnego z morderstwami, o których opowiadał policjant. Zapytała Veery i Thomasa Ingvesów o te zbrodnie, ale nie chcieli o tym rozmawiać. Powiedzieli tylko, żeby nie wspominała o tym przy dzieciach, bo mogłyby się przestraszyć.
Chrystal się ubrała i zeszła do kuchni. Wszyscy już siedzieli przy stole, na którym czekało śniadanie. Sok pomarańczowy, chleb żytni, kefir, ser i szynka. Chrystal od wielu lat była weganką, ale w Finlandii poszła na kompromis w kwestii diety. Uznała to za najprostsze rozwiązanie. Nadal unikała mięsa oraz ryb, lecz zdarzało jej się zjeść jajka i nabiał, jeśli nie miała innego wyjścia.
‒ Dzień dobry, Chrystal ‒ przywitała się Veera z silnym fińskim akcentem. ‒ Dobrze spałaś?
Dziewczyna skinęła głową.
‒ To świetnie. Dzieci chciały pójść na górę cię obudzić, ale powiedziałam im, żeby dały ci jeszcze trochę pospać. Chodź, zjesz z nami śniadanie. Thomas już pojechał do pracy, ja też muszę niedługo wyjść. Najpierw jednak chciałam omówić z tobą plan dnia chłopców.
Chrystal usiadła i nalała sobie kawy do kubka. Próbowała zapamiętać wszystko, co musi zrobić. Odwieźć dzieci do szkoły i przedszkola, potem je odebrać. Młodszy syn Ingvesów miał iść po południu do kolegi, a starszy na lekcję gry na flecie i trening hokeja. Usiłowała sobie przypomnieć, gdzie się znajduje lodowisko. Już raz tam była, ale jechała z Thomasem i nie zwracała uwagi na drogę.
‒ Pomyślałam, że kiedy dzieci będą w szkole, mogłabyś posprzątać w domu i zrobić zakupy na weekend. Fajnie mieć to wcześniej z głowy – zauważyła Veera.
Chrystal planowała pobiegać w lesie, jednak bez słowa przyjęła listę zadań do zrobienia. Będzie musiała się wybrać na jogging wieczorem. Zmrok zapadł dopiero około dwudziestej drugiej.
Veera wstała od stołu.
‒ Posprzątasz, proszę, po śniadaniu? Trochę się spieszę – rzuciła.
‒ Nie ma sprawy – odparła Chrystal.
‒ Czy chcesz jeszcze o coś zapytać, zanim wyjdę? W razie czego po prostu do mnie zadzwoń. Mam telefon cały czas przy sobie.
Chrystal zawahała się przez chwilę, po czym się odezwała:
‒ Jak się obudziłam, wyjrzałam przez okno i widziałam w ogrodzie jakiegoś mężczyznę. Wiesz, kim on jest?
‒ Mężczyznę w naszym ogrodzie? ‒ Veera zmarszczyła czoło. ‒ Jak wyglądał?
‒ Nie przyjrzałam mu się zbyt dokładnie, ale wydawał się raczej młody, w moim wieku albo ciut starszy. Był ubrany na czarno.
‒ Hm, w okolicy nie ma zbyt wielu młodych chłopaków. To mógł być Robin Snellman, z pobliskiego gospodarstwa, choć nie bardzo rozumiem, co miałby robić u nas w ogrodzie. Może szukał swoich psów? Przeważnie biegają luzem i ciągle uciekają.
Nic nie wskazywało na to, by mężczyzna szukał zbiegłych czworonogów, lecz Chrystal zachowała to spostrzeżenie dla siebie.
Veera ściągnęła brwi.
‒ Na twoim miejscu trzymałabym się z daleka od Robina Snellmana. Coś z nim jest nie tak.
CARINA
‒ Kto dzwonił? – spytał Jonny, gdy Carina się rozłączyła.
‒ Policja. Chcą, żebyśmy przyszli jutro na przesłuchanie. Gisela też ma przyjść.
‒ Dlaczego chcą z nami rozmawiać? Przecież nie znaliśmy Dana.
‒ Wiem. Ale byliśmy jednymi z ostatnich ludzi, którzy go widzieli.
Jonny posłał jej badawcze spojrzenie.
‒ Dan był prawie pewny, że już się kiedyś spotkaliście – zauważył.
Carina wiedziała, że musi powiedzieć mężowi o gwałcie. Policjanci prowadzący śledztwo w sprawie morderstwa Dana Thelandera będą grzebać w jego przeszłości i istnieje duża szansa, że trafią na jej dawne zgłoszenie o przestępstwie.
Zebrała się na odwagę i wyznała:
‒ Muszę ci o czymś opowiedzieć…
Starała się mówić rzeczowo. Tłumiła emocje. Jakby mówiła o kimś innym.
Jonny chodził tam i z powrotem po pokoju. Stawał się coraz bardziej nerwowy. Zacisnął dłonie w pięści. Unikał wzroku Cariny. Ona też nie była w stanie spojrzeć mu w oczy. Bała się, że się rozsypie. Kiedy skończyła, Jonny uderzył pięścią w ścianę tak mocno, że w płycie gipsowej powstała dziura.
‒ Co za skurwiel! ‒ wrzasnął. ‒ Dobrze, że już nie żyje. Inaczej skręciłbym mu kark!
‒ Uspokój się, Jonny ‒ przerwała mu Carina, po czym wstała. ‒ Jeszcze, nie daj Boże, dzieci cię usłyszą.
Mężczyzna wziął głęboki wdech. Cały się trząsł.
‒ Dlaczego nigdy mi o tym nie powiedziałaś? – spytał. ‒ Myślałem, że nie mamy przed sobą żadnych tajemnic.
‒ Nie masz pojęcia, ile razy chciałam ci o tym powiedzieć. Ale nie umiałam. Poza tym to wydarzyło się tak dawno temu. Naprawdę starałam się zostawić to wszystko za sobą.
Jonny przeczesał włosy dłońmi.
‒ Wiesz, co to oznacza?
‒ Co masz na myśli?
‒ Że oboje mieliśmy powód, żeby zabić Dana Thelandera.
Carina opadła z powrotem na łóżko.
‒ Przepraszam. To wszystko moja wina.
Jonny usiadł obok niej i ją przytulił.
‒ To nie twoja wina. Musimy tylko uzgodnić, co jutro powiemy policji.
Przez dłuższą chwilę siedzieli w milczeniu. Potem Carina zapytała:
‒ Dlaczego robiłeś pranie w środku nocy i wziąłeś prysznic, kiedy wróciłeś z plaży?
Jonny spojrzał na nią z przerażeniem w oczach.
‒ Chyba nie myślisz, że to ja go zabiłem?
‒ Oczywiście, że nie. Ale policja prawdopodobnie nabierze podejrzeń, jeśli się o tym dowie.
‒ Wiesz, że nie znoszę zapachu dymu. Strasznie śmierdziałem po całym wieczorze spędzonym przy ognisku. Nie chciałem się obudzić z tym zapachem we włosach i na ubraniach, dlatego po powrocie się wykąpałem i wyprałem ubrania, które miałem na sobie.
