Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
628 osób interesuje się tą książką
Historia Setha i Ollie z fenomenalnej hokejowej serii autorstwa Ewy Remek!
Kiedy trzeba prosić o pomoc własnego wroga…
Po powrocie do kariery hokejowej Seth Montgomery znajduje się w najtrudniejszym momencie życia. Kolejny sezon w barwach Minnesota Wildcats kończy się porażką, a on doskonale wie, że to na nim spoczywa ciężar tej klęski.
Presja sportowa, bezsenność i toksyczna relacja z wymagającymi rodzicami sprawiają, że Seth staje się zamknięty w sobie, chłodny i skrajnie obojętny wobec świata. Jednocześnie, ze względu na rodzinne układy i oczekiwania medialne, zostaje zmuszony do poprawy wizerunku – musi zacząć publicznie się pokazywać i udawać kogoś, kim nie jest.
Wtedy na jego drodze ponownie pojawia się Ollie Cade – dziewczyna pełna radości, empatii i wewnętrznego światła, pracująca w fundacji Ice Kids i prowadząca na co dzień zajęcia z dziećmi.
Choć początkowo Seth traktuje ją jak wroga i unika kontaktu, w końcu – zdesperowany – prosi o pomoc.
Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej osiemnastego roku życia. Opis pochodzi od Wydawcy.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 871
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © for the text by Ewa Remek
Copyright © for this edition by Wydawnictwo NieZwykłe, Oświęcim 2026
All rights reserved • Wszystkie prawa zastrzeżone
Redakcja: Anna Strączyńska
Korekta: Katarzyna Dziedzicka, Kamila Grotowska, Aleksandra Płotka
Skład i łamanie: Michał Swędrowski
Oprawa graficzna książki: Weronika Szulecka
ISBN 978-83-8418-689-3 • Wydawnictwo NieZwykłe • Oświęcim 2026
Grupa Wydawnicza Dariusz Marszałek
Patrz tam, gdzie świeci słońce, a cienie same stracą znaczenie.
Od autorki
Ostrzeżenie
Rozdział 1. Taśma klejąca
Rozdział 2. Pistolet
Rozdział 3. Poziom hormonu szczęścia
Rozdział 4. Muffinki z małymi hokejowymi figurkami
Rozdział 5. Scusa
Rozdział 6. Wygrałeś. Gratulacje.
Rozdział 7. Czegoś tu brakuje
Rozdział 8. Pokręcona, ale uśmiechnięta
Rozdział 9. Tuż nad kokardą
Rozdział 10. Harmonogram
Rozdział 11. Zimny i twardy lód
Rozdział 12. Potwór na czterech kołach
Rozdział 13. Totalnie nieśmieszny
Rozdział 14. Takie układy są proste
Rozdział 15. Zbyt wyjątkowa
Rozdział 16. Tylko chaos
Rozdział 17. Buffy
Rozdział 18. Ollie, Ollie, Ollie
Rozdział 19. Wykład o epilepsji
Rozdział 20. Sama ze sobą
Rozdział 21. Mała cwaniara
Rozdział 22. Dobranoc
Rozdział 23. Dzień Niepodległości
Rozdział 24. Ciastko czekoladowe
Rozdział 25. Shadow daddy
Rozdział 26. Uśmiech
Rozdział 27. UNO
Rozdział 28. I’m Still Standing
Rozdział 29. Sukienka
Rozdział 30. Tylko jeden dotyk
Rozdział 31. Guziki koszuli
Rozdział 32. Jeszcze raz
Rozdział 33. Sto dwanaście minut
Rozdział 34. Piękna, mądra i wyjątkowa
Rozdział 35. Totalnie i bezpowrotnie
Rozdział 36. Inne części ciała
Rozdział 37. Sto punktów do samooceny
Rozdział 38. Do mojego biura
Rozdział 39. Ciężar biżuterii
Rozdział 40. Ollie nigdy nie narzeka
Rozdział 41. Były też inne znaki
Rozdział 42. Nie znajdę gwiazd na niebie
Rozdział 43. Poświęcić cały świat
Rozdział 44. Dla naszej przyszłości
Rozdział 45. Nigdy nie przestaniemy wierzyć
Rozdział 46. Huśtawka
Epilog 1. Na zawsze
Epilog 2. Żółwie mogą poczekać
Epilog 3. Przepiękny chłopiec
Epilog 4. Kolejna rocznica
Dodatek: From Boys, With Love
List 1. Element obowiązkowy
List 2. Morderstwo na weselu
List 3. Moje kobiety
List 4. Kobieta superbohaterka
List 5. Cały świat
List 6. Wybór
Nota od autora
Podziękowania
Ostrzeżenie dotyczące treści
Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.
