Nadzieje - Kowal Melka - ebook

Nadzieje ebook

Kowal Melka

5,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.

28 osób interesuje się tą książką

Opis

Ile z Was dało byłemu drugą szansę? Choć wszystko na niebie i ziemi mówiło Wam, by tego nie robić?

Erin jest niepoprawną romantyczką i bestsellerową autorką pikantnych romansów. W swoich książkach tworzy idealne historie miłosne, ale jej własne życie uczuciowe to samotność, nieudane randki i mężczyźni, którzy zawsze odchodzą. Dlatego podczas niewinnego babskiego wieczoru, uzbrojona w prosecco, frustrację i desperacką potrzebę zmian, Erin postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i skorzystać z… dość nietypowych usług. Bo niby co jeszcze mogłoby pójść nie tak? Poza tym, że WSZYSTKO?

Jednak złe wieści, gorycz i butelka wina to zdecydowanie niezbyt dobrzy doradcy, a już na pewno nie wtedy, gdy szukasz miłości. Seria kolejnych fatalnych decyzji szybko zamienia życie Erin w kompletny chaos. Medialny skandal wszech czasów, w który przypadkiem się wplątuje, to tylko początek jej kłopotów… Dramat w rodzinie, widmo bankructwa, utrata fanek... I właśnie wtedy w jej życiu pojawia się mężczyzna z przeszłości – taki, którego niestety nie da się nie lubić i którego trudno byłoby jeszcze raz nie pokochać. I taki, któremu jeszcze trudniej jest wybaczyć złamane serce.

W świecie pełnym nieodpowiednich facetów i błędnych wyborów Erin musi zmierzyć się nie tylko z konsekwencjami swoich wyborów, ale przede wszystkim ze sobą. Czy wszystkie najgorsze rzeczy przytrafiały jej się dlatego, że nie umiała być sama? I czy w tym emocjonalnym chaosie będzie potrafiła napisać swoje własne szczęśliwe zakończenie?

Nadzieje Melki Kowal to opowieść o złudnych pragnieniach, które nie zawsze powinny się spełniać, i prawdziwej miłości, która przychodzi w odpowiednim momencie. Pełna humoru, emocji i nieoczywistych zwrotów akcji historia pokazuje, że czasem najtrudniejszą relacją, jaką musimy zbudować, jest ta z samym sobą.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 659

Oceny
5,0 (1 ocena)
1
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
werkamama

Nie oderwiesz się od lektury

Nie mogę uwierzyć, że to już koniec. Melka nienawidzę Cię za to, co robisz z moimi uczuciami i za to, że tak łatwo doprowadzasz mnie do łez. Jednocześnie KOCHAM Cię za każde słowo, które dzięki Tobie mogłam przeczytać w każdej z czterech części Masek. Uwielbiam każdą z dziewczyn, Poppy za jej dobre serce i matczyną miłość, Chloe za jej zawziętość i charakter, Aurelie za jej wytrwałość i siłę, no i cudowną, słodką Erin, z którą chyba utożsamiam się najbardziej, chociaż charakterem najbliżej mi do Chloe. Erin to wręcz niepoprawna romantyczka, która od zawsze marzy o wspaniałym mężu, dzieciach i domu przepełnionym miłością. Po swoich przejściach zaczęła wątpić, że te marzenia kiedykolwiek się spełnią… Jednak czy to się udało dowiecie się z książki i ja Wam tego nie zdradzę. Jak zawsze Melka dogłębnie wprowadziła nas w świat głównych bohaterów, nie oszczędzając ich przy tym, a przy okazji nie oszczędzając nas - czytelników. To, co wydarzyło się w tej książce, co chwile łamało moje serce...
10



Opieka redakcyjna: DOROTA WIERZBICKA

Redakcja: MAGDALENA WOŁOSZYN-CEPA

Korekta: EMILIA KOLINKO, AGNIESZKA MAŃKO, SARA PIESZKA, JUSTYNA TECHMAŃSKA-SZEWCZUK

Projekt okładki i stron tytułowych: MAGDALENA PALEJ

Redaktor techniczny: ROBERT GĘBUŚ

© Copyright by Melka Kowal © Copyright for this edition by Wydawnictwo Literackie, 2026

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-08-09373-3

Wydawnictwo Literackie Sp. z o.o. ul. Długa 1, 31-147 Kraków bezpłatna linia telefoniczna: 800 42 10 40 księgarnia internetowa: www.wydawnictwoliterackie.pl e-mail: [email protected] tel. (+48 12) 619 27 70

Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.