Carina uznała, że wyjaśnienie męża brzmi rozsądnie.
‒ Lepiej nie wspominać o tym policji – stwierdziła.
‒ Skoro już poruszyliśmy ten temat, to gdzie byłaś tej nocy? Wyszłaś z domu po moim powrocie? Kiedy się obudziłem, bo musiałem iść do toalety, nie było cię w łóżku. Ani na dole.
‒ Nie mogłam spać. Wyszłam na zewnątrz zaczerpnąć świeżego powietrza.
‒ O tym też lepiej nie mówić policji – zasugerował Jonny i mocno przytulił żonę.
LINUS
Zapomniał swojej ulubionej bluzy z mieszkania i w drodze z pracy do domu zajechał tam, żeby ją zabrać. Zanim wysiadł z samochodu, spojrzał na zegarek. Była dopiero szesnasta. To dobrze. Josefin powinna nadal być w biurze, które wynajmowała w mieście.
Jakże się mylił.
Już na klatce schodowej usłyszał muzykę dochodzącą z mieszkania. Josefin puszczała na cały regulator swoją imprezową playlistę, tę, której słuchała, gdy była w dobrym nastroju.
Linus wahał się, czy w ogóle wchodzić. Zależało mu jednak na bluzie.
Nie miał odwagi wejść bez pukania, wiedząc, że w mieszkaniu jest Josefin. Mimo że miał klucze, postanowił zadzwonić do drzwi.
Josefin otworzyła z szerokim uśmiechem. Miała na sobie czarną, obcisłą sukienkę, misternie upięty kok, a usta pomalowane na seksowny rubinowy odcień. Wyglądała tak przepięknie, że zaniemówił.
‒ Cześć – wydusił w końcu.
Josefin najwyraźniej spodziewała się kogoś innego, bo kiedy zobaczyła, że to Linus, przestała się uśmiechać, a jej twarz przybrała surowy wyraz. Skrzyżowała ręce na piersi.
‒ Co ty tu robisz? To, że niedawno się ze sobą przespaliśmy, nie oznacza, że możesz przychodzić, kiedy chcesz, bez uprzedzenia. Jeżeli to ma się udać, musimy szanować wzajemnie swoją prywatność.
‒ Przepraszam. Myślałem, że cię nie będzie. Chciałem tylko zabrać bluzę, którą tu zostawiłem.
‒ Dobrze, wejdź. Ale na przyszłość będę wdzięczna, jak najpierw do mnie zadzwonisz. Mogę mieć gości.
Gniew Josefin zaskoczył Linusa. Mówiła tak, jakby ich związek naprawdę się skończył. Jakby nie widziała możliwości powrotu do tego, co było wcześniej. Nie docierało do niego, że to koniec ich małżeństwa. Albo po prostu wypierał to ze świadomości.
Wszedł do sypialni i wziął bluzę. Mieszkanie wydawało się znacznie przytulniejsze, kiedy przebywała w nim Josefin. Pachniało świeżością, a na kuchennym stole stał wazon z wielkim bukietem kwiatów. Czy dostała go od jakiegoś mężczyzny? Na parapecie paliła się świeczka zapachowa. Wnętrze po prostu tętniło życiem, kiedy była tu Josefin.
‒ Znalazłeś to, czego szukałeś? – spytała.
‒ Tak, dziękuję, że mnie wpuściłaś.
‒ Nie ma sprawy, w końcu ty też tu mieszkasz – stwierdziła Josefin łagodniejszym tonem.
‒ Czy nie powinniśmy porozmawiać o tym, co się wydarzyło w noc Walpurgii?
‒ Słuchaj, nie mam teraz na to czasu. Szczerze mówiąc, myślę, że powinniśmy o tym po prostu zapomnieć.
Jak Linus mógł zapomnieć, że na chwilę odzyskał żonę, po czym równie szybko ją stracił?
Miał wrażenie, że Josefin się spieszy.
Zebrał się na odwagę i zapytał:
‒ Wychodzisz?
‒ Tak, idę na kolację z… bliską mi osobą.
Nie dociekał, czy chodzi o mężczyznę. I tak czuł się wystarczająco zdruzgotany.
Josefin przechyliła głowę. Popatrzyła na niego dobrze mu znanym wzrokiem.
Westchnęła i zwróciła się do męża:
‒ Myślisz, że twoi rodzice mogliby się zająć dziećmi przez kilka godzin któregoś dnia w przyszłym tygodniu? Ty i ja mamy sporo do omówienia. Będzie nam łatwiej, jak dzieci nie będą nam przeszkadzać.
W sercu Linusa zatliła się iskierka nadziei.
‒ Jasne. Załatwię to. Kiedy?
Przygryzła wargę.
‒ Muszę sprawdzić w kalendarzu. Dam znać. Tylko nie rób sobie zbyt wielkich nadziei.
Rozłożyła ręce, jakby już przepraszała za to, że zamierza złamać mu serce.
Linus przełknął ślinę.
‒ Jasne. Odezwij się, jak już będziesz znać datę – rzucił, mijając Josefin.
Chciał stamtąd jak najszybciej uciec.
Zastanawiał się, czy mężczyzna, z którym Josefin miała zjeść kolację, był tą samą osobą, która kilka tygodni wcześniej zostawiła w kuchni paczkę papierosów i zapalniczkę.
ROBIN
Ścieżka biegowa w Kråklundzie przebiegała przez las położony w pobliżu gospodarstwa. Była oświetlona, a zimą służyła jako trasa do narciarstwa biegowego. Kiedy Robin był dzieckiem, w weekendy biegało tam lub jeździło na nartach dużo ludzi. W połowie drogi, na polanie na szczycie wzgórza, znajdowała się wiata z miejscem do grillowania. Robin często chodził tamtędy na spacer z psami wraz z rodzicami. Kiedy docierali do wiaty, mama wyjmowała termos z gorącą czekoladą, a tata rozpalał ogień w palenisku, nad którym piekli kiełbaski. Tamte czasy wydawały się bardzo odległe. Obecnie tylko nieliczni tu przychodzili, a wiata się zawaliła.
Robin zaparkował na parkingu na początku trasy. Przyjeżdżał tu też przez dwa poprzednie dni. Wytypował ofiarę. Codziennie wieczorem biegła tą samą ścieżką i około osiemnastej piętnaście mijała miejsce wybrane przez Robina.
Policja nadal sprawdzała i przetrzymywała ich SUV-y. W tej sytuacji Pia wynajęła jeden samochód, ten, w którym jej syn właśnie siedział: mały, czerwony i nieodpowiedni do tego, co planował, ale uznał, że ofiara powinna się zmieścić na tylnym siedzeniu. Wziął ze sobą koc, żeby ją nim przykryć. Nie chciał, żeby ktokolwiek zobaczył ją przez szybę.
