Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
14 osób interesuje się tą książką
Somonauk zawsze było spokojne. Do czasu...
Dwie dziewczynki wyruszają na niewinną przejażdzkę rowerową i... przepadają bez śladu.
Gdy ciało jednej z nich zostaje odnalezione w przydrożnym rowie, szeryf Charlie Aquilera oraz jego zastępca Jack Dopieralski wiedzą, że czas działa przeciwko nim.
Wszystkie ślady prowadzą do młodego chłopaka, a jego zeznania otwierają drzwi do sprawy sprzed lat, która nigdy nie powinna wrócić. Pojawia się nowe nazwisko, nowe ofiary, nowe kłamstwa...
Im głębiej szeryfowie wchodzą w ten mrok, tym bardziej oczywiste staje się jedno: w Somonauk nikt nie jest tym, kim się wydaje. A Aurora - druga zaginiona dziewczynka - może wciąż czekać na ratunek.
PRAWDA MA WIELE TWARZY.
NIEKTÓRE Z NICH SĄ PRZERAŻAJĄCO ZNAJOME.
Historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 229
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
© Joanna Zimowska, 2026
Redakcja: Agnieszka Kozak
Korekta: Kinga Małczyk
Korekta po składzie: Agnieszka Kozak | Precyzja Słowa
Okładka: Maksymilian Cegiełka
Skład: Kamil Potęga | Studio Składam
ISBN: 978-83-969193-4-2
Książka jest objęta ochroną prawa autorskiego. Wszelkie udostępnianie osobom trzecim, upowszechnianie i upublicznianie, kopiowanie oraz przetwarzanie jest nielegalne i podlega właściwym sankcjom.
Dzieciom skrzywdzonym przez dorosłych I niezmiennie tatusiowi
Słowo od Autorki
Rozdział 1
Rozdział 2
Rozdział 3
Rozdział 4
Rozdział 5
Rozdział 6
Rozdział 7
Rozdział 8
Rozdział 9
Rozdział 10
Rozdział 11
Rozdział 12
Rozdział 13
Rozdział 14
Rozdział 15
Rozdział 16
Rozdział 17
Rozdział 18
Rozdział 19
Rozdział 20
Rozdział 21
Rozdział 22
Rozdział 23
Rozdział 24
Rozdział 25
Rozdział 26
Rozdział 27
Rozdział 28
Rozdział 29
Rozdział 30
Rozdział 31
Rozdział 32
Rozdział 33
Rozdział 34
Rozdział 35
Rozdział 36
Rozdział 37
Epilog
Okładka
Dnia 2 czerwca 1985 roku w Somonauk w stanie Illinois, doszło do tragicznych wydarzeń. Dwie małe dziewczynki – Melissa Ackerman oraz Opal Horton – wybrały się na przejażdżkę rowerową. W pewnym momencie zatrzymał się przy nich samochód, a kierujący nim mężczyzna poprosił o pomoc, twierdząc, że zabłądził. Wysiadł z auta, tłumacząc, że nie słyszy, co mówią. Opal zwróciła się do koleżanki słowami: „Musimy iść” i wtedy mężczyzna chwycił ją za gardło i wrzucił do auta. Gdy obezwładniał drugą dziewczynkę, Opal uciekła i ukryła się w oponie traktora w pobliskim centrum dilerskim John Deere. Niestety, Melissa Ackerman nie miała tyle szczęścia. Została zgwałcona i zamordowana przez Briana Dugana. Morderca utopił dziewczynkę w potoku oddalonym od miejsca porwania o około piętnaście mil. Jej ciało odnaleziono 17 czerwca 1985 roku.
Podczas przesłuchania Dugan przyznał się do zabójstwa innej dziewczynki, Jeanine Nicarico, którą 25 lutego 1983 roku uprowadził w biały dzień, z jej własnego domu w Naperville. Jeanine została sama w domu z powodu choroby. Jej mama, Patricia Nicarico przestrzegła córkę, by nie otwierała nikomu drzwi. Kobieta w ciągu dnia telefonowała do dziewczynki, by sprawdzić, jak się czuje. Wracając z pracy, zobaczyła uszkodzone drzwi wejściowe, co świadczyło o włamaniu. Jeanine, która powinna być w domu, zniknęła. Jej ciało odnaleziono dwa dni po zniknięciu, około sześć mil od domu. Przed śmiercią została zgwałcona i pobita.
Pierwotnie o zabójstwo małej Nicarico oskarżono trzech mężczyzn: Rolanda Cruza, Alejandro Hernandeza oraz Stephena Buckley’a. Jednak dzięki postępom w profilowaniu DNA ostateczne zarzuty postawiono Brianowi Duganowi.
Obecnie mężczyzna odbywa karę dożywotniego pozbawienia wolności, na którą zamieniono mu karę śmierci, w Pontiac Correctional Center. Udowodniono mu trzy zabójstwa: Jeanine Nicarico, Donny Schnorr oraz Melissy Ackerman.
Powieść nie odwzorowuje wydarzeń z Somonauk ani z Naperville. Zaczerpnęłam z nich inspirację do stworzenia opowieści, która mimo wszystko zawiera wiele elementów wspólnych z faktami, ale wieloma – na przykład jednostkami organów ścigania i tym, jak działały – w znaczny sposób się różni.
