Czerwony Obsydian - W Ogniu Kłamstw Tom 1 - Patrycja Piskorz - ebook

Czerwony Obsydian - W Ogniu Kłamstw Tom 1 ebook

Patrycja Piskorz

5,0

Opis

Jest to powieść z gatunku mrocznego thrillera paranormalne go Young Adult z elementami romansu, w fikcyjnym świecie, ale w czasach współczesnych. “Czerwony Obsydian - W ogniu kłamstw” to mroczna, wielowątkowa opowieść łącząca elementy thrillera psychologicznego, paranormalnej tajemnicy i dystopii z motywami buntu młodego pokolenia. Osadzona w brutalnym, znieczulonym świecie, historia ukazuje dojrzewanie bohaterów rzuconych w sam środek rewolucji — nie tylko społecznej, ale również duchowej i metafizycznej. Wraz z kolejnymi rozdziałami ujawniają się nie tylko polityczne intrygi i ukryte sieci wpływów, ale też zjawiska wykraczające poza znaną rzeczywistość — niewyjaśnione wizje, rytuały, symbole oraz obecność czegoś, co przypomina pradawne, zapomniane moce.  W pierwszym tomie poznajemy życie Eliry Latamar, Zoriany Morowy, Medocha Ivana Berezowskiego, Takana Amertan oraz tajemniczego Dyrkona. Ich życie nie jest proste, a tym bardziej kolorowe. Zmagają się z brutalnym światem, w jakim przyszło im żyć i z dnia na dzień, odkrywają kolejne sekrety oraz spiski rodzinne. Każda decyzja prowadzi ich głębiej w gąszcz kłamstw, zdrad i sekretów, ale również ku poznaniu sił, które nie należą do tego świata. Czy ich bunt jest wolną wolą, czy zaledwie częścią większego planu? Każdy z nich ma inne korzenie, a mimo wszystko ich losy są ze sobą ściśle splecione, jednak żaden z nich o tym nie wie. Główne motywy powieści to: bunt młodych wobec opresji, splątane przeznaczenia i wizje z pogranicza światów, organizacja rewolucjonistów z mrocznym, nie do końca ludzkim celem, motyw „dzieci wybranych przez coś więcej”, konflikty pokoleniowe, miłość i lojalność na tle nadprzyrodzonych ingerencji. Historia opowiada o młodzieży, ale nie infantylizuje jej doświadczeń – pokazuje brutalność, odwagę, zdradę i poszukiwanie tożsamości. Motywy paranormalne i metafizyczne nie są dodatkiem – są osią fabularną i stopniowo odkrywaną tajemnicą. Seria wpisuje się w aktualne trendy łączenia thrillerów z elementami horroru, magii i rebelii społecznej. 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 514

Rok wydania: 2025

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
5,0 (1 ocena)
1
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.

Popularność




Rozdział 1

Elira

Państwo - Malatar

Miasto – Torkert

16 czerwca 2024 roku

Elira szła cicho, niemal niezauważona, po opustoszałej ulicy

Torkert. Miasto pogrążone było w mroku, a jedyne światło pochodziło od nikłych latarni, który ledwo oświetlały bruk. Okolica, zazwyczaj pełna życia, teraz zdawała się być wymarła. Brukowane drogi, z których wiele było popękanych i porośniętych ciemno zielonym mchem, odbijały echo jej kroków. Latarnie wykonane z kutego żelaza, rzucały mdłe, migotliwe światło. Ich blask przebijał się przez gęstą mgłę, która leniwie pełzła po ziemi, oplatając nogi dziewczyny, chowając dalszą część drogi w nieprzeniknionej bieli. Otaczające ją budynki były wysokie, przytłaczające swoją obecnością.

Większość z nich miała fasady wykonane z ciemnego kamienia,

na którym widniały liczne pęknięcia i ślady dawnego piękna. Okna w większości zamknięte, wyglądały jak puste oczodoły, czarne i bezlitosne. Niektóre z nich zasłonięte były ciężkimi, szarymi zasłonami. Fasady domów zdobiły rzeźbione gargulce i inne groteskowe figury,

1

które spoglądały na ulicę jakby czuwały nad nieobecnymi mieszkańcami.

Dachy były strome i pokryte ciemnymi dachówkami. W

niektórych oknach Elira dostrzegła migotliwe światło świec. Po obu stronach uliczki wznosiły się niewielkie zarośnięte skwery, które kiedyś stanowiły przepiękny obraz ogrodów. Teraz były zaniedbane, pełne suchych, powyginanych drzew o nagich gałęziach. Ziemia była pokryta wilgotnymi liśćmi, z których unosił się zapach rozkładu, zmieszany z metalicznym powiewem wilgoci. Im dalej szła, tym bardziej otaczająca ją cisza wydawała się niepokojąca.

Nie słychać było nawet szczekania psa, czy szelestu ptasich

skrzydeł. Miasto zdawało się wstrzymywać oddech. Czasem wydawało się jej, że dostrzega ruch w cieniu, za zakrętem lub w oknie, ale kiedy odwracała wzrok, nie było tam nic. Na jednej z mijanych ulic stała studnia, wzniesiona z czarnego kamienia.

Jej drewniane zadaszenie było połamane, a łańcuch zwisał

bezwładnie, kończąc się pustym hakiem. Woda w niej była nieruchoma, jak lustro, odbijając tylko ciemność, otaczającą miasto. Przed jednym z budynków, większym od innych, ozdobionym wyblakłymi freskami, Elira zatrzymała się. Drzwi były uchylone, a za nimi widniała nieprzenikniona czerń. Dziewczyna poczuła jak jej serce przyspiesza rytm, choć wciąż nie mogła powiedzieć, dlaczego to miejsce wydawało się tak złowrogie.

Ciemność wokół zdawała się gęstnieć, a cichy szelest gdzieś za

jej plecami przypomniał jej, że nie była sama, nawet jeśli nikogo nie

2

widziała. W tej mrocznej scenerii Malatar wydawało się miejscem uwięzionym między życiem, a śmiercią. Potrząsnęła szybko głową i przyspieszyła kroku by jak najszybciej znaleźć się w upragnionym miejscu, do którego zmierzała. Zimny wiatr przeszył jej skórę, a kroki rozbrzmiewały echem. Cisza była niepokojąca.

Zbyt długa. Zbyt głęboka. Elira poczuła, jakby cała ulica

wstrzymywała oddech, czekając na coś, co miało się wydarzyć. Czuła to w powietrzu. Jakby każdy oddech wymagał od niej nadludzkiego wysiłku fizycznego. Jakby każdy z jej kroków wywoływał nieodwracalny skutek. Jakby była tylko pionkiem na szachownicy, którą ktoś nieznany prowadził. Za plecami dziewczyny coś skrzypnęło. Głęboki, metaliczny dźwięk, przypominający taki sam podczas naciskania na stary mechanizm. Zatrzymała się, wstrzymując oddech. Serce waliło jej w piersi, ale nie odwróciła się.

Wiedziała, że to nie miało sensu. W Malatar nigdy się tego nie

robiło, nikt o zdrowych zmysłach, nie odwracał się w stronę usłyszanych dźwięków. Cokolwiek to było, nie chciała wiedzieć. Przyspieszyła kroku, modląc się, by jak najszybciej opuścić granice miasta, znaleźć się w lesie, w swojej bezpiecznej przestrzeni. Wtedy to poczuła. Pojawił się nagle, ciepły oddech na karku, ale nie należał do niej.

Należał do kogoś innego. Kogoś, kto nie miał prawa być w tym

samym miejscu co ona. Odwróciła się w panice i nic. Tylko pusta, ciemna ulica, puste okna i stare mury. Jednak coś w tej ciszy było niepokojące… Takie dziwne. W oddali, w ciemnościach, zobaczyła coś,

3

co nie mogło istnieć - postać, poruszającą się zbyt płynnie, zbyt nienaturalnie. Nie miała rysów twarzy. Tylko mroczną pustkę, która zdawała się wciągać całe światło wokół siebie. Elira chciała biec, ale nogi odmówiły jej posłuszeństwa.

Poczuła, jak całe ciało zostaje wciągnięte w wir mroku, jakby

sama ulica miała ją pochłonąć, a postać zbliżała się w milczeniu.

Nie możesz uciec - usłyszała głos, który bardziej przypominał

myśli - Trzy klucze otworzą wrota. Pierwsze wypełni się krzykiem, drugie krwią, a trzecie milczeniem.

Nastolatka stała jak sparaliżowana, niezdolna do najmniejszego

ruchu, a w jej głowie panowała kompletna pustka. Próbowała coś powiedzieć, choćby wyszeptać, ale nie mogła, nie była w stanie.

Miej się na baczności. Nadchodzi czas chaosu, czas zapłaty i

czas pokuty. Ufaj tylko sobie i pamiętaj, że stać cię na dużo więcej niż ci się wydaje - ponownie usłyszała głos postaci w swojej głowie, a potem jak gdyby nigdy nic, rozpłynęła się w powietrzu.

Elira nie wiedziała ile minęło czasu. Stała w jednym miejscu,

bojąc się ruszyć choćby na krok, w obawie przed powrotem dziwnej mary. Z letargu wyrwał ją dźwięk tłuczonego szkła, tuż za jej plecami. Odwróciła się w tamtą stronę i ujrzała jakąś dziwną kobietę, która przyglądała się nastolatce z zaciekawieniem. Elira potrząsnęła szybko głową i ruszyła do przodu.

Potrzebowała jak najszybciej znaleźć się w chatce. Miasto

Torkert należało do państwa Malatar, a życie w nim nie miało żadnej wartości. Państwo, które wydawało się być zapomniane przez samych

4

bogów, nie podlegało żadnym zasadom. W rzeczywistości było zupełnie odrębne, wyjęte spod prawa, rządzone poprzez strach i bezlitosną hierarchię, w której nie było miejsca na słabości.

Choć formalnie należało do królestwa Nestrium, w Malatar

liczyły się tylko te reguły, wytyczane przez tych, którzy trzymali w ręku władzę. Tak zwana Rada Najwyższa. Złamanie jakiejkolwiek zasady - choćby najmniejszej - oznaczało wyrok. W najlepszym przypadku, śmierć była szybka. Sekunda i było po wszystkim. Głowa spadała na ziemię, a ciało opadało na zimny, zakrwawiony bruk.

Ułamek chwili, niebolesny. Dla tych, którzy przekroczyli

granicę, dla tych, którzy odważyli się sprzeciwić, czekała inna kara. Gorsza. Straszliwsza. Ból, który nie miał końca. Tortury, które sprawiały, że każda minuta zamieniała się w wieczność. Błaganie o śmierć stawało się bezcelowe, bo i tak nikt nie słuchał. Krzyk był tłumiony przez kamienne ściany. Ciało ulegało rozkładowi, ale umysł zmuszony był żyć w tej piekielnej rzeczywistości.

A jeśli ktoś wytrwał do końca, to nie dlatego, że miał siłę. To

dlatego, że był już tylko cieniem samego siebie, ciałem, które stało się częścią tego miasta - martwym, ale nadal obecnym. Znikali. I nigdy nie wracali. W Malatar nie było nadziei. Była tylko cisza - głęboka, wciągająca cisza, która pochłaniała wszystko, łącznie z tymi, którzy próbowali się przeciwstawić, a nawet z tymi, którzy myśleli, że mogą ją oszukać.

