Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Prawda zawsze znajduje sposób, by wypłynąć na powierzchnię, nawet jeśli świat próbuje ją pogrzebać. Ratirta, Zoriana, Dyrkon, Takan, Nylax i Ivan po raz pierwszy stają twarzą w twarz, odkrywając, że ich losy od dawna były splecione w jeden, niebezpieczny węzeł. To, co wydawało się przypadkiem, okazuje się częścią większego planu. Sekrety rodzinne, dawne zdrady i ukryte powiązania wychodzą na światło dzienne, burząc resztki zaufania i poczucia bezpieczeństwa. Gdy bohaterowie dołączają do tajnej organizacji rewolucjonistów, szybko przekonują się, że bunt ma swoją cenę. Każda decyzja może kosztować życie. Granica między wolnością, a manipulacją staje się coraz cieńsza. Czy rewolucja, do której dołączają, jest naprawdę ich wyborem, czy kolejną iluzją stworzoną przez siły, których nie rozumieją? Miłość, lojalność i zdrada splatają się w świecie, gdzie nic nie jest takie, jakim się wydaje. Dawni wrogowie mogą stać się sprzymierzeńcami, a sojusze zawarte w cieniu mogą okazać się śmiertelną pułapką. „Czerwony Obsydian Więzy Krwi Tom 2” to mroczna opowieść o prawdzie, która boli, i o wyborach, których nie da się cofnąć. To moment, w którym bohaterowie przestają uciekać i po raz pierwszy naprawdę stają do walki.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 392
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Czerwony Obsydian
Więzy Krwi
Tom 2
Patrycja Piskorz
2026
ISBN: 978-83-977709-4-2
© 2026 Patrycja Piskorz
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Żadna część tej publikacji nie może być powielana ani rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób bez pisemnej zgody autorki.
Publikacja wydana w modelu selfpublishing przez Empik Selfpublishing.
Dedykacja
Dedykuję tę książkę dla tych, którzy zmagają się ze swoimi demonami, dla tych, którzy próbują krzyczeć, ale nikt ich nie słyszy. Poszukiwanie siebie to najcięższa droga, pełna zakrętów i często samotna. Pamiętajcie, że nie jesteście w tym sami, bo wiele z nas poszukuje swojej lepszej wersji, tylko nie mówi o tym głośno. Ta książka jest właśnie dla was.
Ważna Informacja
Świat przedstawiony w książce jest fikcyjny. Akcja rozgrywa się w czasach współczesnych. W książce mogą pojawić się fragmenty dla wrażliwych osób, gdzie zawarty jest handel ludźmi, przemoc fizyczna i seksualna i wiele innych. Jeśli przeszkadzają ci takie rzeczy drogi czytelniku to lepiej odstaw czytanie tej książki. Reszcie życzę przyjemnego czytania. Mam nadzieję, że w tej książce każdy znajdzie coś dla siebie.
Przypomnienie
Takan
Państwo — Catus
Miasto — Sokros
02 listopad 2023 rok
Chłopak stał przed ogromnym lustrem, wpatrując się w swoje odbicie, którego w ogóle nie rozpoznawał. Takan zmienił się diametralnie, odkąd wyjechał z Nestrium. Kiedyś liczyły się dla niego tylko trzy rzeczy: czekolada, seks i pieniądze. Teraz? Teraz wszystko uległo zmianie i to tylko i wyłącznie dlatego, że spotkał Zorianę. To za jej sprawą pieniądze i seks przestały mieć znaczenie. Oczywiście czekolady nigdy sobie nie odpuści. Jednak nastolatka... Takan nie spodziewał się, że kiedykolwiek się zakocha i to od pierwszego wejrzenia, w co kiedyś kompletnie nie wierzył. Chłopak przeczesał dłonią lekko skołtunione włosy i westchnął cicho. Był szczęśliwy, że między nim, a Zoriana zaczęło się coś dziać. "Coś", bo związkiem nie można było tego nazwać. Nastolatka nadal była wycofana i niepewna.
— Takanie, dostałem informację, że coś zaczęło się dziać na granicach Seteran. Podobno widziano tam młodego chłopaka, wsiadającego do czarnego samochodu, które wywiozło go w jakieś odludne miejsce — powiedział kierowca, patrząc wyczekująco na chłopaka.
— Znasz więcej szczegółów? — spytał, unosząc brew do góry, po czym poprawił swoją koszulę i spojrzał na mężczyznę, rozsiadając się wygodnie na kanapie w salonie.
— Niestety, ale nie mam żadnych dodatkowych informacji na ten temat. Informator nie chciał powiedzieć nic więcej, a sam nie mam aż takich długich zasięgów — odparł, drapiąc się po brodzie w konsternacji.
— Dobrze, coś wymyślimy po drodze. Idę obudzić Zorianę, a ty spakuj wszystkie nasze rzeczy, bo zaraz ruszamy w drogę — powiedział Takan z kamiennym wyrazem twarzy, po czym wszedł szybkim krokiem do sypialni i ku jego zaskoczeniu, ujrzał, że dziewczyna już nie spała. — Spokojnie, słyszałam całą waszą rozmowę — wyszeptała, wzdychając cicho pod nosem, wstając na równe nogi i podeszła powoli do chłopaka — Nigdy nie byłam w Seteranie. Jak tam jest? — spytała, unosząc lewą brew do góry z ciekawości.
— Będę tam pierwszy raz Zoriana. Ojciec nie pozwalał nam podróżować poza jego kontrolą i teraz już wiem dlaczego — mruknął zrezygnowany. — Nam? — spytała zdezorientowana, a ten otworzył szeroko oczy, bo dopiero w tym momencie zrozumiał co powiedział — Takanie, nie miej przede mną tajemnic, proszę. Związek polega na zaufaniu do drugiej osoby, nie możesz cały czas skrywać wszystkiego w swoim sercu — poprosiła, łapiąc go za rękę by na nią spojrzał.
Teraz nie było odwrotu, musiał opowiedzieć Zorianie o swojej siostrze, bez względu na to jak bardzo ta historia była dla niego bolesna. Bez względu na to jak bardzo pragnął o tym wszystkim zapomnieć, bo prawda była taka, że wszyscy o niej zapomnieli, tylko nie Takan.
— Chodzi o moją siostrę Zoriana. To jest bardzo długa historia... — zaczął, ale nastolatka od razu mu przerwała.
— Mamy czas. Proszę, opowiedz mi o niej — wyszeptała, ciągnąc chłopaka by usiadł razem z nią na łóżku, co zrobił, wzdychając głośno.
— Tersarita była moim oczkiem w głowie. Zresztą rodzice też się nią zachwycali. Jej uroda była nieziemska. Wszyscy byli w szoku, że była córką króla i królowej Nestrium, bo w ogóle nie pasowała do naszej rodziny. Kochała każdą żywą istotę, a jej uśmiech rozpromieniał całe pomieszczenie. Roztaczała wokół siebie miłość, szczęście i pokój. Jednak pewnego dnia zdarzył się przykry wypadek. Tersarita została porwana i do tej pory jej nie odnaleziono... — tu przerwał, odwracając szybko głowę w drugą stronę załamany, chowając twarz w dłoniach.
— Chodziło o okup? — spytała Zoriana, unosząc dwoma palcami jego podbródek by Takan skupił się tylko i wyłącznie na jej spojrzeniu, w którym całkowicie się zatracił, a emocje, związane z siostrą, zostały w dziwny sposób okiełznane.
— Nie, nie chcieli pieniędzy. Nikt się z nami nie skontaktował. Jestem pewny na milion procent kto za tym stoi i dlaczego. Oni chcieli zadać cios mojemu ojcu. A on nic sobie z tego nie zrobił. Zapomnieli, zamietli pod dywan i żyją dalej jak gdyby nigdy nic! — warknął, zaciskając mocno pięści by ze wszystkich sił uspokoić rozszalałe serce, bo nie chciał pokazywać swojego drugiego oblicza szesnastolatce.
— Uspokój się proszę Takan. Nerwy nic ci nie dadzą w tym momencie. Wiem co czujesz, bo ja byłam w podobnej sytuacji. Mój brat został wylosowany cztery lata temu i nikt nie wie co się z nim stało. Nie wiemy nawet czy nadal żyje — wyszeptała, przytulając chłopaka do siebie z całej siły by go choć w drobnym stopniu pocieszyć.
— Wszystko jest już gotowe do drogi — powiedział kierowca, wchodząc do pokoju, a gdy ujrzał Zorianę i Takana w intymnym momencie, wycofał się pospiesznie do tyłu, zostawiając ich samych.
— Zbierajmy się już — powiedział Takan, uśmiechając się smutno i zanim Zoriana zdążyła jakkolwiek zareagować, wyszedł szybko z domu.