Ten e-book jest zgodny z wymogami Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA).

Wydawca zakazuje eksploatacji tekstów i danych (TDM), szkolenia technologii lub systemów sztucznej inteligencji w odniesieniu do wszelkich materiałów znajdujących się w niniejszej publikacji, w całości i w częściach, niezależnie od formy jej udostępnienia (art. 26 [3] ust. 1 i 2 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych [tj. Dz.U. z 2025 r. poz. 24 z późn. zm.]).

Moim czytelnikom – za to, że pokochaliście

„maskowe” dziewczyny tak samo jak ja.

Za to, że czekaliście na każdą część

z niecierpliwością równą mojej, i za to,

że sięgnęliście po moją twórczość.

Dla moich youtube’owych gwiazdeczek z żółtego Citroëna. Dziękuję za wszystkie żarciki, które pomagały mi nie oszaleć podczas pisania tej książki. Dzięki nim leciałam wysoko na literackich piórach do gwiazd.

1.

EASY TO FALL IN LOVE

Londyn, luty

Olivia Dean wybrzmiewała z głośnika, kiedy ja, ledwo mogąc usiedzieć z ekscytacji, próbowałam dokończyć makijaż. „Cause I make it so easy to fall in love”. Chciało mi się śmiać za każdym razem, gdy słyszałam ten utwór, bo to przede wszystkim ja w naszej paczce miałam łatkę tej kochliwej, ale jeśli miałam brzmieć jak ta piosenka, to niech tak będzie. Tyle że chociaż łatwo było mi się zakochać, z jakichś przyczyn trudno było utrzymać obiekt uczuć przy sobie, a potem się odkochać, tak żeby przy okazji nie zwariować. To jednak nie zabiło mojego optymizmu.

Wierzyłam, że moja druga połówka gdzieś tam jest. Pozwalałam jej się znaleźć, ale skłamałabym, gdybym powiedziała, że ja sama nie szukałam aktywnie. Bo szukałam! Nie od razu się przełamałam, by znów przysiąść do apek randkowych, ale zaczęłam próbować różnych rzeczy, żeby stworzyć sobie okazję do poznania nowych osób.

Wiosna powoli i coraz śmielej zaglądała do deszczowego Londynu, a ja, mimo że był dopiero luty, już zdążyłam spróbować boksu (nie spodobało mi się, zbyt brutalne), wspinaczki (też odpadła, pęcherze na dłoniach to koszmar) i kręgli (średnia wieku facetów bliższa była mojemu ojcu niż mnie i połamałam paznokcie), a do tego zapisałam się na basen i zmieniłam siłownię na położoną nieco dalej, za to większą i lepiej wyposażoną. A mówiąc „wyposażoną”, miałam na myśli nie tylko sprzęt, ale także facetów, którzy się tam kręcili. Liczyłam na to, że w końcu albo ja nabiorę śmiałości i sama do kogoś zagadam, jeśli ktoś wpadnie mi w oko, albo ktoś zaczepi mnie, gdy najmniej będę się tego spodziewać.

Zawsze wyobrażałam sobie, że ćwiczę w słuchawkach, skupiona na sobie, ale gdzieś tam w tle ktoś przygląda mi się odrobinkę za długo i nieco zbyt intensywnie. Że jeszcze nie wiem, kto to, i nie złapałam jego spojrzenia, ale on zawsze mnie widzi i lekko uśmiecha się pod nosem, gdy zaprzątnięta swoimi sprawami wchodzę rano na salę. No a potem przypominałam sobie, że Aurelie miała stalkera, który właśnie tak przemykał w cieniu, i romantyczną wizję szlag trafił.

Bycie pisarką, i to taką od romansów – mniej lub bardziej pikantnych – było przerąbane, jeśli samemu nie miało się szczęścia w miłości.

