Ciało [bóg czy wróg]. Minibook -  - ebook

Ciało [bóg czy wróg]. Minibook ebook

0,0
4,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Józef Tischner | Krzysztof Michalski | Dominika Kozłowska | Bartłomiej Dobroczyński | Olga Drenda | Katarzyna Pilorz | Katarzyna Skrzydłowska-Kalukin | Wybór tekstów opublikowanych na łamach miesięcznika "Znak"

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 80

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Ciało[bóg czy wróg]

Plik opracował i przygotował Woblink

woblink.com

Słowo wstępne

Jubileuszowe minibooki „Znaku”

Niektóre pytania mimo upływu lat pozostają bez odpowiedzi. Inne rodzi współczesność.

„Znak” od ponad 67 lat nie boi się stawiać zarówno jednych jak i drugich.

700 numerów miesięcznika kryje bogactwo kilkunastu tysięcy tekstów i ponad 100 tys. stron! Minibooki to wybór tych najważniejszych, najciekawszych i najbardziej kontrowersyjnych ułożonych w trzy serie: Człowiek, Kontrowersje, Autorytety.

Z okazji jubileuszu wydania 700. numeru miesięcznika „Znak” zapraszamy do zmagania się z tematami trudnymi, ale ważnymi. Kontrowersyjnymi, ale niesensacyjnymi. Z myślami i poglądami postaci nie tylko znanych, ale i mądrych. Robimy to od 1946 roku. Dołącz do nas!

Redakcja Miesięcznika „Znak”

PS. Minibooki powstały dzięki uprzejmości właścicieli i spadkobierców praw autorskich, którzy zrezygnowali z wynagrodzeń za ponowne wykorzystanie tekstów. Serdecznie Im dziękujemy za wsparcie tego projektu. Przychody ze sprzedaży minibooków zostaną przeznaczone na kontynuowanie działalności miesięcznika „Znak”. Więcej: www.700.znak.com.pl

Dramat cielesności – krajobraz wstydu

Józef Tischner

Cielesność należy do tej sfery rzeczywistości, o której posiadamy wiedzę podwójną: wewnętrzną i zewnętrzną. Odczuwamy własną cielesność poprzez ból, przyjemność, rozkosz, zmęczenie i znużenie, głód i pragnienie, siłę i słabość. Zarazem ciało daje się obserwować od zewnątrz: wzrokowo, dotykowo, węchowo, słuchowo. Wewnętrzny obraz cielesności i obraz zewnętrzny dość istotnie różnią się od siebie. Widzę ranę na własnej ręce i czuję ból. Co mają ze sobą wspólnego obraz, który mam w oczach, i ból który czuję? Anatomia i fizjologia dostarczają nam ogromnej wiedzy o ciele – wiedzy „obiektywnej”. Wiedza ta jednak jedynie z trudnością, „podkłada się” pod bezpośrednie „odczucia” cielesności.

Czy istnieje możliwość syntezy wiedzy obiektywnej i czysto doznaniowej o ciele? Czy bezpośrednia świadomość ciała i wiedza ubrana w abstrakcyjne pojęcia mają, jakiś wspólny korzeń? Czy należałoby raczej uznać, że co dla jednej jest prawdą dla drugiej musi pozostać nieprzezwyciężalną iluzją?

Uznajmy najpierw, że cielesność otwiera przed człowiekiem szczególny rodzaj dramatu – dramat życia i śmierci. Dramat cielesności rozpoczyna się od chwili narodzin, kończy chwilą śmierci. Między początkiem a końcem cielesności pojawia się okres dziecięctwa, młodości, dojrzałości, starości. Ciało ma swój czas. Czas „płynie” przez ciało i wyciska na nim niezwykły ślad. Ciało ma swoją „pamięć”, ma swoją „nadzieję”. Żyjąc przeszłością i przyszłością ciało „sprawdza” się w bezustannym sporze z żywiołami świata.

Wydaje się, że w punkcie wyjścia naszych rozważań o ciele możemy przyjąć następującą, zasadę: podstawą wszelkiej wiedzy o ciele i wszelkiej uporządkowanej świadomości ciała jest horyzont dramatu, w którym – dzięki swemu ciału – ma udział człowiek. Nawet najbardziej elementarne doznania cielesne są niejako z góry umieszczane w dramatycznej całości, która nadaje im jakiś sens. Nawet najbardziej abstrakcyjne pojęcia i teorie ludzkiej cielesności noszą piętno uczestnictwa w dramacie.

Wiadomo jednak: nie ma dramatu bez „innego”; dramatem jest to, co się dzieje między osobą a osobą. Jako uczestnicy dramatu jesteśmy „w dialogu” – my, razem z naszymi ciałami. Dramatyczny wymiar osoby oznacza, że „natura” ciała także jest dialogiczna. Dialogiczny charakter ma płeć człowieka, bycie dzieckiem, bycie ojcem, bycie matką itd. Cielesność jest najpierw i przede wszystkim „moją cielesnością”, ale jest też cielesnością „z innym”, „wobec innego”, a nawet „dla innego”.

