Między nami lato - K.M.Serafin - ebook
NOWOŚĆ

Między nami lato ebook

K. M. Serafin

4,0

69 osób interesuje się tą książką

Opis

Letni obóz na Mazurach i uczucie, którego nie da się zapomnieć.

Alina wraca do roli wychowawczyni z nadzieją, że tym razem uda jej się zachować dystans. Po wydarzeniach z zimowiska miała zamknąć pewien rozdział i potraktować Damiana jak dobrego znajomego.

Los postanawia jednak napisać dla nich zupełnie inny scenariusz.

Mazurskie jezioro, domki ukryte w lesie, nocne patrole i młodzież, która dostrzega więcej, niż powinna, sprawiają, że niewypowiedziane uczucia szybko wracają na pierwszy plan. Zwłaszcza gdy obok Damiana pojawia się pewna instruktorka sportowa, a Alina coraz częściej łapie się na tym, że zazdrość trudno pogodzić z przyjaźnią.

„Między nami lato” to ciepła, pełna humoru i emocji opowieść o drugich szansach, niewypowiedzianych uczuciach i o tym, że czasem najtrudniej jest przestać udawać, że nic się nie czuje.

Nowelka z Kolekcji komfortowych romansów Inanny

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 167

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,0 (4 oceny)
3
0
0
0
1
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Miroska561

Nie oderwiesz się od lektury

jak dzieci , fochy.
10
vanessaclaro

Nie oderwiesz się od lektury

Bardzo klimatyczna komedia romantyczna. Tak samo, jak zimowa wersja, bardzo mi się podobała ;)
00
SANNICNIK

Nie oderwiesz się od lektury

Kinga wraca z kolejną nowelką, tym razem kontynuacja ,,Między nami zima". Przenosimy się na letni obóz , pojawiają się nowi jak i z poprzedniej książki bohaterowie. Czy ucucie które wtedy zakorzeniło się w Alinie i Damianie przetrwało próbę czasu ? A może pojawienie się nowych ,,graczy" wszystko obróci do góry nogami ? Uwielbiana z mojej perspektywy młodzież z zimowiska powraca. Są niby starsi a jednak to dalej dzieciaki z pstrem w głowie. Zanim przejdę dalej nie wiesz czym jest nowelka ? To sprawdź zanim zjedziesz książkę po długości czy brakach ;) bo akurat to jest nagminne. Nieznajomość czegoś z poziomu podstawówki świadczy tylko o tym iż dyskusja z tobą nie na sansu. Ale wracajmy ;) Rozterki powracają. Ulotność chwil, wykradzione momenty i nasze oczekiwane a ,,pieprzyć" konsekwencje 😍 Ciężko jest zawrzeć wszytko co ważne i istotne bez rozpisywania się, z ograniczoną liczbą znaków, a jednak po raz kolejny autorka udowadnia że się da ;) możesz mieć wszystko a jednocześnie nie za...
00
Agata-Akasha

Nie oderwiesz się od lektury

Jeszcze lepsze niż zimowe
00
SailorMoon40

Nie polecam

😱
00



Między nami lato

K.M.Serafin

Wydawnictwo Inanna

Spis treści

Rozdział 1

Rozdział 2

Copyright

📖 Informacja o wersji demo

Rozdział 1

Kadra

– Miejsce docelowe będzie za dwieście metrów – oznajmia beznamiętny, kobiecy głos nawigacji.

Zaciskam palce na kierownicy tak kurczowo, że aż bieleją mi knykcie. Powinnam zawrócić. Co mnie opętało, że dałam się na to namówić?!Jadę powoli, starając się ominąć wszystkie dziury na leśnej drodze, i krzywię się, gdy o karoserię samochodu co chwilę zahaczają gałęzie. Podskakuję na fotelu, przejeżdżając przez muldy piachu, i modlę się, żeby tylko nie zakopać się tu na amen. Wciskam mocniej pedał gazu. Silnik mruczy agresywnie, wchodząc na wyższe obroty, po czym moja czerwona strzała mknie przed siebie.