Ledwie to pomyślałam, a mój telefon obwieścił nadejście kolejnej wiadomości. Dario. Znów. Westchnęłam z irytacją, ale nie wiem, na co byłam bardziej wkurzona – na fakt, że nadal nie dawał mi spokoju, czy na to, że moje serce drgnęło, gdy na wyświetlaczu pojawiło się jego imię.

Próbowałam o tym nie myśleć, skoro w towarzystwie utworów pełnych uczuć szykowałam się na poznanie swojej potencjalnej miłości, ale sprawa z Dariem... To zdecydowanie było coś grubego kalibru, no bo kto normalny spotyka się z kobietą, rozkochuje ją w sobie, samemu wydając się zakochanym po kokardy, w dodatku ściąga ją do obcego miasta, by z nim zamieszkała, a kiedy ta z kilkoma pudłami i plecakiem jedną nogą jest już w Londynie, nagle stwierdza, że on to jednak nie chce i to za poważne. KTO, DO JASNEJ CHOLERY, TAK ROBI?!

Dario. Dario Neris, dziedzic hotelowej fortuny, doskonała partia i dupek, który złamał mi serce, a teraz sądził, że ot tak wrócimy do miejsca, w którym skończyliśmy. Ale wytrwały był – to musiałam mu przyznać. Miałam szczęście, że napaść sprzed kilku miesięcy, której ofiarą padłam, nie dotarła do łasych sensacji uszu dziennikarzy, ale już samo powiązanie mnie z okropną sprawą stalkera Aurelie i jej mrożącym krew w żyłach finałem sprawiło, że ciągle do mnie wypisywał pod pozorem troski. Jego zmartwienie łechtało moje ego, ale odczytałam tylko dwie pierwsze wiadomości, a reszty nie zamierzałam otwierać i byłam z tego cholernie dumna. Nawet mimo że ciągle o nich myślałam. Bo to, że nie mogłam przegonić ich ze swojej głowy, to jedno, za to fakt, że się temu nie poddałam, to drugie – i według mnie zdecydowanie ważniejsze.

Poza tym Dario grał nieczysto. Najpierw wysyłał kwiaty do mojego wydawnictwa, zaś oni przekazywali je mnie. W końcu ktoś musiał się wysypać, bo Dario dowiedział się skądś, gdzie mieszkam, i poczta kwiatowa uderzała już bezpośrednio do moich drzwi. Po każdej próbie kontaktu pojawiały się kolejne bukiety, a czasem silił się na większy gest i wraz z kwiatową przesyłką wręczano mi eleganckie złote kolczyki albo uroczą cienką bransoletkę z subtelną, pojedynczą perełką. Skurczybyk znał mój gust i bardzo chciał się ponownie wkupić w łaski, ale... Cóż, zatrzymywałam kwiaty, bo je lubiłam, za to bileciki wraz z rzeczowymi podarkami odsyłałam do nadawcy. Po tym, co zrobił Dario, nie było łatwego powrotu.

Warknęłam sama na siebie, kiedy uświadomiłam sobie, że nie powinno być ŻADNEGO powrotu, ale moje głupie serce dalej trochę bolało na myśl o wszystkich tych dobrych chwilach, które dzieliliśmy. Na myśl o perspektywie wspólnego życia, w którą przecież obydwoje tak chętnie wierzyliśmy. Na myśl o...

– Dosyć!

Klasnęłam w dłonie, jakby to miało magicznie uciąć temat, i dla pewności potrząsnęłam jeszcze głową, by wyrzucić z niej obraz uśmiechniętego Daria, gdy gładził mój policzek i...

– Kooonieeeeec, kooonieeeec, la, la, la, la, la – śpiewałam, podskakując w jakiejś dziwacznej formie pajacyków.

Cieszyłam się, że byłam sama i nikt nie widział idiotyzmów, które wyprawiałam, ale musiałam się skupić. Miałam randkę... To znaczy kilka randek! Wybierałam się na speed dating i zamierzałam dobrze się bawić. Nigdy tego nie robiłam i nie dość, że byłam ciekawa, to jeszcze optymistka we mnie wzięła się pod rękę z romantyczką i obie dziarsko tańcując, wykrzykiwały, że to byłaby super historia miłosna do opowiedzenia dzieciakom. I właśnie tego zamierzałam się trzymać, bo być może za kilkadziesiąt minut miałam wkroczyć w swój nowy początek i zarazem koniec samotności!

