Winter hearts - Anna Sobota - ebook
NOWOŚĆ

Winter hearts ebook

Sobota Anna

0,0

40 osób interesuje się tą książką

Opis

Czy naprawdę chcesz, żeby twoje serce zamieniło się w lód?

Clara Mitchell wraca do rodzinnego Woodstock tuż przed świętami. Z ostatniego trudnego rozstania wyniosła jedną gorzką lekcję: już nigdy nie zaufa nikomu bezgranicznie. W miasteczku otulonym śniegiem, pachnącym cynamonem i piernikami chce odnaleźć spokój i zostawić przeszłość za sobą.

Jej plan szybko komplikuje Jack Reynolds, chłopak, którego pamięta jeszcze ze szkolnych korytarzy. Pewny siebie, czarujący i zdecydowanie zbyt uparty wraca do Woodstock po latach. Wspólne zimowe spacery i wieczory przy gorącej czekoladzie sprawiają, że między nimi rodzi nieoczekiwane uczucie. Clara wie jednak, jak bolesne bywają zawiedzione nadzieje i nie jest pewna, czy chce zaryzykować raz jeszcze.

Czy świąteczna magia wystarczy, by stopić lód, którym dziewczyna otoczyła swoje serce?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 230

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Anna Sobota

Winter hearts

Dla wszystkich miłośników świąt,

gorącej czekolady i otwierania prezentów

Notatka od Autorki

Witam Cię serdecznie, drogi Czytelniku.

Niezmiernie cieszy mnie fakt, że zdecydowałeś się sięgnąć po historię Clary i Jacka. Mam nadzieję, że znajdziesz w tej książce dom. Opowieść, do której będziesz wracał z miłymi wspomnieniami i chęcią poznawania jej co jakiś czas od nowa.

Zachęcam Cię więc do przygotowania kubka (a najlepiej kilku) gorącej czekolady, pierniczków lub babeczek i rozpoczęcia lektury. (Nie pogardzę również update’ami czytelniczymi w wiadomościach na Instagramie).

Ściskam Cię mocno.

Miłego czytania!

Playlista:

1. All I Want for Christmas Is You

2. White Christmas 

3. Last Christmas 

4. Rockin’ Around the Christmas Tree 

5. Jingle Bell Rock 

6. It’s the Most Wonderful Time of the Year 

7. A Holly Jolly Christmas 

8. Feliz Navidad 

9. Merry Christmas Everyone

10. Santa Claus Is Comin’ to Town 

11. The Christmas Song (Chestnuts Roasting on an Open Fire)

12. It’s Beginning to Look a Lot Like Christmas 

13. Underneath the Tree 

14. Santa Tell Me

15. Snowman 

16. Driving Home for Christmas

17. Happy Xmas (War Is Over) 

18. Christmas Lights 

19. One More Sleep 

20. Have Yourself a Merry Little Christmas

21. Christmas Time Is Here 

22. Sleigh Ride 

23. Winter Wonderland 

24. Merry Christmas

25. Baby, It’s Cold Outside 

26. Silent Night 

27. Deck the Halls 

28. Frosty the Snowman 

29. Christmas (Baby Please Come Home) 

30. Stop the Cavalry 

Prolog

Siedem miesięcy wcześniej…

Z torebką w jednej ręce, a kubeczkiem coli w drugiej, przeciskałam się przez zatłoczony salon. Imprezy studenckie miały to do siebie, że zaczynały się niewinnie – od kilku znajomych, muzyki w tle i nieśmiałych rozmów – a kończyły chaosem, którego nikt rano nie chciał pamiętać. W powietrzu unosił się zapach chipsów, perfum i taniego alkoholu, światła lamp migały w rytm basu dobiegającego z głośników. Ktoś śmiał się w kuchni, ktoś inny tańczył na stole, ja natomiast próbowałam nie potrącić nikogo po drodze.

– Hej, uważaj! – krzyknął chłopak z piwem w ręku, gdy prawie na niego wpadłam.