Nie chciał litości. Pragnął jedynie odnaleźć siostrę i zemścić się na rebeliantach, którzy ją porwali. Chciał pokazać ojcu, że zrobił coś, czego on sam się nie podjął. Pragnął mu udowodnić, że nie był tchórzem, że był w stanie osiągnąć więcej niż ojciec. Pragnął pokazać ich prawdziwe, obłudne oblicze, że jako jedyny nie poddał się i dalej poszukiwał swojej siostry. W zakamarkach swojej podświadomości, wiedział i czuł, że porwanie było słusznym rozwiązaniem. Wiedział, że tak musiało się stać, mimo iż Takan nie wierzył w przeznaczenie. Porwali córkę króla Nestrium, ze względu na to, że jego ojciec był brutalnym i niezbyt dobrym człowiekiem, który myślał tylko i wyłącznie o zysku.
— Jak dotrzemy do Seteran? Przecież to kawał drogi? — spytała nagle Zoriana, patrząc zdezorientowana na Takana, a ten się tylko zaśmiał.
— Nikt ci o tym nie powiedział?
— Nie, a chciałabym się dowiedzieć — odparła, wydymając wargi jak małe naburmuszone dziecko.
Takan spojrzał na nią zszokowany. Każdy, ale to każdy podwładny królestwa Nestrium, miał obowiązek wiedzieć o takich podstawowych rzeczach. Nie było wyjątków od tej żelaznej zasady. Zanim jednak Takan powiedział swoje myśli na głos, wycofał się, przypominając sobie o tym skąd pochodziła Zoriana i co przeżyła w tak krótkim czasie. Chłopak znał zasady, ale nie znał życia poza królestwem. Nie miał bladego pojęcia ile ludzie muszą wycierpieć i na co byli skazani. Takan nie przejmował się niczym, bo wszystko miał podawane na złotej tacy przez służących. Mimo iż pragnął z całego serca, nie stać się taki sam jak własny ojciec, rzeczywistość okazywała się być zupełnie inna niż plany czy wyobrażenia.
— Przejedziemy przez specjalny portal. Nie mam bladego pojęcia jak to działa, bo o tym wiedzą tylko nieliczni. Wiem tylko tyle, że gdy znajdziemy się w odpowiednim miejscu, otworzy się brama, która nas teleportuje tam gdzie my chcemy — odparł, unikając kontaktu wzrokowego z dziewczyną za wszelką cenę.
— Czy państwo Seteran rzeczywiście jest tak uduchowione jak wszyscy mówią? — zadała kolejne pytanie, nie zrażona reakcją Takana.
— Nie wiem Zoriana — wyszeptał i nie odezwał się do nastolatki ani jednym słowem.
Był na siebie wściekły, bo właśnie w tym momencie okazało się, że posiadał wiedzę, ale tą, którą otrzymał od rodziców. Już nie miał pewności czy była ona prawdziwa. Nie był już pewny czy wszystko, co wmawiali mu rodzice, nie było jednym wielkim kłamstwem.
Takan rozejrzał się dookoła zaintrygowany. Mało podróżował, ale Seteran rzeczywiście różnił się od innych państw w Nestrium. Roślinność była żywsza, bardziej kolorowa, klimat spokojny. Mimo iż nie wychował się tutaj, czuł panującą harmonię i szczęście. Każda żywa komórka w jego ciele, wchłaniała w siebie tą niesamowitą energię.
— Wow — wyszeptała Zoriana, zakrywając dłonią usta z zachwytu — Nie wiedziałam, że tu jest tak pięknie. Chciałabym tu zamieszkać — wyszeptała, uśmiechając się szeroko, a Takanowi od razu polepszył się humor, gdy tylko ujrzał jej uśmiech.
— Nic nie stoi na przeszkodzie byś tu zamieszkała Zoriana. Jednak najpierw skupmy się na priorytetach — odparł, przybierając kamienny wyraz twarzy. Nie mógł sobie pozwolić na to by rozpraszały go te, wręcz, magiczne bodźce. Musiał skupić się na zadaniu i odnaleźć siostrę. Spojrzał kątem oka na Zorianę, której uśmiech się zmniejszył, ale całe szczęście, nie zniknął całkowicie.
Zoriana
— Gdzie się zatrzymamy? — spytała nastolatka, patrząc uważnie na Takana, który wydawał się być zupełnie nieobecny. — Poszukamy jakiegoś hotelu? Nie wiem Zoriana. Ja... — tu przerwał, kręcąc głową na boki zdezorientowany całkowicie.
— O co chodzi? Jesteś jakiś dziwny — wyszeptała, zerkając raz na chłopaka, raz na kafejkę internetową, przy której teraz stali.
Dziewczyna poczuła burczenie w brzuchu, ale szybko to zignorowała, skupiając się na Takanie, który mamrotał coś pod nosem całkowicie bez sensu. Nastolatka nie potrafiła zrozumieć jego zmiany. Zanim pojawili się w Seteran, Takan wydawał się zupełnie inny niż teraz. — Ja... Sam już nie wiem, ale wydaje mi się, że widziałem moją siostrę. Tylko ta dziewczyna miała inne włosy. Ale... Dałbym sobie rękę uciąć, że to ona — wyszeptał, a Zoriana tylko pokiwała twierdząco głową.
— W takim razie chodźmy za nią. Wiesz w jakim kierunku poszła? — spytała, a gdy Takan wskazał palcem miejsce, w którym widział ją dosłownie sekundę wcześniej, nastolatka pociągnęła go w tamtą stronę, nie zastanawiając się nad tym ani chwili dłużej.
W tym momencie liczył się czas. Odkąd Zoriana poznała Takana, zauważyła, że był inny niż większość mężczyzn w Nestrium. Jemu zależało, on miał uczucia i emocje, jakich inni próbowali się pozbyć za wszelką cenę. Pomógł jej i uratował ją, więc piętnastolatka zamierzała mu się odwdzięczyć, pomagając mu znaleźć siostrę.
Jej zemsta może poczekać. Takan nie wiedział o tym, że Zoriana zgadzała się w stu procentach z rebeliantami w ich działaniach i zazdrościła im tego. Oni walczyli o wolność, walczyli o słabszych i tych, którzy nie potrafili się odezwać czy obronić. Walczyli o lepszą przyszłość dla ludzkości. Takan przystanął gwałtownie, przez co Zoriana o mało co się nie potknęła. Spojrzała na niego, unosząc lewą brew, bo nie wiedziała o co mu chodziło.
— Co jest? — spytała, a ten tylko wskazał jej palcem dziewczynę, o której mówił — To ona? — zadała kolejne pytanie, a chłopak jedynie pokiwał głową, niezdolny do jakiegokolwiek ruchu.
Nastolatka poczuła strach, obezwładniający i paraliżujący. Nie potrafiła racjonalnie wytłumaczyć dlaczego tak się działo, ale to uczucie nie należało do niej, a do Takana. Od małego odczuwała emocje innych, bez względu na to czy jej się to podobało czy nie. Zoriana zamknęła na chwilę oczy by się uspokoić i ponownie spojrzała na chłopaka. Miał idealną okazję by podejść do tej dziewczyny, by porozmawiać po tylu latach, ale w głębi duszy Zoriana wiedziała, że tego nie zrobi. Za bardzo się bał. Nastolatka zrobiła kilka kroków do przodu, ale Takan zareagował od razu, zagradzając jej drogę.
— Co robisz? — spytał zdezorientowany, a w jego oczach pojawiło się przerażenie.
— Porozmawiam z nią. Uspokój się i mi po prostu zaufaj — poprosiła, po czym szybkim krokiem podeszła do dziewczyny — Przepraszam bardzo... — zaczęła, a ta od razu spojrzała zaskoczona na szesnastolatkę.
— Słucham?
— Mojemu chłopakowi wydaje się, że panią zna. Jak ma pani na imię? I proszę się nie obawiać. Po prostu szukamy jego siostry, która została porwana, a pani wygląda bardzo podobnie — odparła pośpiesznie Zoriana, widząc jej przerażenie.
— Nie znam go. Mam na imię Ratirta. Współczuję, że stracił siostrę — powiedziała, po czym weszła szybko do domu i zamknęła drzwi przed nosem nastolatki, zanim Zoriana zdążyła jakkolwiek zareagować. Ta zmarszczyła brwi zdezorientowana i wróciła do Takana, który patrzył na nią wyczekująco.
— I co ci powiedziała? — spytał z nadzieją w oczach.
— Przykro mi, ale musiało ci się coś pomylić. Ta dziewczyna ma na imię Ratirta i powiedziała, że cię nie zna — wyszeptała Zoriana, odwracając szybko głowę w drugą stronę, nie mogąc znieść tego pełnego bólu spojrzenia.
