Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
174 osoby interesują się tą książką
Autorka Zrodzonych z krwi powraca z nową serią mafijną!
Dla pochodzącej z biednej dzielnicy Neapolu dwudziestoletniej Frankie Montanari brutalność i bezwzględność włoskiej Camorry nie była niczym obcym. Jako dilerka Frankie balansuje na krawędzi między niebezpiecznymi zleceniami w klubach nocnych a toksycznym domem, który zamiast schronienia oferuje jedynie strach.
Wszystko zmienia jedna noc i jeden mężczyzna.
Thiago Giacalone ma trzydzieści sześć lat oraz serce wykute z kamienia i cechuje go władczość, której wszyscy się boją. Frankie miała być tylko kolejnym wspomnieniem, przelotnym błędem do zapomnienia wraz z nadejściem świtu, ale los zdecydował inaczej. W świecie, gdzie brutalność jest codziennością, serce Frankie zaczyna bić wbrew logice. Dziewczyna wie, że kochanie potwora to najprostsza droga do samozniszczenia. Czy przetrwa u boku człowieka zdolnego dawać jedynie ból?
Wejdź do świata, w którym namiętność miesza się z krwią, a za błędy płaci się najwyższą cenę.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
Opis pochodzi od Wydawcy.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 523
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © for the text by Karolina Jurga
Copyright © for this edition by Wydawnictwo NieZwykłe, Oświęcim 2026
All rights reserved • Wszystkie prawa zastrzeżone
Redakcja: Anna Łakuta-Rudzka
Korekta: Katarzyna Dziedzicka, Agnieszka Zwolan, Dominika Kalisz-Sosnowska
Oprawa graficzna książki: Weronika Szulecka
ISBN 978-83-8418-673-2 • Wydawnictwo NieZwykłe • Oświęcim 2026
Grupa Wydawnicza Dariusz Marszałek
Największym grzechem nie jest zabójstwo. Jest nim zdrada– Sammy „The Bull” Gravano
Thiago
Z nieskrywaną satysfakcją spoglądałem na Laurę spadającą ze schodów. Z jej ust wydobywały się jęki bólu, gdy obijała się o jasny marmur. Uniosłem dłoń, na której widniały ślady krwi z jej rozwalonej wargi, i zbliżyłem do swoich ust. Wciąż miała wyjątkowy smak – lekko metaliczny, lecz z nutą słodyczy. Wściekłość po raz kolejny wybuchła, opanowując moje ciało. Zrobiłem krok, potem następny i niespiesznie zbliżyłem się do miejsca, w którym leżała kobieta, łkając i łapiąc hausty powietrza. Uniosła mokrą od łez twarz, by na mnie spojrzeć, a w jej ciemnych oczach dostrzegłem przerażenie. Czułem je w unoszącym się wokół nas powietrzu i syciłem się nim, wciągając głęboko w płuca, dopóki satysfakcja nie wypełniła mnie do końca.
– Thiago, proszę, przestań… – kwiliła, przewracając się na tyłek i starając się odsunąć. Jej dłonie zostawiały na jasnej podłodze smugi krwi, działające na mnie niczym wabik.
Gwałtownym ruchem chwyciłem w garść jej ciemne włosy, by postawić ją na nogi i ostatni raz spojrzeć w zdradziecką twarz swojej pięknej żony.
– Ożeniłem się z tobą dla interesów. Nigdy nie skalałaś się pracą i nie oczekiwałem tego. Miałaś tylko jedno zadanie, a nawet tego nie potrafiłaś wykonać – warknąłem, zbliżając do niej twarz.
Mocno zacisnęła powieki, spod których wypłynęło więcej łez. Drżała i oddychała urywanie.
Cholernie się bała.
I powinna, bo gdy stanęła ze mną, tak zupełnie bezużyteczna, na ślubnym kobiercu, wiedziała, co spotka ją za próbę wykiwania mnie. Byłem pierdolonym panem części miasta, w której mieszkała, królem mogącym rozczłonkować człowieka równie łatwo, co brać oddech. Dałem tej kobiecie bogactwo i chwałę, dzięki mnie jej nazwisko pojawiło się na ustach każdego człowieka w Neapolu, a ona okazała się na tyle głupia, by spotykać się z wrogiem i rozkładać przed nim nogi.
– Co się z tobą dzieje? – jęknęła i zdobyła się na odwagę, by otworzyć oczy.
Ta gra aktorska doprawdy mnie rozbawiła.
Popchnąłem ją z powrotem na podłogę, gdzie jej miejsce, i wyjąłem z kieszeni telefon, by odszukać nagranie. Po chwili w całym salonie rozbrzmiała rozmowa, na której dźwięk kobieta się skuliła i zaczęła łkać.
– Odejdę od niego, Cass, nie chcę już pozwalać mu się dotykać, kiedy mogę myśleć tylko o tobie. – Z głośnika komórki wybrzmiewał miękki głos Laury.
– Nie możesz. Muszę wiedzieć więcej o jego interesach. Lauro, jeżeli chcemy go zniszczyć, musimy się poświęcić – tłumaczył zaciekle mężczyzna.
– Nie wiesz, jak trudno z nim wytrzymać… Traktuje mnie jak powietrze. Dziwkę, którą może zawołać, gdy najdzie go ochota. Dobrze, że biorę tabletki, ponieważ ciąża z nim zniszczyłaby mi życie.
Wyłączyłem nagranie i schowałem komórkę.
– Co też powie biedny Cass – zadrwiłem – gdy dowie się, jak dwulicową kurwę wziął do łóżka. – Pokręciłem głową. – Twój smutek, gdy raz za razem okazywało się, że nie jesteś w ciąży, to dosłownie oscarowa rola. Ten płacz i lamenty…
Wyjąłem zza paska broń i wymierzyłem w jej stronę. Gniew spalał mnie od środka, lecz wiedziałem, że ona widzi tylko obojętność malującą się na mojej twarzy.
– Co chcesz zrobić?! – krzyknęła spanikowana i próbowała się podnieść, ale docisnąłem butem jej gardło tak, że nie mogła wstać z podłogi. – Thiago, przestań, proszę, możemy to naprawić…
– Właśnie to robię – oznajmiłem zimno.
Patrząc jej w oczy, pociągnąłem za spust. Widziałem, jak uchodzi z nich ostatnia iskra życia, gdy pocisk dotarł do celu. Laura zadrżała, po czym jej ciało się rozluźniło, a na marmurowej podłodze powiększała się krwawa plama wypływająca z pokiereszowanej czaszki.
Schowałem broń, przeszedłem nad zwłokami i ponownie wyciągnąłem telefon z kieszeni, by zadzwonić do Hansela.
– Przyjdź do mnie – rozkazałem.
Wiedziałem, że pojawi się szybko, ponieważ zbliżała się jego warta.
Dziesięć minut później drzwi się otworzyły i w progu stanął mój tymczasowy zastępca. Zaklął na widok ciała Laury na podłodze, błądził wzrokiem po kałuży krwi, jednak zaraz wrócił nim do mnie.
– Zajmę się tym – zapewnił w końcu.
Minąłem go bez słowa i ruszyłem na piętro, by pozbyć się poplamionej na czerwono koszuli. Zatrzymałem się jednak na chwilę, bo podczas całej potyczki ze zdradziecką żoną nie zauważyłem śladów na fortepianie. Klawisze, niegdyś białe, teraz zostały pokryte rubinową cieczą i musiałem przyznać, że wyglądały spektakularnie. Dobrze myśleć, że w swoich ostatnich chwilach Laura dostarczyła mi minimalnych wrażeń.
Nadszedł czas, gdy musiałem pokazać skurwielom żyjącym w kanałach mojego miasta, że nikt nie będzie robił mnie w chuja. Nawet rodzina.
Bo skończy jak ona…
Frankie
Pozwoliłam, by płynąca zewsząd muzyka wypełniła mnie od środka i przejęła władzę nad każdym moim ruchem. Bas wbijał mi się w klatkę piersiową, wyciągając na wierzch tę wersję mnie, którą zawsze starannie ukrywałam.
