Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
67 osób interesuje się tą książką
Są takie miejsca, które budzą w nas moc
Po powrocie z gorącej Katalonii Anna próbuje odnaleźć się w codzienności, która coraz bardziej przestaje jej wystarczać. Kiedy jedna decyzja w pracy wywraca jej życie do góry nogami, zamiast szukać bezpiecznej przystani, wybiera Edynburg i nowy początek.
Szkocja pachnie mokrą trawą, wrzosem i wolnością. Wśród mgieł, zamków i dawnych legend po raz pierwszy czuje, że nie musi już uciszać samej siebie. Powoli zaczyna rozumieć, czego tak naprawdę pragnie.
Spotkanie z Ianem przynosi bliskość i namiętność, które zmieniają wszystko. Anna odkrywa w sobie kobietę, która nie boi się już sięgać po więcej. Czy to właśnie Szkocja da jej odwagę, by zacząć żyć na własnych zasadach?
Poznaj drugą część losów bohaterki z powieści „Smaki katalońskich nocy”!
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 402
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Dominika Brych
Zapach szkockich nocy
Jak on całował! Pierwsze dotknięcie ust było niemym pytaniem ich obojga, zadanym z niepewnością, ale i ogromną nadzieją. A potem wybuchł pożar, którego żadne z nich się nie spodziewało. Anna poczuła, jak jego dłonie nieśmiało ujmują jej policzki i unoszą jej twarz ku górze. Nie zdążyli nawet spojrzeć sobie w oczy… To był jeden z tych filmowych pocałunków, kiedy bohaterowie rzucają się na siebie i nie mogą się od siebie oderwać. Taki pocałunek, który powoduje eksplozję zmysłowych doznań, po której znika wszelki rozsądek. Kto nigdy nie był tak całowany, niech nie traci nadziei i nie ustaje w poszukiwaniach tak uskrzydlającego przeżycia.
Jego dłonie zsunęły się niżej i rozpoczęły swój własny taniec. Poczuła silne palce zaciskające się na delikatnej skórze karku, potem wędrujące po łopatkach, talii… Nie było dla niej ważne, że materiał wąskiej sukienki podwija się, odsłaniając nagie uda. Objęła go jedną ręką w pasie, a drugą przesuwała po nieskazitelnie białej koszuli, wyczuwając pod palcami eleganckie guziki i coraz szybciej bijące serce.
Ich ciężkie oddechy mieszały się ze sobą, a dotyk języka doprowadzał Annę do szaleństwa. Całym ciałem czuła jego siłę i zaborczość. Modnie przystrzyżona broda drażniła jej skórę, przyprawiając o rozkoszny dreszcz. Duża dłoń objęła jej pośladek i mężczyzna przyciągnął ją bliżej siebie. Poczuła jego zapach, który zawrócił jej w głowie – piżmowy, z nutką cedru i pobudzającej cytryny z miętą. Gdzieś w zakamarkach jej myśli kołatało się, że tak denerwujący facet nie powinien tak całować. A jednak całował.
Ocucił ich dźwięk otwierającej się za ich plecami windy. Zaczęły do nich docierać dźwięki z hotelowego lobby, do którego – mimo późnej pory – weszła właśnie grupa osób walczących z wielkimi walizami.
Mężczyzna otworzył oczy. Ponownie ujął jej twarz w dłonie i jedyne, co wykrztusił, to:
– Ożeż…
Anna stała w długiej kolejce w damskiej toalecie. Miała cichą nadzieję, że zdąży przed rozpoczęciem koncertu, ponieważ nie miała zamiaru ani męczyć się z pełnym pęcherzem, ani wychodzić w trakcie za potrzebą.
Umilając sobie czas oczekiwania, przyglądała się kobietom stojącym wraz z nią w ogonku. Młodsze, starsze, wyższe, niższe, grubsze, chudsze, ze zmarszczkami, z gładką cerą, z siwymi włosami, z zielonymi lokami… Jedne były wystrojone, jakby to było najważniejsze wyjście w tym roku, inne ledwo powstrzymały się od przyjścia w dresach. Każda z nich po wyjściu z toalety myła ręce i automatycznie przyglądała się sobie w lustrze, na którym jakiś pomysłowy pracownik umieścił naklejkę „YOU ARE AMAZING”.
Czy one w to wierzyły? Czy każda z tych kobiet, porównując się z sąsiadkami z kolejki i obserwując krytycznie swoje odbicie, czuła, że jest niesamowita? Anna sama zaczęła się nad tym zastanawiać. Nie była przekonana, czy ma w sobie na tyle pewności siebie, żeby uwierzyć w swoją wyjątkowość. Damska toaleta publiczna, szczególnie kiedy jest tak zatłoczona, to w sumie ciekawe miejsce na snucie refleksji. Kobietę nieustannie ocenia są przez pryzmat jej walorów fizycznych. Dopiero po pewnym czasie dostrzega się jej wnętrze – to, że ma mnóstwo empatii i zrozumienia, jest ciepłym, dobrym człowiekiem. Niestety, pierwszeństwo nadal mają mocno wymalowane usta, stylowo ułożone włosy i długie nogi. Anna potrząsnęła głową, w myślach stukając się palcem po czole. Jedno wyjście na siku, a jej się już włączyły przemyślenia na temat postrzegania kobiecej powierzchowności. Tego wieczoru miała się dobrze bawić, wyluzować wraz z ekipą z pracy i porzucić egzystencjalne rozważania.
Wyjazd integracyjny poza Trójmiasto pod koniec listopada był wyjątkowo trafionym pomysłem szefostwa. Dziewczyna świetnie bawiła się podczas gier zespołowych, jakie zaplanowano na cały dzień. Escape room, laser tag i warsztaty kulinarne w tajskiej restauracji stanowiły fantastyczną rozrywkę, która potrzebna była całej ekipie. Mieli niewiele czasu na krótki odpoczynek i przebranie przed wydarzeniem, które było niespodzianką szykowaną przez ich firmę już od dawna. Koncert jednego z najbardziej popularnych polskich muzyków miał być zasłużoną nagrodą za rok ciężkiej pracy. Dla Anny wyjazd był miłą odskocznią od codzienności, gdyż od powrotu z Katalonii nie potrafiła znaleźć sobie miejsca. Szukała utraconego poczucia wolności, jednak jesień nad polskim morzem skutecznie ją do tego zniechęcała. Depresja jesienno-zimowa była nieunikniona, szczególnie że wielkimi krokami nadchodził grudzień, od lat będący najbardziej szaroburym miesiącem roku.