— Nie… — zaczął kręcić głową na boki załamany — To niemożliwe Zoriana. To musi być moja siostra! — krzyknął, uderzając pięścią z całej siły w mur, przez co syknął pod nosem, przymykając oczy z bólu.
— Takan! — krzyknęła, zakrywając dłonią usta — Uspokój się, bo zrobisz sobie krzywdę. Pokaż — poprosiła, biorąc skaleczoną rękę chłopaka w swoje dłonie, a w jej oczach stanęły łzy na ten widok — Nie rób tego więcej, proszę.
— Nie rozumiesz… — zaczął, ale Zoriana od razu mu przerwała.
— Rozumiem, ale teraz nerwy ci w niczym nie pomogą. Weź kilka głębokich oddechów, opanuj się, a zaraz pomyślimy nad tym co dalej — wyszeptała, głaszcząc go po policzku, a ten wcisnął głowę w zagłębienie jej szyi, przytulając się do niej mocno.
— Zostań tutaj i śledź tą dziewczynę. Chcę znać każdy jej ruch — powiedział z kamiennym wyrazem twarzy, zwracając się do kierowcy — Dziękuję Zoriana. Nie wiem jak ty to robisz, ale przy tobie staję się lepszą wersją siebie. Przy tobie mija mi cała złość — wyszeptał, patrząc głęboko w oczy szesnastolatki, na co dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie, że był już opanowany.
— Najważniejsze, że czujesz się już lepiej. Znajdźmy jakiś hotel do spania. Rozpakujemy się i obmyślimy plan działania, a w międzyczasie twój kierowca dowie się czegoś więcej na temat tej dziewczyny — powiedziała, ciągnąc Takana w przeciwnym kierunku niż był dom Ratirty.
Krążyli przez dobre pół godziny, ale w końcu udało im się znaleźć hotel. Co prawda, nie należał do najbardziej luksusowych, ale dla Zoriany najważniejsze było to, że chociaż łóżka mieli wygodne. Sprawa Takana z siostrą, przypomniała jej stratę. Jej ból, który pozostawił po sobie ogromną dziurę w sercu. To wydarzenie sprawiło, że nastolatka zapragnęła zemsty jeszcze bardziej niż kiedykolwiek wcześniej…
Takan
Takan nie wiedział ile minęło czasu. Był niecierpliwym człowiekiem. Nie mógł wytrzymać zarówno ze sobą jak i ze swoimi myślami. Ta dziewczyna wyglądała odrobinę inaczej, ale te oczy kiedy koło niego przechodziła… Tego nie dało się zapomnieć. Zwłaszcza jeśli żyło się pod jednym dachem z drugim człowiekiem. Ona miała wyjątkowe oczy, jedyne w swoim rodzaju, a ta dziewczyna miała identyczne. Takan nigdy nie uwierzy w tą bzdurę, że go “nie zna”. Chłopak zacisnął mocno pięści by ze wszystkich sił spróbować się uspokoić. Spojrzał na, pogrążoną w śnie, twarz Zoriany, a jego serce zabiło mocniej i szybciej.
— Dyrkon! Nie! Błagam nie! Dyrkon, proszę, zostawcie… Nie, nie pozwólcie… — krzyknęła głośno, zrywając się z łóżka. Zoriana spojrzała na Takana przerażona i zdezorientowana, nie wiedząc co się stało. Zupełnie tak jakby nie pamiętała niczego.
— Kim jest Dyrkon?! — warknął Takan, ściskając dwoma palcami nasadę nosa by się uspokoić, ale nawet to nie pomagało w tym momencie. Sama myśl, że jego dziewczyna wzywała przez sen imię innego mężczyzny, sprawiał, że chodził w środku i nawet branie głębokich oddechów nie pomagało — Pytam się do cholery kim jest Dyrkon?! — spytał ponownie gdy Zoriana milczała, otwierając szeroko oczy ze zdziwienia.
— O czym ty mówisz? — spytała zdezorientowana.
— Krzyczałaś przez sen “Dyrkon”! Więc się pytam, kim jest ten cholerny mężczyzna?!
— Ja… — tu przerwała, kręcąc głową na boki z niedowierzania — Dyrkon to mój brat Takanie. Został wylosowany cztery lata temu, pamiętasz? Opowiadałam ci o tym — wyszeptała ze łzami w oczach, a chłopaka całkowicie zamurowało. Tego się nie spodziewał…
Rozdział 1
Nylax
Państwo — Seteran
Miasto — Rokken
22 październik 2023 rok
Nylax ścisnął dwoma palcami nasadę nosa, jakby w ten sposób mógł uciszyć wewnętrzny szum, który nie dawał mu spokoju. Myśli tłukły się po głowie, nie dając się ująć w żaden konkretny kształt. Wciąż wracał do tej samej sceny. Poranne spięcie z ojcem, te kilka ostrych słów rzuconych w pośpiechu, w nerwach, teraz wybrzmiewały w jego głowie o wiele głośniej niż wtedy, gdy padły. Czy naprawdę musiał aż tak ostro postawić sprawę? Może wystarczyło więcej cierpliwości? Może wystarczyło po prostu usiąść i wysłuchać, zamiast z góry zakładać, że znów się nie zrozumieją? Ojciec był uparty, zawsze taki był. Twardo stąpał po ziemi, nie wierzył w marzenia ani w puste ideały.
Wiedział dobrze, jak działa ten kraj, znał system od podszewki. Wiedział, że nauczyciele są tu traktowani jak zbędny balast, jak tryby w maszynie, którą i tak ktoś inny steruje. Nie chciał dla syna życia w ciągłym rozczarowaniu. Tyle, że Nylax nie potrafił tak po prostu odpuścić. Coś w nim mówiło, że musiał spróbować, że jeśli nikt nie będzie próbował mówić prawdy, to nic się nigdy nie zmieni. Wierzył, może i naiwnie, ale szczerze, że słowa mają moc, że są jeszcze tacy, którzy potrafią słuchać.
To właśnie dlatego wszedł dziś do tej szkoły z podniesioną głową, mimo, że żołądek miał ściśnięty jakby połknął kamień. Wiedział, że nie będzie łatwo, że spojrzą na niego z góry, może nawet z politowaniem. Ale nie przyszedł tu dla uznania. Przyszedł, bo chciał dać coś więcej. Chciał dać tym dzieciom wybór. Pokazać im, że nie wszystko, co przeczytają w podręcznikach, było prawdą, że za oficjalną wersją świata, często stała tylko wygodna narracja. Chciał, żeby potrafili myśleć samodzielnie, zadawać pytania, nie przyjmować wszystkiego bezkrytycznie. I chociaż wciąż dręczyły go wątpliwości, czuł, że zrobił dobrze. Bo jeśli nie on, to kto?
Dwie godziny wcześniej:
W pomieszczeniu rozległ się głośny, drażniący dźwięk budzika, który jak co dzień bezlitośnie przypomniał o obowiązkach. Nylax jęknął sfrustrowany i zakrył twarz poduszką, jakby mógł się w niej schować przed światem. Powieki miał ciężkie, oczy piekły go z niewyspania, a głowa pulsowała myślami, które przez całą noc nie dawały mu spokoju. Przewracał się z boku na bok, licząc, że może za chwilę jednak zaśnie, ale każda próba kończyła się tak samo, nową serią pytań bez odpowiedzi. Jak będzie wyglądał dzisiejszy dzień? Czy się nie wygłupi? Czy dzieciaki go zaakceptują, czy wręcz przeciwnie, zignorują albo zaczną testować granice?
Wiedział, że to jeszcze dzieci, ale te potrafiły być bezlitosne. Nie był pewien, czy zdoła zdobyć ich szacunek. W końcu był młody, świeży, jeszcze nic nieznaczący. Te wszystkie wątpliwości, niby błahe, niby codzienne rozterki, zjadały go od środka. I choć wiedział, że powinien podejść do tego ze spokojem, nie potrafił wyłączyć głowy. Całą noc przeżywał wszystko na nowo, w myślach prowadził rozmowy, planował scenariusze, wyobrażał sobie najgorsze i najlepsze możliwe zakończenia.
— Pora wstawać, synku. Przygotowałam pyszne śniadanie, żebyś miał siłę i energię na ten ważny dzień — powiedziała mama, uchylając drzwi i zaglądając do środka z lekkim uśmiechem. Zapukała najpierw, delikatnie, jak miała w zwyczaju, upewniając się, że nie przeszkadza. Nylax westchnął cicho, odrzucając poduszkę na bok.
