Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
832 osoby interesują się tą książką
Gena, studentka architektury, aby uniknąć zadłużenia związanego z kredytem studenckim, podejmuje pracę w MessLand – firmie specjalizującej się w erotycznej wymianie wiadomości tekstowych. Z czasem zajęcie to zaczyna jej się podobać bardziej, niż przypuszczała, a atrakcyjne zarobki sprawiają, że po ukończeniu nauki postanawia przy nim pozostać.
Pewnego razu do grona jej klientów dołącza tajemniczy mężczyzna ukrywający się pod pseudonimem Himeros. Z każdym kolejnym dniem Gena coraz bardziej wyczekuje jego wiadomości, a ich korespondencja szybko przeradza się w silne, choć nieodwzajemnione uczucie. Niespodziewany zwrot akcji następuje, gdy na to samo piętro apartamentowca wprowadza się trzech sąsiadów – a wśród nich jest właśnie on, enigmatyczny Himeros. Teraz Gena musi się zmierzyć z emocjami, które do tej pory ukrywała za ekranem telefonu.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 400
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Czas: 11 godz. 31 min
Rok wydania: 2026
Lektor: Marcin StecChrzanowska MonikaMonika Chrzanowska Marcin Stec
Unmasked
EMILIA SROKA
Dla niej.
Dla ciebie.
Dla każdej, która choć raz dostała wiadomość, po której serce biło szybciej.
Nie musisz mnie znać, by mnie czuć. Nie musisz mnie widzieć, by o mnie śnić. Twój Himeros
Ta historia zawiera sceny erotyczne, momentami wulgarne, oraz tematykę, która może nie być odpowiednia dla każdego czytelnika. Jeśli sięgasz po tę książkę – rób to świadomie.
W fabule pojawia się również tajemnicza postać Himerosa oraz wątek stalkera, którzy odgrywają kluczową rolę w historii. Z całego serca proszę, by nie zdradzać szczegółów dotyczących ich tożsamości w recenzjach, na forach ani w mediach społecznościowych. Dla wielu osób odkrywanie tych elementów jest częścią przyjemności z czytania, a spoiler potrafi odebrać całą magię.
Zadbajmy o to, by każdy czytelnik miał możliwość doświadczania tej książki w sposób, jaki daje mu najwięcej radości. Dziękuję za zrozumienie i życzę Ci intensywnej, emocjonalnej podróży przez tę historię.
Miłego czytania!
W każdej kobiecie drzemie cząstka niegrzecznej duszy. Tylko nie każda ma odwagę, by ją obudzić.
Ja swoją odkryłam przez przypadek. A może… to ona odkryła mnie.
Byłam wtedy na studiach, młoda, ambitna i zdeterminowana, by skończyć je bez długu. Ale życie, jak to życie, lubi wystawiać rachunki, zanim przyniesie zyski. Kiedy zobaczyłam, ile będę musiała zapłacić za kolejny semestr, nogi ugięły mi się pod ciężarem tej kwoty. Potrzebowałam pracy. Natychmiast.
Nie szukałam niczego konkretnego, po prostu szłam przed siebie, aż trafiłam na coś, co wyglądało jak szansa. Szklany budynek, w którym odbijało się całe miasto. Na drzwiach ogłoszenie: „Poszukujemy otwartej, komunikatywnej osoby. Wymagana swoboda w korespondencji i umiejętność prowadzenia ciekawej rozmowy”.
Pomyślałam, że to coś dla mnie. Zawsze lubiłam ludzi. Ich historie, emocje, sposób, w jaki otwierają się po kilku słowach.
Zadzwoniłam.
Głos po drugiej stronie był ciepły, spokojny, niemal kojący. Umówiliśmy się na spotkanie jeszcze tego samego dnia.
Kiedy przekroczyłam próg biura, wszystko wyglądało zwyczajnie. Eleganckie wnętrze, aromat kawy, uśmiech recepcjonistki. Dopiero gdy usiadłam naprzeciw rekrutera i otrzymałam od niego dokument z nagłówkiem „Umowa o zachowaniu poufności”, zrozumiałam, że ta praca może nie być taka jak inne.
– Musimy chronić prywatność naszych klientów – powiedział mężczyzna, lekko się uśmiechając.
– Oczywiście – odparłam i podpisałam, nie mając pojęcia, co właściwie akceptuję.
Dopiero potem wyjaśnił, na czym polega stanowisko.
– Rozmowy na czacie dla dorosłych. Dyskretne. Bez zobowiązań. Sama decydujesz, jak daleko chcesz się posunąć, ale bez spoufalania się. To kwota, jaką możesz zarobić w tydzień. – Przesunął karteczkę po biurku.
W tamtej chwili powinnam wstać i wyjść. Ale nie zrobiłam tego. Podniosłam papierek i zapytałam:
– Kiedy mogę zacząć?
Anais: Powoli ujmuję Cię w dłoń, czując, jak pulsujesz pod moim dotykiem. Delikatnie zsuwam napletek, odsłaniając wilgotną główkę. Poruszam dłonią w rytmie Twojego oddechu, wyczuwając, jak narasta w Tobie pożądanie.
Himeros: Mmm, Anais… właśnie tak…
Anais: Gdy czuję, że Twój puls się wzmaga, zatrzymuję się, prowokując Cię do jęku frustracji.
Himeros: Och, kochanie, uwielbiam, gdy mnie drażnisz.
Anais: Doskonale wiem, czego pragniesz… Wysuwam język i powoli, uwodzicielsko zlizuję krople, które dla mnie już przygotowałeś.
Himeros: Boże… Anais…
Anais: Otwieram usta, wsuwając Cię głęboko, pozwalając, by ciepło mojego języka otuliło Twoją męskość. Ssę najpierw powoli, delikatnie, a potem zwiększam tempo, wyczuwając, jak naprężasz się jeszcze bardziej, jak wymykają Ci się te gardłowe, pełne rozkoszy jęki.
Himeros: Twój język… ach, krąży wokół mnie… czuję, jak bierzesz mnie głęboko, aż Twój oddech gorąco muska moją skórę. To cholernie podniecające. Błagam, nie przestawaj. Ssij mnie, proszę!
Anais: Posłusznie spełniam Twoje pragnienia, czując, jak balansujesz na krawędzi.
Himeros: Już nie mogę wytrzymać. Chcę dojść w Twoich ustach, chcę, byś przełknęła każdą kroplę, jaką Ci podaruję. Jesteś niesamowita. Kurwa, dochodzę!
Anais: W momencie gdy odczuwam ostatni spazm Twojej rozkoszy, wysuwasz się gwałtownie, a ja uwodzicielsko oblizuję usta, smakując Cię do końca.
Himeros: Układam się pomiędzy Twoimi udami, czując, jak gorąca i wilgotna mnie wyczekujesz. Znów jestem twardy, gotowy na więcej. Powoli ocieram się o Twoje wejście, prowokując Cię. Widzę w Twoich oczach prośbę, bym Cię wreszcie wypełnił, a to staje się moim jedynym celem.
Anais: Proszę… wejdź we mnie…
Himeros: Spełniam Twoją prośbę jednym zdecydowanym ruchem, zanurzając się w Tobie głęboko.
Anais: Och, tak… to cudowne uczucie… Oplatam Cię nogami, przyciągając bliżej, jęcząc z czystej rozkoszy.