Oznacza to: w moim ciele jest obecny „inny”. Ciało jest „mieszkaniem” Innego. Św. Paweł mówi: „jesteście mieszkaniem Chrystusa”. O sobie mówi: „żyję ja, już nie ja, żyje we mnie Chrystus.” „Ktoś” mieszka w nas. W rozumieniu naszego ciała rolę kluczową odgrywa –„inny”, który „jest w nas”.

Obecność Innego w nas może być pojęta na różne sposoby.

Najpierw inny to pośrednik w „rozumieniu” mojego własnego ciała: gdy rozpoznaję „prawdę” o własnej cielesności, rozpoznaję ją „poprzez oczy” innego. Inny przenika spojrzeniem całą moją cielesność i wydobywa z niej prawdę, której nie znam. W zapośredniczonej przez innego cielesnej samowiedzy odbieram własne ciało tak, by niejako wtopić je we wspólne z innym rozumienie siebie i świata. Ciało przybiera podwójne znaczenie: z jednej strony stanowi źródło bezpośrednich doświadczeń prawdy o „sobie i świecie zewnętrznym”, z drugiej jest jednak również źródłem rozlicznych złudzeń. Inny jest mi potrzebny, aby potwierdzić mnie w mojej cielesności i zarazem przezwyciężyć iluzje cielesności, które stąd wynikają. Dramat ciała staje się częścią dramatu poznania. Toczy się on między skrajnymi możliwościami: sensualizmem, który odkrywa prawdę życia w sferze doznań zmysłowych, i idealizmem, który zna ciało wyłącznie jako siedlisko złudzeń.

Po wtóre: inny to ten, z którym muszę walczyć o miejsce na ziemi. Inny zajmuje moje miejsce na świecie. Inny idzie drogą, którą ja chodzę. Jego ciało potrzebuje pokarmu, który mógłby być moim pokarmem. Inny „rozpycha się” i „mnoży”. Inny wyzywa do walki. Na widok innego budzi się we mnie egoizm. Skupiam się na moim ciele, zamykam się w ciele. Boję się i walczę o życie ciała.

I po trzecie: „inny” to przede wszystkim ten, kto pomaga mi przezwyciężyć moje cielesne słabości i kto sam domaga się ode mnie podobnej pomocy. Ciało jest ciałem „dla kogoś”. W ciele mieszka „chcenie” i „nie-chcenie”. Z jednej strony jest ono w jakiejś mierze ekspresją mojego „chcę”, z drugiej – ustanawia granice „chcenia”. Ciało jest żywą syntezą mocy i niemocy, młodości i starości, zdrowia i choroby, życia i śmierci. Kluczem porządkującym doświadczenia cielesności stają się „wartości witalne”, zarówno pozytywne jak negatywne, rozciągające się na linii: żywotność – obumieranie, słabość – siła, zawsze jednak w perspektywie „innego”.

Tak więc odnajduję moje ciało jako ciało „obok innego”, „razem z innym”, „przeciw innemu”. Ciało ma „naturę” dialogiczną. Dzięki ciału człowiek nie tylko całkiem po prostu komunikuje się z innym człowiekiem, ale również uczestniczy w jego dramacie. I inny uczestniczy w jego dramacie.

Który z trzech wymienionych horyzontów cielesności jest najbardziej podstawowy? Czy bycie „ciała z ciałem”? Czy bycie „ciała przeciw ciału”? Czy „bycie ciała dla ciała”?

Rozważmy przypadek wstydu. Wstyd jest emocją, w której w szczególny sposób odsłania się inny w swej relacji do mnie. Wstyd łączy i dzieli. Wstyd jest drogowskazem, który prowadzi do metafizycznej głębi człowieka.

Wstyd jako obrona

Fenomen wstydu przyciągał uwagę Maxa Schelera i Jean-Paul Sartre’a. Sartre ukazał negatywną stronę przeżycia wstydu: wstyd jest formą obrony człowieka przed agresją innego. Scheler zwrócił uwagę na jego strony pozytywne: nie przekreślając wymiaru obrony, wstyd jest przejawem aksjologicznej świadomości zawstydzonego.

Rozważmy najpierw „negatywną” stronę cielesności. Idziemy tropem Sartre’a.

Sartre opisuje konkretną sytuację. Jestem sam w zamkniętym pomieszczeniu. Dwoje drzwi, w przynajmniej jednych – dziurka od klucza. Ktoś kryje się za drzwiami. Pochylam się i podglądam: co robi? W pewnym momencie przez drugie drzwi wchodzi do pokoju ktoś trzeci i przyłapuje mnie na podglądaniu. Cały oblewam się wstydem. Poprzez ten wstyd uzyskuję smutną wiedzę: to nie pies, to nie kot, to nie zwierzę weszło do pokoju, to wszedł „inny” – człowiek, który ma teraz „satysfakcję”. Moje ciało mnie zdradza. Chętnie pozbyłbym się ciała.

