Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Każdy cień ma swoją historię. Czasem szept, czasem dotyk. Czasem krzyk, który rozbrzmiewa tylko w snach. W tych opowieściach spotkasz ludzi, którzy zaglądają w mrok — i odkrywają, że on również patrzy na nich. Miłość, śmierć, pragnienie i wiedza splatają się tu w cztery oblicza: codzienności, akademii, uczuć i magii. Każda miniatura to jak lustro — zobaczysz w nim coś, czego wolałbyś nie widzieć. A kiedy zamkniesz książkę, cień zostanie z tobą… i już nie pozwoli o sobie zapomnieć.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 60
Rok wydania: 2025
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Magdalena Kinga Tereszczuk
Cztery oblicza cienia
First published by Magdalena Kinga Tereszczuk Biblioteka Półcienia 2025
Copyright © 2025 by Magdalena Kinga Tereszczuk
All rights reserved. No part of this publication may be reproduced, stored or transmitted in any form or by any means, electronic, mechanical, photocopying, recording, scanning, or otherwise without written permission from the publisher. It is illegal to copy this book, post it to a website, or distribute it by any other means without permission.
First edition
ISBN: 978-83-976049-2-6
This book was professionally typeset on Reedsy Find out more at reedsy.com
Prologue
I. CIENIE CODZIENNOŚCI
Puste krzesło
Lustro w korytarzu
Biblioteka po zmroku
Szept zza drzwi
Fotografia
Stukanie w ścianę
Zegarek
II. CIENIE MROCZNEJ AKADEMII
Atrament
Stary herb uczelni
Cień ucznia
Sekretne przejście
Biblioteczny kot
Egzamin
Wykładowca
III. CIENIE UCZUĆ
Dotyk dłoni
List miłosny
Ogród nocą
Taniec
Spotkanie przy świecach
Pierścień
Obietnica
IV. CIENIE ŚWIATÓW ZAKAZANYCH
Demon w klasztorze
Księga
Zegar na wieży
Studnia
Ruiny
Ćma
Świt
Przymierze
Miasto we mgle
About the Author
Also by Magdalena Kinga Tereszczuk
W świecie ,,Czterech oblicz cienia,, każdy dźwięk, cień i spojrzenie kryje coś więcej, niż mogłoby się wydawać. To opowieści, w których noc ma własny głos, a cisza potrafi przeszywać serce i duszę. Bohaterowie tych miniatur stają twarzą w twarz z tym, co skrywa mrok — lękiem, tajemnicą, a czasem z samym sobą.
Nie znajdziesz tu długich historii, ani spokojnych zakończeń. Każda miniatura jest jak przebłysk światła w ciemności: krótka, intensywna, zostawiająca ślad na skórze i w umyśle. To szepty, które przenikają przez mur codzienności i przypominają, że nawet w zwykłym dniu może kryć się coś nadzwyczajnego… coś, co sprawi, że spojrzysz za siebie, zanim jeszcze zamkniesz oczy.
Przygotuj się więc na podróż przez mroczne zaułki wyobraźni, gdzie granice między snem a jawą, między pięknem a grozą zacierają się.
To była jedna z tych dusznych, tropikalnych nocy. W powietrzu brakowało tlenu, a zza okna dobiegał chór żab, jakby błagały o litość w wysychającym stawie. Daria obudziła się cała spocona. Miała wrażenie, że pościel przykleja się do jej skóry, a łóżko parzy ciało. Przewracała się z boku na bok, aż w końcu poddała się i poszła do kuchni napić się soku.
W domu wszystkie okna były otwarte, lecz powietrze stało nieruchomo. Cisza wydawała się gęsta i lepka. Każdy dźwięk — tykanie zegara, rechot żab — brzmiał nienaturalnie głośno, jakby świat zapomniał, czym jest proporcja.
Daria usiadła przy stole i zapaliła lampę. Żarówka rozlała wokół niej niewielki krąg światła, zostawiając resztę kuchni w półmroku. Wtedy ciszę przeciął dźwięk przypominający szuranie paznokci po tablicy. Kobieta wzdrygnęła się i nerwowo rozejrzała. Naprzeciwko stało krzesło — odsunięte od stołu, jakby ktoś właśnie na nim usiadł. A przecież była sama.
Po chwili rozległo się ciche skrzypienie drewna. Dokładnie takie, jakie wydaje krzesło, gdy ktoś na nim siada. Krople potu znów spłynęły jej po karku, choć nie wiedziała, czy z powodu gorąca, czy ze strachu. Serce biło szybko, nierówno. Zrobiło jej się słabo.
Cisza zgęstniała jeszcze bardziej. Powietrze stało się cięższe, zegar umilkł, a żaby przestały rechotać. Światło nad stołem przygasło, lecz nie zgasło całkowicie. Daria poczuła nagły chłód, mimo że powietrze nie poruszyło się ani na moment. Do jej nozdrzy dotarł delikatny zapach — pomarańczy, imbiru i piżma. Męski żel pod prysznic. Dokładnie taki, jakiego używał jej ojciec.
Na blacie dostrzegła świeży odcisk wilgotnej dłoni. Dużej, męskiej. Jeszcze przed chwilą go tam nie było. Sekundę później obok pojawił się mokry ślad po kubku.
