Każdej jednej nocy - Wiktoria Kuchelska - ebook
NOWOŚĆ

Każdej jednej nocy ebook

Wiktoria Kuchelska

0,0

192 osoby interesują się tą książką

Opis

Tiana miała wszystko: sławę, karierę łyżwiarki figurowej, pasję, która stała się jej życiem, oraz wsparcie bliskich. Niestety wystarczyła jedna chwila, by ten idealny świat rozsypał się na kawałki. Seria bolesnych kontuzji zmusza ją do porzucenia tego, co kochała najbardziej.

Złamana i zagubiona, ucieka do Clearwater, niewielkiego miasteczka w Montanie, by odzyskać równowagę i odbudować siebie. Plan był prosty: zamieszkać u wuja, odpocząć i wrócić do dawnego życia. Nie planowała spotkania z NIM.

Colt McCade to miejscowy kowboj, gburowaty ranczer o spojrzeniu, które rozpala zmysły i doprowadza ją do szału od pierwszej chwili. Jest dokładnie tym, czego powinna unikać… i tym, czego pragnie najbardziej. Ich relacja szybko wymyka się spod kontroli, a noc po nocy granica między pożądaniem a uczuciem zaczyna się niebezpiecznie zacierać.

„Każdej jednej nocy” to gorący romans pełen napięcia i namiętności. Historia o pogubionej łyżwiarce i niepokornym kowboju, osadzona w klimacie amerykańskiego małego miasteczka, gdzie miłość potrafi zaskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie.

Nowelka z Grzesznej kolekcji Inanny

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 128

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Każdej jednej nocy

Wiktoria Kuchelska

Wydawnictwo Inanna

Spis treści

Playlista

Tiana

Colt

Copyright

📖 Informacja o wersji demo

Lista stron

Strona 1

Strona 2

Strona 3

Strona 4

Strona 5

Strona 6

Strona 7

Strona 8

Strona 9

Playlista

Vance Joy – Riptide

Zach Bryan – American Nights

Randall King – You in a Honky Tonk

Edward Sharpe & The Magnetic Zeros – Home

Dolly Parton – Jolene

Blackberry Smoke – One Horse Town

Tiana

Od kiedy tylko pamiętam, bałam się dnia, w którym będę musiała zejść z lodu. Dzisiaj już wiem, że tamten strach był niczym w porównaniu do tego, co czuję teraz. Wyjechałam na lodowisko, skupiając się na dźwięku wydawanym przez płozy stykające się z lodem. Uwielbiałam go, nawet po godzinach dotkliwych treningów. Dawał mi ukojenie, kiedy moje ciało wręcz błagało o wytchnienie.

Przejechałam na środek lodowiska, starając się zapamiętać wygląd sali, na której spędziłam ostatnie kilkanaście lat mojego życia. Bo miał być to ostatni raz, kiedy tam będę, musiałam pogodzić się z tym, że już nigdy nie wrócę do zawodowego łyżwiarstwa.

Tak naprawdę wiedziałam o tym przez ostatnie pół roku, ale dopiero dzisiaj byłam gotowa pożegnać się z moją miłością raz na zawsze. Zjeżdżając z lodowiska, poczułam, że zostawiłam tutaj ogromną część siebie. I cokolwiek zrobię, nigdy nie osiągnę już nic więcej niż jako łyżwiarka. Bolało mnie to, że nikt już nie będzie patrzył na mnie z uznaniem i uwielbieniem, że nie będę dumą swojej rodziny i miasta, a także że bezpowrotnie stracę miano „tytanowej księżniczki”. Od teraz będę… przeciętna. I na tę przeciętność nie byłam gotowa. Łyżwiarstwo było dla mnie czymś więcej niż tylko sportem. Czyniło mnie wyjątkową.

