Zanim straciliśmy siebie - Lewandowicz Katarzyna - ebook
NOWOŚĆ

Zanim straciliśmy siebie ebook

Lewandowicz Katarzyna

5,0

124 osoby interesują się tą książką

Opis

Liliana ma już zaplanowaną przyszłość. Studia medyczne i nienaganna rola grzecznej córki wpływowych medyków – to ambicje i oczekiwania matki, według której wszystko jest na odpowiednim miejscu. Liliana jednak nie potrafi odnaleźć w tym siebie.

Ostatnie lato przed dorosłym życiem spędza na Cyprze, gdzie poznaje Borysa – instruktora nurkowania i freedivera, dla którego cisza pod wodą jest jedyną przestrzenią wolności. Mężczyzna żyje chwilą, ryzykiem i marzeniem w pobiciu rekordu świata w najbardziej niebezpiecznej dyscyplinie nurkowania głębinowego.

Ta dwójka od pierwszego spotkania czuje fascynację, której nie potrafią zignorować. To, co miało być krótkim wakacyjnym romansem, szybko przeradza się w uczucie silniejsze niż rozsądek. Zauroczeni sobą i jednocześnie targani wątpliwościami, pozwalają sobie na bliskość, wiedząc, że czas nie działa na ich korzyść.

Gdy ich drogi nagle się rozchodzą, relacja, która ich połączyła, zostaje wystawiona na próbę odległości, milczenia i czasu.

A może niektóre historie mają swój koniec, zanim zdążą naprawdę się zacząć?

To opowieść o bliskości, na którą zabrakło czasu, ale i o wyborach, których cena okazuje się wyższa, niż można było przewidzieć.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 281

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
5,0 (1 ocena)
1
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Patryszka1811

Nie oderwiesz się od lektury

Nie oderwiesz się od tej histori ❤️



Copyright © by Katarzyna LewandowiczCopyright © by Wydawnictwo Inedita, 2026All rights reserved

Wszystkie prawa zastrzeżone, zabrania się kopiowania oraz udostępniania publicznie bez zgody Autora oraz Wydawnictwa pod groźbą odpowiedzialności karnej.

Redakcja I: Angelika Kusek

Redakcja II: Kinga Szelest

Korekta: Adriana Rak

Projekt okładki: Patrycja Kiewlak

Zdjęcie na okładce: © by Goodboy Picture Company/iStock

Zdjęcie na drugiej stronie: Image by StockSnap from Pixabay

Ozdoba przy nagłówkach: © by pngtree

Skład i łamanie oraz wersja elektroniczna: Adam Buzek/[email protected]

Wydanie I – elektroniczne

Wyrażamy zgodę na udostępnianie okładki książki w Internecie

E-book zgodny z dyrektywą o dostępności cyfrowej WCAG 2.2

ISBN 978-83-68462-18-0

Wydawnictwo IneditaGniewinoWydawca: Adriana [email protected]

Dla tych, którym lepiej się myśli pod powierzchnią

Rozdział 1

Kurs nurkowania

Cztery tygodnie na Cyprze brzmiały świetnie… Prawda? Ale nie dla mnie. Zwłaszcza że odhaczyłam już sporo punktów ze swojej listy atrakcji i nie miałam pojęcia, co ze sobą zrobić.

Z książką i słuchawkami znowu zeszłam do strefy basenowej przeznaczonej na różnego rodzaju aktywności dla wczasowiczów od kursu nurkowania po aerobik w wodzie dla seniorów. Na zewnątrz ciągnęło mnie coś jeszcze – a może raczej ktoś – i to bardziej, niż chciałam przed sobą przyznać.