— Wiem, mamo, już nie śpię. Tak naprawdę w ogóle nie spałem. Chyba byłem zbyt podekscytowany — mruknął, przeciągając się lekko i przeczesując dłonią włosy, które po nocy przypominały bardziej gniazdo niż fryzurę. Kobieta skinęła głową, jakby się tego spodziewała. — Na biurku zostawiłam ci ubrania. Wiem, że pewnie sam byś sobie coś dobrał, ale… Chciałam, żebyś dziś wyglądał porządnie. Tak… Dorośle. — Zanim zdążył odpowiedzieć, odwróciła się na pięcie. — Kiedy już się ogarniesz, zejdź do kuchni. Śniadanie czeka — rzuciła jeszcze przez ramię i zniknęła za drzwiami, zostawiając go samego z szumem w uszach i ciężarem własnych myśli.
Nylax przez chwilę leżał nieruchomo, wpatrując się w sufit. Nie wiedział, czy bardziej boi się tej nowej roli, czy po prostu boi się zawieść siebie samego. Nylax ponownie spojrzał na zdjęcie ustawione na szafeczce nocnej tuż przy łóżku i uśmiechnął się lekko pod nosem. Było nieco zakurzone, róg zdążył się już zagiąć, ale chłopak i tak codziennie na nie zerkał. Na fotografii znajdował się on sam, o rok młodszy, z nieco dłuższymi włosami i bardziej beztroskim spojrzeniem, oraz jego mentor, mężczyzna, który jako pierwszy potraktował go poważnie, tak… po ludzku. To on pokazał mu, że prawda nie zawsze musi być wygodna, ale zawsze jest potrzebna. Właśnie dzięki niemu Nylax obrał ten kierunek, mimo, że ojciec miał zupełnie inne plany dla swojego syna.
Mentor był dla niego kimś więcej niż tylko nauczycielem. Był wzorem, latarnią w chaosie, jaki często panował w jego głowie. To dzięki niemu zrozumiał, że nie interesuje go wygodne życie, tylko takie, które będzie miało sens. Że warto iść pod prąd, nawet jeśli oznacza to samotność. Że są rzeczy ważniejsze, niż opinie innych, jak sprawiedliwość, jak prawo do myślenia. Dlatego właśnie dziś, mimo nieprzespanej nocy i wątpliwości, zamierzał iść do szkoły z podniesioną głową. Powoli zwlókł się z łóżka i podniósł białą koszulę, którą przygotowała mu mama.
Narzucił ją na ramiona i zapiął wszystkie guziki poza dwoma od góry, tymi pod samą szyją. Rękawy zostawił luźno wywinięte, jakby z lekkim rozmysłem chciał dodać sobie nonszalancji. Nie robił tego pod publiczkę, robił to dla siebie. Dla tej odrobiny kontroli, którą mógł mieć nad własnym wyglądem. Ubrał ciemne, dopasowane dżinsy i sięgnął po pasek, nie dlatego, że spodnie były za luźne, po prostu lubił czuć, że wszystko ma swoje miejsce. Ten pasek był czymś w rodzaju zbroi. Drobna rzecz, ale dawała mu iluzję pewności siebie, której tak naprawdę mu brakowało.
Potem włożył czarno-białe trampki, trochę znoszone, ale wciąż jego ulubione i podszedł do dużego lustra, które stało tuż obok drzwi. Spojrzał na swoje odbicie i przygryzł wargę. Nie chodziło nawet o to, że wyglądał źle. Miał dobrze zbudowane ciało, trenował przecież przez większość liceum. Ale coś w oczach, w tej drobnej niepewności, nie dawało mu spokoju. Wiedział, że to tylko ubranie, coś, co można zdjąć, zmienić, schować. Ale to, co było w środku, nie dało się tak łatwo zamaskować. Kiedyś jego najlepsza przyjaciółka rzuciła mu w twarz, że zachowuje się jak „ciepła klucha”.
Niby żart, niby między słowami, ale zabolało go to bardziej niż chciałby się otwarcie do tego przyznać. Może i nie powiedziała tego złośliwie, ale od tamtej pory coś w nim pękło. Przestał się odzywać do znajomych, zaczął się odcinać. Czasem miał wrażenie, że próbował siebie ulepić od nowa, jakby ta stara wersja była niewystarczająca. Teraz próbował udawać, że był pewniejszy siebie, że wiedział, czego chce. Ale w środku wciąż czuł ten znajomy ciężar, jakby ciągle był oceniany, nawet wtedy, gdy nikt nie patrzył.
Bez względu na to, jak bardzo się starał, poczucie bycia niewystarczającym, że ciągle robił za mało, towarzyszyło mu w każdej sekundzie jego życia. Próbował z tym walczyć, ale to było silniejsze od niego. Niewidzialna siła, która wprowadzała chaos w jego myśli i uczucia, która podważała całą jego egzystencję i prowadziła do rozmyślania o samych negatywnych scenariuszach. Nie potrafił z tym walczyć, bez względu na to, jak mocno starał się to zamaskować, to ciągle wychodziło na powierzchnię.
— Dzień dobry, tato — powiedział Nylax, gdy tylko wszedł do kuchni.
Głos miał spokojny, choć w środku już od progu coś go ścisnęło. Starszy mężczyzna, siedzący przy stole z gazetą w jednej dłoni i niedopitą kawą w drugiej, uniósł wzrok tylko na chwilę. Spojrzał na syna obojętnie, niemal znudzony. Nie odpowiedział, nie skinął głową, nie powiedział nawet „cześć”.
— Czy zmieniłeś może zdanie, zmądrzałeś i nie idziesz do tej całej szkoły? — spytał w końcu, unosząc lewą brew w charakterystyczny dla siebie sposób.
Ton miał chłodny, suchy. Jakby z góry wiedział, że odpowiedź i tak go rozczaruje. Nylax westchnął głośno.
— Nie, nie zmieniłem zdania, tato. Dlaczego we mnie nie wierzysz?! — warknął, zaciskając szczękę, aż mięśnie na policzkach zaczęły mu drgać.
Każde słowo przechodziło mu przez gardło z trudem, jakby musiał się siłować z własnymi emocjami. Był zły, wściekły na ojca, na to, że ten nie potrafił chociaż raz stanąć po jego stronie, w dniu, który dla Nylaxa miał znaczenie. Ojciec odłożył gazetę na stół i spojrzał na syna już trochę uważniej, choć w oczach nadal czaiła się ta sama niewzruszona rezerwa.
— To nie jest kwestia wiary w ciebie, synu. Tylko braku wiary w ten świat. Zrozum w końcu, że ludzie nie są gotowi na prawdę... — zaczął, ale nie zdążył dokończyć. Nylax wszedł mu w słowo od razu, nie zamierzając czekać na kolejny wywód.
— Odkryłem swoje powołanie. Całym sercem i duszą czuję, że to właśnie ten kierunek powinienem obrać, a ty podcinasz mi skrzydła, bo wydaje ci się, że jesteś ode mnie mądrzejszy, ojcze — powiedział chłopak z kamiennym wyrazem twarzy.
Oczy miał napięte, nie mrugał. Mówił cicho, ale stanowczo, jakby próbował powstrzymać w sobie wybuch.
— Powiem to tylko raz i mam nadzieję, że to zrozumiesz — odparł ojciec po chwili milczenia, drapiąc się w brodę, co robił zawsze, gdy chciał dać słowom większą wagę. — Ludzie są z natury wygodni. Zamknięci. Interesuje ich tylko to, co mają pod nosem. Przykro mi, że muszę być tym, który zburzy twoje wyimaginowane marzenia, ale naprawdę, nikogo nie obchodzi prawda. To, co ty nazywasz oświeceniem, to tylko hasło. Iluzja. Może kiedyś przyjdzie taki dzień, że się obudzą. Ale dziś? Dziś nie ma to żadnego sensu.
— Nie zgadzam się z tobą, ojcze — syknął przez zaciśnięte zęby Nylax, kręcąc głową, jakby próbował strząsnąć z siebie jego słowa. — Ludzie zasługują na prawdę. Bez względu na to, czy są gotowi, czy nie. My jesteśmy przebudzonym państwem. Widzimy więcej. Czujemy więcej. Jesteśmy inni. — Ojciec prychnął, krótko, ironicznie.
— Sranie w banie. Przebudzeni... Taki chwyt marketingowy. Hasło do sprzedaży biletów i fałszywej nadziei. Wmawiają ludziom, że są wyjątkowi, żeby ich doić. Nylax, otwórz oczy. Ten świat to obłuda. Jedna wielka ściema. Każdy patrzy tylko na siebie. Gdzie ty tu widzisz duchowość? Ludzie są leniwi i wyprani z empatii. Nikt nie chce wiedzieć więcej, bo prawda boli. A ich interesuje tylko wygoda.