Cieszyłam się, że nie spotkałam tutaj dzisiaj nikogo, z kim trenowałam; widok znajomych łyżwiarzy dobiłby mnie jeszcze bardziej. Odcięłam się niemal od wszystkich, którzy byli powiązani z tym sportem. Nie chciałam czuć zazdrości wynikającej ze świadomości, że oni mają przed sobą jeszcze tak wiele, a ja już nic. Było to silniejsze ode mnie. Wiedziałam, że jedynym sposobem na uleczenie mojego serca jest zmiana otoczenia. Dlatego skontaktowałam się z moim wujkiem, powiadamiając go, że przyjadę, tak jak za starych dobrych czasów. Nie wiem, w którym momencie przestałam go odwiedzać, ale pewnie dobre pięć lat temu, a może trochę więcej? Cholera, byłam do dupy, ale na swoje usprawiedliwienie miałam to, że zafiksowałam się na przygotowaniach do zawodów. Poświęcałam temu cały swój czas, zawsze dając z siebie wszystko.

Gdy zeszłam z lodu, ostatni raz się odwróciłam, po czym pośpiesznie zdjęłam łyżwy i zmieniłam je na swoje znoszone trampki. Chwyciłam torbę i buty, po czym odszukałam w kieszeni kurtki kluczyki do mojego auta. To już koniec, Tiana. Kilka samotnych łez spłynęło po moich policzkach. Nie bałam się tego, co nastąpi, bo wiedziałam, że sobie poradzę, lecz tego, że nic nie będzie w stanie wypełnić tej ziejącej wyrwy w moim sercu.

***

Inaczej wyobrażałam sobie drogę do Montany. Pierwszą noc spędziłam w motelu w małym miasteczku. Mój plan zakładał taki sam scenariusz kolejnego wieczoru, ale jadąc, nie napotkałam niemal żadnej żywej duszy, nie wspominając już o nieco przyjemniejszym miejscu na nocleg. Szlag. Zatrzymałam się na poboczu, zapalając awaryjne światła. Byłam zmęczona, obolała od ciągłego siedzenia i głodna, tak bardzo głodna.

Wyobrażanie sobie burgera polanego sosem serowym wcale mi nie pomagało, chociaż próbowałam pozbyć się tej myśli z mojej głowy, to ciągle wracała. Kiedy kolejny raz zaburczało mi w brzuchu, miałam ochotę się rozpłakać, bo zaledwie godzinę wcześniej mijałam znak informujący o zjeździe do jakiegoś miasteczka, ale postanowiłam go zignorować i jechać dalej. Wyjęłam telefon, aby poszukać informacji o najbliższych zabudowaniach, ale według mapy były oddalone o co najmniej dwie godziny drogi. Jęknęłam, po czym napiłam się wody i zjadłam ostatniego batona proteinowego. Chociaż nie o tym marzyłam, kiedy poczułam na języku jego słodki smak, zrobiło mi się nieco lepiej.

– Okej, Tiana, nie jest tak źle, teraz musisz tylko jechać – powiedziałam sama do siebie, śmiejąc się niemal przez łzy. Ileż bym teraz dała za gorącą kąpiel i sen w wygodnym łóżku.

Wyłączyłam światła awaryjne i włączyłam kierunkowskaz, po czym wjechałam na drogę. W głośnikach grała typowa kowbojska muzyka. Jadąc w ciemności, przypominałam sobie te wszystkie potańcówki, piękne widoki i klimat rancza, który tak bardzo kochałam. Nie wiem, jak mogłam dobrowolnie zrezygnować z tego wszystkiego. Godzinę później minęłam zabudowania i za wszelką cenę obiecałam sobie, że do rana dojadę do mojego wuja. Nie chciałam już tracić ani jednej sekundy. Zatrzymałam się jedynie na stacji benzynowej, gdzie zatankowałam i kupiłam sobie kawę.