Elira Latamar doskonale rozumiała, jak funkcjonował ten świat i

znała konsekwencje, a zwłaszcza karę, grożącą za jej czyny, które

5

stanowiły zupełne zaprzeczenie obowiązujących reguł. Mimo wszystko, podążyła za głosem własnego serca i miłością, zakazaną miłością. Dziewczyna nie odczuwała strachu, ani o swoje życie, ani o los rodziców. Eliry to po prostu nie obchodziło. Po raz pierwszy poczuła, że żyje, zrozumiała swoją wartość oraz doświadczyła niesamowitego szczęścia, którego nie dało się opisać ludzkimi słowami.

Czy gdyby miała możliwość cofnięcia się w czasie, postąpiłaby

inaczej? Jej odpowiedź była jednoznaczna - nie. Nie musiała się nad tym w ogóle zastanawiać. Od samego początku sprzeciwiała się życiu, jakie wybrali dla niej rodzice. Nastolatka nie godziła się na i na każdym kroku okazywała im swój bunt, lecz oni uparcie ignorowali znaki, które Elira z determinacją im wysyłała. Dlatego dziewczyna wybrała własne szczęście, będąc świadomą, że może zapłacić za to najwyższą cenę. Westchnęła tylko, a gdy przekroczyła próg domu, wyjrzała przez okno, by zająć czymś rozbiegane myśli.

Te jednak uparcie malowały przed jej oczami same negatywne

scenariusze, zaburzając spokój wewnętrzny, który tak bardzo starała się utrzymać. Stary, drewniany domek, którego ściany ozdabiały prawie stuletnie winorośla, zbudowany w samym środku lasu, w jego mrocznej części, gdzie nikt nie miał odwagi zaglądać. Nikt oprócz Eliry. Dziewczyna już dawno znalazła w tym miejscu ukojenie, którego tak bardzo potrzebowała na co dzień.

W tym domu mogła w spokoju przemyśleć wszystko, wyciszyć

myśli, a nawet zdjąć maskę, którą musiała nosić każdego dnia. Nastolatka udawała, grając perfekcyjnie swoją rolę, by nikt nie

6

zorientował się co robiła w ukryciu. Każdy człowiek poszukuje swojego małego raju na ziemi. Miejsca, gdzie może uciec przed przytłaczającą rzeczywistością, a Elira miała szczęście gdy odkryła tą polankę. Teren porastał dziki ogród botaniczny, pełen majestatycznych roślin, których nie można było znaleźć w innych zakątkach krainy.

To dodawało temu miejscu jeszcze więcej uroku i magii. W

domu panowała cisza. Tajemniczy i odizolowany od wszelkiej cywilizacji, stanowił idealne schronienie dla kogoś kto chciał zniknąć. Albo dla kogoś, kto zamierzał popełnić największy błąd swojego życia, niosący ze sobą niewyobrażalne konsekwencje. Jednak dziewczyna w ogóle się tym nie przejmowała. Już jej nie obchodziło, czy zostanie przyłapana. Pod tym względem czuła obojętność.

Miała serdecznie dość, że ktoś inny kontrolował jej życie, że

podejmował za nią decyzję. Wbrew pozorom wokół niej było wielu mężczyzn - głównie przyjaciele, ojciec i nauczyciele. Każdy z nich wniósł ze sobą coś wartościowego. Jednak najbardziej żałowała, że w jej życiu pojawił się jeden mężczyzna - największa skaza tego świata. Elira z całego serca żałowała, że wyszła za mąż za Huntera, człowieka wybranego przez jej rodziców, z którym musiała spędzić resztę życia, bo tak nakazywało prawo.

Miała zaledwie siedemnaście lat, a cała jej przyszłość runęła w

gruzach. W zaledwie pięć minut. Nie mogła się sprzeciwić, bo nie miała prawa głosu. Nie chodziło tu jednak o jej wiek, lecz o to, że w Malatar kobiety w ogóle nie mogły wyrażać własnego zdania, a ich potrzeby nigdy nie były brane pod uwagę. Ich rola w społeczeństwie ograniczała

7

się wyłącznie do rozrodu, wychowania dzieci i przede wszystkim, do bycia posłusznym trofeum, stojącym grzecznie u boku męża. W Malatar najważniejsi byli mężczyźni i ich pragnienia. Od pokoleń płeć przeciwna stała na piedestale, traktując kobiety jak marionetki, zmuszając je do bezwzględnego posłuszeństwa.

Kobiety były traktowane jak maszyny, które według założeń

Rady Najwyższej w Malatar, miały być pozbawione uczuć. Elira była czarną owcą wśród tego stada. Z przykrością musiała stwierdzić, że innym dziewczynom zupełnie to nie przeszkadzało. Były posłuszne i nie dostrzegały nic złego w tych narzuconych prawach, akceptując je jako coś oczywistego. Po tylu latach Elira zrozumiała, że najrozsądniejsze rozwiązanie to zniknąć w tłumie i milczeć.

Próbowała ukryć to, że była inna. Gdyby ktoś z góry odkryłby

taką anomalię jak ona, Elira natychmiast zostałaby skazana na dekapitację. Dziewczyna nigdy nie miała łatwego życia, zawsze mówiła o kilka słów za dużo, co wielokrotnie kończyło się karami od rodziców. Jako młoda i niedoświadczona, nie rozumiała jeszcze zasad, rządzących światem.

Zanim nauczyła się sztuki bycia niewidzialną, zapłaciła wysoką

cenę za to dostosowanie. Jednak małżeństwo wbrew jej woli i to jeszcze z kimś takim jak Hunter, złamało zasady jakie Elira sobie postawiła. Rodzice posunęli się za daleko, przekraczając granicę moralności, co przelało czary goryczy. Prawo prawem, ale szczęście własnego dziecka powinno być na pierwszym miejscu. Elira wciąż kontrolowała zegar na

8

ścianie, równocześnie wypatrując najmniejszego ruchu za oknem. Musiała mieć pewność, że nikt jej nie śledził i, że była tu bezpieczna.

Pragnęła by Dyrkon w końcu nawiązał z nią kontakt, jednak nic

takiego nie miało miejsca, a tętno dziewczyny biło jak szalone z obawy o to co mogło nadejść. Przełknęła nerwowo ślinę, lekko zagryzając wargę. W natłoku emocji, nastolatka zaczynała odczuwać narastający niepokój, na myśl, że Dyrkon mógł zostać złapany lub wystawił ją do wiatru. Wizja, że jej cholerny mąż mógł dowiedzieć się o wszystkim, całkowicie ją paraliżowała. Próbowała opanować rozszalałe emocje, a w myślach przywoływała wiadomość, którą ukochany zostawił dwa dni temu:

“ Bądź pod tym adresem kochana za dwa dni. Sprawię, że

zapomnisz o wszystkich swoich problemach. “ ~ Twój D.

Dziewczyna była podekscytowana do tego stopnia, że przez pół

nocy, poprzedzającej spotkanie, nie mogła zasnąć. Po raz pierwszy, od czasu zawarcia małżeństwa, czuła się kochana i doceniona. Nareszcie odczuwała coś innego niż te wszystkie kobiety. Oczywiście mogła jedynie przypuszczać, że ogólny stan rzeczy przeszkadzał nie tylko jej, ale i całej płci żeńskiej. Jednak tylko Dyrkon, prawdopodobnie jako jedyny, sprzeciwiał się zasadom, panującym w Malatar wobec kobiet.

Elira podejrzewała, że dorastał w zupełnie innych warunkach,

niż te panujące w Malatar. Jej przypuszczenia wynikały z tego, że jego poglądy znacznie różniły się od przekonań, otaczającego ich społeczeństwa. Stanowił enigmatyczną postać, tajemnicę do odkrycia, której nie potrafiła rozwiązać. Niewiele o nim wiedziała, a kiedy

9

zadawała pytania, dotyczące jego przeszłości lub obecnych zajęć, zawsze unikał odpowiedzi.

W takich chwilach, na jego twarzy malował się głęboki ból i

smutek, który mocno ściskał ją za serce. Przypuszczała, że przeszedł przez bardzo trudne doświadczenia. Podejrzewała, że te rzeczy miały miejsce w dzieciństwie, co sprawiło, że jego osobowość różniła się od reszty mężczyzn.

Myśli o ukochanym, przywoływały jedno zdanie, które usłyszała

od pewnej staruszki, gdy dziewczyna miała zaledwie sześć lat:

“ - Wszyscy się ukrywamy i odgrywamy role, które nie

odzwierciedlają naszej prawdziwej natury. Chowamy w ten sposób jedną istotną wadę. Chcesz wiedzieć o jaką chodzi drogie dziecko?

- Tak, bardzo mnie to intryguje proszę pani - wyszeptała Elira, a

łzy zaczęły jej spływać po policzkach.

- Każdy z nas ma złamaną duszę. Mieszkańcy królestwa

Nestrium są zniszczeni, rozbici na miliony drobnych kawałków, których nie da się ponownie złożyć w całość. Dlatego pamiętaj skarbie, że zarówno czyny, jak i słowa, potrafią zadać ból. Aby przetrwać musisz stać się odporną na otaczający świat. Zbuduj solidną zbroję, której nikt nie zburzy. Najlepiej będzie, jeśli staniesz się niewidzialna dla innych. Wtedy twoje serce i dusza pozostaną nienaruszone. “

Od tamtej pory, Elira troszczyła się o swoje szczęście i miłość,

jednocześnie pozostając niewidoczną dla systemu, w którym przyszło jej żyć. Stwierdzenie, że mieszkańcy Nestrium mieli złamane dusze, było zarówno piękne, jak i przerażające. Doskonale zdawała sobie

10

sprawę, że gdyby Hunter w jakiś sposób znalazł tę karteczkę od ukochanego, skończyłoby się to tragicznie zarówno dla niej, jak i dla Dyrkona. W takiej sytuacji nie miałoby znaczenia, że była żoną wpływowego mężczyzny. Hunter, kierując się zasadą, sam skróciłby własną żonę o głowę, demonstrując w ten sposób, że żadna kobieta nie będzie podważać jego autorytetu.

Dlatego Elira schowała karteczkę do kieszeni sukienki i nosiła ją

zawsze przy sobie, by przypominała jej o tym, o co warto walczyć, a przede wszystkim, za co warto zginąć. Na ustach dziewczyny, mimowolnie wypłynął szeroki uśmiech, a wywołało go samo wspomnienie czekoladowych oczu, które pokochała, gdy tylko ich spojrzenia po raz pierwszy skrzyżowały się na przyjęciu z okazji jej rocznicy ślubu. Hunter, rzecz jasna, o niczym nie wiedział.

Nie zdawał sobie sprawy, że jeden z gości pragnął jego kobiety i

śledził ją wzrokiem. Pochłonięty zdobywaniem poparcia na szczyt władzy, nie zauważył, kiedy Elira zniknęła mu z oczu. W tym momencie obiecała sobie, że nigdy nie zapomni tej nocy i zawsze będzie ją nosić w sercu. Szybko pokręciła głową, próbując odpędzić wspomnienia tamtego wieczoru, a następnie spojrzała na zegarek. Było już bardzo późno, co jej nie odpowiadało.