W oddali dostrzegam metalowe, niezwykle eleganckie ogrodzenie i z niedowierzaniem wjeżdżam na idealnie równą, brukowaną aleję, prowadzącą wprost na parking ośrodka wypoczynkowego.

– To na pewno tu?

Po kilku próbach udaje mi się w końcu zaparkować tak, by nie przeciąć żadnej z wymalowanych na kostce linii, po czym wysiadam i trzaskam drzwiami. Powietrze jest obłędne. Pachnie lasem i jeziorem. W niczym nie przypomina warszawskiego smogu, który dusi człowieka od samego rana.

Jeszcze raz sprawdzam adres ośrodka i gdy się upewniam, że dobrze trafiłam, zauważam, że od drugiej strony parkingu można było tu dojechać szeroką, gładką drogą.

– No pięknie. Cholerna nawigacja.

Obrzucam swój niewielki, czerwony samochód krytycznym spojrzeniem. Jest cały zakurzony, a nadkola ma dodatkowo oblepione błotem. Świetnie, Alina, świetnie. Nie ma to jak efektowne wejście.

Ośrodek wygląda zupełnie inaczej, niż go sobie wyobrażałam. Spodziewałam się, że znów przyjdzie mi spędzić dwa tygodnie w miejscu rodem z PRL-u, ale wielki, kilkupiętrowy budynek prezentuje się naprawdę luksusowo. Szklane balkony, jasna elewacja, zadbane rabaty. Czyżby los w końcu się do mnie uśmiechnął?

– Alina?!

Odwracam się i gdy dostrzegam idącego w moją stronę Antka, z trudem wymuszam uśmiech. Poznaliśmy się na zimowisku, na którym był kierownikiem kadry wychowawczej. Wysoki, postawny mężczyzna koło czterdziestki. Niby taki niepozorny, ale doskonale pamiętam, jaki był dla mnie bezlitosny. Wiedział, że zimowy obóz był moją pierwszą pracą wychowawczą, a mimo to przydzielił mi do pomocy Damiana, który, mimo kilkuletniego stażu, okazał się uroczym, lecz kompletnie nieprzewidywalnym lekkoduchem.

Damian…

– Miło cię widzieć. Nic się nie zmieniłaś – mówi z uśmiechem i wyciąga w moją stronę dłoń.

Ściskam ją zdecydowanie, może nawet nieco zbyt mocno, ale tym razem nie mam zamiaru grać naiwnej i niedoświadczonej opiekunki do dzieci.

– Witaj. Ciebie również miło widzieć – kłamię gładko.

– Nie wyciągaj bagaży. Nasze zakwaterowanie jest kawałek dalej, więc nie ma sensu taszczyć teraz torby.

Obracam się w kierunku ogromnego budynku i niemal od razu odczuwam tęsknotę za luksusem, którego chciałam doświadczyć.

– Chodź, reszta już jest. Zrobimy szybkie zapoznanie, zanim przyjadą dzieciaki.

Ruszamy ku głównemu wejściu do budynku. Stoi przed nim kilka osób, które rozpoznaję prawie natychmiast.

– Kaja! – wołam na widok znajomej twarzy.

– No w końcu! – Dziewczyna podbiega i obejmuje mnie mocno. – Myślałam, że się rozmyśliłaś i wróciłaś do tej swojej Warszawki.

– Miałam taką ochotę. – Odwzajemniam jej uśmiech.

Nic się nie zmieniła. Nadal jest uśmiechnięta i opanowana, z charakterystycznym luzem, który zimą ratował mnie przed załamaniem nerwowym. Ma teraz nieco dłuższe włosy niż wcześniej. W Bieszczadach ledwie sięgały szyi, a teraz blond kosmyki miękko opadają na jej szczupłe ramiona.

– Suń się, ja też chcę się przywitać z perfekcyjną dowódczynią obozowiska – śmieje się Krzysiek i nim się orientuję, niknę w jego uścisku.

– Nie przesadzaj.

– Nie bądź taka skromna.