Himeros: Jesteś niesamowicie ciasna, idealnie mnie obejmujesz, zaciskasz się na mnie, doprowadzając mnie do szału. Ujmuję Twoją szyję w dłonie, lekko ją ściskając, co tylko potęguje nasze pożądanie. Kurwa, Anais, jak bardzo Cię pragnę…
Anais: Wykrzykuję Twoje imię, gdy czuję, jak cudownie mnie wypełniasz, rozciągasz, doprowadzasz do szczytu.
Himeros: Gdy zauważam, że dochodzisz, przyspieszam, pieprząc Cię mocniej, głębiej… zatracam się całkowicie. Szczytuję w Tobie, nie przestając poruszać biodrami, póki nie wydobędę z Ciebie ostatniego jęku.
Anais: Uwielbiam, gdy doprowadzasz mnie do takiej ekstazy.
Cmokam z zadowoleniem, sięgając po kolejnego croissanta z nadzieniem pistacjowym, który od razu ląduje w moich ustach. Na chwilę muszę odwrócić uwagę, odczuwając subtelne mrowienie w dole brzucha. Moje spojrzenie przenosi się na ludzi, którzy tak samo jak ja siedzą i zajmują się swoimi sprawami w kawiarni. Poprawiam się na krześle, a następnie upijam łyk już chłodnej kawy. Jest ranek, a ja właśnie kończę swoją zmianę. Uwielbiam tego klienta – przy nim mogę być sobą i swobodnie pisać wszystko, co przychodzi mi do głowy. Dziś naprawdę zaszaleliśmy. Ostatnio coraz częściej odnajduję satysfakcję, pisząc z nim. Wiem, że nie powinnam tego robić, ale nie mogę się powstrzymać. To uczucie jest silniejsze ode mnie. Wzdycham. Kiedy tylko dostaję od niego wiadomość, czas przelatuje mi przez palce, a ja żałuję, że nie wykupuje go więcej. Czy to zauroczenie? Być może, ale nic nie mogę na to poradzić. Na tę chwilę tylko pisząc z nim, czuję się dobrze.
Himeros: Czy to uczucie kiedykolwiek minie?
Anais: Zrobię wszystko, by trwało jak najdłużej…
Himeros: Nie potrafiłbym dzielić tego z nikim innym.
Anais: Miło mi to słyszeć :)
Himeros: Najchętniej rozmawiałbym z Tobą bez końca.
Anais: Nikt nie każe Ci się wylogowywać ;)
Himeros: Niestety. Walizka czeka. Jutro się przeprowadzam. Muszę się spakować.
Anais: W takim razie powodzenia.
Himeros: Do zobaczenia, Anais.
Odkładam smartfon na stolik, rozpromieniona od ucha do ucha. Uwielbiam kończyć na tym kliencie. Praca na seks czacie ma swoje plusy i minusy. Pamiętam, gdy trafiłam na wyjątkowo zbereźnego mężczyznę, który używał takich słów, że musiałam szukać ich znaczeń w słowniku. Uświadomiłam sobie, że nie mogę pozwolić się tak łatwo zaskoczyć. Muszę reagować szybko, dlatego niektórych klientów mam zapisanych i gdy widzę ich prośby, od razu włączam notatnik. Niektórzy lubią BDSM, więc ostatnio zgłębiałam ten temat. Nie sądziłam, że taka gra wstępna może mnie tak podniecać…
Miałam też do czynienia z kimś, kto kazał nazywać siebie „panem”, i z fetyszystą stóp. Każdy ma swoje upodobania, dlatego cieszę się, że moja tożsamość pozostaje ukryta i wszyscy znają mnie tylko jako Anais. Przeważnie nie czuję się dobrze przy klientach – większość z nich mnie odpycha, ale Himeros to wyjątek. Przygryzam wargę, na samą myśl o nim ciało zaczyna reagować. On jest moim sekretnym marzeniem. Nieraz, gdy pozwalam sobie na chwile samotnej rozkoszy, wyobrażam sobie właśnie jego dłonie na swoim ciele. Każda nasza rozmowa przepełnia mnie dreszczem emocji i rozbudza ukryte pragnienia. Oddałabym naprawdę wiele, żeby móc go spotkać na żywo, spojrzeć mu w oczy i poczuć jego bliskość. Coraz częściej mam ochotę przekroczyć granicę anonimowości i dowiedzieć się o nim czegoś więcej, ale za każdym razem przypominam sobie o podpisanej umowie, która mnie przed tym powstrzymuje. Cóż…
Moje zamyślenie brutalnie przerywa kelnerka podchodząca do stolika.
– Podać coś jeszcze?
– Rachunek, dziękuję. – Uśmiecham się miło.
Po chwili płacę, zakładam lekki płaszcz i wychodzę z kawiarni, czując ciepłe powietrze letniego poranka w Nowym Jorku. Krótka podróż do domu przebiega w ciszy przerywanej jedynie delikatnymi szumami silników. W moich myślach panuje jednak gwar.
Trzydzieści cztery lata i nadal jestem sama. Gdybym tylko mogła spotkać na żywo kogoś takiego jak Himeros… Bez wahania rzuciłabym obecną pracę i zajęłabym się tym, co naprawdę kocham. Mimo wszystko nie żałuję, że zatrudniłam się w MessLand. Doskonale pamiętam dzień, w którym rozpoczęłam tę nietypową pracę – zaraz po przeprowadzce z rodzinnego Kentucky. Wtedy czułam, że świat stoi przede mną otworem, chciałam coś osiągnąć i udało mi się – skończyłam studia z wyróżnieniem, mogłabym bez problemu znaleźć posadę w renomowanej firmie architektonicznej. Praca na seks czacie daje mi jednak coś, czego tradycyjny etat nie może zaoferować – satysfakcję, zabawę i niezależność.
Poza tym wciąż realizuję projekty na własną rękę dla klientów, traktując je jako swój plan awaryjny – na wypadek, gdyby w moim życiu pojawił się ktoś wyjątkowy.
Nagły krzyk przy wejściu do naszego budynku przyciąga moją uwagę. To Madeline, moja sąsiadka i zarazem najlepsza przyjaciółka. Traktuję ją niemal jak siostrę i jestem niezmiernie wdzięczna za jej obecność w moim życiu. Jest wyjątkowa, trochę ekscentryczna, ale przecież wszyscy mamy swoje dziwactwa.
– Wszystko w porządku? – pytam zaniepokojona.
Uśmiecha się lekko, wskazując ruchem głowy na dwóch mężczyzn, którzy właśnie wnoszą jakieś pudła do naszego budynku.
– Tak, wszystko okej. Mój brat się do mnie wprowadza. Zaczyna studia i kolega załatwił mu przeniesienie, więc przyjechał z Arizony. Nie miał gdzie zamieszkać, więc zaproponowałam mu pokój. Wiesz, że czynsz tutaj jest kosmiczny, a nie chcę prosić rodziców, by cały czas dokładali się do moich rachunków.
– Zawsze możesz się wprowadzić do mnie – oferuję po chwili. – Będę idealną współlokatorką. Kiedy będziesz wracać po pracy, zawsze będę w domu. – Uśmiecham się. – Możemy oglądać filmy i cieszyć się życiem.
Wybucha śmiechem.
– Tak, jasne. Już biegnę – mówi, wskazując na mnie palcem. – Nie wiem, czy zniosłabym te twoje ciągłe rozmowy z klientami.
– I co z tego? – odpowiadam, krzyżując ręce na piersiach. – Większość ludzi by to akceptowała. Mam drugi pokój, większy salon, kino domowe… wymieniać dalej?
– Eee… nie.
