Niespodziewany gość - Agata Zamarska - ebook + audiobook + książka

Niespodziewany gość ebook i audiobook

Zamarska Agata

0,0
29,98 zł
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 29,98 zł

TYLKO U NAS!
Synchrobook® - 2 formaty w cenie 1

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym. Zamów dostęp do 2 formatów, by naprzemiennie czytać i słuchać.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Jeden świadek. Zero dowodów. Tysiące kłamstw.

W luksusowej rezydencji dochodzi do makabrycznej zbrodni. Małżeństwo Rokickich zostaje brutalnie zamordowane, a jedynym świadkiem jest ich nastoletnia córka. Choć Wiola wydaje się naturalną podejrzaną, brak motywu i narzędzia zbrodni sprawia, że śledztwo utyka w martwym punkcie.
Rok później komisarz Walenty Rudzki prosi o pomoc psycholożkę Alicję Nejman. Kobieta ma rozstrzygnąć: czy Wiola rzeczywiście widziała w domu tajemniczego gościa, o którym wspomina, czy to jedynie sprytna gra mająca ukryć mroczną prawdę o jej rodzinie?
Zdeterminowana Alicja wkracza w misterną sieć intryg, jednak jej własne problemy zaczynają mącić trzeźwy osąd sytuacji. Szybko przekonuje się, że w tej sprawie nic nie jest oczywiste, a zło potrafi przybrać wyjątkowo niewinną postać. 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 285

Rok wydania: 2026

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 8 godz. 9 min

Rok wydania: 2026

Lektor: Olga Żmuda

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Copyright © by Agata Zamarska, 2026

Copyright © by Grupa Wydawnicza FILIA, 2026

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Żaden z fragmentów tej książki nie może być publikowany w jakiejkolwiek formie bez wcześniejszej pisemnej zgody Wydawcy. Dotyczy to także fotokopii i mikrofilmów oraz rozpowszechniania za pośrednictwem nośników elektronicznych.

Wydanie I, Poznań 2026

Projekt okładki: © Mariusz Banachowicz

Redakcja, korekta, skład i łamanie: Editio

PR & marketing: Anna Apanas

ISBN: 978-83-8441-118-6

Grupa Wydawnicza Filia sp. z o.o.

ul. Kleeberga 2

61-615 Poznań

wydawnictwofilia.pl

[email protected]

Seria: FILIA Mroczna Strona

mrocznastrona.pl

Wszelkie podobieństwo do prawdziwych postaci i zdarzeń jest przypadkowe.

Rok wcześniejWieczór wigilijny

Z ustawionego na komodzie gramofonu płynęły dźwięki kolędy. Izabela uwielbiała ją od dziecka. Pamiętała, jak śpiewała ją w kościelnym chórze. Spokojna, wzruszająca melodia sprawiła, że w oczach kobiety pojawiły się łzy. Gdzie podziała się tamta niewinna dziewczynka z warkoczykami, tak ufna i pełna wiary w to, że wszystko zawsze jakoś się ułoży? Mała Iza nie miała problemu z odróżnieniem dobra od zła. Świat był dla niej czarno-biały, bez miejsca na odcienie szarości i rozterki moralne.

Autorytetem był dla niej ksiądz z pobliskiej parafii, który uwielbiał pracę z młodzieżą i z dużym zaangażowaniem organizował spotkania chóru. Izabela do dziś mogła przywołać w pamięci jego spokojny głos, gdy mówił podopiecznym, że serce zawsze im podpowie, czy postępują właściwie. „Jeśli jakiś wewnętrzny kompas mówi wam, że postąpiliście źle, warto się nad tym pochylić, zrobić rachunek sumienia”.

Co teraz podpowiadało jej serce? Czy powinna iść za jego wskazówkami? A może było już za późno na jakikolwiek rachunek sumienia?

Pojedyncza łza spłynęła po policzku Izy. Tak wiele wycierpieli przez ten rok… Czy nie należała im się odrobina radości? Czy nie mieli prawa do szczęścia? Mąż od lat przekonywał ją, że wszystko się ułoży, że znajdzie sposób na rozwiązanie ich problemów. Ale jak miała dalej mu ufać? Nie wiedziała, czy powinna wierzyć w to, czego się dziś dowiedziała. Czy Jerzy, jej ukochany mąż, naprawdę był zdolny do najgorszej zbrodni? Znała go od lat, bez wahania powierzyłaby mu swoje życie. Nigdy nie kwestionowała jego decyzji, przekonana, że wszystko, co robił, robił dla niej. Ale czy można w pełni poznać drugiego człowieka? Każdy przecież nosi w sobie pierwiastek zła, mroczny instynkt, który potrafi obudzić się w najmniej oczekiwanym momencie.

Coś wewnątrz niej powtarzało, że powinna się wycofać, że to, na co się zgodziła, jest złe. Nie powinni ingerować w pewne sprawy, należało wszystko oddać w ręce Boga. Ale czy wierzyła, że On może im pomóc? Czy mogła z pełnym przekonaniem sprzeciwić się Jurkowi, licząc na to, że Bóg otoczy ich rodzinę opieką?

