Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
573 osoby interesują się tą książką
Weronika Stanos po burzliwym związku z londyńskim gangsterem ucieka do Stanów Zjednoczonych. Niestety ciągną się za nią wciąż niespłacone długi oraz mroczna przeszłość. Aby pozbyć się wierzytelności, dorabia – po godzinach pracy w biurze – jako tancerka w klubie go-go. Pewnego dnia zostaje wytypowana do prywatnego pokazu, podczas którego ma szansę na spory zarobek, musi jednak spełnić każdą, nawet najbardziej wyrafinowaną zachciankę swojego tajemniczego klienta. Weronika wierzy, że los się wreszcie do niej uśmiechnął, ale trwa to tylko przez chwilę, bo szef zgarnia prawie cały jej utarg. Co gorsza, następnego dnia dziewczyna dowiaduje się, że filia firmy, w której pracuje, zostanie zamknięta, a ona straci główne źródło dochodu. Gdy więc przypadkiem odkrywa, że jej klientem jest William Fuller, prezes ogromnej firmy deweloperskiej, który jednocześnie odpowiada za likwidację jej miejsca pracy, nie waha się i podczas kolejnego pokazu dla niego ucieka się do szantażu, żądając, aby ją zatrudnił. Liczy na jakiekolwiek stanowisko, byleby odbić się od dna, tymczasem Fuller ma dla niej inne, znacznie ambitniejsze plany...
– Czego ty ode mnie chcesz? – wydyszał, wijąc się wściekle po łóżku. Musiałam przytrzymać się połów jego koszuli, aby nie spaść mu z brzucha.
– Słyszałeś: pracy! – odparłam stanowczo. – Odebrałeś mi zatrudnienie. Zapewnisz mi więc nowe.
Powieść spodoba się fankom romansów biurowych, romansów z milionerem, a także motywu szefa i podwładnej.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 342
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © by Monika Magoska-Suchar
All rights reserved
Wszystkie prawa zastrzeżone, szczególnie prawa do przedruku i tłumaczeń na inne języki. Żaden fragment książki (tekst, ilustracje) nie może być w jakikolwiek sposób powielony albo włączony do jakiejkolwiek bazy odtwarzania elektronicznego oraz mechanicznego bez uzyskania wcześniejszej zgody właściciela praw.
ISBN: 978-83-976736-8-7
Wydanie I, Warszawa 2026
Redakcja i korekta: Anna Szczęsna
Skład i formaty elektroniczne: Anna Hat – anislowa.com.pl
Okładka: Kamila Polańska – @design_your_cover_with_me
Zdjęcie autorki: Monika Chylak
Zdjęcie na okładce: Adobe Stock
– Pospiesz się. Zaraz wchodzisz. Masz prywatny taniec – władczym tonem oświadczył menedżer, a ja zdębiałam.
– Prywatny taniec? – powtórzyłam za nim. – To chyba pomyłka…?
Tak, to na pewno jakiś błąd. W końcu tego typu pokazy były zarezerwowane dla dziewczyn, które pracowały w Pink kitties dłużej niż rok, podczas gdy ja dorabiałam tu raptem od dwóch miesięcy. Byłam na okresie próbnym, dopiero udowadniałam, ile jestem warta, a także walczyłam o stałe zatrudnienie. Nowicjuszkom podobne okazje się nie zdarzały. To niemożliwe więc, abym doświadczała zaszczytu zarezerwowanego dla weteranek tego miejsca, które zresztą zjadłyby mnie, gdyby wyszło, że obsługuję „ich” klienta.
– Żadna pomyłka – odpowiedział mężczyzna. – Facet czeka w Sali Nocy. Jest przy kasie. Wziął najdroższego szampana, płaci gotówką. Spisz się, a na pewno nie poskąpi ci napiwku.
Nadal nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. Miałam tańczyć przed jakimś bogaczem? I do tego mogłam zarobić niemałe pieniądze, które przecież były mi tak bardzo potrzebne… Nie powinnam oglądać się na nikogo, tylko brać zlecenie, póki menedżer był skory mi je przekazać, jednak nie chciałam większych kłopotów niż te, które wciąż się za mną ciągnęły. Byłam tu nowa, nie mogłam narobić sobie kolejnych wrogów, bo w przeszłości miałam ich zdecydowanie za wielu. Znałam zasady panujące w klubie, dlatego nie zamierzałam łamać ich już na wstępie. Hierarchia to hierarchia, więc choć bardzo mnie kusiło, żeby zarobić łatwą gotówkę, nie mogłam ulec, gdyż tą jedną chwilą słabości mogłam definitywnie przekreślić swoją pracę w tym klubie. Dziewczyny są mściwe, nie odpuszczą mi wyjścia przed szereg.
– A co z Clarą? Roxi albo Stellą? Prywatne pokazy to ich domena, a ja… – nie dokończyłam, bo menedżer przerwał mi poirytowanym tonem:
– Bierzesz to zlecenie, czy nie? Wszystkie najlepsze dziewczyny są zajęte, a Stella przed chwilą zgłosiła nieobecność, bo się rozchorowała. Nie mam nikogo innego. Wiem, że dobrze tańczysz, nie raz widziałem cię przecież w akcji. Ten klient jest tu nowy, jak ty. Nie ma wymagań co do tancerki, dlatego mogę mu dać ciebie. Ale jeśli nie chcesz, poślę mu inną nowicjuszkę i po sprawie. Nie mam czasu na niezdecydowanie czy gierki.
Poczułam motywację. Nic nie stało mi na przeszkodzie w zgarnięciu zlecenia marzeń. Moje koleżanki nie powinny mieć do mnie pretensji, a ja zyskam szansę zarobienia dobrych pieniędzy. Przestraszona, że pod wpływem mojego wahania menedżer zmieni zdanie, oświadczyłam z zapałem:
– Oczywiście, już się przebieram.
Mężczyzna mruknął zadowolony, po czym ruszył do drzwi. Już miał opuścić garderobę tancerek, gdy nagle najwyraźniej coś mu się przypomniało, bo obrócił się na pięcie i oznajmił stanowczo:
– Nie zawiedź mnie. Od tego pokazu zależy twoja dalsza praca u mnie.
Przełknęłam głośno ślinę, ale udałam, że nie ruszają mnie jego słowa.
– I jeszcze jedno – dodał, wykorzystując moje milczenie. – Pokazy indywidualne mają to do siebie, że wszystko jest podczas nich dozwolone. Absolutnie WSZYSTKO, rozumiesz? – Popatrzył na mnie, mrużąc oczy. – Ograniczeniem są wyłącznie cztery ściany pomieszczenia, w którym odbywa się show, a także wyobraźnia klienta, który na czas pokazu zmienia się w twojego pana. Będę cię miał na oku. To twój test, Weroniko!
Czy rozumiałam? Aż za dobrze. Ale czy mogłam się wahać…?
