Moonlight - Marta Kulczyna - ebook
NOWOŚĆ

Moonlight ebook

Kulczyna Marta

4,6

251 osób interesuje się tą książką

Opis

Powieść z motywem enemies to lovers autorki The Clique.

Będą musieli pomóc sobie nawzajem. Problem w tym, że nienawidzą się od dzieciństwa.

Tilly Mayers od zawsze marzyła, by pójść w ślady mamy i zostać profesjonalną fotografką. Gdy jednak się dowiaduje, że jej szanse na dostanie się na Yale są bardzo małe – całkowicie traci motywację.

Rodzice, chcąc pomóc córce odzyskać wiarę w siebie, zabierają ją do rodzinnego domku letniskowego. Wkrótce dołączają do nich dobrze znani dziewczynie przyjaciele. Ich syn, Tristan Raze, jest międzynarodową gwiazdą muzyki oraz obiektem westchnień nastolatek na całym świecie. Ale dla Tilly to ktoś zupełnie inny – znienawidzony były sąsiad, który obraził ją w jednym ze swoich największych hitów.

Młody gwiazdor, uciekając przed kolejnym skandalem, niespodziewanie zjawia się w domku letniskowym Mayersów.

Podczas wspólnego posiłku ojciec chłopaka wpada na niecodzienny pomysł: Tristan wyruszy w charytatywną trasę koncertową połączoną z obozem dla młodych talentów, a Tilly zostanie jego fotografką.

Dla niego to szansa na odbudowanie zrujnowanej reputacji. Dla niej – możliwość stworzenia portfolio, które zachwyci komisję rekrutacyjną Yale.

Jednak aby to się udało, oboje będą musieli nauczyć się współpracować. Tylko czy to w ogóle możliwe?

Książka zawiera treści nieodpowiednie dla osób poniżej szesnastego roku życia.                                               Opis pochodzi od Wydawcy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 387

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,6 (28 ocen)
20
6
2
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
zuzia85099

Nie oderwiesz się od lektury

Moonlight to wyjątkowa i piękna książka, która podbiła moje serce i mam nadzieję, że wasze równie mocno podbije 🩷
20
katarinadeuch

Nie oderwiesz się od lektury

Ojejku, która z nas jako nastolatka nie marzyła o tym, żeby spotkać takiego Tristana? :D super, uwielbiam zarówno młodzieżową stronę autorki jak i tą dark romansową. Przemiła książka, super spędziłam wieczór ;)
10
mosttrowska017

Nie oderwiesz się od lektury

Kocham 🥹
10
Marchewka1980

Dobrze spędzony czas

Fajna młodzieżówka ach kiedy się miało te naście lat. .. .pierwszy chłopak pocałunek . ..
00
As1ula18

Nie oderwiesz się od lektury

🥰🥰🥰🥰🥰
00



Copyright © for the text by Marta Kulczyna

Copyright © for this edition by Wydawnictwo NieZwykłe, Oświęcim 2026

All rights reserved • Wszystkie prawa zastrzeżone

Redakcja: Anna Suchańska

Korekta: Joanna Błakita, Emilia Ziarnik, Aleksandra Płotka

Skład i łamanie: Paulina Romanek

Oprawa graficzna książki: Paulina Klimek

Ilustracja na okładce: Marta Urbaniak

ISBN 978-83-8418-625-1 • Wydawnictwo NieZwykłe • Oświęcim 2026

Grupa Wydawnicza Dariusz Marszałek

Fragment

Od autorki

Playlista

Prolog

Rozdział pierwszy

Rozdział drugi

Rozdział trzeci

Rozdział czwarty

Rozdział piąty

Rozdział szósty

Rozdział siódmy

Rozdział ósmy

Rozdział dziewiąty

Rozdział dziesiąty

Rozdział jedenasty

Rozdział dwunasty

Rozdział trzynasty

Rozdział czternasty

Rozdział piętnasty

Rozdział szesnasty

Rozdział siedemnasty

Rozdział osiemnasty

Rozdział dziewiętnasty

Rozdział dwudziesty

Rozdział dwudziesty pierwszy

Rozdział dwudziesty drugi

Rozdział dwudziesty trzeci

Rozdział dwudziesty czwarty

Rozdział dwudziesty piąty

Rozdział dwudziesty szósty

Rozdział dwudziesty siódmy

Rozdział dwudziesty ósmy

Rozdział dwudziesty dziewiąty

Rozdział trzydziesty

Rozdział trzydziesty pierwszy

Rozdział trzydziesty drugi

Rozdział trzydziesty trzeci

Rozdział trzydziesty czwarty

Rozdział trzydziesty piąty

Rozdział trzydziesty szósty

Rozdział trzydziesty siódmy

Rozdział trzydziesty ósmy

Rozdział trzydziesty dziewiąty

Epilog

Przypisy

Pozostałe rozdziały dostępne w pełnej wersji e-booka.

Napisałam tę książkę z myślą o Tobie – żebyś nigdy nie zapomniał(a), że zasługujesz na wszystko, o czym marzysz, nawet jeśli nikt w to nie wierzy. Pamiętaj, że odwaga to pierwszy krok do cudów.

OD AUTORKI

Drogi czytelniku,

świat przedstawiony w tej książce inspirowany jest rzeczywistością branży muzycznej, jednak wiele elementów zostało celowo zmodyfikowanych na potrzeby fabuły.

Niektóre miejsca opisane w powieści – takie jak Malibu Breeze Arena, Lone Star Summer Park, Coral Key Soundstage czy Sunny Cove – są fikcyjne i zostały przeze mnie wymyślone.

Moonlightporusza temat hejtu w internecie – zjawiska, które dotyka coraz więcej osób i potrafi zostawić po sobie trwały ślad. Jeśli kiedykolwiek doświadczyłeś przemocy w sieci, pamiętaj, że nie jesteś w tym sam. Warto sięgnąć po pomoc i porozmawiać z kimś, kto potrafi wysłuchać.

Telefon zaufania dla dzieci i młodzieży: 116 111

Całodobowy Telefon Zaufania Rzecznika Praw Dziecka: 800 12 12 12

Centrum Wsparcia dla Osób w Kryzysie Psychicznym: 800 70 2222

Nie bój się mówić o tym, co boli. TWOJE EMOCJE MAJĄ ZNACZENIE.

PLAYLISTA

One Direction – Perfect

Elsa & Emilie – Ocean

One Direction – They Don’t Know About Us

Lady Gaga – Paparazzi

Miley Cyrus – The Climb

Harry Styles – Matilda

Gracie Abrams – I Love You, I’m Sorry

Lorde – Team

Chase Atlantic – Moonlight

Harry Styles – Cherry

One Direction – Night Changes

Taylor Swift – Delicate

ZAYN – PILLOWTALK

Gracie Abrams – Close to You

Justin Timberlake – Summer Love

Nelly, Kelly Rowland – Dilemma

Taylor Swift – I Wish You Would

Kendrick Lamar, SZA – All the Stars

Alex Warren – Ordinary

Taylor Swift – Midnight Rain

Jade LeMac – Constellations

Selena Gomez & The Scene – Who Says

Ariana Grande – we can’t be friends (wait for your love)

Chase Atlantic – Friends

The Neighbourhood – Cry Baby

sombr – 12 to 12

Taylor Swift – I Can Do It With a Broken Heart

Arctic Monkeys – I Wanna Be Yours

PROLOG

Tilly

Nic nie mogło się równać z pięknem zachodów słońca w Bullhead City. To miasteczko miało w sobie coś, czego na próżno byłoby szukać gdziekolwiek indziej, a ja kochałam je tak bardzo, że sama myśl o przyszłorocznym wyjeździe na studia budziła we mnie uczucia, które nie do końca potrafiłam nazwać.

