Każdego jednego lata - Wiktoria Kuchelska - ebook
NOWOŚĆ

Każdego jednego lata ebook

Wiktoria Kuchelska

2,0

106 osób interesuje się tą książką

Opis

Kate poświęciła całe swoje życie łyżwiarstwu figurowemu. Lata treningów, wyrzeczeń i nieustannej presji sprawiły jednak, że pasja, która miała dawać jej szczęście, stała się ciężarem nie do udźwignięcia. Kiedy w końcu decyduje się odejść i zawalczyć o siebie, zostawia przeszłość za sobą i wyjeżdża do Clearwater, niewielkiego miasteczka w Montanie, gdzie nikt nie zna jej historii.

Nowe życie okazuje się dalekie od ideału. Kate próbuje stanąć na nogi, odnaleźć swoje miejsce i uwierzyć, że jeszcze może być szczęśliwa. Nie spodziewa się jednak, że na jej drodze stanie on.

Cole to miejscowy weterynarz, pewny siebie mężczyzna, który od lat buduje swoją przyszłość w Montanie. Jest uparty, irytująco charyzmatyczny i zdecydowanie zbyt często pojawia się tam, gdzie akurat znajduje się Kate. Od pierwszego spotkania między nimi iskrzy, a wzajemna fascynacja szybko przeradza się w coś, nad czym coraz trudniej zapanować.

„Każdego jednego lata” to gorący romans pełen emocji, napięcia i namiętności. Historia byłej łyżwiarki i charyzmatycznego weterynarza osadzona w klimacie amerykańskiego małego miasteczka, gdzie nowe początki często pojawiają się wtedy, gdy najmniej się ich spodziewamy.

Nowelka z Grzesznej kolekcji Inanny

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 115

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
2,0 (1 ocena)
0
0
0
1
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Każdego jednego lata

Wiktoria Kuchelska

Wydawnictwo Inanna

Spis treści

Playlista

Cole

Kate

Copyright

📖 Informacja o wersji demo

Playlista

Zach Bryan – „Something In The Orange”

Randall King – „You In a Honky Tonk”

Zach Bryan – „Heading South”

Dasha – „Austin”

Cole

Nie chodziło o to, że była seksowna. Ona była hipnotyzująca. Całe jej ciało emanowało seksem i pewnością siebie, kiedy tak tańczyła i raz za razem owijała się wokół rury, tylko po to, żeby wykonać na niej coraz to lepsze figury. Poprawiłem się na wygodnym skórzanym fotelu, starając się kontrolować swój wzwód. Na szczęście z tego miejsca w kącie sali byłem niemal niewidoczny. Ze swoim ciemnym ubiorem wtapiałem się w czarne ściany.

I o mały włos nie zauważyłbym półnagiej kelnerki, serwującej mi bezalkoholowego drinka.

– Jest niesamowita, prawda? – zagadnęła, obserwując moją twarz.

– Jedyna w swoim rodzaju – odpowiedziałem, po czym upiłem łyk wymyślnego napoju i skinąłem w jej stronę, w podziękowaniu.

Uśmiechnęła się do mnie i powoli obróciła, ukazując swoje na wpół odkryte pośladki. Krótkie, skórzane spódnico-spodenki i top idealnie podkreślały jej kształty. Ale mój wzrok niemal natychmiast wrócił do punktu, w który wbijałem go przez ostatnie kilkanaście minut.

Kiedy światła przygasły, zeszła ze sceny, a jej miejsce zajęła inna tancerka. Nie mogła się ona równać ze swoją poprzedniczką. I to nie dlatego, że była zła, po prostu dało się odczuć, że wykonywała ruchy automatycznie. Tak jak co weekend chodziło jej tylko o pieniądze, a nie o pasję. Ja natomiast chciałem właśnie tego: pasji, namiętności i zmysłowości, które miała w sobie wyłącznie jedna dziewczyna.

Ostatnimi czasy nic nie było w stanie sprawić, żebym nie myślał o wszechobecnej śmierci. Studiując weterynarię, zdawałem sobie sprawę z tego, że nie zawsze będzie łatwo. Minione miesiące stanowiły dla mnie jedynie pasmo niepowodzeń. Zwierzęta w mojej lecznicy odchodziły jedno za drugim. A ja musiałem patrzeć na nie, konające na moich rękach, i na cierpienie ich właścicieli. Wiedziałem, że to nie moja wina, ludzie wierzący w fantastyczne opinie o mnie przychodzili z beznadziejnymi przypadkami. Patrzyli błagającymi oczyma, prosząc o szansę tam, gdzie jej nie było. Niektórzy nie przyjmowali tych informacji i obwiniali mnie o śmierć, bo przecież zawsze mogłem dać z siebie więcej.

