Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
237 osób interesuje się tą książką
Nolia właśnie znalazła się w sytuacji bez wyjścia. Problemy finansowe i mały ruch w jej kwiaciarni sprawiły, że pozostało jej jedno – poprosić rodziców o pomoc. Nie spodziewa się jednak, że ceną za wsparcie będzie absurdalne żądanie: ślub. Z jej byłym. Nie chcąc wracać do toksycznej relacji z eks, Nolia podejmuje desperacką decyzję. Postanawia wejść w… fikcyjny związek z zupełnie obcą jej osobą.
Camille Levesque żyje w świecie bogactwa, sławy i plotkarskich mediów – w rzeczywistości, przed którą Magnolia próbowała uciec, przeprowadzając się do Amsterdamu. wizerunek niegrzecznego chłopca zaczyna psuć reputację firmy. Musi pokazać światu, że potrafi być odpowiedzialny, wierny i kochający.
Tej wiosny Nolia i Cam próbują przekonać cały świat do ich związku. Miłość nie wchodzi w grę. Umowa to umowa.
Ale przecież serca rządzą się własnymi zasadami – a los ma dziwny talent do mieszania w planach.
Książka dla czytelników powyżej osiemnastego roku życia.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 489
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tytuł oryginału: Un printemps pour te succomber
© Morgane Moncomble, Hugo Publishing 2024 This edition is published by arrangement with Hugo Publishing in conjunction with its duly appointed agents Books And More Agency #BAM, Paris, France and Book/lab. All rights reserved.
Copyright © Wydawnictwo Poznańskie sp. z o.o., 2026 Copyright © for the Polish translation by Marta Turnau, 2026
Redaktorka prowadząca: Aleksandra Kotlewska
Marketing i promocja: Gabriela Wójtowicz, Marta Adrian
Redakcja: Magda Wołoszyn-Cępa
Korekta: Robert Narloch, Małgorzata Tarnowska
Skład i łamanie: Stanisław Tuchołka / panbook.pl
Projekt okładki i strony tytułowe: Florian Rychlik
Ilustracje na okładce: Frederick Sandys, Grace Rose Ferdinand Bol, Trompe l’Oeil of an Etching Martin Johnson Heade, Magnolias on Light Blue Velvet Cloth Archie Thompson, Scissors Justus Juncker, Stilleven met appel en insekten
Zezwalamy na udostępnianie okładki książki w internecie.
ISBN 978-83-68800-52-4
Niniejsza praca jest dziełem fikcji. Wszelkie nazwy, postaci, miejsca i wydarzenia są wytworem wyobraźni osoby autorskiej. Wszelkie podobieństwo do osób prawdziwych jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone.
WE NEED YA Grupa Wydawnictwa Poznańskiego Sp. z o.o. ul. Fredry 8, 61-701 Poznań tel. 61 [email protected]@weneedya.plwww.weneedya.pl
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
„Well, look who I ran into” – crowed Coincidence.
„Please – flirted Fate – this was meant to be”
Anonimowe źródło1
Teri Moïse – Je serai là
Conan Gray – Family Line
Billie Eilish – What Was I Made For?
BLACKPINK – Hard to Love
Troye Sivan – Angel Baby
Jade LeMac – Let Me
Taylor Swift – All Of The Girls You Loved Before
Jonas Brothers – Sucker
Ruth B. – Dandelions
Suriel Hess – Sick of You
SAM KIM – Love Me Like That
L Devine – Girls Like Sex
Olivia Rodrigo – Pretty isn’t pretty
EMELINE – What it means to be a girl
Ali Gatie – It’s You
Bruno Mars – Marry You
Ed Sheeran – Thinking Out Loud
Christina Perri – A Thousand Years
Nathan Sykes – Over and Over Again
Taylor Swift – Lover
Louane – Secret
JAEHYUN – Forever Only
Isabel LaRosa – HEAVEN
Justin Bieber – Off My Face
Halsey – Killing boys
Ariana Grande – Let Me Love You
Wyglądam jak prostytutka2.