Siedziałam na tarasie przed domem, wpatrując się w krajobraz, który za jakiś czas miał przestać stanowić moją codzienność.

Ostatnie wakacje w domu.

– Ostatnie wakacje w domu… – powtórzyłam na głos własną myśl.

Zamknęłam laptop i sięgnęłam po dzbanek z lemoniadą. Lód w naczyniu już dawno zdążył się rozpuścić, nie planowałam siedzieć tu tak długo. Jednak od popołudnia aż do teraz rozmyślałam wyłącznie o tym, że moje marzenia stanęły pod ogromnym znakiem zapytania.

Widok mamy, nachylającej się nade mną z uśmiechem i aparatem w dłoniach, był jednym z pierwszych wspomnień zapisanych w mojej pamięci. Przeglądałam znane magazyny przyrodnicze z jej pracami w środku, jeszcze zanim nauczyłam się czytać. Uwielbiałam podziwiać ptaki, zwierzęta oraz morskie stworzenia, które ona potrafiła uchwycić w taki sposób, że fotografie zdawały się żyć – jakby klatka wcale nie zatrzymała ich ruchu. Miałam zaledwie cztery latka, kiedy po raz pierwszy powiedziałam: „Mamo, ja też chcę robić zdjęcia”. Od tamtego czasu nie zmieniło się absolutnie nic. Kilka dni temu obchodziłam swoje siedemnaste urodziny i mimo upływu lat wciąż miałam to samo pragnienie.

Chciałam tworzyć. Chciałam łapać to, co ulotne. Chwile, emocje, uczucia. Krótkie momenty mogące żyć wiecznie jedynie w moim obiektywie.

Pierwszy aparat dostałam od rodziców w podstawówce. Po niespełna miesiącu musieli zabrać mi go na kilka dni, ponieważ chodziłam z nim nawet do łazienki. Robiłam zdjęcia wszystkiemu, co stanęło mi na drodze. Po dziś dzień moje serce biło mocniej za każdym razem, gdy choćby spoglądałam w stronę swojego sprzętu.

Mogłabym mówić o tym godzinami, ale kto chciałby tego słuchać?

Wracając do sedna – problem z moimi marzeniami był taki, że miałam za słabe portfolio, by dostać się na wymarzoną uczelnię. Wcześniej nie zdawałam sobie z tego sprawy. Sądziłam, że moje kadry są naprawdę dobre i wystarczające. Jednak wizyta przedstawiciela Yale w naszym liceum wyprowadziła mnie z błędu mocnym kopniakiem. Prosto w głowę.

Dziś mija drugi miesiąc, odkąd nie zrobiłam ani jednego zdjęcia. Nigdy wcześniej nie dopadła mnie taka blokada. Nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, straciłam zdolność fotografowania. Każde ujęcie zaczęło wydawać się nijakie, a ja nie mogłam poradzić sobie z tym, że słowa tamtego mężczyzny, który nazwał moje zdjęcia „płaskimi”, wyryły mi się w pamięci jak tatuaż. Ale nie planowałam dać za wygraną. Obiecałam sobie, że poświęcę całe lato na przygotowanie portfolio, które otworzy dla mnie bramy Yale. Dziś oficjalnie zaczęły się wakacje, a ja chciałam wcielić swój plan w życie jutro z samego rana.

– Tilly! – Z wnętrza domu dobiegł głos mamy. – Chodź na chwilę!

Prawie podskoczyłam, kiedy brutalnie wyrwano mnie z otchłani myśli. Potrząsnęłam głową, powoli podniosłam się z leżaka i rozprostowałam obolałe mięśnie.

– Idę! – odparłam głośno, wsuwając na stopy klapki.

Po chwili stałam już w kuchni. Od razu zauważyłam, że rodzice przyglądali mi się z niepodobną do nich dozą niepewności.

– Dlaczego macie takie miny? – Zerknęłam na nich podejrzliwie i zajęłam miejsce przy wyspie kuchennej.

– Chciałabyś wyjechać z nami na kilka dni? – zaproponował tata, zamykając jeden ze swoich skórzanych notesów, w których zapisywał wszystko, co związane z pracą biologa morskiego.

Nieznacznie zmrużyłam powieki i podparłam się łokciami o blat.

– Poproszę o więcej szczegółów.

– Zabierzemy dziadka Jacka i odpoczniemy trochę w naszym domku letniskowym. – Mama podsunęła mi miskę z owocami i delikatnie uniosła brew. – To niedaleko, a widoki są piękne. Może tam uda ci się przełamać i zrobisz nowe zdjęcia.

Nabrałam powietrza w płuca i zastanowiłam się przez moment. To nie był zły pomysł. Nasz domek letniskowy znajdował się stosunkowo blisko Bullhead City, ale w bardziej ustronnym miejscu. Rosło tam znacznie więcej drzew niż tutaj, a mały staw wydawał się obiecującym obiektem do sfotografowania.

– W sumie to brzmi całkiem dobrze – przyznałam. – Kiedy chcecie jechać?

– Jutro rano. – Ojciec podciągnął okulary z nosa na czubek głowy. – Zdążysz się spakować?

– Jasne – potwierdziłam bez wahania. – Zajmę się tym za chwilę, a wy nie siedźcie długo, robi się późno – dodałam i zeskoczyłam z krzesła.

Odgarniając z twarzy niesforne kosmyki jasnych włosów, skierowałam się w stronę schodów prowadzących na górę. Zanim jednak zdążyłam wejść choćby na pierwszy stopień, za moimi plecami rozbrzmiało donośne chrząknięcie taty.

– Słonko, chodź jeszcze na moment – westchnął, a ja zerknęłam na niego przez ramię, po czym wróciłam do kuchni.

Podejrzane.

Rodzice nigdy nie owijali w bawełnę, a coś mi mówiło, że właśnie to się teraz działo.

– Kręcicie coś – stwierdziłam. Ułożyłam ręce na biodrach i objęłam ich niepewnym spojrzeniem. – To nie w waszym stylu.

– Chodzi o to, że chyba będziemy mieli gości – podjęła mama. Zanim zaczęła mówić dalej, spięła włosy w wysoki koczek i wzięła głęboki wdech. – Rodzice Tristana planują spędzić kilka dni w mieście.

Poczułam nieprzyjemne dreszcze, gdy tylko usłyszałam jegoimię.

– Dzwonili do nas i pomyśleliśmy, że mogliby dołączyć do nas na wyjeździe.

– Czekajcie. – Uniosłam dłoń. – Mówimy tylko o Anne i Arthurze, tak? Tristana nie będzie?

Kiedy zapadła między nami kompletna cisza, stałam się niespokojna. Na szczęście tata szybko rozwiał moje podejrzenia.

– Nie – oznajmił. – Tristan podobno zaszył się ze znajomymi w Hiszpanii. Jego ostatni skandal po koncercie w Nowym Jorku… Cóż, będzie lepiej, jeśli na jakiś czas zniknie.

– Okej, czyli tylko my, dziadek Jack i Raze’owie, tak? Ani jednej osoby więcej? – upewniałam się.