Wydarzenia przedstawione w książce są fikcją literacką. Inspiracją dla elementów fabuły pozostaje istniejąca liga hokejowa NHL, lecz nazwy niektórych drużyn zostały zmienione na potrzeby historii. Jakakolwiek zbieżność imion, nazwisk i numerów zawodników jest przypadkowa.
W książce występują treści, które mogą wpłynąć na wrażliwych czytelników, jednak ich opis może zdradzić elementy fabuły i mieć wpływ na ogólny odbiór historii, w związku z czym nie zostały umieszczone tutaj, tylko na ostatniej stronie. Jeżeli jesteś wrażliwym czytelnikiem, możesz zapoznać się z ostrzeżeniem dotyczącym treści na końcu książki.
MINNESOTA WILDCATS – SKŁAD:
Imię i nazwisko – numer – pozycja
NAPASTNICY:
Brayden Wyatt – 39 – środkowy
Carter Hollenbeck – 22 – lewoskrzydłowy
Seth Montgomery – 44 – prawoskrzydłowy
John Calley – 67 – prawoskrzydłowy
Luka Bergstrom – 88 – środkowy
Taylor Brooks – 11 – lewoskrzydłowy
Ulrich Novak – 14 – środkowy
Pat McAllister – 29 – prawoskrzydłowy
Felix Rouz – 81 – lewoskrzydłowy
Sviat Vasiliev – 91 – środkowy
Colton Reyes – 24 – lewoskrzydłowy
Quentin García – 26 – prawoskrzydłowy
OBROŃCY:
Rory Delgado – 15 – defensywny
Tanner Massey – 12 – ofensywny (kapitan)
Rainer Rhodes – 6 – ofensywny
Dominic Elden – 5 – defensywny
Sergei Datsenko – 55 – ofensywny
Ville Jokinen – 28 – defensywny
BRAMKARZE:
Petro Melnyk – 31 – bramkarz
Moritz Krüger – 35 – bramkarz rezerwowy
SZTAB TRENERSKI:
Sean Collins – trener główny
Lucien Fraser – zastępca trenera
Christian Reilly – asystent trenera
Lane Rutherford – asystent trenera
Ollie
Ollie:
za dwa dni o dwunastej spotkanie z moją młodszą grupą łyżwiarzy figurowych!
Brayden:
wszyscy mamy przyjść?
Ollie:
w grupie jest sporo dziewczynek i są trochę wrażliwe, więc jeżeli Seth nie będzie w humorze, nie ciągnijcie go na siłę.
Beck:
ok!
Sto procent.
W pracy zawsze daję z siebie sto procent. Właściwie we wszystkim daję z siebie sto procent.
Aktualnie zjeżdżam z lodowiska po zajęciach z młodszą grupą łyżwiarzy figurowych. Dzieciaki podążają za mną sznurem i wyskakują w łyżwach na specjalne gumowe podłoże, potykając się o siebie nawzajem. Zapominają o mnie w momencie, gdy na horyzoncie pojawiają się gracze Minnesoty.
Beck i Brayden stoją na matach, ale w zwykłych butach, w bluzach klubowych i w luźnych spodniach, a dzieci otaczają ich z każdej strony. W grupie mam czterech chłopców i osiem dziewczynek. Trenujemy figury solowe, bo nie chcę łączyć ich w pary i skazywać na nieporozumienia. Przez całe dzisiejsze zajęcia dawałam z siebie sto procent – jak zawsze – a te małe gnojki traktują mnie teraz jak powietrze.
Gdy Beck i Brayden się nimi zajmują, odpowiadają na pytania, a nawet biorą niektóre dzieciaki na barana i robią sobie z nimi zdjęcia, ściągam łyżwy. Stopy bolą mnie jak cholera. Być może trochę się ostatnio przepracowuję.