Zanim zdążył kontynuować, Nylax podniósł wzrok i spojrzał ojcu prosto w oczy. I właśnie wtedy mężczyzna na moment zamilkł. W tym spojrzeniu nie było już tylko złości, był ból, rozczarowanie i żal.
— Koniec tematu — powiedział chłopak chłodno. — Ty masz swoje argumenty, ja mam swoje. I ta rozmowa nie ma sensu.
Odwrócił się na pięcie i ruszył w stronę drzwi, nie czekając na odpowiedź. Za plecami usłyszał jeszcze ciche, poruszone wołanie.
— Nylax, poczekaj! — głos matki, dobiegał z korytarza.
Ale nie odpowiedział. Szybkim krokiem wyszedł z domu, zatrzaskując za sobą drzwi z nieco większą siłą niż planował.
Teraz:
Nylax przeczesał dłonią lekko skołtunione włosy, które od porannego zamieszania ani trochę nie chciały się ułożyć i pokręcił gwałtownie głową, jakby chciał wyrzucić z niej tamte sceny siłą. Te uciążliwe obrazy, twarz ojca, zimny ton, ten znajomy, zniechęcający wzrok, znowu zaczęły dobijać się do świadomości. Ale nie mógł im na to pozwolić. Nie teraz. Nie w tym miejscu. To już było za nim. Teraz liczyło się coś zupełnie innego. Kłótnia z ojcem, choć świeża i bolesna, przestawała mieć znaczenie, gdy tylko przypomniał sobie spojrzenie matki. To ciche, pełne troski, ale i nadziei. Wierzyła w niego, jako jedyna. To ona zawsze mówiła mu, że warto próbować, nawet jeśli wszystko krzyczy, że nie ma sensu.
To dzięki niej Nylax tu stał, z rękami lekko drżącymi od napięcia, ale wciąż z podniesioną głową. Zbliżył się do drzwi i zajrzał przez szybę. Przez chwilę po prostu patrzył, starając się zrozumieć, z czym tak naprawdę się mierzy. W środku panował kompletny chaos. Sala była przepełniona dziećmi, które zdawały się kompletnie oderwane od jakichkolwiek zasad, czy rutyny. Ich śmiechy, krzyki i rozmowy nakładały się na siebie, tworząc jeden wielki hałas. Na tle tego rozgardiaszu stała starsza kobieta przy tablicy. Nauczycielka wyglądała na zmęczoną, wręcz zrezygnowaną. Miała wyciągniętą dłoń, jakby chciała coś powiedzieć, ale żadne słowo nie przebijało się przez wrzawę.
Jej wzrok błądził po klasie, szukając czegokolwiek, co dałoby jej kontrolę, ale wyglądało na to, że poddała się już dawno, albo po prostu nie miała siły walczyć z tym chaosem. Dzieciaki biegały między ławkami, przekrzykiwały się nawzajem, śmiały się do rozpuku z rzeczy, które prawdopodobnie nie miały żadnego sensu. Cała sala była żywym organizmem, dzikim i nieokiełznanym. Nylax skrzywił się lekko. Coś w środku niego zadrżało, może z nerwów, może z ekscytacji, a może z mieszanki obu. Nie był naiwny.
Wiedział, że nie będzie łatwo. Ale patrząc teraz na ten obrazek, zastanawiał się, czy naprawdę był gotowy wejść w ten świat z takim impetem, z tak wielką ideą? Przecież nie był bohaterem. Był tylko chłopakiem, który chciał coś zmienić. A oni… Oni byli dzieciakami. Może i jeszcze nieświadomymi, ale pełnymi energii, której on sam od dawna już nie miał. Czy zdoła do nich dotrzeć? Czy uda mu się przebić przez ten gwar, ten chaos, przez te tysiące myśli i emocji buzujących w jednej klasie? Nie wiedział. Ale jedno było pewne, nie zamierzał się wycofać.
Rozdział 2
~ Nylax ~
Państwo — Seteran
Miasto — Rokken
22 październik 2023 rok
— Proszę o ciszę. Wiem, że jesteście podekscytowani, ale musicie być bardzo cierpliwi, bo już za chwilkę poznacie waszego nowego nauczyciela — powiedziała kobieta, podnosząc głos ponad dziecięcy gwar, który zdawał się nie mieć końca.
Mimo, że starała się brzmieć stanowczo, w jej tonie wyczuwalne było napięcie. Była wysoka, szczupła, z włosami związanymi w niedbały kok i zmęczeniem odbitym pod oczami. Jej dłoń zaciskała się nieznacznie na kartce z nazwiskiem Nylaxa, którą trzymała od dobrych kilku minut, jakby próbując się do niej psychicznie przywiązać, bo tylko ta kartka wydawała się w tej chwili nie krzyczeć. Ale dzieci nie słuchały. Ani jedno. Hałas narastał z każdą sekundą. Ktoś wstał z krzesła i zaczął coś pokazywać kolegom przy oknie, ktoś inny rzucał gumką recepturką w kierunku sufitu.
Zupełnie jakby kobieta była niewidzialna. Jakby mówiła do ściany. Stała pośrodku tego chaosu, zupełnie samotna, walcząc nie tylko z rozwrzeszczaną klasą, ale i z własnym zmęczeniem, które coraz trudniej było ukrywać. Zamknęła oczy na krótką chwilę. Dosłownie na sekundę. Potrzebowała tej przerwy jak powietrza, krótkiego resetu, który miał pozwolić jej odzyskać resztki sił. Wzięła wdech, a potem kolejny i znowu spojrzała na klasę. Tym razem nie było już w niej łagodności.
— Jeżeli w tej chwili się nie uspokoicie, nie będzie żadnego spotkania i wrócicie na lekcje. Proszę o ciszę — powiedziała powoli, spokojnie, ale z taką stanowczością, że nie sposób było jej zlekceważyć.
Kamienna twarz, głos bez emocji i zero cienia wahania. Nie grała twardej, ona po prostu już nie miała innego wyjścia. I coś się zmieniło. Jakby pękła bańka. W jednej chwili sala ucichła, krzyki zgasły, a głośny śmiech wyparował. Dzieci zamarły w miejscach, zaskoczone zmianą tonu i siłą, która nagle w niej wybrzmiała. Jedno po drugim odwracały głowy w jej stronę, zerkając badawczo, ale już z szacunkiem, jakby nagle uświadomiły sobie, że naprawdę mają do czynienia z nauczycielką. Zapanowała cisza tak idealna, że słychać było nawet pracujący delikatnie wentylator zawieszony przy suficie. W tej napiętej, niemal nierealnej chwili wszystkie oczy skierowały się ku drzwiom. A za nimi stał Nylax.
Nie ruszał się. Trzymał dłoń na klamce, ale nie był w stanie nacisnąć. Stał tam, jakby ta chwila miała zadecydować o czymś więcej niż tylko o wejściu do klasy. W jego piersi serce waliło jak szalone, zbyt szybko i zbyt mocno, by dało się to zignorować. Miał wrażenie, że zaraz wybuchnie, nie z powodu strachu, ale z napięcia, z adrenaliny, z tego wszystkiego, co nosił w sobie przez ostatnie miesiące. Wziął głęboki wdech, a potem drugi. Oparł się czołem o chłodne drewno drzwi, próbując wyrównać oddech. Wiedział, że za chwilę musi wejść i po prostu zacząć mówić. Brzmiało to prosto, ale w tej chwili wydawało się trudniejsze niż cokolwiek, co robił w życiu. Jeszcze jeden wdech i wtedy nacisnął na klamkę.
Ekscytacja buzowała w jego żyłach jak elektryczność, nie pozwalając mu usiedzieć w miejscu ani na chwilę. Pokój, który specjalnie dla niego przygotowała rada uczniowska, wydawał się za ciasny, zbyt duszny na tę falę emocji, która nim targała. Dzisiaj był najważniejszy dzień w jego życiu, moment, na który czekał od dawna, choć droga do niego nie była usłana różami. Przez cały rok trenował, uczył się, pracował bez chwili wytchnienia. Każdy dzień był kolejnym krokiem, który przybliżał go do celu, o którym marzył od dzieciństwa, mimo, że ojciec od początku był przeciwny. Ten odradzał mu wybór drogi, przekonując, że ten zawód jest skazany na porażkę, a jeśli chłopak się pomyli, rozczarowanie będzie ogromne i bolesne.