Zerwała się z kanapy, zniecierpliwiona długim czekaniem,

pragnąc jak najszybciej opuścić dom. Wolała dmuchać na zimne i uciec, póki mogła jeszcze wyjść z tej sytuacji bez szwanku. Jednak zanim zdążyła wykonać choćby jeden krok, usłyszała skrzypnięcie drzwi za

11

swoimi plecami. Odwróciła się szybko, przerażona. Gdy tylko go ujrzała, odetchnęła z ulgą, kładąc dłoń na klatce piersiowej.

Uśmiechał się szeroko, podchodząc powoli. Chciał zbudować

napięcie, i trzeba przyznać, że osiągnął to mistrzowsko. Każdy jego krok był jak cios dla jej serca, które biło coraz szybciej i mocniej, jakby miało zamiar wyrwać się z piersi. W czarnej koszuli, z lekko rozpiętym kołnierzykiem, wyglądał tak niesamowicie, że ledwo mogła oderwać od niego wzrok. Było w tym coś hipnotyzującego, niemal elektryzującego. Jej nogi, wcześniej zdrętwiałe z zimna, teraz stały się jak z waty, uginając się pod ciężarem emocji.

Czuła, jak na jej skórze pojawiają się dreszcze, drobne fale

przyjemnej gęsiej skórki, jakby każde spojrzenie, każdy jego ruch miał bezpośredni wpływ na jej ciało. To było jak napięcie, którego nie mogła już dłużej znieść, ale jednocześnie nie chciała, by ten moment kiedykolwiek się skończył.

— Skarbie, tak cudownie pachniesz. Bardzo za tobą tęskniłem

— wyszeptał do ucha, przygryzając lekko jego płatek, gdy tylko zmniejszył odległość między nimi praktycznie do zera.

Zacisnął duże dłonie na talii. Te słowa zostały powiedziane w

taki sposób, że Elira poczuła się kimś wyjątkowym. Kimś, kto nie musiał się pilnować, by nie powiedzieć czegoś niewłaściwego. Kimś, kto nie musiał udawać, że przynależy do ślepego stada owiec. Kimś, kto nie był marionetką w rękach mężczyzny. Po raz pierwszy, odkąd wyszła za mąż, poczuła się prawdziwą sobą.

12

Przy ukochanym mogła cieszyć się chwilą, czerpać przyjemność

z najmniejszych gestów, czuć się ważną i kochaną. Nie to, co przy Hunterze. Elira wielokrotnie zastanawiała się, co jej rodzice w nim wtedy ujrzeli. Co sprawiło, że Hunter tak bardzo ich zaślepił? Dyrkon był zdecydowanie inny. Tajemniczy, pociągający i niebezpieczny. Nastolatka czuła całą sobą, że był drapieżnikiem dużo groźniejszym niż jej mąż.

Nie potrafiła jednak oprzeć się pokusie, by zasmakować, choć

przez krótką chwilę, tej trucizny, która przyciągała ją do niego niczym narkotyk. Mimo takich odczuć Dyrkon traktował nastolatkę inaczej. Jak księżniczkę, jak kobietę, która się dla niego liczyła. Był w stanie zrobić dosłownie wszystko, by na jej ustach widniał szeroki uśmiech. I mimo dreszczyku niebezpieczeństwa, tak się właśnie przy nim czuła. Ci dwaj mężczyźni byli zupełnym przeciwieństwem.

Hunter nigdy nie zważał na uczucia Eliry, bo dla niego liczyły

się zupełnie inne wartości. Dziewczyna nie wiedziała, jaki jej mąż byłby naprawdę, gdyby nie ten zepsuty świat, w którym został wychowany na bezwzględnego i brutalnego tyrana bez uczuć, gdyby nie wpajano mu, że kobieta była tylko i wyłącznie odskocznią. Niczym więcej, jak maszyną do prokreacji, by wydłużyć ród. Nikogo nie interesowało, że dziewczyna miała uczucia, potrzeby, że chciała się poczuć ważna i wyjątkowa.

Hunter traktował ją jak niewolnicę, której nie należał się

szacunek. Czy to oznaczało, że była złym człowiekiem? Czy zdrada uczyniła ją podłą? Czy jako kobieta nie zasługiwała na szczęście i

13

miłość? Owszem, zdradzała swojego męża od trzech miesięcy, ale w tym parszywym świecie nie dało się inaczej.

— Co ty ze mną robisz, Dyrkonie? Jeśli mój mąż się o tym

dowie, zabije nas oboje. Zapłacimy za to wysoką cenę — wyszeptała, chowając twarz w zagłębieniu jego szyi, a on jedynie przyciągnął ją jeszcze bliżej do klatki piersiowej.

— Elira, nawet jeśli się dowie, obronię cię, więc nie masz się

czego bać. Nie tylko ty jesteś traktowana jak wyrzutek. Też jestem anomalią — wyszeptał, całując delikatnie jej skroń. — Chyba nie żałujesz tamtego dnia? Gdybym cofnął się w czasie, zdecydowałbym tak samo. Tylko pytanie, czy ty żałujesz? — zapytał, unosząc dwoma palcami podbródek dziewczyny, by skupiła się wyłącznie na jego spojrzeniu.

— Nie wiem, Dyrkon. Nie powinnam niczego żałować, bo

traktujesz mnie jak najcenniejszy skarb we wszechświecie. Jednak uczucie, że wydarzy się coś złego, sprawia, że nie wiem, co powinnam zrobić — odparła, ciągnąc mężczyznę na kanapę, po czym usiadła mu okrakiem na kolanach, zarzucając splecione dłonie na jego kark.

— Ta chwila zapadnie ci w pamięci do końca twojego życia. Nie

psuj tego zamartwianiem się. Hunter nigdy się nie dowie o naszym małym sekrecie. Jest zbyt zaślepiony chęcią zdobycia jeszcze większej władzy. Nie potrafi docenić, jaki skarb trzyma u swego boku. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, by cię od niego uwolnić, księżniczko. Zasługujesz na wszystko, co najlepsze — wyszeptał w jej lekko

14

rozchylone wargi, po czym wpił się w nie niespodziewanie i zachłannie, coraz bardziej pogłębiając pocałunek.

Elira z całego serca wierzyła, że gdzieś na świecie istniały

zupełnie inne zasady niż w Malatar. Pragnęła wierzyć, że były miejsca magiczne, gdzie prawdziwa miłość była na pierwszym miejscu. Właśnie dlatego, gdy Dyrkon pojawił się w jej życiu, nie wahała się nawet przez sekundę i zdradziła swojego męża. Romans Eliry trwał już pół roku i dopiero teraz uświadomiła sobie, jaki wpływ na jej życie miała jego obecność. Bała się tego, co mogłoby się wydarzyć, gdyby nie on. Bała się tego, jaki los by ją spotkał, gdyby nie zdecydowała się właśnie na taki krok.

Może skok w bok nie świadczył o dziewczynie zbyt dobrze w

kwestii moralnej, ale na tamten czas to było jedyne rozwiązanie. Rodzice Eliry nie potrafili dostrzec jaki Hunter był naprawdę. Widzieli same superlatywy, nie zauważając tego, jaki miał destrukcyjny wpływ na stan psychiczny ich córki. Dlatego Elira musiała coś zrobić. Nie mogła siedzieć z założonymi rękami, trwając w tym toksycznym związku w nieskończoność i czekać na zbawienie, które mogło nigdy nie nadejść. Skoro nikt nie dbał o jej uczucia, a tym bardziej o to jak będzie wyglądała jej przyszłość u boku tego apodyktycznego mężczyzny, musiała sama zawalczyć o własne szczęście i miłość.

Rozdział 2

Elira

15

Państwo — Malatar

Miasto — Torkert

18 września 2024 roku

W pomieszczeniu rozległ się głośny dźwięk budzika, wżerający

się w czaszkę i blokujący jakikolwiek sen. Elira mruknęła pod nosem coś niezrozumiałego, co bardziej przypominało złowieszcze zaklęcie niż niezadowolenie z powodu pobudki. Wzdychnęła cicho i ignorując wszystko, odwróciła się na drugi bok, naciągając na siebie kołdrę jeszcze bardziej. Miała nadzieję, że to zagłuszy nieproszony dźwięk na tyle, by go już nie słyszała.

Pomogło, a budzik ucichł, przynosząc ukojenie i kolejną wizję

senną w świecie Morfeusza. Chociaż nie na długo. Dźwięk drzemki, po raz kolejny rozszedł się po całym mieszkaniu, sugerując, że nadszedł najwyższy czas na pobudkę, bez względu na to, czy dziewczynie się to podobało, czy nie. Elira otworzyła powoli oczy i rozejrzała się dookoła, wydymając usta jak małe, naburmuszone dziecko, które nie dostało obiecanego lizaka. Przesunęła delikatnie dłoń w bok i zmarszczyła brwi zdezorientowana.

Nie rozbudziła się całkiem, ale była wystarczająco przytomna by

zauważyć, że miejsce na łóżku obok było puste i zimne. Wypuściła mocno powietrze skumulowane w płucach, po czym przeciągnęła zastane po długiej nocy mięśnie, ziewając. Wzięła do ręki zegarek z

16

szafki nocnej i zmięła w ustach wiązankę przekleństw, co mogło oznaczać tylko jedno. Była spóźniona. Jęknęła sfrustrowana, ponieważ zdała sobie sprawę z tego jakie konsekwencje mogły wyniknąć, jeśli ktoś by ją przyłapał, jak wracała do domu o tej porze.

Miała ogromną ochotę rzucić przeklętym urządzeniem o ścianę,

ale nie mogła sobie na to pozwolić. Wiele kosztowało ją zdobycie tego ustrojstwa. Przez głowę Eliry przewinęło się milion scenariuszy na sekundę, powodując jeden wielki hałas i mętlik. Dziewczyna zatrzymała ten chaos na jednej konkretnej, dość mrocznej jak na tak ładny dzień. Musiała w ekspresowym tempie wstać i ubrać się w pierwsze lepsze rzeczy. Spojrzała w bok i odetchnęła z ulgą, widząc, że ukochany przygotował dla niej świeże ciuchy.

— Cholera jasna! — krzyknęła, kiedy zrywając się z łóżka, jak

ostatnia niezdara, zahaczyła małym palcem u stopy o jego krawędź. Syknęła z bólu, wykrzywiając twarz w grymasię niezadowolenia. — Zajebiście! — warknęła na tyle głośno, że zanim zdążyła wykonać kolejny krok, do pokoju wszedł, a raczej wbiegł, przerażony Dyrkon.

Chłopak nie miał pojęcia, co się stało. Spojrzał na Elirę

zdezorientowany, rozglądając się dookoła w poszukiwaniu przedmiotu, który sprawił ból ukochanej. Wystarczyło tylko jedno spojrzenie w jej oczy i już wiedział, że wydarzyło się coś złego. Nie był w stanie znieść cierpienia dziewczyny, więc za każdym razem robił wszystko, co w jego mocy by choć odrobinę jej ulżyć.

— Wszystko w porządku? — spytał zmartwiony, podchodząc

powoli do Eliry, ale ta jedynie pokręciła głową. Nic nie było okej. — Co

17

się stało? — Zadał kolejne pytanie, zakładając za ucho kosmyk jej długich włosów. Niesforne pasma uwolniły się z luźnego kucyka, pod wpływem całonocnego kręcenia się z boku na bok, przez co teraz sterczały na wszystkie strony.

