Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Finałowy tom – najbardziej intensywny z całej trylogii
Alessandro Caruso odzyskał Laurę i przez chwilę czuje się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Szybko jednak okazuje się, że kobieta jest jego największą słabością – a każdy z wrogów o tym wie. Boss mafii nie powinien kochać tak mocno, a on kocha do granic, co zaczyna go niszczyć.
Laura staje u boku ukochanego, ale nie zamierza być jedynie jego żoną. Nigdy nie była tak silna i… nigdy nie znalazła się w większym niebezpieczeństwie. W świecie, w którym zagrożenie czyha na każdym kroku, a strach o bliskich jest częścią codzienności, udowadnia, że potrafi walczyć i przetrwać. Jest godna bycia jedną z Carusów.
W tym tomie nic nie jest proste: każdy wybór ma swoje konsekwencje, a każdy wróg uderza tam, gdzie boli najbardziej.
To przede wszystkim historia serca gangstera – rozdartego, namiętnego i gotowego do końca walczyć o to, co kocha.
Tomy w cyklu:
W sercu porachunków #1
W sercu zemsty #2
W sercu gangstera #3
W sercu gangstera to historia, w której miłość rodzi się z nienawiści, a mrok splata się z uczuciem. Pełna tajemnic, bólu i emocji, które ranią serce, by chwilę później sprawić, że zabije ono jeszcze mocniej. To opowieść o uczuciu silniejszym niż strach, o wyborach, które niszczą, i miłości, która wszystko zmienia. Idealna dla tych, którzy kochają mroczne romanse i historie zostające w sercu na długo. Polecam.
Oliwia, @love_is_devil.s
W sercu gangstera to emocjonujący finał historii Alessandra i Laury. Zwroty akcji, nowe wyzwania oraz walka z nieuchwytnymi wrogami gwarantują moc wrażeń i chwil przyspieszających bicie serca. Podejmowane przez bohaterów decyzje niosą ze sobą konsekwencje, dzięki którym historia zostaje w pamięci na długo! Czytajcie! Gorąco polecam.
Basia, @fascynacja.ksiazkami
W sercu gangstera to zaskakujący i trzymający w napięciu finał trylogii. To historia o wyborze między tym, czego pragnie serce, a tym, co każe wybrać rozum. Skłania do przemyśleń, czy mimo przeciwności losu wspólna przyszłość jest możliwa.
Patrycja, @zaczytanapatka18
W tej powieści żądza zemsty miesza się z namiętnością, a każda strona naszpikowana jest emocjami. Nigdy nie wiesz, co czeka bohaterów ani jaki plan narodzi się w ich umysłach. Jedno jest pewne – siła rodziny, która ich prowadzi, potrafi przezwyciężyć wszystko. Gdy już zanurzysz się w świat Laury i Alessandra, nie będziesz chciała z niego wyjść. Palpitacje serca, wzruszenie, złość i gęsia skórka staną się twoimi najwierniejszymi towarzyszami podczas lektury.
Kaja, @caly_swiat_patrzy
Zdecydowanie jest to kontynuacja, która wciąga. Jeśli lubicie romanse przepełnione adrenaliną i niebezpiecznym przyciąganiem, to ten romans mafijny musi się znaleźć na Waszej liście.
Daria, @noswksiazce
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 427
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © by Katarzyna LewandowiczCopyright © by Wydawnictwo WasPos, 2026 All rights reserved
Wszystkie prawa zastrzeżone, zabrania się kopiowania oraz udostępniania publicznie bez zgody Autora oraz Wydawnictwa pod groźbą odpowiedzialności karnej.
Redakcja: Kinga Szelest
Korekta: Magdalena Czmochowska
Projekt okładki: Adam Buzek
Zdjęcia na okładce: Adobe Firefly
Skład i łamanie oraz wersja elektroniczna: Adam Buzek/[email protected]
Wydanie I – elektroniczne
Wyrażamy zgodę na udostępnianie okładki książki w internecie
E-book zgodny z dyrektywą o dostępności cyfrowej WCAG 2.2
ISBN 978-83-8290-927-2
Wydawnictwo WasPosWarszawaWydawca: Agnieszka Przył[email protected]
Dla tych, którzy wiedzą już, że nie wszystko trzeba naprawiaćDla tych, którzy wiedzą, kiedy odpuścić, a kiedy walczyć mimo czekających konsekwencjiBo dla bliskich jesteśmy gotowi przetrwać chaosNiech ta historia będzie dla Was przypomnieniem, że nawet z bólu może narodzić się siła
Odkąd sprowadziłem Laurę do Włoch, traciłem cząstkę siebie. Tę, która czyniła ze mnie bezwzględnego, surowego, zimnego i siejącego postrach gangstera. Rozpraszała mnie. Dekoncentrowała. Nie mogłem na to pozwolić.
Po moich policzkach znowu popłynęły gorące łzy. Dotarła do mnie okrutna prawda.
Prolog
Czas się zatrzymał.
Przyłożyłam ręce do ust. Dolna warga drżała, a dłonie wcześniej rozgrzane z podekscytowania teraz zlodowaciały. Jakby odpłynęło z nich całe życie.
Jak to, Alessandro był w środku?
To nie mogło być prawdą!
– Co z nim? – zapytałam słabym głosem. W ustach miałam suszę, więc musiałam chrząknąć, żeby powtórzyć pytanie. – Jeremi, co z Alessandrem?
– Nie wiem! Nic nie wiem! – odpowiedział nerwowo.
Nie uwierzyłam mu. Wiedział. Coś musiał wiedzieć. Rozmowa, którą odbył, nie trwała zbyt długo, ale na tyle, że z pewnością nie chodziło jedynie o rozkaz wywiezienia mnie w bezpieczne miejsce.
– Wiem tylko, że mam zabrać cię z dala od Bari.
Skoro ktoś wydał rozkaz dotyczący mnie, to znaczyło, że ktoś się o mnie dowiedział. Wiedział, gdzie Alessandro spędził swoje ostatnie tygodnie. Wiedział o domku przy plaży.
– Jeżeli zaraz mi nie powiesz, co się tam wydarzyło, to gorzko tego pożałujesz! – krzyknęłam przez ściśnięte gardło. Złe przeczucie targało mną do tego stopnia, że byłam u kresu wytrzymałości. – Nie żartuję, Jeremi.
– Uspokój się. Wkrótce wszystkiego się dowiesz.
– Gdzie jedziemy? – próbowałam wyciągnąć od niego inną ważną informację.
Musiałam się dowiedzieć, na czym stoję i czy działać teraz, czy dopiero gdy się zatrzymamy. Nie zamierzałam biernie czekać nie wiadomo na co. Nie byłam już przecież tą potulną i słabą Laurą.
– Nie możemy wrócić do San Matteo. Jedziemy do hotelu w Bitanto. Tam poczekamy na dalsze rozkazy.
Odetchnęłam, ale tylko odrobinę. Miasteczko znajdowało się w takiej samej odległości co San Matteo od Bari. Za parę minut powinniśmy dotrzeć na miejsce.
Czas ten ciągnął się w nieskończoność. Nie wiedziałam, co dzieje się z moim ukochanym, a Jeremi milczał jak zaklęty. Wierny z niego pracownik. Może kiedyś będzie taki lojalny także względem mnie.
Gdy zaparkowaliśmy na parkingu obok niewielkiego, ale zdecydowanie luksusowego hotelu, byłam już gotowa wyskoczyć z samochodu. Sukienka trochę krępowała mi ruchy, lecz poradziłam sobie z nią. Natychmiast doskoczyłam do niczego nieświadomego Jeremiego i z łatwością go obezwładniłam. Nie spodziewał się ataku z mojej strony. Podczas jazdy wyglądałam na zrozpaczoną i faktycznie byłam w rozsypce, więc nawet nie musiałam udawać rozkojarzenia.
Wymierzyłam w punkty witalne znajdujące się na szyi i ciało ochroniarza natychmiast się rozluźniło. Wtedy uderzyłam mocno w boczną część jego szczęki, następnie złapałam za nią i docisnęłam sobie do klatki piersiowej. Każdy mój ruch był precyzyjny, a reakcja mężczyzny powolna. Na koniec ściągnęłam go do ziemi. Przekręciłam jego ramię i uklękłam na jego nadgarstku i barku tak, żeby nie mógł się ruszyć. Nie mógł. Pomimo iż byłam drobna i lekka, wewnętrzna burza emocji i strach o Alessandra nie pozwoliły mi na utratę kontroli. Udało się, Jeremi wydawał się zamroczony i w wyraźnym szoku.
– A teraz mi wszystko grzecznie wyśpiewasz.
W odpowiedzi otrzymałam kilka stęknięć. Docisnęłam kolano bardziej do barku ochroniarza, dając mu znać, żeby niczego nie próbował. Zresztą nie mógł. Nie tylko dlatego, że był obezwładniony. Gdyby Alessandro dowiedział się, że coś mi zrobił, nawet przez przypadek, byłoby już po nim.
Tylko, czy Aless… Czy on…
Dławił mnie strach na każdą myśl o jego stracie.
Nie mogłam teraz tego roztrząsać. Musiałam skupić się na tym, żeby jak najszybciej dowiedzieć się, gdzie jest, i dotrzeć do niego.