Wedle Sartre’a, inny – człowiek, Bóg – patrzy, aby zawstydzać. Nasza cywilizacja jest cywilizacją „podglądaczy”. Nie widzimy siebie „jako takich”, widzimy w sobie to, co poniża. Inny jest tym, przed którym wciąż musimy się kryć.

Jean-Paul Sartre pisze:

„Szok napotkania drugiego [cudzego?] jest pustym ukazaniem mi się istnienia mojego ciała, od zewnątrz, jako bytu – w – sobie dla innego. I tak moje własne ciało nie powierza mi się już całkiem zwyczajnie jako czyste i proste przeżycie: samo to przeżycie bowiem, w i poprzez przygodny jak i absolutny fakt istnienia drugiego, przedłuża się na zewnątrz w wymykający mi się wymiar ucieczki. Głębia bytu mojego ciała dla mnie to bezustanna zewnętrzność mojej najbardziej intymnej wewnętrzności”.

Sartre używa charakterystycznej formuły: „faktyczna konieczność” (nécessité du fait). Fakt napotkania innego jest faktem „przygodnym”; nie wynika on z mojej ani z jego istoty, tak jak na przykład z pojęcia barwy wynika pojęcie przestrzeni. Niemniej nie można sobie wyobrazić sytuacji, by człowiek przeżył życie bez spotkania. Konieczność napotkania innego nie jest koniecznością istoty, lecz jest koniecznością faktu. „Faktyczna konieczność” jest paradoksalnie „konieczną przypadkowością”.

Spojrzenie „innego” dzieli moją cielesność na połowy: cielesność dla mnie i cielesność dla „innego”. Kim jest ten „inny”? Francuskie „l'autrui” jest dwuznaczne, znaczy przede wszystkim „bliźni”, ale w tym „bliźnim” pobrzmiewa element znaczeniowy „cudzy”. W całym kontekście filozofii Sartre’a to „cudzy” brzmi mocniej niż: „bliźni”. Tak więc „inny” – to nie „mój”, to „ktoś cudzy”. Gdy ktoś „cudzy” mnie podgląda, wtedy to, co było „moje”, staje się „nie moje” –„cudze”. Jakby ktoś okradał mnie ze mnie. Wtedy wszystko, co we mnie jest „moje”, ucieka od zawstydzającego mnie spojrzenia. Nie mogę oddać w cudze ręce tego, co moje. Nawet jeśli tym, co moje, jest „podglądanie” innego. Mojego podglądania też – raczej tym bardziej – nie mogę pokazać podglądaczowi.

Czytamy dalej:

Ciało moje zostało naznaczone jako wyobcowane. Doświadczenie mega wyobcowania dokonuje się w i przez afektywne struktury jako nieśmiałość. „Czuć się zaczerwienionym”, „czuć się spoconym”, etc., oto mniej właściwe określenia, jakich używa człowiek nieśmiały, aby wyjaśnić swój stan: daje w ten sposób do zrozumienia, że ma żywą i stałą świadomość swojego ciała jako czegoś, co nie jest już dla niego, lecz dla innego… Mówi się często, że człowiek nieśmiały jest „zakłopotany swym ciałem”. Prawdę rzekłszy, wyrażenie to nie jest właściwe: nie jestem zakłopotany takim ciałem, jakim istnieję. Jestem zakłopotany moim ciałem – takim, jakie istnieje dla drugiego.

Natura tego zakłopotania – wyjaśnia dalej Sartre – jest szczególna: zawstydzające jest to, że moje „ciało dla drugiego” wciąż mi się wymyka, wciąż pozostaje nieuchwytne, wciąż pogłębia napięcie między tym, co intymne, a tym, co odsłonięte. „Oto dlaczego cały wysiłek nieśmiałego, który poznał próżność usiłowań [zapanowania nad ciałem], zmierza do pozbycia się ciała – dla – drugiego. Gdy pragnie »nie mieć już ciała«, być »niewidzialnym«, nie chodzi mu o unicestwienie ciała – dla – siebie, lecz jedynie o unicestwienie owego nie dającego się ogarnąć do końca wymiaru ciała – »wyobcowanego«”.

Ciąg dalszy dostępny w wersji pełnej

Ślad wieczności

O ciele, śmierci i zmartwychwstaniu z Krzysztofem Michalskim rozmawia Dominika Kozłowska

Dostępne w wersji pełnej

Ciało – bóg i wróg

Z Bartłomiejem Dobroczyńskim rozmawia Olga Drenda

Dostępne w wersji pełnej

Maszyna i operator. Transhumanistyczna wizja ciała

Olga Drenda

Dostępne w wersji pełnej

Ciało, duch, ruch

Katarzyna Pilorz

Dostępne w wersji pełnej

Opowieść o duszy, która poruszyła ciałem

Katarzyna Skrzydłowska- Kalukin

Dostępne w wersji pełnej

Inspiracje

Olga Drenda

Dostępne w wersji pełnej

Minibooki „Znaku”