— Jestem spóźniona, Dyrkon. Nie mogę teraz wrócić do domu,

a nie wiem, co powiedzieć, gdy zapytają mnie, gdzie byłam. Hunter wszystkiego się domyśli i oboje zginiemy… — zaczęła przerażona, łapiąc się za głowę z frustracji — A żeby było mi jeszcze weselej, uderzyłam się w mały palec u stopy — mruknęła, wzdychając głośno.

Chłopak od razu przerwał nastolatce, kładąc palec wskazujący

na ustach by nie rozkręciła się jeszcze bardziej. Twarz Dyrkona rozjaśnił delikatny uśmiech, który miał zapewne pocieszyć Elirę, ale niestety nie przyniósł oczekiwanego rezultatu. siedemnastolatka była szczęśliwa, że jej życie nabrało nowych barw pod wpływem romansu, ale z tego powodu codziennie odczuwała strach i niepokój. Uczucie, że wydarzy się coś naprawdę bardzo złego, nie opuszczało dziewczyny, nawet na sekundę.

— Nie dramatyzuj. Wszystko będzie dobrze… — zaczął, ale to

jedynie zdenerwowało Elirę.

— Dyrkon, to nie są żarty! Znasz Huntera i wiesz, do czego jest

zdolny! — fuknęła, tupiąc nogą niczym małe dziecko. Chłopak ledwo się powstrzymywał, by nie wybuchnąć głośnym śmiechem.

— Chodź, zjemy na spokojnie śniadanie, a potem pomyślimy, co

robić dalej i wymyślimy plan działania. Jeżeli nie będziesz panikować, nic złego się nie stanie. Przypomnij sobie, że już znikałaś na kilka

18

godzin, a oni nawet nie zauważyli, że cię nie było — dodał, przytulając Elirę z całej siły, by ta się uspokoiła. Manewr zdał egzamin, ponieważ w jego ramionach, dziewczyna czuła się wspaniale.

— Dziękuję, nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła — wyszeptała

po dłuższej chwili, wciągnęła głośno powietrze do płuc, a tym samym jego zapach, który działał na nią jak narkotyk.

Dyrkon ucałował dziewczynę delikatnie w czoło, po czym

opuścił pomieszczenie, a Elira w ekspresowym tempie chwyciła kremową sukienkę na ramiączkach w kolorowe kwiaty i założyła ją na swoje lodowate ciało. W pomieszczeniu dało się odczuć niższą temperaturę ze względu na gorszą pogodę za oknem, w porównaniu do wczorajszego słonecznego dnia, dzisiaj było naprawdę zimno. Zbliżała się wielkimi krokami jesień, co nie podobało się dziewczynie.

Była ciepłolubna i perspektywa nakładania na siebie większej

ilości ubrań, przerażała ją, a raczej doprowadzała do szewskiej pasji. Potrząsnęła szybko głową by pozbyć się natrętnych myśli i skupiła całą swoją uwagę na obecnej chwili, rozmyślając jak rozwiązać problem, który powstał przez jej nieuwagę.

Jeśli chodziło o spotkania z Dyrkonem, Elira zachowywała się

zupełnie inaczej niż na co dzień. Stawała się skrajnie nieodpowiedzialna. Elira marzyła o tym by przestać się ukrywać i wziąć życie w swoje ręce, ale nie mogła. Bała się konsekwencji. Zdawała sobie sprawę z tego, że zarówno ona, jak i Dyrkon, zapłacą wysoką cenę za zdradę jakiej się dopuścili. Jednak mimo tej świadomości, nie

19

postąpiłaby inaczej. Elira usiadła na łóżku sfrustrowana i założyła na nogi czerwone botki na niewysokim obcasie.

Kątem oka spojrzała na swoje odbicie w lustrze, siląc się na

delikatny uśmiech. Nigdy nie czuła się wystarczająco atrakcyjna i doskonale pamiętała, że unikała luster za wszelką cenę, byleby tylko na siebie nie patrzeć. Z wiekiem, zmieniła nastawienie do tego jak wyglądała i zrozumiała, że to nie wszystko, że liczyły się zupełnie inne wartości w życiu niż ładna twarz. To było tylko ciało, powłoka, z której każdy człowiek korzystał i nic poza tym.

Dzięki takiemu postrzeganiu świata, Elira pokochała siebie, a w

tym samym czasie w jej życiu pojawił się Dyrkon i sprawił, że poczuła niewyobrażalne szczęście, którego nie potrafiła opisać zwykłymi słowami.

— Czy to właśnie w taki sposób zachowuje się zakochany

człowiek? Rozkwita przy drugiej połówce, przy bratniej duszy? — wyszeptała, przygryzając lekko wargę. — Jeśli tak, to nie chcę przestać kochać.

Weszła do kuchni, uśmiechając się pod nosem. Od razu chwyciła

za kubek z parującym naparem, który tak bardzo uwielbiała — tradycyjna herbata ziołowa, podawana w większości zestresowanym mieszkańcom. A tych ostatnio było sporo, ze względu na występujące problemy przy dostawach. Sytuacja w Malatar nie należała do prostych. Nastolatka nie znała szczegółów na ten temat i nie za bardzo chciała się zagłębiać w sprawy polityczne państwa, ale wiedziała wystarczająco, aby orientować się, że nie było zbyt ciekawie.

20

— Nie myśl o tym co będzie gdy wrócisz do domu. Cieszmy się

tą chwilą póki możemy, Elira — powiedział Dyrkon, łapiąc dziewczynę za wolną dłoń i pogładził kciukiem jej zewnętrzną część.

— Myślisz czasami o przyszłości jaka nas czeka? Co zrobimy?

Bo ja nie wyobrażam sobie życia bez ciebie, Dyrkon. Perspektywa siedzenia do końca moich dni u boku Huntera, dobija mnie do tego stopnia, że mam ochotę zakończyć wszystko już teraz… — zaczęła, ale mężczyzna od razu jej przerwał.

— Nie mów tak. Elira, najpierw skupmy się na tym, co powiesz,

gdy wrócisz do domu. Czy masz kogoś, kto może cię kryć? — zapytał, sprawnie zmieniając temat.

— Unikanie tej rozmowy nie sprawi, że problem zniknie Dyrkon

— Elira jęknęła sfrustrowana wszystkim. — Nie powiedziałem, że tak się stanie. Chodziło mi raczej o to, że nie powinniśmy przejmować się tym co przyniesie przyszłość, a tym co jest teraz, w chwili obecnej. Powiesz mi, czy masz zaufaną osobę, która będzie cię kryła? Dyrkon zachowywał się zupełnie tak, jakby bał się przebiegu tej rozmowy. Elira spojrzała na niego nieufnie. Serce dziewczyny przyspieszyło nieznacznie. Coś było nie tak. Czuła to całą sobą, ale nie potrafiła rozszyfrować, o co chodziło. Czemu zmieniał temat?

Czemu nie chciał rozmawiać o przyszłości? Przez jej umysł

przewinęło się milion myśli na sekundę, powodując jeszcze większy chaos. Potrząsnęła szybko głową by pozbyć się natrętnych myśli i skupiła się na ważniejszej kwestii niż wątpliwe zachowanie Dyrkona.

21

Miała przyjaciółkę, która prawdopodobnie poręczyłaby, że były cały czas razem.

— Halo, odpowiesz na moje pytanie? — spytał Dyrkon,

machając dłonią przed oczami dziewczyny, by zwrócić na siebie jej uwagę.

— Co? A, tak. Przepraszam cię, zamyśliłam się. Moja

przyjaciółka może w razie czego potwierdzić, że całą noc u niej byłam. Kiedy kłóciłam się z Hunterem, jej drzwi zawsze stały dla mnie otworem — powiedziała. Uśmiechnęła się lekko pod nosem i przeczesała dłonią lekko skołtunione włosy.

— W takim razie jedźmy do niej.

Gdy tylko Elira spakowała wszystkie swoje rzeczy do dużej,

czarnej torby, wsiadła do samochodu. Dyrkon należał do najlepszych kierowców, jakich znała. Jeździł przepisowo. Głównie ze względu na fakt, że wykroczenia były surowo karane, więc lepiej było przestrzegać zasad i nikomu się nie narażać. W samochodzie panowała cisza, której żadne z nich nie chciało przerywać. Nie była to jednak krępująca cisza.

Dyrkon i Elira rozumieli się bez słów, jakby łączyła ich

niewidzialna nić porozumienia. Potrafili godzinami prowadzić rozmowy, lecz równie dobrze mogli milczeć, wiedząc, co kryło się w myślach drugiego. To wzajemne zrozumienie utwierdzało ich w przekonaniu, że ten związek był wyjątkowy, jakby zostali stworzeni dla siebie nawzajem, jakby byli bratnimi duszami. Na miejsce dotarli po dwudziestu minutach.

22

Dyrkon zaparkował pod rozłożystym drzewem, a potem zgasił

silnik. Elira spojrzała na niego, a jej oczy błyszczały uczuciami, które trudno było ubrać w słowa. W delikatnym uśmiechu kryła się mieszanka szczęścia i smutku. Dziewczyna była wdzięczna losowi za spotkanie z kimś takim jak on, ale jednocześnie serce ściskał jej żal na myśl o tym, że znowu będą musieli się rozstać. Rozłąka stanowiła najboleśniejszy element ich relacji, niczym cień przysłaniający blask chwil, które spędzali razem. Dyrkon nachylił się ku niej, ujmując jej drobną dłoń w swoje ciepłe, silne ręce.

Przyciągnął ją bliżej, a ich spojrzenia złączyły się na dłuższą

chwilę, jakby w tej ciszy pragnęli wyrazić to, czego nie potrafiły powiedzieć słowa. Potem złożył na jej ustach pocałunek — delikatny, lecz pełen intensywnych emocji. Było w nim wszystko: miłość, tęsknota i cichy bunt wobec czasu, który nieustannie ich rozdzielał. Elira poczuła, jak serce bije jej szybciej, a świat na moment zawirował.

Nie chciała wychodzić. Każda sekunda przy nim wydawała się

zbyt krótka, zbyt ulotna. Marzyła o tym, by czas stanął w miejscu, by mogli pozostać razem, bez końca. Jednak rzeczywistość była nieubłagana. Z ciężkim sercem otworzyła drzwi, odwracając się jeszcze raz, by spojrzeć na niego. Dyrkon odwzajemnił jej spojrzenie, a w jego oczach dostrzegła obietnicę: będą walczyć o każdą chwilę razem, bez względu na wszystko.

— Idź już. Każda sekunda się liczy. Pamiętaj, że cię kocham —

powiedział, odsuwając się odrobinę.

23

Elira cmoknęła w powietrzu w ramach podziękowań, po czym

wysiadła z samochodu. Weszła szybkim krokiem do środka sklepu, zwracając uwagę aby się o nic nie potknąć, tak jak to wydarzyło się w domu. Niestety, nie miała w sobie ani grama gracji jak przystało na idealną kobietę. Próbowała wejść niezauważona, ale jej to nie wyszło. Przewróciła stojak na wierzchnią odzież i rozejrzała się dookoła, próbując zamaskować swoją nieostrożność delikatnym uśmiechem.