– Szkoda, ale pomyśl jeszcze o mojej propozycji.
– Nie martw się tym. Już podjęłam decyzję. A tak w ogóle miałam ci coś przekazać. Przed chwilą spotkałam pana O’Reilly’ego. Powiedział, że do naszego budynku wprowadzają się nowi sąsiedzi. Pani Hestings wynajęła swoje mieszkanie.
– Naprawdę? – dziwię się, bo nie miałam o tym pojęcia. – Myślałam, że nigdy się stąd nie wyprowadzi.
– Ja też. Ale podobno ma jakąś przewlekłą chorobę i poszła do domu opieki.
– Nie było po niej widać, że jest chora.
– Wiem. Pewnie to starość.
– To kto się wprowadza? – pytam ciekawa.
– Mówił, że dwóch mężczyzn.
– Skąd on o tym wie?
– Zapomniałaś, że jest administratorem? I że wie wszystko? Może dlatego ma tak dużą głowę. – Mruga do mnie.
– Pewnie tak. – Powstrzymuję chichot.
Dziwne. Dużo osób się nagle przeprowadza. Brat Mad, ci dwaj i Himeros. Niezły zbieg okoliczności. A jeśli jednym z nich jest właśnie on? Nie… to niemożliwe. Mam ochotę się zaśmiać. Nie mogę sobie wrzucać do głowy podobnych rzeczy. Otrząsam się od razu z takich myśli.
– Pomóc ci z czymś?
Rozpromienia się, ale w tym uśmiechu jest też odrobina paniki.
– Z chęcią. Tylko…
– Nie mów, że jeszcze nie ogarnęłaś pokoju gościnnego.
Przygryza wargę.
– Mad! Przecież ty tam nie zaglądałaś od… wojny secesyjnej.
– Gena… – jęczy, a potem wzdycha. – Wiem, ale nie miałam wcześniej czasu. A teraz mój brat się wprowadza, więc nie mogę mu dać pokoju, który wygląda jak magazyn rzeczy „na potem”. I właśnie dlatego cię potrzebuję – przyznaje bezradnie. – Możemy zamówić jedzenie. Co ty na to?
– Tym mnie przekupiłaś – odpowiadam od razu, bo i tak ciekawość mnie zżera. Chcę zobaczyć, co ona tam trzyma.
Kiedy zamawia jedzenie, oczywiście chińskie, idę do kuchni po butelkę wina, bo czuję, że bez tego nie przeżyję spotkania z jej „pokoikiem”.
Wchodzimy do gościnnego i… zatrzymuję się w progu.
– Okej – mówię powoli. – Tu nie trzeba sprzątać. Tu trzeba przeprowadzić egzorcyzmy.
– Przestań… – burczy, ale sama wygląda, jakby pierwszy raz widziała to miejsce.
Zaczynamy od otwarcia okna, a potem od najprostszych rzeczy. Zdejmujemy stare prześcieradło z łóżka, wynosimy stosy pudeł, a ja co chwilę znajduję coś, co budzi pytania.
– Dlaczego masz tu… trzy zapasowe kołdry?
– Bo kiedyś… miałam plan być zorganizowana.
– I dlatego trzymasz też tu cztery niedziałające lampki?
– One działają. Tylko… nie teraz.
Śmiejemy się, sortujemy rzeczy na kupki „zostaje”, „wyrzucić” i „nie wiem, co to jest, ale mnie to przeraża”. Wino i jedzenie robią swoje, z każdą chwilą robi się luźniej, lżej, aż w końcu pokój zaczyna wyglądać, jakby faktycznie dało się w nim mieszkać.
Po kilku godzinach siadamy na podłodze, zmęczone, ale zadowolone. Mad rozgląda się po wnętrzu i aż z ulgą wypuszcza powietrze.
– O Boże… – mówi z niedowierzaniem. – Da się tu oddychać. Dziękuję. – Opiera głowę o ścianę. – Serio. Nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła.
– Pewnie wcisnęłabyś bratu do ręki ścierkę i udawała, że musisz iść do pracy – droczę się, a ona parska śmiechem.
– Możliwe.
Śmieję się, wstaję i chwytam torebkę.
– Dobra, ja lecę, zanim sobie przypomnisz, że masz jeszcze jakiś schowek z dwa tysiące siódmego roku.
– Nie mam.
Patrzę na nią znacząco.
– Mad.
– Dobra, mam.
Posyłam jej buziaka na dobranoc.
Wracam do swojego mieszkania i od razu kieruję się pod prysznic. Wychodzę czysta i pachnąca, idę do sypialni po świeże ręczniki i zauważam, że to ostatni. Jutro koniecznie muszę zrobić pranie.
***
Poranek rozpoczynam dość wcześnie, po czym loguję się do aplikacji. Nikt nie daje znaku życia, więc przygotowuję sobie kawę i śniadanie, cały czas mając pod ręką smartfon na wypadek, gdyby ktoś chciał się ze mną skontaktować. Oczywiście mam na myśli Himerosa. Zastanawiam się, co o mnie świadczą uczucia do niego. Zauroczyć się w kliencie z seks czatu? Nawet Mad nie wyznałam tego sekretu. Ale muszę przyznać, że za każdym razem, gdy się loguję, liczę na jego wiadomość.
Po śniadaniu zakładam ubranie, zabieram kosz z tymi brudnymi, telefon i klucze, następnie wychodzę z mieszkania. Chcę zerknąć na godzinę i przez to przez przypadek wpadam na kogoś przy wyjściu.
– Przepraszam. – Unoszę wzrok i chcę coś dodać, ale stoję jak zamurowana… Przygryzam wargę, kiedy dostrzegam przystojnego jak diabli chłopaka, który uśmiecha się do mnie przyjaźnie.
– Nie ma za co.
Przechylam głowę, mierząc go wzrokiem od stóp do głów.
– Właściwie to chyba powinnam podziękować – mówię, podnosząc brew. – Nie codziennie wpada się na kogoś, kto wygląda, jakby wyszedł właśnie z sesji zdjęciowej.
Śmieje się cicho, a ja czuję, że wpadłam w kłopoty… ale te, które w konsekwencji okazują się przynosić przyjemność. Jego spojrzenie przez moment zatrzymuje się na moich oczach.
– Chyba mam dziś wyjątkowe szczęście – przyznaje ciszej, a jego wzrok taksuje mnie o ułamek sekundy za długo. – Jeśli tak wyglądają przypadkowe spotkania w tym budynku… zaczynam żałować, że nie przechodziłem tędy wcześniej.
– To tylko zbieg okoliczności – odpowiadam spokojnie, choć czuję, jak ciepło powoli wspina się po mojej szyi. – Takie zderzenia raczej się nie powtarzają.
– Szkoda. – Uśmiecha się niemal leniwie. – Są takie rzeczy, przy których nie miałbym nic przeciwko, gdybym doświadczał ich więcej niż raz.
Śmieję się krótko, nerwowo, próbując odzyskać kontrolę nad rozmową.
– Przepraszam, naprawdę muszę lecieć. – Wskazuję na kosz z praniem. – Wiesz, życie glamour, bawełna, program delikatny, zero emocji.
– Szkoda. Już miałem nadzieję, że los dał mi pretekst, żeby cię poznać. – W jego głosie pobrzmiewa nuta rozczarowania, ale też zaciekawienia.
– Może innym razem. – Cofam się o krok. – Jeśli znowu na siebie wpadniemy, to uznam to za znak.