Zza zakrętu wybiegła dwudziestokilkuletnia dziewczyna, ubrana w zielone legginsy i beżową wiatrówkę, lecz to nie na nią czekał Robin. Śledził ją wzrokiem, aż zniknęła w głębi lasu. Zerknął na zegarek. Dochodził kwadrans po osiemnastej. Ofiara miała tu być lada chwila. Wypatrywał jej między drzewami. Nadbiegała. Miała czarny strój sportowy, a na głowie różową opaskę. Kucyk kołysał się w rytm jej kroków. Biegła w słuchawkach na uszach i nie zwracała uwagi na otoczenie. Podobnie jak w poprzednie wieczory, była całkowicie skupiona na trasie, bieganiu i utrzymaniu tempa, które bez przerwy sprawdzała na smartwatchu.
Robin wysiadł z samochodu i schował się za krzakami. Czekał na odpowiedni moment, by zaatakować. Najpierw usłyszał jej kroki na miękkim, pokrytym igłami podłożu. Ciche jak szept. Potem ‒ jej oddech, który stawał się trochę cięższy, kiedy biegła pod górę. Dało mu to dodatkową przewagę. Porywanie jej o tej porze wydawało się ryzykowne, ponieważ na zewnątrz nadal było jasno. W pobliżu nie widział jednak zbyt wielu ludzi.
Przygotował się. Nasączył szmatkę środkiem usypiającym, który zabrał z kliniki weterynaryjnej. Skulił się. Sprawdził, czy żadne auto nie wjeżdża na parking. Wyprostował się. Przyjął pozycję do ataku.
Kobieta była raptem kilka metrów od krzaków, w których się ukrył.
Wstrzymał oddech.
Trzy metry, dwa metry, metr.
Minęła go. Lekkim krokiem przebiegła obok jego kryjówki.
Tym razem też mu się nie udało.
Został za krzakami, dopóki nie uspokoił oddechu.
Następnie wsiadł z powrotem do samochodu i wrócił do domu.
Piątek, 3 maja 2024 roku
GISELA
Pokój przesłuchań przypominał ten w komisariacie w Vaasie, z tą zasadniczą różnicą, że w Finlandii to Gisela kontrolowała sytuację, a teraz to ją mieli przesłuchiwać.
‒ Czy znałaś Dana Thelandera? – zaczął Joakim Borgström.
Nie brzmiało to jak oskarżenie. Gisela nie była podejrzana o zabójstwo Dana. Została wezwana na przesłuchanie w charakterze świadka. Dlaczego więc czuła się winna?
Pot zbierał się na skroniach i pod pachami. Serce tłukło się jak oszalałe. Była pewna, że Joakim słyszy jego dudnienie w ciszy między pytaniami.
Jak przestępcy sobie z tym radzili? Jak udawało im się kłamać podczas przesłuchania, zachowując kamienną twarz? Prawdopodobnie dobrze o niej świadczyło, że sama tak nie umie. W tej chwili jednak żałowała, że swoim zachowaniem zdradza poczucie winy. Istniała bowiem jeszcze inna kategoria przestępców. Ci, którzy nie potrafili ukrywać emocji. Ci, których łatwo było złamać w trakcie przesłuchania.
‒ Giselo? Znałaś Dana Thelandera? – powtórzył Joakim, a inspektorka zdała sobie sprawę, że jeszcze nie odpowiedziała na pytanie.
Przełknęła ślinę.
‒ Nie, nie znałam go. Po raz pierwszy spotkałam go w noc Walpurgii, przy ognisku na plaży. Właśnie wprowadził się z rodziną do domu obok Cariny i Jonny’ego.
‒ Rozmawiałaś z nim?
‒ Trochę.
‒ O czym?
‒ Nie pamiętam dokładnie. Zapewne o niczym istotnym – odparła Gisela.
Wtedy uświadomiła sobie, że Joakim miał również przesłuchać Jonny’ego i że ten prawdopodobnie pamiętał, o czym rozmawiali.
‒ Mój szwagier wspomniał, że to ja prowadzę śledztwo w sprawie kobiet spalonych na stosie w Wielkanoc. Dan wydawał się zainteresowany tymi zabójstwami. Zadał kilka pytań, a ja unikałam odpowiedzi.
Joakim zmarszczył czoło.
‒ Dlaczego twój szwagier rozmawiał z Danem o twoim dochodzeniu? Z tego, co mówisz, dopiero się poznali.
Gisela wzruszyła ramionami. Siliła się na swobodny ton.
‒ Jonny ma najnudniejszą pracę na świecie. Jest inwestorem wysokiego ryzyka. ‒ Ośmieliła się uśmiechnąć, a Joakim odpowiedział tym samym. ‒ Mój zawód fascynuje wielu ludzi, zwłaszcza gdy dzieje się coś naprawdę strasznego. Pewnie wiesz, co mam na myśli.
Joakim skinął głową, przyznając jej rację, po czym jego twarz szybko nabrała surowego wyrazu.
Spojrzał w papiery i wyraźnie unikał kontaktu wzrokowego.
‒ Jesteś przekonana, że nigdy przedtem nie spotkałaś Dana Thelandera?
‒ Tak, jestem całkowicie pewna – zapewniła Gisela.
Przynajmniej nie kłamała. Mimo to wcale nie czuła się spokojniejsza. Była przekonana, że Joakim zaraz ją zapyta, dlaczego w takim razie znaleźli jej odciski palców, DNA lub ślady stóp u Thelanderów.
Przez chwilę między policjantami panowała niezręczna cisza, po czym odezwał się Borgström:
‒ Nie wiem, jak to powiedzieć, ale chyba od razu przejdę do rzeczy. ‒ Wyjął coś z plastikowego woreczka. ‒ Technicy znaleźli tę przypinkę w gabinecie Dana Thelandera. Czy należy do ciebie?
Gisela pokręciła głową.
‒ Zauważyłem, że miałaś taką samą przypiętą do kurtki, kiedy wpadliśmy na siebie w parku miejskim w Lund. A dzisiaj już jej tam nie ma.
Joakim przyjrzał się przypince i przeczytał na głos:
‒ V.S.K. Domyślam się, że to skrót od Vasa Simklubb, mam rację? Wygooglowałem to. Dziwny zbieg okoliczności, nie uważasz?
Gisela miała ochotę strzelić sobie w łeb. Co za głupi błąd! Udawała, że przygląda się uważnie tej cholernej przypince klubowej, którą kupiła w chwili słabości za namową Linusa.
‒ Możliwe, że to moja ‒ przyznała.
‒ Da się to łatwo sprawdzić, wystarczy dać do analizy DNA i odciski palców – stwierdził Joakim.
Inspektorka nie wiedziała, czy jej kolega po fachu mówi poważnie, czy się z nią droczy.
Wzięła łyk wody, by zyskać na czasie i uspokoić przyspieszone tętno. Lekko kręciło jej się w głowie.
‒ Musiałam ją zgubić, kiedy cię szukałam.