Gdy stanęła oko w oko z przyjaciółką, posłała Mistali speszone

spojrzenie, wyrażające skruchę. Ta tylko wywróciła oczami i westchnęła głośno. Uważnym wzrokiem zeskanowała całe ciało Eliry od góry do dołu, podnosząc jednocześnie wieszak z podłogi. Nastolatka czuła się okropnie. Czuła, że zawodzi ważną dla niej osobę, ponieważ przyjaciółka wiedziała o wszystkim, znała wszystkie szczegóły, związane z Dyrkonem. Rozumiała i szanowała decyzję Eliry, ale nie popierała.

Wiedziała, że prędzej czy później prawda ujrzy światło dzienne,

a nastolatka poniesie srogie konsekwencje swoich decyzji. Mistali była starsza o trzy lata i zupełnie sama prowadziła sklep z rzadkimi roślinami. Zwykle dobrze sobie radziła, bo wielu z nich nie dało się nigdzie indziej kupić, tylko u niej. Od małego fascynowała ją przyroda, więc gdy podrosła, postanowiła przenieść się do Malatar, gdzie kwitł handel. Jej rodzina od pokoleń zajmowała się ogrodami botanicznymi, wszczepiając córce miłość i pasję do roślin.

— Cześć — Elira strzepnęła ze swojego ubrania niewidzialne

gołym okiem okruchy. — Co u ciebie słychać?

24

— Przestań owijać w bawełnę kochana i powiedz wprost, że

mam cię kryć. Widziałam jak wysiadałaś z samochodu Dyrkona — Mistali wywróciła oczami, bo nie dała się nabrać na udawany pokaz czystości. Za dobrze znała nastolatkę.

— Będę bardzo wdzięczna... — Elira nie mogła dokończyć

zdania, bo Mistali od razu jej przerwała zmartwiona.

— Elira, nie podoba mi się to. Do tej pory milczałam i godziłam

się na to, ale ten romans zaszedł za daleko. Skarbie, znasz Huntera. Jeśli się dowie, nawet ja ci nie pomogę. To będzie twój koniec — powiedziała niezadowolona by pokazać przyjaciółce powagę sytuacji, której ta chyba nie dostrzegała

— Nie uważasz, że należy mi się coś od życia?! Zobacz jak

mnie traktuje własny mąż! Małżeństwo nie powinno tak wyglądać. Dla Huntera jestem nic nie wartym śmieciem, którym może pomiatać na prawo i lewo. Dyrkon jest inny. Traktuje mnie jak największy skarb we wszechświecie. Dla niego liczą się moje uczucia i to co mam do powiedzenia... — w oczach Eliry stanęły łzy gdy uniosła lekko głos.

Dziewczyna wiedziała, że nie powinna tego robić, bo ktoś mógł

ją usłyszeć, a to nie skończyłoby się zbyt korzystnie zarówno dla Eliry, jak i dla Mistali. Jednak nastolatka już nie wytrzymała. Emocje były tak silne i sprzeczne ze sobą, że potrzebowały wyjść na światło dzienne. Elira nie mogła tego dłużej w sobie tłumić, bez względu na to, czy ktoś nieproszony usłyszałby ich rozmowę.

— Tylko pytanie, czy to ryzyko jest warte swojej ceny? —

zapytała Misali, wzdychając głośno. Zamknęła przyjaciółkę w

25

szczelnym uścisku by ta mogła się wypłakać i dać ujście negatywnym uczuciom.

— Oczywiście, że warto. Będziesz mnie kryła? — nastolatka

spojrzała głęboko w oczy Misali. Elira miała ogromną nadzieję, że przyjaciółka wesprze ją, bez względu na to, co postanowi.

— Zawsze, Elira. Zawsze możesz na mnie liczyć i być pewną, że

twoja tajemnica jest u mnie bezpieczna — wyszeptała ze łzami w oczach i przytuliła siedemnastolatkę z całej siły.

— Powiedz mi, dlaczego jako jedyna kobieta możesz prowadzić

swój własny sklep w momencie, gdy prawo dla płci żeńskiej w Malatar jest tak surowe?

Elira dopiero w tym momencie uświadomiła sobie, że

przyjaźniły się, ale tak naprawdę nic o sobie nie wiedziały, niż takie podstawowe informacje. I chyba to zaniepokoiło ją najbardziej. Perspektywa przebywania w towarzystwie osoby, o której życiu się nic nie wiedziało, przerażało nastolatkę.

— No nie powiem, sprytna zmiana tematu. Jesteś w tym

mistrzem.

— Nie wiem o co ci chodzi — odparła Elira, robiąc minę

niewiniątka — Więc jak będzie, odpowiesz na moje pytanie? — poruszyła zabawnie brwiami, na co Mistali zaśmiała się, kręcąc głową na boki z niedowierzania.

— Nigdy ci o tym nie wspominałam?

— Nie.

26

— Dziwne — odparła Mistali i podrapała się po brodzie w

konsternacji. — Moi rodzice byli handlarzami, dzięki czemu posiadali fioletową kartę od samego króla, która dawała im takie przywileje, jak prowadzenie własnej działalności, bez względu na to, w którym państwie się obecnie znajdowali. Odziedziczyłam po nich tą przepustkę, dlatego Rada Najwyższa Malatar nie ma nic do gadania i jestem bezpieczna — Mistali wzruszyła ramionami, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie.

— Nieźle, nie wiedziałam, że istnieje coś takiego. I dzięki temu

mogę normalnie u ciebie pracować, mimo iż urodziłam się w Malatar?

— Tak, rząd nie ma najmniejszego prawa ingerować w moich

pracowników. Dlatego możesz czuć się bezpieczna. A teraz do roboty, nie mamy całego dnia.

— Tak jest szefowo! — Elira uniosła dłoń do czoła i machnęła

ręką w taki sam sposób, jak robili to żołnierze, czym wywołała kolejną salwę śmiechu u przyjaciółki.

Rozdział 3

Elira

Państwo — Malatar

Miasto — Torkert

18 wrzesień 2024 rok

27

Elira zerknęła na swoją przyjaciółkę, a delikatny uśmiech

przemknął przez jej twarz. Czuła wdzięczność za to, że los zetknął ją z kimś tak wyjątkowym jak Mistali. Siedemnastolatka doskonale zdawała sobie sprawę, że większość osób na miejscu szefowej dawno by się poddała. Ktoś inny, stając twarzą w twarz z Hunterem, przestraszyłby się i wycofał, uznając, że nie warto angażować się w całą tę sieć kłamstw. Ale Mistali była inna. Nie znała strachu, zwłaszcza wobec mężczyzn. Była kobietą o silnym charakterze, twardo stąpającą po ziemi i wierną zasadom, które zaszczepili w niej rodzice.

Gdy Elira ukradkiem na nią spoglądała, zastanawiała się, jak

wyglądałoby jej własne życie, gdyby przyszła na świat w innym miejscu lub wychowywała się w domu, gdzie panowały wartości bliskie tym, które przyświecały Mistali. Imię Mistali miało specjalne znaczenie, na które tak naprawdę nikt nie zwracał szczególnej uwagi. Nikt oprócz Eliry. Mi oznaczało piękno, a stali — kwitnąć. Kwitnące piękno. Za każdym razem, gdy Elira rozmyślała o tym, na jej skórze pojawiały się dreszcze ekscytacji. Odkąd nastolatka skończyła pięć lat, fascynowały ją inne kultury, bo nigdy nie czuła się dobrze w Malatar. Jednak nikomu o tym nie powiedziała, ani tym bardziej, nigdy nie chciała tego szczerze przyznać przed sobą.

Kiedy analizowała swoje życie, czuła jednocześnie zazdrość i

rozrywający ból, który ciężko było wyrazić słowami. Patrząc na odbicie w lustrze, widziała jedynie głęboką pustkę w swoich oczach. Czuła, że przez rodzinę, w jakiej żyła od dnia narodzin, w jej sercu tworzyła się

28

czarna dziura, przerażający mrok, nad którym nie potrafiła czasami zapanować, a który z wiekiem urósł do niebotycznych rozmiarów. Ten strach paraliżował całe ciało, każdą komórkę i bała się przyznać do tego, że wcale nie była taka doskonała i delikatna, za jaką uważał ją Dyrkon.

Aż do dnia dzisiejszego, Elira nikomu o tym nie powiedziała,

nawet swojej najlepszej przyjaciółce. Wolała trzymać to w tajemnicy przed światem, a zwłaszcza przed rodzicami, bo byli oni ludźmi, którzy nawet nie próbowaliby zrozumieć światopoglądu i wierzeń swojej córki. Elira od samego początku czuła się przy nich dziwnie obco. Nie potrafiła tego wytłumaczyć. Dziewczynę bardzo interesował fakt, że tam skąd pochodziła Mistali, imiona miały w założeniu wyrażać pożądaną przez rodziców cechę charakteru lub wyglądu dziecka.

Jako tradycja było to piękne i urocze. Jednak z drugiej strony,

Elira nie chciała by spotkało ją coś podobnego. Nastolatka nie chciała by matka mogła skorzystać z takiej tradycji, bo znając ją, wymyśliłaby takie imię, że Elira przez całe swoje życie, czułaby się skompromitowana. Elira potrząsnęła szybko głową, by pozbyć się natrętnych myśli i skupiła całą uwagę na przyjaciółce. Tylko w ten sposób była w stanie powstrzymać umysł.

A Elira już niejednokrotnie zdążyła zauważyć, że jej rozum

bywał nieprzewidywalny i tworzył tak negatywne scenariusze, że dziewczyna chciała, a wręcz musiała, skupić się na czymś zupełnie innym. Głównie przez strach, ale w większej mierze chodziło o to, że te wszystkie wizje, fascynowały Elirę, a wręcz ją pociągały, co kierowało

29

nastolatkę na niebezpieczne tory.

— Co w ogóle u ciebie słychać? Jak biznes się kręci? — spytała

dziewczyna, ciągnąc Mistali na bardzo wygodną, beżową kanapę w gabinecie podczas przerwy obiadowej.

— Beznadziejnie, totalnie mi się skomplikowało, Elira i nie

wiem co mam jeszcze zrobić, jestem taka bezsilna. Tak dużo w to wszystko zainwestowałam, a teraz cały biznes stoi pod wielkim znakiem zapytania i jedyne, co mogę, to stać z założonymi rękami i czekać na jakiś pieprzony cud, który raczej nie nastąpi — powiedziała załamała, chowając twarz w dłoniach.

— Jak to? Co się dzieje? — spytała zmartwiona Elira, otwierając

szeroko oczy ze zdziwienia.

Nastolatka nie spodziewała się takiego wyznania ze strony

przyjaciółki. Jeszcze trzy dni temu wszystko szło rewelacyjnie, a dzisiaj Mistali miała problemy?! To nie oznaczało nic dobrego. Elira wiedziała, że Malatar nie był zbyt pozytywnie nastawiony do innych, sąsiadujących z nim państw, ale nie przypuszczała, że będzie aż tak źle.

— O niczym nie słyszałaś?

— Nie, nic nie wiem. Przypominam, że jestem zamknięta pod

kloszem i, gdy już uda mi się uciec, spędzam czas z Dyrkonem. Matka ostatnio nie pozwala mi oglądać wiadomości i nie wiem dlaczego — odparła, wzdychając głośno i spojrzała smutno na przyjaciółkę.