– W takim razie będę trzymał kciuki za kolejny wypadek – rzuca, odprowadzając mnie wzrokiem, gdy ruszam w stronę pralni.
Czuję jego spojrzenie na sobie jeszcze długo po tym, jak skręcam za róg. I choć powinnam o tym zapomnieć, uśmiech sam pojawia się na mojej twarzy. Kiedy docieram na miejsce i wkładam ubrania do dwóch urządzeń, siadam naprzeciwko oraz loguję się do aplikacji. Nie chcę mi się na tę godzinę wracać do mieszkania, a tutaj mogę ją wykorzystać. Dzisiaj zainteresowanie jest mniejsze niż zwykle. Odpowiadam jednemu z klientów, entuzjaście filmików, dodając do wiadomości kilka tekstów o tym, jak nasze nagranie będzie go podniecać przez cały dzień, a nawet tydzień. Niestety rozmowa szybko się kończy i zostaję sama z moimi myślami. Znudzona zaczynam się zastanawiać nad fetyszystą stóp, który coraz bardziej mnie irytuje. W pewnym momencie słyszę otwieranie drzwi. Odwracam się i widzę tego samego chłopaka co wcześniej.
– Cześć po raz drugi – wita się głosem, który brzmi nieziemsko seksownie.
– Hej – odpowiadam, uśmiechając się szeroko.
Po raz kolejny zawieszam na nim oko. Jest wysoki, dobrze zbudowany, o ciemniejszej karnacji, z dużymi dłońmi oraz pewnie o kilka lat młodszy. Wydaje się zaciekawiony tym, co trzyma w ręce. Po chwili rusza w moją stronę.
– Wypadki lubią chodzić po ludziach. A ja je dzisiaj chyba przyciągam.
– Hm?
Wtedy zauważam, że trzyma w palcach moje czerwone, koronkowe majtki. O matko, ależ wstyd! Jak mogłam nie zauważyć, że coś mi wypadło z kosza!
– Tak, to moje. – Śmieję się, stając bliżej niego. – Musiało mi wypaść, gdy na ciebie wpadłam.
Uśmiecha się szeroko, a jego spojrzenie błyska rozbawieniem.
– Nie żebym narzekał na takie zrządzenie losu – mówi z lekkim rozbawieniem w głosie, obracając moją bieliznę w dłoni. – Zwykle kobiety ściągają przy mnie bieliznę dopiero po dłuższej rozmowie.
Zamieram na sekundę, po czym parskam śmiechem.
– Więc powinnam czuć się wyjątkowo uprzywilejowana?
– Albo impulsywna – odpowiada, oddając mi zgubę z błyskiem w oku. – Ale proszę, zanim zaczniemy plotki, może chociaż poznajmy swoje imiona? Jestem Will.
– Hmmm… – Udaję zamyślenie. – To skrót od Williama, Wilhelma czy Willarda?
Zbliża się do mnie, a jego głos brzmi nisko i intymnie:
– Tego nie mogę zdradzić przy pierwszym spotkaniu – mruczy tajemniczo. – W sumie drugim, ale policzyłbym to jako jedno.
Podoba mi się.
– Aha? – Unoszę brew. – Czyli będzie kolejne?
– Jeśli zdradzisz mi swoje imię – odpiera melodyjnie.
Czuję, jak rumieniec rozlewa się po moich policzkach, a w głowie wirują myśli.
– Przepraszam, zapomniałam o dobrych manierach. Jestem Gena.
– Gena… – Mruży na chwilę oczy, po czym przeszywa mnie spojrzeniem na wskroś. – To imię to skrót od…?
Przykładam palec do ust, jakbym zastanawiała się nad odpowiedzią. Po chwili unoszę go, wskazując, by przybliżył twarz.
– Nie mogę tego zdradzić przy pierwszym spotkaniu. – Mrugam do niego figlarnie.
Śmiejemy się razem, a atmosfera staje się przyjemnie swobodna.
– W takim razie miło mi cię poznać.
Wracam na swoje miejsce, kładę majtki na pralce i pytam:
– To przypadek, że wpadłam na ciebie pod apartamentowcem?
– Nie, właśnie się tam wprowadzam.
Wysoko unoszę brwi, słysząc jego słowa.
– Naprawdę? Mieszkam tam.
– Miałem taką nadzieję. – Patrzy na mnie z błyskiem w oku.
– Dlaczego?
– Bo jesteś zajebiście seksowna i na dodatek będziesz moją sąsiadką – mówi z uroczym uśmiechem.
Przechylam głowę.
– Uważaj, bo takie teksty mogą skończyć się tym, że ktoś zacznie od ciebie codziennie pożyczać cukier – odpowiadam z przekąsem. – A wtedy już nie będziesz miał chwili spokoju.
– Jeśli to ty będziesz przychodzić po ten cukier, to mogę znieść nawet brak kawy. – Jego ton jest tak swobodny, że aż trudno się nie uśmiechnąć.
– Widzę, że szybko się tutaj odnajdziesz.
– Już zaczynam się czuć jak w domu. – Posyła mi ciepłe spojrzenie, które sprawia, że moje serce bije jeszcze szybciej. Zerka na zegarek. – W takim razie życzę ci słodkiego dnia, sąsiadko.
– I wzajemnie – rzucam przez ramię.
Kiedy wychodzi, jeszcze przez chwilę czuję w powietrzu jego zapach, ciepły, lekko korzenny, niebezpiecznie zapadający w pamięć.
Odetchnij, Gena. To tylko nowy sąsiad. Tylko.
Wracam do mieszkania, odkładam kosz z praniem i sięgam po telefon. Na ekranie mruga nowa wiadomość.
Kent: Czekałem na ciebie, Anais. Dziś chcę, żebyś była tylko dla mnie. Co masz na sobie, skarbie?
Zatrzymuję się na moment, a mój oddech przyspiesza.
Tak, może i nowy sąsiad był ekscytujący… ale ta druga część mojego życia wciąż potrafi mnie na swój sposób rozpalić.
Anais: Czerwony, koronkowy komplet.
Wychodząc z mieszkania na zakupy, rozmyślam o nowo poznanym sąsiedzie. Jego uderzająca uroda pozostaje w mojej głowie. Ciemna karnacja doskonale komponuje się z czarnymi włosami, a okulary na nosie tylko dodają mu seksapilu. Kwadratowa szczęka nadaje twarzy pewnej ostrości. Zastanawiam się, czy uda nam się nawiązać dobre relacje, bo wydaje mi się, że dzieli nas kilka lat. Ten błysk w jego oczach, gdy na mnie spojrzał… Wow, naprawdę trafiłam na seksownego sąsiada! Nagle z impetem wpadam na coś twardego. Znowu. Macham rękami, aby utrzymać równowagę, kiedy słyszę niespodziewany głos:
– Ekhm.
Podnoszę głowę i widzę nieznanego, przystojnego mężczyznę, który uśmiecha się do mnie. Lustruję jego ciało. Ma na sobie jedynie przewiązany na biodrach ręcznik. Zasycha mi w ustach. Kusząco seksowny… O mój Boże. Czyżby w tym budynku zamieszkiwali sami przystojniacy? To jakiś zlot studentów z wymiany czy co?
– Wybacz, zamyśliłam się. – Zerkam przez jego ramię i patrzę na drzwi do mieszkania Mad, lecz one są zamknięte.
Czyżby wywaliła swojego brata? Widziałam jego zdjęcia, więc niemożliwe, by to był on. A może to jej chłopak? Tylko nie mówiła, że chodzi z młodszym.