Z każdą kolejną godziną drogi oczy zamykały mi się coraz bardziej. Głupim pomysłem było zatrzymywanie się, żeby rozprostować nogi, kiedy na dobrą sprawę nie wiedziałam, gdzie dokładnie się znajduję i czy jestem bezpieczna. Od zawsze bałam się dzikiej zwierzyny, a ciemność i pustka tylko nasilały moje obawy. Po kilku kolejnych godzinach poddałam się i zatrzymałam samochód na poboczu, chociaż według GPS-a nie pozostało mi już zbyt wiele kilometrów do przejechania. Zmęczenie okazało się silniejsze, a moje oczy zamykały się bezwiednie. Nie miałam już nad nimi żadnej kontroli. Jak przez sen pamiętam tylko, że zgasiłam silnik, zamknęłam się od środka, po czym odleciałam, bez żadnego okrycia i poduszki, chociaż normalnie nie zasnęłabym w takich warunkach.

Obudziłam się nagle, kiedy ktoś jak oszalały zaczął pukać w moje okno. Niemal podskoczyłam, nie wiedziałam nawet, gdzie się znajduję. Słońce świeciło mi prosto w oczy. Przetarłam je nerwowo, po czym rękawem otarłam kącik ust, z których sączyła się ślina. Cholera. Znowu spałam z otwartą buzią. Nienawidziłam tego, a powtarzało się to za każdym razem, kiedy byłam wykończona minionym dniem. Pukanie powtórzyło się, dlatego odwróciłam głowę w kierunku dochodzącego dźwięku.

Jakiś mężczyzna nachylał się, wpatrując we mnie z zabójczą miną. Ewidentnie miałam kłopoty. Uchyliłam delikatnie boczną szybę, tak żeby obcy nie był w stanie włożyć ręki do środka. Raczej nie miał pokojowych zamiarów.

– Słucham? – zapytałam zaspanym głosem, siląc się na jak najmilszy ton.

– Słucham? To ja słucham! Możesz mi wytłumaczyć, co tu robisz?

Szkoda, że obcy nie próbował podjąć tego samego wysiłku. Burak.

– Nie muszę się panu tłumaczyć – odpowiedziałam oficjalnie, nie dbając już o uprzejmości.

– Wydaje mi się, że jednak musisz, biorąc pod uwagę, że znajdujesz się na terenie prywatnym.

– Och, daj spokój, nawet nie opuściłam mojego auta. Przepraszam, już się stąd zabieram – odpowiedziałam nerwowo i poprawiłam się na siedzeniu, gotowa, aby odnaleźć kluczyki i ruszyć w dalszą drogę.

– Nie sądzę. Wylegitymujesz się sama czy mam zadzwonić po szeryfa? – Przystojny kowboj nie dawał za wygraną. Przypomniałam sobie właśnie, że większość z nich to apodyktyczne dupki.

Przewróciłam oczami, po czym zdecydowałam się spełnić jego prośbę. Ściąganie na siebie kłopotów w moim obecnym położeniu nie było mi do niczego potrzebne.

– Jestem Tiana Clayton, przyjechałam w te okolice do wuja Thomasa. Czy tyle ci wystarczy? Było ciemno, jechałam wiele godzin i poczułam, że dłużej nie wytrzymam.

– I dlatego postanowiłaś przenocować pośrodku niczego?

– Tak, właśnie dlatego.

– Jesteś nieodpowiedzialna. Wsiadaj do mojego wozu, podwiozę cię, a później wrócisz z wujem po swoje auto. – Jego głos ociekał chłodem.

– Nie potrzebuję twojej pomocy, sama dam sobie radę.

– Nie potrzebowałabyś jej, gdybyś była na tyle rozsądna, żeby nie jechać zbyt wielu kilometrów po zmroku.

Naprawdę wkurzona, wysiadłam z wozu i trzasnęłam drzwiami mocniej, niż było to konieczne, ale chciałam, żeby wiedział, że jestem nie w humorze. I doprecyzujmy, nie przez długą trasę i niewygodne spanie, ale przez niego. Wściubiał nosa w nie swoje sprawy, zachowując się jak Król Jebanego Zachodu.