Nie rozumieli, że nie jestem bogiem, tylko zwykłym człowiekiem, takim jak oni. Presja, jaką na mnie wywierali, odbijała się na mojej zmęczonej twarzy. Miałem wrażenie, że z każdym tygodniem widziałem na niej coraz więcej zmarszczek, nie wspominając o cieniach pod oczami.

Moment, w którym rzeczywistość znów mnie odnajdywała, był także tym, w którym wracałem do domu. Nie było sensu zapijać smutków trunkami bez alkoholu, które gówno dawały. A jedyna osoba, która odwracała moją uwagę od tego, co się działo, skończyła swój występ. Byłem ciekaw jej głosu, czy był równie zmysłowy, jak ciało, i charakteru. Co się tak naprawdę kryło pod tą maską, którą serwowała nam na scenie. Była młoda, ale w jej wzroku kryło się coś, co dodawało jej niesamowitej powagi. Tak jakby przeżyła więcej niż niejeden z nas.

Ciekawe.

Jeszcze ciekawsze było to, że nie kojarzyłem jej, a w tej mieścinie, niewiele większej od Clearwater, znałem niemal wszystkich. Musiała być przyjezdna, tak jak wiele zatrudnionych tu osób.

Ten klub nie cieszył się zbyt dobrą renomą, dlatego nikt z tutejszych nie chciał w nim pracować. Klienci bywali uporczywi. Kiedy nadużywali alkoholu, wydawało się im, że mają obsługę na własność. Nieraz widziałem, jak ochroniarz wyprowadzał śmiałków dobierających się do tancerek i barmanek.

Ta praca na sto procent nie była ich wymarzoną. Ale nie każdemu udawało się znaleźć coś lepszego. Im dłużej te dziewczyny tutaj pracowały, tym bardziej wpajano im, że nadają się tylko do takiego życia. Szef był prawdziwym chujem, niszczącym te kobiety. Zamiast stworzyć lokal z klasą, otworzył coś, co wyglądem przypominało burdel, i zapraszał szemraną klientelę. Nie powinien tego robić, chociażby ze względu na bezpieczeństwo pracowników. Na dobrą sprawę nie powinienem wspierać tego biznesu, ale czasami potrzebowałem się zrelaksować i odciąć od wszystkiego. A te kobiety potrzebowały środków do życia. Moje wytłumaczenie było gówno warte, ale jedynie tyle miałem na swoją obronę.

Wstałem i ruszyłem do baru, żeby uregulować rachunek za dzisiejszy wieczór. Poprawiłem odruchowo ubranie i włosy. Za kontuarem stała ta sama tleniona blondynka, która mnie dziś obsługiwała.

Wyjąłem portfel i zostawiłem banknot.

– Reszty nie trzeba. – Nim zdążyłem zabrać rękę, jej smukła dłoń nakryła moją.

– Może chociaż tym razem dasz się zaprosić na drinka? Nie musisz zgrywać niedostępnego, nie chcę od ciebie pierścionka, tylko miłej nocy. – Jej paznokcie w kolorze fuksji jeździły po mojej skórze, kreśląc wzory. A coś, co miało być ponętnym wzrokiem, znikało pod ciężkimi, doczepianymi rzęsami.

– Nie szukam przygodnego seksu.

– Nie musisz, skoro sam cię znalazł. – Uśmiechnęła się.

Wyrwałem rękę, po czym wyszedłem bez słowa. Nie miałem ochoty na kontynuowanie przez nią zalotów. Odmówiłem jej tyle razy, że powinna zrozumieć, że nie jestem zainteresowany. Delikatnie rzecz ujmując, nie była w moim typie. Wszystko w niej krzyczało: „zerżnij mnie”. A jej ubiór był niczym świecący napis led, zachęcający wszelkich śmiałków.

Zamknąłem za sobą drzwi, po czym wyszedłem na chłodne, nocne powietrze. Ktoś, kto przesiąknął tym klimatem, bez trudu wyczuwał w nim pierwsze wiosenne nuty. Gwiaździste niebo przyciągało swoim pięknem, a spokój wokół zachęcał do spaceru. W tle było słychać jedynie cichą stłumioną muzykę, wydobywającą się z wnętrza klubu.