– Anne powiedziała, że Tristan nie pojawi się w Stanach przez całe wakacje. – Mama skinęła głową, a ja odetchnęłam z ulgą.

– To świetnie. Uwielbiam Anne i może trochę lubię Arthura. To nie ich wina, geny zmieszały się w tak dziwny sposób, że powstał Tristan – skwitowałam z uśmiechem.

Tata mimowolnie parsknął pod nosem, a jego ramiona zadrżały z rozbawienia.

– Cole, do cholery. To nie jest śmieszne – upomniała go mama, przewracając przy tym oczami.

– Dobrze, to zostawiam was. – Po raz kolejny powędrowałam do schodów. – Dobrej nocy.

Na wstrzymanym przez niepewność oddechu zaczęłam pokonywać korytarz, ale coś w środku nie pozwalało mi pewnie stawiać kroków. Przystanęłam na moment, a później ponownie spojrzałam na rodziców.

– Gdyby Tristan miał przyjechać, powiedzielibyście mi o tym, prawda? – zapytałam poważnym tonem.

– Dobrze wiesz, że nigdy byśmy cię nie okłamali, słonko. – Ojciec obrócił w palcach długopis, a po chwili zmarszczył brwi i odłożył go na blat. – Naprawdę nadal tak bardzo się nie lubicie? Minęło tyle lat.

– Dobrze wiecie, jak wyglądało moje dzieciństwo z tym… – urwałam na sekundę, by znaleźć jakiekolwiek określenie na Tristana, które nie byłoby przekleństwem – …człowiekiem.

Ojciec potarł brwi palcami, a mama skrzyżowała ręce na klatce piersiowej i wygięła usta w czymś na kształt zrozumienia.

– Tristan uprzykrzał mi dzieciństwo, odkąd sięgam pamięcią – wyjaśniłam. – Rozjechał naszego chomika rowerem, obciął mi włosy, oblał moje wrotki smarem i rozsypał mrówki na ciastkach, które chciałam sprzedać na festynie. Mam wymieniać dalej? Okej, może z chomikiem to był wypadek, bo Rufus nigdy nie powinien się znaleźć na środku chodnika, ale reszta? Wierzcie mi, że im starsza byłam, tym bardziej uważałam to wszystko jedynie za dziecinne robienie sobie na złość, że to nie są wystarczające powody, by kogoś nienawidzić. Ale potem Tristan wygrał ten cholerny program telewizyjny, stał się wielką gwiazdą, wyjechał z miasta i napisał piosenkę. O brzydkiej koleżance z domu naprzeciwko, której nie znosił. Zdajecie sobie sprawę z tego, że wszyscy w Bullhead City domyślili się, że jest o mnie? Może za dziesięć lat to wszystko będzie dla mnie bez znaczenia, ale teraz takie nie jest. Poza tym naprawdę chcielibyście mieć z nim cokolwiek wspólnego po tych wszystkich skandalach? Tristan ledwie skończył dziewiętnaście lat, a zaliczył więcej wpadek niż piosenkarze z pokolenia dziadka Jacka. Jego rodzice to naprawdę świetni ludzie, ale on? Czasami naprawdę trudno mi uwierzyć, że istnienie tego chłopaka nie jest jakimś nieudanym eksperymentem społecznym.

– Dobrze. – Mama machnęła na mnie ręką, próbując ukryć rozbawienie. – Za chwilę zadzwonię do Anne i jeszcze raz się upewnię, czy Tristan na pewno nie przyjedzie. A teraz uciekaj, musisz się spakować.

– Dziękuję – odparłam i subtelnie uniosłam kącik ust. – Może faktycznie krótki wyjazd dobrze mi zrobi. Wam zresztą też, zasługujecie na odpoczynek. Na którą powinnam być gotowa?

– Chcemy wyjechać około ósmej – oznajmił tata. – Leć na górę i nie zapomnij aparatu. Wierzę w ciebie, słonko, niedługo na pewno uda ci się zrobić piękne zdjęcia.

Ostatni raz posłałam im uśmiech, po czym głęboko odetchnęłam i wreszcie zniknęłam na schodach. Serce obijało się o moje żebra z zawrotną prędkością przez wzburzenie, które wywołała we mnie sama rozmowa o Tristanie.

– Po kim ona ma takie gadane, co? – usłyszałam z oddali rozweselony głos mamy.

– Pytasz poważnie? – zadrwił ojciec, na co cicho się zaśmiałam.

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Tilly

– ‘Cause you got that James Dean daydream look in your eye1. – Podczas gdy tata prowadził samochód, wraz z mamą postanowiłyśmy włączyć odtwarzacz i urządzić sobie mały koncert. – And I got that red lip classic thing that you like. And when we go crushing down, we come back every time. ‘Cause we never go out of style. We never go out of style.

– Na Boga, kobiety! – Ojciec pokręcił głową, a z jego ust wydostało się głośne parsknięcie. – Jeszcze dwie zwrotki i ogłuchnę.

– Pewnie sam masz ochotę zaśpiewać. – Mama wzruszyła ramionami i delikatnie szturchnęła go w nogę.

Tata nie odpowiedział, tylko zacisnął zęby, a później spojrzał na mnie w lusterku.

– I co? Humor chyba dopisuje? – Puścił do mnie oczko, a moje usta rozciągnął subtelny, niesięgający oczu, uśmiech.

– Chyba tak – przyznałam. – Czuję, że ten wyjazd naprawdę dobrze mi zrobi.

Chwilę po moich słowach rodzice pogrążyli się w rozmowie, a ja przeniosłam wzrok na błyszczące w promieniach słońca jezioro, obok którego właśnie przejeżdżaliśmy. Te wakacje zapowiadały się naprawdę pięknie. Wczorajsza chwila zwątpienia uleciała z mojej głowy wraz z dzisiejszym wschodem słońca. Coś mi mówiło, że gdy tylko znajdę się w naszym domku letniskowym, wena wróci, a przykre słowa przedstawiciela Yale staną się jedynie stłumionym echem.

– Mamo? – Podparłam podbródek o rękę i zerknęłam na kobietę spod przymrużonych powiek. – O której przyjadą Anne i Arthur?

– Powinni być na obiad – odparła od razu. – Pomożesz mi coś ugotować?

– Jasne. – Poprawiłam się na siedzeniu, nachylając się w jej stronę. – Może zrobimy kurczaka w zielonym curry? Do tego ryż, jakieś warzywa? Może też sałatka? – zaproponowałam.

Mama szeroko otworzyła oczy.

– Myślałam o czymś mniej skomplikowanym, na przykład makaronie z serem. Ale proszę bardzo, kuchnia jest twoja.

– No i pięknie – skwitowałam, po czym rozsiadłam się wygodnie.

Uwielbiałam gotować. Niewiele rzeczy uspokajało mnie tak bardzo jak przygotowywanie – najlepiej skomplikowanych – posiłków. Anne i Arthur z pewnością przyjadą zmęczeni, więc uraczenie ich czymś naprawdę dobrym będzie dla mnie czystą przyjemnością.

Nasz domek zawsze pachniał latem. Nie wiedziałam, czy to kwestia gorącego powietrza przesyconego zapachem owoców i warzyw, które mama sadziła w zacienionym ogródku, czy może aromatu drewna nagrzewającego się na słońcu. W każdym razie nic nie mogło się równać atmosferze, która udzielała mi się zawsze, gdy tylko przyjeżdżałam do tego miejsca. Dom stał trochę na uboczu – kiedy tata postanowił go wybudować, na samym początku stwierdził, że budynek musi znajdować się na takim terenie, byśmy mieli sporo prywatności. Prowadziła do niego droga pełna kurzu, wokół której rozciągały się jedynie niewysokie drzewa, suche krzewy i cisza. Ta dobra cisza, mówiąca, że jesteś z dala od wszystkiego i możesz odpocząć.

