Mój fikcyjny chłopak - Gładysz Agata - ebook + audiobook + książka

Mój fikcyjny chłopak ebook

Gładysz Agata

0,0
39,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

O czym marzy każda książkara? O idealnym fikcyjnym chłopaku wyciągniętym z jej ukochanej powieści. A co, jeśli to marzenie się spełni?

Olivia jest zwyczajną uczennicą, niezbyt popularną. Całymi godzinami zaczytuje się w swojej ulubionej serii „Starboys”i wcale nie podkochuje się potajemnie w jej głównym bohaterze, Zaynie.

Zayn to przystojny, pewny siebie model. Absolutnie idealny materiał na chłopaka. Istnieje tylko jeden problem – Zayn nie jest prawdziwy.

Nagle jednak granica między rzeczywistym światem a tym książkowym zostaje zatarta. Olivia zyskuje szansę na romans z prawdziwym fikcyjnym chłopakiem. Ale co, jeśli miłość, o której zawsze marzyła, wcale nie jest tak idealna, jak ją sobie wyobrażała?

Agata Gładysz – autorka bestsellerowych powieści takich jak Aurora i Tam, gdzie kwitną niezapominajki. Sztukę tworzenia romcomów opanowała do perfekcji. Renomowana książkara, specjalizująca się w temacie fikcyjnych chłopaków. Na co dzień balansuje między prawdziwym życiem a światem powieści.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 306

Data ważności licencji: 1/28/2033

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



© Copyright for this edition by SIW Znak sp. z o.o., 2026

© Copyright by Agata Gładysz

Wydanie pierwsze

Kraków 2026

Dla wszystkich dziewczyn, które marzą o chłopaku jak z książki

Prolog

Olivia

[Chappell Roan, Hot To Go!]

– Zadanie domowe! Dyktuję… – oznajmia donośnie stojąca przed klasą nauczycielka, korzystając z ostatnich sekund i tak już ulotnej uwagi uczniów: – „Na następny tydzień przygotuję prezentację wybranego bohatera książki, którą udało mi się przeczytać podczas ostatniego półrocza”.

Nie dało się nie zauważyć wymownego tonu jej głosu, jakby wiedziała, że przez minione miesiące żadna lektura nie została nawet otwarta. Dotyczyło to przynajmniej większości uczniów wiercących się niecierpliwie na swoich miejscach. Ja nie pominęłam żadnej książki zadanej na wakacje, ale i tak cieszę się, kiedy nauczycielka dodaje:

– Może być to lektura, może być coś spoza kanonu lektur. Wybór zostawiam już wam i waszej parze.

Uśmiechając się pod nosem, zerkam przez ramię na Wesa, który siedzi za mną i już patrzy porozumiewawczo w moją stronę.

– Pamiętajcie, że chociaż rok szkolny dopiero się zaczyna, każda ocena ma wpływ na zaliczenie semestru. – To zwraca moją uwagę z powrotem na tablicę. – Dlatego bardzo was proszę o podejście do sprawy po-waż-nie!

Nie zaskakuje mnie, że na te słowa w klasie rozlegają się jęki.

– Ale tak na weekend? – Ktoś ma odwagę zapytać. – Przecież dzisiaj mamy piątek! Już nam pani Fitzgerald zapowiedziała sprawdzian na poniedziałek. Nie możemy tego przełożyć?

Ach, to przekładanie.

– Może być i nie na weekend. – Pani Hermann, która uczy naszą klasę angielskiego, wzrusza ramionami, a następnie zaplata ręce na piersi. – Ale wtedy to ja wybiorę wam tytuły i jeszcze będziecie musieli je przeczytać. Wasza decyzja.

Tym razem klasa milknie, a zaraz potem w pomieszczeniu słychać chór zgodnych pomruków.

– Tak myślałam. – Nauczycielka kiwa głową i składa dłonie pod brodą. – Tydzień powinien wam wystarczyć. Skoro przez weekend macie w planach się uczyć. – Jej czarna brew unosi się znacząco. – Prezentację zrobimy na następnych piątkowych zajęciach.

Klaszcze w dłonie dokładnie w momencie, w którym rozdzwania się dzwonek.

– Liczę na kreatywność! – dodaje jeszcze, chociaż nikt już jej nie słucha.

Ten przeciągły dźwięk – mimo że strasznie głośny – po ośmiu godzinach siedzenia na twardym drewnianym krześle jest jak głęboki oddech. Koniec lekcji wystarcza, żeby poderwać na nogi każdego w klasie.

Oprócz mnie.

Kiedy wokół robi się gęsto od przeciskających się do drzwi uczniów, ja wciąż siedzę w ławce na przodzie klasy i kończę notować zadanie domowe, które przed chwilą podyktowała nauczycielka. Właśnie stawiam ostatnią kropkę, kiedy z boku czuję szturchnięcie, a długopis, który trzymam między palcami, przejeżdża po całej stronie zeszytu, zostawiając po sobie wielką niebieską szramę.

– Olivia! – Słyszę wysoki, przesadnie słodki głos. – To chyba w końcu poznamy twojego chłopaka, co?

Marszczę brwi, ale szybko je rozluźniam, bo kolejne słowa Beverly wszystko tłumaczą:

– Wymyślonego!

Rozlegają się chichoty jej przyjaciółek, a ja wzdycham z rezyg­nacją i nie ruszam się, czekając, aż wszystkie trzy wyjdą z klasy.

Zołzy. Tak je z Wesem nazywamy. Bo są nieuprzejme i zachowują się, jakby w tej szkole były pępkami świata. Dokuczają mi dlatego, że lubię czytać.

Może one nie umieją czy coś.

Chowam długopis i zamykam notatnik, ignorując nieplanowane maźnięcie, tak samo jak ignoruję zołzy, już kolejny rok z rzędu.