Z rozmyślań wyrwała ją postać, która nagle wyłoniła się zza kulis. Mężczyzna szedł powoli na środek sceny, trzymając w jednej ręce gitarę. Czarna czapka z daszkiem zasłaniała jego oczy, a przytłumione światło otulające scenę nie pozwoliło odczytać jego wyrazu twarzy. Zbliżył usta do mikrofonu i po kilku sekundach magicznej pauzy, która sprawiła, że cała sala wstrzymała oddech, zaśpiewał głębokim, szorstkim głosem. Poruszającym barytonem śpiewał o chłopaku, w którego nie wierzył świat, o złamanych sercach i utraconych nadziejach, o szczęściu, które mogło być jego udziałem, ale jak zwykle spieprzył sprawę. Była to historia faceta, który próbuje podnieść się z kolan, wierzy, że umie kochać całym sercem, ale równie dobrze wychodzi mu uciekanie przed prawdziwym zaangażowaniem. Zdecydowanie był to typ, który wzbudzał westchnienia u żeńskiej części publiczności. Prawdopodobnie niejedna fanka zabrałaby go do domu, ale już nieliczne chciałyby go na zawsze. Niezwykle łatwo było utonąć w głębi jego głosu, więc Anna poddała się magii, pozwalając, by wibracje muzyki przeniknęły ją całą. Na scenie pojawiali się kolejni członkowie zespołu – oprócz standardowych gitar i perkusji zabrzmiały także flet, klarnet, trąbka oraz fortepian – i zrobiło się naprawdę nastrojowo. Okazało się, że w repertuarze znalazły się również szybsze utwory, więc cała sala zaczęła tańczyć i śpiewać. Anna zapomniała o swoich troskach – bawiła się doskonale, czerpiąc dobrą energię od rozochoconego towarzystwa.
Po koncercie, który zrobił na wszystkich piorunujące wrażenie, ruszyli do hotelowej restauracji. Tam, w miarę wypitych drinków, hamulce zaczęły stopniowo puszczać. Atmosfera zrobiła się luźna, nikt się nie krępował, zwłaszcza że dyrektor udał się wcześniej do swojego pokoju. Pozostał z nimi jedynie bezpośredni przełożony Anny, który – ku jej niezadowoleniu – usiadł zaraz obok niej. Nie żeby go nie lubiła, ale też nie darzyła go jakąś wielką sympatią. W zasadzie to odbierała go jako irytującego perfekcjonistę, który zawsze wynajdywał błędy w jej prezentacjach i wiecznie miał uwagi do tego, co robiła. Świetnie dogadywał się z facetami i – jeśli chciał – umiał czarować kobiety. Swoją niepewność ukrywał pod żartami i uszczypliwymi uwagami, a sam zgrywał idealnego kierownika. Spojrzała na niego kątem oka, ale zabawiał rozmową dziewczyny z działu grafiki, ignorując ją całkowicie. Jak zwykle zresztą. Anna westchnęła i zajęła się studiowaniem menu. Po tak intensywnym dniu była niesamowicie głodna, a ponieważ wieczór dopiero się rozkręcał, postanowiła, podobnie jak reszta ekipy, zamówić sobie przystawkę i drugie danie.
Kolejne dania pojawiały się na stole przy akompaniamencie wybuchów śmiechu i wznoszonych toastów. Pracownicy z długim stażem mieli do opowiedzenia setki historyjek o tym, jak klienci potrafili uprzykrzać im życie. Od całkowitej zmiany koncepcji kampanii reklamowej, poprzez wtrącanie się w obsadę na planie zdjęciowym, po rozpaczliwe telefony w niedzielne poranki. Anna zdążyła zapomnieć, że tuż obok niej siedzi upierdliwy palant Filip, gdy przed nią pojawił się talerz z tatarem z polędwicy wołowej w towarzystwie kaparów, czerwonej kompresowanej cebuli i masła grzybowego. Ujęła w dwa palce śmiesznie pozwijany chips z parmezanu i delikatnie go nadgryzła, ciekawa nowego smaku.
– Zawsze tak zabawnie zaczynasz jeść? – Szef spojrzał na nią z figlarną miną. – Mama nie uczyła, żeby używać noża i widelca?
– A ciebie nie nauczyła, żeby nie robić ludziom uwag przy stole? – odcięła się Anna, jednak od razu poczuła, że niepotrzebnie dała się sprowokować Filipowi. Zamiast odpowiedzieć jakimś luźnym żartem, przeszła do ofensywy. Wzięła głęboki oddech i postanowiła spróbować od nowa. – Smakuje ci danie?
– Ostra z ciebie babka – skwitował, ignorując jej pytanie. – Jakoś nigdy wcześniej tego nie widziałem. Czemu w pracy tak się nie odszczekujesz?
Zaskoczył ją. Nie znała odpowiedzi na jego pytanie. Po prostu dotychczas była zawsze grzeczną dziewczynką. Rodzice nauczyli ją, że bycie miłą i uprzejmą to podstawa, że trzeba mieć wysoką kulturę osobistą. No i miała. Może nawet za wysoką. Nie umiała się kłócić, nie znosiła konfliktów, a już najbardziej nie umiała radzić sobie, gdy ktoś był z niej niezadowolony. Ale przecież nikt nie lubi kłótliwych bab!
– Wiesz co… – zaczęła, zastanawiając się nad każdym słowem, jakby obracała je w palcach i przyglądała się z każdej strony. – Ostatnio nauczyłam się, że nie jestem jak zupa pomidorowa, nie każdy musi mnie lubić.
– Uważasz więc, że jeśli nie będziesz się ze mną zgadzała w jakiejś kwestii służbowej, to hmm… przestanę cię lubić? – Popatrzył jej prosto w oczy, jednocześnie wkładając do ust foie gras ze świeżą żurawiną. – To ważne, żebym cię lubił?
– Nie to, żebyś konkretnie ty mnie lubił… – odpowiedziała zmieszana, czując, jak na policzki wypływa jej lekki rumieniec. Miała nadzieję, że Filip przypisze go trzeciemu drinkowi, a nie jej własnemu zakłopotaniu. – Chyba jestem osobą, której trudno pogodzić się z myślą, że może nie być lubiana.
– Okej, rozumiem, ale uważam, że to, że ktoś ma swoje własne zdanie, nie jest powodem do nielubienia. To raczej początek ciekawej dyskusji na argumenty, coś, co podnosi adrenalinę i sprawia, że nasze życie jest bardziej emocjonujące.
Spojrzała na niego, jakby widziała go po raz pierwszy w życiu. Nigdy wcześniej tak długo ze sobą nie rozmawiali i nie poruszali tematów niezwiązanych bezpośrednio z pracą. Ich rozmowa utonęła w końcu w ogólnej dyskusji, gdyż zostali wciągnięci w historie o największych firmowych wtopach. Filip opowiadał o początkach swojej kariery, praktykach w trakcie studiów, kiedy parzył kawę, robił za gońca i szykował kanapki na zebrania pracowników. Im dłużej go słuchała, tym więcej odkrywała. Okazał się pracowity i nieugięty, uparcie dążył do celu, jakim było stanowisko wysokiego szczebla. Jego opowieści były intrygujące i angażowały całą grupę. Dopiero teraz zauważyła, że roztacza aurę władzy i profesjonalizmu. Był urodzonym liderem.
Wieczór toczył się dalej, zjedzono wszystkie steki, owoce morza i sałatki oraz wypito mnóstwo kolorowych drinków i whisky z lodem. Ludzie powoli się wykruszali i dziękując za fantastyczny wieczór, kierowali się do swoich pokoi hotelowych.
– Spadam, idziecie też? – Adam, kolega Anny z sąsiedniego biurka, chwiejnie wstał od stołu.
Anna spojrzała na Filipa, ale on miał świeżo nalaną szklankę złocistego płynu. Ona też dopiero co dostała swoje sauvignon blanc i miała ochotę je dokończyć, szczególnie że atmosfera bardzo przypadła jej do gustu.