Pot spływał jej po plecach. Przeczesała ręką włosy po raz setny, od kiedy weszła do pokoju przesłuchań. Tak zachowywał się tylko ktoś, kto czuł się winny. Musiała się opanować.
‒ Nie pamiętam, żebyś wchodziła do gabinetu Dana Thelandera. Rozmawialiśmy w kuchni. Po co miałabyś wchodzić do jego gabinetu?
‒ Zajrzałam do kilku innych pokoi, zanim cię znalazłam.
Wolała nie mówić nic więcej. Nie wiedziała, gdzie dokładnie znaleźli tę przypinkę.
Zebrała się na odwagę i spojrzała Joakimowi w oczy.
‒ Chyba nie sądzisz, że to ja zamordowałam Dana Thelandera tylko dlatego, że moja przypinka była u niego w domu? Myślałam, że został zamordowany na plaży.
Gisela przestraszyła się, że posunęła się za daleko, i nagle zamilkła.
– Podejrzewam, że wiesz coś, czego jeszcze nam nie powiedziałaś – stwierdził Joakim, wbijając w nią wzrok.
Inspektorka zastanawiała się, ile razy sama mówiła to samo osobom, które przesłuchiwała.
‒ Nie wiem nic, czego wy nie wiecie. Nigdy przedtem nie spotkałam Dana Thelandera i nie mam pojęcia, kto mógłby go zabić – skłamała.
Mogłaby wymienić co najmniej dwie osoby, które miały ku temu powody. Jej siostra. I szwagier.
Joakim rozpromienił się w radosnym uśmiechu.
‒ Giselo, tylko się tak z tobą droczę! Przecież to jasne, że nie podejrzewam cię o zamordowanie Dana. Ha, ha, szkoda, że nie widziałaś swojej miny. Gdybym cię nie znał, pomyślałbym, że jesteś winna.
Policjant śmiał się głośno z własnego żartu.
Gisela usiłowała się uśmiechnąć, ale cała jej twarz zesztywniała, mięśnie odmówiły posłuszeństwa.
‒ Mam nadzieję, że wkrótce złapiecie sprawcę. Muszę wracać do Vaasy. Mam własne śledztwo w sprawie morderstwa, które trzeba doprowadzić do końca.
Joakim przestał się śmiać.
‒ Chyba się nie obraziłaś się, co? To był tylko taki żart, na który mogą sobie pozwolić starzy przyjaciele. Przepraszam, nie mogłem się powstrzymać.
‒ Naprawdę nieźle ci to wyszło. Nawet się trochę przestraszyłam – powiedziała Gisela, wymuszając uśmiech.
‒ No dobrze, już cię nie męczę. Nie mam podstaw, żeby cię tu dłużej trzymać. W razie czego wiem, jak się z tobą skontaktować.
Gisela wstała. Uścisnęła mu dłoń i na drżących nogach jak najszybciej opuściła komisariat. Dopiero w samochodzie odetchnęła z ulgą. Zdjęła marynarkę i tak jak się obawiała, pod pachami miała wielkie plamy potu.
ANKI
Anki Luukela z ogromnym wysiłkiem pokonywała ostatnie wzniesienie. Jeszcze tylko kilkaset metrów, a potem teren się wyrównywał i stopniowo opadał. Sprawdziła tętno i czas na smartwatchu. Tego dnia miała naprawdę dobre wyniki. Gdyby udało jej się utrzymać takie tempo przez całą drogę, pobiłaby swój życiowy rekord. Zbliżała się do zagajnika. Mocno odepchnęła się od ziemi i wydłużyła kroki. Właśnie chciała przyspieszyć, gdy z krzaków wyskoczył zamaskowany mężczyzna. Wszystko działo się tak szybko. Anki nie zdążyła zareagować, kiedy napastnik ją złapał. Próbowała go kopnąć, ale udało mu się odskoczyć. Przyłożył jej do twarzy szmatkę śmierdzącą jakimś środkiem chemicznym. Przycisnął ją tak mocno, że Anki trudno było oddychać przez nos i musiała wziąć głęboki wdech przez usta. Chemiczny smak wypełnił jej gardło. Ciało drętwiało, ale kiedy mężczyzna usiłował zepchnąć ją ze ścieżki, niechcący upuścił szmatkę. Anki była mocno zamroczona, ale też wysportowana, miała czarny pas w kickboxingu. Wciągnęła głęboko świeże leśne powietrze. Ciało działało jak na autopilocie. Kierowała nim pamięć mięśniowa. Kobieta uniosła łokieć i uderzyła napastnika w brzuch. Jęknął i na sekundę rozluźnił uścisk. Anki wzięła jeszcze kilka głębokich wdechów, po czym się zamachnęła i trafiła mężczyznę prosto w nos. Maska natychmiast przesiąkła krwią, która kapała mu na ubranie.
Agresor splunął i zaklął, lecz najwyraźniej nie zamierzał się poddać. Machał rękami na oślep, próbując ponownie złapać swoją ofiarę. Anki zaś odzyskała równowagę i wykonała dropkick. Trafiła idealnie, napastnik runął na ziemię jak ścięta sosna. Kobieta, zamiast uciekać, co wydawałoby się rozsądnym posunięciem, usiadła mu na plecach. Był nieprzytomny albo martwy, nie miała pewności i w tej chwili jej to nie obchodziło. Skrępowała mu ręce na plecach. Związała je opaską, którą ściągnęła sobie z głowy. Dopiero gdy się upewniła, że naprawdę udało jej się go unieruchomić, odetchnęła i zadzwoniła na policję. Tymczasem zdjęła mężczyźnie kaptur z twarzy. Wyglądał znacznie młodziej, niż się spodziewała.
ROBIN
Zwiędłe igły kłuły go w policzek. Czuł przez spodnie wilgotną ziemię. Leżał na brzuchu przygnieciony dużym ciężarem. Nie mógł poruszać rękami. Co się stało? Jak się tu znalazł? Bolała go głowa. Drzewa tańczyły mu przed oczami.
Robin nie rozumiał, dlaczego to się tak źle skończyło. Postępował zgodnie z planem. Z wielkim trudem próbował się podnieść, ale nie był w stanie. Coś go powstrzymywało. Obrócił głowę, by sprawdzić, co to takiego, ale wtedy poczuł cios w potylicę, zakręciło mu się w głowie i zrobiło mu się niedobrze. Intensywny ból przeszył mu czaszkę. Znowu uderzył policzkiem o pokrytą igłami ziemię.
Wszystko stało się czarne.
Kiedy się obudził, leżał przywiązany do noszy. Nad nim pochylała się jakaś przepiękna kobieta. Najpierw pomyślał, że umarł i trafił do nieba. Że ta piękność to anioł. Potem zobaczył jednak policyjny mundur i ją rozpoznał. To ona aresztowała jego ojca. Jej oczy płonęły nienawiścią, a twarz wykrzywiła się w paskudnym grymasie.
‒ Naprawdę myślałeś, że ci się upiecze? – wycedziła przez mocno zaciśnięte zęby.