– Sorry – mruknęłam, cofając się o krok i odgarniając kosmyk włosów z twarzy.

Zatrzymałam się na chwilę przy ścianie, żeby złapać oddech. W pokoju było duszno, mieszanka dźwięków i rozmów przytłaczała. Nie przepadałam za imprezami, ale dziś wyjątkowo dałam się wyciągnąć Hunterowi – mojemu chłopakowi. Na myśl o nim rozejrzałam się po pomieszczeniu, jednak nie dostrzegłam go wśród tłumu. Westchnęłam męczeńsko, dopiłam napój, a kubeczek wrzuciłam do najbliższego kosza i ruszyłam w stronę kuchni.

Tam nareszcie uwolniłam się od dotyku obcych ludzi i poczułam ulgę. Przesunęłam wzrokiem po osobach, które rozmawiały, piły lub się obściskiwały. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zauważyłam Huntera w tej ostatniej grupie. Stał przy jakiejś blondynie i z ogromnym zaangażowaniem pchał jej język do gardła. 

Wściekłość rozlała się we mnie szybciej niż wcześniej procenty. Podeszłam do nich sprężystym krokiem, chwyciłam chłopaka za ramię i szarpnęłam do tyłu, następnie z całej siły uderzyłam go w twarz. To była ta chwila. Moment, w którym pękłam. Czułam, jak gorąco zalewa mi policzki, oddech przyspiesza, a serce wali w piersi jak oszalałe. W głowie miałam tylko jedno – myśl, jak bardzo go nienawidzę. Nie obchodziło mnie, że wszyscy na nas patrzą.

Złość pulsowała we mnie. Każdy kolejny oddech był cięższy od poprzedniego, a ręka wciąż piekła od uderzenia. 

– Jak mogłeś?! – Głos mi zadrżał, jednak nie z żalu, tylko z czystej frustracji i wściekłości.

Dopiero gdy nie odpowiedział, skupiłam się na dziewczynie, która stała z boku i bacznie przyglądała się całej sytuacji.

– No to są chyba jakieś jaja – mruknęłam, gdy w półmroku dostrzegłam twarz mojej kuzynki Miley. – Jesteście siebie warci, naprawdę – rzuciłam z obrzydzeniem i obdarowawszy ich ostatnim spojrzeniem, ruszyłam do wyjścia.

W drodze powrotnej poczułam, jak złość powoli ustępuje miejsca zmęczeniu i rezygnacji. Takiej wewnętrznej, ciężkiej, która przychodzi, kiedy emocje wypalą wszystko, co miało jeszcze sens. Wzięłam głęboki oddech, próbując się uspokoić, ale gardło ścisnęło się, jakby coś we mnie chciało się wydostać – może krzyk, a może łzy, których jednak nie potrafiłam i nie chciałam uronić. W tym momencie naszła mnie jedna myśl, która miała towarzyszyć mi jeszcze przez długi czas. Hunter był ostatnim facetem, któremu zaufałam w stu procentach.

Teraz…

Ostrożnie pokonywałam samochodem kolejne kilometry, jednocześnie podziwiając zaśnieżony krajobraz. Po raz pierwszy od zakończenia studiów i mojego feralnego związku jechałam do domu rodzinnego w Vermont, a dokładniej do Woodstock. Kochałam to miasteczko całym sercem i zawsze wracałam do niego z uśmiechem na ustach i pozytywnymi wspomnieniami. Zima i święta to moja ulubiona pora powrotów. 

Śnieg pokrywał wszystko grubą, miękką warstwą – dachy starych domów, gałęzie drzew pochylone pod jego ciężarem, a nawet kamienne murki okalające gospodarstwa. Droga prowadziła przez las, pomarańczowe światła samochodu tańczyły po ośnieżonych pniach. W radiu cicho sączyła się melodia Christmas Lights, a ja wystukiwałam rytm palcami o kierownicę. Uśmiechnęłam się szeroko, gdy zobaczyłam przy drodze drewniany znak z napisem: „Welcome to Woodstock – The Heart of Vermont”.