– Zaraz idziemy, dokończymy tylko i ruszamy do spania – odrzekł Filip zdecydowanym tonem, ucinając wszelkie dyskusje.
– Dobranoc! – Adam pomachał i ruszył do windy.
W restauracji nie było już nikogo, poza ich dwójką.
– Od kiedy zrobiłaś się taka odważna?
– Odkąd wróciłam z wakacji, tak mi się wydaje… – Anna oparła głowę na dłoni i powróciła myślami do spieczonego słońcem katalońskiego wybrzeża. Jej włosy, upięte wcześniej w misterną fryzurę, wymykały się teraz spod klamry i opadały na kark, a beżowa, obcisła sukienka podkreślała utrzymującą się jeszcze opaleniznę.
– To musiał być bardzo ekscytujący wyjazd. Byłaś z chłopakiem? – Filip rozparł się na krześle, a biała koszula opięła się wyraźnie na jego ramionach.
– Oj, przestań się zgrywać, całe biuro wie, że nie mam chłopaka! Byłam sama i bawiłam się wyjątkowo dobrze. – Upiła kolejny łyk i spojrzała na mężczyznę spod rzęs. – Okazuje się, że taki samodzielny wyjazd wiele uczy.
– Tak? A czego? – Jego intensywny wzrok skupił się na jej ustach.
Anna przełknęła ślinę i oblizała wargi, nieświadoma, jakie wrażenie ten ruch wywarł na jej rozmówcy.
– Decyzyjności, ponoszenia konsekwencji, ale też odczuwania przyjemności i takiego bycia tu i teraz.
– I dzięki temu zrobiłaś się kłótliwa?
– Ej! – Usiłowała kopnąć go pod stołem. – Wcale nie kłótliwa, tylko odważna i pewna siebie. Dla twojej informacji, drogi szefie, będzie tego więcej!
– Już nie mogę się doczekać. – Jednym łykiem dopił swoją whisky, po czym uśmiechając się drapieżnie spod starannie przystrzyżonej brody, dodał: – Zdecydowanie zyskałaś na atrakcyjności.
Już chciała się żachnąć, że nie potrzebuje być atrakcyjna, ale profesjonalna i poważna, gdy poczuła, że jego komplement połechtał jej ego. Bóg raczy wiedzieć dlaczego, ponieważ nigdy wcześniej nie odczuwała potrzeby, aby szukać aprobaty swojego irytującego szefa. Być może było to działanie wytrawnego wina albo wpływ atmosfery całego wieczoru, jednak tym razem Anna miała ochotę podjąć rękawicę rzuconą przez swojego rozmówcę.
– A to dopiero początek niespodzianek… – mruknęła pod nosem, wznosząc niemy toast i upijając ostatni łyk.
– Co takiego robiłaś w tej Katalonii i gdzie podziałaś tę cichą, grzeczną dziewczynkę, która zwykle sumiennie pracowała przy swoim biurku?
– Zgubiłam ją gdzieś między barem z tapasami a mariną pełną jachtów i żaglówek – odpowiedziała kokieteryjnie.
– Założę się, że świetnie się przy tym bawiłaś. – Pochylił się ku niej i zajrzał jej prosto w oczy.
Atmosfera zgęstniała, a Anna poczuła przyjemne ciepło w całym ciele. Flirt sprawiał jej ogromną satysfakcję, szczególnie że nie spodziewała się odnaleźć w swoim szefie palancie tak ciekawego i intrygującego rozmówcy. Ciszę pełną iskrzącego napięcia przerwało pojawienie się kelnera.
– Szanowni państwo, czy jeszcze coś podać?
Oboje spojrzeli na siebie i pokręcili przecząco głowami.
– W takim razie serdecznie państwu dziękuję i życzę miłego wieczoru.
Kiedy Anna zaczęła powoli wstawać, Filip w jednej sekundzie pojawił się za jej plecami, by odsunąć jej krzesło.
– Z ciebie jest niespodziewanie grzeczny chłopiec. Gdzie ty się wcześniej ukrywałeś? – powiedziała z uśmiechem, gdy objął ją subtelnie i poprowadził w stronę holu.
– Mama mnie wychowała na dżentelmena. Poza tym trudno ci się oprzeć. – Wcisnął przycisk przywołujący windę.
Niezobowiązująca rozmowa nie wiadomo kiedy nabrała dwuznaczności, a spojrzenia stały się nad wyraz poważne.
– Dlaczego? – szepnęła, podnosząc ku niemu twarz.
– Sam nie wiem – odparł, również szeptem.
Jeszcze przez kilka sekund wpatrywali się w siebie intensywnie, zanim ich ciała podjęły decyzję za nich. Pierwsze dotknięcie ust było niemym pytaniem ich obojga, zadanym z niepewnością, ale i ogromną nadzieją. A potem wybuchł pożar, którego żadne z nich się nie spodziewało. On – upierdliwy pracuś perfekcjonista, ona – cicha i sumienna specjalistka w swojej dziedzinie. Jednak w momencie pocałunku byli tylko dwojgiem ludzi, głodnych wrażeń i ciekawych siebie nawzajem. Zdrowy rozsądek zniknął bezpowrotnie, a u sterów zasiadło niepohamowane pożądanie. Tak nie całują grzeczne dziewczynki. Tak nie dotykają porządni chłopcy.
Nagle przez czerwoną mgłę pożądania przedarł się sygnał otwierającej się windy i usłyszeli szum rozsuwających się drzwi.
– Ożeż… – wydyszał Filip, przebiegając spojrzeniem po twarzy dziewczyny, jakby nie mógł uwierzyć w to, co właśnie im się przydarzyło.
Anna natomiast patrzyła na niego ze zdumieniem, dostrzegając w jego oczach pożądanie i uwielbienie. Zanim zdążyła zareagować, wciągnął ją do windy, oparł o ścianę i zaczął dalej całować. Oddawała mu ochoczo pocałunki, dotykała i przejeżdżała paznokciami po plecach, czując, jak napinają się jego mięśnie. W odpowiedzi usłyszała pomruk przyjemności. Uniosła głowę, dopominając się pieszczot na wrażliwej szyi. W tym momencie zauważyła lustrzany sufit, w którym odbijały się ich splecione sylwetki. Widziała, jak silna ręka sunie wzdłuż jej biodra, uciska pośladki i ląduje na jej udzie. Podniosła kolano, by mógł je objąć i przyciągnąć bliżej. Widok długich palców znikających pod jej sukienką doprowadził ją do wrzenia.