Chwyciła Robina za kołnierz i potrząsnęła nim tak mocno, że zgrzytnęły mu zęby. Inny funkcjonariusz ją odciągnął.
‒ Uspokój się, Tuulo. Nie jest tego wart – powiedział.
Potem Robin dostał zastrzyk w ramię i znów wszystko wokół poczerniało.
GISELA
Kiedy zapadł zmrok, Gisela, Jonny i Carina udali się do salonu z butelką wina. Na górze dzieci grały głośno w grę komputerową. Carina podeszła do drzwi i wsłuchała się w odgłosy płynące z piętra.
‒ Są całkowicie pochłonięci grą. Możemy spokojnie porozmawiać.
Wreszcie mieli chwilę, by podsumować wrażenia z dzisiejszego przesłuchania.
‒ Przez cały czas strasznie się bałam – zaczęła Carina. ‒ Czułam się jak przestępczyni tylko dlatego, że się tam znalazłam. Byłam przerażona, że się wygadam i policja się dowie, że mieliśmy z Jonnym powód, żeby zabić Dana Thelandera.
‒ Ale nic nie powiedziałaś, prawda? – spytał z niepokojem Jonny.
‒ No coś ty. Nikt poza nami nie wie, co Dan mi zrobił.
‒ Jeszcze – zauważyła Gisela. ‒ Jak policja zacznie grzebać w przeszłości Dana, pewnie trafią na twoje imię.
Carina, która właśnie napełniała sobie kieliszek, wzdrygnęła się, przez co wylała trochę wina na biały dywan. Szybko wstała i zniknęła w kuchni. Po chwili wróciła ze szmatką i paczką soli.
‒ Zostaw to. – Jonny wyrwał ją z nerwowego wycierania plamy. ‒ I tak zamierzasz tu wszystko urządzić od nowa.
Carina go nie słuchała. Zabrudzenie nie schodziło, więc posypała je solą.
Gisela zwróciła się do szwagra:
‒ O co cię pytali?
‒ Pewnie o to, o co zwykle pytają. Czy dobrze znałem Dana, czy spotkałem go wcześniej. O której godzinie opuściliśmy ognisko i co robiłem potem.
Gisela przypomniała sobie, że Jonny wziął prysznic, kiedy wrócił do domu tego wieczoru.
‒ Chcieli wiedzieć, co konkretnie robiłem między drugą a czwartą nad ranem – kontynuował.
‒ To znaczy, że Dan zginął, jak już byłeś w domu – stwierdziła Gisela, która słyszała, jak Jonny wracał do domu o północy.
‒ Tak, kiedy się rozeszliśmy, jeszcze żył. Wracali z nami też inni ludzie, paru imprezowiczów ze Skanör.
‒ Co powiedziałeś policji? – spytała zaniepokojona Carina.
Znowu nalała sobie wina. Kiedy piła, lekko drżała jej ręka.
‒ Że spałem jak zabity. – Jonny mrugnął.
‒ To dobrze – stwierdziła Carina, zerkając w kieliszek.
Gisela się zastanawiała, o czym myśli jej siostra.
‒ Miejmy nadzieję, że to już koniec – uspokajała. ‒ Policja wkrótce znajdzie sprawcę, zobaczysz.
‒ Miejmy nadzieję… – Jonny przeczesał włosy palcami. ‒ Zastanawiam się tylko, dlaczego Dan wrócił na plażę w środku nocy.
Gisela przyznała, że to dziwne, nie miała jednak czasu dłużej o tym myśleć, ponieważ w tym momencie zadzwoniła Tuula i opowiedziała jej o tym, co się wydarzyło w Kråklundzie.
Kiedy się rozłączyły, inspektorka wstała z fotela.
‒ Muszę wracać do Vaasy. Polecę jutro pierwszym samolotem. Morderca znów zaatakował. Próbował porwać kolejną kobietę, ale tym razem, na szczęście, mu się nie udało.
Carina chwyciła ją za ramię.
‒ Nie wyjeżdżaj, proszę ‒ błagała, mocno się do niej tuląc.
‒ Muszę. Ale niedługo wrócę. Obiecuję. Nie musisz się już martwić o Dana Thelandera. Wszystko będzie dobrze ‒ zapewniła i spojrzała wymownie na Jonny’ego, który natychmiast wstał.
Podszedł do Cariny i ją objął.
‒ Masz mnie – powiedział.
‒ A jeśli… a jeśli policja wróci? – martwiła się Carina.
Nie wyjaśniła, czego się boi, a Gisela nie była pewna, czy chce to wiedzieć.
Sobota, 4 maja 2024 roku
GISELA
Wsiadła do taksówki na lotnisku i pojechała prosto do komisariatu. Linus czekał na nią w punkcie przyjęć wraz z Anki Luukelą, kobietą, którą Robin Snellman zaatakował poprzedniego wieczoru. Była radną należącą do nowo powstałej partii na rzecz praw kobiet i postacią dobrze znaną każdemu, kto śledził debatę polityczną w Vaasie.
‒ Dziękuję, że pani przyszła – powiedziała Gisela. ‒ Jak się pani czuje?
Anki nie miała najmniejszego zadraśnięcia i sprawiała wrażenie bardziej wypoczętej od Giseli, która właśnie sobie przypomniała, jak wyglądała rano w lustrze. Siedząca przed nią kobieta miała częściowo upięte włosy i piękny makijaż. Dwurzędowa tweedowa sukienka świadczyła o tym, że polityczka ma na głowie ważniejsze sprawy niż wizyta w komisariacie.
‒ Jestem oczywiście trochę roztrzęsiona, ale nie odniosłam żadnych obrażeń. Mam czarny pas w kickboxingu. Ten biedak nie miał szans – podkreśliła, uważnie przyglądając się swoim pomalowanym na czerwono akrylowym paznokciom. Jeden z nich był złamany.
Gisela nie chciała wspominać, że Robin zabrał ze sobą szmatkę nasączoną chloroformem i całe szczęście nie zdążył jej użyć.
‒ Może usiądziemy gdzieś, gdzie będziemy mogły porozmawiać na osobności? – zaproponowała inspektorka.
‒ Nie ma potrzeby – odparła Anki. ‒ Jeśli o mnie chodzi, możemy porozmawiać tutaj. Nie chcę być nieuprzejma, ale śpieszę się na ważne spotkanie. Sami wiecie, jak to jest. Kiedy człowiek decyduje się angażować w politykę, nie może sobie pozwolić na wzięcie wolnego. To samo dotyczy was, policjantów.
‒ Dobrze, w takim razie postaram się nie rozwlekać – oznajmiła Gisela i dała Linusowi znak, żeby robił notatki. ‒ Czy ostatnio czuła się pani zagrożona albo otrzymała konkretne groźby?
Anki gorzko się zaśmiała.
‒ Codziennie otrzymuję jakieś groźby.
‒ Jakiego rodzaju? – dociekała inspektorka.