Zajęłam miejsce pasażera w jego pick-upie, a jedyne, co ze sobą wzięłam, to podręczna torebka, w której miałam gaz pieprzowy, telefon i kilka innych rzeczy. Myślę, że w pierwszej kolejności bydlak oberwałby torebką, a dopiero później wezwałabym pomoc.

Droga upłynęła nam w milczeniu; obserwowałam widoki za oknem, powoli rozpoznając okolicę. W nocy wydawało mi się, że jestem w zupełnie obcym miejscu, podejrzewałam, że nawigacja mnie wywiodła w pole, ale teraz zauważałam coraz więcej znajomych elementów.

Po kilku minutach zjechaliśmy z głównej drogi na żwir. Drewniane ogrodzenie rozciągało się wzdłuż szlaku. Ranczo było ukryte tak głęboko, że stąd ledwo było je widać. Nawet nie zauważyłam momentu, w którym się uśmiechnęłam. W końcu byłam w swoim drugim ulubionym miejscu na ziemi. No i nie padłam ofiarą morderstwa, próbując tu dotrzeć.

Znałam wielu ludzi z tych okolic, ale on był mi zupełnie obcy. Spojrzałam na niego, udając, że tak naprawdę wpatruję się w widok przed sobą. Jego mięśnie odznaczały się spod podwiniętych rękawów koszuli. A włosy, chociaż niechlujnie potargane i przeczesane jedynie ręką, wydawały się przystrzyżone całkiem niedawno, tak samo jak broda. Jego władcze spojrzenie i zaciśnięta szczęka, a także skupienie podczas jazdy przyciągały mnie. I nie wiedziałam, dlaczego. A może wiedziałam, ale nie chciałam sama przed sobą przyznać, że jest piekielnie seksowny.

Być może chodziło też o to, że niemal wszyscy w moim otoczeniu naprawdę mnie lubili, a on zdawał się mnie nie znosić. Mimowolnie wyobraziłam go sobie, z uśmiechem na twarzy skierowanym w moją stronę.

„Wstawaj, zesrałaś się” – pomyślałam, po czym odpięłam pas i wyskoczyłam z auta, gdy te tylko się zatrzymało. Nie sądzę, żeby ten kowboj był w stanie wyjąć kij z dupy i pokazać swoje prawdziwe oblicze. Odniosłam wrażenie, że cierpiał na permanentny zespół bycia dupkiem.

Drzwi otworzyły się na oścież, a na dużym czerwonym ganku pojawił się wuj Thomas, którego nie widziałam całe wieki.

– Tiana, dziecko!

– Wujkuuuu – podbiegłam do niego i wpadłam w jego objęcia. Odsunęłam się, dopiero kiedy usłyszałam chrząknięcie.

Thomas również musiał je usłyszeć, ponieważ od razu spojrzał na nieznajomego.

– Dziękuję, Colt. Jak to się stało, że ją przywiozłeś?

– Nocowała samotnie na poboczu drogi.

– Tiana, do cholery, a gdyby coś ci się stało? Mogłaś do mnie zadzwonić! Szlag by to, zapomniałem już, jaka jesteś uparta.

– Uparta? A może samowystarczalna?

– Lub zwyczajnie głupia – dodał Colt, zakrywając dłonią usta.

Nie powiedziałam już nic więcej, tylko obdarzyłam go ostatnim gniewnym spojrzeniem, po czym wparowałam do domu i skierowałam się prosto pod prysznic. W innym razie chyba bym kogoś udusiła lub powróciła do pierwotnego planu zakładającego użycie gazu pieprzowego. Teraz mogła mnie uratować tylko gorąca woda i wygodne łóżko, bo spałam jakieś trzy godziny.

Colt

Byłem na nią wściekły, chociaż nie powinienem – gdyby coś jej się stało, to byłaby wyłącznie jej wina. Gdy zobaczyłem ją taką delikatną i drobną w tym przeklętym wozie pośrodku niczego, miałem ochotę ją zrugać, tak żeby już nigdy nie wpadła na podobny pomysł.