Odruchowo chwyciła mały, złoty krzyżyk, który zawsze nosiła na szyi. Dostała go od chrzestnej z okazji Pierwszej Komunii Świętej i traktowała jak największy skarb. W chwilach niepewności bawiła się nim tak, jakby liczyła, że w ten sposób spłynie na nią objawienie, że Bóg do niej przemówi i da jej jakąś radę. Jerzy śmiał się z niej, mówiąc, że jest urocza ze swoją zabobonnością. Wiara nie miała dla niego większego znaczenia i protekcjonalnie podchodził do religijności żony. Izabela wiedziała, że nie była to jego wina. Po prostu wychował się w rodzinie, która nie przywiązywała wagi do duchowości. Od lat próbowała mu to wynagrodzić: zachęcała do udziału we mszy, proponowała wyjazdy na pielgrzymki, licząc, że w końcu coś się w nim przebudzi i zrozumie, jak bardzo był ślepy. Jak na razie nie odniosła sukcesu – Jerzy wciąż pozostawał obojętny wobec wszystkiego, co wiązało się z wiarą w siłę wyższą. Izabela nie była w stanie tego pojąć, ale nauczyła się akceptować. Byli z mężem zupełnie różni, i to sprawiało, że działali na siebie niczym magnes. W ich przypadku powiedzenie, że przeciwieństwa się przyciągają, okazało się prawdziwe.

Spojrzała na swoją rodzinę, zebraną przy bogato zastawionym stole. Każdą z obecnych osób kochała całym sercem. Zrobiłaby dla nich wszystko, była gotowa oddać życie w ich obronie. Może przyszedł czas, by to udowodnić? Może to był test, rodzaj sprawdzianu, którym miała potwierdzić swoją miłość i lojalność?

– Cicha noc, święta noc, pokój niesie ludziom wszem… – nuciła pod nosem jej córka. Izabela z czułością pogłaskała Wiolę po głowie, na co dziewczyna lekko się odsunęła. Po chwili jednak uśmiechnęła się przepraszająco i przytuliła do matki, ale Izabela była świadoma tego pierwszego odruchu i poczuła lekkie ukłucie w sercu. Jej mała córeczka dorastała, była już nastolatką i coraz rzadziej potrzebowała matki. To naturalna kolej rzeczy, ale nie sprawiało, że bolało mniej.

– Kochani! Chciałbym wznieść toast. – Siedzący po drugiej stronie stołu Jurek wstał, trzymając w dłoni kryształowy kieliszek wypełniony drogim szampanem. – Bardzo się cieszę, że znowu spotykamy się w rodzinnym gronie i możemy wspólnie spędzić te najpiękniejsze ze świąt. Jak wiecie, miniony rok mocno nas doświadczył, ale wygląda na to, że wróciliśmy na właściwą ścieżkę i niedługo wszystkie mroczne dni odejdą w niepamięć. Tego sobie i wam życzę.

Jurek odchrząknął, jakby ta krótka przemowa go wzruszyła. Obdarował uśmiechem ją i ich dzieci, ostentacyjnie pomijając przy tym Łucję, co Izabeli nie zdziwiło. Jej siostra i mąż od początku za sobą nie przepadali, ciągle były między nimi jakieś zgrzyty, wciąż się o coś sprzeczali. Nawet dzisiaj doszło do kłótni. Żadne z nich jej nie wspominało, ale nie musieli – Izabela znała ich zbyt dobrze, by nie dostrzec sygnałów świadczących o konflikcie: unikali swojego towarzystwa, Łucja cicho prychnęła, gdy Jerzy zabrał głos, on zaś wywracał oczami za każdym razem, gdy szwagierka coś komentowała. Zawsze było tak samo, niezależnie od tego, jak bardzo prosiła siostrę, by przymykała oko na złośliwości ze strony Jerzego, i ile wysiłku wkładała w przekonywanie męża, żeby spróbował dostrzec w Łucji dobroć i czułość, które ona widziała od zawsze. Jurek uważał jej siostrę za cwaniarę i manipulatorkę, ale Izabela wiedziała, że to tylko poza. W rzeczywistości Łucja była naiwna i bezbronna jak dziecko.

Z Jerzym było podobnie. Dlatego nie lubił szwagierki: zbyt wiele ich łączyło. Izabela z miłością popatrzyła na męża. Znała go lepiej niż ktokolwiek inny i wiedziała, że za fasadą człowieka sukcesu kryje się wrażliwa dusza. Jurek miał ciężkie dzieciństwo i wtedy nauczył się, że powinien ukrywać swoją słabą stronę, bo mężczyzna powinien być silny, niezależnie od okoliczności.

Jednak czasem ta fasada opadała i wtedy Izabela widziała swojego męża takim, jakim był naprawdę: głęboko zranionym przez rodziców i przekonanym, że musi stale udowadniać swoją wartość. Pamiętała, jak płakał po narodzinach dzieci i z jaką czułością opiekował się nimi, gdy były malutkie. Jej mąż oddałby życie za swoją rodzinę i była mu wdzięczna za to oddanie, choć musiała przyznać, że czasem ją przerażał. Był uparty do granic możliwości i nigdy nie odpuszczał. Nie potrafił powiedzieć sobie „stop”, nie chciał się poddać, nawet gdy wszystko wskazywało, że nie znajdzie rozwiązania ich problemów. Walczył do końca, parł przed siebie, nie zważając na to, ile osób zrani po drodze.

Właśnie dlatego z taką łatwością uwierzyła w to, co dzisiaj usłyszała. Niespodziewana wizyta obcej kobiety zachwiała jej przekonaniem o dobroci męża i wzbudziła straszne podejrzenia. Wiedziała, że będą musieli dziś poważnie porozmawiać, i sama myśl o tym budziła w niej lęk.