Może luksusowa, ale jednak prostytutka.
Tak w każdym razie uważają – jestem tego pewna – klienci Hotelu Andaz Amsterdam Prinsengracht, kiedy zjawiam się w lobby. Wnioskuję to z ich pełnych dezaprobaty spojrzeń.
Czyżbym przesadziła? Zaczynam się martwić, czy mój strój nie jest aby niestosowny, i bezskutecznie usiłuję naciągnąć sukienkę na obfite uda. W końcu nie przyszłam tu na randkę ani na imprezę z koleżankami, tylko na spotkanie służbowe.
Dlatego właśnie zdecydowałam się na jedyną sukienkę Chanel, której nie sprzedałam – z powodów sentymentalnych – odkąd jestem spłukana. Tak, potrafię znakomicie usprawiedliwiać swoje wybory. Sukienka uszyta jest z różowo-srebrnego poliestru, ma kwadratowy dekolt, a krótka spódniczka jest lekko rozcięta z boku i ozdobiona rzędem błyszczących guzików. Jest przepiękna, choć nieco za ciasna. W dniu, w którym Chanel zacznie szyć rozmiary XL, świat zapewne przejdzie na matriarchat. Krótko mówiąc – nigdy.
W windzie, która wiezie mnie na hotelowy rooftop, wykorzystuję okazję, by sprawdzić swoje odbicie w lustrze. Na szczęście moja czekoladowa cera jest nieskazitelna, głównie dzięki skincare routine Maitreyi Ramakrishnan. Półdługie ciemne włosy, podtrzymane czarną aksamitną opaską, opadają lekkimi falami na ramiona. W uszach mam perły, a biedne stopy cierpią w szpilkach wyszperanych w zeszłym roku w lumpeksie. Swoją drogą czas je wyrzucić.
– Dasz radę – powtarzam sobie jak mantrę, bez skrupułów poprawiając stanik. – Pokaż im, na co cię stać, Nolio Kumar.
David i Elena Hofman to para Francuzów, klientów, z którymi mam się dziś spotkać – a także ludzie, którzy chcą mnie zatrudnić jako florystkę na swój ślub. Nie mam prawa do błędu.
Gdy docieram na dach budynku, odczytuję ponownie wiadomość od przyszłej panny młodej.
Mogę się trochę spóźnić. David będzie ubrany na czarno. Blondyn, przystojny – nie da się go przegapić ;)
Nie lubię spotykać się z przyszłymi mężami w pojedynkę, ale Elena obiecuje, że zaraz dołączy, więc robię wyjątek.
Piękno tego miejsca rozprasza mnie do tego stopnia, że zapominam rozglądać się za Davidem. Z tarasu roztacza się widok na miasto i jego antracytowe kamienice o wyjątkowej architekturze. Słońce zachodzi już nad Amsterdamem, nadając temu niewielkiemu salonowi na świeżym powietrzu złocistą, romantyczną aurę.
Rooftop jest niemal pusty. Widzę tylko dwie kobiety plotkujące przy jednym ze stolików oraz eleganckiego mężczyznę siedzącego nieco dalej na kanapie. To on – bez najmniejszych wątpliwości. Nieznajomy ma na sobie czarne spodnie i koszulę w tym samym kolorze, z rozpiętym pierwszym guzikiem. Rękawy lekko podwinął, by odsłonić opalone, żylaste przedramiona. Krótkie włosy mają kolor mokrego piasku, a delikatny zarost pokrywa linię szczęki.
Przez kilka sekund obserwuję go bez ruchu, onieśmielona magnetyczną aurą, jaką emanuje, gdy całkowicie ignoruje resztę świata, pochłonięty telefonem. Marszczy lekko czoło, po czym wzdycha, opierając kostkę na lewym kolanie. Zastanawiam się, co tak bardzo mogło go zirytować.
– Dobry wieczór – odzywam się w swoim ojczystym języku, podchodząc do niego.