Nie pytajcie mnie, dlaczego książka nosi tytuł Jeanine. To przyszło do mnie samo, być może Jeanine Nicarico potrzebuje, by o niej pamiętać…
Linki do materiałów, z których korzystałam:
https://en.wikipedia.org/wiki/Brian_Dugan
https://www.youtube.com/watch?v=pfZ6jqoFfp0
https://www.youtube.com/watch?v=9MlVm-tWlzI
https://www.youtube.com/watch?v=XJed288T2Z4
Lato tego roku zapowiadało się wyjątkowo upalnie. Były dopiero pierwsze dni czerwca, a termometry już wskazywały ponad trzydzieści stopni Celsjusza. I była to zdecydowanie rekordowa temperatura w ostatnich dziesięcioleciach. Wszystko wskazywało na to, że ocieplenie klimatu nie było bajką wyssaną z palca.
Szeryf hrabstwa DeKalb, Charlie Aquilera jeszcze bardziej podkręcił klimatyzację w swoim biurze. Urządzenie już od kilku dni pracowało na najwyższych obrotach i w końcu zaczęło wydawać dziwne dźwięki. Spojrzał w jej kierunku, prosząc w duchu, by nie doszło do awarii. Hrabstwo borykało się z nadmiernymi wydatkami i Charlie wiedział, że pieniądze z budżetu przeznaczano tylko na potrzeby najpilniejsze. Naprawa popsutej klimatyzacji do nich się nie zaliczała.
Oparł się wygodnie w swoim fotelu i założył dłonie za głowę – czekało na niego mnóstwo papierkowej roboty, ale przez te upały nie mógł się skupić. Coś nie dawało mu spokoju. Miał przeczucie, że ten rok na długo zapadnie w pamięć mieszkańcom hrabstwa i to nie tylko za sprawą wysokich temperatur.
Obiecał sobie, że zamknie oczy tylko na chwilę, na moment, by wyciszyć umysł i zebrać siły. Gdy tylko myśli zaczęły się uspokajać, ktoś bardzo mocno zapukał w drzwi gabinetu.
Uniósł ciężkie powieki, odchrząknął i zaprosił delikwenta do środka.
– Szeryfie, zaginęły dwie małe dziewczynki z Somonauk – rzucił bez owijania w bawełnę jego zastępca, wysoki brunet polskiego pochodzenia, Jack Dopieralski. – Rodzice obu dziewczynek czekają na korytarzu.
– Przyprowadź ich do mnie.
Charlie poprawił się w fotelu, wyprostował plecy, a dłonie oparł o blat biurka. Był gotowy. Zaginięcia dzieci zdarzały się dość często, szczególnie letnią porą, a większość spraw wyjaśniała się szybko i miała szczęśliwe zakończenie.
Jednak teraz miał dziwne przeczucie, że ten przypadek nie jest typowy.
Do środka, wraz z Dopieralskim, weszły dwie kobiety oraz dwóch mężczyzn. Cała czwórka była w podobnym wieku. Charlie od razu się domyślił, że zaginione dziewczyny nie były nastolatkami. Oszacował wiek rodziców na nie więcej niż trzydzieści pięć lat i zrozumiał, że będą poszukiwali ośmio- może dziesięcioletnich dzieci. Poczuł dziwny ucisk w okolicy serca. Zniknięcie tak młodych osób nie zwiastowało niczego dobrego. Nim zadał pierwsze pytanie, usilnie próbował sobie jeszcze przypomnieć, czy w ostatnim czasie nie zwolniono z więzienia jakiegoś pedofila.
– Proszę sobie usiąść – powiedział, wskazując wolne krzesła przy biurku. – Nazywam się Charlie Aquilera i jestem szeryfem hrabstwa DeKalb. W czym mogę państwu pomóc?
– Nasza córka zaginęła – odezwał się wysoki mężczyzna, z bujną ciemną czupryną.
Jedna z kobiet natychmiast dodała:
– Nasza też.
– Rozumiem, że dziewczynki były razem?
– Tak.
Aquilera niespokojnie poruszył się w fotelu. Sięgnął po odpowiednie formularze oraz długopis z logo hrabstwa.
– Proszę opisać mi przebieg wydarzenia – polecił stanowczo.
– Rysopisy oraz zdjęcia dziewczynek mam już w aktach, które założyłem dla sprawy – wtrącił szybko Dopieralski.
Charlie kiwnął głową ze zrozumieniem i skierował wzrok na obecne w gabinecie małżeństwa.
– Proszę dokładnie opowiedzieć, co się wydarzyło. Kiedy zauważyliście państwo zniknięcie dziewczynek?
– Aurora wyszła z domu o jedenastej – zakomunikowała druga z kobiet, niska i krępa brunetka z ogromną burzą loków na głowie. – Powiedziała, że idzie bawić się z Amelią County… – Spojrzała wymownie na bruneta i jego żonę, rudowłosą i chudą jak szczapa.
Charlie od razu się domyślił, kto z kim jest w związku. Skrupulatnie zapisał wszystkie istotne informacje, które do tej pory usłyszał.
– … to jej jedyna przyjaciółka. Chodzą do tej samej szkoły, ale Aurora jest o rok starsza. Niestety, w swojej grupie nie znalazła nikogo, z kim mogłaby się zaprzyjaźnić. A Amelia mieszka kilka domów dalej i znają się od maleńkości. Są ze sobą bardzo zżyte…
Ponownie spojrzała na rodziców Amelii, którzy zgodnie przytaknęli.