Ice Kids to głównie pomaganie dzieciakom w potrzebie. Te dzieci nie mają kasy na łyżwy i zajęcia z łyżwiarstwa. Te dzieci nie mają kasy na sprzęt do hokeja. Maluchy nauczę odpowiednich sztuczek i zasad gry, a starszaków zwykle przejmują już inni trenerzy hokejowi – z dłuższym stażem, bardziej doświadczeni. Czasami zamiast treningów organizuję spotkania na lodzie z zawodnikami – o ile oni tylko tego chcą. Beck i Brayden są naprawdę przychylni, Rory ostatnio nawet też. Zdarzają się pogadanki, zebrania czy przyjęcia. Pomagam to wszystko umiejscowić w czasie i skoordynować, bo mam do tego głowę.
Ale nawet ja sama wiem, że to już dużo dla takiej osoby jak ja. Mam dwadzieścia lat. Nie wiem, czy zdołam skończyć studia, choć bardzo tego chcę, bo jeśli w pewnym momencie nie będę już w stanie poświęcić się aktywności fizycznej, chciałabym mieć inne opcje. Chciałabym sobie poradzić. Studiuję zarządzanie w sporcie, jednak niekoniecznie dążę do zostania menedżerem sportowym – potrzebowałabym dobrych kwalifikacji, praktyk i przede wszystkim poleceń, choć o to ostatnie nietrudno, bo w takich kwestiach jestem trochę nepotycznym dzieckiem. Mój ojciec był menedżerem sportowym jednej z dobrych drużyn NBA. Mój wujek jest trenerem Minnesota Wildcats. Chociaż nigdy nie chciałam za bardzo korzystać z ich pieniędzy i przywilejów, wiem, że by mi pomogli. Mam głowę na karku, więc za kilka długich lat mogłabym coś osiągnąć.
Jednak pogodzenie studiów z pracą dla Ice Kids jest dla mnie ostatnio coraz większym wyzwaniem. Mam mało czasu wolnego, do tego mieszkam w akademiku i ciągle coś tam jest nie tak.
Przekonałam się o tym w momencie, kiedy ochroniarz wpuścił Rory’ego Delgado, gdy ten chciał odzyskać Grace. Okej, kibicowałam im, ale równie dobrze mógłby zostać wpuszczony tam seryjny morderca, bo zapłacił dwieście dolców i obiecał nie pisnąć o tym słowa.
Ponadto mam coraz dziwniejszych sąsiadów. Akademik nie jest wyłącznie żeński, wokół mnie mieszka kilku studentów, z którymi widuję się na zajęciach. Większość ma pokoje kilkuosobowe, więc można sobie wyobrazić, co się tam czasami dzieje. To tylko młodzi ludzie, a ja potrzebuję odpoczynku. Uczę się i pracuję, więc w nocy chcę tylko spać. Uwielbiam spać. Ale jeśli dzisiaj wieczorem znów ktoś będzie walił zagłówkiem w ścianę albo robił zebranie najgłośniejszych studentów z akademika za drzwiami na końcu korytarza, oszaleję.
To nie zawsze dźwięki prymitywnych ludzkich czynności. Czasami grają na konsoli i drą się przy tym wniebogłosy. Czasami jarają zioło i puszczają głośną muzykę. Gdy zgłosiłam niektóre z pokoi do ochrony, a potem nawet do administracji, stało się to, czego się spodziewałam – nikt nie zareagował.
Tym sposobem dochodzi już prawie dziewiąta wieczorem, padam na twarz i zastanawiam się, czy istnieje cień szansy, że noc będzie jednak spokojna. Miałam nadzieję, że pomiędzy semestrami zrobi się luźniej i będę miała łatwiej, ale to nie zadziałało. Te karaluchy wcale nie pojechały do domów. Albo jeżdżą co kilka dni i potem wracają, by urządzać kolejne imprezy.
Gdy wstaję z ławki, zaczyna mi się kręcić w głowie i potykam się o krawędź gumowej maty. W następnym momencie przytrzymuje mnie Beck.
– Ollie?
Coś jeszcze chyba mówi.
Na moment mnie odcina.
Proszę, nie mdlej. Nie teraz.
Kiedy ostatnio jadłam?
Nie powinno być źle. Dwie godziny temu, przed zajęciami, zjadłam dwie kanapki.
– Hej, słyszysz mnie? – powtarza Beck.
W końcu przestaje mi szumieć w uszach, kręcę głową, jakbym budziła się z transu, i przyklejam na usta delikatny uśmiech.
– Tak, oczywiście – zapewniam. – Za szybko wstałam i przez zmianę ciśnienia zakręciło mi się w głowie. Żyjesz?
– Och, tak. Podpisałem dzisiaj chyba z dwadzieścia krążków. Przynosili je torbami.