— Na granicach Malatar dochodzi do różnych ataków. Nikt nic

nie wie, ale podejrzenia są. Podobno jest grupka ludzi, którzy nie zgadzają się z panującym rządem i mordują każdego, kto stanie im na

30

drodze. Chcą wywołać rewolucję na całym świecie. Jednak ja mam inne podejrzenia. Obie doskonale wiemy, że władca Malatar jest zapatrzonym w siebie gnojkiem, który pragnie przygarnąć dla siebie jeszcze więcej terenu — powiedziała cicho Mistali, rozglądając się dookoła by mieć pewność, że nikt tego nie słyszał.

Elira zakryła dłonią usta, biorąc kilka głębokich oddechów.

Nastolatka czuła jakby jej serce chciało wyskoczyć z piersi ze strachu. O niczym nie wiedziała i nie miała pojęcia. Ta informacja kompletnie wytrąciła ją z równowagi. Prawdą było to, że Malatar rządził człowieczek o ambicjach wielkości wszechświata, z małym móżdżkiem, przypominającym bardziej główkę od szpilki. A to zdecydowanie nie wpływało zbyt korzystnie na mieszkańców. Jednak dziewczyna nie zdawała sobie sprawy z tego, że polityka Rady Najwyższej, miała tak duży wpływ na biznes Mistali.

Królestwo Nestrium charakteryzowało się dość nietypowym

ustrojem politycznym. W skład imperium wchodziły cztery państwa: Malatar, Amestia, Seteran i Catus, których granice szczelnie otaczały Nestrium. Każde z nich posiadało własną Radę Najwyższą, podległą bezpośrednio królowi. Elira nie miała pełnej wiedzy na temat tego, kto dokładnie ustalał prawo w tych krajach, ale była niemal pewna, że tylko w Malatar spotykało się tyle brutalności. Mimo to nie mogła być tego całkowicie pewna, bo nie wolno jej było opuszczać granic Malatar. Czuła się, jakby była zamknięta w złotej klatce, z której nie istniało żadne wyjście – bez względu na to, jak bardzo pragnęła wolności.

— Może to po prostu plotki? Dobrze wiesz jacy są ludzie i jak

31

potrafią wszystko wyolbrzymiać... — zaczęła niepew nie Elira, ale

przyjaciółka od razu jej przerwała oburzona brakiem wiary.

— Nie, kochana. To nie są plotki tylko potwierdzone informacje

z pierwszej ręki. Mój przyjaciel pracuje jako dowódca oddziału w Amestii. Wiem, że nie okłamałby mnie. Co ja teraz zrobię?! Poświęciłam całe swoje życie temu miejscu. Ja... — tu przerwała, a po jej policzkach zaczęły lecieć łzy, których nie była w stanie powstrzymać.

— Rozumiem twoje obawy Mistali. Nie twierdzę, że ten

przyjaciel cię oszukał. Chodzi mi raczej o to, że nie wiadomo, jak to się rozwinie, więc nie powinnaś martwić się na zapas. Wiem, że jest ci ciężko, ale zamartwianiem się nic nie zdziałasz — powiedziała nastolatka, przytulając do siebie Mistali z całej siły.

Elira chciała zabrać cały ból przyjaciółki, chciała go przejąć na

siebie. Gdy patrzyła, jak dziewczyna cierpi, serce Eliry ściskało się w jeden wielki supeł, którego nie dało się tak łatwo rozplątać. Mistali westchnęła głośno, przecierając dłonią załzawione oczy i spojrzała na Elirę, wydymając wargi jak małe naburmuszone dziecko. Elira znała Mistali wystarczająco dobrze by wiedzieć, że gdy przyjaciółka była zła, najlepszym sposobem było milczenie i wykonywanie jej poleceń bez zająknięcia. Wykłócanie się o swoje racje, nie miało wtedy najmniejszego sensu.

— Dobra, nie zawracam ci już głowy. Wracaj do domu zanim

twoi rodzice zaczną awanturę, że cię nie ma. Oby Hunter się o niczym nie dowiedział, kochana. Będziemy w kontakcie — powiedziała, siląc

32

się na delikatny uśmiech by Elira przestała się martwić — I zmień kolor włosów, bo masz już siedemnaście lat i najwyższa pora żebyś zaczęła wyglądać odpowiednio jak na swój wiek — mruknęła Mistali po dłuższej chwili z niesmakiem, krzywiąc twarz w grymasie niezadowolenia, gdy tylko spojrzała na fioletowe włosy nastolatki.

Elira pokiwała szybko głową, pokazując, że zrozumiała, po

czym westchnęła pod nosem i wstała pośpiesznie. Nie chciała by rodzice się zdenerwowali i wywołali kłótnię na masową skalę. Nigdy nie należała do łatwych dzieci, które lubiły podporządkowywać się innym tylko po to by ich zadowolić. Zawsze wyznaczała własne ścieżki i gdyby nie została zmuszona do ślubu, już dawno by uciekła z Malatar. Elira była wysoka jak na swój wiek i lekko przy kości. Była energiczną nastolatką, która wręcz uwielbiała eksperymentować w swoim nudnym życiu.

W przeszłości próbowała ze wszystkich sił się odchudzać,

goniąc za wytyczonymi ścieżkami brutalnego świata kanonów mody i urody. Jednak z wiekiem zrozumiała, że największe szczęście przyniesie jej tylko i wyłącznie samoakceptacja i realizacja pasji. Gdyby spojrzeć na nastolatkę od góry do dołu, można by łatwo stwierdzić, że była dziwnej urody i Mistali wielokrotnie wypominała to siedemnastolatce, co oczywiście sprawiało to ogromną satysfakcję, gdy po prostu była zła na Elirę.

Fioletowe włosy w porównaniu ze średnim wzrostem, oliwkową

cerą i brązowymi oczami nijak ze sobą nie współgrały, a lekko zaokrąglona postura sprawiała, że wygląd Eliry jeszcze bardziej

33

odstawał od rówieśników. Zupełnie nie pasowała do swojego ojca. Gdyby się nad tym dłużej zastanowić, to nawet do matki nie była podobna. Wyglądała jakby pochodziła z innego państwa, a nie z Malatar. Ale nie narzekała. W całym tym zamieszaniu, dało się znaleźć plusy. Obcy człowiek nigdy nie pomyślałby, że Elira to córka swoich rodziców.

Podobało jej się to, bo dzięki temu mogła być sobą i unikać

beznadziejnego rozgłosu. Im rzadziej nastolatka znajdowała się w oku cyklonu, tym lepiej wpływało to na jej zdrowie psychiczne. Elira przefarbowała się jakoś z półtora roku temu i nigdy nie żałowała swojej decyzji. Jej naturalny kolor włosów był połączeniem brązu z czernią. Coś pomiędzy tymi dwoma odcieniami, od których Elira zawsze próbowała uciekać w dzieciństwie, farbując chociażby końcówki na różowo czy zielono.

Mama Eliry — Gerbif, nie interesowała się tym nawet w

najdrobniejszym stopniu. Dziewczyna mogłaby sobie odciąć dłoń albo, co gorsza, targnąć się na własne życie, a Gerbif i tak miałaby to głęboko w poważaniu. To gosposia załamała ręce, gdy ujrzała włosy nastolatki i stwierdziła, że przez miesiąc nie będzie mogła wychodzić z domu. Gretal od zawsze była u boku dziewczyny, opiekując się nią jak prawdziwa matka. Właśnie wtedy, podczas burzowego wrześniowego dnia, gdy Elira chodziła jeszcze do szkoły, zrozumiała lekcję jaką zesłał jej wszechświat. Dwoje ludzi nie musiały wcale łączyć więzy krwi, by byli dla siebie rodziną.

Jednak złość gosposi nie przeszkadzała Elirze w kolejnych

34

eksperymentach z kolorami. Natomiast jej wiek wykorzystywał dosłownie każdy, komu skończyły się argumenty w rozmowie. Fakt, miała już siedemnaście lat na karku, ale to nie oznaczało, że nie miała planów na przyszłość, że nie miała marzeń, które za wszelką cenę chciała zrealizować. Liczyła na to, że przyjdzie taki piękny dzień, gdy wyrwie się z domu i będzie prowadziła życie po swojemu, bez odgórnie narzuconych zasad.

Twardo stąpała po ziemi i doskonale wiedziała czego chciała w

życiu. Nie zamierzała z tego rezygnować i wolała zginąć, próbując, niż potem żałować, że nie wykorzystała okazji by zaznać prawdziwego szczęścia. Elira pokręciła szybko głową by pozbyć się natrętnych myśli i biegła prosto do domu, uważając by tym razem o nic nie zahaczyć. Nie mogła teraz zajmować się nieistotnymi sprawami z przeszłości.

Nastolatka zdążyła się pogodzić z faktem, że nigdy nie będzie

ideałem, którym rodzice wszędzie by się chwalili. Już dawno zrozumiała, że tak naprawdę była tylko niechcianym dzieckiem, które powinno się trzymać przy sobie mimo wszystko, bo ludzie zjedliby jej ojca. Należał on do Rady Najwyższej, więc takie plotki, że mieli niechciane dziecko, źle wpłynęłyby na jego świetlaną karierę.

Gdy Ganwert — władca Malatar, stworzył tak zwaną Radę

Najwyższą, w której zasiedli najbardziej wpływowi i najwyżej urodzeni, mieszkańcy Malatar, było o tym bardzo głośno i utworzyły się dwa obozy, wrogo do siebie nastawione. Jedni wspierali władcę, twierdząc, że Ganwert idealnie nadawał się na to stanowisko. Natomiast drugi obóz był całkowicie przeciwny wszystkiemu co miało miejsce w

35

państwie. Uważali, że Ganwert sprowadzi na Malatar jedynie klęski, katastrofy i zagładę, po której nikt się już nie podniesie. Jednak mężczyzna nie przejmował się stanowiskiem społeczeństwa i kontynuował działalność Rady Najwyższej. To właśnie tam, w ich tajnej Izbie Posiedzeń, były podejmowane decyzje, związane praktycznie z każdym aspektem życia.

Elira nie do końca wiedziała, na czym to polegało, bo polityka w

ogóle jej nie interesowała. Jednak ogromnym plusem było to, że ojciec należał do tej rady, ponieważ w ten sposób, mogła podsłuchiwać szczątkowe informacje. Niestety pozycja rodziny była w tym wszystkim najważniejsza. Liczyło się tylko to, co ludzie powiedzą, a posiadanie takiego dziecka jak Elira — czarnej owcy, nie należało do zbyt wielkiego osiągnięcia, więc musieli robić co tylko mogli, by nikt nie dowiedział się prawdy.

W przeciwnym razie, taka zła renoma zaszkodziłaby jego

karierze. Idealna rodzinka na obrazkach, a w środku horror, od którego tylko marzyła by uciec. Dziewczyna nie potrafiła zaakceptować zachowania rodziców. Nie zrobiła im nic złego, a ich nienawiść, a zwłaszcza nienawiść ojca, pogłębiała się każdego dnia coraz bardziej, co było dla niej niezrozumiałe. Po policzkach siedemnastolatki zaczęły lecieć łzy, których nie potrafiła już dłużej powstrzymywać. Potrzebowała, aby złe emocje znalazły ujście, aby jej rozszalałe serce unormowało swój rytm, a ręce przestały się trząść z nerwów.

Wzięła kilka głębszych oddechów, zamykając na chwilę oczy.

Gdy ponownie je otworzyła, wszystko ustało i odetchnęła z ulgą.