Daria zesztywniała. Serce dudniło w piersi, myśli wirowały. Miała ochotę uciec, lecz ciało nie słuchało. Wiedziała, że ktoś siedzi na pustym krześle — choć nie mogła go zobaczyć, czuła jego spojrzenie. Chłodne, obojętne, przeszywające ją jak lodowa igła.
Krzesło poruszyło się. Tym razem widziała to wyraźnie. Sunęło bliżej stołu. W gęstej, dusznej ciszy rozległ się oddech — cięższy i szybszy niż jej własny. Daria była pewna, że ktoś ją obserwuje. Tak samo, jak ona obserwowała pustkę. Oboje wiedzieli o swojej obecności.
Z trudem odsunęła się od stołu, zostawiła kubek i wybiegła z kuchni. Ręce trzęsły się tak bardzo, że ledwie zdołała nacisnąć klamkę. Zamknęła się w pokoju, schowała pod kocem i wpatrywała w drzwi, modląc się, by pozostały zamknięte.
Noc ciągnęła się w nieskończoność. Rankiem, blada i wyczerpana, zeszła do kuchni. W świetle dnia wszystko wydawało się mniej straszne. A jednak…
Krzesło naprzeciwko jej miejsca było odsunięte od stołu, jakby ktoś właśnie wstał, nie dosuwając go za sobą. Jej własne leżało przewrócone. Na blacie wciąż widniał mokry, okrągły ślad, choć kubek stał tam, gdzie go zostawiła — pusty. Tuż obok odbijał się wyraźny odcisk męskiej dłoni. Dużej, potężnej, jakby wciąż wilgotnej. W powietrzu unosił się ten sam zapach — pomarańczy, imbiru i piżma. Zapach, którego nie sposób było zapomnieć.
Ze wszystkich hoteli w mieście ten budził największy niepokój. Stary, drewniany dom, którego ściany obłaziły z farby, wyglądał jak relikt dawnych czasów. Wnętrze było równie zaniedbane jak elewacja. Dla Klary nie miało to jednak znaczenia – była to jedyna dostępna z dnia na dzień opcja, a szef kazał jej spotkać się rano z klientem. Nie miała wyboru. Musiała zostać w tym obskurnym miejscu.
Odebrała klucz od starszego mężczyzny, wyglądającego jak żywcem wyjęty z czarno-białej fotografii sprzed wieku. Nie odezwał się ani słowem – tylko wyciągnął w jej stronę kościstą dłoń, obciągniętą pergaminową skórą, z pobrzękującymi kluczami na żelaznym kółku.
Klara weszła na pierwsze piętro. Jej pokój znajdował się na samym końcu korytarza. Panowała tam martwa cisza, jakby cały hotel był pusty. Przeszedł ją zimny dreszcz.
Przekręciła klucz w zamku. W pokoju unosiła się lekka woń stęchlizny i pleśni. Naprzeciwko drzwi stało drewniane łóżko z cienkim materacem, a pościel była poszarzała ze starości. Przy wejściu wisiało duże, stare lustro, obok którego stała niewielka komoda. Zamknęła drzwi i odłożyła rzeczy na łóżko.
Kątem oka spojrzała w lustro i przez moment miała wrażenie, że jej odbicie nie istnieje. Kiedy jednak zwróciła się w jego stronę, zobaczyła siebie – zmęczoną, ale obecną. Westchnęła głęboko. Atmosfera tego miejsca działała na nią przytłaczająco. A jutro czekało ją spotkanie z klientem, więc musiała się wyspać.
Postanowiła wziąć szybki prysznic. Strumień wody przyniósł jej ulgę. Owinęła włosy ręcznikiem, narzuciła szlafrok i wróciła do pokoju. Jej uwagę ponownie przyciągnęło lustro. Miała niepokojące wrażenie, że widzi w nim czyjąś sylwetkę. Z bijącym sercem spojrzała uważniej – odbicie znów pokazywało tylko ją. „Zmęczenie” – pomyślała.
Chciała położyć się do łóżka, ale gdy odwróciła głowę, zauważyła coś, co zmroziło jej krew w żyłach: jej odbicie nie podążyło za nią. Wpatrywało się w nią nieruchomo. Klara gwałtownie spojrzała w stronę lustra. Jej własna twarz patrzyła na nią z wyrazem czystego przerażenia.
W pokoju nagle zrobiło się lodowato. Z ust Klary unosiły się obłoczki pary, lecz odbicie pozostawało nieruchome. Światło lampy zaczęło migotać, jakby w rytm czyjegoś przyspieszonego pulsu. Klara poczuła, że jakaś nieludzka siła ciągnie ją w stronę lustra. Stawiała opór, ale ciało odmówiło jej posłuszeństwa.
Poczuła jeszcze tylko lodowaty dotyk szkła na skórze – a potem ogarnęła ją ciemność.
Kiedy wschodziło słońce, w pokoju panowała cisza. Lustro odbijało pustą przestrzeń. Klara stała po drugiej stronie, uwięziona w absolutnej ciemności, patrząc, jak jej świat pozostaje po tamtej stronie szklanej tafli.