Śmieję się.
– Są zdeterminowani. I dobrze. Tego ich uczę.
Determinacji, zaciętości, walki o swoje. To, że nie mają pieniędzy, nie czyni ich gorszymi. Wszyscy ciężko pracujemy na swoje sukcesy. Uwielbiam te dzieciaki i chcę wiedzieć, że przyczyniłam się do ich szczęścia i rozwoju. Dlatego nie potrafię się rozstać z Ice Kids, choć powinnam się skupić na uczelni. Wuj dopisał mnie do wolontariatu, gdy miałam siedemnaście lat. Tylko pomagałam. Ale tak się składa, że jeżdżę na łyżwach, odkąd zaczęłam chodzić, więc byli ze mnie zadowoleni i podpisali ze mną umowę, kiedy skończyłam osiemnasty rok życia. Płacą mi, choć są to małe pieniądze. Nie na nich mi zależy.
Uwielbiam lód, a jeśli moja pasja ma dać komuś radość i uśmiech, to piszę się na to.
Chłopcy z Minnesoty robią to we czterech charytatywnie. Dostałam na nich namiary po tym, jak zrobili jakąś głupotę i grozili synowi sponsorów innych klubów. Nie kojarzę, jak tamten facet miał na imię, ale Elis mówiła, że na to zasługiwał. Dla mnie okej, niech leją, kogo chcą, jeśli będę miała ich na dłużej.
Zobowiązali się do udziału w Ice Kids w ramach zadośćuczynienia i budowania pozytywnego PR-u. Rodzice tamtego chłopaka sponsorują też naszą organizację. Nigdy nie byłam jeszcze tak wdzięczna, że ktoś popełnił głupi błąd i musiał za niego zapłacić.
Beck i Brayden są wręcz stworzeni do tych dzieciaków. Uwielbiają je, a one uwielbiają ich – zwłaszcza dziewczynki, które pewnie już planują dzień ślubu i wyobrażają sobie sale weselne.
Rory bardzo się stara, a odkąd wspiera go w tym Grace, czasami nawet osiąga jakiś poziom komfortu. Próbuję nie przeciążać jego mózgu zbyt wieloma zajęciami.
Jest jednak jeden człowiek, którego nie potrafię do niczego zmusić – Seth Montgomery.
Och, Boże, jak o nim myślę, to mam ciarki.
W jego wypadku sama ładna twarz niewiele da.
Ten chłopak – a właściwie mężczyzna, bo jest ode mnie starszy o całe siedem lat – ma zero chęci do współpracy. Ze mną. Z innymi nawet się dogaduje. Z kumplami z drużyny, z trenerem Collinsem, pewnie z każdym innym człowiekiem na świecie też, ale ze mną? Mam wrażenie, że gdyby mógł, spaliłby mnie wzrokiem.
Dlatego nawet nie próbuję już zapraszać go na takie spotkania z dzieciakami. Odkąd chłopcy współpracują z Ice Kids, ograniczałam jego wkład do sporadycznego pojawienia się na wydarzeniu charytatywnym, do podpisania kilku autografów dla młodziutkich hokeistów albo po prostu do wzięcia udziału w ankietach lub w innych inicjatywach, które nie wymagały kontaktu międzyludzkiego. Dzisiaj też nie powinno go tutaj być, ale jakimś cudem…
Mam ochotę głośno zapytać: co on tu robi?
Nie pytam jednak, bo nie chcę stać się taka jak on. Nie chcę wiecznie być niemiła, choć mam wrażenie, że inaczej już nie potrafię. Jeśli on patrzy na mnie spod byka i sabotuje każdą próbę dotarcia do niego, dlaczego mam przejawiać sympatię i się do niego uśmiechać?
Jestem zbyt wyrozumiała.
Bo on… ma coś w oczach.
Coś, przez co nie potrafię tak po prostu sklasyfikować go jako zawodowego dupka. Poznałam wielu ludzi – głównie przez to, że jako mała dziewczynka często bywałam u lekarzy i w różnych ośrodkach medycznych, a do tego zaczęłam później pracę w Ice Kids, gdzie też spotykałam charakterystyczne jednostki. Z tego powodu wiem, że czasami fasada to tylko obrona, a przyczyną odrzucania wszystkiego i wszystkich wokół są głębsze problemy.