– Zacznijmy od początku. Był wybuch w Coppola Club. Jak poważny? I co z Alessandrem?
– Możesz ze mnie zejść? – wychrypiał.
– Nie! Dopóki nie powiesz mi wszystkiego, czego dowiedziałeś się od Daria.
Stęknął, ale choć było mi go żal, nie zamierzałam puścić.
– Jeremi… – zaczęłam ostrzegawczym tonem.
– Został ranny – rzucił w końcu, próbując się wyszarpać.
Ścisk na piersi zelżał na tyle, że mogłam zaczerpnąć powietrza.
– Co się mu stało? No już, mów wszystko, co wiesz!
Niecierpliwiłam się.
– Nie wiem!
Sięgnęłam po broń pod jego marynarkę.
– Mów albo będziemy inaczej rozmawiać – zażądałam, przykładając mu broń do potylicy.
– Laura, bez przesady – prychnął, sądząc, że tylko się z nim bawię.
– Mów! – warknęłam, dociskając broń i kolano do jego ciała.
– Przygniótł go kawałek ściany. Stracił przytomność chyba… – zawahał się.
Na szczęście nie musiałam interweniować. Odpuścił i słyszałam to w jego głosie.
– Zabrali go do rezydencji.
– Nie można było tak od razu!? – rzuciłam wściekle. Zmarnowaliśmy tyle czasu. – Kluczyki!
– Laura…
– Kluczyki, Jeremi! Nie będę się powtarzać!
Już miałam rozpocząć przeszukiwanie, kiedy sięgnął do marynarki i posłusznie oddał mi kluczyki. Gdy w końcu pozwoliłam mu wstać, otrzepał się i przetarł policzek, na którym zauważyłam kilka niezbyt ładnych otarć. Nie zamierzałam go jednak przepraszać. Nie tym razem. Normalnie bym to zrobiła, źle się czułam z tym, jak go potraktowałam, teraz jednak w głowie miałam tylko jedno.
Alessandra.
Drżałam na myśl, jak bardzo został ranny. Pchnęłam Jeremiego w stronę miejsca pasażera, a następnie skułam mu ręce kajdankami, które znalazłam w schowku. Nie sądziłam, żeby czegoś próbował, ale wolałam nie ryzykować. Potem ruszyłam z piskiem opon spod hotelu, pod którym zaparkowaliśmy. Do Monopoli dojechaliśmy w ekspresowym tempie. Złamałam wszystkie możliwe przepisy, zaciskając mocno ręce na kierownicy i ocierając co jakiś czas łzy, którym w końcu pozwoliłam popłynąć. Mój pasażer nie odzywał się ani słowem, choć na pewno miał ochotę kilka razy krzyknąć, żebym zwolniła.
Pod bramą strażnicy spojrzeli na nas podejrzanie, ale Jeremi szybko ich uspokoił – nie było powodów do obaw. Sekundy ciągnęły się w nieskończoność, zanim w końcu wpadłam do willi. Jak tornado. Nawet salon pełen ludzi nie mógł stanowić dla mnie przeszkody. Na szczęście nikt nie próbował mnie powstrzymać.
To był ten moment, który miał zmienić wszystko, choć jeszcze nie zdawałam sobie z tego sprawy.
Rozdział 1
Zdziwiło mnie zbiorowisko rodziny Alessandra. To mogło znaczyć tylko jedno. Nie było z nim dobrze.
W salonie dostrzegłam też Marca z Chiarą, a ich się tutaj nie spodziewałam. Wszyscy mieli na sobie nazbyt eleganckie stroje, co powinno było dać mi do myślenia, ale nie zwracałam na to uwagi.
– Gdzie on jest?! – zawołałam rozgorączkowana.
– Laura! Laura, to naprawdę ty? Jak dobrze, że jesteś – zawołała Editta, mama Alessandra, zmierzając z wyciągniętymi rękami w moją stronę.
– Gdzie on jest? – powtórzyłam nieco pewniej.
Liczyło się dla mnie tylko to, żeby jak najszybciej się przy nim znaleźć.
– Jest u siebie… Jest u niego lekarz. Poczekaj! – zawołała za mną, gdy zaczęłam biec w dobrze znanym mi kierunku.
Nie zdążyłam szarpnąć za klamkę, bo drzwi się otworzyły. Prawie zderzyłam się z mężczyzną, który trzymał torbę lekarską. Od razu wydał mi się znajomy. Pamiętałam go jak przez mgłę. Gdy lekko się do mnie uśmiechnął, najwidoczniej rozpoznając mnie, sama rozpoznałam w nim lekarza, który kilka miesięcy temu udzielał mi pomocy.
– Alessandro! – zawołałam i obeszłam lekarza, który natychmiast się odsunął.
Mój ukochany siedział na skraju łóżka, tors miał owinięty bandażami. Trzymał się za żebra. Na widok krwi na jego ciele ścisnęło mnie w gardle. Nie wiedziałam, jakich doznał obrażeń. Wyglądał fatalnie, ale żył.
Mój ukochany żył. I to było w tym momencie najważniejsze.
Gdyby nie szczupła kobieta klęcząca przed moim mężczyzną i próbująca ściągnąć mu spodnie, pewnie wstrząsnąłby mną szloch na sam jego widok.
– Łapy precz od mojego faceta! – warknęłam, będąc na granicy.
Nie dość, że drżałam o życie Alessandra, to jeszcze jakaś kobieta miała czelność go dotykać.
– Laura? – zapytał zdębiały, unosząc głowę.
Po raz drugi tego dnia czas się zatrzymał. Kolejnego razu mogłam już nie znieść. Na ten dzień miałam już wystarczająco dużo wrażeń. A w zasadzie na ten wieczór.
Widok poturbowanego mężczyzny przerósł moje obawy. Niełatwo patrzyło mi się na osobę, która do tej pory wydawała się niezniszczalna, a teraz wyglądała na pokonaną i bliską załamania. Nie takiego widoku się spodziewałam. Gdzieś w głębi wierzyłam, że doznał jedynie drobnych obrażeń.
Nasze spojrzenia się spotkały.
Niebieskie tęczówki pozbawione były iskierek, które zawsze tam widziałam. Teraz dojrzałam w nich smutek i może odrobinę ulgi. Na jego twarzy odmalowywały się głównie zdziwienie i grymas bólu, który próbował zamaskować, gdy tylko mnie dostrzegł.
– Mi dispiace1 – przeprosiła Włoszka, a następnie posłusznie wyszła za lekarzem na korytarz.
Wtedy dotarło do mnie, że to pielęgniarka.
Zamknęła za sobą drzwi, więc od razu doskoczyłam do mojego ukochanego, uklękłam przed nim i wtuliłam się w jego nogi.
Bałam się dotykać go w innym miejscu, choć tak bardzo pragnęłam zatopić się w jego ramionach.
– Tak bardzo się o ciebie martwiłam! – zawołałam, zanosząc się płaczem, który wstrzymywałam przez kilka minut.
Pragnęłam być silna dla niego, ale poległam. Nie wiem, co bym poczęła, gdyby go zabrakło.
Poczułam na głowie dotyk jego ręki.
– Ciii, już dobrze. Chodź tu do mnie – poprosił, sięgając po moje ramię.
Podniosłam się z ociąganiem i stanęłam między jego nogami. Nie wiedziałam, gdzie został ranny oprócz klatki piersiowej. Prawy policzek, szyję oraz włosy miał całe we krwi. Dojrzałam też kilka zadrapań na policzku i na ramieniu.
– Co się stało? – spytałam, badając wzrokiem każdy skrawek jego ciała.
Mimo iż nie miał siły, podniósł rękę i starł łzę z mojego policzka. Pozwoliłam mu na to. Potrzebowałam teraz jego dotyku. Wtuliłam się w jego dłoń.
– W klubie doszło do wybuchu. Spadło na mnie trochę gruzu.
– Trochę gruzu? A nie cała ściana!?
Złapałam go za dłoń, gdy chciał ją oderwać od mojej skóry, i przyłożyłam ją do ust.
– Nie wiem, może… Straciłem przytomność. Gdy się ocknąłem, powiedziano mi, że Jeremi zabrał cię w bezpieczne miejsce – przerwał, lekko się spinając. Syknął z bólu. – Imbecyl! Pożałuje! Tym razem nie obejdę się z nim tak łagodnie, jak ostatnio.
– Nic mu nie rób! Nie zawinił – zaprotestowałam, łapiąc ponownie jego dłoń i przykładając sobie do piersi.
Oparłam też ostrożnie swoje czoło o jego. Chciałabym zabrać od niego cały ból, albo chociaż część.
– Niech zgadnę. Odpowiednio się nim zajęłaś?
– A dziwisz mi się? Nie chciał mi nic powiedzieć – zaczęłam, czując, że drżę na całym ciele.
Strach o niego odebrał mi dech. Ostatnia godzina należała do najgorszych w całym moim życiu.
– Mam nadzieję, że zapamięta, że nie powinien mi się więcej przeciwstawiać. Ale co z tobą, kochanie? Co powiedział lekarz?
– Wyliżę się. Jestem tylko trochę poturbowany.