Czy tak jest w każdym liceum? Wredne dziewczyny, napakowani chłopcy, no i… kujony? W fikcji dziewczyny, które chodzą wszędzie z książką i nigdy się z nią nie rozstają, są tymi, w których zakochuje się popularny chłopak. W rzeczywistości… – myślę, poprawiając okulary, które zjeżdżają mi z nosa – zdecydowanie nie tak to działa.

To prawda, zamiast pójść na imprezę, wolę zostać w domu z książką. Czy to oznacza, że nie jestem cool? Ja bym tak nie powiedziała. Nawet jeśli dla innych książki równa się straszna nuda. Ich strata!

Odsuwam krzesło i wpycham notatnik i piórnik do plecaka w czarno-białą kratę. Podręcznik, który zamierzam zostawić w szafce, biorę w ręce.

A żart Beverly? Co będę ukrywać, to mi się zdarza – marzyć o chłopakach, którzy nie istnieją.

Na szczęście istnieje Weston Owen. Mój najlepszy przyjaciel.

– Ziemia do Oliv! – Na rękawie mojego swetra zaciska się czyjaś ręka i szarpnięciem zatrzymuje mnie w miejscu. – Twoja szafka jest tutaj.

Rozglądam się po korytarzu, aż moje oczy natrafiają na niebies­ką szafkę z numerem 218. Tuż obok niej stoi Wes, wskazując palcem drzwiczki.

– Zamyśliłam się. – Przyciskam podręcznik do piersi i mrugam kilka razy.

Próbuję odpędzić wizję rzeczywistości, ale ona nigdy nie znika. Nigdy nie okazuje się, że magicznie znalazłam się w fikcji.

Weston parska i wyciąga rękę, żeby otworzyć szafkę.

– Niech zgadnę. Myślałaś o swoich chłopakach? – Unosi brew, chociaż nie patrzy w moją stronę. Wpatruje się w mechanizm, na którym wykręca kod. Nie wierzę, że go pamięta. Minęło całe lato. Nawet ja musiałam zapisać sobie kod na ręce.

– Beverly ci powiedziała? – To znaczy o „chłopakach”.

Ale Wes tylko ponownie parska śmiechem i otwiera drzwiczki szafki, żebym mogła włożyć do środka podręcznik.

– Ona pewnie myśli, że Shakespeare to miasto w Wielkiej Brytanii.

– Nie bądź niemiły! – Uderzam przyjaciela w ramię, on jednak nie przestaje się uśmiechać pod nosem.

– Ale przecież ona jest niemiła dla ciebie. – Wes ciągnie temat Beverly, na co wzruszam ramionami.

– No więc nie bądź jak ona.

Umieszczam w szafce wszystkie rzeczy, których nie będę potrzebować przez weekend. Weston robi to samo, mimo że wystarczyłyby dwa kroki, żeby dotarł do swojej szafki.

– Robimy je razem, co nie? – pyta zza moich pleców, manewrując rękami nad moją głową. – Zadanie z angola.

Czekam, aż się wycofa, i nie odpowiadam, dopóki nie zamknę drzwiczek.

– Może. – Udaję, że nie miałam tego w planie od początku.

– Może? – pyta Wes, jakby od tego projektu zależał cały świat.

Odwracam się, by móc na niego spojrzeć.

Chmara uczniów przeciska się obok, chcąc jak najszybciej wyjść z budynku. Jako jedni z nielicznych stoimy jeszcze przy szafce, ociągając się. Zauważam, że jeden z futbolistów prze w stronę Wesa, więc tym razem to ja chwytam za jego bluzę i przysuwam go do siebie.

– Niech zgadnę. „Trójkąt miłosny to mój najmniej ulubiony trop”. – Weston udaje, że mówi to moim głosem.

Uśmiecham się mimowolnie.

Weston to jedyna osoba, która chce słuchać, gdy opowiadam o książkach. W zasadzie sama nie wiem czemu, bo nie sądzę, żeby romanse go fascynowały. Nie tak jak mnie. Chyba że on tylko udaje. Ale mam wrażenie, że naprawdę słucha, kiedy o nich mówię. Zresztą skąd by wiedział, że trójkąt miłosny to najmniej lubiany przeze mnie motyw?

– Jeśli jeszcze nie dość ci paplaniny na temat fikcyjnych chłopaków…

Weston słucha, ale żeby zrozumieć moją obsesję na punkcie bohaterów książek, musiałby poznać przynajmniej jednego z nich. Tylko czy to na pewno jest to, czego chcę?

– To twoja ostatnia szansa, żeby się wycofać – ostrzegam dobro­dusznie, a potem wymijam go i jak wszyscy próbuję się dostać do drzwi wyjściowych.

Słyszę za sobą kroki Wesa, gdy ten rusza za mną.

– Zrobię z tobą projekt, jeśli ty dzisiaj przyjdziesz na moje rozgrywki – mówi, a ja śmieję się pod nosem na tę propozycję.

– Przecież zawsze przychodzę na twoje rozgrywki! – przypominam. – I to ty chcesz, żebym zrobiła z tobą ten projekt!

Wes jest w szkolnej drużynie kręgli. Nazywają się Bowling Stones i razem z pięcioma innymi chłopakami każdego tygodnia biorą udział w zawodach. A Wes jest w to naprawdę niezły. W tym roku ma nadzieję zostać kapitanem.

Weston przewraca oczami.

– Dobra! – Unosi ręce w geście kapitulacji. – Już zrobię z tobą ten projekt. Namówiłaś mnie.

Teraz już śmieję się w głos.

Głupek.

Wystarczy chwila z Westonem, żebym zaczęła się uśmiechać, a Beverly przestała istnieć.

– No to… – Zaczynam iść tyłem, odwróciwszy się w stronę przyjaciela. – W takim razie do później?

Nie zwalniam kroku, kiedy Wes zatrzymuje się i chowa ręce w kieszeniach spodni. Patrzy na mnie z niedowierzaniem i za chwilę zrywa się z miejsca, żeby mnie dogonić. Przyśpieszam.

– Przecież muszę cię odwieźć! – woła.