Postanowiłam sobie, że nie będę się przejmować i za wiele myśleć o tym, co miało się wydarzyć za chwilę. Pokaz to pokaz. Zatańczę i na tym się skończy. No i pewnie już nigdy więcej nie zobaczę tego gościa.
Choć nie… To nie było dobre podejście. Lepiej, aby ten facet został moim stałym klientem. Dziewczyny pracujące w klubie najdłużej, mogły się poszczycić całą listą mężczyzn, którzy wracali tu wyłącznie dla nich. To był powód do ich dumy, ale i przyczyna zazdrości wśród nowicjuszek. Gdybym zyskała chętnego na częste spotkania ze mną, awansowałabym w rankingu tancerek. Już nie byłabym debiutantką, którą wszyscy pomiatają, a liczącą się profesjonalistką. Weszłabym do zamkniętego kręgu najlepiej opłacanych dziewczyn i może moje odwieczne kłopoty finansowe wreszcie by się skończyły. Nie musiałabym też dorabiać na recepcji jednej z filii F&M Development, czego nie cierpiałam…
Tak, nie mogłam się wahać. Musiałam dać show życia i rozbudzić w moim kliencie żądze, o których istnieniu nie miał do tej pory pojęcia. Niech mnie pragnie i pożąda. Niech każda komórka jego ciała wyrywa się do mnie. Oby chciał do mnie wracać i pragnął mnie coraz bardziej. Nic nie mogło mi w tym przeszkodzić!
Wzięłam głęboki oddech i wjechałam na scenę z poziomu dolnego ukrytą tam specjalną windą. Chciałam w ten sposób zaskoczyć widza i uatrakcyjnić swój występ. Otaczał mnie mrok. Gdzieś w nim znajdował się mężczyzna, który zapłacił za mój taniec. Kim był? Jak wyglądał? To nie miało znaczenia. Liczyły się pieniądze. To one były moim celem. Nie mogłam o tym zapominać. Dla nich musiałam być gotowa na wszystko…
Absolutnie wszystko, poprawiłam się w duchu, wspominając słowa menedżera.
Z ukrytych pod sufitem głośników zaczęły dobiegać dźwięki zmysłowej muzyki, które dały mi znak, że oto zaczyna się chwila, na którą czekał mój klient. Rozpoczęłam więc występ, a wokół stopniowo robiło się coraz jaśniej – za sprawą halogenów, które były skierowane prosto na mnie. Przed wzrokiem mężczyzny chroniła mnie mgła sztucznie wytworzona jeszcze przed rozpoczęciem show. Teraz, gdy stopniowo opadała, oczom klienta ukazywała się moja sylwetka, a potem jej detale – drobna postura, smukła talia, krągłości gdzie trzeba, czarna koronkowa bielizna, długie nogi w pończochach i zabójczo wysokich szpilkach, burza hebanowych loków na mojej głowie – upiętych na jej czubku w misterny kok. Wiedziałam, co widział, bo wiele razy ćwiczyłam swoje układy przed lustrem. Ten, który dziś wykonywałam, był najnowszy. Nikt go nie oglądał. Ten facet był pierwszy. Niech dzięki mnie poczuje się jak król wieczoru. Już ja mu dam to, po co tu przyszedł. Ja, a nie któraś z pozostałych dziewczyn!
Gdy mgła się rozproszyła, dostrzegłam go. To znaczy głównie jego sylwetkę, bez detali, i to jedynie na tyle, na ile pozwalał mi otaczający go półmrok, a także mój taniec, bo wiłam się przed nim jak kocica. Zorientowałam się, że był dość wysoki i atletycznie zbudowany. Siedział w ogromnym fotelu przypominającym tron. Już ja sprawię, że go opuści, postanowiłam…
Zmysłowym krokiem podeszłam do znajdującej się za mną scenicznej rury i chwyciłam ją jedną ręką. Następnie wykonałam efektowny obrót wokół niej, cały czas pamiętając o tym, że jest klientem, który zamówił mój pokaz, a potem zaczęłam się przy niej wyginać i przyjmować różne seksowne pozy, nawet ocierając się o nią swoim tyłeczkiem, jakby to był nabrzmiały rozporek obserwującego mnie mężczyzny.
Czy mi się zdawało i dostrzegłam poruszenie w fotelu?
Dobra nasza! Zintensyfikowałam ruchy, a potem – niczym tygrysica – podążyłam na czworaka w jego stronę, patrząc mu w oczy, jakby był dla mnie najważniejszy na świecie.
Pragnij mnie…
Widzisz, jaka jestem seksowna? Dziś cała tylko dla ciebie…
Na brzegu sceny zatrzymałam się, po czym błyskawicznym ruchem rozpięłam stanik, ale nie dałam podziwiać mężczyźnie swojego biustu, zakrywając go ramionami przed jego wzrokiem. Na ten widok jeszcze nie zasłużył…
Wijąc się zmysłowo, rzuciłam mu roziskrzone spojrzenie, po czym przywołałam go gestem dłoni, drugą ręką wciąż zasłaniając piersi.
No, skarbie? Chodź do mnie… Nie widzisz, jak ładnie cię proszę?
Chciałam interakcji, bo miałam wrażenie, że dzięki temu rozbudzę jeszcze większe pożądanie w moim kliencie. No i jeśli się do mnie zbliży, wreszcie zobaczę dokładnie, z kim mam do czynienia. W tej kwestii miałam pewną przewagę, bo moją twarz skrywała koronkowa maseczka. On jej nie miał. Modliłam się, aby nie okazał się obleśny. Jego wielka postura dawała mi nadzieję, że nie trafiłam najgorzej. Skoro chciałam, aby został moim stałym klientem i w dodatku hojnie sypnął kasą, dobrze by było, aby jakoś się prezentował. Oby intuicja mnie nie zawiodła…
Ku mojemu zdumieniu nic się nie stało. Mężczyzna wciąż siedział sztywno w fotelu. Czyżby wcześniejsze poruszenie było jedynie moim przywidzeniem? A może wcale nie zrobiłam na nim wrażenia? Czy on był ślepy? Przecież znałam swoje atuty. Skoro przyszedł do klubu oglądać gorące tancerki, raczej nie powinnam zawieść jego oczekiwań. Byłam seksowna, cechował mnie południowy temperament, umiałam wykorzystać to w tańcu. Mężczyźni oglądali się za mną na ulicy, a w dyskotekach nie mogłam opędzić się od adoratorów, dlaczego zatem on nie miałby reagować na mnie jak inni? No i lepiej, aby jednak się ożywił, bo przecież szef patrzył z ukrycia na mój występ.
Zmarszczyłam czoło.
Już ja zrobię takie show, że nawet kamień poruszę!
Z tym postanowieniem wstałam z miejsca i odwróciłam się tyłem do mojego widza. Kręcąc ponętnie tyłeczkiem, rozpuściłam włosy. Opadły kaskadą skręconych pukli na moje ramiona, a ja osłoniłam sobie nimi piersi.
Na dobre trzeba zasłużyć, skarbie!