Nie sądziłam, że bycie Francuzką okaże się tu, w Amsterdamie, przydatne – ale dziś dziękuję losowi!
Jego spojrzenie powoli wędruje w moją stronę, sunie po mojej sylwetce niczym pędzel artysty po nieskazitelnym płótnie, aż w końcu napotyka moje spojrzenie. Przez sekundę – a może nawet trzy – wygląda na oszołomionego. Czas zatrzymuje między nami – nie mam pojęcia czemu, a jednak nie potrafię przerwać kontaktu wzrokowego.
– Przepraszam, planowałam przyjść tu przed panem – odzywam się.
Jego wyraz twarzy natychmiast się zmienia, twardnieje, a on rozplata nogi i wstaje. Jest wysoki. Bardzo wysoki. Zauważam też szerokie ramiona i smukły tors, który nadaje mu niemal majestatyczny wygląd.
Kilka lat temu zemdlałabym na widok takiego mężczyzny. Jest niezwykle pociągający, to fakt, ale spotkałam już wielu przystojnych mężczyzn i bogowie mi świadkiem, że jestem na nich uodporniona.
– Pani... Nora? – pyta sceptycznym tonem.
Och. Na chwilę zamieram, słysząc jego głęboki głos, który mógłby konkurować z Corpse’em Husbandem – mężczyzną, który rozpala wyobraźnię milionów ludzi na TikToku.
– Nolia – poprawiam go, nieco zestresowana. – A właściwie Magnolia, ale tak zwracają się do mnie tylko rodzice.
Wyciągam do niego rękę, którą on lustruje z uniesioną brwią. Dopiero teraz zauważam cienką bliznę przecinającą jej łuk.
Po chwili wahania jego palce obejmują moje zaskakująco delikatnym uściskiem. Kontakt trwa dłużej, niż powinien, a intensywność spojrzenia tego mężczyzny nie jest przypadkowa.
Cholera. Nie powinnam zgadzać się na spotkanie z Davidem sam na sam.
– Miło mi panią poznać, Nolio.
Moje imię spływa z jego ust jak miód. To ja pierwsza puszczam jego dłoń, zakłopotana. Muszę się zachowywać profesjonalnie.
Siadam naprzeciw niego, w jednym z wiklinowych foteli.
– Dziękuję, że zgodził się pan ze mną spotkać – mówię z uprzejmym uśmiechem. – Szczerze mówiąc, nie sądziłam, że to będzie możliwe. Nie jestem szczególnie... wykwalifikowana.
David przez dłuższą chwilę milczy, wpatrując się we mnie przenikliwie, z mieszaniną konsternacji i ciekawości.
– To nie był mój pomysł – przyznaje w końcu. – Szczerze mówiąc, mało brakowało, a bym się nie pojawił.
Nie dziwi mnie jego brak entuzjazmu. Moja przyjaciółka Jasmine, wedding plannerka, twierdzi, że przyszli panowie młodzi są zwykle znacznie mniej zaangażowani niż panny młode.
– Napije się pani czegoś? – pyta, skinieniem ręki przywołując kelnera, który wyłania się zza mojego ramienia. – I’ll have a Sazerac, please3 – dodaje po angielsku.
Wypowiada te słowa tak, jak gdyby chodziło o coś nieprzyzwoitego. Nie umiem tego wyjaśnić, ale emanuje od niego siła uwodzenia i zmysłowości: powolne gesty, lubieżne spojrzenie, zmysłowy głos, postawa... Jakby wiedział, że wszyscy wokół spijają słowa z jego ust, wyczekując w bolesnym napięciu każdego jego gestu. A może to tylko ja jestem na głodzie?
Jego źrenice zadają mi nieme pytania – jakby prowokował mnie do naśladowania go. Kiedy moje ramiona pokrywają się gęsią skórką, odwracam się do kelnera.
– A Corpse Reviver for me, please4.
Kelner oddala się, zostawiając mnie sam na sam z Davidem. Chcę coś powiedzieć, żeby przełamać lody, chociaż on mierzy mnie prowokującym wzrokiem.