Kłamał. Wiedziałam to, ale postanowiłam chwilowo nie drążyć tematu. Znajdę inny sposób, żeby dowiedzieć się, w jakim stanie tak naprawdę jest. Teraz potrzebował ciszy i spokoju. Musiał odpocząć.
– Pomogę ci się położyć, ale najpierw ściągnę ci spodnie i cię umyję, dobrze? – zagadnęłam, dotykając jego policzka. – Jesteś cały brudny od kurzu i krwi.
Odsunęłam się, przypatrując mu się czujnie. Zanim weszłam do łazienki, zatrzymałam się i spytałam:
– Czy ucierpiał ktoś jeszcze?
– Ładunek podłożono blisko biura na tyłach, w którym przebywałem tylko ja. Jest kilku rannych wśród personelu, ale to nic poważnego.
Zamiast ucieszyć się, że nie ma więcej ofiar, cała się spięłam.
– Czyli to był zamach? Ktoś znowu czyhał na twoje życie – dodałam, zakrywając usta.
– Nie ktoś, tesoro2.
– Oliviero… – szepnęłam przerażona.
Kiedy to wszystko się skończy? Czy tak miało od teraz wyglądać nasze życie? W ciągłym strachu?
Przyniosłam z łazienki mokre ręczniki i zaczęłam ścierać brud z twarzy i ramion Alessandra. Z zaschniętą krwią we włosach było trochę więcej pracy, ale nie odpuściłam, dopóki nie doczyściłam mojego mężczyzny. Lekarz zostawił na łóżku zestaw opatrunkowy, więc domyśliłam się, że pielęgniarka miała zająć się opatrzeniem otarć. Wyręczyłam ją.
Nikt, a tym bardziej żadna kobieta, nie będzie zbliżać się do mojego ukochanego. Podczas opatrywania trzymał się dzielnie, choć widziałam, że każdy ruch sprawia mu trudność.
– Masz na sobie sukienkę ode mnie – powiedział w pewnym momencie, łapiąc za materiał i lekko ciągnąc mnie ku sobie.
– Uważaj – odpowiedziałam, zapierając się. – Nie chcę ci zrobić krzywdy.
– Zrobisz, jeżeli mnie zaraz nie przytulisz – zamruczał.
– Poczekaj, już kończę.
Odniosłam do łazienki brudne ręczniki i rzuciłam je na podłogę. Ktoś później na pewno się tym zajmie. Nie miałam teraz głowy, żeby sprzątać ten bałagan.
– Nic pod nią nie masz, prawda? – zagadnął, kiedy pojawiłam się z powrotem w sypialni.
Uśmiechnęłam się blado, po czym podeszłam do niego i delikatnie go objęłam za kark. Teraz miałam już pewność, że nic oprócz połamanych żeber mu się nie stało. Krew, którą był umazany, wypłynęła z pękniętego łuku brwiowego i małej rany z boku głowy. Lekarz ją opatrzył i założył szew.
Pragnęłam zrobić coś całkiem innego, niż grzecznie się do niego tulić. Teraz, gdy już nie zostało mi nic do zrobienia, powaga sytuacji do mnie powróciła. Miałam ochotę uderzyć go za to, że mogłam go stracić.
Już nigdy w życiu nie chciałam przeżywać niczego podobnego!
– Nigdy więcej nie waż się mnie tak straszyć! Słyszysz?! – rozszlochałam się na nowo, chowając twarz w zagłębieniu jego szyi.
– Ani myślę, tesoro – szepnął twardo, a ja pocałowałam jego ramię.
Odsunęłam się i spoglądając w jego niebieskie oczy, wyznałam:
– Nie przeżyję bez ciebie!
– Teraz już wiesz, co czułem, gdy myślałem, że cię straciłem.
Wzmocnił uścisk na mojej talii.
– To było straszne…
Płakałam jak dziecko. Ani trochę się nie hamowałam.
Ale też nie mogłam powstrzymać wciąż napływających do oczu łez.
– Ciii. Nigdzie się nie wybieram – powiedział, a potem drgnął, jakby chciał wstać.
– Co robisz? Chcesz się położyć? Poczekaj, pomogę ci.
– Nie. Chcę sięgnąć po spodnie.
– Po co ci one? Są brudne. Dam je do prania. – Odsunęłam się, żeby je wziąć i zanieść do łazienki.
– Nie! – zaprotestował gwałtownie.
– Okej…? Masz tam coś ważnego?
– Po prostu daj mi te cholerne spodnie – odezwał się na skraju cierpliwości. Jego ton jednak nie był szorstki. Wręcz przeciwnie. Pobrzmiewało w nim coś innego. Dodatkowo Aless jeden kącik ust miał uniesiony.
O co mu chodziło?
Chwyciłam spodnie i, tak jak sobie życzył, podałam mu je. Natychmiast włożył rękę do kieszeni i wyciągnął z niej małe czarne welurowe pudełeczko. Otworzył je i nie musiał już nic więcej mówić. Gdy zobaczyłam piękny klasyczny pierścionek, zakryłam usta dłońmi. W oczach momentalnie pojawiły mi się kolejne łzy, tym razem wzruszenia.
– Ten wieczór miał wyglądać zupełnie inaczej, tesoro – zaczął, uśmiechając się do mnie delikatnie. – Ale los lubi płatać figle. Dzisiaj miało odbyć się otwarcie klubu. Po twoim przyjeździe w klubie mieli zjawić się również nasi bliscy.
Zrobiło mi się ciężko na sercu. Nasi bliscy? Czyli też ciocia Elena i Francesca z rodziną?
– Ale nie przyjechali, prawda? Są bezpieczni? – wtrąciłam, żeby się upewnić.
– Tak. Klub był prawie pusty, gdy doszło do wybuchu. Przebywała w nim jedynie obsługa, która szykowała się do uroczystości, i oczywiście ja.
Przeniosłam wzrok na pierścionek.
– Chciałem oświadczyć ci się, jak należy.
Wyciągnął do mnie rękę, więc mu ją podałam.
– Wybacz, że nie uklęknę na jedno kolano…
Zaśmiałam się przez łzy.
– Mógłbym się jeszcze z tym wstrzymać, ale nie chcę. Lauro… Vuoi sposarmi?3Zostaniesz moja zona? – zapytał też po polsku, a ja znowu się zaśmiałam. – O niczym innym nie marzę, jak spędzić z tobą resztę swoich dni. Pragnę budzić się obok ciebie, zasypiać otulony twoim pięknym i gorącym ciałem. Chcę słuchać twojego oddechu i gry na wiolonczeli. Pragnę spełniać z tobą twoje marzenia. Chcę sprawiać, że twoje usta zawsze będą uśmiechnięte. Marzę o tym, żeby kochać cię już do końca życia. Zgadzasz się? Uczynisz mi ten zaszczyt? – zapytał zachrypniętym głosem, który działał na mnie jak nic innego.
Momentalnie zrobiło mi się gorąco, a nogi chciały odmówić posłuszeństwa.
Zaczęłam kiwać głową i uśmiechać się jak głupia. Jeszcze chwilę temu mogłam go stracić, a teraz był tu ze mną i prosił mnie o rękę.
Alessandro prosił mnie o rękę! Czy mi się to śniło!?
– Tak, tak! Zostanę twoją żoną!
Wyciągnął z pudełka pierścionek, ale wtedy szybko zabrałam rękę.
– Pod jednym warunkiem!
– Przyjmujesz mnie całego bez żadnych warunków albo wcale – odpowiedział zaborczo, ale zmysłowo.
– Ale ten warunek ci się spodoba.
– Mów, sam zdecyduję.
Zbliżyłam się i złapałam za jego policzki, spoglądając mu głęboko w oczy.
– Niech tych naszych wspólnych dni będzie jak najwięcej, kochanie. Obiecaj mi, że sytuacja z dzisiaj już nigdy się nie powtórzy. Obiecaj mi, że się razem zestarzejemy.
– Ti prometto che farò tutto il possibile, tesoro4 – odpowiedział zachrypniętym głosem.
– Obiecaj, że nie będziesz się narażać!
– Obiecaj, że nie będziesz robić żadnych głupstw.
– Ja? Głupstw?
– A co wyczyniałaś w Polsce?
– No co wyczyniałam? – Odsunęłam się i położyłam ręce na biodrach.
Na twarzy Alessandra pojawił się lekko widoczny grymas bólu. Musiał drgnąć, gdy się odsunęłam.
– Wyjdziesz za mnie czy nie? – zapytał rozbawiony.
– A ty chcesz mnie taką czy nie? – droczyłam się dalej.
Złapał za moją rękę i nie zważając na ból, który na pewno poczuł przy ruchu, wsunął mi pierścionek na palec. Nasze spojrzenia się skrzyżowały. Żadne z nas nie było już rozbawione. Wręcz przeciwnie. Dotarła do mnie powaga sytuacji. Doniosłość tej chwili. Intymność. Zalała mnie cała gama emocji, ale wciąż nie mogłam uwierzyć w to, co się dzieje.
Byłam teraz narzeczoną Alessandra.
Narzeczoną!
– A teraz pocałuj mnie tak, jak przystało na przyszłą panią Caruso.
Ujęłam jego policzki i przyciągnęłam do siebie. Nim zdążyłam zarejestrować grymas na jego twarzy, moje wargi już łączyły się z jego.