Nieśmiało uniosłam kąciki ust i posłałam uśmiech w stronę chłopaków zajmujących cały boks obok parkietu. Zwykle to ja przyglądałam się im, pewnym siebie, władczym, nieprzejednanym, teraz jednak role się odwróciły. Każdy z nich patrzył na mnie tak, jakby widział mnie po raz pierwszy. Robili to intensywnie, niemal natarczywie, ale nie odwróciłam wzroku.
Pierwszy raz w życiu czułam się naprawdę wolna. Pozbyłam się ciężaru codziennie noszonych masek, a w ich miejsce pojawiła się lekkość, której wcześniej nie znałam. Biodrami poruszałam w rytmie muzyki, dłońmi muskałam uda, włosy przerzucałam z jednego ramienia na drugie i pozwalałam, by ta chwila była tylko moja.
I wtedy wyczułam to jedno spojrzenie, mocniejsze niż wszystkie inne. Ciężkie, pełne czegoś więcej niż tylko ciekawości.
Michael.
Powoli wędrował po mnie wzrokiem, jakby badał każdy fragment ciała, co czułam niemal fizycznie. W kąciku jego ust błąkał się niebezpieczny uśmiech. W jednej chwili przypomniał mi się każdy dzień spędzony obok tego mężczyzny – surowego, skupionego, nieprzystępnego. Ale w momencie, gdy nasze spojrzenia się spotkały, poczułam, że dostrzega coś, co do tej pory pozostawało poza jego zasięgiem.
Dzisiejszego wieczoru nie byłam już zakapturzoną chłopczycą, chowającą się w cieniu i lubiącą dreszczyk niebezpieczeństwa. Stałam się kobietą, której nie sposób zignorować. Michael jednak niewątpliwie zauważył to już wcześniej, ale gdy wchodziłam do tego interesu, Skin na wstępie zaznaczył, by takie zachowania zdusić w zarodku. O ile ja nigdy nie robiłam pod tym względem problemów, o tyle Michael wydawał się coraz śmielszy w próbach zdobycia mojej uwagi.
Nie byłam głupia. Tacy mężczyźni jak on to zdobywcy. Nie szukali miłości, tylko atrakcji, która szybko załagodzi wewnętrzny głód i pozwoli im przetrwać. Nigdy nie czułam się zdobyczą, byłam na to zbyt nieśmiała. Przynajmniej dopóki nie wzięłam życia we własne ręce i nie związałam swoich losów z organizacją stworzoną dla męskiego świata. Łamałam stereotypy i ich wyobrażenia, co początkowo nie każdemu się podobało. Obserwowano mnie częściej niż innych, ale dawałam radę.
Rzuciłam przelotne spojrzenie na nasz stolik, natychmiast wyczuwając zmianę w powietrzu. Chłopcy nagle spoważnieli, na co niemal się zaśmiałam. Gdy poczułam ciepłe dłonie dotykające skrawka gołej skóry na moim brzuchu, wiedziałam już, do kogo należą. Obróciłam się w stronę intruza i w półmroku rozpoznałam jednego ze stałych klientów. Tego, który od samego początku wydawał się zachwycony wszystkim, co robię.
– Frankie. – Musnął ustami moje ucho, gdy dla pozoru porwał mnie w ramiona. Zrobił to szybko, ale na tyle naturalnie, że nikt z otoczenia nie zwrócił szczególnej uwagi.
– To, co zwykle? – zapytałam z udawaną beztroską, ocierając się o jego klatkę piersiową.
Wyglądaliśmy, jakbyśmy tańczyli dla własnej przyjemności, a nie dla interesu, którego reguły znałam na pamięć.
Kiwnął głową w odpowiedzi.
Doskonale wiedziałam, że każdy nasz ruch śledziła moja załoga. To część gry, której nikt nie mógł uniknąć. Ale teraz obecność tych ludzi nie miała dla mnie znaczenia, liczył się tylko Marco i to, co miał dla mnie w zamian. Kluby w Neapolu były moim królestwem. To tutaj dzierżyłam władzę, której nie zdołałby mi odebrać żaden facet zza biurka ani z bronią za paskiem. Tylko ja potrafiłam rozkręcić interes tak, by w krótkim czasie podnieść sprzedaż, rozruszać tłum i sprawić, że kasa płynęła wartkim strumieniem.
Uśmiechnęłam się i prowokacyjnie przesunęłam dłonią po swoim udzie, jakby to był element tańca. Potem skierowałam ją wyżej, do kieszeni ciemnej dżinsowej spódniczki, z której sprawnym ruchem wyjęłam towar. Mały pakunek zalśnił w świetle reflektorów, ale tylko przez ułamek sekundy, nim zniknął w dłoni Marco. Mężczyzna zacisnął na nim palce i ledwo zauważalnie skinął głową z zadowoleniem.
Przytuliłam się do niego tak, żeby nadal pozorować taniec. Oplotłam go ramionami w pasie, a następnie palcami sięgnęłam do tylnej kieszeni spodni, by wyjąć banknoty. Dla niepoznaki ścisnęłam jeszcze jego pośladek i odsunęłam się z uśmiechem, który był bardziej znakiem zakończonej transakcji niż czułości.
Na twarzy Marco dostrzegłam szczery, niezakamuflowany uśmiech. Odpowiedziałam mu tym samym – bo, cholera, był pięknym draniem. Ciemne oczy, opalona skóra, wysportowana sylwetka – cała ta powłoka działała jak wabik na dziewczyny w klubie. Widziałam to setki razy. One szły za nim jak ćmy za światłem, nie dostrzegając płomieni, do których je prowadzi. Gdyby tylko wiedziały, do czego był zdolny, uciekałyby jeszcze tej samej nocy, bo randka z nim stanowiła bilet w jedną stronę.
Mrugnęłam do niego porozumiewawczo, a kiedy zeszłam z parkietu, adrenalina wciąż pulsowała w moich żyłach niczym dodatkowy beat płynący z głośników. Znalazłam wolną kanapę w loży i rzuciłam się na nią swobodnie. Kątem oka zauważyłam Skina, który z uznaniem skinął głową, co znaczyło, że dobrze wykonałam swoją pracę.
Poderwał się z miejsca, więc zrobiłam to samo, chwyciłam jeszcze butelkę wody i ruszyłam za nim. Torował mi drogę przez tłum, który instynktownie się rozstępował, jakby wszyscy wiedzieli, że temu mężczyźnie lepiej nie wchodzić w drogę.
Przeszliśmy przez boczne drzwi, a muzyka natychmiast ucichła, ustępując miejsca dusznemu brzmieniu ciszy. Ciężkie, gęste powietrze wypełniło korytarz, wciąż czuć było w nim upał, który jeszcze nie zdążył ustąpić po zmroku. Lepiło się do skóry, śmierdziało tytoniem, potem oraz czymś ostrym i niepokojącym, co od razu przypomniało mi, że tylne korytarze klubów to nie przestrzeń do zabawy.
– Nie spodziewałem się, że tak bardzo wpasujesz się w to, czym się zajmujemy – oznajmił, gdy przystanęliśmy w pustej uliczce, którą oświetlało światło tylko jednej starej lampy.
Wzruszyłam ramionami i sięgnęłam po papierosa, gdy podsunął mi paczkę.
– Robię, co muszę – stwierdziłam spokojnie, choć oboje dobrze wiedzieliśmy, że te słowa miały drugie dno.
Skin nie potrzebował wyjaśnień, znał mnie już na tyle, że rozumiał, dlaczego siedzę w tym brudnym świecie. Już pierwszego dnia postawiłam sprawę jasno – nie pracowałam tu dla adrenaliny, nie dla statusu, nie dla przynależności. Tylko dla kasy. Zimnej, brudnej, koniecznej kasy.