– Tilly! Chodź szybko! – zawołał mnie dziadek Jack.

Zmarszczyłam brwi i podbiegłam do niego.

– Coś się stało?

– Patrz, jaja czapli modrej. – Wskazał na niewielkie gniazdko ukryte w wysokiej trzcinie.

Staliśmy przy stawie nieopodal domku. Dziadek uśmiechał się szeroko i wpatrywał w ptasie jajka z takim zachwytem, jakby widział coś podobnego po raz pierwszy w życiu.

– Ciekawe, kiedy się wyklują. – Kucnęłam przy brzegu, by lepiej się im przyjrzeć.

– Już powinny – westchnął i przybrał identyczną pozycję jak ja. – Być może zobaczymy małe nawet za chwilę albo jutro.

Odruchowo wyciągnął rękę w ich stronę, ale natychmiast go powstrzymałam.

– Zostaw, nie jesteś ich matką – zaśmiałam się. – Chodźmy, musimy zdążyć ze wszystkim, zanim przyjadą goście.

Zaraz po tym chwyciłam dziadka pod ramię i powoli weszliśmy do domu.

– Szkoda, że babcia nie mogła przyjechać z nami. – Zerknęłam na niego i czule potarłam jego rękę.

– Miley zarezerwowała rejs już kilka miesięcy temu, a ja nie chciałem, żeby Lily musiała z niego rezygnować – przyznał spokojnie. Puścił mnie ostrożnie i usiadł przy stole.

To prawda – ciocia Miley obiecała babci rejs już dawno. Dziadek miał płynąć z nimi, ale ostatecznie uznał, że powinny zrobić sobie babski wypad. W głębi duszy wiedziałam, że najzwyczajniej w świecie nie chciało mu się spędzać dziesięciu dni na wycieczkowcu. To nie były jego klimaty…

Oparłam się o blat wyspy kuchennej i niespiesznie objęłam wzrokiem wszystko wokół. Uwielbiałam to, jak mama urządziła nasz domek. Był ciepły, przytulny, jasny i rodzinny. Każdą ze ścian zdobiły dziesiątki zdjęć w kolorowych ramkach, a niemal w każdym kącie stały wielkie donice z roślinami. Znajdowały się tu pastelowe, miękkie sofy oraz fotele, a także jasnożółte poduszki, które zawsze – jakimś cudem – spadały za kanapę. Na pierwszy rzut oka nic do siebie nie pasowało, ale kiedy przyjrzeć się bliżej – dało się dostrzec w tym całym bałaganie nieopisaną harmonię.

Może kiedyś zamieszkam tutaj na stałe? Pomyślałam, a następnie odbiłam się od drewnianego blatu i spojrzałam na rodziców.

– Wezmę swoje rzeczy z bagażnika – rzuciłam, ściągając z nadgarstka gumkę, by spiąć włosy w koczek.

– Nie musisz – oznajmił tata. – Zaniosłem wszystko na górę, kiedy byliście z dziadkiem przy stawie.

– O, dzięki. – Uśmiechnęłam się. – Dobra, to pójdę do siebie i chwilę odpocznę, a później zabiorę się do gotowania.

Odprowadzana ich przyjaznymi spojrzeniami, weszłam po wyłożonych jasnym dywanem schodach, a niedługo później usiadłam na łóżku w swoim pokoju. Upał był niemiłosierny, mimo że nie wybiła jeszcze dziewiąta. Ułożyłam się wygodnie i wyciągnęłam z kieszeni telefon. Szybko wybrałam numer przyjaciółki, a w oczekiwaniu, aż odbierze, odsunęłam z czoła wilgotne kosmyki włosów i wcisnęłam sobie pod głowę poduszkę.

– Dojechaliście? – Nagle w słuchawce rozbrzmiał głos Sky.

– Przed chwilą – westchnęłam. – Jest jeszcze cieplej, niż zakładałam.

– Żadna nowość, uroki naszego klimatu – prychnęła, w tle słyszałam dźwięk klucza przekręcanego w zamku. – Jadę właśnie do centrum, podobno dzisiaj otwierają jakiś nowy sklep. Może załapię się na rabat, potrzebuję kostiumów kąpielowych.

Przewróciłam się na brzuch i włączyłam tryb głośnomówiący.

– Przyjadą do nas Anne i Arthur – oznajmiłam.

Po drugiej stronie zapadła wymowna cisza.

– Sky? – rzuciłam, kiedy przyjaciółka nie odzywała się zbyt długo.

– Przyjadą tylko oni czy… – mruknęła w końcu niepewnie.

– Nie, tylko oni. – Zaczęłam się bawić pierścionkami na palcach. – Też z początku myślałam, że on przyjedzie z nimi, ale podobno siedzi ze znajomymi gdzieś w Hiszpanii.

– Jezu, to dobrze. – Odetchnęła jakby z ulgą. – Podejrzewam, że z domku nie zostałoby wiele, gdybyście mieli siedzieć w nim razem.

– Nawet mi nie mów. – Przetarłam twarz ręką. – Na pewno nie przyjedziesz?

– Nooo – sapnęła, niezadowolona. – Nie wymigam się od wyjazdu z rodzicami, już im obiecałam. Ale gdy wrócimy za tydzień, poproszę tatę, żeby mnie do was przywiózł. A ty rób w tym czasie zdjęcia! Żaden frajer z Yale nie będzie podcinał skrzydeł mojej najlepszej przyjaciółce.

Mimowolnie się uśmiechnęłam, gdy usłyszałam jej słowa.

– Postaram się – odparłam. – Leć do miasta, a jutro daj mi znać, jak już dojedziecie do San Diego.

Zakończyłam połączenie i podniosłam się do siadu. Musiałam jak najszybciej się przebrać, jeśli nie chciałam umrzeć z przegrzania. Zeskoczyłam więc z wysokiego materaca, a po chwili wygrzebałam z walizki krótką, bladoniebieską sukienkę.

– Od razu lepiej… – skwitowałam po zamianie spodenek i koszulki na coś lżejszego.

Włączyłam przenośny głośnik, z którego niemal natychmiast popłynęła ostatnia słuchana przeze mnie piosenka. Close to Youod Gracie Abrams rozbrzmiało w całym pomieszczeniu, podczas gdy ja usiadłam przy biurku i wsparłam łokcie o blat. Nuciłam pod nosem słowa jednego z moich ulubionych kawałków, uruchamiając w telefonie Instagram. Chciałam opublikować zdjęcie gniazda przy stawie, które zrobiłam, zanim wróciliśmy z dziadkiem do domu, ale moja uwaga niespodziewanie skupiła się na czymś zupełnie innym.

Zauważyłam post jednego z portali plotkarskich, którego szczerze nie znosiłam. Nie planowałam zatrzymywać się na tym wpisie, ale nie potrafiłam zignorować faktu, że na zdjęciu znajdował się Tristan. Dwóch kolegów trzymało go za ramiona, a on wyrywał się w kierunku kogoś, kto wyglądał na pracownika hotelu. Pokręciłam głową i zamknęłam aplikację.

Co mnie to obchodzi?

