Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
52 osoby interesują się tą książką
Gdy po raz pierwszy ujrzałam Henleya Jamesa, całkowicie mnie zauroczył. Chemia między nami nie przypominała niczego, czego kiedykolwiek wcześniej doświadczyłam. W nienagannym garniturze, z uroczymi dołeczkami w policzkach, niezwykle czarujący i olśniewający, a także elegancki i pewny siebie, wręczył mi wizytówkę i poprosił, żebym do niego zadzwoniła. Sztukę uwodzenia opanował do perfekcji, a uśmiech, którym mnie obdarzył, wystarczył, bym straciła dla niego głowę.
Chciałabym powiedzieć, że nasza randka okazała się wielkim sukcesem, ale tak nie było. Wręcz przeciwnie. Tego samego dnia postanowiłam, że na zawsze pozostaniemy śmiertelnymi wrogami i nigdy więcej już o nim nawet nie pomyślę.
Trzy lata później kupiłam wymarzony dom. Naprawdę nie mogłam się już doczekać, żeby poznać sąsiadów – aż do chwili, gdy to się stało.
O nie! Jakie istniały na to szanse? To on. Nadal jest singlem, wciąż najprzystojniejszym mężczyzną na świecie i w dalszym ciągu nieznośnie sarkastycznym typem. Przechadza się niemal nago po domu i odmawia zasłaniania rolet w nocy. Zrobię wszystko, żeby o nim nie myśleć. Na szali wisi moje zdrowie psychiczne, choć pokusa ulegnięcia temu facetowi okazuje się prawdziwym koszmarem.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia.
Opis pochodzi od Wydawcy.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 543
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tytuł oryginału: My Temptation
Copyright © T.L. Swan 2023
Copyright © for Polish edition by Wydawnictwo NieZwykłe Zagraniczne, Oświęcim 2026
All rights reserved • Wszystkie prawa zastrzeżone
Redakcja: Anna Strączyńska
Korekta: Aleksandra Krasińska, Kamila Grotowska, Aleksandra Płotka
Oprawa graficzna książki: Paulina Klimek
ISBN 978-83-8418-750-0 • Wydawnictwo NieZwykłe Zagraniczne • Oświęcim 2026
Grupa Wydawnicza Dariusz Marszałek
Juliet
– Czy możesz się nieco wyluzować? – pyta Chloe.
Ugh. Rozglądam się po ogromnej sali balowej.
– Jak to się stało, że dałam ci się namówić na przyjście tutaj? Czuję, że totalnie nie pasuję do tego miejsca – stwierdzam.
– Przekupiłam cię, i tyle. Przestań w końcu marudzić. Wyglądasz seksownie.
– To prawda, ale i tak mi się za to odwdzięczysz. W przyszłym tygodniu zabierasz mnie na kolację, dokąd tylko zechcę, pamiętasz?
– McDonald’s brzmi całkiem nieźle.
– Sknera.
Chloe jest moją najlepszą przyjaciółką, obdarzoną nadprzyrodzoną zdolnością przekonywania mnie do robienia rzeczy, na które kompletnie nie mam ochoty.
– Przypomnij mi, dlaczego tu jesteśmy? – pytam ją.
– Bo chcę uprawiać seks z doktorem Graysonem – szepcze, poprawiając piersi pod sukienką. – Przecież doskonale o tym wiesz.
Chichoczę.
– Myślałam, że chcesz się z nim pieprzyć.
– To też.
Chloe pożąda lekarza pracującego w naszym szpitalu. Istnieje tylko jeden problem – większość kobiet również go pragnie, a on nawet nie wie, kim jesteśmy.
– Kim jest w ogóle ta lafirynda, z którą rozmawia?
Zerkam na piękną, rudowłosą dziewczynę, stojącą obok doktora Graysona.
– Nie wiem, ale jest niesamowicie gorąca – zauważam.
– Dałabym sobie z nią radę.
– Zdecydowanie.
Wieczór ma charakter uroczystej gali, aukcji i quizów o celebrytach. Choć chciałabym móc powiedzieć, że interesuje mnie tylko działalność charytatywna, byłoby to okropnym kłamstwem. To zupełnie nie moja bajka, ale coś przyciągnęło moją uwagę – nieznajomy po drugiej stronie sali balowej.
Wypatrzyłam go w chwili, gdy weszłam do środka. Jest ubrany w czarny smoking, śmieje się i rozmawia z grupą ludzi. Ma ciemnobrązowe, kręcone włosy, kwadratową szczękę i głębokie dołeczki, gdy się uśmiecha.
– Przyniosę nam kolejne drinki. To samo? – pyta Chloe.
– Tak, poproszę.
Patrzę, jak przyjaciółka odchodzi w stronę baru, a potem znów spoglądam na mężczyznę. Jest bardzo wysoki, na oko może mieć około sześciu stóp i czterech cali wzrostu. Ma szerokie ramiona, jest dobrze zbudowany, ale jest coś niezwykłego w sposobie, w jaki rozmawia z przyjaciółmi. Gestykuluje, śmieje się, a oni słuchają z uwagą każdego słowa, jakby całkowicie zahipnotyzował ich swoją obecnością.
Rozglądam się po pięknie udekorowanej sali balowej. Nigdy wcześniej nie uczestniczyłam w czymś podobnym. Na tej imprezie charytatywnej zbierane są pieniądze na rzecz dziecięcego oddziału badań medycznych w szpitalu, w którym pracuję. Pielęgniarki zazwyczaj nie dostają zaproszeń na tego typu okazje. Zaprzyjaźniłam się jednak z jednym z lekarzy i to on zaprosił Chloe oraz mnie.
Ponownie zerkam na przystojnego nieznajomego i po raz pierwszy nasze spojrzenia się spotykają. Patrzymy na siebie nieco dłużej, po czym on, jakby zdezorientowany, unosi głowę i upija łyk bursztynowego trunku. Nawet sposób, w jaki trzyma kieliszek, działa na wyobraźnię. Stoi na szeroko rozstawionych nogach, ma wyprostowane plecy, emanuje aurą władczości. Odwracam wzrok, zawstydzona tym, że zostałam przyłapana na podglądaniu. Jego żona pewnie kręci się gdzieś w pobliżu.
Udaję, że rozglądam się po sali, a potem zerkam za siebie i widzę, jak doktor Grayson podchodzi do nieznajomego. Zaczynają rozmawiać jak starzy przyjaciele, nieustannie się śmieją i żywo gestykulują.
Przygryzam dolną wargę, żeby ukryć uśmiech. Oni się znają.
To może być okazja do podwójnej randki.
Po chwili Chloe wraca z naszymi drinkami.
– Widziałam przy barze Helen. Pamiętasz ją?
– Niekoniecznie – odpowiadam bez zastanowienia.
– Na pewno ją pamiętasz, kilka lat temu pracowała na naszym oddziale – ciągnie swoją rozwlekłą opowieść, ale prawie jej nie słyszę, gdyż moja uwaga jest rozproszona. Czuję na sobie jego wzrok.
Przez następne dwie godziny sytuacja się nie zmienia.
Za każdym razem, kiedy mimowolnie zerkam w stronę mężczyzny, on się we mnie wpatruje. Najlepsze jest to, że gdy go przyłapuję, nadal mi się przygląda. Utrzymuje kontakt wzrokowy w milczącym wyzwaniu, jakby chciał, abym coś zrobiła… tylko nie jestem pewna co.
