Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
271 osób interesuje się tą książką
Arden straciła wszystko. Godność, bezpieczeństwo i wiarę w ludzi. Kiedy bliska śmierci zostaje znaleziona pod bramą jednej z najbardziej strzeżonych posiadłości w Chicago, jej los wpada w ręce mężczyzny, który sam jest chodzącym zagrożeniem.
Alessandro Castellano to bezwzględny capo mafii. Jego imię budzi strach, a decyzje nie podlegają dyskusji. Nie ratuje ludzi bez powodu. A jednak daje schronienie dziewczynie, która powinna była zniknąć bez śladu.
Między nimi rodzi się napięcie, którego nie da się zignorować – mieszanka strachu, fascynacji i zakazanego przyciągania. Arden próbuje odbudować siebie w świecie pełnym przemocy i sekretów, gdzie decyzje o życiu i śmierci to codzienność. Alessandro walczy z własnymi demonami, nieufnością i pragnieniem posiadania czegoś, czego nie da się kupić.
„Niczyja” to mroczna historia o przetrwaniu, władzy i uczuciu, które rodzi się tam, gdzie się go nie spodziewano. O granicy między ochroną a obsesją. O kobiecie, która miała być niczyja, a stała się dla kogoś wszystkim.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 255
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Niczyja
Wiktoria Kuchelska
Wydawnictwo Inanna
Prolog
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
NOTA COPYRIGHT
📖 Informacja o wersji demo
Strona 1
Strona 2
Strona 3
Strona 4
Strona 5
Strona 6
Strona 7
Strona 8
Strona 9
Strona 10
Strona 11
Strona 12
Strona 13
Strona 14
Strona 15
Był tak pijany, że kiedy wysiadł z auta, zatoczył się na ogrodzenie. Zaklął siarczyście, po czym pociągnął za klamkę tylnych drzwi. Wywlókł przez nie kobietę i porzucił pod bramą. Z dłoni wypadła mu kępa blond włosów, a żółć podeszła do gardła.
Pierdolona jego mać. Wiedział, że wdepnął w gówno, ale ostatki jego człowieczeństwa nie pozwoliły mu zostawić dziewczyny na pewną śmierć. Nie zastanawiał się dłużej, bo jedyne, co czuł, to upojenie alkoholowe tak mocne, że zaczął mieć to wszystko w dupie. Gdyby Lucas wiedział, co on właśnie zrobił, zajebałby go bez mrugnięcia okiem.
Władował się z powrotem do auta i ruszył z piskiem opon. Miał nadzieję, że nikt go nie zauważył, strach i adrenalina tak go rozbudziły, że momentalnie wytrzeźwiał. Spojrzał we wsteczne lusterko i dodał gazu. Chciał jak najszybciej się stamtąd ewakuować. Dopiero kiedy dotarł do swojego mieszkania i usiadł na brudnej kanapie, poczuł, że jego serce spowalniało, a on może wreszcie wziąć normalny oddech. Wiedział tylko, że jest pierdolonym tchórzem, ale to nie trwało długo, bo postanowił zapić tę wiedzę wódką.
*****
– Szefie, mamy problem. Przygotowaliśmy auto do wyjazdu, ale jeden ze strażników znalazł pod domem ledwo żywą kobietę. Czekam na rozkaz, co z nią zrobić.
Kurwa, wiedział, że tak będzie, każdego dnia coś musiało się spierdolić. Może dobrze, że to się stało rano, inaczej cały dzień spędziłby w niepewności. Ostatnio prześladowało go istne fatum. Wróg atakował na tylu polach, na ilu tylko mógł, pojawiało się coraz więcej małych gangów i dilerów, a on był tylko jeden.
Alessandro dopił kawę, marząc o czymś mocniejszym, ale aktualnie musiał się zająć najnowszym problemem. Kiedy ujrzał ją z daleka, nie był pewien, czy to w ogóle kobieta. Ciuchy miała brudne, włosy potargane, a twarz zakrywała dłonią. Leżała w pozycji embrionalnej, a gdy podszedł bliżej, okazało się, że jej zapach jest co najmniej nieciekawy.
Z obrzydzeniem uniósł jej rękę, lecz wtedy ujrzał jedną z najpiękniejszych twarzy, jakie kiedykolwiek widział. Mały nos, perfekcyjna cera, pełne usta, choć wszystko to w otoczce brudu, zapuchniętych powiek i ogromnych sińców pod oczami. Cholera, co ona tu robi? Tak urodziwa dziewczyna, w takim stanie… Kto odważył się ją tu porzucić? Alessandro miał zlecić strażnikom odesłanie jej do szpitala lub jednego z klubów nocnych, ale w tej chwili wiedział już, że nie zrobi żadnej z tych rzeczy. Wziął ją delikatnie na ręce i niósł w kierunku domu.
Obudziłam się obolała i tak głodna jak chyba jeszcze nigdy. Fala wspomnień przemknęła przez moją ociężałą głowę.
– Grzeczna dziewczynka. A teraz klęknij i weź go do buzi, i żeby przez myśl ci nie przeszło buntowanie się tak jak ostatnio. Wiesz, co cię wtedy czeka, prawda? – Jego obrzydliwy rechot wybrzmiał w pomieszczeniu.
Przełknęłam żółć podchodzącą do gardła. Panie Boże, daj mi siły, żeby to przetrwać, pomyślałam, ale powoli przestawałam wierzyć, że Bóg istnieje.
Bezsilna, podniosłam się z łóżka i szukałam miejsca, gdzie będę mogła zwymiotować. Otworzyłam drzwi naprzeciwko, które, jak się okazało, prowadziły do łazienki. Nogi ugięły się pode mną, kiedy dotarłam do sedesu. Zwracałam, szlochając; nie byłam w stanie tego powstrzymać.