36

Metoda, której nauczyła się od Dyrkona, nadal była skuteczna i pomocna w przypływie ataków paniki. Włosy, które od biegu, sterczały na wszystkie strony, związała w koka, po czym szybkim krokiem weszła do domu, mając nadzieję, że nikt jej na tym nie przyłapie.

Dziewczyna wróciła wspomnieniami do swojej przyjaciółki,

ponieważ tylko na tym mogła się teraz skupić. Mistali była dla Eliry aniołem stróżem praktycznie pod każdym względem. Nikt nie chciał zatrudnić Eliry ze względu na jej wiek. Jednak Mistali stwierdziła, że gdy tylko Elira będzie miała czas, może jej pomagać przy roślinach, a nastolatka zgodziła się na to bez chwili wahania.

Przyjaciółka wysyłała Elirę na wszystkie możliwe i dostępne

kursy, pokrywając wszelkie koszty. Dziewczyna była za to ogromnie wdzięczna i nie miała pewności czy kiedykolwiek wypłaci się za dobroć jaką okazała przyjaciółka. Jeden kurs... Kwota szła w tysiącach, a Mistali na jednym nie poprzestała. Elira czasami nie rozumiała zachowania dziewczyny, zwłaszcza, że w ostatnim czasie siedemnastolatka nie była pracownikiem miesiąca, a "szefowa" mimo wszystko, wybaczyła każde jedno niedociągnięcie ze strony Eliry. Dlaczego tak bardzo jej na mnie zależy?

Przecież jestem wybrakowana, jestem wyrzutkiem społecznym, z

którym nawet rodzice nie chcą mieć nic wspólnego, więc dlaczego Mistali tak o mnie dba? — pomyślała Elira, wzdychając cicho.

Owszem, nastolatka potrzebowała pieniędzy by wprowadzić

plan ucieczki w życie, ale nie spodziewała się, że przyjaciółka przygarnie ją pod swoje skrzydła. Natomiast jeśli chodziło o matkę

37

Eliry, była teraz w czwartym miesiącu ciąży. Hormony buzowały w jej ciele, sprawiając, że stała się nie do wytrzymania i Elira robiła wszystko by jak najmniej przebywać w domu, a zwłaszcza w tym samym pomieszczeniu.

To nie tak, że się nie cieszyła z powodu rodzeństwa.

Elira po prostu uważała, że to nie miało znaczenia, że jej matka

była w ciąży. Dziewczyna wiedziała, że młodsza siostrzyczka będzie prawdopodobnie traktowana tak samo jak ona. Na samą myśl o tym, zakuło ją w sercu. Elira nie wyobrażała sobie, by tak niewinna istota została skazana na nienawiść rodziców tylko dlatego, że przyszła na świat. Przed jej oczami pojawiła się twarz Huntera, na co wzdrygnęła się nieznacznie.

Jedno jej się podobało jeśli chodziło o prawo w Maltar. Mimo iż

Elira miała męża, nie wolno jej było mieszkać z nim cały czas, ze względu na wiek. Dlatego jedną połowę miesiąca przebywała z rodzicami, a drugą z Hunterem. Było to uciążliwe do tego stopnia, że dziewczyna czasami zapominała, gdzie powinna być w danym momencie.

Rozdział 4

Elira

Państwo — Malatar

Miasto — Torkert

38

18 wrzesień 2024 rok

~ Życie łamie najsilniejszych, rzucając ich na kolana, żeby

udowodnić, że mogą wstać. Słabych nie rusza, ponieważ oni i tak spędzają całe życie na kolanach — Mistali.

Elira zaśmiała się cicho pod nosem, czytając kilka razy

karteczkę, którą jak się okazało, przyjaciółka schowała do kieszeni jej kurtki. Mistali od zawsze miała, wyjątkowe i jedyne w swoim rodzaju, poczucie humoru. Większość ludzi uważała, że kobieta była sarkastyczna i wredna, ale trzeba ją bliżej poznać, by zrozumieć jaką wspaniałą osobą była. Elira pokręciła głową, chowając świstek papieru na pamiątkę i chciała przemknąć niezauważona do swojego pokoju, ale nie udało się. Nastolatka wypuściła głośno powietrze skumulowane w płucach, które do tej pory starała się wstrzymać w nadziei, że kobieta jej nie usłyszy.

— Elira, to ty? — usłyszała głos matki z salonu, gdy tylko

przekroczyła próg domu.

Dziewczyna zmięła wiązankę przekleństw, ściskając dwoma

palcami nasadę nosa by zebrać myśli. Przyodziała swoją twarz w szeroki uśmiech, po czym weszła powoli do salonu, w którym siedziała jej matka, jej zmora i największy koszmar senny. Elira nie chciała tego spotkania i wolała, z dwojga złego, towarzystwo Huntera niż własnej rodzicielki.

39

— Tak, wróciłam przed chwilą... — zaczęła, ale ta, od razu jej

przerwała.

Patrzyła na nią z wyrzutem, co oczywiście nie działo się

pierwszy raz. Bez względu na to, czy wykroczenie córki było drobnym przewinieniem, czy raczej jednym z większych, reakcja była za każdym razem taka sama.

— Gdzie byłaś? Dzisiaj masz jechać do Huntera, zapomniałaś o

tym?! Zapomniałaś, że masz obowiązki względem swojego męża jako przykładna żona?! — warknęła niemiło kobieta, zaciskając mocno szczękę by pokazać swoje nerwy, których Elira jak zawsze była największym powodem. I do tego już przywykła, stało się to szarą codziennością.

— Nie, nie zapomniałam o tym, mamo. Na każdym kroku mi

skrzętnie o tym przypominasz. Byłam u Mistali i po prostu straciłam poczucie czasu. To chyba nie jest zbrodnia, mylę się? — powiedziała Elira z kamiennym wyrazem twarzy, by matka nie przejrzała jej kłamstwa.

Gdyby prawda ujrzała światło dzienne, skończyłyby się

spotkania z Dyrkonem. Nie byłoby wolności i ucieczki w inne zajęcia. Gdyby rodzice odkryli, że nastolatka ma romans, Elira zostałaby zamknięta w domu na cztery spusty, a Hunter zamontowałby kraty w oknach, by ukazać swoją dominującą stronę. W tym przypadku szybka śmierć, egzekucja na oczach pozostałych mieszkańców, by pokazać przykład, nie wchodziła w grę, bo stanowiłoby to ukojenie i ucieczkę dla dziewczyny, a na coś takiego, Hunter nie mógł pozwolić. Elira

40

zostałaby ukarana w gorszy sposób i każdy o tym wiedział.

— U Mistali?! A ile ty czasu spędzasz z Hunterem?! Na litość

boską, to twój mąż i to on powinien być na pierwszym miejscu, moja droga. Twoje zachowanie bardzo mnie rozczarowuje. Biedny chłopak widuje cię tak rzadko. Masz ogromne szczęście, że rozmawiasz ze mną, a nie z ojcem młoda damo — powiedziała, wykrzywiając twarz w grymasie niezadowolenia, a Elira zacisnęła delikatnie pięści, oddychając mocno by się opanować i nie wybuchnąć.

Gdy nie było w domu taty, to ona przejmowała kontrolę zarówno

nad córką, jak i domem. Kobieta zdawała sobie sprawę z tego, że w obecności męża, nie miała najmniejszego prawa odzywać się, chyba, że zostanie jej udzielona zgoda. Czterdziestolatka była jedną ze stada owiec, które bez zmrużenia oka, wykonywały wszystkie polecenia swojego pana.

Elira nigdy nie dostrzegła by matce przeszkadzała taka sytuacja,

albo kobieta skrywała swoje drugie oblicze, nawet przed mężem.

Jakoś nie zauważyłam by Hunter narzekał. On nawet nie wie, że

oddycham i gdyby mógł to by mnie zabił, bo dzięki temu wszyscy by mu współczuli i awansowałby jeszcze wyżej na swoim stanowisku — pomyślała nastolatka, przymykając lekko oczy.

Starała się za wszelką cenę ignorować słowa matki. Elira

wiedziała, że w tej kwestii, kłótnia nie miała najmniejszego sensu. Przez tyle lat, zdążyła zaakceptować fakt, że nie miała nic do powiedzenia. Jednak matka nie zamierzała przestać i kontynuowała:

— Nie sądzisz, że twoim priorytetem powinno być coś innego

41

niż ta, pożal się boże, przyjaciółka?! — warknęła, zadając kolejne pytania, które całkowicie wytrąciły Elirę z równowagi.

Nastolatka musiała wyhamować emocje, które w sekundzie

poszybowały w górę. Elirę wiele kosztowało, by nie powiedzieć czegoś, co doprowadziłoby do nieprzyjemnych konsekwencji. Walczyła ze sobą, biorąc kilka głębokich oddechów, by uspokoić rozszalałe z nerwów serce i skierowała myśli właśnie w tym kierunku. Nie mogła pozwolić na to, aby słowa matki doprowadziły do wybuchu. Przed oczami Eliry pojawiła się twarz Dyrkona, dzięki czemu emocje trochę opadły, przynosząc kojące rozluźnienie.

Czy rzeczywiście cały swój czas poświęcała na wszystko

dookoła, tylko nie na męża? Elira podrapała się po brodzie w konsternacji, przygryzając lekko wargę, co pomagało jej przy natłoku myśli. Nie, bo właśnie zdecydowanie za dużo czasu poświęcała Hunterowi, człowiekowi, który kompletnie na to nie zasługiwał, człowiekowi, który doszczętnie zniszczył jej życie.

— Przecież często przesiadywałam z nim i wspólnie

oglądaliśmy filmy czy wylegiwaliśmy się na kanapie, więc nie rozumiem, o co chodzi, mamo — powiedziała dziewczyna, wzruszając ramionami by zaznaczyć, że kobieta przesadzała i wszystko wyolbrzymiała.

Oczywiście było to jedno, wielkie kłamstwo, bo Huntera nie

obchodziły takie rzeczy. Jego nawet nie obchodziło czy Elira na nic nie chorowała, albo czy coś jadła w danym dniu. Elira stanowiła, dla niego, jedynie kukłę, która niczego nie potrzebowała. Hunter traktował swoją

42

żonę jak figurkę, którą trzeba było ustawić w odpowiedniej pozycji, by podobała się światu. Dziewczyna robiła wszystko, by jak najmniej przesiadywać zarówno w domu rodzinnym, jak i w domu swojego męża.

Rodziców i tak nie obchodziło, że znikała na całe dnie, a gdy

wszyscy przebywali razem w tym samym czasie i pomieszczeniu, kończyło się to zawsze awanturą, więc wolała stamtąd zniknąć. Ponownie spojrzała na matkę, a jej serce zabiło mocniej z nerwów. Przełknęła głośno ślinę, zaciskając szczękę zestresowana. A co, jeśli jakimś cudem dowiedzieli się o Dyrkonie?

Co prawda Elira dołożyła wszelkich starań, by zachować

szczególną ostrożność i spotykać się w takich miejscach, gdzie przebywało mało ludzi. Jednak co w sytuacji, gdy w którymś momencie przestała być czujna?! Może nie zawsze była na tyle świadoma, by byli bezpieczni?!