Pamiętam tamten wieczór sprzed roku, jakby to było wczoraj. Siedziałam w kącie, zagubiona, a jednak zdeterminowana. To wtedy Skin i Michael dosiedli się do mnie, a chwilę później pojawił się Marco z całą swoją charyzmą i tym cholernie niebezpiecznym urokiem stanowiącym mieszankę obietnicy i ostrzeżenia. Wszedł w moją przestrzeń z gracją drapieżnika, a ja poczułam, jak oplata mnie niewidzialna sieć. Nie wiedziałam jeszcze, że zostałam upatrzona, wybrana i wciągnięta w grę, w której miałam odegrać rolę pionka.
Tamtego dnia nikt – ani oni, ani ja – nie spodziewał się, że plan się zmieni. Że zamiast towarem przeznaczonym na handel stanę się pracownikiem – cennym trybikiem w ich machinie. A przede wszystkim, że odnajdę w tym świecie własny sposób na przetrwanie.
Skin nigdy o tym głośno nie mówił, ale wiem, że od tamtej chwili patrzył na mnie inaczej. Nie jak na dziewczynę, którą trzeba chronić, lecz jak na osobę, która potrafi ugryźć, jeśli trzeba.
Sprzedawanie dragów nie było szczytem moich nastoletnich marzeń, ale gdy w grę wchodziło przetrwanie, nie mogłam narzekać. Nie miałam nikogo, kto by mi tego zabronił ze względu na płeć czy moralność. Mieszkanie w jednej z biedniejszych dzielnic Neapolu, gdzie zimą do domu wdzierają się szczury wielkości małych psów, skutecznie zamykało ludziom usta. Mojej matce również, chociaż akurat ten fakt o sobie udało mi się przed nią ukryć i nawet nie musiałam się szczególnie starać. O tym, że ma córkę, przypominała sobie tylko raz w miesiącu, gdy niezbędne było zrobienie opłat lub gdy jeden z jej aktualnych fagasów zatrzymał na mnie wzrok o chwilę dłużej, niż powinien.
Skin odpalił mi papierosa, a ja zaciągnęłam się, wypełniając płuca dymem, po czym jak gdyby nigdy nic wyjęłam z miseczki stanika dzisiejszy zarobek i wręczyłam mu go. Najpierw przeliczył pieniądze, następnie podał mi kilka banknotów i zaraz dołożył kolejne dwa.
– Twoja dniówka.
– Ale… – Niepewnie zabrałam od niego forsę, nie będąc pewna, co myśleć.
– Zasłużyłaś, Frankie. Przez to, w jaki sposób wciskasz ludziom dragi, na całej dzielnicy wzrosła sprzedaż. Szef też wydaje się zadowolony.
– Dzięki. – Westchnęłam cicho i schowałam pieniądze, ciesząc się z paru dodatkowych euro i bagatelizując ostatnie zdanie wypowiedziane przez Marco.
Hierarchia Camorry wciąż była dla mnie niczym fizyka kwantowa dla trzylatka. Na początku Skin próbował mi wszystko tłumaczyć, jednak szybko odpuściłam drążenie tego tematu. Najważniejsze, że rozumiałam, gdzie miałam swoje miejsce w tym łańcuchu pokarmowym. Byłam jednym z setek pionków na szachownicy. Podwładną szefa, którego nigdy nie spotkam. Wiedziałam o nim tylko tyle, że wszyscy nazywali go Donem, a nieliczni tylko pod nosem mówili o nim „Diabeł ze Spagnoli”. Dla mnie pozostawał obcym facetem.
Przyjemną ciszę przerwało gwałtowne otwarcie drzwi. Reszta chłopaków – Leo, Michael i Alessio – wyszła na korytarz wyraźnie czymś zszokowana.
– Dostałeś wiadomość? – spytał Alessio, a Skin sięgnął do kieszeni spodni w poszukiwaniu komórki.
– O co chodzi? Znowu nalot? – jęknęłam.
Ostatnimi czasy policja zrobiła się nazbyt śmiała i coraz częściej dochodziło do nalotów i konfiskowania sporej ilości towaru. Klitki, w których go trzymaliśmy, były mieszkaniami albo wynajmowanymi strychami w kamienicach. To właśnie zazwyczaj w ich okolicach stał odpowiedzialny za dany rewir diler.
Choć mogło się wydawać, że największym problemem Neapolu były odpady, które wręcz zalewały ulice, to tak naprawdę poważniejszy kłopot stanowili narkomani. Kobiety, mężczyźni i młodzież w wieku szkolnym. Zażywanie narkotyków okazało się tu na tyle popularne, że w wielu mniejszych sklepikach za grosze dało się kupić zestaw, by na szybko uszykować sobie zastrzyk z heroiną.
– Kurwa… – mruknął Skin i chwycił się za grzbiet nosa, wciąż wpatrując się w telefon.
– Mówiłem ci, że prędzej czy później coś odjebie. Nie jest w stanie się powstrzymać. – Michael przystanął za mną i odwrócił ekran telefonu tak, bym mogła zobaczyć, czym byli tak bardzo zaskoczeni.
Spojrzałam, lecz szybko odwróciłam wzrok.
– Kto jej to zrobił? – wyszeptałam i objęłam się ramionami, ponieważ nagle przeszył mnie lodowaty dreszcz.
Widok zmasakrowanej kobiecej twarzy zalanej krwią na dobre wrył się w moje myśli. Mimo opuchlizny i zaschniętej krwi dało się poznać, że ofiara nie pochodziła ze slumsów.
– Nasz Don – wyjaśnił Leo. – To jego żona.
– Co?! – Niedowierzanie brzmiące w moim głosie wydawało się ich bawić.
– Frankie, on nie dostał się na tę pozycję dzięki dobrym wynikom w szkole. To morderca, który nic nie robi sobie z tego, ile krwi ma na rękach. Jeżeli zrobił coś takiego, ona zapewne na to zasłużyła. – Skin wzruszył ramionami, a ja w duchu ucieszyłam się, że nigdy nie spotkałam swojego szefa. – Dobra, dzieciaki, koniec pierdolenia. Frankie i Michael, na dzisiaj kończycie, ale możecie zostać w klubie i się zabawić. Leo, idziesz ze mną, trzeba ściągnąć resztę kasy. Pozostali na ulice. Skoro Don podniósł rękę na swoją żonę, to nie chcę wiedzieć, co zrobi nam, jeśli nie dostanie kasy na czas. Jutro o tej samej porze – zakomunikował i razem z Leo ruszyli ulicą przed siebie.
– Chodź, napijemy się czegoś i się zawiniemy – zaproponował Michael, więc wróciłam z nim do klubu.
Frankie
Usiedliśmy obok siebie, a chłodne światło baru odbijało się w chromowanych powierzchniach butelek stojących za plecami barmana. Michael wyglądał, jakby czuł się tu właścicielem każdego centymetra przestrzeni – nonszalancko rozsiadł się na stołku, z jednym ramieniem opartym o blat.
– Dwa piwa – rzucił bez namysłu, a pracownik skinął głową i odszedł.
– Nie piję – ostrzegłam natychmiast, mrużąc na niego oczy.
Michael zaśmiał się krótko, głębokim głosem, który przetoczył się przez gwar baru.
– No weź, Frankie. Nie uczcisz swoich dwudziestych urodzin nawet jednym piwem? – zapytał z udawaną powagą.
Zamarłam na moment, próbując ukryć, że jego słowa trafiły prosto w punkt.
– Skąd wiesz?
Uśmiechnął się cwaniacko, wiedząc, że zbił mnie z pantałyku.
– Skąd wiem? – powtórzył i nachylił się w moją stronę tak, że czułam dym papierosowy, który osiadł na jego ubraniu. – Frankie, tu nikt nie jest anonimowy. Naprawdę myślałaś, że możemy spędzać ze sobą czas, a ja nie dowiem się niczego o tobie?
Żołądek ścisnął mi się nieprzyjemnie. Niby wiedziałam, że sprawdzają wszystko i wszystkich, ale usłyszeć to tak wprost… To jak nagie ostrze tuż przy gardle.