Byłam w domu.

1.

Powroty zawsze pachną cynamonem

Wjechałam na główną ulicę miasteczka, mijając znajome witryny sklepów. Maple & Co. wciąż miało w oknie te same, co kilka lat temu, ręcznie robione świece, a przed kawiarnią The Cozy Corner wisiał wieniec z szyszek i czerwonych wstążek. Mimo późnej pory w środku nadal tliło się światło – mogłam się założyć, że stara pani Haverly wciąż pilnowała, by każdy gość dostał przynajmniej kawałek ciasta z jabłkami. 

Za rogiem skręciłam w stronę rynku, który już częściowo tonął w świątecznej atmosferze. Było późne popołudnie, nisko zawieszone słońce barwiło niebo ciepłymi odcieniami pomarańczu i różu, odbijającymi się od śnieżnej pierzynki na placu. Przygotowania do jarmarku trwały w najlepsze. Drewniane stoiska ustawiano starannie wzdłuż centralnego placu, a robotnicy zawieszali świerkowe girlandy i lampki, które zaczynały coraz wyraźniej migotać.

Dzieci biegały wokół, rzucały się śniegiem i śmiały głośno, a w tle rozbrzmiewała cicha melodia kolęd, coraz wyraźniej przebijająca się przez szelest wiatru.

Serce mi zabiło mocniej. Ten obraz, dziecięcy śmiech, pierwsze migotanie światełek – wszystko sprawiało, że czułam się naprawdę w domu.

Kilka minut później minęłam most i skręciłam w wąską drogę prowadzącą do domu rodziców. Stara farma wyglądała tak, jak ją zapamiętałam, a może nawet jeszcze piękniej. Śnieg przykrywał wszystko grubą warstwą bieli, tworząc krajobraz jak z kartki świątecznej. Drewniany dom, zbudowany jeszcze przez dziadka, stał dumnie pośrodku niewielkiego wzgórza. Dach niemal uginał się pod ciężarem białego puchu.

Na werandzie wisiał wieniec z gałązek świerku i szyszek, przewiązany bordową wstążką, którą mama co roku wymieniała na nową. W rogu ganku, tuż obok huśtawki, stała stara skrzynia z drewnem do kominka, a obok niej wiadro z solą na śliskie poranki. W oknach tliły się delikatne światła, przez szyby widać było ciepły blask kuchni i znajome cienie poruszające się w środku.

Za domem rozciągały się pola, teraz spowite ciszą i bielą, a w oddali majaczyła czerwona stodoła – ta sama, w której jako dziecko bawiłam się z kuzynami w chowanego. Dach miała lekko przekrzywiony, ale wciąż trzymał się dzielnie, na jej drzwiach wisiała tabliczka z napisem „Mitchell Farm”, wypalonym przez tatę, jeszcze zanim się urodziłam.

Po prawej stronie stał niewielki sad – zamarznięte jabłonie tworzyły szklane rzeźby, ich gałęzie połyskiwały w świetle księżyca niczym kryształ. Ścieżka prowadząca od bramy do domu była odśnieżona, a ślady butów i łopaty świadczyły o tym, że tata musiał krzątać się tu jeszcze całkiem niedawno.

Zatrzymałam się na podjeździe, zgasiłam silnik i przez chwilę siedziałam w ciszy, chłonąc widok. To miejsce pachniało dzieciństwem – drewnem, śniegiem, pieczonym chlebem i spokojem, którego tak bardzo brakowało mi w Nowym Jorku. Tutaj czas jakby się zatrzymał, a to, co trudne, nagle wydawało się proste i nieistotne.

Kiedy wysiadłam z auta, śnieg zaskrzypiał pod butami. Powietrze było lodowate, ale czyste, świeże – zupełnie inne niż w mieście. Wciągnęłam je głęboko w płuca, czując, jak serce zaczyna bić spokojniej. W oddali słyszałam tylko wiatr i delikatne stukanie gałęzi o dach.