Czy czyjeś spojrzenie może wywołać gęsią skórkę? Bo przysięgam, że jego właśnie tak działa.
Nie mogę nic powiedzieć Chloe, ponieważ powód, dla którego tu jesteśmy – ten dupek doktor Grayson – nawet nie spojrzał w jej stronę.
– Czy on zamierza dziś podrywać każdą pieprzoną kobietę na tej sali? – szepcze ze złością Chloe, patrząc na niego. – Jestem tutaj. Jeszcze ze mną nie rozmawiałeś, ty wielki palancie.
– Prawda? – Przez moment obserwujemy doktora Graysona. – Jak on ma na imię? – pytam.
– Blake.
– Blake Grayson. – Zaciskam usta. – Seksowne imię.
– Imię to połowa sukcesu. – Patrzy na niego. – Byłby świetny w łóżku.
– Dlaczego tak twierdzisz?
– Spójrz tylko na niego, jak mógłby nie być? Wystarczyłoby, żeby stanął nagi na końcu łóżka, a ja od razu bym doszła.
– Fakt. – Chichoczę.
Doktor Grayson wygląda bardziej jak model niż lekarz – ma piaskowobrązowe włosy i kwadratową szczękę, do tego jest wysportowany i umięśniony.
– I jest pediatrą. – Wzdycha rozmarzona.
– To zabójcze połączenie, przyznaję.
Ponownie spoglądam na przystojnego nieznajomego i widzę, że znów mi się przygląda. Czuję motyle w brzuchu, a w powietrzu między nami unosi się tak gęste napięcie seksualne, że można by je kroić nożem.
Ten mężczyzna jest chodzącą pokusą.
– Boże, miej, kurwa, litość – szepcze Chloe.
– Co?
– Widziałaś przyjaciela doktora?
Czy widziałam? Nie mogę oderwać od niego wzroku.
– Kogo? – Udaję głupią.
– O kurwa – rzuca cicho i szeroko otwartymi oczami patrzy ponad moim ramieniem. – Idzie tutaj.
– Kto?
– Bóg.
– Jaki bóg?
– Zachowuj się normalnie.
– Co?
– Panie. – Za moimi plecami rozlega się głęboki, chrapliwy głos.
O cholera.
Odwracam się i staję twarzą w twarz z przeszywającymi ciemnymi tęczówkami.
Tak… z bliska wygląda jeszcze lepiej.
– Cześć – witam się piskliwym tonem. Co to za mysi głos? – To znaczy, cześć – poprawiam się, ściszając głos.
– Witaj. – Chloe się uśmiecha.
– Wydaje mi się, że chyba się jeszcze nie poznaliśmy. – Wyciąga rękę. – Nazywam się Henley James.
Henley James.
– Chloe Willcox – odpowiada z uśmiechem na ustach przyjaciółka, ściskając mu dłoń.
Mężczyzna zwraca na mnie uwagę, a ja wpatruję się w niego, nie mogąc wydobyć z siebie słowa.
– A ty jesteś… – Unosi brew.
– Juliet. – Zmuszam się do nieśmiałego uśmiechu.
Ujmuje moją dłoń i ją przytrzymuje, a potem przesuwa kciukiem po jej grzbiecie, nie przerywając kontaktu wzrokowego.
Och…
– Juliet… – Obdarza mnie seksownym uśmiechem, świadomy tego, jaki ma wpływ na moje biedne, spragnione hormony.
Przełykam z trudem z powodu uścisku w gardle.
– Drinkwater.
– A pijesz ją? – Wciąż patrzy mi prosto w oczy.
– Czy ja… – Marszczę brwi, zdezorientowana.
– Tak, czy pijesz wodę?
– Tak, piję. – Wydaję śmiech przypominający raczej chichot sześciolatki.
Pomocy.
Okej… co jest, do cholery? Proszę, idź stąd. Jesteś zbyt przystojny, by mój mózg mógł prawidłowo funkcjonować.
– Chciałabyś się ze mną umówić, Juliet? – pyta.
Zerkam na Chloe, a potem znów na niego. Czy ja dobrze usłyszałam? Co?
– Chciałabyś? – ponagla mnie.
– Eee… – Biorę łyk szampana. – To znaczy… na randkę?
– Tak, na randkę. – W jego oczach pojawia się figlarny błysk.
– Och, eee… – Odpowiedz mu w końcu, idiotko. – Okej.
Znów posyła mi ten seksowny uśmiech.
– Co powiesz na… piątkowy wieczór?
Na mojej twarzy zaczyna pojawiać się niezręczny uśmiech, ale staram się, jak mogę, powściągnąć emocje.
Zachowuj się normalnie.
– Będę musiała sprawdzić swój grafik – odpowiadam.
Śmieje się, jakby przejrzał moją zagrywkę.
– Jasne. – Wyciąga wizytówkę i mi ją podaje. – Zadzwoń do mnie.
A potem, bez żadnego ostrzeżenia, pochyla się i całuje mnie w policzek. Jego usta pozostają przez chwilę na mojej skórze, a zapach wody po goleniu otula mnie ze wszystkich stron. Następnie odwraca się i swobodnym krokiem wraca przez salę do przyjaciół.
Chloe i ja patrzymy za nim w osłupieniu.
– O mój pieprzony Boże – szepcze. – Czy to się właśnie wydarzyło?
Spoglądam na wizytówkę podarowaną mi przez mężczyznę.
HENLEY.JAMES
Inżynier
0442890777
– Jest inżynierem.
– Kogo to, kurwa, obchodzi? Poszłabym z nim do łóżka, nawet gdyby był bezdomny.
Chichoczę i odwracam się do niego plecami. Nie mogę wyglądać na zbyt zainteresowaną.
Chloe stuka swoim kieliszkiem o mój i puszcza mi oczko.
– Dobra robota.
Jest czwartkowy wieczór. Siedzę na kanapie i muszę się w końcu ogarnąć. Przez cały tydzień siedziałam jak na szpilkach. Obgryzam paznokieć kciuka, wpatrując się w wizytówkę.
– Po prostu do niego zadzwoń – sugeruje Chloe. – Co najgorszego mogłoby się stać?
– Mógłby okazać się dupkiem, ot co.
– Posłuchaj mnie – odpiera beznamiętnym tonem. – On jest cholernie przystojny, a atrakcyjni mężczyźni to gatunek zagrożony wyginięciem, praktycznie wymarły. Dlatego gdy takiego znajdziesz, musisz chwycić go obiema rękami. Nie wspominam już o tym, że zaprosił cię na randkę i dał ci swoją wizytówkę. Chce, żebyś do niego zadzwoniła. Nie jesteś jakąś przypadkową laską z ulicy.
– Masz rację.
– Plan jest następujący: dzwonisz do niego, zakochujecie się w sobie na zabój, a potem swatasz swoją przyjaciółkę z jego przyjacielem, doktorem Graysonem.
Przewracam oczami.
– Wydaje się to całkiem proste, kiedy tak to przedstawiasz.
Podaje mi mój telefon.
– Po prostu to, kurwa, zrób – rzuca.
– Za bardzo to analizuję, prawda?
– Tak.
Wybieram numer mężczyzny i natychmiast się rozłączam.
Cholera.
– Okej, co ja mam mu właściwie powiedzieć? – pytam.