– Nie słuchaj Krzyśka – grzmi Kaja, odciągając go za ramię. – Podlizuje się, bo pewnie chce, żebyś wypełniała mu dokumenty.

Zaczynamy się śmiać, a moją uwagę przyciąga dziewczyna, której wcześniej nie widziałam. Wysoka, szczupła, w sportowych, jak dla mnie zdecydowanie za krótkich, szortach i luźnym topie, z ciemnymi włosami związanymi w wysoki kucyk. Energia bije od niej na kilometr.

– To Zuzanna – przedstawia ją Antek. – Instruktorka zajęć sportowych i animacji.

– Zuza – poprawia z szerokim uśmiechem. – Nienawidzę pełnych wersji imion.

– Alina – mówię.

– Wiem. Dużo o tobie słyszałam.

– Serio? – Unoszę brew i zerkam pytająco na Kaję oraz Krzyśka.

– Nie martw się, same pozytywne rzeczy – śmieje się, a jej uśmiech jest tak jasny i szeroki, że mogłaby nim doświetlać parking zamiast lamp. – Mogę ci mówić Ala?

Przez moment się waham i jestem o krok od wyrażenia zgody, ale w ostatniej chwili przypominam sobie, że miałam już nie być „grzeczną Alinką”.

– Wolę Alina.

Jeśli ją uraziłam, nie daje tego po sobie poznać. Po prostu przytakuje i z gracją zsuwa z ramienia długą kitkę. Obok niej stoi ktoś jeszcze. Wysoki, opalony mężczyzna w sportowej koszulce, z okularami przeciwsłonecznymi na głowie.

– A to Marcin – dodaje Antek. – Nasz ratownik wodny.

– Miło poznać. – Wyciąga rękę.

Podaję mu dłoń i peszę się, gdy trzyma ją o sekundę za długo. Jego uścisk jest pewny i niezwykle ciepły.

– Alina – odpowiadam.

– No to jesteśmy w komplecie, pora na…

– A Damian? – przerywam Antkowi.

Zapada krótka cisza.

– Jeszcze nie dojechał – odpowiada. – Klasyka.

Oczywiście, nic się nie zmieniło. Nie wiem, czy mnie to bardziej uspokaja, czy martwi. W brzuchu zaciska mi się węzeł. Chcę go zobaczyć, ale na samą myśl o spotkaniu po tak długiej rozłące nie jestem pewna, czego się spodziewać. Na zimowisku ciągnęło nas do siebie. Kilka razy się pocałowaliśmy. Damian chciał czegoś więcej, ale ze względu na odległość, która dzieli nasze miejsca zamieszkania, i fakt, że Antek wciąż nas kontrolował, gasząc jakikolwiek rozwój tej relacji, wszystko się rozmyło. Skończyło się, zanim zdążyło się naprawdę zacząć.

Niby pisaliśmy do siebie, dzwoniliśmy, ale oboje unikaliśmy tematu związku i niczego sobie wzajemnie nie obiecywaliśmy. Teraz znów jesteśmy tylko znajomymi. Współpracownikami. Kadrą na letnim obozie.

– Chodźcie, pokażę wam zakwaterowanie – rzuca Antek, a ja wracam do rzeczywistości.

Ruszamy w stronę ścieżki pomiędzy drzewami, a luksusowy budynek,na który razem z Kają rzucamy tęskne spojrzenia, zostaje za nami. Wzdłuż linii jeziora ciągnie się cały rząd drewnianych, letnich domków. Widzę plażę z piaskiem, boisko do siatkówki, teren pod ognisko, pomost i boje wyznaczające teren kąpieliska.

– Witajcie w Wiosce Pelikana – oznajmia Antek z dumą.

– Nie… Błagam, powiedz, że żartujesz – komentuję.

Obie z Kają ledwie powstrzymujemy się od śmiechu. Po nazwach ośrodków Bieszczadzki Raj i Bieszczadzka Bryza zaczynam się zastanawiać, czy naprawdę da się wymyślić coś jeszcze bardziej żenującego.