Wsadziłem rękę do kieszeni kurtki i ruszyłem do swojego auta. Parking był nieco oddalony od samego lokalu, znajdującego się niemal pośrodku miasta. Co jakiś czas drogą przejeżdżały pojedyncze samochody, ale poza tym okolica zdawała się spać. Jedyne światło pochodziło z ulicznych lamp rozstawionych wzdłuż chodnika. W związku z tym, że do weekendu zostało jeszcze kilka dni, nie było tu grupek młodych ludzi, które zwykle wałęsały się po mieście, szukając rozrywki w letnie wieczory.

Moją uwagę przykuł czerwony Chevrolet Camaro, jeden ze starszych roczników. Ktoś przez chwilę z nim walczył, aż samochód ostatecznie zgasł.

– Szlag! Nienawidzę tego złomu! Słyszysz? Nienawidzę cię! – Kobiecy, pełen wyrzutów głos przeplatał się z dźwiękiem uderzania rękoma o kierownicę.

Normalnie poszedłbym dalej, ale coś w jej tonie mówiło mi, że jest na granicy ostateczności. To ten moment, kiedy masz wszystkiego dość, a furia miesza się z bezbrzeżnym smutkiem i poczuciem beznadziei.

– Nie naprawisz go, waląc w kierownicę.

– Skoro taki z ciebie specjalista, to może powiesz mi, co się zepsuło? – Kiedy spojrzała w moją stronę, od razu ją rozpoznałem.

Tym razem była w pełni ubrana. Jej makijaż zdawał się rozmazany, a oczy szkliste. Nie było już w niej tej pewności siebie, którą emanowała na scenie.

– Cóż, mógłbym teraz zgadywać, ale wolę zdać się na zdroworozsądkowe podejście. Fakty są takie, że ten gruchot nie powinien jeździć po ulicach.

– Słucham?

– Powiedziałem, że…

– Nazwałeś moje auto gruchotem! Może jest trochę stare, ale całkiem nieźle sobie radzi.

– Przecież sama określiłaś go mianem złomu.

– Ja to ja, jestem jego właścicielką.

– A co to zmienia?

– Najwyraźniej wszystko! Gdybym zaczęła wypowiadać się tak o tobie, nie byłoby ci przykro?

– Po pierwsze, to truchło nie ma uczuć, a po drugie, jeśli chcesz, mogę ci pokazać, że daleko mi do złomu. – Mrugnąłem do niej, po czym odszedłem do swojego samochodu, który stał zaledwie dwa miejsca parkingowe dalej. – Jedziesz ze mną czy wolisz go reanimować?

– A jaką mam gwarancję, że nie jesteś zabójcą?! – krzyknęła do mnie.

– Żadną i właśnie na tym polega cała zabawa.

Nawet gdy już wsiadłem, wciąż słyszałem, że mówi coś sama do siebie. Ta dziewczyna była niemożliwa. Nie dość, że odrzuciła pomoc, którą jej zaoferowałem, chociaż nie musiałem, to jeszcze wydawała się tym faktem rozdrażniona.

Prychnąłem, po czym odpaliłem auto i zacząłem przełączać stacje radiowe w poszukiwaniu czegoś, co będzie odpowiadało mojemu gustowi muzycznemu. W międzyczasie nieznajoma zabrała torbę i zamknęła auto, a następnie dokładnie sprawdziła każde drzwi i bagażnik.

– Jedynie handlarze złomem by się nim zainteresowali – powiedziałem głośniej, niż zamierzałem.

– Wystarczy podreperować tu i ówdzie i będzie jeździł.

– Chyba się czołgał. Wsiadaj, bo włączyłem ogrzewanie.

– Tak w zasadzie to dziękuję – odpowiedziała, a potem otworzyła drzwi na oścież i zajęła miejsce pasażera. Położyła swoją torbę między stopami, po czym zapięła pas.

– Często robi takie numery? – Kiwnąłem w kierunku auta, jednocześnie wyjeżdżając z parkingu.

– Zawsze wtedy, kiedy nie stać mnie na naprawę. Ale są tego plusy: pieniądze psują ludzi, więc może dobrze, że ich nie mam.

– Faktycznie optymistyczna wizja, nie ma co – odpowiedziałem, śmiejąc się w duchu. Nie tego się po niej spodziewałem. – Dokąd mam cię zawieźć?

– Na Main Street, ta kamienica ze starej, czerwonej cegły, jeśli kojarzysz.

– Taaa… Kiedyś tam bywałem. – Przypomniałem sobie dawne, studenckie czasy.

Mój kumpel kiedyś tam mieszkał, często robił imprezy, z trawką, ładnymi dziewczynami i przygłupami, którzy chcieli wyłącznie się zjarać. Wtedy wszystko wydawało mi się takie trudne: studia, dużo nauki i pęd za karierą. Teraz, kiedy to wszystko miałem za sobą, strach, który odczuwałem, minął. Tylko po to, żeby wrócić ze zdwojoną mocą.