– Poprosiłam córkę, by wróciła do domu o trzynastej, na obiad. Gdy nie pojawiła się przed czternastą, zadzwoniłam do Karen, mamy Amelii, z zapytaniem, czy dziewczynki jeszcze się bawią. Karen powiedziała, że pojechały na przejażdżkę rowerową.
Rudowłosa kobieta potwierdziła bezgłośnym: „Tak”.
– … Poprosiłam Karen, by przypomniała Aurorze o mojej prośbie, gdy tylko dziewczynki wrócą.
Szeryf Aquilera zanotował wszystko i przeniósł wzrok na Karen. Kobieta w mig zrozumiała, że mężczyzna oczekuje na jej wersję wydarzeń. Poprawiła więc nerwowo włosy i powiedziała:
– Tak było, panie szeryfie – chrząknęła. – Dziewczynki bawiły się do południa w ogrodzie. Potem Amelia przyszła po butelkę wody. Przekazała mi, że biorą rowery, aby się przejechać, a potem Amelia odprowadzi Aurorę do domu. Córka wiedziała, że koleżanka ma wrócić na obiad.
– Nie zaniepokoił panią telefon od mamy Aurory?
– Oczywiście, że zaniepokoił. – Kobieta wydała się oburzona pytaniem. – Jednak szybko uspokoiłam się myślą, że pewnie straciły rachubę czasu i zaraz wrócą. Pomyślałam też, że mogą pojechać prosto do domu Aurory.
– Dlaczego pani nie przekazała pani Schweitzer, że córka wiedziała, o której Aurora ma być w domu?
– Nie sądziłam, by to miało jakieś znaczenie.
Charlie Aquilera zmierzył kobietę wzrokiem i odnotował coś na kartce.
– Kiedy zaczęliście państwo martwić się o dzieci na poważnie?
W pokoju na moment zapanowała cisza. Państwo County i Schweitzerowie wymieniali między sobą spojrzenia, jakby próbowali wytypować spośród swojej czwórki osobę, która miała w ich imieniu się wypowiedzieć.
Odezwał się milczący do tej pory mężczyzna:
– Wróciłem do domu po szesnastej…
Miał widoczną lekką nadwagę i sporej wielkości zakola. Spojrzał na swoją małżonkę, Melissę Schweitzer i kontynuował:
– Żona powiedziała mi, że córka jeszcze nie wróciła i że się martwi, że stało się coś złego.
– Nadal tak uważam – wyrwało się kobiecie. – Po prostu czuję, że stało się coś niedobrego.
– Zaproponowałem, byśmy udali się do państwa County, aby się dowiedzieć, gdzie dziewczynki się podziewają.
– To prawda – wtrąciła rudowłosa. – Melissa i Kevin zjawili się u nas krótko przed siedemnastą. Ustaliliśmy wtedy, że poczekamy na Kanye. Znaczy się mojego męża – dodała szybko, jakby ta informacja nie była oczywista dla pozostałych. – Kanye pracuje w dużej korporacji i wraca do domu po siedemnastej. Później wspólnie obeszliśmy wszystkich sąsiadów z zapytaniem, czy nie widzieli dziewczynek.
– Czy któryś z nich powiedział coś, co przykuło państwa uwagę? Coś dziwnego, niepokojącego?
Wszyscy zgodnie zaprzeczyli.
– Owszem, sąsiedzi kojarzą nasze dzieci i wiedzą, że dziewczynki są nierozłączne, ale nikt nie miał pojęcia, gdzie są. – Kevin Schweitzer odpowiadał krótko i rzeczowo. – Niektórzy mówili, że widzieli Amelię i Aurorę jadące ulicą. Jednak to było normalne, one często jeździły rowerami.
– Sami również sprawdziliśmy okolicę, w nadziei, że odjechały za daleko i nie wiedzą, jak wrócić – dorzucił pan County. – Niestety, bezskutecznie.
Ostatnie słowo wypowiedział z przeraźliwym smutkiem, który natychmiast osiadł na sercach wszystkich zebranych. Zapanowała przytłaczająca cisza, jakby już było wiadomo, że Aurora i Amelia odeszły z tego świata.
– Czy wcześniej dochodziło do podobnych sytuacji? – dopytywał szeryf, bacznie przyglądając się rodzicom. – Nie wracały do domu na czas? Lub oddalały się od niego zbyt daleko?
Przybyli ponownie wymienili spojrzenia. Próbowali wydobyć z zakamarków pamięci podobne sytuacje. Dziewczynki były ciekawe świata, lecz nigdy wcześniej nie znikały z domu. Były dobrze ułożone, sumienne i zawsze słuchały swoich rodziców. Co więc teraz mogło się stać, że nie mogli ich odnaleźć?
– Nasza Aurora nie jest zbyt ufna – odezwała się pani Schweitzer. – Obcych raczej się boi i skutecznie ich unika, dlatego też nie oddala się sama od znajomych miejsc.
Spojrzała na matkę Amelii, jakby chciała wypowiedzieć się także na temat jej córki. Szybko jednak opuściła wzrok i zaczęła nerwowo skubać frędzle przy swojej skórzanej torebce.
– Uważa pani, że dziewczynki zostały porwane? – zapytał nagle Aquilera.