– Zaraz wracam – rzuciłam, starając się zabrzmieć beztrosko, choć odnosiłam wrażenie, że Michael czyta ze mnie jak z otwartej książki.
Przeciskając się przez tłum, dotarłam do korytarza prowadzącego do toalet. Na końcu czekała już grupka dziewczyn – każda z telefonem w dłoni i twarzą wykrzywioną w znudzeniu. Westchnęłam i ustawiłam się za nimi, opierając się plecami o chłodną ścianę.
Z tego miejsca miałam jeszcze widok na bar. Michael siedział na stołku, bawiąc się kuflem i uśmiechając sam do siebie, jakby miał pełną kontrolę nad sytuacją. Wyglądał na zadowolonego z faktu, że przyjęłam proponowane piwo, ale wiedziałam, że chodziło o coś więcej. Że byłam jedyną zdobyczą w zasięgu jego wzroku.
Kolejka przesuwała się powoli, metr po metrze. W końcu straciłam mężczyznę z oczu, weszłam do jednej z kabin i zatrzasnęłam drzwi. Dźwięk zasuwy rozbrzmiał głośniej, niż się spodziewałam, na moment tłumiąc gwar z zewnątrz. Rozpięłam guzik spódniczki i wlepiłam spojrzenie w ściany. Kiedyś białe, teraz były całym albumem ludzkich wyznań. Kolorowe wyrazy w różnych charakterach pisma, niektóre dziecinne i krzywe, inne staranne jak z zeszytu. Serca przebite strzałą, inicjały połączone plusami, chaotyczne wyznania miłości. Obok nich jednak widniały hasła pełne przekleństw, żarty o szybkim seksie w klubowych zakamarkach i numer telefonu, który ktoś podpisał „zadzwoń, jeśli chcesz zapomnieć”. Wzdrygnęłam się, gdy coś uderzyło w ścianę z dużą siłą, a potem, w kabinie obok, rozbrzmiał głośny jęk.
Cholera, poważnie?
Szybko załatwiłam swoją potrzebę i wyskoczyłam na zewnątrz, widząc śmiejące się pod nosem dziewczyny. Im zapewne również nie umknęło to, co działo się za zamkniętymi drzwiami. Umyłam dłonie, wytarłam je w materiał spódniczki i wróciłam do baru.
– Jak myślisz… – zaczęłam, wciąż nie mogąc przestać myśleć o zmaltretowanej kobiecie ze zdjęcia. – Co ona takiego mu zrobiła, że ją zabił?
Michael obrócił zapalniczkę w palcach, a potem powoli odłożył ją na ladę. Odwrócił głowę w moją stronę; jego ciemne oczy błysnęły w świetle neonu.
– Czy to ważne? – Wzruszył obojętnie ramionami. – Nie wiem, Frankie, i szczerze? Ani mnie, ani ciebie nie powinno to obchodzić. – Lekko zmrużył oczy. – On jest wystarczająco nienormalny, by każdemu ukręcić łeb przy samej dupie za wtykanie nosa nie tam, gdzie trzeba.
Słowa zawisły między nami – ciężkie jak ołów. Dreszcz przebiegł mi po kręgosłupie, choć wydawało się, że Michael zakończył temat. Przesunął w moim kierunku kufel, a potem sam pociągnął łyk ze swojego.
Zauważyłam jednak drobną zmianę w jego postawie, a obojętność, którą dotąd podtrzymywał, już nie wychodziła mu tak naturalnie. Długo sączył alkohol, jakby wolał zająć sobie usta czymś innym niż drążeniem tego tematu. On się bał. Może nie chciał tego przyznać i wolał udawać, że wszystko ma pod kontrolą, ale ja wiedziałam. Szybko dotarło do mnie, że jego kpina i ignorancja były tylko tarczą. Miał świadomość, że w tym świecie granica między życiem a śmiercią jest cholernie cienka.
Nie chciałam wyjść na zbyt ciekawską, więc zamiast drążyć, poszłam w jego ślady i upiłam łyk piwa. Alkohol natychmiast rozlał się gorzkim, nieprzyjemnym smakiem po języku, a ja się skrzywiłam. Michael roześmiał się na widok tego grymasu, po czym odstawił swój kufel na blat i nim zdążyłam zareagować, zbliżył dłoń do mojej twarzy. Opuszkami palców musnął skórę przy skroni, kiedy schował za ucho niesforny kosmyk, który wysunął mi się z koka.
Na moment coś się zmieniło. Gwar ucichł, a ja poczułam, że jego spojrzenie pali mnie żywym ogniem. Nie przyglądał mi się jak kumpel od interesów. Raczej jak mężczyzna, który pragnie siedzącej przed nim kobiety. Ze względu na naszą profesję nie mogłam mu jednak ulec.
– Poprosiłem dziś Skina, żeby przeniósł mnie do innego rejonu.
Zamarłam, wpatrując się w niego jak idiotka. Nie wiedziałam, czy dobrze usłyszałam. Czułam, jak na plecach pojawia mi się gęsia skórka.
Cholera…
– Posłuchaj… – Odchrząknęłam cicho, bo doskonale wiedziałam, do czego dąży. Chciałam go zatrzymać, powstrzymać przed tym, co właśnie próbował powiedzieć, ale on nie zamierzał się zamknąć.
– Jeżeli to zrobię, nic nie stanie na przeszkodzie, żebyśmy mogli spróbować być razem – tłumaczył spokojnie, a mnie aż skręcało w środku od tej jego pewności. – Wyprowadzisz się od matki i zamieszkasz ze mną. Już nigdy nie będziesz musiała się bać żadnego z jej frajerów.
– Coś ty, kurwa, powiedział?! – ryknęłam, niepotrzebnie zwracając na siebie uwagę klientów klubu. Skąd on, do cholery, o tym wiedział?
Michael spojrzał na mnie szeroko otwartymi oczami, jakby nie spodziewał się tak gwałtownej reakcji.
– Frankie, ja… – zaczął, ale nie dałam mu skończyć.
– Skąd, do diabła, coś takiego przyszło ci do głowy?! – Pochyliłam się w jego stronę. Wściekłość kotłowała się we mnie jak wrzątek.
Odkąd zdecydowałam się pracować dla Camorry, pilnowałam się jak cholera, żeby dom – matka, jej frajerzy, jej pieprzone wybory – nigdy nie przeniknął do tego świata. To była moja granica. A on właśnie jednym zdaniem ją zburzył.
Przełknął ślinę, spuścił wzrok na blat i zamilkł, jakby ważył każde kolejne słowo.
– Podobasz mi się, Frankie, więc nie możesz mnie winić za to, że chciałem wiedzieć o tobie coś więcej niż te ochłapy, które nam rzucasz – bronił się, wiedząc, że mam ochotę go rozszarpać.
Parsknęłam gorzkim śmiechem.
– I pomyślałeś, że śledzenie mnie będzie kluczem do naszej relacji? – rzuciłam przez zaciśnięte zęby. – A raczej jej braku? Cholera, zrozum wreszcie, że między nami do niczego nie dojdzie. Nie jesteś w moim typie.
– Nie musisz być taką suką… – syknął.
– Może cały czas nią byłam – odwarknęłam i zacisnęłam palce na kuflu, jakbym w każdej chwili mogła nim cisnąć. – Ale ty, jako owładnięty ochotą kundel, nie potrafiłeś tego zobaczyć, co?
Wiedziałam, że przesadziłam. Każde słowo było ciosem zadanym celowo, żeby odsunąć go ode mnie. Ale musiałam. To wydawało się jedyną skuteczną metodą, żeby go zniechęcić do dalszego grzebania w moim życiu i stawiania się w roli wybawcy. Nigdy nie szukałam tu miłości. Nie wierzyłam w nią. I na pewno nie zamierzałam tego zmieniać tylko dlatego, że nowy facet mojej matki z trudem utrzymywał łapy przy sobie.