Drżącą ręką uniosła kieliszek i dwoma łykami wypiła całą jego zawartość. Poczuła, jak bąbelki łaskoczą jej żołądek i niemal natychmiast zrobiło jej się lżej. Czy poznane dziś fakty cokolwiek zmieniały? Matka miała rację – Izabela za bardzo wszystko przeżywała, zbyt mocno przejmowała się innymi ludźmi. Powinna uczyć się od siostry: być bardziej spontaniczna, mniej tkwić w swojej głowie, a więcej cieszyć się życiem. Bywają chwile, gdy trzeba zachować się egoistycznie. Może przyszedł czas, by przestać myśleć o dobru całej ludzkości, a postawić na siebie? Miała już czterdzieści pięć lat. Nie mogła wiecznie się uśmiechać i szerzyć dobroci niczym Pollyanna z książki, którą uwielbiała jako mała dziewczynka. Czas dorosnąć.

Pochwyciła spojrzenie Julii, sąsiadki, którą zaprosiła na Wigilię w ostatniej chwili. Kobieta siedziała obok Jurka i patrzyła na nią z dziwną miną, trudną do odczytania. Czy martwiła się o Izabelę? Pewnie od razu zauważyła, że coś jest nie w porządku, że przyjaciółkę coś trapi. Rozmawiały dziś przez chwilę, ale Izabela nie czuła potrzeby, by się jej zwierzać. Od pewnego czasu ich relacja stała pod znakiem zapytania, głównie z powodu decyzji podejmowanych przez Jurka. Mąż często narzekał, że Julia się go uczepiła, że we wszystko się wtrąca i próbuje podważać jego autorytet w pracy. Izabela była gotowa w to uwierzyć – wiedziała, że przyjaciółka miała silny kręgosłup moralny i nigdy nie zgodziłaby się na realizację ich planu. Gdyby tylko miała możliwość, głośno by zaprotestowała, nie zważając na ich kilkuletnią przyjaźń.

W salonie zapanowała cisza, więc Izabela wstała od stołu, żeby zmienić płytę. Zastanawiała się, na który album się zdecydować – jej mąż miał bogatą kolekcję winyli, a wybór muzyki zawsze stanowił wyzwanie.

– Wybierz tę – powiedziała Łucja, która niespodziewanie pojawiła się za jej plecami. – Tradycyjne wykonania kolęd są najpiękniejsze. Słuchaliśmy takich w domu, pamiętasz?

Izabela spełniła prośbę, po czym z troską zerknęła na siostrę. Kobieta wydawała się dziś nieswoja. Wcześniej Iza sądziła, że Łucja zwyczajnie cierpi na kaca po powrocie z późnej imprezy, lecz teraz zrozumiała, że musiało chodzić o coś więcej. Jej mała siostrzyczka miała jakiś problem i nieudolnie próbowała go ukryć.

– Wszystko w porządku? – spytała, gdy z gramofonu popłynęły pierwsze dźwięki Wśród nocnej ciszy. – Wydajesz się nieobecna. Stało się coś między tobą a Jerzym?

Łucja zrobiła niewinną minę, ale Iza nie dała się zwieść. W oczach siostry dostrzegła niepokój, którego ta nie potrafiła zamaskować.

– Nie wiem, o czym mówisz. Wszystko jest dobrze, tylko że… – zaczęła, lecz nie dokończyła, bo nagle w salonie rozbrzmiał donośny dzwonek do drzwi.

– Ciekawe, kogo przyniosło o tej porze. Zaraz wrócę, a ty wszystko mi opowiesz – powiedziała Izabela i skierowała się w stronę drzwi wejściowych. Jej wysokie obcasy głośno stukały o drewniane panele, zagłuszając rozmowy toczące się przy stole.

Otworzyła drzwi i na widok stojącej w nich osoby wstrzymała oddech.

– Dobry wieczór – odezwała się głupio, bo nie miała pojęcia, jak zareagować na wizytę niespodziewanego gościa. Nie potrafiła wymyślić żadnego powodu, dla którego ten człowiek mógł zjawić się u nich w wigilijny wieczór.

– Dobry wieczór. Czy znajdzie się miejsce dla zbłąkanego wędrowca? – Uśmiechnął się kącikiem ust.

Izabela poczuła mieszaninę strachu i poczucia winy. Nie miało znaczenia, że to Jerzy o wszystkim zdecydował – ona również była winna. Mogła powstrzymać męża, przecież od początku wiedziała, że to, co robią, jest złe.

Znowu chwyciła między palce złoty krzyżyk, po czym zmusiła się do uśmiechu.

– Zapraszam!

Sesja pierwszaTeraz

Alicja Nejman wysiadła z taksówki i stanęła w samym środku ogromnej kałuży. Natychmiast poczuła, jak zimna woda wdziera się do wnętrza jej znoszonych botków. Gniewnie zaklęła pod nosem, złorzecząc kierowcy, który tak niefortunnie zaparkował. W duchu obiecała sobie, że następnym razem oceni jego pracę na jedną gwiazdkę. Od początku wydawał jej się podejrzany, sprawiał wrażenie osoby, która po raz pierwszy w życiu usiadła za kółkiem. Alicja przypomniała sobie historie o kierowcach jeżdżących na tym samym prawie jazdy. Wiedziała, że proceder zdarza się zaskakująco często, bo w rzeczywistości nikt nie kontroluje osób zatrudnionych przez najpopularniejsze korporacje.

Kobieta próbowała oczyścić buty chusteczkami higienicznymi, ale – co było do przewidzenia – nie przyniosło to pozytywnych rezultatów.