– O mój Boże, wykończysz mnie. – Wzdycha.
Po raz dziesiąty odtwarzam w głowie przebieg rozmowy. Najważniejsze to zachowywać się swobodnie… mówić zwięźle i umówić się na randkę. A przede wszystkim się nie denerwować. Co z tego, że może nic z tego nie wyjść? I tak pewnie jest dupkiem.
Racja!
Wybieram jego numer i wstrzymuję oddech, gdy słyszę sygnał połączenia.
– Halo – odzywa się jakaś kobieta.
Otwieram szeroko oczy. Kim ona, do cholery, jest?
– Eee… – Waham się. To jego dziewczyna czy coś w tym stylu?
– To telefon Henleya Jamesa – wyjaśnia profesjonalnym tonem. – Jestem jego asystentką, Jenny.
– Och. – Ogarnia mnie ulga. – Czy mogę porozmawiać z Henleyem?
– W tej chwili jest niedostępny. Mogę zapytać, kto dzwoni?
Znów wytrzeszczam oczy. Czy to jakaś pułapka? Może jednak ma dziewczynę, a ona udaje jego asystentkę, aby go przyłapać i zaplanować moje morderstwo?
– Eee… – Próbuję improwizować i zerkam na Chloe. – Juliet.
– Juliet Drinkwater? – pyta.
– Tak. – Marszczę brwi. Skąd ona zna moje nazwisko? – To ja.
– Juliet, Henley musiał nagle wyjechać w nieoczekiwaną podróż służbową za granicę, aby dokonać inspekcji na budowie, ale zostawił mi instrukcje na wypadek, gdybyś zadzwoniła.
Co?
– Och – odpowiadam zaskoczona.
– Tak, niestety nie wróci aż do piątku, ale chciał, bym zarezerwowała kolację na piątkowy wieczór.
Co?
Dziwne.
– Eee… jasne. – Wzruszam ramionami.
– Pasuje ci o siódmej trzydzieści?
– Tak.
– Mogłabym cię poprosić o adres, żeby Henley mógł po ciebie podjechać?
Dziwne. Nie podam swojego adresu jakiejś obcej kobiecie. Może być żoną seryjnego mordercy, który ma skłonności do znęcania się nad królikami.
– Spotkam się z nim na miejscu – stwierdzam.
– Jesteś pewna?
– Tak.
– Okej, zarezerwowałam wam stolik w restauracji Monsieur na Riley na siódmą trzydzieści.
– Już to zrobiłaś?
– Wiedziałam, że zadzwonisz – odpowiada z nutką sarkazmu w głosie.
Przewracam oczami na swoją przewidywalność. Oczywiście, że to zrobiłaś.
– Okej, dziękuję.
– Do widzenia, Juliet.
– Do widzenia.
Rozłączam się i patrzę na Chloe, zszokowana.
– Jestem umówiona na piątek o siódmej trzydzieści wieczorem.
– Kurwa, rewelacja. – Śmieje się Chloe. – I tak to się robi.
O siódmej dziesięć w piątkowy wieczór pełna energii wysiadam z Ubera.
Przyjechałam za wcześnie, jednak chcę tam być przed Henleyem, bym mogła patrzeć, jak wchodzi do restauracji, nie na odwrót. I tak już jestem wystarczająco zdenerwowana.
Mam na sobie seksowną czarną sukienkę bez ramiączek, podkreślającą figurę, oraz nowe szpilki. Poszłam nawet do fryzjera, aby nadać fryzurze odpowiedni wygląd.
Mam co do tej randki dobre przeczucia… był taki przystojny i miły. Powiedział o mnie nawet swojej asystentce, kiedy musiał nagle wyjechać za granicę. Wygląda na to, że jest równie chętny jak ja, by się poznać.
Idę ulicą i zauważam elegancki złoty szyld: Monsieur.
Wow, co za miejsce na pierwszą randkę.
Chciałam tu przyjść, odkąd pamiętam. To miejsce jest legendarne. Już wcześniej próbowałam zarezerwować stolik, lecz zawsze wszystkie były zajęte na wiele miesięcy do przodu.
Pcham ciężkie drzwi i wchodzę do lokalu. Kelner stojący za ladą uśmiecha się do mnie.
– Witam. W czym mogę pomóc?
– Witam, mam rezerwację na siódmą trzydzieści. – Rozglądam się nerwowo. Wow, to miejsce jest naprawdę wyjątkowe. Urządzone w stylu francuskim, na ścianach widnieją duże cudowne murale, wszędzie stoją lampy emitujące ciepłe światło.
– Na jakie nazwisko? – pyta.
– Hm. – Wzruszam ramionami, niepewna odpowiedzi. – Henley James?
– Tak, zgadza się. – Posyła mi kolejny uśmiech. – Tędy, proszę.
Prowadzi mnie korytarzem w głąb restauracji, potem pokonujemy schody, aż w końcu docieramy do malowniczego, ogrodowego dziedzińca. Panuje tu zupełnie inna atmosfera – bardziej swobodna i intymna.
W tle słychać muzykę, w powietrzu unosi się wesoły gwar rozmów. Na klinkierze widnieją piękne murale, w wielkich terakotowych donicach posadzono ogromne rośliny, a nad nami rozwieszono girlandy światełek, tworzące coś w rodzaju baldachimu.
Wow, prawdziwy strzał w dziesiątkę, jeśli chodzi o miejsce.
Henley zna się na rzeczy. Ta randka już teraz zasługuje na dziesiątkę.
Potem go zauważam… i czuję motyle w brzuchu. Siedzi w rogu przy stoliku dla dwojga. On również przyszedł wcześniej.
Przez chwilę podejrzewałam, że to wszystko jest przemyślaną mistyfikacją. Ale on nagle unosi wzrok, nasze spojrzenia się spotykają i natychmiast wstaje z krzesła, aby mnie powitać.
Ma na sobie sportową marynarkę, spodnie i czarną koszulę z rozpiętym górnym guzikiem. Zauważam skrawek jego klatki piersiowej.
– Cześć. – Uśmiecha się, po czym całuje mnie w policzek. – Wyglądasz olśniewająco.
Och, jak on cudownie pachnie.
– Cześć. – Kolana się pode mną uginają.
Odsuwa mi krzesło, a ja na nim siadam.
– Dziękuję. – Moją twarz zalewa nerwowy rumieniec.
Nieważne, cofam to, ta randka zasługuje na pełną dwudziestkę.
Zaciskam usta i poprawiam sztućce na stole, serce wali mi jak szalone. Jestem tak zdenerwowana, że to aż śmieszne.
Henley odchyla się na krześle.
– Więc… – rzuca.
– Więc… – Uśmiecham się.
– Czy przynieść pani coś do picia? – pyta kelnerka.
Tequilę, suko… i to całą butelkę.
Sięgam po menu z napojami. Szybko, wybierz coś.
– A pan miałby na coś ochotę? – Skupia się na nim.
– Poproszę to samo co ona – odpowiada głębokim, seksownym głosem.
– Oczywiście. – Kobieta się uśmiecha.
Och… żadnej presji.
– Lubisz margarity? – pytam nieśmiało.
– Uwielbiam je. – Patrzy mi prosto w oczy i przygryza dolną wargę, jakby chciał ukryć uśmiech.
– Poproszę margaritę – zwracam się do kelnerki.