Dopiero mając pewność, że mój klient nie jest w stanie dostrzec ich detali, zgrabnie zeskoczyłam z podwyższenia i, poruszając się zmysłowo przy każdym kroku, ruszyłam w stronę skrytego w mroku fotela.
Ze mną nie masz szans, powtarzałam w myślach, dodając sobie animuszu.
Gdy znalazłam się przed mężczyzną, wykonałam skomplikowany układ taneczny, po czym usiadłam mu na kolanach. Chwyciłam go za krawat – nosił garnitur, co bardzo mi się podobało – i pociągnęłam go do siebie, zmuszając, aby przybliżył swoją twarz do mojej.
Hm, chyba naprawdę było nieźle, bo choć wciąż otaczał nas półmrok, mogłam stwierdzić, że mężczyzna miał mocno zarysowaną szczękę, prosty nos i lekki zarost – co odkryłam, muskając palcami jego policzek. Los mi sprzyjał. Tym bardziej musiałam się postarać i go rozruszać.
No dalej, chłopczyku. Jestem tu, abyś spełnił swoje lubieżne fantazje.
Siedząc mu wciąż na udach, poruszałam się nadal w takt muzyki. Jedną ręką trzymałam go za krawat, drugą sięgnęłam po kieliszek, który mężczyzna dzierżył w dłoni. Upiłam z niego łyk. Znajdujący się w nim trunek był schłodzony i pyszny. Dom Perignon? Niewykluczone, skoro miał to być najdroższy szampan w Pink kitties. Odrzuciłam kieliszek w mrok. Rozbił się z łoskotem.
Teraz nie będzie ci potrzebny ten rozpraszacz. Teraz masz mnie, kochanie. Nic innego poza mną nie powinno skupiać na sobie twojej uwagi!
Pociągnęłam mocniej za krawat. Mój nos zetknął się z jego nosem. To wyglądało tak, jakbyśmy chcieli się pocałować, ale oczywiście w ostatniej chwili puściłam końcówki materii i uwolniłam mojego klienta, nie dając mu szansy na realizację tego zamierzenia, choć wszystko wskazywało na to, że był gotowy to zrobić. Przekręciłam się gwałtownie na jego nogach i już po chwili siedziałam do niego tyłem, wijąc się na jego kolanach prowokacyjnie.
Pragnij mnie.
Pożądaj.
Jestem twoim marzeniem. Zmaterializowanym snem, który będziesz chciał powtarzać. Nikt nie może się równać z moją grecką urodą i temperamentem!
I chyba moje mentalne nawoływania dały efekt, bo nagle poczułam dotyk. Wielkie dłonie spoczęły na moich pośladkach.
On mnie dotykał! Udało się!
Mój entuzjazm szybko jednak opadł, bo mężczyzna cofnął ręce, jakby się oparzył o moje ciało.
Co jest? Dlaczego przestał? Wahał się? Ale przecież to był prywatny pokaz, niezapomniane show, które w przeciwieństwie do występów na głównej sali zakładało także dotyk. Tu klient mógł więcej. Za to słono płacił i tego wymagał. Dlaczego zatem ten, który mi się trafił, wykazywał się takim dystansem i niemrawością? Moje być albo nie być w tym klubie zależało od niego. Musiał się rozruszać, bo inaczej mi zaszkodzi, choć miał pomóc.
Zdesperowana chwyciłam go za nadgarstki i powiodłam jego dłonie w stronę swoich ud. Potem przesunęłam nimi w górę do mojego brzucha. Te ręce naprawdę były spore. Moje wydawały się przy nich dłońmi dziecka. Emanował od nich przyjemny chłód, który w zetknięciu z moją rozgrzaną skórą paradoksalnie zdawał się rozpalać ją jeszcze bardziej. To było całkiem miłe, ale nie mogłam skupiać się na sobie, bo ważniejsze były jego doznania, które musiały być na tyle niezapomniane, aby pragnął jeszcze tu po nie wrócić. Pociągnęłam więc jego dłonie wyżej, składając je na swoim nagim biuście, a następnie znów zaczęłam wić się kusząco do nastrojowej muzyki.
Liczyłam na wybuch euforii, jednak chyba znów na próżno, bo nie stało się kompletnie nic. On był tak sztywny, jakby siedział na jakimś biznesowym spotkaniu dla nudziarzy, a nie w klubie go-go.
A może… Może on nie życzył sobie dotyku? W sumie menedżer nie doprecyzował preferencji mojego klienta. Z taką wiedzą byłoby mi zdecydowanie łatwiej. Orientowałabym się, czego ten człowiek ode mnie oczekuje i jak mam się przy nim zachowywać, a tak miałam wrażenie, że mimo starań, idzie mi gorzej niż źle.
A przecież menedżer mógł teraz na nas patrzeć przez ukryte w tym pomieszczeniu kamery. Mógł mnie oceniać… Jeśli nie zadowolę tego wielkiego faceta, stracę pracę, która była mi potrzebna. Planowałam uciec z recepcji i wreszcie po kilku latach przerwy wrócić do tańca, a tymczasem wszystko wskazywało na to, że jedynym źródłem mojego zarobku znów stanie się znienawidzona przeze mnie praca biurowa za groszową pensję. I pewnie skończy się na tym, że znów będę musiała błagać siostrę o pieniądze, a tego nie chciałam. Po raz kolejny wyjdę na niesamodzielną. Będę wrzodem i problemem, jak zawsze…
Poczułam, jak ogarnia mnie złość zmieszana z żałością.
Kurwa! Nie planowałam się rozklejać! Powinnam być zmysłową kocicą, a nie dziecinną beksą. Chyba jednak takie pokazy to dla mnie za dużo, powinnam zostać wyłącznie przy tańcu.
– Jeśli się panu nie podobam – powiedziałam, dumnie zadzierając głowę, aby mężczyzna nie zorientował się, że jestem zawiedziona – zawsze może pan poprosić menedżera o zmianę dziewczyny…
Zdemotywowana podniosłam się z jego kolan i ruszyłam w stronę sceny.
Widać to nie dla mnie. Nie nadaję się do obsługi VIP-ów i…
I nie zdążyłam doprecyzować myśli, bo nieoczekiwanie potężna siła ścięła mnie z nóg i przygwoździła do podwyższenia.
Mój Boże… Co to było…?
Otworzyłam zamknięte z przestrachu oczy i wtedy wreszcie dokładnie go zobaczyłam w świetle halogenów. Był potężny, wysportowany i przystojny. Górował nade mną, a jego twarz wyrażała stanowczość.
– Gdybyś mi się nie podobała, czy zrobiłbym to? – zapytał, po czym władczym ruchem zerwał ze mnie koronkowe majtki.
O cholera! Cholera, cholera…
On mnie rozebrał!
Serce waliło mi w piersi jak szalone.
Obudził się…
Czy raczej – to ja obudziłam potwora!