– Wiesz co? – rzucił tonem ociekającym jadem. – A może tobie podoba się to, że ten świr wali sobie pod twoimi drzwiami?
Zatkało mnie. Serce zabiło mi szybciej, a dłonie momentalnie zwilgotniały od potu. Zazwyczaj Tony ograniczał się do obrzydliwych komentarzy – rzucał świńskie teksty, komentował mój wygląd, czasem pozwalał sobie na zbyt długie spojrzenia. Ale to, co powiedział Michael… Sam fakt, że wspomniał o czymś, co do tej pory próbowałam wyprzeć, zmroził mi krew w żyłach.
Jeśli rzeczywiście facet mojej matki posunął się tak daleko, by walić sobie pod moimi drzwiami, to nie była już kwestia jego chorego gadania. To granica, której nie mogłam dłużej ignorować i która oznaczała jedno – musiałam uciekać. Szybko.
– Może gdy matka śpi, sama rozkładasz dla niego nogi – dodał.
Poczułam jego dłoń na swojej nodze. Przesuwał ją wyżej po nagiej skórze, jakby chciał sprawdzić, czy w tym obrzydliwym oskarżeniu jest choć odrobina prawdy.
Złość przejęła nade mną kontrolę. W sekundę kufel, który trzymałam, znalazł się nad jego głową. Przechyliłam go, a ciemny płyn spłynął po włosach i policzkach Michaela, skapując na koszulę i spodnie.
– Jeszcze raz, Michael. Jeszcze raz dotkniesz mnie w taki sposób albo rzucisz podobny tekst, a przysięgam, że posunę się o wiele dalej.
– Ty suko! – krzyknął, przez co kilka osób w pobliżu obróciło głowy w naszą stronę.
Poderwał się gwałtownie i zaczął strząsać z siebie płyn, z wściekłością, której każdy mógłby się wystraszyć.
Jego oczy, jeszcze przed chwilą pełne żaru, teraz płonęły czystą nienawiścią.
– Nie jesteś warta, by wyciągać cię z tej budy – wypluł słowa niczym truciznę, a na koniec splunął mi pod nogi.
Czułam, jak ściska mi się żołądek, ale ani drgnęłam. Nie mogłam dać mu tej satysfakcji.
Obrócił się na pięcie i zaczął rozpychać się łokciami między ludźmi, torując sobie drogę do wyjścia. Szybko zniknął w tłumie, ale ciężar jego gniewu wisiał nade mną jeszcze długo po tym, jak drzwi klubu zamknęły się za nim z hukiem.
Przy barze zapadła cisza, jakby wszyscy czekali na moją reakcję. Ja jednak siedziałam sztywno, z sercem dudniącym w uszach, czując dziwną mieszankę ulgi i przerażenia. Z jednej strony byłam wolna. Chociaż na chwilę. Z drugiej to nie rozwiązywało problemu, który czekał na mnie w domu. Tony. Matka. Zamknięte drzwi, które nigdy nie dawały poczucia bezpieczeństwa.
– Wyglądasz, jakbyś tego potrzebowała… – mruknął barman i przesunął w moją stronę kieliszek wypełniony czystą wódką.
Parsknęłam bez humoru.
– Na koszt firmy – dodał, unosząc brew, jakby chciał dać mi do zrozumienia, że widział już podobne sceny i doskonale wiedział, że ta noc skończy się dla mnie gorzej niż dla Michaela.
Chwyciłam kieliszek w dłoń. Przez chwilę patrzyłam na przejrzysty płyn, który odbijał światła klubu, a potem uniosłam go do ust i wypiłam jednym haustem, czując, jak ogień rozlewa się po gardle. Uderzyłam kieliszkiem o bar i zagryzłam kciuk, czekając, aż ciepło przestanie być tak cholernie uciążliwe. W końcu skinęłam na barmana, który bez słowa ponownie zapełnił szkło alkoholem.
Wyglądało na to, że jednak upiję się we własne urodziny.
Frankie
Siedząc przy barze, słyszałam pęd moich myśli lepiej niż huk basu sączącego się z głośników. Żałowałam, że nie wyszłam od razu, kiedy Skin opuścił klub. To wyglądało jak ostatnia szansa, by zachować twarz, nim alkohol zaczął przejmować nade mną kontrolę. Teraz było już za późno. Kolorowe drinki, które smakowały bardziej jak cukrowa wata niż trucizna, zdążyły wypalić mnie od środka. Do tego wódka, mocna i bezlitosna, wciąż drażniła przełyk. Umysł tonął w mgle rozmazującej obrazy i wyostrzającej jedynie to, co nieprzyjemne. Świat wirował jak karuzela, a ja, zamiast się zatrzymać, śmiałam się w środku sama z siebie, że wciąż próbuję zachować równowagę.
Nie miałam pojęcia, która była godzina. Tłum wyraźnie się przerzedził, choć ci, którzy zostali, bawili się tak, jakby jutra miało nie być. Kilku klientów wciąż krążyło po parkiecie, pary ginęły w półmroku loży, a ich ciała splecione były w zapomnieniu. Odstawiłam na blat kieliszek z niedopitym drinkiem, szkło stuknęło o powierzchnię, a ten dźwięk zdawał się zbyt donośny w mojej głowie. Palce mi drżały, gdy zsunęłam się z wysokiego krzesła. Nogi niemal odmówiły posłuszeństwa – były ciężkie, jakby nie należały do mnie, a każdy krok wymagał więcej wysiłku, niż powinien.
Chwiejnie, niemal ślizgając się po klejącej się podłodze, ruszyłam w stronę parkietu. Światła stroboskopu raziły, rozmywając twarze ludzi, a każdy ruch bioder tancerzy zdawał się groteskowy, rozciągnięty w czasie. Czułam ich zapachy: mieszankę perfum, potu i alkoholu, które uderzały mnie falą. Przeciskałam się między ciałami trącającymi mnie mimochodem. Czyjeś ręce otarły się o mój bok, ktoś mruknął mi coś do ucha, ale nie reagowałam. Skupiona na celu, jakim były drzwi do toalety, stawiałam krok za krokiem, jak żołnierz przedzierający się przez pole bitwy.
Dostrzegłam znajomą sylwetkę, choć mrok i wirujące światła próbowały mi ją rozmazać. Marco. Stał kilka kroków ode mnie, jak zawsze nienagannie ubrany, nonszalancki, pewny siebie. Uśmiechnęłam się pod nosem, widząc, jak z tą samą naturalnością, z jaką inni oddychają, uwodził kolejną ofiarę.
Blondynka. Niewinna, młoda, zbyt świeża na ten klub. W jej spojrzeniu czaiła się naiwność, gdy pochylał się ku niej, szepcząc coś z tym swoim akcentem, który potrafił roztopić opór nawet najostrożniejszych kobiet. Mogłabym przysiąc, że jeszcze kilka godzin temu widziałam go, jak wychodził z brunetką ubraną w sukienkę krótszą niż moja cierpliwość. To oznaczało tylko jedno: dzisiejszej nocy łowił ofiary wyjątkowo skutecznie.
Nie mogłam powstrzymać chwilowego żalu. Dziewczyny takie jak ta blondynka zawsze myślały, że wygrały los na loterii, bo oto spotkały faceta, który zauważył je w tłumie i wybrał. Uroda, mięśnie i oczy barwy ciemnego bursztynu wystarczały, by straciły głowę. Liczyły na przygodę, chwilę szaleństwa, a kończyły, przeklinając dzień, w którym odważyły się skrzyżować spojrzenie z diabłem.