W tej chwili jedyne, czego chciałam, to żeby ktoś zabrał mnie z tego piekła i uwolnił od wspomnień. Najgorsza była świadomość, że to się stało naprawdę i nic już nie sprawi, że będę taka jak dawniej. Coś we mnie pękło, wiedziałam, że to być może ostatnia chwila, kiedy mogę się wypłakać, bo oni zaraz po mnie przyjdą i wszystko zacznie się na nowo.
*****
Kiedy znowu się obudziłam, nie byłam już w łazience, leżałam ponownie w łóżku, nakryta kołdrą, co więcej – w samej bieliźnie. Dookoła unosił się kadzidlany zapach, wszystko wydawało się czyste, a sam pokój był ogromny. Każdy mebel tutaj został wykonany z litego drewna, a bordowe, ciężkie zasłony i ciemne ściany sprawiały, że pomieszczenie zdawało się przytłaczające. Usłyszałam hałas dochodzący zza drzwi. Miałam wrażenie, że cały dom pracuje, a echo z korytarza niosło się wokół.
Przerażona rozejrzałam się za czymś do obrony, ale nie znalazłam nic, czego mogłabym dosięgnąć. Łzy napłynęły mi do oczu na myśl o tym, co się zaraz ze mną stanie. Zaniosłam się histerycznym szlochem, wiedziałam, że nie zdołam wytrzymać już więcej. Byłam gotowa odebrać sobie życie, byleby nie doznać żadnego więcej upodlenia ze strony tych bestii. Nie miałam świadomości tego, że dotkliwie wbijałam paznokcie w swoje czoło i wyrywałam sobie włosy, gdy zasłaniałam twarz dłońmi. Ktoś nacisnął klamkę, ciężkie drzwi zaskrzypiały, ale nie miałam odwagi spojrzeć w tamtą stronę.
Wkurwiony Lucas zadzwonił do mnie, kiedy wracałem z zakończonej akcji. Był wściekły, że zostawiłem go w domu z – jak to nazywał – przybłędą, podczas gdy ja walczyłem wraz z innymi żołnierzami. Wiedziałem, że wolałby zastrzelić kilka osób i torturować kilka innych, ale potrzebowałem go na miejscu właśnie dlatego, że był najlepszy.
W razie zagrożenia miał chronić dziewczynę, tym bardziej że nie wiedzieliśmy, kim jest i kto ją podrzucił. To mogła być zasadzka albo ktoś mógł chcieć ją odzyskać. Kiedy jednak usłyszałem jego głos przez telefon, wiedziałem, że powód wkurwienia musiał być inny. Jak się okazało, Beatrice poszła zanieść jedzenie dla naszej znajdy, ale ta wpadła w amok i gosposia nie była w stanie powstrzymać jej przed zadawaniem sobie bólu. Lucas musiał wkroczyć do akcji i dureń uznał, że wymierzenie policzka tej i tak już poobijanej dziewczynie będzie najlepszym sposobem na jej otrzeźwienie.
Przekląłem w myślach i kazałem szoferowi przyspieszyć. Skoro mój najlepszy człowiek był takim debilem, to jak głupi musieli być pozostali? Miałem ochotę ich wszystkich rozstrzelać, z Lucasem na czele.
Kiedy tylko przekroczyłem próg domu, zacząłem szukać gosposi. Zazwyczaj o tej godzinie Beatrice kręciła się po kuchni, gotując obiad.
– Co z dziewczyną? – zapytałem, gdy ją znalazłem.
– Dzień dobry, panie Alessandro. Miała atak paniki. Zawołałam od razu Lucasa, nie mogliśmy jej uspokoić, dlatego znowu podał panience coś na uspokojenie.
– Ja pierdolę… Nigdy jej nie przesłuchamy, jeśli będzie ciągle na prochach. Pilnuj, kiedy znowu się obudzi, i od razu daj mi znać.
Nie czekałem na odpowiedź, poszedłem do siebie. Ten jebany dzień już zdążył mnie wykończyć. Cały byłem pokryty krwią po tym, jak przetransportowaliśmy do naszego magazynu kilku młodziaków i zaczęliśmy ich przesłuchiwać. Tylko że żaden z nich nie był nikim znaczącym, po odbiór towaru spotykali się pod wyłączonymi lampami, nigdy nie byli w dziupli skurwysynów, którzy wjebali się na mój teren.
Coraz bardziej zaczynałem wierzyć, że dziewczynę podesłały tamte chuje, wierząc, że rozejrzy się po domu i mnie ugłaska, a później przechytrzy, bo przecież kto by podejrzewał o coś takiego małą, seksowną blondynkę? No, tak właściwie to ja.
Nie byłam do końca pewna, ile już tu jestem. Kilka ostatnich dni, tygodni lub miesięcy zlało mi się w jedno. Pamiętałam zaledwie urywki, przychodzili do mnie różni ludzie. Jak przez mgłę przypomniałam sobie lekarza, który podpinał mi kroplówki i mnie badał, kobietę, która mnie karmiła, pomagała wstawać do toalety i dbała o mój komfort. Był także on – mężczyzna o wyglądzie samego diabła, wodzącego na pokuszenie…
Przychodził do mnie po zmroku, zazwyczaj siedział obok, wpatrując się we mnie, podawał mi wodę i wyręczał we wszystkich czynnościach, z którymi ja nie byłam w stanie sobie poradzić. Na początku się go bałam, bałam się wszystkiego i wszystkich. No, może lęk przed kobietami był jedynie nieco mniejszy. Sądziłam, że on będzie taki jak inni mężczyźni, ale się myliłam. Nie dotknął mnie ani razu wbrew mojej woli. A przynajmniej ja tego nie pamiętam.