Jestem pewna, że Seth nie jest taki tylko dla idei. To znaczy nie jest tak, że mu się nudzi i po prostu bywa niemiły. On coś w sobie skrywa. Wiem, że miał jakieś problemy, choć nigdy nie pytałam Grace – nie chciałam się wtrącać. Jamie i Elis na pewno wiedzą więcej niż ja. Beck, Brayden i Rory zapewne wiedzą jeszcze więcej.
A ja?
Ja nie wiem nic. Muszę tylko znosić jego niechęć i to, jak szybko potrafi zgasić mój entuzjazm. Albo jak dobrze potrafi mnie ignorować. Nie lubię być ignorowana. Uważam, że każdy powinien mieć coś do powiedzenia.
Czasami mam wrażenie, że jestem zbyt niska i zbyt drobna, by brać mnie na poważnie, zwłaszcza gdy jesteś wysokim hokeistą z barkiem większym niż moja głowa.
Przez całe życie byłam mała, bezbronna i wszyscy myśleli, że będę uwiązana w domu i ktoś będzie musiał się mną zajmować, a jednak udało mi się coś osiągnąć. Więc choćby nie wiem jak Seth próbował mi umniejszyć, nie uda mu się to.
– Cześć – witam się, choć mam wrażenie, że miał zamiar przemknąć niezauważony.
Stoi gdzieś za chłopakami. Dzieci na szczęście już odchodzą do szatni. Seth ma na głowie czarną czapkę z daszkiem rzucającym cień na jego twarz, ubrany jest w czarną dresową bluzę i jeszcze ciemniejsze spodnie. Być może nikt nie będzie w stanie go rozpoznać.
– Cześć – odpowiada mrukliwie.
– Nie musiałeś tu przyjeżdżać. Nie miałeś takiego zlecenia.
– Przyjechałem tylko odebrać chłopaków. Tak się umówiliśmy.
– Ach, tak. W porządku.
– Seth! – woła Brayden, który odprowadzał dzieciaki niemal pod samą szatnię. – W sobotę mamy przyjęcie charytatywne Ice Kids. Będzie tam zarząd naszego klubu, ale dobrze byłoby się pojawić, żeby zebrać więcej kasy.
– No, tam przynajmniej nie będą na nas patrzeć jak na przegranych – parska dołączający do nas Beck.
Prawie zapomniałam, że Minnesota odpadła w ostatnich play-offach pucharu ligi. Dotychczas każdy ma z tego powodu zgrzyt, a Collins nie do końca wie, gdzie popełnił błąd, bo poprzednie dwa sezony poszły świetnie. Ten? Szkoda słów, ale szanuję pracę chłopaków i nie zamierzam tego mówić głośno. Sami wiedzą, że zawalili.
– Jestem zaproszony? – mamrocze Seth. Wypatrując dzieci, które już zniknęły, przesuwa czapkę daszkiem do tyłu.
Wtedy dostrzegam cienie pod jego oczami i bladość twarzy. Trochę mu nawet współczuję, ale potem on dodaje swoje trzy grosze.
– W ten weekend jestem zajęty.
Jakoś nie brzmi to przekonująco.
– Czyli jak zawsze – komentuję z westchnieniem.
Patrzy na mnie z ukosa.
– Nie masz czegoś lepszego do komentowania tym swoim małym niewyparzonym językiem?
Uśmiecham się do niego krzywo.
– Myślisz, że cokolwiek mogłoby być lepsze od komentowania ciebie i tego twojego lodowatego spojrzenia?
Kiwa głową w dół.
– Chyba zapomniałaś butów.
– Dziękuję za cenną uwagę. Czyli jednak masz w sobie resztki empatii, co?
Krzywi się nieznacznie.
– Chodzenie tutaj bez butów nie jest bezpieczne. Wokół jest zbyt wielu ludzi na łyżwach. Twoja mała główka nie ma pojęcia, co może się stać przy kontakcie z naostrzoną płozą.
Unoszę brodę i z całej siły napinam ramiona. Próbuję wyglądać, jakbym była wyższa. On działa mi na nerwy. Jeszcze nikt nigdy nie był dla mnie taki niemiły bez przyczyny. I nie mam aż tak małej głowy.
– Wyobraź sobie, że wiem doskonale, co może się stać. I wiesz co? Idź bądź dupkiem gdzie indziej.
– Nie mogę, pamiętasz? Czekam na chłopaków.
– W takim razie wyjdę do szatni, żeby pozbyć się ze swojego otoczenia twoich obrzydliwych perfum.