Zarzucam plecak na ramię i odwracam się z uśmiechem w stronę drzwi.

– Myślałam, że to zadanie mojego chłopaka!

1

Olivia

[Grimes, Oblivion]

To nie tak, że nie lubię się bawić. To też nie tak, że jedyną formą zabawy jest dla mnie nauka. W zasadzie jest całkiem odwrotnie.

To prawda, lubię robić kolorowe notatki i zakuwać na tydzień przed sprawdzianem, ale tylko dlatego, że nie znoszę zostawiać rzeczy na ostatni moment.

Nikt jednak nie powiedział, że to reguła, której nie naginam. Dlatego żadna ze mnie kujonka. Ale jak to bywa w liceum, gdy już raz przyklei się do ciebie jakaś łatka, to zostaje z tobą na zawsze.

Nigdy nie zaprzeczę temu, że literaturę mam w DNA. Urodziłam się z tym. Kiedy mojej mamie odeszły wody, akurat czytała książkę.

I może to ją właśnie – literaturę – widać, kiedy siedzę w czerwonym boksie, z grubymi okularami na nosie i w kraciastym mundurku, którego nie zdjęłam po szkole. Może niektórzy nie odróżniają książek do czytania od podręczników. Nie rozumieją, że czytanie dla przyjemności i nauka to nie to samo. A ja nie próbuję ich uświadamiać. Bo po co?

Mogę być dla nich, kim tylko chcą, dopóki czuję się sobą. A jedyne zdanie, które mnie interesuje, to zdanie osób, na których to mnie zależy. I na pewno nie jest to Beverly.

Więc zamiast myśleć o prezentacji, uśmiecham się szeroko i wystawiam oba kciuki w górę, kiedy Wes zbija wszystkie dziesięć kręgli i odwraca się w moją stronę.

Przykładam dłonie do ust.

– Dajesz, Wes! – krzyczę głośno, ignorując spikera.

To pierwsza rozgrywka w tym sezonie szkolnym, więc nic dziwnego, że wszystkie boksy otaczające tory do kręgli są po brzegi wypełnione nastolatkami. Tymi z naszej szkoły i tymi ze szkoły przeciwnej drużyny.

Bowling Stones prowadzą kilkoma punktami przed Phantom Pins. I chociaż wszystkie inne boksy pękają w szwach, w tym, w którym siedzę, nie ma nikogo poza mną. I książką. Jakby od prawdziwego świata odgradzał mnie mój własny. Czasem tak się właśnie czuję.

Zaciskam kciuki, kiedy obserwuję, jak Wes podchodzi do podajnika i chwyta ciężką kulę z wzorem tie-dye, a potem wciska w nią trzy palce prawej dłoni.

W kolejnych minutach rozstrzyga się gra. Kule z szumem toczą się po torze, w powietrzu roznosi się echo zbijania kręgli, a kibicujący w napięciu wstrzymują oddech.

– Mogę się dosiąść? – Moją uwagę odrywa od toru cichy dziewczęcy głos. Odwracam głowę w stronę wejścia do boksu, gdzie stoi Becky.

Uśmiecham się do niej i przytakuję, machinalnie odsuwając się o kilka centymetrów, chociaż cała kanapa jest wolna.

Becky to urocza dziewczyna. Robi fotografie do szkolnej gazetki jako osoba odpowiedzialna za relacjonowanie życia szkolnego. Byłaby z niej dobra reporterka.

– Robisz relację do gazetki? – pytam, kiedy słyszę dźwięk migawki wydobywający się z aparatu, który trzyma w dłoni.

Becky kiwa głową i ustawia coś w aparacie.

– O rozpoczęciu roku szkolnego. Pierwsze wydarzenia na naszym kampusie i w ogóle.

Mówię, że rozumiem, i kieruję uwagę z powrotem na tor. Dźwięk toczącej się po nim kuli każe mi utkwić w niej wzrok. Krzywię się, kiedy z trzaskiem zbija piramidę kręgli, wszystkie na korzyść Phantom Pins.

Żeby wygrać, Bowling Stones będą musieli zdobyć strike’a w ostatniej rundzie. Wtedy Phantomi już ich nie dościgną.

– Uda ci się! – dopinguję, kiedy Weston wychodzi przed szereg i robi pierwszy krok. Wiercę się niecierpliwie, kiedy robi drugi, po czym ugina kolana.

Mięśnie jego rąk napinają się pod ciężarem kuli do kręgli, gdy bierze zamach, a potem wypuszcza ją i…

– Świetny jest.

Głos Becky rozprasza mnie, kiedy kula uderza w naolejowane podłoże.

Odwracam głowę, gdy łomot zbijanych kręgli przeszywa powietrze, i przegapiam moment, w którym Weston zbija wszystkie za pierwszym razem. Kiedy patrzę z powrotem na przyjaciela, zostaje mi już tylko widok grupowego uścisku i radość z wygranej.

Czuję zmieszanie. Czy Becky miała na myśli to, że Wes jest świetny?

Widzę, jak Becky odsuwa aparat od twarzy, a mojej uwadze nie umyka nieśmiały uśmiech malujący się na jej ustach, kiedy spogląda na mały ekranik z uchwyconym przed chwilą kadrem.

Na zdjęciu dostrzegam Wesa pochylonego nad torem bowlingowym, z kulą w rękach; moment przed wyrzutem.

– Mogę zerknąć? – wypalam.

Przysuwam się w stronę dziewczyny, żeby przyjrzeć się bliżej, ale wtedy Becky orientuje się, że zaglądam jej do aparatu, i szybko zasłania ekran dłonią.

– Zdjęcia są jeszcze nieobrobione. – Zabiera mi urządzenie sprzed nosa, a potem podrywa się z miejsca i szybko ucieka w kierunku wyjścia z loży. – Zobaczysz je w gazetce!

Nie spuszczając wzroku z rumieńców na twarzy Becky, uśmiecham się, bo już wszystko wiem.

