4,99 zł
Tatarzy | Łemkowie | Mniejszości narodowe i etniczne Przynależność do mniejszości narodowej czy etnicznej deklaruje dziś w Polsce niewielki procent mieszkańców. Czy narodowa i etniczna różnorodność ma szanse przetrwać?
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 42
Plik opracował i przygotował Woblink
woblink.com
Wartość różnicy
Przynależność do mniejszości narodowej czy etnicznej deklaruje dziś w Polsce niewielki procent mieszkańców. Jednakże wielokulturowość, jaka charakteryzowała kraj przed wojną, zdaje się wzbudzać coraz żywsze zainteresowanie. Przyczyniają się do tego liczne inicjatywy, zarówno ze strony samych przedstawicieli mniejszości, jak i innych osób, które pozytywnie odnoszą się do tkwiącego w różnicy potencjału.
Czy narodowa i etniczna różnorodność ma szanse przetrwać?
W niniejszym minibooku prezentujemy teksty, które pomogą odpowiedzieć na pytanie, co oznacza być mniejszością narodową lub etniczną w Polsce.
Życzymy przyjemnej lektury!
Redakcja miesięcznika „Znak”
Dołożyliśmy wszelkich starań, by odszukać i skontaktować się ze wszystkimi właścicielami praw autorskich wykorzystanych tekstów. W przypadku ewentualnych niejasności zapewniamy, że prawa wszystkich właścicieli będą respektowane. Jednocześnie informujemy, że projekt minibooków „Znaku” nie jest komercyjny. Wykorzystane przychody przeznaczymy na dalszą działalność miesięcznika „Znak”.
Prawa autorskie do tekstów zamieszczonych w minibooku przysługują ich autorom lub spadkobiercom.
Dołożyliśmy wszelkich starań, by odszukać i skontaktować się ze wszystkimi właścicielami praw autorskich wykorzystanych tekstów. W przypadku ewentualnych niejasności zapewniamy, że prawa wszystkich właścicieli będą respektowane. Jednocześnie informujemy, że projekt minibooków „Znaku” nie jest komercyjny. Wykorzystane przychody przeznaczymy na dalszą działalność miesięcznika „Znak”.
Wstęp: Redakcja miesięcznika „Znak”
Projekt okładki: Piotr Cebo
Zdjęcie okładkowe: Kobieta w stroju cieszyńskim, około roku 1914.
Licencja: Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported
Plik opracował i przygotował Woblink
woblink.com
Franciszek Rapacki, Wojciech Jankowski
Kruszyniany i Bohoniki są unikatowe, bo mały świat spotyka się tu z wielkim. Gdzie jeszcze duchowni wychowani w Damaszku, Kairze i Stambule jedzą jajka od jednej kury razem z białoruskimi chłopami?
W 1970 r. krakowski reportażysta Jerzy Lovell opublikował zbiór tekstów, które podejmowały unikany dotychczas w PRL temat mniejszości narodowych i etnicznych w powojennej Polsce. Państwo pozbawione wschodnich, idealizowanych, ale wywołujących napięcia terytoriów uciekło w politykę, którą określał wygodny neologizm: „autochton”. Autochtoniczność definiowała mniejszości jako rdzenne, regionalne grupy, odbierając im prawo do kontekstów narodowych.
W reportażach Lovella zabrakło miejsca dla polskich Tatarów, choć autor pozwalał sobie na odważne wycieczki nawet w stronę problematyki Śląska Cieszyńskiego. Dopiero w rok po ukazaniu się książki Polska, jakiej nie znamy Maciej Sieński przypomniał o Tatarach w filmowym dokumencie, zaś społeczne życie Tatarów po wojennej zapaści zaczęło się odbudowywać w latach 90. W podlaskich Kruszynianach mieszkała wówczas już tylko jedna muzułmańska rodzina. Dziś jest ich trzy, ale niektóre działki przygotowane są pod budowę, a na tatarskich bajramach (świętach) pojawia się cały tłumek polskich muzułmanów.
Ziemia schludnych drewnianych wiosek, niezeszpecona pstrokacizną reklamowych posterów, za zabudowaniami prawosławnego monastyru w Supraślu przechodzi w leśny trakt znaczony przy kolejnych odnogach krzyżami zarówno katolików, jak prawosławnych. Do tatarskich Kruszynian jedzie się przez Puszczę Knyszyńską, a później zarośnięte młodym lasem pola, aleje niespotykanie strzelistych brzóz i lip, a w końcu drogowskazy z mickiewiczowskimi nazwami: Kundzicze, Ciumicze, Łapicze. Granica z Białorusią przebiega zaledwie kilka kilometrów stąd. Ziemie Tatarów Wielkiego Księstwa Litewskiego podzielone są dziś między trzy kraje, ale rodziny z Polski, Białorusi i Litwy wciąż utrzymują kontakty.
„Wszystkie drogi prowadzą tu do Dżennety. No i do meczetu” – mężczyzna dźwigający na plecach wiązkę trzciny, a w dłoni magnetofon grający przeboje lat 80., mówi pełnym białoruskich wtrętów dialektem. „Czy mamy do czynienia z renesansem Tatarów polskich? Za wcześnie, by odpowiadać na takie pytania” – Dżenneta Bogdanowicz, właścicielka restauracji i agroturystycznego gospodarstwa Tatarska Jurta jest osobą znaną nie tylko w Kruszynianach i może dlatego jej dom kojarzy się z hasłem „Tatarzy” nawet szybciej niż meczet. „Tak naprawdę uwagę na nas zwróciło tatarskie jedzenie”. Dżenneta jest niewysoka, ma nieco orientalne rysy, błękitne oczy, uśmiech z jej twarzy nie znika nawet na sekundę. W swoim gospodarstwie ma pieczę nad wszystkim, znikając co chwilę w kuchni prowadzonej przez trzy córki, albo wysyłając do stajni zięciów – jak przystało na potomków koczowniczego ludu, Bogdanowiczowie trzymają konie. Nużące wyjazdy na festyny i regionalne jarmarki, gdzie wszyscy najpierw omijali szerokim łukiem podlaskie kulinarne dziwolągi, nagle przyniosły rezultat. Bogdanowiczowie pokazali swoje kołduny, jagnięcinę z pilawem i pierekaczewniki w paru programach telewizyjnych, a potem ainteresowanie już tylko rosło. „Zaprzyjaźniliśmy się nawet z Robertem Makłowiczem, ale przecież nie chodzi tu o kuchnię – zaperza się Dżenneta Bogdanowicz. – Powrót od zawsze był moim marzeniem”.
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej
Ewa Nowicka
Dostępne w wersji pełnej
Marta Watral
Dostępne w wersji pełnej