Wyciągnęłam z bagażnika walizki i z niemałym trudem wniosłam je na ganek. Po upewnieniu się, że zabrałam już wszystko, chwyciłam za kołatkę i zastukałam w drzwi, które otworzyły się z prędkością światła. W progu stanęła Leah Mitchell, czyli moja mama.

– No nareszcie, promyczku! Już myśleliśmy z tatą, że się ciebie dzisiaj nie doczekamy! – wykrzyknęła i, wciągnąwszy do środka, wzięła mnie w ramiona.

– Cześć, mamo. – Przymknęłam oczy, również ją obejmując.

– Ach, te kobiety – mruknął tata z uśmiechem, przyglądając nam się. – Wpuszczacie zimno do domu. Dziecko, pomóż mi z walizkami i wtedy się możemy witać.

*

Odprężona i szczęśliwa, siedziałam z rodzicami w kuchni, popijając kakao po sycącej kolacji. Pomieszczenie było przestronne, w kształcie litery U. Przy ścianach znajdowały się białe meble z drewnianymi akcentami, a na środku stała wyspa kuchenna z wysokimi krzesłami po jednej stronie, szafkami i szufladami po drugiej. Przez duże okna księżyc w pełni rzucał srebrzysty blask na podłogę i połyskujące powierzchnie blatów. Drewniany sufit z widocznymi belkami dodawał wnętrzu przytulności, a podłoga, pokryta dwoma identycznymi dywanikami, ocieplała całe pomieszczenie. 

– Jak tam było na studiach? – zapytał tata.

– Całkiem w porządku. Dużo się działo i pod koniec już dosyć mocno nas cisnęli ze wszystkimi zaliczeniami, ale ostatecznie udało mi się pozdawać wszystkie egzaminy na całkiem dobrym i zadowalającym poziomie – powiedziałam, po czym streściłam rodzicom wszystkie ważniejsze wydarzenia ostatniego roku.

– Brzmi jak prawdziwe wyzwanie – odezwała się mama. – Ale widzę, że dałaś sobie radę. Jesteśmy z ciebie dumni.

– Dzięki, mamo. – Uśmiechnęłam się. – Było ciężko, ale też dużo się nauczyłam, nie tylko z książek.

– A co tam u Huntera? – zagadnął z ciekawością tata, a ja przełknęłam nerwowo ślinę. – Układa wam się?

– Nie jesteśmy już razem – ucięłam krótko, odwracając wzrok.

– Widziałam ostatnio Maddie w mieście. Skończyła już studia? – Mama zmieniła temat, co przyjęłam z niemałą ulgą.

– Nie, został jej ostatni rok. Przyjechała na święta. Rozmawiałyśmy w tamtym tygodniu i jesteśmy umówione na jutro.

– To dobrze, że macie kontakt – zauważył tata, uśmiechając się lekko. – Może pokaże ci jakieś nowinki z uczelni, których jeszcze nie znasz.

– Tak, może być całkiem zabawnie – odparłam, już wyobrażając sobie nasze plotki przy kubku gorącej czekolady.

Przez następne półtorej godziny rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, żartowaliśmy i wspominaliśmy moje dzieciństwo. Tata opowiadał o swoich nieudolnych próbach nauczenia mnie jazdy na rowerze, a mama śmiała się z pierwszych eksperymentów kulinarnych – od spalonego ciasta po masę niedopasowanych pierniczków, które upychałam w szafkach w nadziei, że nikt ich nie znajdzie. Czasem przerzucaliśmy się anegdotami o sąsiadach, którzy zawsze mieli coś do powiedzenia o wszystkich w miasteczku, a czasem zanurzaliśmy się w bardziej osobiste wspomnienia: wakacje nad jeziorem, zimowe sanki na wzgórzu za domem, pierwsze samodzielne wyprawy do sklepu.

Śmialiśmy się głośno, przerywając opowieści drobnymi komentarzami i żartami, które znałam od lat i które zawsze sprawiały, że czułam się bezpieczna i rozluźniona. Każdy gest rodziców – ciepłe spojrzenie, ukradkowy dotyk mojej dłoni czy troskliwy ton głosu – przypominał mi, że tutaj nic nie muszę udawać ani nikomu niczego udowadniać.

