4,99 zł
Michał Paweł Markowski | Henryk Markiewicz | Łukasz Tischner | Józef Majewski | Wybór tekstów opublikowanych się na łamach miesięcznika "Znak" z okazji 700. wydania
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 86
Plik opracował i przygotował Woblink
woblink.com
Jubileuszowe minibooki „Znaku”
Niektóre pytania mimo upływu lat pozostają bez odpowiedzi. Inne rodzi współczesność.
„Znak” od ponad 67 lat nie boi się stawiać zarówno jednych jak i drugich.
700 numerów miesięcznika kryje bogactwo kilkunastu tysięcy tekstów i ponad 100 tys. stron! Minibooki to wybór tych najważniejszych, najciekawszych i najbardziej kontrowersyjnych ułożonych w trzy serie: Człowiek, Kontrowersje, Autorytety.
Z okazji jubileuszu wydania 700. numeru miesięcznika „Znak” zapraszamy do zmagania się z tematami trudnymi, ale ważnymi. Kontrowersyjnymi, ale niesensacyjnymi. Z myślami i poglądami postaci nie tylko znanych, ale i mądrych. Robimy to od 1946 roku. Dołącz do nas!
Redakcja Miesięcznika „Znak”
PS. Minibooki powstały dzięki uprzejmości właścicieli i spadkobierców praw autorskich, którzy zrezygnowali z wynagrodzeń za ponowne wykorzystanie tekstów. Serdecznie Im dziękujemy za wsparcie tego projektu. Przychody ze sprzedaży minibooków zostaną przeznaczone na kontynuowanie działalności miesięcznika „Znak”. Więcej: www.700.znak.com.pl
Michał Paweł Markowski
Curiosity is endless, restless, and useless.
Th . Fuller, Gnomologia (1732)
Jednak z ciekawością ludzką, zwaną inaczej żądzą wiedzy, jest jeden kłopot. Jeśli znajdzie dla siebie jakąś pożywkę: nie można jej uciszyć
M. Bradbury, Doctor Criminale (1992)
Jesienią 1599 roku Tomasz Platter, wnuk Feliksa Plattera, słynnego lekarza i kolekcjonera bazylejskiego, podróżując po Anglii (która była jednym z etapów jego „Wielkiego Objazdu”) odwiedza gabinet Waltera Cope’a, podróżnika, członka Elżbietańskiego Towarzystwa Starożytników[1]. Cel był oczywisty: gabinet Cope’a słynął w Anglii ze swych zbiorów osobliwości, zwożonych z całego świata. Młody Platter widzi tam między innymi afrykański naszyjnik wykonany z zębów, indiański toporek, zabalsamowane dziecko, instrument strunowy z jedną tylko struną, dzwonki błazna Henryka VIII, ogon jednorożca, zapisany papier z kory, misternie wykonane chińskie pudełeczko, egzotyczne gatunki ryb, muchy, „które świecą w nocy w Virginii, gdyż zdarza się, że przez ponad miesiąc nie uświadczysz tam dnia”, pieczęć królowej Elżbiety, Madonnę wykonaną z piór Indian, zwierciadło, które „odbija i powiększa przedmioty”, mysz morska (mus marinus), indiańskie canoe, które wisząc pod sufitem, stanowiło niejako zwieńczenie całej kolekcji owych „dziwów [frembden Sachen]”, jak pisał młody podróżnik. Oczywiście nie było to muzeum, lecz jego poprzednie wcielenie: Kunst-und Wunderkammer, jak mawiali Niemcy, pionierzy tego typu ekspozycji[2]. Pierwsza z nich powstała w Wiedniu w 1550 roku, inna (która miała przetrwać w stanie nietkniętym aż do 1721, by później podzielić los wszystkich tego typu kolekcji: parcelacji wedle kryterium tematycznego) w Dreźnie w roku 1560. Sam Platter pochodzili z rodziny, w której posiadaniu znajdował się jeden z najwspanialszych zbiorów. Jak pisze Antoni Mączak, gromadzona od trzech pokoleń kolekcja Feliksa Plattera była pod koniec XVI wieku „Mekką zbieraczy”: pielgrzymowali do niej wszyscy namiętni kolekcjonerzy z całej Europy, choć nierzadko opuszczali ją z nieukrywanym rozczarowaniem[3].