Nie otrzeźwił ich sygnał oznajmiający dotarcie na odpowiednie piętro. Nie myśleli o kamerach ani o tym, że ktoś ze współpracowników mógłby ich zobaczyć. Głodni swojego dotyku, dotarli pod drzwi jego pokoju. Filip niezdarnie wyjął kartę z kieszeni spodni i przytknął ją do zamka. Wpadli do środka, całując się jak para małolatów. Anna w pośpiechu rozpinała guziki jego koszuli, gdy on próbował zdjąć eleganckie buty. Gdy już się z tym uporał, chwycił ją pod pośladki, uniósł i oparł o zamknięte drzwi. Objęła go udami w pasie i pocałowała, jednocześnie zrzucając szpilki. Po chwili westchnęła i odchyliła szyję, by czuć jego pocałunki na dekolcie. W końcu przeniósł ją przez pokój i położył delikatnie na łóżku. Czuła, jak jego dłoń powoli sunie w górę jej nogi – pieszczota ta była wręcz dekadencka. Chciała, by jego palce zawędrowały wyżej. Pomogła mu zrzucić koszulę i zaczęła podziwiać jego męskie ciało. To takie przyjemne dotykać czyjejś gorącej skóry, patrzeć, jak pod wpływem pieszczoty pracują mięśnie, napawać się charakterystycznym zapachem rozgrzanego ciała. Jednakże Filip miał ochotę na to samo i nie pozwolił jej dłużej eksplorować. Zdjął jej sukienkę i z zachwytem, a może nawet nabożnością dotykał jej brzucha, ramion, ud. Przez koronkową bieliznę całował piersi, sprawiając, że rozpływała się w jego dłoniach. Ich ruchy stawały się coraz szybsze, bardziej intensywne, głód był coraz bardziej obezwładniający. Nagle usłyszała jego chrapliwy głos przy uchu:
– Nie mogę się powstrzymać, wariuję przez ciebie. Przy tobie zapominam o wszystkim, o całym cholernym świecie.
Jestem kobietą, dla której on odchodzi od zmysłów. Prawdziwą femme fatale – ta myśl, delikatna jak puchaty obłoczek, przepłynęła przez jej świadomość. To dla mnie zapomina o calutkim świecie. Oboje zapominamy o wszystkim, co na zewnątrz – to zdanie zdecydowanie wyraźniej przebiło się przez opary pożądania oraz alkoholu i kołatało jej się w głowie przez kilka chwil. Oboje zapominamy o świecie. O świecie, w którym pracujemy, żyjemy, mieszkamy. Ja jestem sama, on ma żonę… Ciało Anny momentalnie zastygło i odcięło całe czucie. Nie było już przyjemności, uniesień, pieszczot. Serce zaczęło jej bić jeszcze szybciej, o ile to w ogóle było możliwe. Robiło jej się na przemian gorąco i zimno. Kurwa, przecież Filip ma żonę. Żonę i dziecko, głupia debilko.
– Nie, Filip… przestań, stój, nie możemy! – Zaczęła odsuwać się i wyginać ciało tak, aby nie mógł jej już całować ani dotykać. Chciała znaleźć się jak najdalej od niego.
– Nie, nie, nie… Wracaj… – wyjęczał, nie dając za wygraną. – Nie rób mi tego, nie odchodź! Przy tobie jest tak, jak jeszcze nigdy. – Podniósł głowę i spojrzał na nią z desperacją. Jasne kosmyki spadały mu na czoło, sprawiając, że wyglądał jak skrzywdzony chłopiec.
– Filip, nie mogę! Ty nie możesz! – Odsunęła się na drugi koniec łóżka.
Cała magia wieczoru nieodwracalnie zniknęła, a pożądanie ulotniło się przygniecione rzeczywistością.
– Aniu, jesteś najbardziej magicznym stworzeniem, jakie w życiu spotkałem. Nie możesz mi teraz tego zabrać! – W jego głosie słychać było zalążek irytacji.
Dziewczyna miała poczucie, że to ostatni dzwonek, aby ewakuować się bez większego przedstawienia. Zerwała się na równe nogi, chwyciła kieckę i zaczęła ją wciągać przez głowę. Nagle poczuła na biodrach jego dłonie.
– Powiedziałam: nie dotykaj mnie! – warknęła, twardo stawiając na swoim. Nie mogła pozwolić mu na żadną poufałość, musiał wiedzieć, że właśnie przekracza granicę. – To był nasz błąd. – Przecisnęła głowę przez dekolt i obciągnęła materiał. – I już nigdy go nie powtórzymy!
– Ale…
– Nie ma żadnego „ale”! – Wzburzenie niespodziewanie dodało jej sił. – Ty masz żonę, a ja jestem kobietą, która nie ma zamiaru nikogo krzywdzić.
– Nie musimy nikogo krzywdzić.
– Filip, do cholery jasnej! – Chwyciła w jedną rękę szpilki, w drugą torebkę. – Ty masz dziecko! Ogarnij się! – Odwróciła się na pięcie i wyszła, zostawiając oniemiałego mężczyznę na łóżku.
Nie chciała robić awantury na pół hotelu. Mówiła twardym, dobitnym głosem, chociaż w środku trzęsła się jak osika. Na korytarzu poprawiła włosy i zdecydowanym krokiem ruszyła w kierunku swojego pokoju.
Gdy weszła do środka, zamknęła za sobą drzwi i przekręciła zamek. Tak na wszelki wypadek – w tym momencie potrzebowała poczucia bezpieczeństwa. Z wściekłością cisnęła torebkę na podłogę i zrzuciła z siebie ubrania oraz buty. Stała sztywno, początkowo nie czując kompletnie nic. Dopiero po chwili jej ciało zaczęło drżeć, reagując na potężny stres. Jaką ja jestem debilką! Co za kretyński pomysł mi się w głowie zalągł?! Jak można było to tak koncertowo spierdolić?! Opadła na krzesło, zadając sobie w głowie kolejne pytania, które jak cieniutkie sztylety wbijały się w jej duszę. Niby wiedziała, że oboje są odpowiedzialni za wydarzenia minionego wieczoru, ale katowała się, jakby cała wina ciążyła tylko na niej. Przecież wiedziała, że Filip ma rodzinę. Fotka słodkiego bobasa już od dawna wisiała nad monitorem jego komputera. Anna poznała nawet jego żonę, kiedy wpadli na siebie na sopockim molo rok temu w Wielkanoc.
– Matko Boska! Anka, jesteś totalną zdzirą! Jak mogłaś to zrobić drugiej kobiecie! – Okrutne słowa wymknęły się z jej ust. Podniosła wzrok i ujrzała swoje odbicie w lustrze wiszącym nad hotelowym biurkiem. Łzy samoistnie spływały z jej oczu, rozmazując makijaż. – Jestem ohydna.
Żal i ból wypełniły ją całkowicie, aż przestała się hamować. Rzuciła się na łóżko i zaczęła szlochać w poduszkę. Tak bardzo pragnęła cofnąć czas… Każdemu zdarza się zgrzeszyć, spieprzyć coś tak okrutnie, że mamy ochotę zapaść się pod ziemię, zniknąć, byle tylko już nie nosić ciężaru poczucia winy. Czasem są to przewinienia nieodwracalne, których konsekwencje stają się naszym bagażem na długi czas. Potrzeba wewnętrznej siły i kręgosłupa moralnego, aby dźwignąć taki niechciany worek i stawić czoło powstałej sytuacji. Pierwszym krokiem często jest żałoba, która pomaga nam pogodzić się z tym, że nie jesteśmy idealni, a błędy to część naszego życia.
Żałoba Anny i jej spazmatyczny płacz trwały prawie godzinę. W końcu usiadła prosto i zaczęła głęboko oddychać, aby tlen dotarł do każdej komóreczki jej umęczonego ciała. Jednakże oprócz tlenu docierało do niej coś jeszcze. Złość, wściekłość, dziki wkurw. Ja tu siebie wyzywam od najgorszych, a on co? Święty? Ta myśl jak kolorowy neon zapaliła jej się w głowie. Dotarło do niej, że do tanga trzeba dwojga, oboje podejmowali pewne, niestety nie do końca świadome decyzje. Natomiast to jej należała się cześć i chwała za zorientowanie się w porę, że zmierzają w oszałamiającym tempie ku totalnej katastrofie. Jeszcze raz spojrzała na siebie w lustrze. Umęczona twarz pokryta czerwonymi plamami całkowicie korespondowała z jej samopoczuciem. Miała wrażenie, jakby przejechał ją walec, potem cofnął się, przejechał jeszcze raz i znowu wrzucił jedynkę. I tak milion razy. Uniosła dłoń i pogłaskała się po policzku.