– Cudownie – powiedziała sama do siebie, po czym uznała, że nie będzie się przejmować taką bzdurą, jak brudne obuwie. Czekało ją trudne zadanie i to na nim powinna się skoncentrować.

Dopiero teraz przyjrzała się budynkowi, przed którym zatrzymał się taksówkarz. Okazała willa, częściowo ukryta pośród iglaków, wyglądała jak przeniesiona z amerykańskiego filmu o bogatych rodzinkach z przedmieść. Na podwórzu przed domem stały sanie Mikołaja i cały zaprzęg reniferów ozdobionych świątecznymi lampkami. Obok postawiono dość szpetną rzeźbę krasnala albo elfa, owiniętą łańcuchem w kolorze neonowej żółci. Nejman skrzywiła się na widok tak ostentacyjnego braku gustu, ale zaraz pomyślała, że nie jest osobą, która powinna oceniać cudze decyzje dekoratorskie. W jej mieszkaniu królowały przecież graty zdobyte dzięki grupie „Śmieciarka jedzie”. O wyrafinowaniu, jeśli chodzi o wystrój wnętrz i dobór dekoracji, nie mogła mówić…

Był poranek, więc ogród nie prezentował się w pełnej krasie. Alicja poczuła żal, że nie widziała rezydencji wieczorem, gdy rozświetlone światełkami podwórze musiało wyglądać bajecznie.

– Nejman! Jesteś wreszcie! – Rozległ się głos za jej plecami. Odwróciła się i skinęła głową wysokiemu, szpakowatemu mężczyźnie po czterdziestce. Szybko odwróciła wzrok, bo jedno spojrzenie w jego szare oczy wystarczyło, by jej serce niepokojąco drgnęło. Ponownie przyjrzała się rezydencji, w duchu powtarzając, że powinna być profesjonalistką i skupić się na celu wizyty.

Komisarz Walenty Rudzki dopalał papierosa, a jego spojrzenie podążyło za jej wzrokiem.

– Jak widzę, podziwiasz otoczenie. Niezła chata, co? Niektórym to się powodzi. W takich chwilach myślę, że kariera w policji była kurewsko złym pomysłem…

Alicja nie skomentowała, choć w duchu zgadzała się z jego słowami. Przypomniała sobie o własnym, dwupokojowym mieszkanku, w którym z trudem mieściła się z kotem i stertami zbieranych od lat książek. Na takie lokum ledwo ją było stać, a i tak musiała się zadłużyć na dwadzieścia pięć lat.

Wiedziała, że dom należał do rodziny Rokickich – najbogatszych ludzi w mieście. Właściciel zarządzał miejscowym szpitalem i prowadził świetnie prosperującą praktykę prywatną. Jego żona była członkinią wszystkich znaczących fundacji i aktywnie angażowała się w pomoc potrzebującym.

– Sprawa Rokickich, tak? Przypomnisz mi, co tam się wydarzyło? – spytała, gdy Rudzki ruszył w stronę otwartej bramy.

Poprosił ją o pomoc poprzedniego wieczoru. Oczywiście sprawdziła w Internecie najważniejsze fakty, ale chciała, by to on opowiedział jej wszystko własnymi słowami – to mogło wskazać, na co powinna zwrócić szczególną uwagę.

– Nic ci się nie obiło o uszy? – Rudzki spojrzał na nią z lekkim zaskoczeniem. Alicja poczuła się jak uczennica przyłapana na braku pracy domowej.

– Wiadomo, że coś tam słyszałam, sprawa była głośna. – Zaczęła się tłumaczyć. – Ale nie należę do osób, które w wolnych chwilach pasjonują się prawdziwymi zbrodniami. Pamiętam tylko, że zamordowano kogoś z tej rodziny, ale niewiele więcej… W końcu udało się wam złapać winnego?

Rudzki przecząco pokręcił głową, zaciskając przy tym szczękę. Widocznie ciążyło mu, że sprawa wciąż pozostawała nierozwiązana.

– Żona i mąż zostali zamordowani w noc wigilijną. Do dziś nie wiemy, co się dokładnie wydarzyło. W domu byli wtedy tylko rodzice i ich szesnastoletnia córka. Znaleziono ją na miejscu zbrodni. Jest szansa, że wszystko widziała i być może zna tożsamość mordercy.

– To świetnie, na pewno ułatwiło wam to pracę. – Wiedziała, jak rzadko trafia się bezpośredni świadek morderstwa.

Rudzki prychnął.

– W tej pracy nic nie jest łatwe, zawsze trzeba zapierdalać jak koń pod górę. Sprawa niestety nie jest taka prosta.

– Co masz na myśli? – Co tu mogło być skomplikowanego? Albo mieli świadka albo nie. Zagadkowy komentarz Rudzkiego wywołał w niej dreszcz niepokoju. Zrozumiała, że to będzie wyjątkowo skomplikowana sprawa.

Jako psycholog współpracująca z policją wielokrotnie była wzywana na miejsca przestępstw, choć zwykle były to rutynowe przypadki: przemoc domowa, nadużycia seksualne, zaniedbania dzieci. W ostatnich latach była świadkiem wielu spraw, o których wolałaby nie wiedzieć. Nigdy jednak nie widziała, żeby Rudzki reagował w taki sposób – jakby działo się coś, czego nawet on nie był w stanie pojąć.

Zachowanie kolegi wzbudziło w Alicji trudne do nazwania emocje. Gdy podchodzili do drzwi frontowych, na których wisiał olbrzymi, dopieszczony w każdym szczególe świąteczny wieniec, Nejman poczuła instynktowną chęć ucieczki. Chciała odwrócić się i wrócić do domu, do swojego ukochanego kota Bruna. Być wszędzie, byle nie tutaj.