– Przepraszam – szepnęłam, nie odrywając się od jego miękkich ust.
– Nie przestawaj – wyjęczał.
Nie wycofałam się więc. Całowałam go z zapałem, uważając, żeby zbytnio na niego nie napierać. Mimo to włożyłam w ten pocałunek całe swoje serce. Syciliśmy się nim nawzajem i nie chcieliśmy się od siebie odrywać.
– Położę się – powiedział słabo, gdy się odsunęłam.
Od razu poczułam wyrzuty sumienia. Nie powinnam była go męczyć. Na jego czole dojrzałam kilka kropelek potu.
Cholerka! Następnym razem odmówię. Choćby nie wiadomo jak prosił – obiecałam sobie.
Pomogłam Alessandrowi ułożyć się wygodnie na łóżku, a następnie przykryłam go czarną pościelą. Gdy patrzyłam, jak bardzo został poturbowany, znowu chciało mi się płakać. Musiał nieźle oberwać. Starałam się zachować spokój, ale było to trudne, bo ból odbierał mu oddech. Mimo swojego cierpienia oświadczył mi się.
To było dla niego ważniejsze. Ja byłam najważniejsza.
– Tak bardzo cię kocham – szepnęłam, gdy ucałowałam go w policzek i chciałam odejść. Złapał mnie jednak za rękę. – Tak? Potrzebujesz czegoś?
– Ciebie – powiedział twardo.
– Dam ci odpocząć, kochanie. Przyniosę ci coś do jedzenia i picia. Dostałeś leki przeciwbólowe?
– Połóż. Się. Obok. Mnie – powiedział to tonem, z którym się nie dyskutowało.
Ja jednak spróbowałam. Choćbym miała mu się narazić. Alessandro potrzebował kilku godzin spokojnego snu.
– Nie wydaje mi się, żeby to był dobry pomysł. Poza tym powinnam wyjść i porozmawiać z twoimi bliskimi.
– Kładź się! Bez dyskusji. Oni poczekają. A poza tym nie wyjdziesz do nich w tej sukience, na dodatek nie mając nic pod spodem.
Spojrzał na mnie w taki sposób, że w końcu się poddałam i spełniłam jego prośbę. Wdrapałam się na łóżko i ułożyłam na jego lewym ramieniu, które uniósł.
Domyślałam się, że bardziej poturbowaną ma prawą stronę.
– Wiedziałam, że będziesz zazdrosny – przerwałam ciszę, zaciągając się zapachem jego skóry, który zmieszany był z zapachem potu i krwi, mimo iż ją z niego zmyłam.
– Jestem cholernie zazdrosny i wkurwiony tym, że chciałaś mnie sprowokować. Gdybym nie był unieruchomiony, pokazałbym ci jak bardzo. Co ci przyszło do głowy, żeby włożyć tę sukienkę?
– Przypomnę ci, że sam mi ją kupiłeś. I to, że gdy pierwszy raz miałam ją na sobie, też nie miałam na sobie bielizny.
– Laura! Aniele, nie testuj mojej cierpliwości! Miej litość dla cierpiącego.
– Wybacz.
Splotłam nasze dłonie, a potem uniosłam głowę. Alessandro przymknął powieki, ale chyba wyczuł, że się w niego wpatruję.
– Nic mi nie jest, tesoro.
Przełknęłam ślinę. Nigdy nie przestanę się o niego martwić. A teraz widząc go w takim stanie, miałam prawo drżeć.
– A wiesz, że ta sukienka i buty to jedyne rzeczy, które w zeszłym roku zabrałam ze sobą? – zapytałam, odsuwając od siebie strach o niego.
– Zostawiłaś wiolonczelę, a zabrałaś jakąś kieckę?
Uniosłam się na łokciu, żeby móc popatrzeć mu w oczy.
– Nie jakąś kieckę, tylko kieckę od ciebie. W całym swoim życiu nie miałam na sobie nic bardziej seksownego. Włożyłam ją wtedy tylko dla ciebie. Sądziłam, że będę się w niej czuła skrępowana, ale tak nie było. Czułam się kobieco, zmysłowo i seksownie. Podobał mi się twój pożądliwy wzrok. Chciałam czuć się tak już zawsze. Dlatego wzięłam tę sukienkę. Chciałam, żeby przypominała mi o tym, co we mnie wyzwoliłeś. Przy tobie zawsze czułam i czuję się na właściwym miejscu. Czuję się inna, taka… hm… kompletna? Czuję się sobą.
Przez całe moje wyznanie nie spuszczał ze mnie wzroku.
– Ja też jestem przy tobie inny – wyznał poważnie.
Zamierzał unieść prawą rękę i dotknąć mojej twarzy, ale poddał się, czując ból. Przymknął powieki i wciągnął powietrze. Chciałam dodać mu otuchy, więc położyłam delikatnie rękę na jego piersi, a potem zbliżyłam tam swoje usta.
Wtedy usłyszałam…
– Byłem pewny, że nigdy nie stracę głowy dla żadnej kobiety. Później w moim życiu pojawiłaś się ty i wywróciłaś je do góry nogami. A teraz jestem stracony.
– Wiesz, że będę mogła wykorzystać to przeciwko tobie?
– Wiem – odparł pewnie, obracając głowę w moją stronę i odnajdując ponownie moje spojrzenie – ale chcę, żebyś wiedziała, jak bardzo jesteś dla mnie ważna. Jesteś dla mnie wszystkim.
1Przepraszam.
2Skarbie.
3Chcesz wyjść za mnie?
4Obiecuję ci, że zrobię wszystko, co w mojej mocy, kochanie.
Rozdział 2
Wtulałam się w pierś narzeczonego i czekałam, aż rytm jego oddechu zwolni. Dopiero wtedy powoli zsunęłam się z łóżka. Alessandro zasnął praktycznie od razu. Niestety, choć sama byłam zmęczona nadmiarem emocji, miałam trudność z zaśnięciem. Wstałam ostrożnie, ale gdy moje stopy dotknęły zimnej podłogi, zakręciło mi się w głowie, a potem mnie zemdliło.
Pobiegłam do łazienki i zwymiotowałam. Ostatni posiłek jadłam około południa, a później piłam już tylko wodę. Szarpnęło moimi wnętrznościami kilkukrotnie, uniosłam się dopiero, gdy mój żołądek w miarę się uspokoił. Opłukałam usta i twarz zimną wodą. Przestraszyłam się swojego odbicia. Prawie zlewałam się z białą ścianą za sobą.
W lustrze zobaczyłam dłoń, którą zdobił piękny delikatny pierścionek z jednym oczkiem. Uniosłam delikatnie kącik ust mimo gorszego samopoczucia.
Byłam zaręczona! Tylko to się liczyło.
Fakt, martwiły mnie wymioty, ale domyślałam się, że są spowodowane nadmiarem emocji. Strach zastąpił ekscytację, a potem zmieszał się z radością. Teraz jednak na nowo się martwiłam. Musiałam dowiedzieć się, co dolega narzeczonemu. Obawiałam się, że nie mówi mi wszystkiego, byle tylko mnie nie niepokoić.
Byli jeszcze kuzyni Alessandra. Do czego się posuną? Do czego byli zdolni? Czy Alessandro będzie chciał trzymać mnie z tego powodu pod kloszem? Już raz zostałam uwięziona w tej rezydencji. Teraz jednak musiałam oswajać się z tym, że to będzie mój dom.
Może lepiej byłoby wyjechać do Polski na jakiś czas? Nie, to nie wchodziło w grę.
Nigdzie nie ruszę się bez mojego ukochanego – pomyślałam, czując determinację.
Kiedy poczułam się na siłach, opuściłam łazienkę, włożyłam jedną z koszul Alessandra, którą wyciągnęłam z szafy, i wyszłam na korytarz.
W oddali usłyszałam głosy, więc udałam się w kierunku ich źródła.
Ucieszyłam się, że wszyscy jeszcze siedzą w salonie, choć zapadła już noc. Editta siedziała w fotelu pogrążona w myślach, lecz wyrwała się z nich, kiedy mnie dostrzegła. Poderwała się też z miejsca.
– Jak się czuje Alessandro? Śpi?
Po chwili obejmowała mnie swoim czułym ramieniem, a ja miałam ochotę znowu się rozkleić. Ta huśtawka nastrojów mnie wykończy.
– Tak, śpi – odpowiedziałam cicho, odsuwając się i spoglądając na resztę, która łącznie z kilkoma ludźmi Alessa siedziała wokół szklanego stolika. – Zgrywa twardziela, ale ból ma wymalowany na twarzy.
Editta położyła dłoń na moim ramieniu, dając mi wsparcie. Chiara, która właśnie przekazała synka mężowi, wstała, żeby też mocno mnie uściskać. Marco i Pablo skinęli głowami. Obok tego młodszego siedziała szczupła dziewczyna, która lekko się do mnie uśmiechnęła. Alessandro nie kłamał, gdy mówił, że jest młodszą kopią Silvii. Tamtą widziałam jedynie dwa razy w życiu, ale bez problemu odnalazłam liczne podobieństwa między siostrami.
– Jestem Agnese, żona Pabla – przedstawiła się, wstając i podając mi dłoń.