Marco nie był zwykłym podrywaczem. Był łowcą. Drapieżnikiem. Pracował dla największej grupy zajmującej się handlem ludźmi w kraju, a ten klub wydawał się jego naturalnym rewirem, gdzie rokrocznie ginęła w cieniu naprawdę spora liczba dziewczyn. Część z nich nie była tak ładna, tak wypielęgnowana jak ta blondynka. Niektóre szukały pracy, inne ucieczki przed długami czy własnym życiem, a jeszcze inne jednorazowego numerka. Marco potrafił zmienić się diametralnie dla każdej z nich. Dla jednej stawał się romantykiem widzącym w swojej ofierze tę jedyną kobietę na świecie. Dla innej był draniem z błyskiem w oku, gwarantującym szaloną noc. Dla kolejnej okazywał się wybawieniem i silnym ramieniem w tych trudnych czasach.
A w rzeczywistości działał jak miód – lepki, słodki, odurzający. Był dobry, dopóki nie skończył swojego przedstawienia i nie zapakował nieprzytomnego ciała do furgonetki stojącej za klubem. Ten mężczyzna nie miał serca i potrafił wykorzystywać jego brak jak najdoskonalsze narzędzie. Tam, gdzie inni widzieli w kobietach delikatność, on widział walutę. Tam, gdzie ktoś dostrzegał uśmiech, on widział przyszły zysk.
Z tego, co udało mi się dowiedzieć, sprzedane kobiety spotykał trudny los. Najczęściej kończyły jako prostytutki zmuszane do wyłudzania kredytów albo niewolnice zaciągane do pracy, z której nie było ucieczki. Marco zarabiał na ich koszmarze więcej, niż zwykły człowiek zarobiłby w całym życiu.
Odwróciłam od niego wzrok, nie chcąc dłużej patrzeć na tę piekielną scenę flirtu, i ruszyłam w stronę toalet. Szczęśliwie tym razem nie zastałam kolejki. Wślizgnęłam się do jednej z kabin, zamknęłam za sobą drzwi i załatwiłam potrzebę, ciesząc się, że na moment mogłam odciąć się od hałasu klubu.
Chwilę później podeszłam do umywalki. Strumień zimnej wody spłynął po moich dłoniach, dając namiastkę ulgi, jakby zmywał z nich resztki brudu, który przykleił się do mnie od samego patrzenia na Marco. Podniosłam wzrok na lustro – odbicie nie było łaskawe. Rozmazany makijaż pod błękitnymi oczami zdradzał godziny spędzone na piciu alkoholu i siedzeniu w dymie papierosowym. Palcem starłam ciemniejsze smugi i poprawiłam kilka kosmyków włosów przylepionych do wilgotnych policzków.
Nigdy nie przykładałam wielkiej wagi do makijażu, gdy wychodziłam do klubów. Zresztą i tak często kończyło się podobnie: nachalni adoratorzy próbujący mnie poderwać, ich wściekłe dziewczyny gotowe rzucić się na mnie, jakby to była moja wina, że ich chłopak nie potrafił trzymać rąk przy sobie. Niejednokrotnie oblewano mnie drinkiem, słodki alkohol ściekał po mojej sukience, a ja wychodziłam z klubu przesiąknięta lepkością zemsty.
Westchnęłam ciężko i uznałam, że czas skończyć tę zabawę. Klub nigdy nie był miejscem, w którym szukałam przyjemności. Raczej przypominał pole minowe, a ja balansowałam na nim od miesięcy. Większość z tych sytuacji wydawała się niegroźna, czasem nawet zabawna, ale Skin powtarzał mi jak mantrę, że nie powinnam przebywać na tym terenie sama.
Wychodząc z toalety, niemal potknęłam się o parę, która najwyraźniej uznała korytarz za idealne miejsce na grę wstępną. Jęki dziewczyny mieszały się z głośnym basem dobiegającym z parkietu, a ja tylko przewróciłam oczami i przyspieszyłam kroku. Serio, czy oni nie mogli znaleźć sobie pokoju, nim pozbędą się ubrań?
Gdy wróciłam na główną salę, moją uwagę przyciągnął ktoś, kto siedział w loży w zacienionym kącie.
Zmrużyłam oczy. Czerwono-fioletowe reflektory migały nieregularnie, oślepiając mnie na tyle, że przez moment myślałam, że to tylko złudzenie. Że postać, którą dostrzegłam, to wytwór mojej wyobraźni.
Ale nie.
On tam był.
Wow.
Nigdy wcześniej nie widziałam faceta, który tak bardzo przyciągał wzrok. Nie potrzebował do tego tanecznych ruchów, głośnych rozmów czy otaczającej go świty. Wystarczyła sama jego obecność, ciężka, mroczna, zupełnie inna niż wszystko, co znałam.
Czułam, jak po kręgosłupie przebiega mi dreszcz. Nie ten przyjemny, kiedy ktoś cię adoruje, ale zimny, surowy, niepokojący. Nieznajomy siedział na kanapie, zupełnie wyluzowany i nonszalancki, sprawiając wrażenie kogoś, kto nie musi niczego udowadniać – jak król, który ma cały świat pod stopami i doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Ciemna koszula opinała jego ciało niczym druga skóra, podkreślając każdy mięsień zdradzający zarówno siłę, jak i niebezpieczną kontrolę. W mroku klubu wyglądał jak smakowity kąsek dla wszystkich kobiet w pobliżu – i zapewne dobrze o tym wiedział. W lewej dłoni trzymał kryształową szklankę z ciemnym płynem. Poruszał nią leniwie, a następnie niespiesznie upił łyk. Kryło się w tym coś hipnotyzującego, jakby każdy jego ruch miał znaczenie, jakby nawet zwykłe obracanie szklanki stanowiło część gry, którą prowadził. Dzięki czarnym włosom zaczesanym starannie do tyłu wyglądał jeszcze bardziej elegancko, niemal arystokratycznie. Nie był typem przeciętnego bywalca klubów, lecz kimś, kto wyróżniał się w tłumie i, nawet siedząc w cieniu, roztaczał wokół siebie aurę władzy i niebezpieczeństwa.
Oparłam się o chłodny filar, nie chcąc z wrażenia osunąć się na podłogę. Tłum wokół falował, śmiał się, krzyczał i tańczył, a jednak dla mnie cały klub przestał istnieć w momencie, gdy spojrzenie nieznajomego spotkało się z moim.
Nigdy wcześniej nie doświadczyłam czegoś podobnego, tego dziwnego połączenia strachu i fascynacji, które wbijało mnie w podłogę.
Ponownie uniósł szklankę do ust, nie przerywając kontaktu wzrokowego, jakby testował, jak długo wytrzymam w tym pojedynku. Powinnam odwrócić wzrok, odciąć się, rozejrzeć, znaleźć jakikolwiek pretekst, by zerwać tę nić między nami. A jednak nie mogłam.
Wyglądał, jakby w najmniejszym stopniu nie musiał się starać. Wszystko, co robił, miało w sobie ten wyrachowany spokój drapieżnika. To ja czułam się naga, poddawana ocenie, podczas gdy on jedynie czekał, aż sama zdecyduję się podejść bliżej. Żar, który rozlał się po moim ciele, palił każdy nerw i paraliżował mięśnie. Byłam świadoma, jak drżenie klatki piersiowej zdradza moje przyspieszone tętno, a ciche westchnienie wydobyło się z moich ust, nim zdążyłam je powstrzymać.
Cholera, nie chciałam, by wiedział, jak na mnie działa, ale pewnie tak było. Przesunął spojrzenie niżej, jakby miał do tego prawo. Przeszył mnie dreszcz, gdy jego wzrok spoczął na moich piersiach. Było to równie zawstydzające, co upajające. Wargi mężczyzny drgnęły, zdradzając rozbawienie, ale nie wypowiedział ani słowa. Czułam, że jeśli się ruszę i nie przerwę tej chorej gry, utonę w niej całkowicie. A mimo to stałam dalej, przygryzając wnętrze policzka, jakby to miało powstrzymać mnie przed zrobieniem chociażby kroku w jego stronę.
I właśnie wtedy, ledwie zauważalnie, uniósł brew, prowokując mnie do decyzji.