Natychmiast poczuł na sobie pięć par pytających oczu, w dodatku przepełnionych strachem. W tak małym mieście jak Somonauk, w którym mieszkali, uprowadzenia się nie zdarzały, w ogóle przestępczość w tym miejscu była znikoma, ale…
– Nie wiem – odparła Melissa Schweitzer. – Skoro nigdzie ich nie ma, nikt z sąsiadów nic nie wie, to gdzie są? W Somonauk nie ma zbyt wielu miejsc do zabawy dla tak małych dzieci.
– A Amelia? – Szeryf zmienił nagle kierunek rozmowy. – Jaka jest Amelia?
Karen County spojrzała na męża i chrząknęła głośno. Jej wzrok mówił, że Amelia była totalnym przeciwieństwem swojej przyjaciółki.
I to by mogło wyjaśniać, dlaczego ich relacje były tak silne. Jednak czy odmienna osobowość dziewczynki mogła doprowadzić do tragedii? Jeśli tak, to do jakiej?
Charlie Aquilera wyłapał tę dziwną tajemniczość w oczach Karen i zastanawiał się teraz, co takiego mogło się wydarzyć. Jeśli potrącił je samochód, nie mogło to tak zwyczajnie przejść bez echa. Kierowca, który doprowadziłby do takiej sytuacji, nie porzuciłby, ot tak, bezbronnych ofiar wypadku. Tym bardziej, gdyby to zdarzenie miało miejsce w biały dzień. Zatem, czy mogły znaleźć jakieś fascynujące miejsce w okolicy i zupełnie zapomnieć o bożym świecie? Jeśli to był właściwy trop, to dziewczynki wrócą, gdy tylko zrobi się ciemno. O tej porze roku słońce zachodzi bardzo późno. Odruchowo spojrzał na zegarek. Zostało jeszcze kilka godzin do zmroku. Jeśli jednak stała im się krzywda, każda minuta była na wagę złota.
– Amelia to bardzo żywe i energiczne dziecko – zaczęła powoli rudowłosa. – Uwielbia poznawać nowe rzeczy i ludzi. Bardzo łatwo nawiązuje kontakty z rówieśnikami.
Szeryf tylko potakiwał i wszystko notował.
– Czy Amelia byłaby zdolna zaufać obcej osobie i na przykład gdzieś z nią pójść lub wsiąść do jej samochodu?
Kobieta znów posłała swojemu mężowi to pełne niepokoju spojrzenie. Obawiała się, że jeśli to potwierdzi, to jej córka zostanie obwiniona o to, co się wydarzyło. Zaprzeczenie natomiast byłoby kłamstwem, które mogło zemścić się bardziej niż wyjawienie prawdy.
– Myślę, że tak.
I szybko dodała:
– Ale nie rozumiem, do czego pan zmierza? Czy chce nam pan powiedzieć, że to przez Amelię mogło im się przydarzyć coś złego?
Charlie głośno westchnął.
– Nie, proszę pani. Próbuję ocenić, jaki scenariusz jest najbardziej możliwy w tym przypadku.
Urwał i na moment skierował spojrzenie na swojego zastępcę. Jack miał poważną minę. Widać było, że ta sytuacja bardzo go martwiła. On również był ojcem, dwuletniego Oscara i świeżo narodzonej Nathalie. Potrafił więc sobie wyobrazić, co rodzice Aurory i Amelii czują.
– Naturalnie, poszukiwania dziewczynek rozpoczniemy natychmiast. – Szeryf odchylił się energicznie na oparcie fotela. – Nieważne, jakie będzie zakończenie tej historii, mamy do czynienia ze zbyt małymi dziećmi, by podejść lekceważąco do tej sprawy. Co prawda zdarza się, że już ośmiolatki uciekają z domu, lecz tutaj chyba nie zachodzi takie podejrzenie, prawda? – Posłał całej czwórce uważne spojrzenie.
– Oczywiście, że nie – odparła natychmiast Melissa. – Aurora jest jedynaczką, dostaje wszystko, o co poprosi. Jeździmy na wakacje, opłacamy jej lekcje tańca.
– Aurora uwielbia tańczyć. To jej pasja – wtrącił się ojciec dziewczynki.
– Amelia również nie ma powodu, by uciekać z domu – dołączyła Karen, mierząc wzrokiem małżeństwo Schweitzerów.
– Dobrze, proszę państwa – przerwał te przechwałki Aquilera. – Mówiłeś, że zdjęcia zaginionych mamy już w aktach? – Upewnił się, kierując wzrok na swego zastępcę.
– Tak. Zdjęcia, opis ubrań i rysopisy znajdują się w aktach sprawy.
– Dziękuję, Jack. W takim razie zarządzam poszukiwania. Przekaż, proszę, wszystkie wytyczne i najważniejsze informacje grupie funkcjonariuszy, która zajmie się poszukiwaniami. Myślę, że warto sprowadzić chociaż jednego psa tropiącego oraz poprosić o pomoc jednostkę poszukiwawczo-ratowniczą straży pożarnej.
Dopieralski wypiął dumnie pierś, zasalutował i opuścił pokój.
– Państwo mogą wrócić do domów – zwrócił się do obecnych cichym tonem szeryf. – Być może dziewczynki same wrócą. W takim przypadku proszę niezwłocznie mnie powiadomić. – Rozdał im swoje wizytówki. – Zobowiązuję się o wszystkim państwa informować. Jeśli pojawią się jakieś nowe okoliczności, również będziemy się kontaktować.