Ale Nylax miał w sobie upór, który często graniczył z zawziętością. Kiedy tylko usłyszał słowa ojca, zacisnął zęby i obiecał sobie, że pokaże mu, że się myli. Miał ledwie szesnaście lat, a mimo to zdołał ukończyć specjalistyczne szkolenie, które otworzyło przed nim drzwi, przez które większość musiałaby przejść znacznie później. To przyspieszenie w edukacji było dla niego powodem do dumy, ukoronowaniem wysiłku i wyrzeczeń, które sam na siebie nałożył. Gdy tylko pojawiła się szansa, by rozpocząć nauczanie, nie wahał się ani chwili. Wiedział, że musi ją chwycić, bo nie każdy dostaje taką możliwość. A najlepszą nagrodą, jaką mógł sobie wymarzyć, była reakcja innych, spojrzenia pełne uznania, ciche słowa podziwu i szacunek, które pojawiały się, gdy mówił o swoim osiągnięciu. To dawało mu siłę i potwierdzenie, że jego droga ma sens, że warto walczyć, nawet jeśli świat mówi inaczej.
— Cześć, dzieciaki — zaczął, wchodząc do sali, czuł jak serce wciąż mu szaleje, ale w końcu udało mu się odzyskać kontrolę nad ciałem i emocjami. — Słyszałem, że nie mogliście się już doczekać, więc może zaczniemy wcześniej, co wy na to?
— Tak! — wybuchł chóralny okrzyk, a wszystkie dzieciaki podskoczyły niemal jednocześnie na swoich krzesełkach, pełne energii i ciekawości.
— W takim razie usiądźcie wygodnie, bo przed nami naprawdę wspaniała podróż — uśmiechnął się szeroko, próbując przekazać im całą swoją pasję. — I pamiętajcie, że podczas mojego wykładu możecie zadawać pytania — dodał, patrząc na zaskoczone miny uczniów.
Przypomniał sobie wtedy, że nikt z nauczycieli, których znał, nie prowadził lekcji w ten sposób. Pytania zwykle pozostawiało się na koniec, by „nie przerywać toku wykładu”. Ale Nylax wiedział ze swojego doświadczenia, że gdy tylko jakaś myśl pojawia się w głowie, należy ją wypowiedzieć od razu, bo później może zostać zapomniana. Obiecał sobie dawno temu, że jego podejście do nauczania będzie inne, pełne interakcji i zaangażowania.
— Ile ma pan lat? — padło pierwsze pytanie, zupełnie nieoczekiwane, które sprawiło, że Nylax spojrzał na dzieciaki lekko zdezorientowany.
Spojrzał na nauczycielkę stojącą obok, szukając potwierdzenia, ale kobieta jedynie wzruszyła ramionami i pokazała ręką, że powinien odpowiedzieć. Była już wyraźnie zmęczona, co nie dziwiło, praca z dziećmi wyczerpywała ją nie tylko fizycznie, ale i emocjonalnie. Kiedyś kochała swój zawód, ale codzienna rutyna i chaos tej klasy powoli zabijały w niej ten zapał. Miała czterdzieści pięć lat i wiedziała, że na zmiany już za późno. Mogła jedynie robić, co w jej mocy, by nie przenosić swoich frustracji na dzieci, które były niewinne i pełne ciekawości.
— No cóż, mam szesnaście lat — odpowiedział krótko, biorąc łyk wody ze szklanki stojącej obok. — Czekałem na ten moment cały rok, by móc tu do was przyjść. Zacznijmy może od tego, jakie mamy państwa w naszym królestwie — zaproponował, rozglądając się po twarzach dzieciaków, które już wyczekiwały kolejnej porcji wiedzy. Już po sekundzie zauważył drobną rączkę uniesioną wysoko w górę. — Proszę, kochanie — zachęcił ciepło, uśmiechając się tak serdecznie, że nauczycielka nie mogła się powstrzymać od lekkiego uśmiechu pod nosem. Dziewczynka wyrecytowała nazwy państw, unosząc dumnie głowę:
— Amestia, Malatar, Catus, Seteran, Nestrium.
— Bardzo ładnie — pochwalił ją z uznaniem, a potem kontynuował, stawiając wyzwanie: — A czy ktoś z was potrafi powiedzieć, czym każde z nich się różni? — Znów pojawiła się podniesiona ręka, tym razem chłopiec, który niecierpliwie wyrywał się do odpowiedzi.
— Catus to państwo niewolników — zaczął, wypowiadając słowa z wyraźnym przekonaniem. — W państwie Malatar są różne złoża, a tamtejszy handel rozprowadza wszystko na inne kraje. Seteran to miejsce, gdzie panuje pokój i harmonia. Mój tata mówił, że jesteśmy najbardziej uduchowionym państwem w całym królestwie. A Nestrium to… — zastanowił się chwilę, drapiąc się po brodzie — Państwo bogatych snobów, którzy rządzą wszystkimi państwami — dodał z lekkim wzdrygnięciem.
— Wegok! Nie wolno tak brzydko mówić — upomniała go szybko nauczycielka, grożąc palcem, choć już widać było, że jej to niewiele pomaga.
— Ale tak mówi moja mama, a ja tylko powtarzam — odparł zadziornie chłopiec, pokazując język, co natychmiast wywołało u kobiety rumieniec zawstydzenia i niemałe zakłopotanie.
— Wszystko się zgadza, ale nie wspomniałeś jeszcze dokładnie o Amestii — powiedział Nylax z lekko pobłażliwym uśmiechem, kierując spojrzenie na nauczycielkę, posyłając jej ciche współczujące spojrzenie.
Wiedział, że nie jest łatwo prowadzić zajęcia w takiej atmosferze, ale nie zamierzał się poddawać. Doskonale rozumiał, jak wygląda praca z dziećmi, bo jeszcze niedawno sam siedział w szkolnej ławce. Kiedy były małe, jeszcze jakoś można było z nimi wytrzymać, nieporadność, rozbrykane figle, czasem drobne kłopoty z koncentracją. Jednak im starsze, tym bardziej się buntowały, coraz trudniej było nad nimi zapanować. To była naturalna kolej rzeczy, jak nieunikniony rytuał przejścia. Bunt pojawiał się zawsze, jak nieodłączny cień dorastania i nikt nie potrafił tego przeskoczyć, ani zatrzymać.
— Zacznijmy może od Amestii — powiedział spokojnym, ale pełnym powagi głosem, patrząc na zgromadzonych uczniów. — To przepiękne państwo, gdzie tak naprawdę można znaleźć wszystko. Rośnie tam wiele bardzo rzadkich roślin, których nigdzie indziej nie kupicie. To miejsce jest prawdziwym rajem dla zielarzy i ludzi zajmujących się medycyną naturalną, którzy zaopatrują się właśnie tam. Dzięki tej niesamowitej różnorodności, Amestia posiada niezwykłą i potężną energię, taką, którą trudno opisać słowami.
W jego głowie na samo wspomnienie Amestii pojawił się ból, ucisk w sercu, który przypominał mu o tym magicznym i niepowtarzalnym okresie jego życia. Pamiętał tamten dzień jakby był wczoraj, każdy szczegół wydawał się tak żywy, jakby czas się zatrzymał. Tamte chwile były dla niego czymś więcej niż tylko wspomnieniem, były jak kawałek duszy, który niósł ze sobą zawsze, gdziekolwiek by nie był.
— Czemu nikt nam nie mówi o tym państwie? — przerwał mu nagle Wegok, z wyraźnym zdziwieniem i lekkim szokiem w głosie, co wyrwało Nylaxa z zamyślenia.
— Nie do końca wiem, dlaczego — odpowiedział, zerkając na chłopca i drapiąc się lekko po brodzie, szukając odpowiednich słów. — Mam jedynie informacje, że Nestrium podporządkowało sobie Amestię całkowicie. Owszem, Nestrium rządzi większością państw, ale na Amestii panuje... jakby to powiedzieć... — zawahał się, bo ciężko było mu to ująć precyzyjnie — Mamy cztery główne państwa, które tworzą jeden organizm: Amestię, Catus, Seteran i Malatar. One wszystkie wchodzą w skład królestwa Nestrium.
Nie zdążył jednak dokończyć swojej wypowiedzi, bo w tym momencie hałas w sali zaczął się nasilać, a dzieci znów zaczęły rozmawiać między sobą, przerywając ciszę. Nylax spojrzał na nauczycielkę, która z trudem próbowała przywrócić porządek, a potem znów skupił się na swoich słuchaczach, świadom, że musi jeszcze wiele im przekazać.
— Słyszałam, że tam, co roku, dochodzi do tak zwanego losowania — przerwała nagle dziewczynka, marszcząc lekko brwi i krzywiąc się z obrzydzeniem. — Jedna rodzina jest wtedy wybierana, a jej dziecko zostaje zabrane do Catus. Tam później jest sprzedawane… albo trafia do Nestrium, albo, co gorsza, do jeszcze bardziej ponurych miejsc, o których się nie mówi na głos.