Musiałam się uspokoić. Nerwy były tu zbędne. Nie stało się nic, co nie powinno się stać. On miał do tego prawo. Zapłacił za to. Znałam zasady panujące w tym miejscu. Podpisałam zgody. W tej chwili, w tym pomieszczeniu liczyła się wyłącznie wola mojego klienta, a ja w stu procentach należałam do niego. W zamian za wysokie honorarium mógł zrobić ze mną, co tylko zechciał. Nie mogłam okazać mu strachu czy niechęci. Dziewczyny, które miały przywilej dostępu do takich mężczyzn, były w dobrej sytuacji materialnej. Nie narzekały na brak gotówki, jak ja. W dodatku były hołubione przez szefostwo. Traktowano je niczym gwiazdy. Należenie do ich grona stanowiło przywilej. Byłoby mi łatwiej żyć, nie musiałabym się martwić o finanse, spłaciłabym długi, które wciąż ciągnęły się za mną przez błędy, jakie popełniłam, mieszkając jeszcze w Londynie. Ten człowiek mógł mi to zagwarantować, dlatego teraz musiałam dać z siebie wszystko i zapewnić mu to, czego pragnął.
A on wyraźnie pragnął zabawy – niegrzecznej, wyuzdanej, gwałtownej i dzikiej, bo po pozbawieniu mnie dolnej bielizny dopadł do moich piersi i zaczął je zachłannie kąsać i ssać, wsuwając jednocześnie dłoń między moje uda. Jego palce dotknęły mojej cipki, a moje ciało zelektryzował prąd.
On dotykał moich najintymniejszych sfer…
Przecież to był obcy facet…
Nieznajomy.
Ja nie sypiałam z obcymi… Ok, sypiałam, ale nie robiłam tego, odkąd uciekłam z Londynu. Przed oczami stanęły mi niechciane obrazy z przeszłości, a panika walczyła we mnie z poczuciem obowiązku.
Potrzebuję kasy. Potrzebuję bogatego sponsora. Nie mogę go do siebie zrazić. No i w sumie nie trafiłam tak źle. Mój klient nie był obleśnym dziadkiem. Był młody, na oko mógł mieć koło trzydziestki. Do tego był świetnie zbudowany. Co prawda miał jasne włosy, co zauważyłam, gdy pochylał się nade mną w świetle scenicznych reflektorów i łapczywymi pieszczotami zawłaszczał moje piersi, a ja nie bardzo lubiłam blondynów. Jako Greczynka wychowana na Krecie byłam od zawsze otoczona głównie brunetami i szatynami, przez co ten typ mężczyzn podobał mi się najbardziej, mimo to nie dało się nie zauważyć, że mój towarzysz był niezłym ciachem, a tacy z całą pewnością stanowili rzadkość w Pink kitties.
Aby się uspokoić i zaakceptować to, co właśnie się działo, starałam się skupić na oddechu i celu swojej misji. Jednak nie trwało to długo, bo mój klient szybko rozproszył wszelkie moje myśli i obiekcje, padając na klęczki, rozchylając władczym ruchem moje uda i gwałtownie łącząc swoje wargi z moją cipką.
– Boże… – jęknęłam donośnie pod wpływem odczuć, które mną zawładnęły. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że podobne odgłosy były nieprofesjonalne. Nie mogłam tak reagować. Przecież powinnam zachować spokój i pozwolić mężczyźnie robić swoje, ale nie umiałam się powstrzymać. To było tak intensywne, tak nagłe… Myślałam, że będę głównie tańczyć, prowokować, ewentualnie trochę się pocałujemy, podotykamy, tymczasem blondyn zachowywał się jak wygłodniałe zwierzę. Dosłownie brał mnie w posiadanie swoim językiem…
Język. Nie. To złe słowo. On nie miał języka, a jęzor. Wszechwładny, dominujący, zawłaszczający, którym poczynał sobie z moją cipką, jakby należała wyłącznie do niego. W sumie w tej chwili tak było. Już nie moja, a jego, prężyła się przed nim, złakniona pieszczot, a on brał ją w posiadanie, dokładnie wylizując każdy jej fragment i sprawiając, że aż nabrzmiała z pożądania i była gotowa do stosunku.
Rany, dlaczego tak się czułam? To był obcy człowiek. Powinien być mi obojętny, tymczasem on rozbudzał we mnie stłumione potrzeby. To nie było właściwe. W tej chwili nie powinny towarzyszyć mi żadne uczucia, a już na pewno nie podniecenie, bo przecież to niemożliwe, aby nieznajomy mężczyzna mógł je wywołać – i to w tak krótkim czasie! – za pomocą kilku pieszczot…
A jednak byłam podniecona i nie potrafiłam tego ukryć przed moim klientem. Co prawda zasłoniłam dłońmi usta, aby stłumić wyrywające się z nich jęki i westchnienia, ale nad innymi odruchami swojego ciała nie panowałam. Wyginałam się w łuk pod wpływem rozpalającej mnie namiętności, a moja wilgotna cipka kurczyła się boleśnie, pragnąc zaspokojenia i rozładowania napięcia, jakie nagromadziło się w moim podbrzuszu. On z całą pewnością wiedział już, że to mój pierwszy raz w takiej roli. W dodatku zyskał pewność, że działa na mnie niczym afrodyzjak i mi się podoba, a także podoba mi się to, co ze mną robi. Otrzymał tym samym przyzwolenie, aby posunąć się dalej. I nawet jeśli cichy głos rozsądku nawoływał mnie do ucieczki przed konsekwencjami tego, co właśnie się działo, pożądanie wzięło nade mną górę. Z nim nie dało się walczyć. Musiałam mu ulec i poddać się, bo mój przeciwnik był zbyt potężny i zbyt dobry w tym, co robił.
Znalazłam się na granicy orgazmu, bliska spotkania z gwiazdami, jednak w chwili, gdy miałam już do nich dolecieć, mój niesamowity, barbarzyński klient zaprzestał swoich działań. To sprawiło, że się ocknęłam. Podniosłam przymknięte z przyjemności powieki i popatrzyłam na niego zaskoczona. Mój zdziwiony wzrok spotkał się z jego oczami. Dostrzegłam w nich demoniczne iskry. Może był to jedynie rozbłysk światła ze sceny, ale w tym momencie przywodził na myśl piekielne ognie.
Mężczyzna, uśmiechając się lekko, zaczął rozpinać swoje spodnie. Ten gest powinien mnie przestraszyć, a przyjęłam go z radością.
A więc to tak. Podniecił mnie, aby było mi z nim dobrze. Zadbał o mój komfort i przygotował na siebie. Rozbudził moje pragnienia, abym chciała go więcej. Moja cipka odpowiedziała kolejnym bolesnym spazmem na widok jego nabrzmiałego rozporka o pokaźnych wymiarach.
Przygryzłam wargę i wbiłam w niego wzrok, zaintrygowana tym, co się stamtąd wyłoni. I nie zawiodłam się, bo penis mężczyzny okazał się naprawdę spory. Sterczał wielki i gotowy na mnie.