Choć teoretycznie miasteczko było spokojnym miejscem, po tych drogach kręcili się niebezpieczni ludzie, a włamanie się do jej auta zajęłoby parę sekund. Nie prosiliby jej o zgodę, po prostu wzięliby to, czego chcieli: auto, pieniądze lub – co gorsza – ją. Walczyłem sam ze sobą, żeby zachować spokój, ale i tak miała mnie za dupka.

Wracałem do niej myślami cały dzień, jej twarz dosłownie mnie prześladowała. Kiedy tylko skończyłem pracę na ranczu, wziąłem zimny prysznic, żeby raz na zawsze wymazać dziewczynę z pamięci. Znając życie, wyjedzie stąd tak szybko, jak przyjechała. Panny takie jak ona nie nadawały się do mojego trybu życia. Były zbyt eleganckie i wymuskane, żeby się pobrudzić, a kiedy mijała pierwsza ekscytacja, nudziły się i chciały więcej. Wtedy nasza zabawa dobiegała końca. Tracenie czasu na te same błędy mijało się z celem. Powtarzałem to sobie już po raz kolejny, tym razem pijąc zimne piwo w barze U Joela, gdzie bywałem kilka razy w tygodniu.

– Jesteś dzisiaj jakiś nieobecny – zaczął Jack.

– Miałem posrany dzień – odpowiedziałem.

– Czy ten dzień ma coś wspólnego z Tianą? Słyszałem, że się spięliście po jej przyjeździe do miasteczka.

– Kto ci to powiedział?

– Stary, tu wszyscy o wszystkim wiedzą.

– I kim ona, do cholery, jest? – powiedziałem ostrzej niż zamierzałem.

– Przyjeżdżała tu w dzieciństwie i jako nastolatka. Abby i ja często z nią wychodziliśmy, ty byłeś już za stary, żeby się z nami zadawać, a ona za młoda, żebyś ją zapamiętał.

– Teraz wszystko się zgadza, pewnie byłem w college’u.

– Daj jej szansę, nawet jeśli nie zaczęliście najlepiej, to będziecie mieli okazję to zmienić. – Jack spoglądał na mnie wyczekująco, jak gdyby sprawdzał, czy zrozumiałem, o czym mówi.

– Ona tu zostaje?

– Na dłużej.

– To znaczy?

– Być może na zawsze.

– Pieprzenie, znudzi się po miesiącu.

– Nie wszystkie są takie jak Mary.

– Nawet przez chwilę nie pomyślałem o niej w tych kategoriach, mam dosyć związków i całego gówna z tym związanego.

– W takim razie postaw na przyjaźń, dobrze ci radzę – powiedział, po czym zwrócił się do przechodzącej obok brunetki: – Abby, jeszcze po jednym!

Siedzieliśmy w najbardziej oddalonym kącie, niemal całkowicie skąpanym w ciemności. Trudno było dojrzeć tu nasze twarze, ale za to my widzieliśmy wszystkich idealnie. Dlatego od razu zauważyłem jej wejście. Tiana pojawiła się tutaj, wprowadzając nową energię. Uśmiech nie schodził z jej twarzy, kiedy witała się z kilkoma osobami. Jej długie blond włosy spływały kaskadami aż po same pośladki, uwydatnione przez białą sukienkę, kończącą się zdecydowanie zbyt wysoko. Na szczupłych nogach miała kowbojki. Prychnąłem, zauważywszy, że są zupełnie nowe. „Taka z niej kowbojka jak ze mnie baletnica” – pomyślałem, lustrując ją łakomym wzrokiem. W tym momencie byłem wdzięczny, że Jack wybrał właśnie to miejsce. Mogłem się jej przyglądać, nie wzbudzając żadnych podejrzeń, chociaż nie tylko ja byłem zaciekawiony jej osobą. Widziałem, jak mężczyźni ślinią się na jej widok, a kobiety szepczą między sobą. Rzadko pojawiał się tutaj ktoś nowy i w dodatku tak interesujący. Po chwili do dziewczyny podeszła Abby, która mocno ją przytuliła. Najwyraźniej były ze sobą blisko.