– Jasne – prycham pod nosem.

Weston ma fanki.

*

– To co… – Chłopak siedzący na kanapie obok Wesa prostuje się i uderza go w plecy. – Teraz idziemy świętować?!

Weston siedzi pochylony i zmienia buty do kręgli na zwykłe trampki.

– Ja raczej spasuję.

Ładuje obuwie do torby, wyciąga z niej czapkę z daszkiem, a potem się podnosi i przeczesuje włosy palcami, żeby nasunąć granatową bejsbolówkę.

– No co ty, gościu! – dziwi się George. W końcu impreza w piątkowy wieczór brzmi najlepiej. – Nareszcie rozprawiliśmy się z Phantomami!

Mówi to tak, jakby właśnie wygrali co najmniej Super Bowl, a nie międzyszkolną rozgrywkę kręgli.

Nie, George, nie jesteś mistrzem NFL. Ty nawet nie grasz w futbol. Może wtedy nie znajdowałbyś się na końcu szkolnego łańcucha pokarmowego, zaraz obok mnie i Becky.

Moglibyśmy założyć własną drużynę wyrzutków.

Odpycham się od oparcia winylowej kanapy, na której wcześniej siedziałam z Becky. Dziewczyna patrzy w moją stronę nerwowo, jakbym właśnie szła wyjawić Wesowi jej sekret.

Spokojnie, nie powiem mu, że się w nim podkochujesz… Na razie.

– Już się na dzisiaj umówiłem. – Weston ponownie odmawia, a George robi minę zbitego psa.

Kiedy do niego docieram, ciało Wesa przechyla się nieznacznie w moją stronę, jakby czuło moją obecność, zanim on się zorientował, że tu jestem.

George też mnie zauważa. Ale zamiast odczytać to jako koniec dyskusji, wykorzystuje okazję.

– No to zabieraj swoją dziewczynę i chodźcie razem!

Wes patrzy na George’a z przerażeniem, a mnie wyrywa się prychnięcie, kiedy chłopak pstryka palcami w moją stronę.

– Widzimy się u Ricky’ego w piwnicy?

Kręcę głową z niedowierzaniem.

– Nie widzimy się w żadnej piwnicy! – Weston wyrzuca ręce w powietrze i chowa twarz w dłoniach, jakby chciał się w nich ukryć. Mam wrażenie, że się czerwieni. – Jezu, dajcie mi spokój.

Chichoczę pod nosem.

Już tyle razy byłam na rozgrywkach Bowling Stones, a chłopaki nadal myślą, że jestem jego dziewczyną. Czy Wes nigdy nie próbował wyprowadzić ich z błędu? Przecież my nigdy nie moglibyśmy być razem. Weston to mój najlepszy przyjaciel!

– Nie jestem jego dziewczyną – mówię.

George przewraca oczami.

Zaciskam usta i zerkam na Wesa.

– Możemy już iść? – Wydaje się rozdrażniony, kiedy poprawia pasek torby wiszącej mu na ramieniu i patrzy w moją stronę.

– To zależy. Rozdałeś już wszystkie autografy? – pytam, lekko zadzierając brodę i zerkając na dziewczynę, która klęczy teraz z aparatem przed podajnikiem do kręgli i robi zbliżenia kul.

Wyszczerzam się, kiedy oczy Wesa wędrują w jej stronę. Mierzy Becky wzrokiem, a potem potrząsa głową i mówi:

– Masz długopis?

Jego pytanie mnie zaskakuje. Przecież nie pytałam poważnie.

– Żeby podpisać się Becky…?

– Żeby podpisać ci się na czole.

Ha, ha, bardzo śmieszne.

– Tam już coś jest napisane – odpowiadam i zasłaniam twarz dłonią, bo wiem, że Wes byłby w stanie coś tam nabazgrać.

Westchnienie, które wydaje, brzmi jak oznaka zmęczenia.

– Wiem. Przypominasz mi o tym codziennie.

– Naprawdę? – Marszczę brwi. Odrywam dłoń od głowy i odwracam się w poszukiwaniu lustrzanej powierzchni. – Naprawdę mam tam coś napisane?

Ale Wes ciągnie mnie za łokieć do wyjścia z kręgielni.

– Że nie jesteś moją dziewczyną.

2

Olivia

Moją największą obsesją ostatnio jest Starboys – to seria książek o paczce przystojniaków w światłach reflektorów. Jest ich piątka, a każdy tom opowiada historię innego chłopaka:

Wschodząca gwiazda. Starboys. Tom I, Aiden Jones (piosenkarz),

Jedyna gwiazda. Starboys. Tom II, Guss Adler (tancerz),

Świecąca gwiazda. Starboys. Tom III, Sylvester Roy (sportowiec),

Spadająca gwiazda. Starboys. Tom IV, Jaden „JD” Davenport (DJ).

Tom V jeszcze nie wyszedł. Zayn Reynolds (model) jest jedynym z bohaterów, który jak dotąd nie ma swojej powieści. Na nią czekam najbardziej. Chociaż dotychczas był na drugim planie, już teraz go uwielbiam. Jest moim ulubionym z piątki gwiazd.

Wydaje mi się, że mamy wiele wspólnego. Ludzie postrzegają go błędnie jako flirciarza, a mnie jako kujonkę. Zayn tak naprawdę pozwala innym myśleć o sobie w ten sposób, ale w głębi ducha jest całkiem inny. A przynajmniej tak go sobie wyobrażam. Wrażliwy romantyk w ciele supermodela.

Nie tak jak Wes, który leży rozwalony na moim łóżku, wertując książki i szukając najlepszej obsady do naszego szkolnego projektu (a raczej udając, że to robi).

Rzucam w niego paczką żelków, którą przyniosłam z kuchni, i siadam na dywanie, krzyżując nogi po turecku.

Wes – jakby nawet nie poczuł uderzenia – bierze plastikową torebkę w ręce i rozrywa ją, rozrzucając przy okazji kilka żelków wokoło, a potem pakuje do ust całą ich garść, aż broda mu się trzęsie.