– To są kwatery młodzieży – kontynuuje Antek i wskazuje na domki. – Kadra ma swój budynek tam.

Zatrzymujemy się przed większym, parterowym domkiem z tarasem.

– To Bosmański Dwór.

Unoszę brwi.

– Zmyśliłeś to – parska śmiechem Krzysiek.

– Wcale nie. Sam zobacz.

Stoimy w miejscu, gdy Antek podchodzi do drzwi i dotyka dłonią drewnianej tabliczki zawieszonej na ganku, na której wypalono nazwę Bosmański Dwór. Odwracam się w stronę domków i przechylam głowę.

– Ej, a jak mamy kontrolować młodych w nocy? – Czuję, jak znajome napięcie spina mi kark. – Na zimowisku miałam dzieciaki w jednym budynku. Słyszałam ich kroki na korytarzu. A tu?

– Właśnie dlatego będziemy mieć nocne patrole – odpowiada Antek, jakby to było najoczywistsze na świecie.

– Iluosobowe są domki dzieciaków? – dopytuję.

– Mówiłem, że jest „perfekcyjną dowódczynią”?

Konspiracyjny szept Krzyśka dociera nawet do mnie. Rzucam mu ostre spojrzenie, a on i stojąca obok niego Zuza natychmiast się prostują.

– Każdy domek jest cztero- lub pięcioosobowy – odpowiada Antek.

– Czyli… – zaczynam powoli. – Mamy domki dla młodzieży w lesie…

– Nad jeziorem – poprawia mnie.

– Kadra śpi w osobnym budynku i mamy sobie robić nocny patrol w środku nocy… po lesie?! – kończę ostrzej.

– Nie dramatyzuj – rzuca Antek. – Damy radę.

– Idealne warunki – prycham. – Normalnie horror klasy B, w którym wychowawcy giną pierwsi.

Kaja staje obok mnie.

– Będzie okej. Zorganizujemy to sensownie.

– Oby – mówię, zerkając na rozrzucone po terenie domki. – Wiecie, że młodzież, domki i ich swoboda w nocy to idealny przepis na katastrofę?

Antek nawet na mnie nie patrzy. Wgapiony w ekran telefonu nagle się prostuje.

– Wracamy. Jadą.

Wychodzimy na parking dokładnie w chwili, gdy od strony asfaltowej drogi słychać niski pomruk silników. Obserwuję nadjeżdżające autokary. Jeden, drugi…

– Trzy?!

– Rekord frekwencji – odpowiada Krzysiek.

– Czy… – Zawieszam głos, patrząc na otwierające się drzwi autokarów. – Jest się czym martwić?

– To się okaże… – mruczy i rusza do pierwszego z kierowców, który zaczyna wyciągać bagaże.

Parking zalewa fala głosów, śmiechu i tego specyficznego chaosu, który zawsze towarzyszy młodzieży. Kilku nieznanych mi opiekunów podchodzi do Antka. Docierają do mnie strzępki rozmów o listach, dokumentach i zgodach rodziców. Obserwuję tłoczących się młodych i staję na palcach, wypatrując znajomych twarzy, ale marszczę brwi, gdy nikogo takiego nie widzę.

Same nowe sylwetki. Obce głosy, fryzury, charaktery. W środku lekko mnie kłuje, mimo że to absurdalne. Naprawdę liczyłam, że ktoś z zimowiska wróci tylko dlatego, że ja tu będę?

– Hej. – Kaja staje obok i szturcha mnie ramieniem. – Nie patrz tak. Wiem, że to przykre, ale tak już jest. Przywiązujesz się do dzieciaków, po czym… przychodzą kolejni.

– Wiem.

– Ci z zimowiska będą w przyszłym roku pisać maturę – ciągnie spokojnie. – Teraz pewnie są nad morzem w Chorwacji i wykorzystują ostatnie chwile bez nauki.

– Albo śpią do południa – dorzuca Zuza z rozbawieniem.