– A ty, jesteś stąd? – zagaiła.

– Można tak powiedzieć, mieszkam w miasteczku niedaleko.

– Jak się nazywa?

– Clearwater, byłaś tam? – Zauważyłem, że po jej twarzy przemknęło coś na kształt strachu.

– Nie, ale może kiedyś się wybiorę. – Uśmiechnęła się, ale jej oczy mówiły mi, że była myślami daleko stąd.

Reszta drogi minęła nam w ciszy, jedynie z radia sączyła się cicha muzyka. Kiedy dotarliśmy na miejsce, zatrzymałem się przy jednej ze starych kamienic i zaparkowałem przy chodniku.

– Odprowadzić cię?

– Dam sobie radę, ale dziękuję.

– To może chociaż powiesz mi, jak masz na imię?

– A czy to ma znaczenie, skoro więcej się nie spotkamy? – zapytała, po czym chwyciła swoją torebkę i wysiadła.

Podążyłem za nią wzrokiem, gdy przeszła przez ulicę, po czym weszła do jednej z klatek. Skoro była bezpieczna, mogłem spokojnie odjechać. To, na co zwróciłem uwagę, to zapach cytrusów, który został po niej w aucie. Nie wiedziałem jeszcze, jak tego dokonam, ale obiecałem sobie, że sprawię, że wyjawi mi swoje imię. Lub je wyjęczy, bo zamierzałem dać jej wolną wolę.

Kate

Po wejściu do klatki obejrzałam się co najmniej trzy razy, chcąc się upewnić, że mnie nie śledzi.

Nie wyglądał na takiego, który uprowadza kobiety, ale wolałam pozostać czujna. Otworzyłam torebkę w poszukiwaniu kluczy, które jak zwykle znajdowały się gdzieś na dnie, chociaż włożyłam je do bocznej kieszonki.

– Szlag – powiedziałam, usłyszawszy na schodach kroki dochodzące z górnego piętra. Ostatnie, czego chciałam, to oceniające spojrzenia i zaczepki. Gówniarze myśleli, że skoro tańczę w klubie, to chętnie dam im prywatny popis swoich umiejętności.

Kiedy w końcu znalazłam klucz, drżącą ręką zaczęłam pospiesznie wkładać go do zamka. Po kilku nieudanych próbach wreszcie się udało. Przekręciłam go dwa razy, po czym przekroczyłam próg swojego mieszkania i zamknęłam za sobą drzwi.

Zawsze na wszelki wypadek używałam zarówno górnego, jak i dolnego zamka. Rodzice powtarzali, że jestem paranoiczką, i może coś w tym było. Moje zaburzenia lękowe niczego mi nie ułatwiały. Każdego dnia musiałam mierzyć się ze strachem przed normalnymi czynnościami, które zdrowemu człowiekowi nie sprawiały żadnych trudności. Dodatkowo zamykałam się w sobie, z obawy, że nie zostanę zrozumiana. I miałam rację, bo moi najbliżsi stwierdzili, że uroiłam sobie chorobę tylko po to, żeby nie brać odpowiedzialności za swoje życie.

Prychnęłam zła, bo myśl o nich nieustannie wyprowadzała mnie z równowagi i wprawiała w gorszy nastrój. Tak bardzo nalegali, bym kontynuowała zawodowe łyżwiarstwo, że nie brali pod uwagę moich uczuć. Wzbudzali we mnie poczucie winy, bo według nich powinnam być wdzięczna i dać sobą kierować.

Jedyną moją szansę na wolność i odzyskanie spokoju stanowiła wyprowadzka. Ale koszty, jakie ponosiłam, będąc łyżwiarką, były ogromne, a wygranych zawodów zaliczałam coraz mniej. Mój czas się skończył i dobrze o tym wiedziałam. Zajęłabym się już dawno czymś innym, gdyby nie nalegania moich rodziców. A raczej rozkazy, bo oni nie przyjmowali do wiadomości tego, że to już koniec.

Wypaliłam się i uciekłam, jak największy tchórz.