Wiedziała jednak, że nie ma wyboru. Skoro zdecydowała się wrócić do pracy, nie mogła uciekać, gdy tylko poczuła się niekomfortowo. Poza tym nie mogła tak po prostu odmówić Rudzkiemu. To on pierwszy dał jej szansę po dłuższej przerwie i nie chciała tego zaprzepaścić. Otrzymała możliwość, by pokazać, że wciąż jest świetna w tym, co robi. Od dziecka miała dar i bez problemu poznawała tajemnice innych osób. Nie wiedziała dokładnie, jak to działało. Po prostu ludzie odczuwali potrzebę zwierzania się jej. Dzięki temu – albo raczej przez to – zawsze była świetnie poinformowana. Wiedziała o rzeczach, o których wolałaby nie wiedzieć, znała sekrety, których wcale nie chciała znać.

Jednocześnie miała jakiś szósty zmysł pozwalający rozpoznać kłamstwo. Być może dlatego policja tak często zwracała się do niej o pomoc. Czasami miała wrażenie, że była ich ostatnią deską ratunku.

Tym razem jednak wszystko było inaczej. Rudzki poprosił ją o pomoc półoficjalnie – to była raczej przyjacielska przysługa. Tragedia w domu Rokickich wydarzyła się rok wcześniej, a przez cały ten czas policji nie udało się niczego ustalić. Alicja nie zajmowała się wtedy tą sprawą – jej życie osobiste pogrążone było w chaosie i musiała zrezygnować z pracy. Do dziś wspomnienie tamtego okresu ściskało jej serce żalem.

– Słuchasz mnie w ogóle? – Przez jej myśli przebił się nagle lekko zirytowany głos Rudzkiego. W odpowiedzi kiwnęła głową, a on przewrócił oczami i kontynuował. –Jeszcze kilka faktów w skrócie. Nad ranem, w pierwszy dzień świąt, Rokickich znalazła siostra pani domu, Łucja Tomala. – Urwał i nerwowo chrząknął, po czym ściszył głos. Alicję zaskoczyło jego zachowanie, bo nie wiedziała, czym było spowodowane. – Kobieta miała własny klucz, była w odwiedzinach u siostry, planowała zostać do Nowego Roku.

– Co zobaczyła, gdy ich znalazła? – przerwała mu Alicja, choć nie wiedziała, po co to zrobiła. Nie chciała poznawać makabrycznych szczegółów, powinna pozostać obojętna i nie angażować się emocjonalnie.

Rudzki milczał przez chwilę i zniecierpliwiona Alicja wpatrywała się w niego z rosnącym niepokojem.

– Co tam zobaczyła? – Natarczywie powtórzyła, nerwowo przełykając ślinę.

– Krew. Wszędzie była krew. A w samym środku tej jatki leżała dziewczyna.

Rok wcześniejWigilia

Wiola usiadła na łóżku i znudzona przeżuwała gumę, wpatrując się we wzorki tapety, która zdecydowanie zbyt długo zdobiła ściany jej pokoju. Gdy ją wybierała, była jeszcze dzieckiem. Teraz skończyła szesnaście lat i te słodkie różyczki zupełnie do niej nie pasowały. Najchętniej w ogóle zerwałaby tapetę i pomalowała cały pokój na czerwono – tak jak jej najlepsza koleżanka Ula. Obawiała się jednak, że mama nigdy się na to nie zgodzi. Chociaż ogólnie była ugodowa i chętnie spełniała zachcianki córki, w kwestii wystroju wnętrz pozostawała nieugięta. Urządzanie dwustumetrowej willi było jej pasją i regularnie, co dwa lata, robiła remont. Nigdy nie słuchała niczyich rad ani sugestii – ostatnie słowo zawsze należało do niej.

Była Wigilia i ogólnie rzecz biorąc, Wiola bardzo się z tego cieszyła. Nie przyznałaby się do tego przed koleżankami, ale wciąż uwielbiała święta i czekała na nie od momentu, gdy w centrach handlowych pojawiały się pierwsze bombki i lampki choinkowe. Rozświetlona choinka, prezenty w kolorowych opakowaniach, zapach piernika i kutii z makiem – to wszystko sprawiało, że odczuwała dziecięcą radość, pozwalającą jej na kilka dni znów stać się beztroskim maluchem. Ostatnio życie stało się tak skomplikowane, że szczególnie cieszyła się na te chwile odpoczynku i spokoju.

Jednak wciąż musiała poczekać, aż ubrana w odświętną kreację usiądzie przy wigilijnym stole. Przed nią było jeszcze kilka nudnych godzin, a ona nie miała pomysłu, jak je wykorzystać. Najchętniej spotkałaby się z Ulą, ale przyjaciółka wyjechała na święta do Dubaju – niedawno jej rodzice się rozwiedli i teraz rywalizowali między sobą o uczucia córki. Ojciec zabrał ją na egzotyczne wakacje, chcąc w ten sposób zdobyć przewagę nad matką, która pracowała jako lekarka i nie mogła sobie pozwolić na długi urlop w tym czasie. Wiola trochę zazdrościła Uli, chociaż wiedziała, że to głupie. Tak naprawdę nie chciałaby, żeby jej rodzice się rozwiedli – nawet gdyby w zamian dostała milion dolarów.