‒ Przychodzą w mailach i listach, do domu i do biura. Niestety tak wygląda dzisiejsza rzeczywistość, gdy walczy się o równouprawnienie i równość wszystkich ludzi. Zwłaszcza jeśli jest się kobietą. Większość osób wysyłających te groźby opisuje, co chciałyby mi zrobić. Pogróżki, że mnie zgwałcą, zabiją i tym podobne, to dla mnie codzienność.
Gisela wiedziała, o czym mówi siedząca przed nią kobieta. Groźby i nękanie stały się powszechne w wielu zawodach. Był to niepokojący trend. Doświadczyła tego na własnej skórze. Nie chciała wziąć udziału w filmie typu true crime o morderstwach w Halloween głównie dlatego, że po pierwszym dokumencie dotyczącym morderstw bożonarodzeniowych spotkała się z ogromną falą nienawiści w internecie. Bardzo niewiele komentarzy zawierało coś konstruktywnego na temat produkcji lub umiejętności zawodowych Giseli. Większość negatywnych opinii skupiała się na jej wyglądzie. Według nich była gruba, brzydka i nosiła niegustowne ubrania. Internetowe trolle komentowały wszystko na najróżniejsze sposoby, które napawały Gisele przerażeniem. Niestety policja okazała się w tym wypadku bezradna. Kierownictwo natomiast doszło do wniosku, że dokument w zasadzie przyczynił się do kreowania pozytywnego wizerunku policji w Vaasie i zwiększył zaufanie społeczeństwa. Dlatego Gisela ostatecznie zgodziła się ponownie wziąć udział w programie. Już teraz drżała na myśl o reakcjach w sieci.
‒ Czy wie pani, kto wysyła te groźby? – spytała.
‒ Nie mam pojęcia. Zawsze przychodzą od anonimowego nadawcy. Ale mimo wszystko trudno mi uwierzyć, że ten, który mnie wczoraj zaatakował, był jednym z nich. Hejterzy to prawdziwi tchórze, nie mają odwagi nawet podpisać się swoim imieniem.
‒ Chcielibyśmy jednak zobaczyć te listy z pogróżkami, o ile je pani jeszcze ma – nalegała Gisela.
‒ Nie ma problemu, część z nich zachowałam. Poproszę asystenta, żeby je wam dostarczył.
‒ Czy miała pani kiedyś kontakt z mężczyzną, który panią napadł?
‒ Nie, nie sądzę. Nie rozpoznałam go.
‒ A imię i nazwisko Robin Snellman nic pani nie mówi?
Anki pokręciła głową.
‒ Czy zauważyła pani, że ktoś panią śledzi?
‒ Nie ‒ odpowiedziała Anki, ale się zawahała. ‒ To znaczy niezupełnie. Zauważyłam, że ten sam samochód stał na parkingu przy trasie biegowej każdego wieczoru przez ostatnie kilka dni. Zwróciłam na niego uwagę, ponieważ na bokach widniała reklama wypożyczalni aut.
‒ Czy to była wypożyczalnia braci Perssonów? – dociekała inspektorka.
‒ Zgadza się. Czy to auto należało do mężczyzny, który mnie napadł?
‒ To samochód z wypożyczalni, ale to właśnie nim poruszał się sprawca. Czy może nam pani powiedzieć coś więcej na temat napaści? Może coś zapadło pani w pamięć?
‒ W tej chwili nic nie przychodzi mi do głowy. Dam znać, jeśli sobie coś przypomnę. –Kobieta wyjęła z torebki czerwoną szminkę i szybko pomalowała nią usta. ‒ Niestety muszę już iść.
Gisela niewiele wiedziała o tym, co partia kobiet zamierzała osiągnąć w różnych kwestiach politycznych, ale czuła, że w następnych wyborach mogłaby zagłosować na Anki Luukelę.
‒ Twarda sztuka – skomentował Linus, gdy Anki oddaliła się od nich z uniesioną głową.
Jej wysokie obcasy stukały o podłogę.
‒ To prawda. Ciekawe, dlaczego Robin wybrał akurat ją.
‒ Jest niska i drobna. Być może uznał, że łatwo będzie ją obezwładnić.
‒ Kto wie… Chcę pojechać do szpitala i z nim porozmawiać. Jedziesz ze mną?
ROBIN
Kiedy się obudził, był w szpitalu. Z początku nie pamiętał, jak się tam znalazł, ale powoli wracały do niego przebłyski wspomnień tego, co się działo minionego wieczoru.
Robin znalazł się z powrotem na trasie do biegania. Czekał na odpowiedni moment i rzucił się na upatrzoną wcześniej kobietę, kiedy ta mijała krzaki, w których się ukrywał. Chwycił ją za szyję i przytrzymał jej ręce. Błyskawicznie przyłożył jej do ust nasączoną szmatkę i przez chwilę czuł, jak ciało kobiety wiotczeje w jego ramionach. Ale nagle dostał silny cios w brzuch. Potem w twarz. Krew trysnęła mu z nosa i zatoczył się do tyłu jak pijany. Kopnięcie w klatkę piersiową powaliło go na ziemię. Upadł i uderzył głową o ziemię.
Przyłożył dłoń do potylicy. Pod włosami wyczuł guz wielkości jajka.
Robin otworzył oczy.
Nad jego łóżkiem pochylała się lekarka.
‒ Jak się dzisiaj czujesz? – zapytała.
Zastanowił się przez chwilę.
‒ Cholernie boli mnie głowa – odparł, mrużąc oczy w ostrym szpitalnym świetle.
‒ Zostałeś wczoraj nieźle poturbowany – skwitowała kobieta w kitlu. ‒ Masz wstrząśnienie mózgu. Zatrzymamy cię na obserwacji kilka dni, żeby się upewnić, że nie masz poważniejszych obrażeń.
Lekarka nacisnęła przycisk, by podnieść wezgłowie łóżka. Robin poczuł lekkie zawroty głowy i musiał zamknąć oczy.
‒ Przyjechali policjanci. Bardzo im zależy, żeby z tobą porozmawiać. Myślisz, że dasz radę dzisiaj, czy mam im powiedzieć, żeby przyszli jutro?
Robin spojrzał w stronę otwartych drzwi. Na korytarzu stał śledczy Linus Mikkola wraz z tęgawą kobietą o surowym wyrazie twarzy i z rękami skrzyżowanymi na piersi.
Policjantka zauważyła, że Robin na nich patrzy, i zanim chłopak zdążył odpowiedzieć lekarce, wsunęła głowę do sali, w której leżał.
‒ Cieszę się, że się obudziłeś, Robinie. Czy możemy zadać ci kilka pytań dotyczących wczorajszego dnia?
Robin skinął głową, co tylko spotęgowało ból.
Lekarka spojrzała najpierw na funkcjonariuszy, potem na Robina. Początkowo wyraźnie chciała zaprotestować, lecz po chwili powiedziała:
‒ Robinie, w razie potrzeby naciśnij przycisk.
‒ Proszę się nie obawiać, doktor Jussilo. To nie potrwa długo – zapewniła policjantka.