– Jak państwo na mnie trafili? – pytam. – Z polecenia, z mediów społecznościowych, z mojej strony internetowej...
Otworzyłam moją kwiaciarnię niedawno i, szczerze mówiąc, interes nie kręci się najlepiej. Moja przyjaciółka i współpracowniczka Evi, królowa mediów społecznościowych, robi wszystko, żebyśmy utrzymały się na powierzchni, ale nie jest to łatwe.
– Przez moją przyjaciółkę Ruby – odpowiada David, po czym marszczy brwi. – Ma pani stronę internetową?
Kiwam głową, nie rozumiejąc jego osobliwego niedowierzania. Nie jestem mistrzynią informatyki, ale efekty mojej pracy napawają mnie dumą. W końcu spędziłam długie godziny, próbując uruchomić newsletter. Dzięki, tutoriale z YouTube’a!
– Oczywiście. Jeśli to pana interesuje, proszę tam zajrzeć i zapoznać się dokładniej z zakresem moich usług.
– Pani... „usług”. A co dokładnie publikuje pani na tej stronie?
– Głównie zdjęcia i filmy. To teraz działa najlepiej i przyciąga młodszych klientów.
Mężczyzna znów marszczy czoło. Nie potrafię stwierdzić, czy jest zirytowany, czy po prostu nieśmiały. Jedno jest pewne: rozmowa nie zmierza w dobrym kierunku.
Kelner wraca z naszymi drinkami i kładzie rachunek po stronie Davida. Pewnie myśli, że jesteśmy na randce. Zerkam na zegarek, modląc się, by Elena zjawiła się jak najszybciej.
– Przejdźmy do rzeczy, jeśli pan pozwoli – proponuję, zakładając nogę na nogę, co natychmiast przyciąga jego wzrok. – Jeśli zdecyduje się pan mnie zatrudnić, chciałabym wiedzieć, kiedy odbędzie się ślub.
David przełyka swój koniak, po czym odpowiada przez zaciśnięte zęby:
– Jak najszybciej.
– Dlaczego? Ściga pana królewska żandarmeria?
Mój żart nie trafia, a David odpowiada:
– Tylko cała niderlandzka prasa... Za trzy miesiące byłoby w sam raz. Koniec czerwca?
Zorganizowanie ślubu w tak krótkim czasie to szaleństwo! Nie wiem, czy zdążę, ale czy w ogóle mam wybór?
– Wiosenny ślub! – cieszę się, zanim cały mój entuzjazm zdusi chłodny, obojętny wyraz twarzy mojego rozmówcy.
Jest piękny niczym młody bóg, to fakt, ale jestem gotowa się założyć, że to kompletny dureń. Wcale nie wygląda na szczęśliwego z powodu zbliżającego się ślubu. Nie podoba mi się też sposób, w jaki przygląda się kobiecie, która nie jest jego...
– Teraz moja kolej na zadawanie pytań – mówi, pochylając się w moją stronę; w głosie słychać ciekawość. – Dlaczego przyjęła pani tę propozycję?
On i jego przyszła żona to najlepsi potencjalni klienci, jacy trafili mi się od otwarcia kwiaciarni. Musiałabym być kompletną wariatką, żeby zrezygnować z takiej okazji.
– Jestem oczarowana...
– Bzdury – przerywa mi ostro, kręcąc głową. – Chcę prawdy. Nie obrażę się, proszę się nie krępować.
Przygryzam wargę, wahając się. A, do diabła z tym!
– Dla pieniędzy.
Chciał prawdy, więc ją dostał. W pierwszej chwili mam wrażenie, że mnie skrytykuje i odeśle, ale wygląda raczej na... zaskoczonego. David rozsiada się na kanapie, przygląda mi się dokładniej. Jego ciało rozciąga się w leniwej, zmysłowej pozie.
Staram się nie wyobrażać go sobie nagiego i spoconego, ale to trudne. Czuję, że moje policzki płoną z upokorzenia. Czy to dlatego, że od dwóch lat z nikim nie spałam? Rozczarowałaś mnie – wzdycha mój wewnętrzny głos.