– Już dobrze, teraz będzie już wszystko dobrze… – pocieszyła się z czułością.
Zwlekła się z łóżka i powędrowała do łazienki. Zmyła resztki makijażu, umyła zęby, a potem weszła pod prysznic i pozwoliła, aby otuliła ją gorąca woda. Automatyczne czynności dawały jej ukojenie. Nie wiedziała, jak długo tam stała. Gdy poczuła skrajne zmęczenie, wyłączyła wodę i wytarła się w miękki biały ręcznik. Pokremowała szybko twarz i włożyła piżamę – tę w reniferki, bo przecież zbliżała się już zima. Chciała wskoczyć pod kołdrę, ale w hotelach mają idiotyczny zwyczaj wciskania jej pod materac. Rozumiała, że chodzi o to, aby pościel była estetycznie i elegancko naciągnięta, jednak czasami uwolnienie przykrycia wymagało nie lada siły.
Anna bała się, że to będzie bezsenna noc – w głowie przewijały jej się obrazy z całego dnia, a w uszach huczało z wrażenia. Jednak zmęczenie okazało się silniejsze. Z mokrymi od łez rzęsami, zasnęła.
*
Obudził ją alarm w telefonie, który przytomnie ustawiła jeszcze przed kolacją. Wiedziała, że będzie dużo alkoholu i zamierza się świetnie bawić, więc przeczuwała, że może mieć problemy ze wstawaniem. Nie sądziła tylko, że te problemy będą wynikiem jakże banalnego romansu na wyjeździe służbowym. No, prawie romansu. Podobno badania przeprowadzone wśród Polek i Polaków wykazały, że trzynaście procent respondentów wdało się w romantyczną relację w pracy, a co dwudziesta osoba zdradziła swojego partnera czy partnerkę z kimś ze swojego zawodowego otoczenia. Anna była do tej pory przekonana, że jej to nie będzie dotyczyło. Nigdy nie czuła ani krztyny romantycznego uczucia do kogokolwiek w pracy. Nawet się zastanawiała, czy coś z nią jest nie tak, bo wątek biurowego romansu jest bardzo popularny, czy to w książkach, czy na dużym ekranie. Jak to jest, że Nicole Kidman miała tak cudownego kochanka, a u nich w biurze nie działo się nic ciekawego?
Weszła do łazienki i spojrzała w lustro. Westchnęła ciężko. Zaczęła od zimnych okładów na całą twarz. Resztę roboty musiał zrobić makijaż, jednak miała poczucie, że to może być jej słabszy dzień. Kiedy spróbowała się uśmiechnąć, w odbiciu ujrzała tylko karykaturalny grymas. No nic, musiała się wziąć w garść. Dużą część swojej niedyspozycji mogła zrzucić na kaca, ale powinna też dobrze odegrać swoją rolę, aby nikt nie domyślił się prawdy. W zasadzie przecież do niczego nie doszło, a od kilku pocałunków i małego macanka jeszcze nikt nie umarł. Jeśli oboje zapomną o ich małym tête-à-tête, wrócą do normalności i życie potoczy się dalej.
– Tak, jak będę udawać, że nic się nie wydarzyło, to wyjdę z tego z twarzą i będzie dobrze – powiedziała do siebie, wciskając się w jeansy, po czym narzuciła na siebie oversizowy czerwony sweter, domknęła malutką walizkę i ruszyła na śniadanie.
Przez cały dzień uśmiech nie schodził jej z twarzy, tylko czasami pojękiwała, że kac ją wykończy. Nie musiała udawać, że nie zwraca uwagi na swojego szefa, bo przecież nigdy wcześniej nie był dla niej ważny. Od czasu do czasu zdarzało jej się zerkać ukradkiem na Filipa, ale nie zauważyła, aby zachowywał się inaczej niż zwykle. W hotelu zadbał, aby wszyscy wymeldowali się na czas, a w pociągu siedział z dyrektorem i omawiali jakiś raport przy otwartym laptopie. Nie spojrzał na nią ani razu. I dobrze. Może też postanowił zapomnieć o popełnionym błędzie i nigdy już nie wracać do tematu. Byłoby to dla nich wyjątkowo wygodne.
*
Anna miała cały weekend, aby odpocząć po wyjeździe integracyjnym. Pojechała więc na sobotę i niedzielę do rodziców. Mieszkali pod miastem, w uroczym domu otoczonym wysokimi świerkami. Zwykle ogród tonął w kwiatach, które matka Anny bardzo starannie pielęgnowała. Ściany budynku od strony tarasu porośnięte były pnącymi różami, które kwitły od wiosny aż do późnej jesieni. Na szczegółowo zaplanowanej rabacie pyszniły się różnobarwne floksy, szafirowe ostróżki, eleganckie piwonie i zgrabne irysy. Później przychodziła kolej na strzeliste gladiole i rozmaite odmiany dalii. Na końcu ogrodu rosła stara jabłoń, pod którą ustawiono huśtawkę. Na wiosnę wspaniale czytało się tam książki, gdyż zapach kwitnących pod płotem bzów wręcz obezwładniał. Latem było to idealne miejsce na popołudniową drzemkę, ponieważ cień dawał schronienie przed skwarem.
Anna stała na tarasie z kubkiem parującej kawy i patrzyła na uśpiony jesienny krajobraz. Nie było już śladu po kwiatach, a drzewa pozbawione liści jakby zastygły w oczekiwaniu na wiosnę. Ogród spał i już niedługo miała go przykryć kołderka śnieżnego puchu.
– Chodź, córeczko, mama nakłada już zupę dyniową, a kurczak zaraz dojdzie w piekarniku. – Głos taty rozległ się za jej plecami.
Czasami dobrze było wrócić do domu, poczuć, że jest coś, na czym można się wesprzeć, jakaś stała w życiu. W ostatnich latach coraz rzadziej przyjeżdżała, mimo że nie miała daleko. Podmiejska kolejka była wygodnym i szybkim środkiem transportu dla tysięcy ludzi, którzy codziennie dojeżdżali do pracy w centrum, a mieszkali w licznych miejscowościach rozsianych w okolicy.
– Gdzie moja siostra? Dawno się z nią nie widziałam – zapytała Anna, wchodząc do kuchni.
– Och, wiesz, jaka ona jest… – odparła mama cichym głosem. – Po ostatnim zawodzie miłosnym dołączyła do jakiejś grupy zapaleńców i jest teraz w Brazylii.
– Gdzie?!
– Pojechała na kurs surfowania z latawcem.
– Kitesurfingu?
– Tak, mają na uczelni jakąś ekipę, która jeździ na zawody międzynarodowe, i udało jej się wkręcić. Zawsze była sprytna i dobrze dogadywała się z ludźmi. Żywe srebro, tak mówiła o niej babcia.