Miała niesamowicie szczupłe i długie palce, choć może tylko takie sprawiały wrażenie dzięki długim pomalowanymi na różowo paznokciom.
Jedynie Tito, który stał nieco dalej, opierając się o kolumnę, nie zwracał na mnie uwagi. Obok niego stała Serena, zdawała się tylko czekać na moje polecenie.
– Napijesz się czegoś? – zapytała pani domu. – A może jesteś głodna?
Mimo że żołądek miałam pusty, wiedziałam, że niczego nie przełknę.
– W łazience Alessandra zostawiłam brudne ręczniki i ubrania – poinformowałam, zamiast odpowiedzieć na pytanie kobiety, która odkąd mnie zobaczyła, miała na twarzy zmartwiony uśmiech.
– Serene się tym zajmie. Usiądź. Lekarz zostawił silne leki przeciwbólowe. Może nad ranem będą potrzebne. – Mama Alessandra wskazała na stolik.
– Co wam powiedział lekarz? Alessandro do niczego nie chciał mi się przyznać.
– Ma silne stłuczenia na klatce piersiowej i złamane dwa żebra. Jutro ma pojechać na szczegółowe badania. Doktor nie zabrał go od razu, czyli nie jest z nim tak źle, jak zakładaliśmy na początku. Dario i Tito przywieźli go całego we krwi. – Przy ostatnim zdaniu załamał jej się głos.
Objęłam ją więc i pogładziłam po ramieniu. Obie teraz tego potrzebowałyśmy.
– Boję się, że o czymś nam nie powiedzieli. Nie mogę patrzeć, jak cierpi.
– Złamane żebra cholernie bolą – wtrącił Marco. – Przechodziłem przez to i nie życzę nikomu.
– Twój dawny pokój jest już gotowy – poinformowała Editta.
– Dziękuję, ale zostanę z Alessandrem. Zaraz do niego wracam. Pójdę tylko zrobić sobie jakieś ziółka. Jest mięta?
– Serena ci przyniesie. Potrzebujesz coś na sen?
Pokręciłam głową. Byłam wykończona i w końcu zrobiłam się senna, a do tego żołądek znowu dawał o sobie znać.
– Kochani, czy Alessandro mówił wam, z jakiej okazji miało być dzisiejsze spotkanie w klubie? – zapytała znienacka Chiara, która dziwnie mi się teraz przyglądała.
– Z okazji otwarcia klubu. Mówiłem ci przecież – odpowiedział jej mąż, który kołysał w ramionach śpiącego Maksymiliana.
– A ja myślę, że z całkiem innego powodu – rzuciła i zerwała się z miejsca. Złapała za moją rękę i pokazała wszystkim. – Czy to przypadkiem nie jest pierścionek zaręczynowy?
Zarumieniłam się.
– Oh cielo!5 – zawołała Editta, biorąc mnie znowu w ramiona. – Alessandro ci się oświadczył, passerotto?6 Czyli naprawdę nie jest z nim aż tak źle.
– Non è una notizia meravigliosa?7 – zawołała radośnie czarnulka. – Congratulazioni!
– Myślę, że Alessandro chciałby wam sam powiedzieć. Naprawdę o niczym nie wiedzieliście? – zapytałam skrępowana.
– Niczego się nie domyślaliśmy – odezwał się w końcu Pablo.
– A ja tam swoje wiedziałam. Tak rzadko ostatnio bywał w domu. Ciągnęło go do ciebie. Tak się cieszę, że się odnaleźliście – powiedziała z czułością pani domu.
W tej chwili w salonie pojawiła się Serena, która najwidoczniej posprzątała już w łazience. Kiedy dostała kolejne polecenie, zniknęła w kuchni, a po niedługiej chwili wróciła z tacą, na której stały dzbanek oraz filiżanka. Podziękowałam jej serdecznie, po czym odebrałam od niej przygotowaną herbatkę. Powiedziałam wszystkim dobranoc i ruszyłam w stronę sypialni, gdzie usiadłam w fotelu i upiłam kilka łyków gorącego płynu.
Czułam się fatalnie. Do łóżka przeniosłam się dopiero, kiedy powieki zaczęły mi ciążyć. Do tego czasu wpatrywałam się w śpiącego Alessandra i odpędzałam czarne myśli.
Wszystko z nim dobrze – powtarzałam sobie, choć na niewiele się to zdawało, gdyż mężczyzna marszczył czoło nawet przez sen.
Rano obudziłam się w pustym łóżku. Sięgnęłam do torebki, którą położyłam na szafce nocnej obok łóżka, i wyciągnęłam telefon. Była prawie dziesiąta rano. Mój ukochany pewnie pojechał na badania. Cholerka! Czemu mnie nie obudził? Bardzo chciałam pojechać z nim. Gdy opadłam znowu na łóżko, usłyszałam szum wody dobiegający z łazienki. Zerwałam się natychmiast z łóżka, co poskutkowało mroczkami przed oczami. Zlekceważyłam je i ruszyłam na paluszkach do łazienki. Zrzuciłam koszulę, w której wczoraj zasnęłam, i weszłam pod strumień wody.
– Buongiorno, tesoro. Ti ho svegliato?8 – zapytał, czując moją obecność za sobą.
Stał, opierając się rękami o ścianę. W jego łazience była jedynie duża deszczownica umieszczona w suficie, bez żadnej kabiny odgradzającej tę część od reszty dużej łazienki.
– Ciao, mio fidanzato9 – szepnęłam, dotykając jego pleców, na których dojrzałam kilka siniaków.
Natychmiast się do mnie odwrócił i oparł plecami o ścianę. Ból w dalszym ciągu nim rządził. Mimo wszystko Aless przybrał zadowolony wyraz twarzy. W jego pięknych oczach widziałam żądzę. To jednak kontrastowało z tym, co zobaczyłam na jego klatce piersiowej. Była purpurowa. Zwłaszcza prawy bok szpeciła cała paleta purpurowego odcienia. Zakryłam usta dłonią, żeby jęk rozpaczy nie zdołał ich opuścić.
– Przestań. Do wesela się zagoi – rzucił, a po chwili uniósł brew i kącik ust, gdy dotarł do niego sens tych słów.
Wczoraj mi się przecież oświadczył. A od oświadczyn do ślubu już niedaleka droga. Miałam taką cichą nadzieję.
– Chodź tu do mnie.
Zrobiłam krok do przodu, ale nie dotknęłam go. Sięgnęłam po gąbkę wiszącą za nim na haczyku.
– Umyję cię – szepnęłam.
– Jeżeli zaraz mnie nie pocałujesz, to nabawię się kolejnych obrażeń. Chyba tego nie chcesz? – Brzmiał na zdeterminowanego.
– Alessandro… – poprosiłam.
Obiecałam sobie, że dam mu więcej przestrzeni, by doszedł do siebie. Musiałam bardziej uodpornić się na jego błagania.
– Nie traktuj mnie, jakbym był ze szkła. Voglio bacciarti! Voglio sentire le tua dolci labbra! Ora! Non si discute, gattino!10
Uwielbiałam, gdy był taki stanowczy, ale widząc go, ledwo stojącego na nogach, podpierającego się o ścianę, zaciskającego szczękę z bólu, miałam opory.
Zbliżyłam się do niego ostrożnie, uniosłam się na palcach i złączyłam nasze usta. Jego były jak zawsze gorące i miękkie. Chciałam zarzucić mu ręce na kark i przyciągnąć go bliżej, ale zamiast tego odsunęłam się do tyłu. Złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Zasyczał, ale nie puścił mnie. Wpił się w moje usta i zaczął namiętnie całować. Oderwaliśmy się od siebie dopiero po chwili, żeby móc złapać oddech.
– Twoje usta są jedynym skutecznym lekarstwem – warknął zachrypniętym głosem. – Zapamiętaj to sobie i nigdy mi ich nie odmawiaj!
– Sì, mio signore!11
– Teraz mnie umyj – polecił, więc namydliłam gąbkę i zaczęłam ostrożnie sunąć po jego poranionym ciele. Drugą ręką przejechałam na dół i objęłam nabrzmiałego członka. – Z tym, kochanie, będziemy musieli poczekać, aż zażyję końską dawkę leków przeciwbólowych.
– Najpierw pojedziemy na badania – przypomniałam mu, a potem dodałam: – Obróć się.
Umyłam go całego. Mój oddech przyspieszał. Alessandro miał pięknie wyrzeźbione, twarde ciało. Uwielbiałam je czuć na sobie. Uwielbiałam, gdy brał mnie w posiadanie. Teraz musiało to jednak poczekać. Najważniejsze, żeby szybko doszedł do siebie. Został ze mną pod prysznicem, gdy sama się myłam. Otulał mnie jego gorący oddech na karku.
– Możesz się dotknąć – szepnął, a przez moje ciało przeszedł prąd. – Chętnie popatrzę.
Obróciłam się i zobaczyłam, że trzyma się za bok. Ten prysznic trwał zdecydowanie za długo. Powinien się położyć. I to natychmiast.
– Skończyłam – rzuciłam, odkładając gąbkę, a potem sięgając po ręczniki dla nas obojga.
– A ja myślę, że dopiero zaczynasz. – Nie poddawał się.
Zrobił krok w moją stronę, więc oparłam się o ścianę. Był uparty. Wiedziałam, że łatwo nie odpuści. Ale miałam na niego sposób. Zresztą nawet nie musiałam mijać się z prawdą.