Podniósł się z miejsca, by ich pożegnać.
– Jakie okoliczności? – zapytała głosem pełnym obaw Melissa.
Aquilera westchnął. Nie chciał omawiać najczarniejszego scenariusza, choć nie mógł go ignorować. Mówienie o nim w tej chwili było wyjątkowo niewygodne. Jednak, skoro padło takie pytanie, nie miał wyboru. Musiał uprzedzić rodziców zaginionych, by przygotowali się także na najgorsze.
– Wszystko może się zdarzyć – zaczął ostrożnie. – Ani ja, ani państwo nie jesteśmy w stanie w tej chwili określić, co się wydarzyło. Możemy jedynie się domyślać i spekulować. Czas pokaże, czy dziewczynki uciekły, czy zostały uprowadzone, czy wydarzyło się coś jeszcze innego. – Zamilkł na krótką chwilę, gdy poczuł na sobie przerażone spojrzenia. – Oczywiście, musimy być dobrej myśli i wierzyć, że cała sprawa zakończy się happy endem, jednak ignorancją z naszej strony byłoby niezakładanie najgorszego.
– Co pan chce przez to powiedzieć? – dociekał Kevin.
– Że musimy wziąć pod uwagę również śmierć obu dziewczynek.
Melissa jęknęła głośno i schowała twarz w szerokich ramionach męża. Karen zatkała usta dłonią, a jej mąż, Kanye, wbił w jej ramiona swoje długie palce.
– Przykro mi.
– Przecież wszystko będzie dobrze – wyszeptał Kanye.
Charlie opuścił wzrok. Chciał już zostać sam i podjąć stosowne kroki i działania. Poszukiwanie przejmie specjalna jednostka, a on, wspólnie ze swoim zastępcą, spróbuje ustalić bieg wydarzeń, może w okolicy jest jakiś monitoring, a może wystarczy dokładniej przepytać sąsiadów.
– Z mojej strony to wszystko – oświadczył dość stanowczo, by zrozumieli, że mogą już wrócić do swoich domów.
Zadziałało. Podnieśli się równocześnie z krzeseł.
Szeryf zauważył, że Kevin, mimo młodego wieku, ma problemy zdrowotne – jego powolne i nad wyraz ostrożne ruchy wskazywały na chorobę stawów. Nie wiedział, dlaczego, ale go to poruszyło. Sam był dużo starszy, a czuł się niemal jak nastolatek. Tylko niewielkie zmarszczki na twarzy i siwiejące włosy zdradzały jego podeszły wiek. Cała reszta funkcjonowała jak w szwajcarskim zegarku.
– Dziękujemy za pomoc. – Kanye podał mu dłoń.
Kevin uczynił to samo. Ich spojrzenia skrzyżowały się na kilka sekund. Charlie poczuł nagłą sympatię do tego niskiego i krępego mężczyzny. Może to jego postura wzbudzała takie uczucie, a może stał za tym żal i współczucie z powodu braku jego pełnej sprawności…
Nim zamknęły się za nimi drzwi, szeryf dorzucił:
– Będziemy w kontakcie!
Charlie Aquilera stał w rzęsistym deszczu, ubrany w długi żółty płaszcz przeciwdeszczowy i rozmyślał, co się stało ze słońcem, które jeszcze wczoraj tak mocno świeciło.
Znajdował się wraz ze sporą grupą funkcjonariuszy trzy mile od Somonauk, nieopodal drogi prowadzącej do Yorkville. To tutaj, w przydrożnym rowie znaleziono zgwałconą i pobitą na śmierć siedmioletnią Amelię County. Według wstępnych ustaleń koronera dziewczynka zmarła wczoraj wieczorem.
Myślami wrócił do wydarzeń sprzed dwudziestu czterech godzin.
Gdy odprawił rodziców zaginionych dziewczynek, dochodziła dziewiętnasta trzydzieści. Ze słów lekarza wynikało, że Amelia prawdopodobnie była już wtedy martwa. Wstępnie ustalił, że zgon nastąpił między osiemnastą a dziewiętnastą. Przyczyną śmierci były odniesione obrażenia. Konkrety poda po sekcji. Aquilera pomyślał, że to chyba stały tekst wszystkich patologów na świecie.
Potrząsnął delikatnie głową i rozbryzgał na wszystkie strony wodę, która zebrała się na płaszczu. Dyskretnie skontrolował, czy ciężkie krople nie trafiły w jakieś istotne miejsca lub w pracujących tu kolegów po fachu. Nic takiego się nie stało, wrócił więc myślami do wydarzeń z wczoraj.
Dziewczynki były widziane razem około południa przez panią Karen County, mamę jednej z nich. Według słów Amelii wybierały się na przejażdżkę rowerową, co potem potwierdzili niektórzy sąsiedzi – mówili, że widzieli je, gdy jechały ulicą. Wtedy widziano je ostatni raz. Zapewne planowały pojeździć przez około godzinę, tak by Aurora mogła wrócić do domu na czas. Charlie uznał, że właśnie w ciągu tej jednej godziny doszło do tragedii. Muszą zatem ustalić, co działo się w tym czasie.
– Jack, daj mapę – rzucił, odwracając się w kierunku swojego zastępcy.