Usiedli do obiadu zupełnie jak za dawnych czasów. Rozmowa toczyła się wokół pracy, inwestycji w okolicy, wygody mieszkania w centrum. Wszyscy zgrabnie omijali tematy religii, polityki i obyczajów młodych ludzi, które budziły zbyt wielkie emocje na wszelkich spotkaniach rodzinnych.
– Na święta będziesz miała więcej wolnego?
No tak, święta już blisko, trzeba zacząć robić plany… – pomyślała.
– Nie wiem, tato. Muszę sprawdzić, ile mi jeszcze zostało urlopu, ale na pewno mam wolną Wigilię, więc przyjadę na całe trzy dni. Planujecie gości?
Rodzice spojrzeli na siebie i na chwilę zapadła cisza.
– Mieliśmy ci powiedzieć wcześniej, ale byłaś na urlopie… A potem taka zapracowana… Nie było kiedy… – Mama tłumaczyła się dosyć pokrętnie, ale Anna wyczuła, że nie zapowiada to nic dobrego.
– Mama i ja chcemy ci powiedzieć, że po długich dyskusjach postanowiliśmy sprzedać dom.
Zamurowało ją. Nie należała do osób, które wydawałyby histeryczne okrzyki, ale w środku wszystko w niej wrzeszczało wniebogłosy. Przecież to był jej dom. Jej dom! Miała na piętrze swój pokój! Tutaj odbywały się jej wszystkie urodziny, gdy chodziła do podstawówki, tu zapraszała na nocowanki koleżanki z liceum, tu spała ze swoim pierwszym chłopakiem i opłakiwała pierwszy raz złamane serce. To było jej ukochane miejsce! Gwarant bezpieczeństwa, spokojny port i ważny filar jej dorosłości.
– Okej – udało jej się wydukać. – Co się stało?
– Och, kochanie… – Mama położyła miękką, ciepłą dłoń na jej przedramieniu. – Nam też kraje się serce i bijemy się z myślami, ale nie robimy się coraz młodsi. Dom jest duży, ogród wymaga sporego nakładu pracy, a ty i twoja siostra bywacie tutaj coraz rzadziej.
– Poza tym jesteśmy tutaj trochę odcięci od świata – dodał tata. – Nasi przyjaciele mieszkają w centrum Gdańska, mają blisko teatry, muzea, przychodnie. Czas na zmiany, bo potem będzie za późno. – Jak zwykle brzmiał racjonalnie i stanowczo. On już miał wszystko zaplanowane i przemyślane, a decyzja nie podlegała jakimkolwiek negocjacjom.
– Kiedy? – wydusiła Anna, starając się nie rozpłakać. To tylko dom, powtarzała sobie w myślach, hamując wstrząsający nią dreszcz.
– Nie wiemy, córeńko. Musimy się zastanowić, co będzie dla nas najbardziej korzystne: czy kupić coś nowego, czy może wyremontować to mieszkanie po dziadkach. Tata podzwoni, popyta znajomych i zabierzemy się za temat zaraz po świętach.
Po chwili rozmowa skupiła się na planowaniu potraw wigilijnych. To miały być ostatnie święta w tym domu, więc rodzice postanowili zaprosić tyle rodziny, ile się zmieści, i iść na całego, czyli ogromna choinka, stosy prezentów, mnóstwo ozdób i światełek oraz całe tony bożonarodzeniowych łakoci.
Anna zginęła w całej tej dyskusji i zamknęła się w sobie. Wiedziała, że nie ma prawa prosić rodziców, aby zaniechali sprzedaży. Mieli całkowitą rację. Ona sama rzadko ich odwiedzała i prawie w ogóle nie pomagała w pracach domowych, ponadto nigdy nie ponosiła żadnych kosztów związanych z utrzymaniem domu i ogrodu. Jednak żal ściskał jej serce, bo kochała to miejsce niesamowicie mocno. Za każdym razem, kiedy było jej źle, zamykała oczy i w wyobraźni przenosiła się na huśtawkę w letnie popołudnie. Słońce tak pięknie migotało między liśćmi starej jabłoni, a wieczorem zawsze było słychać śpiew kosa, który siadał na szczycie najwyższego świerku. To wyobrażenie niosło jej ukojenie w trudnych chwilach. Obecnie znajdowała się właśnie w takim momencie, gdyż ostatnie wydarzenia wstrząsnęły nią mocniej, niż przypuszczała. Musiała sobie z tym wszystkim poradzić, ale tym razem sama, bez rodzinnego domu.
Weekend, który miał przynieść spokój i odbudowanie sił, okazał się raczej przysłowiowym gwoździem do trumny. Anna, udając beztroskę, obiecała rodzicom pomoc w bożonarodzeniowych przygotowaniach. Była końcówka listopada, ostatni dzwonek, żeby zająć się prezentami. To było jednak jej najmniejsze zmartwienie, ponieważ następnego dnia miała iść do pracy i stawić czoła sytuacji, w którą się wplątała. Miała nadzieję, że najpóźniej za tydzień wszystko wróci do normy i będzie jak dawniej.
*
Nic nie było jak dawniej. Człowiek strzela, Pan Bóg kule nosi – jak by to powiedziała babka Anny. Staruszka zawsze rzucała takimi mądrościami, miała ich z pięć na każdą okazję. Plan dziewczyny rozsypał się jak domek z kart już o dziesiątej rano podczas zebrania całego działu. Siedzieli w sali konferencyjnej, z okien której można było podziwiać nowoczesne centrum Gdyni. Miasto rozwijało się i powstawało w nim coraz więcej atrakcyjnych miejsc, przyciągających nie tylko prężnie działające firmy i bogatych inwestorów, ale także młodych, ambitnych pracowników, którym zależało na pracy w „fajnym” miejscu. Anna wpatrywała się w dźwig na pobliskiej budowie, próbując zapanować nad szybko bijącym sercem. Opanuj się, kobieto! – zmitygowała się w duchu. Nie widziała jeszcze tego dnia Filipa, ale za każdym razem, gdy o nim pomyślała, wyobraźnia podsuwała jej obrazy z minionego czwartku.
Nagle wszedł do pomieszczenia, witając się ze wszystkimi z humorem, za nim kroczył dyrektor. Okazało się, że przed weekendem działowi sprzedaży udało się pozyskać bardzo obiecującego klienta, więc cały zespół miał się skupić na wstępnych danych i przygotowaniach do spotkania. Natomiast Anna nie mogła myśleć o niczym innym, jak o jego złocistej brodzie łaskoczącej jej delikatną skórę dekoltu, jego wargach na brzegu koronkowego stanika i dłoniach podwijających jej sukienkę. Muszę się chyba leczyć! – stwierdziła, nie potrafiąc zrozumieć własnych reakcji. Przecież nie miała zamiaru mieć z Filipem romansu, nie chciała rozpadu jego małżeństwa. Jednak jej wyobraźnia hasała jak zające na polu młodej marchewki i robiła, co jej się żywnie podobało, nie biorąc pod uwagę żadnych rozsądnych argumentów. Dziewczyna musiała głęboko ukrywać swoją fascynację zielonookim mężczyzną i spokojnie czekać, aż jej przejdzie, bo była przekonana, że to szaleństwo musi się kiedyś skończyć.