Ból w dole brzucha się nasilił.
To tylko klient. To tylko akt, który był wpisany w prywatne pokazy. Co się wydarzy w tej sali, nigdy z tej sali nie wyjdzie. Nie powinnam przykładać do tego wagi, ale w tym momencie na nic się zdały powtarzane jak mantra przekazy. Racjonalizm diabli wzięli, czy raczej diabeł, bo tylko z nim kojarzył się mój niezwykły klient, zwłaszcza że znów zasiadł w fotelu niczym na królewskim tronie i, wypinając przede mną swojego członka, przyzwał mnie wielkopańskim gestem.
Wiedziałam, czego ode mnie oczekuje i nie musiał mi tego artykułować. Byłam tu, aby go zaspokoić i wypełnić jego wolę. Miał być ze mnie zadowolony. Nie mogłam za długo zwlekać z działaniem, dlatego posłusznie zsunęłam się ze sceny i ruszyłam w jego stronę. Opadłam przed nim na klęczki, jakby był moim panem lub bóstwem, któremu zamierzałam oddać hołd, po czym wzięłam w dłonie jego penisa. Był wielki. Większy nawet niż mi się to wydawało przed chwilą. Parzył moje palce, rozpychał się w nich. Był równie wszechwładny jak język jego właściciela. Pasował mu – barbarzyńskie berło demonicznego króla.
Miałam doświadczenie w robieniu dobrze w ten sposób, bo mój były partner często wymagał ode mnie podobnych praktyk. Wtedy za tym nie przepadałam. Teraz cieszyłam się, że to umiem i wiem, jak postępować z mężczyzną, aby doprowadzić go do wrzenia. W sumie byłam to winna swojemu klientowi. Zadbał o mnie, teraz więc musiałam mu się odwdzięczyć.
Kilka razy przejechałam dłonią wzdłuż trzonu jego członka. Widząc, jak się rozluźnia i wspiera głowę na zagłówku fotela, wiedziałam już, że podążam w dobrym kierunku. Zadowolona z tej reakcji pochyliłam się nad jego penisem, biorąc go do ust. Następnie zaczęłam suwać po nim wargami w górę i w dół, co nie było łatwe ze względu na jego pokaźne rozmiary. Gdy mężczyzna złożył ciężką dłoń na mojej głowie, przyspieszyłam i zintensyfikowałam pieszczotę. Tym razem to on nie był w stanie wytrzymać. Z jego ust szybko dobiegło donośne westchnienie, a więc moje działania były skuteczne. Jego zadowolenie wiązało się z moim, a wizja hojnego napiwku stawała się bardziej niż realna. Jednak nie byłabym sobą, gdybym nie okazała choć cienia przekory. Zamierzałam więc nieco się z nim zabawić. Miał zapamiętać nasze spotkanie, aby chciał do mnie wracać, dlatego nie mogłam za bardzo ułatwiać mu sprawy. On nie dokończył wynoszenia mnie na szczyt. Postanowiłam iść w jego ślady. Gdy więc poczułam, jak zbliża się do finiszu, wypuściłam jego członka z ust, po czym podniosłam się pospiesznie z podłogi i ruszyłam w stronę sceny, uśmiechając się do siebie triumfalnie.
Coś za coś, skarbie. Nie dałeś mi tego, czego oczekiwałam, a teraz ja postąpiłam tak samo z tobą. Jesteśmy kwita, czas dokończyć show…
Nie zdążyłam jednak odejść za daleko, bo mężczyzna chwycił mnie za nadgarstek i gwałtownym ruchem przyciągnął do siebie, zmuszając, abym usiadła mu na kolanach.
– Nie tak prędko – zamruczał mi do ucha. – Jeszcze z tobą nie skończyłem…
Jeszcze ze mną nie skończył?
Dreszcz przeszył moje ciało i nie było to nieprzyjemne odczucie. Tymczasem blondyn sięgnął do kieszeni swojej marynarki, a następnie wręczył mi pudełeczko z prezerwatywami.
Pre… Prezerwatywy?
A więc on chciał iść na całość!
Poczułam ekscytację. Chciałam tego. Była między nami chemia, a on mi się podobał. Ja jemu najwyraźniej też. No i w tym miejscu zahamowania nie miały racji bytu. Ta salka służyła do zaspokajania niegrzecznych fantazji klientów naszego klubu, a moim zadaniem było urzeczywistnić marzenia tego mężczyzny. Moja prowokacja okazała się skuteczna, a on pragnął mnie jeszcze bardziej. Jeśli go zadowolę, zadowolę też szefa i swój portfel. Jednak nie wiedzieć czemu, w tej chwili nie byłam w stanie myśleć o pieniądzach, a o własnej przyjemności. Dlaczego nie miałabym jej czerpać z relacji z tym nieznajomym, skoro lubiłam seks? W sumie fakt, że mój kochanek był dla mnie obcym człowiekiem, przemawiał jeszcze bardziej na jego korzyść. Po tym, co przeszłam w Londynie, bałam się związków i relacji damsko-męskich, a jednocześnie brakowało mi namiętności i jej porywów. Tu miałam je otrzymać bez żadnych deklaracji i całej tej problematycznej oprawy, która wiązała się z byciem razem. Idealna sytuacja dla osoby po przejściach – jak ja.
Wiedziona entuzjazmem sięgnęłam do pudełeczka i wyciągnęłam pakiecik z prezerwatywą. Otworzyłam go, po czym wprawnie nasunęłam na jego wielkiego penisa. Blondyn sięgnął po leżący na stoliczku obok fotela lubrykant i użył go. Potem ujął mnie w talii, podniósł na moment, aby następnie opuścić na swojego członka. Jęknęłam niekontrolowanie, gdy poczułam, jak rozpycha moje wnętrze. Był taki duży… Czy podołam?
Na szczęście mężczyzna był doświadczony, więc już po chwili miałam go w sobie całego. To było niezwykłe doznanie. Pełnia, która dawała przyjemność.
Nie czekając na jego polecenia, złożyłam ręce na jego ramionach, po czym zaczęłam się poruszać. W górę i w dół, w górę i w dół. O tak… Tak było mi dobrze. Jemu chyba też, bo jego oddech wyraźnie przyspieszył i stał się chrapliwy. Uśmiechnęłam się do siebie triumfalnie. Miałam moc. Poskromiłam bestię.
Mężczyzna chwycił mnie za biodra i zaczął nadawać szybszy rytm ich ruchom.
A więc to tak? Lubił ostre pieprzenie! W sumie zdradził się z tym już na samym początku. Ucieszyło mnie to, bo również kręcił mnie gorący seks, więc z przyjemnością przyjęłam go w siebie jeszcze gwałtowniej. Skakałam wręcz po jego członku, raz za razem wysuwając go z siebie praktycznie całego i z powrotem nabijając się na niego z impetem. Brałam go w posiadanie coraz mocniej, coraz bardziej intensywnie i łapczywie. Wciąż więcej i więcej. Z każdą chwilą stawałam się też coraz bardziej władcza i dominująca.