Lato to czas, na który czekałam cały rok. Należałam do osób, które nie lubią siedzieć w miejscu. Rodzice jednak chętnie wypełniali mój grafik zajęciami dodatkowymi, byle tylko nie musieć spędzać czasu ze mną. Podczas roku szkolnego dokuczał mi brak wolnej chwili dla siebie, dlatego w wakacje nadrabiałam stracony czas. Gdy przynosiłam do domu świadectwo z paskiem, rodzice zgadzali się na moje propozycje, chociaż nie zawsze bez oporów. Matka najchętniej wysłałaby mnie na kursy językowe, zajęcia ze sztuki czy na korepetycje niezbędne, by podążać wybraną przez moich rodzicieli ścieżką kariery. Nie widziałam w tym sensu i logiki. W szkole zdobywałam najlepsze stopnie i nie musiałam się do tego przykładać. Nauka przychodziła mi z łatwością. Sądziłam też, że na wkuwanie anatomii przyjdzie jeszcze czas. Co do języków to wystarczyło przecież, że biegle posługuję się językiem angielskim. Na co komu znajomość języka włoskiego czy francuskiego, skoro w przyszłości miało się zostać lekarzem?

– A jeżeli trafi ci się oferta pracy w Paryżu czy w Neapolu? – sugerowała matka.

Konsekwentnie odmawiałam. Musiało im wystarczyć, że w ogóle wybieram się na medycynę. Ale czy miałam jakieś wyjście? Nie. Moja przyszłość została zaplanowana dawno temu, może nawet w chwili, kiedy leżałam w kołysce. Pogodziłam się z tym, ale jeżeli mam zostać lekarzem, to na własnych warunkach, a te wiązały się z karierą zawodową w ojczystym kraju. Z drugiej strony perspektywa wyjazdu jak najdalej od rodziców kusiła. Czasem aż za bardzo.

Wyczekane wakacje spędzałam zatem na różnego rodzaju obozach, przeważnie trekkingowych, a następnie z rodzicami leciałam na cały miesiąc do ciepłych krajów.

Miłość do gór zaszczepił we mnie wujek, który kiedyś często się mną opiekował. Moi rodzice byli wtedy zajęci karierą lekarską i nie mieli czasu, żeby odbierać mnie ze szkoły czy zajmować się mną podczas wakacji. Miałam może dziewięć czy dziesięć lat, gdy wujek Krzysiek pierwszy raz zabrał mnie w Tatry. Na kolejne wypady kierowaliśmy się w bardziej odległe pasma gór. To dzięki wujkowi poznałam Bieszczady i Karkonosze. Nie było jednak roku, żebyśmy chociaż raz nie zatrzymali się na kilka dni w Murzasichlu, w spokojnej wiosce położonej nieco ponad dziesięć kilometrów od zatłoczonego Zakopanego.

Od trzech lat moje wakacje wyglądały nieco inaczej. Zamiast spędzać je z wujkiem, jeździłam na obóz organizowany przez mojego licealnego nauczyciela wychowania fizycznego. Następnie, jak co roku, cały sierpień spędzałam, pocąc się jak szczurek, choć za wszelką cenę starałam się do tego nie dopuszczać.

Rodzice uwielbiali latać do ciepłych krajów do tego stopnia, że czasem w ciągu roku szkolnego bywali na krótkich urlopach beze mnie.

Ja z kolei nie przepadałam za upałami, więc unikałam wylegiwania się na plaży czy przy odkrytym basenie. Zresztą jak już wspominałam, wolałam aktywnie spędzać czas. Jeżeli nie było organizowanej przez hotel wycieczki, sama planowałam sobie zajęcia i zwiedzałam okolicę. Takie spacery zazwyczaj zajmowały mi góra kilka dni, więc potem nie pozostawało mi nic innego, jak wylegiwanie się w łóżku i pochłanianie książek, czasem w towarzystwie Jonasza, któremu z kolei zawdzięczałam miłość do czytania.

Mój rówieśnik był synem znajomych rodziców, którzy zawsze latali z nami na sierpniowe wypady.

Jonasz był nerdem, więc zbytnio nie dotrzymywał mi towarzystwa. Jego walizka zawsze była wypchana po brzegi książkami.