Mimo całej radości i przyjemności, które czerpałam z tej rozmowy, zaczynałam odczuwać lekkie zmęczenie. Byłam wyczerpana dniem pełnym emocji, długą podróżą i naporem wspomnień budzących zarówno radość, jak i subtelną nostalgię. Poczułam, jak powieki stają się ciężkie, a ciało domaga się spokoju i regeneracji. Wiedziałam, że w tym domu, w tym pokoju, mogę pozwolić sobie na chwilę wytchnienia i naprawdę w końcu odpocząć.

– Pójdę już do siebie – powiedziałam wreszcie, odkładając pusty kubek na blat.

– Jasne, kochanie – rzekła mama. – Pokój wciąż taki sam, jak zostawiłaś.

– Cudownie – mruknęłam z lekkim uśmiechem, wstając od stołu, i rzuciłam krótkie „dobranoc”. 

Przeszłam przez salon, czując ciepło bijące od kominka, a potem skierowałam się w stronę schodów prowadzących na górę. Drewniane stopnie skrzypiały przy każdym kroku, przypominając mi, że jestem z powrotem w domu, miejscu, które znałam od zawsze.

Kiedy otworzyłam drzwi do swojego pokoju, poczułam mieszankę nostalgii i ulgi. Pomieszczenie było niewielkie, ale przytulne, dokładnie takie, jakie zapamiętałam: ściany w jasnym, kremowym kolorze, nad łóżkiem zdjęcia rodzinne i kilka starych plakatów, które mama, mimo mojego dorosłego wieku, pozwoliła zostawić. Biurko pod oknem było uporządkowane, z książkami poukładanymi w stosy i lampką rzucającą ciepłe światło na blat. Naprzeciwko znajdowała się ogromna, drewniana, dwudrzwiowa szafa. Na podłodze leżał dywanik w delikatne paski, a przy łóżku stała stara szafka nocna z małą lampką i zegarem, który wciąż tykał cicho, przypominając o rytmie domowego życia.

Zdjęłam buty i położyłam walizki w rogu pokoju, z jednej wygrzebałam piżamę. Przysiadłam na łóżku, rozpuściwszy włosy, i przykryłam się ciepłym kocem. Chwila ciszy pozwoliła mi odetchnąć po całym dniu pełnym emocji i wspomnień.

Po kilkunastu minutach wzięłam szybki prysznic, zmyłam makijaż, umyłam zęby i przebrałam się w piżamę. Ciepła woda, spływając po plecach, rozluźniła mięśnie, zapach ulubionego żelu pod prysznic – waniliowo-kokosowy – dodał mi poczucia bezpieczeństwa i komfortu.

Kiedy wreszcie położyłam się w łóżku, przyciągnęłam kołdrę bliżej siebie i wpatrywałam się w sufit. Ciało powoli oddawało się we władanie snu, myśli cichły. W pokoju panowała cisza, przerywana jedynie delikatnym szumem wiatru za oknem. 

2.

Za dużo wspomnień w jednym miejscu

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji

Winter hearts

ISBN: 978-83-8423-720-5

© Anna Sobota i Wydawnictwo Novae Res 2026

Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie, reprodukcja lub odczyt jakiegokolwiek fragmentu tej książki w środkach masowego przekazu wymaga pisemnej zgody Wydawnictwa Novae Res.

REDAKCJA: Marta Grochowska

KOREKTA: Słowa na warsztat

OKŁADKA: Oliwia Błaszczyk

Wydawnictwo Novae Res należy do grupy wydawniczej Zaczytani.

Grupa Zaczytani sp. z o.o.

ul. Świętojańska 9/4, 81-368 Gdynia

tel.: 58 716 78 59, e-mail: [email protected]

http://novaeres.pl

Publikacja dostępna jest na stronie zaczytani.pl.

Opracowanie ebooka Katarzyna Rek