Przez kolejne minuty starałem się słuchać monologu Jacka na temat bydła, ale chyba średnio mi to wychodziło, odpowiadałem mu półsłówkami, udając, że jestem zajęty oglądaniem meczu.

Nie do końca zarejestrowałem chwilę, w której do naszego stolika podeszły dziewczyny i dosiadły się z kuflami piwa.

– Skończyłam zmianę, tylko odniosę tacę i wrócę do was. Na razie Tiana dotrzyma wam towarzystwa – uśmiechnięta brunetka kiwnęła w stronę blondynki, która była powodem mojego dzisiejszego wkurwienia.

– Niech cię przytulę! Kiedy ty tak wyrosłaś? – Jack wstał i przytulił ją, a ona zaśmiała się, tak zupełnie szczerze i radośnie.

– Kiedy przegapiłam moment, w którym zacząłeś się zachowywać jak stary wujek na weselu?

– Jaaa? Nigdy. Opowiadaj, co mnie ominęło, łyżwiareczko.

– Cóż, to chyba już nieaktualne przezwisko – zaczęła, a w jej głosie dało się wyczuć coś na kształt smutku i nostalgii.

– Aż tak poważnie?

– Odnowiła mi się kontuzja, z którą walczyłam od dawna. Co prawda doszłam do siebie przez tę półroczną przerwę, ale nigdy już nie wrócę na lód jako zawodniczka. A co u ciebie, Jack? Czy znalazłeś już swoją jedyną?

– Wolę chyba rozmawiać o twoich niepowodzeniach – prychnął rozbawiony.

– A ja nie, dalej trudno mi pogodzić się z przegraną. Bo tak się właśnie czuję… jak przegryw.

– Daj spokój, Tiana, dalej jesteś niesamowita.

– Nie możesz przeboleć życia zwykłego śmiertelnika? Faktycznie tragedia – powiedziałem, spoglądając na mecz wyświetlany na rzutniku.

– Masz rację, tragedia – wysyczała w moją stronę, ale nie powiedziała już nic więcej, bo skupiła się na Abby, która właśnie do nas wróciła.

Przez kolejne dwie lub trzy godziny dziewczyny trajkotały ze sobą, nie mogąc się nacieszyć swoim towarzystwem. Udało mi się wyłapać, że Tiana będzie pracować tutaj, co wydało mi się nieco dziwne, nie bardzo ją sobie wyobrażałem w takim miejscu. Bar lata świetności miał już dawno za sobą, klientela też nie była pierwszoligowa, nie serwowano tutaj wymyślnych drinków i owoców morza.

Jack co jakiś czas dołączał do rozmowy. Tylko ja czułem się jak intruz, dlatego przez większość czasu milczałem. Nikt się tym nie przejmował, może dlatego, że nigdy nie należałem do wygadanych osób.

Kiedy w końcu mieliśmy się już zbierać, okazało się, że Tiana dopiero miała zadzwonić do Thomasa. Wiedziałem, że dzisiaj miał dużo pracy i pewnie odpoczywał skonany po całym dniu.

– Ja cię odwiozę – rzuciłem niby od niechcenia, wstając od stołu.

– Och, nie chcę ci się narzucać.

– Nie narzucasz się, chodźmy już.

Pożegnaliśmy się z resztą towarzystwa. Kątem oka widziałem, jak Abby posyła blondynce kciuki w górę. Prychnąłem, bo cokolwiek to miało oznaczać, to nie byłem jakimś potworem, który zamierza ją maltretować w drodze powrotnej.

Przez pierwszych kilka minut w aucie panowała cisza, którą wypełniała muzyka płynąca z radia. Nie było już śladu po tej rozrywkowej dziewczynie z baru – zamykała się przy mnie, czemu się w sumie nie dziwiłem. Tiana ponownie przymierzała się do zmiany stacji radiowej, kiedy zadzwonił do mnie telefon.