– Jaką pani woli?
– Wstrząśniętą i z solą na brzegu kieliszka.
– Poproszę dwie – odzywa się Henley.
Kelnerka odchodzi, a nasze spojrzenia znów się spotykają.
– Naprawdę lubisz margarity czy raczej próbujesz mnie uwieść?
W oczach mężczyzny dostrzegam błysk pełen rozbawienia.
– Próbuję cię uwieść, ale naprawdę lubię margarity. Zatem to bardzo dobry wybór.
– Och. – Uśmiecham się głupkowato.
– I jak mi idzie?
– Z uwodzeniem mnie?
– Tak.
– Bez zarzutu.
Zaczyna się śmiać, a ja wraz z nim.
– Właściwie to stresowałem się, przychodząc tu dzisiaj. – Henley unosi kącik ust.
– Ty? – rzucam z przekąsem.
– Tak, ja – odpowiada z podobną ironią w głosie. – Dlaczego sądzisz, że miałbym się nie stresować?
Bo tak właśnie wyglądasz.
– Nie sprawiasz wrażenia kogoś, kto się stresuje na co dzień – odpowiadam swobodnym tonem. – Też się stresowałam, przychodząc tu dzisiaj, ale… – Powstrzymuję się od dalszych wyjaśnień.
– Ale co? – Obdarza mnie łagodnym uśmiechem.
– Ale nie chodzę na wiele randek, więc… – Wzruszam ramionami.
– Nie chodzisz na wiele randek? – Marszczy brwi.
– Nie.
– Dlaczego nie?
– Bo faceci to dupki.
Parska śmiechem.
– Tacy właśnie jesteśmy.
Rozglądam się po otoczeniu.
– Ale za wybór miejsca na randkę daję ci dziesiątkę.
– Jest tu naprawdę ładnie, prawda? – Również wodzi wzrokiem po pomieszczeniu.
– Często tu przychodzisz?
– Jestem tu pierwszy raz.
Kiwam głową, bo nagle czuję się nieswojo.
– Ja też nie chodzę często na randki – dodaje po chwili.
– Nie?
– Nie.
– Dlaczego? – dopytuję.
Wzrusza ramionami.
– Nie wiem, niesie to za sobą za dużo kłopotów.
– Proszę bardzo. – Kelnerka stawia nasze drinki na stole, przerywając nam rozmowę.
– Dziękuję.
Kobieta zostawia nas samych, a my sięgamy po kieliszki. Unoszę szkło do toastu, a po chwili Henley podnosi swoje i czeka.
– Za to, żeby obyło się bez kłopotów.
Obdarza mnie tym swoim leniwym, seksownym uśmiechem.
– Nigdy nie mówiłem, że będzie łatwo.
Powietrze między nami aż iskrzy.
– Lubię wyzwania. – Czuję się nieco ośmielona.
– Coś mi mówi, że ta randka nie będzie wcale aż tak kłopotliwa.
– Dopóki nie zmienię się jutro w psychopatkę.
Henley odchyla głowę i głośno się śmieje, a ja posyłam mu głupkowaty uśmiech.
Uważa, że jestem zabawna.
Milion margarit i salw śmiechu później. W restauracji zapadła cisza, gdyż wszyscy goście już wyszli, lecz nasza rozmowa wciąż nabiera rumieńców.
Henley James jest zabawny i czarujący, a do tego obłędnie przystojny. Łapię się na tym, że chłonę każde jego słowo.
– Zatem – rozpiera się wygodnie w krześle i przybiera poważną minę – jak oceniasz do tej pory naszą randkę?
– Do tej pory? – pytam.
Uśmiecha się figlarnie, wpatrzony w swojego drinka.
– Do tej pory – mrużę oczy, udając, że intensywnie się nad tym zastanawiam – na dwójkę.
– Dwójkę? – rzuca zaskoczony. – Ta randka nie zasługuje na dwójkę.
– Wiem. – Śmieję się. – Daję jej solidną dziesiątkę.
Posyła mi spojrzenie, które tak świetnie mu wychodzi.
– Ja bym raczej stawiał na dwudziestkę.
– Dwudziestkę? – Unoszę brwi, czując się tak, jakby czytał mi w myślach. – To wysoka ocena.
Obraca kieliszek na stole.
– Myślę, że to moja najlepsza pierwsza randka w życiu.
Twoja ostatnia pierwsza randka.
– Co jest w niej takiego dobrego?
– Cóż… sceneria. – Wskazuje na mnie.
Chichoczę i zlizuję sól z brzegu kieliszka.
– To – dodaje, patrząc na mój wystawiony język – bez wątpienia jeden z najlepszych momentów. Za każdym razem, gdy to robisz, czuję to w lędźwiach.
– W lędźwiach czy w pachwinie? – pytam.
– W obu.
Oboje znów wybuchamy śmiechem. Jestem pewna, że obsługa restauracji już nas nienawidzi – nic nie jest aż tak zabawne.
– Podoba mi się, że jesteś tak powściągliwa – oznajmia.
Odgarniam włosy i trzepoczę rzęsami.
– Ale twój pomysł z remontem domu trochę mnie niepokoi. Nie wiem, czy powierzyłbym ci gwoździarkę.
Chichoczę. On jest taki zabawny.
– Uwielbiam też to, że jesteś pielęgniarką.
– Straciłeś kogoś bliskiego? – dociekam z zainteresowaniem.
– Dlaczego tak sądzisz?
– No cóż – wzruszam ramionami – większość ludzi, którzy doceniają pielęgniarki, spędziła sporo czasu w szpitalu.
– Straciłem mamę.
Następuje moment ciszy.
– Przykro mi. Stało się to niedawno?
– Nie. – Popija drinka. – Miałem wtedy piętnaście lat.
Patrzę na niego, niepewna, co powiedzieć dalej.
Henley sprawia wrażenie, jakby myślami był daleko stąd.
– Ta tragedia wywróciła moje życie do góry nogami – dodaje po chwili.
Och… Wyciągam do niego rękę nad stołem, a on nakrywa ją dłonią. Przesuwam kciukiem po jego palcach.
– Byłaby z ciebie bardzo dumna – stwierdzam.
Nasze spojrzenia się spotykają, a Henley zaciska wargi, jakby był zirytowany. Od razu zdaję sobie sprawę z tego, że przekroczyłam granicę.
– Ale powiedziałaby, że musisz się bardziej postarać, bo ta randka zdecydowanie schodzi do poziomu dwójki.
Uśmiecha się i sięga po drinka.
– Serio?
– Tak. – Kiwam głową, próbując zachować powagę. – Powiedziałaby, że powinieneś odprowadzić mnie do samochodu i pocałować na dobranoc, jeśli chcesz poprawić wynik.
– Och, czyżby?
– Tak. – Spoglądam na drinka, dumna ze swojej umiejętności radzenia sobie w sytuacjach kryzysowych przy jednoczesnym flirtowaniu.
Patrzymy na siebie, a w powietrzu między nami unosi się nieznana mi dotąd energia.
– Czy możemy spotkać się jutro wieczorem? – pyta Henley.
– Tak – zgadzam się.
– A dokąd chciałabyś pójść?
– Wystarczy, że pójdziemy na zakupy spożywcze.
Wybucha śmiechem, a ja znów do niego dołączam.