Zaciskam usta. Wiem, że chciała dobrze, ale drażni mnie ten jej uśmiech. I to, że się wtrąca. Nagle dostrzegam znajome postacie.

– Patrz, ale numer. – Kaja szturcha mnie ponownie.

– Alinaaa! – krzyczy Lena, która jako pierwsza mnie zauważa.

Za nią odwracają się Julka i Maja. Z autokaru wybiega również Bartek, który potyka się na schodkach, a tuż za nim pewnym krokiem wychodzi Kuba. Wszyscy machają do mnie i krzyczą coś jeden przez drugiego.

– O mój Boże… – Idę w ich stronę jak przyciągana magnesem.

Dziewczyny rzucają mi się na szyję z takim impetem, że niemal tracę równowagę.

– Tęskniłyśmy!

Śmieję się, zaskoczona i autentycznie wzruszona.

– Boże… Nawet nie wiecie, jak się cieszę, że was widzę.

– My też! – Bartek staje przede mną z plecakiem przewieszonym przez jedno ramię. – Doceń, bo przyjechaliśmy tu tylko dla ciebie. Gdy dziewczyny się dowiedziały, że będziesz na obozie… – Urywa, kręcąc głową z uśmiechem.

Przesuwam po nich spojrzeniem, nie mogąc się nadziwić, że jednak tu są. Przyjechali, specjalnie dla mnie. Lena nadal ma długie, czarne włosy, choć jej makijaż nie jest już taki mroczny. Kuba nie wygląda już jak model wyjęty z katalogu. Nabrał luzu, ale wciąż jest ujmujący. Bartek zmężniał, a umięśnione ramiona, których zimą nie miał, od razu rzucają mi się w oczy. Maja wydaje się pewniejsza siebie, a jej brązowe włosy sięgają za ramiona. Julka… wciąż jest sobą. Drobną, uroczą blondynką z uśmiechem, który roztapia chłopięce serca.

– I Damian – dorzuca nagle Kuba z szerokim uśmiechem.

Serce podskakuje mi do gardła.

– No właśnie. – Julka mruży oczy. – Gdzie on jest?

– Nadal się spóźnia? – Lena spogląda znacząco na dziewczyny.

– A wy… – zaczyna Maja i ścisza głos. – Nadal…?

– Nie – odpowiadam szybko. – Jesteśmy tylko dobrymi znajomymi.

Zapada krótka cisza, w trakcie której dziewczyny znów wymieniają spojrzenia.

– Tylko znajomymi?

Lena wygląda na rozczarowaną.

– Mówiłem wam, że to nie będzie miłosna historia, ale nie chciałyście słuchać – kwituje Bartek i wzrusza ramionami.

– Szkoda – dodaje cicho Julka.

– Ej, ej. – Kuba klaszcze w dłonie. – Przestańcie smęcić. Najważniejsze pytanie: w którym domku śpimy, mistrzu?

Bartek uśmiecha się szeroko i po chwili chłopaki odchodzą na bok, kłócąc się o najlepszy domek. Zostawiam podopiecznych i ruszam w stronę Antka.

– Antek, mogę o coś zapytać?

– Słucham – odpowiada, nie wyściubiając nosa z papierów.

– Dlaczego młodzież już wcześniej wiedziała o warunkach zakwaterowania? – pytam spokojnie, choć w środku aż się we mnie gotuje. – To jakiś nowy zwyczaj, że kadra dostaje takie informacje na końcu?

Wreszcie przenosi wzrok na mnie. Powoli, z tym swoim dobrze mi znanym, protekcjonalnym wyrazem twarzy.

– Bo to ich rodzice płacą? Muszą mieć gotową ofertę.

– Ja to rozumiem, ale… Zaraz.

Nagle coś sobie uświadamiam.

– Pracujesz z biurem podróży i też wiedziałeś, gdzie będziemy spać. Nie mogłeś nam powiedzieć wcześniej?

Patrzy na mnie przez chwilę, a kąciki jego ust unoszą się coraz wyżej.

– Ale co to by była za frajda wiedzieć wszystko wcześniej?