W milczeniu podeszłam do okna. Otworzyłam je szeroko, po czym zajęłam miejsce na siedzisku przy parapecie.

– Peach! – Raptownie wstałam, kiedy usłyszałam pod drzwiami ciche popiskiwanie naszej suczki. Szybko wpuściłam ją do środka i od razu wzięłam na ręce. – Chodź, malutka.

Wróciłam pod okno, a maltańczyk usadowił się wygodnie tuż przy moich nogach. Ponownie sięgnęłam po telefon. Nie ukrywam, że czasami zdarzało mi się przeczytać jakiś artykuł o kolejnej wpadce Tristana. Wszyscy w Bullhead City je czytali, a ja raz na jakiś czas najzwyczajniej w świecie… nie mogłam się powstrzymać.

Oparłam się plecami o ścianę, zacisnęłam usta i po raz kolejny odblokowałam komórkę. Kiedy tylko wpisałam w wyszukiwarkę „Tristan Raze”, moim oczom ukazały się wpisy sprzed zaledwie kilku godzin. Weszłam na pierwszą stronę i zawiesiłam wzrok na tym samym zdjęciu, które przed chwilą widziałam na Instagramie. Zaczęłam czytać. Między kilkoma fotografiami zrobionymi z ukrycia, na których Raze bił się, krzyczał albo był przytrzymywany przez kolegów, znajdowały się krótkie akapity tekstu. Ja jednak zwróciłam szczególną uwagę na nagłówek.

„Tristan Raze znowu przesadził! Idol nastolatek wyrzucony z hiszpańskiego hotelu po bójce z pracownikiem”.

ROZDZIAŁ DRUGI

Tilly

Nie byłam zwyczajnie spocona. Po skończonym gotowaniu wyglądałam tak, jakbym ostatnie dwie godziny spędziła pod wodospadem. Sukienka kleiła się do moich pleców, a stopy ślizgały się w klapkach.

– Okej, mamy jakiś kwadrans do przyjazdu Anne i Arthura, więc pójdę się przebrać – oznajmiłam, przecierając twarz dłonią.

Nie czekając na odpowiedź rodziców, wróciłam do pokoju, gdzie w mgnieniu oka wzięłam chłodny prysznic i zamieniłam wilgotne ubranie na coś suchego. Jasnoróżowa sukienka w drobne kwiaty, którą dostałam kiedyś od mamy, wydawała się idealna na rodzinny obiad.

– Nie ma takiej opcji – mruknęłam, kiedy spojrzałam na kosmetyczkę leżącą na biurku. Chociaż bardzo chciałam się pomalować, wiedziałam, że żaden makijaż nie przetrwałby tego upału.

W pośpiechu zbiegłam po schodach, a po drodze zaplotłam włosy w luźny warkocz. Odetchnęłam głęboko, gdy znalazłam się na dole i usłyszałam dźwięki płynącej z radia muzyki.

– Już jestem! – obwieściłam głośno.

– Tilly! Ale wyrosłaś!

Na te słowa gwałtownie się wyprostowałam. Anne zmierzała do mnie z uśmiechem na ustach i szeroko otwartymi ramionami.

– Anne! Dobrze, że już jesteście. – Pozwoliłam, by mnie przytuliła, a później zlustrowała wzrokiem od góry do dołu.

– Przyjechaliśmy dosłownie kilka minut temu. Piękna jesteś, skarbie – stwierdziła, poprawiając swoje długie, ciemne włosy. – Jeszcze piękniejsza niż na zdjęciach. Jak w szkole? O matko, tak dawno was nie widziałam. – Spojrzała przez ramię na rodziców, którzy przygotowywali półmiski w kuchni. – Musicie mi wszystko opowiedzieć.

Gestem zaprosiłam ją do jadalni. Kiedy brałam prysznic, mama zdążyła rozłożyć na dużym stole swoją ulubioną zastawę, a nawet wstawić do wazonu świeże kwiaty przyniesione z ogródka.

– A gdzie Arthur? – zagaiłam.

– Wyciąga ostatnie rzeczy z samochodu, zaraz powinien wrócić – odparła Anne, a następnie zajęła jedno z krzeseł i poklepała drugie obok siebie. – Siadaj, muszę się na ciebie napatrzeć.

Przygryzłam lekko usta i zawahałam się przez moment, jednak ostatecznie usadowiłam się przy niej i pozwoliłam, żeby dalej patrzyła na mnie jak na przybysza z innej planety. Ale lubiłam tę kobietę. Była zupełnie inna niż jej mąż, który nawet w najweselszym towarzystwie wyglądał tak, jakby właśnie kalkulował, ilu ludzi musi zginąć, żeby poczuł się lepiej. Arthur wydawał się poważny, nieco gburowaty i wiecznie spięty. Za to Anne – och, ona obdarowywała swoim pozytywnym nastawieniem do życia każdego, kto stawał na jej drodze.

Długie, ciemne włosy opadały jej na ramiona, a delikatny makijaż dodawał uroku i klasy, których i tak nigdy jej nie brakowało. Była wysoka, szczupła i zdecydowanie zadbana. Wpatrywała się we mnie przyjaznymi niebieskimi oczami tak długo, aż w końcu postanowiłam się odezwać:

– A co u was? – Poprawiłam sukienkę. – Podobno niedawno byliście w Europie.

– Och. – Anne machnęła ręką. – Byliśmy to za dużo powiedziane, skarbie. Towarzyszyliśmy Tristanowi na ostatnim koncercie podczas europejskiej części trasy, nie mieliśmy czasu na zwiedzanie.

– Właśnie… – wtrącił nagle tata. Położył na stole koszyczek z pieczywem i zajął miejsce naprzeciwko nas. – Jak sprawy z Tristanem? Rano widziałem artykuł o hotelu w Hiszpanii.

Anne niemal od razu posmutniała.

Nie dziwiłam się jej. Też byłabym zmartwiona, gdyby mój syn robił takie rzeczy…

– Tristan ma ostatnio swoje humory – westchnęła. – Może to przepracowanie, ostatni rok był dla niego naprawdę intensywny.

– Nie broń go, kochanie. – Do moich uszu dobiegł męski głos, przez co podniosłam spojrzenie.

Arthur stał w drzwiach z rękami wsuniętymi do kieszeni białych spodni. Wyglądał na naprawdę zmęczonego i… nieco zirytowanego.

– Cześć, Tilly. – Skinął w moją stronę, po czym przeszedł do kuchni, żeby umyć ręce.

– Cześć – rzuciłam, wodząc za nim wzrokiem.

– Nie zwracaj na niego uwagi, wczoraj pokłócił się z Tristanem – szepnęła mi do ucha Anne.

– Na razie zajmijmy się czymś przyjemnym. – Mama podeszła do stołu i ustawiła na nim ostatni półmisek z sałatką. – Jedzmy, na pewno jesteście głodni po podróży.

Krótko po skończonym obiedzie wszyscy wyszliśmy na taras. Słońce zdążyło się przenieść na drugą stronę domu, dzięki czemu drewniane leżaki skryły się w lekkim cieniu, a upał nie doskwierał tak bardzo jak jeszcze kilka godzin wcześniej. Przysłuchiwałam się rozmowie mamy i Anne. Dyskutowały o wspólnym wyjeździe, który planowały od dobrych kilku lat, a który jeszcze nigdy nie doszedł do skutku. Arthur natomiast wypoczywał, w milczeniu paląc papierosa. Miał zamknięte oczy i zdawał się całkowicie odcięty od świata. Dziadek wraz z tatą poszli przynieść jakieś drobiazgi z samochodu, a ja pragnęłam w pełni się zrelaksować. Wieczorem planowałam wybrać się na spacer, żeby zrobić kilka zdjęć, ale na razie mój pełny żołądek zdecydowanie nie był na to ani chętny, ani gotowy.