– Nie spodziewałam się, że poznamy się w takich okolicznościach. – Staram się ukryć lekkie zakłopotanie, próbując rozładować atmosferę. – Ale jeśli lubisz paradować nago, wydaje mi się, że się polubimy.
W jego oczach dostrzegam zaskoczenie, ale szybko maskuje to śmiechem.
– Niezły tekst na podryw. – Mruga do mnie, unosząc brwi. – Tego jeszcze nie słyszałem.
– Zadziałał? – pytam, krzyżując ręce na klatce piersiowej i nie spuszczając z niego wzroku.
– Oczywiście – rzuca wesoło.
– Tylko Madeline raczej by się z tym nie zgodziła, wiesz? – mówię, może trochę za ostro, ale nie mogę się powstrzymać.
Marszczy czoło.
– Kim jest Madeline?
– Twoją dziewczyną? – odpowiadam z sarkazmem, przewracając oczami. – Blondynka, z charakterem, wzrost około metr sześćdziesiąt? Myślałam, że spotykając się już przez jakiś czas, znacie swoje imiona – odpieram cynicznie. – Sam, tak?
Wygląda na zaskoczonego i otwiera usta, by się wytłumaczyć:
– Nie. Mam współlokatora… Ponad sto osiemdziesiąt centymetrów wzrostu. Na bank nie jest blondynem i jestem niemal pewien, że to facet. Gwarantuję. – Przykłada dłoń do serca w teatralnym geście.
– Och! – Zaskoczona zakrywam usta dłonią.
To, że stoi przed drzwiami Mad, nie czyni go jej chłopakiem. Matko, jak ja mogłam zrobić z siebie taką idiotkę.
Ach, to pewnie dlatego, że w mojej głowie ciągle pojawia się obraz nowo poznanego sąsiada.
– Myślałam, że jeśli stoisz tutaj… to ona… – Przygryzam wargę zakłopotana. – Przepraszam, że na ciebie naskoczyłam i wpadłam. Zamyśliłam się i w ogóle nie patrzyłam, gdzie idę. Pewnie jesteś…
– Devon – wtrąca.
– Gena – mówię i uśmiecham się, choć czuję się trochę nieswojo.
Mężczyzna przez chwilę bada moją sylwetkę wzrokiem, a następnie oblizuje wargi.
– Miło mi, Geno. – Szeroko się uśmiecha, a w jego spojrzeniu pojawia się coś uważnego, jakby oceniał mnie bez pośpiechu. Wygląda na słodkiego mężczyznę, instynkt podpowiada mi jednak, że pod tą powierzchnią kryje się coś znacznie mniej niewinnego.
– Muszę już iść, a ty chyba powinieneś się ubrać. – Przełykam ślinę. – Stoimy na korytarzu – dodaję, choć wzrok zdradza, że wcale nie mam na to ochoty.
– Zawsze możesz mi pomóc – odpowiada, a w jego tonie pojawia się miękka prowokacja, od której robi mi się cieplej.
Unoszę brwi, udając oburzenie, choć w środku czuję coś zupełnie innego.
– Pomóc ci się ubrać? – pytam z udawaną powagą. – Nie wydaje mi się, żebyś potrzebował aż takiego wsparcia.
– Czasem przydaje się druga para rąk – odpowiada z zuchwałym uśmiechem, który jednocześnie irytuje i… cholernie działa. – Szczególnie jeśli ktoś ma wyjątkowo zwinne dłonie.
– Och, zapewniam cię, że są bardzo zwinne – mówię z przekąsem, krzyżując ręce na piersiach. – Ale używam ich tylko wtedy, gdy ktoś naprawdę zasłuży.
– A co trzeba zrobić, żeby zasłużyć? – Pochyla się lekko, jego głos staje się niższy, bardziej miękki.
– Zacznijmy od założenia koszulki – rzucam, odwracając się na pięcie, by ukryć to niepokojące ciepło, które pojawia się w brzuchu.
Co on robi w samym ręczniku na korytarzu?
– Wtedy może przedstawię ci resztę zasad współżycia sąsiedzkiego – dodaję.
– Brzmi jak regulamin, który warto złamać – odpowiada niskim głosem.
Czuję na sobie jego uwagę nawet wtedy, gdy ruszam w stronę windy. Zatrzymuję się przy drzwiach i odwracam przez ramię.
– Wiesz, Devon… – mówię ciszej. – Jak na nowego sąsiada, masz wyjątkowy talent do stawiania ludzi w… niewygodnych sytuacjach.
– To źle? – pyta pozornie niewinnym tonem.
– Niekoniecznie. – Wciskam przycisk przywołujący dźwig. – Zwłaszcza jeśli robi się to z takim wyczuciem.
– Tylko przy pięknych kobietach – odpiera spokojnie. – Do zobaczenia, sąsiadko.
Drzwi windy otwierają się, już chcę wejść do środka, ale prawie wpadam na starszego sąsiada. No cóż, co jeszcze może mnie dzisiaj spotkać?
– Uważaj, jak chodzisz, Genevieve – wymawia moje imię z wyraźnym niezadowoleniem.
– Przepraszam! – Unoszę ręce w geście bezsilności.
Zastanawiam się, co mogłam mu zrobić, że mnie tak nie cierpi. Czyżby po prostu nie lubił młodych ludzi?
Jego wargi wykrzywiają się w grymasie pogardy.
– Dzisiejsza młodzież… – wypluwa z pogardą.
Moja szczęka opada z niedowierzania.
– To było przez… – Urywam, bo sąsiad już znika u siebie.
Trzask jego drzwi zagłusza śmiech Mad, która podchodzi od strony windy z jakimś chłopakiem. Mój wzrok skupia się na jego błękitnych oczach.
O mój Boże, czyżby to był jej brat? Na zdjęciach nie wyglądał aż tak dobrze.
– Gena – zaczyna, przywracając mnie do rzeczywistości. – Poznaj w końcu mojego brata Trevora. Trevor, to Gena, nasza sąsiadka i moja najlepsza przyjaciółka. Opowiadałam ci o niej.
Chłopak przytakuje uprzejmie, badając mnie swoim przenikliwym spojrzeniem. Nie mogę powiedzieć, że nie jest przystojny, lecz niestety bardzo nieosiągalny, gdyż młodszy ode mnie o dziesięć lat. Poza tym to brat Mad. Muszę się otrząsnąć. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień.
– Miło cię poznać. – Udaje mi się w końcu z uprzejmością wyciągnąć dłoń do Trevora.
– Również mi miło, Geno – odpowiada cicho, a gdy dotyka mojej skóry, gwałtownie łapię powietrze i szybko wycofuję rękę z jego uścisku. Na szczęście Madeline tego nie zauważa. Jego niski, męski głos sprawia, że moje serce bije szybciej, a przez ciało przechodzą dreszcze.
Co to ma w ogóle znaczyć? Nigdy czegoś takiego nie czułam.
– Dziękuję, że pomogłaś siostrze przy porządkach w pokoju – dodaje, a ja próbuję złapać równomierne tempo w oddychaniu.
– To była przyjemność. – Uśmiecham się lekko, choć moje policzki wciąż płoną. – Lubię czasami coś poukładać. Działa to na mnie… odprężająco.
Przechyla głowę, a jego usta wyginają się w delikatnym, niemal kuszącym uśmiechu.
– Dobrze wiedzieć. Może kiedyś poproszę cię o pomoc. Jest kilka rzeczy, których nie robi się w pojedynkę.