– Krajową czy hrabstwa?
– DeKalb, oczywiście.
Dopieralski ruszył w kierunku stojącego kilka metrów dalej radiowozu. Posuwał się powoli; Charlie widział ze swojego miejsca, jak nogi jego wysokiego współpracownika grzęzną w błocie. Znów pomyślał o tym, jak szybko zmieniła się pogoda. I po raz kolejny jego intuicja podpowiadała mu, że ten rok zapadnie głęboko w pamięć mieszkańcom całego stanu Illinois.
Jack pojawił się u jego boku kilka minut później. Mapę sprytnie schował pod poły przykrótkiego płaszcza.
– Technicy rozłożyli namiot. – Wskazał ruchem głowy wątpliwej konstrukcji wiatę, stojącą po ich prawej stronie. – Moglibyśmy schronić się tam przed deszczem, skoro zostajemy jeszcze na miejscu.
Szeryf się domyślił, dlaczego jego zastępca tak powiedział. On również widział, jak worek z ciałem Amelii został zapakowany do samochodu i odjechał do oddalonej o trzydzieści mil Ottawy w hrabstwie LaSalle. To właśnie tam koroner Brent Munks przeprowadzi sekcję zwłok dziewczynki. Zapewne Dopieralski liczył, że oni również odjadą z miejsca ujawnienia ciała, ale widział, że jednak jeszcze coś trzymało szeryfa w tym miejscu.
– Dobrze, chodźmy.
Aquilera był zamyślony i nieobecny. Jack spojrzał na niego z lekkim niepokojem, nie dziwił się jednak, bo sprawa zapowiadała się wyjątkowo przygnębiająco. Zabójstwo dziecka jest najtrudniejszą ze spraw, jaką można prowadzić. Tutaj dochodził jeszcze gwałt.
Szeryf Aquilera nie miał dzieci, ale widok małego zakrwawionego i zsiniałego ciałka Amelii, oblepionego warstwą błota z powodu ulewnego deszczu, wzbudzał w nim ogromne emocje. Dopieralski to widział. Zresztą każdy, kto musiał tu dziś pracować, był tym widokiem wstrząśnięty.
Dotarli do schronienia i zajęli jedyny wolny stolik polowy. Zastępca szeryfa od razu rozłożył mapę i pochylił się nad nią, mimo że nie wiedział jeszcze, czego ma na niej szukać. Tymczasem Aquilera wygrzebał wśród szpargałów zalegających na sąsiednim stoliku czarny marker i dołączył do Jacka. Zaznaczył na mapie adresy zamieszkania obu dziewczynek. Następnie zakreślił miejsce odnalezienia zwłok Amelii. Trasa nie była skomplikowana, była to niemal idealnie prosta linia.
– Pięć, może sześć mil – usłyszał nad sobą.
Potwierdził skinieniem głowy. Był niezwykle rad, że Dopieralski potrafił odczytać jego intencje. Dzięki temu ich współpraca układała się wręcz idealnie i to już od kilku dobrych lat.
– Ale nie możemy założyć, że dziewczynki dojechały do tego miejsca. – Jack nagle się wyprostował, a czubek jego głowy sięgał prawie sufitu namiotu. – Ani że Amelia została tutaj zamordowana.
– Tego raczej możecie być pewni.
Za ich plecami rozległ się kobiecy głos. Odwrócili się jednocześnie. Zobaczyli drobną blondynkę z dużym aparatem fotograficznym w dłoni, w odblaskowej kamizelce. Na jej piersi widniał napis: POLICJA.
– Wszystkie ślady wskazują, że to właśnie tutaj została zgwałcona i pobita. Deszcz, co prawda, zmył większą część krwi, jednak zostało jej tu jeszcze tyle, byśmy z całą stanowczością mogli stwierdzić, że jest to miejsce zbrodni.
Mężczyźni wlepiali wzrok w urokliwą kobietę.
– Amanda Coulette. Jestem nowym technikiem kryminalistycznym. – Wyciągnęła w ich kierunku prawą dłoń.
– Szeryf hrabstwa DeKalb, Charlie Aquilera. A to mój zastępca, Jack Dopieralski.
– Miło mi panów poznać. Dopieralski…, czy to polskie nazwisko?
– Zgadza się. Moi rodzice są Polakami.
– Ciekawe. – Na ustach blondynki pojawił się delikatny uśmiech, który znikł, gdy podjęła przerwany wątek. – To tu Amelia County została pozbawiona życia. Oprócz krwi udało nam się zabezpieczyć but dziewczynki; leżał nieopodal ciała. Mamy też fragment bieżnika opony samochodu. Jest co prawda niewielki, ale zabezpieczyliśmy go z całym podłożem. Przy tak obfitym opadzie to i tak cud, że jakikolwiek ślad traseologiczny w ogóle się zachował.
– Będziecie w stanie ustalić, do jakiego auta należy? – zapytał szeryf.
Amanda skrzywiła się niczym małe dziecko, które pierwszy raz próbuje cytryny.
– Raczej będziemy mogli sprawdzić, czy pasuje do wskazanej marki.
Aquilera również skrzywił się nieznacznie, ale uznał, że to i tak lepsze niż nic. Zawsze to jakiś punkt zaczepienia.
– Wiem też, że mężczyzna, który znalazł ciało, widział tu jakieś auto.