– Przepraszam, ale zamykamy już restaurację – informuje nas kelner, kładąc rachunek na stole.
– Tak, oczywiście.
Chcę go wziąć, lecz Henley mnie uprzedza.
– Ja zapłacę – oznajmia stanowczo.
– Nie, nie zapłacisz. Dzielimy się po połowie – sprzeczam się.
– Zamknij się.
– Nie.
– Możesz zapłacić jutro wieczorem – proponuje.
– Kiedy pójdziemy zrobić moje zakupy spożywcze?
Znów mnie rozśmiesza. Po chwili udziela mi się dobry humor Henleya, a kelner przewraca oczami z rogu sali.
– Przestań. – Henley stara się zachować powagę, wyjmując z kieszeni portfel. – Kelner nas nienawidzi.
– Bo jesteśmy zabawniejsi od niego.
– To prawda – zgadza się. – Jesteśmy.
Płaci rachunek i chwyta mnie za rękę. Wzdłuż ramienia przebiega mi dreszcz, a on, jakby też to poczuł, unosi moją dłoń do ust i całuje jej grzbiet, patrząc mi w oczy.
Co się teraz właściwie dzieje?
Wychodzimy przez frontowe drzwi i nagle znów czuję to panujące między nami napięcie seksualne.
Powinnam być grzeczną dziewczynką czy raczej pojechać z nim do domu?
– Przyjechałeś samochodem? – pytam.
– Nie, Uberem.
– Ja też.
Patrzy na mnie z góry i wiem, że w jego głowie kłębią się te same pytania.
Być dżentelmenem czy przerzucić mnie przez ławkę w parku i zrobić ze mną, co mu się podoba? Głosuję na opcję drugą.
– Idziemy na postój taksówek? – proponuje.
– Jasne.
Cholera, decyduje się na pierwszy wariant. Prawdziwy z niego dżentelmen.
Obejmuje mnie ramieniem i przyciąga do siebie, gdy idziemy. Jest między nami pewna zażyłość, jakbyśmy znali się od zawsze. To wydaje się najbardziej naturalną rzeczą na świecie.
– Dobrze się bawiłem dzisiejszego wieczoru – oznajmia.
– Ja też. – Uśmiecham się beztrosko. – Nie mogę się już doczekać jutrzejszych zakupów.
Docieramy do ruchliwego skrzyżowania i zatrzymujemy się na światłach, po czym Henley odwraca mnie w swoją stronę.
– To tutaj mnie pocałujesz? – pytam.
– Nie wiem, a powinienem?
Kiwam głową.
– Prawdopodobnie.
Na środku ulicy, pośród tych wszystkich ludzi, ujmuje moją twarz w dłonie. Następnie delikatnie muska ustami wargi, przez co odnoszę wrażenie, jakbym unosiła się nad ziemią. Całujemy się raz po raz, to wszystko wydaje się doskonałe.
Światła się zmieniają, ludzie przechodzą w pośpiechu przez przejście… a my zatracamy się w tej chwili. Sytuacja nie jest w ogóle niezręczna, choć tak powinno być w przypadku pierwszego pocałunku. Jest intymnie i subtelnie – to coś znacznie więcej.
Mężczyzna uśmiecha się tuż przy moich ustach i przyciąga mnie do siebie. Przez chwilę stoimy nieruchomo, wtuleni w siebie.
– Henley.
– Tak. – Składa na moim czole delikatny pocałunek.
– To moja najlepsza pierwsza randka.
– Aż do następnej.
Chichoczę, a on puszcza mi seksowne oczko.
Czuję motyle w brzuchu, bo – kurczę – to jest naprawdę coś.
Docieramy do postoju taksówek i, cholera, jedna już tam czeka. Henley otwiera dla mnie tylne drzwi, delikatnie całuje i odgarnia mi włosy z twarzy.
– Zadzwonię do ciebie jutro – informuje.
– Okej. – Uśmiecham się nieśmiało, po czym wsiadam na tylne siedzenie, a on za mną zamyka.
Macham mu na pożegnanie, lecz zanim taksówkarz zdąży ruszyć, Henley otwiera drzwi i wyciąga mnie z auta za rękę.
– Zmiana planów, wracasz ze mną do domu.
– Co? – pytam zszokowana.
Przerywa mi pocałunkiem, a ludzie czekający w kolejce do taksówki jęczą z obrzydzeniem.
Ze złączonymi ustami i hormonami pracującymi na najwyższych obrotach, jak zwierzęta, wpadamy do mieszkania Henleya.
Uprzejmy pan James z pierwszej randki przepadł – zostawiliśmy go w restauracji.
Nie zamierzam jednak narzekać, gdyż ta wersja podoba mi się znacznie bardziej.
W Uberze przez całą drogę do domu trzymał rękę pod moją sukienką i chyba można śmiało powiedzieć, że oboje jesteśmy gotowi na to, co zaraz nastąpi.
– Zdejmij tę pieprzoną sukienkę – szepcze, szarpiąc się z zamkiem, który po chwili się zacina, więc ciągnie za niego mocniej.
Śmieję się przez to, jaki jest niecierpliwy.
– A kto powiedział, że tego chcę?
– Ja. – Rozrywa sukienkę na ramionach i odrzuca ją na bok.
– Nie uprawiam seksu na pierwszych randkach. – Figlarnie puszczam mu oczko, po czym kładę ręce na biodrach, udając oburzenie.
– Teraz to zrobisz. – Jego nastrój wyraźnie się zmienia, gdy mężczyzna zaczyna wodzić ciemnymi oczami po moim ciele.
Nagle czuję się zdenerwowana. Do cholery, to był najwspanialszy wieczór i chcę, by zakończył się jeszcze lepiej – tak, żeby Henley oszalał z zachwytu.
Obejmuje dłonią moją szyję, robi krok do przodu i przysuwa usta do mojego ucha.
– Będziesz ssała mi kutasa tak dobrze, jak tylko potrafisz, kurwa – szepcze. Jego oddech łaskocze moją skórę i sprawia, że wzdłuż kręgosłupa przebiega dreszcz. – Jak niegrzeczna dziewczynka, którą bardzo chcesz być.
Otwieram szeroko oczy. Kurwa.
Mówi sprośne rzeczy… cholera, cholera, cholera.
Trzymając mnie mocno za gardło jak w imadle, zaczyna lizać mnie po policzku.
– Jesteś już dla mnie mokra, kochanie?
Adrenalina i podniecenie pulsują mi w żyłach. Dotyk silnej dłoni na mojej szyi jest zarówno przerażający, jak i dostarczający euforii. Nigdy wcześniej nie byłam z takim mężczyzną.
Różni się od innych pod wieloma względami.
Oddech mi drży, gdy próbuję się uspokoić na tyle, by mu odpowiedzieć.
Delikatnie drażni zębami moją szyję.
– Odpowiedz mi na pieprzone pytanie, Juliet.
Jezu.
Uroczy Henley James jest miły, jednak ściskający mnie z całej siły facet to już zupełnie inny poziom.
– Tak – szepczę.
Odsuwa się, lecz nie spuszcza ze mnie wzroku.
– Tak, co?
– Tak, proszę pana.
W jego oczach dostrzegam przebłysk zadowolenia.
– Grzeczna dziewczynka.
Okej, co tu się, kurwa, dzieje?