Zamrugałam gwałtownie, zdezorientowana, jakbym kilka sekund wcześniej została wrzucona w inny świat, w którym wszystko zostało spowite jego spojrzeniem. Gorąco rozlało się po moich policzkach, więc odepchnęłam się od filaru i zaczęłam przedzierać między tańczącymi ciałami. Uciekałam w desperackiej próbie odzyskania oddechu.
Taras okazał się wybawieniem – chłodne powietrze owiało moją skórę, a widok ciemnego, usianego gwiazdami nieba na moment sprawił, że zapomniałam o wszystkim innym. Oparłam się o metalowe barierki i sięgnęłam do kieszeni spódniczki. Drżącymi palcami wyciągnęłam papierosa, odpaliłam go zaciągając się mocno. Rozpuściłam upięte w kok włosy, a te rozsypały się na ramionach.
Nagle za plecami usłyszałam niski głos, którego dźwięk od razu ściął mi krew w żyłach:
– Nie wiesz, że chodzenie samotnie na imprezy może się skończyć kłopotami?
Frankie
Serce podeszło mi do gardła i niemal wypuściłam spomiędzy palców papierosa, którego żar zamigotał w mroku. Powoli zerknęłam przez ramię i wstrzymałam powietrze w płucach.
Mężczyzna, którego chwilę wcześniej pożerałam wzrokiem, teraz stał tuż za mną.
Głośno przełknęłam ślinę i stłumiłam kipiące emocje, zmuszając twarz do przybrania wyrazu obojętności.
– Nie wyglądasz jak kłopoty – mruknęłam, a chmura papierosowego dymu na moment rozmyła jego twarz, nadając mu niemal eteryczny, nieuchwytny wygląd.
Czułam ciężar obecności nieznajomego. Tego magnetyzmu nie dało się zignorować. Maska spokoju idealnie ukrywała jego emocje, ale wiedziałam, że w środku walczył sam ze sobą, zastanawiając się, czy podjąć grę, którą sama zaczęłam.
– A czym według ciebie jestem? – zapytał, przeciągając samogłoski i nadając słowom niemal melodyjny ton.
Uśmiechnęłam się pod nosem i przesunęłam wzrokiem od czarnych spodni, poprzez zarysowane uda, aż po granatową jedwabną koszulę opinającą jego szeroką klatkę piersiową. Spod kołnierzyka wystawał fragment ciemnego tatuażu, dodający mężczyźnie niebezpiecznego uroku. Miał maksymalnie trzydzieści lat i wręcz emanował pewnością siebie.
Potrzebowałam rozluźnienia po całym dniu, oderwania od męczących myśli, a on… idealnie nadawał się do tego, by pozwolić mi zapomnieć o wszystkim.
Nie spuszczał ze mnie wzroku, uważnie śledził każdy mój ruch, próbując odczytać intencje.
– Wyglądasz jak obietnica dobrej zabawy.
Odwróciłam się do niego plecami i spojrzałam w niebo. Zamrugałam jednak gwałtownie, gdy poczułam w talii ciepłe dłonie, odbierające mi resztkę przestrzeni. Próbowałam opanować szalejące tętno i znów powoli obróciłam się do nieznajomego.
Nie spodziewałam się, że tak szybko stanie się moją pokusą.
– Lubisz się bawić? – usłyszałam tuż przy uchu.
Ciepło jego oddechu i wyrafinowany męski zapach perfum przeszyły mnie niczym prąd. Świat na moment zniknął – tłum na parkiecie, muzyka, migające światła – liczyło się tylko przyciąganie między nami. Zazwyczaj unikałam mężczyzn i chwilowych przygód, a teraz, stojąc w pułapce jego rąk, mogłam myśleć jedynie o tym, jak dobrze byłoby móc poczuć go bardziej. Każdy nerw w moim ciele drżał, zmysły szalały, gdy ogarnęła mnie niebezpieczna mieszanka pożądania i strachu, jakiej nigdy wcześniej nie doświadczyłam.
Nieznajomy stał tak blisko, że czułam jego oddech na skórze. Postronni obserwatorzy mogliby wziąć nas za parę, ponieważ tak naturalnie przyciągaliśmy siebie nawzajem.
– Mam pokój w hotelu za rogiem – mruknął zachęcająco, a ja nie mogłam powstrzymać cichego śmiechu. – Obietnica dobrej zabawy, pamiętasz? – wyszeptał tuż przy moich ustach, po czym wysunął z mojej dłoni papierosa, którego jeszcze przed chwilą paliłam.
Cała przestrzeń między nami wypełniła się napięciem i wiedziałam jedno: nie mogłabym się od niego uwolnić, nawet gdybym chciała.
– Nie wiem, jak masz na imię… – mruknęłam cicho, a następnie przysunęłam się do mężczyzny i musnęłam językiem jego dolną wargę.
Poczułam słodycz alkoholu, a już zaraz mogłam się cieszyć pełnią smaku jego ust, gdy złączył je z moimi w namiętnym pocałunku. Był władczy i kontrolujący, co zamiast mnie wystraszyć, sprawiło, że poczułam się chciana. Przestało się liczyć to, że się nie znaliśmy. Pragnęłam go, kimkolwiek był.
– Idziemy – zadecydował i niemal od razu ruszył w stronę wyjścia.
Zostałam w miejscu jeszcze przez moment, oszołomiona intensywnością tego, co dopiero między nami zaszło. Kiedy zorientował się, że nie idę za nim, obrócił się i spojrzał na mnie, jakby nie dopuszczał myśli o moim sprzeciwie. Bez słowa pokonał dzielącą nas odległość, musnął moje usta w krótkim, pospiesznym pocałunku i chwycił moją dłoń.
– Nie będę się powtarzał, kotku – wymruczał.
– W takim razie prowadź… – odpowiedziałam z uśmiechem, zerkając na niego spod rzęs i przygryzając dolną wargę. Byłam świadoma ryzyka, ale żadne ostrzeżenia nie miały teraz znaczenia.
Gdy szliśmy przez tłum na parkiecie, zerknęłam na nasze splecione palce, starając się uspokoić serce, które dziko biło w piersi. Nie należałam do dziewczyn często odbywających jednonocne przygody. Miałam dopiero dwadzieścia lat, marne życie erotyczne, a jeszcze gorsze rodzinne. Nigdy nie zdołałam wybaczyć matce, że pozwoliła na to, by między nią a Pablo, moim jedynym chłopakiem, doszło do czegoś więcej. Po wszystkim on zniknął z mojego życia, matka wydawała się nie widzieć żadnego problemu w swoim postępowaniu, natomiast ja zostałam z nienawiścią, której nie potrafiłam się pozbyć. Właśnie to sprowadziło mnie do tego miejsca.
Przelotnie zerknęłam na Marco, który widząc, że opuszczam klub, całkowicie stracił zainteresowanie swoją zdobyczą i wstał, wbijając we mnie zaniepokojone spojrzenie. Przez chwilę miałam wrażenie, że w jego ciemnych oczach błyszczy coś przypominającego panikę. I raczej nie była ona związana ze mną.
Czy to możliwe, że znał trzymającego mnie za rękę bruneta?
Gdy udało nam się wydostać przed budynek, wciągnęłam świeże powietrze głęboko w płuca i podążyłam za mężczyzną do zaparkowanego niedaleko SUV-a. Otworzył dla mnie drzwi, poczekał, aż zajmę miejsce na tylnej kanapie, po czym usiadł obok mnie. Zmarszczyłam brwi, gdy silnik obudził się do życia, ponieważ wsiadając, nie zauważyłam nikogo za kierownicą.
– Jedziemy do apartamentu w Tiempo – poinformował i ułożył ciepłą dłoń na moim udzie.
Zadrżałam, a mimo to przysunęłam się jeszcze bliżej niego.
– Tiempo to całkiem urocze miejsce – mruknęłam, starając się zabrzmieć lekko, choć serce waliło mi w piersi jak szalone.
– Można tak powiedzieć… – odpowiedział zdawkowo, dzięki czemu od razu wyczułam, że ten hotel ma dla niego zupełnie inne znaczenie.