Po zebraniu zasiadła przy swoim biurku i udawała niezwykle zajętą aż do końca dnia. Gdy inni zaczęli się powoli zbierać, z ulgą spakowała torebkę, narzuciła na siebie ciepły płaszcz i z pałającymi policzkami wybiegła na zewnątrz. Chłodne, wilgotne powietrze przyniosło wyczekiwane ukojenie. Natomiast wicher – jak to bywało nad morzem – postanowił urwać tego dnia głowy przechodniom i szalał w przeciągach między budynkami. Mimo iż daleko było tej pogodzie do hiszpańskiego klimatu, Anna z uśmiechem pełnym uwielbienia uniosła twarz ku niebu. Ciężkie ciemnoszare chmury mknęły jakby na wyścigi, pędzone zachodnim wiatrem. To był jeden z tych dni, gdy Bałtyk nabierał burej barwy i tylko białe grzbiety wzburzonych fal odcinały się na tle ciemnej toni. Dla większości ludzi był to okres, w którym unikali plaży i chronili się w ciepłych domach, gdzie, otuleni kocem, pili herbatę z miodem i imbirem i napawali się spokojem. Anna natomiast uwielbiała tę energię. Wielkie fale uderzające o nabrzeże i rozbryzgujące się z mocą o kamienne bloki budziły respekt i podziw u obserwatora. Wiatr, zdzierający czapki i kaptury z głów, przypominał o sile i pięknie otaczającej natury. W takie dni świat dawał znać, że za nic ma człowieka i jego próby ujarzmienia rzeczywistości. Anna miała ochotę popatrzeć na morze, ale nie mogła znaleźć czapki, więc od razu skierowała się w stronę stacji kolejki miejskiej SKM. Nie szła wraz z tłumem ludzi podążających w codziennej rutynie do domu, tylko bocznymi uliczkami, przyglądając się sklepowym witrynom. Nagle poczuła, że ktoś chwyta ją za ramię. W pierwszej chwili chciała się bronić, ale gdy zobaczyła jego twarz, zastygła w bezruchu.
– Już myślałem, że cię nie dogonię – rzucił zdyszany Filip.
– Co tu robisz? – zapytała naiwnie, chociaż w głębi duszy czuła, że jej kłopoty jeszcze się nie skończyły.
– Musimy porozmawiać… – To nie był Filip, jakiego znała. Zniknął władczy mężczyzna, który zdecydowanym tonem zarządzał ludźmi i ich pracą, a pojawił się facet o zagubionym spojrzeniu i desperacji w głosie. – Proszę, Ania, pogadajmy. – Wskazał na malutką kawiarnio-księgarnię po drugiej stronie uliczki.
Anna nie miała żadnego pomysłu na alternatywne rozwiązanie tej sytuacji, więc zgodziła się wejść do przytulnego wnętrza. Na ciemnych regałach sięgających sufitu piętrzyły się kolorowe grzbiety książek, pomiędzy którymi stały drewniane i porcelanowe figurki z marynistycznymi motywami. Światło spływało miękko z lamp pokrytych atłasowymi abażurami, dając wrażenie intymności. Stoliki przy oknach oraz kącik z wygodnym fotelem były już zajęte, ale Filip wybrał odosobnione miejsce schowane za komodą wyglądającą na antyk.
– Chcesz kawę? – zapytał.
– Herbatę rooibos, poproszę. – Nie miała zamiaru się kłócić ani grymasić. Chciała jak najszybciej przejść do sedna, bo jej poziom zdenerwowania rósł w zaskakującym tempie.
Filip zamówił napoje przy barze i usiadł naprzeciwko Anny. Nie patrzył jej w oczy, on też wydawał się bardzo podenerwowany. Poczekali w ciszy, aż sympatycznie wyglądająca kelnerka poda im napoje.
– Musimy pogadać – zaczął jeszcze raz.
– Wiem, chciałam udawać, że nic się nie stało, ale może masz rację. Wyjaśnimy sobie wszystko i rozejdziemy się każde w swoją stronę. – Anna starała się udawać dojrzałą i racjonalną, chociaż w środku trzęsła się jak osika. Nigdy w życiu nie myślała, że znajdzie się w tak niezręcznej sytuacji. Miała facetów, wakacyjny seks, przeżyła kilka rozstań i zawodów miłosnych, ale to, że o mało co nie wylądowała w łóżku ze swoim żonatym szefem, to były okoliczności, które w najlepszym razie można było określić jako niewygodne. Wzięła głęboki oddech. – Filip, poniosło nas. Wypiliśmy dużo, atmosfera była luźna, świetnie nam się gadało i nieco wymknęło się to spod kontroli. Na szczęście do niczego nie doszło i nikt nie ucierpiał. Ja obiecuję, że nikomu nic nie powiem, więc jak dla mnie to wszystko jest po staremu.
Kłamała. Wiedziała, że kłamała okrutnie. Wyobraźnia podsuwała jej obrazy ich splecionych ciał, pamięć podpowiadała, jak smakowała jego skóra i jak podniecał ją jego zapach. Wiedziała też, że absolutnie nie ma możliwości, aby te marzenia się zrealizowały. Musiała je w sobie zdusić, by nikt nie mógł odkryć, co buzowało w zakamarkach jej duszy. Przejdzie jej, poradzi sobie. Musi.
– Anka, co ty, kurwa, opowiadasz? Nic nie jest po staremu! – Podniósł na nią dziki wzrok i chwycił jej splecione nerwowo dłonie. – To wszystko zmienia! Nie możemy o tym zapomnieć.
– Filip, no co ty… – Nie wiedziała, że on wpadnie w taką panikę. Musiała zapanować nad sytuacją. – Zapewniam cię, że wszystko będzie dobrze. Nic złego nie zrobiliśmy. Każde z nas wróciło do swojego własnego świata, więc możemy pracować, jakby nic się nie stało.
– Ale tak się nie da!
– Da się na pewno. Pracujemy razem już od niemal roku, a nigdy nie była to jakaś zażyłość. Ty w ogóle ze mną nie rozmawiasz, oprócz oficjalnych zebrań i spotkań służbowych, więc niech tak po prostu zostanie.
– No dobrze, a jak długo damy radę to ukrywać?
Zdziwiło ją to pytanie. W zasadzie tak ją zbiło z pantałyku, że aż przez chwilę siedziała z otwartymi ustami, próbując zrozumieć sens jego wypowiedzi.
– Co ukrywać? – postanowiła zapytać.
– No jak to co? Nas!
– Jakich „nas”? – Zaczęła w niej narastać panika. Bała się, że zaraz padnie stwierdzenie, którego na pewno nie chciała usłyszeć.
Filip jeszcze mocniej chwycił jej dłonie i przyciągnął do siebie.
– Nie żartuj. To, co nas spotkało w tamtym hotelu, to najwspanialsze chwile mojego życia. Nigdy i z nikim się tak nie czułem. Nie mogę przestać o tobie myśleć.
– Nie, nie, nie… – Wyrwała dłonie z jego uchwytu. – Filip, do ciężkiej cholery! Pogrzało cię? Masz rodzinę! O czym ty opowiadasz?