Och, jak ja to uwielbiałam! To była kwintesencja kobiecości móc tak zdobywać mężczyznę. Podbijałam go, miażdżyłam w sobie, sprawiałam, że jadł mi z ręki. Był tylko mój, poddany, uniżony. Pokonany mocą mojej kobiecej siły.
W końcu, co było do przewidzenia, blondyn nie wytrzymał. Poczułam pulsowanie jego penisa w sobie, a on doszedł z głośnym jękiem.
Dałam radę. Zaspokoiłam swojego klienta. Oby był równie zadowolony jak ja w tej chwili triumfu.
Byłam pewna, że to koniec i że mężczyzna potrzebuje odpoczynku. Potańczę jeszcze chwilę przed nim, aby wypoczął, postanowiłam, a potem zakończę pokaz i zgarnę swoją wypłatę. Jednak, jak się szybko okazało, pomyliłam się co do kondycji mojego klienta, który wciąż był pełen energii. Nim się zorientowałam, podniósł się, chwycił mnie na ręce i ruszył wraz ze mną w stronę sceny. Położył mnie na niej, po czym wszedł we mnie ponownie, znów gotowy i żądny rozkoszy, a gdy z moich ust miał się dobyć jęk zaskoczenia, uciszył go, całując mnie namiętnie w usta, a potem rozpoczął szarżę, przy której moja wydawała się jedynie spokojnym preludium…
Boże… Mój Boże…
To były jedyne słowa, na które było mnie w tej chwili stać. Patrzyłam na swoje oblicze w lustrze garderobianej toaletki, ale zdawałam się go nie dostrzegać. Mój umysł spowijała mgła, a ciało było ociężałe, jakbym właśnie przeszła trening życia lub wróciła z pracy w kamieniołomach.
W najśmielszych fantazjach nie oczekiwałam, że kiedykolwiek spotkam kogoś takiego. Zawsze to ja byłam górą w łóżku i to ja prezentowałam niespożyte wręcz siły w czasie miłosnych zmagań, przez co ciężko mnie było zaspokoić. Jeden orgazm to dla mnie zdecydowanie za mało. Seks kojarzył mi się z walką. Dzikie, zwierzęce parzenie się było dla mnie idealne, a jednak żaden partner do tej pory nie zapewnił mi takiego, które pozostałoby dla mnie niezapomniane i dało wszystko to, czego oczekiwałam. Aż do tej nocy…
Tak. To niewiarygodne, ale ten obcy mężczyzna, mój klient, jako pierwszy dorównał mi kroku. Wreszcie trafiłam na godnego przeciwnika. Na kogoś o równie niespożytej energii i witalności seksualnej co ja. On zdawał się być prawdziwym długodystansowcem w tej materii. Dosłownie rozniósł mnie swoim zwierzęcym popędem, a ja… Boże! Ja byłam zachwycona!
Co za potęga! Co za moc!
Robiliśmy to tak długo, że klub zdążył zostać zamknięty. Z sali wyszłam na miękkich nogach i to po długim dogorywaniu na scenie, z której nie byłam w stanie się podnieść, choć mężczyzna już dawno opuścił pomieszczenie. Cud, że nie upadłam, wlokąc się do garderoby. Zataczałam się na ściany, jakbym była pijana. Mój kochanek doszczętnie wyzuł mnie z sił, wyeksploatował, rozbił na miliony kawałeczków gwałtownością swoich pieszczot. Teraz z trudem siedziałam, czując, jak moja cipka pulsuje boleśnie po maratonie, którego doświadczyła.
Wow, wow, wow! Chciałam jeszcze…
Rany, przecież to ja miałam sprawić, że to on będzie chciał do mnie wracać, tymczasem w tej chwili sama pragnęłam, aby znów się tu pojawił. Ledwo ze mną skończył, a ja już za nim tęskniłam. To było głupie, nieprofesjonalne. Dziewczyna z klubu nie mogła fascynować się swoim klientem. On miał pozostać obcy, co było dobre dla obu stron, tymczasem ja byłam go zwyczajnie ciekawa. Kim był ten jasnowłosy barbarzyńca o diabelskim języku i nieokiełznanym temperamencie? Nieprędko przestanę o nim myśleć, bo jeszcze nigdy nie trafiłam na kogoś takiego jak on…
– Dobrze się spisałaś – głos menedżera wyrwał mnie ze stuporu, w który popadłam.
Przeniosłam na niego spojrzenie w lustrze, bo nie miałam siły nawet odwrócić się w stronę drzwi, na progu których stanął.
– Facet był tak zadowolony, że hojnie sypnął mamoną. Dwadzieścia tysięcy napiwku. Tego jeszcze nie było w Pink kitties!
Dwadzieścia… tysięcy?!
Te słowa zadziałały na mnie ożywczo.
– Dał mi… Dał mi tak wysoki napiwek? – wybełkotałam, z trudem dobierając słowa.
Boże! Dwadzieścia tysięcy! Tego potrzebowałam! To była zawrotna suma. Klient docenił moje zaangażowanie. Dzięki temu nareszcie wyjdę z impasu. Te pieniądze pomogą mi stanąć na nogi. No i nie słyszałam o tak wysokim napiwku od innych tancerek, nawet tych zaprawionych w boju, pracujących tu najdłużej. Chyba żadna z dziewczyn nigdy nie otrzymała takiej kwoty. To cud! Moje błagania zostały wysłuchane. Nareszcie wszystko zacznie się układać!
– Poniekąd – mruknął mężczyzna.
– Poniekąd? – zapytałam zdezorientowana.
– Ty dostaniesz z tej kwoty jeden procent. To uczciwa suma – odpowiedział.
Wybałuszyłam na niego oczy. Byłam obolała i zmęczona, ale mój mózg pracował znów na pełnych obrotach i łatwo przeliczył sumę, o której była mowa.
– To żart?! – wykrzyknęłam wzburzona. – Chcecie mi dać marne dwieście dolarów z moich dwudziestu tysięcy? To jawna kradzież! Te pieniądze są moje i bardzo ich potrzebuję. Poza tym dałam z siebie wszystko. Klient wyszedł zadowolony. Może jeszcze tu wróci, a renoma tego miejsca podskoczy. Tymczasem wy chcecie mi odebrać mój utarg!
Menedżer ściągnął brwi i gniewnie wykrzywił usta, po czym wypalił:
– Jak ci się nie podobają nasze zasady, wiesz, gdzie są drzwi!