– Co? Ale przecież…

– Witamy w polskiej rzeczywistości.

Zaciskam szczęki i bez słowa odwracam się od niego, zanim powiem coś, czego mogłabym później żałować. Wpatruję się w młodzież wyciągającą bagaże i ścieżkę prowadzącą do lasu.

To lato wcale nie będzie takie proste… ani spokojne.

Rozdział 2

Plan działania

Wszyscy ruszamy jednocześnie i moje uszy wypełnia dźwięk turkocących po kostce brukowej walizek. Po chwili wchodzimy na leśną ścieżkę, kółka grzęzną w piasku, ktoś sapie i narzeka, ale te dźwięki szybko giną, gdy naszym oczom ukazuje się jezioro.

– O jaaa…

– Ale tu jest pięknie!

– Ej, patrzcie, mamy własną plażę!

Młodzież rozgląda się na wszystkie strony i z zadowoleniem zauważam, że zapomnieli już o marudzeniu. Drewniane domki sprawiają im jeszcze więcej radości. Zachwycają się hamakami, strefą relaksu z siłownią plenerową i dużym paleniskiem.

– Dobrze, zbiórka! – podnoszę głos, próbując zapanować nad chaosem. – Zaraz sobie wszystko obejrzycie. Najpierw zakwaterowanie.

Kaja i Krzysiek stają po moich bokach. Dzielimy młodzież na trzy grupy i już po chwili przydzielamy klucze.

– Domek numer trzy, cztery osoby.

– Piątka, do siódemki.

– Bartek, wolałabym, żebyś nie był z Kubą…

– Ale my się dogadujemy! – protestuje.

– Właśnie dlatego – odpowiadam, a Krzysiek parska śmiechem.

– Nie pomagasz, kolego.

– Przepraszam, nie mogłem się opanować. Nie bądź taka, daj chłopakom szansę.

Przyglądam się błagalnej minie Bartka i w końcu mięknę. Gdy chłopaki dostają klucz, niemal skaczą z radości. Kaja i Krzysiek odchodzą do innych grup, a ja przez moment walczę z listą, która wciąż składa się na pół.

– Pomóc? – pyta Marcin, który stanął obok, nawet nie wiem kiedy.

Odwracam się ku niemu, trochę zaskoczona.

– Nie musisz. To… nie twoje zadanie.

– Wiem. – Uśmiecha się pogodnie. – Ale nie mam teraz dyżuru, a patrząc na to zamieszanie i fakt, że zostałaś sama… – Zerka na młodzież. – Bezczynność byłaby samolubna.

Mam ochotę zaprotestować, ale wtedy ktoś woła mnie z drugiej strony ścieżki.

– Proszę pani! A my gdzie?!

– Zaraz! – odpowiadam automatycznie i spoglądam na Marcina. – Dobrze, jeśli chcesz pomóc…

– Chcę.

Podaję mu torbę z kluczami.

– Ja wyczytuję, ty rozdajesz i kierujesz młodych do domków. Numery są na mapce, jasne?

– Okej.

– Domek numer siedem – oznajmia pewnym głosem, zanim zdążę się odezwać. – Tą ścieżką prosto, potem w prawo. Za zielonym domkiem.

– A my? – dopytuje ktoś z tyłu.

– Domek numer dziesięć – odpowiadam, sprawdziwszy nazwiska.

Marcin szybko przechwytuje młodzież i po chwili odchodzą z kluczem, a ja przydzielam kolejne kwatery. Oddycham głęboko i opuszczam listę, gdy ostatnia piątka obozowiczów udaje się w stronę przydzielonego domku.

– Nieźle poszło – mówi Marcin.

– Dzięki tobie. Gdybym robiła to sama, pewnie jeszcze stałaby tu spora gromada nastolatków.

– Możesz na mnie liczyć, w razie czego wołaj.

– Trzeba będzie jeszcze sprawdzić, czy w ósemce jest piąty komplet pościeli – mówię bardziej do siebie niż do niego.

– Już to zrobiłem – odpowiada bez wahania.