Zanim wrócimy do zdziwionego spojrzenia młodego Plattera, przenieśmy się na kontynent. Pół wieku po ciekawym świata Bazylejczyku, w 1652 roku wybiera się w podróż Włoch Giacomo Fantuzzi. Tym razem jest to podróż służbowa: Fantuzzi wraca do kraju po siedmiu latach urzędowania w Polsce w roli nuncjusza apostolskiego. Jedzie przez całą niemal zachodnią Europę: Pomorze, północne Niemcy, Holandię, Belgię, Niemcy południowe, Tyrol. W Lejdzie, „mieście dużym, ludnym i urodziwym” ogląda między innymi Uniwersytet, nie on jednak przyciąga jego uwagę”. W pobliżu owej Akademii druga się znajduje, którą zwą Anatomią, i ta do najciekawszych, jakie w całej Europie zobaczyć można, należy. Jest to budowla obszerna, z wieloma salami, a wszystkie wypełnione są ustawionymi pod ścianami osobliwościami”[4]. Nie jest to już jednak gabinet osobliwości, zbierający – bez żadnego porządku i kryterium klasyfikacji – dziwy z całego świata: od przedmiotów historycznych do materialnych przejawów wyobraźni fantazmatycznej. Osobliwości, które ogląda Fantuzzi, to „wypchane w całości ciała zwierząt przeróżnych, wszystkich gatunków, jakie na świecie spotkać można”, a także „rozmaite stojące szkielety mężczyzn i kobiet, w całości i z kośćmi razem policzonymi”, „całe ciała ludzkie w postaci mumii, a wśród nich zachowane w całości ciało pewnego tutejszego władcy”. Dodaje wprawdzie: „i inne ciekawe osobliwości, w podpisy zaopatrzone, z informacją kto je ofiarował i w to miejsce przywiózł”, nie poświęca jednak owym „innym osobliwościom” ani uwagi, ani miejsca w swoim diariuszu. Niekłamany podziw budzi w nim jedynie owa Anatomia: ekspozycja ciał ludzkich i zwierzęcych podporządkowana oglądowi nauki.
Co się zdarzyło w kulturze europejskiej miedzy tymi dwiema podróżami? Między wizytą w gabinecie Waltera Cope’a i wizytą w Lejdejskiej Akademii? Czym różniła się ciekawość Plattera od ciekawości Fanluzziego? Odpowiedzi na to pytanie szukałem w książce Krzysztofa Pomiana[5], który nie pisał wprawdzie ani o Platterze, ani o Fantuzzim, próbował jednak tak zrekonstruować bieg historii, by i oni mogli się w niej znaleźć.
Dzieje ciekawości pozostają jeszcze do napisania, twierdzi Pomian (79–80) i niewątpliwie ma rację. Jego książka opowiada kilka fascynujących historii: historię gustu, która kazała w pewnym momencie porzucić malarstwo włoskie na rzecz malarstwa niderlandzkiego, historię zainteresowań, która kazała w pewnym momencie porzucić zainteresowanie medalami na rzecz muszli, i wreszcie historię kolekcji, która kazała porzucić chaotyczne zainteresowanie osobliwościami na rzecz porządku panującego w muzeum. Ta trzecia opowieść (przyznam, że dla mnie najbardziej zajmująca) stanowi jeden z ważniejszych rozdziałów ciekawej historii ciekawości. Obok wielu artykułów, tomów zbiorowych i numerów czasopism poświęconych ciekawości[6] książka Pomiana, a przynajmniej pewna jej część, tworzy najistotniejszy trzon bibliografii tego przepastnego zagadnienia. Pomiana zajmują głównie dwa stulecia (szesnaste i siedemnaste), nie mógłby jednak pisać o XVII-wiecznej kulturze ciekawości, gdyby sam nie naszkicował – tytułem próby – jej dziejów. Oto jak przedstawia się ta opowieść.