– Alessandro…
– Co jest, maleńka?
– Pragnę cię, ale…
– Ale?
– Umieram z głodu. Nie jadłam nic od wczorajszego południa. Gdy wstałam z łóżka, miałam mroczki przed oczami.
– I mówisz mi o tym dopiero teraz, tesoro!? – oburzył się nie na żarty.
Owinął się ręcznikiem i mokry wyszedł z łazienki. Po chwili usłyszałam, że rozmawia z kimś przez telefon. Gdy do niego dołączyłam, rozkazał mi natychmiast wracać do łóżka.
– Chyba zapominasz, kto tutaj jest poszkodowany – burknęłam.
– Marsz do łóżka!
– Najpierw ty!
Posłał mi gniewne spojrzenie, ale nic sobie z niego nie robiłam. Skrzyżowałam ręce na piersi, dąsając się. Gdy nie przyniosło to żadnego efektu, wypaliłam:
– Serena przygotowała dla mnie pokój gościnny. Coś czuję, że będę musiała się tam przenieść na kilka dni.
– Wykluczone! Neanche morto!12
– W takim razie marsz do łóżka – zażądałam. – Wstaniesz z niego, dopiero gdy uznam, że już możesz.
– Laura! Nikt nigdy nie mówił mi, co mam robić! – warczał, stojąc i trzymając się za bok.
Przeszło mi przez myśl, że jest prawdziwym wojownikiem. Wojownikiem i uparciuchem.
– Kiedyś musi być ten pierwszy raz. Ale chyba zdawałeś sobie z tego sprawę, oświadczając mi się wczoraj – zagadnęłam, przekrzywiając lekko głowę i posyłając mu czarujący uśmiech.
– Okej – poddał się. W końcu. – Pomożesz mi z bandażem?
– Widzisz? Nie tak trudno poprosić o pomoc.
Gdy stanęłam tuż przed nim z bandażem, który leżał na skraju łóżka, usłyszałam przy uchu jego surowy głos.
– Poczekaj, aż wrócę do formy. Dostaniesz taką nauczkę, że przez tydzień nie usiądziesz na tej swojej ślicznej, jędrnej pupie.
– Teraz nie wiem, czy będzie to kara, czy raczej nagroda – szepnęłam w odpowiedzi, patrząc mu w oczy.
– Porca miseria! Stai mettendo alla prova la mia pazienza!13
Pocałowałam go w klatkę piersiową, a potem kazałam się obrócić. Owinęłam go ciasno bandażem, choć pewnie pielęgniarka zrobiłaby to lepiej. Gdy kładliśmy się do łóżka, do pokoju weszła Serena z Edittą. Obie niosły tace ze śniadaniem, które położyły przed nami.
Wszystko pachniało cudownie, więc nie czekając, sięgnęłam po rogalika i zamoczyłam go w kawie. Smakował obłędnie. Tęskniłam za smakiem tej kawy. Tę, którą Alessandro robił w San Matteo, też lubiłam, ale ta przebijała wszystkie.
– Doktor Rabitto już czeka – poinformowała nas mama Alessandra.
– Możesz go odesłać. Czuję się już lepiej – rzucił, biorąc się do swojego śniadania.
Natychmiast posłałam mu wrogie spojrzenie, ale był zajęty pochłanianiem posiłku, składającego się z omletu z warzywami. Nie zwracał na mnie uwagi.
– Czy Jeremi jest wolny? Mógłby mnie odwieźć do San Matteo? – zapytałam kobietę.
Moja mała gra natychmiast przyniosła efekt.
– Powiedz doktorkowi, że za chwilę będę gotowy.
– I ja też – wtrąciłam. – Tylko potrzebuję jakichś ubrań.
Editta, patrząc na nas z zachwytem w oczach, odparła:
– Serena zaraz przyniesie ci świeże ubrania. Czegoś jeszcze potrzebujecie?
Oboje jak na komendę pokręciliśmy głowami, więc kobiety wycofały się w stronę drzwi.
– Gratulacje zaręczyn, synku! – zawołała starsza z nich, wychodząc.
Spojrzał na mnie, nic nie mówiąc. Jego zdziwiona mina za to mówiła wszystko.
– Gdy wczoraj zasnąłeś, wyszłam zrobić sobie herbatę. Wszyscy czuwali w salonie. Chiara zobaczyła pierścionek, a wiesz, jaka ona jest…
Westchnął, a potem zaśmiał się delikatnie pod nosem.
Zjedliśmy śniadanie w przyjemnej ciszy. Przed wyjściem Alessandro połknął leki, które dołączone były do śniadania na osobnym spodku. Pojechaliśmy do prywatnej kliniki doktora Rabitta, gdzie mężczyźnie od razu zrobiono niezbędne badania łącznie z morfologią. Prześwietlenie potwierdziło jedynie to, co było już wiadomo. Aless na szczęście złamał jedynie dwa żebra. Wyniki badania krwi też nie wykazały niczego niepokojącego, dlatego do posiadłości wracałam spokojniejsza.
Po trzech dniach w łóżku Alessandro zaczął się buntować, ale odpuściłam dopiero dwa dni później, gdy nie krzywił się już przy każdym ruchu, a opuchlizna i siniaki zaczęły blednąć.
Około południa do naszej sypialni wparowała Chiara i bezceremonialnym głosem oznajmiła, że zabiera mnie na zakupy. Alessandro oczywiście zaczął protestować, ale wtedy bratowa zamknęła mu buzię, mówiąc, że pojedzie z nami cały zastęp jego ludzi. I w taki oto sposób znalazłam się z Chiarą w ekskluzywnym butiku, wybierając sukienkę na wieczór.
– Co to za okazja? – zapytałam, przesuwając wieszaki, na których wisiały sukienki w niebotycznych cenach, od których aż kręciło mi się w głowie.
– Taka, że jesteś tu z nami.
– No weź, myślisz, że w to uwierzę?
– No dobra. Jutro wracamy do Katanii, dlatego chcemy z Markiem spotkać się na pożegnalnej kolacji.
– W to już prędzej uwierzę. Tylko po co mi aż taka elegancka sukienka? Na pewno masz coś, co mogłabyś mi pożyczyć. Ostatnio nie było z tym problemu. Mogłaby nawet być ta czarna kiecka, której wtedy nie chciałam włożyć. Myślisz, że gdzieś jest w rezydencji? Może Serena ją zachowała?
– Nie marudź, tylko coś wybierz. Potem pójdziemy jeszcze do salonu kosmetycznego, dobrze?
– Byłam kilka dni temu.
– Ale ja nie byłam. Ty zrobisz sobie jakiś masaż twarzy czy coś.
Nasz wypad przedłużył się nie tylko o wizytę u kosmetyczki, ale również o kawę i ciacho w kawiarni. Do rezydencji wróciliśmy pod wieczór i przyjaciółka od razu zagoniła mnie do swojej sypialni, gdzie łaskawie pozwoliła mi wziąć prysznic przed włożeniem sukienki, którą kupiłam po długich namowach. Miała kolor pudrowego różu.
Ostatnio wracałam do jasnych kolorów, ale nie wzbraniałam się przed ciemnymi. Już zdążyłam zauważyć, że Alessandro uwielbia mnie w czarnej bieliźnie. Sukienka miała rozkloszowany tiulowy dół, a górę dopasowaną, pokrytą koronką i drobnymi cekinami. Była zbyt elegancka, ale poddałam się, gdyż Chiara strasznie nalegała na jej kupno. Do sukienki wybrałyśmy wysokie szpilki i złoty łańcuszek z jaskółką.
Czarnulka krążyła wokół mnie dziwnie podekscytowana. Zaczynałam podejrzewać, że chodzi o coś więcej niż o kolację pożegnalną. Moje przypuszczenia się potwierdziły, kiedy złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę tarasu na tyłach posiadłości.
Moim oczom ukazała się drewniana pergola przystrojona białym materiałem oraz lampkami, które w zachodzącym słońcu tworzyły cudowny klimat. Na tarasie znajdowali się już wszyscy domownicy, a także goście, wśród których dostrzegłam ciocię Elenę, Fran z rodziną, a nawet wujka Andrzeja z Moniką. Wzruszyłam się na ich widok i długo nie mogłam od nich oderwać wzroku. Kiedy to w końcu zrobiłam, moje spojrzenie zatrzymało się na niebieskookim Włochu, który stał, trzymając ręce w kieszeniach spodni, i obserwował mnie z błyskiem w oku. Włożył czarny garnitur oraz białą koszulę. Wyglądał elegancko i obłędnie. Jak zawsze zresztą.
I był tylko mój.
5Wielkie nieba!
6Ptaszyno.
7Czyż to nie jest cudowna wiadomość?
8Obudziłem cię?
9Cześć, mój narzeczony.
10Chcę cię pocałować! Chcę poczuć twoje słodkie usta! Teraz! Bez dyskusji, kotku!
11Tak jest, mój panie!
12Po moim trupie!
13Cholera jasna! Wystawiasz moją cierpliwość na próbę!