Taaak, to mi się podobało. Uśmiechnęłam się do swojego odbicia w lustrze. Wyglądałam całkiem nieźle. Włosy spięłam z tyłu klamrą, za to z przodu wypuściłam kilka pasemek, które lekko pofalowałam. Pomalowałam się, przez co moja skóra straciła trochę tych czerwonych podtonów, z których czasem drwili moi bracia. Podkreśliłam oczy cienką kreską eyelinera i błyszczącym cieniem o barwie szampana. Rzęsy pociągnęłam tuszem, a usta delikatną różową pomadką. To musiało wystarczyć, nie chciałam wyglądać na taką, co to za bardzo się stara... No dobra! Boże! Po prostu nie chciałam wyjść na desperatkę – liczyłam na to, że lekki makijaż, ciemna sukienka nad kolano z uroczym białym kołnierzem i pastelowy sweter ukryją to, jak bardzo całe to przedsięwzięcie biorę na poważnie.

Nie miałam jednak czasu dłużej się nad tym zastanawiać, bo zadzwonił dzwonek do drzwi. Możliwości były dwie: albo to kolejna przesyłka od Daria idąca w ślad za wiadomością, albo to Ree.

Nie spodziewałam się, że obie odpowiedzi okażą się poprawne, bo oto przed moimi drzwiami zastałam zarówno przyjaciółkę, jak i kuriera. Aurelie zerkała to na mnie, to na wielki bukiet czerwonych róż.

– Wejdź – powiedziałam i przesunęłam się, by ją wpuścić.

Pokwitowałam odbiór poczty kwiatowej od mężczyzny, którego widywałam tu stanowczo zbyt często.

– Nie ma pani dla niego litości – skomentował z rozbawieniem.

Miałam ochotę rzucić w niego tymi badylami, bo właśnie zafundował mi dodatkową lawinę pytań, których naprawdę bardzo chciałam uniknąć. Jakoś. Booo... Być moooże... Nie powiedziałam przyjaciółkom, że Dario chciał bawić się w bumerang i postanowił wrócić po tym, jak odleciał cholera wie gdzie kilka miesięcy wcześniej.

Dlatego właśnie zaśmiałam się nerwowo w odpowiedzi i gdy tylko kwiaty trafiły do moich rąk, zatrzasnęłam drzwi, nawet się nie żegnając. Poniewczasie uświadomiłam sobie też, że zapomniałam oddać kurierowi liścik, bo dłoń Aurelie już nurkowała w bukiecie i wyciągała białą kopertę. Ja pierdolę.

– Sekretny chłopak? – zapytała, poruszając sugestywnie brwiami i głupio się uśmiechając.

Nawiązywała do tego, że ja podejrzewałam ją o ukrywanie przed nami faceta, kiedy na jej drodze zaczęły pojawiać się tajemnicze karteczki, tymczasem okazało się, że jej śladem kroczył psychol i zamiast sekretnego kochanka Aurelie miała stalkera. No super. A teraz ta zołza nie dawała mi o tym zapomnieć. Jęknęłam z zażenowania.

– Czy gdybym miała faceta, chodziłabym na randki?

Aurelie wzruszyła ramionami, a ja westchnęłam teatralnie.

– Wypraszam sobie, pani Jesper! Można o mnie powiedzieć wiele rzeczy, ale na pewno nie to, że gram na dwa fronty.

Przyjaciółka podeszła do mnie i uspokajająco potarła moje ramiona.

– Dobrze, już dobrze, żartowałam tylko.

Podała mi małą kopertę, a mnie z miejsca ulżyło, że nie próbowała jej otworzyć. Nie chciałam znać treści tej wiadomości...

Zabrałam kwiaty do kuchni, by wstawić je do wazonu. Aurelie nie odstępowała mnie na krok, więc nie zdziwiłam się, kiedy padło:

– Od kogo to?

Znów westchnęłam, ale tak, by tego nie zauważyła. Nalewanie wody, a potem układanie już ułożonego bukietu w wazonie zajmowało dużo czasu, naprawdę...