Zerkam na niego niepewnie, wyczuwając podtekst w jego słowach.
– Co na przykład?
– Hm… jestem pewien, że dobrze wiesz, o co mi chodzi. – Jego głos staje się niższy, bardziej zmysłowy.
Przygryzam wargę, nie mogąc oderwać od niego wzroku.
– Halo! – oburza się Madeline.
– To tylko taka mała wymiana słów. – Mrugam do niej, a Trevor zaczyna się śmiać.
Przyjaciółka marszczy brwi i robi krok w moją stronę. Pochyla się ku mnie, abym tylko ja słyszała, co ma do powiedzenia.
– Nie chcę, byś rozmawiała z moim bratem jak ze swoimi klientami.
Mój humor od razu ulega zmianie.
– To tylko małe żarty, poza tym to twój brat zaczął.
– Musimy iść. Mamy dużo do zrobienia – ogłasza głośno.
Kaszlę niezręcznie.
– Jasne, jasne.
Odwracają się, a w tym samym czasie ze swojego mieszkania wychodzi w pośpiechu Devon i wpada na brata Mad. Traci równowagę i kiedy niemal upada, nagle obok niego niczym bohater filmu akcji pojawia się Will i błyskawicznie interweniuje. Rzuca zakupy na podłogę i łapie Deva, ratując go przed upadkiem.
Pan O’Reilly sfrustrowany wpada na korytarz, krzycząc:
– Nie chcę tu żadnych burd, chłopaki, rozumiecie?! Zachowujcie się przyzwoicie! Jako administrator mogę zorganizować głosowanie i nie zagościcie tutaj długo, bo mieszkańcy to porządni ludzie! – Jego gniewne słowa rozbrzmiewają echem po korytarzu, a wściekłe spojrzenie mierzy zebranych. – Tyczy to się was wszystkich.
W powietrzu unosi się napięcie, ale nie mogę powstrzymać uśmiechu. Wściekły sąsiad wraca do swojego mieszkania, zostawiając nas w nagłej ciszy. Wzajemnie spoglądamy na siebie, aż w końcu wybuchamy śmiechem.
– Szybko się przyzwyczaicie – zaczyna przyjaciółka, po czym znika w swoim mieszkaniu z Trevorem, machając nam na pożegnanie.
Czyżby poznała naszych sąsiadów już wcześniej? I nie pochwaliła się, że to takie ciacha?
– Nie ma co się tym przejmować. – Próbuję uspokoić atmosferę, kiedy obaj wpatrują się we mnie. – Niesamowite przywitanie, prawda? – dodaję, uśmiechając się nerwowo. – Zapada w pamięć.
– Można tak powiedzieć – odpowiada Will. – Pogadałbym, ale dzisiaj mam sporo na głowie. Devon zamiast się rozpakować, wywalił wszystko na podłogę – mówi, szturchając lekko przyjaciela w bok.
– Hej! – protestuje kolega, ale z uśmiechem. – Miałem się pospieszyć.
– Tak i dodałeś tym czynem więcej pracy. Lepiej przydaj się na coś i idź kup to, co się rozwaliło. – Wskazuje na papierową torbę. Następnie przenosi wzrok na mnie. – Miło było cię znowu zobaczyć, Gena. – Macha mi na pożegnanie.
– Ciebie również – odpowiadam, zauważając, że Dev wciąż patrzy na mnie z lekkim zainteresowaniem.
Jestem pewna, że niebawem dowie się o wszystkich dziwacznych sytuacjach, jakie potrafią się zdarzyć w naszym zazwyczaj spokojnym budynku. Chcę odejść, a kiedy sięgam do guzika, by ponownie przywołać windę, słyszę ochrypły głos Devona:
– Mogę wiedzieć, gdzie idziesz?
Odwracam się ku niemu.
– Nie jesteś zbyt wścibski? – Unoszę brew.
– Nie. – Uśmiecha się od ucha do ucha. – Chcę tylko zapytać, czy nie zdradziłabyś mi, gdzie znajdę tutaj najbliższy sklep. Widzisz, Willa chyba użądliła jakaś osa, bo od rana chodzi sfrustrowany, więc chętnie pójdę dokupić dla niego te kilka rzeczy. Może potowarzyszysz mi, piękna? – proponuje z lekkim uśmiechem.
– Właściwie sama wybierałam się na zakupy – odpowiadam niby nonszalancko, choć w środku czuję ekscytację na myśl o spędzeniu z nim czasu.
– Świetnie! W ramach pomocy zapłacę za twoje – zapowiada z rozbawieniem.
– Czyżby to była próba przekupstwa, aby mnie uwieść? – żartuję, ciekawa jego reakcji.
Nachyla się do mnie i szepcze mi do ucha uwodzicielskim tonem:
– Ty to powiedziałaś. – Odsuwa się. – To co? Idziemy?
– Jasne – odpowiadam, gotowa na nową przygodę.
Delikatnie kładzie dłoń na dole moich pleców, gdy wchodzimy do windy.
Na zewnątrz wskazuję drogę. Nasz wspólny spacer zapowiada się intrygująco.
– Jak to się stało, że wylądowałeś w ręczniku na korytarzu? – Ciekawość wygrywa.
– Chciałabyś znowu zobaczyć mnie prawie nago? – Szczerzy się.
– Może chciałabym, może nie – odpowiadam wymijająco. – Ale to nie tłumaczy, dlaczego wychodzisz na korytarz w samym ręczniku.
– Cóż, powiedzmy, że nowy sąsiad chciał zrobić dobre pierwsze wrażenie przy otwieraniu skrzynki na listy. – Przeczesuje dłonią włosy, udając powagę. – Tylko nie spodziewałem się, że trafię na kogoś, kto potrafi jednym spojrzeniem odebrać mowę.
– Och, czyli to moja wina? – Unoszę brew, a w moim głosie pobrzmiewa rozbawienie.
– Dokładnie. Zresztą… – Zatrzymuje się na moment, patrząc mi prosto w oczy. – Gdybyś widziała, jak wyglądasz…
– Czy to twoja strategia na integrację z sąsiadami? Komplementy i brak garderoby?
– Na razie działa. – Uśmiecha się szelmowsko.
– Jeszcze nie wiesz, czy działa – rzucam przez ramię. – Jestem trudnym przypadkiem.
– Uwielbiam wyzwania.
Przewracam oczami.
– Długo się znacie z Willem? – zmieniam temat.
– Tak. Byliśmy sąsiadami na studiach. Często mi pomagał, kiedy mieliśmy trudny materiał do przerobienia.
– Czyli jesteś jeszcze studentem?
– Niedawno zdałem egzamin adwokacki i przeniosłem się do Nowego Jorku, bo dostałem od znajomego ojca propozycję stażu.
Czyli tak, jak myślałam. Każdy z nowo poznanych mężczyzn jest dużo młodszy ode mnie. Świetnie.
– Studiowałeś prawo? – dopytuję, bo pomimo lekkiego zniesmaczenia różnicą wieku mogę się z nimi zaprzyjaźnić, w końcu to mój sąsiad. Nigdy nie wiadomo, kiedy będzie mi potrzebna pomoc.
– Tak – odpowiada prosto.
– O, to imponujące – mówię z podziwem i lekko go szturcham w bok. – To prawda, że kobiety uwielbiają prawników? – dodaję, puszczając mu oczko.
– Coś w tym jest. – Śmieje się.
– Jesteś bardzo wyluzowany jak na prawnika. Nawet jeśli dopiero zaczynasz.