– Czyli spodziewa się pani wynagrodzenia?
Parskam krótkim śmiechem, oszołomiona jego bezczelnością. Myślał, że będę dla niego pracować za darmo? Ten facet opływa w luksusy! Wiem to na pewno, nie potrzebuję dowodów. On po prostu śmierdzi pieniędzmi.
To silniejsze ode mnie – nie potrafię powstrzymać złośliwego alter ego, które we mnie drzemie. Rzadko się ujawnia, bo uważam, że niemal wszystko da się rozwiązać uśmiechem – z wyjątkiem seksizmu, głodu na świecie i kryzysu klimatycznego, rzecz jasna. Ale David Hofman działa mi na nerwy. I tylko na to zasługuje.
– Nooooo tak, oczywiście, to ma być wolontariat – rzucam kpiąco, splatając dłonie na kolanach. – Wynagrodzenie zależy od dobrej woli klienta. Jedni dają bony żywnościowe, inni pomarańcze... Proszę się absolutnie nie czuć zobowiązanym.
Przez dłuższą chwilę mierzymy się wzrokiem. Ja uśmiecham się sztucznie, a on mruży oczy, próbując odgadnąć, do czego naprawdę zmierzam.
– Nikt pani nie powiedział, że sarkazm to najniższa forma dowcipu?
Ale – podobno – najwyższa forma inteligencji.
– Owszem. Tak twierdzi mój przyjaciel Oscar Wilde. Zakładam, że pan również go zna?
Po raz pierwszy odkąd tu jestem, lodowa maska Davida Hofmana pęka i dostrzegam coś na kształt uśmiechu.
– Uważam, że każda praca zasługuje na wynagrodzenie, więc tak, chcę dostać zapłatę.
– „Praca” – powtarza w zamyśleniu. – To nie będzie pani pierwszy raz, prawda?
Ta rozmowa jest absurdalna. Czy naprawdę sprawiam takie wrażenie? Owszem, mam dopiero dwadzieścia trzy lata i niewielkie doświadczenie... ale jestem dobra w tym, co robię, i tego się będę trzymać.
– Oczywiście, że nie. Jestem profesjonalistką. Ale przyznaję, że to pierwszy ślub, który będę obsługiwać. To będzie wyzwanie.
– Rozumiem. W takim razie słucham. Jaka byłaby pani cena?
Moje poczucie godności nakazuje mi wstać i wyjść, ale wypijam długi łyk koktajlu, który pali mi gardło i w sekundę stawia mnie na nogi. Nie ma mowy, żebym odpuściła taką okazję tylko dlatego, że ten facet jest skąpcem i – najpewniej – bywa niewierny!
Dowód na to, że pociąg do mężczyzn nie powinien przeszkadzać nam w ich nienawidzeniu.
Liczę w myślach, opierając się na życzeniach Eleny, które przysłała mi wcześniej mailem i które zapamiętałam: łuk ceremonialny, dekoracje stołów i samochodu nowożeńców, bukiety Eleny i druhen, wianki z kwiatów, butonierki, dekoracje krzeseł...
– Między tysiąc pięćset a dwa tysiące euro.
Na Davidzie kwota ta nie robi wrażenia, co budzi moją irytację.
– To wszystko? To pani stawka za ślub i wszystko, co się z tym wiąże?
Czuję, jak płoną mi policzki.
– Rada na przyszłość – dodaje chłodno, z głową lekko przechyloną na bok. – Zawsze radzę zaczynać negocjacje od absurdalnie wysokiej kwoty. To wytrąca rozmówcę z równowagi.
A ja myślałam, że dwa tysiące euro to dla mnie niezły interes... A jeśli zmieni zdanie, uznawszy, że moje stawki są zbyt niskie?
Cholera. Naprawdę potrzebuję tych pieniędzy.