Nylax zaniemówił. Słowa, które właśnie padły, były brutalną prawdą, zbyt ciężką, by dzielić się nią z tak młodymi słuchaczami. Nie wiedział, jak zareagować, co powiedzieć. Serce ścisnęło mu się boleśnie, a w głowie walczył z chaosem myśli. To, o czym mówiła dziewczynka, było rzeczywistością, którą znał z własnego doświadczenia i obserwacji, lecz był świadomy, że dzieciaki nie były jeszcze gotowe, by poznać wszystkie ciemne zakamarki świata. Amestia rzeczywiście była piękna, ale równocześnie było to państwo, w którym panowało niewolnictwo, podobnie jak na Catus. Na co dzień ludzie żyli tam pozornie normalnie, jednak gdy nadchodził czas losowania, w całym kraju rozlewał się strach i beznadzieja.
— Skąd o tym wiesz, skarbie? — zapytał ostrożnie, przybierając spokojny, niemal beznamiętny wyraz twarzy. Nie chciał, żeby dzieci zauważyły, jak bardzo te słowa go poruszyły, jak głęboko go zraniły.
— Mój tata tam pracuje — odpowiedziała dziewczynka z dumą, lecz i smutkiem w oczach. — Był zatrudniony jako botanik, więc znam to wszystko z pierwszej ręki. W tym roku losowanie trafiło na tę samą rodzinę, co rok temu. Najpierw zabrali im syna, a teraz przyszła kolej na córkę, Zorianę. Nikt nie wie, co się stało z jej bratem, nikt nie ma o tym żadnych informacji — dodała cicho, a w jej głosie dało się słyszeć nutę rozpaczy.
Nylax poczuł, jak lodowaty chłód przeszywa jego kręgosłup. Wiedział, że ta historia była tylko jedną z wielu tragicznych opowieści, jakie kryły się za pozorami normalności tych państw. Świat, o którym marzył, żeby zmienić, był tak pełen bólu i niesprawiedliwości, że czasami wydawało mu się, iż cała ta walka jest bezcelowa. Jednak widok tych młodych, ciekawych umysłów dodawał mu siły. Wiedział, że to od nich zależy przyszłość i właśnie dla nich był gotów walczyć. Nylax spojrzał na nauczycielkę, która szybko odwróciła głowę w przeciwną stronę. Nie zamierzała mu pomóc, a w tej chwili słowa wydawały się zbędne, każdy dźwięk mógł tylko pogorszyć sytuację. W powietrzu zawisła cisza, wypełniona niezręczną bezradnością.
— To prawda, proszę pana? — zapytał niepewnie Wegok, zerkając na Nylaxa.
— Niestety, tak, kochani — odpowiedział chłopak, starając się ukryć ciężar, jaki spoczął na jego sercu. — Taka jest prawda, czy się nam to podoba, czy nie. Zwykli ludzie nie mają wpływu na to, co dzieje się wokół nich. My żyjemy w Seteran, gdzie w dziewięćdziesięciu procentach jesteśmy niezależni. Jak wiecie, Seteran to państwo pokojowe, które stara się nie mieszać w sprawy innych. Mieszkają tu głównie osoby przebudzone, duchowe, oświecone. Prowadzimy tu programy i szkolenia dla tych, którzy chcą zmienić swoje życie. Seteran jest otwarte na przybyszów… — Zanim zdążył dokończyć, nauczycielka uśmiechnęła się szeroko, przerywając mu stanowczo.
— No dobrze, dzieci — oznajmiła, unosząc rękę. — Wykład skończony. Wracajcie do swoich klas.
Po tych słowach z sali rozległy się okrzyki niezadowolenia, zaniepokojenia, a nawet buntu. Dzieci wyraźnie nie chciały opuszczać pokoju, jakby dopiero zaczęły rozumieć, że właśnie dotarły do czegoś ważnego. Jednak tym razem posłuchały, jedno po drugim, powoli i posłusznie opuszczając pomieszczenie. Nylax został sam na środku sali, całkowicie zdezorientowany. Nie mógł zrozumieć, co właśnie się wydarzyło i dlaczego nagle ktoś tak bezczelnie przerwał mu wykład. Jakim prawem mogła tak po prostu zadecydować, że to już koniec? Przecież to był dopiero początek, moment, w którym dopiero zaczynał rozkręcać się na dobre.
— Dlaczego to zrobiłaś? — zapytał z wyrzutem, gdy nauczycielka wróciła do klasy.
— Nie zrozum mnie źle — zaczęła ostrożnie, nie chcąc podnosić głosu. — Te dzieci są jeszcze za małe, by poznawać okrucieństwa tego świata. Urodziły się w Seteran, tutaj mieszkają i powinny uczyć się przede wszystkim o naszym państwie, a nie o innych krainach… — Nylax nie wytrzymał i przerwał jej gwałtownie, oburzenie buchnęło z niego jak gorący płomień.
— Jak możesz tak mówić?! — wyrzucił z siebie. — Nie znasz przyszłości i nie masz bladego pojęcia, co się stanie z tymi dziećmi. Ojciec dziewczynki pracuje na Amestii. A co jeśli i ona będzie musiała ułożyć sobie życie w tym kraju? Co wtedy? Wszyscy powinni mieć pełną wiedzę o tym, co się dzieje. Czy naprawdę podoba ci się obecna sytuacja?! — Nauczycielka zmarszczyła brwi, a jej głos nabrał ostrzejszego tonu.
— To są dzieci. Dyrektor jest tego samego zdania co ja. Koniec tematu. Możesz wracać do domu. — Odwróciła się na pięcie i bez słowa wyszła z sali, zostawiając Nylaxa samego, z burzą myśli i rosnącym poczuciem bezsilności.
Rozdział 3
~ Nylax ~
Państwo — Seteran
Miasto — Rokken
22 październik 2023 rok
— Nylax? To ty? — usłyszał znajomy, troskliwy głos matki, jeszcze zanim zdążył zamknąć za sobą drzwi.
Zatrzymał się w progu, nie do końca pewien, czy w ogóle chce wejść dalej. Nie chciał wracać wcześniej, nie tak to miało wyglądać. Bał się reakcji rodziców. Zwłaszcza ojca, który pewnie tylko uniesie brew, rzuci jakiś gorzki komentarz i uzna, że miał rację od samego początku. Ale tym razem nawet matce trudno byłoby cokolwiek wyjaśnić. Jak miałby jej wytłumaczyć, że został brutalnie uciszony przez nauczycielkę? Że dyrektor, który tyle mówił o „nowej fali nauczania”, ostatecznie okazał się zwykłym pionkiem, działającym według starych zasad? Wszedł do kuchni, czując, jak jego wnętrze aż pulsuje od nagromadzonych emocji. Był wściekły. Był rozczarowany. Był... rozbity.
— Tak, mamo. To ja — odparł cicho, niemal bezdźwięcznie i zsunął się na krzesło przy kuchennym stole, opierając łokcie o blat.
Kobieta odwróciła się od garnka, ale nie powiedziała ani słowa. Nie potrzebowała słów. W jej oczach było wszystko od niepokoju, troski, aż po czułość. Znała go zbyt dobrze, żeby pytać. Zamiast tego zrobiła kilka kroków i bez słowa objęła go mocno, całując ciepło w czoło. Jakby tym jednym gestem chciała ukoić cały ból, który widziała na jego twarzy. Nylax wtulił się w nią, jakby znów miał pięć lat i schował się przed całym światem w bezpiecznych ramionach matki. Jego ciało zadrżało, a zaraz potem poczuł, jak coś pęka. Łzy zaczęły cicho spływać po jego policzkach, zostawiając mokre ścieżki na skórze. Nie potrafił ich już dłużej powstrzymywać. Zależało mu. Może aż za bardzo.
— Przyglądasz mi się cały czas... — mruknął po chwili, ocierając rękawem oczy. — Czekasz na każdy mój najdrobniejszy ruch. Zupełnie jak lew polujący na gazelę na sawannie. Ale nic mi nie jest, naprawdę. — Starał się brzmieć lekko, ironicznie, ale jego głos zdradzał więcej niż chciał.
— Tylko tak mówisz, skarbie — odparła matka cicho, nie przerywając krojenia warzyw, ale też nie odwracając się od niego. — Twoje spojrzenie jest puste... puste jak otchłań bez dna. Widzę to. Boję się o ciebie. Czy to tak trudno zrozumieć? — Zamilkła na chwilę, jakby szukała słów, które nie będą brzmieć oskarżycielsko, ale nadal pozostaną prawdziwe. — Wiem, że coś się stało. Jestem matką. Czuję to całym sercem. Nie musisz mi mówić, jeśli nie chcesz, ale proszę, nie udawaj. Nie uciekaj w milczenie. To i tak nic nie daje. Bo nikogo nie oszukasz, a zwłaszcza mnie.