Usiadła na krześle obok łóżka. Linus zaś stał w drzwiach, jakby chciał dopilnować, żeby Robin nie uciekł.
‒ Inspektor kryminalna Gisela Forsell. Jak zapewne wiesz, wraz z kolegą prowadzimy śledztwo w sprawie morderstw Luny Måndotter, Mikaeli Vicander i Jamili Rafiq.
– Wiem – odparł Robin. – Aresztowaliście mojego ojca. Ale on jest niewinny.
– Skąd pewność, że nie miał nic wspólnego z tymi morderstwami?
– Po prostu to wiem. To mój ojciec – rzucił Robin, co nie było szczególnie przekonującym argumentem.
Inspektorka Forsell pochyliła się bliżej niego.
– Będziesz miał paskudne limo pod prawym okiem – stwierdziła. – Chcesz nam opowiedzieć, co się wczoraj wydarzyło?
Robin próbował przełknąć ślinę, ale w ustach miał zupełnie sucho. Nie mógł wydusić z siebie ani słowa.
‒ Rozmawialiśmy już z Anki Luukelą, kobietą, którą napadłeś. Chcielibyśmy jednak usłyszeć również twoją wersję.
‒ Jak się czuje? Nic jej nie jest?
Inspektorka spojrzała na niego podejrzliwie.
‒ Na pewno ma się lepiej niż ty. Zaatakowałeś niewłaściwą osobę.
Poczuł, jak przyspiesza mu tętno. Odchrząknął. Wziął głęboki wdech.
‒ Chciałem ją porwać.
Gisela skinęła głową, jakby to było oczywiste.
‒ Co zamierzałeś z nią zrobić?
‒ Chciałem ją zamknąć.
‒ Gdzie?
‒ U nas w gospodarstwie. W starym kurniku.
‒ W starym kurniku? Ciekawe… A co planowałeś z nią zrobić potem?
Myśli wirowały mu w głowie. Nie brał pod uwagę, że ktoś się o tym dowie. Nie przygotował się na to, co ma powiedzieć, jeśli będzie przesłuchiwany przez policję. Musiał improwizować. Co Jimmy mu mówił o tamtych kobietach? Że zostały ścięte, zanim wrzucono je do ognia.
Oblizał wargi.
‒ Chciałem ją ściąć. Później spalić jej ciało.
W jego ustach te słowa brzmiały dziwnie.
Inspektorka Forsell przechyliła głowę. Przyglądała mu się niczym owadowi pod lupą.
‒ To ty zabiłeś tamte kobiety? – spytała łagodnym głosem.
Robin zamknął oczy, by nie spotkać się z jej przenikliwym spojrzeniem, po czym skinął głową powoli i zdecydowanie.
‒ Tak, to ja je zabiłem – wyznał, choć młode kobiety, które miał teraz przed oczami, nie były tymi trzema znalezionymi w ognisku.
Łzy zaczęły spływać mu po policzkach i nie próbował ich powstrzymywać.
Gisela cierpliwie czekała, aż chłopak przestanie płakać. Kiedy w końcu się odezwała, w jej tonie nie usłyszał złości, jak się spodziewał, tylko zmęczenie.
‒ Wrócę innego dnia. Teraz odpoczywaj. – Inspektorka wstała z krzesła.
‒ Czy teraz wypuścicie mojego tatę? – chciał wiedzieć Robin.
‒ Jeszcze nie.
‒ A co ze mną będzie?
‒ Na razie zostaniesz tutaj, a jak poczujesz się lepiej, prawdopodobnie przeniesiemy cię do aresztu.
Robin odetchnął z ulgą. Cieszył się, że w końcu zostanie pociągnięty do odpowiedzialności za swoje czyny. Nie zasługiwał na to, by dalej żyć tak, jakby nic się nie stało. Był przygotowany na każdą karę. Ucisk w piersi zelżał. Mięśnie się rozluźniły. Powieki stały się cięższe.
Zanim policjanci wyszli z pokoju, Robin już głęboko spał.
LINUS
‒ Czy Robin Snellman właśnie się przyznał do zamordowania Luny, Mikaeli i Jamili? – zastanawiał się Linus, gdy wyszli na szpitalny korytarz.
‒ Tak naprawdę nie wiem, do czego się przyznał – odparła Gisela. ‒ W każdym razie nie jest to nic, co można wykorzystać w ewentualnym procesie. Lekarka powiedziała, że Robin doznał wstrząśnienia mózgu, kiedy uderzył głową o ziemię, i prawdopodobnie jest odurzony przez te wszystkie leki.
Inspektorka skierowała się do windy. Linus podążył za nią.
‒ Co teraz?
‒ Trzeba poczekać. Zatrzymają go w szpitalu jeszcze przez kilka dni i miejmy nadzieję, że do tego czasu będziemy mieli wyniki testów DNA jego i Pii. Wtedy dowiemy się więcej i podejmiemy decyzję. Nie mogę prosić prokuratora o zezwolenie na aresztowanie kolejnego podejrzanego, jeśli nie jesteśmy w stu procentach pewni, że tym razem mamy właściwą osobę. Sören pewnie zostanie zwolniony, chyba że technicy znajdą coś interesującego w SUV-ach Snellmanów.
‒ Sądzisz, że Robin też jest niewinny?
‒ Jestem przekonana, że Robin zaatakował Anki tylko po to, żeby rozwiać podejrzenia wobec ojca. Myślę, że nie brał pod uwagę tego, że zostanie złapany. Szkoda, że informacja o tym, że kobiety zostały ścięte, wyciekła do prasy. W przeciwnym wypadku moglibyśmy ją wykorzystać do zweryfikowania jego zeznań.
‒ Nieważne, czy jest winny tych morderstw, czy nie, odpowiada za napaść – zaznaczył Linus.
‒ Mam przeczucie, że nie dojdzie do postawienia zarzutów. Obrona konieczna to dość śliski temat. Gdzie właściwie kończy się samoobrona, a zaczyna nieuzasadniona przemoc? To Robin trafił do szpitala, nie Anki. W zasadzie to on mógłby zgłosić ją na policję.
Gisela nacisnęła przycisk windy. Okazało się, że stała na ich piętrze. Jednak zamiast w dół, pojechali do góry i zatrzymali się dopiero na najwyższej kondygnacji, gdzie wsiadły cztery inne osoby.
‒ Szybciej byłoby schodami – mruknęła i przytrzymała przycisk z cyfrą „0”.
Jechali w milczeniu i wrócili do rozmowy dopiero, gdy wyszli do holu.
‒ Robin nie zachowuje się jak człowiek, który popełnił tak poważne przestępstwo. Nie pasuje do profilu – stwierdził Linus.
Gisela westchnęła.
‒ Musimy poczekać na dowody techniczne. Trudno mi się z tobą nie zgodzić. Odniosłam jednak wrażenie, że Robin czuje się winny z jakiegoś innego powodu. Zobaczymy, czy w ogóle ma to związek z naszą sprawą.
‒ Powinno się to dać łatwo ustalić – zauważył Linus.