– Z sokiem – oznajmia z pomrukiem uznania, zanim przełknie.

– Tak.

Właśnie dlatego nikt w naszym domu ich nie lubi. A mama i tak wciąż je kupuje, tylko dlatego, że Wes za nimi przepada.

Nie widzę żelka, który leci prosto w moją twarz. Odbija się od mojego czoła. Kiedy spoglądam na Wesa z wściekłoś­cią, ten unosi dłonie, jakby chciał powiedzieć, że jest niewinny.

– Celowałem w buzię! – Jakby to było jakieś wytłumaczenie.

Podrywam się i podchodzę do łóżka, żeby wyrwać mu z rąk książkę, którą akurat przegląda. To, że jest wyjątkowa, można poznać po limitowanej oprawie. Nie mówiąc już o tym, że była droga.

– Zostaw, bo ubrudzisz i będzie się kleić. – A jeśli ją zniszczy, to go (nią) zatłukę.

Wyciągam rękę, żeby odebrać mu powieść, lecz wtedy Wes wsadza do wypchanych żelkami ust swoje długie palce, po czym wyciąga je i zbliża lepkie opuszki do białych kartek książki.

– Wes! – wrzeszczę, patrząc, jak zatrzymuje dłoń milimetry przed papierem, i chociaż w głębi ducha wiem, że by mi tego nie zrobił, mojego serca to nie obchodzi.

Wyrywam mu książkę, przyciągam do piersi i zamiast pozwolić przyjacielowi na dalsze dokuczanie, tą samą książką uderzam go po łbie.

– Skup się – mówię, bo przecież mieliśmy planować projekt, a Wes nie robi nic poza wycieraniem twarzy o moje poduszki.

– Jestem zmęczony.

– Sam chciałeś to dzisiaj zrobić – przypominam, kiedy mruczy niezadowolony, i odwracam się, żeby wynieść książkę poza zasięg jego dłoni.

– Może zbudujemy kogoś z Lego?

Słyszę, jak Wes żuje i szeleści paczką, myśląc głośno, bez zainteresowania.

Zerkam na niego przez ramię i ściągam usta w dzióbek.

– Dobra, bądźmy szczerzy. Masz zamiar mi pomóc czy wziąłeś mnie jako parę, bo wiesz, że i tak wszystko zrobię sama?

Tak naprawdę chciałam tylko wyciągnąć od niego zgodę na to, żebym to ja wybrała bohatera, którego mieliśmy opisać. Bo właś­ciwie już go wybrałam.

Wes patrzy na mnie, jakbym go uraziła, ale oboje wiemy, że to nie byłby pierwszy raz.

W końcu przestaje udawać.

– A masz jakiś pomysł?

– Myślałam o Zaynie Reynoldsie – przyznaję.

Weston jęczy, jakby ktoś właśnie kazał mu zjeść wątróbkę. A potem udaje, że strzela sobie w łeb, a ja znowu walę go książką. Tym razem w pierś.

– Przecież on jest super! – oburzam się na jego reakcję.

– Chyba supernudziarzem.

– A ta twoja Leia… – mówię, bo to ona jest postacią, przez którą co najmniej raz w miesiącu oglądamy Gwiezdne wojny – …wygląda jak baran. Co to w ogóle za fryzura? – dodaję pod nosem, przez co na ustach Westona pojawia się krzywy uśmiech.

– To zaprezentujmy ciebie. Nawet nie musiałabyś się przebierać.

Otwieram usta z oburzenia. Widząc moją minę, Wes uśmiecha się jeszcze szerzej.

– Czy ty właśnie nazwałeś mnie baranem?

– Sama się nim nazwałaś.

Bóg mi świadkiem, że gdyby nie było mi szkoda książki, walnęła­bym nią Wesa jeszcze raz. Bo kiedy schylam się po resztę tomów, żeby odłożyć je na regał, Wes podrzuca żelek, żeby wpakować go sobie do ust. Tyle że zamiast w jego ustach łakoć ląduje w moich włosach.

Fukam, kiedy się prostuję, żeby wyplątać go z kosmyków, a potem, niewiele myśląc, ciskam nim prosto w nos Wesa, któremu w jakiś sposób tym razem udaje się złapać żelek w usta.

– Fuj. – Krzywię się.

Odwracam się, witając przed sobą regał. Zanim jednak do niego podchodzę, oświadczam Zaynowi, jakby w ogóle kiedykolwiek miał wybór, zerkając na niego przez ramię:

– Czyli robimy Zayna.

3

Olivia

Siedzieliśmy z Wesem na podłodze w moim pokoju, a wokół nas leżały rozrzucone farby, pędzle i markery. Widziałam kiedyś wideo jakiejś dziewczyny, która miała w domu kartonową podobiznę swojego ulubionego piosenkarza. To był kierunek, który obrałam w naszym projekcie. Wes miał na to wywalone. Dla niego liczyło się tylko to, żeby praca była gotowa na zaliczenie. Nieważne, w jakiej formie.

Nie wiedziałam, gdzie dostać taką kartonową figurę. Ale mogliśmy ją przecież zrobić.

– Chyba wygląda jak on? – Przekrzywiam głowę, żeby spojrzeć na Zayna pod innym kątem.

– A skąd ja mam to wiedzieć? – mamrocze zza tektury Weston, podtrzymując Zayna z tyłu, żeby wyglądało, jakby kartonowa postać stała o własnych nogach.

Kiedy go puszcza, model upada z plaśnięciem twarzą do podłogi.

Krzywię się.

– Chyba musimy go jeszcze usztywnić.

Niemrawy pomruk Wesa potwierdza, że mam rację.

Wcześniej położył się na kartonie, a ja okrążałam go z ołówkiem, odrysowując jego sylwetkę. Później naszkicowaliśmy jego twarz i ubrania, które wymalowaliśmy farbami. Był prawie tak wysoki jak Zayn w książce i prawie tak szeroki, chociaż Zayn miał większe mięśnie.