— Naprawdę myślisz, że w to uwierzę, Elira?! Za kogo ty mnie

masz? W Malatar kobieta jest nikim ważnym i ma wykonywać polecenia swojego męża. Nigdy nie uwierzę w tę bajeczkę, że często przesiadywaliście i wspólnie oglądaliście filmy czy wylegiwaliście się na kanapie! Nie ma czegoś takiego. Twoim obowiązkiem jest opieka nad domem i dbanie, by mąż miał wszystko to, co chce i to w każdej sekundzie! — warknęła, a wręcz wysyczała przez zaciśnięte zęby.

Nogi Eliry zmiękły i nastolatka miała wrażenie, że jeśli zaraz

stąd nie ucieknie, upadnie. Tym samym dałaby znać matce, że ta miała rację, a nastolatka ją cały czas okłamywała. Poczuła mocny uścisk w

43

klatce piersiowej, nie wiedząc, co powiedzieć i jak zareagować na słowa matki. Nie miała bladego pojęcia, co zrobić w tym momencie by uniknąć kłopotów. Każde słowo mogło zostać wykorzystane przeciwko niej.

— Idź już do swojego pokoju i się spakuj. Niech Hunter na

ciebie nie czeka — mruknęła kobieta.

Matka odwróciła szybko głowę w bok, by uniknąć konfrontacji

na spojrzenia. Każdy, kto znał Elirę, wiedział, że była w tym mistrzem i nikt nie potrafił jej pokonać. Uczucie szoku i niedowierzania stało się silne do tego stopnia, że Elira nie zamierzała się kłócić, bo wiedziała, że to i tak nie miało najmniejszego sensu. Od początku znajdowała się na przegranej pozycji. Nie odezwała się więcej ani słowem i wbiegła szybko do swojego pokoju, zamykając drzwi na klucz. Zrozpaczona osunęła się po ścianie, chowając twarz w dłoniach, a z jej ust wydostał się cichy szloch.

Miała dość i czuła zmęczenie, a przede wszystkim, irytację w

związku z zachowaniem matki, która już niejednokrotnie pchała nos tam, gdzie nie powinna. Miała dość takiego życia. Miała dość życia w ciągłym stresie, gdzie wszystko było jedną, wielką niewiadomą. Złapała się za klatkę piersiową, płacząc jeszcze mocniej, a w sercu poczuła ostre ukłucie... nie wiedziała, co ze sobą zrobić.

Nie miała najmniejszej ochoty jechać z Hunterem. Pobyt w jego

domu był koszmarem, z którego dziewczyna chciała się wybudzić. Elira nie potrafiła pogodzić się ze swoim losem, a tym razem, nie potrafiła znaleźć ani jednej pozytywnej rzeczy w swoim położeniu, tak jak to

44

robiła do tej pory. Nastolatka uśmiechnęła się lekko na wspomnienie ze swoją pokojówką.

26 sierpień 2023 rok

Szok i niedowierzanie, w obecnej sytuacji, stały się zbyt słabymi

słowami, by opisać stan, w jakim znalazła się Elira. Nie potrafiła zapanować nad własnymi emocjami. To właśnie dzisiaj dowiedziała się, że całe jej życie dobiegło końca. Już nie była wolna, już nie miała własnego zdania. Matka postawiła nastolatkę przed faktem dokonanym, że dziewczyna wychodzi za mąż, bez względu na to, czy Elirze się to podobało, czy nie. Szesnastolatka zacisnęła mocno dłonie, biorąc kilka głębszych wdechów, ale to w ogóle nie pomogło. Po policzkach zaczęły lecieć łzy, wywołując ukłucia w klatce piersiowej.

Czuła rozrywający ból, którego nigdy wcześniej nie

doświadczyła. To, że rodzice od zawsze traktowali ją jak błąd, wpadkę, która nie powinna mieć miejsca, że nie chcieli jej i nie darzyli żadnym uczuciem... Już dawno się z tym pogodziła, ale ślub?! Tego było za wiele. To był cios poniżej pasa, którego nie spodziewała się po dwójce dorosłych, a przede wszystkim rozsądnych ludziach. Już nawet pogodziła się z tym, że rodzice nigdy nie zwracali uwagi na jej uczucia, ale perspektywa zostania nic nie czującą marionetką... Elira nie mogła siedzieć cicho.

— Dlaczego mi to robicie? Wiem, że mnie nie kochacie, ale ślub

z obcym mężczyzną? — warknęła nastolatka, patrząc z mordem w

45

oczach na matkę i ojca, którzy jak gdyby nigdy nic popijali sobie herbatę.

— Powstrzymam się przed przypomnieniem ci, że nie masz

prawa głosu, dziecko. Jeżeli chodzi ci o ślub, to miałaś wystarczająco dużo czasu by się z tym faktem oswoić. Elira, to było pewne, że prędzej czy później nastąpi taki dzień — powiedziała szybko matka, wyprzedzając wybuch swojego męża, ponieważ wiedziała, że jeśli on straci cierpliwość, życie córki mogło być zagrożone.

Kobieta przybrała kamienny wyraz twarzy, zupełnie tak, jakby to

była najbardziej oczywista rzecz na świecie wychodzić za obcego mężczyznę, jakby nie widziała w tym nic złego. Jednak dla Eliry był to koniec świata. Czuła się tak jakby jej serce pękało na miliony drobnych kawałków, których nie dało się na nowo skleić.

— Ale dlaczego on?! Dlaczego Hunter...? — Nie interesuje mnie, co masz do powiedzenia, bo i tak nic to

nie zmieni. Marsz do swojego pokoju i nie waż się ponownie podważać naszej decyzji. Nie masz prawa głosu i jesteś na tyle duża, że pora się z tym pogodzić! — warknęła kobieta, nie dając dojść nastolatce do głosu.

W oczach Eliry pojawiły się łzy, które za wszelką cenę

próbowała powstrzymać, ale kotłowało się w niej tyle sprzecznych emocji, zaczynając od żalu, a kończąc na złości. Chciała wykrzyczeć im prosto w twarz, że ich nienawidzi, że niszczą jej życie. Czuła ogromny smutek, że najbliższa rodzina traktowała ją w taki sposób. Jednak poczuła gdzieś głęboko w sercu radość i wdzięczność. Głównie za to, że pozbyła się złudzeń, że poznała ich prawdziwe oblicze i pogodziła się z

46

tym jakich miała rodziców.

Gdy tylko wbiegła do swojego pokoju i zamknęła drzwi, osunęła

się po ścianie. Schowała twarz w dłoniach i zaszlochała głośno. Bolało ją serce i nie potrafiła się uspokoić. Miała wrażenie, że zaraz nastąpi ostry atak paniki, z którym kompletnie nie będzie umiała sobie poradzić. Dziewczyna nie wiedziała jak długo siedziała zamknięta na cztery spusty, odcięta od świata. Po takim czasie jej ciało zrobiło się wiotkie, całkowicie pozbawione uczuć.

Przychodziły czasem takie dni, kiedy nastolatka pragnęła by

wszystkie odczucia zniknęły, a pojawiła się obojętność, która była błogim stanem. Wtedy nie czułaby bólu, związanego z silnymi emocjami. Byłaby odporna na zachowanie innych ludzi. Elira przetarła dłonią mokre od łez policzki i podeszła powoli do okna, obserwując jak pojedyncze krople spływają po szybie. Po pokoju rozległo się ciche pukanie do drzwi, odwracając uwagę Eliry od pogody, panującej na zewnątrz.

— Proszę — wyszeptała smutna, a do pomieszczenia weszła jej

pokojówka.

— Och skarbie, chodź tu do mnie — powiedziała kobieta,

rozkładając szeroko ramiona, a nastolatka od razu się do niej przytuliła, wzdychając cicho — Wiem, że teraz nie potrafisz myśleć o tej sytuacji w inny sposób. Zdaję sobie z tego sprawę, że to dla ciebie jedna, wielka tragedia, ale znajdź w tym pozytyw skarbie — dodała, unosząc dwoma palcami podbródek nastolatki by ta skupiła się tylko i wyłącznie na spojrzeniu kobiety.

47

— Jak? Jak mam znaleźć pozytyw w ślubie z obcym

mężczyzną?!

— Moja mama zawsze mi powtarzała, że bez względu na to, co

się dzieje w naszym życiu, zawsze powinniśmy znajdować pozytywne rzeczy w tych negatywnych. W tym przypadku, urwiesz się z tego domu. Z tego co pamiętam, to Hunter rzadko kiedy przesiaduje w swoim mieszkaniu, bo interesuje go jedynie praca. Będziesz miała wolność jakiej zawsze pragnęłaś — powiedziała Gretal, uśmiechając się lekko pod nosem by dodać otuchy Elirze.

18 wrzesień 2024 rok

Od tamtej pory, nastolatka obiecała sobie, że będzie żyła właśnie

z takimi zasadami, bez względu na to, co się będzie działo. Jednak teraz... Teraz nie było to łatwe. Nie, jeżeli w grę wchodziło nieznane. Dziewczyna bała się, że rodzice wiedzą, albo przynajmniej podejrzewają, że coś było nie tak. Bała się, że gdy ojciec odkryje romans z Dyrkonem, nie skończy się to dobrze, a już na pewno nie będzie pozytywnie.

Elira nie wiedziała, ile minęło czasu odkąd zamknęła się w

swoim pokoju i nawet nie chciała sprawdzać godziny. Błoga nieświadomość chwili obecnej była darem, który zamierzała doceniać. Usiadła na łóżku sfrustrowana, przeczesując dłonią lekko skołtunione włosy. Założyła na nogi czerwone botki na lekkim obcasie, odrzucając na bok pantofle z pandą. Ściągnęła przez głowę sukienkę,

48

którą miała na sobie do tej pory i podeszła powoli do szafy, przygryzając lekko wargę. W tym momencie była niezdecydowana.

Nie chciała się za bardzo stroić by mąż nie pomyślał, że Elirze

na nim zależy. Tego chciała uniknąć za wszelką cenę. Hunter nigdy nie będzie tak bliski jej sercu by nastolatka się dla niego "modziła", jak to zawsze mawiała Gretal. Rozmyślania Eliry przerwało ciche stukanie w szybę. Dziewczyna odwróciła się w tamtą stronę powoli, obawiając się tego, co lub kogo mogłaby ujrzeć. Szybko zakryła dłonią usta, by nie krzyknąć zaskoczona. Ujrzała Dyrkona, stojącego na balkonie jak gdyby nigdy nic. Nastolatka podbiegła do niego w te pędy i otworzyła drzwi, wpuszczając chłopaka do środka. Uważnie obserwowała jego wygląd.

Był przemoczony, dosłownie mokry do ostatniej nitki, przez

pogodę panującą na zewnątrz. Musiała zagryźć delikatnie wargę na jego widok, by nie pokazać swojego podekscytowania, ponieważ przez materiał koszuli można było zobaczyć wszystkie jego mięśnie. Czuła jakby jej serce płonęło żywym ogniem, doprowadzając ją do szaleństwa.

Nogi zrobiły się jak z waty i gdyby nie oparła się o ścianę, z

pewnością by upadła. Oddech przyspieszał z sekundy na sekundę coraz bardziej, a powietrze w pomieszczeniu zrobiło się gęstsze. Mimo iż nastolatka spędzała z Dyrkonem bardzo dużo czasu, nadal miała problem by przyzwyczaić się do tego jaki był przystojny. Mężczyzna zlustrował ją swoim przenikliwym spojrzeniem od góry do dołu i wciągnął głęboko powietrze do płuc. Musiał się mocno skupić by

49