Na początku było potępienie. „Wedle myślicieli chrześcijańskich przez długie stulecia była ona bowiem źródłem śmiertelnego niebezpieczeństwa dla duszy i z tego względu budziła szczególną nieufność” (78). Od św. Augustyna do św. Tomasza ciekawość jest występkiem, który tylko dociekliwość może zrekompensować. To – jak pisze Pomian – „tamowanie żądzy poznawania”, posiadające sankcję moralną, uzasadnione było także przez wieki ideologicznie: „wytyczenie granicy między wiedzą dozwoloną i niedozwoloną, między pytaniami dopuszczalnymi i pytaniami zakazanymi, między uprawnionymi i zabronionymi sposobami poznawania, stanowiło monopol Kościoła” (80). Od końca wieku XV „ten system instytucjonalnych ram ciekawości” zaczyna się kruszyć, a to przez wtargnięcie w jego granice wiedzy dotąd zakazanej: nauk tajemnych, których przedstawiciele nie wahali się – nawet za cenę ogromnych kar – łamać poznawczych zakazów Monopolisty. W konsekwencji pojawiają się kolekcje, gabinety osobliwości, stanowiące dla Pomiana efekt wzorowego „praktykowania ciekawości”, klasyczny już przykład „apologii ciekawości bez granic” (tamże). Wiek XVII kładzie jednak kres tej „rozpasanej ciekawości”. Moraliści (Montaigne, La Bruyere, La Rochefoucauld) poddają ją druzgocącej krytyce, a nauka tworzy nowe ramy instytucjonalne, w których ciekawość zostaje metodycznie (tzn. zgodnie z nową metodą postępowania naukowego) „otamowana i ukierunkowana” (81). „Ucieleśniona w Kunst – und Wunderkammer, w bibliotece erudyty, w laboratorium chemika, uprawiającego filozofię hermetyczną albo fizyka, dla którego optyką pozostawała wiedza o dziwach, rozkrzewiona, niespójna, bezładna, trawiona sprzecznościami, miotana w różne strony – ciekawość rządziła podczas bezkrólewia między epoką teologii a epoką nauki” (85). Gdy nauka nowożytna zawładnie kulturą europejską, ciekawość – taka przynajmniej, jaką widać w spojrzeniu gości gabinetów osobliwości – niknie bezpowrotnie, ustępując miejsca ciekawości zdyscyplinowanej i metodycznej.
W tym miejscu możemy powrócić do pytania o różnice między osobliwościami widzianymi przez Plattera i Fantuzziego. Otóż Pomian odpowiedziałby tak: kolekcja Cope’a to emblemat świata starego, zbiory Anatomii to znak świata już po rewolucji naukowej. W pierwszym przypadku zbiór osobliwości nie wykazuje żadnej skłonności do porządku, jest miejscem chaotycznym i obcym klasyfikacji, przedmioty go tworzące cechują się ostentacyjną różnorodnością, jedyną zasadą pozwalającą na ich połączenie wydaje się encyklopedyczne pragnienie zbudowania pomniejszonego obrazu kosmosu, w którym rządzi prawo powszechnej analogii i który pozwala zobaczyć to, co zwykle pozostawało zakryte przed wzrokiem zwykłego widza. Ucieleśniona w gabinetach osobliwości ciekawość „kieruje się spontanicznie ku temu, co najrzadsze, najtrudniej dostępne, najbardziej zadziwiające, najbardziej zagadkowe” (10). Tak właśnie postrzegał zbiór Cope’a młody Bazylejczyk. Przed oczami Fantuzziego natomiast defilowały ciała ludzkie i zwierzęce w nienagannym porządku, sklasyfikowane i podzielone na gatunki. W salach Anatomii nuncjusz oglądał tryumf historii naturalnej, pod której skrzydłami odbywał się wyjątkowy spektakl: „Dalej, na piętrze, jest między innymi przepiękna sala, a pośrodku niej, jakby w małym amfiteatrze, okrągły podest ławkami do siedzenia otoczony. Schodzi się jakieś dwanaście, piętnaście stopni do dołu, na którym siedzący wokół podestu profesorowie przeprowadzają sekcje zwłok, wyżej zaś uczniowie stoją by się temu przyglądać”[7]. Między spojrzeniem Plattera i spojrzeniem Fantuzziego minęła cała epoka: mumia Cope’a budziła ciekawość swą wyjątkowością, mumia lejdejska stanowiła fragment naukowego archiwum. Uwagę Plattera przyciąga jeszcze mityczny ogon jednorożca. Wzrok Fantuzziego spoczywa na rozkrojonych zwłokach. Odtąd – przynajmniej tam, gdzie chodziło o ciało – historia osobliwości pisana była skalpelem.
Bez wątpienia mamy tu do czynienia – jakby powiedział Foucault, do którego nawiązanie niezmiernie ułatwiłoby Pomianowi rekonstrukcje dziejów ciekawości – z cięciem epistemiczny, lub – jak zwykł mawiać Kuhn, o którym Pomian również milczy – ze zmianą paradygmatu wiedzy. Ciekawość związana z wizją świata jako uniwersum zbudowanego na prawie powszechnej analogii, łączącej elementy radykalnie heterogeniczne, ustępuje miejsca ciekawości wpisanej w wizje świata jako ładu, do którego dostęp uzyskać można jedynie za pomocą metodycznego postępowania naukowego. Opowieść Pomiana jest więc prawdziwa, bo wpisuje się w tradycyjny schemat narracyjny opisujący narodziny nowożytnej nauki. Gdy jednak spojrzeć na nią z innego punktu widzenia, traci swoją oczywistość, odsłaniając niedopowiedzenia i luki, które warto wydobyć na światło dzienne.
Opowieść Pomiana, jak pisałem, zaczyna się wraz ze św. Augustynem. Dlaczego? Dlatego, że tylko wówczas teza o opanowanym przez ciekawość interregnum między teologią i nauką może być tak przekonująca. Gdy dzieje ciekawości rozpocząć od Arystotelesa lub Plutarcha, wówczas narracja traci swój jedyny punkt kulminacyjny na przełomie XVI i XVII wieku i wymaga toku wielowątkowego.
Na początku bowiem były podróże. Oczywiście Greków, ściślej zaś Jonów, którzy pierwsi przywozili ze swych wypraw opowieści o obcych ziemiach. Spisywaniem tych opowieści zajęli się później logografowie, o których tłumacz Opowieści zdumiewających Arystotelesa pisał, że „dbali osobliwie o to, aby ich opowiadania budziły ciekawość i dlatego dawali czytelnikom opisy rzeczy i zdarzeń niezwykłych i zdumiewających”[8]. Owa pisarska dbałość pokazuje po raz pierwszy mechanizm rynkowy wpisany w kulturę ciekawości: im bardziej coś jest jako ciekawe postrzegane, tym bardziej jest ciekawe, a skoro postrzeganie uzależnione jest od umiejętności pisarskich, w których fikcja łączyła się z rzeczywistością, to już na samym początku wykraczamy poza krąg tego, co jest, i lokujemy się w magicznym kręgu wyobrażeń, z którego do dziś, co poświadcza kultura masowa, nie potrafimy się wyzwolić.
Ale Grecy są odpowiedzialni nie tylko za nasze upodobanie do potwora z Loch Ness. W Moraliach Plutarcha po raz pierwszy chyba pojawia się przeciwstawienie dwóch rodzajów ciekawości: wścibskości, która każe nam (także dziś) zaglądać do okien sąsiadów, i ciekawości umysłowej, którą możemy sobie zrekompensować słabość moralnie nagannego zaciekawienia.
O tym, że ten pierwszy rodzaj ciekawości prowadzić może do przykrych w skutkach konsekwencji, przekonywał – tu szybko przechodzimy na grunt łaciński – w Metamorfozach Apulejusz: bohater jest wścibskim podglądaczem i za karę zamieniony zostaje w osła, jednak jego wścibskość uzupełniona jest „przyrodzoną ciekawością odkrywania przyczyn”, która pozwala mu zdobyć wiedzę inaczej niezdobywalną. To właśnie Apulejusz odpowiedzialny jest za ogromną popularność słowa curiositas, które przed nim w łacinie pojawia się tylko raz, w listach Cycerona. W Złotym ośle co najmniej dwanaście razy czytamy o curiosilas, co niewątpliwie świadczy o tym, że słowo to i odpowiadająca mu postawa stanowią klucz do powieści. Nie tylko jednak w kontekście negatywnym: w jednym z miejsc bohater porównuje siebie do Odyseusza, który zwiedziwszy wiele miejsc zdobył najwyższe zalety: „Tak i ja sam z wdzięcznością wspominam moją oślą skórę, ile że pod jej okryciem (...) stałem się jeśli nie mądry, to w każdym razie wielu się różnych rzeczy dowiedziałem”[9]
![Humanistyka [w czasach pop]. Minibook - - ebook](https://files.legimi.com/images/40a179bd96fd0c28da178bb6de36ef7d/w200_u90.jpg)