– Powiedz mi, Tilly – podjął nagle Arthur, przez co od razu na niego spojrzałam. – Jak w szkole? Na jaką uczelnię będziesz składać papiery?

– W planach jest Yale – oznajmiłam. – Ale nie wiem, co z tego wyjdzie. W te wakacje muszę popracować nad portfolio.

– Liga bluszczowa, pięknie. – Pokiwał głową z uznaniem, gasząc niedopałek w popielniczce na stoliku. – A jeśli nie Yale, to co? Myślałaś nad innymi opcjami?

– Szczerze? – Uniosłam brwi, a później rozsiadłam się nieco wygodniej i nabrałam powietrza w płuca. – Dotąd moim jedynym wyborem było Yale, ale… – Zamilkłam na moment. – Chyba powinnam mieć również jakiś plan B.

– Zawsze trzeba mieć plan B – stwierdził mężczyzna. – A najlepiej jeszcze plan C i D.

– Racja. – Nieznacznie uniosłam kącik ust, po czym sięgnęłam po dzbanek z sokiem pomarańczowym.

Nalałam sobie trochę do szklanki i nie za bardzo wiedziałam, jak dalej pociągnąć rozmowę. Wyręczyła mnie jednak mama, która postanowiła zapytać Arthura o syna.

– Czy Tristan do was…

– Pójdę do Cole’a i Jacka, może potrzebują pomocy. – Nie pozwolił jej dokończyć. – Rozmawiajcie sobie spokojnie, a my wypijemy piwo przy samochodzie. – Podniósł się z leżaka, a potem w mgnieniu oka zniknął za domem.

– Przepraszam za niego – mruknęła Anne. – Jest wściekły na Tristana. Same wiecie, jak wyglądają ich kłótnie. – Zerknęła na nas przelotnie. Dolała sobie białego wina do kieliszka, a wtedy mama niepewnie zapytała:

– Rozmawiałaś z nim od czasu tej kłótni?

– Ma wyłączony telefon. – Kobieta wyraźnie zacisnęła szczęki. – Pewnie niedługo mu przejdzie i do nas zadzwoni.

– Może powinniście jakoś na niego wpłynąć…

– Przejdę się nad wodę – wtrąciłam nagle. – Wezmę aparat, może znajdę jakieś ładne kadry.

Kiedy wchodziłam do domu, wciąż słyszałam, że rozmawiały o Tristanie. Nie był to mój ulubiony temat, dlatego robienie zdjęć wydawało się zdecydowanie lepszym rozwiązaniem niż zostanie na tarasie.

Kilka chwil później weszłam do swojego pokoju. Od razu sięgnęłam po telefon, który wcześniej zostawiłam podpięty do ładowarki. Miałam trzy nieodebrane połączenia od Sky. Nie zwlekając, wybrałam numer przyjaciółki i przyłożyłam komórkę do ucha.

– No w końcu! – rzuciła zaledwie po jednym sygnale. – Widziałaś nowy artykuł?

Zmarszczyłam brwi, po czym usiadłam na brzegu łóżka.

– Nie – przyznałam zgodnie z prawdą. – Niech zgadnę. Artykuł o Tristanie? – Odruchowo przewróciłam oczami. Odnosiłam wrażenie, jakby od wczoraj dosłownie wszystko kręciło się wokół tego chłopaka.

– Brzmisz, jakbyś była zła – zauważyła Sky. – Coś się stało?

– Nie, wszystko w porządku – odparłam. – Po prostu słyszałam dzisiaj jego imię tyle razy, że niedługo zacznie mi się kręcić w głowie. Anne i Arthur już przyjechali.

– A, no tak – sapnęła. – I co? Mówili coś o nim? Masz jakieś plotki?

– Sky! – upomniałam ją, śmiejąc się pod nosem.

Moja przyjaciółka co prawda nie była zagorzałą fanką Raze’a, ale wiedziałam, że jego muzyka jej się podobała. Niespecjalnie przepadała za nim jako za człowiekiem, głównie z uwagi na to, jak kiedyś mnie traktował, ale jego piosenki… Cóż, nie dało się ukryć, że je lubiła. Tak samo zresztą jak czytanie plotek i nowych artykułów na jego temat. Ale to z kolei uwielbiali wszyscy w Bullhead City. Mieszkaliśmy w miasteczku, gdzie niewiele się działo, a przeglądanie wpisów o chłopaku, który niegdyś chodził z nami do szkoły, a teraz był światową gwiazdą… Rozumiałam, że dla wielu mogło to być interesujące.

– Wracając do artykułu – ciągnęła – dzisiaj widziano Tristana na lotnisku w Madrycie. Wsiadał do samolotu.

– Podejrzewam, że tak robi większość ludzi znajdujących się na lotniskach – prychnęłam, na co w słuchawce rozbrzmiał śmiech przyjaciółki.

– Myślałaś kiedyś o tym, żeby wyzbyć się chociaż części sarkazmu, który w tobie siedzi? – zapytała z rozbawieniem.

– Ani przez sekundę. – Opadłam plecami na materac. – I co z tym lotniskiem?

– To był lot do Las Vegas, Tilly. A to oznacza, że Raze właśnie w tym momencie jest w drodze do Stanów.

Mimowolnie przełknęłam ślinę.

Może dlatego miał wyłączony telefon, kiedy Anne do niego dzwoniła?

– Może leci do was – dodała Sky, a moja powieka w reakcji na jej sugestię zaczęła niebezpiecznie drżeć.

– Wątpię – stwierdziłam, ale w moim głosie nie było słychać ani grama przekonania. – Pewnie zostanie w Vegas i będzie się tam bawił ze znajomymi.

– W sumie… – mruknęła przyjaciółka. – No tak, kumple towarzyszyli mu na lotnisku.

– No właśnie. – Szybko wstałam z łóżka i podeszłam do komody. Wyciągnęłam aparat, mocno zaciskając na nim palce. – Kończę, idę na zdjęcia. Zadzwonię rano.

– Dzwoń po południu, bo rodzice zarezerwowali na rano jakąś wycieczkę.

– Jasne – rzuciłam, po czym zakończyłam połączenie i odłożyłam telefon na biurko.

Zawiesiłam na szyi aparat i zgarnęłam do ręki torbę z resztą sprzętu, a później – nie zwlekając – wyszłam z domu. Od razu skierowałam się na drugą stronę stawu. Po drodze minęłam rodziców, dziadka oraz Anne i Arthura, ale starałam się nie wsłuchiwać w to, o czym rozmawiali. Miałam szczerze dosyć imienia „Tristan”. Podejrzewałam, że gdyby nie wyrzucili go z tego cholernego hotelu, to być może jego temat nie wylewałby się na mnie z każdej strony. Ale w tej sytuacji wszyscy byli zaaferowani sprawą. Sky – i prawdopodobnie reszta znajomych – mieli temat do plotek, Anne wreszcie mogła spędzić czas z moją mamą, która zawsze była gotowa jej wysłuchać, a Arthur miał mojego tatę i dziadka, którym z pewnością planował opowiedzieć o tym, że jego syn niedługo zaprzepaści swoją karierę.