Sięgnęła po książkę leżącą na szafce nocnej – reportaż pożyczony od przyjaciółki. Opisywano w nim zbrodnie Richarda Ramireza. Wiolę fascynowały prawdziwe morderstwa i psychopaci, choć wolała, gdy wszystko działo się w Polsce, a nie gdzieś na końcu świata. Wspólnie z Ulą planowały nagrać podcast o zabójstwie chłopca z ich miasta, ale wciąż nie mogły się do tego zabrać. W szkole bezustannie czekały na nie sprawdziany do zaliczenia, mnóstwo prac domowych i długie godziny zajęć dodatkowych. Chociaż marzenie o podcaście wciąż było żywe, Wiola coraz częściej dopuszczała do siebie myśl, że nigdy go nie zrealizują. Wielka szkoda – temu dzieciakowi naprawdę należała się sprawiedliwość…

W tym momencie ktoś zapukał do drzwi.

– Mogę wejść? – Wiola rozpoznała głos mamy, choć i tak od razu wiedziała, że to musi być ona. Nikt oprócz niej nie pukał przed wejściem – ojciec uważał, że Wiola wciąż jest małym dzieckiem, które nie potrzebuje prywatności, a brat nie był w stanie pojąć, że siostrze należy się chwila spokoju. Był przyzwyczajony, że zawsze dostawał to, czego chciał. Wiola rozumiała, dlaczego rodzice tak go rozpieszczali, i wcale się im nie dziwiła, ale mimo wszystko coraz częściej ją irytował.

– Jasne! – odpowiedziała, odkładając książkę i szeroko uśmiechając się do wchodzącej mamy. Izabela Rokicka jak zwykle wyglądała olśniewająco, choć pod perfekcyjnym makijażem dało się dostrzec zmęczenie. Mimo że zatrudniali panią Milenkę, a na święta zamówili catering, mama i tak zawsze znajdowała sobie jakieś zadania – czy to dokładne wysprzątanie wszystkich szuflad, czy pielęgnację roślin w szklarni. Wiola nie do końca to rozumiała, ale domyślała się, że mama lubi czuć się niezastąpiona i w ten sposób zaspokaja tę potrzebę.

– Kochanie, mam do ciebie małą prośbę – zaczęła i Wiola od razu się domyśliła, że to nie będzie nic przyjemnego. – Mogłabyś pójść z Miłoszkiem na sanki? Obiecałam mu, że pójdę z nim na górkę, ale nie dam rady, wciąż jest dużo do zrobienia.

Wiola skrzywiła się lekko. Wolałaby spędzić dzień, gapiąc się w sufit niż iść z bratem. Nie dlatego, że go nie kochała – po prostu bardzo się o niego bała i nie lubiła, gdy choć trochę narażał zdrowie. A sanki nie brzmiały jak coś, co Miłosz powinien dzisiaj zrobić.

– Serio, mamo? – zapytała zaczepnie. – Chcesz, żebym zabrała go w miejsce, gdzie roi się od dzieciaków, i ryzykowała, że coś od nich złapie? Poza tym chyba nie zauważyłaś, ale na dworze jest minus sto stopni.

– Przesadzasz, kochanie. – Mama uśmiechnęła się z czułością. Wiedziała, co kryje się za obawami Wioli. – Ciepło go ubiorę, a lekarz pozwolił mu spacerować. Jeśli wyjdziecie na godzinkę, nic mu nie będzie. A jemu bardzo na tym zależy. Dajmy mu taki świąteczny prezent, jak uważasz?

Mama patrzyła na nią z nadzieją, ale Wiola naprawdę nie chciała potem odpowiadać za kolejne przeziębienie Miłosza.

– A ciocia Łucja nie mogłaby pójść? – zapytała, chwytając się ostatniej deski ratunku. Nie to, żeby miała jakąkolwiek nadzieję na to, by ta alternatywa została zaakceptowana przez mamę.

Izabela uśmiechnęła się do córki porozumiewawczo i Wiola nie musiała pytać dalej. Siostra mamy była bardzo miła i kiedy przyjeżdżała, spędzała z siostrzenicą mnóstwo czasu – słuchała jej zwierzeń i zabierała na zakupy. Wizyty Łucji szczerze cieszyły rodzinę Rokickich – może oprócz taty, którego z jakiegoś powodu denerwowała. Miała jednak jedną wadę, o której wiedzieli wszyscy. Była przykładem książkowej hipochondryczki. Ciągle coś jej dolegało, wciąż narzekała na zdrowie, a jej przypadłości nasilały się szczególnie wtedy, gdy trzeba było coś zrobić. Poza tym nie była najodpowiedzialniejszą opiekunką i istniała obawa, że pod jej kuratelą Miłosz faktycznie zrobi sobie krzywdę.

– Sama wiesz, że ciocia źle się czuje. Wróciła późno w nocy i jeszcze nie doszła do siebie. Dajmy jej trochę odpocząć.

Pewnie ma kaca – pomyślała Wiola, ale nie powiedziała tego na głos. Mama nie lubiła, gdy ktoś krytykował ciocię Łucję.

– No dobra, zabiorę go na górkę. Ale potem przez całe święta dasz mi spokój! I nie będziesz się czepiała, jeśli znów dostanie zapalania oskrzeli! – zaznaczyła, wstając z łóżka i sprawdzając w lustrze, czy powinna się przebrać. Na spodniach zauważyła plamę, ale uznała, że pod długą kurtką nikt tego nie zauważy. Zresztą na pewno nikogo nie spotka. Na górce spotykają się tylko dzieciaki – nastolatki tam nie zaglądały.

– Dziękuję, kochanie. Jesteś aniołem! – Mama podeszła i pocałowała ją w głowę. Wiola zauważyła, że były już prawie równe wzrostem. Jeszcze niedawno sięgała mamie do ramienia… Zaskoczona stwierdziła, że zachciało jej się płakać. Pragnęła przytulić się do mamy jak wtedy, gdy była małą dziewczynką. Czasami marzyła, by wrócić do tamtych lat – czasów, gdy nie było jeszcze Miłosza…

Szybko odepchnęła od siebie tę bluźnierczą myśl. Jak mogła tak pomyśleć? Musiała być naprawdę złą osobą! Jej mały braciszek był kochany, a jej obowiązkiem było się o niego troszczyć.

– Nie ma za co! Cieszę się, gdy mogę ci pomóc – odpowiedziała, zapinając kaszmirowy kardigan. Chociaż wiedziała, że godzina spędzona z bratem będzie męczarnią, podczas której będzie bezustannie drżała o jego bezpieczeństwo. Cieszyła się, że przynajmniej szybciej minie jej czas, jeszcze tylko kilka godzin i nadejdzie ten upragniony moment w roku – Wigilia Bożego Narodzenia, wieczór, w którym spełniają się marzenia.

Teraz

Na słowo „krew” Alicja natychmiast poczuła charakterystyczny, metaliczny zapach. Ten omam węchowy momentalnie przyprawił ją o mdłości, choć wiedziała, że wspomnienie tej obrzydliwej woni jest jedynie wytworem jej wyobraźni. Cokolwiek złego się tu wydarzyło, należało już do przeszłości.

Rudzki zadzwonił do drzwi i po chwili stanęła w nich młoda kobieta w jasnoróżowym dresie. Chociaż na twarzy nie miała makijażu, a jasne włosy związała w niedbały kok na czubku głowy, wyglądała olśniewająco. Przypominała Alicji te wszystkie piękności z Instagrama, które codziennie dzieliły się z obserwatorami szczegółami swojego życia. Udawały, że niczym nie różnią się od zwykłych ludzi, ale było oczywiste, że to ściema – były doskonalszymi wersjami przeciętnych kobiet, takich jak Alicja. Choćby nie wiadomo jak próbowała, to nigdy nie osiągnie tego poziomu ideału.

– O, już jesteście. Wspaniale! Czekałyśmy na was. – Zachwycająca istota cofnęła się, by mogli wejść do domu. Alicja przez chwilę zastanawiała się, czy powinna zdjąć buty, jednak Rudzki bez wahania wszedł do środka, nic sobie nie robiąc z brudnych odcisków traperów pozostawionych na jasnej podłodze, więc poszła w jego ślady.

– Dobrze cię widzieć, Łucjo. Cieszę się, że zgodziłaś się na to spotkanie. Przedstawiam ci Alicję Nejman, psycholog, z którą od lat współpracujemy. Nie znam lepszego specjalisty. Jeśli ktoś może tutaj odnieść sukces, to tylko ona.

Słysząc słowa kolegi, Nejman lekko się zaczerwieniła. Po raz pierwszy słyszała, by mężczyzna ją chwalił – na ogół w pracy trzymał ją na dystans i nigdy nie dał po sobie poznać, czy jest zadowolony z tego, co robiła. Jednocześnie poczuła się niemile zaskoczona poufałością, z jaką Rudzki zwracał się do tej pięknej kobiety.

– Miło mi, Łucja Tomala. – Jasnowłosa dziewczyna uścisnęła jej dłoń, po czym znów skierowała całą swoją uwagę na Rudzkiego. Alicja poczuła zazdrość, ale natychmiast odepchnęła to uczucie. To, co łączyło ją z komisarzem, należało już do przeszłości. O ile w ogóle cokolwiek ich łączyło… Czasami miała wrażenie, że tylko to sobie wyobraziła.

– No cóż, w takim razie nie ma co tracić czasu. Czy coś się zmieniło? Czy Wiola coś sobie przypomniała, wspomniała o czymś, co dotyczy tamtej nocy? – spytał policjant, uważnie wpatrując się w twarz młodej kobiety.

– Ciężko mi to stanowczo stwierdzić, bo nie wiem, na ile mogę sobie ufać. Wiola opowiada różne rzeczy, które wzajemnie się wykluczają, i chyba nie należy brać tego na poważnie. Wszyscy wciąż żyjemy w wielkim stresie. – Łucja zaśmiała się, lecz nie było w tym żadnej radości. Po raz pierwszy skupiła wzrok na Alicji. – Widzi pani, ja też tu wtedy byłam, to ja ich znalazłam i wciąż przeżywam konsekwencje… sama pani rozumie…

Nejman uśmiechnęła się do niej pokrzepiająco, czekając aż Łucja wróci do porzuconego wątku. Nie mogła pojąć rozumem ogromu tragedii, która spotkała tę kobietę: znalezienie ciała martwej siostry musiało być dla niej traumatyczne.

– W każdym razie przez długi czas po zakończeniu ostatniej terapii Wiola zachowywała się, jakby nic się nie wydarzyło, w ogóle nie wspominała o rodzicach. Dopiero ostatnio, nie wiem, czy to z powodu zbliżających się świąt… zaszła w niej jakaś zmiana. Coraz częściej rzuca uwagi bez związku z czymkolwiek… Brzmi to tak, jakby chciała nam coś przekazać, ale bała się to zrobić wprost.

– Pytała pani, o co chodzi? – spytała Alicja.