– Erin? Czego mi nie mówisz? – drążyła Ree, a w jej głosie poza rozbawieniem słychać było również nutkę ekscytacji. Oczami wyobraźni już widziałam, jak to ożywienie gaśnie, kiedy przyjaciółka poznaje odpowiedź na pytanie.

Powoli się do niej odwróciłam. Przechylała lekko głowę, a jej jasne pukle okalały urodziwą twarz. Nadal nie mogłam się przyzwyczaić, że była blondynką, ale gdy się na nią patrzyło, to naprawdę miało sens, pasowało do anielskiej buźki, którą obdarzyła ją matka natura. Tyle że teraz pod jej oczami malowały się ciemne, głębokie cienie od zbyt małej ilości snu, a zbyt dużej ilości zmartwień. Nie chciałam jej ich dokładać, zwłaszcza że chyba się cieszyła czymś, co mogło się wydawać, że było moim szczęściem.

– To od Daria.

Jej jasne oczy się rozszerzyły, a całe ciało lekko pochyliło do przodu, jakby chciała natychmiast dowiedzieć się więcej. Przewróciłam oczami, jeszcze zanim krzyknęła:

– Od tego kutasa?!

Nie zdążyłam odpowiedzieć, nawet potaknąć, bo Ree już była w transie.

– Czego on od ciebie chce? Rozmawiałaś z nim? Skąd ma twój adres? Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że do niego wracasz?! Dziewczyny o tym wiedzą? Dlaczego mi nie powiedziałaś? Nie wyglądasz na zaskoczoną! Od jak dawna to trwa? Erin, jak boga kocham, jeśli do niego wrócisz, to...

W końcu zdecydowałam się jej przerwać.

– Czy ty nie jesteś czasem ateistką, Ree?

– Jestem, to tylko takie powiedzenie i nie zmieniaj tematu, czekam... Nie! Ja się DOMAGAM odpowiedzi.

Dawno nie widziałam jej tak nakręconej. A przynajmniej od momentu, gdy...

– Nie dajesz mi dojść do słowa swoim milionem pytań – odgryzłam się.

– Za to ty nie wyglądasz na jakoś szczególnie chętną do zwierzeń – odbiła piłeczkę, po czym jej wzrok przesunął się po całej mojej sylwetce, a spojrzenie złagodniało. – Za to wyglądasz naprawdę pięknie. Mam nadzieję, że to nie dla niego – dodała od razu, marszcząc brwi, jakby przypomniała sobie o mężczyźnie, którego poprzysięgła nienawidzić za to, co mi zrobił.

Parsknęłam śmiechem.

– Ree, przecież idziesz ze mną. No wiesz. Jako moralne wsparcie. Myślisz, że zabrałabym cię ze sobą gdzieś, gdzie miałby się pojawić Dario?

Przez chwilę udawała, że się zastanawia, po czym ku mojemu zaskoczeniu potaknęła.

– Owszem, zrobiłabyś tak, gdybyś chciała zobaczyć pokaz amatorskiego MMA w moim wykonaniu.

Z moich ust wyrwał się tak okropny wizg, że żaden facet nigdy nie uznałby mnie za damę, gdyby go usłyszał. Normalni ludzie się tak nie śmiali.

– Doceniam gotowość do walki – odparłam, gdy już odrobinę się uspokoiłam. – Ale choć pokaz MMA kusi, cała ta sprawa nie jest aż tak skomplikowana. Zbierajmy się, opowiem ci wszystko po drodze – dodałam i ruszyłam po płaszcz.

– Nie przeczytasz liściku? – zapytała z zaskoczeniem Ree.

Tak... Moja przyjaciółka doskonale wiedziała, że byłam z natury wścibska (po moim cholernym starszym bracie) i średnio cierpliwa (to akurat po ojcu), dlatego nie dziwiła mnie pogłębiająca się pionowa zmarszczka pomiędzy jej brwiami. Fakt, że nie otwierałam takiej korespondencji, jeszcze od byłego, nie mieścił jej się w głowie.

Spojrzałam na nią, pozwalając jej na chwilę zajrzeć za maskę uśmiechniętej i podekscytowanej randkowiczki, chociaż usilnie chciałam ją zachować. Zrozumienie w jej oczach bolało tylko trochę.

**

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki