Hazelthorn - Drews CG - ebook

Hazelthorn ebook

Drews CG

4,0
14,99 zł

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

Coś jest nie tak z ogrodem…

Evander od dziecka żyje jak cień w odosobnionej posiadłości Hazelthorn pod opieką miliardera Byrona Lennox-Halla. Obowiązują go trzy zasady: nie opuszczać rezydencji, nie wchodzić do ogrodu i unikać Lauriego – wnuka Byrona, który siedem lat temu próbował go zabić, a mimo to pozostaje obiektem fascynacji chłopaka.

Po nagłej śmierci opiekuna Evander wprawdzie dziedziczy majątek, lecz… podejrzewa, że Byron został zamordowany. Laurie może być jedyną osobą, która pomoże mu odkryć prawdę, zanim nowy właściciel Hazelthorn stanie się ofiarą kolejnej zbrodni.

Tymczasem tajemnicza, mroczna przyroda zaczyna wdzierać się do wnętrza rezydencji. Wraz z ujawnianiem rodzinnych sekretów narasta groza… Niebawem ogród upomni się, by go nakarmić.

Przeczytaj, jeśli lubisz:

• Serial „Wednesday” w reżyserii Tima Burtona

• „Zabójcze istoty” Rory Power

• „Co porusza martwych” T. Kingfisher

• „Dom Starlingów” Alix E. Harrow

Polecają:

To niebywałe, co robią ze mną książki autorstwa CG Drews. Przeżywałam „Hazelthorn” całą sobą. To historia, której nie chce się kończyć, a jednocześnie nie można przestać czytać... Ale spokojnie, gwarantuję, że nawet gdy już przewrócicie ostatnią kartkę, bohaterowie tej powieści zostaną z Wami na długo.

Kamila Kolińska, @zocharett

CG Drews kolejny raz mistrzowsko ubiera niepokojącą atmosferę w słowa. „Hazelthorn” z każdą stroną kusi nas tajemnicami starej posiadłości z upiornym ogrodem i wciąga w niesamowitą historię pełną grozy, tęsknoty i koszmarów. Jest zachwycająca! Uwielbiam!

Natalia Gawrońska, @nattrook

„Hazelthorn” to miejsce zawieszone między snem a jawą, gdzie granice rzeczywistości rozpływają się, a najgłębiej skrywane koszmary nabierają kształtu. Miejsce, w którym rośliny szepczą sekrety skryte pod warstwą zakrwawionej ziemi... Czy odważysz się wkroczyć do jego świata i sprawdzić, co kryje się po drugiej stronie?

Monika Łukaszek, @fantastyka.na.luzie

Dziki, okrutnie żywy ogród „Hazelthorn” wpuści Cię do środka, ale nie pozwoli opuścić swoich murów. Nie przestaniesz zachwycać się tym pięknem, a strach zmiesza się z miłością. Daj szansę oczarować się na zawsze!

Gabriela Zielińska (Bri), @overbooks_thinking

„Hazelthorn” wabi pięknem i zapachem wilgotnej trawy, ale pod jego urokiem kryje się coś niepokojącego. To opowieść o nienawiści i niezdrowym przyciąganiu, które zapuszcza korzenie pod skórą.

Aleksandra Wilimajtys, @luthefairy

„Hazelthorn” smakuje jak zakazana opowieść — pełna mroku, szeptów niosących się echem w pustych korytarzach i czegoś nieludzkiego ukrytego w gąszczu tajemnic. To jedna z tych książek, które zaciskają na Was swoje szpony i nie odpuszczają aż do samego końca. Będziecie bezpowrotnie straceni.

Nina Cłapińska @ksiazkowyflow

Duszna i lodowata jednocześnie, cierpka i słodka niczym świeża rana po skaleczeniu – „Hazelthorn” zastawiło na mnie okrutną zasadzkę, w którą wpadłam, lecz mimo bólu nie byłam gotowa opuścić tego hipnotyzującego miejsca.

Julia Czarnota, @slowemwsercee

Niech oplotą Cię cierniste pnącza historii, która bez skrupułów zatopi się w tobie zmuszając do bezgranicznego oddania i nieustającej walki o każdy oddech. Witajcie w „Hazelthorn”. Miejscu, z którego nie ma ucieczki.

Zofia Łazarczyk, @zozo.land

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 412

Data ważności licencji: 10/9/2030

Oceny
4,0 (1 ocena)
0
1
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Zapraszamy na www.publicat.pl

Tytuł oryginałuHazelthorn

Projekt okładkiMEG SAYRE

Adaptacja okładkiWOJCIECH BRYDA

Ilustracje na okładce i w książce© Jana Heidersdorf

Koordynacja projektuŁUKASZ CHMARA

Opieka redakcyjnaANNA JACKOWSKA

RedakcjaKAROLINA BOROWIEC-PIENIAK

KorektaANNA KURZYCA

Redakcja technicznaLOREM IPSUM – Radosław Fiedosichin

Copyright © 2025 by CG Drews

Polish edition © Publicat S.A. MMXXVI (wydanie elektroniczne) All rights reserved

Polish translation © Anna Sznajder MMXXVI

Wykorzystywanie e-booka niezgodne z regulaminem dystrybutora, w tym nielegalne jego kopiowanie i rozpowszechnianie, jest zabronione.

Utwór nie może być wykorzystywany do szkolenia sztucznej inteligencji, w tym do tworzenia treści naśladujących jego styl. Nieprzestrzeganie tego zakazu jest naruszeniem praw autorskich i grozi konsekwencjami prawnymi.

ISBN 978-83-271-7190-0

jest znakiem towarowym Publicat S.A.

PUBLICAT S.A.

61-003 Poznań, ul. Chlebowa 24 tel. 601 167 313 e-mail: [email protected], www.publicat.pl

Oddział we Wrocławiu 50-010 Wrocław, ul. Podwale 62 tel. 71 785 90 40 e-mail: [email protected]

Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.

Dla tych, którzy zostali zmuszeni,by czuć się potworami

czymże jest miłość,jeśli nie niszczycielską siłą

OD OSOBY AUTORSKIEJ

Jest to opowieść o chłopcu poszukującym potwora, a także o uzasadnionej wściekłości.

Osoby należące do marginalizowanych grup są często potępiane za wpadanie w gniew, za intensywne okazywanie emocji, za bałaganiarstwo i popełnianie błędów, ale zasługujemy na to, aby głośno wyrażać swój ból i mocno odczuwać niesprawiedliwość. Hazelthorn to historia wściekłości osoby queerowej i autystycznej, która została doprowadzona do ostateczności. To opowieść o koszmarze bycia pozbawionym autonomii. Mowa tu również o zinternalizowanym wstydzie i sięgnięciu dna oraz o mozolnej drodze do samoakceptacji.

Mam nadzieję, że spodoba wam się połączenie magii, miłości i horroru, ale pamiętajcie, proszę, że ta historia zawiera mroczne motywy, takie jak: krew, krwawe obrazy, znęcanie się nad dziećmi, nadużycia lekarskie, ableizm, zaburzenia odżywiania i profanacja ludzkiego ciała.

1

Wie, co to znaczy być pogrzebanym żywcem, zna smak ziemi w ustach oraz ciszę otaczającą go niczym dobrze skrojony grób. Evander niekiedy nadal czuje to pod językiem, tę żyzną ziemię zbijającą się w grudy między trzonowcami. Powinien już wyrosnąć z tych wspomnień, ale nadal jest ich częścią, i to wcale nie taką nieistotną.

Czasami ma wrażenie, jakby wciąż był na zewnątrz, jakby zbutwiał aż do kości, z korzeniami, które wplotły się w miękką tkankę jego płuc, i gnijącymi szczątkami wylewającymi się z pozostałości jego klatki piersiowej. Nikt nie uratował go w porę. Nigdy nie został wykopany. Być może jedyne, co po nim pozostało, to białe kości w ogrodzie, a jego duch jest teraz tym, co straszy w pustym bezmiarze jego sypialni w starej, nadgryzionej przez mole rezydencji Hazelthorn.

Tylko że u duchów po silnym uszczypnięciu nie pojawiają się siniaki na ramionach, a Evander właśnie zafundował sobie czwarty ślad tego wieczoru. Niewielkie ukłucie bólu jako dowód życia.

Ponure niebo sprowadziło przedwczesny zmierzch, a mrok wprawił go w naprawdę kiepski nastrój. Czasami dociera do niego, jak bardzo doskwiera mu samotność. Tylko starszy kamerdyner codziennie przemyka się do jego pokoju i z niego wychodzi, przynosząc kolejne dawki gęstego, przypominającego mleko lekarstwa, po którym Evander czuje się ospały i otępiały. Walnie się na łóżko i będzie się wpatrywał w tapetę, aż wzór z faunami o pustych oczach i zakrwawionymi cierniami przestanie nad nim wirować, a poczucie samotności ustąpi.

Potem się budzi.

I wszystko zaczyna się od nowa.

to samo i to samo i to samo

Krzyczeć przestał już dawno temu.

Pozostaje tylko pozwolić, by cisza zgęstniała wokół niego, otulając go niczym całun, kiedy muska językiem krawędź jego ucha, zmuszając go do wsłuchiwania się w każdy znienawidzony przez niego dźwięk dochodzący zza uchylonego okna. Ciche szepty drzew, śpiew nocnych ptaków i cykad przelatujących między licznymi ogrodami, które otaczają mury, wilgotny wiatr poruszający laurowymi żywopłotami. Wszędzie nieustająco unosi się woń lata, swobodna mieszanka zapachów roślin zimozielonych, kwiatów, przekopanej ziemi, soków drzew oraz życia życia życia.

Mógłby zatrzasnąć okno, ale wtedy ogród by wygrał. Ma siedemnaście lat i boi się zewnętrznego świata? Żałosne.

Ale rzecz w tym, że kiedy patrzy na ogród, myśli o krwi.

Myśli o opadającej łopacie.

O ziemi spadającej na twarz.

Myśli o „wypadku”, jak tamtą sytuację nazywa jego opiekun.

to była napaść i dobrze o tym wiesz

Jego pozycja na siedzisku w oknie wykuszowym nie pomaga ukoić spirali negatywnych emocji. Siedzi zgarbiony w kształt litery U, książkę trzyma tuż przed nosem, nogi opiera o rzeźbione zdobienie, a jego wygięta szyja spoczywa na aksamitnej tapicerce. Te poduchy mają ponad sto lat, a ich szmaragdowy kolor przeszedł już w wypłowiałą czerń, co zresztą pasuje do reszty rzeczy w jego zatęchłym pokoju.

Cała posiadłość Hazelthorn ulega rozkładowi.

A on wraz z nią gnije w jej wnętrzach.

Ze swojego punktu obserwacyjnego na drugim piętrze ma widok na bujną roślinność rozległych ogrodów – stare kamienne mury, potężne drzewa i żywopłoty, które wymknęły się spod kontroli, oraz kłujące pnącza oplatające wszystko mściwie. Słowo „zarośnięty” nie oddaje w pełni obrazu tego miejsca. Te ogrody nie mają sobie równych, są nie do opanowania i przerażające w swej dzikości. Nawet brukowana ścieżka wokół domu jest częściowo zakryta – między jej kamieniami wyrosły poskręcane chwasty, a jeżyny pną się po porośniętych bluszczem murach rezydencji.

Czasami Evander siada przy tym oknie i obserwuje, jak pan Byron Lennox-Hall wychodzi tam, nadal w spodniach w kant i kamizelce, i jak na jego wypolerowanych oxfordach szybko pojawiają się źdźbła ściętej trawy. Nie zatrudnia ogrodników ani żadnego innego personelu poza Carringtonem i sam zajmuje się posiadłością z nieregularną, choć okrutną skutecznością: podcina zielone gardła, przycina tętnice pędów i zmusza krzewy do posłuszeństwa. To surowy i milczący człowiek. Ale kiedy jest na zewnątrz, zawsze spogląda w okno Evandera i podnosi rękę w geście powitania.

Tak robiłby ojciec.

Nie żeby chłopiec cokolwiek o tym wiedział; nie pamięta przecież twarzy swoich rodziców. Pan Lennox-Hall jest opiekunem Evandera, odkąd ten skończył dziesięć lat, jednak często wyjeżdża w długie podróże służbowe. Kiedy wraca, wpada do Evandera na partyjkę szachów, klepie go po ramieniu i obiecuje nowe książki. Być może jest niezwykle szorstki wobec swojego prawdziwego wnuka, ale Evander nie ma o tym pojęcia.

Nie powinien myśleć o tym chłopcu, ale i tak lubi wymawiać to nieszczęsne imię i rozkoszować się nim jak gorzkim cukierkiem.

– Laurence Lennox-Hall – szepcze w stronę ogrodu. – Laurie.

A ponieważ jego gardło odwykło od mówienia, dodaje: „Nienawidzę go”.

Te słowa wywołują nieco żaru w jego ustach, akurat tyle, by poparzyć sobie spód języka i sprawić, by zaczął się zastanawiać, jak by to było wyryć zębami to imię na szybie okna.

Nie pamięta, jak to wyglądało wcześniej, kiedy obaj byli dziećmi, najlepszymi przyjaciółmi, tak jak ich rodzice, i kiedy niemal nie odstępowali się na krok, a ich śmiech rozbrzmiewał między ogrodowymi murami.

Ale kiedy otrzemy się o śmierć, zdarza się, że zapominamy o wielu rzeczach.

Wyraźne stuknięcie dobiegło od strony ciężkich, dębowych drzwi jego sypialni. Klucz w zamku. Evander wzdycha i opuszcza nogi bezwładnie po ścianie, po czym się prostuje. Punkt ósma wieczorem. Czas na leki, a potem na starym laptopie będzie oglądać film dokumentalny, aż zaśnie. Hazelthorn z trudem zawlókł swoje rozpadające się wnętrza w dwudziesty pierwszy wiek, ale zainstalowanie internetu było już najwyraźniej ponad jego siły. Evander ma jednak kasety z nagraniami. Ma książki. Tutaj jest bezpieczny.

Umieścili go w częściowo zamkniętym skrzydle północnym. Jego pokój jest schludny i wygodny, z ogromnym łóżkiem z baldachimem przysłoniętym ciemnymi aksamitnymi zasłonami i ścianami wyłożonymi tapetą z nadrukiem w liście sumaka jadowitego, ćmy oraz małe, dzikie fauny. Nie ma kominka i Evander zawsze tego żałuje, kiedy zima robi się bardziej sroga. Ściany są obstawione regałami z książkami, w rogu stoi biurko, puzzle i gry logiczne są poukładane w stosy, a na dywanie widnieje ślad, który wydeptał, kursując wielokrotnie od okna do drzwi.

Krwi na dywanie już prawie nie widać. Rzadko o tym myśli.

Czeka, aż Carrington wpadnie z lekami, ale drzwi się nie otwierają.

Evander marszczy brwi. Przecież słyszał chrobot przekręcanego klucza, prawda?

Ostrożnie, jakby to było coś zakazanego, przechodzi przez pokój i przywiera do twardych dębowych drzwi. Opuszkami palców lekko chwyta mosiężną gałkę.

Zaczyna ją powoli przekręcać.

Gałka ustępuje z jęknięciem. Drzwi otwierają się szeroko.

Za nimi atramentowy mrok korytarza rozciąga się niczym chore gardło, lecz nigdzie nie widać kamerdynera.

Ktoś przekręcił klucz w zamku jego drzwi i odszedł.

We wnętrznościach Evandera wzbiera niepokój, płynna niepewność, która sprawia, że stuka palcami w udo, wyglądając na korytarz. Ostatni raz wychodził z pokoju...

Sam już nie pamięta kiedy.

Drzwi są zamykane celowo, dla jego bezpieczeństwa. Nie rozumiał tego jako dziecko – dopiero co zachorował, został sierotą i przeżył traumę – ale teraz to ograniczenie jego przestrzeni wydaje się sensowne. Jeśli przydarzy mu się epizod, bezpieczne schronienie zapewnią mu jego łóżko, otaczające go ściany oraz świadomość, że ma wokół siebie znajome przedmioty. Nie wyobraża sobie, że mógłby stąd odejść.

Zatrzymuje się w progu, a oczekiwanie sprawia, że dostaje gęsiej skórki.

– Carrington? – Jego głos brzmi piskliwie, odbija się echem po długim korytarzu niczym popłakiwanie dziecka. Evander kaszle i niższym już głosem próbuje odezwać się ponownie. – Ee, Carrington?

Cisza. Jedynie wygłodniały mrok wpatruje się w niego.

Wychodzi na korytarz, niemal wstrzymując oddech, i sam nie wie, jakim cudem zdobył się na taką odwagę. Palce jego bosych stóp podwijają się na podniszczonym dywanie, a że nie włączono jeszcze świateł, dłonią przesuwa lekko po ścianie dla utrzymania równowagi. Wyłożone ciemną tapetą ściany są obwieszone obrazami w złotych ramach, wszystkie drzwi są zamknięte. Z ciekawości sprawdza kilka klamek. Ani drgną. Nikt poza nim nie korzysta ze skrzydła północnego, a panująca tam cisza jest tak gęsta, że nigdy nie słyszy żadnych oznak życia dochodzących z innych części rezydencji.

Labirynt krętych korytarzy prowadzi do stromych, wąskich schodów, które skręcają do dziwnego podestu, gdzie Evander kuca, by przez balustradę spojrzeć na piętro niżej. Jego nogi są niezdarne i ma wrażenie, że w klatce piersiowej wyczuwa trzepot skrzydeł kolibra.

Do klatki schodowej dochodzą stłumione, niemożliwe do odróżnienia głosy.

W Hazelthorn ktoś jest.

Evander nie może złapać tchu. Ma wrażenie, że jego żołądek wypełniają zsiadła śmietana oraz zgniłe łodygi fiołków – nie jest w stanie pojąć tego, jak bardzo jest to dziwne. Oprócz Carringtona i jego samego nikt inny nie ma wstępu na teren posiadłości – jedynym wyjątkiem jest wnuk pana Lennox-Halla, ale nawet on może przebywać tam tylko podczas wakacji szkolnych i pod warunkiem, że jego dziadek jest w domu. A przecież pana Lennox-Halla dzisiaj tu nie ma – jeszcze nie wrócił ze swojej ostatniej podróży służbowej.

Obowiązuje tu żelazna zasada: Evandera i Lauriego nigdy więcej nie wolno zostawiać samych.

Evander chyba postradał zmysły, ale rusza w dół schodami, bezszelestnie stąpając boso po dywanie. Coś w nim syczy: „Wracaj do swojego pokoju”, ale nie może się powstrzymać.

Mruga, aby przyzwyczaić się do ponurego migoczącego światła żyrandoli w korytarzu, kiedy mija bogato zdobioną jadalnię i staromodną bibliotekę – oba pomieszczenia urządzono w mrocznych odcieniach głębokiej zieleni. Dobiegające stamtąd głosy i muzyka go opętują i nie może się oprzeć ich przyciąganiu.

– ...dzieje się tak, gdy zostajesz wydalony ze szkoły.

– Nie zostałem wydalony, Carrington.

– Twój dziadek nie przyjmie tego zbyt łaskawie.

– Od kiedy on traktuje mnie łaskawie? Nienawidzę tego starego drania. Oby długo gnił.

– Dosyć tego...

Ciekawość może mieć zgubne skutki, a Evander jest wściekły na siebie, że nie może się jej oprzeć. Jednak zatrzymuje się dopiero wtedy, kiedy dociera do szerokiego przejścia pod łukiem. Ten ekstrawagancki salon wypełniają szezlongi, regały z książkami i rośliny w doniczkach, a wiszące w oknach ciężkie zasłony oraz abażury lamp ozdobione frędzlami nadają pomieszczeniu mroczny charakter.

I oto przed oczami ma tę jedną osobę, której powinien nienawidzić najbardziej na świecie.

Evander się gapi.

Chłopak rozwalił się na zabytkowym szezlongu z ospałym lekceważeniem zepsutego spadkobiercy, beztroski i swobodny, jakby nigdy w życiu niczego mu nie odmówiono. Ma potarganą czuprynę blond włosów i rozpiętą przy szyi koszulę, która odsłania łuk arystokratycznego gardła. Jedynie orteza na lewym nadgarstku zaburza obraz tej rozleniwionej doskonałości.

Zobaczenie go z tak bliska po tylu latach wywołuje u Evandera zawroty głowy. Ledwo udaje mu się wycofać do zacienionego korytarza, kiedy stary kamerdyner wychodzi z pokoju z tacą brudnych naczyń. Carrington nadal nosi czarne garnitury i białe kamizelki z piki, jakby wyjęto go z dwudziestowiecznej powieści. Mimo nieskrywanej niechęci do Evandera opiekuje się nim z ogromnym oddaniem. To należy do jego obowiązków.

Śpiesząc do kuchni, nie zauważa chłopaka przyklejonego do ściany.

Evander czeka, aż jego puls się uspokoi, po czym ponownie wkracza do salonu. Powinien oddalić się stamtąd. Teraz. Ale nie jest w stanie tego zrobić.

Musi znów zobaczyć się z Lauriem.

Tak mocno zacisnął palce na brzegu ściany, że aż pobielały mu kostki.

Laurie zauważa go niemal od razu, a Evander zastyga w bezruchu.

Z jakiegoś powodu nie był przygotowany na to, że tamten dorósł, podczas gdy on nadal czuje się uwięziony w przeszłości. Pewnie wygląda teraz okropnie: jego ciemne i proste włosy sięgają mu poniżej szczęki i już dawno powinien był je przyciąć, ma na sobie brudny sweter i kraciaste spodnie od piżamy, które przylegają do kościstych bioder, a jego kończyny są zbyt nieskoordynowane i wiotkie, jakby w każdej chwili mogły wygiąć się w niewłaściwą stronę. Nieco drży, choć sam nie jest pewien, czy to ze strachu, czy z gniewu.

Nie powinien się złościć. To może zaszkodzić jego zdrowiu.

Laurie siada prosto, a w kąciku jego ust pojawia się szyderczy uśmiech.

– Prawie zapomniałem, że istniejesz naprawdę.

Evander czuje, że palą go policzki.

– Nie powinno cię tu być. – Dźwięk jego własnego głosu go szokuje, ale zaciska zęby i mówi dalej: – Nie wolno ci.

Laurie opada na oparcie szezlongu, unosząc jedną brew.

– Chyba powinieneś wiedzieć, że to jest mój dom. A ty jesteś tu tylko gościnnie.

Wyciąga telefon, jakby cała ta sytuacja w ogóle go nie interesowała, choć wydaje się, że jego oddech przyśpieszył.

Jakby i jego zaszokowało to spotkanie.

Do Evandera dociera, że ten chłopak nie myśli o nim. Podróżuje po kraju, uczęszcza do elitarnych szkół z internatem i robi, co mu się podoba poza murami Hazelthorn, i w ogóle nie zaprząta sobie głowy nim ani tym, co mu zrobił.

Tymczasem Evander musi myśleć o Lauriem każdego dnia.

A nie powinien. Stara się tego nie robić. Ale wciąż myśli o tym chłopcu, dopóki jego płuca nie drgną, a w ustach nie poczuje rdzawego smaku, co jest skutkiem przygryzienia sobie języka.

– Jeśli dowie się, że wróciłeś, kiedy go tu nie ma... – W jego słowach słychać wściekłość, o której istnieniu nawet nie miał pojęcia.

– On o tym wie. – Znudzony Laurie mruży oczy. – Jest teraz w oranżerii i majstruje przy swoich durnych roślinach. Mam letnie wakacje już od tygodnia, a on jest tu cały czas.

Evander zaciska dłonie w pięści, a w uszach aż mu piszczy. Usiłuje sobie przypomnieć, czy wcześniej między nimi było tak samo: Laurie – lekceważący i apatyczny, a jego, Evandera, zżerały nerwy.

– Siadaj, jeśli masz ochotę. – Laurie rzuca te słowa jak psu kość. – Wyglądasz niewyraźnie.

Evander czuje, że się nakręca i szczękę ma zaciśniętą tak mocno, że mogłaby pęknąć.

– Tak po prostu wyglądam.

Bo zawsze jestem chory – ma ochotę wykrzyczeć w odpowiedzi. I to wszystko przez ciebie.

Chociaż może rzeczywiście powinien usiąść, bo jego wzrok stracił ostrość i nie przestaje go skręcać w żołądku. Niczego nie rozumie. Nie mieści mu się w głowie, że pan Lennox-Hall przebywa w Hazelthorn od wielu dni i nie zadał sobie trudu, by go odwiedzić.

Ale kim on w ogóle jest – istotą, którą zajęli się z litości, wiedzeni poczuciem winy?

– Znajdę twojego dziadka i porozmawiam z nim. Musiało dojść do jakiegoś nieporozumienia. – Evander brzmi surowo, ale Laurie podąża za nim wzrokiem z nagłym zainteresowaniem.

– Lepiej tego nie rób – mówi. – Nie lubi, kiedy ktoś mu przerywa. Zostań tu ze mną.

Swoim spojrzeniem byłby w stanie przygwoździć Evandera do ściany.

Nie.

To nie może się nigdy zdarzyć.

Evander nagle znów znajduje się w ogrodzie, uwięziony pomiędzy gałęziami ostrokrzewu i kolcami róż, robi krok do tyłu, potem kolejny, a następnie się obraca i ucieka w głąb rezydencji.

Jego nienawiść do Lauriego jest nie do opanowania, dzika i gorzka niczym piołun na języku, a powinien już dawno stracić wszelkie zainteresowanie jego osobą. Nie powinien przyglądać mu się przez okno. Ani pragnąć znów usłyszeć jego głosu. Ani myśleć o jego błękitnych oczach i pięknie wykrojonych, okrutnych ustach.

Evander wciąż czuje w ustach smak krwi, ziemi i zgniłych płatków oraz śmierci, która niemal rozlała się niczym atrament o barwie indygo.

Siedem lat temu Laurence Lennox-Hall próbował go zabić w ogrodzie pośród róż. A mimo to Evander wciąż ma obsesję na jego punkcie.

Osoba autorska CG Drews otrzymała wiele nagród za bestseller Chłopak, który okradał domy. I dziewczyna, która skradła jego serce oraz za Nie wpuszczaj lasu, książkę, która została również wyróżniona przez Junior Library Guild Gold Standard Selection, Indie Next Pick i Barnes & Noble YA Book Club Pick.

Książki CG Drews zostały przetłumaczone na osiem języków, otrzymały nominację do CILIP Carnegie Medal 2020 i zdobyły nagrodę honorową CBCA 2020. CG mieszka w Australii, nigdy nie sypia i chyba nigdy nie wygrzebie się spod sterty nieprzeczytanych książek.

CGDREWS.COM

.

POLECAMY TAKŻE

Mroczna, wciągająca opowieść o obsesji i potworach!

W Akademii Wickwood relacja Thomasa z bliźniakami Andrew i Dove jest pełna napięcia. Po wakacjach, gdy rodzice Thomasa znikają, a on wraca do szkoły ze śladami krwi na rękawie, granica między jawą a koszmarem się zaciera. Andrew odkrywa potwory ożywające w zakazanym lesie. Czy są one jakoś powiązane z Thomasem?

.

WITAMY W TRAUMALAND!Twoja historia zacznie się za 3. . . 2. . . 1. . .

Eli po wypadku traci pamięć i zdolność odczuwania emocji. Zdesperowany trafia do TraumaLand – klubu, gdzie ludzie doświadczają cudzych koszmarów w symulacjach VR. Gdy zanurza się w historię Jacka, zaczyna podejrzewać,że klub skrywa coś znacznie mroczniejszego. TraumaLand to wstrząsająca podróż w głąb ludzkich lęków i pragnień.