Marszczy brwi.
– A to dlaczego?
– Prawnicy są tacy… – Zamyślam się na chwilę, aby dobrać odpowiednie słowo. – Sztywni.
– Masz rację. – Porusza znacząco brwiami. – Ja jestem non stop sztywny. – Patrzę na niego z ukosa. – Może jest w tym ziarenko prawdy, ale mój luz nie zmienia faktu, że jestem bardzo dobry w tym, co robię.
– W uwodzeniu? – odpieram zadziornie.
– Tak. Desperatek, które przychodzą do mnie, aby rozwieść się ze swoim mężem.
– Długo już tutaj pracujesz?
– Pół roku.
Kiwam głową.
– Czyli twój współlokator też studiował prawo?
– Medycynę.
Otwieram usta z zaskoczenia.
– Jak się w takim razie poznaliście? – pytam zaintrygowana różnicą w ich kierunkach studiów.
– Urządzałem sporo imprez, a Will zawsze przychodził narzekać na głośną muzykę. Trochę mu dokuczałem – opowiada, kręcąc głową z rozbawieniem.
– Ciekawe.
– A ty?
– Czy dokuczałam Willowi? Wiesz, nie miałam jeszcze okazji – odpowiadam z niewinnym uśmiechem, choć w głowie miga mi obraz z pralni, gdy patrzył na moje majtki, a potem na piersi, zastanawiając się pewnie, czy mam stanik do kompletu.
Devon przygląda mi się przez chwilę, jakby coś analizował.
– Dobra jesteś. – Puszcza mi oko. – Will jest świetnym kumplem. Zaproponował wspólne mieszkanie, bo miałem problem ze znalezieniem czegoś dla siebie. A ty studiujesz?
– A wyglądam na studentkę? – Trzepoczę rzęsami.
– Pewnie. Wiem, że kobiet nie pyta się o wiek, ale wyglądasz mi na taką, która właśnie kończy studia.
Śmieję się.
– Trochę się pomyliłeś.
– Wyprowadzisz mnie z błędu?
– Studiowałam architekturę. Skończyłam naukę pięć lat temu, bo chciałam uzyskać pełną licencję architekta. Aktualnie mam trzydzieści cztery lata. Pracuję jako freelancerka, w domu.
– Wow, świetnie wyglądasz – mówi z fascynacją.
– Dzięki. – Uśmiecham się miło.
– Mieszkasz sama?
Podnoszę brew i spoglądam na niego kątem oka.
– Czy to kolejna próba wejścia mi do łóżka? – żartuję, udając powagę.
Jego chrapliwy śmiech rozbrzmiewa w powietrzu, docierając do zakamarków mojego ciała, o których nawet nie miałam pojęcia.
W końcu docieramy do sklepu. Devon bierze duży koszyk na zakupy i razem podchodzimy do stoiska z warzywami i owocami. W jego dłoniach ląduje papryczka habanero.
– Lubisz na ostro? – pyta z uśmiechem.
Jabłko, które trzymam, wyślizguje mi się z ręki i toczy po posadzce. Zaskoczona patrzę na mężczyznę, który uśmiecha się szeroko.
– Czasem lubię wypróbować coś nowego – odpowiadam z przymrużeniem oka.
– Ja również. – Porusza brwiami w zalotnym geście.
Patrzę na niego karcąco, gdyż każde jego słowo wydaje się aluzją do czegoś bardziej intymnego. O Boże, ten mężczyzna będzie moją zgubą, dlatego muszę szybko zboczyć z tego toru.
– Dzisiaj może zrobię chili con carne. – Chwytam tę papryczkę i wrzucam do koszyka.
– Chce ci się gotować dla jednej osoby? – Unosi brew.
Zakładam ręce na klatce piersiowej.
– To kolejna próba?
Śmieje się i odchodzi po inne warzywa. Ja w tym czasie wyjmuję listę i powoli wszystko zbieram, dodatkowo dokładając rzeczy na to chili. Tuż przed kasą kierujemy się do alejki z alkoholami. Devon sięga po piwa, a ja wybieram butelkę wina. Szybko odbiera ją ode mnie, mówiąc:
– Nie. To nie pasuje do chili.
– Skąd wiesz?
– Zaufaj mi – odpowiada z szelmowskim uśmiechem, odkładając wybrane przeze mnie wino z powrotem na półkę.
Z ciekawością obserwuję jego sylwetkę. Devon jest naprawdę przystojny. Idealnie dopasowana koszula tylko podsyca moje wyobrażenia. Mając tak atrakcyjnych sąsiadów, trudno będzie zachować dystans, zwłaszcza gdy rozmawiam z Himerosem. Przygryzam wargę.
– To, które wybrałaś, to siki, a nie wino. Powinnaś gustować w czymś lepszym. – Zerka na mnie z rozbawieniem, po czym sięga po butelkę Tinto Pesquera i wyciąga ją z półki z niemal nabożną czcią. – To już inna liga.
– Ono jest drogie – zauważam, krzywiąc się lekko. – Możesz mi teraz powiedzieć, dlaczego miałabym wydać tyle pieniędzy na wino do chili?
– Bo jest owocowe i lekko pikantne – odpowiada bez wahania, ruszając w stronę kolejki. – Idealnie podbije smak. – Zatrzymuje się na moment i spogląda na mnie spod rzęs. – I ja ci je kupię. W ramach podziękowania.
Mrugam zaskoczona.
– Za co dokładnie?
– Za pomoc. I za to, że nie dostałem od ciebie w twarz, gdy byłem w ręczniku. Mogłaś sobie pomyśleć, że jestem jakimś zboczeńcem.
Śmieję się cicho.
– W takim razie… dziękuję za wino.
– Proszę bardzo – rzuca lekko.
– A że tak spytam, skąd to wiedziałeś? – Wskazuję na butelkę. – Nawet nie przeczytałeś etykiety.
– Nie muszę. – Wzrusza ramionami. – Trochę się na tym znam. Poza tym lubię różnorodność. – Mruga do mnie znacząco.
Jest prawdziwym mistrzem flirtu, a jego urok działa na mnie niczym najmocniejszy afrodyzjak.
Podczas pakowania zakupów opowiada mi, że o winach mówiła mu pewna kobieta, która na początku swojej kariery była jego klientką. Rozwodziła się z mężem. Mieli duży majątek i wielką winnicę w Napa. Dodał również, że miał z nią romans.
– Nigdy nie zagłębiałam się w tematykę wina. Myślałam, że to po prostu kwestia gustu. Kto co lubi i ile ma kasy, by na nie wydać – kwituję.
Devon przykłada dłoń do serca i wzdycha z przesadą.
– Och, Gena… Dobrze dobranym winem można nawet uwieść kobietę – mówi niskim głosem.
– Naprawdę? – Unoszę brew. – To tak uwiodła cię ta mężatka?
Śmieje się i chwyta nasze zakupy. Ruszamy do wyjścia.
– Jeśli zgodzisz się zjeść ze mną kolację, pokażę ci, jak to działa. – Mruga do mnie łobuzersko.
– Nie jestem pewna, czy jesteś gotowy na takie wyzwanie. – Śmieję się. – Jestem dość wymagająca. Poza tym nie mam męża.
W jego oczach pojawia się mroczny błysk, a na szyi zaczyna pulsować żyła. Spojrzenie przesuwa się po mnie od stóp do głów.
– Nie, nie o to mi chodziło – mówię, kręcąc głową i przyspieszając kroku, by go wyprzedzić.