Mrugam i odwracam się w jego kierunku.

– Słucham?

– Gdy byłaś zajęta listą, poszedłem to skontrolować. Wszystko gra.

– A ręczniki?

– Były na łóżkach.

Milknę i wbijam wzrok w listę zadań od Antka.

– Regulaminy?! Całkiem o nich zapomniałam.

– Rozdałem z kluczami.

Patrzę na niego z niedowierzaniem.

– Jesteś kosmitą? – rzucam z rozbawieniem.

Uśmiecha się szeroko i zauważam, że ma piękny uśmiech.

– Może, kto wie? – odpowiada. – Kiedy zbieraliście się na parkingu, zajrzałem jeszcze do apteczki w Bosmańskim Dworze. Kompletna.

– Dzięki – mówię ciszej.

Jestem kompletnie zaskoczona. Chyba nigdy nie spotkałam tak zorganizowanego chłopaka.

– Kadra!

Oboje zerkamy w stronę domku, z którego jeden z chłopaków macha do ratownika.

– Potrzebujemy pomocy z kanapą!

Robię krok do przodu, ale Marcin rusza pierwszy.

– Zostań, zajmę się tym.

Stoję w miejscu, obserwując, jak nowy kolega się oddala. Wciąż nie dowierzam temu, co się właśnie wydarzyło, i postanawiam, że muszę opowiedzieć o tym Kai.

***

Zmęczona zakwaterowaniem opadam na leżak przed Bosmańskim Dworem i zamykam oczy.

– To był dopiero początek – jęczy Kaja, siadając obok. – A ja już nie mam siły.

– Wiedziałam, że nie będzie lekko, ale nie spodziewałam się aż tylu uczestników.

– Marcin ci pomógł?

Potakuję w milczeniu, a gdy Kaja się nie odzywa, otwieram oczy.

– Masz głupią minę – mruczę. – Wiem, co chcesz powiedzieć, więc nawet nie zaczynaj.

– O co ci chodzi? – zaczyna tonem niewiniątka. – Jest całkiem niezły. Widziałaś, jakie ma napakowane ramiona?

– Mam dosyć romansów w miejscu pracy – rzucam ironicznie, ale Kaja nie odpuszcza.

– Ciekawe, czy jest zajęty…

– Przestań, błagam.

– A z Damianem nadal nic?

– Ostatni raz rozmawiałyśmy o tym ledwie tydzień temu, więc z tego, co mi wiadomo, nic się nie zmieniło.

– Alina…

– No co? – Prostuję się, a leżak niebezpiecznie trzeszczy.

– Ale się zrobiłaś pesymistyczna.

– Dorosłam.

– Phi, bo uwierzę. Poczekam, aż Damian przyjedzie – dodaje z uśmiechem.

– Co to miało znaczyć?

Mrużę oczy i wbijam w nią wzrok.

– Nic. – Wzrusza ramionami. – Nic a nic.

– Skup się na odpoczynku – mówię chłodno. – Zaraz przyjdzie Antek i znowu zapędzi nas do roboty.

Jak na zawołanie drzwi domku się otwierają.

– Piętnaście minut i przydzielam pokoje kadry – oznajmia Antek. – Idźcie po bagaże.

Wzdycham i podnoszę się z leżaka.

– Idź – mówi Kaja szybko. – Ktoś tu musi zostać z dzieciakami.

– Dzięki, zaraz wracam.

Ruszam w stronę ścieżki i słyszę, że ktoś mnie woła. Zatrzymuję się i zerkam na Marcina, który do mnie dobiega.

– Pójdę z tobą.

– Nie trzeba.

– Wiem. – Uśmiecha się promiennie. – Ale i tak idę w tamtą stronę. Nie będziesz przecież taszczyć walizki po tym piachu.

– A ty tak?

– Od czego mam mięśnie?

Czy on mi właśnie puścił oczko?Widzę, jak siedząca na leżaku Kaja wychyla się w naszą stronę i posyła mi znaczące spojrzenie, więc ruszam przed siebie.