– Jest pani piękna – przyznaje, obracając kieliszek w dłoni. – Nawet bardzo piękna. To samo w sobie warte jest co najmniej dziesięć tysięcy euro. Za więcej będę potrzebował dowodów pani kompetencji.
Mrugam, kompletnie zbita z tropu. Śnię czy on mnie właśnie podrywa? Co moja uroda ma z tym wspólnego? Przecież on się żeni, do licha!
Faceci to naprawdę świnie.
– Doskonale – oznajmiam z wymuszonym uśmiechem, którego jedynym celem jest nieco wytrącić go z równowagi. – W takim razie siedemdziesiąt tysięcy.
Spodziewałam się, że zakrztusi się moją bezczelnością, ale ten bufon nawet nie drgnie. Jakby to była kwota, którą wydaje na cotygodniowe zakupy...
– Czterdzieści.
– Sześćdziesiąt – kontruję, z sercem bijącym w rytmie gniewu, który z trudem nadal powstrzymuję.
David przez chwilę milczy, po czym pyta:
– Co właściwie by to uzasadniało? Dlaczego pani, a nie ktoś inny?
– Jestem elastyczna, perfekcjonistyczna i uważna. Potrafię spełnić każdą zachciankę, zarówno za dnia, jak i w nocy, żeby był to ślub marzeń.
Waha się, jakby moje słowa rzeczywiście go poruszyły. Najwyraźniej jednak nie to chciał usłyszeć, bo zaciska wargi i szepcze:
– Aż tyle nie oczekuję.
Ten facet ma niezłą huśtawkę nastrojów, to nieprawdopodobne. Nagle oczyma duszy widzę, jak wbijam mu w oko wykałaczkę z drinka, i to trochę mnie uspokaja.
– Pięćdziesiąt – stwierdza w końcu. – To moje ostatnie słowo.
Mrużę oczy, nieufna. Sądziłam, że to żart, ale on wygląda śmiertelnie poważnie. Pięćdziesiąt tysięcy euro za zatrudnienie mnie? Mnie, Magnolii Kumar, florystki znikąd?
Musiał kompletnie zwariować.
– Pięćdziesiąt – zgadzam się, wyciągając rękę.
David odkłada kieliszek i ujmuje moją dłoń. Do tej pory ani razu się nie uśmiechnął, ale jego oczy lśnią blaskiem, który wbija mnie w fotel.
– Zdradzić pani sekret?
Jego ciepła i przyjemna w dotyku dłoń wciąż trzyma moją. Zanim zdążę odpowiedzieć, on nachyla się ku mnie i szepcze:
– Byłem gotów podnieść stawkę do stu.
Sztywnieję, czując na szyi jego alkoholowy oddech. Dreszcz przebiega mi po plecach i cofam się, próbując wyswobodzić dłoń z jego uścisku.
Myślę o Evi, która pilnuje mojej półtorarocznej córki, i wyobrażam sobie jej reakcję, gdy opowiem jej dzisiejszą przygodę. Zapewne zapyta, dlaczego nie spoliczkowałam tego aroganckiego typa, a potem ucieszy się na wieść o sumie, jaką zgodził się zapłacić.
On tymczasem ciągnie, nie podejrzewając nawet, jakimi obelgami obrzucam go w myślach:
– Proszę mi o sobie opowiedzieć. Powiedziała pani, co może mi pani dać, ale ani słowem nie wspomniała pani o tym, co ja mogę zrobić dla pani. To w końcu wymiana.
Tego już za wiele.
– To jakiś żart? Ukryta kamera? Jakiś prank z YouTube’a?
Mój ton jest lodowaty i nie sposób go zignorować. David unosi brwi i w tej jednej chwili nienawidzę tego, że jest tak pociągający. Na pierwszy rzut oka przypomina księcia z bajki Disneya... ale płomień tańczący w jego oczach jest niezwykle groźny. Muszę uważać, żeby się nie poparzyć.
To nie bohater, lecz antagonista.
Czarny charakter, którego wszyscy uwielbiają nienawidzić tylko dlatego, że jest seksowny i ma za sobą trudne chwile.