Na dźwięk tych słów szeryf znów się ożywił. Jeśli świadek widział rejestrację lub chociaż zna markę samochodu, szybko trafią po nitce do kłębka. Gorzej, jeśli zabezpieczony ślad opony należy do pojazdu kierowanego właśnie przez owego świadka.
– Wiemy, co robił w tym miejscu w taką pogodę?
– Niestety, nie znam szczegółów zeznań – zaprzeczyła Amanda.
– Jest jeszcze tu w ogóle? – Rozejrzał się wokół siebie. Dostrzegł jedynie kobietę wzdrygającą ramionami.
– Spróbuję się dowiedzieć. – Wtrącił się Dopieralski.
– Nie trzeba. Zapewne jego zeznania, jak i pełne dane osobowe, są już w aktach sprawy.
Jack skinął głową i posłusznie schował iPhone’a, którego zdążył już wyjąć z kieszeni spodni.
– Skontaktujemy się z nim, ale najpierw musimy powiadomić rodziców Amelii.
Karen County wprowadziła obu szeryfów do salonu. Wskazała im kwiecistą kanapę ustawioną pod oknami i owinęła się szczelnie długim kardiganem.
– Skąd to się wzięło? – zapytała, wbijając wzrok w okno.
Aquilera domyślił się, że mówiła o deszczu padającym od nocy. Wpatrywał się w jej nieruchomą twarz, nie udzielając jednak odpowiedzi na postawione przez nią pytanie.
– Czy mąż jest w domu? – Dopieralski płynnie zmienił temat.
– Wyszedł jakiś czas temu – odparła beznamiętnie.
– Niech pani usiądzie – poprosił Charlie.
Dopiero na dźwięk tych słów, jakby wróciła do świata żywych. Oderwała wzrok od szyby i spojrzała na szeryfa. Przenikała go swoim spojrzeniem. W jej oczach pojawił się błysk. Na twarzy odmalowało się też coś na kształt pretensji, zupełnie jakby przeczuwała, z czym do niej przyszli.
– Odnaleźliście Amelię? – Jej głos drżał ze strachu, gdy ostrożnie wymawiała każde słowo.
– Proszę, niech pani usiądzie – poprosił ponownie Aquilera.
Kobieta niczym zaprogramowany robot ruszyła w stronę fotela stojącego obok kanapy i obitego identycznym materiałem. Usiadła ciężko. Mebel cicho zaskrzypiał. Poprawiła sweter, złożyła dłonie na kolanach i utkwiła wzrok w przybyłych. Jej postawa i wyraz twarzy mówiły, że była gotowa do wysłuchania tego, co mają jej do powiedzenia.
– Liczyłem, że pani mąż również będzie obecny przy tej rozmowie, jednak nie mamy czasu, aby na niego czekać. – Charlie Aquilera mówił z głębokim smutkiem. – Znaleźliśmy państwa córkę… – Nie miał odwagi spojrzeć kobiecie w oczy. – Przykro mi, Amelia nie żyje.
Karen County zasłoniła usta dłonią, jednak szeryf i jego zastępca usłyszeli przerażający krzyk, który wydobył się z jej wątłej piersi. Po nim nastąpił kolejny, a potem kolejny. Z zielonych oczu Karen popłynęły łzy. Kręciła głową, zaprzeczając temu, co właśnie usłyszała.
– Bardzo nam przykro – wyraził współczucie Dopieralski.
Kobieta rozpłakała się na dobre.
Charlie podniósł się z kanapy, usiadł na wąskim drewnianym podłokietniku fotela i objął ją ramieniem. Poprosił Jacka, by przyniósł z kuchni szklankę wody.
Młody szeryf niepostrzeżenie wyszedł na korytarz i niczym zdezorientowane zwierzę, które nagle znalazło się na drodze oświetlonej przez reflektory nadjeżdżającego samochodu, próbował odnaleźć drogę do kuchni.
Przemierzał długi i wąski korytarz, podziwiając wiszące na całej jego długości zdjęcia rodziny County. Patrzył na Amelię – była ich jedynym dzieckiem – i poczuł przytłaczającą go falę żalu. Nawet nie potrafił sobie wyobrazić, przez co musiała teraz przechodzić kobieta siedząca w salonie… Jej głośny szloch i głos szeryfa dobiegały do niego, ale nie był w stanie wyłapać treści słów, wiedział jednak, że powinien jak najszybciej przynieść tę głupią szklankę wody.
Ze smutkiem rzucił ostatnie spojrzenie na roześmianą okrągłą buzię Amelii. Wdzięcznie szczerzyła się do obiektywu, ukazując wielką szczelinę po jedynce, która zapewne niedawno jej wypadła. Duże ciemne oczy rozsiewały niespotykany blask, który potrafił przebić się nawet przez papier fotograficzny. Dopieralski czuł, jakby nie stało się nic złego, jakby za moment miała wbiec do domu przez frontowe drzwi, zdyszana, z rozwianymi włosami i rumianą twarzą, a przecież w ogóle nie znał tej dziewczynki…
Westchnął ciężko i ruszył w głąb korytarza. Gdy dotarł na sam jego koniec, wszedł do dużej, przestronnej kuchni ze sporą wyspą na środku. Duże okna wychodziły na podwórze. To tam Amelia wraz z Aurorą bawiły się, gdy nie jeździły rowerami.