I tak oto stanął na nogi mój crush. Wspaniały Zayn Reynolds.

Na nogi, które najwyraźniej jednak źle wymierzyłam, bo były nieproporcjonalnie długie w stosunku do reszty tułowia. Ale może tak właśnie wyglądałby Zayn, gdyby istniał? W końcu modele są wysocy.

Wzrost jest jednym z atutów Zayna. Więc może to, jak go odzwierciedliłam, przyda jego podobiźnie rea­lizmu. Bo na pewno nie robi tego twarz, która w książce zdecydowanie jest przystojniejsza.

– Skończyłaś się już w niego wgapiać? – To słowa Wesa.

– Ciesz się, że to tylko podobizna, bo gdyby Zayn żył, nigdy byś mnie od niego nie odciągnął.

Wskazuję palcem kartonochłopaka, którego pierś zdobią biała koszulka i zarzucony na nią sweter.

Nie wygląda jak chłopcy, których znam. Pomijając to, że jest z kartonu.

Wes ciągle chodzi w bluzach – zawsze ubrany wygodnie i na luzie. Za to Zayn jest trendsetterem. A przynajmniej tak opisano go w książce. Chociaż kiedy o nim mówię, czuję się, jakby żył naprawdę.

Weston robi nieprzekonaną minę.

– Stawiam pięć dolców, że gdyby doszło co do czego, to byś przed nim zwiewała.

Krzyżuję ręce na piersi i patrzę na niego z tym samym wyrazem twarzy.

– A to niby dlaczego?

– Bo za każdym razem, kiedy oglądamy jeden z tych twoich romantycznych gniotów, patrzysz na ekran i przygryzając usta, próbujesz rozszyfrować, jak to się robi.

– Jak co się robi? – dopytuję, marszcząc brwi.

– Jak się całuje.

– Całuje? – pytam z politowaniem. – Przecież dobrze wiem, jak się całuje!

Nigdy jeszcze tego nie robiłam, ale to chyba nie może być trudne.

Czy Wes myśli, że pocałunki mnie przerażają? Jeśli już, to myś­lę wtedy, jak to jest poczuć czyjeś usta na sobie. Na pewno jednak się przed tym nie wzbraniam! W sumie to chciałabym wreszcie kogoś pocałować.

– No to udowodnij. – Mój przyjaciel unosi brwi.

Prycham, bo… Jak to się stało, że gadam z nim o całowaniu się?

– Niby jak mam to udowodnić? Pocałować ciebie?

Wes mruży oczy.

Chyba tego nie rozważał?

– Nie zrobię tego! – dodaję szybko.

Wes wkłada karton Zayna pod pachę i idzie z nim w moją stronę.

– W takim razie pocałuj Zayna.

Czuję, jak na ten pomysł moja twarz pąsowieje.

– Przecież nagle nie ożyje! – mówi mój przyjaciel, widząc, że się waham, ale to dla mnie żadne pocieszenie.

Wes się nabija. Lecz kiedy wypowiada te słowa, w jego oczach coś się zmienia. Dostrzegam, jak wpada na jakiś pomysł, gdy jego usta wykrzywiają się w uśmiechu.

– A może właśnie to jest twoje marzenie? – Wes potrząsa Reynoldsem na boki, jakby ten był tylko uśpiony. – Nie chciałabyś tego? Nie chciałabyś, żeby twój fikcyjny chłopak ożył?

Odchylam się i odwracam twarz – próbując uniknąć „buziaków”, kiedy Wes zaczyna mi przykładać Zayna do twarzy.

– Jesteś niepoważny! – Walczę z nim. Czy raczej z nimi. – Bo jeszcze go rozwalisz!

– Ożywczy buziak – upiera się mój przyjaciel. – Tylko jeden!

Życie to nie baśń. Ja nie jestem Piękną, a Zayn zdecydowanie nie jest Bestią. Ale opierając się, tylko przyznaję Wesowi rację – że boję się pierwszego pocałunku.

Wypycham policzek językiem i zastanawiam się przez chwilę.

Wzrok Wesa wędruje po mojej twarzy. Mam wrażenie, że zatrzymuje się na moich wargach, ale przyjaciel zbyt szybko odwraca wzrok, żebym mogła być tego pewna.

– To co, pocałujesz mnie… – przez ułamek sekundy wydaje mi się, że Wes naprawdę mnie o to pyta, lecz potem dociera do mnie, że udaje Zayna – …mała?

Przewracam oczami.

– Musiałeś to powiedzieć.

Mała.

To jedno słowo sprawia, że zastanawiam się, czy głos Zayna właśnie tak by brzmiał, gdyby on istniał. Czy byłby taki niski i głęboki. Jak głos lektora.

Z tą myślą zamykam oczy i robię to. Wydymam nieznacznie usta i wyciskam na twarzy Zayna buziaka. A kiedy się odsuwam, w miejscu, którego przed chwilą dotykały moje wargi, zostaje widoczny ślad.

– Zadowolony? – pytam Westona i ocieram usta. Ale nie dlatego, że czuję się zniesmaczona. Zmywam z nich posmak kartonu, który podsuwa mi pomysł. – Perfumy! – Podrywam się na nogi, zanim Wes ma okazję odpowiedzieć. – Przystojny mężczyzna zawsze dobrze pachnie! Musimy spsikać Zayna perfumami! Mój tata jakieś ma.

Ruszam więc w stronę jego sypialni. A kiedy wychodzę za drzwi, kątem oka widzę, jak Wes unosi rękę i wącha swoją pachę.

4

Olivia

– Idziesz do kąta – mówię do Zayna, jakby był żywy, wciskając jego kartonową sylwetkę w przestrzeń między ścianą a wysokim regałem z książkami. I wcale nie za złe sprawowanie.