Jego spojrzenie ześlizguje się na moje usta, które aż wyschły z powodu tych bezczelności. Czekam, aż odwróci wzrok, ale to się nie dzieje. Przyciskam drżące, zaciśnięte w pięści dłonie do moich nagich ud.
Gdy David znowu się ku mnie nachyla, coś we mnie pęka.
– Ma pani coś...
Nie kończy zdania, bo oblewam go zawartością mojego kieliszka z drinkiem. Mężczyzna zamiera, zaciskając powieki, podczas gdy cytrusowy płyn ścieka kropla po kropli z jego blond włosów.
– ...na zębach – kończy cicho.
Co? Cała zgromadzona we mnie złość ulatnia się w jednej chwili. Wytrzeszczam oczy, zawstydzona, i przesuwam językiem po przednich zębach. Rzeczywiście – czuję smak szminki.
Och.
Cholera.
Czy dlatego bez przerwy patrzył na moje usta? A ja myślałam, że mnie podrywa... Ależ ze mnie idiotka.
Mam ochotę zapaść się pod ziemię, gdy przerywa mi kobiecy głos.
– Co tu się dzieje? – pyta po angielsku.
Odwracam się, przekonana, że to Elena, ale przede mną stoi wysoka blondynka z gniewną miną.
– Eee... Kto to? – dodaje.
– Zaczynam podejrzewać, że doszło do nieporozumienia – odpowiada w języku Szekspira mężczyzna, którego właśnie oblałam moim Corpse Reviverem.
Delikatnie przeciera powieki papierową serwetką, po czym zadaje pytanie blondynce, nie zaszczyciwszy jej nawet jednym spojrzeniem:
– Pani jest Norą, prawda? Kobietą, z którą miałem się dziś spotkać?
Nie. Niemożliwe. Nie mówcie mi, że...
– Tak, przepraszam, spóźniłam się.
Cholera. Pomyłka. Ten człowiek to nie David. To jakiś kompletnie obcy facet. Mężczyzna, który – jak się okazuje – czekał na inną kobietę, w żadnym wypadku nie na mnie.
Szybko składam wszystko w całość. Gdy wreszcie dociera do mnie prawda, czuję, że krew odpływa mi z twarzy. Z przerażeniem zerkam na swój strój, z którego wylewają się obfite piersi, i mam wrażenie, że zaraz umrę na miejscu.
O mój Boże. Wziął mnie za sexworkerkę.
– Ja... Przepraszam, myślałam, że... Proszę mi wybaczyć.
Chwytam torebkę i niemal przewracam krzesło, zrywając się w pośpiechu. Nie czekam na odpowiedź, tylko pędzę w stronę windy na nogach niczym z waty.
– Nolio, proszę zaczekać.
Nie ma mowy! Z całej siły naciskam po kolei wszystkie przyciski. Nie śmiem podnieść wzroku na nieznajomego mężczyznę, który wstał i ruszył w moją stronę. Czuję, że zaraz mnie dogoni, ale tym razem szczęście się do mnie uśmiecha.
Podnoszę głowę w samą porę, by napotkać jego spojrzenie w szczelinie zamykających się drzwi windy.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
1 „Spójrz, kogo spotkałem” – stwierdził z satysfakcją Przypadek. „Daj spokój – odparło Przeznaczenie z przekąsem – to było nam pisane”. ↩
2 Słowo „prostytutka” pojawia się w tym miejscu jako utarte wyrażenie, zachowane w celu oddania autentycznego kontekstu wypowiedzi. Z pełną świadomością jego nacechowania i potencjalnej szkodliwości, w pozostałych fragmentach książki użyte zostaną określenia „sexworkerka” oraz „sexwork” (przyp. Red. Prow.) ↩
3 Jeden raz Sazerac, proszę (klasyczny koktajl z Nowego Orleanu – przyp. tłum.). ↩
4 Corpse Reviver dla mnie, proszę (orzeźwiający, cytrusowo-ziołowy koktajl – przyp. tłum.). ↩