Szybko mnie dogania, a zapach jego perfum uderza w moje zmysły – męski, intensywny, wręcz hipnotyzujący.
– Nie umiesz się bawić… – przyznaje smutno.
Gdyby wiedział, jak potrafię to robić… Lecz decyduję się zmienić temat. Skoro tak swobodnie ze mną flirtuje, może po prostu lubi towarzystwo kobiet. Ciekawe, czy kiedykolwiek był w poważnym związku…
– Byłeś kiedyś związany? – pytam, a potem żałuję doboru słów.
– Och, kochana, to ja wolę wiązać… – Jego głos staje się nagle głębszy.
– Chodzi mi o to, czy byłeś kiedyś w poważnym związku, a nie tylko zaliczyłeś przygodę na jedną noc – wyjaśniam, by znowu nie wpaść w jego gierki.
– Byłem. – Jego twarz nagle staje się poważna.
– Przepraszam… jeśli nie chcesz, nie musimy o tym rozmawiać – odpieram łagodniej, zauważając, jak na moment sztywnieje.
– Spokojnie. – Wzrusza ramionami. – Na studiach byłem z Rachel. Zdradzała mnie podczas stażu. I to nie raz. – Krzywi się lekko, po czym próbuje uśmiechnąć. – Najwyraźniej nie była dla mnie. Tyle.
– A teraz nadrabiasz, uwodząc cudze żony? – rzucam półżartem, chcąc rozładować napięcie.
– Nie wszystkie – odpowiada spokojnie, nachylając się bliżej. Jego oddech muska moją skórę, co wywołuje dreszcz. – Aktualnie mam na oku tylko jedną kobietę.
Unoszę brew.
– Tak?
– Mhm. – Jego głos staje się niższy. – I właśnie z nią prowadzę grę.
– Niezłe podejście. – Śmieję się, szturchnięciem odpowiadając na jego flirt.
– Działa? – pyta z nadzieją.
– Nie. – Wystawiam mu język.
Wybuchamy śmiechem, co rozluźnia atmosferę.
Po kilkunastu minutach docieramy do budynku. Żegnam się z Devonem w trochę niezręczny sposób, machając mu na do widzenia, choć miałam wrażenie, że chciał mnie pocałować w policzek.
Otrzymałam od niego tę butelkę wina. Przechodzę do kuchni, chwytam kieliszek, otwieram ją i nalewam sobie sporą porcję. Dzień był niesamowicie intensywny, a ja czuję, że potrzebuję tego alkoholu jak powietrza. Z kieliszkiem w dłoni udaję się do sypialni, zabieram służbowy telefon i idę do łazienki. Napełniam wannę ciepłą wodą, dodaję ulubione olejki, rozbieram się i powoli zanurzam w wodzie, układając się wygodnie.
Wino okazuje się wyjątkowo smaczne, więc biorę większy łyk i sięgam po smartfon. Loguję się na konto i czekam na klientów. Wkrótce telefon zaczyna wibrować. Otwieram okno czatu.
Maks: Witaj, ślicznotko.
Kiedy dostrzegam, kto do mnie pisze, jęczę sfrustrowana. To ten facet z fetyszem stóp. Ostatnio poprosił mnie, bym ocierała stopami jego genitalia. Szybko osiągnął kulminację i na szczęście od razu się wylogował.
Anais: Ile mamy czasu?
Maks: Żona pojechała do sklepu.
Anais: Podchodzę do Ciebie bardzo powoli, ściągając z siebie ubrania.
Maks: Chcę, byś się położyła.
Anais: Robię to.
Maks: Na brzuchu.
Anais: Odwracam się.
Maks: Wypnij tyłek.
Anais: Czekam niecierpliwie.
Maks: Klękam przy Twoich stopach i unoszę jedną…
Zaczyna się… Piszę z nim jeszcze dobre trzydzieści minut, w tym czasie kończę lampkę wina. Kiedy woda w wannie zaczyna stygnąć, wychodzę z niej, a gdy zakładam ubranie, Maks osiąga finał na moje nogi. Zastanawiam się, co może się kryć w umysłach takich ludzi.
Idę robić chili i kontynuuję czatowanie z innymi klientami. Gdy kończę, zastanawiam się nad wylogowaniem, zjedzeniem kolacji i dopiciem butelki wina, lecz wtedy pojawia się jedna wiadomość…
Ta, na którą zawsze czekam.
Himeros: Witaj, piękna! :)
Anais: Czekałam na Ciebie, przystojniaku. Już zaczynałam myśleć, że mnie porzuciłeś.
Himeros: Nie ma takiej siły, która pozwoliłaby mi o Tobie zapomnieć.
Anais: Już samo to, co mówisz… sprawia, że robi mi się gorąco.
Himeros: Dziś mam mało czasu, a przy Tobie nie chcę się spieszyć.
Anais: A ja tak wypatrywałam Twojej wiadomości…
Himeros: To niezwykle miłe.
Anais: I prawdziwe. A gdybym tylko mogła… zrobiłabym znacznie więcej.
Himeros: Nie drażnij mnie, bo naprawdę nie dam rady się powstrzymać :(
Anais: Może wystarczy Ci czasu choć na małą chwilę przyjemności? Wyobrażam sobie Twoje ciało… już gotowe na mój dotyk.
Himeros: A co byś mi zrobiła, gdybym rzeczywiście tam był?
Anais: Wszystko, czego zapragniesz… Doprowadziłabym Cię do granic wytrzymałości, a potem przekroczyła je z rozkoszą.
Himeros: Mmm… kusisz jak diablica, ale dziś nie mogę się zatracić.
Anais: A ja pragnę Cię jak nigdy wcześniej…
Himeros: Jeszcze nigdy nie spotkałem takiej kobiety.
Anais: Zawsze do Twojej dyspozycji… kiedy tylko zechcesz.
Himeros: Następnym razem… oddam Ci się całkowicie.
Anais: Obiecujesz?
Himeros: Obiecuję.
Himeros: Muszę już lecieć. Długi, męczący dzień…
Anais: Ach, przeprowadzka. Jak poszło?
Himeros: Całkiem nieźle. Choć na piętrze mam sąsiada z kijem w tyłku. Uprzedził, że jest administratorem i może nas w każdej chwili wyrzucić. Dobrze, że nie wie, co robię, kiedy zamykam oczy i piszę do Ciebie… 😈
Serce bije mi jak oszalałe. Czuję, jak przyspiesza mi oddech, a krew burzy się w żyłach. Te słowa… Usłyszałam je dzisiaj. To były słowa pana O’Reilly’ego. To nie może być zbieg okoliczności. Za dużo podobieństw. Wygląda na to, że Himeros to jeden z moich nowych sąsiadów. To znaczy, że zauroczyłam się w dużo młodszym mężczyźnie i – o zgrozo – może to być brat mojej przyjaciółki!
© Emilia Sroka
© Wydawnictwo Black Rose, Zamość 2026
ISBN 978-83-68677-21-8
Wydanie pierwsze
Redakcja
Justyna Szymkiewicz
Korekta
Kinga Dąbrowicz
Danuta Perszewska
Magda Adamska
Skład i łamanie
Andrzej Zyszczak – Zyszczak.pl
Projekt okładki
Melody M. – Graphics Designer
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Książka ani jej części nie mogą być przedrukowywane ani w żaden inny sposób reprodukowane lub odczytywane w środkach masowego przekazu bez pisemnej zgody autorki i wydawcy.