Podszedł bliżej i delikatnie się wychylił. Pod drzewem, w lewym rogu ogrodu, stała duża piaskownica. Leżały w niej kolorowe plastikowe foremki. Jack podejrzewał, że dziewczynki od dawna z niej nie korzystały. Kawałek dalej dostrzegł huśtawkę i krętą zjeżdżalnię. Państwo County zadbali, by mała Amelia miała swój własny, bezpieczny plac zabaw.
W prawym rogu ogrodu stał duży plastikowy stół, a tuż za nim kamienny grill.
Jack dostrzegł również, że trawa jest skoszona, a rośliny otaczające całą działkę są zdrowe i zadbane. Czuł, że to głównie zasługa Kanye. Odruchowo rzucił okiem na ład i porządek panujące w kuchni, zupełnie jakby się bał, że umniejsza zasługi pani County dla tej rodziny.
Ruszył do najbliższej szafki. Miał fart, bo właśnie tutaj Karen trzymała szklanki. Wziął pierwszą z brzegu i nalał do niej wody. Pośpiesznie udał się z powrotem do salonu.
Aquilera wrócił już na swoje miejsce, a rudowłosa kobieta nadal tkwiła w fotelu.
– Uczyłam ją, by nie ufała obcym – mówiła ze wzrokiem wbitym w podłogę. – Powtarzałam, że są ludzie, którzy mogą ją skrzywdzić, dlatego trzeba być ostrożnym nawet wtedy, gdy ktoś poprosi o pomoc. Obiecała, że będzie ostrożna. Ona była przepełniona energią, nie umiała jeszcze nad nią panować.
Dopieralski podał jej wodę.
Słowa, które przed chwilą wypowiedziała, potwierdziły tylko to, co poczuł, wpatrując się na korytarzu w fotografie Amelii.
– Czy zdarzyło się już w przeszłości coś, co panią zaniepokoiło?
Upiła sporo wody, nim odpowiedziała. Z zaskoczeniem spojrzała na siedzącego obok niej szeryfa.
– Nie rozumiem pytania.
– Dlaczego uczyła pani córkę, by nie ufała obcym? – Charlie oparł się wygodniej. – Somonauk jest niewielkie, wszyscy się tutaj znają. Przestępczość niemal na zerowym poziomie. Czy Amelia była już w sytuacji, która jej zagrażała?
– Nie, ale to chyba normalne, że rodzice przygotowują dziecko na zderzenie z wielkim światem. – Karen nie była zadowolona z pytania, które postawił jej szeryf. Odstawiła szklankę na stół. – Wprowadziłam się do Somonauk, gdy miałam osiemnaście lat. Wtedy to była wioska, która liczyła niecałe dwa tysiące ludzi. Dziś to niewielkie spokojne miasto, ale licho nigdy nie śpi. A ja znam moją córkę… – Zamilkła na chwilę z powodu ogarniającej ją fali łez. – Znałam moją córkę i wiedziałam, jak bardzo kochała ludzi. Tak, Amelia kochała ludzi – powtórzyła, jakby obawiając się, że nikt nie uwierzy, że siedmioletnia dziewczynka uwielbiała obecność innych. – Nie potrafiła zrozumieć, że niektórzy mogą być naprawdę podli. Tego ją chciałam nauczyć, by nie dawała swego serca każdemu.
W pokoju zapanowała cisza.
Dopieralski stał nieruchomo tuż za drugim fotelem. Z tego miejsca widział wszystko dokładnie. Zachowanie i mimikę pani County oraz jej reakcję na poszczególne pytania zadawane przez Charliego.
Karen utkwiła wzrok w szeryfie. Wargi miała zaciśnięte tak mocno, że zamieniły się w ledwo widoczne cienkie kreski.
Natomiast Aquilera wydawał się zrelaksowany. Wyciągnął lewą rękę wygodnie na oparciu kanapy, przez co nie wyglądał jak ktoś, kto przyszedł tutaj z przykrą wiadomością.
– Czy coś panią ostatnio zaniepokoiło? – kontynuował. – Mam na myśli otoczenie. Może pojawiło się jakieś auto, którego wcześniej pani tutaj nie widziała?
– Czy Amelia została porwana? – Kobieta pochyliła się w kierunku Charliego. – Co się właściwie stało mojej małej córeczce?
Właśnie teraz do niej dotarło, że śledczy nic jej nie powiedzieli na temat śmierci jej dziecka. Dopiero pytanie, które usłyszała, jej to uświadomiło. Przypomniała sobie rozmowę szeryfa z matką Aurory, w dniu, w którym całą czwórką udali się zgłosić zaginięcie dziewczynek. Czy rodzina Schweitzerów mogła mieć coś z tym wspólnego? Czy ich córka również nie żyje?
Dopieralski poczuł na sobie spojrzenie szefa. Wyczytał z niego, że wkroczyli na jeden z trudniejszych etapów w swojej pracy. Będą musieli poinformować kobietę o szczegółach zbrodni. Było to o tyle trudne, że pani County była w domu sama. Wieści, które zamierzali jej przekazać, były bardzo ciężkiego kalibru. Jack zrozumiał, że szeryf Aquilera miał na uwadze stan psychiczny kobiety. Zastępca delikatnie skinął głową, dając mu do zrozumienia, że zostanie tu, gdyby zaszła taka potrzeba.