I teraz byłam tutaj, bez pieniędzy, perspektyw i marzeń. Jedyne, o czym myślałam, to żeby przeżyć i wyjść na prostą. Póki co nie zapowiadało się na to, praca w klubie wcale nie była tak dobrze płatna. Marzyłam o prowadzeniu zajęć, ale nie było mnie stać na naprawę auta, a co dopiero na wynajęcie sali i otworzenie własnego biznesu. Mieszkanie, które wynajmowałam, nie opływało w luksusy, a i tak pochłaniało większość moich zarobków. Zrezygnowana i zirytowana, poszłam pod prysznic. Rozebrałam się powoli i puściłam wodę. Początkowo leciała zimna, ale przeczekałam to i zmoczyłam włosy za pomocą słuchawki prysznicowej, po czym nałożyłam na nie szampon i żel na resztę ciała. Potem nadszedł mój ulubiony moment. Włączyłam deszczownicę, z której poleciała gorąca woda. Czułam, jak razem z pianą zmywam z siebie cały brud, pot i łzy, które ściekały po moich policzkach.

Nie tak wyobrażałam sobie swoje życie.

Wyszłam dopiero wtedy, kiedy woda znacznie się ochłodziła. Wolałam nie myśleć o rachunku, jaki mi za nią przyjdzie. Po założeniu piżamy jedyne, na co miałam siłę, to dowleczenie się do łóżka, gdzie niemal od razu zasnęłam.

Przebudzałam się kilka razy, ale ponieważ miałam iść do pracy dopiero wieczorem, pozwoliłam sobie na to, żeby pójść spać dalej. Otworzyłam wreszcie oczy, przypomniawszy sobie, że moje zepsute auto dalej stoi na parkingu przed klubem. Wspomnienia dzisiejszej nocy zaczęły zalewać moją głowę. A większość obrazów stanowił przystojniak w czerni.

Mruknęłam wkurzona, bo uczucia do jakiegoś mężczyzny były ostatnim, czego potrzebowałam. Miałam już wstawać, kiedy mój telefon zaczął wibrować.

– Halo? – odebrałam, sprawdziwszy na ekranie, kto dzwoni.

– Kate? Może masz ochotę w tym tygodniu wybrać się do nas? Planujemy wieczór w barze, ma być jeszcze kilku znajomych.

– Wieczór? No nie wiem…

– A co ty niby robisz wieczorami? – zdziwiła się moja rozmówczyni.

– Och, nic szczególnego, ale muszę się wyspać na rano do pracy.

– Daj spokój, to tylko jeden wieczór, i to w dodatku piątkowy, mówiłaś, że w weekendy nie pracujesz.

– No tak… Oddzwonię do ciebie jeszcze w tej sprawie, ale faktycznie powinno mi się udać.

– Nie przyjmuję odmowy, już i tak zgodziłam się na to, żebyś nie mieszkała ze mną.

– Nie chciałam zawracać głowy tobie i twojemu wujowi.

– Daj spokój, ranczo jest tak duże, że mijalibyście się bez widywania. Kolejnego błędu nie popełnię. Wolę, żebyś nie spędzała całego wolnego weekendu w samotności. Gdy już wszystkich poznasz, na pewno zechcesz częściej do nas wpadać.

– Masz rację. Trochę ostatnio odizolowałam się od wszystkich, ale chyba tego potrzebowałam. Tak jak ty, kiedy wyjechałaś do Clearwater.

– Rozumiem cię, ale ja miałam tu wuja, Abby i Jamesa, a ty jesteś zupełnie sama.

– Przecież mam ciebie, wariatko, ale dobrze, skoro nalegasz, to będę.

– Taaaaak! Kończę, muszę to przekazać Coltowi.

– Pewnie, do usłyszenia – mruknęłam, na pożegnanie. Wdepnęłam w niezłe gówno.

Copyright

Każdego jednego lata

Copyright © Wiktoria Kuchelska

Copyright © Wydawnictwo Inanna

Copyright © MORGANA Katarzyna Wolszczak

Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.

Wydanie pierwsze, Bydgoszcz 2026 r.

ebook ISBN 978-83-7995-665-4

Redaktor prowadzący: Marcin A. Dobkowski

Redakcja: Paulina Kalinowska

Korekta: Anna Nowak | proAutor.pl

Projekt i adiustacja autorska wydania: Marcin A. Dobkowski

Projekt okładki: Ewelina Nawara | proAutor.pl

Skład i typografia: Bookiatryk.pl

Przygotowanie ebooka: Bookiatryk.pl

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

MORGANA Katarzyna Wolszczak

ul. Kormoranów 126/31

85-432 Bydgoszcz

[email protected]

www.inanna.pl

Książkę i ebook najtaniej kupisz w MadBooks.pl

📖 Informacja o wersji demo

📖 Wersja demonstracyjna

To jest wersja demonstracyjna zawierająca 10% treści książki.

Aby przeczytać pełną treść, skorzystaj z pełnej wersji EPUB.

Konwersja i przygotowanie ebooka Bookiatryk.pl