Zastanawiam się, jakim byłby uczniem. Na pewno popularnym i czarującym. Ale czy zbuntowanym? W tomach, które do tej pory wyszły, nie pojawił się temat szkoły. W idealnej rzeczywistości by nie istniała.

Lecz my nie jesteśmy w książce. Dlatego pójdzie do szkoły w piątek. Ze mną.

Nie ma sensu zabierać go wcześniej. Bałabym się, że ktoś ukradnie go z szafki. O ile w ogóle by się tam zmieścił. Umówiliśmy się więc z Wesem, że Zayn zostanie u mnie aż do dnia prezentacji.

Bo przecież i tak nigdzie nie ucieknie!

5

Olivia

[Mother Mother, Arms Tonite]

Jest środek nocy i już dawno powinnam spać. Jutro szkoła, a ja nie umiem oderwać się od książki, którą zaczęłam. Miał być tylko jeden rozdział.

Wyciągam się na łóżku w koszulce z napisem: „Boys in books are just better”. Wygłasza złotą myśl. Przy niej żarty Beverly to tak w zasadzie komplement. A ja właśnie wniknęłam w portal, za którym mam się spotkać z jednym z nich.

Zarys mojego pokoju się rozmywa, kiedy skupiam się na tekś­cie. To tak, jakbym wchodziła między strony, zatracając się w czasie i poczuciu własnego istnienia. Czytam, jakby to było moje życie.

Ktoś powinien to zbadać.

A może już to zrobił. Odkrył, że mózg nie odróżnia realu od wyobrażeń. To dlatego, kiedy czytamy, czujemy prawdziwe emocje.

Już prawie zasypiam, gdy nagły huk wyrywa mnie z nieświadomości. Rozwiewa mgłę fantazji i snu, w której się znalazłam. Huk brzmiący, jakby cała moja biblioteczka zawaliła się na ziemię.

Serce podskakuje razem z książką w mojej dłoni, która następnie upada na podłogę kilka kroków od łóżka, na którym leżę.

Jasne światło lampki przypomina, że powinnam ją wyłączyć. A potem uzmysławiam sobie, że koło regału postawiłam Zayna. Jego kartonowe mięśnie nie wygrałyby starcia z ciężarem książek na półkach, więc jeśli regał naprawdę się zawalił…

To sprawia, że trzeźwieję. Wyskakuję z łóżka i schylam się, żeby podnieść książkę i odłożyć ją na stolik, lecz kiedy to robię, na widok biblioteczki sztywnieję.

Podnoszę się z powrotem, upuszczając książkę na stopę, i pocieram pięściami oczy, żeby się upewnić, czy aby jeszcze nie śpię, ale… nie. Regał stoi na swoim miejscu. A on wciąż tutaj jest. Leży na ziemi, w białym podkoszulku i swetrze, w otoczeniu książek.

Tyle że to niemożliwe. A ja chyba mam halucynacje.

Chcę się odwrócić i położyć na łóżku, żeby zamknąć oczy i otworzyć je dopiero na dźwięk budzika, lecz nie mogę się ruszyć.

Kiedy mrugam, rzeczywistość jednak nie nadchodzi. A na podłodze w moim pokoju leży Zayn – żywy. Nieprzytomny, ale prawdziwy.

6

Olivia

Wygląda jak chłopak z moich marzeń. Jakby ktoś wydarł go spośród naznaczonych przeze mnie sercami wersów książek Starboys.

Z tą myślą roztrzęsionymi dłońmi otwieram Wesowi drzwi.

Ma rozczochrane włosy i wory pod oczami, jego wzrok jednak jest rozbudzony – ja pewnie wyglądam podobnie.

Nawet nie ściągnął piżamy, tylko zarzucił na nią bluzę, jakby ktoś wyciągnął go z łóżka w środku nocy. Co w zasadzie było prawdą.

– Wszystko dobrze? – Wydaje się szczerze zaniepokojony.

A ja nie wiem, jak mam mu powiedzieć, że chyba zwariowałam.

Przełykam ślinę, niezdolna do sklecenia sensownego zdania. Przecież on mi nie uwierzy. Właśnie dlatego poprosiłam, żeby przyjechał. Gdybym powiedziała mu przez telefon, odłożyłby słuchawkę i poszedł z powrotem spać, przekonany, że sobie z niego żartuję.

– Tylko bądź cicho. Mój tata śpi – szepczę, kiedy na miękkich nogach prowadzę go do swojego pokoju, bo spodziewam się, że gdy zobaczy leżącego na mojej podłodze Zayna, może zacząć krzyczeć. Jestem zaskoczona, że sama jeszcze tego nie zrobiłam.

Ale gdy zamykam za nami drzwi, on tylko patrzy na sylwetkę wyciągniętą u naszych stóp. Wyraz jego twarzy nie mówi nic.

– Jaja sobie robisz. – To jedyne, co mi oferuje.

Wsuwam ręce we włosy i przeczesuję je palcami.

– Weston, czy to się naprawdę dzieje? – Potrząsam głową, przekonana, że dzięki temu może w końcu się obudzę. Wskazuję palcem na nieprzytomnego Zayna. – Powiedz, że nie tylko ja go widzę.

Wes prycha głośno.

– Chyba sobie żartujesz.

– Wes! – Staję w miejscu, wodząc po otoczeniu rozszalałym wzrokiem, żeby za chwilę znowu zacząć bezmyślnie chodzić. – To nie jest śmieszne…

Chłopak podchodzi i łapie mnie za ramiona.

– No właśnie, Oliv! – Patrzy na mnie uspokajającym wzrokiem. – Dlaczego dzwonisz do mnie o czwartej nad ranem i prosisz, żebym jak najszybciej przyjechał, a kiedy to robię, okazuje się, że wcale nie przez koszmar, w którym przychodzisz do szkoły spóźniona, tylko…

– Przyjechałeś, bo myślałeś, że miałam koszmar? – Zignorujmy odpowiedź o szkole.

Weston nieruchomieje.