– Nie mam na sobie żadnych perfum.
– Och, serio? W takim razie to musi być twój naturalny zapach profesjonalnego dupka.
Posyłam mu ostatni promienny uśmiech i spadam gdzieś, gdzie nie będę mordowana spojrzeniem.
– Nie ma mowy! – oburzam się. – Dopiero co przed nim uciekałam. Ten gość jest nie do zniesienia.
– Przecież widywaliście się już wiele razy i jakoś wam to wychodziło. Przeżyłaś.
– Ale nie musieliśmy wtedy rozmawiać! – próbuję wytłumaczyć Collinsowi, dlaczego nie mogę zabrać Setha Montgomery’ego z treningu w Saint Paul. – Nie masz pojęcia, jak to naprawdę wygląda. Za każdym razem, gdy otwiera usta, mam wrażenie, że chce mnie obrazić. I to się potwierdza przy każdym naszym spotkaniu. Jest bardzo niemiły.
– Nie jest aż taki zły…
– Jest! Totalnie jest, wujku. Rozumiem, że nie ma dzisiaj kto po niego pojechać, ale serio? Muszę to być ja?
– I tak tu jesteś. W Saint Paul. I wracasz do Minneapolis. Będziesz miała po drodze. Seth kończy – wujek Sean patrzy na zegarek – za godzinę.
– Nie może go wziąć ktoś z drużyny…?
– Nikogo nie mogę złapać w Saint Paul. Cade, kto jak kto, ale ty potrafisz zacisnąć zęby i dać sobie wycisk.
– Taaa, ale wolałabym nie umrzeć z zażenowania w najbliższej przyszłości.
– Jesteś jedyną osobą, która będzie w stanie złapać za rogi tego diabła.
Diabła.
To określenie brzmi fenomenalnie.
– I dokąd mam go podwieźć?
– Do domu.
– Przecież dwa dni temu był po chłopaków na arenie, i to swoim samochodem! Odwoził ich! I nagle jego wóz nie działa?
Wujek wzrusza ramionami.
– Po ostatnim meczu towarzyskim miał poobijaną kość ogonową. Zaczęła mu doskwierać, więc daliśmy mu silne środki przeciwbólowe i przeciwzapalne. Medyk zasugerował zrezygnowanie z prowadzenia samochodu na następne czterdzieści osiem godzin. Muszę tego byczka przetransportować z powrotem do Minneapolis, kumasz?
Ściągam usta i gryzę policzek od środka.
– W dwa dni dostał kontuzji? – burczę.
– Mecz był dwa tygodnie temu.
– I jakoś przez te dwa tygodnie był zdrowy? Magia.
Trener rzuca mi podejrzliwe spojrzenie z ukosa.
– Nie był zdrowy. Po prostu jest upartym skurwysynem, nawet gdy coś go boli.
Dlaczego mu współczuję?
Nie znoszę własnych reakcji.
I oczywiście, że mu pomogę i wezmę go do domu.
Musiałam to przemyśleć, zaplanować i oto jestem, zwarta i gotowa, by przeżyć to czterdziestominutowe piekło.
Stoję przy aucie, gdy Seth wychodzi z budynku. Ma na sobie krótkie czarne spodenki i czarną bluzę bez kaptura wkładaną przez głowę. Spod stójki wystaje kawałek materiału koszulki, chyba jeszcze ciemniejszej niż bluza, spodenki, buty, niż jego dusza.
– Zahaczamy po drodze o jakiś pogrzeb? – rzucam od razu.
Odsuwa palcami włosy do tyłu. Są krótkie, ale bardzo gęste. Ciemnobrązowe – w niektórych światłach nawet prawie czarne. Oczy to ciemny odcień szarości i robię wszystko, żeby się w nie nie wpatrywać, bo mają zbyt piękny kształt migdałów, który zawsze podziwiałam. To niesprawiedliwe, że tak wredny człowiek ma tak nieregularne rysy twarzy, a jego spojrzenie hipnotyzuje, gdy tylko zdecyduje się nie odwracać od razu wzroku. Na jego twarzy widnieje ledwie zauważalny cień zarostu. Kości policzkowe są wydatne. Nos przekrzywia się na jedną stronę; musiał być kiedyś złamany. Na skroni ma znamię, na szyi również, a skóra na twarzy jest wyraźnie szorstka na czole i pod oczami. Cienie to jego naturalna ozdoba.