Rozdział 3
Kiedy mój anioł zjawił się na tarasie, wszystkie spojrzenia powędrowały w jego kierunku. Laura wyglądała zjawiskowo. Bił od niej blask. Jej szczęście dostrzegało się gołym okiem. Policzki zdobił słodki rumieniec i na pewno nie stanowił części makijażu.
W tym momencie nie wiedziałem, kto jest większym szczęściarzem. Mógłbym się o to kłócić z każdym. Nawet z Laurą. Czułem się cholernie dobrze, wiedząc, że za kilka tygodni właśnie ta kobieta przyjmie moje nazwisko i będzie je dumnie nosić. Już teraz drocząc się, zwracałem się do niej signora Caruso, a wtedy za każdym razem widziałem w jej oczach ogniki zadowolenia.
Miałem przed oczami swoją przyszłą żonę i niech mnie ktoś poprawi, jeżeli nie czekał mnie właśnie najszczęśliwszy okres w życiu.
Nasze spojrzenia się skrzyżowały, a wtedy nie mogłem powstrzymać się, żeby nie przejechać językiem po wardze.
Dzisiaj znowu będziesz moja, słodziutka – pomyślałem, uśmiechając się chytrze.
Od kilku dni Laura zgrywała niedostępną. Czerwieniałem ze złości, ale nie dlatego, że mi odmawiała, tylko dlatego, że miała rację. Chciałem mieć ją znów pod sobą, ale dobrze wiedziałem, że skutkowałoby to potwornym bólem promieniującym od żeber. Dzisiaj zacisnę zęby, jeżeli będzie trzeba. Posucha trwała zdecydowanie zbyt długo.
Ruszyliśmy w swoją stronę, nie odrywając od siebie spragnionego spojrzenia.
– To twoja sprawka? – zapytała szeptem tuż przed złączeniem naszych ust w delikatnym pocałunku.
– Nie. Tak samo jak ty zostałem wmanewrowany w misterny plan mojej rodzinki.
Marco i Pablo otrzymali zadanie wyciągnięcia mnie z posiadłości na czas trwania przygotowań do przyjęcia. Dobrze się składało, gdyż w końcu musiałem pojechać do swojej restauracji oraz do Fight, by sprawdzić, czy ekipa jest gotowa na przerzut broni, który planowałem już od dłuższego czasu, a który wciąż przekładałem. Tym razem wyznaczyłem ostateczny termin – za dwa tygodnie.
Miałem nadzieję, że wcześniej uda mi się wywabić z ukrycia Oliviera oraz jego parszywych braci. Ostatnio posunęli się o krok za daleko. Sporo mieli już na sumieniu, ale bomba? Zamach na moje życie? Kipiałem na myśl o tym, że w środku mogli znajdować się moi bliscy. I rodzina Laury. I ona sama!
Co by było, gdyby Jeremi przywiózł Laurę paręnaście minut wcześniej? Kurwa, nie chciałem nawet myśleć.
Kuzyni na własne życzenie znaleźli się na straconej pozycji. Skończyła się zabawa w kotka i myszkę.
Oficjalne otwarcie Coppola Club po remoncie miało być jedynie przykrywką dla tego, co zamierzałem zrobić. Zaręczyny były niespodzianką nie tylko dla mojego anioła, ale również dla całej mojej rodziny. Oprócz niej o moim pobycie w klubie wiedziało tylko kilku moich pracowników, których Tito wziął już na spytki. Ktoś donosił Olivierowi i za wszelką cenę musiałem dowiedzieć się kto.
Bomba została podłożona za ścianą biura, konkretnie w schowku na środki czystości. Do tej części klubu mieli dostęp jedynie pracownicy, a wśród nich było kilka nowych osób. Reszta to pracownicy restauracji, która wcześniej znajdowała się w Coppola Club.
Ładunek wybuchł akurat wtedy, gdy znajdowałem się w biurze. Przyjechałem wcześniej, żeby przejrzeć dokumenty i sprawdzić, czy wszystko zostało przygotowane według moich wytycznych. Do dyspozycji moich bliskich miała być przygotowana specjalna sala VIP, która znajdowała się w piwnicach klubu. Gdyby to tam została podłożona bomba, kto wie czy wyszedłbym z tego cało. A tak, migiem dotarł do mnie Tito z Dariem i ściągnęli ścianę, która się na mnie zawaliła. Potem straciłem przytomność i odzyskałem ją dopiero w swojej sypialni.
Zadrżałem na myśl, że coś zagraża Laurze, ale przyjaciel poinformował mnie, że Jeremi przetransportował ją do hotelu, gdzie wysłano obstawę. Tito jako jedyny wiedział, co planuję. Pogratulował mi, ale mało entuzjastycznie. Nigdy nie umiał trzymać języka za zębami, ale w przypadku Laury się hamował. Wiedziałem, że za nią nie przepada, a może raczej drażniło go to, że oddałem komuś serce, choć zawsze twierdziłem, że nigdy tego nie zrobię.
Gdy zobaczyłem mojego anioła na progu sypialni, poczułem mieszankę uczuć. Ulga mieszała się z niezadowoleniem. Nie chciałem, żeby widziała mnie takiego poturbowanego, a tym samym bezsilnego. Przekonałem się jednak, że jeżeli coś miałoby mi pomóc szybciej wrócić do zdrowia, to tylko jej obecność.
W drodze powrotnej do posiadłości wstąpiliśmy do fryzjera, gdyż zaczynałem przypominać pustelnika i bracia nie omieszkali mi tego wypominać. W domu od razu zagonili mnie do sypialni i polecili włożyć najlepszy garnitur. Nie protestowałem. Wyprawa Chiary i Laury na zakupy była podejrzana, więc od razu przypuszczałem, że rodzinka coś kombinuje. Nie przewidziałem tylko tego, że będą mieli aż taki rozmach. Sądziłem, że zorganizują uroczystą kolację, ale oni poszli o krok dalej i zorganizowali małą uroczystość, na którą zaprosili naszych bliskich.
Gdy wyszedłem do ogrodu i zobaczyłem zgromadzonych, nie mogłem uwierzyć własnym oczom. Obok mamy stał wujek Cosmo, który wciąż dochodził do siebie, ale wyglądał już całkiem dobrze. Byli też jego żona z córkami, ciocia Cecylia z Sofią, a także Raffael i Dominic. Tito stał razem z Dariem i moimi braćmi. Pablo ściskał Agnese, a Marco trzymał na rękach synka. Wśród swoich bliskich dojrzałem także bliskich Laury. I od razu pomyślałem, że będzie przeszczęśliwa z powodu ich obecności.
– Facciamo un brindisi per la coppia felice!14 – zawołała mama, która chyba tylko czekała, aż Laura pojawi się przy mnie. Wzięła kieliszek z szampanem z jednej z tac trzymanych przez wynajęte na tę okazję kelnerki. – Wznieśmy toast, kochani.
Gdy każdy miał już kieliszek, zbliżyła się i przyglądając nam się ze wzruszeniem w oczach, przemówiła:
– Kochani, jesteśmy dzisiaj tutaj, aby świętować wyjątkowy moment: miłość tych dwojga cudownych osób oraz to, że postanowili rozpocząć nowy rozdział swojego życia. Wznieśmy toast za szczęście i zgodę na waszej wspólnej drodze. – Następnie wzrok mamy zatrzymał się na nas. – Nawet sobie nie wyobrażacie, z jaką radością patrzę na wasze twarze pełne uśmiechu. Wspierajcie się i bądźcie dla siebie dobrzy. Alla coppia felice! Cin!15
– Sto lat! – zawołali wszyscy, a potem zaczęli do nas podchodzić, żeby się przywitać i złożyć gratulacje.
Laura witała swoich bliskich, mając łzy wzruszenia w oczach. Nim przytuliła wujka, spojrzeli na siebie porozumiewawczo. Byłem ciekawy, co oznacza to spojrzenie, i po chwili dotarło do mnie, że musi to mieć jakiś związek ze śmiercią Massima. Czy pan Andrzej pomagał jej w niecnym planie? Wydawał się porządnym człowiekiem, który nie przyłożyłby ręki do tak brudnych spraw, ale z drugiej strony Massimo zabił jego brata. Też miał powód do zemsty.
– Jak to możliwe, że tu jesteście? – zapytała Laura, trzymając za dłoń kobietę, której do tej pory nie poznałem.
– Elena wszystko załatwiła. Nie mogliśmy przegapić takiej okazji – odpowiedziała szczupła blondynka, której twarz znaczyło kilka zmarszczek.
Chrząknąłem znacznie, obejmując Laurę, która podniosła na mnie wzrok i lekko się speszyła.
– Wujku, Moniko, poznajcie Don Alessandra, mojego narzeczonego.
– Andrzej – odezwał się mężczyzna po pięćdziesiątce, ściskając mocno i pewnie rękę, którą do niego wyciągnąłem.
– Monika Zawadzka – przedstawiła się kobieta, delikatnie się uśmiechając i podając mi delikatną dłoń, którą ująłem i pocałowałem.
– Miło mi was poznać. Cieszymy się, że jesteście tutaj z nami. Czujcie się jak u siebie.
– Oj, to może być troszkę trudne – odpowiedziała momentalnie.
– Nie rozumiem. Dlaczego? – zainteresowałem się, marszcząc lekko brwi.