Słyszałam niektóre ich rozmowy o tym, że jestem skrajnie wychudzona i uzależniona, i że znaleźli na moim ciele wiele ran. Teraz podobno większość z nich się już wygoiła, ale nie te, które wyryły się w moim umyśle. Te zostaną ze mną na zawsze i chyba nie czułam się gotowa przestać o nich myśleć. Nawet kiedy spałam, byłam niespokojna, ciągle wracałam do punktu, w którym przeżywałam cały swój horror na nowo.
Codziennie, od nowa i od nowa, a ból wcale nie zelżał.
W ciągu ostatnich kilku dni budziłam się częściej i na dłużej, a dzisiaj zdawało mi się, że pierwszy raz od dawna jestem w pełni świadoma. Czułam, jak mój wycieńczony organizm zaczął się oczyszczać z narkotyków, które były mi podawane wbrew mojej woli.
Okoliczności zmieniły się tak bardzo, że mimo bólu psychicznego, który nadal odczuwałam, miałam wrażenie, jakbym żyła innym życiem.
– Dzień dobry. Widzę, że panienka już nie śpi – przywitała się ze mną gosposia, bo właśnie nią musiała być około sześćdziesięcioletnia kobieta.
– Snu miałam aż za dużo. Przepraszam, ale tak bardzo nie chcę wracać do tego, co było, a pani wygląda na taką miłą… Powiedz, proszę, że nie odeślecie mnie do tego piekła. – Miałam tego nie robić, ale znowu zaniosłam się szlochem. Tak bardzo się bałam…
– Dziecko drogie, pan Castellano nigdy na to nie pozwoli. Możesz myśleć inaczej, ale to dobry człowiek, o ile i ty okażesz się dobra dla niego.
Cokolwiek to znaczy, pomyślałam, ale zaraz, zmęczona płaczem, znów odpłynęłam w sen. Każde wypowiedziane słowo, a nawet najmniejszy ruch głową tak bardzo mnie osłabiały…
*****
Ciemność rozjaśniała poświata lampy, stojącej w rogu pokoju. Nie wiem, kiedy odleciałam i jak długo spałam. Czułam, że nie jestem sama, całe moje ciało wyczuwało jego obecność, ale nie reagowało już tak nerwowo jak na początku.
Delikatnie odwróciłam głowę, aby się upewnić, że faktycznie tam siedzi.
– Co dostanę dzisiaj? – zapytał spokojnym głosem.
Moje myśli od razu pobiegły w jednym kierunku. Tylko nie to, błagam. W moich oczach pojawiły się łzy, ale pierwszy raz od dawna poczułam wolę walki.
– Nie chodziło mi o to, gattina.Ostatnim razem, kiedy przyniosłem jedzenie, zostawiłaś mi szramy na rękach, spoliczkowałaś mnie i wbijałaś paznokcie w każde możliwe miejsce. Chyba nie sądzisz, że po czymś takim odważę się do ciebie jeszcze zbliżyć. – Pomimo poważnego tonu dało się wyczuć nutę rozbawienia w jego głosie.
Zrobiło mi się tak strasznie wstyd. Powinnam wiedzieć, że nie chodziło mu o to. Wyglądałam jak śmierć, widział, jak wymiotowałam. Zachowywałam się niczym opętana, a on był przy mnie przez cały ten czas. Odwróciłam głowę, żeby nie narażać się na dalsze drwiny.
Co ty miałaś w głowie, żeby tak się zbłaźnić? Zwinęłam pod kołdrą palce w pięści, wściekła na siebie i na niego za to, że sobie ze mnie żartował.
– Przepraszam, byłoby milej z mojej strony, gdybym zapytała o zgodę, zanim tak cię urządziłam.
– Potraktuję to jako słowa wdzięczności za okazaną pomoc – powiedział, po czym wstał i wyszedł.
A ja, odwrócona w stronę okna, usłyszałam tylko trzask zamykanych drzwi.
Cholera, jak mogłam być tak niewdzięczna?
*****
Nie spodziewałam się, że będę mogła w tym domu tak wiele. Dzisiaj pierwszy raz o własnych siłach poszłam do toalety, rozczesałam włosy i wzięłam kąpiel. To, co kiedyś było dla mnie poranną rutyną, dzisiaj stanowiło nie lada wyzwanie i luksus.
Kiedy sunęłam szczotką po głowie, oczami wyobraźni widziałam kaskadę blond włosów spływającą aż do pasa. Chociaż to było zaledwie rok temu, ten czas wydawał mi się niesamowicie odległy. Dzisiaj moje włosy sięgały zaledwie trochę za łopatki.
Zakochując się w Hunterze, byłam tak niedorzecznie naiwna, wierzyłam w miłość na zawsze, nie zauważałam czerwonych flag, które pojawiały się na każdym kroku.
A może nie chciałam ich widzieć? Przecież było mi z nim tak wygodnie. Za wszystko płacił pieniędzmi z handlu narkotykami, a ja długo to ignorowałam, bo nie miałam pewności. Nie ograniczałam go, chociaż prowadził imprezowy tryb życia, lubił brać, ale nigdy nie przesadzał. W pewnym momencie to się jednak zmieniło. Hunter zażywał coraz więcej, testował nowości, z różnym skutkiem. Nie zauważył, kiedy siłą zostałam w to wciągnięta. Gdy zobaczył mnie naćpaną i wykorzystaną za pierwszym razem, płakał, mówił, że to się nigdy nie powtórzy.
Ale się powtórzyło.