Gdy Michał Anioł go rzeźbił, na pewno inspirował się Lucyferem.
Seth nie komentuje mojego pytania i też nie jest zadowolony, że musimy jechać razem. To zrozumiałe. Nie mam wśród znajomych człowieka, z którym dogadywałabym się aż tak źle.
Otwieram mu drzwi, sama obchodzę auto i wściekle pakuję się na siedzenie kierowcy.
Gdy Seth zajmuje miejsce po stronie pasażera, włączam radio i nastawiam odtwarzacz w telefonie, ale wiem, co zaraz nastąpi – jego komentarze odnośnie do wybranej przeze mnie muzyki. Mam ochotę torturować go piosenkami z High School Musical, lecz czy zniosę burczenie i wzdychanie? Trudny wybór.
W końcu jednak decyduję się wyciągnąć asa z rękawa.
Sięgam do schowka nad jego nogami.
Wyciągam taśmę klejącą.
Podaję Sethowi. Rzecz jasna, nie bierze jej, tylko patrzy na przedmiot w mojej dłoni jak na niezidentyfikowany obiekt latający.
– Co to jest? – pyta spokojnie i z lekką irytacją.
– Taśma klejąca.
– Po co mi ją dajesz?
– Żebyś zakleił sobie usta na czas podróży.
Natychmiast zwraca wzrok w moim kierunku.
Przez sekundę nie wierzy w to, co słyszy.
Później unosi brwi.
Na koniec marszczy je mocno, zamieniając zdziwienie w oburzenie.
– Nie możesz być poważna.
– Jestem całkowicie poważna, Montgomery. Potrzebujesz tej podwózki.
– Niczego od ciebie nie potrzebuję.
– Zlokalizowałam i określiłam problem, a później od razu znalazłam rozwiązanie, którym jest właśnie taśma klejąca. Nie lubię siedzieć biernie.
W aucie wyczuwalna jest aura napięcia i irytacji.
Macham taśmą tuż przed nosem Setha.
– Poza tym nie jest taka zła… Spójrz, wzięłam taką kolorową i błyszczącą, żeby ci było milej.
– Zajebiście mi miło, bo ty mówisz poważnie, Cade. Nie żartujesz. To absurdalne.
– Nie żartuję. Rozwiązania ponad…
– Zabierz to ode mnie.
– Ach, czyli jednak pociąg?
Pochmurnieje.
– Nie zamierzam zaklejać sobie ust.
– Mogę ci pomóc – podsuwam wesoło.
– Sama sobie pomóż – odgryza się. – Za dużo gadasz i zbyt głośno śpiewasz podczas podróży.
Uśmiecham się krzywo.
– Przynajmniej daję ludziom jakiś znak, że potrafię mówić.
Odpycha od siebie taśmę i głośno prycha.
– Jednak pociąg – dodaję.
– Przestań.
– Wiem, że boli cię tyłek – kontynuuję. – Jeśli chcesz jechać moim względnie wygodnym autem i nie tracić trzy razy więcej czasu na pociąg ani nie zamawiać prywatnego helikoptera, masz zakleić sobie usta, albo…
– Nie będę zaklejał sobie ust, wariatko…
– …albo obiecasz mi, że nie będziesz próbował wyłączyć mojej playlisty ani komentować doboru piosenek.
Przełyka ślinę.
– Jak sobie chcesz – odpowiada obojętnie. – To twoje auto.
Uśmiecham się triumfalnie i odkładam taśmę do schowka.
– Da się? Da się! – mówię wesoło. – Widzisz? Trochę cię postraszyć i nagle chowasz na chwilę swoje rogi.
Seth wzdycha ciężko.
Wyciąga z kieszeni spodni słuchawki i wciska je sobie do uszu.
Po prostu przestaje ze mną rozmawiać, zamykając się we własnym świecie. Chyba jest zmęczony – tego mu trochę współczuję. Podczas podróży momentami odnoszę nawet wrażenie, jakby miał zaraz zasnąć.
Ale nie robi tego.
Za to przewraca oczami z każdą następną piosenką.
Chociaż mam małą ochotę go torturować, nie mogę patrzeć na to, jak się męczy, więc się nad nim lituję i przyciszam nieco muzykę z kolejnymi przebytymi milami.
Mam za dobre serce.
I trochę chciałabym wiedzieć, dlaczego on takiego nie ma – a raczej dlaczego swoje chowa.
