Afisz - Joanna Ufnalska - ebook + audiobook

Afisz ebook i audiobook

Ufnalska Joanna

0,0

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!
Opis

Lata dwudzieste ubiegłego wieku, akcja dzieje się w środowisku łódzkich aktorów. Śledztwo w sprawie śmierci jednego z nich prowadzi do zaskakujących wniosków i odkrywa wiele tajemnic, konfliktów, złamanych karier. Historia zabiera czytelnika przez meandry łódzkich ulic, rozświetlone sceny pierwszych powojennych teatrów. 

To pierwsze spotkanie z Jakubem Gajcerem - bohaterem serii powieści "Psy Gończe".

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 18

Rok wydania: 2023

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 0 godz. 31 min

Rok wydania: 2023

Lektor: Jacek Rozenek

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Afisz

Był sobie człowiek. Można powiedzieć, że był sobie przez nieco ponad czterdzieści lat, a teraz leżał martwy w kałuży na obskurnym podwórku. Wokół ziejącej czernią rany na czole z wolna zasychała już krew. Była dziewiąta wieczór, nie żył może od pół godziny.

Wysoki, dobrze zbudowany, ciemnowłosy policjant przykucnął obok zwłok, odsłonił połę płaszcza i przeszukał kieszenie. Nie znalazł w nich nic, co mogłoby wskazać tożsamość denata. Ani żadnych pieniędzy czy papierosów. Tragiczny w skutkach rabunek? Mężczyzna wyglądał na majętnego, nie mógł mieszkać w tej kamienicy. Policjant rozejrzał się za narzędziem zbrodni. Nic. Rana nie była głęboka. Ślady w błocie zadeptali wałęsający się po zmroku chłopcy, którzy znaleźli ciało. Funkcjonariuszom powiedzieli tylko, że z ulicy do bramy weszły dwie osoby, mężczyzna mówił coś, a potem nagle zamilkł i słyszeli, że upadł. Kiedy wyjrzeli zza węgła, zobaczyli tylko ciało, nikogo więcej.

– Zabierzcie go do Wankego – powiedział Jakub Gajcer, podnosząc się wolno znad zwłok.

Wyjął z kieszeni postrzępiony kajet i ostro zakończonym ołówkiem kopiowym naniósł notatki: wzrost, kolor włosów, szacowany wiek, brak śladów na podłożu oraz narzędzia zbrodni, zeznania trzech żydowskich chłopców.

Kiedy dwóch sanitariuszy przybiegło z noszami, by przenieść ciało do policyjnej dorożki, policjant rzucił:

– Jak będziecie go zostawiać, powiedzcie Szmulowi, że przyjadę jutro rano.

– Może pana podwieźć, szefie? – zapytał jeden z nich. – Wankego i tak już w zakładzie nie będzie. Zostawimy trupa temu pomagierowi Zenkowi i do domu.

– Dzięki, przejdę się – odparł Jakub i wyszedł na Solną, zanim tamci zdążyli odjechać.

Szedł wolno, noga za nogą. Osłonił się ciasno kufajką, bo wiatr dął zimnem jak złem. Był piekielnie głodny. Kiedy dotarł do domu, w kuchni urwał kawałek leberki i przegryzł z chlebem, a potem ruszył prosto do sypialni. Położył się obok Zosi.

– Znowu morderstwo? – zapytała.

– Znowu. – Przytulił się do jej pleców.

– Kto to?

– Jeszcze nie wiem. Śpij, Zośka, bo zaraz nie zaśniemy w ogóle. – Przycisnął ją mocniej do siebie i czekał na sen, ale ten nie nadchodził.

Jakub miotał się w czymś pomiędzy jawą a snem. Widział ponure, mokre podwórko i przemoczone koty, które ruszyły na łowy, omijając czterdziestolatka z dziurą w głowie. W oddali słyszał stukot końskich kopyt i odległe odgłosy biesiad, awantur i schadzek. Wiedział, że to nie dzieje się naprawdę, ale nie był w stanie się wybudzić, by przerwać urojenia. Zasnął dopiero nad ranem.

– Cześć, Szmul – rzucił, wchodząc do sali prosektoryjnej. – Odkryłeś coś?