Inspektorka spojrzała w stronę parkingu.
‒ Chciałabym już pojechać do domu. To był tydzień pełen wrażeń.
Linus zastanawiał się, co Gisela robiła w Szwecji. Musiało to być coś ważnego, skoro wyjechała w pośpiechu w trakcie śledztwa w sprawie morderstwa. Nie odważył się jednak zapytać.
– Mogę się zająć Robinem. Dzieci są w ten weekend u Josefin, a ja i tak nie mam nic lepszego do roboty – powiedział i wtedy zdał sobie sprawę, jak smutno to zabrzmiało.
‒ Podwieź mnie najpierw do domu, a potem rób, co chcesz – zarządziła Gisela.
Linus wiedział, że nie chodziło jej o to, żeby się zrelaksował w gorącej kąpieli lub wyszedł z kumplami na piwo.
GISELA
Gdy Linus wysadził Giselę przed domem na cyplu, w każdym oknie paliło się światło. W kuchni powitał ją cudowny zapach rozmarynu, tymianku i oregano. Stefan stał przy kuchence i mieszał w garnku. Z wieży głośno rozbrzmiewała muzyka i nie usłyszał, jak weszła. Przez kilka minut po prostu stała w progu i mu się przyglądała. Gotował z takim samym skupieniem na twarzy jak w trakcie występów z zespołem na scenie, kiedy grał na saksofonie. Co jakiś czas wykonywał kilka tanecznych kroków.
‒ Co tam gotujesz za pyszności? – spytała.
Stefan podskoczył zaskoczony, obrócił się i uśmiechnął na jej widok. Położył rękę na sercu.
‒ Nieźle mnie wystraszyłaś.
‒ Przepraszam, nie chciałam.
Zrobił dwa długie kroki, stanął przy niej i ją objął. Gisela przytuliła się do jego ciepłego ciała. Starała się uwolnić od wydarzeń ostatnich dni.
‒ Jak było w Szwecji? Co u twojej siostry i jej rodziny?
‒ Carina, Jonny i dzieci mają się dobrze, ale podczas mojego pobytu zamordowano ich sąsiada.
‒ Co takiego?! Mówisz poważnie? Znałaś go?
‒ Niezupełnie. Dopiero się tam wprowadził. Poznaliśmy się z nim i jego rodziną przy ognisku w noc Walpurgii. Następnego dnia znaleziono go martwego na plaży.
‒ To jakieś szaleństwo.
‒ Wezwali nas na przesłuchanie. Mój dawny kolega ze szkoły prowadzi śledztwo w sprawie tego morderstwa.
– Czy złapali już sprawcę? – chciał wiedzieć Stefan.
– Jeszcze nie – odparła Gisela. – A wczoraj w Kråklundzie doszło do kolejnej próby porwania. Dlatego musiałam wrócić do Vaasy.
‒ Czy to ten sam człowiek, co zabił Mikaelę i pozostałe kobiety?
Gisela wzruszyła ramionami. Nie chciała wspominać Stefanowi, że Robin w zasadzie przyznał się do morderstw.
‒ Nie sądzę. Mamy już podejrzanego. To może być naśladowca – rzuciła jedynie.
Stefan chciał dodać coś jeszcze, lecz tylko spojrzał na nią zmartwiony. Najwyraźniej widział, jak bardzo jest zmęczona.
‒ Nie wiem, co powiedzieć. Morderstwa i inne nieszczęścia spadają na ciebie, gdziekolwiek się pojawisz.
Gisela wyrwała się z jego objęć.
‒ Porozmawiajmy o czymś innym. Co na obiad? – spytała, zaglądając do bulgoczącej potrawy w garnku na kuchence.
‒ Gulasz z kurczaka i boczku. Możemy już jeść. Mam nadzieję, że jesteś głodna.
Gisela usiadła przy stole z kieliszkiem czerwonego wina i czekała, aż Stefan poda jedzenie.
Podczas kolacji unikali rozmów o jej pracy. Stefan opowiedział o Sadze, z którą się znowu widział.
‒ Saga też uwielbia słuchać muzyki – stwierdził radośnie. ‒ Wziąłem ze sobą saksofon i okazało się, że ona chodzi na lekcje gry na pianinie. Następnym razem spotkamy się w sali prób. Jest tam pianino i keyboard. ‒ Pochylił się nad stołem i dolał Giseli wina. ‒ Liczę, że pójdziesz z nami.
‒ Jasne. Nie chciałabym, żeby ominęło mnie coś takiego. Może weźmiecie mnie do swojego zespołu. Całkiem nieźle gram na trójkącie.
Stefan się roześmiał.
Kilka godzin później Gisela siedziała na kanapie z wyciągniętymi nogami, opierając stopy na kolanach Stefana. Jej ulubiony kot o imieniu Szrama odpoczywał u niej na brzuchu. W telewizji pokazywano zwiastun filmu dokumentalnego o morderstwach w Halloween, w którym wystąpiła. Pierwszy odcinek miał się ukazać następnego dnia w najlepszym czasie antenowym.
‒ Zmień kanał, proszę. Nie mogę na siebie patrzeć – poprosiła.
Stefan sięgnął po pilota i wyłączył telewizor.
‒ Może włączymy muzykę? – zaproponował.
Gisela zabrała nogi, by Stefan mógł sięgnąć po jej starą kolekcję płyt CD. Wolał sam wybrać, czego będą słuchać. Spośród ponad stu płyt, które posiadała, tylko kilkanaście spełniało jego surowe wymagania.
Kiedy pierwsze delikatne dźwięki utworu Norah Jones Come Away with Me wypełniły pokój, zadzwonił telefon Giseli.
‒ Lepiej odbiorę – stwierdziła.
Usłyszała roztrzęsiony głos Cariny i w tym momencie ulotnił się cały wewnętrzny spokój, który osiągnęła dzięki Stefanowi w ciągu ostatnich kilku godzin. Usiadła prosto na kanapie.
‒ Spokojnie, Carino. Co się stało?
Siostra najpierw się rozpłakała, po czym raptem wybuchnęła śmiechem. Gisela zaczęła się martwić, że Carina postradała zmysły. Że presja minionego tygodnia i wszystkie wspomnienia, które ożyły, stały się dla niej zbyt przytłaczające.
‒ Proszę, Carino ‒ spróbowała ponownie. ‒ Czy nie możesz mi po prostu powiedzieć, co się dzieje?
‒ Policja aresztowała Frederikke za zabójstwo Dana Thelandera.
‒ Frederikke Thelander? Kiedy?
‒ Przed chwilą. Joakim Borgström wszedł do niej do domu z dwoma umundurowanymi policjantami. Zabrali ją. Biedna Astrid musiała pojechać do krewnego w Danii.
‒ W takim razie sprawa jest rozwiązana – skwitowała Gisela.
‒ Na to wygląda. Ten koszmar wreszcie się skończył.
A więc to Frederikke zamordowała swojego męża, pomyślała Gisela. Ale jak? I dlaczego?