– Halo?

– Mamy problem, młody zauważył zniknięcie dwóch koni – powiedział Jeremiah.

– Kurwa, już jadę. – Nie powiedziałem nic więcej, tylko rozłączyłem się i przyspieszyłem.

– Jadę z tobą – powiedziała zupełnie trzeźwym głosem, jakby jeszcze kilkanaście minut temu nie wlewała w siebie kolejnego kufla piwa.

– Nie ma mowy, jesteś pijana.

– Pozwól mi sobie pomóc, nie zachowuj się po raz kolejny jak nadęty dupek.

– Dobrze, jeśli właśnie tego chcesz, ale nie zdziw się, jeśli skręcisz sobie kostkę.

Przytaknęła tylko na moje słowa, najwidoczniej gotowa do poszukiwań. Skręciłem prosto na swoje ranczo, które leżało przed tym należącym do jej wuja, a później minąłem je, zmierzając ku całkowitej ciemności. Sąsiadowaliśmy ze sobą, dlatego jeśli coś pójdzie nie tak, po prostu odwiozę naszą księżniczkę do domu. Nie dawałem jej więcej niż godzinę.

– Gdzie jesteśmy?

– Jakieś kilka kilometrów od stajni i mojego domu, wszyscy szukają koni w pobliżu, dlatego my zaczniemy tutaj. Otwórz schowek. Mam tam dwie latarki, wysłałem im lokalizację, w razie gdybyśmy stracili zasięg. Konie musiały oddalić się za dnia, a my tego nie zauważyliśmy.

– Dziura w ogrodzeniu czy mają w zwyczaju je przeskakiwać? – zapytała, chyba szczerze zainteresowana.

– Prawdopodobnie dziura. Jutro, zanim wypuścimy konie, musimy się dowiedzieć, jak uciekły.

– Słusznie, dla bezpieczeństwa pozostałych koni. Chodźmy już.

Wysiadła z auta, a raczej wyskoczyła, bo z racji swojego wzrostu miała daleko do ziemi. Zabrałem z tylnego siedzenia bluzę i narzuciłem ją na Tianę, która była wyraźnie zmarznięta. Wiedziałem, że to głupi pomysł, aby ją tutaj zabrać. I chociaż ledwo musnąłem jej ramiona przez materiał bluzy, to poczułem to w całym ciele. Słodki zapach unosił się wokół niej, wabiąc i kusząc. Pasował do niej.

– Ładnie pachniesz – chrząknąłem, odsuwając się.

– Dziękuję. – To był pierwszy szczery uśmiech skierowany do mnie, jaki zobaczyłem na jej twarzy.

Copyright

Każdej jednej nocy

Copyright © Wiktoria Kuchelska

Copyright © Wydawnictwo Inanna

Copyright © MORGANA Katarzyna Wolszczak

Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.

Wydanie pierwsze, Bydgoszcz 2026 r.

ebook ISBN 978-83-7995-916-7

Redaktor prowadzący: Marcin A. Dobkowski

Redakcja: Agata Milewska

Korekta: Agata Nowak | proAutor.pl

Projekt i adiustacja autorska wydania: Marcin A. Dobkowski

Projekt okładki: Ewelina Nawara | proAutor.pl

Skład i typografia: Bookiatryk.pl

Przygotowanie ebooka: Bookiatryk.pl

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

MORGANA Katarzyna Wolszczak

ul. Kormoranów 126/31

85-432 Bydgoszcz

[email protected]

www.inanna.pl

Książkę i ebook najtaniej kupisz w MadBooks.pl

📖 Informacja o wersji demo

📖 Wersja demonstracyjna

To jest wersja demonstracyjna zawierająca 10% treści książki.

Aby przeczytać pełną treść, skorzystaj z pełnej wersji EPUB.

Konwersja i przygotowanie ebooka Bookiatryk.pl