Szkoda tylko, że w tym wszystkim byłam ja. Marząca wyłącznie o tym, by nie dyskutować co chwilę o chłopaku, który upokarzał mnie, odkąd nauczył się mówić.

Przysiadłam na dużym kamieniu przy brzegu stawu, odłożyłam aparat na bok i przez moment pozwoliłam sobie na to, by wpatrywać się w spokojną wodę. Dzień chylił się ku końcowi, a ja – gdy zostałam sama – poczułam głęboką ulgę rozlewającą się w moim wnętrzu.

To tylko tak dzisiaj. Pomyślałam, łamiąc w palcach drobny patyczek. To właściwie oczywiste, że skoro Anne i Arthur pytali o mnie, moim rodzicom również wypadało zapytać o ich syna. Długo się nie widzieli, a rozmowy o dzieciach to klasyk spotkań dojrzałych ludzi posiadających rodziny.

Wzięłam głęboki oddech, po czym wyciągnęłam z futerału odpowiedni obiektyw. Uruchomiłam wszystko i zaczęłam się skupiać jedynie na tym, co istotne – na zdjęciach.

ROZDZIAŁ TRZECI

Tilly

Cały wczorajszy wieczór i większość dzisiejszego dnia spędziłam z aparatem w dłoniach. Nie byłabym zdziwiona, gdyby się okazało, że pobiłam swój rekord kroków, przeszłam cały teren rozciągający się wokół domu jakieś trzydzieści razy.

Ale wciąż czułam, że to nie to.

Nigdy nie byłam typem nastolatki, która narzeka, że wychowała się w małym miasteczku. Uwielbiałam je. Nie ciągnęło mnie do wielkich metropolii, nie czułam potrzeby przechadzania się zatłoczonymi ulicami i słuchania wyjących całymi dniami klaksonów. A jednak w ostatnim czasie nie mogłam się pozbyć poczucia, że coś było nie tak. Może potrzebowałam zmiany? Czegoś nowego, co w jakiś sposób natchnęłoby mnie do pracy? Czegoś, co byłoby inne od mojej codzienności wśród suchej ziemi, arizońskiego wiatru oraz ciszy panującej w Bullhead City? Może po prostu… Może po prostu tam uchwyciłam już wszystko, co mogłam?

Usiadłam na leżaku przed domem i zaczęłam przeglądać wszystkie zrobione od czasu przyjazdu zdjęcia. Część z nich od razu usunęłam, ale musiałam przyznać, że niektóre okazały się naprawdę dobre. Mimowolnie się uśmiechnęłam, kiedy trafiłam na fotografię przedstawiającą pisklaki, które wykluły się dziś rano w trzcinie przy stawie. Zdjęcie było piękne, przez co uznałam je za godne umieszczenia w portfolio.

– Co robisz? – Na dźwięk głosu dziadka podniosłam wzrok.

– Przeglądam zdjęcia. – Odłożyłam aparat na stolik i skinieniem głowy wskazałam leżak obok. – Siadaj, dziadku.

– Znudziło mi się w środku – westchnął, a później z głośnym chrząknięciem zajął miejsce przy mnie. – I jak ci idzie?

– Nie jest tak źle. – Wzruszyłam ramionami. – Ale mogłoby być lepiej.

– Nie nakładaj na siebie zbyt dużej presji, dziecko. – Dziadek zmarszczył brwi, subtelnie zaciskając usta. – Jesteś mądra, zdolna i śliczna. To się nie zmieni, jeśli nie będziesz studiować na Yale.

Podparłam podbródek na ręce. Na moment zawiesiłam wzrok na niebie, aż w końcu ciężko odetchnęłam.

– Wiem – przyznałam z trudem. – To po prostu moje największe marzenie, a od jakiegoś czasu czuję, że nie uda mi się go spełnić.

– To spełnisz inne marzenia. – Staruszek szturchnął mnie w ramię, a następnie poprawił koszulkę. – Twoja mama nie skończyła prestiżowej uczelni, a zobacz, jak daleko zaszła. Zaczęła robić zdjęcia dla National Geographic jeszcze przed trzydziestką. A wiesz, dlaczego tak się stało? – Wbił we mnie poważne spojrzenie.

– Dlaczego? – mruknęłam.

– Bo wierzyła w siebie i nie pozwalała, żeby byle dupek w garniturze podcinał jej skrzydła – oznajmił, nawiązując do przedstawiciela uczelni. – I ty też powinnaś, słonko. Bo nie dyplom z pieczątką Yale będzie definiował to, kim jesteś albo kim się staniesz. A ja jestem pewien, że osiągniesz wszystko, o czym marzysz, niezależnie od tego, czy i gdzie będziesz studiować. – Delikatnie chwycił moją dłoń w swoją.

Szeroki uśmiech rozciągnął moje usta.

– Zawsze wiesz, co powiedzieć, żebym poczuła się lepiej. Ale może masz rację.

– Zawsze mam rację, moja droga – prychnął, a po chwili rozsiadł się wygodnie i ułożył ręce za głową. – Nie nudzi ci się tutaj, Tilly?

Nieznacznie zmrużyłam powieki i przybrałam identyczną pozycję, jak on.

– Chyba nie – przyznałam. – Sama nie wiem, ostatnio jestem trochę rozbita. I nawet nie potrafię zrozumieć dlaczego. Nigdy wcześniej się tak nie czułam.

– Dorastasz – skwitował, zerkając na mnie kątem oka. – Nie wyrzucaj sobie, że czasami nie jesteś czegoś pewna albo robisz coś głupiego. To normalne. Ja, kiedy byłem w twoim wieku… – Przerwał na moment i chrapliwie się zaśmiał. – Pamiętam, jak jeden z moich kolegów ukradł ojcu samochód, a później pojechaliśmy nim w podróż przez cały stan. Sporo wtedy piliśmy i bawiliśmy się każdego wieczoru…

– Tato! – Dobiegło zza moich pleców, przez co gwałtownie spojrzałam za siebie. – Tej historii akurat nie musisz jej opowiadać. – Mama splotła ręce na piersi i stanęła tuż przy nas.

– Dlaczego? – Ramiona dziadka zadrżały w rozbawieniu. – To był bardzo fajny wyjazd.

– Chodźcie do środka, Cole upiekł ciasto.

– Tata upiekł ciasto? – zapytałam, zdziwiona.

– Upiekłem, i nawet mi wyszło. – Ojciec wychylił się z wnętrza domu i machnął ręką. – Chodźcie.

Powoli podnieśliśmy się z leżaków i wróciliśmy do domku. Anne i Arthur siedzieli już przy stole w jadalni – ona z kieliszkiem wina w dłoni, a on z niezadowoloną miną. Zaczynałam podejrzewać, że nie robił tego specjalnie. Chyba po prostu miał taki wyraz twarzy.

– Proszę bardzo. – Tata teatralnie się ukłonił, po czym ustawił na stole blachę z szarlotką. – To moja druga w życiu, więc nie oceniajcie mnie.

Spędziliśmy prawie trzy godziny, siedząc razem, wspominając stare czasy i rozmawiając na różne tematy. Ciasto taty wzbudziło spore poruszenie, szczególnie kiedy dziadek stwierdził, że smakuje identycznie jak to, które zazwyczaj piecze mama.