– Och, przepraszam. Po prostu… Mam wrażenie, że znajduję się w jakiejś pilnie strzeżonej twierdzy. Tylu tu ludzi z… no…wiecie, co mam na myśli.
Wiedzieliśmy. Chodziło o ochronę. I faktycznie, po posesji krążyło wielu moich ludzi, którzy nie kryli się z bronią. W ostatnim czasie ich liczba wzrosła. Nie mogłem pozwolić, żeby mojej rodzinie coś zagrażało.
– To wszystko dla bezpieczeństwa. Szybko się do nich przyzwyczaicie.
– Na długo zostaniecie? – wtrąciła Laura, która najwidoczniej chciała przerwać krępującą sytuację.
Tym bardziej że jej wujek milczał i wydawał się pogrążony w swoich myślach. Wyczuwałem, że nie jest mi zbyt przychylny i nie podoba mu się za bardzo, w jakim środowisku żyje teraz jego bratanica.
– Zatrzymaliśmy się u Eleny na tydzień.
– Ale chyba zostaniecie u nas przez parę dni? Proszę. Tak bardzo za wami tęskniłam. Fran? Ciociu? Zostaniecie też?
– Roberto pojutrze musi wracać do pracy, więc musimy wyjechać jutro wieczorem.
– Pokoje są już gotowe – wtrąciła moja mama, która stała tuż obok z ciocią Cecylią i musiała słyszeć naszą wymianę zdań. – Cieszymy się, że możemy poznać bliskich naszej kochanej Laury.
– Piękna posiadłość – pochwaliła Monika.
– Zapraszam do stołu, za momencik podamy kolację.
Ucałowałem moją narzeczoną w policzek, a potem ruszyliśmy za wszystkimi do stołu. Nim usiadłem na szczycie, rozdzwonił się mój telefon. Zacisnąłem szczękę, widząc, kto to. Najchętniej odrzuciłbym połączenie, ale obawiałem się, że ta osoba tak łatwo nie odpuści. Przeprosiłem wszystkich i odszedłem w głąb ogrodu.
– Oliviero.
– Don Alessandro. Przyjmij moje najszczersze gratulacje z powodu zaręczyn i wybacz, że nie pojawiłem się dzisiaj osobiście. Samuel i Nicodemo również ubolewają.
– Już po was – syknąłem, zdając sobie sprawę, że informacja o tym, co się dzieje w moim otoczeniu, znowu dotarła do tej kanalii.
– I po co te nerwy, kuzynie? Nie szkoda ci ich w tak piękny wieczór? Wracaj do gości, baw się, świętuj, bo nie znasz…
– Dorwę cię! Dorwę cię, skurwielu, a wtedy będziesz błagać o szybką śmierć!
– Mam dla ciebie dobrą radę, kuzynie. Zamiast tropić mnie i moich braci, skup się na ochronie swojego najcenniejszego skarbu. Zamierzam dopełnić zemsty, którą planował ojciec.
Skurwiel!
Nie było sensu mówić mu, żeby trzymał łapy z dala od Laury. Żadne groźby nic by tutaj nie pomogły. I tak już puściły mi nerwy. Oliviero w tym momencie się doigrał. Śmiał grozić mojemu aniołowi.
– Już nie żyjesz! – rzuciłem tylko pogardliwie i się rozłączyłem.
Wróciłem do gości, ale myślami byłem daleko. Skąd, kurwa, Oliviero wiedział o zaręczynach? Skąd wiedział o przyjęciu, skoro organizowali je moi bliscy? Skinąłem przyjacielowi, a ten od razu się przy mnie znalazł. Nachylił się, więc dyskretnie poleciłem jemu i Dariowi przeszukać posiadłość, a także ponownie rozpytać moich ludzi. Każde podejrzane zachowanie kazałem od razu zameldować. Coś musieli znaleźć! Kurwa! Nie brałem innej możliwości pod uwagę. Coś mi umknęło, ale w końcu dowiem się, co to.
– Wszystko w porządku? – szepnęła Laura, nachylając się w moją stronę.
– Nie – odpowiedziałem szorstko, ale widząc, że ukochana zbladła i szykuje się do zadania kolejnego pytania, dodałem: – Nie teraz.
Wytrzymałem przy stole paręnaście minut z uśmiechem przyklejonym do twarzy, a potem bez słowa zerwałem się i dołączyłem do Tita, który buszował w rezydencji, szukając pluskiew.
– Przywieź Beatrice, gdy skończysz – wydałem kolejny rozkaz.
Znajdowałem się na granicy wybuchu. Nikt nie będzie grozić mojej narzeczonej. Nie panowałem nad sobą. Musiałem zrobić wszystko, by temu zapobiec.
– Ugościć ją od razu w mordowni? – zapytał chytrze przyjaciel.
Dawno nikogo nie gościliśmy w sali tortur. Czas pokazać innym, a przede wszystkim kuzynom, z kim zadarli. Szkoda tylko, że to nie oni tam trafią.
– Nie, najpierw przyprowadź ją do mojego gabinetu. Jeżeli nie puści pary z ust, będziesz mógł się nią zająć – odpowiedziałem, starając się uspokoić krew buzującą w żyłach.
Powinienem był uspokoić się, siedząc przy stole ze wszystkimi, zajadając się pyszną kolacją i ciesząc się obecnością ukochanej u boku, ale nie potrafiłem. Oliviero doskonale wiedział, jak wyprowadzić mnie z równowagi. Wystarczył jeden telefon. Jeden pieprzony telefon, który dał początek reakcji łańcuchowej. Najgorsze było to, że nie wiedziałem, jak ją zatrzymać.
Jeżeli zaraz nie znajdę sposobu na pozbycie się napięcia, zrobię coś, czego później będę żałować.
– Z całym szacunkiem, stary, ale tego paskudnego babsztyla nie będzie chciał tknąć żaden z naszych chłopaków. Ze mną na czele.
– Czy ja cię pytam o zdanie, Tito!? – wrzasnąłem.
Uniósł ręce w geście poddania, przypominając sobie, żeby ze mną nie zadzierać, gdy znajdowałem się w takim stanie. Znał mnie bardzo dobrze, a jednak teraz pozwolił sobie na głupie docinki. Dobrze znałem powód.
Zmiękłem ostatnio. Tak bardzo zmiękłem. I wszyscy dookoła to dostrzegali. Nie mogłem pozwolić, żeby moi ludzie weszli mi na głowę.
– Wybacz, stary.
– Uwijaj się! – ponagliłem go. – Najpóźniej za godzinę chcę mieć informacje, które mnie zadowolą. Muszę dorwać tego skurwiela jak najszybciej!
Po tych słowach zamknąłem się w gabinecie i wykonałem kilka telefonów. Jak to możliwe, że ta ohydna kanalia tak dobrze się ukrywała? Przez myśl przeszło mi, żeby do mordowni ściągnąć również Silvię. Co z tego, że mąż ją pobił i że od niego uciekła? Może właśnie pobił ją celowo, chcąc tym samym odsunąć od niej jakiekolwiek podejrzenia. Może to ona była kretem. Mogła wyciągać coś od swojej siostry, która tutaj mieszkała i miała informacje z pierwszej ręki. Mogła węszyć, szpiegować, a nawet wypytać niczego nieświadomego Pabla.
Nigdy tak do końca nie rozgryzłem blondynki, którą miałem poślubić. Zawsze wydawała mi się słodką i pustą laleczką, ale już ostatnio pokazała, na co ją stać. Wystarczyło, że Oliviero się obok niej zakręcił, a ona była gotowa pójść za nim w ogień, narażając tym samym sojusz między naszymi rodzinami. Myślałem, że zakochała się bez wzajemności, ale co, jeśli prawda była zupełnie inna? Kuzyn wyparł się wszystkiego, gdy zjawiłem się w ich posesji z Silvią, aby oznajmić, że dowiedziałem się o ich związku i o dziecku, które nosi pod sercem. Nie byłem jednak na ich ślubie. A jeżeli ich uczucie było prawdziwe?
Uderzyłem pięścią w biurko.
Kurwa!
To byłoby bardzo podobne do kuzyna. Omotał biedną Silvię, która była tak ślepa z miłości, że pozwoliła się uderzyć. Musiałem się dowiedzieć, czy w mojej teorii jest chociaż cień prawdy. Nie mogłem jednak ściągnąć Silvii tutaj i siłą wyciągnąć z niej informacji. Takim zagraniem nadszarpnąłbym trwałość sojuszu między Carusami a Ferettimi. Z drugiej strony Alan ostatnio nie przysłużył się za bardzo mojej sprawie.
Coś czułem, że nazajutrz czeka mnie niespodziewany wyjazd.
Moje rozmyślania przerwało pukanie do drzwi.
– Wejść!
– Kochanie? Wszystko w porządku? – zapytała Laura, zaglądając do środka.
– Nie mam teraz czasu. Porozmawiamy później – odparłem chłodno i zaraz pożałowałem swoich słów.
Dobrze wiedziałem, że później też z nią nie porozmawiam. I wcale nie z braku czasu.
– Powinnam się czymś martwić? Tak nagle zniknąłeś.
– Wracaj do gości – powiedziałem jeszcze bardziej oschle, obracając krzesło w stronę okna, byle tylko nie spojrzeć w stronę drzwi.