– Lepiej powiedz mi, dlaczego na twojej podłoże leży jakiś chłopak. W dodatku nieprzytomny.

Jego słowa sprawiają, że wszystko staje się jeszcze bardziej realne.

– O Boże… – kwilę, chowając twarz w dłoniach.

– Napadł na twoje książki?

– Weston, to naprawdę nie jest zabawne!

– Dlatego wcale nie żartuję!

Podrywam głowę.

– To jest Zayn! Zayn Reynolds. Nie poznajesz?! Przecież… – Wyrywam się z jego uścisku i wskazuję palcem chłopaka z książki. – On ożył!

Weston patrzy na mnie, jakbym oszalała. Ale potem jeszcze raz spogląda na leżącego na ziemi Zayna i wyraz jego twarzy się zmienia.

– Kłamiesz.

Wyrzucam ręce w powietrze.

– Wydostał się z książki.

– Olivia. – Brzmi poważnie. Zbyt poważnie.

– Usłyszałam huk…

– Wyskoczył z książki? – Wes patrzy na mnie z niedowierzaniem.

Zamieram, kiedy na korytarzu rozlega się skrzypienie drzwi, a następnie słyszę szum wody w toalecie.

Mój tata.

Ratuje mnie przed odpowiedzią. Ale potem myślę o tym, że jemu też będę musiała wszystko wyjaśnić.

– Przecież on mnie zabije – szepczę przerażona, przestępując z nogi na nogę.

– O niczym się nie dowie – obiecuje Weston, kiedy nasłuchujemy w ciszy, aż mój tata wróci do sypialni. Nie chciałabym, żeby przyłapał nas nad nieprzytomnym ciałem. Do tego w moim pokoju.

Weston ponownie wbija wzrok w Zayna. Ma minę, jakby się zastanawiał. Lub wciąż nie dowierzał.

– Nie możemy go… odesłać? – pyta.

To takie oczywiste. Ale dla mnie nie wchodzi w grę.

– Oszalałeś?! – Wytrzeszczam oczy. Mielibyśmy go odesłać? – Całe życie marzyłam o tym, żeby go spotkać!

Wes ma kwaśną minę. Nie muszę zgadywać, że odpowiedź w ogóle mu się nie podoba.

Zadzwoniłam do niego z nadzieją, że pomoże mi znaleźć rozwiązanie, ale – nawet jeśli przemawia przez niego rozsądek – nie takie.

Weston wzdycha z rezygnacją i rzuca się na łóżko. Mam dziwne wrażenie, że zamierza iść spać.

– Co ty robisz? – pytam, ale on nie odpowiada. A ja nawet na niego nie patrzę, bo wciąż stoję sparaliżowana nad nieistniejącym chłopakiem ze świadomością, że w każdej chwili może się ocknąć.

Jeśli się ocknie.

Boże, a co, kiedy się ocknie? Albo jeśli się nie ocknie?

Wpatruję się w jego twarz. W zamknięte oczy. Skóra jest tak nieskazitelna, że to aż nieludzkie.

– Może on nie jest prawdziwy? – mamroczę.

– Chciałbym – odburkuje Wes, a ja gromię go wzrokiem i dopiero wtedy zauważam, że nawet się nie silił, żeby otworzyć oczy. Leży na plecach z rękami pod głową i wygląda, jakby drzemał.

Patrzę na niego z niedowierzaniem.

Jak na kogoś, kto (rzekomo) lubi słuchać, gdy mówię o książkach, nagle zrobił się bardzo opryskliwy.

Czuję mrowienie w palcach, kiedy ponownie zerkam na twarz modela. Chciałabym dotknąć tych pięknych policzków. Upewnić się, że są realne – czy to prawdziwy człowiek leży na mojej podłodze – czy może plastikowe. A może wciąż kartonowe. Dowiedzieć, czy aby na pewno nie jest wytworem mojej wyobraźni. Jednak nie robię nic z tego. Nie ruszam się, przejęta tym, że jeśli go dotknę, Zayn nagle zniknie.

Omiatam więc tylko policzki Zayna spojrzeniem – ich kształt i niewyraźny dołeczek tuż koło ust. Bladoróżowe wargi, opaloną skórę, a także czarne tęczówki…

Czarne tęczówki!

Gwałtownie wciągam powietrze, zwracając na siebie uwagę Westona, który na ten dźwięk otwiera oczy.

Ale ja spoglądam już w inne – te, które wpatrują się we mnie z miejsca na podłodze.

Dalsza część w wersji pełnej

Niniejsza powieść jest dziełem fikcji. Wszelkie postaci i wydarzenia są wytworem wyobraźni autorki. Wszelkie podobieństwo do osób prawdziwych jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.

Redaktorka inicjująca: Milena Buszkiewicz

Redaktorka prowadząca: Aleksandra Marton

Projekt okładki: Aleksandra Piątkowska

Redakcja: Karolina Borowiec-Pieniak

Opieka redakcyjna: Sabina Wojtasiak, Sylwia Stojak

Opracowanie tekstu: CHAT BLANC Anna Poinc-Chrabąszcz

Opieka produkcyjna: Dawid Kwoka

Opieka promocyjna: Joanna Niemczycka

ISBN 978-83-8427-397-5

Książki z dobrej strony: www.znak.com.pl

Więcej o naszych autorach i książkach: www.wydawnictwoznak.pl

Społeczny Instytut Wydawniczy Znak

ul. Kościuszki 37, 30-105 Kraków

Dział sprzedaży: tel. 12 61 99 569, e-mail: [email protected]

Wydanie I, Kraków 2026

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotował Jan Żaborowski

Spis treści

Okładka

Karta tytułowa

Prolog. Olivia

1. Olivia

2. Olivia

3. Olivia

4. Olivia

5. Olivia

6. Olivia

Spis treści

Karta redakcyjna

Punkty orientacyjne

Okładka

Strona tytułowa

Dedykacja

Meritum publikacji

Strona redakcyjna

Spis treści