A po kilku razach przestał obiecywać. Dziewczyna, w której się zakochał, poszła na dno razem z nim. Zniknęła, a wybrakowanej wersji, używanej wielokrotnie przez jego dilera i kolegów, on już nie chciał. Łatwiej było mu znaleźć kogoś nowego, niż zostawić wszystko, co nas zniszczyło, i zawalczyć o naszą przyszłość. Nie płakałam za nim, płakałam nad tym, że pozwolił zrujnować mnie, chociaż ja nigdy dobrowolnie nie zrobiłabym mu tego samego. Nasunęło mi się na myśl pytanie, czy to on wyrzucił mnie z domu i pozwolił, żebym leżała pod czyjąś bramą niczym bezdomny pies.
Pewna, że impreza już się skończyła, zeszłam po schodach, żeby napić się wody i prosić Huntera, żeby poszedł do łóżka. Jak co weekend dał się ponieść piciu i używkom, ale zwykle mi to nie przeszkadzało, bo po prostu zasypiał na kanapie w salonie.
Tym razem coś było nie tak. Ciszę przerywaną pochrapywaniem stłumił stukot odkładanej butelki po piwie. Chciałam się wycofać na górę, ale było już za późno. Człowiek, któregostarałam się unikać za wszelką cenę, siedział rozparty wygodnie na jednym z foteli.
– Cukiereczku, jak miło cię widzieć. – Diler, a zarazem szef Huntera, uśmiechnął się obleśnie na mój widok.
Sunął wzrokiem po moim ciele. Jego spojrzenie zatrzymało się dłużej na sutkach prześwitujących przez białą, zbyt dużą koszulkę.
– Nie odwracaj się ode mnie. Taka ładna, a taka nieżyczliwa. Nie nauczył cię nikt, że nieładnie ignorować osobę, która do ciebie mówi?
Wiedziałam, że to moment, w którym muszę uciekać, ale strach mnie początkowo sparaliżował. Złapałam się poręczy, dopiero kiedy usłyszałam za sobą kroki. Byłam już prawie na górze, gdy złapał mnie za łokieć.
Serce biło mi jak szalone, a jego zionący alkoholem oddech łaskotał moje ucho.
– Gdzie się wybierasz? Może wybierzemy się tam razem, maleńka? – Jego rechot był obrzydliwy. Pastwił się nade mną, pokazując swoją przewagę.
Głos ugrzązł mi w gardle, ale on odebrał moje milczenie jako zniewagę.
Szarpał mnie za włosy i bił pięściami po ciele przez całą drogę do sypialni. Nawet nie zamknął drzwi, a moje drapanie i płacz tylko go nakręcały. Zrobił ze mną wszystko, co chciał. Na końcu mnie spoliczkował, obiecując, że wróci, i życzył mi oraz mojemu chłopakowi spokojnej nocy.
Dla Huntera była spokojna, w końcu spał smacznie, odcięty od rzeczywistości, kiedy ja w swojej umierałam w środku.
Wspomnienia przewijały się w mojej głowie, nie dając mi spokoju. Postanowiłam zrobić coś, żeby się stąd wydostać. Niepewnie zbliżyłam się do drzwi sypialni. Okazały się otwarte, a kiedy wyszłam na zewnątrz, ujrzałam rozległy korytarz, a naprzeciwko drugie drzwi.
Dywan, którym była wyłożona drewniana podłoga, częściowo wygłuszał moje kroki. Na końcu korytarza poczułam zapach jedzenia i napędzana głodem szłam schodami w nieznanym mi kierunku. Na większości ścian wisiały obrazy w drewnianych ramach. Dom wydawał się stary. Chociaż określenie ,,dom” zdecydowanie nie pasowało do tej ogromnej posiadłości. W kuchni gosposia kołysała się wesoło, podrygując do muzyki.
Kiedy w końcu mnie dostrzegła, uśmiechnęła się przyjacielsko.
– Panienko, może podać śniadanie? Co tylko panienka sobie zażyczy. Naleśniki, jajecznica, szakszuka, co ty na to?
– Z miłą chęcią. Może pomogę? Czuję się już dużo lepiej…
– Mów mi Beatrice – poprosiła, po czym wskazała łyżką, że mogę podejść i nałożyć sobie jedzenie.
Dzięki temu czasowi spędzonemu z nią w kuchni, poczułam się, jakby komuś naprawdę na mnie zależało.
– Nie bój się, możesz wychodzić z posiadłości, kiedy tylko chcesz. Jest strzeżona przez grupę naszych ludzi. Cały ogród jest do twojej dyspozycji, możesz w nim robić, co tylko ci się podoba.
– Mnie tak nie powiedziałaś, a jestem tutaj znacznie dłużej – odezwał się mężczyzna, który wyłonił się z korytarza.
– Ty podeptałeś moje kwiaty. Zrób to jeszcze raz, a będziesz leżał metr pod nimi jako nawóz – zrugała go Beatrice, wymachując przy tym łyżką.
Pomimo groźnego tonu dało się wyczuć w jej głosie jakąś słabość do tego człowieka.
– Ajajaj, ale po co od razu te groźby? Było ciemno, a kwiaty rosły nie tam, gdzie trzeba. Jestem Aaron – przedstawił się. – A ty to zapewne Arden.
– Zgadza się – odparłam niepewnym głosem.
Ewidentnie musiał sporo o mnie wiedzieć, bo nawet nie próbował podać mi ręki. Utrzymywał między nami dystans, co sprawiało, że poczułam się nieco lepiej. I chyba dlatego niemal od razu go polubiłam.
Ostatnie tygodnie dawały mi w kość. Rozmowa z ojcem tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że jestem na skraju wybuchu. Nic nie układało się po mojej myśli.
Cholerny Lucas wyjechał. Jego tłumaczenia ani trochę mnie nie przekonały, ale był moją prawą ręką, nie niewolnikiem. Chociaż takie rozwiązanie brzmiało kusząco. Gdyby mnie nie opuścił, mógłbym odsapnąć. Pięć lat temu wyleciałem z Włoch do Ameryki z bardzo prostej przyczyny: chciałem stworzyć nowe królestwo, zupełnie od podstaw. Udowodnić wszystkim, że nie jestem gorszy od ojca i brata.
Zbudowałem w Chicago prawdziwe imperium – przemyt broni, handel narkotykami, udziały w wielu inwestycjach tego miasta. Oprócz nielegalnych biznesów posiadałem również te legalne, związane z nieruchomościami. Pranie brudnych pieniędzy nie było niczym trudnym, kupiłem to miasto już dawno. Nikt nie był też na tyle głupi, żeby kopać sobie grób. Prawie nikt, bo pierdolony Aniello zdawał się nie wiedzieć, do kogo należy Chicago.
Jak się okazało, to on ostatnio postanowił zacząć rozprowadzać towar w moim mieście. Jego ludzie byli nieobliczalni, siali spustoszenie i zamęt, a dragi, które sprzedawali, ryły ludziom głowy. Zająłem się nimi, ale nie dało się zwalczyć ich tak łatwo, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że ukrywali się daleko poza miastem, a sam Aniello był niczym duch.
Każdy o nim słyszał, ale nikt go nie widział. Do pomocy włączyły się gliny; umówmy się, nie byli moimi fanami, ale lepszy jest wróg, którego znasz. Zresztą liczba zgłoszeń o zgonach po niedozwolonych substancjach rosła drastycznie, a statystyki skuteczności policji zaczynały być niepokojące. Wiedzieli, że jeśli czegoś nie zrobią, zainteresuje się tym ktoś wyżej, a tego nie chcieli ani oni, ani ja. Dlatego postanowiliśmy działać w cichym porozumieniu. Dzięki temu byłem bliżej schwytania i wyprucia flaków Aniellowi.
Jak na złość akurat w najbardziej gównianym momencie w moim życiu musiała się pojawić ta mała blondyna. Miałem co do niej mieszane uczucia, w takich aniołach przeważnie mieszkały najgorsze diabły. Wabiły, mieszały w głowie, a później, kiedy nie było już odwrotu, pokazywały swoje prawdziwe oblicze.
Próbowałem rozszyfrować Arden, ale to nie było takie proste. Informacje, które zdobyłem na jej temat, nie wnosiły wiele do sprawy. Młoda, zdolna studentka prawa, nic w tym podejrzanego. Szukałem więc głębiej, ale jej rodzice i dalsza rodzina nie mieli żadnych powiązań mafijnych. Jedynym, co mi zostało, wydawało się dalsze tropienie lub przepytanie samej zainteresowanej. Problem polegał na tym, że aktualnie była, delikatnie mówiąc, wycofana. Nieco bardziej otworzyła się jedynie przed Beatrice i to ją będę musiał poprosić o przysługę.
Skończyłem na dzisiaj pracę i postanowiłem się w końcu wynurzyć ze swojego gabinetu na ostatnim piętrze. Kiedy zmierzałem w dół schodów, usłyszałem coś dziwnego, jakby śmiech. Prawdziwy, szczery śmiech dobiegający z kuchni. Niemożliwe. Przerywało go wzajemne przekrzykiwanie się Beatrice i Aarona.
– Ten mały potwór od zawsze był wrzodem na tyłku! W ostatniej klasie, po randce z… jak jej tam było… z Amelią, wrócił tak pijany, że kiedy przechodził…
– Stooop, nie wierz jej w ani jedno słowo. – Mężczyzna westchnął dramatycznie.
– …przez ogrodzenie, zawiesił się na nim bokserkami. Skończyło się na tym, że musiałam przeciąć gumkę majtek, żeby go ściągnąć z metalowego pręta.
– Ściągnąć? Spadłem i złamałem nadgarstek!
Arden siedziała przy stole, śmiejąc się do rozpuku. W tej jednej chwili poczułem niesamowite szczęście, że ta urocza blondynka jest jeszcze zdolna do odczuwania pozytywnych emocji. Jednocześnie zawładnęła mną niesamowita zazdrość, bo to Aaron wywołał w niej lawinę śmiechu, nie ja.
– Dzień dobry. Czy mogę wiedzieć, co to za zgromadzenie? Nie macie żadnej pracy do wykonania? – W myślach mój ton brzmiał milej.
Zmierzyłem przyjaciela zbyt ostrym wzrokiem, starałem się więc uśmiechnąć, ale wyszedł z tego grymas, jakby bolała mnie głowa. Ja pierdolę, jestem capo, a jedna mała blondyna sprawiła, że nie potrafiłem panować nad uczuciami.
– W sumie to sobie przypomniałem, że mam coś do zrobienia – zmieszał się Aaron i wstał, po czym puścił oczko do blondyny.
Zaraz, zaraz, co, kurwa?
I czy ona się właśnie do niego uśmiechnęła?!
– Szefie, od razu lepiej się pracuje, kiedy panuje taka miła atmosfera. Ale rozumiem, że nie każdy jest to w stanie odczuć. – Nasza gosposia zmierzyła mnie karcącym wzrokiem.
Pewnie, obraźcie się wszyscy, bo zadałem jedno pytanie.
– W sumie to ja chyba pójdę już do siebie – zaczęła Arden.
Wydawała się niepewna tego, w jaki sposób powinna się zachować. Westchnąłem ciężko.
– Zostań i zjedzmy wspólnie obiad. To chyba nie będzie dla ciebie zbyt wielka tortura, gattina?
– Myślę, że nie, ale pozwól, że zaczekam z werdyktem do końca kolacji. – Uśmiechnęła się nieśmiało, po czym wstała i podała mi talerz i sztućce.
Nie dość, że jej pełne usta były kuszące, to jeszcze takie pyskate. Kto by się spodziewał…
Jest i on, Wielki Pan i Władca włości, naburmuszony capo we własnej osobie. Beatrice i Aaron zdążyli mi trochę opowiedzieć o nim i o miejscu, w którym przebywam. Igranie z Alessandrem nie było więc mądrym posunięciem, jeśli chciałam żyć. No właśnie – jeśli. A ja ciągle się wahałam.
Musiałam jednak przyznać, że zazwyczaj i tak najpierw mówiłam, a potem myślałam, więc bez sensu zgrywać teraz heroskę. Jako przyszła pani prawnik powinnam mieć wszystkie emocje pod kontrolą, niestety teoria to jedno, a życie – drugie. Wypadałoby chociaż wymusić na jego widok uśmiech, w końcu gościł mnie w swoim domu i – jak wywnioskowałam z rozmów – nie zamierzał robić mi krzywdy.
Wzdrygnęłam się na myśl o tym, bo w swoim starym domu, z Hunterem, też sądziłam, że jestem bezpieczna. A jak się okazało, to było ostatnie miejsce, gdzie powinnam przebywać. Nawet nie zauważyłam momentu, w którym zostaliśmy z Alessandro sami.
– Tak naprawdę to, korzystając z okazji, chciałam ci podziękować – powiedziałam cicho, a on spojrzał na mnie chyba nieco zaskoczony.
Nie do końca potrafiłam odczytać jego emocje.
– Za co dokładnie, gattina? – odezwał się swoim władczym tonem.
Siedział po drugiej stronie stołu, z podwiniętymi do łokci rękawami idealnie białej koszuli. Na jego nadgarstku połyskiwał drogi zegarek. Nienaganna fryzura i idealna twarz zdawały się ze mnie kpić. Czułam się przy nim jak Kopciuszek przy księciu. Mój ponaciągany dres obok skrojonych na wymiar ubrań mężczyzny wydawał się ścierką do podłogi.
– Za to, że dałeś mi drugie życie, a przecież ludzie tacy jak ty tego zazwyczaj nie robią.
Prychnął niemal niesłyszalnie, a jego twarz wykrzywił grymas.
– Tacy jak ja? Masz na myśli gangsterów, zabójców, gwałcicieli? Tym właśnie jestem dla takiej wymuskanej paniusi jak ty, prawda?
– Nie denerwuj się, proszę. Masz rację, być może błędnie wyciągnęłam wnioski. Proszę, powiedz więc, że jesteś dobrym człowiekiem, i zamkniemy ten temat – wysyczałam te słowa przekornie.
I to byłoby na tyle z mojej zachowawczości.
– Gattina, ostatnie, co można o mnie powiedzieć, to że jestem dobrym człowiekiem, ale są rzeczy, którymi brzydzę się nawet ja. Nigdy nie tknąłbym kobiety, która o to nie poprosiła. Zresztą nie muszę, one same do mnie lgną. Owszem, odwiedzam kluby nocne moich znajomych, jednak tam dziewczyny pracują z własnej woli. I owszem, zabijam, ale tylko kiedy muszę. Mówi się, że zawsze mamy wybór, tylko kiedy wyborem jest żyć albo zginąć, to tak jakby nie mieć wyboru. Chyba że się mylę. Jak uważasz?
Poważna mina nie schodziła z jego twarzy, co więcej, miałam wrażenie, że mężczyzna brzydzi się mną po tym, jak go oceniłam.
– Ja… naprawdę nie chciałam, jestem wdzięczna za wszystko – odparłam, zmieszana tym, w jakim kierunku potoczyła się nasza rozmowa.
Ostatnie, czego się spodziewałam, to że w ciągu niecałych dwóch minut urażę Alessandro.
Cholera, czasami jestem naprawdę beznadziejna.
– Skoro już to ustaliliśmy, to powiedz mi: czy chciałabyś wrócić na studia?
– Sama nie wiem. Pierwsze tygodnie zleciały mi jak zaledwie kilka dni, a teraz, kiedy zaczęło być lepiej, chyba nie chcę o tym myśleć. Czuję się tak, jakby tamto życie się skończyło. I nie mam pojęcia, co zrobić, żeby do niego wrócić, ot tak po prostu, jakby niektóre rzeczy nigdy się nie wydarzyły.
– Masz rację, dam ci czas do namysłu. I tak cię stąd nie wypuszczę po tym wszystkim. Beatrice nie wybaczyłaby mi, gdyby coś ci się stało. Nie powinna, jednak przywiązała się do ciebie. Eh… tyle razy jej powtarzałem, że jest zbyt ufna i szybko się angażuje, ale ta kobieta nigdy mnie nie słucha. – Alessandro zrezygnowany pokręcił głową.
W tym momencie pierwszy raz zobaczyłam w nim ludzkie uczucia. Kiedy mówił o gosposi, jego głos nieznacznie zmiękł, a na ustach pojawił się nikły uśmiech.
Dało się zauważyć, że mimo pozorów był zżyty ze swoimi ludźmi. Zresztą nie bez powodu, bo Beatrice i Aaron wyrażali się o nim z ogromnym szacunkiem. Nie jakby był bezwzględnym zabójcą, lecz synem, bratem, częścią rodziny. Im dłużej z nim przebywałam, tym więcej myślałam o tym, czy dobrymi uczynkami ten człowiek zdoła wymazać swoje grzechy.
Jeśli tak, skończy w niebie. W końcu mnie uratował, otoczył opieką i ochronił przed złymi ludźmi. A tego nie zrobił nawet Hunter, który w teorii był przecież dobrym człowiekiem…
Zatrzymałam te myśli dla siebie. Nie wiedziałam, jak długo Alessandro będzie taki hojny, a poza tym był zbyt dużym dupkiem, żebym aż tak łechtała jego ego.
Po skończonej kolacji pozbierałam naczynia i posprzątałam po posiłku. Chociaż tyle mogłam zrobić w ramach podziękowania. Wielki capo wyszedł, kiedy ktoś niespodziewanie do niego zadzwonił.
Czekałam na niego około dwudziestu minut, zanim się zorientowałam, że najprawdopodobniej już nie wróci. Nie miałam mu tego za złe. Podobno bardzo dużo pracował i nie miał czegoś takiego jak dzień wolny – siedzenie w kuchni z tymi dwoma plotkarzami na coś się zdało, sama nie zadawałam dużo pytań. To Aaron każdy mój uśmiech odbierał jako zachętę do dalszego mówienia.
Zmęczona udałam się do sypialni. Po drodze po raz kolejny podziwiałam majestatyczność tego wnętrza. Szerokie schody pokryte czerwonym dywanem wyglądały niczym z bajek o księżniczkach. W domu unosiła się specyficzna woń starych przedmiotów, pomieszana z zapachem czystości i czegoś jakby zimnego, wilgotnego. To wszystko pewnie za sprawą rozmiaru posiadłości i jej wieku. Zdawało się, że mróz wchodzi tutaj każdą szczeliną w drewnianych oknach. Ramy były stare, lakier łuszczył się na nich, zdradzając wiekowość budynku. Powolnym krokiem dotarłam do drzwi, nacisnęłam ozdobną, mosiężną klamkę i przekroczyłam próg swojego pokoju. Bałam się przyznać do tego nawet przed sobą, ale podobało mi się to miejsce. I podobał mi się jego właściciel.
*****
Skierowałam się do łazienki, która przylegała do mojej sypialni, żeby się wykąpać i przygotować do snu. Nie miałam tutaj laptopa, telefonu ani żadnej innej rzeczy, która pozwoliłaby mi na spędzanie czasu nie tylko na leżeniu i myśleniu.
Nie żeby to było takie złe, w końcu mogłam poukładać sobie w głowie wiele rzeczy. W głębi ducha cieszyłam się, że tu jestem. Nie miałam gdzie się podziać ani kogo prosić o pomoc. Może jakaś koleżanka ze studiów dałaby mi nocleg na kilka dni, ale co dalej? Nie byłam zżyta z nikim na moim kierunku. Starałam się być dla wszystkich miła i bezkonfliktowa, to jednak nie wystarczyło, żeby połączyły mnie z kimś głębsze relacje. Rodzice podróżowali, czasami dawali znak życia, wysyłając pocztówkę albo e-mail, ale nie byliśmy blisko.
Chyba nieco inaczej wyobrażali sobie rodzicielstwo. Kiedy ukończyłam szkołę, postanowili zacząć spełniać marzenia i wybrać się w podróż życia. Nie mieli konkretnego planu ani celu, ciągle coś zmieniali. Raz byli w Stanach, a innym razem we Francji, dawali się ponieść fantazji. Nie miałam im tego za złe… Chociaż może trochę? Teraz, jak nigdy, potrzebowałam ich uścisku i zapewnienia, że wszystko będzie dobrze.
Leżenie w wannie zmieniło się w podsypianie w wannie, dlatego postanowiłam się z niej ewakuować, ubrać się ciepło i w rozczesanych włosach położyć się już spać. Lubiłam jednak zasypiać ze szklanką wody lub soku przy łóżku, dlatego wcześniej udałam się na dół.
Światła w całej posiadłości były zgaszone, delikatnie rozproszony blask dawały jedynie kinkiety rozmieszczone na ścianach. Gdy dotarłam do kuchni, panował tam zupełny mrok, a ja nie wiedziałam, gdzie jest włącznik. Spróbowałam go wyszukać po omacku, zakładałam, że musi być tuż przy wejściu. Niestety z moim szczęściem zahaczyłam o krzesło i potknęłam się o nóżkę. Nie zdążyłam nawet krzyknąć, kiedy jakaś postać złapała mnie w talii.
– Uważaj, powinnaś być bardziej ostrożna – powiedział głos przy moim uchu.
Poczułam woń alkoholu i mięty. Ręce mnie puściły i nagle poczułam, że ten ktoś poczochrał mi włosy. Aaron?
– Cóż, ostatnio mój instynkt przetrwania trochę szwankuje.
Blondyn roześmiał się na te słowa.
– Co się tu, do kurwy, dzieje?
Światło się zapaliło, a naszym oczom ukazał się wkurwiony Alessandro. Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że ja i Aaron stoimy niebezpiecznie blisko siebie. Chłopak spoglądał na mnie z zawadiackim uśmiechem i miałam nieodparte wrażenie, że zamierza tym jeszcze bardziej rozwścieczyć swojego szefa.
– Przepraszam, chciałam się tylko napić soku, ale było ciemno i potknęłam się o to nieszczęsne krzesło.
– A ja ją uratowałem niczym książę z bajki. Mieliśmy już żyć długo i szczęśliwie, ale nam przerwałeś.
Tym razem to ja się roześmiałam. Niewątpliwie „długo i szczęśliwie” z tym prowokującym gnojkiem byłoby ciekawe. Alessandro nie wyglądał, jakby zrozumiał żart, i wciąż wpatrywał się w nas karcącym wzrokiem.
– Będę się już zbierał. Arden, uratowanie ci życia było zaszczytem. – Blondyn skinął mi głową i wyszedł z kuchni z butelką alkoholu.
– Coś was łączy? – zapytał nadal wkurzony Włoch.
– A przeszkadzałoby ci, gdyby tak było?
– Gattina, nie prowokuj mnie. – Podszedł bliżej. – Wyjaśnijmy coś sobie: jesteś moja, czy tego chcesz, czy nie, więc lepiej porzuć myśli o nim, bo nic z tego nie będzie. Oprócz grobu wykopanego dla Aarona i każdego, kto cię tknie.
Zamurowało mnie. Ostatnie, czego się spodziewałam, to że Alessandro będzie o mnie tak zazdrosny. Nie spędzaliśmy nawet razem czasu, nie mówiąc o budowaniu głębszej relacji.
I wtedy to do mnie dotarło. Ten despotyczny dupek po prostu chciał mnie mieć na własność, bo wydawało mu się, że może.
– Nie zdobędziesz mnie groźbami. Zresztą jestem wolnym człowiekiem, a nie twoim psem – odparłam naburmuszona.
Wycofałam się z kuchni i jak największy tchórz zaczęłam biec do swojej sypialni. Oczywiście nie wzięłam soku, ale nie wytrzymałabym kolejnych potyczek słownych z tym człowiekiem. A jego bliskość sprawiała, że chciałam mu przytaknąć, chociaż to, co mówił, nie miało najmniejszego sensu.
*****
Beatrice od kilku dni przygotowywała mi zioła na lepszy sen. Biorąc pod uwagę ostatnie miesiące mojego życia, to było wybawienie. Koszmary często mnie budziły. Były tak realistyczne, że później nie mogłam już zasnąć. Siedziałam tylko, oddychając głośno i próbując się uspokoić. Bałam się choćby ruszyć, bo miałam wrażenie, że mój oprawca może w każdej chwili po mnie przyjść.
Racjonalne myślenie podczas tych epizodów było niemożliwe. Głośne bicie serca zdawało się nie do zniesienia, aż przychodził w końcu taki moment, że powoli się kładłam, wsuwałam rąbek kołdry pod głowę i próbowałam znowu zasnąć. Pełna lęku i obaw zamykałam powoli oczy, kontrolując to, co się pojawi w myślach, a rano byłam jeszcze bardziej wyczerpana niż przed snem.
Również dziś zwlekłam się z łóżka z wielkim trudem. Chciałam ogarnąć się w łazience, ale nie miałam na to siły. Przekonana, że nikogo oprócz Beatrice nie będzie o tej porze w domu, zeszłam na dół. Włosy, związane w wysoki kok, wyglądały po nocy jak ptasie gniazdo, a długa koszulka przykrywała nieznacznie moje opięte bokserki. Nie włożyłam nawet kapci, więc mój outfit dopełniały białe skarpetki.
Z pewnością nie spodziewałam się zastać na korytarzu czterech ubranych w garnitury mafiosów, którzy spoglądali na mnie z zaskoczeniem. Kurwa, nie wiedziałam, co zrobić, dlatego w pierwszej kolejności zaczęłam naciągać koszulkę, a na mojej twarzy pojawił się wymuszony uśmiech.
– Cześć, przepraszam, już znikam – powiedziałam i wbiegłam do kuchni.
Ostatnie, co zobaczyłam, to uniesiona brew Alessandra. I uśmiechy na twarzach trzech pozostałych mężczyzn. Oczywiście musiało się to przydarzyć akurat mnie.
Usłyszałam odgłos kroków i głos mojego gospodarza. Zapewne przeszli do biura, niestety nie widziałam, na jak długo i czy uda mi się w tym czasie wrócić niepostrzeżenie do pokoju.
Zaczęłam przygotowywać sobie śniadanie. Postanowiłam zrobić podwójną porcję, na wypadek gdyby po spotkaniu włoski dupek zaszczycił mnie swoją obecnością. Nie wiedziałam nawet, jak mu się wytłumaczyć. Za każdym razem, kiedy się spotykaliśmy, robiłam z siebie nierozgarniętą idiotkę. Jęknęłam pod nosem i zabrałam się do pałaszowania omleta.
Posilona pysznym daniem postanowiłam zapytać Alessandra, czy mogę mu jakoś pomóc swoją wiedzą prawniczą. Zamierzałam odwdzięczyć się za wszystko, co zrobił, i wyjechać z kraju, kiedy tylko stanę na nogi. Na ten moment było na to za wcześnie, bałam się nawet wychylić nosa za mury rezydencji. Beatrice z Aaronem przekonywali mnie, że jestem tu mile widziana i że w tym stanie i tak nie pozwoliliby mi opuścić ich domu. Nie wiem nawet, kiedy tak się do siebie zbliżyliśmy, jednak ta relacja dawała mi nadzieję, że jeszcze będzie dobrze. Czułam, że mimo wszystko mam wokół siebie ludzi, którzy mnie wspierają.
– Nie ukrywam, że wolałbym prywatny pokaz bielizny tylko dla mnie. – Naczelny dupek wszedł do kuchni z uśmiechem na ustach.
– A ja wolałabym cofnąć czas i w ogóle nie robić tego pokazu, na szczęście twoi klienci nie wyglądali na niezadowolonych.
Niczyja
Copyright © Wiktoria Kuchelska
Copyright © Wydawnictwo Inanna
Copyright © MORGANA Katarzyna Wolszczak
Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.
Wydanie pierwsze, Bydgoszcz 2026 r.
książka ISBN 978-83-7995-890-0
ebook ISBN 978-83-7995-891-7
Redaktor prowadzący: Marcin A. Dobkowski
Redakcja: Joanna Błakita
Korekta: Agata Nowak | proAutor.pl
Projekt i adiustacja autorska wydania: Marcin A. Dobkowski
Projekt okładki: Ewelina Nawara | proAutor.pl
Skład i typografia: Bookiatryk.pl
Przygotowanie ebooka: Bookiatryk.pl
Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.
MORGANA Katarzyna Wolszczak
ul. Kormoranów 126/31
85-432 Bydgoszcz
www.inanna.pl
Najtaniej kupisz na www.madbooks.pl
To jest wersja demonstracyjna zawierająca 10% treści książki.
Aby przeczytać pełną treść, skorzystaj z pełnej wersji EPUB.
Konwersja i przygotowanie ebooka Bookiatryk.pl