***

Marcin okazuje się zabawny. Co chwilę opowiada mi jakieś anegdoty. Śmiejemy się z kolejnej jego opowieści, gdy wychodzimy zza drzew na parking, i nagle się zatrzymuję. Staję jak wryta, a śmiech grzęźnie mi w gardle.

Damian.

Stoi kilka metrów dalej, oparty niedbale o bagażnik samochodu, tuż obok dużej, czarnej walizki. Na nosie ma okulary przeciwsłoneczne, które doskonale pamiętam. Jego ciemne włosy są wyraźnie krótsze, ale za to bardziej kręcone. Przesuwam wzrok na podkoszulek, który podkreśla jego kształtny biceps. Jest bardziej wysportowany niż kilka miesięcy temu.

Marcin cały czas coś opowiada, więc zmuszam się do ruszenia przed siebie, ale przestaję go słuchać w chwili, gdy dostrzegam przy Damianie Zuzę. Dziewczyna pochyla się po jedną ze swoich toreb, a krótkie spodenki odsłaniają znacznie więcej, niż chciałabym widzieć. Jej śmiech niesie się po parkingu.

– Daj, wezmę – proponuje Damian z tym swoim uśmiechem gwiazdora, który znam aż za dobrze. – To ciężkie.

– Serio?! Jesteś kochany.

Czuję nieprzyjemne napięcie.

– Cześć, Damian! – wołam głośno. Zdecydowanie za głośno.

Oboje odwracają się w moją stronę. Damian patrzy prosto na mnie. Przez ciemne szkła nie widzę jego oczu, ale dostrzegam lekki uśmiech, który pojawia się na jego ustach. Odnoszę wrażenie, jakbyśmy widzieli się zaledwie kilka dni temu, a jednak nie ma już między nami tego „czegoś”.

– Alina – mówi, zdejmując okulary. – Hej.

Znów coś ściska mnie w brzuchu. Dzieli nas wyraźny dystans. Mur, który oboje wybudowaliśmy. To dziwne, bo pisaliśmy do siebie naprawdę często i nie spodziewałam się, że nawet do mnie nie podejdzie…

– Cześć, jestem Marcin. – Przedstawia się spokojnie mój towarzysz, wyciągając rękę w stronę Damiana. – Ratownik.

– Damian – odpowiada, ściskając dłoń Marcina. – Wychowawca.

– Ala, nie mówiłaś, że macie tu takiego przystojniaka – rzuca Zuza i zupełnie bez skrępowania wodzi wzrokiem po Damianie.

– Alina – poprawiam dość ostro.

– Który to twój samochód? – pyta mnie szybko Marcin, ratując sytuację.

– Ten. – Wskazuję na moją czerwoną strzałę.

Zuza piszczy.

Copyright

Między nami lato

Copyright © K.M. Serafin

Copyright © Wydawnictwo Inanna

Copyright © MORGANA Katarzyna Wolszczak

Wszelkie prawa zastrzeżone. All rights reserved.

Wydanie pierwsze, Bydgoszcz 2026 r.

ebook ISBN 978-83-7995-668-5

Redaktor prowadzący: Marcin A. Dobkowski

Redakcja: Paulina Kalinowska

Korekta: Agata Nowak | proAutor.pl

Projekt i adiustacja autorska wydania: Marcin A. Dobkowski

Projekt okładki: Ewelina Nawara | proAutor.pl

Skład i typografia: Bookiatryk.pl

Przygotowanie ebooka: Bookiatryk.pl

Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

MORGANA Katarzyna Wolszczak

ul. Kormoranów 126/31

85-432 Bydgoszcz

[email protected]

www.inanna.pl

Książkę i ebook najtaniej kupisz w MadBooks.pl

📖 Informacja o wersji demo

📖 Wersja demonstracyjna

To jest wersja demonstracyjna zawierająca 10% treści książki.

Aby przeczytać pełną treść, skorzystaj z pełnej wersji EPUB.

Konwersja i przygotowanie ebooka Bookiatryk.pl