Z myślą o mnie czasem zabierał jakąś planszówkę i od niechcenia ze mną grał w przerwie między jedną powieścią fantastyczną a drugą. Przeważnie jednak czytał i nie dał się namówić na wychylenie nosa poza pokój hotelowy. No, chyba że chodziło o wspólne kolacje, które zarówno dla mnie, jak i dla niego były męczącym obowiązkiem.

Chciałam, żeby te ostatnie wakacje przed studiami były najlepszymi w historii, ale szybko się okazało, że mają być najgorszymi w całym moim dziewiętnastoletnim życiu.

I to z kilku nieszczęsnych powodów.

Po pierwsze, ostatni obóz z panem Robertem i znajomymi z klasy maturalnej wyjątkowo miał się odbyć w sierpniu, a rodzice nie chcieli słyszeć o przesunięciu terminu urlopu. Po drugie, tym razem na wakacje lecieliśmy bez państwa Szymańskich. Zapowiadały się zatem długie i nudne cztery tygodnie.

Trzeci dzień z rzędu krążyłam w okolicach basenu, w którym odbywał się kurs nurkowania. Siadywałam na najbardziej oddalonym leżaku i, z miną niczym u naburmuszonej trzynastolatki, obserwowałam zmagania kursowiczów. Podczas wcześniejszych wyjazdów z rodzicami ani razu nie pomyślałam, aby zapisać się na tego rodzaju zajęcia. Wolałam inny rodzaj aktywności niż te wodne, choć samo pływanie było raczej w porządku.

Tym razem zabrałam ze sobą jedną książkę, która okazała się nudna jak flaki z olejem. Większą część stanowiły rozwleczone opisy krajobrazu i odwiedzanych przez bohaterkę miejsc niż faktycznej akcji. Więcej tytułów miałam na czytniku, ale podczas lotu padła w nim bateria, a gdy chciałam naładować ją w hotelu, okazało się, że zapomniałam ładowarki. Brawo ja!

To był trzeci czynnik, który rujnował te wakacje.

Zajęcia z nurkowania dobiegły końca, wstałam więc z leżaka i przeszłam się wzdłuż brzegu basenu.

Spojrzałam na taflę mieniącej się w słońcu wody. Zimnej wody. Chętnie bym się w niej zanurzyła. Żałowałam, że nie włożyłam stroju kąpielowego.

– Zapisz się w końcu na kurs. Mamy jeszcze kilka wolnych miejsc.

Obróciłam się, usłyszawszy głęboki męski głos, chcąc dowiedzieć się, do kogo wypowiedziane zostały te słowa w języku angielskim.

Przełknęłam ślinę.

Para zielonych oczu instruktora nurkowania skierowana była właśnie na mnie. Uciekłam spojrzeniem w bok, przerywając kontakt wzrokowy. Nad basenem znajdowało się już niewiele osób. Tylko on, mężczyzna przed trzydziestką, ubrany jedynie w żółte szorty kąpielowe, dzięki czemu mogłam podziwiać jego wysportowane ciało, dwóch jego kolegów, którzy z kolei mieli na sobie niebieskie firmowe koszulki, oraz dwie kobiety i jeden koleś, którzy po skończonych zajęciach pakowali swoje rzeczy.

Stałam jak słup soli, gdy dotarło do mnie, że te wakacje wcale nie muszą być stracone. Mało tego, z całą pewnością mogły być najlepsze ze wszystkich, które do tej pory przeżyłam. Uśmiechnęłam się w duchu na tę myśl, choć wydawała się płonną nadzieją.

A może nie? Może była iskierka nadziei na uratowanie tego wyjazdu?

Zebrałam się na odwagę i powróciłam spojrzeniem do instruktora. Wciąż na mnie patrzył. Najpierw zwróciłam uwagę na jego niesamowicie zielone tęczówki, które w połączeniu z tajemniczym uśmieszkiem odebrały mi mowę. To, co zobaczyłam w następnej kolejności, zawstydziło mnie jeszcze bardziej. Ciemnowłosy mężczyzna kucał przy sprzęcie do nurkowania, ale pomimo tej pozycji dostrzegłam jego pięknie wyrzeźbiony tors. Lewy bok umięśnionego i opalonego ciała zdobił tatuaż. Nie przyjrzałam mu się uważnie, ponieważ nie chciałam zostać przyłapana na bezczelnym gapieniu się na nieznajomego.