– Jasne, że tak! Ale to nastolatka, wie pani, jakie one są. Im bardziej dopytywałam, tym bardziej Wiola zamykała się w sobie. Gdy pytam, co ma na myśli, udaje, że nie wie, o co mi chodzi. Potrafi kłamać mi w twarz, mówiąc, że nic takiego nie powiedziała, że zupełnie przeinaczyłam jej słowa. – Łucja na chwilę przerwała wypowiedź. – Przeraża mnie to. Ona mnie przeraża, nie wiem, jak długo to wytrzymam.

Przez chwilę panowała cisza, zakłócana jedynie tykaniem starego zegara. W końcu Alicja się odezwała:

– Chciałabym ją poznać i zobaczymy, co z tego wyjdzie. – Wiedziała, że nawiązanie więzi z dzieckiem po tak ciężkich przeżyciach nie będzie łatwe, ale chciała spróbować.

– Chodźmy – odpowiedziała Łucja, najwyraźniej zadowolona, że Alicja przejęła kontrolę nad sytuacją. Rudzki jedynie pokiwał głową.

Nejman sądziła, że pójdą do pokoju dziewczyny i natychmiast założyła, że skierują się na piętro, ale ominęli schody prowadzące na górę. Przeszli przez salon i podeszli do drzwi widocznych za zakrętem. Alicja nie zdążyła dokładnie się rozejrzeć, ale jej uwagę zwrócił bogaty wystrój wnętrz – szklany stół na złoconych nogach, brokatowe kanapy, ogromny kominek z barokowymi zdobieniami. Poczuła mieszaninę złości i zawiści. Zazdrościła mieszkającym tu ludziom, choć wiedziała, że spotkała ich ogromna tragedia.

– Nejman, tu czeka na ciebie córka Rokickich, Wioletta. Wielokrotnie ją przesłuchiwaliśmy, rozmawiali też z nią nasi psycholodzy, ale nikomu nie udało się nic konkretnego z niej wyciągnąć. Później przekażę ci zapisy z tych rozmów. – Rudzki urwał, jakby chciał powiedzieć coś więcej, lecz powstrzymał się w ostatniej chwili. Alicji wydawało się, że zrobił to ze względu na stojącą razem z nimi kobietę, która niekoniecznie mogła być świadoma wszystkiego, co wynikło z rozmów z jej siostrzenicą.

– Rozumiem, że Wioletta jest jedynym świadkiem. – Choć było to stwierdzenie, zabrzmiało bardziej jak pytanie. Rudzki wspomniał, że nie mają innych świadków poza nią, ale może nie zdążył jej powiedzieć o wszystkim.

– W noc morderstwa była z nimi jedynie Wiola. Znalazłam ją całą we krwi, była nieprzytomna, leżała obok ciał swoich martwych rodziców. – Głos Łucji był wyprany ze wszystkich emocji, choć przecież mówiła o rodzonej siostrze i jej mężu. Alicja domyślała się, że tak spokojny ton był efektem terapii i leków uspokajających, którymi najprawdopodobniej ją faszerowano.

– Wiola jako jedyna mogła widzieć to, co tutaj się wydarzyło. Dlatego tak ważne jest, żebyś dowiedziała się wszystkiego, czego tylko zdołasz. Naprawdę liczymy na ciebie. – Komisarz, jak zwykle, był bardzo spokojny, co nieco dodawało jej otuchy.

– Przygotuję ją na wasze przyjście – powiedziała Łucja i zniknęła w znajdującym się za drzwiami pokoju.

Rudzki przez chwilę wpatrywał się w zamknięte drzwi, po czym głęboko westchnął i zbliżył twarz do ucha Alicji. Ściszył głos, ale jego kolejne słowa i tak zmroziły krew w jej żyłach:

– Słuchaj, nie wiemy, co tutaj się stało. Dziewczyna jest cenna i trzeba się z nią obchodzić jak z jajkiem. Jest naszym jedynym świadkiem i bez jej pomocy niczego się nie dowiemy. Dlatego postaraj się, okej? Wierzę, że razem damy radę. – Zamilkł, po czym dodał jeszcze: – Nie ufam jej do końca. Moim zdaniem już jakiś czas temu wszystko sobie przypomniała, tylko z jakiegoś powodu nie chce nam niczego zdradzać. Łucja nie była chętna, żebyś tu przychodziła. Musiałem ją długo namawiać i sam się zdziwiłem, gdy w końcu się zgodziła. Chyba bała się, że jeśli odmówi ponownie, zostanie to uznane za utrudnianie śledztwa.

Alicja uśmiechnęła się, chcąc pokazać, że go nie zawiedzie, choć w głębi duszy wcale nie była tego pewna. Z doświadczenia wiedziała, że trudno namówić do zwierzeń kogoś, kto utracił poczucie bezpieczeństwa, a tak musiało być w tym przypadku. Mimo to podniosła wysoko głowę, a gdy Łucja ich zawołała, weszła za Rudzkim do ukrytego za drzwiami pomieszczenia.

Niemal od razu zorientowała się, że trafiła do gabinetu pana domu. Naprzeciwko drzwi stało ogromne biurko, połyskujące ciemnoczekoladową barwą. Za nim znajdowało się okno zakryte burgundowymi zasłonami, przeplatanymi złotą nicią. Na widok wszechobecnego bogactwa Alicja znów poczuła ukłucie zawiści i niechęci.

Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Karta redakcyjna

Niespodziewany gość

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Prawa autorskie

Meritum publikacji