– Co wy na to, żeby obejrzeć zachód słońca przy stawie? – zaproponowałam po wytarciu ust serwetką. – Możemy przenieść leżaki z tarasu i zrobić jakieś przekąski.

– Idealny pomysł – stwierdziła Anne. – Póki mogę, chcę zażywać jak najwięcej świeżego powietrza.

– Dobrze, w takim razie zaniesiemy leżaki i stolik na brzeg. – Arthur wstał od stołu i skinął na dziadka i tatę.

– Jeszcze chwila, niech ciasto mi się uleży – sapnął dziadek. – Dajcie mi kilka minut i zaczniemy działać.

– To ja w tym czasie włożę naczynia do zmywarki – westchnęłam, a następnie w milczeniu zgarnęłam brudne talerze i przeszłam do kuchni.

Nucąc cicho piosenkę, która leciała dziś w radiu, zabrałam się do układania naczyń w odpowiednich przegródkach. W oddali słyszałam rozmowę mamy i Anne oraz narzekania dziadka na temat tego, że znowu zjadł więcej, niż powinien. Spokojna atmosfera została jednak przerwana, kiedy w domu rozbrzmiał odgłos donośnego pukania.

– Siedźcie, ja otworzę! – krzyknęłam w stronę jadalni.

Szybko podbiegłam do drzwi i bez zastanowienia chwyciłam za klamkę. Zaledwie kilka sekund później oddech ugrzązł mi w gardle, a przez całe ciało przepełzły nieprzyjemne dreszcze. Zaciskając palce na futrynie, wpatrywałam się w niebieskie oczy osoby stojącej po drugiej stronie progu.

Bez wahania zamknęłam drzwi i wróciłam do kuchni.

Nie ma takiej opcji.

– Kto to był? – Mama podeszła do wyspy kuchennej i zerknęła na mnie z zainteresowaniem.

– Chyba Świadkowie Jehowy – odparłam, lekko zdenerwowana. – Powiedziałam, że nie jesteśmy zainteresowani.

Zanim zdążyłam dodać cokolwiek więcej, pukanie znów wypełniło przestrzeń.

– Dodam jeszcze, żeby poszli… – Chciałam dokończyć, ale matka w mgnieniu oka znalazła się przy drzwiach.

Z całych sił zacisnęłam szczęki. Stanęłam tyłem do wejścia, oparłam się o blat i modliłam w duchu, żeby ta sytuacja okazała się jedynie wytworem mojej wyobraźni. Ułożyłam ręce na biodrach. Zaczęłam nerwowo stukać palcami w materiał szortów, które miałam na sobie.

– Tristan?! – Marzenia o tym, że ostatnie minuty były wyłącznie halucynacją, wyparowały w momencie, gdy usłyszałam krzyk Anne.

Jesteś u siebie. Pomyślałam, a potem bez zastanowienia stanęłam przodem do drzwi. Pociągnęłam nosem i starałam się zachować spokój.

– Dlaczego od dwóch dni nie odbierasz telefonu? – Arthur wynurzył się z jadalni, jego mina zdradzała, że był wściekły.

Nagle wszyscy zmaterializowali się w korytarzu, a ja wpatrywałam się w kredens nieopodal jak zahipnotyzowana.

Wszystko, byleby tylko nie spojrzeć na niego.

Arthur nie doczekał się odpowiedzi.

Gwałtownie przełknęłam ślinę i w końcu nie wytrzymałam. Mój wzrok powędrował w kierunku Tristana, który stał przy wieszaku na klucze. W jednej ręce trzymał niewielką torbę podróżną, drugą zaś wsunął do kieszeni czarnych, podziurawionych spodni. Wciąż otwarte drzwi spowodowały przeciąg, przez co biała koszulka luźno powiewała na jego ramionach, jednocześnie podkreślając czerń tatuaży, które prześwitywały przez cienki materiał. Dostrzegłam, że im dłużej wpatrywał się w ojca, tym mocniej zaciskał dłoń na pasku torby.

– Brak mi słów – parsknął Arthur. Pospiesznie zgarnął z szafki przy wyjściu paczkę papierosów, wyszedł z domu i głośno trzasnął drzwiami.

– Synu, jak mogłeś…? Jak mogłeś nie odezwać się do nas po tym, co stało się w Hiszpanii? – dopytywała Anne, ale Tristan znów nie wydał z siebie ani jednego dźwięku.

Zamknął na moment oczy i wstrzymał powietrze, a następnie odłożył torbę na podłogę. Po chwili powoli się wyprostował, odsuwając z czoła zmierzwione kosmyki czarnych włosów.

– Byłem w samolocie – burknął wreszcie, na co jego matka szeroko otworzyła oczy.

– Dwa dni?! – krzyknęła.

Moja mama natychmiast do niej podeszła. Widziałam, że była równie zdenerwowana jak ja, ale starała się tego nie okazywać. Przestąpiłam z nogi na nogę, uważnie obserwując przedstawienie, które rozgrywało się na moich oczach.

– Spieprzyłem sprawę, okej? – rzucił w końcu Raze, rozkładając ręce na boki. – Kolejny raz, jak zawsze – dodał, po czym zwilżył językiem usta i ponownie spojrzał na Anne. – Nie wiedziałem, gdzie iść, więc przyjechałem tutaj. Mówiłaś, że będziecie tu przez kilka dni.

Zanim zdążyłam się opanować, moje usta opuściło złośliwe parsknięcie:

– Trzeba było jechać do swojej wypasionej willi w Malibu.

Nie minęła nawet sekunda, a ja zdążyłam pożałować, że się wtrąciłam. Tristan przeniósł na mnie wzrok – powoli, niemal w zwolnionym tempie.

– Też się cieszę, że cię widzę, mała Tilly – prychnął bezczelnie, przez co moja powieka automatycznie zadrżała.

Nie wiedziałam, jak długo utrzymywałam z nim kontakt wzrokowy. Gapił się na mnie tymi wielkimi niebieskimi oczami, w których zakochiwały się dziewczyny na całym świecie, a ja miałam ochotę wyłącznie na to, by mu je wydłubać. Najgorszy był jednak jego uśmieszek. Arogancki, cyniczny, jakby nieustannie gardził wszystkimi i wszystkim.

– Musimy porozmawiać. – Arthur wrócił do domu i wskazał palcem na syna, a ja raptownie odwróciłam wzrok. – Wychodź na taras, w tym momencie.

Westchnęłam ciężko i potrząsnęłam głową. Postanowiłam iść do swojego pokoju i najzwyczajniej w świecie przeczekać ten absurd. Szybkim krokiem ruszyłam w kierunku schodów, ale nagle się zatrzymałam. Stanęłam tuż przed Tristanem. Musiałam unieść głowę, by móc spojrzeć mu w oczy, ale nie przeszkodziło mi to w tym, by przybrać obojętną minę, a później głośno i wyraźnie oznajmić:

– Idę do siebie. Kiedy wrócę, ma cię tu nie być.

Nie czekałam na jego odpowiedź ani reakcję nikogo z obecnych w domu, tylko weszłam na piętro. Wciąż wściekła, wparowałam do siebie i zamknęłam drzwi na klucz. Wskoczyłam na łóżko, a później – by choć trochę ulżyć emocjom – cisnęłam jedną z poduszek o ścianę.

Jeżeli rano Raze nadal tu będzie, osobiście zamówię mu taksówkę i odeślę tam, gdzie jego miejsce – do piekła.

1 Taylor Swift (Taylor’s Version) – Style (przyp. aut.).