Nie kręcą mnie perwersyjne, sadomasochistyczne gierki, z jakiegoś jednak powodu jest to wyjątkowo podniecające – kompletnie poza moją skalą.
Serce wali mi jak szalone, gdy stoję nieruchomo, a Henley rozpina mi stanik i muska kciukami moje sutki, nie spuszczając z nich wzroku. Po chwili się pochyla, zsuwa mi majtki i całuje mnie… tam.
Mam drżący oddech.
Kurwa.
Wstaje, przez co znów stoimy twarzą w twarz.
– Nie denerwuj się – mruczy. Całuje mnie, muska mój język i obejmuje twarz dłońmi. – Nie zrobię ci krzywdy. – Przykłada usta do mojego ucha. – Nie aż tak bardzo…
Zamykam oczy. Cholera jasna, cholera jasna, cholera jasna.
– Wejdź na łóżko, a następnie oprzyj się na rękach i kolanach.
Przez chwilę na niego patrzę.
– Jesteś strasznie władczy – oceniam.
– Napalony. – W oczach Henleya płonie żądza i jestem gotowa zaspokoić jego pożądanie.
Posłusznie wchodzę na łóżko i klękam.
– Oprzyj się na łokciach – rozkazuje.
– Zamierzasz się rozebrać? – ripostuję.
Klaps.
Klepie mnie w tyłek.
– Zachowuj się – warczy.
Z jakiegoś chorego, pokręconego powodu jego dyscyplina wywołuje pożądanie między moimi nogami i w tej chwili… zrobię wszystko, czego tylko zechce.
Co tu się, kurwa, dzieje?
Opieram się na łokciach, a Henley staje za mną. Patrząc mi w oczy w lustrze, ściąga koszulkę przez głowę, a następnie w zwolnionym tempie rozpina dżinsy i zsuwa je z nóg. Ma wyrzeźbione mięśnie. Gdy jego ogromny kutas wyskakuje na wolność, przełykam ślinę.
Okej… to naprawdę imponujący okaz.
Spuszcza wzrok na moją cipkę, a ja obserwuję w lustrze, jak rozchyla mi wargi palcami i kilka razy przesuwa dłonią po penisie. W jego oczach płonie nieposkromiona żądza.
Kurwa.
Klęka za mną na podłodze i bez skrupułów zaczyna mnie lizać. Wykonuje głębokie, pełne uwielbienia pociągnięcia językiem, jakbym była królową, a on sługą, klęczącym dla mojej przyjemności.
Och… Boże… czuję, jak wzbiera we mnie rozkosz i cała drżę. Przed oczami zaczynam widzieć gwiazdy. Zaciskam dłonie na prześcieradle, próbując sobie z nim poradzić.
– Zaraz…
– Dojdziesz na moim kutasie.
– To się, kurwa, pospiesz – żądam.
Śmieje się i po raz pierwszy dostrzegam przebłysk figlarnego charakteru mojego partnera z randki. Po chwili zakłada prezerwatywę.
Chwyta mnie mocno za włosy, by przytrzymać w miejscu, po czym powoli przesuwa czubkiem grubego penisa między moimi wargami. Raz za razem.
Pospiesz się.
Ustawia się w odpowiedniej pozycji i delikatnie we mnie wchodzi. Powietrze ucieka mi z płuc, gdy głośno jęczę.
Och… ma naprawdę wielkiego… i jest zdecydowanie zbyt dobry w tym, co robi.
– I jak? – Naprzemiennie we mnie wchodzi i wychodzi, bardzo powoli, by przygotować moją cipkę do swojego rozmiaru.
Kiwam głową, niezdolna złożyć sensownego, spójnego zdania.
– Odpowiedz.
– Dobrze. – Zamykam oczy, próbując sobie z nim poradzić. – Naprawdę dobrze.
Zapach jego wody po goleniu, sposób, w jaki trzyma mnie za włosy, i jego penis tak głęboko we mnie… to wszystko sprawia, że aż brakuje mi tchu.
Wypełnia mnie całym sobą, dostarczając mi niesamowitych, intymnych doznań w pełnym trójwymiarze.
Nagle wychodzi ze mnie całkowicie, by po chwili znów się wbić. Potem to powtarza – wysuwa się i wsuwa z powrotem.
Co on robi?
– Wszystko w porządku – oznajmiam.
– To ja o tym decyduję.
– Nie zrobisz mi krzywdy.
Zacieśnia uścisk na moim biodrze i wbija się we mnie mocno, czym pozbawia mnie tchu.
Auć… okej, może trochę.
Potem zaczyna mnie posuwać ze wszystkich sił, a odgłos uderzających o siebie ciał głośno rozbrzmiewa w pokoju.
Próbuję wytrzymać, choć to trudne, kiedy rżnie mnie z taką siłą. Nie jestem już w stanie się hamować i krzyczę w materac.
– Kurwa – dyszy. – O tak, właśnie tak.
Rozciągam usta, słysząc, że jest bliski orgazmu. Czy istnieje na świecie bardziej podniecający dźwięk?
Jęczy, wbijając się we mnie głęboko, i intensywnie dochodzi. Czuję charakterystyczne drgnięcie jego penisa, kiedy szczytuje.
Jestem mokra od potu, a Henley próbuje złapać oddech za moimi plecami. Potem całuje mnie w pośladki.
– Jesteś cholernie seksowna – szepcze mi do ucha.
Uśmiecham się w materac.
A także kompletnie i doszczętnie wykończona.
Juliet
Henley zatrzymuje samochód na poboczu drogi.
– Widzimy się – pochyla się, ujmuje moją twarz w dłonie i obdarza mnie delikatnym pocałunkiem – dziś wieczorem.
– Dziś wieczorem. – Uśmiecham się tuż przy jego ustach.
Serio…
To była najlepsza noc w moim życiu.
Mieliśmy najwspanialszą randkę w historii, a potem pojechaliśmy do niego i pieprzyliśmy się jak zwierzęta. Po wszystkim wzięliśmy prysznic i kochaliśmy się czule, z pewną nutą namiętności.
Rano obudził mnie kolejną dawką niesamowitych umiejętności oralnych, a później przygotował mi śniadanie.
To właśnie nazywam idealną randką.
To jest to… on jest tym jedynym.
Jestem cholernie szczęśliwa.
– Muszę jechać do pracy, ale zadzwonię do ciebie później, okej? – informuje.
Mam ochotę krzyknąć z radości, lecz tego nie zrobię, bo jestem na to zbyt fajna.
– Miłego dnia.
Otwieram drzwi samochodu, a Henley przyciąga mnie do siebie i ponownie całuje. Śmieję się, gdy niemal muskam jego wargi swoimi.
– Muszę już iść – oznajmiam.
– A może chciałbym dojść jeszcze raz?
– Jesteś maniakiem seksualnym. – Chichoczę. Po kolejnym szybkim pocałunku wyskakuję z auta, a mężczyzna obdarza mnie seksownym uśmiechem. – Pa.
Gdy wchodzę do mieszkania, jestem w siódmym niebie.
Zmieniam pościel i w błyskawicznym tempie zwijam starą.
Pośród tego euforycznego nastroju wpadłam dziś w wir sprzątania.
Uporządkowałam wszystkie rzeczy, zrobiłam zaległe pranie, kupiłam świeże kwiaty, odkurzyłam podłogi, umyłam łazienkę, kupiłam również nową bieliznę, a nawet kilka produktów spożywczych, tak na wszelki wypadek, gdyby dzisiejszy wieczór potoczył się naprawdę dobrze i nie poszlibyśmy na kolację.