Przesuwał palce wyżej, z każdym centymetrem wywołując w moim organizmie kolejną falę gorąca. Skóra piekła mnie w miejscach, których dotykał. W końcu dotarł do cienkiego materiału koronkowych majtek i zatrzymał się tam na ułamek sekundy, jakby chcąc się upewnić, że wszystko czuję.
Spotkałam jego spojrzenie i przełknęłam ślinę, walcząc ze ściskającą mi gardło niepewnością.
Delikatnie zahaczył palcem o koronkę i przesunął ją w bok. Byłam odsłonięta, bezbronna… i jednocześnie gotowa na to, czego oboje pragnęliśmy, choć żadne z nas nie wypowiedziało tego głośno. Mimo świadomości, że nie jesteśmy w aucie sami, nie poruszyłam się ani o milimetr. W tej chwili liczył się tylko mój nieznajomy, jego dłoń, spojrzenie i to, co obiecywał mi gestami.
Już błagałam w myślach, by droga do hotelu dobiegła końca.
Ale nie wytrzymałam.
Usiadłam na mężczyźnie okrakiem i od razu wpiłam się w jego usta. Delikatnie zassałam dolną wargę, smakując ją tak, jakby była zakazanym owocem. Pomruk z gardła nieznajomego przeszył mnie na wskroś i rozpalił jeszcze bardziej. Pod bluzką poczułam ciepłe dłonie, sunące w górę moich pleców.
Samochód nagle szarpnął i stanął. Dopiero wtedy oderwaliśmy się od siebie, oddychając ciężko.
– I które z nas jest większym kłopotem? – zapytał ochrypłym głosem.
– Ja, i nawet nie staram się tego ukryć.
Zeszłam z jego kolan, wysiadłam za nim z auta i poprawiłam ubranie. Drogę do windy pokonaliśmy w całkowitej ciszy, lecz gdy tylko drzwi pokoju zamknęły się za nami, nieznajomy wpisał kombinację cyfr do alarmu, po czym przyparł mnie do ściany i schował twarz w zagłębieniu mojej szyi. Pieszcząc moją skórę ustami, podniósł mnie i dał się opleść nogami w pasie.
Westchnęłam z czystej przyjemności, która przetoczyła się przez moje ciało, osadzając się w podbrzuszu. Wszystkie opory dotyczące tego, czy postępuję właściwie, ulotniły się, gdy objęłam go ramionami i przyciągnęłam bliżej.
Kierował nas do sporego salonu, a ja odrzuciłam głowę w tył, zatapiając dłoń w ciemnych włosach i lekko za nie pociągając. Pochłonięci pieszczotami, weszliśmy przez przesuwne drzwi do sypialni.
– To była ostatnia szansa, by się wycofać – warknął.
Sprawnym ruchem rozpiął górny guzik koszuli, a zaraz po nim kolejne, aż w końcu materiał wylądował na podłodze.
Wyciągnęłam rękę i musnęłam idealnie wyrzeźbione mięśnie brzucha.
Miałam tylko tę jedną noc, nie mogłam jej zaprzepaścić.
– Spraw, żebym nie żałowała, że zostaję – odparłam.
Zdjęłam bluzkę i rzuciłam ją obok jego koszuli. Tyle wystarczyło, by pchnął mnie na łóżko i nakrył własnym ciałem. Jedną dłoń wsunął pod moje plecy i dotknął zapięcia stanika, jednak porzucił ten plan i skupił się na zsunięciu spódniczki. Gdy i ona wylądowała na podłodze, omiótł oddechem wewnętrzną stronę moich ud. Jego oczy płonęły żarem i pewnością siebie.
Zniecierpliwiona lekko wypchnęłam biodra w górę, a on natychmiast odczytał to jako zaproszenie. Nigdy nie zakładałam, że swoje pierwsze lizanie zaliczę z nowo poznanym facetem, ale kiedy wilgotnym i gorącym językiem musnął moją cipkę, nie potrafiłam myśleć rozsądnie. Jęknęłam cicho, pragnąc więcej.
– Zachłanna… – warknął nisko, a ja poczułam, jak dźwięk głosu przenika przez moją skórę od środka.
Nim zdążyłam zaprotestować, mężczyzna przekręcił mnie na brzuch, jakbym ważyła tyle co nic. Serce biło mi gwałtownie, gdy uniósł mi biodra, ustawiając ciało w pozycji, w której nie miałam żadnej kontroli. Oparłam policzek i przedramiona na chłodnej pościeli, starając się zachować równowagę. Byłam całkowicie odsłonięta, bezbronna, a jednak nie zrobiłam nic, by się wyrwać.
Nagle ciszę przeciął głuchy trzask, a ja poczułam pieczenie na pośladku. Wstrzymałam oddech, pewna, że zaboli bardziej, lecz uderzenie dłonią nie okazało się mocne, raczej prowokacyjne. Zostawiło gorący ślad i wysłało falę przyjemności wzdłuż kręgosłupa. Jęk wyrwał mi się z ust, zanim zdążyłam go powstrzymać. Zadrżałam lekko, zawstydzona własną reakcją, choć pragnienie tylko narastało. Dźwięk rozpinanego paska i metaliczny zgrzyt zamka przecięły powietrze niczym ostrze, zagłuszając wszystko inne – nawet szum krwi pulsującej w uszach.
Mężczyzna sunął dłonią po mojej skórze, ugniatając mięśnie pośladka. Był pewny swoich ruchów, wymagający i kontrolujący. A potem poczułam go wewnątrz siebie. Wchodził powoli, głęboko, aż całe moje ciało napięło się do granic możliwości. Okazał się twardy i ogromny, a ja nie wiedziałam, czy naprawdę zdołam przyjąć go do końca.
Odruchowo zacisnęłam się wokół niego, próbując oswoić narastające uczucie wypełnienia. W odpowiedzi usłyszałam niski, gardłowy pomruk tuż nad sobą, który sprawił, że dreszcz przebiegł mi po kręgosłupie. Nim zdążyłam zebrać myśli, nieznajomy chwycił w garść moje włosy. Szarpnięcie było zdecydowane, nie pozostawiało złudzeń, kto dyktował zasady. Odchyliłam głowę w tył i rozwarłam usta w niemym jęku.
Wypełniał mnie całkowicie, aż trudno było odróżnić, gdzie kończyło się jedno ciało, a zaczynało drugie. Każdy gwałtowny ruch bioder wywoływał u mnie zawrót głowy, a zapach skóry wdzierał się do płuc, upajając i odurzając. Czułam się, jakbym unosiła się w nieznanej przestrzeni, w której istniał tylko on i ja przyjmująca każde pchnięcie.
Gdy odnalazł palcami drugiej dłoni najwrażliwsze miejsce, wiedziałam, że moje granice rozpadają się w pył. Każde muśnięcie i zatoczenie kręgu na rozgrzanej łechtaczce wzburzało fale rozlewające się po moim ciele.
Spełnienie nadeszło bardzo szybko. Gorące, nieposkromione, przygniatające intensywnością. Krzyczałam, zaciskałam dłonie na materiale pościeli i zatraciłam się w rozkoszy, której nie potrafiłam powstrzymać.
– Potraktuj to jako rozgrzewkę – wymruczał, a pchnięcie, które nastąpiło zaraz potem, sprawiło, że całe ciało napięło mi się w słodkim szoku. – Teraz zamierzam sprawić, byś nigdy tego nie żałowała.
Uśmiechnęłam się lekko, bo wiedziałam, że nie pożałuję tej chwili. Zaczęłam nawet się zastanawiać, czy kłótnia z Michaelem nie była najlepszym, co mogło mnie spotkać.
Mężczyzna chwycił moje biodra i przyciągnął do siebie z brutalną determinacją, a ja oddałam się temu całkowicie. Każdy jego ruch był obietnicą, że nie skończy się na jednym spełnieniu, a we mnie rodziła się paląca potrzeba.
Chciałam więcej.