Zaciskając wargi, miałam ochotę zniknąć. Mężczyzna emanował pewnością siebie, a przecież jedyne, co robił, to nie odrywał ode mnie wzroku. Tak, gapił się. Nieprzerwanie. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy w okolicach ust nie zostały mi pozostałości po owsiance, którą jadłam na śniadanie. A może poplamiłam koszulkę?

Spuściłam wzrok i wtedy dobiegło mnie kolejne pytanie w języku angielskim. Mężczyzna mówił z charakterystycznym akcentem.

– Widziałem cię tutaj kilka razy, zastanawiasz się nad kursem?

– Eee… Nie. To nie dla mnie – wydukałam.

Gdy nieznajomy się wyprostował i podszedł bliżej, rozchyliłam usta, a następnie szybko je zamknęłam. Bałam się, że poleci z nich ślina. Na stojąco prezentował się jeszcze lepiej. Był ode mnie parę centymetrów wyższy i był szeroki w barkach. Szorty miał nisko na biodrach, dzięki czemu dostrzegłam linię włosów biegnącą od pępka w dół.

Zdziwiło mnie, że nagle zaczęłam dostrzegać takie szczegóły, a jeszcze bardziej zaskoczyła mnie reakcja mojego ciała.

– Przekonamy się? – zagadnął, nie spuszczając ze mnie wzroku.

Drgnęłam jak porażona prądem. Mężczyzna był ode mnie starszy i wyglądał imponująco, a to, z jaką intensywnością się we mnie wpatrywał i oczekiwał odpowiedzi, sprawiało, że czułam się malutka. Jak mróweczka. Poczułam się kimś, komu chciał jedynie utrzeć nosa.

Skrępowana zrobiłam krok w tył. I to był błąd.

– To ja już póóó… – Urwałam, tracąc równowagę.

Potknęłam się o coś i o mały włos nie wpadłam do basenu, który znajdował się tuż za mną. Uratowały mnie silne ramiona instruktora, który puścił mnie wtedy, gdy zadał kolejne pytanie. Oszołomiona nie potrafiłam go zarejestrować, a co dopiero na nie odpowiedzieć.

– Wszystko w porządku?

Obróciłam się na pięcie gotowa uciec gdzie pieprz rośnie, zanim spiekę raka z zażenowania. Zwalczyłam pokusę dotknięcia miejsca, w którym skóra stykała się z dłońmi mężczyzny. Im dłużej myślałam o tym miejscu, tym bardziej mrowienie przybierało na sile.

Cholera, co się ze mną działo? Moje ciało jeszcze nigdy nie reagowało w ten sposób na płeć przeciwną.

– Hej, poczekaj! – zawołał za mną.

Niechętnie się zatrzymałam, ale nie obróciłam głowy.

– Jestem Borys. Mam wolne popołudnie, więc… może rozważyłabyś indywidualne…?

– Nie. Nie bardzo – przerwałam mu szybko. – Dzięki, ale muszę już lecieć.

Ruszyłam przed siebie i nie zatrzymałam się, nawet gdy Borys kolejny raz za mną krzyknął.

– Za godzinę przy schodach na plażę. Przyjdź! Będę czekać!

Dlaczego tak mu zależało? Bawiło go upokarzanie mnie czy może chodziło o kasę z prywatnych lekcji? Tak, na pewno chodziło o to drugie. W tym hotelu przecież roiło się od dobrze sytuowanych gości, więc czemu nie miałby szukać okazji na dodatkowy zarobek? Trochę mi to do niego nie pasowało. Z drugiej strony taki mężczyzna przecież nie mógłby zainteresować się taką siksą jak ja. Na pewno nie!

Matko, co ja sobie w ogóle wyobrażałam?!