Opieram ręce na biodrach i rozglądam się po mieszkaniu, próbując spojrzeć na nie świeżym okiem. Dywan w salonie wygląda na nieco wysłużony. Hmm. W końcu mam go już od kilku lat. Może powinnam znieść go do garażu?
Naprawdę chcę się pokazać od jak najlepszej strony podczas dzisiejszej randki z Henleyem.
Przesuwam stolik kawowy i zwijam ogromny dywan, po czym próbuję go podnieść, napinając wszystkie mięśnie. Cholera, ależ jest ciężki.
Ciągnę go do drzwi i z trudem wychodzę na korytarz, wlokąc go za sobą. Potem skręcam w stronę windy, ale sobie przypominam, że jest dziś nieczynna z powodu konserwacji.
Kurwa.
W takim razie będę musiała skorzystać z klatki schodowej – przecież to tylko sześć pięter.
Ciągnę dywan dalej, spocona, zdyszana i sapiąca, a pokonanie jedynie dwóch kondygnacji zajmuje mi aż dziesięć minut.
Cholera, ta randka znów skończy się nocowaniem, bo będę tak wyczerpana, że zasnę przed kolacją.
W połowie drogi muszę usiąść na kilka minut, aby odpocząć. Po chwili wyciągam telefon z kieszeni i patrzę na ekran.
Brak nieodebranych połączeń.
W końcu docieram na dół i wciągam dywan do garażu.
No dobrze… teraz muszę zadbać o to, by nikt nie mógł mi się oprzeć.
Biorę do ręki komórkę i sprawdzam ją po raz tysięczny dzisiaj. Siedzę na kanapie, wystrojona i gotowa, nie mam jednak dokąd pójść.
Jest już siódma wieczorem, a Henley nadal nie zadzwonił.
Gdzie on, do cholery, jest?
Czuję nieprzyjemny ucisk w żołądku. A co, jeśli coś się stało?
Przestań.
Zadzwoni. Wiem, że zadzwoni.
To dlaczego jeszcze tego nie zrobił? Jest już siódma wieczorem. Gdyby miał zadzwonić, już dawno by to uczynił.
Przeglądam Netflixa w poszukiwaniu czegoś, co odwróci moją uwagę.
A może zgubił mój numer?
Prostuję się nagle, zaintrygowana tą teorią. Tak, to musi być to. Skoro zgubił mój numer, nie ma jak się ze mną skontaktować.
Może powinnam sama do niego zadzwonić?
Po chwili rozlega się dźwięk telefonu.
– Halo – rzucam.
– Dzwonił już? – pyta Chloe.
– Nie. – Wzdycham.
– Kurwa.
– Myślisz, że powinnam do niego zadzwonić?
– Nie – odpowiada przyjaciółka.
– A co, jeśli zgubił mój numer?
– W takim razie jest palantem. Poza tym twój numer widnieje w historii jego połączeń, więc nie ma możliwości, by go zgubił, Jules.
Serce mi zamiera.
– Coś jest nie tak. Wiem, że zadzwoni – stwierdzam.
– Dlaczego? Bo tak powiedział? Nie byłby pierwszym facetem, który skłamał podczas randki.
– Chloe, mówię ci. Coś między nami zaiskrzyło. Wiem, że zadzwoni – obstaję przy swoim.
– Okej – odpowiada, jednak jej głos nie brzmi zbyt przekonująco. – Idziemy z dziewczynami do klubu 70, jeśli chciałabyś się przyłączyć.
– Nie – odpieram, po czym kładę się na plecach. – Poczekam na niego.
– On nie zadzwoni – wzdycha przyjaciółka.
– Zadzwoni. – Przewracam oczami. – Musiał dzisiaj być w pracy. Może za chwilę się pojawi. Pa.
Robię głęboki wydech i rozglądam się po nieskazitelnie czystym mieszkaniu. Lepiej, żeby, kurwa, zadzwonił.
Ósma wieczorem.
Rozbrzmiewa pierwszy, drugi… trzeci, czwarty sygnał… Marszczę brwi, czekając, aż mężczyzna odbierze.
– Dodzwoniłeś się do Henleya Jamesa. Nie mogę teraz odebrać. Zostaw wiadomość.
Cholera.
– Cześć, Henley, tu Juliet. – Robię krótką pauzę, zastanawiając się, co powiedzieć. – Ja tylko… – Kurwa. – Myślałam, że się dzisiaj spotykamy?
Cholera. Brzmię jak desperatka.
– Dzwonię tylko zapytać, co się dzieje. Nieważne, pa.
Z niesmakiem zakrywam oczy dłońmi. O Boże… to zabrzmiało tak żałośnie i tak desperacko… Dlaczego nie zaczekałam, aż sam zadzwoni? Teraz wszystko zepsułam.
Ugh…
Budzi mnie wibrujący telefon, leżący na stoliku.
– Jest już za późno na twoje pijackie telefony, Chloe – burczę, gdy odbieram połączenie.
– Zgadnij, kto właśnie pojawił się w klubie? – krzyczy, próbując przebić się przez głośną muzykę.
Przecieram oczy i staram się skupić na głosie przyjaciółki.
– Kto?
– Henley James.
– Co? – Siadam na materacu, nagle całkowicie rozbudzona. – Która godzina? – Zerkam na telefon… jest druga w nocy. – Z kim on tam jest?
– Z dwoma facetami.
– Serio? – Wstaję z łóżka.
– Przyjedź tu i wylej mu drinka na głowę za to, że cię wystawił.
Przeciągam dłonią po twarzy.
– W co jest ubrany?
– Kogo to obchodzi. Wygląda jak chodzący wibrator, niezależnie od tego, co ma na sobie – prycha Chloe.
– Jesteś pewna, że to on?
– Wyślę ci filmik. – Przez kilka sekund słyszę, jak szamocze się z telefonem. – Oddzwonię do ciebie.
Gdy się rozłącza, idę do łazienki, a następnie wchodzę do salonu. Komórka sygnalizuje nadejście MMS-a, więc otwieram go i włączam nagrany przez Chloe film.
Henley spędza czas z dwoma mężczyznami. Ma na sobie dżinsy i T-shirt, rozmawia z nimi i się śmieje. Wygląda na kompletnie wyluzowanego, kiedy popija Coronę. W pewnym momencie przechodzi obok niego atrakcyjna dziewczyna, a on zerka na jej tyłek. Potem mówi coś do przyjaciół i ponownie skupia uwagę na jej pośladkach.
Serce mi zamiera.
Wow…
Znów rozlega się dźwięk telefonu.
– Cześć – zaczynam.
– Widziałaś? – pyta Chloe.
– Tak – wzdycham.
– Jest pieprzonym dupkiem – wyrzuca z siebie przyjaciółka.
– Nieważne, nie obchodzi mnie, co robi. – Udaję obojętną.
– Mogę mu powiedzieć, co o nim myślę?
– Nie – odpieram. – Zapomnij o nim, tak jak ja. Wracam do łóżka.
– Przykro mi, kochana – pociesza mnie Chloe.
– Nie przejmuj się tym, bo ja na pewno nie zamierzam – kłamię.
– Zjemy jutro wspólnie śniadanie? – pyta.