To było niczym uderzenie w twarz. Otworzyłam szeroko usta, starając się coś powiedzieć, ale odebrało mi mowę. Byłam w szoku, zwłaszcza że po tym, co zaszło w Sali Nocy, byłam święcie przekonana, że wreszcie moja sytuacja – zarówno ta w klubie, jak i materialna – poprawi się. Tymczasem ten człowiek właśnie brutalnie sprowadził mnie na ziemię. Mimo to podjęłam kolejną desperacką próbę obrony:
– Ale… Ale inne dziewczyny, mające prywatne pokazy, zarabiają więcej niż grosze, które oferujecie mi z mojego napiwku. A przecież zrobiłam to samo co one, a być może nawet więcej. To nie był tylko taniec. Oddałam się temu mężczyźnie i teraz liczę na godziwą zapłatę. Spełniłam jego fantazje, nie zawiodłam szefostwa. Powinnam dostać godne uposażenie. Co najmniej połowę sumy, którą klient przeznaczył dla mnie!
To było żałosne. Błagałam o swoje pieniądze. O pieniądze za seks. Jak prostytutka błagająca alfonsa, aby odpalił jej dolę. Ale to było drugorzędne. Ja naprawdę ich potrzebowałam. Choć na pewien czas pozbyłabym się ciągnących się za mną od dawna problemów. Tymczasem z niewiadomych przyczyn miałam obejść się smakiem.
– Nikt cię nie zmuszał do seksu – odparł menedżer, nonszalancko wzruszając ramionami. – W pokazie też nie musiałaś brać udziału. Miałaś wybór. To była tylko i wyłącznie twoja decyzja. A co do wysokości wypłaty, wybacz, skarbie, ale utrzymanie klubu kosztuje. Sesja z klientem się przedłużyła. Przez ciebie i twój brak kontroli nad czasem musiałem zostać w pracy dłużej niż powinienem i zatrzymać ochronę na wszelki wypadek, gdyby twój klient zrobił się agresywny i groziłoby ci niebezpieczeństwo. To nie jest za darmo. Nadgodziny kosztują. Opłacę je z twojego napiwku. Podobnie jak prąd i sprzątanie sali po waszym niekontrolowanym wybuchu namiętności. Rozwaliliście szklany stolik i szafkę z gadżetami. Napaskudziliście jak świnie. Wszędzie są płyny ustrojowe. Chyba że sama złapiesz za mopa, aby to usunąć?
Poczułam się strasznie. Poniżona, upodlona. Potraktowana jak… dziwka! W sumie doświadczone hostessy z Pink kitties były prostytutkami, tylko ekskluzywnymi. Pod pozorem tańców świadczyły usługi erotyczne, a teraz i ja należałam do ich grona. I choć wcześniej tego pragnęłam, teraz całą sobą żałowałam swojego zachowania. Dałam się zeszmacić, jak w Londynie. Poszłam na całość z nieznajomym, licząc na kasę, której potrzebowałam, a w zamian miałam się obejść marnymi dwustoma dolarami. Nie tego oczekiwałam jako tancerka dla VIP-ów. No i te teksty o zniszczeniach. Fakt, że w zatraceniu miłosnym coś przewróciliśmy, ale reszta była wierutnym kłamstwem stworzonym wyłącznie na potrzeby chwili, aby klub zagarnął mój utarg. W dodatku moje położenie było tragiczne. Pyskując i kłócąc się o należne mi honorarium, mogłam stracić pracę, której potrzebowałam. Przecież nie pozwę władz klubu o wynagrodzenie. Byłabym wtedy skończona w branży, którą znałam najlepiej. Zresztą mogłam o tym zapomnieć także ze względu na to, że moje konto świeciło pustkami i zwyczajnie nie było mnie stać na prawnika. Nie miałam więc wyjścia – musiałam zaakceptować swój los.
– Rozumiem. Nie będę się stawiać. Przebiorę się i pójdę do domu – stwierdziłam na odczepnego, podnosząc się z miejsca. Musiałam przy tym przytrzymać się oparcia krzesła, bo moje nogi wciąż były jak z waty, a mięśnie ud okropnie mnie rwały.
– W porządku – mruknął menedżer ukontentowany moją postawą, po czym podszedł do mnie i wcisnął mi do ręki dwa banknoty studolarowe. Pieniądze zdawały się wypalać w mojej dłoni dziurę – zarówno z powodu ich małej ilości, jak i tego, za co je otrzymałam. – Jutro o dwudziestej masz być tu z powrotem.
Zmarszczyłam brwi.
– To pomyłka. W grafiku jestem wpisana dopiero na piątek – odparłam.
– Twój grafik uległ modyfikacji – powiedział mężczyzna, szczerząc do mnie w kpiarskim uśmieszku pożółkłe zęby.
– Modyfikacji? Mam kogoś zastąpić? – zapytałam bez entuzjazmu, bo po tym, co właśnie zaszło, kompletnie nie miałam ochoty na szybki powrót do klubu.
– Nie. Masz być sobą – zaśmiał się. – Twój klient jest pod wrażeniem. Zamówił cię na kolejną sesję. Spraw się dobrze, to pogadamy o podwyżce o kolejny procent, jeśli znów będzie taki hojny. I nie zawiedź mnie. Masz być równie chętna i gorąca jak dzisiaj.
Po tych słowach skierował się do drzwi i opuścił pomieszczenie, a ja musiałam usiąść, bo nogi same ugięły się pode mną na te wieści.
On mnie chciał…
On mnie chciał i to ledwie dzień po tym, jak spędził ze mną gorącą noc.
Tylko co mi z tego, skoro prócz rozkoszy nie miałam otrzymać nic w zamian?
Zrezygnowana rozbeczałam się jak dziecko. Byłam beznadziejna, a moje życie było pasmem porażek. Czy kiedykolwiek to się skończy? W tej chwili byłam pewna, że nie…
– Słabo wyglądasz – skomentowała Nora, z którą pracowałam na recepcji jednej z filii F&M Development.
– Nic mi nie jest – burknęłam obcesowo, bo nie miałam zamiaru zwierzać się jej ze swoich bolączek. Dzielenie się porażkami nie było w moim stylu, starałam się być twarda i nie okazywać słabości, poza tym nie chciałam, aby po firmie poszła fama, że kupczę swoim ciałem w nocnym klubie. Byłam więc zła, że moje podkrążone od płaczu oczy i blada cera zdradzały, jak fatalnie się czułam w tej chwili.
– Wyglądasz, jakbyś imprezowała do rana – zachichotała dziewczyna.
No co ty nie powiesz… Z trudem powstrzymałam wywrócenie oczami.
– Po prostu się nie wyspałam – ucięłam.
Przecież nie powiem jej, że całą noc spędziłam z klientem, z którym dosłownie roznieśliśmy Pink kitties.
– To niedobrze. Sen to zdrowie, a to już kolejny raz, gdy przychodzisz do pracy niewyspana. Może powinien obejrzeć cię doktor? – zmartwiła się Nora.
Doktor nie wyleczy moich problemów, chyba że spłaci moje długi, westchnęłam, ale żeby moja towarzyszka nie drążyła drażliwego dla mnie tematu, odpowiedziałam:
– Masz rację. Muszę się przebadać. Jakieś tabletki się przydadzą.