– Ania, ja wiem. Mam czy nie mam, to nie jest ważne. Ważne jest w tej chwili to, że ja nie mogę bez ciebie… – Zaciął się i znowu wyciągnął ręce, chcąc jej dotknąć. W jego oczach widziała krzyczącą desperację i totalne zagubienie. – Ja nie wiem, co mam robić, ale myślę o tobie, śnisz mi się i wiem, że jesteś dla mnie idealna. Będzie na początku ciężko, będziemy pewnie spotykać się tylko u ciebie, ale coś wymyślę i jakoś to zorganizuję.
Zatkało ją. Anna siedziała jak skamieniała, wpatrując się w mężczyznę naprzeciwko. Już nie słyszała jego słów ani żadnych odgłosów otoczenia. Świat stanął dla niej w miejscu. Wplątała się w sytuację, nad którą nie była w stanie zapanować, a która rozrastała się z minuty na minutę do rozmiarów jakiegoś kuriozalnego monstrum. Wyobraźnia mówiła, żeby korzystać z proponowanych rozkoszy, natomiast rozsądek hamował te rozbuchane konie i stawiał jasne granice. Musiała to przerwać.
– Filip, ja nie chcę mieć z tobą romansu, nie mam zamiaru rozbijać twojej rodziny, nie chcę mieć z tobą nic wspólnego poza pracą.
– Co ty mówisz?
– Muszę już iść, a ty musisz się wziąć w garść. My tylko razem pracujemy. Nic poza tym.
Anna wstała, zarzuciła na siebie płaszcz, chwyciła torebkę i opanowując się, by nie wybiec, ruszyła szybkim krokiem w stronę wyjścia. Chciała jak najszybciej znaleźć się w domu. Jak najdalej od tego całego bajzlu.
*
Do mieszkania dotarła, w ogóle nie pamiętając drogi powrotnej. Zamknęła dokładnie drzwi swojej kawalerki i ruszyła do łazienki. Wzięła gorący prysznic, po którym wskoczyła do łóżka, opatulając się pachnącą pościelą. Zamierzała spędzić wieczór z kieliszkiem czerwonego wina i tabliczką gorzkiej czekolady z migdałami. Cały czas martwiła się tym, co powinna w takiej sytuacji zrobić. Raz w życiu zrobiła coś nie tak jak trzeba. Raz nie była grzeczną dziewczynką. Raz zboczyła ze starannie wytyczonej ścieżki. I co? I od razu świat przywalił jej z grubej rury i teraz musiała ponosić konsekwencje swojego – jak by ujęła to jej mama – frywolnego zachowania. Co z drugiej strony budziło w niej wyraźną, wewnętrzną niezgodę. W pokoju hotelowym było dwoje dorosłych. Dwoje! Nie tylko ona jedna. Oboje powinni ponosić konsekwencje i martwić się przyszłością, z tym że ten drugi zbrodniarz miał ochotę zbrodnię kontynuować. Sytuacja skomplikowała się ponadprzeciętnie. Jeszcze tego samego dnia w południe Anna wyobrażała sobie seks z Filipem na biurku w jego biurze. Jednakże była to tylko fantazja, bo gdy okazało się, że mogłaby zostać zrealizowana, zorientowała się, że to wcale nie jest to, czego ona chce i potrzebuje.
Gdy emocje opadły, dziewczynę dopadł głód, a przecież powszechnie wiadomo, że z pustym żołądkiem żadne dobre rozwiązania do głowy nie wpadną. Chwyciła więc telefon i zamówiła sobie kolację. Następnie rozesłała SMS-y do przyjaciółek o konieczności weekendowego spotkania w celu omówienia najświeższych kryzysów i wypicia odpowiedniej ilości drinków.
Anna była dumna z siebie, że udało jej się zachować stanowczość wobec Filipa. Jednak sceny z ich rozmowy cały czas rozgrywały się w jej głowie. Jego głos, jego słowa, to, jak bardzo mu na niej w tamtym momencie zależało, cały czas wracały do niej jak bumerang. Musiała to sobie wszystko poukładać, jednak największy problem stanowiła praca. Miała cichą nadzieję, że uda im się zachować profesjonalizm. Ona schowa swoją fascynację do tylnej kieszeni dżinsów, a on dalej będzie upierdliwym, pedantycznym szefem i za kilka tygodni nikt nie będzie o niczym pamiętał.
Z takim przekonaniem wkraczała codziennie do biurowca i starając się być cały czas w towarzystwie współpracowników, unikała Filipa. Żadnych ukradkowych spojrzeń, wezwań do biura, notatek służbowych. Wychodząc w piątkowe popołudnie z biura, oddychała z ulgą, święcie przekonana, że strach miał wielkie oczy i cała sytuacja rozeszła się po kościach. Po drodze zrobiła zakupy na weekend i w doskonałym humorze wracała wolnym krokiem do domu. Kiedy była już pod blokiem, zadzwoniła mama. Namawiała na rodzinny obiad w niedzielę, ale Anna, pamiętając, że w sobotę jest umówiona z dziewczynami, nie składała żadnych obietnic. Bała się jechać do domu, wolała unikać rozmów o sprzedaży, szukaniu potencjalnych kupców, remontach czy cenach nieruchomości. Przez tę sprawę z Filipem zapomniała, że jeszcze to ją czeka. Musiała sobie jakoś poradzić z żalem za rodzinnym domem, ale przecież to tylko budynek, jak mawiał tata. Wchodząc do windy, pożegnała się z mamą i zaczęła szperać w torebce w poszukiwaniu kluczy. Po chwili wysiadła na swoim piętrze i natychmiast pobladła. Tego się nie spodziewała…
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji
Nakładem wydawnictwa Novae Res ukazała się również:
Są takie miejsca, które rozpalają zmysły
Anna całe życie podporządkowywała się innym – rodzinie, partnerom, przyjaciółkom. Przyzwyczajona do spokojnej codzienności, realizowała marzenia, które nigdy nie należały do niej. Sądziła, że tak już będzie zawsze… aż do dnia, gdy los rzucił ją samotnie na gorące hiszpańskie wybrzeże.
Wakacje, które miały być jedynie ucieczką od rutyny, szybko zmieniły się w coś więcej. Wystarczyło jedno spotkanie z barcelońskim kelnerem, Mateo, by w Annie obudziły się pragnienia, o których wcześniej nawet nie śmiała myśleć. Pod rozgrzanym słońcem Katalonii niewinne spojrzenia przerodziły się w pełne namiętności doznania. Anna nie sądziła jednak, że to dopiero początek jej przygody… I nie ostatni mężczyzna, który rozpali jej zmysły.
Cierpki smak wina na językach, rozgrzane dłonie oraz morska sól na skórze – katalońskie noce na długo nie pozwolą Annie o sobie zapomnieć.
Zapach szkockich nocy
ISBN: 978-83-8423-751-9
© Dominika Brych i Wydawnictwo Novae Res 2026
Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody Wydawnictwa Novae Res.
REDAKCJA: Anna Pomianek | JezykoweDylematy.pl
KOREKTA: Emilia Kapłan
OKŁADKA: Oliwia Błaszczyk
Wydawnictwo Novae Res należy do grupy wydawniczej Zaczytani.
Grupa Zaczytani sp. z o.o.
ul. Świętojańska 9/4, 81-368 Gdynia
tel.: 58 716 78 59, e-mail: [email protected]
http://novaeres.pl
Publikacja dostępna jest na stronie zaczytani.pl.
Opracowanie ebooka Katarzyna Rek