Nie mogę w to uwierzyć.
Naprawdę nie mam ochoty spędzić całego jutrzejszego dnia na wysłuchiwaniu klubowych opowieści o Henleyu Jamesie, a spotkanie z Chloe z pewnością by do tego doprowadziło.
– Nie mogę. Jadę do rodziców – informuję ją. – Może w następnym tygodniu?
– Jasne, kochana. – Waha się przez moment. – Wszystko w porządku?
Nie.
– Oczywiście, że tak. – Uśmiecham się smutno. – Pa.
Rozłączam się, a serce podchodzi mi do gardła, gdy zadręczam się, ponownie oglądając filmik z Henleyem.
Jest taki wyluzowany i szczęśliwy, a sposób, w jaki patrzy na tyłek tej dziewczyny…
Czuję się przez to bardzo źle.
Kiedy dociera do mnie rzeczywistość, przypomina mi się stare przysłowie: Jeśli coś wydaje się zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe, zazwyczaj takie właśnie jest.
Dupek.
Idziemy zatłoczonym chodnikiem.
– Przez cały wieczór czekałam na niego w domu, aż w pewnym momencie zadzwoniła Chloe, żeby mi powiedzieć, że był w klubie o drugiej w nocy – kontynuuję swój wywód, patrząc na Liama.
– Dlaczego się z nim przespałaś? To do ciebie niepodobne, żeby iść na całość już na pierwszej randce – odpowiada bez większego zainteresowania.
– Bo to była najlepsza randka w moim pieprzonym życiu. I może po prostu chciałam być niegrzeczną dziewczynką przez jedną noc, wiesz?
– Nie, nie wiem. – Kręci głową.
– Bo jesteś moim bratem. Gdybyś miał najlepszą randkę w życiu, udawałbyś Pana Cnotliwego, żeby coś komuś udowodnić?
Przewraca oczami.
– Wchodzimy tu? – Wskazuje na restaurację.
Biedny Liam. Namówiłam go, aby wybrał się ze mną na lunch, bym mogła wyrzucić z siebie wszystkie negatywne emocje związane z koszmarnym weekendem.
– Tak – wzdycham. – Może być. – Otwieram masywne drzwi, po czym ustawiamy się w kolejce i czekamy na obsługę.
– Skąd masz pewność, że to właśnie on był wtedy w klubie? Chloe była już pewnie po kilku drinkach.
– Bo wysłała mi filmik z nim – wyjaśniam.
– Nagrała go? – Brat krzywi się z wyraźnym obrzydzeniem. – Nie jest to wcale niepokojące.
– Spójrz. – Puszczam nagranie, które znam już na pamięć, bo obejrzałam je dziesiątki tysięcy razy.
Naciskam przycisk odtwarzania, a Liam ogląda.
– Jest dupkiem, Juliet.
Robię długi wydech.
– To była najlepsza noc w moim życiu – przyznaję.
– Nie, nie była. Spójrz, jak się przez niego czujesz. Jest totalnym kretynem. Zapomnij o nim – radzi brat.
Wypuszczam głośno powietrze.
– Chyba masz rację.
– Jak on w ogóle ma na imię?
– Henley.
– Dziwne imię. – Wykrzywia usta z niesmakiem. – Czyli można go porównać do kury?
– Powiedziałabym, że raczej do koguta. – Otwieram szeroko oczy.
– Fuj, za dużo informacji. – Liam się wzdryga.
Gdy czekamy, on ponownie ogląda film na moim telefonie, po czym z wyraźnym obrzydzeniem przekazuje mi urządzenie.
– Jeśli kiedykolwiek go spotkam, znokautuję go dla ciebie – informuje beznamiętnie. – Umowa stoi?
– Okej, zgoda. – Uśmiecham się, czując się nieco lepiej z myślą, że młodszy brat jest również jednym z moich najlepszych przyjaciół.
Dostajemy się w końcu na początek kolejki.
– Witam, czy możemy poprosić o stolik dla dwóch osób? – pytam.
Hostessa zerka na listę rezerwacji.
– Muszę tylko posprzątać. Czy mogą państwo poczekać pięć minut?
– Jasne.
Kobieta wskazuje na miejsce przy barze.
– Proszę tam poczekać, a ja zawołam państwa, gdy wszystko będzie już gotowe. Jak ma pani na imię?
– Juliet.
Przechodzimy do części barowej, by zaczekać na stolik, a ja włączam filmik z Henleyem. Nie wiem, dlaczego wciąż oglądam to cholerstwo. Jakbym miała nadzieję znaleźć dowód, że to jednak nie on.
Gdyby tylko.
Liam kładzie mi rękę na ramieniu, a ja marszczę brwi, wpatrując się w ekran.
– Co robisz?
– Zamierzam dać mu nauczkę – informuje.
– Co? – Unoszę wzrok i widzę zbliżającego się do nas Henleya.
Co jest, kurwa?
– Cześć, Juliet. – Uśmiecha się wymuszenie. Wygląda, jakby właśnie zszedł z wybiegu. Ma na sobie szary garnitur, białą koszulę i niebieski krawat, a jego ciemne włosy są idealnie potargane i… O mój Boże, co ty tu robisz?
– Cześć, Henley.
Mężczyzna zwraca uwagę na Liama.
– Kim jesteś? – pyta.
Na ustach brata pojawia się uśmiech niczym u diabelskiego kota z Cheshire.
– Liam. – Wskazuje na mnie. – Jestem narzeczonym Juliet.
Nie powiedział tego.
Henley unosi brwi, wyraźnie zaskoczony, i przenosi ciężar ciała na tylną nogę.
– Narzeczony? – Zaciska zęby.
Nie, nie, nie.
Nie!
– Zgadza się. – Liam nadal kłamie. – Dobrze znasz Juliet?
Po prostu się zamknij!
Henley patrzy na mnie i wykrzywia usta. Wściekłość aż z niego bije.
– Chyba nie.
Proszę, ziemio, pochłoń mnie bez reszty.
Mierzy mnie ponurym spojrzeniem, a ja mam ochotę powiedzieć mu, że to wszystko kłamstwo, ale po co? Jest dupkiem, więc i tak nie będzie go to obchodziło.
– Miłego życia, Juliettt. – Wyraźnie akcentuje literę T w moim imieniu. – Z… – mierzy mojego brata od stóp do głów, po czym uśmiecha się, jakby go to bawiło – twoim uroczym, niskim narzeczonym.
Jest uosobieniem arogancji.
– Hej, co to ma niby znaczyć? – Liam udaje głupiego.
Henley, mijając go, celowo źle ocenia odległość między nimi i uderza go barkiem tak mocno, że ten prawie się przewraca. Potem, jakby nic się nie stało, popycha ciężkie drzwi i wychodzi.
– Ciekawe. – Liam patrzy za nim.
– Ciekawe? – Wzdycham. – Dlaczego, do cholery, tak powiedziałeś? Teraz uważa mnie za dziwkę.
– Swój pozna swego. – Opuszcza ramiona, wyraźnie zadowolony z siebie. – Polubił cię.
– Skąd wiesz?
Uśmiecha się szeroko, dumny z siebie.
– Był wkurzony.
– I to jest śmieszne, bo… – wyrzucam z siebie, zirytowana.
– Miał swoją szansę i ją spieprzył. Touché, skurwysynu.