To najwyraźniej ukontentowało Norę, bo odpuściła i dała mi w spokoju pracować. Nie cierpiałam swojej roboty. Nigdy nie lubiłam papierków, komputerów, tabelek, Excelów, Wordów i tym podobnych. Od zawsze pragnęłam zostać profesjonalną tancerką, ale moje marzenia spełzły na niczym. Moi rodzice, widząc, że nauka przychodzi mi z łatwością, władowali we mnie wszystkie oszczędności, abym, jako chluba rodu Stanos, wyjechała z Grecji na zagraniczne studia i ukończyła wyższą uczelnię. Nikt z rodziny nie dokonał tego przede mną. Dla nich to był powód do dumy i bardzo ważna sprawa. Mnie pasowało to jedynie z tego powodu, że opuszczając Kretę, zyskałam wolność, której nie miałam, dorastając pod ich pieczą. W przeciwieństwie do moich trzech sióstr byłam samodzielna i mogłam decydować o sobie. Zgubiło mnie to, bo zamiast realizować aspiracje rodziców, zaufałam nieodpowiednim osobom, przez co wpadłam w nie lada tarapaty, które wciąż mnie prześladowały. Zamiast wielkiej prawniczki zostałam tancerką go-go, a od wczoraj także słabo opłacaną prostytutką, która za swoje usługi zgarniała marne dwieście dolarów. Czułam żałość i wstyd, i nawet fakt, że mój klient upodobał sobie mnie na kolejne spotkanie, nie zmieniał mojego samopoczucia. Jeszcze żebym faktycznie zarobiła na tym grube tysiące… Być może wówczas byłoby mi lżej na sercu, a tak wciąż znajdowałam się w tym samym niewesołym położeniu co wcześniej, a nawet w sumie gorszym, bo towarzyszyła mi świadomość, że oddałam się za darmo.
Brzydziłam się sobą. Gardziłam. I nie miałam nikogo, komu mogłabym się zwierzyć i o tym powiedzieć. Moi rodzice, mimo prób odbudowy zerwanych więzi z mojej strony, traktowali mnie z dystansem. W końcu ich zawiodłam, sprzeniewierzyłam ich pieniądze, a nawet wmieszałam ich w swoje długi. Moja siostra Zoe, z którą kiedyś miałam najlepszy kontakt z całej naszej rodziny, mimo faktu, że potraktowałam ją fatalnie, jako jedyna starała się utrzymywać ze mną poprawne relacje. Mnie jednak wciąż było głupio, dlatego sama wolałam wycofać się z jej życia. Poza tym ona miała teraz męża, mieszkała w Londynie, urodziła bliźnięta, została milionerką, gdzie mi do niej. Nie mogłam się z nią równać. Ona zyskała życie, ja swoje zmarnowałam. Nie chciałam jednak, aby o tym wiedziała, dlatego rozmawiałam z nią sporadycznie przez telefon i na tym nasz kontakt się kończył. Nie chciałam, aby wiedziała, że źle mi się wiedzie, bo jeszcze chciałaby ratować mnie pieniędzmi, a ja sobie tego zwyczajnie nie życzyłam. Już dość namieszałam w jej rzeczywistości, aby jeszcze o coś ją prosić i czegoś od niej żądać.
Zrezygnowana starałam się skupić na tabelkach, w które wklepywałam grafiki poszczególnych kierowników. Nie było to proste, bo przeszkadzał mi fizyczny dyskomfort. Wciąż ciężko mi było siedzieć, a mięśnie rwały mnie, jakbym nagle postanowiła zostać sportsmenką i trenować jak wariat. Nie miałam pojęcia, że od seksu można było mieć zakwasy…
– Dziewczyny, pilne spotkanie z szefostwem – oznajmiła asystentka dyrektora, która nieoczekiwanie pojawiła się na recepcji.
Znów miałam ochotę ciężko westchnąć. Ledwo żyłam po wczorajszych ekscesach, a czekało mnie idiotyczne zebranie, na którym będę musiała stać pewnie co najmniej godzinę i słuchać idiotyzmów dotyczących rozwoju firmy, na której kompletnie mi nie zależało. Co gorsza nasz szef był gawędziarzem, w dodatku z manią wyższości. Uwielbiał brylować i popisywać się przed podwładnymi swoją władzą.
Ruszyłam z Norą i pozostałymi do wielkiej sali konferencyjnej.
Los nie był dla mnie łaskawy. Oj, nie był…
W pomieszczeniu zgromadzili się wszyscy pracownicy. Panowała duchota. Zajęłam miejsce z tyłu, bo tu mogłam oprzeć się o ścianę, gdy nogi odmówią mi posłuszeństwa.
– Dziś będzie krótko – oświadczył szef, którego nawet nie widziałam przez zasłaniający go tłum. Zdumiało mnie to słowo, bo „krótko” nie leżało w jego naturze. – Rano przyszły złe wieści. Nasza filia zostanie rozwiązana w związku ze sprzedażą ziemi, na której stoi nasz biurowiec. Właściciele nie planują przeniesienia nas nigdzie indziej, gdyż są zdania, że obecna ilość biur jest wystarczająca, a przeprowadzka wiązałaby się z kosztami, na które w tej chwili ich nie stać. W związku z powyższym czekają nas zwolnienia grupowe. To kwestia maksymalnie miesiąca, dlatego radziłbym wam już teraz zacząć rozglądać się za nową pracą…
Coś jeszcze mówił, ale ja nie byłam w stanie dłużej go słuchać zarówno przez harmider, jaki zapanował wśród zgromadzonych na sali pracowników, jak i własne wzburzenie.
Nowa praca.
Zwolnienia grupowe.
Likwidacja filii…
A myślałam, że gorzej być nie może! Nagle to miejsce, którego nie cierpiałam, stało się dla mnie niezwykle ważne. Przecież to był mój główny zarobek. Taniec stanowił jedynie dodatek i, jak wynikało z moich nocnych doświadczeń, nieprędko miało się to zmienić. Tymczasem teraz zostawałam na lodzie, bez pracy, z długami i pewnie bez dachu nad głową, bo zaraz nie będę miała z czego opłacić czynszu za mieszkanie, które wynajmowałam. Nie miałam żadnych oszczędności ani perspektyw. Czy to oznacza, że… będę zmuszona wrócić do Grecji?!
Na myśl o powrocie na Kretę zrobiło mi się niedobrze. Znów musiałabym harować w kuchni naszej tawerny, czego nie cierpiałam. W przeciwieństwie do Zoe nienawidziłam gotować. Nie byłam w tym nawet dobra, a karmienie innych nie sprawiało mi przyjemności. Dla mnie była to idiotyczna czynność – tworzyć coś kreatywnego, co znikało w żołądkach, a zamiast satysfakcji z gotowego dzieła na kucharza czekał wyłącznie bałagan w postaci stosów brudnych naczyń i garnków.
Przerażona tą wizją, przepychając się między rozgorączkowanymi kolegami, skierowałam się do wyjścia z sali, aby dać upust swojemu przerażeniu w pracowniczej toalecie.