Jej głos był cichy, ale pewny. Nie wymuszała wyznań, nie naciskała. Po prostu była. I to było najtrudniejsze, że ona, jedna jedyna osoba, naprawdę go rozumiała. Nylax westchnął ciężko, a jego ramiona opadły, jakby nagle cały świat zwalił mu się na plecy. Odwrócił głowę gwałtownie, by matka nie dostrzegła, jak bardzo bolała go ta porażka. W jego spojrzeniu pojawiło się coś więcej niż smutek, coś trudnego do nazwania. Może zawstydzenie? Może poczucie klęski? Było mu wstyd, że nie potrafił się obronić, że stał tam, jak sparaliżowany, podczas gdy powinien był walczyć. Powinien rzucać argumentami, dyskutować, krzyczeć, żądać swojego. Ale… zamilkł. Odpuścił. Czy to oznaczało, że był tchórzem? Czuł się tak. Nawet jeśli nie chciał tego przyznać głośno, nawet jeśli wmawiał sobie, że to była rozsądna decyzja. Bywały takie momenty, kiedy wszystko w nim szeptało, że może ojciec jednak miał rację.
— To powiesz mi w końcu o co chodzi? — spytała matka, stawiając przed nim talerz z aromatyczną zupą korzenną.
Zapach cynamonu i czarnego pieprzu otulił kuchnię, ale Nylax nie miał siły go poczuć. Nawet ulubione danie nie mogło złagodzić bólu w piersi.
— Pewna nauczycielka poskarżyła się dyrektorowi o przebieg mojego wykładu, a on kazał go zakończyć, bo, jak to oboje stwierdzili, dzieci są za małe, by wiedzieć o tym, co się dzieje w innych państwach i powinny być uczone o wydarzeniach, które mają miejsce tylko w Seteran! — wyrzucił z siebie, jakby chciał pozbyć się kamienia, który zalegał mu w gardle, a gdy tylko to powiedział, poczuł dziwną ulgę.
Jakby samo powiedzenie o bólu sprawiło, że stał się choć odrobinę lżejszy. Matka zamarła na moment, patrząc na syna z niedowierzaniem.
— No tego się nie spodziewałam, synku. Przecież wiedzieli, o czym będziesz opowiadał. Zatwierdzili wykład! — niemal warknęła, a jej oczy zwęziły się w złości. — Kompletna hipokryzja.
Zacisnęła szczękę, próbując zapanować nad narastającym gniewem. Matka Nylaxa nigdy nie godziła się na niesprawiedliwość. Gdyby to ją spotkało, nie wyszłaby ze szkoły bez walki. Nie zrezygnowałaby tak łatwo. Walczyłaby do końca, nawet jeśli miałaby się zderzyć z całą machiną systemu. On o tym wiedział i właśnie dlatego było mu jeszcze bardziej wstyd.
— Nie ma sensu, mamo. Każdy jest zamknięty na to, co się dzieje wokół. — Jego głos złagodniał, ale wciąż było czuć w nim rozgoryczenie. — Z bólem serca muszę to przyznać, ale ojciec miał rację. Ludzie wolą nie widzieć. Wolą się nie mieszać. Wtedy są bezpieczni. Jedna dziewczynka powiedziała mi dziś, że jej ojciec pracuje jako botanik na Amestii. Podobno drugi rok z rzędu została wylosowana ta sama rodzina. Najpierw stracili syna, a teraz córkę, Zorianę. Nikt nawet nie wie, co się stało z chłopcem. Co jest nie tak z tym światem?! — krzyknął, uderzając dłonią w stół i odsuwając gwałtownie talerz.
Zupa zadrżała w porcelanie. Matka już otwierała usta, by coś powiedzieć, gdy chłopak wstał, ale ona zamiast tego spokojnie sięgnęła po talerz i znów postawiła go przed nim.
— Musisz coś zjeść, Nylax — powiedziała cicho, łagodnie, jakby próbowała przykryć jego emocje ciepłem i troską. — Kiedyś tak nie było — dodała po chwili ciszy. — Ludzie naprawdę patrzyli na siebie nawzajem, pomagali sobie, ale potem przyszły zmiany, zmęczenie, lęk i teraz każdy próbuje po prostu przetrwać. Nie jest łatwo w dzisiejszych czasach myśleć w taki sposób, w jaki ty myślisz, ale musisz się z tym pogodzić…
— Nie, mamo! — przerwał jej ostro, wstając gwałtownie. — Nigdy się z tym nie pogodzę, bo ja taki nie jestem! Nie potrafię siedzieć cicho, kiedy inni cierpią! Nie mogę przechodzić obojętnie obok niesprawiedliwości i udawać, że to mnie nie dotyczy. Przykro mi, ale... — zawahał się na ułamek sekundy — Pójdę do siebie, muszę pobyć sam.
Zanim zdążyła go zatrzymać, już był w przedpokoju. Drzwi do jego pokoju zamknęły się cicho, ale to nie było zwykłe zamknięcie. To był głuchy dźwięk, jak odcięcie się od świata, który go zawiódł. Matka została sama w kuchni. Trwała przez chwilę bez ruchu, ze wzrokiem wbitym w pusty talerz. Czuła jego ból, aż do kości, ale wiedziała, że nie może mu zabrać tej walki. To była jego ścieżka, jego bunt. Myśli kłębiły się w jego głowie jak splątane nici, których nie potrafił już rozplątać.
Jedna pchała drugą, każda bardziej uporczywa od poprzedniej. Frustracja, zawód, gniew, a na końcu, bezsilność. I właśnie ta ostatnia zżerała go najbardziej. Nylax opadł ciężko na łóżko, jakby całe ciało odmówiło mu posłuszeństwa. Ujął głowę w dłonie i ukrył w nich twarz, próbując w ten sposób zatrzymać pędzące w szale myśli, ale one nie chciały milknąć. Odbijały się echem w jego wnętrzu, coraz głośniejsze i bardziej osaczające.
— Mam dość… — wyszeptał sam do siebie, niemal bezgłośnie.
Roczne szkolenie, na które poświęcił każdą cząstkę siebie, nagle wydało mu się niczym więcej niż stratą czasu. Naiwną próbą zmiany świata, który już dawno wybrał ślepotę. Miał nauczać, miał nieść prawdę. Tymczasem jego głos został brutalnie uciszony, zanim jeszcze zdążył w pełni wybrzmieć. I co gorsza, ojciec miał rację. Znowu. Świat nie był gotowy na prawdę i być może nigdy nie będzie. Nylax zacisnął pięści. Czuł, jakby coś w nim pękało, jakaś cienka granica między nadzieją, a rezygnacją. Nagle rozległ się głośny trzask tłuczonego szkła. Dźwięk tak nieoczekiwany i gwałtowny, że chłopak niemal podskoczył. Odwrócił się błyskawicznie w stronę okna, a jego serce zabiło szybciej.
Szyba była roztrzaskana, a na podłodze leżał niewielki kamień. Przyklejona do niego karteczka poruszała się delikatnie na wietrze, jakby zapraszała go do podejścia. Zamrugał, przez chwilę nie dowierzając. Wstał ostrożnie i ruszył do okna, po drodze odruchowo zerkając przez resztki szkła na zewnątrz. Pusto. Ani jednej żywej duszy. Żadnego śladu. Kto mógł to zrobić?Ulica była cicha i pusta. Kiedy jego palce dotknęły chłodnego kamienia, poczuł przyspieszony rytm własnego serca. Podniósł papier, powoli, jakby bał się tego, co przeczyta. Na skrawku znajdował się prosty, krótki tekst, napisany schludnym, pewnym pismem:
„Wiemy, że jesteś zmęczony i masz dość obecnej władzy. Przyjdź na granicę między Sukrosem, a Enixrem za godzinę. Nie pożałujesz tego. ~ X.”
Nylax przełknął ślinę. Tysiące pytań uderzyły w niego jednocześnie. Kto to był? Skąd wiedzieli, co czuł? I… czego od niego chcieli? Serce zabiło mu mocniej, a umysł przestał analizować, czuł jedynie ciężar decyzji, która przed nim stała. Patrzył jeszcze chwilę na wiadomość, zanim usiadł z powrotem na łóżku. Ulotka drżała w jego dłoni, jakby była żywa. „Za godzinę…” Tyle właśnie dzieliło go od czegoś, co mogło zmienić wszystko, albo pogrzebać go na zawsze. Nylax siedział nieruchomo, wpatrując się w kartkę, którą ściskał w dłoniach tak mocno, że papier prawie się rozdarł.
Czytał te same słowa po raz trzeci, ale wciąż brzmiały tak samo nieprawdopodobnie, jak szept jakiegoś odległego, zapomnianego buntu, który niespodziewanie znalazł drogę do jego pokoju. Kim był ten tajemniczy X? Skąd wiedział, co działo się w jego gło
